Co przyjdzie z słuchania radia przez godzinę dziennie

Wchodzę po jednym dniu nieobecności do internetu, patrzę, a tu pojawiły się cztery nowe komentarze. Jeden z nich uznałem za szczególnie godny rozwinięcia w tej chwili, albowiem odpowiedź na niego trudno jest podać w odpowiedzi do komentarza – byłaby zbyt długa. Chciałbym też, aby jak najwięcej osób się z tym zapoznało i ewentualnie przedstawiło swój punkt widzenia na tą kwestię. Chodzi mianowicie o to, czy słuchanie radia obcojęzycznego przez godzinę dziennie szybko zwiększy poziom rozumienia ze słuchu.

Ludzie mają to do siebie, że zawsze i wszędzie poszukują najprostszych, najmniej męczących oraz najszybszych rozwiązań. Pomysł więc włączenia radia, żeby gdzieś tam sobie grało w tle wydaje się w tym wypadku kapitalnym narzędziem – wydaje się bowiem, że można robić coś innego, a język będzie sam wchodził do głowy. Jednak tak jak w przypadku wielu innych narzędzi trzeba po prostu wiedzieć jak z tego korzystać. Jeśli natomiast mamy złe podejście, to choćbyśmy mieli radio włączone przez 5 godzin dziennie, da nam to niewiele. Ale przejdźmy do konkretów.

Pierwsza rzecz na jaką należy zwrócić uwagę to fakt, że samo radio nas języka nie nauczy. Przydadzą się zawsze jakieś inne pomoce – słownik, podręcznik. W ogóle najlepiej zacząć go słuchać w momencie gdy się ma przynajmniej mgliste pojęcie o tym jak język funkcjonuje, jak brzmi i gdy się zna chociaż podstawowe zwroty. W przeciwnym wypadku nawet jeśli się bardzo skupimy na tym co leci w radiu, to nic z niego nie zrozumiemy. Jeśli nic nie rozumiemy, to znacznie trudniej jest się skupić – bo tak szczerze, kto usiedziałby porządnie skupiony na wykładzie prowadzonym po węgiersku? (wyłączając oczywiście osoby znające ten piękny język). Jedyne co możemy z takiego słuchania wynieść to frustracja i poczucie, że „nie mamy talentu do języków obcych". Po pierwsze więc: należy opanować przynajmniej podstawy języka.

Następna ważna kwestia, to obalenie mitu, że włączenie radia, żeby gdzieś tam sobie grało w tle cokolwiek da. Posłużę się tu przykładem z życia wziętym. Mój ojciec skończył szkołę tłumaczy języka niemieckiego i zawsze był miłośnikiem krajów niemieckojęzycznych, szczególnie Austrii oraz Szwajcarii. Pamiętam, że od kiedy w domu pojawiła się możliwość odbierania telewizji zagranicznej, to niemieckie kanały leciały czasem po 5 godzin dziennie. Gdyby tak było, że zupełnie bierne słuchanie daje jakieś wyniki to cała moja rodzina rozumiałaby dziś doskonale wszystko co się mówi po niemiecku. A tymczasem tak nie jest. Zawsze najwięcej będzie rozumieć właśnie osoba, która będzie naprawdę skupiona na materiale jakiego słucha. A poziom zrozumienia będzie wprost proporcjonalny do uwagi jaką będziesz poświęcać słuchanemu materiałowi. Należy zatem się skupić, skupić i jeszcze raz skupić. Zapomnij o tym, że radio chodzące w tle cokolwiek Ci da.

Ostatnią natomiast kwestią jest umiejętne wybranie ciekawej audycji. Ktoś powie, że to nic trudnego, a problem jest większy niż się wydaje.  Zawsze słuchanie audycji, nalepiej jeszcze dyskusji, da więcej niż słuchanie muzyki. Bardzo trudno jest zaś znaleźć coś na czym bylibyśmy w stanie zawiesić ucho na przynajmniej godzinę dziennie. Osobiście najbardziej polecałbym stacje czysto informacyjne takie jak chociażby rosyjskie radio Svoboda. Co natomiast się dzieje gdy słuchamy czegoś co jest nudne? Najprościej mówiąc – nudzimy się. Poziom naszego zaangażowania spada niemal do zera i tylko czekamy aż godzina się skończy, żebyśmy mogli się wziąć za coś innego. W efekcie nie nauczymy się wiele – zapewne po kilku dniach większość osób w ogóle zarzuci projekt słuchania radia. Znacznie łatwiej jest utrzymać skupienie oglądając telewizję, bo dodatkowo działa na Ciebie obraz.

