Czy język niemiecki jest trudny?

klawisz_niemieckiNad trudnością języków rozwodziło się już wielu autorów Woofli, dlatego tym razem ja również nie pozostanę dłużny. Karol i Karolina świetnie wytłumaczyli w swoich artykułach, dlaczego kwestia zawiłości poszczególnych języków jest bardzo subiektywna i zależy od wielu czynników zewnętrznych. Z tego powodu, nie poświęcę dużo miejsca samemu pojęciu trudności, ale postaram się porównać niemiecki do innych języków, skonfrontować go z tym, co (zakładam, że większości, a nawet wszystkim Czytelnikom) jest już znane, czyli angielskim oraz naszą piękną  mową ojczystą. Tym samym rozpoczynam nowy cykl, który zatytułowałem „Łatwy, trudny, trudniejszy. Ale który wybrać?”

Język a społeczeństwo

Należy na początku wspomnieć, że po niemiecku nie mówi się jedynie w Niemczech, ale również w Austrii, Szwajcarii, Liechtensteinie oraz Belgii (w gminie Eupen). Co ciekawe, odmiany tego języka w każdym ze wspomnianych krajów różnią się od siebie w znacznym stopniu. Ponieważ jednak Niemcy są największe, pozwolę sobie skupić się na standardzie używanym właśnie tam. Jak podają źródła słowo „Niemcy” pochodzi od wyrazu „niemy”, „niemówiący”. Najprawdopodobniej nazwano ich tak, ponieważ język, którym posługiwali się nasi sąsiedzi, był diametralnie inny i niezrozumiały dla Słowian. W opinii większości Polaków język niemiecki jawi się do dziś jako trudny, a nasze myśli nierzadko zdążają przy okazji, nierzadko przymusowej, nauki w kierunku historycznych zaszłości, które komplikują wzajemne stosunki po obu brzegach Odry. Niniejszym artykułem spróbuję więc poprawić opinię na temat języka naszych sąsiadów i pokazać, że język ten wcale nie jest tak straszny jak to się na pierwszy rzut oka wydaje. Jak napisałem powyżej, przyrównam, albo raczej spróbuję przyrównać, go do języka angielskiego. W tym miejscu chciałbym przypomnieć (często zdarza się, że ludzie o tym zapominają), iż zarówno angielski, jak i niemiecki należą do tej samej grupy języków germańskich. Pomimo że są od siebie obecnie dość odmienne, to posiadają mnóstwo cech wspólnych, których nie zatarła historia. Pozostałości tradycyjnych germańskich konstrukcji są nadal widoczne we współczesnej angielszczyźnie, czego najlepszym dowodem są odmiany czasownika „to be” oraz zaimka „who"-„whose"-„whom". Można łatwo zauważyć, że podwaliny jej gramatyki oraz słownictwo tworzące trzon języka są bardzo podobne do tego co spotykamy w niemieckim. 

 

Z rodzajnikami rozprawa

Według mnie cała sprawa z rodzajnikami jest… banalnie prosta. Samo nasze nastawienie do używania i nauki rodzajników ma spore znaczenie – powinniśmy traktować je jako przyjaciół-pomocników, którzy ułatwiają nam życie, nie przeciwnie. Myślę, że pocieszającym dla innych będzie fakt, iż w języku angielskim również występują rodzajniki. Nieraz słyszałem i czytałem opinie o tym, jakie to te rodzajniki są trudne, i jak ich jest dużo, i jak strasznie ciężko się ich używa i rzekomo jedynie native speakerzy potrafią ich poprawnie używać (chodzi zarówno o angielski, jak i o niemiecki). Dosłownie spędzają sen z powiek Polakom uczącym się obu języków. Wszystko zaczyna się jednak tak naprawdę w naszej głowie. Kwestią niezaprzeczalną jest, iż dla Polaków rodzajniki stanowią rzecz najczęściej nową, której muszą się nauczyć, a później pamiętać, by się do niej stosować, ale absolutnie nie jest to coś niemożliwego do opanowania. Jak to mawiają: Gdyby nie to ‹‹der, die, das››, to… by nie było nas. Ucząc się niemieckiego dość często można zauważyć związek pomiędzy rodzajnikiem a określanym przezeń rzeczownikiem. Szczerze powiedziawszy, pomimo że naukę tego języka rozpocząłem w szkole, to nikt mnie na to nie „naprowadził”. Pamiętam, gdy dostałem olśnienia, podczas pisania jakiegoś listu i zacząłem łapczywie sprawdzać niektóre odmienne części mowy – miałem rację. Teraz rozumiem, dlaczego wielu matematyków tak bardzo lubi niemiecki. Jest to bowiem bardzo logiczny język i aż prosi się, aby wszystkie rządzące nim reguły przedstawić w formie tabeli.

Poniżej w tabeli porównam odmianę kilku zaimków dzierżawczych i osobowych z odmianą rodzajników określonych.

rodzajniki_niemieckieTab. 1.: Rodzajniki określone odmienione we wszystkich przypadkach.Tymi samymi kolorami w tabeli zaznaczyłem rodzajniki, które pokrywają się ze sobą.

zaimki_osobowe_niemieckie

Tab. 2.: Zaimki osobowe odmienione w bierniku i celowniku. Zaznaczenia są takie same jak w poprzedniej tabeli. Na brązowo zaznaczyłem zaimki, które się nie pokrywają.

zaimki_dzierzawcze_niemiecki

Tab. 3.: Oznaczenia pozostały bez zmian.
Dodatkowo chciałbym przypomnieć, że przecież w naszej mowie ojczystej też występują rodzaje. Każde słowo ma swój rodzaj, ale jest on „wbudowany” w rdzeń słowa, a my uczymy się jak takie rodzaje rozpoznawać, co, w mojej opinii, jest dużo trudniejsze niż nauczenie się rodzajników, które wskazują nam na rodzaj używanego słowa.

 

Future Perfect Simple in the Past, Plusquamperfekt, Imperfekt, Past Continuous… Co tu wybrać?

