9 kluczowych pytań na temat ANKI

ankipytaniaW zeszłym tygodniu otrzymałem od jednego z naszych czytelników następującego maila – "(…) Jak wygląda u Ciebie sprawa czytania obcojęzycznej Wikipedii w celach nauki języka? Ten problem był poruszany, ale prawdopodobnie nie zrozumiałem go dostatecznie dobrze. Przykładowo czytając, niemieckojęzyczną Wikipedię natrafiam na zdanie, którego znaczenia nie jestem w stanie wyciągnąć z kontekstu. Co w takim wypadku robię? Kopiuję do ANKI. Jednak co dalej? Z pomocą słownika staram się w miarę poprawnie napisać tłumaczenie tego zdania czy nie dodaję tłumaczenia?" Nieraz już pisano na Woofli o programach SRS (ang. Spaced Repetition System) takich jak Anki czy Mnemosyne, które w znacznym stopniu są w stanie wspomóc proces nauki języka obcego. Zwracałem uwagę zarówno na zalety tego typu rozwiązań, jak i ich wady, ale może faktycznie zbyt mało miejsca poświęciłem szczegółowemu opisowi samej metody pracy z aplikacją. Niniejszym artykułem spróbuję podsumować moje kilkuletnie doświadczenie pracy z Anki, omówić szczegółowo w jaki sposób można stosować elektroniczne fiszki do nauki języka z obcojęzycznych tekstów oraz zamknąć serię rozważań nad ich zastosowaniem w nauce języków obcych.

1.Jaki SRS jest najlepszy?
2.Czy lepiej korzystać z gotowych talii czy też tworzyć je samodzielnie?
3.Jaki format powinna mieć talia?
4.Jak wykonywać sesję elektronicznych fiszek? W głowie, pisemnie czy ustnie?
5.Jeśli informacje zapisywane ręcznie są lepiej zapamiętywane to dlaczego używasz elektronicznych fiszek?
6.Jakiego formatu sam używam?
7.Ile minut powinna trwać powtórka?
8.Jakiego rodzaju tekstów używać? Jakie zdania wpisywać do talii?
9.Czy to wystarczy, żeby nauczyć się języka?

1.Jaki SRS jest najlepszy?

Prawdę mówiąc różnica pomiędzy poszczególnymi programami SRS jest w dużej mierze wyłącznie kosmetyczna. Najpopularniejszy program obsługujący elektroniczne fiszki, jakim bez wątpienia jest Anki, od wydania wersji 2.0 znacznie zwiększył zakres swoich możliwości, ale tak naprawdę czynnikiem decydującym o poprawnym działaniu pozostaje niezmiennie ten sam algorytm rządzący naszymi elektronicznymi fiszkami. Głównym celem SRS-ów jest bowiem rozkładanie powtórek materiału w czasie tak aby najłatwiej było nam je trwale zapamiętać. Sam, po części ze względów sentymentalnych, po części z czysto praktycznych (problemy z konwersją utworzonych wcześniej talii do wersji 2.0) korzystam ze starej wersji Anki, którą nadal można ściągnąć z oficjalnej strony. Alternatywnym narzędziem jest Mnemosyne – nieco mniej znana aplikacja, której eksperymentalnie postanowiłem użyć do wspomagania nauki afrikaans i sprawdza się równie dobrze jak jej popularniejszy odpowiednik. Pozostałe SRS-y są już płatne, ale mając do dyspozycji tak kompletne darmowe oprogramowanie OpenSource jak Anki czy Mnemosyne, nie ma potrzeby o nich wspominać.

2.Czy lepiej korzystać z gotowych talii, czy też tworzyć je samodzielnie?

Sądząc po komentarzach, jakie ukazywały się pod poprzednimi artykułami poświęconymi tematyce SRS-ów, wiele osób ściągając Anki liczy na to, że program ma wbudowane moduły do nauki angielskiego (posłużę się najpopularniejszym przykładem) i wystarczy przysiąść 15 minut dziennie przed ekranem komputera, a język sam wejdzie do głowy dzięki przygotowanemu wcześniej materiałowi. Nic bardziej mylnego. Nie chciałbym w tym miejscu całkowicie deprecjonować wartości ogólnodostępnych talii – niektóre z nich są na pewno szczegółowo opracowane i zasługują na uwagę uczących osób. Problem jednak w tym, że korzystanie z gotowych materiałów w dużym stopniu uzależnia i jednocześnie opóźnia wykształcenie czegoś, co nazwałbym samodzielnością w nauce języka. Tworzenie własnych materiałów dydaktycznych jest sztuką, bez której ciężko samemu nauczyć się języka i którą warto wyrobić, żeby na dłuższy czas nie znaleźć się w fazie plateau lub mitycznym punkcie X, o którym pisałem w jednym z wcześniejszych artykułów. Dlatego zawsze będę polecał tworzenie własnych talii zawierających słownictwo, z jakim stykamy się w tekstach, które zdarzyło nam się w trakcie naszej językowej przygody przeczytać. Samodzielnie tworzonym taliom jest też ten artykuł w dużej mierze poświęcony.

3.Jaki format powinna mieć talia?

