Nauka języka bez tajemnic

Przyszłość dwujęzycznego słownika PWN-Oxford

Zdarzają się czasem takie dzieła, koło których trudno jest przejść obojętnie i których sama obecność znacząco zmienia krajobraz rynku wydawniczego. Wyznaczają one zwykle nowe standardy, przecierając ścieżki dla nowych, lepszych pomysłów. Łatwo jednak mogą one wpaść w pułapkę stworzoną przez nie same, gdy świeże idee przestają nimi być ze względu na nieubłagany upływ czasu. Jednym z wyróżniających się przykładów takiego biegu rzeczy jest dwujęzyczny słownik PWN-Oxford.

Trochę historii

Gdy w 1993 r. rozpoczęto prace nad angielsko-polskim i polsko-angielskim słownikiem PWN-Oxford mało kto zdawał sobie sprawę ze zbliżającej się wielkimi krokami polityczno-gospodarczo-technologicznej rewolucji. Zadanie zastąpienia mocno przestarzałej publikacji Jana Stanisławskiego, które postawiono przed Jadwigą Linde-Usiekniewicz — późniejszą redaktor naczelną wspomnianego dzieła — oraz resztą jej zespołu, wymagało poświęcenia ogromnej ilości czasu i wykorzystania najnowszych osiągnięć leksykografii. Jako bazę dla niego wybrano Oxford-Hachette French Dictionary (wydanie z 1994 r. i późniejsze), Oxford-Duden German Dictionary (wydanie z 1997 r. i późniejsze), słowniki języka polskiego oraz polskie i angielskie korpusy językowe. Z pomocą tego wszystkiego miał powstać słownik bogaty w aktualne słownictwo pochodzące z różnych dziedzin oraz języka mówionego, co w ówczesnym czasie było dużą nowością.

Niedoróbki 

Jak to jednak zwykle bywa w przypadku ambitnych przedsięwzięć, wszystko poszło gładko tylko na papierze. W momencie premiery pierwszej, angielsko-polskiej części słownika w 2002 r., a później drugiej, polsko-angielskiej w 2004 r. na jaw wyszła pewna ilość (czasem nawet humorystycznych) błędów i braków, co jest normalne przy takiej skali opracowanych słów. Problem polega jednak na tym, że choć część z nich została już poprawiona, to aż dotąd, ponad dekadę po pierwszych publikacjach, nie zrobiono nic w kwestii reszty znanych niedoróbek. Wlicza się w to również wersja elektroniczna tej publikacji, w której historia wyszukiwania wciąż zawiera słowa, których się nigdy nie szukało.

historia_wyszukiwania_słownik pwn_oxford

Przykład historii wyszukiwania w wersji na pendrivie

Jeśli weźmie się teraz pod uwagę to, że słownik ten wychował już całe pokolenie nowych tłumaczy, to istnieje duże prawdopodobieństwo, że mógł być źródłem kontaminacji semantycznej (znaczeniowej), polegającej na wprowadzeniu do powszechnego obiegu niewłaściwych odpowiedników danych słów i wyrażeń. Sytuacja nie byłaby aż tak zła, gdyby nie fakt, iż zawierające je teksty trafiają potem do niczego nieświadomych klientów niekompetentnych biur tłumaczeń, których w ostatnim czasie namnożyło się na pęczki.

Brakujące hasła

Nieco inaczej należy patrzeć na braki, które znalazły się w tym dziele celowo lub niezależnie od intencji autorów. Jak można przeczytać w przedmowie na początku drugiego tomu, przykłady języka potocznego oparto w dużej mierze na dostępnych ówcześnie słownikach jednojęzycznych, które ze względu na długi czas opracowywania już w momencie premiery były trochę nieaktualne. Sytuacji nie poprawił również znacząco fakt zastosowania analizy korpusu, a to dlatego, że nie był on kiedyś tak rozbudowany, jak obecnie. W rezultacie po ukończeniu prac nad publikacją PWN-u otrzymano produkt nie pierwszej świeżości.

Wskazówkę, dlaczego w słowniku brakuje nieraz całych dziedzin, podsuwa nam przedmowa w tomie polsko-angielskim. Autorzy jasno wskazują, że bardzo często ignorowali słownictwo, które niedawno zostało zapożyczone do języka polskiego, ponieważ chcieli uniknąć przywoływania jeszcze nie do końca ustabilizowanych tłumaczeń. Był to jednak miecz obosieczny. Gwałtowny rozwój technologiczny i gospodarczy pozostawił bowiem po sobie tysiące nowych jednostek leksykalnych, które nie znalazły się w słowniku, pomimo tego, że w momencie jego wydania były często używane. Najbardziej ucierpiała na tym terminologia związana z Internetem, która uwzględniona została praktycznie tylko z nazwy. Na szczęście autorzy słowników specjalistycznych nie przespali swojej okazji, dzięki czemu językowi entuzjaści mogli odetchnąć z ulgą.

Nowe technologie

W obecnych czasach tradycyjne plany wydawnicze stosowane w przypadku słowników nie mają już racji bytu. Globalizacja i rozwój Internetu sprawiły, że język zmienia się dużo szybciej, niż notują to publikacje drukowane. Myliłby się jednak ten, kto sądzi, że wcześniej takie zjawisko nie występowało. Wszystkie wydania jednojęzycznego słownika wydawnictwa Oxford University Press były przynajmniej częściowo przestarzałe już w momencie publikacji. Problem ten próbowano rozwiązać, wypuszczając co ileś lat kolejne jego wersje. W końcu jednak uznano, że powstałe zaległości są zbyt wielkie, aby dało się je nadrobić w rozsądnym terminie, dlatego skupiono się zamiast tego na rozwoju wersji elektronicznej i aktualizowaniu jej mniej więcej na bieżąco.

słownik_pwn_oxford_online

Słownik w wersji online

PWN wydaje się teraz przechodzić to, co Oxford University Press ma już za sobą. Różnica polega jednak na tym, że polskie wydawnictwo próbuje iść z duchem czasu, stosując filozofię zaczerpniętą z wersji drukowanych. Ich słownik na pendrivie, Androidzie i w wersji online nadal nie aktualizuje się wystarczająco szybko, zupełnie jak przy tradycyjnym podejściu, w którym nowe wydania dzielą długie lata. Ograniczona jest prawdopodobnie również jego wielkość, tak jakby wciąż miała ona decydujące znaczenie. Kto wie, może w zespole PWN-u wciąż pokutuje przekonanie, że większe słowniki są nie do użycia, jak stwierdziła w 2002 r. ówczesna redaktor naczelna w wywiadzie dla "Rzeczpospolitej".

Tak czy inaczej, obecnie wydania słownika tego wydawnictwa stoją praktycznie w miejscu. Jego cena wciąż pozostaje dość wysoka, choć sprzedawany przez nich produkt traci na wartości ze względu na stopniową dezaktualizację (na co narzekają kupujący). Ponadto po piętach goni im dużo nowocześniejszy Wielki Słownik Angielsko-Polski przygotowany przez zespół ling.pl i wydany przez Wiedzę Powszechną, który posiada również dość tanią wersję elektroniczną na Kindle'a. Nic nie stoi jednak na przeszkodzie, aby korzystać z niej poza czytnikiem. Wystarczy tylko zainstalować aplikację Kindle dostępną na Androida, Windowsa oraz systemy spod znaku jabłuszka, aby cieszyć się największym słownikiem angielsko-polskim na rynku.

Przyszłość

Dystrybucja elektroniczna i wprowadzanie poprawek na bieżąco to wymogi, do których z biegiem czasu będą musieli się dostosować wszyscy wydawcy słowników. Jeśli PWN nie będzie czekało zbyt długo ze zmianą modelu sprzedaży na ewolucyjny zamiast rewolucyjnego, to powinno mu się udać okiełznać problem saturacji rynku, który sam stworzył. Użytkownicy słowników anglojęzycznych tylko na tym skorzystają.

Bibliografia:

  1. Belczyk A., Poprawki i uzupełnienia do Wielkiego słownika angielsko-polskiego PWN-Oxford (A-M), w: "Serwis Tłumacza", [online], [dostęp: 11 listopada 2017], dostępny: http://serwistlumacza.com/content/view/17/34
  2. Belczyk A., Poprawki i uzupełnienia do Wielkiego słownika angielsko-polskiego PWN-Oxford (N-Z), w: "Serwis Tłumacza", [online], [dostęp: 11 listopada 2017], dostępny: http://serwistlumacza.com/content/view/146/34
  3. Belczyk A., Wielki słownik angielsko-polski PWN-Oxford, w: "Serwis Tłumacza", [online], 2004, [dostęp: 11 listopada 2017], dostępny: http://serwistlumacza.com/content/view/57
  4. Belczyk A., Wielki słownik polsko-angielski PWN-Oxford, w: "Serwis Tłumacza", [online], 2004, [dostęp: 11 listopada 2017], dostępny: http://serwistlumacza.com/content/view/68
  5. Biel Ł., New English-Polish and Polish-English Dictionaries: Some Problems Related to Legal, Financial and Insurance Terminology, w: "Translation Journal", t. 8, nr. 3, [online], 2014, [dostęp: 11 listopada 2017], dostępny: http://translationjournal.net/journal/29poldic.htm
  6. Drózd R., Wielki słownik angielsko-polski dla Kindle z ling.pl – test i porównanie z Bumato, w: "Świat Czytników", [online], 2014, [dostęp: 11 listopada 2017], dostępny: http://swiatczytnikow.pl/wielki-slownik-angielsko-polski-dla-kindle-z-ling-pl-test-i-porownanie-z-bumato
  7. Flanagan P., RIP for OED as world's finest dictionary goes out of print, w: "The Telegraph", [online], 2014, [dostęp: 11 listopada 2017], dostępny: http://www.telegraph.co.uk/culture/culturenews/10777079/RIP-for-OED-as-worlds-finest-dictionary-goes-out-of-print.html
  8. Masłoń K., Słownik nowej generacji, w: "Rzeczpospolita", [online], 2002, [dostęp: 11 listopada 2017], dostępny: http://oup.pwn.pl/prasa/p08.html
  9. Oxford English Dictionary, w: "Wikipedia", [online], 9 listopada 2017, [dostęp: 11 listopada 2017], dostępny: https://en.wikipedia.org/wiki/Oxford_English_Dictionary
  10. Previous updates, w: "Oxford English Dictionary", [online], Oxford University Press, [dostęp: 11 listopada 2017], dostępny: http://public.oed.com/the-oed-today/recent-updates-to-the-oed/previous-updates
  11. Wielki multimedialny słownik angielsko-polski polsko-angielski PWN-Oxford na pendrive, Wydawnictwo Naukowe PWN 2016
  12. Wielki słownik angielsko-polski PWN-Oxford, red. Linde-Usiekniewicz J., wyd. 1, t.1, Wydawnictwo Naukowe PWN, Warszawa 2002
  13. Wielki słownik polsko-angielski PWN-Oxford, red. Linde-Usiekniewicz J., wyd. 1, t.2, Wydawnictwo Naukowe PWN, Warszawa 2004
  14. W rzeczy samej, POSTACIE – Jadwiga Linde-Usiekniewicz, w: "Rzeczpospolita", [online], 2002, [dostęp: 11 listopada 2017], dostępny: http://oup.pwn.pl/prasa/p12.html

Polecane artykuły:

Gdzie szukać językowej pomocy?
Słownik, czyli narzędzie do zadań specjalnych
Korponacja
Przyjemne z pożytecznym, czyli jak czytać i nie polec

Kurs kursowi nierówny, czyli recenzja deutsch.info

deutsch.info-głowne zdjęcieWielojęzyczna strona internetowa deutsch.info powstała w okolicach 2011 r. dzięki wsparciu finansowym Komisji Europejskiej. Projektowano ją z myślą o ludziach, którzy wykazują duże zainteresowanie nie tylko samą nauką niemieckiego, ale również poznawaniem kultury naszych sąsiadów. Coś musiało jednak pójść nie tak przy jej tworzeniu, gdyż mimo dużej liczby wizyt większość odwiedzających nie zostaje tam na dłużej. Przyjrzyjmy się zatem czy treść oferowana na tej stronie rzeczywiście spełnia pokładane w niej oczekiwania.

Przy pierwszym kontakcie tym serwisem rzuca się w oczy wielki przycisk do zakładania nowego konta. Zalecam z niego w tym momencie skorzystać, gdyż główna funkcjonalność tej strony, jaką są kursy językowe, jest dostępna dopiero po zalogowaniu się, choć listę lekcji można podejrzeć, korzystając z odnośnika znajdującego się niżej.

KURSY

Po wybraniu zakładki kursy pojawia się lista lekcji pogrupowana według tematów. Do wyboru są trzy poziomy: A1 (32 lekcje), A2 (16 lekcji) i B1 (16 lekcji). Każda jednostka lekcyjna składa się z 6-20 etapów, z czego większą część stanowią ćwiczenia. Poczynione postępy są zapisywane automatycznie, jednakże powtórki materiału trzeba sobie planować samemu. Ponadto na poziomie B1 wszystkie polecenia są po niemiecku.

1.Tekst przewodni

deutsch.info-tekst przewodni

Pierwszym etapem w lekcji jest zazwyczaj tekst przewodni, któremu towarzyszy film (tylko na poziomie A1 i bez napisów) lub nagranie dźwiękowe. Wydają się mieć one lekko humorystyczny wydźwięk i prezentują naturalne wypowiedzi, co nie jest standardem przy innych tego typu kursach. Po najechaniu na zdanie w transkrypcji pojawia się jego profesjonalne tłumaczenie, kliknięcie wyrazu wyświetla natomiast wpis z wbudowanego słownika, zawierający jego znaczenia.

Aby przejść do następnego etapu, należy kliknąć przycisk "Gotowe?", a następnie "Dalej". Działa to tak samo zarówno dla części teoretycznych, jak i praktycznych. Prawdopodobnie ma to jakiś związek z systemem zapisu postępów. Nie zmienia to jednak faktu, że marnuje się przez to czas. Na szczęście po przerobieniu lekcji wystarczy używać przycisku "Dalej" w celu przejścia do przodu. Nie rozwiązuje to jednak wszystkiego, gdyż cofnięcie się możliwe jest tylko dzięki kreatywnemu wykorzystaniu strzałki "Wstecz" w przeglądarce. Zmienianie numerków w pasku adresu pozwoli natomiast na wyświetlenie dowolnego etapu ze wszystkich kursów pod warunkiem, że został już kiedyś przez ciebie odwiedzony w normalny sposób.

2. Słowa i wyrażenia

deutsch.info-słowa i wyrażenia

W kolejnej części lub częściach prezentowane są listy słów i wyrażeń z tłumaczeniami związanych z tematem przewodnim. Nie da się ich kliknąć w celu wywołania słownika. Etap ten sprowadza się więc do suchego zapamiętania słownictwa w celu przetestowania go później.

3. W skrócie

deutsch.info-w skrócie

Po przestudiowaniu par niemiecko-polskich dochodzimy do etapu zatytułowanego "W skrócie" (choć zgodnie z oryginałem powinien nazywać się na przykład "Bliższe spojrzenie"), w którym przedstawione są uproszczone wyjaśnienia użycia różnych zwrotów i słów. Słownictwo w przykładach po niemiecku można sprawdzić w słowniku, ale nie ma obok nich ich tłumaczeń ani nic się nie pojawia po najechaniu na nie kursorem. Jest to dość niefortunne rozwiązanie, gdyż wymusza wracanie do poprzednich etapów lekcji, jeśli chce się lepiej zrozumieć użyte konstrukcje. Oliwy do ognia dolewa fakt, iż w tym segmencie brakuje czasem różnych treści.