Jeśli natomiast ktoś ma już opanowane pewne podstawy, potrafi znaleźć coś ciekawego do słuchania i umie się skupić na tym co słyszy – wtedy droga do sukcesu stoi otworem. Nie chciałbym tu rzucać liczbami – wiem, że niektórzy oczekują recept w stylu: „rób to przez określoną ilość czasu, a będziesz płynnie mówił, albo doskonale rozumiał obcy język". Jedno tylko wiem na pewno – najszybciej się nauczysz jakiejkolwiek umiejętności ją wykonując. I to się tyczy wszystkiego. Jeśli słuchanie jest twoim celem – słuchaj radia lub oglądaj telewizję tak często jak tylko możesz, ze skupieniem oczywiście. Jeśli chcesz doskonale mówić – znajdź ludzi władających językiem obcym i do nich mów. Jeśli chcesz czytać – czytaj jak najwięcej. Jeśli chcesz pisać – znajdź nawet najdziwniejsze forum internetowe, załóż bloga czy pamiętnik w obcym języku i pisz. Im więcej temu czasu poświęcisz, tym szybciej się nauczysz.


To ostatnie zdanie fajnie wyszło – w sumie jest to najkrótsza recepta na to jak się uczyć języka obcego.

31 komentarze na temat “Co przyjdzie z słuchania radia przez godzinę dziennie

  1. Ja mysle ze sluchanie radia to bardzo dobry pomysl, sama slucham dosc czesto i uwazam ze nawet jak „radio gra gdzies w tle" to i tak od czasu do czasu cos moja uwage przykuje i slucham jakis czas uwazniej 😉

  2. Na pewno zdarzają się takie momenty – im więcej ich tym lepiej. Sęk jednak w tym, że z chwil, gdy już się nie słucha za wiele nie wyciągniemy. No i zgodzę się z tym, że zawsze jest lepsze grające w tle radio niż nic.

  3. Twoja teoria jest dobra, ale nie do końca. Nie mogę się zgodzić z tym, że posiadając tylko podstawy języka zrozumiesz to o czym mówią w radiu. No dobrze inaczej co masz na myśli pisząc podstawy języka? Z własnego doświadczenia mogę jedynie powiedzieć, że to owszem działa, ale w momencie kiedy język, którego się uczymy mamy opanowany na poziomie pomiędzy mocnym B1, a słabym B2 (średnio zaawansowany). Wtedy bez problemu możemy wywnioskować o czym jest rozmowa i zrozumieć z kontekstu słownictwo, którego nie znamy. Druga ważna sprawą jest to, że nie może być to słuchanie pasywne bo to nic nie da. W początkowych fazach nauki musimy się skoncentrować na tym czego słuchamy. Ważne jest też to czego słuchamy. To co wybierzemy powinno nas interesować. Nigdy nie róbcie tego błędu i nie włączajcie pierwszego radia, które się wam nawinie w wyszukiwarce. Alternatywą są podcasty i jest ich naprawdę dużo w sieci, ale to już inny temat. W każdym razie jeśli ktoś szuka radia to znam dosyć dobrą stronę z dużym wyborem różnych stacji radiowych dostępnych on-line. Sprawdźcie listenlive.eu.

    1. Rzeczywiście strona jest przydatna. Można znaleźć stację która nas interesuje.
      A ponieważ zapewne orientujecie się Panowie lepiej, chciałem zapytać (żeby nie spędzać nadmiernej ilości czasu na testowaniu poszczególnych stacji): czy możecie polecić jakieś radia (serwisy i podcasty) w języku serbskim (w latinice) i/lub chorwackie, gdzie oprócz możliwości przesłuchania jakiejś audycji lub wywiadu byłby też dołączany jego tekst. Swego czasu natknąłem się w audycji Sedmica (zdaje się w radiu Beograd), gdzie do jednego z wywiadów był również tekst. Może są gdzieś jeszcze inne jakieś podcasty itp. które można by było pobierać na regularnych zasadach.