Skończyłem część z rodzajnikami, więc nadszedł czas…na czasy! Podobnie jak z rodzajnikami, mnóstwo osób narzeka na mnogość czasów w języku angielskim. Dlatego przychodzi nam z odsieczą, ponownie, język niemiecki! Rzekłbym, iż na czasach niemiecki „odbija sobie” trud nauki rodzajnika przy każdym słowie. Język niemiecki ma tylko sześć czasów, z czego dwa najczęściej spotyka się jedynie w oficjalnych pismach lub dziełach literackich. Z relacji moich znajomych wynika, że na co dzień używa się tak naprawdę dwóch lub trzech. Dodatkowo cały system następstwa czasów jest dokładnie uporządkowany, dlatego nie ma potrzeby wkuwania dziesiątek reguł na pamięć. Czasów jest zaledwie sześć. Czy ta liczba nie brzmi przyjemnie w porównaniu z kilkunastoma, jakie można napotkać w mowie angielskiej? Na wielką szóstkę składają się: czas zaprzeszły (Plusquamperfekt), przeszły złożony (Perfekt), przeszły prosty (Imperfekt), teraźniejszy (Präsens), przyszły (Futur I) oraz przyszły dokonany (Futur II). Początkowo większość uczących się jest przerażona budową tych czasów oraz tym jak one funkcjonują, ale odpowiednio szybko można się do tego przyzwyczaić. Dzięki szykowi składni niemieckiej zawsze wiemy, gdzie znajdzie się czasownik, a dzięki tak sztywnemu schematowi dużo szybciej dochodzi do automatyzacji procesu myślowego. Wiele osób trwoży się też na widok czasowników rozdzielnie złożonych. Te ostatnie są dla Polaków czymś zupełnie nowym, dla Niemców natomiast chlebem powszednim. Jak już wspominałem, angielski wywodzi się z tej samej grupy językowej co niemiecki, dlatego tam obserwujemy podobne zjawisko. Konkretnie chodzi mi o przyimki, które stawia się na końcu zdań. Dotyczy to chociażby czasowników, w których formę bezokolicznika współtworzy przyimek użytych w zapytaniach. Pozwolę sobie podać przykład:

What did you step on? – Na co nadepnąłeś?

Ta sama sytuacja następuje, gdy używamy frazeologizmów w języku angielskim w trybie oznajmującym. Znów przykłady:

He turned the TV on. – On włączył telewizor.

You should leave it off. – Powinieneś dać sobie z tym spokój.

I wish he would cheer up. – Życzyłbym sobie, by on się rozweselił.

W celach porównawczych podam kilka przykładów w języku niemieckim:

Ich höre dir zu. – Słucham Cię.

Ich steige aus der Straßenbahn aus. – Wysiadam z tramwaju.

Die Schule fängt am 1. September an. – Szkoła rozpoczyna się 1 września.

Abends geht Peter mit seinen Freunden aus. – Wieczorami Piotr wychodzi ze swoimi przyjaciółmi.

 

Iś hajse Pejter. Und du? 

Co przychodzi Ci na myśl, gdy słyszysz Niemca mówiącego w swoim języku ojczystym? Drapanie paznokci po tablicy? Krzyczącego ze złością faceta? A może piękny, melodyczny i gładki język? Nie warto się rozwodzić nad osobistymi preferencjami, bo jest to kwestia gustu.. Należy jednak parę słów poświęcić niemieckiej fonetyce. Myślę, że w stosunku do brytyjskiej, czy też amerykańskiej, jest dużo prostsza, gdyż w o wiele większym stopniu uporządkowana. Niemcy nie boją się wymawiać twardo i wyraźnie każdej głoski w wyrazie, nawet zbitek twardych dźwięków, wręcz przeciwnie – oni są z tego dumni. Również głoski długie są wymawiane bardzo dokładnie, lecz Polacy mają tendencję do skracania głosek długich i wydłużania głosek krótkich. Jest to spowodowane występowaniem iloczasu, który w mowie germańskiej prężnie działa, a w języku polskim zanikł około czterystu lat temu. W języku angielskim występuję dość sporo dźwięków, których w naszej ojczystej fonetyce człowiek nie uświadczy. Natomiast w fonetyce niemieckiej większość dźwięków pokrywa się z polskimi, jest oczywiście niewielka grupa dźwięków nowych dla Polaków. Zdecydowanie najbardziej popularne to, zapisywane za pomocą znaków diakrytycznych: ä (ae), ö (oe), ü (ue) oraz ß (ss); przez swoje występowanie zmieniają również brzmienie innych fonemów stojących przed lub za nimi, ale większość uczniów radzi sobie z tym bardzo szybko. Warto w tym miejscu przypomnieć też, że część przyrostków w wyrazach jest zawsze akcentowana, a część nie. Do przyrostków akcentowanych należą: ab-, an-, auf-, aus-, ein-, mit-, statt-, teil-, vor-, weg-, zu-, zusammen-, zurück-; tymczasem do nieakcentowanych: be-, ge-, emp-, ent-, er-, miss-, ver-, zer-. Jest to bardzo przydatne, gdyż jeśli znamy przynajmniej pierwszą grupę przyrostków (czyli akcentowanych), to możemy bardzo ułatwić sobie zapamiętywanie czasowników rozdzielnie i nierozdzielnie złożonych. Wszystkie czasowniki rozdzielnie złożone poznajemy po tym, że zawsze akcentowane są na pierwszą sylabę, czyli na ich przedrostek – stąd wniosek, że jeśli nauczymy się prefiksów akcentowanych, to będziemy w stanie rozpoznawać czasowniki rozdzielnie złożone bez zaglądania do słownika. Wiąże się to również z kolejnymi korzyściami – jeśli znamy prefiksy nieakcentowane, to nie ma potrzeby ponownego zapamiętywania, którym czasownikom nie dodajemy przedrostka ge- podczas tworzenia imiesłowu czasu przeszłego Perfekt (Perfekt Partizip II).

 

1. Obserwacje; 2. Wniosek

Mowa naszych zachodnich sąsiadów, wbrew powszechnej opinii, nie powinna być dla nas tak straszna. O ile nie przeraża nas już tak bardzo język angielski, o tyle niemiecki nadal pozostaje w strefie języków powszechnie uważanych za trudne – mam nadzieję, że choć trochę zmieniłem ten wizerunek. Cały język porównałbym bowiem do praw matematyki razem wziętych: wszystko jest w nim logiczne, jedno działanie jest następstwem drugiego, brak jest niejasności. Jak to mówią: Ordnung muss sein, Punkt! (tego chyba nie muszę już tłumaczyć). Jeśli są jakiekolwiek pytania do mojego artykułu, to proszę o wpisanie ich w komentarzach – postaram odpowiedzieć się na wszystkie; wyraźcie też, proszę, swoją opinię na temat zastosowanych przeze mnie form porównawczych. Wszystkim uczącym się bądź zaczynającym naukę niemieckiego życzę sukcesów w zgłębianiu jego wszystkich tajników.

