Author: Ksenia Prądzyńska

Blaski i cienie nauki języka nowogreckiego

Moja przygoda z językiem nowogreckim rozpoczęła się latem 2015 roku, kiedy uznałam, że pracując jako tłumacz, powinnam zdobyć wykształcenie filologiczne. Oczywiście, mogłam pójść po linii najmniejszego oporu i wybrać filologię polską lub zwiększyć ten opór tylko nieznacznie i wybrać język angielski, ale wciąż żyło we mnie pragnienie poznawania nowych języków, dlatego zdecydowałam się na nowogrecki. Studia musiałam rozpocząć od drugiego roku z zerową znajomością języka, gdyż prawo ukraińskie nie pozwala na przyjęcie na pierwszy rok osoby, która posiada już wykształcenie wyższe. Swojej decyzji nie żałuję, chociaż na początku było trudno i do tej pory miewam chwile zwątpienia. Nie wiem, czy kiedykolwiek będę znała grecki na poziomie, który pozwoliłby mi na używanie go w pracy, ale na razie stawiam sobie nieco mniej ambitne cele – na razie marzę o zdobyciu certyfikatu na poziomie B2. Do egzaminu mam jeszcze nieco ponad miesiąc i aktywnie się do niego przygotowuję, dlatego dziś podzielę się swoimi przemyśleniami na temat tego pięknego języka.

Czym się różni język nowogrecki od starożytnej greki? Czyli parę słów o historii języka greckiego.
Grecy są bardzo dumni ze swojego języka i często twierdzą, że grecki jest najstarszym spośród wciąż używanych języków europejskich oraz że współczesna greka różni się od starożytnej tylko nieznacznie. W rzeczywistości jednak różnica pomiędzy językiem starogreckim i nowogreckim jest mniej więcej taka jak pomiędzy łaciną i współczesnym włoskim. Oczywiście, cech wspólnych jest bardzo dużo, ale jeśli marzycie o czytaniu dzieł Platona i Arystotelesa w oryginale, nauka języka nowogreckiego raczej wam w tym nie pomoże. W porównaniu ze starożytną greką oraz z koine (czyli powszechną formą greki, która powstała w czasach świetności imperium Aleksandra Macedońskiego, napisany w niej został m.in. Nowy Testament) język współczesnych Greków posiada znacznie uproszczoną gramatykę i fonetykę, pojawiło się w nim sporo zapożyczeń z języka tureckiego, francuskiego, angielskiego, a także z języków słowiańskich.
Odkąd Grecja ogłosiła niepodległość w 1821 roku, pomiędzy greckimi językoznawcami trwał spór dotyczący przyszłości ich języka ojczystego, który ostatecznie zakończony został dopiero w 1976 roku. Niektórzy twierdzili, że język literacki powinien opierać się o używane współcześnie dialekty ludowe, które w ciągu 500 lat panowania osmańskiego dość znacznie oddaliły się od greki starożytnej. Ten wariant języka nowogreckiego nazywany był „δημοτική” [dimotiki], czyli językiem ludowym. Inni popierali natomiast ideę oczyszczenia współczesnej greki z obcych naleciałości i ponownego zbliżenia jej do języka starożytnego – wariant ten nazywany był „καθαρεύουσα” [katharewusa], czyli językiem oczyszczonym. Aż do 1976 roku językiem urzędowym, w którym sporządzano wszelkie dokumenty, była właśnie katharewusa, która była trudna dla zrozumienia nawet dla Greków, szczególnie dla osób słabo wykształconych. Ostatecznie podjęto więc decyzję o rezygnacji z katharewusy na rzecz dimotiki. Część słownictwa używanego w katharewusie stopniowo przeniknęła do języka mówionego, dlatego literacki język nowogrecki stanowi połączenie XIX-wiecznych dialektów ludowych z katharewusą, w którym znaczenie przeważają jednak elementy dimotiki.

Co ciekawe, niektóre słowa strogreckie wyszły z użycia w swoim podstawowym znaczeniu, ale występują w wyrazach złożonych. Na przykład słowo „οἶκος” [oikos], oznaczające dom, zastąpione zostało słowem „σπίτι” [spiti], pochodzącym od łacińskiego „hospitium”, jednak korzeń „oiko” znajdziemy w wielu nowogreckich słowach: „οικογένεια” [ikojenia] – czyli rodzina, „κάτοικος” [katikos] – czyli mieszkaniec, „νοικοκυρά” [nikokira] – czyli gospodyni domowa. Skoro jednak rodowici Grecy mieli problemy ze zrozumieniem katharewusy (która nie była w końcu greką starożytną!), my tym bardziej powinniśmy pogodzić się z tym, że nauka języka nowogreckiego umożliwi nam jedynie komunikację z jego użytkownikami oraz czytanie dzieł współczesnej literatury greckiej.

Ortografia
Wszyscy uczyliśmy się kiedyś (z mniejszym lub większym powodzeniem) matematyki i fizyki, dzięki czemu powinniśmy znać przynajmniej połowę greckich liter. Rozpoczynając naukę języka nowogreckiego szybko dowiemy się jednak, że wymowa wielu liter znacznie się zmieniła. Współczesna β to już nie „beta”, lecz „wita” i oznacza głoskę [w]. Głoska [b] we współczesnej grece występuje rzadko i zapisywana jest dwuznakiem „μπ”. Δ obecnie wymawiana jest jak „th” w angielskim słowie „that”, a głoska [d] zapisywana jest jako „ντ”. Γ czasem wymawiana jest jako [j], a czasem jako dźwięczne („ukraińskie”) [h]. O ile jednak nauczenie się współczesnej wymowy greckich spółgłosek nie powinno sprawiać większych kłopotów, prawdziwe schody zaczynają się przy samogłoskach. Nie tyle przy ich wymowie, ile przy pisowni. Jak zapisać po grecku głoskę [i]? Mamy do wyboru 7 wariantów: ι, η, υ, ει, οι, ηι, υι. Co prawda ostatnie 2 używane są bardzo rzadko, ale marne to pocieszenie, kiedy uczymy się nowogreckiej ortografii. Głoska [e] może być zapisywana jako ε lub αι, natomiast [o] jako ο lub ω. Związane jest to z zanikiem dyftongów oraz iloczasu w języku nowogreckim. W niektórych przypadkach znajomość gramatyki pozwala na bezbłędny wybór odpowiedniej pisowni (zwłaszcza jeśli chodzi o końcówki), ale tak naprawdę ucząc się nowych słów, trzeba od razu zapamiętywać ich pisownię. Jest to jedna z tych rzeczy, które najbardziej frustrują mnie w nauce greckiego – pocieszam się jedynie tym, że nawet nasi wykładowcy czasem popełniają błędy.

Akcent
Akcent w języku greckim jest ruchomy, ale na szczęście nie jest już polifoniczny. Może on padać na ostatnią, przedostatnią lub trzecią od końca sylabę, może się zmieniać w zależności od przypadku i zawsze jest zapisywany. O ile w języku rosyjskim lub ukraińskim akcent zaznaczany jest jedynie w słownikach i w podręcznikach dla cudzoziemców, w języku greckim pisanie bez akcentów uważane jest za niepoprawne. Jest to jednocześnie ułatwieniem (gdyż widząc jakieś słowo po raz pierwszy od razu możemy je przeczytać poprawnie) oraz utrudnieniem (bo nie wiedząc na jaką sylabę pada akcent w danym wyrazie możemy popełnić błąd ortograficzny). Dla mnie, jako dla osoby, której pisanie przychodzi o wiele łatwiej i szybciej niż mówienie, jest to raczej dodatkowe zmartwienie, ale to kwestia gustu.

Gramatyka
Gramatyka języka nowogreckiego jest dość logiczna, ale niestety posiada sporo wyjątków, do których należą przede wszystkim liczne czasowniki nieregularne. Współczesna greka posiada cztery przypadki (mianownik, dopełniacz, biernik oraz szczątkowy wołacz) – w katharewusie był jeszcze celownik, który wciąż występuje w niektórych wyrażeniach idiomatycznych. Tak samo, jak w języku polskim, występują trzy rodzaje gramatyczne, ale końcówka rzeczownika prawie zawsze pozwala na ustalenie jakiego jest on rodzaju (wyjątkiem są rzeczowniki kończące się na –ος, które najczęściej są rodzaju męskiego, ale czasem również żeńskiego lub nijakiego, oraz całkiem spora grupa rzeczowników nieregularnych).
Język nowogrecki ma 8 czasów – jeden teraźniejszy, przeszły dokonany i niedokonany, przyszły dokonany i niedokonany oraz 3 czasy odpowiadające w przybliżeniu angielskim present perfect, past perfect i future perfect. Nie ma natomiast bezokolicznika. Formą podstawową czasownika jest forma pierwszej osoby liczby pojedynczej, natomiast do łączenia czasowników używa się partykuły „να” [na]. Zdanie „Chcę czytać” w tłumaczeniu na język grecki brzmi „θέλω να διαβάζω” [thelo na diawazo]. Cecha ta łączy język grecki z innymi językami ligi bałkańskiej, między innymi z bułgarskim, w którym greckiemu „να” odpowiada „да”.

