Garść informacji na temat akcentu

wymowaGdy zaczynamy naukę, języka prędzej czy później musimy się zmierzyć ze smutną prawdą, że niestety nasz akcent odbiega dość znacznie od tego, który prezentują native speakerzy. Ale spokojnie – nie oznacza to wcale, że jesteśmy skazani na niepowodzenie i już nie mamy szans – wręcz przeciwnie – akcent nie jest czymś stałym. Artykuł oparłam na najbardziej rozpowszechnionym akcencie języka angielskiego –  brytyjskim, ponieważ najwięcej z Was ma z nim styczność. Z tego tekstu dowiecie się, jak pracować nad swoim akcentem, co zrobić, by go definitywnie zmienić oraz jakie angielskie słowa sprawiają trudności osobom, które uczą się angielskiego jako L2. Zaczynamy!

Co nazywamy akcentem? Jest to sposób, w jaki brzmimy, gdy produkujemy dźwięki. Akcent towarzyszy nam zawsze, po prostu nie da się mówić bez akcentu. Skoro jesteśmy na niego skazani, to jak sobie z nim poradzić, gdy przeszkadza nam w nauce L2? Bazujemy na angielskim, więc wyobraźcie sobie Hindusa mówiącego po angielsku – coś Wam się nasuwa na myśl? Azjaci z zasady zupełnie inaczej rozróżniają dźwięki, więc produkcja języka mówionego w ich wykonaniu czasem wydaje się dość dziwna. Absolutnie nie chcę nikogo obrażać ani wyśmiewać – chcę tylko powiedzieć, że każdy akcent jest specyficzny. Oczywiście dużo łatwiej by było, gdyby w każdym języku istniały te same reguły fonetyczne i podobne dźwięki, wtedy nie mówilibyśmy już o silnym akcencie, ale za to wszyscy brzmieliby tak samo. Akcent podczas nauki L2 wynika z faktu, że każdy język ma pewien zestaw dźwięków, które wykorzystuje do budowy słów. Dźwięki te w różnych językach nie pokrywają się ze sobą: bywa, że albo są podobne, albo nie istnieją w naszym języku ojczystym – opcji jest bardzo dużo. Niemniej jednak główny problem polega nie na samym występowaniu tych dźwięków, ale na naszej pracy, którą wkładamy w ich produkcję. To od realizacji dźwięków zależy, z jakim akcentem mówimy.

Tutaj warto lepiej  przyjrzeć się tym różnicom językowym. Powszechnie znany fakt – w japońskim nie ma rozróżnienia pomiędzy dźwiękami l i r – więc wyobraźmy sobie, ile nauki i pracy musi włożyć mieszkaniec Kraju Kwitnącej Wiśni, żeby usłyszeć różnicę pomiędzy słowami light i right. Z kolei w języku francuskim nie istnieje krótkie i, które występuje w angielskim słowie ship. Dlatego też rozróżnianie słów typu ship i sheep przychodzi Francuzom bardzo ciężko. Co więc słyszy Francuz w zdaniu I took a ship to the island? – "zabrałem owcę na wyspę" lub "popłynąłem (statkiem) na wyspę". Wystarczy inaczej wypowiedzieć jedno słowo, a zmieniamy sens całego zdania.

Kolejny ważna rzecz  – speakers are lazy. Myślę, że każdy z tym się zgadza – mówimy szybko, skracamy, maksymalnie upraszczamy po to, żeby było nam łatwiej. Dlatego też, nawet gdy uczymy się angielskiego, to z tym naszym akcentem bywa różnie. Czasem uważamy, że "słówka i parę czasów" wystarczą, by mówić; nie zastanawiamy się jednak nad tym, jak brzmimy – ważne, że w ogóle się odzywamy 😉 Oczywiście nie jest to regułą. Nie uważacie jednak, że zbyt mały nacisk kładzie się na pracę nad akcentem? Moim zdaniem w naszym kraju niestety wciąż to kuleje, przede wszystkim w szkolnictwie.

Wracając do akcentu – jeśli chodzi o angielski, przeważnie dążymy do standardu RP. Received Pronounciation (czy też BBC English) jest uważane za odmianę bardzo prestiżową i kojarzone jest z angielskim oksfordzkim. Chyba najlepszym przykładem osoby mówiącej RP English jest Sir David Attenborough, który ma rewelacyjny głos, możecie go posłuchać w tym miejscu. Polecam do tego jeszcze jeden link: jeżeli klikniecie tutaj, macie okazję porównać sobie akcent amerykański i brytyjski.
Jednak pozostaje pytanie – jak mówić tak jak Sir David? Tutaj można powiedzieć tylko, że practice makes perfect. Poniżej prezentuję Wam kilka sposobów na to, jak polepszyć swoją wymowę – są to uniwersalne rady, dla każdego języka.