  4. listenlive.eu – właśnie tą stronę podałem w linkach.

    Co do podstaw to faktycznie chodziło mi o B1. Z niższym poziomem słuchanie może być trudne, aczkolwiek nie nazwałbym tego czymś całkowicie niemożliwym i niepożytecznym. Zawsze da się wtedy podłapać choćby pewne nawyki stosowane w luźniejszych dyskusjach.

    Wielkie dzięki Irek za tak obszerny komentarz i uzupełnienie.

  5. Słuchanie pasywne na samym początku nauki może jedynie pomóc w zapoznaniu się z barwą języka. Na mnie nigdy to nie działało.
    W ramach uzupełnienia tematu dodam jeszcze, że jakiś czas temu zmieniłem podejście do nauki języków i na samym początku przywiązuję dużą wagę do słuchania i to materiałów w języku docelowym bez tłumaczenia na język ojczysty. Słucham tekstu w języku, którego się uczę. Równocześnie śledzę oczami tekst (dialog w książce), a potem tłumaczenie. Tak przez piętnaście do dwudziestu minut. Potem sam czytam tekst na głos.
    Po dobrym tygodniu nauki języka włoskiego muszę powiedzieć, że daje mi to więcej niż inne metody, których do tej pory próbowałem. Taki lekko zmodyfikowany system Assimila. Z tym, że ja nie przywiązuję wagi do ćwiczeń, pisania, uczenia się słownictwa oraz gramatyki. Na to przyjdzie czas zza jakieś dwa miesiące.
    Dodam jeszcze, że fanem Assimila pozostanę do końca swoich dni.
    I znowu się rozpisałem.

  6. Też jestem fanem Assimila 🙂
    Dla mnie osłuchanie się z brzmieniem języka na samym początku jest rzeczą całkiem ważną – im więcej słuchasz, tym szybciej i lepiej podłapiesz specyficzną melodię języka. To co napisałeś jest całkiem ciekawe – w pewnych punktach przypomina mi „shadowing" prof. Arguellesa (tzn. jeśli chodzi o kolejność wykonywanych działań, a nie konkretnie o samą technikę). Podobnie uważam, że najwięcej można z Assimila wyciągnąć modyfikując metodę na własny użytek – każdy powinien zobaczyć co dla niego działa. Ja np. nie rozumiem jak można się uczyć z książek wszelkich Longmanów i Oxfordów pełnych kolorowych obrazków, nie jestem też fanem ćwiczeń w stylu „Wypełnij luki w zdaniu" – zawsze preferuję tłumaczenie, bądź pisanie własnych tekstów.

    Rozpisuj się tak dalej – wiele interesujących kwestii wnosisz.

  7. Fanem Assimila jestem od kilku miesięcy. Wcześniej to nawet nie wiedziałem, że coś takiego istnieje. Odnośnie prof. Arguellesa to rzeczywiście jego metoda „shadowing" jest godna uwagi.
    Na książki z kolorowymi obrazkami jest teraz moda, ale nie można ich negować. Niektórzy właśnie w taki sposób się uczą.
    Ja mam to do siebie, że nie lubię pisać i jak mam to robić to jestem chory. Jeśli się uczę to zapisuję tylko odmiany czasowników bo inaczej nie mogę ich spamiętać. Nie wspomnę tu o chińskim tam pisanie (kaigrafia) to mus, żeby się tego nauczyć.
    Na mnie działa Assimil i jeszcze Berlitz. Gdyby jeszcze trochę zmodyfikowali kursy Wydwanictwa Literackiego było by rewelacyjnie. Jestem przeciwnikiem pozycji z wydawnictwa Języki Obce. Mam chyba siedem kursów i nadal się zastanawiam jak się można z tego uczyć.