4. Gramatyka

deutsch.info-gramatyka

Wykonanie części gramatycznej też nie napawa optymizmem: podane przykłady nie posiadają pełnych tłumaczeń, możliwe jest jedynie użycie wbudowanego słownika, a wyjaśnienia różnych reguł są miejscami skrajnie uproszczone. Przyczyną tego minimalizmu jest wykonanie zwykłego tłumaczenia z niemieckiego na wiele języków zamiast przystosowania wyjaśnień gramatycznych do specyficznych trudności związanych z językiem ojczystym użytkowników. Problem ten próbowano obejść, unikając rozbudowanych opisów, chcąc uczynić je językowo uniwersalnymi, jednak jedyne co osiągnięto, to przekonanie użytkownika, że jeśli chce wiedzieć więcej, to musi poszukać tej wiedzy gdzie indziej.

5. Ćwiczenia

deutsch.info-ćwiczenie

Ostatnim etapem w lekcji są ćwiczenia. Skupione są one wokół jej tematu, a nie samego tekstu przewodniego. Ich ilość waha się w granicach od 6 do 12. Typy ćwiczeń są dość różnorodne, chociaż trzymają się pewnej uniwersalnej formuły. Należą do nich zadania dotyczące wybierania podpisu do obrazka lub nagrania, uzupełnianie liter i wyrazów, układanie zdań, wybieranie prawdziwych i fałszywych opcji i wpisywanie wyrazów lub zdań na podstawie jakichś wskazówek. Ostatni z tych typów pojawiał się zdecydowanie najczęściej. Spośród wszystkich ćwiczeń te wymagające więcej niż rozpoznawania słów i konstrukcji stanowiły dość duży procent, co należy zaliczyć na plus. Również ich jakości nie można nic zarzucić.

Minusem całego modułu ćwiczeń jest to, że nigdzie na stronie nie można znaleźć do nich odpowiedzi, co jest dość zaskakujące, biorąc pod uwagę to, że z opisu kursu można się domyślić, iż pozwala on na samodzielną naukę. W takiej sytuacji użytkownik, który się na czymś zatnie, nie ma wyjścia i musi skorzystać z czyjejś pomocy. Warta wzmianki jest również niedoróbka polegająca na tym, że aby zrobić błędnie wypełnione ćwiczenie od nowa, należy kliknąć mało zrozumiały napis "Nowe wyszukiwanie. Przeglądając inne wersje językowe, można dojść do wniosku, że miało tam być napisane coś w rodzaju "Spróbuj ponownie".

INNE DZIAŁY

Oprócz kursów na stronie można znaleźć różne inne działy. W części "GRAMATYKA" podsumowane zostały wszystkie reguły występujące w kursach, które prezentują się dość ubogo w porównaniu do konkurencji. "MEDIATEKA" zawiera natomiast 222 różne niemieckie teksty, 15 filmów i 20 nagrań dźwiękowych (z transkrypcją), które da się filtrować m.in. według poziomu trudności i ich zawartości.

W materiałach wideo napotkać można zwykle napisy po niemiecku i angielsku. Jeśli chodzi o teksty, to najechanie kursorem na zdanie skutkuje wyświetleniem na dole strony beznadziejnego tłumaczenia z Tłumacza Google, a po kliknięciu wyrazu pojawia się wpis z wbudowanego słownika, który pokazuje się jednak tylko wtedy, gdy dane słowo wystąpiło kiedyś w którymś z kursów. Wszystkie treści wyglądają na darmowe materiały, które pozyskano z zasobów Internetu i które nie wyróżniają się zbytnio od tego, co można łatwo znaleźć samemu.

W dziale "WSKAZÓWKI" znajdziesz różne informacje dotyczące mieszkania, pracy i studiów w Niemczech i Austrii. Gdyby ci było mało, to na ich profilu na Facebooku znaleźć możesz różne niemieckie ciekawostki i aktywności. Ostatnim elementem strony jest wielojęzyczne "FORUM", które nie wyróżnia się niczym szczególnym. Możliwość odfiltrowywania tematów w wybranych językach zmniejsza istniejący tam chaos, ale wciąż pozostaje kwestia braku opcji wysyłania prywatnych wiadomości, która ułatwiłaby umawianie się do wspólnej nauki.

deutsch.info-forum

KOŃCOWY WERDYKT

Biorąc pod uwagę wszystko powyższe, można dojść do wniosku, że strona deutsch.info jest przykładem rozłożenia wysiłków na zbyt wiele rzeczy. W praktyce można by się pozbyć działu "MEDIATEKA" i "FORUM" bez większego uszczerbku dla odbiorców, co mogłoby się przełożyć na mniejszą ilość problemów technicznych i lepsze dopracowanie prezentowanej treści. Zmotywowani uczniowie, do których kierowana jest ta strona, mogą śmiało korzystać z umieszczonych na niej kursów, gdyż ich jakość wydaje się wystarczająca, aby się podszkolić w niemieckim, a zauważone braki da się uzupełnić samemu przy odpowiednim samozaparciu. Reszta powinna rozejrzeć się za czymś innym, gdyż receptą na sukces wcale nie jest odpowiednio przygotowany kurs, lecz taki, przy którym można wytrwać do samego końca.

Skuteczne pomoce wizualne

Efekt wyższości obrazu jest często przywoływany jako dowód na większą wartość pomocy wizualnych niż tekstu, gdy chodzi o łatwość zapamiętywania. Nie można jednak za bardzo uogólniać jego wykorzystania, gdyż muszą zostać spełnione odpowiednie warunki, aby się pojawił. Istnieją również koncepcje, takie jak efekt rysowania, które są z nim powiązane, choć niekoniecznie podlegają temu samemu mechanizmowi. Wszystko to można zastosować do szybszej nauki obcojęzycznego słownictwa, ale trzeba wiedzieć jak się do tego właściwie zabrać.

Efekt wyższości obrazu

Podstawą efektu wyższości obrazu, który powoduje, że zdjęcia lub rysunki są pamiętane lepiej niż tekst, jest teoria podwójnego kodowania zaproponowana przez Paivio (1971, 1986). Zakłada ona, że istnieją dwa poziomy przetwarzania informacji – słowny i obrazowy. Pierwszy dotyczy tekstu i mowy, drugi zaś wszelkich informacji graficznych. Obrazy mają według tej teorii taką zaletę, że mogą być łatwiej reprezentowane w obu kodach jednocześnie – jako bodźce wizualne i słowa określające to, co widzimy – dzięki czemu dochodzi do rozłożenia obciążenia poznawczego (Sorden 2012), co pozwala mózgowi na efektywniejszą pracę.

Jak podają Shana Carpenter i Kellie Olson (2011), dotychczasowe badania nad efektem wyższości obrazu skupiały się głównie na analizie zapamiętywania pojedynczych zdjęć, a nie ich połączeń z wyrazami. Fakt ten skłonił je do przeprowadzenia szeregu eksperymentów mających sprawdzić, czy nauka obcych słówek sparowanych z obrazami reprezentującymi ich znaczenie uwidoczni większą skuteczność obrazów w stosunku do zestawień z samym tekstem. W wyniku tych dociekań odkryły one, że taka przewaga rzeczywiście występuje, ale tylko wtedy, gdy uczestnicy przykładali równie dużo wysiłku do zapamiętania obu elementów. Co więcej, eksperyment Mehdiego Solhi i Andaraba Rouhi (2014), którego celem była nauka idiomów, pokazał, że większa inteligencja przestrzenna może mieć znaczący wpływ na wydajniejsze kodowanie w pamięci połączeń rysunków i obcych fraz.

Jednym z bardziej praktycznych przykładów zastosowań tego efektu są programy, które pomagają rozłożyć powtórki w czasie, dzięki czemu informacje są zapamiętywane efektywniej (Cornell 2009). Większość z nich (np. SuperMemo, Anki lub Mnemosyne) pozwala na dodawanie cyfrowych fiszek zawierających obrazy, choć na tym tle zdecydowanie wyróżnia się platforma Memrise, w której możliwe jest tworzenie własnych memów lub wykorzystywanie czyichś, łącząc skuteczność mnemotechnicznych skojarzeń (Spackman 2009) z potencjałem, jaki niosą zdjęcia.

Rysowanie

Skoro samo dołączanie informacji w formie graficznej przynosi lepsze rezultaty, to co stałoby się, gdyby dodać do tego element kreatywności? Odpowiedź na to pytanie próbował znaleźć zespół pod wodzą Jeffreya Wammesa (2016), który skorzystał z metodologii podobnej do tej stosowanej przez większość naukowców badających efekt wyższości obrazu, z tą różnicą, że w tym przypadku jedna grupa uczestników musiała kilkukrotnie stworzyć ilustracje do listy podanych im słów. Pozostałe badane osoby albo po kilka razy dorysowywały coś do liter albo zapisywały ciągle ten sam wyraz. Gdy testowano później, ile każdy zapamiętał słów, to okazało się, że ci, którzy tworzyli rysunki, osiągnęli najlepsze rezultaty ze wszystkich i nie miało tu żadnego znaczenia to, jak dobrze im one wychodziły.

Czy wynik powyższego eksperymentu udowadnia zatem, że rysowanie można z powodzeniem wykorzystać przy nauce słówek? I tak i nie. Sytuacja ta wydaje się analogiczna do tej opisywanej przez Carpenter i Olson, gdyż zbadano w nim wyłącznie pojedyncze elementy, a nie ich pary, tak jak to ma miejsce przy nauce znaczeń obcych wyrazów. Można jednak założyć, że może tu zachodzić mechanizm podobny do tego występującego przy efekcie wyższości obrazu, a więc możliwe jest, iż ma to jakiś pozytywny wpływ również na zapamiętywanie par słówko-obraz (znaczenie).

A co byłoby, gdyby pójść o krok dalej i spróbować połączyć rysowanie z mnemotechnikami? Zarówno metoda słów-kluczy – w której wykorzystuje się podobieństwo jednych słów do innych i tworzy między nimi skojarzenia – jak i pałac pamięci, są dobrze zbadanymi i sprawdzonymi narzędziami wspomagającymi zapamiętywanie (zob. Spackman 2009; Ahour, Berenji 2015), i to nie tylko obcych słówek. Dołączenie do tej pierwszej początkowego etapu polegającego na narysowaniu absurdalnych, śmiesznych i nietypowych skojarzeń mogłoby wiele zmienić. Tak samo mogłoby działać rozrysowanie sobie planu wyobrażonego pokoju lub budynku, na którym umieściłoby się informacje reprezentowane przez różne wizualne skojarzenia. Dopóki jednak nie pojawią się solidne dowody na powyższe twierdzenia, to wciąż pozostaje sprawdzenie tego wszystkiego samemu. W praktyce każdy potrafi rysować, więc nie ma tu sensu wymówka o braku artystycznych umiejętności.

Wnioski

Nie musisz się nad tym długo zastanawiać, żeby stwierdzić, że wszystkie powyższe rozważania możesz wprowadzić bardzo prosto w życie. Wystarczy tylko, że skorzystasz z narzędzi do cyfrowych fiszek lub chwycisz w rękę ołówek, długopis, pisak, kredkę, rysik, a nawet użyjesz własnych palców, a przekonasz się na własnej skórze, że dodawanie obrazków lub tworzenie rysunków może być tym, czego szukałeś w swojej nauce słownictwa.

Bibliografia:

  1. Ahour, T., & Berenji, S. (2015). A comparative study of rehearsal and loci methods in learning vocabulary in EFL context. Theory and Practice in Language Studies5(7), 1451.
  2. Andarab, M. S., & Rouhi, A. (2014). Let's replace words with pictures: the role of pictures and spatial intelligence in learning English idioms. Theory and Practice in Language Studies4(2), 244.
  3. Carpenter, S. K., & Olson, K. M. (2012). Are pictures good for learning new vocabulary in a foreign language? Only if you think they are not. Journal of Experimental Psychology: Learning, Memory, and Cognition38(1), 92. DOI: 10.1037/a0024828
  4. Sorden, S. D. (2012). The cognitive theory of multimedia learning. Handbook of educational theories. Charlotte, NC: Information Age Publishing
  5. Spackman, C. L. (2009). Mnemonics and Research on Using the Keyword Method in the Classroom.
  6. Wammes, J. D., Meade, M. E., & Fernandes, M. A. (2016). The drawing effect: Evidence for reliable and robust memory benefits in free recall. The Quarterly Journal of Experimental Psychology, 69(9), 1752-1776.

Polecane artykuły:
Cyfrowa rewolucja w samodzielnej nauce języków
[MN22] Jak patrzeć, żeby zobaczyć – 10 praktycznych wskazówek
[MN20] O aktywnym korzystaniu z pamięci
[MN21] Arkana pamięci graficznej
[MN4] Jak ‚nauczyć się’ hiragany… w godzinę?

Jak wytrwać w nauce?

Każdy, kto kiedykolwiek podjął się nauki języka, wie, że między chęcią zrobienia czegoś a doprowadzeniem tego do końca jest naprawdę wielka przepaść. Czytanie różnych tekstów motywacyjnych w wielu przypadkach nie wystarcza. Początkowy zapał szybko gaśnie, gdy napotyka się na nieprzewidziane przeszkody, a wcale nie muszą być one duże. Jedna malutka drobnostka potrafi bowiem wywrócić do góry nogami cały plan nauki. Na szczęście części tych problemów można zapobiec, i to właśnie o tym będzie niniejszy tekst. Reszta zależy od ciebie.

1. Nie zmuszaj się do nauki języka

Prawdą jest to, że obecnie znajomość języków obcych jest pożądaną umiejętnością. Nie można jednak dać się ponieść trendom lub namowom znajomych. Jeśli nie uczysz się z konieczności ani dlatego, że jest to dla ciebie źródłem pośredniej lub bezpośredniej przyjemności, to po prostu sobie odpuść. Nie ma sensu zmuszać się do czegoś, do czego nie jesteś przekonany, gdy możesz poświęcić swój wolny czas na rozwijanie różnych pasji.

2. Nie ogłaszaj swojego celu

Dość popularne jest przekonanie, iż poinformowanie rodziny i znajomych o swoich planach nauki jakiegoś języka, pomaga w realizacji tego celu. Niestety nie jest to prawdą i bywa nawet szkodliwe. Nauka języka to proces ciągły, w którym granice płynności są naprawdę rozmyte. Ciężko jest więc obiektywnie ocenić, czy ktoś poczynił spodziewane postępy. Może to być przyczyną nieuzasadnionej krytyki ze strony innych osób, co obniża motywację do działania, albo przecenienia czyichś wysiłków, w wyniku czego dana osoba przestaje się tak bardzo starać.