  1. Pokochaj audio!
    Osłuchanie się z językiem jest kluczem do nabycia dobrego akcentu. Samo słuchanie nie wystarczy, trzeba się starać imitować dźwięki po to, by zbliżyć się jak najbardziej do akcentu native’a – filmy bez dubbingu i napisów, audiobooki, podcasty, radio – słowem wszystkie chwyty dozwolone.
  2. Naśladuj.
    Kiedy już usłyszysz dźwięk, staraj się go powtórzyć, zachowując oryginalny akcent i melodię zdania. Początki mogą być trudne, ale nie zniechęcaj się – to naprawdę bardzo pomaga.
  3. Nagraj się.
    To chyba najważniejsza rzecz – jeżeli mówimy zdanie w obcym języku prawie zawsze wydaje nam się, że dobrze akcentujemy. Wystarczy się nagrać i nagle okazuje się, że usłyszymy zupełnie inny (obcy ;)) głos, który brzmi dziwnie. O wiele lepiej jest przesłuchać swoje własne nagranie i porównać je na przykład z fragmentem audiobooka, żeby dostrzec swoje ewentualne błędy lub niedociągnięcia – naprawdę polecam!
  4. Mów!
    Nic tak nie przybliża nas do biegłości językowej jak właśnie rozmowa. Ćwicz konwersacje jak najczęściej, staraj się rozmawiać z osobami, dla których dany język jest również L2, skup się na ich akcencie i porównuj go z oryginałem. Zwróć uwagę, jak inne osoby realizują trudne dla Ciebie dźwięki i jaki to ma wpływ na odbiór ich wypowiedzi.
  5. Myśl w L2.
    Ogromnym błędem uczących się języka obcego jest to, że nie starają się myśleć w języku obcym. Jak to działa? Taka osoba układa sobie w głowie zdanie, które po polsku brzmi świetnie i stylistycznie powala na kolana – strofa w stylu „Pana Tadeusza” – i zaczyna się orka. Tłumaczy sobie słowo po słowie, d o s ł o w n i e, bez żadnego zastanowienia, czy taki wyraz ma zastosowanie w języku obcym w tym konkretnym kontekście. To nigdy nie wychodzi dobrze, stąd gorąca prośba – myślmy w L2 – mniejszy wysiłek, a zyskujemy o wiele więcej.
  6. Powtarzaj i zapamiętuj.
    Niestety słowa mają tendencję do ulatywania z pamięci, a szkoda by było wszystkiego zapomnieć. Staraj się, ucząc się nowych słówek, zwracać uwagę na ich poprawną wymowę i ćwiczyć ją, a potem powtarzać. To bardzo ważny element pracy z językiem, nie wolno go pomijać.
  7. Metoda indywidualności.
    Tutaj tak naprawdę chcę zwrócić uwagę na to, że za każdym razem należy sprawdzać wymowę słówka. Przykład z angielskiego – skoro znamy słowo table, to jak przeczytamy comfortable? Niestety kierując się analogią, popełnić możemy klasyczny błąd. Czyli każde słówko ma swoją unikatową wymowę i tego się trzymamy.

Angielska fonetyka to rzecz dość złożona, pełna zasad i wyjątków, ale naprawdę warto się chwilę zastanowić nad tym, jak mówimy i dlaczego akurat tak. Poniżej dołączam listę słów, które najczęściej wypowiadamy błędnie (lub inaczej niż powinniśmy).

  • Zaczynamy od wiewiórki – squirrel – głoska r średnio nam tutaj wychodzi.
  • Podobnie jest ze słowem rural – sekwencja spółgłoska-samogłoska-spółgłoska nas tu pokonują.
  • I ważne słowo – often – wymawia się bez głoski /t/ w środku.
  • Podobnie ze słowem climb – końcowe /b/ jest nieme.
  • Moje ulubione to słowo pojazd – vehicle – też mamy z tym trudności.

Bez względu na to, czy podczas nauki angielskiego wybieramy odmianę brytyjską czy amerykańską, ważne jest, by co chwilę tego nie zmieniać, tylko systematycznie doskonalić wybrany akcent. Mieszanie akcentów w wypowiedzi brzmi dość dziwacznie.

Niezależnie od tego, jakiego języka się aktualnie uczycie, zawsze starajcie się zwracać uwagę na wymowę i reguły fonetyczne. Bez tego ciężko będzie Wam osiągnąć biegłość na miarę C2.

43 komentarze na temat “Garść informacji na temat akcentu

  1. Poruszyłaś temat dość bliski memu sercu. 🙂 Odnoszę jednak wrażenie, że bardziej niż na akcencie, skupiasz się na wymowie głosek.

    Chyba najlepszym przykładem osoby mówiącej RP English jest Sir David Attenborough, który ma rewelacyjny głos, możecie go posłuchać w tym miejscu. Polecam do tego jeszcze jeden link: jeżeli klikniecie tutaj, macie okazję porównać sobie akcent amerykański i brytyjski.

    Brakuje linków w tekście…

    Ćwicz konwersacje jak najczęściej, staraj się rozmawiać z osobami, dla których dany język jest również L2, skup się na ich akcencie i porównuj go z oryginałem.