Słownictwo
W nauce języka greckiego bardzo pomaga to, że każdy z nas zna sporo słów pochodzących ze starożytnej greki. Historia, geografia, polityka, demokracja, teatr, terapia, Europa… Wszystkie te słowa (i setki innych) pochodzą z greki i są nadal używane. Jako politolog z wykształcenia byłam dość zaskoczona, gdy dowiedziałam się, że greckie słowo „δημοκρατία” [dimokratija] oznacza zarówno demokrację, jak też republikę, w związku z czym po grecku nie da się powiedzieć „republika demokratyczna”. Z Republiki Demokratycznej Konga Grecy zrobili Republikę Ludową („Λαϊκή Δημοκρατία”). Niektóre słowa zapożyczone z greckiego zmieniły jednak swoje znaczenie w innych językach. Kiedy po raz pierwszy spotkałam się z przymiotnikiem „ιδιωτικός” [idiotikos], oczywiście pomyślałam, że chodzi o coś idiotycznego.  W rzeczywistości oznacza ono „prywatny”, nie jest to jednak typowy „fałszywy przyjaciel tłumacza”. Słowo „idiota” istotnie pochodzi od starogreckiego słowa, które pierwotnie oznaczało „osobę prywatną”, „niespecjalistę”.
Niestety, znajomość „międzynarodowych” terminów pochodzących z greckiego nie pozwoli nam na łatwe zrozumienie tekstów w tym języku. W porównaniu z językiem włoskim, którego również uczę się od kilku miesięcy, w greckim jest znacznie więcej słów, które wcale nie brzmią znajomo i których po prostu trzeba się nauczyć.

Czy warto się uczyć greckiego?
Nie będę chyba zbyt odkrywcza pisząc, że języka warto się uczyć tylko wtedy, gdy jesteśmy autentycznie zainteresowani krajami, w którym jest on używany, ich kulturą lub przynajmniej samym językiem. Wyjątkiem jest chyba tylko angielski, który może nam się przydać do poznawania całego świata, a nie tylko krajów angielskojęzycznych. Po grecku możemy się porozumieć w Grecji oraz w południowej części Cypru, o ile Cypryjczycy przejawią nieco dobrej woli i przejdą na literacki język grecki, gdyż dialekt cypryjski czasem jest niezrozumiały nawet dla mieszkańców Grecji. Mieszkańcy obu tych krajów są zwykle bardzo sympatyczni i otwarci, a na próby cudzoziemców posługiwania się ich językiem reagują ze sporym entuzjazmem. Jedyny problem, z którym spotkałam się rozmawiając z Grekami i Cypryjczykami przez Internet jest ich zamiłowanie do pisania w alfabecie łacińskim, przy czym każdy ma swoją własną transliterację – niektórzy piszą fonetycznie, niektórzy odtwarzają grecką ortografię literami łacińskimi, a niektórzy używają nawet cyfr zamiast liter (na przykład 8 jako θ). Nie wiem, z czego to wynika. W krajach byłego ZSRR kiedyś również modne było pisanie tak zwanym „translitem”, ale było to w zamierzchłych czasach, kiedy wiadomość napisana cyrylicą mogła dojść do odbiorcy w postaci „krzaczków” przez problemy z kodowaniem. A Grekom tak już zostało.
Ze względu na obecną sytuację Grecji i Cypru język grecki raczej będzie przydatny w życiu zawodowym (chociaż życie potrafi zaskakiwać), ale wydaje mi się, że najlepszą motywacją do nauki języka wcale nie są względy praktyczne. Moim zdaniem język ten po prostu brzmi pięknie i pozwala na odkrycie fascynującej kultury, która co prawda ma niewiele wspólnego z osiągnięciami naukowymi i filozoficznymi starożytnej Grecji (chociaż tego akurat lepiej Grekom nie mówić), ale łączy w sobie wpływy różnych cywilizacji wraz z bardzo wyluzowanym podejściem do życia. Nie wiem, w jakim stopniu uda mi się opanować grecki do końca moich studiów, ale dzięki niemu trafiłam na Cypr, zakochałam się w tym kraju i jestem pewna, że jeszcze tam wrócę. Choćby dlatego uważam, że nauka greckiego była dobrym pomysłem, nawet jeśli nieszczególnie praktycznym.

Język rusiński, łemkowski… a może po prostu dialekt ukraińskiego?

W moim artykule pisałam o mniejszości węgierskiej zamieszkującej Zakarpacie, natomiast dziś postaram się zapoznać Czytelników z inną grupą etniczną, która oficjalnie stanowi niewielki ułamek ludności obwodu zakarpackiego… ale tak naprawdę może być większością. Są nią Rusini. Należy podkreślić, że zamieszkują oni nie tylko na Ukrainie. Język rusiński jest używany między innymi w należącej do Serbii Wojwodinie (gdzie jest jednym z języków urzędowych), na Słowacji, blisko spokrewniony jest z nim również język łemkowski, posiadający status języka mniejszości etnicznej w Polsce. Ponieważ jednak mieszkam na Ukrainie, a mój cykl artykułów poświęcony jest właśnie temu krajowi, najwięcej uwagi poświęcę Rusinom mieszkającym na Zakarpaciu.

Niestety, nie mogę ocenić, w jakim stopniu język zamieszkujących Polskę Łemków jest tożsamy z językiem Rusinów z Wojwodiny, gdyż nigdy nie miałam z tymi dialektami (w tym kontekście mam na myśli różne odmiany języka rusińskiego – bez oceniania, czy chodzi o dialekty samodzielnego języka, czy też o dialekty ukraińskie) zbyt dużo do czynienia. Nie ulega jednak wątpliwości, że pomimo silnego wpływu „dużych” języków, dialekty rusińskie mają sporo wspólnych cech, odróżniających je od literackiego języka ukraińskiego. Należy do nich akcent padający na przedostatnią sylabę (ruchomy w języku ukraińskim), stosowanie enklitycznych (krótkich) form zaimków osobowych, takich jak „mi”, „mu”, „t’a” itd. niewystępujących w standardowym ukraińskim, końcówka pierwszej osoby liczby mnogiej „-me” (typowe dla języka czeskiego i słowackiego, natomiast ukraińska końcówka to „-mo”) i wiele innych. Można powiedzieć, że język rusiński jest ogniwem łączącym języki wschodniosłowiańskie z zachodniosłowiańskimi. O ile różnice gramatyczne i składniowe raczej nie czynią go niezrozumiałym dla Ukraińców, większe trudności sprawia słownictwo (często zapożyczone z sąsiednich języków) oraz specyficzny akcent. Ten krótki filmik przedstawia uroczą starszą panią z Zakarpacia, opowiadającą o sobie i swoich sąsiadach:

Muszę przyznać, że rozumiem jedynie około 75% jej wypowiedzi i zupełnie „gubię się” pod koniec, kiedy pani zaczyna mówić bardzo szybko. Odnoszę jednak wrażenie, że słownictwo używane przez nią wcale aż tak bardzo nie różni się od standardowego języka ukraińskiego. Udało mi się wychwycić jedno zapożyczenie z węgierskiego oraz kilka z rosyjskiego – ale przecież „surżyk” występuje we wszystkich regionach Ukrainy. Czynnikiem utrudniającym zrozumienie tej wypowiedzi jest właśnie akcent i bardzo specyficzna wymowa niektórych głosek, zupełnie nietypowa dla języka ukraińskiego. Czy można więc uznać, że rusiński jest odrębnym językiem?