 

Podobne artykuły: 

Idioma valencià, czyli język walencki

Japoński: z czym to się je?

Najtrudniejszy język świata

Najłatwiejszy język świata

O „łatwości" języka hiszpańskiego

 

34 komentarze na temat “Czy język niemiecki jest trudny?

  1. O ile Plusquamperfekt można spotkać, rzadko, ale jednak(mam na myśli spójnik „nachdem" wymagający następstwa czasów), natomiast Futur II istnieje raczej tylko w teorii, nigdy się z nim nie spotkałem na żywo ani na piśmie. Prawda jest taka, że i Futur I też można zastąpić czasem teraźniejszym, więc jeśli komuś zależy, żeby „w miarę" sprawnie posługiwać się niemieckim wystarczy znać czas teraźniejszy, Perfekt i Imperfekt (Präteritum). Oczywiście, jest to duże zubożenie, ale jeśli ktoś nie lubi szczególnie gramatyki…
    Ja osobiście lubię, a te czasy w niemieckim są proste i jednoznaczne, ich nauka to czysta przyjemność 😃 A co dotyczy wymowy, to uważam, że jest bardzo prosta w porównaniu z wymową angielską, która może sprawiać problemy. Ogółem, uważam, że niemiecki powinien być logiczny dla Polaka i z mojego punktu widzenia jest prostszy niż angielski. Oczywiście to subiektywna opinia, bo niemieckiego uczę się juz prawie 11 lat i znam go na dobrym poziomie w przeciwieństwie do angielskiego.

    1. natomiast Futur II istnieje raczej tylko w teorii, nigdy się z nim nie spotkałem na żywo ani na piśmie.

      niemieckiego uczę się juz prawie 11 lat i znam go na dobrym poziomie

      Skoro przez 11 lat nauki nie spotkałeś Futur II, nasuwa mi się pytanie, czy czas ten potrafią tworzyć sami Niemcy…?

      1. Jak już tutaj jesteś Karolu pod moim komentarzem, to mam pytanie 🙂 Zapewne pamiętasz swój artykuł po rosyjsku, czy będą może jeszcze jakieś artykuły na innych językach? (np. po rosyjsku lub po niemiecku)

      2. @Saszka
        Problem z artykułami w obcym języku polega na tym, że rozumiałaby je niewielka część czytających Wooflę osób i jakkolwiek pomocna przy samej nauce języków byłaby twórczość po rosyjsku czy po niemiecku to jako autor muszę się skupiać przede wszystkim na tym co chcieliby tu ujrzeć nasi Czytelnicy. Na pewno po moim projekcie nauki afrikaans napiszę coś dłuższego w tym języku i opublikuję, choć i to będzie raczej w celach wyłącznie pokazowych, bo nie sądzę by wiele z osób odwiedzających tą stronę było w stanie tekst ocenić, nie mówiąc już o tym by czegoś się zeń dowiedzieć. Myślałem za to swego czasu nad stworzeniem filii Woofli w stylu .de albo .ru tudzież .ua, gdzie ukazywałyby się wyłącznie teksty po niemiecku, rosyjsku bądź ukraińsku, ale na to potrzeba czasu, na którego nadmiar niestety nie mogę narzekać.

      3. Tworzyć czas zaprzeszły w języku polskim to też żadna filozofia, a jednak na stronach polonistycznych widnieją pytania, jak ten czas w ogóle wygląda („zrobiłem był", „zrobił byłem", czy „zrobiłem byłem" – ten internetowy dylemat może dziwić, ale wygląda, jakby ludzie go mieli…). Umiejętność tworzenia danej konstrukcji zależy więc nie od jej złożoności, a od częstości użycia – ludzie nie stworzą nawet prostej konstrukcji, jeśli z pewną minimalną częstotliwością jej nie napotykają. Skoro człowiek przez aż 11 lat nauki i przy znajomości języka na „dobrym poziomie" nie spotkał jakiegoś czasu, wygląda, jakby czas ten używało się nie częściej… Stąd pytanie. 🙂

        Z drugiej strony, ja już to znam z języka hiszpańskiego – ludzie pisują w sieci, że tego się nie używa, tamtego się nie używa, a przecież można to spotkać na durnym chacie, o współczesnej literaturze pięknej nie wspominawszy.

      4. W literaturze zapewne uświadczysz Futur II, ale ja miałem na myśli przede wszystkim żywą mowę, a o to nam chyba chodzi. Chyba, że chce się być specjalistą od literatury niemieckiej, wtedy czas ten pewnie będzie niezbędny 😉

      5. @YPP
        Widzisz, Piotrze, używa się go rzadko i de facto nawet w rzadkich przypadkach gdzie należałoby go użyć (na chłopski rozum – coś co się dokona w przyszłości, wcześniej niż inne wydarzenie, o którym mowa w zdaniu złożonym) można go zastąpić chociażby Perfektem. Nie jest może tak, że widzi się go codziennie, ba, sam go nigdy świadomie nie używam, ale jeśli ktoś przez 11 lat nauki się z nim nigdy nie spotkał to jest to dla mnie nieco zastanawiające. Wydaje się jednak, że @Saszka problem w dużej mierze sama rozwiązała pisząc, iż ma na myśli przede wszystkim „żywą mowę", podczas gdy dla mnie język istnieje jako jeden system, a mowa i pismo to po prostu jego różne emanacje, których nie należy oddzielać od siebie.

