Dlaczego warto oglądać obcojęzyczne „talent shows"

la-voz-argentina-telefePamiętacie, jak pisałam o wyczerpaniu się mojej dotychczasowej formuły nauki języka hiszpańskiego i konieczności szukania nowych materiałów oraz sposobów nauki? Szybko okazało się, że odczuwam m.in. palącą potrzebę zmiany formy kontaktu z językiem mówionym. Oglądanie telenowel z Telemundo do pewnego etapu sprawdzało się świetnie, ale przestało wystarczać. To co początkowo było dla mnie ich zaletą, czyli dostosowywanie się wszystkich aktorów, niezależnie od pochodzenia, do standardu meksykańskiego, przerodziło się w uciążliwe ograniczenie. Chciałam wreszcie posłuchać – i to w dużej dawce – języka dokładnie takiego, jakim posługują się ludzie w danym kraju. Języka zróżnicowanego międzyosobniczo i nieugrzecznionego na potrzeby serialu, programu dokumentalnego czy wykładu.

Mój los był w zasadzie przesądzony: wiedziałam, że będę musiała zainteresować się gatunkami takimi jak reportaż, talk show, talent show, teleturniej. I wśród nich znaleźć coś, najlepiej cyklicznego, co da się oglądać bez bólu. Po tym, jak kilka (kilkanaście?) razy trafiłam kulą w płot, algorytm youtube'owy wreszcie się nade mną zlitował i podsunął mi fragment programu La Voz Kids. Co prawda widok współzawodniczących ze sobą dzieci nie należy do najweselszych, choćby nie wiem jak dobrze śpiewały, ale kierunek okazał się dobry. Zaczęłam wpisywać „la voz…" w najróżniejszych kombinacjach z nazwami krajów i tak trafiłam na komplet pełnych (i pełnoekranowych) odcinków La Voz Argentina. Moja nauka języka hiszpańskiego wkroczyła na nowe tory. Wkrótce też miałam się przekonać o czymś, co już wcześniej mgliście przeczuwałam na podstawie przypadkowych strzępów dotychczasowej wiedzy: Argentyna jest pięknym krajem o bogatej i ciekawej kulturze.

la-voz-el-jurado

Jurorzy na swoich słynnych obrotowych fotelach słuchają kolejnego głosu. Po kliknięciu zobaczycie zdjęcie w powiększeniu.

Na pewno wielu z Was orientuje się, przynajmniej z grubsza, jak wyglądają programy oparte na holenderskim pomyśle The Voice, bo powstała również nasza krajowa adaptacja, znana pod jakże polską nazwą The Voice of Poland. (Jak dotąd, TVP wyemitowała pięć edycji, a to jeszcze nie koniec, bo będzie i szósta…) Tym szczęśliwcom, którzy od lat żyją z dala od wszelkiej telewizji, najkrócej jak umiem opiszę zasady całej zabawy. La Voz zaczyna się od Przesłuchań w ciemno (Audiciones a ciegas), gdzie uczestnicy, wyłonieni spośród wielu podczas wstępnych kwalifikacji (oszczędzonych widzowi) prezentują się czwórce jurorów, odwróconych plecami do śpiewającego. Jeśli dany głos spodoba się któremuś z jurorów, ten naciska przycisk, a jego ruchomy fotel wykonuje obrót o 180 stopni. Śpiewający automatycznie trafia do drużyny jurora, a ten staje się jego trenerem w walce o wygraną. W sytuacji, w której odwróci się więcej niż jeden juror, to uczestnik wybiera, do kogo chce trafić. Kiedy już ekipy wszystkich trenerów są skompletowane, przychodzi czas na lekkie ich odchudzenie w kolejnym etapie o nazwie Bitwy (Batallas). Wewnątrz każdej z grup uczestnicy zostają dobrani w pary lub trójki i kolejno współzawodniczą między sobą, śpiewając przydzieloną im piosenkę. Jedna osoba z duetu lub tria zawsze musi odpaść. Tak przerzedzone drużyny czekają później jeszcze dogrywki, po czym pięcioro szczęśliwców z każdej grupy uczestniczy w kolejnych Odcinkach na żywo (Shows en vivo), aż w finale wyłoni się zwycięzca, który zyska tytuł – w naszym przypadku – La Voz Argentina. Im bliżej finału, tym mniej do powiedzenia mają jurorzy, których rolę, jak to w komercyjnym widowisku, przejmują widzowie, głosujący za pomocą sms-ów.