    Bardzo zagadkowa rada. Tzn. ucząc się angielskiego mam słuchać, jak go wymawia Ekwadorczyk, a ucząc się hiszpańskiego mam słuchać, jak go wymawia Kenijczyk? Nie skorzystam z tej rady.
    Podobnie, lepiej nie słuchać zbyt dużo swojego własnego marnego akcentu na nagraniach, a zamiast tego słuchać maksymalnie dużo rodzimych użytkowników języka, czyli wzorca. Podczas rozmowy należy zwyczajnie włożyć pewne minimum dbałości.
    Długie i staranne osłuchiwanie się z akcentem rodzimych użykowników plus tzw. minimum dbałości w rozmowie dadzą efekty. Słuchanie samego siebie i jeszcze gorzej, słuchanie jak mówi po hiszpańsku Kenijczyk, to TRAGEDIA. Od czego jednak musimy wyjść? Od WIEDZY. Lepiej niż tylko słuchać, jest wiedzieć co się "powinno usłyszeć", np. wiedzieć w teorii czym charakteryzyje się wymowa, lub intonacja w danym regionie, że tutaj wymawia się X głoskę w danej pozycji tak, a 100 kilometrów na północ wymawia się ją inaczej. Tak więc:
    (1) Wiedza teoretyczna z zakresu wymowy.
    (2) Osłuchanie konkretnie z rodzimymi użytkownikami języka.
    (3) Dbałość w rozmowie. Jeśli mam (1) dobrą wiedzę teoretyczną i (2) porządne osłuchanie praktyczne, to wystarczy wola, by zaskoczyć samego siebie doskonałym akcentem.
    Mam nadzieję, że nie będziesz mieć mi za złe linkowanie do własnego tekstu: https://idiomasymundo.wordpress.com/2015/06/08/un-metodo-para-estudiar-la-entonacion/
    Tutaj pokazuję jak wyciągnąć wiedzę (punkt 1) z nagrania dowolnego dialektu (który może być w interencie nieopisany) w połączeniu właśnie z doskonałym osłuchiwaniem się (punkt 2) podczas czynności wyciągania tej wiedzy.

    1. Witaj @YPP,

      Jeśli o mnie chodzi to każdy kontakt z nowym językiem rozpoczynam właśnie od fonetyki i nauki wymowy, staram się jak najbardziej skupić na dźwiękach i próbuję je naśladować. Dlatego też to samo polecam innym.
      Co do Twojej uwagi o konwersacjach, to zupełnie nie chodzi tutaj o słuchanie Japończyka produkującego się po angielsku po to by go naśladować itd. W tej kwestii istotne jest to jaki ta osoba prezentuje akcent i porównywanie go z oryginałem.Czyli w skrócie prezentuje się to tak :
      1.etap – zaznajomienie z poprawną wymową np. słowa ‚butter’
      2.etap – rozmowa z osobą w L2
      3.etap – słuchanie jak dana osoba akcentuje konkretne słowo
      4.etap – porównanie realizacji dźwięku tej osoby z oryginałem
      5.etap – nasza realizacja danego słowa i teraz porównujemy to i z oryginałem i z naszym rozmówcą i tutaj otrzymujemy wymierny efekt – możemy sami ustalić jak dobrze opanowaliśmy wymowę tego słowa itd.

      Tak, dużo o wymowie i fonetyce, bo cóż… Na akcent przecież się pracuje, a najlepsza metoda to metoda małych kroków.

      A hiperłącze już dodaję.

      Dzięki za linka!

      1. Wiem, że nie chodzi o naśladowanie Japończyka po angielsku, a porównanianie go z Anglikiem, pytanie jednak brzmi po co…

        (1) Obawiam się, że jest to wysoce szkodliwe. Otóż nasza intonacja przybliża się do tego, czego słuchamy. Dlatego lepiej słuchać WYŁĄCZNIE rodzimych użytkowników, jeśli sami chcemy brzmieć dobrze.

        Podam przykład: przez kilka ostatnich nocy oglądałem ekwadorski serial komediowy 3 familias, w którym są trzy rodziny reprezentujące trzy warstwy społeczne, bardzo niską, średnią i bardzo wysoką, każda z których ma wystylizowany język. Stąd jest 6 aktorów pierwszoplanowych: 3 kobiety i 3 mężczyzn, plus iluś aktorów drugoplanowych. O ile w tej komediowej stylizacji język bohaterów warstwy średniej zdaje mi się normalny, a język aktorów warstwy niskiej jest po fajny (i ta rodzina mi się najbardziej spodobała), to komediowa intonacja aktorki z warstwy super wysokiej jest kretyńska. Po kilku dniach oglądania serialu stwierdzam z przykrością, że tym, co mi się w połowie w nocy śni, oraz głosy, które spontanicznie słyszę w mojej głowie na jawie, są w połowie właśnie w tej kretyńskiej intonacji jednej tylko aktorki, z której mają się śmiać Ekwadorczycy, mimo, że jej wypowiedzi stanowiły tylko szóstą, a nie drugą część całości wypowiedzi w serialu. Mój umysł wychwytuje nowości, różnice. Dziś w nocy zaczynam leczenie długotrwałą porządną dawką ZDROWEGO akcentu. 🙂 Pomysł słuchania Japończyka brzmi jak zbrodnia.