  2. Kiedyś, na początku mojej „kariery" zawodowej w Niemczech, w rozmowie z jedną Niemką (pani doktor, żeby nie było, że niewykształcona) postanowiłem zabłysnąć i powiedzieć jedno zdanie właśnie w czasie Futur II. Niemka owa najpierw spojrzała na mnie zdumiona, a potem odrzekła „nooo, wie pan, my tak nie mówimy" 😀 Ale pamiętam, że w jednej książce Hermana Hessego znalazłem zdanie zbudowane w tym czasie, także nie można powiedzieć, że w ogóle się go nie używa 😉

  3. Od pewnego czasu coraz czynniej zaczynam obserwować, tę dziwną niechęć do niemieckiego wśród moich znajomych. I im więcej poznaję ten język tym bardziej mnie ona dziwi i tym więcej jej zauważam. Wydaje mi się, że jakkolwiek pewna część osób faktycznie może mieć uprawniony uraz do niemieckiego ze względów historycznych, bo rodzice, dziadkowie, czy nawet cała rodzina wycierpiała swoje w trakcie okupacji. To jednak większość ludzi powtarza ten pogląd automatycznie. Tak usłyszeli, tak powtarzają ich znajomi, więc i oni tak mówią. Powstaje takie dodatnie sprzężenie zwrotne. Sam zresztą, tak powtarzałem i dziwiłem się, że moja nauczycielka w liceum mówi, że dla niej niemiecki jest melodyjny. Odkąd sam na poważnie zacząłem się w wolnych chwilach uczyć, odkryłem, że coraz bardziej mi się podoba i wcale nie jest taki twardy i drapiący. Ba, nawet da się słuchać piosenek po niemiecku i mogą się one podobać. Na co moi znajomi reagują pukaniem się głowę. 😛

    PS. Dla chcących poznać trochę głębiej gramatykę niemiecką polecam książkę pana Czochralskiego „Gramatyka niemiecka dla Polaków". Wprawdzie pisana dosyć naukowym językiem, ale wiele można się z niej nauczyć, zwłaszcza, że autor w swoich rozważaniach, prezentuje różnice między polskim i niemieckim.

    1. Nie należę do zwolenników dzielenia języków na łatwe i trudne, a tym bardziej na piękne i brzydkie. Ale w ustach Polaka stwierdzenie o nieprzyjemnym czy twardym brzmieniu niemieckiego wydaje mi się szczególnie groteskowe. Tak jakby w polskim brakowało spółgłoskowych zbitek i szeleszczących dźwięków.

      1. Koleżanka z Austrii (która nie zna polskiego) usłyszała w kościele jak ludzie masowo odmawiają „Ojcze nasz". Stwierdziła, że dla niej to brzmiało jak „czsz szśsz szsz szś…" i tak dalej.
        Jakiś obcokrajowiec nazwał język polski „mową węży" 😉

  4. Przy okazji nauki języków często ciśnie się na usta powiedzenie „pozory mylą". Niemieckie rodzajniki i angielskie przedimki są tego świetnym przykładem. Rodzajniki są odmienne, mogą wystąpić w 32 formach ( choć się powtarzają), określają rodzaj rzeczowników, rzadko można je opuszczać- wydają się strasznie trudne. Przy nich dwie formy angielskich przedimków plus jeden, którego nie ma ( zero article ) wydają się łatwizną. Jednak jest dokładnie na odwrót.
    To, ze przedimków jest mało sprawia, że operują one na bardzo szerokim zakresie materiału i trzeba naprawdę bardzo dużego wyczucia językowego, żeby wybrać właściwy przedimek w kontekscie nawet lekko niestandardowym. Oprócz nejtywów mało komu się to udaje, wedlug moich statystycznych obliczeń w Polsce może być do pięciu takich osób.
    W języku polskim trudnością bardzo przypominającą articles jest niby dowolny szyk wyrazów w zdaniu. Wprawdzie książkowo obowiązuje ten SVO, ale twarde trzymanie się go jest bardzo mało stylistyczne i szybko zdradzi obcokrajowca. Jednak jeszcze większych kłopotów przysporzy mu zmiana szyku na nietypowy, lepiej pasujący do sytuacji. Kiedyś ktoś tutaj (chyba YPP) podał piękny przykład użycia wszystkich możliwych konfiguracji szyku dla zdania „Ala na kota (czy coś podobnego). Świetnie to pokazuje jak wielkiego wyczucia wymaga takie wachlowanie szykiem, szczególnie w mowie, kiedy niezbędny jest właściwy akcent zdaniowy. Każdy Polak wyczuje subtelne różnice między wyrażeniami:
    On był młody- Był on młody
    Ten ptak- Ptak ten
    Miły człowiek- Człowiek miły
    Dla obcych to czarna magia podobnie jak dla nas angielskie przedimki.

    1. @Night Hunter,

      A guzik… W tych zdaniach są uporządkowane reguły, które łatwo obcokrajowcowi objaśnić.

      (1) Ala ma kota. – Tym co ma Ala jest kot. W zdaniu istotny jest kot.
      (2) Kota ma Ala. – To właśnie Ala ma kota (a nie np. inna z grupy dziewczynek), podczas gdy sam kot jest od początku czymś oczywistym. W zdaniu nacisk leży na Ali.

      W dwóch powyższych konstrukcjach to co chcemy podkreślić znajduje się na końcu. Zobaczmy dalej:

      (3) Kota Ala ma. – Liczy się fakt posiadania (znów na końcu zdania): Kota Ala już ma i drugiego nie potrzebuje. Dodatkowo podkreślony został jednak też pierwszy wyraz, jak w (4):
      (4) Ala kota ma. – Jak wyżej z tym, że dodatkowo podkreślany, że to właśnie Ala już kota ma (i np. kolejnego nie potrzebuje), ale może kota nie ma Jola: Ala kota już ma, więc lepiej tego nowego dajmy Joli.

      W konstrukcjach (3) i (4) to co chcemy podkreślić znajduje się na końcu, oraz drugorzędnie na początku – posiadanie czego vs posiadanie przez kogo. Zobaczmy dalej:

      (5) Ma Ala kota. – Również tutaj do pierwszej reguły („ważne to co na końcu") dochodzi przestawnienie czasownika na początek, który się wyróżnia. Zdanie, w którym podkreślony jest zarówno kot, jak jak fakt jego posiadania, jak i zwłaszcza całe zdanie w toku wypowiedzi. Zdanie (5) to jest jakby „mocniejsza" wersja od (3) o dokładnie odwrotnym układzie.
      (6) Ma kota Ala. – Podobnie jak w (5) – podkreślone jest zawórwno posiadanie, jak końcowa Ala i całe zdanie. Zdanie (6) to jest jakby „mocniejsza" wersja od (4) o dokładnie odwrotnym układzie.