Sposobów tworzenia talii w Anki jest mnóstwo i wątpię, czy starczyłoby miejsca na omówienie każdego z nich dokładnie. Dlatego skupię się na najważniejszych układach, rozpatrując je pod względem kombinacji językowych(można tworzyć listy w formatach "L1-L2", "L2-L1", "L2-L2 z definicjami słownikowymi") oraz strukturalnym ("słowo-słowo", "zdanie-zdanie", "zdanie-słowo", automatyczne tworzenie talii dwustronnej).Przyjrzyjmy się różnym kombinacjom bliżej:
A) L2-L1 słowo-słowo – najprostszy z możliwych układów. Na pierwszej stronie wypisujemy obce słówko, na drugiej jego polski odpowiednik. Talia taka wspomaga jedynie pasywną znajomość języka, zupełnie nie rozwijając tej aktywnej, na której często znacznie bardziej nam zależy (czasem mniej, czasem bardziej słusznie). Jeśli więc liczymy na to, że karty w niej zawarte znajdą się w naszym arsenale aktywnego słownictwa to możemy przeżyć rozczarowanie. Kolejnym mankamentem jest również zawodność przy słowach posiadających więcej niż jedno znaczenie, co bardzo ciężko przedstawić bezkontekstowo.
B) L1-L2 słowo-słowo – odwrotność poprzedniego wariantu. Po pierwszej stronie mamy polskie słówko, po drugiej obcy odpowiednik. Talia taka, choć w teorii miałaby wspomagać aktywną znajomość języka, niestety zupełnie nie sprawdza się w kontakcie ze światem rzeczywistym. Fakt opanowania tłumaczenia zupełnie wyrwanego z kontekstu, gdy widzimy kartę w Anki ma się nijak do użycia danego słowa w rozmowie z użytkownikiem danego języka obcego. Na domiar złego nie gwarantuje nawet paradoksalnie tego, iż dane słowo zrozumiemy w czytanym przez nas tekście. Dlatego serdecznie format ten odradzam.
C) L2-L1 L1-L2 słowo-słowo – połączenie wyżej wymienionych wariantów, ale z jednoczesnym tworzeniem kart w dwie strony. To, co w zamyśle twórców SRS miało zaoszczędzić ludziom tworzącym swoją talię wysiłku, prowadzi tak naprawdę do utworzenia sporej grupy kart zupełnie nieprzydatnych. Talia ta bowiem w przypadku wyrazów wieloznacznych prowadzi do powstania zbyt wielu relacji "wiele do wielu" co, podobnie jak w konstrukcji relacyjnych baz danych przy nauce języka jest niemile widziane i wprowadza chaos.
D) L2-L1 zdanie-zdanie – rozszerzenie wariantu. Mamy już słowo w kontekście, co wydaje się rozwiązywać problem wieloznaczności (przynajmniej dla tego konkretnego znaczenia). Nie ma jednak potrzeby tworzenia tłumaczenia całego zdania na polski, zwłaszcza iż przeważnie chodzi nam o pojedynczy wyraz bądź zwrot. Będzie to jedynie strata czasu.
E) L2-L1 zdanie-słowo – uproszczona i zarazem mniej czasochłonna wersja wariantu D. Jak w przypadku wariantu A, sprawdza się jedynie w rozwijaniu słownictwa pasywnego.
F) L1-L2 zdanie-zdanie – format, z którym praca jest najcięższa, ale jednocześnie przynosi największy efekt. Tłumaczenie całych zdań z języka, który już umiemy na obcy, nie jest zajęciem łatwym i przeważnie unaocznia nam wszystkie językowe niedociągnięcia, co dla wielu może być nawet powodem frustracji i zniechęcenia do kontynuacji swoich zmagań (bardzo ciekawie problem ten opisał Piotr w 4 części swojego cyklu pt. Style twarde i miękkie, czyli czy być miłym czy okrutnym. Warto jednak w tym miejscu zaznaczyć, że ilość błędów jest w tym wypadku rzeczywistym miernikiem tego, czy rzeczywiście proces, który wykonujemy, można nazwać nauką. Jeśli natomiast jesteśmy w stanie przejść z marszu przez powtórkę, recytując niemal każde zdanie, to oznacza to nic innego jak to, że materiał jest zbyt prosty, a my powinniśmy zawiesić poprzeczkę trochę wyżej. Błędy należy natomiast traktować jak błogosławieństwo, zastanawiać się nad nimi (można nawet je podkreślić na fiszce, co stosuje w przypadku szczególnie ciężkich zagadnień), starać się zrozumieć przyczyny ich wystąpienia i zapamiętać właściwą formę tak, aby nie powtórzyć ich w przyszłości.
G) L2-L2 – choć jestem zwolennikiem korzystania z jednojęzycznych słowników na pewnym etapie nauki języka, to ciężko mi sobie wyobrazić korzystanie z jednojęzykowej talii SRS. Są jednak ludzie, którzy takowych używają – jednym z nich jest regularnie u nas komentujący autor bloga Los idiomas y el mundo, który pod wcześniejszym artykułem na temat Anki szerzej opisał to, w jaki sposób korzysta z dobrodziejstw elektronicznych fiszek.
H) talie zawierające elementy graficzne i dźwiękowe – ludzie interesujący się technikami zapamiętywania stwierdziliby zapewne, że grafika i dźwięk znacznie ułatwiają zapamiętanie danego słowa. Być może mają rację, ale z mojego doświadczenia wynika, że samo stworzenie talii posiadającej wyżej wymienione elementy jest na tyle czasochłonne, że nie pozostawia już czasu na rzeczywistą naukę. Pamiętajmy, że Anki to tylko narzędzie, a jego moc tkwi w prostocie, a nie tym, że daną kartę możemy przeładować dodatkowymi informacjami.

4.Jak wykonywać sesję elektronicznych fiszek? W głowie, pisemnie czy ustnie?