Z pewnością dialekt używany przez mieszkańców Zakarpacia znacznie wyróżnia się na tle pozostałych dialektów języka ukraińskiego, które są wzajemnie zrozumiałe. Oczywiście, mieszkaniec Ukrainy Wschodniej, nawet przy założeniu, że biegle mówi po ukraińsku, może mieć problem ze zrozumieniem niektórych polonizmów używanych przez galicjan, ale raczej nie zakłóci to komunikacji. Zakarpacie ma jednak pewną cechę, odróżniającą je od wszystkich innych regionów Ukrainy – jest nią izolacja geograficzna. Dziś droga z Zakarpacia do sąsiednich regionów zajmuje jedynie kilka godzin jazdy pociągiem lub samochodem przez jedną z malowniczych przełęczy. Polecam zwłaszcza przejazd pociągiem przez Przełęcz Użocką tuż przy polskiej granicy – byłam tam już kilkakrotnie, ale zawsze jestem pod ogromnym wrażeniem. Zanim jednak zbudowano dziesiątki mostów nad przepaściami i tuneli, Zakarpacie było w zasadzie odizolowane od reszty terytorium współczesnej Ukrainy. Dodatkowym czynnikiem izolującym była przynależność państwowa, gdyż przez wiele stuleci Zakarpacie należało do Królestwa Węgier. Większość ludności regionu zawsze stanowiła ludność wschodniosłowiańska, która jednak nie miała zbyt wiele powodów ku temu, by uważać się za Ukraińców. Tym bardziej że nawet mieszkańcy Galicji jeszcze na początku XX wieku najczęściej nazywali się Rusinami. O ile jednak integracja kulturalna i językowa Galicji z tak zwaną „Wielką Ukrainą” (czyli częścią Ukrainy należącą niegdyś do Imperium Rosyjskiego) zaczęła się o wiele wcześniej, mieszkańcy Zakarpacia „stali się” Ukraińcami w 1946 roku, kiedy Stalin podjął decyzję o tym, że Ruś Zakarpacka powinna zostać przekazana ZSRR przez Czechosłowację, głównie z powodów politycznych i wojskowych.

Oczywiście, ruch ukraiński na Zakarpaciu istniał już pod koniec XIX i na początku XX wieku, jednakże „opcja ukraińska” była tylko jedną spośród kilku panujących wśród działaczy, walczących o uniezależnienie się Zakarpacia od Węgier. Znacznie popularniejsza była choćby „opcja moskiewska”, co w pewnym sensie zauważalne jest do dziś. Po pierwsze, język rosyjski jest na Zakarpaciu o wiele bardziej powszechny, niż w innych regionach Ukrainy Zachodniej. Po drugie, ruch rusiński (czyli dążący do uznania Rusinów za odrębny naród) jest aktywnie wspierany przez Ukraińską Cerkiew Prawosławną Patriarchatu Moskiewskiego. W 2008 roku dość głośno było o prawosławnym księdzu Dmytrze Sydorze, który oprócz działalności duszpasterskiej działał również w organizacji zwanej „Sejmem Rusinów Podkarpackich” i próbował ogłosić niepodległość Zakarpacia. Ponieważ czasy były jeszcze spokojne, skończyło się na grzywnie i wyroku w zawieszeniu za separatyzm, a duchowny zajął się działalnością kulturalną i tworzeniem słownika ukraińsko-rusińskiego.

Biorąc pod uwagę wyniki spisu ludności, na którym narodowość Rusińską zadeklarowało jedynie 10 tysięcy osób (lub 0,8% ludności Zakarpacia), a Ukraińską – 80,5% można uznać, że Rusini stanowią jedynie niewielką mniejszość etniczną. Działacze ruchu rusińskiego twierdzą jednak, że w rzeczywistości Rusini stanowią na Zakarpaciu większość oraz że zaliczają się do nich prawie wszyscy mieszkańcy obwodu, deklarujący narodowość ukraińską (z wyjątkiem osób, które przeprowadziły się z innych regionów). Jak jest naprawdę? Nikt nie może udzielić jednoznacznej odpowiedzi na pytanie, gdzie dokładnie przebiega granica pomiędzy językiem a dialektem, narodem a grupą etniczną w ramach większego narodu. Jako osoba o liberalnym światopoglądzie uważam, że ludzie uważający się za Ukraińców są Ukraińcami, uważający się za Rusinów – Rusinami, a ktoś może łączyć obie tożsamości, jak robi to wielu Kaszubów w Polsce. Mogę jedynie zwrócić uwagę na pewne fakty, potwierdzone moimi własnymi obserwacjami.

  1. Mieszkańcy Zakarpacia czują swoją odrębność od reszty Ukrainy.

W 1991 roku na Zakarpaciu przeprowadzono referendum dotyczące autonomii regionu. 78% wyborców zagłosowało na „tak”, ale rząd w Kijowie nieszczególnie wziął to sobie do serca, dlatego Zakarpacie do dziś ma status zwykłego obwodu, bez jakiejkolwiek formy autonomii. Wynik ten świadczy jednak o tym, że nawet osoby utożsamiające się z narodem ukraińskim pragnęły pewnej autonomii. Pomimo tego, że dziś podróż z Użhorodu do Kijowa nie stanowi najmniejszego problemu, stolica Ukrainy nadal jest dosłownie „za górami i za lasami”, podczas gdy droga do Budapesztu czy Bratysławy jest krótsza i prostsza. Mieszkańcy Zakarpacia uważają się za „najbardziej europejskich” spośród wszystkich Ukraińców, a problemy ich własnego regionu interesują ich znacznie bardziej niż to, co dzieje się gdzieś daleko na wschodnie. Bardzo rzadko można wśród nich spotkać ukraińskich nacjonalistów. Niewielu jest również separatystów, którzy faktycznie pragnęliby oddzielenia się od Ukrainy, chociaż nastroje niepodległościowe wzmogły się w 2014 roku, kiedy rozpoczął się głęboki kryzys polityczno-gospodarczy, a młodych mężczyzn z Zakarpacia zaczęto mobilizować do wojska, by walczyli na wojnie, która – w ich przekonaniu – absolutnie  ich nie dotyczy.

  1. Status języka rusińskiego: to jest skomplikowane. 

Wszelkie kwestie związane z polityką językową na Ukrainie są skomplikowane i niejednoznaczne. Nie da się nawet odpowiedzieć na pytanie, czy język rusiński jest uznawany przez państwo ukraińskie… bo jednocześnie jest i nie jest. Od 2012 roku rusiński figuruje na liście języków, które mogą być wprowadzane jako języki regionalne na Ukrainie. Mogą, ale nie muszą. Język rusiński nigdzie na Zakarpaciu nie uzyskał statusu języka regionalnego. Przypuszczam, że gdyby choćby jedno sołectwo podjęło taką próbę, doprowadziłoby to do skandalu politycznego w skali całego kraju. Tak było, kiedy Zakarpacka Rada Obwodowa chciała przyjąć jako hymn regionu pieśń, napisaną w tak zwanym „jazycziju” (w dużym uproszczeniu, chodzi o sztuczną mieszankę języka rosyjsko-rusińskiego, stosowanie której miało podkreślać związek narodu rusińskiego z Rosją). Jednak poza kwestiami czysto politycznymi, stosowanie języka rusińskiego jako regionalnego byłoby dość trudne ze względu na to, że jego zakarpacki dialekt nie jest skodyfikowany. Słowniki tworzone przez księdza Sydora i innych entuzjastów spotkały się z krytyką ukraińskich językoznawców i nie są oficjalnie uznawane. Nie ma również ani jednej szkoły z rusińskim językiem nauczania.

  1. Język rusiński nie jest jednolity.

Nawet w ramach Zakarpacia nie ma jednolitego „dialektu zakarpackiego” / „języka rusińskiego”. Ze względu na ukształtowanie terenu, Zakarpacie składa się z wielu mniejszych rejonów, które w przeszłości również były od siebie stosunkowo odizolowane. Na przykład rejony górskie znalazły się pod faktyczną kontrolą węgierską o kilka wieków później niż nizinne okolice Użhorodu i Mukaczowa. Okolice Rachowa (wschodnia część Zakarpacia) zasiedlone zostały przez przybyszów z północnej strony gór, czyli z obecnej Galicji, posługujących się dialektem huculskim. Osoby mieszkające w rejonach z dużym udziałem ludności węgierskiej wykorzystują znacznie więcej zapożyczeń z węgierskiego niż mieszkańcy górskich wiosek, w których Węgrów nigdy nie było. Dialekty lub gwary zakarpackie łączy to, że są one trudne do zrozumienia dla Ukraińców z innych regionów. Podobno jednak nie zawsze są one wzajemnie zrozumiałe nawet dla mieszkańców Zakarpacia! Większość osób swobodnie przechodzi z własnego dialektu na (prawie) literacki ukraiński, natomiast w większych miastach ludzie mówią zwykle po ukraińsku z nielicznymi regionalizmami i wyczuwalnym zakarpackim akcentem albo po rosyjsku.

  1. Dialekt łemkowski jest modny. Język rusiński już niekoniecznie.

Od pewnego czasu obserwuję rosnącą popularność piosenek wykonywanych w „dialekcie łemkowskim” lub „zakarpackim” w ukraińskiej popkulturze. Co ciekawe, wykonywane są one zwykle przez osoby, które wcale nie pochodzą z Zakarpacia. Ludziom podoba się ta różnorodność języka ukraińskiego, ale nikt z wykonawców nie ośmiela się nazywać tego dialektu językiem rusińskim, bo to byłoby już nieco kontrowersyjne.