Rzucenie sobie publicznie wyzwania może mieć też inny przebieg. Nierzadko dochodzi do sytuacji, gdy ludzie z czyjegoś otoczenia nie biorą takiej deklaracji na poważnie, nie przejmując się tym, czy ktoś wziął się naprawdę do roboty. W niektórych przypadkach skutkować to może tym, że uczący się zarzuci całkowicie swój cel nauki, nie czując wystarczającej zewnętrznej motywacji do jego kontynuowania. Poza tym badania ludzi, którzy pochwalili się tym, co zamierzają, pokazały, że nic im to nie pomogło, a nawet dało im to przekonanie, że zrobili więcej niż w rzeczywistości, przez co ich wyniki były gorsze.

3. Unikaj ogólnych celów

W przypadku nauki języka nie można nagle stwierdzić, że się go nauczyło. Podobnie jest z poziomami jego znajomości – te abstrakcyjne granice tylko w przybliżeniu określają czyjeś umiejętności. Chcąc obiektywnie zmierzyć swój postęp, należy wyznaczyć bardziej konkretne cele zamiast ogólnych, np. przerobienie rozdziału lub podręcznika, nauczenie się jak coś zamówić w restauracji, opanowanie listy jakichś słów, dogadanie się z kimś bez konieczności zaglądania do słownika lub przeczytanie jakiegoś tekstu z satysfakcjonującym zrozumieniem itp. Wszystko to są rzeczy, których osiągnięcie z dużą dokładnością pokazuje, ile się już potrafi.

4. Planuj tylko tyle, ile jest konieczne

Jeśli sądzisz, że planując wszystko od początku do końca, postępujesz słusznie, to niestety grubo się mylisz. Pewnych rzeczy nie sposób jest przewidzieć, dlatego jedynym sensownym rozwiązaniem jest ograniczenie się do rozpisania w zeszycie (nie na komputerze, komórce lub tablecie) planu na jeden lub dwa dni. Stopień skomplikowania takiej listy nie powinien być zbyt duży. Najlepiej jest rozbić codzienną naukę na drobne punkty, z których każdy można odhaczyć po nie więcej niż godzinie. To bardzo pomaga w skupieniu się na wykonaniu danej rzeczy i daje satysfakcję, gdy skończy się listę na dany dzień.

5. Wykorzystuj efektywnie czas

Najlepsze rezultaty przynosi nauka każdego dnia. Powinieneś wyznaczyć sobie jakąś mniej więcej stałą porę, kiedy się uczysz, dzięki czemu wejdzie ci w nawyk utrzymywanie regularności. Możesz wykorzystać dodatkowo czas spędzany na jeździe samochodem lub autobusem. Twoja sesja powinna składać się z nie więcej niż 20-minutowych segmentów intensywnej nauki, poprzedzielanych maksymalnie 10-minutowymi przerwami. Możesz zmieniać czas jej trwania według upodobań, o ile zachowasz rozsądek i przeznaczysz na wszystko minimum godzinę. Nie musisz uczyć się w jednym ciągu, najważniejsza jest bowiem ogólna ilość czasu przeznaczonego na naukę.

6. Wyznaczaj sobie możliwe cele

Planuj zrobienie tylko tego, co wydaje ci się realne do wykonania w krótkiej perspektywie. Zapobiega to zniechęceniu wywołanemu zbyt długim oczekiwaniem na widoczne rezultaty. Warto również rzucać sobie małe wyzwania w postaci zrobienia kilku procent więcej niż uważa się za wykonalne w danym czasie. Jeśli skończą się sukcesem, to podniesie to twoją motywację, a jeśli ci się nie powiedzie, to nie masz powodów do zmartwień, gdyż mimo wszystko zrealizowałeś swój cel podstawowy.

7. Odizoluj się od rozpraszaczy

Współczesny świat zalewa nas mnóstwem rozpraszających bodźców. Głównym ich źródłem są ludzie i urządzenia elektroniczne, które w połączeniu ze sobą skutecznie odciągają nas od nauki języka. Można temu zaradzić, znajdując sobie jakieś spokojne miejsce, uprzedzając innych, żeby nam nie przeszkadzali i wyłączając rozpraszające sprzęty, a nawet usuwając je z pola widzenia. W sytuacji, gdy jesteśmy zmuszeni z nich korzystać, wystarczy powyłączać lub tymczasowo unieszkodliwić cyfrowe "przeszkadzajki", m.in. przy wykorzystaniu wtyczek do przeglądarek blokujących najbardziej kuszące strony (np. StayFocusd).

8. Ucz się od razu

Stosunkowo często przy nauce języka pojawia się problem z wyborem właściwych materiałów. Poszukiwanie coraz lepszych podręczników, kursów lub artykułów w Internecie doprowadza do tego, że zaniedbuje się właściwą naukę. Jeśli nie wkomponuje się od razu znalezionych treści do listy rzeczy do zrobienia danego dnia, to na nic zda się to, że nazbierało się stos tytułów i linków. Poza tym, tylko próbując się czegoś nauczyć można odkryć słabe strony znalezionych materiałów, wady planu nauki lub braki w swojej wiedzy. A stąd wiedzie już prosta droga do ich naprawienia i łatwiejszego unikania podobnych sytuacji w przyszłości.

Powyższe wytyczne pomagają zapobiec większości problemów związanych nauką rozumienia obcego języka lub komunikowania się w nim. Generalnie wystarczy, abyś pamiętał wyznaczaniu sobie odpowiednich celów, efektywnie wykorzystywał dostępny czas i poważnie podchodził do nauki, a języki obce staną przed tobą otworem.


Polecane artykuły:
Niemiecki w 4 miesiące, czyli zmagania z przeciwnościami
Jak przekonania rządzą Twoim życiem
Rola uwagi w nauce języka
Kryteria oceny treści, czyli jak znajdować wartościowe materiały
Cyfrowa rewolucja w samodzielnej nauce języków
Najlepsza rada dotycząca nauki języków obcych

Przyjemne z pożytecznym, czyli jak czytać i nie polec

czytac_1Często można usłyszeć pogląd, że czytanie w języku obcym jest świetnym sposobem rozwoju słownictwa. Pozostaje jednak dylemat, jak to robić, aby nie męczyć się niepotrzebnie nad zrozumieniem, tracąc przy okazji przyjemność płynącą z obcowania z ciekawą książką lub artykułem. Odpowiedź na to pytanie nie jest prosta, ale w praktyce sprowadza się ona do zadbania o to, aby rzadkie przerywanie lektury było stawiane zawsze na pierwszym miejscu.

Co czytać?

Wybrana przez ciebie lektura powinna być dopasowana do twojego aktualnego poziomu. Nie chodzi mi jednak o sztywną klasyfikację w stylu A2 lub B1, gdyż w rzeczywistości bardziej liczy się znajomość słownictwa tematycznego. Ludzie sięgają bowiem często po to, co pokrywa się z ich zainteresowaniami, wykształcając bardziej wyspecjalizowaną terminologię, co niejako przy okazji zwiększa zasób bardziej ogólnych wyrazów i zwrotów. Wystarczy więc, że wybierzesz coś, co cię ciekawi, a następnie spróbujesz przeczytać kilka stron. Jeśli nie zniechęcisz się nadmiarem nieznanych słów, oznacza to, że trafiłeś na właściwy tekst.

Właściwa lektura

Pierwszy kontakt z tekstem powinien odbyć się bez intencji nauczenia się czegokolwiek. Musisz po prostu zagłębić się treść, zaglądając do słownika jedynie w przypadku natrafienia na słowa lub wyrażenia, które wydają się istotne. Nie próbuj jednak niczego zapisywać, gdyż na to przyjdzie pora później. Zamiast tego staraj się od razu zapamiętywać znaczenia sprawdzonych słów, kojarząc wymowę lub zapis danego słowa z jakimś polskim lub obcym i tworząc śmieszną, absurdalną scenkę w swojej wyobraźni, np. "stare" – "gapić się" – staruszka gapiąca się przez lornetkę z okna, rozmawiając przez Walkie-talkie. Potem kontynuuj lekturę, a jeśli znowu natrafisz na nowo-nauczone wyrazy, to wysil pamięć, aby je sobie przypomnieć, dopiero w ostateczności sprawdzając ponownie ich znaczenie.

Praca z tekstem

Swój wysiłek powinieneś zacząć od wypisania obcych słów z przykładami ich użycia w kontekście. W tym celu musisz pobrać program AntConc, a następnie "nakarmić" go dokumentu tekstowym, postępując zgodnie z opisywaną przeze mnie wcześniej instrukcją. Optymalna długość takiego importowanego pliku to moim zdaniem około 10 stron o pojedynczej interlinii, zapisanych czcionką 12 (można posklejać ze sobą różne teksty). Mniejsza ilość treści da mało przydatne wyniki, a przesadzenie z nią zaleje cię zbyt długą listą słów do opracowania.

antconc-okno

Kolejny krok polega na otworzeniu karty "Word List", i naciśnięciu przycisku "Start". Ukaże się wtedy lista wyrazów w kolejności od najbardziej do najmniej popularnego. Ciebie powinny interesować tylko te pozycje, która występują w tekście więcej niż raz. Teraz znajdź jakieś nieznane słowo, wykorzystując pasek przewijania, a potem w nie kliknij. Zostaniesz wtedy przeniesiony do karty z fragmentami zdań. Jeśli wybierzesz któreś z nich, to ujrzysz podgląd pliku z przykładowymi zdaniami, które możesz skopiować do Anki lub zapisać w językowym notatniku. To właśnie tym sposobem będziesz pozyskiwać nowe słówka razem z kontekstem, co ułatwi ich późniejsze przetłumaczenie.

Cyfrowe podejście vs. analogowe

Na tym etapie powinieneś zdecydować się czy wolisz pracować z Anki, czy jednak ciągnie cię do podejścia analogowego, wykorzystującego papierowy zeszyt. Z punktu widzenia ilości spędzanego czasu i włożonego wysiłku ta pierwsza możliwość wydaje się lepsza. Kopiowanie zdań zajmuje tylko chwilę, a program zapewnia gotowy sposób na robienie testów i sam optymalnie określa, kiedy trzeba zrobić powtórkę. Z drugiej strony kartka i długopis nie wymagają prądu, a ręczne przepisywanie ma pewien pozytywny wpływ na proces zapamiętywania. Poza tym przy tej formie notowania poczynione postępy są bardziej namacalne, co może wpływać na utrzymanie motywacji.

W przypadku wykorzystywania Anki do nauki słownictwa pasywnego najlepiej sprawdza się według mnie szablon Basic. Wystarczy, że wkleisz w górnym polu zdanie z nowym słowem lub wyrażeniem, a następnie pogrubisz, podkreślisz lub w jakikolwiek inny sposób wyróżnisz tylko interesujący cię fragment. Potem pozostaje ci tylko sprawdzić jego znaczenie i wpisać pasujące do kontekstu tłumaczenie lub definicję w obcym języku. Możesz jeszcze dopisać jakieś tagi, zatwierdzając wszystko przyciskiem "Add". Gdy już uporasz się ze wszystkimi słówkami, to musisz tylko pamiętać o regularnych sesjach z Anki.

dodawanie_kart_w_anki

Jeśli preferujesz bardziej tradycyjne rozwiązania, to potrzebny ci będzie gruby zeszyt (najlepiej A4) i coś do pisania. Musisz zacząć od wypisania wszystkich wybranych zdań zawierających obce wyrazy, numerując je i zapisując je tak, żeby można było coś dopisać pod spodem. W ramach oszczędności czasu i miejsca pojedyncze zdania mogą zawierać więcej niż jedną rzecz do nauki. W podkreśl istotne fragmenty, otocz je kółkiem lub zrób cokolwiek, co pozwoli łatwiej je zauważyć. Na końcu wpisz pod nimi ich znaczenia, umieszczając je na przykład w nawiasach kwadratowych dla czytelności.

przyklad

Dzięki zastosowaniu wspomnianych wyżej odstępów i numerów przy zdaniach proste staje się robienie sobie powtórek i testów. Możesz sprawdzić swoją wiedzę po prostu zakrywając dłonią lub kartką linijki z tłumaczeniami, przesuwając się w ten sposób w dół zeszytu. Czas następnych powtórek możesz z kolei wyznaczyć, posiłkując się tabelką podobną do tej zaprezentowanej przez Michała. Proponowane przez niego przerwy między testami (1D, 7D, 1M, 3M, 6M, 1R, 2L) powodują, że z głowy ulatuje trochę wiedzy, ale w zamian wszystko lepiej się utrwala w pamięci przy każdym kolejnym sprawdzeniu.

plan nauki

Konkluzja

Powyżej zaprezentowałem kompletną instrukcję tego, jak można pogodzić czytanie dla przyjemności z nauką języka na poważnie. Nie jest to rozwiązanie bez wad, ale pozwala zaoszczędzić trochę nerwów i na spokojnie podejść do rozwijania zasobu słownictwa. Ponadto nie nadaje się ono dla osób, które są już na dość wysokim poziomie, gdyż dla nich liczy się każde nowe nieznane słowo, a nie tylko te popularniejsze. Tak czy siak, warto tego spróbować w ramach oderwania się od bezmyślnego spisywania słówek bez kontekstu, które prowadzi później do problemów z ich poprawnym używaniem.


Zobacz także:

9 kluczowych pytań na temat ANKI
Wyznania ANKIoholika
Jak czytać i nie zwariować
Jakie materiały warto czytać?
Jak tworzyć i wykorzystywać listy frekwencyjne

O co chodzi z tym Duolingo?

duolingologoDuolingo jest platformą edukacyjną online stworzoną w celu dostarczania darmowych kursów językowych. Przez wielu jest uważana za lepszą od konkurencyjnego Rosetta Stone, choć paradoksalnie widać, że była ona dla niego źródłem inspiracji. Niewielu ludzi jest jednak swiadomych tego, że pod przykrywką nowoczesnego kursu opartego na idei gamifikacji kryją się techniki mające znacznie starsze pochodzenie.

Zakładanie konta

Do korzystania z Duolingo wcale nie jest potrzebne posiadanie aktywnego konta. Można się o tym przekonać wybierając na stronie głównej napis "Rozpocznij", który przeprowadzi cię przez kilka stron z ustawieniami dotyczącymi m.in. języka ojczystego i tego do nauki. W pewnym momencie pojawi się pytanie, czy wolisz zacząć kurs od początku czy wykonać test poziomujący, który umożliwi pominięcie znanych rzeczy. Jeśli wybierzesz tę pierwszą opcję, to wyświetli ci się pierwsze ćwiczenie. Gdybyś z niego jednak wyszedł, wykorzystując link w prawym górnym rogu, to zobaczysz, że na drzewku znów pojawiła się możliwość wyboru. W tym momencie możesz się już zabrać za robienie ćwiczeń, ale polecam wciśnięcie przycisku "Załóż konto" u góry i wpisanie swoich danych lub wybranie logowania za pomocą Facebooka lub Google+. Dzięki temu twoje postępy nie zostaną później utracone.