      I. Ogólna reguła jest taka, że gdy konstrukcja różni się od „typowej", to dlatego, że coś w zdaniu uległo podkreśleniu (2) – reguła dość prosta do zapamiętania.
      II. Jeśli w zdaniu przestawione jest dużo, wyróżnia się całe zdanie – reguła również prosta do zapamiętania. Tak jak w Twoim przykładzie „On był młody. – Był on młody.", gdzie ciśnie się uzupełnić np. Był on młody, przystojny i bogaty.: ponieważ nie mogliśmy zmienić położenia przymiotnika (ale to zaraz…), podreśliliśmy bycie jak w zdaniu (5), a nawet wyróżniliśmy całe to zdanie w tekście.
      Teraz porównajmy z ironicznym Młody on był, przystojny i bogaty, ale cóż z tego, skoro oszust i rozbujnik. o dokładnie odwróconym układzie, w którym znów jest odejście od normalnego szyku i przestawienie młodego z końca na początek, podobnie jak w zdaniu (3) o tym samym szyku: Kota Ala już ma i drugiego nie potrzebuje.

      Objaśniałem polski szyk zdania ze dwóm już użytkowniczkom języka hiszpańskiego (z Kuby i Wenezueli) i żadna z Nich nie miała trudności ze zrozumieniem moich spontanicznych objaśnień. Od połowy lutego będę się wymieniał polski-ekwadorski i będzie kolejna okazja obserwować kłopoty z szykiem. 🙂 Każdy kto ma regularny kontakt z językiem polskim sam też te różnice prędzej czy później wyczuje i nie potrzebuje sie nawet przyglądać temu, co na szybko powyżej rozpisałem.

      Byłoby ciekawe (a może lepiej sobie darować…) zobaczyć za to Polaka próbującego stworzyć kilka wariacji od zdania Ala tiene un gato. np. w języku hiszpańskim, a owszem możliwych wariacji nie chce mi się nawet liczyć (choć oczywiście nie wystarczy jedynie przestawić słówka – nie jest tak prosto! :-P) i każda z nich ma inny odcień, bo zaprawdę powiadam, że ma!

      Czuję też, że tak samo szykiem zdania w keczua możnaby się bawić do końca życia.

      Szczególna trudność języka polskiego jest pozorna i ubzdurana w umysłach Polaków. Piszą w internecie niektórzy, że polski jest najtrudniejszym językiem świata, a hiszpański najprostszym. Prawdziwa trudność obu języków (podobnie jak angielskiego i z pewnością niemieckiego) jest zbliżona i tylko w takim kontekście o tym pisałem w dawnych komentarzach.

      Podobnie w twierdzenia osób, że niemiecki jest jakiś szczególnie „prosty, składny i logiczny", nie mogę tak łatwo uwierzyć.

      1. Polskie zdania z nietypowym szykiem może i są łatwe do zrozumienia ale strasznie trudne do samodzielnego użycia (jak zresztą większość zjawisk w każdym języku). Nie chce mi się o dość późnej porze (u mnie jest 0:21) wchodzic w szczegóły tych trudności ale są one większe niż piszesz w Swoich wyjaśnieniach i nie da się ich opanować na sucho, bez wyczucia językowego. W Grodnie działa polskie radio, pracownikami są ludzie polskiego pochodzenia, uważający się za Polaków, którzy z dziadkami od dziecka mówili po polsku, skończyli przeważnie podstawówke z polskim językiem nauczania, codziennie oglądali polską TV, skończyli studia w Polsce i teraz pracują w radiu całym zespołem, gdzie jeden układa teksty mając do dyspozycji wszelkie pomoce, ktoś inny je pewnie koryguje, następny je czyta i cały ten zespół nigdy nie potrafi sklecić kilkunastu zdań nie popełniając uchybień w szyku. Albo sztywno w każdym zdaniu mówią „on był", „ten dom", albo tak poprzestawiają, że sie z intonacją nie zgadza. Choć na pewno gdybyś im wytłumaczył jak z Alą i kotem to na pewno by zrozumieli. Ale co z tego, jak by doszło do używania, nawet z możliwością uprzedniego przemyślenia- i tak by wszystko poplątali. Poziom nejtywow jest prawie niemożliwy do osiągnięcia, jak ci prawie rodowici Polacy sobie nie radzą to ja już nie wiem, kto może mieć lepsze warunki, chyba tylko przedstawiciele dużych diaspor za granicami swego kraju.

      2. Polskie zdania z nietypowym szykiem może i są łatwe do zrozumienia ale strasznie trudne do samodzielnego użycia (jak zresztą większość zjawisk w każdym języku). Nie chce mi się o dość późnej porze (u mnie jest 0:21) wchodzic w szczegóły tych trudności ale są one większe niż piszesz w Swoich wyjaśnieniach i nie da się ich opanować na sucho, bez wyczucia językowego.

        Wyczucie językowe nabywa się z czasem, z upływem lat kontaktu z językiem. (1) Szykiem w języku polskim rządzą jednak reguły, które da się uczącemu składnie objaśnić wspomagając ten proces, lub też uczący się samodzielnie możne je zaobserwować. (2) Nie przekonałeś mnie, by opanowanie szyku w języku polskim było wybitnie trudne na tla innych języków. Poza tym, nie przekonałeś mnie, by te zaimki/przedimki w języku angielskim były tak trudne, jak to opisujesz – prowadziłeś nawet statystyki?

        Poziom nejtywow jest prawie niemożliwy do osiągnięcia

        Oczywiście, że jest możliwy do osiągnięcia i nie aż tak ciężki, jak w bardzo wielu komentarzach sugerujesz.

        W Grodnie działa polskie radio, pracownikami są ludzie polskiego pochodzenia, uważający się za Polaków, którzy z dziadkami od dziecka mówili po polsku, skończyli przeważnie podstawówke z polskim językiem nauczania, codziennie oglądali polską TV, skończyli studia w Polsce i teraz pracują w radiu całym zespołem, gdzie jeden układa teksty mając do dyspozycji wszelkie pomoce, ktoś inny je pewnie koryguje, następny je czyta i cały ten zespół nigdy nie potrafi sklecić kilkunastu zdań nie popełniając uchybień w szyku. Albo sztywno w każdym zdaniu mówią „on był", „ten dom", albo tak poprzestawiają, że sie z intonacją nie zgadza. Choć na pewno gdybyś im wytłumaczył jak z Alą i kotem to na pewno by zrozumieli. Ale co z tego, jak by doszło do używania, nawet z możliwością uprzedniego przemyślenia- i tak by wszystko poplątali. Poziom nejtywow jest prawie niemożliwy do osiągnięcia, jak ci prawie rodowici Polacy sobie nie radzą to ja już nie wiem, kto może mieć lepsze warunki, chyba tylko przedstawiciele dużych diaspor za granicami swego kraju.

