Języki słowiańskie

Języki słowiańskie 3 – języki słowiańskie w rodzinie indoeuropejskiej

Po długim okresie milczenia (ostatni tekst mojego autorstwa ukazał się na Woofli niemal przed rokiem, we wrześniu 2016) spowodowanym przede wszystkim zmianą pracy i skupieniem się na rzeczach innych niż lingwistyka postanowiłem się przypomnieć wszystkim naszym czytelnikom. Mimo początkowych planów napisania krótkiego artykułu na temat roli protestanckiej reformacji w rozwoju współczesnych języków słowiańskich pragnąłbym dziś powrócić do cieszącego się sporą popularnością cyklu rozpoczętego w kwietniu zeszłego roku. Rok temu mogliśmy przeczytać na łamach Woofli o rekonstrukcji hipotetycznego języka praindoeuropejskiego, dziś omówimy natomiast miejsce języków słowiańskich na indoeuropejskim drzewie genealogicznym oraz niegdyś bardzo popularną, obecnie natomiast coraz częściej podawaną w wątpliwość teorię rodziny bałtosłowiańskiej.

Podział języków indoeuropejskich

Obecnie najczęściej rozróżniamy przynajmniej 11 indoeuropejskich podrodzin językowych:
– języki tocharskie (wymarłe po IX w. n.e.)
– języki indo-irańskie, w których można wyodrębnić przynajmniej dwie duże podgrupy: indyjską oraz irańską
– języki ormiańskie
– języki anatolijskie (wymarłe pod koniec VI w. p.n.e.)
– języki iliryjskie (do których najprawdopodobniej można zaliczyć dzisiejszy język albański)
– języki helleńskie
– języki italskie, do których należy łacina. Ta z kolei dała początek dzisiejszym językom romańskim.
– języki celtyckie
– języki germańskie
– języki bałtyckie
– języki słowiańskie

Uczeni rozróżniają też inne języki takie jak tracki czy frygijski, co do których przynależności do jakiejkolwiek z wymienionych wyżej grup nie ma żadnej pewności. Nie dziwi zatem, że jeszcze większe kłopoty sprawiało i nadal sprawia badaczom ustalenie stopnia pokrewieństwa między poszczególnymi podrodzinami.

Języki satemowe i kentumowe

W komentarzach na Woofli już nieraz wspominano o podziale rodziny indoeuropejskiej na języki kentumowe oraz satemowe, który opiera się na różnicach w rozwoju tzw. spółgłosek dorsalnych w poszczególnych grupach i bierze swoją nazwę od liczebnika oznaczającego ‚100’ w języku awestyjskim (satem) oraz w łacinie (centum — dla osób nieznających łaciny chciałbym przypomnieć, że słowo to, wbrew temu, co możemy zaobserwować w nowoczesnych językach romańskich, starożytni Rzymianie nie wymawiali przez /c/ lub /s/ lecz przez /k/). Podział na języki kentumowe i satemowe, będący sztandarową częścią każdego wstępnego kursu do językoznawstwa, bywa nierzadko nadinterpretowany przez osoby zainteresowane językami obcymi jako pierwsza rewolucja w indoeuropejskiej rodzinie, która doprowadziła do rozbicia monolitu na dwie przeciwstawne grupy, które odtąd rozwijały się niezależnie od siebie. Grupę satemową, do której należą języki słowiańskie, często utożsamiano z grupą języków centralnych, bardziej konserwatywnych, które zachowały więcej cech charakterystycznych dla hipotetycznego języka praindoeuropejskiego, mimo że, co ciekawe, sam proces satemizacji bywa traktowany jako innowacja. Wyznawcami tej teorii było wielu XIX-wiecznych badaczy, jednak wraz z rozwojem nauki oraz odkryciem nowych izoglos, które dzielą języki indoeuropejskie wzdłuż innych granic, przestała ona być tak jednoznacznym wyznacznikiem pokrewieństwa.