Logo AnkiTo co najwygodniejsze jest przeważnie niestety najmniej efektywne. Polecam więc powtórki ustne (i mam tu na myśli mówienie, a nie mruczenie pod nosem) bądź pisemne (albo obie formy jednocześnie), zwłaszcza gdy korzystamy z talii typu F (L1-L2 zdanie-zdanie). Te pierwsze znacznie poprawiają wymowę pełnych zdań. Te drugie są znacznie bardziej czasochłonne, ale nieodzowne w przypadku problemów z poprawnym zapisywaniem języka, jakiego się uczymy. Wiele osób wymieniało swego czasu brak pola odpowiedzi tekstowej jako jedną z głównych wad programu. W tym miejscu chciałbym przypomnieć o istnieniu takich dobrodziejstw naszej cywilizacji jak kartka i długopis, których nie dość, że można użyć do zapisu naszego tłumaczenia, to jeszcze pozwalają znacznie lepiej utrwalić informację w naszej pamięci, niż tekst zapisany na klawiaturze (zainteresowanych szerzej odsyłam do pracy P. Mueller i D.Oppenheimera (2014) pt. The Pen Is Mightier Than the Keyboard.
Advantages of Longhand Over Laptop Note Taking
gdzie szczegółówo omówiono eksperyment przeprowadzony na studentach Princeton, którzy mieli sporządzać notatki z obejrzanego wykładu. Choć notatki sporządzone na laptopach były znacznie obszerniejsze, to nie sprzyjały zapamiętaniu informacji tak dobrze, jak informacja zapisana ręcznie).

5.Jeśli informacje zapisywane ręcznie są lepiej zapamiętywane, to dlaczego używasz elektronicznych fiszek?

Powodem jest brak czasu na zarządzanie kilkunastoma taliami fiszek papierowych. W przypadku fiszek elektronicznych rozkładem powtórek rządzi algorytm (który w razie potrzeby jestem sam w stanie kontrolować, gdybym uznał, że jest błędny), co oszczędza mi mnóstwo czasu i energii, jakie niewątpliwie włożyłbym w manualne ustalanie przerw pomiędzy poszczególnymi sesjami z daną kartą. Starczy, że do każdego z języków mam czasem po kilka zapełnionych po brzeg zeszytów.

6.Jakiego formatu sam używam?

Jak już parokrotnie wspomniałem, użycie SRS sprowadza się u mnie do dwóch talii spełniających zupełnie odrębne funkcje:
a) talie pasywne, których używam do gromadzenia nieznanych mi słów spotykanych w trakcie czytania literatury lub gazet służące tylko i wyłącznie utrzymywaniu znajomości pasywnej danego języka na wysokim poziomie. Są zbudowane w dość specyficzny sposób, który łączy cechy typów A oraz E. Sama talia wygląda bowiem dokładnie, jak typ A, ale dodatkowo prowadzę osobny zeszyt, do którego wprowadzam zdania zawierające słówka wstawione do talii. Każda fiszka i każde zdanie mają przypisany swój numer. Przeprowadzając sesję z taką talią, widzę najpierw obce słowo, a jeśli nie znam znaczenia, spoglądam na przypisane do niego zdanie w zeszycie – widząc słówko w kontekście, potrafię w 90% sytuacji podać jego znaczenie. Zdaję sobie sprawę z tego, że system jest mało przejrzysty dla kogoś, kto dopiero zaczyna przygodę z Anki, ale w moim przypadku się sprawdza.
b) talie aktywne typu F, których używam do rzeczywistej nauki, tłumacząc z L1 na L2 – tutaj nie ma zeszytów ani numerów, jest czyste tłumaczenie z L1 na L2. Zawsze na głos.

7.Ile minut powinna trwać powtórka?

O ile kontakt z talią pasywną staram się przeważnie ograniczać do 10 minut, o tyle praca z talią F może trwać tak długo, jak czuję się skoncentrowany na przerabianym materiale i mogę podejmować się tłumaczenia zdań na język obcy. Postęp w nauce jest wprost proporcjonalny do długości powtórki oraz do stopnia naszej skupienia. Im aktywna sesja jest więc dłuższa, tym lepiej, ale jeśli nie mamy siły na dłuższą pracę, rozbijajmy ją na bloki 15- bądź 20-minutowe, by wykonać je na przestrzeni całej doby. Przeważnie jednak staram się na bieżąco przeprowadzać sesje talii aktywnej w objętości wyznaczonej przez rządzący talią algorytm. Jak to wygląda w praktyce można zobaczyć w dzienniku prowadzonego od grudnia Eksperymentu językowego.

8.Jakiego rodzaju tekstów używać? Jakie zdania wpisywać do talii?

Wybierzmy coś, co nas interesuje – co równie chętnie przeczytalibyśmy w języku, który już znamy – albo coś, czego rzeczywiście potrzebujemy (do dziś pamiętam, jak uczyłem się niemieckiego słownictwa z branży telekomunikacyjnej, którego przyswojenie w innych warunkach byłoby stratą czasu). Bez jednego z tych dwóch czynników jakakolwiek próba przerobienia tekstu na talię Anki będzie w długim okresie skazana na porażkę. Zdania można oczywiście wpisywać dowolne, ale z doświadczenia wiem, że nie powinny być zbyt długie i warto je dla potrzeb programu rozbijać na oddzielne jednostki o trochę mniejszym stopniu złożoności. Powinny to być również zdania, co do których znaczenia nie mamy absolutnie żadnych wątpliwości. Gdybym miał natomiast polecić od czego można zacząć taką talię budować, to bez wątpienia byłby to podręcznik o odpowiednim stopniu zaawansowania.

9.Czy to wystarczy, żeby nauczyć się języka?