  8. No właśnie ja nie znam nikogo kto by się samemu nauczył z tych „kolorowych" książek.

    Ja całkiem często piszę coś w rodzaju dziennika – tzn. staram się pisać tak szybko jak to tylko możliwe, zbytnio się nie zastanawiając, a następnie sprawdzam czy zrobiłem błędy i to poprawiam. No i przepisuję obowiązkowo cały podręcznik (tzn. tekst w języku obcym) – wiem, że dla mnie to działa.

    Wydawnictwo Literackie to po prostu polskie wersje „Teach Yourself" – przynajmniej podręczniki do czeskiego mają identyczne czytanki. Nieco irytuje więc fakt, że niektóre rzeczy są objaśniane niejako pod Anglika, a nie pod Polaka, mimo że wiele rzeczy jest po prostu identycznych z polskim gdy uczymy się języków słowiańskich. Książki Berlitza znam osobiście jedynie z recenzji prof. Arguellesa i zrobiły na mnie bardzo dobre wrażenie – przynajmniej starsze wydania. Pytanie czy dobrze trzymają poziom. O wydawnictwie „Języki Obce" nie słyszałem. Mógłbyś podać linka do okładki tych książek, żebym zobaczył o co chodzi?

  9. Tak, ale nie wiem jak się ma sprawa w przypadku innych podręczników z tej serii. Co do irlandzkiego to zajrzyj do peterlina – w jednym z postów opisał dwa jego zdaniem najlepsze podręczniki do tego języka. Irlandzki Teach Yourself najlepszej opinii ponoć nie ma – choć na pierwszy rzut oka nie wydał mi się zły. Trudno mi jednak być tu obiektywnym jako że nigdy się irlandzkiego z niego nie uczyłem. A język jest wyborny…

  10. Cieszę się, że znalazłem taki blog o językach. Good idea ;D szpan.
    Tak na poważnie to chciałem się spytać czy przy nauce angielskiego warto słuchać radia BBC world service? Czy może poleciłbyś mi lepsze?
    Pozdrawiam.

  11. Im większy jest stosunek normalnych rozmów do puszczanej w radiu muzyki, tym bardziej się ono nadaje do nauki języków. Akurat BBC jest w wypadku anglojęzycznych rozgłośni jednym z najlepszych wyjść. W każdym razie jeśli słuchałem jakiegoś anglojęzycznego radia, to ograniczałem się właśnie do BBC.

  12. Jeśli chodzi o zwiększenie poziomu rozumienia ze słuchu, to w moim przypadku dobrze sprawdziła się metoda stosowana przez jedną z moich nauczycielek angielskiego, a mianowicie spisywanie tekstów nagranych na płytę (lub kasetę) dołączoną do podręcznika. Zanim przeszliśmy do właściwych ćwiczeń z książki typu „zaznacz, czy to prawda, czy fałsz" albo „ułóż zdarzenia we właściwej kolejności", musieliśmy sami w domu przesłuchać dane nagranie i spisać je do zeszytu słowo w słowo.
    Wiadomo, że nagrania dla niższych poziomów zaawansowania są zwykle łatwiejsze lub po prostu wolniejsze niż to, co słyszymy w radiu lub telewizji, ale przy kolejnych etapach nauki tempo mowy lektora nie odbiega już znacząco od naturalnego tempa mowy dla danego języka. Mnie w każdym razie ta metoda naprawdę pomogła w angielskim i teraz na własną rękę stosuję ją w nauce francuskiego. Dobrze sprawdzają się tu wszelkiego rodzaju samouczki, do których dołączone są dialogi i czytanki nagrane na płycie. W zasadzie zalety tego sposobu są dwie – człowiek może osłuchać się z językiem, a do tego jednocześnie ćwiczy też pisanie.