Skoro już wiecie, jakie pobudki mogą skłonić osobę uczącą się języka obcego do skierowania zainteresowania w stronę talent show i z grubsza poznaliście formułę, na jakiej opiera się program będący naszym dzisiejszym bohaterem, czas na kilka konkretów: jakie korzyści odniosłam, poświęcając kilkadziesiąt godzin mojego życia na oglądanie La Voz Argentina? Pozwolę sobie upchnąć owe korzyści do trzech odrębnych kategorii i dla porządku przymknąć oko na to, że kategorie te miejscami muszą na siebie zachodzić.

1. Język.

Uczestnicy La Voz pod względem pochodzenia, wykształcenia, inteligencji, sytuacji życiowej, cech fizycznych, stanowili cały przekrój społeczeństwa. Program spełnił więc moje podstawowe wymaganie, o którym wspomniałam na początku, mianowicie pozwolił mi posłuchać żywego języka w całym swym bogactwie i zróżnicowaniu. Wbrew początkowym obawom, bardzo szybko przyzwyczaiłam się do brzmienia argentyńskiego rioplatense, z jego charakterystyczną wymową głoski ll/y (dźwięk podobny do naszego sz, czasem ż) i częstym „zjadaniem" s albo zamienianiem go w j (czyli, po naszemu, w głoskę h). Tak czy inaczej, zrozumienie kilkorga z uczestników, przeważnie mieszkańców wsi i małych miasteczek, przysporzyło mi nieco problemów.

To, co uderzyło mnie szczególnie podczas przysłuchiwania się mowie Argentyńczyków, to wszechobecna włoska intonacja. Teoretycznie wiedziałam o silnych wpływach Włochów i ich języka w tym kraju, ale słuchanie hiszpańskich fraz wymawianych z włoskim zaśpiewem było doświadczeniem naprawdę ciekawym. Kogoś przyzwyczajonego do bardziej popularnych dialektów hiszpańskiego, mogłaby też zdziwić forma vos, używana dla 2. osoby l. poj (pisałam o niej tu). Tak się mówi w Argentynie. Usłyszymy więc: cantás muy bien, tenés una voz maravillosa, sos un genio, …

2. (Pop)kultura

La Voz Argentina, jako typowe talent show, ma podstawową zaletę tego typu programów: daje możliwość poznania artystów, na których wychowywały się pokolenia Argentyńczyków i usłyszenia piosenek, które zna każde dziecko w tym kraju. Z czwórki jurorów, trójka to gwiazdy argentyńskiej muzyki popularnej: śpiewająca folk, pełna cudownej energii Soledad Pastorutti, znana też jako La Sole, dziwaczny i sympatyczny elektropopowy duet Miranda! oraz popowy piosenkarz Axel. Ten ostatni, zarówno stylistyką (muzyczną i wizualną), jak też sposobem bycia, do złudzenia przypominał mi naszego Piaska, który nb. był jurorem w polskiej edycji programu. Z ciekawości przejrzałam fragmenty z kilku innych krajów, żeby sprawdzić, czy ten „Piasek" to taki standardowy element formuły, ale okazało się, że nie.

Oczywiście uczestnicy, poza utworami rodzimych wykonawców, chętnie sięgali po piosenki popularne w całej Ameryce Łacińskiej, a często również po światowe przeboje. Co najmniej 1/3 całego repertuaru śpiewali po angielsku. Do tego wątku wrócę za chwilę, a tymczasem zaprezentuję Wam samą esencję argentyńskości. La arenosa w oryginale wykonywana była przez legendę argentyńskiego folku, Mercedes Sosę. Tu – w interpretacji jednego z uczestników La voz, Mario Suareza, należącego do drużyny La Sole:

3. Ludzie

Wydawałoby się, że ujednolicona formuła programu The Voice / La Voz nie pozostawi widzowi wiele miejsca na obserwacje natury socjologicznej. Nic bardziej mylnego. Wystarczy obejrzeć fragmenty odcinków z kilku krajów, żeby zorientować się, jak bardzo – mimo formalnych podobieństw – różni się La Voz Argentina od La Voz Perú czy oryginalnego holenderskiego The Voice. Poza tym w programie, jak już wcześniej wspomniałam, biorą udział ludzie zróżnicowani pod każdym niemal względem, których łączy jedynie pasja i zdolności muzyczne. Mamy więc przekrój całego społeczeństwa.