Nie. Ludzie często mają tendencję do wyolbrzymiania zbawiennego wpływu, jaki dana metoda wywiera na ich proces nauki. Język natomiast jest bardzo złożonym tworem i tak naprawdę zawsze najlepiej sprawdza się atakowanie go od różnych stron. Czasem trzeba przerobić lekcję z podręcznika, poczytać gazetę, książkę, posłuchać radia, porozmawiać z osobami władającymi tym językiem – bez godzin spędzonych na tych czynnościach nikt się jeszcze obcej mowy nie nauczył. Jak już kiedyś natomiast wspomniałem, SRS-y są jedynie suplementem nauki, czymś, co wspomaga sam proces, ale go nie zastępuje. Pomoc ta jednak jest na tyle istotna, że każdemu radzę przynajmniej spróbować zaimplementować ją w swoim procesie nauki. Polecam też eksperymentować z różnymi rozwiązaniami – to, co bowiem działa w moim przypadku, niekoniecznie musi się sprawdzić u osoby o innych predyspozycjach.

Cykl artykułów poświęconych SRS-om natomiast zamykam, bo uznaję, że przekazałem wszystkie najbardziej istotne informacje w tej kwestii i cała reszta powinna już całkowicie zależeć od osoby uczącej się. Chciałbym więc, aby każdy po przeczytaniu tego tekstu i ewentualnym pozostawieniu komentarza (uwagi krytyczne zawsze będą mile widziane) rzucił się po prostu w wir nauki, jednocześnie starając się samodzielnie wyznaczać jej ramy. Bo jedna czy druga osoba może udzielić lepszej bądź gorszej rady, ale języka się za Ciebie, Drogi Czytelniku, nie nauczy.

Podobne artykuły:
Dwa tygodnie i trzy pytania, czyli eksperymentu językowego ciąg dalszy
Jak tworzyć i wykorzystywać listy frekwencyjne?
Wyznania ANKIoholika
Faza plateau – co to jest i jak przez to przejść?
Przewodnik po Anki

35 komentarze na temat “9 kluczowych pytań na temat ANKI

  1. Wszystkie popularne polskie programy do nauki słówek jak Supermemo, Prof Henry itd zostały przekonwertowane na talie Anki i są dostępne (…).

    Pomysł tworzenia własnych własnych talii uważam za mało efektywny. Po prostu schodzi na to tyle czasu, że niewiele zostaje na naukę. Moim zdaniem to strata czasu. Ogólnie programy SRS typu Anki choć świetnie nadają się do zapamiętania słówek to są mało efektywne w nauce języka. Powiedziałbym, że są pomocne tylko przy początkowym etapie nauki języka czyli pierwszym roku. Później już nie. Ale co kto lubi. Są ludzie, którym to odpowiada i dla nich Anki to fantastyczne mobilne rozwiązanie. Natomiast całkowicie się zgadzam z autorem w pkt 9 :).

    1. @Leon Kunicki
      Wybacz, ale ze względów czysto prawnych usunąłem z Twojego komentarza informację o tym gdzie są dostępne wspomniane przez Ciebie materiały – kto szukać umie, ten i tak znajdzie.

      Moim zdaniem samo tworzenie talii jest pewnego rodzaju nauką, więc nie uważam tego za czas stracony. Nie traktuję tego również jako rozwiązanie mobilnej nauki – Anki używam wyłącznie na komputerze i ze względu na to jak sesje z tym wyglądają ciężko mi sobie wyobrazić korzystanie z tego programu mówiąc na głos w środkach transportu publicznego (mruczenie do siebie, czy czyste przeglądanie kart nie daje moim zdaniem takich samych efektów). Tak jak jednak wspomniałeś, wszystko zależy od tego co kto lubi. Ja po prostu opisałem to co moim zdaniem się sprawdza.

      Pozdrawiam,
      Karol

      1. Pewnie jak ktoś poszuka to i znajdzie ale nie wszyscy wiedzą, że te bazy istnieją. Może aby było zgodnie z regulaminami to napiszę tylko, że widziałem je kiedyś przypadkiem na chomiku :).

        A co do tematu to oczywiście zajmowanie się tworzeniem własnych baz jest kontaktem z językiem. I jak każdy kontakt przynosi pozytywny efekt. Ale tak jak kontakt z językiem w szkole jest mało efektywny (parę lat nauki i słabe wyniki) tak i w tym przypadku efekt będzie raczej mierny. I wynika to z prostej matematyki. Ilość słów wypowiedzianych przez nauczyciela w trakcie godziny lekcyjnej jest raczej niewielka (czas poświęcony na pisanie na tablicy, na odpytywanie uczniów) i w rezultacie wychodzi pewnie jakieś 10 min obcowania z językiem. Słuchając radia przez 10 min pewnie nauczymy się tyle samo. W wielu programach komp. do nauki języka obcego są rebusy lub krzyżówki. Ale i one są mało efektywne. Może kogoś bawią ale na pewno nikt nie nauczy się języka rozwiązując krzyżówki. I tutaj przy tworzeniu talii do Anki efektywność również jest mała. Poza tym po co tworzyć do Anki jak można sobie pisać w zeszycie. Wyjdzie na to samo :). Jeżeli czytamy, nawet proste teksty, to przerabiamy 50-200 słów na minutę. W Anki nie jesteśmy w stanie osiągnąć takich ilości i stąd słaba efektywność. Co nie oznacza, że za pomocą programów SRS czy w szkole nie nauczymy się niczego. Nie, ocywiście się nauczymy, ale będzie to dłużej trwało bo jest mniej efektywne.

        Chociaż każdy uczy się na swój sposób i to co jednemu pasuje to drugiego denerwuje to jednak uważam, że są metody bardziej i mniej efektywne. Najbardziej efektywna moim zdaniem jest Comprehension Hypothesis Stephen Krashen-a wspomniana tydzień wcześniej w artykule "Rola uwagi w nauce języka" a dobrze opisana w wywiadzie z Krashen-em pod linkiem http://e-flt.nus.edu.sg/v10n22013/latifi.pdf

        Osobiście uważam SRS (Anki) jako sposób wspomagający naukę jako ciekawy i rzeczywiście ją ułatwiający ale w dłuższej perspektywie mało efektywny. Czym bardziej potrafimy czytać i słuchać tym bardziej powinniśmy odstawiać na bok wszelakie programy komp. czy systemy SRS a chłonąć realne treści z telewizji, radia, książek i gazet.