Drzewko umiejętności

duolingo_drzewko

Po pierwszym zalogowaniu ukaże ci się ekran roboczy z drzewkiem tematów w centrum i różnymi dodatkowymi opcjami u góry i po prawej. Można tu odczytać swój poziom doświadczenia zmieniający się wraz z ilością zdobytych punktów. Obok widać link do sklepu, w którym można kupić różne drobne rzeczy (np. dodatkowe lekcje lub możliwość zrobienia sobie wolnego dnia podczas wykonywania 7-dniowego wyzwania). Płaci się w nim lingotami, które otrzymuje się za wykonywanie ćwiczeń i robienie powtórek. Samo drzewko składa się z tematów podzielonych na grupy według stopnia zaawansowania, które możesz przerabiać po kolei lub robiąc występujące co jakiś czas testy zbiorcze. Wskaźnikami twojego postępu są paski przy zagadnieniach, które po skończeniu zmieniają kolor na złoty. Kolejne pozycje odblokowują się po skończeniu wystarczającej liczby lekcji.

testy duolingo

Górny pasek

Na górnym pasku można uzyskać dostęp do historii aktywności lub przejrzeć dyskusje, w których wątki i wpisy filtrowane są w oparciu o redditopodobny system punktów. Pod opcją "Zanurzenie (Immersion)" kryje się natomiast możliwość ćwiczenia swoich umiejętności, biorąc się za tłumaczenia autentycznych tekstów. To akurat jest dość istotną częścią Duolingo, gdyż to właśnie na tym opiera się jego model biznesowy. Niektóre przetłumaczone materiały są bowiem sprzedawane różnym podmiotom, dzięki czemu serwis nie musi pobierać żadnych opłat od swoich użytkowników. Jak widać, odbywa się to z korzyścią dla obu stron.

Kursy językowe

Po prawej stronie możesz zauważyć swoją nazwę użytkownika i flagę, która symbolizuje wybrany przez ciebie język. Kliknięcie w nią pozwala na szybką zmianę kursu lub dodanie nowego. Możesz filtrować oferowane pozycje, zmieniając język, który znasz. Choć w polskiej wersji dostępny jest jedynie kurs angielskiego, to w innych wybór jest większy. Niektóre z nich zawierają nawet dodatkową zakładkę ze słówkami. Jeśli więc dobrze oceniasz swoją znajomość któregoś języka obcego, to możesz ją wykorzystać do nauki kolejnego. Gdybyś jednak chciał się na przykład uczyć przy wykorzystaniu różnych wersji językowych, to niestety musisz za każdym razem wchodzić w opcje dostępne pod nazwą użytkownika i zaznaczać interesujący cię kurs. Na dłuższą metę bywa to naprawdę irytujące. Jeśli masz natomiast ochotę na współtworzenie treści w tym serwisie, to w menu ustawień możesz znaleźć link do rozwijanych projektów.

Menu boczne

Z boku strony głównej możesz znaleźć wskaźnik twojego aktualnego poziomu zaawansowania, dzienny cel i związane z nim statystyki oraz propozycje zrobienia koniecznych powtórek i dodania znajomych, z którymi można rywalizować na punkty. Na dole tego paska widać opcję przydatną dla nauczycieli, która pozwala na stworzenie wirtualnych klas, śledzenie postępów uczniów pracujących na tej platformie, a także zablokowanie im części elementów interfejsu lub ocenzurowanie treści ich kursów. Ta ostatnia możliwość jest dość absurdalna, zważywszy na dużą neutralność użytych przykładów.

Lekcje

lekcje duolingo

Po kliknięciu w jakiś temat na liście twoim oczom ukaże się zbiór lekcji, z którym można postąpić analogicznie do tego, w jaki sposób przerabia się drzewko, wybierając alternatywnie test sprawdzający znajdujący się po prawej stronie. Jeśli akurat trafiłeś na jakieś zagadnienia gramatyczne, to poniżej ujrzysz ich prosty i nie zawsze wystarczający opis, który niestety nie jest rozdzielony na pojedyncze lekcje, więc nie zawsze wiadomo, jaki fragment będzie ci potrzebny w danym ćwiczeniu. Po ukończeniu całego zestawu opcja testowania zmienia się na taką do wykonywania szybkich powtórek, choć w praktyce i tak sprowadza się to do robienia tego samego.

Ćwiczenia

Zadania w Duolingo polegają głównie na tłumaczeniu z jednego języka na drugi i odwrotnie oraz pisaniu ze słuchu i ćwiczeniu wymowy, choć w wersji mobilnej jest to trochę bardziej urozmaicone. Część słów jest wprowadzana za pomocą przypisywania tłumaczeń do zdjęć ze słowami w obcym języku, natomiast resztę można sprawdzić po najechaniu na jakiś fragment wyświetlanego aktualnie przykładu. Pokazuje się wtedy jego znaczenie, a czasem nawet opcja z krótkim wyjaśnieniem gramatycznym, i odtwarzana jest zsyntetyzowana wymowa o przeciętnej jakości. Naciśnięcie ikonki głośnika umożliwi ci natomiast przesłuchanie całego zdania lub wyrażenia. Odpowiedzi możesz zatwierdzać za pomocą klawisza Enter lub wybierając "Sprawdź". Jeśli masz jakieś tłumaczeniowe wątpliwości, to wystarczy, że klikniesz w dyskusję poniżej i przejrzysz komentarze. Zwykle to wystarcza, gdyż jest duża szansa na to, że znajdziesz tam poszukiwane wyjaśnienie. Poza tym po ukończeniu lekcji pojawia się możliwość przejrzenia udzielonych odpowiedzi.

Przykłady użyte w ćwiczeniach nie są zbyt wyszukane. Dominują tu najprostsze możliwe na danym etapie słowa i konstrukcje. Wszystko jest oczywiście całkowicie pozbawione kontekstu, co przeszkadza w niektórych przypadkach w odgadnięciu właściwego znaczenia i budzi obawy, że późniejsze zderzenie się z autentycznymi treściami może rodzić problemy. Poza tym algorytm sprawdzania poprawności opiera się tylko na tych odpowiedziach, które wprowadzili autorzy, a więc nie zalicza niektórych możliwości. Do innych jego niedoskonałości można zaliczyć całkowite ignorowanie kropek, wykrzykników, myślników, przecinków, znaków zapytania itd. Idealnie ten problem ilustruje poniższy zrzut ekranu.ćwiczenia duolingo

Na dalsze niedoróbki można natknąć się przy ćwiczeniach polegających na wymawianiu różnych słów i zdań. W ramach eksperymentu specjalnie robiłem różne błędy, a mimo to moje odpowiedzi były uznawane poprawnie. Na szczęście można całkowicie wyłączyć wyświetlanie tego typu zadań, klikając w link na dole lub zaglądając do menu ustawień.

Badania naukowe

Munday (2016), jak również inni naukowcy pokazali, że Duolingo sprawdza się głównie u osób początkujących, gdyż to oni zyskują najwięcej na ciągłym ćwiczeniu tłumaczeń. Na wyższych stopniach zaawansowania trzeba natomiast włożyć znacznie więcej wysiłku w naukę, co utrudnia dotrwanie do końca kursu, czyli w okolice poziomu B1. Ponadto, nawet przerobienie całego drzewka nie gwarantuje rozwinięcia umiejętności komunikacyjnych, choć zapamięta się dzięki temu od 2 do 3 tysięcy różnych słów w zależności od wybranego kursu.

Bardziej krytyczna w stosunku do Duolingo była grupa badawcza pod wodzą Gunter (2016), według której pozbawione kontekstu przykłady w Duolingo nie pozwalają uczącym się na efektywne wykorzystywanie nabytej wiedzy w prawdziwych sytuacjach. Ich zdaniem występujące tu zadania nie skłaniają do łączenia informacji w całość lub okazywania spontaniczności w użyciu języka. Zakwestionowali oni również twierdzenie, że Duolingo jest grą edukacyjną, gdyż ich zdaniem obecne w nim elementy gamifikacji są niewystarczające.

Duolingo chwali się, że jego skuteczność została udowodniona badaniami. Problem w tym, że przytaczany przez nich eksperyment Vesselinova i Grega (2012) niczego nie wykazał. Można w nim przeczytać, że do końca badania dotrwało tylko 90 ze 156 uczestników. Byli to w dodatku ochotnicy, z których duża część posiadała już wyższe wykształcenie, a więc nie można ich zaliczyć do uczniów i studentów będących głównymi odbiorcami Duolingo. Poza tym Ich wyniki wahały się w dość dużym zakresie, więc trudno na tej podstawie wyciągać jakiekolwiek wiarygodne wnioski dotyczące skuteczności tego typu kursów.

Nie trzeba się nawet zbytnio przyglądać, żeby zauważyć, że Duolingo w dużej mierze opiera się na tradycyjnej metodzie gramatyczno-tłumaczeniowej, która wciąż bywa wykorzystywana w szkołach. Nie jest to dokładne odwzorowanie, gdyż widać tu wiele źródeł inspiracji, ale obecny jest tu m.in. nacisk na poprawność odpowiedzi, umiejętność czytania i pisania, znacząca rola nauczyciela (w tym przypadku systemu Duolingo), używanie nieautentycznych materiałów i wykonywanie bezpośrednich tłumaczeń (Larsen-Freeman i Anderson, 2011). Nie należy jednak sądzić, że jest to zły sposób nauki. Chang (2011), Mondal (2012) i Aqel (2013) stwierdzili bowiem, że jeśli chodzi o ćwiczenie gramatycznej poprawności i umiejętności związanych z pismem, to podejście to wypada dość dobrze. Zwraca się jednak uwagę, że do bardziej kompleksowej nauki powinno się je łączyć z metodą komunikacyjną, gdyż uzupełnia ona braki tej poprzedniej.

Niemożliwe jest precyzyjne określenie, jaką strategię nauki gramatyki wykorzystuje Duolingo, gdyż w zależności od tego, w jaki sposób korzysta się z kursu, można otrzymać zupełnie inne wnioski. Przeważa tu jednak podejście indukcyjne polegające na samodzielnym odkrywaniu reguł, a nie dedukcyjne, w których nacisk położony jest na ich naukę. Potwierdza to sam twórca tego serwisu, który uważa, że wiedza o tym, jak budować zdania powinna być przekazywana bez potrzeby użycia gramatycznej terminologii. Tego typu rozwiązanie nie jest jednak dobre dla wszystkich. Łatwo można się o tym przekonać, zaglądając do dyskusji pod ćwiczeniami, w których często pojawiają się pytania o wyjaśnienie jakiejś regułki. Z drugiej strony naukowcy tacy jak Mallia (2014), Şik (2014) i Motha (2013) wskazują na to, że wciąż nie ma pewności, które podejście jest lepsze – indukcyjne czy dedukcyjne, a więc faworyzowanie jednego z nich jest zdecydowanie przedwczesne.

Wnioski

Istota Duolingo polega na jego prostocie i tym, że stawia na sprawdzone rozwiązania. Nie jest to nic zwalającego z nóg, ale działa takim stopniu, żeby zachęcić do rozpoczęcia nauki języka. Zastosowana tu metoda nie jest idealna. Nie pozwala ona bowiem na wyćwiczenia umiejętności mówienia i radzenia sobie z autentycznymi materiałami językowymi, a w dzisiejszych czasach właśnie to liczy się najbardziej. Może natomiast służyć jako uzupełnienie zajęć w szkole lub własnych językowych zmagań. Nie opierałbym jednak samodzielnej nauki na samym Duolingo, ponieważ byłoby to jak ćwiczenie pływania bez wchodzenia do wody. Owszem, czegoś się dzięki temu nauczysz, ale niekoniecznie będzie to tym, czego oczekiwałeś.

Bibliografia

  1. Aqel, I. M. (2013). The effect of using Grammar Translation Method on acquiring English as a foreign language. International Journal of Asian Social Science, 3(12), 2469-2476.
  2. Chang, S. C. (2011). A contrastive study of grammar translation method and communicative approach in teaching English grammar. English Language Teaching, 4(2), 13. https://doi.org/10.5539/elt.v4n2p13.
  3. Gunter, G. A., Campbell, L. O., Braga, J., Racilan, M., & Souza, V. V. S. (2016). Language learning apps or games: an investigation utilizing the RETAIN model. Revista Brasileira de Linguística Aplicada, (AHEAD), 0-0. https://doi.org/10.1590/1984-639820168543.
  4. Krashen, S. (2014). Does Duolingo" trump" university-level language learning. International Journal of Foreign Language Teaching, 9(1), 13-15.
  5. Mallia, J. G. (2014). Inductive and deductive approaches to teaching English grammar. Arab World English Journal, 5(2), 221-235.
  6. Natsir, M., Sanjaya, D. (2014). Grammar Translation Method (GTM) Versus Communicative Language Teaching (CLT); A Review of Literature. International Journal of Education & Literacy Studies, 2(1), 58. https://doi.org/10.7575/aiac.ijels.v.2n.1p.58.
  7. Motha, H. (2013). The effect of deductive and inductive learning strategies on language acquisition. Master Thesis. Communication and Information Sciences Faculty Humanities, Tilburg University, Tilburg.
  8. Şik K, (2014) Using Inductive Or Deductive Methods In Teaching Grammar To Adult Learners Of English. Master’s Thesis. Department of Foreign Languages Teaching, Atatürk Üniversitesi.
  9. Vesselinov, R., Grego, J. (2012). Duolingo effectiveness study. City University of New York, USA.

Polecane artykuły:
Aplikacje do nauki języków obcych, czyli uczysz się kiedy, gdzie i jak chcesz! Część 1
Aplikacje do nauki języków obcych, czyli uczysz się kiedy, gdzie i jak chcesz! Część 2
Peterlin 9. Kiedy przestać się uczyć. Kilka iluzji.
Cyfrowa rewolucja w samodzielnej nauce języków

Guarani with Duolingo

Niemiecki w 4 miesiące, czyli zmagania z przeciwnościami


eksperyment3Opanowanie nowego języka często jawi się jako niebywałe wyzwanie, którego wymagania są w stanie spełnić tylko wybrane jednostki, tor najeżony przeszkodami tak licznymi, że wydają się niemożliwe do pokonania. Z drugiej strony niektórzy kreślą obraz wprost idylliczny, pozostawiając odbiorców w błogiej nieświadomości. Prawda zawiera jednak wiele odcieni szarości, co znalazło odbicie w przebiegu pewnego eksperymentu…

Niemiecki od zawsze był moją piętą achillesową, choć w przypadku angielskiego było zupełnie odwrotnie. Wielokrotnie zadawałem sobie pytanie, dlaczego jest tak, że ten pierwszy wchodzi mi tak łatwo, podczas gdy drugi prawie natychmiast wylatuje z głowy. Pomimo tego, że konieczność opanowania niemieckiego wymuszona przez system edukacji i cele zawodowe była dla mnie wystarczającą motywacją do nauki, to do pewnego momentu nie miałem bladego pojęcia, na czym polega mój problem. I wtedy zakiełkowała we mnie pewna myśl, pomysł na eksperyment tak szalony, że mógłby się udać i tak męczący, że nawet w krótkim okresie dawałby się mocno we znaki.


Założenia

U podstaw wszystkiego legło założenie, że sukces na polu językowym zależy w dużej mierze nie od dostępności zasobów, lecz wytrwałości w codziennym zmaganiu się z nowymi problemami. A skoro tak, to wystarczyło wyznaczyć sobie jakiś cel i znaleźć do niego jakąś podstawową bazę materiałów, z której będzie się najczęściej korzystać. Mój wybór padł na anglojęzyczny kurs niemieckiego stworzony przez Deutsche Welle o wiele mówiącym tytule "Harry – gefangen in der Zeit". Składa się on ze 100 lekcji, z których każda prezentuje inne zagadnienia gramatyczne. Całość dopełniają ćwiczenia i dość nietypowe filmiki powiązane ze sobą fabularnie.