Niektóre piosenki są dość łatwe do zrozumienia przez „zwykłych” Ukraińców. Nie jestem tego pewna, ale być może ich oryginalny tekst został nieco zmieniony i zbliżony do literackiego języka ukraińskiego. Poniżej dwa przykłady: popularna piosenka „Pod obłaczkom” Chrystyny Sołowij, młodej piosenkarki ze Lwowa, oraz żałobna pieśń „Pływe kacza”, która była bardzo często wykonywana po tragicznych wydarzeniach na Majdanie na początku 2014 roku. Najbardziej znane jest wykonanie Pikkardijskiej Tercii (również ze Lwowa).

Inne zawierają sporo słów, które mogą sprawiać problemy nawet rodzimym użytkownikom języka ukraińskiego. Jako pierwszy przykład podam piosenkę „Oj wersze, mij wersze” – tutaj w wykonaniu (moim zdaniem najpiękniejszym) amerykańskiej piosenkarki pochodzenia ukraińskiego Kwitki Cisyk, chociaż w ciągu ostatnich kilku lat piosenka wykonywana była również przez kilka innych wokalistek. I chyba najbardziej „ekstremalny” przykład – piosenka „Ked’ my pryjszła karta”. Zamieszczam wersję z albumu Tarasa Czubaja (również lwowianina), który niestety zawiera piosenki gloryfikujące UPA, gdyż inne wykonania mają nieco zmieniony tekst, bardziej już zbliżony do języka ukraińskiego. Język tej wersji bardziej przypomina mi słowacki, niż ukraiński, a znaczenia niektórych słów mogę się jedynie domyślać. To, dlaczego ta piosenka znalazła się na składance poświęconej UPA, pozostaje dla mnie zagadką, wszak jej przesłanie jest bardzo pacyfistyczne – chłopak nie chce iść na wojnę, by nie zostawiać swojej ciężarnej dziewczyny.

Język czy dialekt? Nie da się udzielić odpowiedzi na to pytanie całkowicie abstrahując od jego kontekstu politycznego, dlatego też nie podejmę się rozstrzygnięcia. Szkoda tylko, że z powodów politycznych etnolektowi mieszkańców Zakarpacia nie poświęca się poważniejszych badań naukowych, nie są tworzone słowniki z prawdziwego zdarzenia, nie mówiąc nawet o możliwości zorganizowanej jego nauki. Z drugiej strony, nikt nie stara się walczyć z odmiennością językową Zakarpacia, a często jest ona wręcz traktowana jako atrakcja turystyczna. Nie wygląda więc na to, by cokolwiek zagrażało językowi/dialektowi rusińskiemu na Zakarpaciu, ale nie ma on raczej szans na stanie się pełnoprawnym językiem, używanym we wszystkich sferach życia publicznego.

Mały węgierski świat na Zakarpaciu

Węgrzy nie należą do najliczniejszych mniejszości narodowych na Ukrainie i stanowią nie więcej niż 0,3% ludności kraju. Zasługują jednak na szczególną uwagę jako grupa, której udało się zachować swój własny język i kulturę oraz która żyje w swoim własnym, nieco odizolowanym świecie, gdzieś pomiędzy Ukrainą i Węgrami. Spośród około 150 tysięcy ukraińskich Węgrów ponad 95% mieszka na Zakarpaciu. Region ten, nazywany przez Węgrów Kárpátalja, należał do Królestwa Węgier przez około 700 lat, aż do 1919 roku, kiedy został przyłączony do Czechosłowacji na mocy Traktatu z Trianon. Węgrzy nigdy nie stanowili większości na Zakarpaciu – przed 1919 rokiem ich udział w ludności regionu wynosił około 30%, po czym spadł do 15% i utrzymuje się na mniej więcej stabilnym poziomie.

Jeśli spojrzymy na mapę etniczno-językową obwodu zakarpackiego, z pewnością zauważymy, że zdecydowana większość Węgrów mieszka w wąskim pasie, ciągnącym się wzdłuż granicy ukraińsko-węgierskiej (i częściowo ukraińsko-rumuńskiej). Powstaje pytanie – dlaczego granica została wytyczona właśnie w taki sposób, czy nie lepiej byłoby przesunąć ją o kilkanaście kilometrów na północ, by lepiej odpowiadała lokalnym podziałom etnicznym? Nie wiem, ile w tym prawdy, ale podobno granica została poprowadzona w taki sposób, by linia kolejowa Czop-Rachów znalazła się w granicach Czechosłowacji. Całkiem możliwe, że 100 lat temu miała ona pewne znaczenie strategiczne, natomiast obecnie jeździ po niej zaledwie kilka pociągów dziennie, a część jest zamknięta, ponieważ dwukrotnie przekracza granicę ukraińsko-rumuńską. Granica jednak została, dzięki czemu mamy na Ukrainie kilkadziesiąt prawie całkowicie węgierskich wsi. Ważnym skupiskiem ludności węgierskiej jest również miasto Berehowo (Beregszász), gdzie stanowią oni około połowy mieszkańców, kilka tysięcy mieszka również w największych miastach Zakarpacia – Użhorodzie (Ungvár) i Mukaczewie (Munkács). Zdecydowana większość ukraińskich Węgrów mieszka jednak na wsi, w pewnej izolacji od reszty ukraińskiego społeczeństwa, które wynika przede wszystkim z odmienności językowej.

Etnos0

Etniczna mapa Zakarpacia (stan 2001 r.)

   Ukraińcy (w tym Rusini)
   Węgrzy
   Rumuni
   mieszana ludność ukraińsko-rosyjska

Zakarpaccy Węgrzy mówią po węgiersku. Często tylko po węgiersku. Osoby mieszkające w miastach zwykle znają ukraiński i/lub rosyjski na poziomie co najmniej komunikatywnym, ale na terenach wiejskich sytuacja wygląda zupełnie inaczej. W węgierskich miejscowościach działają szkoły z węgierskim językiem nauczania. Oczywiście, uczęszczające do nich dzieci muszą się uczyć języka ukraińskiego, ale zwykle niezbyt wiele z tych lekcji wynoszą. Na Ukrainie nie ma szkolnego programu nauczania języka ukraińskiego dla dzieci, które tego języka nie rozumieją. Podręczniki napisane zostały z myślą o dzieciach, które już znają (lub przynamniej rozumieją) ukraiński. Być może sprawdza się to w nauczaniu dzieci rosyjskojęzycznych, ale mali Węgrzy przychodzą na lekcje języka ukraińskiego w pierwszej klasie zdezorientowani – i zwykle tak już zostaje do samego końca szkoły. Nie pomaga również postawa nauczycieli, którzy zakładają, że „Madziarzy i tak się nie nauczą”. Pozwala się więc uczniom na ukończenie szkoły średniej z praktycznie zerową znajomością języka urzędowego, ale nie mają oni szans na pomyślne zdanie ukraińskiego odpowiednika matury. Co prawda w Berehowie działa Zakarpacki Instytut Węgierski, w którym można zdobyć wykształcenie wyższe w języku węgierskim, ale… no właśnie, najpierw trzeba zdać maturę. Dla tych, którzy zupełnie nie dają sobie rady z językiem ukraińskim, stworzono furtkę – studia nieatestowane przez władze ukraińskie, które pozwalają jednak na uzyskanie dyplomu uczelni węgierskiej. Wciąż jednak odsetek osób posiadających wykształcenie wyższe wśród ukraińskich Węgrów nie przekracza 10%. Problem polega jednak nie tylko na braku dyplomu, gdyż osobie nieznającej języka ukraińskiego trudno jest znaleźć jakąkolwiek pracę nawet w Użhorodzie, nie mówiąc o wyjeździe do innych regionów.