        Wyobraź sobie, że się zbiera grupa polskich pasjonatów próbujących wspólnie uczyć się jakiegoś języka obcego. Pasjonaci ci próbują rozmawiać ze sobą wzajemnie w tym języku i choćby zbierali się też do wspólnych odsłuchań nagrań native speakerów, nigdy nie zaczną mówić, jak Ci native speakerzy. Lata miną, a nadal będą od nich odbiegać zarwóno pod względem składni, jak akcentu. To oczywiste. Jak człowiek idzie do szkoły na lekcję, więcej niż naturalnie brzmiących wypowiedzi native speakerów słyszy błędnych wypowiedzi swoich kolegów.

        Stąd masz rację. Ja bym takiemu szyk wytłumaczył, a ten by przez kilka dni trzymał w głowie i zanim by zdążył się z otrzymaną ode mnie wiedzą oswoić, zdążyłby się nasłuchać łamanego polskiego swoich kolegów Białorusinów. Co innego, jeśli zagadnienie objaśnię np. Ekwadorce, która nigdy nie używała, nie używa i używać nie będzie języka polskiego w kontakcie z nikim, dla kogo język polski nie byłby pierwszym językiem. Opanowanie języka przy wytrwałej pracy zajmie Jej kilka-kilkanaście lat, ale wynik po tych kilku-kilkunastu latach może być taki, że od Polki Ją odróżnisz może po skórze.

      3. Postaram się Cię przekonać do czego nie przekonałem, ale po kolei. Rozbiję na części, bo zaraz mam imprezkę „dzień rożdenija na daczi" ( szaszłyczki, wódeczka), wiec na dziś raczej tylko jeden wątek- trudności polskiego szyku.
        Twoja zasada wyrzucania ważniejszego na koniec dość często krzyżuje się z zasadą odwrotną-że można, a właściwie nawet trzeba, zmienić normalną kolejność „zaimek wskazujący+rzeczownik" w przypadku, gdy poprzednie zdania dostatecznie nas informują, o który rzeczownik autorowi chodzi. Więc normalne zdanie:
        Ta dziewczynka ma małego kota.
        po kilku zdaniach zapoznających nas z dziewczynką wymaga ( trochę wzorem angielskich przedimków-zamiana"a","this", „that" na „the") przestawienia zaimka „ta", żeby zneutralizować jego zbyt wskazujący charakter (przecież wiadomo, że TA, trzy zdania o niej były). Wtedy należaloby powiedzieć „dziewczynka ta", mało tego, trzeba użyć wspólnego akcentu dla obu słów i zaakcentować nietypową dla naszego języka trzecią sylabę od końca łącząc oba słowa-„dziewCZYnkata". Do tego zastosujmy jeszcze sztuczkę z przestawieniem ważniejszych wyrazów na koniec:
        Dziewczynka ta kota małego już ma, do szczęscia brakuje jej (znów przestawka i zlepek „braKUjejej)tylko kota dużego.
        Teraz w jednym zdaniu mamy 4razy „Twoją" zasadę „ważniejsze na koniec" i 2razy zasadę odwrotną.
        I bonus-w drugiej cześci zdania jest podmiot w dopełniaczu, z przestawką, postawiony na końcu.
        Chyba to lekko skomplikowane jak na początek dla obcokrajowca, który zawsze automatycznie stosuje jeden, schematyczny porządek wyrazów?:-)

      4. Rzecz nie w tym, czy gramatyka języka polskiego, lub konkretnie szyk zdania, jest trudny, tylko czy aby stopniem swej trudności wyróżnia się z tła innych języków. Nie są mi znane jakiekolwiek dane, z których by wynikało, że opanowanie szyku zdania na poziomie rodzimego użykownika w języku polskim zajmuje więcej lat niż np. w języku hiszpańskim lub w keczua. Gdybyś takie dane mógł mi zaprezentować, zrobiłbyś to w jednej z wcześniejszych dyskusji chyba, bo znów wałkujemy to samo.

        Wtedy należaloby powiedzieć „dziewczynka ta", mało tego, trzeba użyć wspólnego akcentu dla obu słów i zaakcentować nietypową dla naszego języka trzecią sylabę od końca łącząc oba słowa-„dziewCZYnkata".

        Dziewczynka ta to są dwa wyrazy, a nie jeden, więc są akcentowane na regularnych zasadach. Tak samo brakuje jej. Możesz to poznać łatwo po tym, że zaimek wskazujący ta (1) może występować zarówno przed jak i po słowie dziewczynka i (2) może być od tego słowa oddzielony dodatkowym wyrazem: ta mała dziewczynka. Stąd jeśli w „dziewczynka ta" akcent pada na „czy", są to zupełnie standardowe zasady akcentowania języka polskiego na przedostatniej sylabie i nie trzeciej od końca, jak sugerujesz.

      5. „W Grodnie działa polskie radio, pracownikami są ludzie polskiego pochodzenia, uważający się za Polaków, którzy z dziadkami od dziecka mówili po polsku, skończyli przeważnie podstawówke z polskim językiem nauczania, codziennie oglądali polską TV, skończyli studia w Polsce i teraz pracują w radiu całym zespołem, gdzie jeden układa teksty mając do dyspozycji wszelkie pomoce, ktoś inny je pewnie koryguje, następny je czyta i cały ten zespół nigdy nie potrafi sklecić kilkunastu zdań nie popełniając uchybień w szyku. Albo sztywno w każdym zdaniu mówią „on był", „ten dom", albo tak poprzestawiają, że sie z intonacją nie zgadza"

        Celna diagnoza. Ale wystarczy uważnie posłuchać dowolnego programu informacyjnego w polskich stacjach RTV, żeby zetknąć się -prędzej czy później- z nienaturalną intonacją czy monotonną (a niekiedy jeszcze z błędną) składnią. Im bardziej profesjonalna stacja i doświadczony prowadzący, tym lepiej, ale i w największych, najbardziej prestiżowych serwisach bywa różnie. Nie każdy potrafi mówić jak ś.p. Andrzej Turski.

        Nikt nie mówi na co dzień językiem serwisów informacyjnych. To są sztuczne, komponowane zawczasu teksty; zarówno ich pisanie, jak i odpowiednie wygłaszanie wymagają wyćwiczenia specjalnych umiejętności. Niemal nikt nie potrafi robić tego „z marszu", ale to nie znaczy, że polski jest tak wyjątkowo trudny, bo podobna prawidłowość zachodzi również w innych językach.