W teorii kurs ten ma za zadanie przygotować kogoś do poziomu B1 w ciągu około pół roku. Nie byłbym jednak sobą, gdybym zawsze trzymał się wytycznych, dlatego zachęcony wyzwaniem, które znalazłem na oficjalnym kanale na Youtubie, postanowiłem, że każdego dnia będę przerabiał jedną nową lekcję. Nie poprzestałem jednak wyłącznie na tym. Wymyśliłem sobie, że skoro już podniosłem sobie poprzeczkę, to mogę przesunąć ją jeszcze wyżej, podejmując próbę tłumaczenia wszystkich zdań, nawet tych, które byłyby powyżej mojego poziomu, służąc jako tło dla scen.

Postępując tak, zasymulowałbym to, z czym zmaga się większość uczących się, gdyż gotowe przekłady rzadko są łatwo dostępne. Co więcej, zarówno normalne obcojęzyczne teksty, jak i wypowiedzi ustne zazwyczaj cechują się stopniem trudności, który wykracza poza umiejętności początkującej osoby. Sam chciałem się z tym zmierzyć, przenosząc dotychczasowe doświadczenie z językiem angielskim na niemiecki – gdyż są między nimi pewne podobieństwa –wykorzystując również papierowe i elektroniczne słowniki, opracowania gramatyczne i różnego rodzaju źródła internetowe.

Jednak wciąż było mi mało. Oliwy do ognia dolałem pomysłem na tworzeniem fiszek w Anki, w których umieszczałbym całe zdania wraz z tłumaczeniami, a potem uczyłbym się obu tych rzeczy na pamięć. Zainspirowała mnie do tego metoda dzięcioła używana przez Heinricha Schliemanna i Metoda Składniowa Glossika. W tej pierwszej autor uczył się codziennie całych stron tekstu, w drugiej zaś chodziło o zapamiętanie ograniczonego zestawu zdań, które zostały wybrane tak, aby odzwierciedlić bogactwo konstrukcji językowych i nauczyć kogoś odpowiedniej ilości słownictwa.

Oficjalną datę rozpoczęcia eksperymentu wyznaczyłem na 1 marca, choć już w lutym przeprowadziłem pierwsze testy, przerabiając jakieś 10 pierwszych lekcji, chcąc sprawdzić, jak bardzo moje wyobrażenia pasują do rzeczywistości i czy to, na co się porywam, jest w ogóle realne. Przeglądałem również różne kursy na Youtubie, żeby znaleźć coś, co mogło mi posłużyć do uzupełnienia tego z Deutsche Welle. Ustaliłem sobie wtedy, że każdego dnia o tej samej porze będę poświęcał około 2 godziny naukę. Gdy więc w końcu nadszedł właściwy moment, mogłem ze spokojem rozpocząć zmagania z przeciwnościami.


1 miesiąc – marzec

Na początku byłem pełen entuzjazmu, gdyż odświeżanie podstaw i łączenie w całość zapomnianych informacji szło mi dość łatwo. W rezultacie w ciągu pierwszych dni przerobiłem więcej lekcji, niż zakładał mój plan. 6 marca rozpocząłem w końcu dodawanie nowych fiszek, których treść musiałem najpierw przygotować, co ułatwiała lista słów i niektórych zdań przetłumaczonych na angielski.

Niestety zawartość kursu tak mnie wciągnęła, że przez następne dni, aż do 22 marca, nie pamiętałem, że taki program jak Anki w ogóle istnieje. Później wszystko się unormowało, ale pojawił problem z nadmierną ilością kart, gdyż miałem ich już około 1200, a nie dotarłem nawet do 30 lekcji. Z tego powodu pod koniec miesiąca przekształciłem talię na aktywną, tracąc połowę ekspozycji.

2 miesiąc – kwiecień

Niedługo po rozpoczęciu kolejnego okresu doświadczyłem niespodzianki, która wynikła z tego, że przerabiałem 20 nowych kart dziennie, choć dodawałem jakieś 30, powtarzając równocześnie 50 poprzednich. Na skutek tej różnicy moja znajomość słownictwa przestała nadążać za wiedzą gramatyczną. 10 kwietnia zdecydowałem się więc na drastyczny krok, który polegał na porzuceniu tworzenia nowych fiszek w celu nadgonienia tych zaległości i zaoszczędzenia czasu poświęcanego na coraz trudniejsze tłumaczenia.

Gdyby tego było mało, przy 41 lekcji nastąpił kryzys dotyczący pomijania ćwiczeń i wyjaśnień gramatycznych, wywołany problemami z nadążaniem za nowymi zagadnieniami. Od tego momentu robiłem tylko powtórki w Anki i oglądałem nagrania, tłumacząc pojedyncze słowa.

3 miesiąc – maj

W pewnym momencie postanowiłem, że muszę poważniej podejść do nauki, dlatego od 61 lekcji zacząłem wykorzystywać dodatkowy czas w weekendy, żeby bardziej się skupić na gramatycznej części kursu, ale porzuciłem ten pomysł po nadrobieniu kilku zestawów ćwiczeń. Ponadto zacząłem mocno odczuwać następstwa przerzucenia się na talię aktywną, które objawiały się problemami z rozpoznawaniem słów w oryginale, a nawet formułowaniem zdań, co wynikało ze zbyt małej ekspozycji na niemieckie wypowiedzi.

Spędzałem również mnóstwo czasu na powtarzaniu fiszek, w wyniku czego przestało wystarczać mi nawet wykorzystywanie każdej wolnej chwili. Doprowadziło to do tego, że 22 maja z braku lepszego pomysłu zmieniłem wszystkie karty na pasywne. Znacząco obniżyłem też częstotliwość zaglądania do Anki, gdyż i tak coraz częściej zdarzało mi się pominąć sesję z braku chęci.

4 miesiąc – czerwiec

Ten miesiąc był już niestety całkowicie pozbawiony pracy z fiszkami. Demotywujący wpływ metaforycznych stosów piętrzących się kart (talia liczyła ich wtedy ponad 800) skutecznie zniechęcił mnie do dalszej nauki. Prawdopodobnie w tym okresie w ramach odpoczynku od gramatyki oglądałem serię Deutsch Plus, która była naprawdę wciągająca.

15 czerwca ukończyłem fabularną część kursu Harry – gefangen in der Zeit i nie miałem już ochoty do niego wracać. Jakiś czas później znalazłem dobrze przygotowane wytłumaczenia gramatyczne na Youtubie, a także kogoś, kto potrafił odpowiedzieć na liczne pytania, wiedząc również jak wybrnąć z pewnych językowych pułapek. Tak właśnie zakończył się mój eksperyment. Ale to wcale nie oznaczało końca mojej przygody z niemieckim.


Konkluzja

Sądzę, że eksperyment ten można uznać za dość udany. Dzięki wciągającemu kursowi służącemu mi za bazę oraz wyrobieniu odpowiednich nawyków udało mi się całkiem sporo nauczyć, nawet jeśli według swojego subiektywnego odczucia nie osiągnąłem poziomu B1. Doświadczenie to przygotowało mnie do radzenia sobie samemu, nawet gdy sytuacja nie wygląda różowo, udowadniając, że liczne przeszkody tylko spowalniają opanowanie języka, a nie je uniemożliwiają. Pomogła mi w tym oczywiście znajomość angielskiego, którą wykorzystywałem na wszystkie możliwe sposoby, gdyż bardzo często poszukiwane odpowiedzi znajdowały się w anglojęzycznych źródłach. Można więc ją uznać za bardzo pomocną przy nauce nie tylko niemieckiego, lecz także innych języków. Ponadto podtrzymuję swoją opinię, że warto mieć kogoś do pomocy. Oszczędza to bowiem mnóstwo czasu, który można wykorzystać w bardziej produktywny sposób.

Jeśli chodzi o użycie fiszek, to zaprezentowałem tutaj podejście, którego nie powinno się powtarzać. Było ich zbyt dużo, zawierały nadmierną ilość informacji, ćwiczyły tylko aktywne lub pasywne słownictwo i niepotrzebnie próbowałem ich używać do uczenia się nowych rzeczy, ponieważ ich głównym celem jest utrzymywanie czegoś w pamięci. Zapamiętywanie całych zdań jest zbyt czasochłonne i ma uzasadnienie tylko w przypadku pewnych utartych wyrażeń lub treningu reguł gramatycznych. W pozostałych sytuacjach kompletne wypowiedzi powinny być wykorzystywane wyłącznie jako przykłady użycia w kontekście.


Polecane artykuły:

Czy język niemiecki jest trudny?
Przewodnik po Deutsche Welle
Jak (nie) uczyć się języków obcych – część 3 – niemiecki
Niemieckie gazety, portale informacyjne oraz stacje radiowe
Eksperyment językowy
Mini-projekt: walczę z językowymi słabościami!

Jak przekonania rządzą Twoim życiem

afirmacjaWiele się mówi o tym, że odpowiednie przekonania mają znaczący wpływ na nasze życie. Wykorzystują to różnego rodzaju firmy, serwując nam reklamy afirmacji, proponując programy poprawy motywacji i starając się przekonać nas, że nie możemy się bez tego wszystkiego obyć. Prawda jednak może być zgoła inna, co niszczy ten wprost idealny obraz rynku samopomocy.

Teoria samoafirmacji

W 1988 r. Claude Steel spopularyzował teorię samoafirmacji, która zakładała, że ludzie czują potrzebę zachowania integralności własnej osoby. Każdy chce się bowiem czuć dobrze z tym, kim jest. W przypadku wystąpienia zagrożenia dotyczącego jednej z ważnych wartości, takich jak religia, rodzina, praca lub hobby, ludzie starają się nawet nieświadomie zmniejszyć na różne sposoby negatywne odczucia. Choć często występującym zjawiskiem jest tu reakcja obronna, polegająca na umniejszaniu wagi problemu lub lekceważeniu go, to zgodnie z teorią samoafirmacji można sobie z tym poradzić poprzez odwołanie się do tych sfer życia, które również wysoko cenimy, skupiając na nich swoją uwagę lub działania. Dzięki temu poczucie własnej wartości zostaje podniesione, co pozwala na chłodne podejście do danej sprawy.

W celu potwierdzenia tej teorii wykonano wiele eksperymentów, które na różne sposoby wykorzystywały ważne osobiste wartości wymienione na skalach wzorowanych na tej opublikowanej w 1960 r. przez Gordona Allporta, Phillipa Vernona i Gardnera Lindzeya. Przykładowo w doświadczeniu Marka Reeda i Lisy Aspinwall (1998) badanych poinformowano o ryzyku pewnej choroby wywołanej przez częste picie kawy, a potem polecono im, aby pomyśleli o sytuacjach, w których byli dla kogoś mili. Spowodowało to, że łatwiej zgodzili się z tym zagrożeniem. Podobne badanie przeprowadzili Peter Harris i Lucy Napper (2005) wśród kobiet, które piły zbyt dużo alkoholu. Okazało się, że testowane osoby po miesiącu wciąż uważały swój nałóg za szkodliwy, choć ich zachowanie nie uległo zmianie. Mogło być jednak tak, że przeszkodziła im w tym siła uzależnienia.

Zmniejszenie zdenerwowania

Oprócz zmiany przekonań podbudowywanie ego było badane również w zakresie redukowania stresu. Jest to szczególnie istotne, gdyż zdaniem Amy Arnsten (2009) jego nadmiar utrudnia rozwiązywanie problemów i osłabia kreatywność. Ciekawy w tym kontekście wydaje się więc eksperyment zespołu Jamesa Cresswella (2005), w którym nakazał on uczestnikom zaznaczenie na skali ważnych dla nich wartości według istotności, co miało podnieść ich samopoczucie. Gdy później wykonywali oni stresogenne zadanie, to poziom kortyzolu (hormonu stresu) w ich krwi był niższy niż u grupy kontrolnej.

Nieco inną procedurę zastosowała grupa naukowców dowodzona przez Lisę Legault (2012), która zanotowała zmniejszenie liczby popełnianych błędów w zadaniu polegającym na wskazywaniu poprawnych odpowiedzi. Wyniki te sugerują, że samoafirmacja pomogła testowanym ochotnikom skupić się na tym, jak mogą wypaść lepiej. Dodatkowo w badaniu Creswella z 2013 r. mocno zestresowane osoby, które poddały się podbudowywaniu ogólnego poczucia własnej wartości, lepiej radziły sobie z rozwiązywaniem problemów, a więc łatwiej kojarzyły fakty i były bardziej kreatywne. Daje to nadzieję uczniom i studentom, którzy mają gorsze wyniki z powodu zdenerwowania.

Rola poczucia własnej wartości

W 1993 r. Steele i jego współpracownicy stwierdzili, że osoby, które mają wysokie poczucie własnej wartości, a zatem czują się ponadprzeciętnie, jeśli chodzi o wiele różnych sfer życia, będą bardziej przygotowane do dawania sobie rady z problemami, starając się je rozwiązać, zamiast racjonalizować ich ignorowanie. Tacy ludzie muszą sobie jednak najpierw uświadomić swoje psychologiczne zasoby poprzez przemyślenie, jak ważne są dla nich poszczególne wartości. Ponadto doświadczenia przeprowadzone pod przewodnictwem Shelley Taylor (2003) i Marka Seera (2004) pozwalają na założenie, że wniosek ten można rozciągać również na sprawę radzenia sobie ze stresem.

Wysokie poczucie własnej wartości okazuje się mieć decydujący wpływ również w walce z zagrożeniem stereotypem lub gdy wchodzi się w rolę społeczną, która jest powszechnie kojarzona z uległością. Dobrze widoczne jest to na przykładzie obserwacji zespołów Laury Kray (2001, 2002), które pokazały, że siła przekonań zmniejsza kompetencje kobiet w porównaniu do mężczyzn, jeśli chodzi o ważne negocjacje, ale efekt ten znika, gdy przedstawi im się pogląd mówiący, że to właśnie typowo kobiece cechy dają w tej dziedzinie przewagę. Z odmiennego założenia wyszła natomiast Sonia Kang (2015), której z pomocą kilku kolegów udało się podnieść skuteczność negocjacyjną słabszej psychologicznie strony (gdy zestawiono ze sobą "klienta" i "sprzedawcę") poprzez skierowanie jej uwagi na inne ważne części jej życia.

Skuteczność pozytywnych formułek

W popularnym rozumieniu samoafirmacje są pozytywnymi stwierdzeniami o sobie, które ktoś powtarza, chcąc, żeby się spełniły. Jednakże zarówno koncepcja "swobody akceptacji" opracowana przez Muzafera Sherifa i Carla Hovlanda w 1961 r., jak i teoria samoporównania przytoczona i potwierdzona przez Donnę Eisenstand i Michaela Leippe (1994) oraz Williama Swanna i Daniela Schroedera (1995) mówią, że nie można zaakceptować twierdzeń, które znacząco różnią się od tego, jaki mamy obraz samych siebie i nie ma tu znaczenia to, czy pochodzą od nas, czy z naszego otoczenia. W dodatku według Marka Zanny (1993) niezgodne stwierdzenia mogą nas nawet umocnić w negatywnym przekonaniu.