  13. W tamtym czasie już całkiem przyzwoicie znałem hiszpański, myślę, że to było mocne B2. Słuchałem kubańskiego radia (zarówno audycji tematycznych jak i typowych wiadomości) i zasadniczo rozumiałem.
    Poznałem jednak takie Kubanki i lipa. Pewnej ciepłej nocy idziey sobie ulicą i gadają, gadają, gadają między sobą i do mnie, buzie Im się nie zamykają. W pewnym momencie dogłębnie sfrustrowany postanowiłem podzielić się z Nimi moim problemem, którego zresztą były świadome. Jak to jest, że słucham kubańskiego radia, mówią jak z automatu i wszystko rozumiem, gadam z Meksykańcami i innymi nacjami i wszystko rozumiem, ale po prostu nie wiem, o czym One między sobą rozmawiają i prawie nie rozumiem co mówią do mnie, mimo, że od ponad pół roku próbuję się uczyć kubańskiego. A Jedna z Nich na to: -Nie słuchaj kubańskiego radia! -Dlaczego? -Nie słuchaj kubańskiego radia, nie jest kubańskie! -Jak to nie jest kubańskie? Przecież słyszę, że mówią po kubańsku, mówią z podobnym akcentem i ich słowami, tylko, że radio rozumiem, a Je nie. Do tego zacząłem im wymieniać o czym mówią w radiu. Dobrze, że ulica była prawie pusta i nas niewielu widziało, bo te dziewczyny ze śmiechu prawie się pokładły na chodniku jak zacząłem wyliczać o czym mówią w radiu, a Raulu Castro, José Martí, komunistach, a listę zakończyłem stwierdzeniem „i wszystkim tym kubańskim", przy którym to już po prostu nie wyrobiły. Mówią mi jednak, że w radiu kubańskim mie mówią po kubańsku i, żebym „nie słuchał radia, tylko ludzi z ulicy". Łatwo mówić, skąd w Polsce wezmę tych kubańczyków z ulicy, jak tam nawet internetu praktycznie nie mają…? :/ Ale spoko.

    Pół roku WCZEŚNIEJ (też B2 byłem) poznałem w kraju inną Kubankę, zajomwała się nauczaniem hiszpańskiego, ale szukała też kogoś kto by Jej pomógł z polskim. Rozumiałem WSZYSTKO co mówi, pojedyncze nieznane mi wyrazy tłumaczyła na bierząco. Tylko, że już zdążyłem poznać i tamte inne, których za Chiny nie rozumiałem. Mówie Jej, że rozumiem wszystko co mówi, ale wcale nie rozumiem tamtych. Wytłumaczyła mi wprost, że nie mówi do mnie tak jak do Kubańczyka, w sumie brzmiała jak radio. Ja Ją prosiłem, by mówiła jak do Kubańczyka, to odpowiadała, że nie będę rozumiał. Trochę mnie to irytowało, ale Ona jako, że uczyła w jakiejś tam szkole prywatnej i dawała korepetycje Polakom miała już po prostu taki odruch…

    Czy w radiu kubańskim mówią po kubańsku? – tak, mówią po kubańsku. Ale zrozumieć mowę speakera radiowego, a zrozumieć mowę człowieka z ulicy, to w tym przypadku jednak dwie zupełnie inne rzeczy, nawet jeśli się bez więszych trudności rozumie rodowitych użytkowników hiszpańskiego z innych regionów. Teraz po czasie akcent kubański to dla mnie jeden z najprostszych do zrozumienia, wsumie lepi się do mnie. Twierdzę jednak, że ani z radia, ani TYM BARDZIEJ z nagrań podręcznikowych nie można się nauczyć „tego czegoś" rozumieć. I to nie tyczy się oczywiście tylko kubańskiego (który uważam za skrajny przykład), ani w ogóle tylko hiszpańskiego. Osobiście uważam, że osłuchiwanie się z płytami dołączonymi do podręczników przy nauce jakiegokolwiek języka (może poza esperanto?) to najgorsze rozwiązanie. Lepsze jest już radio, ale osobiście polecałbym szukać „realniejszych" nagrań żywej mowy, można spróbowac choćby przez Youtube. Osobiście takiego jestem zdania.

  14. Być może masz rację, ja podałam metodę, która sprawdziła się w MOIM przypadku. Akurat z angielskim było tak, że na którymś z kolei etapie nauki nagrania dołączone do podręcznika obejmowały różne akcenty z różnych rejonów świata, w których mówi się po angielsku. Mnie to w każdym razie pomogło. Może to kwestia doboru odpowiedniego materiału do słuchania. Osobiście wydaje mi się, że lepsze są podręcznikowe kasety z nagranymi wypowiedziami (już zostanę przy angielskim) Jamajczyków, Australijczyków, Szkotów etc. niż na przykład słuchanie radia BBC, które z definicji musi trzymać się pewnych standardów wymowy.