Jaki zatem obraz społeczeństwa argentyńskiego wyłania się z programu? Jeśli miałabym opisać w kilku słowach rzeczy, które rzuciły mi się w oczy, byłyby to: wszechobecna otyłość, jeszcze bardziej wszechobecne włoskie nazwiska, otwartość na świat, dobra znajomość angielskiego, bezpośredniość w kontaktach, zamiłowanie do kuchni włoskiej. Przegląd różnych statystyk i lektura notek encyklopedycznych w dużej mierze poparły moje obserwacje. W kraju, do którego tak licznie przybywali włoscy imigranci i w którym obecnie blisko połowa mieszkańców ma włoskich przodków, nie może dziwić fakt, że co trzecia osoba nazywa się Battaglia, di Paolo, Mazzitelli czy Pastorutti, a co piąta okazuje się kucharzem specjalizującym się w pizzy i daniach z makaronu… W przypadku pozostałych wymienionych zjawisk (zarówno tych pozytywnych, jak i negatywnych) ich przyczyny doszukiwałabym się w rosnącym standardzie życia, a co za tym idzie, coraz większym dostępie do nowych technologii.

Zgodnie z wcześniejszą zapowiedzią, na chwilę zatrzymam się przy wątku stosunku uczestników La Voz Argentina do języka angielskiego. Słyszeliście na pewno o tym, że mieszkańcy krajów Ameryki Łacińskiej raczej niechętnie uczą się tego języka. Na ich tle Argentyna, z wysokim english proficiency index, jest wyjątkiem. W jaki sposób fakt ten odzwierciedlał się w programie? Duża część uczestników nie bała się śpiewać po angielsku. Szacuję, że ok. 1/3 utworów była wykonywana w tym języku (co dla mnie przeważnie oznaczało bodziec do przewinięcia dalej,  bo przeboje Madonny czy The Beatles były akurat ostatnią rzeczą, jakiej szukałam w programie). Zdarzały się oczywiście osoby, które zarzekały się, że będą śpiewać wyłącznie en castellano, a wyznaczenie im piosenki po angielsku traktowały jako dopust boży, ale stanowiły raczej wyjątek niż regułę.

I wszystko byłoby świetnie, gdyby nie niepokojące spostrzeżenie, że angielski zdaje się powoli wkradać do codziennej mowy Argentyńczyków. Jeszcze jakoś bym zniosła to, że Odcinki na żywo nazwano Shows en vivo (dla porównania, w La Voz PerúConciertos en vivo). Nie podobało mi się jednak, że na trenerów mówiono los coach zamiast los entrenadores, a najlepszym sposobem pochwalenia czyjegoś wyglądu były słowa: me encanta tu look

——————————–

Argentyńczycy nie byli tak nienasyceni w wyszukiwaniu muzycznych talentów jak choćby nasi rodacy i jak dotąd, zadowolili się jedną edycją La Voz. Dzięki temu program, który oglądałam, miał w sobie pewną świeżość i energię, widać było i czuć prawdziwe emocje. (Dla porównania, La Voz México, dostępna na YouTube w V edycji, jest dla mnie nieoglądalna). Byłabym jednak daleka od prawdy twierdząc, że w La Voz Argentina uniknięto charakterystycznego dla tego typu produkcji grania na uczuciach widza. W miarę zbliżania się do finału coraz bardziej koncentrowano się na prywatnym życiu uczestników, na zasadzie: im więcej dramatów, tym lepiej. Było więc spotkanie rodzinne po latach rozłąki, byli młodzi chłopcy, którzy w pocie czoła wytrwale pracowali, aby utrzymać rodzinę, była chora na raka matka, która zalewała się łzami widząc syna na scenie. Cóż, igrzyska rządzą się własnymi prawami. Ale zachowując odrobinę dystansu i kierując uwagę na rzeczy istotne, można się przekonać, że taki talent show to prawdziwa skarbnica wiedzy o kraju, jego mieszkańcach i ich języku.