      2. 50-200 słów na minutę można przeczytać, ale nie przerobić. Dla mnie przerobienie słownictwa oznacza zrozumienie ich znaczenia, zrozumienie całego zdania (kontekstu) w jakim się pojawiły, a także zapisanie ich gdzieś, by móc wrócić do nich później, przypomnieć sobie lub po prostu powtórzyć. Tego nie da się zrobić w minutę. Nikt tutaj nie przeczy, że w nauce języka największe korzyści przynosi używanie języka (poprzez rozmowy, czytanie, słuchanie itd.), ale aby móc korzystać z języka trzeba znać słownictwo, a programy typu ANKI służą do jego powtarzania.
        Na swoim przykładzie wiem, że gotowe talie nie zdają egzaminu. Po pierwsze lubię uczyć się tego z czym sama się spotkałam (a więc poznawać słownictwo w kontekście, a nie oderwane od rzeczywistości) i wiem, że się spotkam, tego co mnie dotyczy, interesuje itd. Uczę się tego, czego ja chcę, potrzebuję a nie słownictwa ograniczonego do tego co ktoś wcześniej wybrał. Po drugie nie mam pewności i zaufania do osób, które tworzą takie talie. Nikt mi nie zagwarantuje, że słówka w danej talii będą zawierały poprawne tłumaczenia lub takie, które byłyby przydatne dla mnie w danym kontekście. Czas poświęcony na sprawdzanie każdego słówka w talii wolę poświęcić na tworzenie własnej talii i tłumaczenie słownictwa, które wiem, że będę wykorzystywać.

      3. Podobnie jak YPP mogę się podpisać pod tym, co wspomniała wyżej Poppi. Jakkolwiek jestem w stanie zgodzić się z wieloma postulatami Krashena to uważam, że jego wyznawcy mają tendencję do wyolbrzymiania zbawiennego wpływu czytania oraz słuchania języka. Doświadczenie mówi mi, że jeśli języka się nie używamy aktywnie tj. nie produkujemy przy jego pomocy żadnej treści to siłą rzeczy nie umiemy tego robić. Efektywna nauka polega przede wszystkim na połączeniu różnych metod – sama telewizja, radio, książki, gazety niestety nie wystarczą i prawdę powiedziawszy nigdy nie spotkałem nikogo kto nauczył się języka ograniczając się do pasywnego odbierania komunikatów w obcym języku za pośrednictwem tych mediów.

      4. Zgadzam się zasadniczo z Leonem – od zawsze wypisywanie słówek i tłumaczeń zajmowało mi więcej czasu, niż sama nauka. Gotowa talia to więc wybawienie – pod koniecznym warunkiem odpowiedniej jej "jakości".
        Seria "profesor" (Henry/Borys/Pierre etc), po "przerzuceniu" w Anki, jest tu rewelacyjna – przy czym wg mnie najkorzystniej jest odwrócić oryginalną kolejność z L1-L2 na L2-L1.
        Mamy wówczas od 5 do 10tys (Henry) słówek, z wymową (plik dźwiękowy dla słówek i ewentualnych zdań) oraz przetłumaczonym kontekstem dla trudniejszych i wieloznacznych słówek. Można jeszcze w miarę posiadanego czasu uzupełniać zestaw o obrazy dla wybranych rzeczowników oraz o własne słówka i robi się coś w rodzaju talii idealnej. Przynajmniej dla niektórych 😉

    2. Zauważyłem że najmniej efektywne jest korzystanie z czyiś tali. Zwłaszcza angielskojęzycznych tali do rosyjskiego, gdy sam układam znacznie lepszą polskojęzyczną.

  2. Zaskoczyło mnie ujrzeć odnośnik do mojego komentarza. 🙂 Ponieważ nadal używam Anki na sposób, jak to opisywałem rok temu (z tą tylko różnicą, że w tej chwili mam dzienny limit powtórkowy 3-krotnie wyższy niż gdy tamten komentarz pisałem, ale tego rodzaju ustawienia okresowo zmieniam) oraz myślę to samo, co myślałem, napiszę króciutko. Dwa tygodnie temu objaśniając komuś przez Internet, w jaki sposób pracuję z Anki, zrobiłem kilka zrzutów ekranu. Tak więc w ramach uzupełnienia punktu 3G) L2-L2 i mojego komentarza, jeden z tych zrzutów:
    http://s15.postimg.org/h1y29tlkr/Woofla_Anki.jpg

    1. Wielkie dzięki, Piotrze, za zrzut ekranu oraz komentarz, który zamieściłeś pod poprzednim artykułem, bo uważam, że w tej kwestii jesteś najbardziej odpowiednią ze znanych mi osób do opowiadania o taliach jednojęzykowych. Daj znać gdybyś kiedyś napisał coś dłuższego na ten temat tak bym mógł to podlinkować.

      Pozdrawiam,
      Karol

      1. Dzięki, Karolu!

        Choć dziwi mnie nieco, że pomysł jednojęzycznych kart jest aż tak oryginalny. Ma dla mnie szereg zalet. Jednojęzyczne definicje (1) całkowicie eliminują z umysłu język ojczysty podczas pracy z programem i (2) często zawierają synonimy i wyrazy bliskoznacze, które powtarzają się przy okazji (objaśnienia różnie jednak bywają komponowane w zależności od danego słownika jednojęzycznego).