        Przy okazji „dziewczynka ta" z Twojego przykładu to dla mnie konstrukcja typowa dla języka formalnego, stosowana dla urozmaicenia składni (swoją drogą mechaniczny nacisk na unikanie powtórzeń jaki kładą szkolni poloniści to grube nieporozumienie) brzmi mi jak z bajki dla dzieci. Zdziwiłbym się, gdybym to usłyszał. Ja w mowie mam „ta dziewczynka", albo „(a) ta dziewczynka to". Przy czym i moje „to" i Twoje „ta" to enklityki, których w polskim wcale nie ma tak mało (nie chodzi mi o liczbę takich słów/morfemów, ale o ich frekwencję).

        A co do ogólnej oceny, że poziom natywny jest prawie niemożliwy do osiągnięcia, to o wiele bardziej zgadzam się z Tobą niż z YPP. Ale znów – nie uważam, że tak jest z polskim, a z innymi językami to już nie. Wmw, na tym poziomie poprzeczki skrajnie trudny jest każdy język. Jak z fraktalami – im większe zbliżenie, tym więcej nieregularności.

      6. Choć uważam polski za bardzo trudny to wcale nie twierdzę, że tylko jego perfekcyjne opanowanie jest prawie poza zasięgiem obcokrajowców. Tu się zgadzamy, niemal w każdym języku obcym poziom nejtywów jest dla dorosłych mało prawdopodobny do osiągnięcia. Nawet gdy ktoś jakoś opanuje wymowę i nejtywa udaje- dobry test szybko go zdradzi.

        Z „dziewczynką" troche szerzej:
        Ola to grzeczna, mądra i ładna dziewczynka. Ma 10 lat i chodzi do trzeciej klasy. Uczy się bardzo dobrze. Po szkole bawi się z koleżankami i chodzi na basen. Dziewczynka ta jest mistrzem szkoły w pływaniu.
        Użycie „TA dziewczynka" byłoby sporym uchybieniem stylistycznym. Dziewczynki tej (tu też „TEJ dziewczynki" nie pasuje) nie widać, ktoś o niej opowiada, wiadomo o kogo chodzi, więc zaimek wskazujący TA jest za mocny, trzeba go trochę osłabić. I w polskim można go przyczepić za rzeczownikiem pozbawiając własnego akcentu. Jednak speakerzy z Grodna tego nie potrafią, a jak ktoś im tak czasem napisze to i tak robią błąd akcentując oba wyrazy.
        Oczywiście, że w mowie potocznej tego się nie stosuje, no może dla żartów.
        Twoje „(a)ta dziewczynka to"- jak „to" ma być enklityką to nic nie rozumiem. Przypomina mi to czeski, może jakąś południową gwarę. Mógłbyś podać kontekst?

      7. A nie lepiej jako ostatnie zdanie dać po prostu: „Jest (nawet) mistrzem szkoły w pływaniu"? Dla mnie Twoja wersja brzmi jak z czytanki, nie jak coś, co bym sam napisał, czy tym bardziej powiedział.

        Nie chodzi tu jednak o tę czy inną konstrukcję, ale o to, że przywołujesz przykład wyspecjalizowanego użycia języka (stawiam że ponad 90% populacji nie potrafi płynnie, wyraźnie i z właściwą intonacją przeczytać serwisu informacyjnego) jako argument na poparcie tezy, że język jako taki jest trudny (lepiej działała wcześniejsza linia argumentacji, ta z „są")

        Moje „to"
        Wydaje mi się, że używam różnych wariantów intonacyjnych: takiego, gdzie na „to" jest akcent, a przed nim pauza „A ta dziewczyna, to…" ale i innego, gdzie „to" jest enklityką „A ta dziewczyna to…". Z pewnością powszechniejszy jest pierwszy, a czy naprawdę drugiego używam, nie ręczę. Wydaje mi się, że tak, ale taka introspekcja bywa złudna.

  5. Uważam, że w niechęci Polaków do niemieckiego sporą rolę odgrywa nastawienie oparte na negatywnych emocjach. Może zbyt kojarzy im się z pieszczotliwymi epitetami i komendami z filmów wojennych („Polnische Schweine!", „Haende hoch!"), jednak teraz są tak duże możliwości osłuchania się z językiem w innym kontekście, że to nastawienie powinno zanikać.
    Wymowa dla Polaka nie jest trudna, po poznaniu jej reguł prawdopodobnie będzie się nawet nowe słowa czytać poprawnie. Nie ma nawet porównania z przeszkodami jakie na uczących się czekają w wymowie słów angielskich, gdzie jedną zbitkę liter (ot, np. „th") można wymawiać na kilka sposobów, w zależności od słowa.
    Niemiecki to chyba najbardziej poukładany i logiczny język ze wszystkich, których miałam przyjemność [sic!] się uczyć. Reguły są dość proste. No, może niezbyt praktyczne są konstrukcje typu „ich fahre….ab", „wir laden… ein" w sytuacji gdy w luce znajduje się z pół kilometra słów, ale cóż…
    Jedyne, co mi sprawiało pewne problemy to tryb warunkowy, wyrażanie życzeń i mowa zależna(ale tego nie lubię w chyba żadnym języku obcym poza rosyjskim, a i stosować zbyt często potrzeby nie miałam).
    Rodzajniki, stosowanie przypadków, odmiana czasowników są dość proste, podobnie jak opanowanie stosowania właściwego szyku zdania.
    To jeden z tych języków, w których gramatyki po prostu trzeba (i warto) się uczyć, wyjątkowo dobrze sprawdza się przy nim klasyczne podejście do nauki. Nie wyobrażam sobie uczenia się niemieckiego przy użyciu którejś z „cudownych" metod „gwarantujących" skuteczną naukę bez gramatyki. I tu może też być źródło niechęci do tego języka – ten niemiecki Ordnung… Ale solidne podstawy procentują swobodnym stosowaniem potrzebnych konstrukcji.

  6. Z tym podmiotem to się walnąłem strasznie. Oczywiście jest im „jej" i jest w celowniku. Lecz trudności to raczej nie likwiduje, chyba wręcz przeciwnie. Podmiot jest w celowniku, jest nieakcentowany, zlewa się z orzeczeniem i stoi za nim. Tak mi się przynajmniej wydaje, bo od tego szyku mózgopląsu dostałem.