Językowe drzewa genealogiczne

Pokrewieństwo osób w danej rodzinie można łatwo przedstawić, budując jej drzewo genealogiczne. Nic zatem dziwnego, że XIX-wieczni badacze podobne podejście zaczęli stosować w odniesieniu do języków. Drzewa genealogiczne stały się bardzo popularnym schematem przedstawiającym pokrewieństwo języków i nie ma w tym nic dziwnego, gdyż rzeczywiście są bardzo łatwe do zrozumienia nawet dla kompletnego laika. O ile jednak względnie dobrze nadają się one do przedstawiania nowożytnego rozwoju języków, o tyle zupełnie nie sprawdzają się, gdy próbujemy dotrzeć do praindoeuropejskich korzeni, gdzie jedyne, na czym możemy się oprzeć to porównywanie cech dystynktywnych poszczególnych języków. Jeśli uczeni do dziś spierają się o to, czy faktycznie istniało coś takiego jak wspólny język bałto-słowiański albo nawet bałto-słowiańsko-germański to trudno się dziwić, że jeszcze większy problem mają przy ustalaniu genealogii sięgającej kolejne kilka tysięcy lat wstecz. Drzewa genealogiczne są zresztą wodą na młyn dla fanatyków chcących udowodnić, że to właśnie ich język jest praprzodkiem pozostałych, że jest najstarszy itp., a wszystkie inne są tylko jego zmutowanymi dziećmi, przeważnie nie dopuszczając do swojej świadomości informacji o tym, że zmiana języka jest raczej procesem ewolucyjnym niż jednostkowym wydarzeniem. Jednocześnie warto sobie uświadomić fakt, że nie ma żywych języków, które się nie zmieniają.

Teoria falowa

Od drzew genealogicznych, które zawsze w pewien sposób są zależne od charakterystycznej struktury, w której znajdujemy starsze elementy nadrzędne i młodsze podrzędne, znacznie bardziej podoba mi się koncepcja teorii falowej Johannesa Schmidta. Teoria ta zakłada, iż każda innowacja językowa dokonuje się na określonym terytorium, a następnie rozchodzi się we wszystkich kierunkach w sposób podobny do fali powstającej na wodzie po wrzuceniu doń kamienia. Im bliżej epicentrum znajduje się pewnie punkt X, tym większe prawdopodobieństwo, że innowacja zostanie w nim przyjęta w sposób najbliższy oryginałowi. Przyjęcie innowacji nie oznacza natomiast od razu, że ludność zamieszkująca w punkcie X zacznie nagle mówić w innym języku czy też dialekcie. Teoria falowa zakłada właśnie stopniową ewolucję języka na podstawie całych zespołów innowacji wewnętrznych oraz zewnętrznych (poprzez kontakt z innymi językami), tworzenia się osobliwych kontinuum językowych i model ten moim zdaniem znacznie lepiej się sprawdza w przedstawieniu obecnej różnorodności języków indoeuropejskich.

Najbliżsi krewni Słowiańszczyzny. Czy istniał język bałtosłowiański?

Większość uczonych, bez względu na to, czy preferuje przedstawiać rodzinę indoeuropejską na drzewie genealogicznym, czy też na diagramie falowym, wskazuje na dość znaczne pokrewieństwo dwóch grup językowych — bałtyckiej i słowiańskiej. Pierwszy zwrócił na to uwagę, wspomniany już w poprzednim artykule z tego cyklu, August Schleicher, który przedstawił hipotezę języka bałtosłowiańskiego, z którego na przestrzeni dziejów wytworzyły się podrodziny języków słowiańskich i bałtyckich. Teoria Schleichera w dużej mierze przetrwała do naszych czasów, ale zdawała się prezentować rozwój językowy tych grup w zbyt uproszczony sposób. Jedno z najpopularniejszych jej rozwinięć zaproponował polski językoznawca Jan Michał Rozwadowski. O ile nie kwestionował on istnienia jednego języka bałtosłowiańskiego, to wyznaczył przynajmniej trzy fazy następujące po jego rozbiciu. Najpierw miał być okres izolacji, który doprowadził do pogłębienia się różnic pomiędzy językami bałtyckimi i słowiańskim, następnie wieki bardzo bliskich kontaktów oraz slawizacji rejonów zamieszkałych przez Bałtów, które wpłynęły na ponowne zbliżenie się grup, a na końcu, wraz z wykształtowaniem się nowoczesnego narodu litewskiego i łotewskiego, nastąpił ponowny etap cementujący różnice (w XX wieku można zaobserwować tak popularny w innych częściach Europy trend polegający na powrocie do korzeni i odrzucania obcych naleciałości — w przypadku litewskiego były to rutenizmy i polonizmy). Podobną chronologię stosował zresztą jeden z ojców standardowego języka łotewskiego Jānis Endzelīns, z tym wyjątkiem, że odrzucał on teorię istnienia w przeszłości jednego języka bałtosłowiańskiego. Bywają też uczeni, którzy są zdania, iż w którymś momencie istniała pewna makrogrupa językowa, z jakiej zaczęły ewoluować języki bałtyckie, słowiańskie oraz germańskie.