 

 

Zobacz także:

Urugwajskie głosy
Meksykanie i ich język: prawdy, półprawdy, ćwierćprawdy i słówka-jokery
Hiszpańskie filmy, które łatwo przeoczyć
Jak oglądać telenowele i nie zwariować

Hiszpański na marginesach

 

 

 

 

13 komentarze na temat “Dlaczego warto oglądać obcojęzyczne „talent shows"

  1. Miałem dziś emocjonujący dzień. Szukałem na YouTube różnych wykonań jednej z moich ulubionych peruwiańskich piosenek, „Ojos azules", znam na pamięć. Patrzę i w podpowiedziach widzę wystąpnienie z La voz del Perú; tacy telewizyjni śpiewacy śpiewają marnie, ale pisała o tym programie Adriana na Woofli, więc klikam sprawdzić…: https://www.youtube.com/watch?v=jAHObFKQvk8

    Wychodzi na scenę młody chłopaczek. Rzuca oklepany frazes, że „powiadają, że ludzie, którzy nie pamiętają skąd pochodzą, nie wiedzą dokąd idą", w połowie zdania się zająkawszy. Wrażenie: fatalne… Zaczyna śpiewać.

    Idzie pierwsza zwrotka. No, myślę sobie, śpiewa całkiem nieźle. Co mi się w dodatku podoba słowa się zgadzają i to w mojej ulubionej wersji. 🙂

    Zaczyna drugą zwrotkę. Nie!!! Co On wyspiewuje!!! Zdjąć Go ze sceny!!! To nie te słowa… Żadno ¡Adiós, pueblo Ayacucho! Owszem, obiła mi się i taka wersja o uszy gdzieś na YouTube i myślę sobie, że wielu Peruwiańczykom się podoba. To jest jednak piosenka o pożegnaniu kochającej osoby, która dwa-trzy dni temu obiecywała być razem na zawsze, a już dziś odchodzi… Nie o pożegnaniu z Ayacucho (niezależnie od tego, jak bardzo z Ayacucho sympatyzuję)! A w kolejnej zwrotce, mam, ja kto się utożsamam ze śpiewakiem, pić truciznę i umierać! A teraz ten chłopaczek robi jakąś wstawkę słowa „perla" zakończonego trzema sufiksami keczuańskimi…: „perlaschallay" = „Ach, moja perełko", i mi się nie podoba. I śpiewa, że sobie idzie… A potem jakieś trochę niejasne w odczycie słowa dodaje… Nie podoba mi się! Śpiewa jednak dobrze, nie myślę, tego wyłączyć… Gdybym tylko nie wiedział, że w piosence „ma" być inaczej, nawet podobało by mi się. Pokazują, jak trenerów już rozrywa, postukują palcami… Czuję, że jestem wewnętrznie rozerwany, ale pochłonięty.

    Trzecia zwrotka. S Z O K! Powypadkowy! Muszę mieć minę, jakbym umarł. Słyszę „¡Paqarinmi ripuchkani!" („Jutro idę!"); wymówione dokładnie w dialekcie ayacuchano! Języku chanka! Najpiękniejszym języku południowej gałęzi rodziny keczuańskiej!!! Dodaje kilka dodatkowych słów… Wcześniejsza wstawka nie brzmi już dziwnie. Dodaję, że odejdzie już po nocy…, w keczua! Widownia wpada we wrzask! Gościówka z trenerów zaczyna klaskać! A je słucham z kamienną twarzą nieboszczyka z japońskiego horroru… Nie poczułbym, jakby we mnie wbijać szpilki. Przejściem na keczua zaskoczył wszytkich.

    Czwarta zwrotka. Śpiewa wciąż w keczua kolejne coraz słowa; z samego Ayacucho! Czyściutko! Przed Peru i moim usłupieniem. I powtarza, wszystko w keczua…

    Kończy przyśpiewując po kastylijsku „bo duszę tylko leczy muzyka peruwiańska!" Znów mierny tekst… :-/ Zamierzał mnie wzruszyć? Od początku na zmianę mnie zachwyca i żenuje. Ludzie jednak wrzeszczą.

    Czemu nie śpiewał tak fajnie od początku? Czemu na zmianę mnie zachwyca i żenuje? Wypowiadają się trenerzy, o tym jak jego muzyka dotknęła ich duszy itd., zachwyceni, wzruszeni. Ostatni, najgorszy z trenerów prosi jedynie o pozdrowienie dla ludzi w keczua. Co na to Daniel Lazo? Mówi w keczua „śpiewajmy nie płacząc".