Mój przyjaciel, który urodził się i dorastał w jednej z węgierskich wiosek na Zakarpaciu, do siódmego roku życia w ogóle nie zdawał sobie sprawy z tego, że mieszka na Ukrainie. W domu mówiło się po węgiersku, oglądało się węgierską telewizję i słuchało węgierskiej muzyki. A później rodzice postanowili wysłać go do klasy z ukraińskim językiem nauczania. Chłopak nauczył się rozmawiać po ukraińsku dość biegle, ale z całkowitym pominięciem ukraińskiej gramatyki, w związku z czym trzykrotnie nie zdał matury pomimo bardzo dobrych wyników z innych przedmiotów. Marzył o zostaniu nauczycielem, ale jedyną opcją, pozwalającą na zarobie na życie, było podpisanie kontraktu z ukraińską armią, obecnie więc walczy Donbasie. W tym przypadku zawiniła najprawdopodobniej szkoła, która nawet nie próbowała nauczyć węgierskich uczniów poprawnego posługiwania się językiem ukraińskim. Znam też jednak osoby, które świadomie rezygnują z uczenia swoich dzieci ukraińskiego. Kilka lat temu poznałam małżeństwo z trójką dzieci, mieszkające w miasteczku, w którym Węgrzy stanowią co najwyżej 20% ludności. Ona jest Węgierką, ale dość dobrze zna ukraiński i rosyjski, on ma mieszane pochodzenie i w dzieciństwie mówił tylko po ukraińsku, ale w pewnym momencie swojego życia postanowił powrócić do węgierskich korzeni i stał się nacjonalistą. Ich córki nie znają języka ukraińskiego. Najpierw było mi trudno w to uwierzyć – w końcu mieszkają w ukraińskojęzycznym środowisku, ciągle słyszą ten język na ulicach swojego miasteczka. Okazuje się, że jest to jednak możliwe, ponieważ Węgrzy preferują życie w swojej własnej społeczności i stosunkowo rzadko kontaktują się z Ukraińcami. Moi znajomi argumentowali, że trzeba chronić węgierską tożsamość, że dzieci z małżeństw mieszanych zwykle słabo znają węgierski i czują się Ukraińcami… Ale moim zdaniem po prostu pozbawili swoje dzieci możliwości wyboru. Oczywiście, nigdy nie jest za późno na naukę języka, ale ukraiński jest dla Węgra sporym wyzwaniem ze względu na istnienie rodzaju gramatycznego (którego brak w węgierskim) oraz dość skomplikowaną fleksję.

Jednym z najbardziej wyrazistych przejawów odrębności Węgrów na Zakarpaciu jest to, że nie posługują się oni czasem kijowskim (wschodnioeuropejskim), lecz węgierskim (środkowoeuropejskim). Czasem zdarza się, że Ukraińcy również preferują czas „miejscowy” (różniący się od oficjalnego o godzinę), ale wiele sklepów podaje inne godziny otwarcia i zamknięcia po ukraińsku i po węgiersku. Na tabliczkach z godzinami pracy instytucji publicznych często można zobaczyć dopisek „к.ч.” – czyli „czas kijowski”. Pytając o czas odjazdu pociągu lub autobusu w rejonach węgierskojęzycznych również warto sprecyzować, według jakiego czasu udzielono nam odpowiedzi. Z mojego punktu widzenia „czas miejscowy” to straszne utrudnianie sobie życia na własną prośbę, ale dla tych ludzi jest to coś oczywistego. Dla nich Kijów jest dalekim i obcym miastem, natomiast Budapeszt jest o wiele bliżej zarówno geograficznie, jak też mentalnie.

Większość zakarpackich Węgrów, których znam osobiście, nie marzy jednak o przeprowadzce na Węgry. Prawie wszyscy mają węgierskie paszporty, ponieważ kilka lat temu Węgry wprowadziły uproszczoną procedurę przyznawania obywatelstwa osobom posiadającym węgierskie pochodzenie. Często przekraczają granicę, używają węgierskich paszportów do podróżowania po Europie, korzystają z programów kulturalnych i edukacyjnych organizowanych przez węgierski rząd, ale nadal mieszkają na Zakarpaciu i często czują swoją odrębność również od mieszkańców Węgier. Moim zdaniem wynika to z wieloletniej izolacji w ramach Związku Radzieckiego. W ciągu tych kilkudziesięciu lat, kiedy przekraczanie granicy było bardzo utrudnione, pomiędzy ludźmi powstała pewna przepaść. Moja nauczycielka węgierskiego twierdzi, że Węgry za bardzo się „zeuropeizowały”, że Węgrzy zbyt liberalnie wychowują swoje dzieci i że to już jest zupełnie inny naród. Odnoszę wrażenie, że ci ludzie (a zwłaszcza starsze pokolenia) czują się bardzo związani właśnie z Zakarpaciem, ze swoim małym, przytulnym światem, w którym czas płynie znacznie wolniej, niż we współczesnych węgierskich miastach. Tam nie byliby już „u siebie”.

Pomimo bariery językowej, dzielącej Ukraińców i Węgrów, kilka stuleci wspólnego życia doprowadziło jednak do wzajemnego przenikania się języków. Ukraińcy z Zakarpacia dość często używają zapożyczeń z węgierskiego, które są całkowicie niezrozumiałe dla osób z innych regionów:

крумплі [krumpli] = ziemniaki (węg. krumpli, ukr. картопля [kartoplia])

парадичка [paradyczka] = pomidor (węg. paradicsom, ukr. помідор [pomidor])

мачка [maczka] = kot (węg. macska, ukr. кіт [kit]) (to słowo występuje również w niektórych językach słowiańskich, ale na Zakarpacie trafiło prawdopodobnie właśnie za pośrednictwem węgierskiego)

варош [warosz] = miasto (węg. város, ukr. місто [misto])

Również zakarpaccy Węgrzy zapożyczyli nieco słów z języka ukraińskiego:

bulocska = bułka (węg. zsemle, ukr. булочка [bułoczka])

konvert = koperta (węg. boríték, ukr. конверт [konwert])

dovidka/spravka = zaświadczenie (węg. igazolás, ukr. довідка [dowidka], ros. справка [sprawka]) (rosyjskie zapożyczenie prawdopodobnie wzięło się stąd, że sami Ukraińcy bardzo często używają rosyjskiego wariantu)

elektricska = pociąg podmiejski (ukr. електричка [elektryczka]). Po węgiersku można powiedzieć po prostu „vonat”, czyli pociąg, ale w świadomości Ukraińców „elektryczka” pociągiem nie jest, a Węgrzy musieli się do tego jakoś dostosować.

W dzisiejszym artykule język większości ludności Zakarpacia nazywałam ukraińskim, żeby zbytnio nie komplikować tej kwestii. Rzeczywistość językowa tego pięknego regionu jest jednak o wiele bardziej złożona. Wielu językoznawców twierdzi, że język, którym posługują się słowiańscy mieszkańcy Zakarpacia wcale nie jest dialektem ukraińskiego, lecz odrębnym językiem – rusińskim. Temu zagadnieniu poświęcę mój kolejny artykuł już za kilka tygodni.

Jałta nad Morzem Azowskim i turkijski język Greków – czyli kilka słów o mniejszości greckiej na Ukrainie

grecyukrainaLudność Ukrainy charakteryzuje się dość znaczną różnorodnością etniczną i językową. W swoich kolejnych artykułach postaram się przybliżyć czytelnikom niektóre z mniejszości narodowych i językowych, zamieszkujących ten kraj. Zacznę dziś od Greków, ponieważ mieszkam w regionie, w którym stanowią oni sporą i dobrze zorganizowaną mniejszość, a od września 2015 roku studiuję filologię nowogrecką na Mariupolskim Uniwersytecie Państwowym, który jako jedyny uniwersytet w Europie (poza Grecją i Cyprem rzecz jasna) posiada odrębny Wydział Filologii Greckiej. W Mariupolu – mieście stanowiącym największe skupisko Greków na Ukrainie, działa również grecki konsulat, kilka greckich organizacji kulturalnych… Na pierwszy rzut oka wszystko to wygląda logicznie: region z dużą mniejszością grecką, organizacje pozarządowe i uczelnia dbające o zachowanie języka i kultury tej mniejszości… Ale czy na pewno? Okazuje się, że w rzeczywistości jest to o wiele bardziej skomplikowane.

Zacznijmy od tego, kim właściwie są ukraińscy Grecy i dlaczego mieszkają właśnie w okolicach Mariupola. Według oficjalnych danych, na Ukrainie zamieszkuje 91 tysięcy Greków, w tym ponad 77 tysięcy w obwodzie donieckim. Nazywani są oni „Grekami Przyazowia”, ponieważ zdecydowana ich większość mieszka właśnie w miejscowościach położonych wzdłuż wybrzeża Morza Azowskiego. Pierwsi Grecy przybyli do tego regionu z Krymu po wojnie rosyjsko-tureckiej w 1774 roku. Historycy nadal spierają się co do tego, na ile to przesiedlenie było dobrowolne, a na ile wymuszone przez carycę Katarzynę II. Grecy uzyskali od rosyjskich władz wiele przywilejów, ale musieli opuścić ziemie swoich przodków i zamieszkać na terenach, które w owych czasach były bardzo słabo zaludnione. Przyglądając się mapie azowskiego wybrzeża i okolic można dostrzec wiele „krymskich” nazw miejscowości: Jałta, Urzuf, Stary Krym, Chersones… Zostały one założone właśnie przez Greków, którzy w ten sposób pragnęli zachować pamięć o swoich rodzinnych stronach. Również nazwa samego Mariupola, chociaż nie ma swojego odpowiednika na Krymie, ma greckie pochodzenie.