Kwestia ewentualnego pokrewieństwa języków bałtyckich i słowiańskich jest na tyle skomplikowana, że poświęcimy jej kolejny odcinek naszego cyklu, tym razem wchodząc już trochę głębiej w językowe niuanse.


Zobacz również:
Języki słowiańskie 2 – Trochę o języku praindoeuropejskim
Języki słowiańskie – wstęp
Przewodnik po różnych rodzajach cyrylicy – języki słowiańskie
Co każdy powinien wiedzieć o sytuacji językowej na Białorusi
O Gotach, Wandalach i ich językach

Języki słowiańskie 2 – Trochę o języku praindoeuropejskim

praCzytając biografię jakiejś sławnej osoby nie da się uniknąć rozdziału poświęconego rodzinie i okresowi dziecięcemu, w olbrzymim stopniu kształtującymi zachowanie bohatera również w życiu dorosłym. Nie inaczej jest z językami. Żeby rozmawiać o Słowiańszczyźnie trzeba znać przynajmniej podstawy lingwistycznego kontekstu, w jakim jest ona osadzona. W przeciwnym wypadku grozi nam otrzymanie obrazu spłyconego, otwierającego następnie pole dla snucia teorii, które mają nierzadko więcej do czynienia z bliżej nieokreślonym kompleksem niż z naukową wiedzą, jaką posiadamy. Artykułem tym nie chcę więc odkrywać Ameryki, ale przekazać w zwięzły sposób to wszystko czego potrzebujemy, by iść z naszym cyklem dalej, mając jednocześnie świadomość o stopniu pokrewieństwa pomiędzy językami słowiańskimi a pozostałymi indoeuropejskimi. Zacznijmy od cofnięcia się w czasie o okres od 5 do 6 tysięcy lat.

Na początku był chaos… – chciałoby się powiedzieć nawiązując do greckiej mitologii, ale w świecie języków obcych znacznie bliższa rzeczywistości jest prawdopodobnie biblijna historia o wieży Babel, której budowa doprowadziła do powstania barier komunikacyjnych między ludźmi porozumiewającymi się wcześniej tym samym kodem. Gdzie jednak mogło się znajdować to miejsce, z którego nasi przodkowie wyruszyli w poszukiwaniu nowych siedzib? Gdzie wybrzmiewał jeden język praindoeuropejski? Ze względu na skąpy zasób źródeł jakimi świat naukowy obecnie dysponuje, musimy uciekać się do różnych teorii umiejscawiających kolebkę języków praindoeuropejskich w różnych punktach leżących pomiędzy Skandynawią a Indiami. Najczęściej przyjmuje się, że były to stepy leżące pomiędzy Morzem Czarnym i Kaspijskim (orędowniczką tej teorii, zwanej też kurhanową, była słynna antropolog Marija Gimbutas), skąd języki praindoeuropejskie rozprzestrzeniły się w kierunku kontynentu europejskiego oraz terenu dzisiejszych Indii oraz Iranu.