    Daniel Lazo wygrał La Voz del Perú. Śpiewa dobrze. Wygrał jednak za śpiew, czy za emocje?

    1. WOW! 🙂 Dziękuję za tak obszerny, a przede wszystkim bardzo ciekawy komentarz. A przy okazji dowód na to, co chciałam przekazać w tekście: że nawet z takich, powiedzmy sobie szczerze, średnio ambitnych programów, można wyciągnąć sporo, jeśli się wie, czego się szuka.

      Oglądając La Voz Argentina, często miałam podobne odczucia do Twoich: zachwyt na przemian z zażenowaniem. Taka chyba jest uroda tych programów 🙂

      Ciekawa jestem, którego z trenerów uważasz za najgorszego i dlaczego. Chodzi o Pumę Rodrigueza? 🙂 Nie wiem czy wiesz, ale on obskoczył co najmniej dwie La Voz, jeśli nie więcej. W LVA też był, stąd go znam. Fakt, muzycznie zupełnie nie jest z mojej bajki, do tego ta ponaciągana twarz… Podstarzały amant, który grał kiedyś w arcynudnych telenowelach. Ale w jakiś sposób go polubiłam, chyba podoba mi się jego głos, kiedy mówi.

      A może chodziło Ci o któregoś z tych młodszych trenerów? Przyznam, że nawet ich specjalnie nie zapamiętałam po tych kilku odcinkach LVP, które obejrzałam.

      1. Ciekawa jestem, którego z trenerów uważasz za najgorszego i dlaczego. Chodzi o Pumę Rodrigueza? 🙂 Nie wiem czy wiesz, ale on obskoczył co najmniej dwie La Voz, jeśli nie więcej. W LVA też był, stąd go znam. Fakt, muzycznie zupełnie nie jest z mojej bajki, do tego ta ponaciągana twarz… Podstarzały amant, który grał kiedyś w arcynudnych telenowelach. Ale w jakiś sposób go polubiłam, chyba podoba mi się jego głos, kiedy mówi.

        A może chodziło Ci o któregoś z tych młodszych trenerów? Przyznam, że nawet ich specjalnie nie zapamiętałam po tych kilku odcinkach LVP, które obejrzałam.

        Puma jest wedle mojego wrażenia najlepszym z nich wszystkich! Mówi tak fajnie, powoli, dobierając piękne słowa i mówi do tego z sensem. Piszesz, że to postarzały amant o ponaciąganej twarzy – to jest właśnie w nim fajne! W momencie wzbudza moją sympatię; bo romantykiem jest być pięknie, ale będąc przy tym męskim, a nie lalusiem o zniewieściałej twarzyczce i smarkach w nosie. Negatywne wrażenie wzbudzili we mnie trzej pozostali trenerzy, którzy nie mieli już wielu sensownych, lub chociaż pięknych słów do powiedzenia. Kobieta, która się wypowiadała w drugiej kolejności jest hiper irytująca. Trzeci był umiarkowany. Najgorszy był ten czwarty! Powiedział, że nie będzie mówił, bo wszystko jest już powiedziane i tylko chce, by wysłać pozdrowienie do ludzi w keczua. To było głupie!

        Również trenerzy wzbudzili we mnie naprzemienny super zachwyt i super zażenowanie. Przy czym Puma reprezentował najwyższy zachwyt. Nie widziałem żadnego występu poza tym jednym, o którym tu piszę (i poza występem, z Twojego artykułu, który akurat do mnie nie przemówił).

      2. Widzisz, o ile jurorów z LVA polubiłam wszystkich już po pierwszym obejrzanym odcinku, tak z LVP kojarzę i lubię tylko Pumę. Tak się zastanawiałam, kogo bym wybrała, gdybym uczestniczyła w LVA i chyba właśnie skłoniłabym się ku Pumie, ewentualnie Axelowi, bo obaj byli sympatyczni, spokojni i rzeczowo uzasadniali własne decyzje. La Sole fajnie się ogląda i słucha, jej radość jest zaraźliwa, ale myślę, że w codziennym kontakcie może zamęczyć. Poza tym Sole to chyba trochę takie wyrośnięte beztroskie rozpieszczone dziecko, do którego należy świat. Z kolei ci dwoje z Mirandy są za bardzo odjechani w stronę, która niekoniecznie na dłuższą metę mi by odpowiadała. A ich decyzje były dla mnie zupełnie nieprzewidywalne i często od czapy.