        (2) Dlatego też skoro mój umysł wychwytuje kontrasty, to zamiast słuchać jak wymawia po angielsku Japończyk, wolałbym posłuchać wymowę z dziesięciu regionów Wielkiej Brytanii i ją porównywać między sobą. Przynajmniej będzie mi huczał w głowie dobry angielski brytyjski, nie angielski japoński. Jeśli nauczę się dobrze angielskiego słuchając Brytyjczyków, to Japończyka mówiącego po angielsku też zrozumiem, a jeśli nie zrozumiem, to już wina Japończyka, że tak tragicznie wymawia… Jestem za tym, by się osłuchiwać ze zróżnicowaną wymową, ale wymową wyłącznie rodzimą i nigdy obcą. Już nawet kretyńska wymowa aktorki z serialu komediowego, choć celowo zdziwaczał, to jednak nadal rodzima jest i warto jest wiedzieć, z czego się lokalni śmieją – tego nie powiemy o wymowie Japończyka, która jest zwyczajnie niepoprawna…

        OK. Od tej zasady "nigdy obcą" mogą być rzadkie wyjątki na obszarach dwujęzycznych. O ile jest według mnie bardzo złym pomysłem słuchać jak mówi po hiszpańsku Japończyk, nie jest pomysłem złym posłuchać sobie kiedyś, jak mówią po hiszpańsku użytkownicy keczua, albo nahuatl.

  2. "I ważne słowo – often – wymawia się bez głoski /t/ w środku." No nie do końca… Wielokrotnie słyszałem z ust rodzimych użytkowników wymowę z "t". Ale żeby nie polegać jedynie na swoich własnych spostrzeżeniach (zmysły wszak nie są doskonałe): słownik Johna Wellsa (Longman Pronunciation Dictionary) podaje, że ok. 27 % Brytyjczyków i 22 % Amerykanów jednak tam to "t" wymawiają. Wariant wymowy z "t" można znaleźć też w Websterze, PWN-ce, słownikach Oxford University Press…

    I jeszcze jedno:

    "Ogromnym błędem uczących się języka obcego jest to, że nie starają się myśleć w języku obcym."

    Czy z Pani myśli naprawdę da się zrobić stuprocentowy wyciąg w postaci pliku .txt? Parę ładnych lat już mam codzienną styczność z językami, a ciągle jeszcze nie wiem, czym jest to mityczne "myślenie w języku obcym". Chodzi o to, żeby chodzić i, patrząc w sufit, sobie… dumać, tak?

  3. Na początek korekta:
    Co więc słyszy Francuz w zdaniu I took a ship to the island? – "zabrałem owcę na statek" lub "popłynąłem na wyspę". Wystarczy inaczej wypowiedzieć jedno słowo, a zmieniamy sens całego zdania.
    Powinno być "Zabrałem owcę na wyspę" a nie "Zabrałem owcę na statek".

    Wyznaję pogląd poparty badaniami, że przed rozpoczęciem mówienia trzeba się dobrze osłuchać, bo mózg musi się przyzwyczaić do obcych dźwięków. W przeciwnym razie nie będzie ich rozpoznawał, a co za tym idzie wychwytywanie własnych błędów będzie niemożliwe.

    Z akcentami nie jest tak prosto. W tej kwestii zgadzam się mniej więcej z Yana Para Puyu. Sam kontakt z dziwnymi akcentami bez prób nauczenia się ich prowadzi do ich stopniowego nabycia. Na przykład ja uczyłem się standardowej wymowy brytyjskiej, ale przez to, że kultura amerykańska jest bardziej rozpowszechniona, nabyłem zupełnie inny akcent. A wcale nie skupiałem się na jego opanowaniu. Skończyło się to tym, że potrafię jako tako imitować oba te akcenty. Zdarza mi się nawet je mieszać, ale się tym nie przejmuję. Przynajmniej mówię podobnie do rodzimych użytkowników danego języka, a nie jak część studentów po filologii, których wymowa pozostawia wiele do życzenia. Być może ich problemy wynikają z tego, że nasłuchali się zbyt wielu złych wzorców.

    Ponadto nie ma jednej poprawnej wymowy. Odmianę RP nazywa się nie bez powodu bezakcentową.Ta wersja angielskiego jest przeznaczona głównie dla osób, które obracają się w podobnym do siebie towarzystwie lub uczą się języka angielskiego. Ponadto ludzie częściej mówią różnymi dialektami niż tą oficjalną wersją. Już po krótkim pobycie człowiek zacząłby podłapywać rozmaite językowe wariacje, co paradoksalnie nie pozwoliłoby na zachowanie "wzorcowego" akcentu.

    1. Wyznaję pogląd poparty badaniami, że przed rozpoczęciem mówienia trzeba się dobrze osłuchać, bo mózg musi się przyzwyczaić do obcych dźwięków. W przeciwnym razie nie będzie ich rozpoznawał, a co za tym idzie wychwytywanie własnych błędów będzie niemożliwe.

      Zgadzam się!!! Jeśli nie jestem osłuchany i mój mózg nie zna intonacji danego języka, to co mogłaby mi dać próba wymawiania zdań na głos w tym języku? W efekcie osłuchiwałbym się z moim własnym polskim akcentem, popadłbym we frustrację i napisał gdzieś w internecie, że nie da się nauczyć akcentu w języku obcym mimo nauki przez wiele lat. Akcent trzeba sobie zakodować, słyszeć go w głowie we śnie i na jawie. Dopiero wówczas zadziwiająco proste okaże się ten akcent naśladować. Bez tego zaś próba naśladowania skazana jest na klęskę.