Niełatwo stwierdzić, jaki był tak naprawdę charakter tej ekspansji. Są teorie mówiące o wielkich masach ludzi władających indoeuropejskimi dialektami, które zdominowały zamieszkiwaną przez inne ludy Europę na przestrzeni kilku tysięcy lat. Jest też jednak możliwe, że Indoeuropejczycy byli stosunkowo nieliczną kastą, która przeniknąwszy na kontynent przejęła władzę nad większymi skupiskami ludzi, narzucając im swój język. Jedyne czego możemy być pewni to faktu, iż w okresie rozciągającym się do I wieku n.e. Europa przeżyła swoistą rewolucję językową. Wskutek braku źródeł pisanych ciężko jest dziś określić, jak kształtowała się lingwistyczna mapa kontynentu przed nadejściem Indoeuropejczyków. Nawet w przypadku języków względnie dobrze udokumentowanych, jak to ma miejsce w przypadku etruskiego, dysponujemy przeważnie listą pojedynczych słów, które nie zawsze pozwalają określić z całą pewnością ich wzajemny stopień pokrewieństwa oraz zasięg występowania. Zdawałoby się, że jedyną żywą pozostałością tamtych zamierzchłych czasów są dziś dialekty baskijskie na pograniczu francusko-hiszpańskim. Pewne jest jednak, że starzy mieszkańcy Europy wnieśli do języka przybyszy elementy pochodzenia nieindoeuropejskiego (tubylcy przejmowali język przybyszy dostosowując go jednocześnie do swoich przyzwyczajeń artykulacyjnych, co w dłuższej perspektywie wpłynęło na zmiany w obrębie całej populacji) , które istotnie wpłynęły na wyodrębnienie się poszczególnych grup językowych, dziś wzajemnie niezrozumiałych.

Jak wyglądał język praindoeuropejski?
W związku z brakiem jakichkolwiek źródeł pisanych możemy tylko snuć domysły opierając się na porównaniu najstarszych poświadczonych na piśmie języków indoeuropejskich. Biblią indoeuropeistów oraz językoznawstwa historyczno-porównawczego można nazwać dzieło niemieckiego lingwisty Franza Boppa pt. "O systemie koniugacyjnym sanskrytu w porównaniu z greką, łaciną, perskim i germańskim" (niem. "Über das Konjugationssystem der Sanskritsprache in Vergleichung mit jenem der griechischen, lateinischen, persischen und germanischen Sprache"), w którym zebrał podobieństwa pomiędzy pięcioma językami indoeuropejskimi, zauważył zmiany zgłoskowe, jakie zaszły na przestrzeni dziejów i na tej podstawie stwierdził, że możliwym jest, iż istniał niegdyś wspólny trzon, od którego języki te się oderwały. Bopp w latach późniejszych poszerzył zakres swojej pracy również o języki słowiańskie oraz litewski (ten ostatni szczególnie interesujący ze względu na zachowanie wielu archaizmów, których brak już w pozostałych językach indoeuropejskich), a całość (dostępna obecnie do ściągnięcia w formacie pdf) stała się punktem wyjścia dla przyszłych entuzjastów, którzy studiując gramatykę komparatywną starali się wykazać jak mógł wyglądać hipotetyczny język praindoeuropejski. Chyba najbardziej popularnym tekstem rekonstrukcyjnym jest bajka Augusta Schleichera pt. Owca i konie (*p-i-e: Avis akvāsas ka), której oryginalny tekst z 1868 roku przytaczam poniżej:

Avis, jasmin varnā na ā ast, dadarka akvams, tam, vāgham garum vaghantam, tam, bhāram magham, tam, manum āku bharantam. Avis akvabhjams ā vavakat: kard aghnutai mai vidanti manum akvams agantam. Akvāsas ā vavakant: krudhi avai, kard aghnutai vividvant-svas: manus patis varnām avisāms karnauti svabhjam gharmam vastram avibhjams ka varnā na asti. Tat kukruvants avis agram ā bhugat.

Warto nadmienić, że rozwój nauki spowodował powstanie w międzyczasie kilkunastu redakcji, w pewnym stopniu różniących się od pierwowzoru i kładących większy nacisk na fonetyczne detale, jakich brak w tekście Schleichera. Jedną z nich jest praca Craiga Melcherta, której wersji mówionej wykonanej przez Andrew Byrda, językoznawcy z Universytetu Kentucky, możemy wysłuchać na stronie Archeological Institute of America, do czego szczerze zachęcam wszystkich zainteresowanych.