        Zrobiłem przed chwilą zrzut karty w keczua:
        http://s12.postimg.org/d5cx8ng3h/chutay.jpg

        Jeśli ktoś pokaże mi w języku polskim wyraz "plugawy" bym stwierdził, czy go znam, nie będę potrzebował go w moim umyśle na nic tłumaczyć – po prostu poczuję jego sens, albo też nie poczuję jego sensu. Podobnie gdy patrzę na wyraz w języku obcym to wiem, czy tym momencie sens wyrazu czuję, czy nie czuję – po jakie licho tłumaczyć go w głowie na język polski?

        Po hiszpańsku działa mi to niezawodnie, natomiast w dużo słabszym keczua w jednojęzycznej talii o to też chodzi, by umysł do czystej pracy w keczua przyzwyczajać.

        Pozdrawiam,
        YPP

      2. Coś w tym jest: najlepiej przyzwyczajać się do myślenia w obcym języku. Tłumaczenia zawsze są niedoskonałe, jeśli weźmiemy angielskie słowo "upset" i polskie "smutny" to oczywiście nie pokryją się one w stu procentach.
        Ale nie próbowałem nigdy uczyć się na samych oryginałach, stawiając na CZUCIE, które pojawia się w umyśle – może jak spróbuję, to okaże się że to nie takie trudne.

        A uczysz się hiszpańskiego, powiedzmy, sprzed 400 lat? Czytasz jakieś stare wiersze, czy tylko interesuje cię hiszpański dzisiejszy?

      3. Hiszpańskiego sprzed 500-400 lat używam niewiele i tylko pasywnie. Bodajże ostatnim tak starym tekstem, który czytałem był z pół roku temu hiszpańskojęzyczny podręcznik keczua z roku 1560. Do odmiennego kształtu niektórych liter można się w 10 minut przyzwyczaić z tym, że na tych starych kartkach litery miejscami bywają słabo widoczne i na tym polega główne utrudnienie w czytaniu, a nie na przestarzałym języku.

      4. Moja metoda L2-L2 różni się od metody L2-L1/L1-L2 tym, że tworzy w umyśle dużą liczbę połączeń, że to tak określę. Na mojej idealnej karcie (bliska temu jest http://s15.postimg.org/h1y29tlkr/Woofla_Anki.jpg) znajdują się:

        (1) Objaśnienie w L2 najczęściej wraz z wyrazami bliskoznacznymi, które ułatwieją skojarzenie sensu słowa. Po pierwsze więc łaczę wyraz z innymi o podobnym znaczeniu w L2.

        (2) Słownikowe przykłady użycia wyrazu w zdaniach. Dobrze opracowane słowniki jednojęzyczne zawierają przykłday. Tak więc widzę, jak się wyrazu używa w zdaniach. Skojarzam wyraz w pełnych konstrukcjach możliwych do użycia, a nie jałowo w formie objaśnienia sensu samego słowa.

        (3) Originalne zdanie (a nawet zdania), w których na wyraz zwróciłem uwagę w realnym życiu (w książce, na filmie, na chacie itd.) i wyraz jest dla mnie czymś żywym i znajomym, co kojarzę z bardzo konkretnych sytuacji w moim życiu, a nie jakąś abstrakcją ze słownika.

        Przy tej ilości "połączeń" sens wyrazu po prostu czuję i potrafię wyraz użyć aktywnie i zapamiętuję go łatwo.

        Na żadnym etapie nie ma tłumaczenia wyrazu na język polski, czyli bezpośredniego łączenia z jakimkolwiek polskim słowem. Gdy więc widzę lub słyszę hiszpański wyraz, albo panuje w moim umyśle grobowa cisza i jedynie "czuję" (podobnie jak polski wyraz "smutny", którego sens jasno czuję i na nic mi się nie "tłumaczy"), albo dodatkowo nasuwają mi w się w myślach jakieś synonimy/wyrazy bliskoznacznie hiszpańskie, ale nigdy polskie. Na żadnym etapie nauki się nad psedusynonimami polskimi nawet nie zastanawiam, by móc je pamiętać i by mogły mi się przypominać w myślach, gdy widzę kartę w Anki, albo słyszę wyraz w rozmowie.

        Mam nadzieję, że to będzie pomocne. Reszta w komentarzu, do którego linkował Karol. 🙂

      5. Ta metoda jest świetna na wyższym poziomie wtajemniczenia (znaczy się, znajomości języka). Jednakże nie wyobrażam sobie, by stosować to, gdy nie zna się niemal żadnego słowa z definicji).
        Poza tym, jak sobie radzisz z tłumaczeniem na polski? Chyba, że nie masz takiej potrzeby. Ja jednak, mając gdzieś z tyłu głowy możliwą pracę tłumaczeniową, muszę pamiętać o polskich odpowiednikach.

      6. @Jacek K. M.,

        W uzupełnieniu mojej powyższej odpowiedzi na Twoje pytanie, czy uczę się hiszpańskiego sprzed 400 lat, dodam, że zacząłem dziś czytać książkę napisaną w roku 1568 przez ok. 80-letniego staruszka (pierwsze wydanie jednak dopiero pośmiertne w 1632, a dokładny wiek staruszka dyskusyjny), ale o wydarzeniach kilkadziesiąt lat starszych z naoczną relacją z podboju Meksyku sprzed lat dziś już ok. 500. 🙂
        Bernal Díaz del Castillo, Historia verdadera de la conquista de la Nueva España
        PDF do pobrania tutaj: https://books.google.be/books?id=BQhCAAAAcAAJ