      1. Żeby nabyć akcent nieodróżnialny od native'a trzeba mieć talent, a to zależy od genów. I pytanie czy warto setki godzin poświęcać na naukę doskonałego akcentu, który pewnie i tak nie będzie doskonały, zamiast po prostu mieć akcent poprawny (w skali od 1 do 6 na 3+).

      2. To zalezy, jaki to jezyk, co chcesz w nim osiagnac, czy mieszkasz w danym kraju i czy planujesz ewentualnie dlugo tam mieszkac.

      3. To zalezy, jaki to jezyk, co chcesz w nim osiagnac, czy mieszkasz w danym kraju i czy planujesz ewentualnie dlugo tam mieszkac i czy oczywisci dobrze znasz dany jezyk. Jesli odpowiedz na ostatnie pytanie brzmi " nie", to nie ma w ogole o czym dyskutowac- po co Ci idealny akcent, jesli Twoja gramatyka zdradzi Cie po pierwszym zdaniu. Albo, jezeli w ogole nie zalezy Ci, by brzmiec jak nejtyw, lecz zeby sie tylko dogadac- po co bawic sie w zawilosci fonetyczno-prozodyczne. Jest jednak wiele sytuacji, gdy sie to przydaje, poza tym warto dazyc do jakiegos konkretnego , wymiernego celu. Poza tym satyswakcja, samorealizacja, ambicje- moze wystarczy?

  4. "Akcent" ma po polsku przynajmniej trzy znaczenia:
    1.Wyroznienie jednej z sylab w wyrazie, najczesciej poprzez mocniejsze jej wymowienie (ang. stress)
    2.Wymowa (pronounciation)- umiejetnosc wyartykuowania odpowiednich dzwiekow i wlasciwe poslugiwanie sie nimi.
    3.Drobne roznice w intonacji, melodii, dlugosci niektorych glosek zdradzajace czyjes pochodzenie lub przynajmniej, ze "nie jest stad". Sama wymowa oddzielnych slow moze byc bez zastrzezen.

    Z kontekstu powyzszego artykulu wynika,ze Marlenie chodzi o punky 2, czyli o fonetyke. Przyklady "comfortable", "often", "vehicle" to typowa dla angielskiego nieznajomosc wymowy (nie mylic z nieumiejetnoscia) danego slowa, "climb" to nieznajomosc zasad czytania (nieme m przed b ) i malo maja wspolnego nawet z fonetyka.
    Co do rad Autorki:
    1,2,6,7- to oczywiste.
    3- dobre, ale moze byc zbyt drastyczne, chyba lepiej sie nie dolowac i posluchac budujacych opinii nejtywow na temat swojego akcentu.
    4- tu, podobnie jak Yana Para Puyu, jestem w lekkim szoku! Jak musze sluchac Eskimosa w jezyku obcym to go wyslucham, ale zeby to robic celowo dla dobra swojej wymowy???- chyba tylko dla pokrzepienia serca…
    5. myslec w jezyku obcym- czyli co?- swiadomie rozmawiac w myslach w jezyku obcym, czy robic to spontanicznie? Bo jak to pierwsze- chyba duzo lepiej dla wymowy jest mowic na glos niz w myslach. A to drugie musi przyjsc samo, nie mamy na to wplywu.
    Ale nie tak wazne jest czy myslimy, czy mowimy do siebie, czy rozmawiamy z kims, najwazniejsze jest ciagle, bezustanne STARANIE SIE, by brzmiec jak nejtyw. I to od poczatku nauki, tak, zeby bardzo wysoki poziom osiagnac szybciej niz sie utrwali zla wymowe.
    Na temat wymowy i akcentu krazy taki mit, ze im dluzej ktos sie uczy jezyka, zwlaszcza mieszkajac w danym kraju, tym bardziej doskonali mu sie akcent, ktory po kilkunastu latach w koncu zrowna sie z miejscowym akcentem. Bajeczka! Bez ciaglego starania sie, treningu, nasladowania najtywow przy kazdym wypowiadanym slowie nic takiego NIGDY nie nastapi. A i bardzo sie przykladajac szanse nie sa zbyt duze.

    1. Ale, ale… Czy mógłby mi w końcu ktoś wytłumaczyć, co to właściwie znaczy "myśleć w języku obcym"? Tyle lat to już słyszę, a jak przypieram do muru, to nie ma komu wytłumaczyć.

      1. Oczywiście jest to skrót myślowy, gdyż językiem się nie myśli, a myśli są niezmienne niezależne od języka, w którym następnie się je wyrazi. Najpierw pojawia się w umyśle myśl, a potem ubierasz tę myśl w słowa w jakimś języku i tu otrzymujesz tyle możliwości, ile znasz języków. Jeśli swoje myśli ubierasz bezpośrednio w język obcy bez udziału jako pośrednika swojego języka ojczystego, "myślisz w języku obcym".

      2. PS. Naukę myślenia w języku obcym zacznij od czytania i słuchania w języku obcym z bezpośrednim przyjmowaniem treści w tym języku i bez jakiegokolwiek tłumaczenia jej sobie w umyśle na język polski.