  15. Nie chodzi mi wcale o kwestię dialektu – oczywiste jest, że ciężej jest zrozumieć obce brzmienie itd., ale to jest osobna sprawa. Chodzi mi o różnicę pomiędzy mową speakera radiowego, a mową zwykłego człowieka. Podałem dość skrajny przykład z mojego osobistego doświadczenia, gdzie mowa radiowa odbiega od tej codziennej, natomiast kwestia takiego czy innego dialektu to już inna sprawa. Ci Australijczycy, Jamajczycy, czy Szkoci w radiu też bedą się trzymali pewnego standardu, zmiana dialektu nie rozwiązuje problemu. Chociaż zapewne akurat w języku angielskim aż takie trudności jak mi się przytrafiły w hiszpańskim akurat nie grożą… 🙂

  16. Nie wiem, czy mnie dobrze zrozumiałeś. 🙂 Nie mówiłam o Jamajczykach, Australijczykach czy Szkotach będących spikerami radiowymi. Chodziło mi o nagrania z kaset dołączonych do podręczników – te nagrania obejmowały m.in. różnego rodzaju ankiety uliczne, wywiady itp. Ci ludzie nie używali standard English – to były wypowiedzi w stylu osób występujących w „Sprawie dla reportera" albo „Co mnie gryzie".
    Wiadomo, że na początkowym etapie nauki na płytach czy kasetach znaleźć można przeważnie dialogi czytane przez lektora w sposób jak najbardziej prawidłowy i zrozumiały, co też jest ważne (bo od czegoś trzeba zacząć). Jednak kolejne poziomy to już inny rodzaj tzw. listeningów 😉 W żadnym razie nikogo nie przekonuję do mojej metody, tym bardziej, że sama jestem zdania, że nie ma czegoś takiego, jak jedna słuszna metoda i najlepsze efekty dają zwykle kombinacje kilku sposobów.

  17. Tak, zrozumiałem Cię :). Po prostu ja nieco zrównałem ze sobą te płyty podręcznikowe i radio, no i zasadniczo jest to wątek o słuchaniu radia… Nie wiem jakie są dokładnie te nagrania, o których mówisz, ale brzmi ciekawie :). Choć ja nigdy nie słyszałem naturalnie brzmiącego nagrania płytowego. Czasem się dodaje sztuczne szumy i odgłosy miasta, ale mi się to nadal sztuczne wydaje pod względem wymowy. Jeśli znasz takie faktycznie wyrwane z życia nagrania, to wydaje mi się to godne zainteresowania :).

  18. Pomyślałem sobie właśnie, że przecież jest dość proste rozwiązanie. Można słuchać tego radia z braku innych materiałów i jednocześnie postarać się o regularne konwersacje z użytkownikami języka…

  19. Nie wiem czy się ze mną zgodzicie, ale wrzucę swoje trzy grosze. Dla mnie nauczenie się języka formalnego to jedna rzecz, a nauczenie się języka ulicy to rzecz zupełnie inna.

    Od czegoś trzeba zacząć – i tu doskonale moim zdaniem sprawdzają się materiały podręcznikowe i wszystko inne co znajdziesz w radiu, tv, internecie.

    Jeśli chodzi natomiast o język ulicy to naprawdę nie widzę innego wyjścia niż kontakt bezpośredni z użytkownikiem języka. Wszelkie materiały przygotowane w celu nauki slangu moim zdaniem są wręcz zaprzeczeniem tego czym slang faktycznie jest, czyli językiem o ogromnym stopniu swobody, nierzadko wykraczającym poza normy gramatyczne i leksykalne języka formalnego. Dlatego zawsze śmieszą mnie ludzie, którzy narzekają, że w szkole czy na uniwersytecie ich nie uczą języka ulicy – moim zdaniem jego się nie da nauczyć w taki sposób.