Skoro jednak już wiemy, że Grecy nie przybyli na terytorium obecnej Ukrainy bezpośrednio z Grecji, lecz z Krymu, na którym mieszkali od wieków, logicznie dochodzimy do kolejnego pytania: jakim językiem się oni posługiwali? Otóż były to dwa języki, diametralnie różniące się od siebie nawzajem: rumejski i urumski. Rumejski (w angielskich źródłach często nazywany jest po prostu „Mariupol Greek”) jest dialektem pontyjskiego greckiego, czyli odmiany języka greckiego używanej przez Greków zamieszkujących w basenie Morza Czarnego. Natomiast urumski jest w zasadzie dialektem języka krymskotatarskiego, czyli należy do grupy języków turkijskich. Samo określenie „Urumowie” jest pochodzenia tureckiego i oznaczało prawosławną, grecką ludność Imperium Osmańskiego. Dlaczego Grecy posługiwali się językiem turkijskim? Legenda głosi, że Urumowie zostali postawieni przez muzułmańskie władze przed wyborem: język lub religia. Wyrzekli się więc swego języka, lecz pozostali prawosławnymi chrześcijanami. Całkiem jednak możliwe, że było na odwrót: Urumowie mogą być potomkami Tatarów, którzy przeszli na prawosławie, a w związku z tym zaczęli uważać się za Greków. Wydaje mi się to bardziej prawdopodobne, tym bardziej, że Urumowie różnią się od Rumejów nawet wyglądem – jest wśród nich sporo osób o typowo „tatarskich” rysach twarzy. Po przesiedleniu nad Morze Azowskie Rumejowie i Urumowie osiedlali się w odrębnych wioskach, natomiast Mariupol został założony przez przedstawicieli obu grup etnicznych.

W miarę upływu czasu i rozwoju przemysłu, region ten stawał się coraz bardziej wielokulturowy, Grecy stali się mniejszością i stopniowo asymilowali się z rosyjskojęzyczną większością. Pewną poprawę mogła przynieść polityka „korienizacji” (zakładająca troskę o wszystkie grupy etniczne, zamieszkujące ZSRR oraz o ich języki), prowadzona przez władze radzieckie w latach 1923-1929. Stworzono wówczas uproszczony wariant alfabetu greckiego, służący do zapisu języka rumejskiego, założono szkoły z greckim językiem nauczania. W praktyce jednak działania te nie były do końca przemyślane. Ani nauczyciele, ani tym bardziej uczniowie nie rozumieli treści podręczników napisanych w języku nowogreckim, jedynie częściowo zrozumiałym dla Rumejów i całkowicie obcym dla Urumów. Wkrótce zakończył się również ten krótki okres „tolerancji językowej” w ZSRR, a Grecy – zwłaszcza Urumowie, których ze względów językowych kojarzono z Tatarami Krymskimi – często byli ofiarami represji. Niestety, doprowadziło to do praktycznego wymarcia obu języków. Żaden z nich nie jest oficjalnie uznany za wymarły: oba nadal badane są przez językoznawców, wydawane są słowniki, można znaleźć przykłady poezji i prozy tworzonej po rumejsku i urumsku (zwykle zapisywane cyrylicą). Ale nie ma już ani jednej wioski, w której można byłoby usłyszeć żywe języki miejscowych Greków. Czytałam niedawno artykuł, napisany około 10 lat temu, autor którego już wtedy stwierdził, że językami tymi w miarę swobodnie posługiwały się jedynie osoby powyżej osiemdziesiątego roku życia. To samo wynika z obserwacji moich znajomych, pochodzących z tradycyjnie greckich wiosek. Po rumejsku lub urumsku mówiło pokolenie ich pradziadków, dziadkowie wciąż jeszcze używali pewnych słów i wyrażeń, natomiast pokolenie ich rodziców i oni sami są już całkowicie rosyjskojęzyczni, chociaż zachowują poczucie pewnej odrębności etnicznej i kulturowej.

Po zdobyciu przez Ukrainę niepodległości rozpoczęło się odrodzenie kulturalne Greków, o przejawach którego wspomniałam na początku artykułu. Niektórzy greccy działacze są jednak rozgoryczeni tym, że językiem tego odrodzenia jest standardowy język nowogrecki, który niewiele ma wspólnego z językami ich przodków. Nawet z prawnego punktu widzenia rumejski i urumski niejako nie istnieją. W trakcie spisu ludności oba zapisywane były po prostu jako „grecki” (nie ma więc żadnych wiarygodnych danych dotyczących ilości użytkowników każdego z nich), a na liście języków, które mogą uzyskać status języka regionalnego na Ukrainie figuruje wyłącznie nowogrecki. Z jednej strony, podchodząc do tej kwestii zdroworozsądkowo, muszę przyznać, że nie ma większego sensu nauczanie de facto wymarłych języków, które – poza nielicznymi próbami i eksperymentami – nigdy nie miały własnej literatury i istniały w zasadzie wyłącznie w formie ustnej. Z drugiej strony, nieco dziwi mnie to, że przez ponad rok studiowania filologii nowogreckiej nie dowiedziałam się od wykładowców absolutnie niczego o języku rumejskim i urumskim. Dla uczelni o wiele większe znaczenie ma współpraca międzynarodowa z Grecją i Cyprem, a każdy chętny (i posiadający trochę pieniędzy) student może wyjechać na staż do jednego z tych krajów, co oczywiście stanowi o wiele bardziej atrakcyjną perspektywę, niż nauka języków-zombie. Osoba, która nie jest zorientowana w temacie, może odnieść wrażenie, że kiedyś mieszkali tu Grecy, posługujący się językiem urzędowym Grecji, którzy następnie ulegli rusyfikacji, a teraz po prostu wracają do swych korzeni.

A jakie jest moje osobiste zdanie na ten temat? Muszę przyznać, że samo nawet czytanie o procesie wymierania języków wywołuje we mnie pewien smutek. Zdaję sobie jednak sprawę z tego, że jest on naturalnym skutkiem globalizacji, ze zdobyczy której bardzo chętnie korzystam, dlatego nie podejmę się jej krytykowania. Natomiast w następnym artykule opowiem o przypadku zgoła przeciwnym – o języku mniejszości narodowej, któremu udało się zachować na tyle mocną pozycję, że wielu jego użytkowników nie zna ani ukraińskiego, ani rosyjskiego.

Zobacz także…

Sytuacja językowa na Ukrainie – mity i rzeczywistość (część 1/2)

Sytuacja językowa na Ukrainie – mity i rzeczywistość (część 2/2)

Sytuacja językowa na Ukrainie – mity i rzeczywistość (część 2/2)

ukraina2W poprzedniej części mojego artykułu starałam się nieco wyjaśnić skomplikowane relacje, zachodzące pomiędzy językiem ukraińskim i rosyjskim na Ukrainie. Dziś przejdziemy do zagadnień praktycznych: którego języka łatwiej jest się nauczyć Polakowi, a który bardziej przyda w czasie podróży? Czy osoba ucząca się tylko rosyjskiego może czuć się komfortowo we Lwowie oraz czy znajomość języka ukraińskiego wystarczy, by porozumieć się z mieszkańcami Ukrainy Wschodniej?