        Poza tym, przy nauce słownictwa lepiej stosować też wyłącznie jednojęzyczne słowniki. Tłumaczenie słów uznaję za szkodliwe, choć na początkowym etapie jest ciężkie do uniknięcia.

      3. Moze ja sprobuje, choc nie jestem pewien, czy wszystkim o to samo chodzi.
        Chyba wiekszosc ludzi w duzej czesci mysli za pomoca slow- prowadzi w myslach dialogi, rozwaza cos przy pomocy slow, planuje slowami, np. piszac ten komentarz ulozyles go najpierw w glowie uzywajac slow. Wiekszosc z nas mysli w jezyku ojczystym, niektorzy jednak, przewaznie w srodowisku obcojezycznym, uzywajac jezyka obcego zaczynaja myslec w tym jezyku, co jest zjawiskiem raczej normalnym. Jednak wiele osob uwaza to za jakis magiczny fenomen- "juz mysle po angielsku, wiec stalem sie Anglikiem, to teraz moj jezyk ojczysty!!!" Niektorzy wrecz uwazaja, ze ich mozg w tajemniczy sposob przetwarza niedoskonaly jezyk, ktorego uzywali w nieskazitelne myslenie w danym jezyku, a potem wypuszcza jako bezbledna, plynna mowe. Prawda jest bardzo prozaiczna – myslenie w jezyku odbywa sie w takiej poprawnosci jaka mamy w mowieniu. W mozgu niczego nie przybywa i nic sie nie polepsza, jak ktos mowi jezykiem lamanym to i takim jezykiem mysli, ba, nawet to utrwala i efekt jest trudny do odwrocenia. A samo zjawisko to efekt dlugotrwalego uzywania danego jezyka, braku kontaktu z jezykiem ojczystym, a nie doskonalej znajomosci drugiego jezyka czy jakiejs magii.

      4. Chyba wiekszosc ludzi w duzej czesci mysli za pomoca slow- prowadzi w myslach dialogi, rozwaza cos przy pomocy slow, planuje slowami, np. piszac ten komentarz ulozyles go najpierw w glowie uzywajac slow.

        Wcale nie. Najpierw bezsłownie "poczułem", co chcę napisać. Potem to uczucie przeformułowałem na słowa języka polskiego.

        Czasem kosztuje mnie odrobinę wysiłku oddać słowami to, co myślę. Nie znaczy to, że słabo myślę, lub że nie wiem, co chcę powiedzieć. Jedynie szukam słów, jak najprecyzyjniej to oddać. Nie myślę słowami.

      5. Wlasciwie to nie wiem, jak mysla inni ludzie, ja przynajmniej w duzej czesci nmysle slowami.
        Bardzo zaskoczyles mnie Swoja definicja "myslenia w jezyku obcym", nigdy bym sie nie domyslil, ze moze o to chodzic. Dla mnie ubieranie mysli bezposrednio w jezyk obcy jest po prostu "mowieniem w jezyku obcym" w przeciwienstwie do np." mowienia po polsku obcymi slowami".

  5. Nie bardzo rozumiem, o co Marlenie chodzi w punkcie 5. Jesli o to, zeby nie kalkowac z polskiego- myslenie nic tu nie zmieni. Mozna myslec (podobnie jak mowic) poprawnie lub nie. Nawet tak magiczne i ubostwiane przez niektorych spontaniczne myslenie w jezyku obcym moze byc (i najczesciej jest) niepoprawne, utrwala sie i wyplywa jako automatyczna, lecz niestety nafaszerowana bledami mowa. Wszystko zalezy od znajomosci jezyka, samo myslenie w nim nie zamieni Kalego w profesora Miodka.
    Jedynym, moim zdaniem, plusem swiadomego myslenia w jezyku obcym jest to,ze mozna to robic w sytuacjach, gdy mowienie na glos nie wchodzi w gre.
    Jest jeszcze jedno pozytywne zjawisko, ktore mozna podciagnac pod myslenie w jezyku obcym – gdy ktos duzo slucha (zwlaszcza tego samego) lub duzo powtarza, to po jakims czasie, w chwilach ciszy w glowie dzwiecza mu fragmenty tego z czym mial do czynienia.Tyle, ze trudno to nazwac mysleniem i chyba nie o to chodzilo Marlenie.

    1. No i właśnie kolega Night Hunter trafia w sedno. To, że słowa nie zostaną wypowiedziane, będąc jedynie w naszej głowie, nie sprawi magicznie, że przestaniemy kalkować. Można też małpować, chociaż z myśleniem to niewiele – faktycznie – ma wspólnego.