    Osobiście zawsze większą sympatią darzyłem język formalny z racji jego większej stabilności, tzn. większej odporności na zmiany. Język nieformalny natomiast ulega ciągłym zmianom i choćby dlatego uważam, że bez stałego kontaktu z osobą, która go używa jego opanowanie jest mało możliwe. Warto też zaznaczyć znaczenie regionalizmu w użyciu języka nieformalnego, które nierzadko spowoduje brak rozumienia języka ulicy z innego regionu, niż ten, do którego sami jesteśmy przyzwyczajeni.

  20. @Karol

    Jeśli odnosisz się do mojej anegdoty, chodziło głównie o kwestię wymowy i o to jak wysoko rozwinąć umiejętność rozumienia ze słuchu. Speaker radiowy ma po prostu inną dykcję od przeciętnego człowieka. Poza tym wiele rzeczy po prostu wymawia inaczej. Powiedzmy, że w mojej części kraju wyraz „strzelać" wymawia się „szczelać" – w radiu nieproporcjonalnie rzadko można coś takiego usłyszeć… W języku polskim to może nie stanowi jeszcze dużego problemu, ale w niektórych językach może stanowić większy.

    Język potoczny i slangowy to jest moim zdaniem osobna kwestia i też uważam, że póki nie ma się kontaktu z użytkownikami języka, nie ma sensu się go dokładnie uczyć. W internecie poznajdywałem wiele słowników wyrażeń slangowych z różnych regionów, ale kiedy konsultuję te słowa z kimś stamtąd, nawet DOKŁADNIE stamtąd, generalnie połowę z tych wyrażeń rozumie, a o reszcie mówi, że nigdy nie słyszał. Myślę, że takie wyrażenia lepiej podłapywać od osób, z którymi rozmawiamy, niż uczyć się ich bardzo dokładnie z jakichś źródeł. Tu się zgadzamy?

  21. a ja mam taki problem w angielskim, że im bardziej się skupiam tym mniej wyłapuję, nie mogę na siłę próbować wszystkiego zrozumieć, bo przynosi to odwrotny skutek.. planuję nauczyć się innego języka, którego wręcz ubóstwiam, tę melodię, intonację, akcentowanie poszczególnych sylab, brzmi jak śpiew!*.* mogłabym tego słuchać godzinami, jest baaardzo dźwięczny, melodyjny, działa na mnie uspokajająco 🙂 i wcale mnie to nie męczy, że nic nie rozumiem, nie mam żadnych frustracji z tego powodu, wręcz przeciwnie czasem próbuję się domyślić, zgadnąć o czym jest mowa czy wyobrazić daną sytuację. puszczam sobie różne audycje radiowe, opowiadania, historyjki np w trakcie nauki z jakiegoś przedmiotu, albo przeglądania stron na internecie, w roku szkolnym mimo chęci nie mam czasu na rozpoczęcie nauki 🙁 żałuję, że wcześniej się za to nie wzięłam.. czy takie słuchanie „w tle" dla przyjemności około godzinki-dwóch dziennie da mi cokolwiek odnośnie wymowy???? (nie wierzę w nagłe olśnienie i zrozumienie słów:D)która jest dość specyficzna, zawiera wiele dźwięków niespotykanych w języku polskim, znacznie więcej samogłosek, które trudno opisać i których nie jestem w stanie wymówić..?

    Pozdrawiam.

    1. słuchanie w tle nic ci nie da, raczej poświęć ten czas na naukę. A co do tego skupiania się to musisz się rozluźnić i odstresować, ja też jak się stresuję to nic mi nie wychodzi, tak jest, ale nie możesz odprężyć się za bardzo. Musisz być zmobilizowana i chętna do pracy ale nie zestresowana. Mówisz też że nie masz czasu, a przeglądnie stron internetowych? Jśli naprawdę chcesz się nauczyć to nie przeglądaj stron internetowych wyłącz facobooka, wyłącz smartfona i poświęć chociaż 15 minut na naukę. To też ci troche da i o wiele więcej niż przeglądanie stron, a także o wiele więcej niż słuchanie w tle. Rada – prowadź dialogi sama ze sobą w tym języku lub zacznij oglądać seriale w tym języku, wtedy zapamiętujesz dosyć dużo zwrotów (szczególnie gdy się powtarzają i oswajasz sie z mową. Oglądając serial czasami stopuj na chwilę i np. próbuj opisać sytuację którą właśnie zobaczyłąś w serialu własnymi słowami w tym języku, albo wypowiadaj się w tym języku co ty byś zrobiła na miejscu bohatera/bohaterki. Jeśli chcesz się nauczyć języka to musisz znaleźć dla niego czas i najprawdopodobniej będzie to czas spędzany do tej pory na odpoczynku, niestety. Pozdrawiam.