Powyższy pogląd znajduje swoje uzasadnienie także w badaniu zespołu pod przewodnictwem Joanny Wood (2009). Skupiono się w nim na wpływie samoafirmacji na osoby z wysokim i niskim poczuciem własnej wartości. Jego uczestnicy wyrazili przekonanie o skuteczności tej formy samopomocy, a pierwsza grupa zadeklarowała ich częstsze używanie. Eksperymenty pokazały, że ci drudzy nie skorzystali na powtarzaniu pozytywnych sformułowań, a nawet nieco pogorszyło się ich samopoczucie. Natomiast osoby z wysokim poziomem poczucia własnej wartości zyskały na tym tylko trochę. Wynik ten przeczy zasadności stosowania samoafirmacji, gdyż nie pomagają one tym, którzy tego naprawdę potrzebują i dają mylne przekonanie o swojej skuteczności pozostałym.

Z alternatywą dla tradycyjnych samoafirmacji wyszła ekipa badawcza pod wodzą Ibrahima Senaya (2010), która najpierw poleciła ochotnikom, aby zastanawiali się nad tym, czy rozwiążą anagramy, a potem to zrobili. Grupa kontrolna różniła się tym, że miała myśleć, że im się to uda. W rezultacie ci pierwsi ukończyli znacząco więcej przykładów. Następne dwie części eksperymentu miały przetestować wpływ zapisywania krótkich pytań ("Will I") lub ich części składowych ("I", "will"), które miały być postrzegane jako połączone pary i odwrotnie. Tu również otrzymano lepszy wynik, ale tylko, gdy uczestnicy uważali, że prezentowane frazy i wyrazy mają jakiś sens. Ostatnia procedura oprócz ekspozycji na pytanie "Will I?" polegała na ocenie motywacji do rozpoczęcia regularnej aktywności fizycznej lub jej kontynuowania. Po niej ochotnicy wskazali, które z 12 możliwych powodów, aby to robić były dla nich najbardziej przekonujące. Okazało się, że sam kontakt z pytaniem miał wpływ na zwiększenie poziomu wewnętrznej motywacji do ćwiczeń, co sugeruje, że jest ona pośrednikiem między pobudzeniem (nawet nieświadomym) do rozmyślań a chęcią działania.

Jak to się ma do nauki języków?

Na tym etapie powinieneś już kojarzyć, że wiele z powyższych faktów może mieć bezpośrednie przełożenie na twoją naukę. Są to jednak głównie przesłanki, gdyż sam wpływ przekonań na proces nabywania tego rodzaju wiedzy i używania jej w praktyce nie został jeszcze wystarczająco zbadany. Z tego, co wiadomo do tej pory, można wysnuć założenie, że samoafirmacje polegające na skupianiu uwagi na innych ważnych życiowych wartościach mogą być skuteczne w zmianie nawyków związanych z nauką języka, przekonaniu się, że to nie jest takie trudne, poprawieniu umiejętności komunikacyjnych w nerwowych sytuacjach, w których jedna strona wydaje się mieć psychologiczną przewagę, zredukowaniu stresu i liczby popełnianych błędów oraz zwiększeniu kreatywności i umiejętności rozwiązywania problemów, dzięki opanowaniu zdenerwowania, czyli usprawniają to, co jest niezbędne, gdy bierze się na cel opanowanie obcej mowy. Jeśli chodzi o zwykłe afirmacje do nauki języków, to nie zawracałbym sobie nimi głowy, one najprawdopodobniej pomagają tylko tym, którzy ich w zasadzie nie potrzebują. Z kolei rozmyślanie nad tym, czy coś się zrobi, wydaje się być dobrym pomysłem na poprawienie motywacji do działania.

Bibliografia:

  1. Creswell, J. D., Dutcher, J. M., Klein, W. M., Harris, P. R., Levine, J. M. (2013). Self-affirmation improves problem-solving under stress. PloS one8(5), e62593. http://dx.doi.org/10.1371/journal.pone.0062593
  2. Kang, S. K., Galinsky, A. D., Kray, L. J., Shirako, A. (2015). Power Affects Performance When the Pressure Is On Evidence for Low-Power Threat and High-Power Lift. Personality and Social Psychology Bulletin41(5), 726-735. http://dx.doi.org/10.1177/0146167215577365
  3. Legault, L., Al-Khindi, T., Inzlicht, M. (2012). Preserving integrity in the face of performance threat self-affirmation enhances neurophysiological responsiveness to errors. Psychological science, 0956797612448483. http://dx.doi.org/10.1177/0956797612448483
  4. Senay, I., Albarracín, D., Noguchi, K. (2010). Motivating goal-directed behavior through introspective self-talk the role of the interrogative form of simple future tense. Psychological Science21(4), 499-504. http://dx.doi.org/10.1177/0956797610364751
  5. Sherman, D. K., Cohen, G. L. (2006). The psychology of self-defense: Self-affirmation theory. Advances in experimental social psychology38, 183. http://dx.doi.org/10.1016/S0065-2601(06)38004-5
  6. Wood, J. V., Perunovic, W. E., Lee, J. W. (2009). Positive Self-Statements Power for Some, Peril for Others. Psychological Science20(7), 860-866. http://dx.doi.org/10.1111/j.1467-9280.2009.02370.x

Polecane artykuły:

Automotywacja i potrzeba zmiany
Tracisz motywację? Zrób coś!
Rola uwagi w nauce języka
Historia motywacyjna

Readlang, czyli jak okiełznać teksty

readlangSpośród różnego rodzaju narzędzi ciężko jest wyłapać takie, które rzeczywiście się do czegoś przydają, będąc równocześnie w miarę proste w obsłudze. Może się wydawać, że istnieje wiele takich kandydatów, ale tak naprawdę większość z nich odwraca uwagę za pomocą graficznych fajerwerków, ignorując wymiar praktyczny, co przejawia się w braku naprawdę istotnych funkcji. Pozytywnie na tym tle wyróżnia się Readlang, pokazując, że można zrobić pewne rzeczy inaczej.

Do korzystania z serwisu zalecane (choć nieobowiązkowe) jest założenie konta, co nie jest specjalne trudne, gdyż można wykorzystać logowanie przez konto na Google'u lub Facebooku. Po wykonaniu tej czynności pojawi się ekran z wyborem języka, którego chcesz się uczyć, jak również tego, który uważasz za ojczysty. Twoim następnym krokiem powinno być przejście na zakładkę "Library", w której umieszczone są trzy karty.

Materiały źródłowe

W pierwszej karcie można załadować swój własny tekst w obcym języku, wklejając go na przykład ze schowka w formularz, który pojawi się po kliknięciu "Upload text". Ale istnieje również inna opcja, znajdująca się obok białego pola o nazwie "Choose file". Pozwala ona na wybranie z dysku pliku z tekstem w formacie txt lub epub. Rozszerzenia te z łatwością skojarzy każdy, kto miał kiedyś do czynienia z e-bookami. I nie jest tak przypadkowo. Readlang został bowiem stworzony w celu ułatwienia czytania i uczenia się słów z obcojęzycznych tekstów, wliczając w to również beletrystykę.

Po przejściu na kartę "Public texts" ujrzysz listę obcojęzycznych tekstów utworzoną przez innych użytkowników, którą można filtrować według poziomów trudności, liczby słów, typu tekstu, daty dodania oraz popularności. Najciekawszymi pozycjami do wyboru są jednak piosenki, które są zsynchronizowane z tekstem, dzięki czemu wypowiadane słowa podświetlają się w danym momencie, pozwalając na czytanie połączone z jednoczesnym słuchaniem nagrania na YouTubie.

readlanga

Pod trzecią kartą kryją się popularne strony internetowe zawierające teksty w docelowym języku. Nie sugerowałbym się jednak liczbą linków na tej liście, gdyż wystarczy tylko zainstalować dodatek do przeglądarki Chrome (a także nieoficjalnie Opery), aby cieszyć się możliwością użycia jakiegokolwiek tekstu dostępnego w internecie. W praktyce jest on niezbędny nawet, aby korzystać z sugerowanych pozycji. Gdy już przebrnąłeś przez ten krok, to powinna ci się pojawić na górnym pasku ikona z literką "R". Po jej naciśnięciu aktywuje się tryb, dzięki któremu będzie można zaznaczać słówka.

Praca z tekstem

Bez względu na to, jakie rozwiązanie preferujesz, ostatecznie będziesz miał do dyspozycji choćby prowizoryczny ekran roboczy. Na tym etapie możliwe jest zaznaczanie słówek, których znaczenia nie znasz, co wywoła pojawienie się nad nimi tłumaczeń wykorzystujących silnik Google Translate. Można nawet skorzystać z funkcji przekładania całych zdań lub wyrażeń, ale w darmowej wersji ograniczenie pozwala na zrobienie tak jedynie 10 razy. Nie jest to zbyt duża strata, gdyż tłumaczenia maszynowe i tak nie odznaczają się zbyt dobrą jakością.

readlang5

Z boku okna masz do dyspozycji rozwijane menu, które nie posiada zbyt wielu opcji w trybie z wtyczką, dlatego warto je rozwinąć i wybrać opcję importu do Readlang. Tę samą reakcję wyzwala również kliknięcie literki "R" umieszczoną przed polami wyboru języków. Gdy już jesteś w głównym oknie roboczym, to po naciśnięciu ikonki z trzeba kreskami w prawym górny rogu dostajesz do dyspozycji szybki dostęp do słownika, aktywowanego zarówno ręcznie, jak i automatycznie (po zaznaczeniu jakiegoś słowa w tekście). W każdej chwili można tam też zmienić wykorzystywane języki.

Warto wiedzieć, że w menu bocznym pod nazwą "AA" znajduje się konfiguracja wyglądu tekstu, a pod "Words" zaznaczane do tej pory słowa wraz ze zdaniami, w których występują. Dalej jest opcja, która służy do udostępniania na Facebooku, Twitterze i Google+. W przypadku otwarcia tekstu z publicznej listy są to jedyne widoczne zakładki. Inaczej sprawa ma się z takim wczytanym osobiście. Wtedy pojawiają się dwie dodatkowe karty – jedna związana z edycją tekstu i druga dotycząca dodawania nagrania z serwisu YouTube.

Synchronizacja tekstu z nagraniem

Aby dodać film, należy wybrać zakładkę YouTube, a następnie wstawić link do wybranego nagrania w widoczne pole i zatwierdzić przyciskiem znajdującym się poniżej. Wtedy strona przeładuje się, umieszczając film na górze a tekst na dole. Żeby zsynchronizować nagranie z transkrypcją, musisz wybrać opcję "Sync", nacisnąć ikonę odtwarzania (lub spację), a następnie zacząć zaznaczać słowa, które są aktualnie wymawiane. Nie trzeba robić tak z każdym, choć im więcej uda ci się ich ustawić, tym lepsze będzie dopasowanie. W przypadku pomyłki wystarczy wystartować od momentu sprzed popełnienia błędu i kontynuować już poprawnie. Sprawdzanie odbywa się poprzez wybranie opcji "Play" i uruchomienie odtwarzania.

Fiszki

Wszystkie zaznaczane przez ciebie kiedykolwiek słowa są zapisywane w bazie fiszek, której algorytm jest podobny do tego stosowanego w Anki. Nowododane słowa można przeglądać w menu "Flashcards", do którego prowadzi najpierw odsyłacz z literą "R" w lewym górnym rogu okna roboczego, a potem karta "Flashcards". Najlepiej jest sprawdzić, czy dodane automatycznie znaczenia pasują do kontekstu i skorygować ewentualne błędy od razu, gdyż pozwala to uniknąć zapamiętania czegoś niewłaściwie podczas przerabiania powtórek wyznaczonych przez to narzędzie.  Korekty można również dokonać w karcie "Word list", klikając na konkretną pozycję.

Jak widać, Readlang jest dużo prostszy w obsłudze niż prezentowany przeze mnie wcześniej Learning with Texts. Można to uznać za duży plus, gdyż przeciętny użytkownik nie lubi zbyt długo kombinować z ustawieniami. Jego darmowa wersja posiada pewne ograniczenia, ale nie uważam ich za zbyt problematyczne. W większości przypadków wystarczy wykazać się tylko małą dozą kreatywności. Trochę brakuje tu importu do Anki, ale nie można mieć wszystkiego. Najlepiej jest przetestować to narzędzie samemu, gdyż może się okazać, że jest to coś, czego szukałeś.


Zobacz także…

Jak czytać i nie zwariować
Hakowanie tekstów metodą LWT
Jak tworzyć i wykorzystywać listy frekwencyjne
Cyfrowa rewolucja w samodzielnej nauce języków
Kryteria oceny treści, czyli jak znajdować wartościowe materiały
Rola uwagi w nauce języka
Przewodnik po Deutsche Welle

Hakowanie tekstów metodą LWT

lwt_icon_bigUczący się języków często starają się wykorzystywać w swojej nauce różnego rodzaju teksty. Nierzadko nie są one obrobione, wymagając poświęcenia czasu w celu uczynienia ich użytecznymi. Niedogodność tę zauważył twórca LingQ Steve Kaufmann, który wymyślił narzędzie pozwalające na efektywniejsze uczenie się słów z tekstów, dzięki wykorzystaniu zaznaczania stopnia ich znajomości i udostępnieniu wbudowanych słowników. Produkt ten nie jest jednak darmowy, dlatego z potrzeby większej dostępności zrodziła się dla niego bezpłatna alternatywa  w postaci LWT.

Learning With Texts (LWT) zostało udostępnione w domenie publicznej, dlatego każdy może z niego bez problemu korzystać. Na początku wymagało ono złożonej konfiguracji, co było przeszkodą dla części użytkowników. Na ten problem odpowiedział Benny Lewis, twórca strony Fluent in 3 Months, który podpiął to narzędzie najpierw do swojej strony, a potem stworzył osobne miejsce, w którym wymagane było logowanie wykorzystujące dane podane przy rejestracji na jego forum. Niestety rosnąca ilość gigabajtów i obciążenie łącza internetowego zmusiły go do zaprzestania dalszego udostępniania tej usługi. W czasie pisania niniejszego artykułu rejestracja na http://lwtfi3m.co jest już zamknięta, a w najbliższym czasie to samo stanie się z dostępem do istniejących kont.

Przedstawiona sytuacja tylko z pozoru wydaje się bez wyjścia. Obecnie samodzielna konfiguracja serwera php, na którym można uruchomić LWT, wymaga jedynie podstawowej znajomości języka angielskiego i obsługi komputera, dlatego każdy, kto będzie się trzymał instrukcji, powinien sobie poradzić  bez problemu. Oczywiście, jak z każdym programem komputerowym, nie sposób przewidzieć jego zachowania na konkretnej maszynie, więc jeżeli ktoś potrafił sobie zainstalować programy, które mogą przeszkadzać w poprawnym działaniu serwera (np. zaawansowany firewall), to powinien wiedzieć, jak doprowadzić do tego, aby wszystko grało.