      U mnie, tak jak u Yana Para Puyu, myśli dość rzadko pojawiają się w postaci czystych słów, pełnych, okrągłych zdań. Niemniej słowa są świetnym sposobem ich organizowania. Ale wracając do mitycznego "myślenia w języku obcym", anegdotka: Kiedy studiowałem w Petersburgu, miałem w akademiku sąsiada Rosjanina, z którym się dość szybko zakolegowałem. Pewnego dnia puka on do mych drzwi i mówi: Mateusz, pomóż, bo mam problem z angielskim. Jego zadanie polegało na tym, żeby wygłosić krótkie wystąpienie na jakiś tam (nieistotny już w tej chwili) temat. Kolega zaczyna wygłaszać, ja słucham, a on nagle się zaciął i cisza. Co jest? – mówię. A on na to:

      – Widzisz, mówiłem Ci, że nie znam angielskiego.
      – Nie no, do tej pory Ci nieźle szło. O co chodzi?
      – No nie wiem, nie umiem.
      – Ale co chciałeś powiedzieć?
      – No… Hmm… Ekhm….
      – Powiedz mi po rosyjsku najpierw.
      – CO? PRZECIEŻ TAK NIE WOLNO!!! TRZEBA MYŚLEĆ W JĘZYKU, KTÓREGO SIĘ UCZYSZ!
      – Stary, zaufaj mi, powiedz mi po rosyjsku, co chcesz powiedzieć.
      – To, to, to i to.
      – A powiedz to teraz po angielsku!
      – .

      – No i co? Bolało?
      – No nie… Ale ja to źle zrobiłem, bo najpierw Ci powiedziałem po rosyjsku.
      – No i co z tego? Liczy się rezultat. Zrobiłeś pauzę na sekundę, pomyślałeś po rosyjsku, ogarnąłeś myśl i wygłosiłeś dobre zdanie. Myślisz, że Twoje audytorium będzie obchodzić, czy to jedno zdanie pomyślałeś najpierw po rosyjsku a dopiero potem wypowiedziałeś je po angielsku? Poza tym, teraz pomyślałeś po rosyjsku, jutro pomyślisz po rosyjsku, ale za dziesiątym razem nawet takie skomplikowane zdanie wyjdzie Ci bez tej rosyjskiej podpórki! Kwestia wprawy.

      A co do słowników jednojęzycznych. Hmm… Piszę mail do znajomego, opowiadam historię, w której występuje złośliwy szpak. Nie wiem, jak jest po angielsku "szpak". Idąc za dobrą radą kolegów, w domu mam tylko słowniki jednojęzyczne. Jak one mi w tej sytuacji pomogą?

    2. @ YPP 01.09.15 5:59

      Nie wiem, naprawde nie wiem, nigdy mi sie to nie zdarzylo, ani nie jestem neurologiem. Mysle, ze nie, ale nie wiem. Podobne watpliwosci maja ci, ktorzy dyskutuja na temat ludzkiej duszy, czy swiadomosci- czy po odlaczeniu jakiejs czesci mozgu masz swiadomosc, ze ty to ty, czy po prostu nie istniejesz? Ja na pewno tego nie wiem, uczeni twierdza roznie, ale na pewno trzeba to badac i wyjasniac.

      1. Nie wiem, naprawde nie wiem, nigdy mi sie to nie zdarzylo, ani nie jestem neurologiem. Myśle, ze nie, ale nie wiem.

        Znam człowieka, który po udarze zapomniał słowa, ale nie zapomniał myślenia. Dużo z Nim rozmawiałem już od pierwszych dni po udarze, przez najbliższe miesiące jak sobie stopniowo przypominał język. Dla mnie jest całkowicie oczywiste, że nawet jeśli mylił ze sobą słowa "wczoraj" i "dzisiaj", to na myśli miał dzień prawidłowy, a jedyne co to złym słowem ten dzień określał – mylił słowo (błąd językowy), a nie dzień (błąd myśleniowy). MYŚLENIE NIE OPIERA SIĘ NA SŁOWACH.

        Podobne watpliwosci maja ci, ktorzy dyskutuja na temat ludzkiej duszy, czy swiadomosci- czy po odlaczeniu jakiejs czesci mozgu masz swiadomosc, ze ty to ty, czy po prostu nie istniejesz?

        Zdarza mi się zastracić poczucie, że ja, to ja, a nie jedność ze środowiskiem. To jest przyjemne, możliwe do wytrenowania i nie potrzeba uszkadzać mózgu. 🙂

        Odnośnie duszy, możesz rozwinąć?

      2. Najlepszym argumentem naukowcow religijnych w sporach z ateistycznymi jest swiadomosc, ktora ci pierwsi wiaza z dusza. Nawet Dawkins pochylil czola przed tym pojeciem. Nikomu nie udalo sie wyjasnic czym jest swiadomosc i gdzie znajduje sie jej osrodek. Near death experience sugerowaly, ze osrodek ten nie znajduje sie w mozgu a swiadomosc jest od niego niezalezna. Z drugiej strony przypadki ludzi po uszkodzeniu pewnych czesci mozgu i jakoby dalszej egzystencji bez swiadomosci pokazywaly cos przeciwnego. Potem ktos odkryl, ze mozna nawiazac kontakt z ludzmi w spiaczce, wczesniej uwazanymi za nieswiadomych. Taki czlowiek wyobrazal pewne sytuacje, ktore aktywizowaly dwie rozne czesci mozgu, specjalny aparat to pokazywal, a on mogl w ten sposob odpowiadac "tak" lub "nie". Ostatnio jednak ponoc odkryto osrodek swiadomosci w mozgu, ktorego deaktywacja wylacza calkowicie swiadomosc. Z kolei pewna klinika bada NDE, ustawili monitory z jakimis obrazami pod sufitem, calkowicie poza zasiegiem wzroku, jak ktorys pacjent wyjdzie poza cialo, wroci i powie co widzial na monitorze- bedzie to na korzysc swiadomosci niezaleznej od mozgu.