  22. Cóż to za język w takim razie?
    Tak całkiem poważnie to naprawdę nie wiem. Z jednej strony siłą rzeczy podłapiesz melodię języka i niektóre dźwięki obce polskiemu, aczkolwiek da się to zrobić raczej przez imitowanie niż bierne słuchanie.

  23. szwedzki 🙂 czy to coś da czy nie i tak będę słuchać, bo lubię 😀 może coś mi pomoże w przyszłej nauce, fajne jest to, że dosyć łatwo wyodrębnić poszczególne słówka dzięki akcentowaniu, nawet jak szybko mówią, kiedy w angielskim po paru latach nauki nadal przy szybszej mowie mam z tym problem, słyszę jeden niewyraźny ciąg i wyłapuje jedynie pojedyncze słówka ://

  24. Po przeczytaniu artykułu postanowiłem również słuchać codziennie radia. Uczę się łotewskiego i słuchając radia potrafię normalnie wychwycić znane mi słówka, co uważam za swój mały sukces, bo nigdy wcześniej nie miałem niestety styczności z mówionym łotewski. W miarę potrafię zrozumieć także, gdy zapowiadają pogodę, więc mam nadzieję, że gdy przyswoję sobie więcej słówek, będę mógł swobodnie słuchać Łotyszy 🙂

  25. Cała rodzina słuchała a nikt się nie nauczył – co to za dowód?
    A znali chociaż podstawy, które zgodnie z trzecim akapitem są „niezbędne"?

  26. Będąc kiedyś we Francji słuchałam radia w tym języku i pamiętam jaka byłam zadowolona rozumiejąc poszczególne zdania. Duże skupienie pozwalało mi na zrozumienie słuchanego tekstu.Czasami zdarza się się mi słuchać polskiego radia w tak zwanym tle – i kompletnie nic nie rozumiem z tego co mówią. jest to więc również dowód na to że efektywne słuchanie wymaga skupienia.

  27. Ja polecam oglądanie seriali o angielsku. Można znaleźć sobie ciekawy serial, słuchać go ( przy tym ucząc sie nowych zwrotów i słów), a gdy się nie rozumie czegoś można się domyślić po obrazie. Tylko że podstawy jednak trzeba znać. Samym oglądaniem nie wiele człowiek się nauczy. Uczę sie angielskiego od 5 lat dokładnie od 1 klasy szkoły podstawowej i chodzę do bardzo wymagającej, ale dobrej nauczycielki 2 razy w tygodniu po godzinę (+1,5 godziny gramatyki) i oglądam pewien serial, ale od 6 odcinka nie było przetłumaczonych ani z napisami więc byłam zmuszona albo nie oglądac wcale albo oglądać po angielsku. Zdziwiłam się bardzo gdy zauważyłam że rozumiem wszystko a czasem zapominam że to w ogóle jest angielski. I nauczyłam się wielu przydatnych zwrotów, używanych w języku potocznym (a to dobrze bo moja nauczycielka nie uczy mnie języka potocznego). Jednak nie da się ominąć ciężkiej pracy i nauki, więc dla osób któej nie chcą się uczyć a hcą znać język i wymyślają coraz to nowe metody nauki (ostatnio w podręczniku od polskiego przeczytałam tekst mówiący że jeśli słucha się radia to nie trzeba się uczyć bo sie zaczyna znać język – ooooczywiście -.- ) radzę wziąć się w garść i zacząć się uczyć bo inaczej nie sposób poznać język.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Teraz masz możliwość komentowania za pomocą swojego profilu na Facebooku.
ZALOGUJ SIĘ