Nie ulega wątpliwości, że hipotetycznego Praindoeuropejczyka byśmy nie zrozumieli, a poszczególne słowa (jak chociażby avis-ovis – owca, akvās – equus-koń czy varnā –wełna) jest w tekście niezwykle ciężko wychwycić nawet osobie znającej podstawy klasycznej greki czy łaciny. Ciężko mi niestety na chwilę obecną powiedzieć, na ile pomocny byłby tutaj sanskryt, bo nigdy nie miałem okazji się go systematycznie uczyć, a jest to element kluczowy w indoeuropejskim językoznawstwie porównawczym. Warto jednak w tym miejscu zaznaczyć, że nie jest on, wbrew głosom niektórych, przodkiem pozostałych języków indoeuropejskich, lecz zaledwie najwcześniej poświadczoną pisemnie redakcją indoeuropejskiego makrojęzyka, w jakiej już można zaobserwować charakterystyczne dla grupy indoaryjskiej zapożyczenia pochodzące z austroazjatyckich języków mundajskich oraz rodziny drawidyjskiej. Świadczy to o tym, że już 3,5 tys. lat temu (bo szacuje się, iż mniej więcej tak stary jest tekst najstarszych Wed) nie mieliśmy do czynienia z czystym językiem indoeuropejskim. Jeśli było tak w przypadku sanskrytu, dlaczego sytuacja miałaby wyglądać inaczej w przypadku jego europejskich krewnych?

Puryzm językowo-etniczny a ewolucja – czy wszyscy mówimy po kreolsku?
Językiem kreolskim zwykło się nazywać język naturalny powstały na przestrzeni dłuższego czasu ze względu na wymieszanie cech bazowego języka A z elementami innych języków, z którymi A wchodził w intensywny kontakt. Przykładem języka omawianego już na Woofli, który można pod pewnymi względami uznać za kreolski, jest afrikaans. Mimo oczywistego pokrewieństwa z niderlandzkim wpływy języków, z którymi wchodził on w kontakt na przestrzeni ostatnich 300 lat były tak duże, że doprowadziły do powstania zupełnie odrębnego tworu różniącego się od swojego pierwowzoru zarówno pod względem gramatyki jak i słownictwa czy wymowy. Warto też dodać, że ogromna część użytkowników afrikaans nie jest spokrewniona z nosicielami języka bazowego, jacy przybywali do Afryki od XVII wieku. Wbrew bowiem popularnej tezie język nie jest dziedziczony przez mleko matki lub grupę krwi, lecz przez kulturę – jego transfer przypomina raczej długotrwały proces społeczny. Warto mieć to na uwadze i nie stawiać znaku równości pomiędzy językiem, grupą etniczną, czy więzami krwi, zwłaszcza gdy mówimy o czasach, w których narody – w dzisiejszym rozumieniu tego słowa – nie istniały. Dlatego artykuł chciałbym zamknąć stwierdzeniem, iż ciężko uznać indoeuropejskich najeźdźców jednoznacznie za naszych przodków. Z pewnością jednak byli nosicielami języka, którego wariant dał początek tworowi określanemu w lingwistyce mianem dialektu prasłowiańskiego. Ale o tym wspomnimy w kolejnym odcinku naszego cyklu.

Zobacz również: 
Języki słowiańskie – wstęp
Przewodnik po różnych rodzajach cyrylicy – języki słowiańskie
Jakiego języka z byłej Jugosławii należy się uczyć
Co każdy powinien wiedzieć o sytuacji językowej na Białorusi
O Gotach, Wandalach i ich językach

Języki słowiańskie – wstęp

slavicOd dłuższego już czasu nosiłem się z zamiarem stworzenia na Woofli czegoś nowego – cyklu, który jednocześnie byłby dla mnie samego szansą na nadrobienie pewnych językoznawczych zaległości z ostatnich lat oraz materiałem przybliżającym Czytelnikowi naszego serwisu w przystępny sposób coś, co niemal zawsze było moim głównym polem językowych zainteresowań, czyli języki słowiańskie, ich historię, wzajemne relacje oraz podobieństwa. Chciałbym, aby cykl stał się czymś na kształt pomocy popularnonaukowej dla osób stawiających na tym polu swoje pierwsze kroki, tak by osoba, która przejdzie przez jego wszystkie części, nie tylko nie miała większych problemów z odczytaniem dowolnej słowiańskiej cyrylicy, ale również bez większych trudności była w stanie odróżnić na piśmie oraz w mowie język białoruski od macedońskiego, czy też słoweński od dolnołużyckiego i wiedziała o ewolucji każdego z nich więcej, niż może dowiedzieć się z internetowych memów, które urosły do rangi niezaprzeczalnych autorytetów wśród wielu osób spędzających swoje smutne wieczory przed ekranem monitora. Jeśli natomiast zainteresowany tematyką Czytelnik jest osobą bardzo ambitną i pracującą samodzielnie, to niewykluczone, że pomoże jej to osiągnąć, rzadką w dzisiejszych czasach, umiejętność czytania w wielu językach – czego wszystkim zresztą z całego serca życzę.