4. Polakowi łatwiej jest się nauczyć języka ukraińskiego niż rosyjskiego częściowo prawda.

Ponieważ ukraiński jest bliżej spokrewniony z polskim, niż rosyjski, Polak może rozpocząć naukę tego pierwszego, mając bonus w postaci całkiem niezłej biernej znajomości. Kilka miesięcy temu spotkałam dziewczynę ze Wschodu Ukrainy, która oczywiście na co dzień mówiła po rosyjsku, ale z nowo poznanym polskim chłopakiem rozmawiała po ukraińsku, bo wtedy on o wiele lepiej ją rozumiał. Ale uwzględniając stopień powszechności obu języków i ilość dostępnych materiałów do jego nauki, łatwiej jest jednak rozpocząć od rosyjskiego. Sprawdza się tutaj zasada, iż nauka języka, bardzo „popularnego” w pewnym regionie świata, może otworzyć nam drzwi do kolejnych, mniej znanych języków z owego regionu. I tu dochodzimy do kolejnego zagadnienia…

5. Rosyjski jest użyteczniejszy od ukraińskiegoprawda.

Po rosyjsku powinniśmy być w stanie się porozumieć we wszystkich krajach byłego ZSRR, w których znajomość angielskiego za bardzo nam nie pomoże, zwłaszcza po opuszczeniu większych miast. Ale nawet pozostając na samej tylko Ukrainie, w wielu regionach, bez znajomości rosyjskiego, możemy mieć problemy ze zrozumieniem mieszkańców. Faktem pozostaje również to, że rosyjski jest językiem bardziej uniwersalnym, co oczywiście spowodowane jest jego dominującą pozycją w czasach radzieckich. Nawet studiując politologię we Lwowie, czyli w najbardziej „antyrosyjskim” mieście współczesnej Ukrainy, wiele podręczników i źródeł czytałam w języku rosyjskim, bo po prostu nie zostały jeszcze przetłumaczone na język ukraiński. Problem ten jest jeszcze poważniejszy, jeżeli chodzi o nauki ścisłe i techniczne. Widać w tej kwestii pewien postęp i ukraiński stopniowo staje się językiem używanym (lub co najmniej możliwym do użycia) we wszystkich sferach życia, w przeciwieństwie do białoruskiego, który niestety nadal nie wykształcił swojego zasobu słownictwa naukowego i technicznego. Co nie zmienia faktu, iż znajomość rosyjskiego daje nam dostęp do większej liczby prac naukowych, w tym również tych dotyczących językoznawstwa.
Wcale nie oznacza to jednak, iż nie warto się uczyć ukraińskiego. Ukraińcy (nawet ci, którzy sami mają problemy z poprawnym wysławianiem się po ukraińsku) bardzo pozytywnie reagują na obcokrajowców podejmujących jakiekolwiek próby nauczenia się ich języka. Osobiście uważam również, że warto uczyć się – i w ten sposób wspierać – języki, niecieszące się ogromną popularnością. Tak naprawdę wyłącznie z tego powodu nauczyłam się języka białoruskiego. Ale jeżeli decydujemy się na naukę języka ukraińskiego z pominięciem rosyjskiego, to musimy zdawać sobie sprawę z tego, z jakich pobudek to robimy, jak również z tego, że nie wszędzie na Ukrainie będziemy się w stanie dogadać z miejscowymi, przez co nasza wiedza o kraju, jego kulturze i mieszkańcach zawsze będzie w pewien sposób niepełna.

6. Kwestie językowe są powodem wojny na Ukrainie, więc lepiej nie mówić po rosyjsku we Lwowie, ani po ukraińsku w Charkowie, bo może to się źle skończyćfałsz.

Nie zagłębiając się za bardzo w niuanse ukraińskiej polityki, język tak naprawdę nigdy nie był problemem sam w sobie – problemem było tylko używanie języka jako „tematu zastępczego” przez ukraińskich polityków oraz pielęgnowanie szkodliwych stereotypów. Na przykład, bardzo popularny we wschodnich regionach Ukrainy stereotyp głosi, iż mówienie po rosyjsku we Lwowie to taki oryginalny sposób na popełnienie samobójstwa. W rzeczywistości we Lwowie mieszka kilka procent etnicznych Rosjan, nadal mówiących po rosyjsku, bardzo dużo jest również rosyjskojęzycznych turystów. O ile nie mówisz po rosyjsku z idealnym moskiewskim akcentem i nie zapuszczasz się w środku nocy do specyficznych dzielnic daleko od centrum, nic złego Cię nie spotka, jeśli będziesz próbował praktykować swój rosyjski we Lwowie. Nie zmienia to faktu, że wiele osób jest bardzo niechętnie nastawionych do wszystkiego, co rosyjskie, ale raczej nigdy nie okazują tego turystom. Polski jest we Lwowie powszechnie rozumiany i o wiele milej widziany, ale domyślam się, że jadąc za granicę wolisz skorzystać z możliwości poćwiczenia języka obcego..
Na Wschodzie Ukrainy ludzie są ogólnie bardzo tolerancyjni i raczej nie przejawiają żadnych emocji, związanych z językiem, o ile nie starasz się im wmówić, że powinni rozmawiać wyłącznie po ukraińsku. Można bez obaw używać języka ukraińskiego we wschodnich regionach Ukrainy, ale nie ma gwarancji, że ludzie (zwłaszcza ze starszego pokolenia) będą odpowiadać również po ukraińsku. Rzecz w tym, iż dla Ukraińca „oczywistą oczywistością” jest to, że skoro mówisz po ukraińsku, to na pewno znasz też rosyjski. Więc jeśli łatwiej jest mu mówić po rosyjsku, to nie widzi powodu, dla którego miałby odpowiedzieć Ci po ukraińsku. Obecnie mieszkam w Mariupolu (obwód doniecki) i całkiem często zdarza mi się mówić po ukraińsku w miejscach publicznych – ani razu nie spotkałam się z żadną negatywną reakcją, ale 90% odpowiedzi jest w języku rosyjskim. Podkreślam, że to co piszę dotyczy terenów kontrolowanych przez rząd ukraiński. Nieco inaczej może to wyglądać w nieuznawanych „republikach ludowych”, gdzie od dwóch lat ludzi systematycznie zastrasza się „faszystowską kijowską juntą”, gotową do uśmiercenia każdego, kto mówi po rosyjsku. Latem 2014 roku zdarzyło mi się rozmawiać po ukraińsku w „Donieckiej Republice Ludowej” i wyszłam z tego bez szwanku, ale na razie ogólnie odradzałabym wycieczki w te tereny, dopóki sytuacja chociaż trochę się nie ustabilizuje. Natomiast podróżowanie do pozostałych regionów Ukrainy (w tym nawet do części Donbasu kontrolowanej przez władze ukraińskie) uważam za całkowicie bezpieczne, niezależnie od używanego języka, i jak najbardziej do tego zachęcam!


Zobacz również:

Sytuacja językowa na Ukrainie – mity i rzeczywistość (część 1/2)

Czy i kiedy opłaca się uczyć ukraińskiego?

Język rosyjski na Ukrainie

Lwowiaki nie mówią, ino bałakają – czyli o języku polskim na Ukrainie

Szwedzi na Ukrainie? Od osiemnastego wieku?!

Przewodnik po różnych rodzajach cyrylicy – języki słowiańskie

Sytuacja językowa na Ukrainie – mity i rzeczywistość (część 1/2)

ukraina1Jako osoba mieszkająca na Ukrainie od ponad siedmiu lat, a już od roku także ukraińska obywatelka, często spotykam się z pytaniami Polaków, którzy interesują się tym krajem, chcieliby go poznać i zwiedzić, nie ograniczając się do standardowej „wycieczki nostalgicznej” do Lwowa z ewentualnym wypadem do Kamieńca Podolskiego. Pragnieniu poznania kraju i jego kultury bardzo często towarzyszy chęć nauki języka… Ale no właśnie? Którego języka? Zagadnienie użyteczności języka ukraińskiego poruszył już w roku 2011 Karol w artykule pt.: Czy i kiedy opłaca się uczyć ukraińskiego?, ale ponieważ od tego czasu upłynęło całkiem sporo wody w Dnieprze, a sytuacja na Ukrainie znacznie się zmieniła (niestety nie na lepsze), uważam, że warto powrócić do tego tematu. W serii swoich artykułów planuję poruszyć wiele zagadnień związanych z językami, używanymi na Ukrainie – również z tymi rzadziej spotykanymi, takimi jak krymskotatarski, urumski, rumejski, karaimski czy gagauski – ale dzisiaj postaram się zmierzyć z najczęściej spotykanymi wśród Polaków (i nie tylko) przekonaniami dotyczącymi sytuacji językowej na Ukrainie.