  7. nie chcę być złośliwy, ale w jednym przykładzie został źle odmieniony rodzajnik – aus der Straßenbahn, nie aus dem 🙂

  8. @YPP 06 02. 1:08

    Będe użyawć skrótu „jie" dla „języki indoeuropejskie Europy" i „wmw"-„według mojej wiedzy". Te wyrażenia mogą się czesto powtarzać a są przydługie.

    CzY „dziewczynka ta" (w danym kontekscie) akcentujesz tak samo jak „dziewczynka zła"? A czy w zdaniu „Czy dziewczynka ta , czy dziewczynka tamta- co za różnica?" postawisz akcenty tak samo jak we wceśniejszym przykładzie?
    Wmw „dziewCZYnkata" to rzadko spotykany (może poza Bałkanami) dziwoląg wśród jie. Po hiszpansku, wmw, raczej nie powiesz „CHIcaesta" ani nawet „el pequeño gato", bo hiszpański porządek „rzeczownik + przymiotnik" jest raczej (wmw) stały. Zresztą te części mowy są nieprzestawialne wmw w większości jie, a w polskim mamy jeszcze jedną niespodziankę- gdy przymiotnik określa cechę pospolitą jednostki to występuje przed rzeczownikiem (a), np. czarny bocian, a gdy to cecha i nazwa gatunku-odwrotnie (b), np. bocian czarny. Ale w praktyce często te zasady mieszamy i krzyżujemy z zasadą „akcentowane na końcu" i robimy to na wyczucie, np:
    Wśród czarnych psów (a) rodzi się czasem pies biały. ( b w znaczeniu a)
    Wśród bocianów czarnych (b) rodzi sie czasem biały bocian. (a, bez przestawki wzmacniającej)
    Nie słyszałem o podobnych możliwościach w innych jie, w większości z nich nawet zniany w podstawowym szyku zdania (SVO) są niedopuszczalne.Oczywiście chętnie zapoznam się z zawiłościami szyku w hiszpańskim, mam nadzieję, że nie będę musiał przyjąć stanowiska, że i polski szyk jest najtrudniejszy w jie:-) .

    1. Po hiszpansku, wmw, raczej nie powiesz „CHIcaesta" ani nawet „el pequeño gato", bo hiszpański porządek „rzeczownik + przymiotnik" jest raczej (wmw) stały.

      Oczywiście, że powiem „el pequeño gato" i czuję to jak najnormalniejszą w świecie konstrukcję. Kojarzę np., że często mówię „tu lindo país". Różnica szyku pomiędzy „el pequeño gato" y „el gato pequeño" implikuje zmianę zabarwienia, zależną od kontekstu, pożądanego wydźwieku wypowiedzi itd. – hiszpański nie jest w tym prostszy od języka polskiego i jeśli stawiasz w języku hiszpańskim przymiotniki tylko po rzeczownikach, brzmisz jak wspomniani przez Ciebie Białorusini. Poza tym umiejcawianie przymiotnika przed rzeczownikiem jest szczególnie powszechne w andyjskim hiszpańskim (niektórzy sugerują, że jest to kalka z keczua), czyli po części w moim.

      Resztę Twojego komentarza obiecuję postarać się zrozumieć, jak łyknę Paracetamolum, bo mi głowę rozrywa.

      1. PS. Chyba nie powiedziałbym „chica esta", lecz mogę (zarówno w Kolumbii, jak w Hiszpanii) powiedzieć „la chica esa", co nada wypowiedzi ton potoczny, lub pogardliwy i z tego co pamiętam, jest nawet rozpisane w planie nauczania poziomu C2 Instytutu Cervantesa.

      2. Ty łykniesz paracetamol i jakoś rozkminisz, a co ma łyknąć kandydat na nejtywa języka polskiego z Madagaskaru?

  9. Odnośnie rozdzielenia części, można powiedzieć, że to samo stosujemy w j. polskim. W końcu można powiedzieć np. Będę wieczorem biegał. Tylko my to stosujemy w czasie przyszłym 😀

  10. właśnie kiedyś nawet czytałam, że przez to że niemiecki jest bardzo uporządkowanym i logicznym językiem to dużo łatwiej przyswajają go osoby które mają ścisły umysł i może coś w tym jest 🙂 ja się w szkole uczyłam ale to raczej podstaw, wiadomo a teraz się zapisałam na kurs [fragment wpisu został ocenzurowany ze względu na obecność perfidnej reklamy] od października i mam zamiar poważnie popracować nad moimi umiejętnościami, z angielskim nie mam większych problemów no ale drugi język zdecydowanie się przyda więc pomyślałam że akurat rozpoczęcie studiów to idealna okazja żeby wziąć się w garść i opanować niemiecki do perfekcji

  11. Bardzo ciekawy wpis. 🙂 Wyrazy uznania dla Autora. Z ciekawości zapytam – czy zajmuje się Pan zawodowo pracą związaną z językami?
    Przyznaję, że na mojej drodze nauki niemieckiego często stoi stosowanie języka angielskiego jako „kalki", tymczasem nie wszystko można tak łatwo zastąpić sobą. Polecam książkę Lucyny Wille i Zbigniewa Wawrzyniaka „Język niemiecki kluczem do języka angielskiego, język angielski kluczem do języka niemieckiego. Gramatyka konfrontatywna niemiecko-angielska w ćwiczeniach", wydawnictwo Kanion Net, Zielona Góra 2010.
    Serdecznie pozdrawiam i czekam na więcej wpisów o tym pięknym języku 🙂

  12. Dziękuję za ten wpis! Długo zwlekałam czy brać się ,,na serio" za Niemiecki ponieważ w szkole nowa gramatyka wchodzi co lekcje, jest mało słownictwa i wszystko sprawia że ten język wydaje się bardzo trudny. Teraz jednak zyskałam dużo motywacji, czas na naukę słówek! 🙂

  13. Z tego, co się orientuję, niemiecki wydaje się najtrudniejszym językiem z germańskich, a na pewno z zachodniogermańskich. Uczyłem się go w szkole i jakoś „nie wchodził". W przeciwieństwie do angielskiego i w przeciwieństwie do niderlandzkiego, którego uczę się obecnie. Dodam, że nie mam żadnych uprzedzeń do niemieckiego samego w sobie, jak i do Niemców. 😉

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Teraz masz możliwość komentowania za pomocą swojego profilu na Facebooku.
ZALOGUJ SIĘ