        To śmieszne w sumie, bo po polsku nie wytrzymałabym chyba większej liczby odcinków tego typu programu, a wersja argentyńska naprawdę mnie wciągnęła i na swój sposób zżyłam się z trenerami i uczestnikami 🙂

      3. Użyteczność takich programów w nauce języka obcego jest dla mnie oczywista. Niemniej wciąż patrzę z jakimś niedowierzaniem… Ja po polsku nie zdołałbym obejrzeć ani jednego odcinka takiego programu. Nie chcę się zarzekać, bo ciężko mi to już stwiedzić, ale szczerze nie pamiętam, bym w moim życiu obejrzał jeden pełny odcinek czegoś w tym stylu (The voice of Poland, Big Brother, albo ci co byli na wyspie na Pacyfiku itp.). Pewnie też dlatego po hiszpańsku nigdy nie spróbowałem. Mój program kastylijski na najbliższe pół roku jest przeładowany książkami i rzeczami do oglądania, więc też prawdopodobnie nie będę próbował La voz Colombia (zdaje się, że bez „de"). 😛 Choć w Kolumbii mają najlepszą muzykę na świecie.

      4. PS. Cytat z Wikipedii:

        La Voz Colombia es un formato televisivo de talento musical, originario en Países Bajos y se ha convertido en un fenómeno mundial el cual se ha estrenado en más de cincuenta países del Continente Americano.

        Ile państw liczy Kontynent Amerykański?

      5. Zerknijmy też na odpowiednik w wersji angielskiej (https://en.wikipedia.org/wiki/La_Voz_Colombia):

        La Voz Colombia (Spanish for The Voice Colombia) is a television format of musical talent, originating Netherlands and has become a worldwide phenomenon which has been released in more than fifty countries American continent.

        Te zdania są swoimi kalkami… Z tym, że w wersji angielskiej brakuje jakiegoś słówka przed „American continent".

        Sorry za offtopowanie. 😀

      6. 50 państw. CONCACAF zrzesza 41 federacji, a CONMEBOL – 10. Przy (dużej) dozie dobrej woli i chęci do naciągania definicji „kraju" tak, by obejmowała i terytoria zależne różnej maści (Puerto Rico np. funkcjonalnie *jest* odrębnym krajem hiszpańskojęzycznym), da się zrobić.

      7. W Ameryce Środkowej nie było ani jednej edycji, na Karaibach nie było ani jednej edycji, podobnie jak w wielu państwach Ameryki Południowej nie było żadnej edycji tego programu. Nie wyjdzie 50… Zdaje się, że wychodzi ledwo 8 państw obu Ameryk:
        – Kanada
        – USA
        – Meksyk
        – Kolumbia
        – Peru
        – Brazylia
        – Chile
        – Argentyna
        To nie jest „ponad 50", tylko 8, a jeszcze w tym roku dojdzie Ekwador, czyli będzie 9.

      8. @YPP, nie bronię autorów wikipedii, jest dla mnie oczywiste, że mają b. swobodny stosunek do zgodności słów z rzeczywistością. Ale pomyślałem, że może te „50 państw amerykańskich" funkcjonuje jako klisza, którą powtarza się bez zastanowienia, a której pozory wiarygodności daje istnienie ponad 30 bytów terytorialnych na Karaibach.

  2. Dobra dobra, a co powiesz na temat rozwijania języka obcego u osób niesłyszących, które noszą aparaty słuchowe, ale nie rozumieją co mówią w telewizji? Jak mogą rozwijać swój język?

    1. Nie mam pojęcia, szczerze mówiąc. I nie wiem, dlaczego akurat ja miałabym odpowiadać na takie pytanie. Dla mnie uczenie się języka obcego to przede wszystkim słuchanie. Chętnie dowiem się, jak to funkcjonuje w przypadku osób, które mają problemy ze słuchem.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Teraz masz możliwość komentowania za pomocą swojego profilu na Facebooku.
ZALOGUJ SIĘ