1. Na Ukrainie obowiązują dwa języki urzędowe: ukraiński i rosyjski fałsz.

Zgodnie z ukraińską konstytucją, jedynym językiem urzędowym Ukrainy jest ukraiński, więc zmiana tego przepisu wymagałaby zgodności zdecydowanej większości ukraińskiej sceny politycznej, czytaj: jest niemożliwa. Od 2012 roku obowiązuje jednak ustawa o językach regionalnych, gwarantująca prawo do używania na poziomie lokalnym języków, którymi posługuje się co najmniej 10% mieszkańców pewnej jednostki administracyjnej (może to być pojedyncza wioska, a może to być cały obwód – odpowiednik polskiego województwa). Ustawa od samego początku wzbudzała ogromne kontrowersje, po zwycięstwie Euromajdanu nowa ekipa rządząca próbowała ją anulować, ale ostatecznie prawo obowiązuje do tej pory. Co tak naprawdę zmieniło ono na Ukrainie? Niewiele. Obwody południowo-wschodnie nadały językowi rosyjskiemu status regionalnego, obwody zachodnie ogłosiły, że ustawa u nich nie obowiązuje, a w rzeczywistości wszystko zostało po staremu. W regionach wschodnich przez wszystkie lata od ogłoszenia niepodległości przez Ukrainę rosyjski był w powszechnym użyciu, wiele dokumentów sporządzano po rosyjsku nawet wtedy, kiedy oficjalnie jeszcze nie było mowy o językach regionalnych, a w wielu miastach zdecydowana większość szkół prowadziła nauczanie w języku rosyjskim. To samo dotyczy prasy, radia, telewizji i rynku wydawniczego. Pozytywne skutki wprowadzenia ustawy o językach regionalnych można natomiast zaobserwować w regionach takich jak Zakarpacie i Bukowina, gdzie usankcjonowano status języka węgierskiego oraz rumuńskiego / mołdawskiego, ale to już temat na osobny artykuł. Co pewien czas powraca kwestia nadania rosyjskiemu statusu drugiego języka urzędowego, ale jak już wspomniałam, jest to raczej niemożliwe ze względu na specyfikę ukraińskiej sceny politycznej.

2. Większość ludności Ukrainy rozmawia na co dzień po ukraińsku być może prawda, ale tak naprawdę to tego nie wie nikt.

Jest to po prostu niemożliwe do sprawdzenia. Jeżeli chodzi o wyniki spisu ludności z 2001 roku, na którym prawie 70% ludności Ukrainy zadeklarowało ukraiński jako swój język ojczysty – dane te mogą być przydatne co najwyżej w analizie tożsamości narodowej i językowej obywateli Ukrainy, ale na pewno nierzeczywistej sytuacji językowej. Jeszcze w ZSRR przyjęło się, że „język ojczysty” to tyle, co „język mojego narodu / grupy etnicznej”. Dlatego osoba o wyraźnie ukraińskiej tożsamości narodowej prawdopodobnie zadeklaruje język ukraiński jako swój ojczysty, nawet jeśli w domu rozmawia raczej po rosyjsku. Wyniki mogłyby być zupełnie inne, gdyby na spisie powszechnym pytano o język używany w domu, jednak nadal utrzymuję, że nie da się do końca określić, który z języków: ukraiński czy rosyjski, jest częściej używany na Ukrainie. Istnieje ku temu kilka powodów:

1) Spora część ludności posługuje się surżykiem, czyli mieszanką języka ukraińskiego i rosyjskiego. Surżyk nie jest zjawiskiem jednolitym ani w żaden sposób skodyfikowanym, a u niektórych użytkowników mieszanka jest na tyle „idealna”, że nie sposób określić, do którego z języków jest jej bliżej.

2) Wiele osób używa obu języków nawet we własnym domu. Osobiście znam kilka rodzin, w których jedno z rodziców rozmawia po rosyjsku, drugie po ukraińsku, a dzieci starają się jakoś wybrnąć z tej sytuacji (zwykle za pomocą surżyka). Tydzień temu w jednej z kijowskich kawiarni miałam okazję do obserwowania dwóch dziewczyn, z których jedna mówiła po ukraińsku, a druga po rosyjsku i tak sobie rozmawiały na różne tematy przez ponad godzinę, wcale nie myląc języków. Osobiście podziwiam takie osoby, bo ja automatycznie „przełączam się” na język rozmówcy, nawet tego nie zauważając.

3) W kraju takim jak Ukraina, w którym język rozpatrywany jest w pewnym stopniu jako kwestia polityczna, zawsze znajdzie się grono osób, które nawet odpowiadając na konkretne pytanie o język używany w domu, pragną nieco poprawić rzeczywistość i zadeklarują ukraiński, chociaż niekoniecznie jest to zgodne z prawdą.

Podsumowując, liczba osób mówiących po ukraińsku i po rosyjsku na Ukrainie jest mniej więcej jednakowa, a jeżeli obecnie istnieje pewna przewaga języka ukraińskiego, to jest ona związana wyłącznie z tym, iż część ukraińskiego terytorium o największym odsetku ludności rosyjskojęzycznej (czyli Krym i Donbas) nie jest kontrolowana przez rząd ukraiński. Nadal jest to jednak prawie niemożliwe do obiektywnego zmierzenia.

3. Ukraiński jest dialektem języka rosyjskiego / jest do niego bardzo podobny fałsz.

Na szczęście, z tym pierwszym stwierdzeniem spotykam się dość rzadko, bo większość osób rozumie już, że choćby ze względu na poprawność polityczną należy uszanować odrębność każdego narzecza, uważanego za odrębny język przez jego użytkowników. Ale jak to jest, jeśli odrzucimy poprawność polityczną i spróbujemy podejść do tego zagadnienia tylko lingwistycznie? Najczęściej przyjmowanym kryterium odróżniającym język od dialektu jest wzajemna zrozumiałość. Jednak tutaj znowu mamy problem – jak widzicie, na Ukrainie nic nie jest oczywiste! Nie da się zbadać zrozumiałości języka rosyjskiego dla Ukraińców z tego prostego względu, że prawie wszyscy Ukraińcy znają rosyjski. Nawet najbardziej zawzięty lwowski nacjonalista doskonale rozumie język rosyjski, a w domowym zaciszu prawdopodobnie ogląda filmy i czyta książki w rosyjskim tłumaczeniu, bo jest je o wiele łatwiej znaleźć, niż ich ukraińskie odpowiedniki. Wśród młodego pokolenia na Ukrainie Zachodniej jest co raz więcej osób, które nie mają zielonego pojęcia o rosyjskiej ortografii, ponieważ nigdy nie uczyły się rosyjskiego w szkole, ale ze względu na wpływy kulturowe nadal doskonale rozumieją rosyjski, a jak trzeba będzie, to nawet coś powiedzą w tym języku. Ale w drugą stronę to już nie działa – Rosjanin, mieszkający w Rosji, który nigdy nie przebywał w ukraińskojęzycznym środowisku, będzie miał spore problemy ze zrozumieniem języka ukraińskiego, zwłaszcza mówionego.

Dla wielu osób zaskoczeniem może być fakt, iż język ukraiński jest bardziej podobny do… polskiego, niż do rosyjskiego. Przynajmniej pod względem słownictwa. Według badań, język ukraiński jest najbardziej podobny do białoruskiego, z którym dzieli 84% słownictwa. Języki te są faktycznie prawie całkowicie wzajemnie zrozumiałe, co sprawdziłam wraz z moją koleżanką z Białorusi, która będąc przez kilka dni we Lwowie rozmawiała wyłącznie po białorusku i nikt nie miał problemu z jej zrozumieniem. Jedynym wyjątkiem było białoruskie słowo гарбата (harbata – czyli herbata), zapożyczone bezpośrednio z polskiego i niezrozumiałe dla Ukraińców, używających bardziej międzynarodowego słowa чай (czaj). Oczywiście, w rzeczywistości Ukraińcy i Białorusini zazwyczaj komunikują się między sobą po rosyjsku, przez co często nie zdają sobie nawet sprawy z podobieństwa swoich języków. Na drugim miejscu wśród „krewnych” języka ukraińskiego jest polski z 70% wspólnego słownictwa, następnie słowacki – 68%, a dopiero na czwartym miejscu rosyjski – 62%. Różnice wynikają przede wszystkim z tego, iż w języku rosyjskim występuje o wiele więcej zapożyczeń południowosłowiańskich, które trafiły do niego za pośrednictwem języka staro-cerkiewno-słowiańskiego, natomiast ukraiński zachował więcej słownictwa staroruskiego. To tyle, jeśli chodzi o słownictwo. Pod względem gramatyki i składni ukraiński  jako język wschodniosłowiański  jest bliższy rosyjskiemu niż polskiemu, ale tutaj też da się zauważyć pewne różnice. Na przykład, w języku ukraińskim nadal używany jest wołacz, który zaniknął w rosyjskim.

W następnej części artykułu spróbuję udzielić odpowiedzi na pytania nurtujące wiele osób zainteresowanych Ukrainą: którego z języków – ukraińskiego czy rosyjskiego – jest łatwiej się nauczyć? Który z nich jest bardziej użyteczny? Czy to prawda, że we Lwowie lepiej nie posługiwać się językiem rosyjskim?

Zobacz również:

Sytuacja językowa na Ukrainie – mity i rzeczywistość (część 2/2)

Czy i kiedy opłaca się uczyć ukraińskiego?

Język rosyjski na Ukrainie

Lwowiaki nie mówią, ino bałakają – czyli o języku polskim na Ukrainie

Szwedzi na Ukrainie? Od osiemnastego wieku?!

Przewodnik po różnych rodzajach cyrylicy – języki słowiańskie