Czym natomiast cykl nie będzie? Na pewno nie będą to materiały stricte edukacyjne. Choć bardzo bym chciał, nigdy nie pretendowałem do roli osoby, która napisze podręcznik do nauki wszystkich języków słowiańskich. Po pierwsze, nie mam ku temu odpowiednich kwalifikacji i nie chciałbym brać odpowiedzialności za znajomość języka osób, które z opracowanych przeze mnie materiałów by korzystały. Drugim problemem jest bardzo względna znajomość poszczególnych języków słowiańskich. Owszem, na różnych etapach mojego życia używa(łe)m aktywnie pięciu z nich (polski, rosyjski, serbsko-chorwacki, ukraiński, macedoński), pasywnie korzystając z pięciu kolejnych (kaszubski, słowacki, bułgarski, białoruski, czeski), co dało mi pewien wgląd w różnorodność lingwistycznych form na obszarze całej Słowiańszczyzny i mogę śmiało powiedzieć, że w żadnym słowiańskim kraju nie czuję się jak obcy. Z drugiej jednak strony, uświadomiło mi to w ogromnym stopniu relatywizm stwierdzenia o znajomości języka oraz trudność (jeśli nie niemożliwość) władania wszystkimi standardami z danej rodziny językowej na jednakowo wysokim poziomie. Istotnym problemem bowiem nie jest to, jak języka się nauczyć, ale jak utrzymać kilka z nich na wysokim poziomie aktywnego użycia (pasywna znajomość języków słowiańskich, to zupełnie osobna kwestia, o której będzie jeszcze okazja podyskutować) i konia z rzędem temu kto potrafiłby tego dokonać bez znaczących interferencji. Potraktujmy więc cykl jak swojego rodzaju kompendium wiedzy, jak suplement nauki, który, mam nadzieję, niejednego z Was zachęci do zagłębienia się w tak niepowtarzalny, a zarazem bliski Polakowi świat.

Idąc śladami Piotra, który we wstępie do swojego cyklu Peterlin na Woofli zamieścił konspekt swojej wooflowej twórczości, postanowiłem w skrócie opisać czym będziemy się zajmować.

Zaczniemy przede wszystkim krótkim wstępem na temat kwestii podstawowych, bez znajomości których o Słowiańszczyźnie ciężko w ogóle dyskutować. Omówię krótko języki indoeuropejskie, relacje języków słowiańskich z pozostałymi członkami tej rozległej rodziny oraz przedstawię najbardziej prawdopodobne hipotezy dotyczące praojczyczny Słowian oraz używanego przez nich języka. Następnie przejdziemy krótko przez historyczną ewolucję i wyodrębnienie się poszczególnych standardów: nie zabraknie artykułu na temat zmory wszystkich studentów polonistyki jaką jest język staro-cerkiewno-słowiański, wspomnę też w odrębnym artykule o alfabetach używanych do zapisywania tych języków (i nie ograniczymy się tu do znanych nam łacinki oraz cyrylicy), omówię wreszcie bardzo specyficzny charakter statusu poszczególnych dialektów w historii. Okaże się, że niektóre z nich, dawniej niezwykle znaczące, dziś popadły w zapomnienie, a te uważane jeszcze w XIX wieku za zagrożoną wymarciem mowę osób niewykształconych przeżywają aktualnie swój renesans.