        Czy się uczę, czy nie uczę, ciężko powiedzieć… Rzecz ma się tak, że przykładowo na przestrzeni drugiego i trzeciego rozdziału (Capitvlo II. Del defcubrimiento de Yucatan, y de vn rencuentro de guerra que tuvimos con los naturales. Capitvlo III. Del defcubrimiento de Campeche.) znalazłem łącznie 10 nieznanych mi słów, co daje ok. 2,7 nieznanego mi słowa na stronie. Z tym, że po pierwsze znaczenia powiedzmy 5 słów dość precyzyjnie domyśliłem się z kontekstu czytając, a pozostałych z grubsza się domyśliłem, a po drugie 9 z 10 z nich znajduje się we współczesnym słowniku RAE. W dowolnej książce na początku znajduję więcej nieznanym mi słów niż pod koniec, bo nowe słowa się w dużej części bedą powtarzać, także kończąc tę książkę nie będę znał może 1 słowa na stronie, ale zazwyczaj się go chociaż z grubsza domyślał z kontekstu. Jest to napisana językiem przebogatym w detale narracja przygodowa, ale nie czyta się dużo ciężej od tekstu współczesnego.

        Słowa dodałem do Anki z pisownią współczesną na pierwszej stronie karty, lecz z pisownią dawną w cytacie na odwrocie. Wygląda to więc tak:

        pierwsza strona karty – pisownia dzisiejsza:
        zalagarda

        odwrót karty – wyjaśnienie + cytat z pisownią dawną:

        1. f. Emboscada dispuesta para coger descuidado al enemigo y dar sobre él sin que recele.

        como que nos venian á ver, y como fe juntavan tantos, temimos no huvieffe alguna çalagarda como la paffada de Cotoche

        Wszystkie dodane słowa znajdują się we współczesnym słowniku. Stąd sam oceń, czy uczę się hiszpańskiego z XVI wieku, czy nie uczę się… Nowododanych do Anki słów nie planuję używać aktywnie. W każdym razie czytam bardzo niewiele tak starych tekstów. Ten się okazuje wciągający, więc widzę szanse, że doczytam książkę do końca. 🙂

        @prz_

        Czytając "como que nos venian á ver, y como fe juntavan tantos, temimos no huvieffe alguna çalagarda como la paffada de Cotoche" ani mnie nie obchodzi, jak to by było po polsku, ani nie sądzę, by przekładanie tego w głowie na język polski usprawniało czytanie książki. Jeśli jednak poproszono by mnie o przetłumaczenie: "jako, że przychodzili nas zobaczyć i jako, że łączyli się tak licznie, obawialiśmy się jakiejś zasadzki jak ta, która się zdarzyła w Cotoche" W czym problem? Te 2-3 słowa na stronie sprawdzi się w słowniku, ale wydaje mi się, że książkę się tłumaczy z biegu…

      7. PS. Ciekawe. W kolejnych trzech rozdziałach tylko dwa nowe słowa, czyli tylko pół nowego słowa na stronę i oba we współczesnym słowniku się znajdują. Do Anki dodałem jedno.

      8. @Y.P.P.
        Być może masz to, co wielu nazywa "cudownymi zdolnościami językowymi" 😉 , a bardziej wtajemniczeni po prostu szeroko pojętym dobrym kojarzeniem i doborem słów/faktów. Ja niestety widzę, że nawet doskonale wiedząc, o czym jest tekst w innym języku, to eleganckie tłumaczenie na polski przychodzi mi ze sporym trudem.
        Czasem, gdy czytam komentarze części z was (tak, Ty też się do nich zaliczasz), to naprawdę, nic tylko popaść w kompleksy. Ustawiacie poprzeczkę bardzo wysoko… a swoimi komentarzami tylko jeszcze dokładacie centymetrów 😉

      9. Ja niestety widzę, że nawet doskonale wiedząc, o czym jest tekst w innym języku, to eleganckie tłumaczenie na polski przychodzi mi ze sporym trudem.

        I to najzupełniej normalne. O ile pewne teksty można tłumaczyć "z marszu", to tam, gdzie potrzebna jest minimalna precyzja terminologii, należy się porządnie zastanawiać nad polskimi odpowiednikami. A już tłumaczenia ustne, to zupełnie inna bajka. Można świetnie znać język i kompletnie sobie nie radzić.

      10. @prz_

        Ja niestety widzę, że nawet doskonale wiedząc, o czym jest tekst w innym języku, to eleganckie tłumaczenie na polski przychodzi mi ze sporym trudem.

        Może tłumaczenie nie powinno być eleganckie? Tłumacząc moje zdanie miałem w pewnej chwili ochotę zlikwidować powtórzenie, które się w nim znajduje, ale teraz ja na nie patrzę, z powtórzeniem nie tylko jest wierniej przełożone, ale rzeczywiście lepiej wygląda i wierniej oddaje atmosferę. Tę książkę z roku 1568 napisał człowiek bez szczególnego wykształcenia. Ta narracja jest żwawa, stylistycznie może nie dopracowana, ale właśnie naturalna. Fascynująca. Jak autor opisuje swoje przygody z podboju Meksyku widzę niebo pełne strzał, padających zabitych, diaboliczne figurki, złoto, zgnitą wodę, usta pękające z pragnienia i trupy wyrzucane za burtę. Opisane słowami człowieka, który to przeżył, nie literaty. Eleganckie tłumaczenie byłoby zbrodnią.

      11. Przez "eleganckie" chodziło mi właśnie o odpowiednie do sytuacji. Przetłumaczone przez Ciebie zdanie w wersji polskiej bardzo mi się podoba!

      12. Piotrze,
        oryginalny ten pomysł nie jest, ale sam ich nie stosuję, więc wychodzę z założenia, iż osoba używająca ich na co dzień jest w stanie przekazać na ich temat znacznie rzetelniejszą informację.