Instalacja

1. Przejdź do strony http://www.easyphp.org/easyphp-devserver.php.
2. Pobierz wersję podpisaną EasyPHP DevServer 14.1 VC9, która przeznaczona jest dla systemów od Windows XP do Windows 10, i zapamiętaj, gdzie ją zapisałeś.
3. Wejdź do folderu pobierania i uruchom instalator programu. Proces jego instalacji sprowadza się głównie do wciskania przycisku Next. Po dojściu do etapu wyboru miejsca instalacji, zapisz sobie gdzieś podaną ścieżkę adresu, gdyż będzie później potrzebna. Gdy program zaproponuje na końcu otworzenie pliku pomocy i uruchomienie serwera, odznacz odpowiadające temu opcje i wciśnij Finish.
4. Pobierz archiwum LWT ze strony http://sourceforge.net/projects/lwt. Następnie przejdź do folderu, w którym zostało zapisane i skopiuj je. Musisz teraz wejść do katalogu instalacji wcześniejszego programu, otworzyć folder data, a potem localweb, a na końcu wkleić do niego skopiowany plik.
5. Kolejny krok wymaga rozpakowania go do tego folderu, używając do tego opcji Wyodrębnij wszystkie… dostępnej pod prawym przyciskiem myszki, pamiętając jednak o odznaczeniu kwadracika dotyczącego pokazywania. Jeśli jej nie znalazłeś, możesz użyć do tego również innych programów obsługujących archiwa zip
6. Zmień teraz nazwę folderu, który się pojawił, na samo lwt. Potem wejdź do niego i znajdź plik connect_easyphp.inc i zmień część nazwy connect_easyphp na samo connect.
7. Przejdź do menu start, znajdź program EasyPHP DevServer 14.1 VC9 i go uruchom. W lewym rogu ekranu powinna pojawić się dodatkowa ikona (jeśli jej nie ma, to trzeba nacisnąć na "trójkącik"). Kliknij na nią prawym przyciskiem myszy i wybierz opcję Local Web. Otworzy się wtedy przeglądarka internetowa, wyświetlając listę kilku pozycji. Jeśli coś poszło nie tak, sprawdź ustawienia firewalla lub innego programu zabezpieczającego, dodaj do niego nową regułę lub jeśli się na tym nie znasz, wyłącz go całkowicie, pamiętając o włączeniu go ponownie po skończeniu pracy z programem.
8. Wybierz z listy pozycję lwt. Właśnie udało ci się uruchomić swój własny serwer Learning With Texts. To nie było takie straszne, prawda? Teraz wystarczy powtarzać punkty 7 i 8 przy każdym uruchomieniu. Możesz również dodać sobie serwer do autostartu, o ile wiesz jak to zrobić.

Interfejs

ekran główny LWTEkran główny programu jaki jest, każdy widzi. W tej chwili powinieneś kliknąć pojawiający się tylko na początku napis Define the first language you want to learn, pojawi się wtedy formularz z różnymi polami do wypełnienia. Trzeba wybrać ustawienia osobno dla każdego języka. Najlepiej jest skorzystać z rozpiski przygotowanej przez Benny'ego Lewis’a. Niestety podana konfiguracja do angielskiego nie jest zbyt dobra, ale to nie problem, gdyż większość ustawień jest już wpisana poprawnie. Wystarczy tylko napisać English w pierwszym polu i wypełnić dwa następne pola dotyczące słowników. Znajdywanie potrzebnych adresów zazwyczaj sprowadza się to do sprawdzenia jakiegoś słowa na stronie słownika i skopiowania adresu strony z paska w przeglądarce do momentu, gdy zaczyna się wpisywane słowo. Nie wszystkie pozycje pozwalają jednak osadzić się w ramce roboczej. Zawsze jednak można je sobie otworzyć  w osobnej karcie. Oto przykładowe działające słowniki:
• https://www.diki.pl/slownik-angielskiego?q=
• http://ling.pl/slownik/angielsko-polski/
• http://www.thefreedictionary.com/
Po skończeniu ustawiania wystarczy zatwierdzić przyciskiem Change.
lista tekstów lwtPo programie można się efektywnie poruszać za pomocą rozwijanego paska zakładek, który znajduje się zawsze na samej górze. Szczególnie interesująca jest pozycja Texts, która przenosi do widoku listy tekstów (w tej chwili pustej). Do ich dodawania służą opcje znajdujące się obok zielonych plusów. Jedyna różnica pomiędzy nimi polega na tym, że za pomocą tej drugiej można wstawić naprawdę długi tekst, który automatycznie podzieli się na części. Po wybraniu którejkolwiek pojawia się formularz, w którym musisz wpisać tytuł i wkleić obcojęzyczną zawartość schowka. Pozostałe pola są opcjonalne. Możesz do nich wpisać adres źródłowy treści, tagi oraz link do pliku dźwiękowego w formacie mp3, ogg lub wav. Nagranie można też załadować z dysku, ale wtedy trzeba stworzyć folder media w głównym katalogu lwt i skopiować do niego potrzebny plik. Po odświeżeniu powinien pojawić się na rozwijanej liście na dole strony. Po ustawieniu wszystkiego należy nacisnąć Save and open, aby otworzyć ekran roboczy. Jeśli wybierze się zamiast tego Save, to pojawi się znowu widok listy tekstów i trzeba będzie dodatkowo wcisnąć ikonkę, książki znajdującą się przy wybranej pozycji.

Ekran roboczy

lwt
Ekran roboczy składa się z trzech części: z tekstem, formularzem i słownikiem. W tej pierwszej widać załadowany aktualnie tekst, a nad nim nagranie gotowe do odtworzenia. Jeśli wybierzesz jakieś słowo, to pojawi się menu, w którym można zaznaczyć, czy zna się już dobrze dane słowo lub je zignorować. Poniżej jest opcja, która pozwala na ustalenie, gdzie kończy się wyrażenie dodawane do bazy (maksymalny limit to 9 wyrazów). Jeszcze niżej masz do wyboru podgląd słowa w kilku słownikach, które wyświetlają się w prawym dolnym rogu. Ostatnia opcja służy zaś do sprawdzenia tłumaczenia całego zdania za pomocą Google Translate.

Praca z tym narzędziem polega na naciskaniu na słowa, uzupełnianiu w formularzu pól tłumaczenia, tagów, romanizacji i stopnia  znajomości. Kolor wyrazów zmienia się w zależności od oceny. Jeśli chcesz wprowadzić do bazy słowo lub wyrażenie, którego nie ma w obecnie wybranym tekście, skorzystaj z żółtej ikonki u góry. Pojawi się wtedy pusty formularz do wypełnienia. Najtrudniejsze fragmenty można łatwo rozpoznać po kolorze zaznaczenia. Jeśli zna się już natomiast dobrze wszystkie słowa w tekście, można kliknąć przycisk I know all, co sprawi, że pojawi się pod nimi zielona kreska. W ten sposób można przerabiać tekst, ucząc się nowych słów i powtarzając te, których nie zna się tak dobrze. Wprowadzone informacje są później uwzględniane przy przerabianiu innych dodanych treści.

Testy

testy lwt
W nauce pomaga wbudowany moduł testów, oparty na algorytmie powtórek podobnym do tego w Anki. Dostęp do niego uzyskuje się, klikając w ikonę na górze ze znakiem zapytania lub wybierając ją, gdy ma się włączoną listę tekstów. Do wyboru są testy słówek w kontekście i bez niego oraz uzupełnianie zdań. W trybie Table można natomiast pomieszać ze sobą różne opcje. Polecam przetestować różne warianty samemu.

import do anki
Jeśli taka forma sprawdzania wiedzy ci się nie podoba, możesz wyeksportować treści do Anki. Wystarczy przejść do zakładki Terms, wybrać pasujące filtrowanie lub zostawić domyślne, obejmujące wszystkie słowa i wyrażenia, a następnie kliknąć odpowiednią opcję eksportu z listy pod napisem Multi Actions. Niestety najnowsza wersja Anki niepoprawnie interpretuje przykładowe zdania, więc przy imporcie zalecam zaznaczenie jedynie pierwszym dwóch lub trzech pól (1. słówka, 2. tłumaczenia, 3. tagi).

Co dalej?

Powyżej opisałem wszystko to, co jest niezbędne przy korzystaniu z tego narzędzia. Jeśli chcesz się dowiedzieć więcej, zajrzyj na stronę pomocy. Opisano tam ze szczegółami wszystkie możliwości, z których można skorzystać. Gdybym chciał opisać je tutaj, ten tekst musiałby być dużo dłuższy.


Zobacz także:

Jak czytać i nie zwariować
Przewodnik po Anki
Jak tworzyć i wykorzystywać listy frekwencyjne
Cyfrowa rewolucja w samodzielnej nauce języków

Przewodnik po Deutsche Welle

deutsche_welle_radio1Niemiecki jest językiem, który towarzyszy mi przez większość mojego życia. Najpierw uczyłem się go w szkole, a potem trochę na studiach. Nie odniosłem jednak na tym polu większych sukcesów. Wszystko zmieniło się, gdy natrafiłem na materiały oferowane przez portal Deutsche Welle, będący czymś w rodzaju niemieckiego BBC. Okazuje się jednak, że ma on pewne problemy z nieintuicyjnym rozmieszczeniem treści, co stało się inspiracją do stworzenia niniejszego przewodnika.

Serwis Deutsche Welle oferuje całą gamę materiałów przeznaczonych dla uczących się języków. Oprócz niemieckiego można tam znaleźć na przykład kursy francuskiego lub nawet polskiego. Dostęp do nich można uzyskać, klikając w link odpowiadający poziomowi zaawansowania języka lub wykorzystując wyszukiwarkę kursów, która pokazuje listę wszystkich dostępnych materiałów. Z tym że nie wszystkie teksty na stronie są przetłumaczone, co może sprawiać problemy. Gdy już znajdzie się odpowiednią pozycję, trzeba zwykle kliknąć w obrazek, który przekierowuje do listy odcinków. Nie zawsze jest to jednak oczywiste, gdyż nic nie sugeruje, że tak należy właśnie postąpić. Co ciekawe na angielskiej wersji można znaleźć kilka dodatkowych serii, z których jedna zasługuje na szczególną uwagę.

Cechą wspólną prawie wszystkich kursów są materiały audio (a czasem filmy) z dołączoną transkrypcją i ćwiczeniami. Poszczególne odcinki natomiast można zasubskrybować lub dodać do biblioteki w programie iTunes. Ponadto, Deutsche Welle wrzuca wiele materiałów i linków na Facebooka i Twittera, co można wykorzystać do nauki. Udało mi się nawet znaleźć ich kanał na Youtube z filmami edukacyjnymi, choć nigdzie na stronie nie ma o nim mowy. Ogólnie wygląda to tak, jakby nie nadążali oni z przystosowywaniem się do nowych wymagań internetu, gdyż strona z materiałami językowymi nie została jeszcze dodana do wersji na urządzenia mobilne, nie wspominając o nieintuicyjnym rozmieszczeniu linków dotyczących różnych elementów jednego kursu.

Po polsku

W polskiej wersji językowej dla początkujących przygotowano kilka ciekawych serii. Pierwsza z nich to Mission Berlin (A1), opowiadająca nietypową kryminalną historię, używając do tego perspektywy gry komputerowej. To dość dziwny pomysł, gdyż nie ma tam żadnych interaktywnych elementów, a wybór ogranicza się do słuchania nagrań lub czytania tekstu. Choć nie jest to nic mocno irytującego, to byłoby lepiej, gdyby zrealizowano to w inny sposób lub stworzono coś, w co naprawdę dałoby się grać. Do dodatków można zaliczyć ćwiczenia zapisane w pliku pdf, które są niestety w całości po niemiecku.

plgerKolejną pozycją jest Radio D (A1-A2), kurs audio przeznaczony dla całkiem  zielonych, w którym wszystko przedstawiane jest w dość wolnym tempie. Uczący się jest zachęcany do uważnego słuchania i prób zgadywania tego, co się dzieje na podstawie kontekstu. Każdy dialog zostaje potem wyjaśniony, choć nie zawsze słowo w słowo. Do odcinków dołączone są ćwiczenia po niemiecku. Podobną formułę posiada kurs Deutsch Warum nicht? (A1-B1) z tą różnicą, że zawarte w nim wyjaśnienia gramatyczne i zadania są napisane po polsku. Osobom o nieco wyższym poziomie może natomiast przypaść do gustu cykl Marktplatz – Język niemiecki w gospodarce (B2), który pomaga w nauce i przećwiczeniu słownictwa biznesowego.

Po angielsku

Ten, kto zna angielski, może skorzystać również z materiałów niepolskojęzycznych. Wśród nich można znaleźć na przykład Deutschtrainera (A1) – proste wprowadzenie do podstawowych słów i zwrotów w języku niemieckim, wykorzystujące krótkie filmiki, uzupełnione o tekst zawierający tłumaczenie. Późniejsze sprawdzanie wiedzy odbywa się w nim przy użyciu slajdów ze zdjęciami. Nieco podobny Audiotrainer (A1-A2) uczy słownictwa oraz poprawnej wymowy. Nie posiada on jednak żadnych filmów, a ćwiczenia występują tam w najprostszej możliwej formie.

Na Deutsche Welle można znaleźć również pełnoprawny kurs online Deutsch Interaktiv (A1-B1), który przeprowadza uczącego się przez kilka etapów znajomości języka, ucząc słownictwa, gramatyki, czytania i rozumienia ze słuchu. Wymaga on darmowej rejestracji i logowania, ale zawsze można korzystać z konta gościa, które daje tyle samo, lecz nie zapisuje postępów. Podzielony jest on na wiele podrozdziałów poświęconych poszczególnym zagadnieniom i może być wykorzystywany do samodzielnej nauki, o ile zna się już angielski lub rosyjski.

Harry - gefangen in der ZeitOpcją, która spodobała mi się jednak najbardziej, jest interaktywny cykl Harry – gefangen in der Zeit (A1-B1), który opowiada szaloną historię inspirowaną "Dniem świstaka". Tytułowy bohater jest uwięziony w pętli czasu, z której próbuje się wydostać. Towarzyszy mu niewidzialny narrator, dając mu rady dotyczące języka niemieckiego i komentując jego zachowanie. W każdym odcinku poruszone jest jedno zagadnienie gramatyczne, o którym można w każdej chwili przeczytać w odpowiednim menu. Do dyspozycji uczącego się zostały również oddane różnorodne interaktywne ćwiczenia, słownik i transkrypcja. Całość została stworzona we flashu i wydaje się funkcjonować poprawnie. Problemy miałem tylko z rejestracją, gdyż możliwe jest zrobienie tego bez podania adresu e-mail, co uniemożliwia późniejszą aktywację konta. Plusem posiadania go jest łatwiejszy dostęp do wszystkich list słów i zagadnień gramatycznych oraz możliwość zapisu postępów. Resztę można zrobić przy użyciu konta gościa.

Po niemiecku

Gdy już zdobędzie się pewne podstawy, można spróbować korzystać z materiałów dostępnych w całości po niemiecku. Najniższy poziom trudności w tej kategorii oferuje kurs Das Deutschlandlabor (A2), który opowiada o życiu w Niemczech. Istotną jego częścią są kilkuminutowe filmy z napisami przedstawiające rozmowy z napotkanymi ludźmi. Uzupełnia go zestaw standardowych dodatków. Poziom wyżej jest cykl Top-Thema mit Vokabeln (B1), zawierający dość krótkie nagranie audio dotyczące jakiegoś ważnego tematu. Dołączono do niego wyjaśnienia słownictwa po niemiecku, tekst i pytania kontrolne. Dużo prościej prezentuje się natomiast kurs Wieso nicht? (B1), który uczy potrzebnych na co dzień słów na podstawie różnych scenek. Zawiera on jedynie nagranie i lekcję w pliku pdf.

jojoNastępna w kolejności jest seria Jojo sucht das Glück (B1-B2), która cieszy się podobno dużą popularnością u osób uczących się niemieckiego. Jest to serial z napisami opowiadający o perypetiach Brazylijki Jojo, która szuka szczęścia. Każdy odcinek trwa  tylko parę minut i posiada interaktywne ćwiczenia oraz wyjaśnienia trudniejszych słów. Do tej pory nakręcono trzy sezony przygód tej bohaterki, które można oglądać również na Youtube. Natknąłem się nawet na kilka parodii stworzonych przez fanów.