Po wstępie historycznym przyjdzie pora na omówienie stanu współczesnego. Trzonem całego cyklu będą artykuły poświęcone pojedynczym językom słowiańskim, w których chciałbym je przedstawić jako odrębne standardy literackiej, zwracając jednocześnie uwagę na ich cechy dystynktywne. Będzie dużo tekstów w poszczególnych językach, sporo map analizujących, opisów gramatyki oraz leksyki – jednym słowem chciałbym by stały się one w przyszłości kompendium wiedzy dla osób, które chcą posiąść elementarną wiedzę slawistyczną i odróżnić czeski od słowackiego oraz wiedzieć, że dupa po dolnołużycku nie oznacza pewnej części ciała. Trzy z artykułów będą jednocześnie uzupełnieniem cyklu "5 języków słowiańskich, o których nigdy nie słyszeliście", który w zeszłym roku cieszył się sporą popularnością. Zastanowimy się też nad przyszłością poszczególnych standardów literackich oraz ich teraźniejszą ewolucję.

Na koniec pozostawię kwestie czysto praktyczne. Porozmawiamy więc trochę o tym, jak uczyć się języków słowiańskich tak, aby w relatywnie krótkim czasie posiąść pasywną znajomość niemal każdego z nich (zakładając, że mówimy o standardach literackich) a aktywną przynajmniej trzech i o względności pojęcia tychże oraz zacieraniu się granic pomiędzy poszczególnymi językami (przykładowo: czy jest sens uczyć się chorwackiego, gdy znamy serbski? czeskiego, skoro znamy słowacki?). Pamiętam, jak rok temu miałem okazję zwiedzić muzeum w Wejherowie, gdzie właśnie była możliwość zwiedzenia wystawy poświęconej wybitnemu polskiemu mediewiście, ś.p. Profesorowi Henrykowi Labudzie. Ten wybitny polski badacz został niegdyś zapytany o to jakimi językami obcymi włada. Niestety nie jestem w stanie dokładnie przytoczyć wypowiedzianych przez niego słów, ale sens zdania brzmiał mniej więcej "niemieckiego uczyłem się w szkole, angielskiego, francuskiego na studiach itp. (…) No i języki słowiańskie – mówię od zawsze po polsku i kaszubsku, jest więc oczywiste, że władam każdym z nich." Stwierdzenie to, którego nie możemy oczywiście traktować dosłownie jeśli za kryterium znajomości języka uznać władanie nim na poziomie rodzimego użytkownika, jest w dużej mierze prawdziwe, gdy weźmiemy pod uwagę przede wszystkim umiejętność samodzielnego funkcjonowania w obszarze oddziaływania danego standardu językowego. Osiągnięcie tego ostatniego jest łatwiejsze, niż to się może na pierwszy rzut oka wydawać. Tym cyklem chciałbym przede wszystkim przekonać czytelników, by spojrzeli na swój język ojczysty, jak na jedną z wersji jednego makrojęzyka, a możliwość rozumienia i posługiwania się kilkoma innymi jego odmianami może być czymś tak naturalnym, jak zmiana rejestrów w życiu codziennym. Inaczej mówimy do rodziców, inaczej do kolegów, inaczej na spotkaniach biznesowych. Dlaczego nie mielibyśmy na tej samej zasadzie inaczej mówić w kontakcie z Bułgarem, Czechem czy Rosjaninem, używając ich wersji wzajemnie zrozumiałego kodu, jakim są języki słowiańskie? Dlaczego nie mielibyśmy bezpośrednio obcować z ich niesłychanie bogatą kulturą, której tylko namiastkę jesteśmy w stanie poznać poprzez publikacje w języku polskim czy, o zgrozo, angielskim? To wszystko wymaga naturalnie poświęcenia temu zagadnieniu swojego czasu, ale gwarantuję, że nie jest to czas stracony.

Dlatego wszystkich, a zwłaszcza tych, dla których świat języków słowiańskich jest czymś jeszcze całkiem nieznanym, zapraszam do lektury nowego cyklu.

Przeczytaj również:
O dwóch legendarnych słowiańskich literach
1/5 języków słowiańskich, o których nigdy nie słyszeliście: połabski
2/5 języków słowiańskich, o których nigdy nie słyszeliście: kajkawski
Przewodnik po różnych rodzajach cyrylicy: języki słowiańskie
Co każdy powinien wiedzieć o sytuacji językowej na Białorusi