      13. EDIT: tam miało raczej być "swoimi artykułami na WOOFLI", a potem komentarzami 😉

  3. "W tym miejscu chciałbym przypomnieć o istnieniu takich dobrodziejstw naszej cywilizacji jak kartka i długopis, których nie dość że można użyć do zapisu naszego tłumaczenia to jeszcze pozwalają znacznie lepiej utrwalić informację w naszej pamięci niż tekst zapisany na klawiaturze (zainteresowanych szerzej odsyłam do pracy P. Mueller i D.Oppenheimera (2014) pt. The Pen Is Mightier Than the Keyboard.
    Advantages of Longhand Over Laptop Note Taking gdzie szczegółówo omówiono eksperyment przeprowadzony na studentach Princeton, którzy mieli sporządzać notatki z obejrzanego wykładu. Choć notatki sporządzone na laptopach były znacznie obszerniejsze, to nie sprzyjały zapamiętaniu informacji tak dobrze jak informacja zapisana ręcznie)."
    Z tego badania wynika coś innego.Sam akt robienia notatek ręcznie nie ma znaczenia, gdy się ich później nie wykorzystuje do nauki:
    "When participants were unable to study, we did not see a difference between laptop and longhand note taking."
    Poza tym autorzy podsuwają trafniejszą i bardziej prawdopodobną interpretację, według której chodzi o to, że przy odręcznym pisaniu często dochodzi do przetwarzania treści, co może mieć znaczący wpływ na przyszłe zapamiętywanie:
    "Indeed, synthesizing and summarizing content rather than verbatim transcription can serve as a desirable difficulty toward improved educational outcomes (e.g., Diemand-Yauman, Oppenheimer, & Vaughan, 2011; Richland, Bjork, Finley, & Linn, 2005)."
    Czyli samo zapisywanie za pomocą długopisu niekoniecznie musi być pomocne, jeśli zapisywałoby się słowo w słowo, co przy odpowiednich warunkach wydaje się możliwe do wykonania.

    1. Łukaszu, dzięki za komentarz. Celem nie było wchodzenie w szczegóły tego czy zapisywanie za pomocą długopisu jest bardziej czy mniej pomocne, lecz odesłanie osób do podanej przeze mnie pracy. Napisałeś, iż:

      sam fakt robienia notatek ręcznie nie ma znaczenia, gdy się ich później nie wykorzystuje do nauki.

      Wydaje mi się, iż z mojego artykułu samo przez się wynika, iż notatki te będą wykorzystywane do przyszłej nauki (do zeszytów zaglądam podczas przeglądania takiej talii pasywnej dość często i śmiem twierdzić, że są bardzo ważnym elementem talii).

    2. Kartka i długopis nie dadzą takiego efektu jak Anki, gdzie mam 3 pola: zapis oryginalny. zapis fonetyczny, tłumaczenie, a zależy mi by zapis fonetyczny zawsze był po stronie odpowiedzi, a nigdy po stronie pytania.

      1. Anki używam z telefonu, bo mam go w tramwaju i łatwo się to robi na stojąca. Twoja metoda z linku jest znacznie bardziej rozbudowana.

  4. Z tą kartką i długopisem to jest genialna sprawa. Gorzej, gdy jedynym momentem w ciągu dnia, gdy mamy czas na powtórkę z ANKI, jest czas spędzony w transporcie publicznym. Pal licho, gdy się siedzi, ale gdy się stoi…

  5. Cześć, mam pytanie trochę nie związane z tematem artykułu, ale uznałem, że najlepiej zadać je pod najnowszym postem Twojego autorstwa.
    Od roku (z przerwami) uczę się chorwackiego, ale ze względu na trudny dostęp do materiałów bez większych sukcesów. Aby wiedzę usystematyzować i przede wszystkim poszerzyć chciałem kupić "Govorite li srpskohrvatski?" Panii Marii Krukowskiej, które udało mi się dorwać dopiero niedawno. Jednak język ukazany w książce różni się od tego, który dotychczas poznawałem. I tu pytanie, czy korzystając z tego podręcznika nie nauczę się bardziej serbskiego niż chorwackiego? Czy będę Chorwatów rozumieć i czy będę przez nich rozumiany? I czy mówiąc w ten sposób nie będę budził ich oburzenia?
    Z góry dziękuję za odpowiedź i pozdrawiam!

    1. Cześć Jadran, dzięki za pytania. Pozwól, że teraz odpowiem bardzo krótko – szerzej napiszę o tym problemie w artykule, który ukaże się 21 lutego.
      Czy korzystając z tego podręcznika nie nauczę się bardziej serbskiego niż chorwackiego?
      TAK
      Czy będę Chorwatów rozumieć
      To zależy od tego czy dany Chorwat będzie mówił językiem standardowym czy jednym z dialektów. Jeśli to drugie to nawet podręcznik do chorwackiego niewiele by pomógł 😉 Standard literacki natomiast zrozumiesz bez większych problemów.
      Czy będę przez nich rozumiany?
      TAK
      Czy mówiąc w ten sposób nie będę budził ich oburzenia?
      NIE, ale ludzie są różni i zawsze można znaleźć idiotę, który użycie bre uzna za świetną okazję do zaczepki.

      Pozdrawiam,
      Karol

      1. Nie ukrywam, że rozwiałeś moje wątpliwości. Na lang-8 co jakiś czas zdarza mi się usłyszeć, że użyłem obecgo słowa, ale na szczęście nie sprawia to większych problemów. Dziękuję, że zajmiejsz się tym szerzej w osobnym artykule.
        Pozsrawiam!

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Teraz masz możliwość komentowania za pomocą swojego profilu na Facebooku.
ZALOGUJ SIĘ