Muzyczną alternatywą dla powyższego serialu są dzienniki z podróży hiphopowego zespołu EINSHOCH6 zatytułowane Deutsch lernen – mit Spaß und viel Musik! (B1-B2). Co ciekawe niektóre z odcinków mają formę teledysków. Nie brakuje w nich ponadto napisów i list słów. Równie ciekawym projektem jest Ticket nach Berlin – die Abenteuerspielshow! (B1-B2), w którym śledzimy przygody osób uczących się niemieckiego i podróżujących po całym kraju. W tym przypadku filmy nie posiadają niestety żadnych napisów.

Do innych ciekawych pozycji należy seria Das sagt man so! (B1-B2), w której zostają przedstawione różne idiomy i przysłowia. W kursie Wort der Woche (B2) masz natomiast okazję nauczyć się czegoś dotyczącego wybranych niemieckich słówek. Z innego podejścia korzystają cykle dotyczące wiadomości ze świata takie jak Video-Thema i Langsam gesprochene Nachrichten (B2-C1). W tym pierwszym można obejrzeć reportaże z napisami na różne ciekawe tematy, w drugim zaś posłuchać aktualnych wieści przekazanych w zwolnionym i normalnym tempie. Na najwyższym poziomie czeka natomiast kurs uzupełniający niezbędne słownictwo – Alltagsdeutsch (C1-C2), jak również taki, który porusza naprawdę skomplikowane zagadnienia – Sprachbar (C1-C2).

Powyżej wymieniłem wszystkie materiały warte uwagi, pomijając jedynie drobne ciekawostki. Jakość poszczególnych kursów może się wahać, choć najsłabszy z nich można raczej zaliczyć przynajmniej do przeciętnych. W porównaniu do innych źródeł internetowych Deutsche Welle wypada całkiem dobrze, a przy tak dużym wyborze każdy powinien znaleźć coś dla siebie.


Zobacz także:

Nie samymi podręcznikami… – czyli internetowe pomoce naukowe (j. hiszpański)
Jakie materiały warto czytać?
Jak (nie)uczyć się języków obcych – niemiecki
Niemieckie gazety, portale informacyjne oraz stacje radiowe

 

Rola uwagi w nauce języka

uwagaNaukowcy od dawna spierają się na temat tego, do jakiego stopnia uwaga i świadomy wysiłek wpływają na końcowy wynik, jakim jest znajomość języka. Temat ten wciąż nie doczekał się konsensusu, gdyż każda ze stron okopała się w swoich obozach i jedyną rzeczą, którą zmieniły mijające lata, jest złagodzenie ich stanowisk i pójście na pewne ustępstwa. Niniejszy artykuł ma na celu przybliżenie skomplikowanej sytuacji dotyczącej skutecznych mechanizmów nauki języka.

Zrozumienie

W 1977 r. Stephen Krashen poskładał w jedną całość spostrzeżenia poprzednich badaczy, tworząc hipotezę inputu. Opierała się ona na założeniu, że jedyną rzeczą wymaganą, aby nauczyć się języka, są zrozumiałe wypowiedzi ustne lub pisemne w języku docelowym, których stopień trudności wykracza niewiele ponad to, co potrafi dana osoba. Krashen uważał bowiem, że to właśnie chłonięcie tak przygotowanych materiałów w sposób, w jaki uczą się dzieci, a nie słuchanie instrukcji nauczyciela pomaga w opanowaniu umiejętności mówienia. Co więcej, w jego mniemaniu znajomość reguł gramatycznych nie przekłada się na większą płynność wypowiedzi, służąc wyłącznie jako narzędzie do świadomego sprawdzania jej poprawności. Aż po dziś dzień założenia te trwają niezmienione.

Każdy wielki pomysł ma jednak swoich przeciwników. Na przykład Rost (1990) zarzucił Krashenowi, że zrozumienie niekoniecznie przekłada się na opanowanie, ponieważ ktoś może łatwo się domyślać o co chodzi, a jednocześnie nie znać użytych reguł gramatycznych. Podobne zdanie miał White (1987), który stwierdził, że brak problemów z interpretacją znaczenia nie musi wcale przyczyniać się do akwizycji języka. Oliwy do ognia dolali Doughty i Williams (1998), którzy oświadczyli, że choć panuje pogląd, że sporą część języka można nabyć w naturalny sposób, to pewne jego elementy mogą zostać opanowane jedynie z pomocą nauczyciela.

Zauważanie

Jednym z głównych oponentów Krashena stał się jednak Richard Schmidt, który w 1983 r. spotkał się z przypadkiem osoby uczącej się angielskiego, która wciąż popełniała znaczące błędy pomimo długiego pobytu w obcojęzycznym środowisku. Wysnuł wtedy tezę, że jego niepowodzenie mogło wynikać z niezauważenia, że wypowiada się inaczej niż jego rozmówcy. Jego późniejszy eksperyment z nauką portugalskiego (1986) utwierdził go w przekonaniu, że częsty kontakt z językiem obcym przestaje być istotny, gdy uczący się nie zauważa użytych konstrukcji. Podobnie działać ma przeoczenie faktu, iż dostało się korektę, utrudniając tym samym wyciąganie wniosków z własnych błędów. Powyższe odkrycia stały się później podstawą, na której ukuto hipotezę zauważania, będącą odpowiedzią na pomysł Krashena.

Nie obyło się oczywiście bez słów krytyki. Jednym z istotniejszych jej przejawów była analiza Truscotta (1998), który stwierdził, że opanowanie zasad gramatycznych może nie być możliwe ze względu na trudność związaną ze świadomym zauważeniem wszystkich tych abstrakcyjnych reguł w wypowiedzi. A mowa tu przecież o samym zwróceniu na nie uwagi, a nie ich zrozumieniu, ponieważ według Schmidta (1990) wyciąganie wniosków nie jest już częścią tego procesu. Z powodu zgłoszonych zastrzeżeń dwie dekady później złagodził on swoje postulaty, uznając, że koncepcja świadomego uczenia się ma zastosowanie głównie u osób dorosłych.

Pojawiały się jednak również głosy pozytywne. Na przykład Ellis (1995) stwierdził, że większość cech języka umyka uwadze uczących się, jeśli nie zostaną oni poinstruowani przez nauczyciela. W dodatku, w przypadku rzeczy, które mają szansę wychwycić samemu, nie radzą sobie zbyt dobrze z ich późniejszym wykorzystaniem. Z kolei Rosa i Leow (2004) pokazali, że sama świadomość istnienia pewnych elementów języka pomaga w ich późniejszym nabywaniu. Kolejne badania naukowców takich jak Takahashi (2005) i Simard (2009) potwierdziły istotność metod nauki poprawiających uwagę, do których należą uświadamianie, wyróżnianie wybranych fragmentów wypowiedzi źródłowych, duża ekspozycja na treść itp.

Wedlug Ellis (1997) uświadamianie składa się z wyjaśniania danych reguł języka i późniejszego zlecenia wykonania pewnych zadań na materiałach źródłowych, co stymuluje uczniów do zrozumienia, w jaki sposób działają one w praktyce. Alternatywną dla tej techniki, opisaną przez VanPattena (2004), jest zapoznanie się z zasadami i próba osiągnięcia jakiegoś celu, co wymaga użycia nabytej wiedzy. Wyniki eksperymentu Amiriana i Sadeghi (2012) pokazują, że uświadamianie jest skuteczniejsze niż tradycyjne nauczanie gramatyki, choć w badaniu zespołu Jafarigohara (2015) wypadło gorzej od wykonywania praktycznych zadań.

W tym samym eksperymencie wyróżnianie fragmentów tekstu (np. stosując pogrubienia) okazało się nie mieć wpływu na tworzone wypowiedzi. Co więcej, wyniki metaanalizy Lee i Huang (2008) sugerują, że ten sposób na zwiększenie zauważania może być mało lub zupełnie nieefektywny, jeśli chodzi o naukę gramatyki, mogąc również utrudniać rozumienie treści. Stawia to pod znakiem zapytania zasadność wprowadzania w życie rozwiązań skupiających się na powiększaniu, podkreślaniu, pogrubianiu, pochylaniu tekstu itd.

Wielu badaczy, do których należą m.in Lightbown i Spada (1993) potwierdziło skuteczność ćwiczeń, w których nacisk kładzie się na komunikację i w których wyjaśnienia gramatyczne są stosowane tylko od czasu do czasu, na przykład gdy dojdzie do przerwania wypowiedzi lub nauczyciel postanowi przyjrzeć się bliżej jakiejś regule, która wydaje się w danym momencie potrzebna. Według Fotos (1998) podejście to powstało w odpowiedzi na brak dowodów na efektywność metody nauki, w której największą uwagę przywiązywano do gramatyki. Mógł mieć tu też znaczenie fakt, iż zdaniem Jean i Simard (2011) sztywna nauka reguł jest uważana za nużącą i demotywującą.

Mówienie

Jednak Krashen nie musiał radzić sobie wyłącznie ze zwolennikami tezy Schmidta. Trzecią osobą, która sporo namieszała, była Merill Swain. W 1985 stworzyła ona hipotezę outputu będącą niejako lustrzanym odbiciem jego twierdzeń. Zrodziła się ona z obserwacji uczestników długoterminowego programu stawiającego na otaczanie się językiem. Wyniki tego studium były zaskakujące, ponieważ okazało się, że choć dzieci znacząco poprawiły swoje umiejętności rozumienia i wymowę, to poziom ich kompetencji gramatycznych odbiegał daleko od tego, jaki prezentowali rodowici użytkownicy języka. W tym zakresie umieli tylko tyle, ile było im potrzebne, aby sobie jakoś radzić z codziennymi sytuacjami i testami. Na podstawie tych ustaleń Swain doszła do przekonania, że sam kontakt z językiem nie wystarczy, aby go nabyć.

Jednym z najważniejszych założeń hipotezy outputu jest to, że niedoskonałe próby komunikacji są niezbędne, ponieważ pozwalają na zauważenie braków w swojej wiedzy i umiejętnościach językowych. Na tej podstawie uczący się budują obraz tego, co wymaga poprawy i łatwiej wyłapują na przykład przydatne konstrukcje gramatyczne, gdy natkną się na nie w przyszłości. Według Qui i Lapkin (2001) im wyższy poziom zaawansowania prezentuje dana osoba, tym prostsze staje się dla niej dostrzeżenie rzeczy do poprawy. Jednakże zdaniem Shin (2010) osoby umiejące całkiem sporo także natrafiają na problemy z zauważaniem, co może wynikać ze złożoności zagadnień występujących na tym etapie.

Niestety wciąż nie przeprowadzono wystarczającej ilości badań, aby w pełni zweryfikować słuszność tej hipotezy. Dotychczasowe odkrycia pochodzą głównie z eksperymentów z udziałem Izumiego (1999 – 2002), który badał wpływ produkcji wypowiedzi na zauważanie, uzyskując niejednoznaczne rezultaty. Kolejnej próby podjęła się Russel (2014), która poleciła badanym, aby uczyli się tekstu wypełnionego docelowymi konstrukcjami, a później wykonywali testy gramatyczne. Okazało się wtedy, że poprawiła się ich umiejętność wykorzystania ćwiczonej reguły, choć wcześniej nie wyjaśniono im, jak działa.

Konkluzja

Ze słów Ünlü (2015) można wysnuć wniosek, iż znacząca liczba naukowców upiera się przy rozdziale świadomego i nieświadomego uczenia się języka. Szczególnie widać to u Krashena (2013), który nie uwzględnia żadnej interakcji między wiedzą nabytą nieświadomie a tą, której się nauczono. Rosnąca ilość prac badawczych wcale nie ułatwia sprawdzenia, która hipoteza jest tą właściwą, ponieważ zawsze znajdą się jakieś kontrargumenty. Każda ze stron ma po części rację, choć prawdopodobnie żadna nie ma jej w stu procentach. Osobom, które poszukują skutecznych recept, pozostaje więc wzorować się na tych szczęśliwcach, którym udało się osiągnąć językowe cele, gdyż wśród badaczy wciąż brakuje porozumienia.

Bibliografia

  1. Ahn, J. I. (2014). Attention, Awareness, and Noticing in SLA: A Methodological Review. MSU Working Papers in Second Language Studies, 5(1). http://dx.doi.org/10.1111/j.1467-1770.2001.tb00016.x.
  2. Fotos, S. (1998). Shifting the focus from forms to form in the EFL classroom. ELT Journal, 52(4), 301-307. http://dx.doi.org/10.1093/elt/52.4.301.
  3. Godfroid, A., Schmidtke, J. (2013). What do eye movements tell us about awareness? A triangulation of eye-movement data, verbal reports and vocabulary learning scores. Noticing and second language acquisition: Studies in honor of Richard Schmidt, 183-205.
  4. Jafarigohar, M., Hemmati, F., Soleimani, H., Jalali, M. (2015). An Investigation of the Role of Explicit and Implicit Instruction in Second Language Acquisition: A Case of English Embedded Question. International Journal of Applied Linguistics and English Literature, 4(3), 98-108. http://dx.doi.org/10.7575/aiac.ijalel.v.4n.3p.98.
  5. Latifi, M., Ketabi, S., Mohammadi, E. (2013). The Comprehension Hypothesis Today: An Interview with Stephen Krashen. Electronic Journal of Foreign Language Teaching, 10(2), 221-233.
  6. Rahimi, S. (2014). ON THE ROLE OF INPUT AND INTERACTION IN SECOND LANGUAGE ACQUISITION.
  7. Russell, V. (2014). A closer look at the output hypothesis: The effect of pushed output on noticing and inductive learning of the Spanish future tense. Foreign Language Annals, 47(1), 25-47. http://dx.doi.org/10.1111/flan.12077.
  8. Schmidt, R. (2012). Attention, awareness, and individual differences in language learning. Perspectives on individual characteristics and foreign language education, 6, 27.
  9. Soleimani, M., Abdeli, J. (2012). A Closer Look at Noticing Hypothesis and Focus on Form: An Overview. International Journal of Linguistics, 4(3), 179-190. http://dx.doi.org/10.5296/ijl.v4i3.2201
  10. Ünlü, A. (2015). How Alert should I be to Learn a Language? The Noticing Hypothesis and its Implications for Language Teaching. Procedia-Social and Behavioral Sciences, 199, 261-267. http://dx.doi.org/10.1016/j.sbspro.2015.07.515.

Polecane artykuły:

Jak czytać i nie zwariować
O poprawianiu błędów słów kilka
Nie ma mówcy bez słuchacza, czyli nabywanie języka okiem B.F. Skinnera
Niemowląt sprawności językowe – część 1