      3. Najlepszym argumentem naukowcow religijnych w sporach z ateistycznymi jest swiadomosc, ktora ci pierwsi wiaza z dusza. Nawet Dawkins pochylil czola przed tym pojeciem. Nikomu nie udalo sie wyjasnic czym jest swiadomosc i gdzie znajduje sie jej osrodek. Near death experience sugerowaly, ze osrodek ten nie znajduje sie w mozgu a swiadomosc jest od niego niezalezna.

        Patrz poniżej.

        Z kolei pewna klinika bada NDE, ustawili monitory z jakimis obrazami pod sufitem, calkowicie poza zasiegiem wzroku, jak ktorys pacjent wyjdzie poza cialo, wroci i powie co widzial na monitorze- bedzie to na korzysc swiadomosci niezaleznej od mozgu.

        Zakładając, że takie wyjście z ciała i zobaczenie obrazu jest możliwe (oczywiście tu gdybamy sobie o wierzeniach, zjawiskach paranormalnych itd., ale cóż… ostatecznie naukę definiuje metoda badań, nie przedmiot badań), wcale nie będzie to oznaką świadomości. W zasadzie, to szalony pomysł, że miałoby to oznaką świadomości być!

        Już wyjaśniam… W latach 60', czy 70' XX wieku, ludzie zaczytywali się książkami Carlosa Castanedy (https://pl.wikipedia.org/wiki/Carlos_Castaneda). Amerykański antropolog peruwiańskiego pochodzenia twierdził, że pobierał nauki u meksykańskiego czarownika plemienia Yaqui (choć jednocześnie wyraźnie podkreśla, że źródła jego wierzeń mogą być złożone, a nie reprezentować wiarę tego plemienia). Początkowo dano facetowi doktorat, później się coraz bardziej wygłupiał pisząc o tzw. zjawiskach paranormalnych jako o prawdziwych wydarzeniach i środowisko naukowe go odrzuciło uznając, że wszystko zostało zmyślone i, że nawet sam czarownik, którego antropolog nigdy nawet nie sfotografował, nie istnieje [osoboście popieram: autor zmyśla, przynajmniej w dużej części]. Zaczytują się za to jego książkami paranormalni wierząc, że to prawda. Chcę zauważyć, że jedna z pierwszych rzeczy, które uderzają mnie w tym, co napisał to, że Castaneda opisuje swoje liczne wychodzenia z ciała (np. w "Sztuka śnienia") z zachowaniem świadomości; w dodatku większa część z tych wyjść jest we śnie za pośrednictwem świadomych snów, a opanowanie śnienia z zachowaniem świadomości ma być wręcz warunkiem koniecznym wyjścia z ciała. Przypuszczam, takie moje wyobrażenie, że w jakimś stopniu stąd właśnie dzisiejsi paranormalni, podobnie jak we wspomnianej przez Ciebie klinice, wierzą, że wychodząc z ciała zachowują świadomość.

        Idąc dalej, uderza, że w centralnym Peru, w którym Castaneda się urodził, ludzie (ci o tradycyjnych wierzeniach) wierzą w wychodzenie ciała zwłasza we śnie (patrz tu: http://www.andes.missouri.edu/andes/Especiales/FCR_Muertos.html), ALE wbrew Castanedzie BEZ ŚWIADOMOŚCI. Świadomość, przynajmniej rozumiana na sposób Castanedy i na sposób z Twojego ostatniego komentarza, pozostaje w ciele, a z ciała wychodzi dusza.

        Teraz sobie wyobraź Night Hunterze, że Polka (domyślam się, że też Białorusinka) Ci mówi, że Jej śniła się Jej zmarła babcia. Jak to interpretujesz? W tego typu opowieściach Polka nieraz wierzy, że duch zmarłej babci naprawdę wszedł do snu i na serio z rozmawiała ze zmarłą… Co jednak, jeśli Ci Polka powie, że śniłeś się jej Ty? Niezawodnie znaczy to, że był to "tylko sen". Tak więc dla Polek śnić ze zmarłym, znaczy śnić z duchem, podczas gdy śnić z żywym, to mieć "tylko sen"… 😀 Skąd to kompletnie nielogiczne rozróżnienie pomiędzy żywym, a umarłym? Czy Polki wierzą, że tylko zmarli mają duszę? Lub też odwrotnie: jeśli z żywym to "tylko sen", czy nie jest logiczne przyjąć, że ze zmarłym to też "tylko sen" był? Babcia nie żyje, nie na Jej, koniec; sen jest czystym wytworem umysłu.

        Teraz sobie wyobraź, że peruwiańska Indianka Ci mówi, że się Jej śniłeś. Pytasz się Ją, co się Jej dokładnie śniło. Ona Ci na to, że czemu się pytasz, skoro też tam byłeś… Pięknie. Keczua [na dużym obszarze] wierzą, że we śnie dusza wychodzi z ciała i wędruje po tym świecie i innych światach; może nawet spotkać się z duszą innej osoby (żywej, lub umarłej, albo równie dobrze zwierzęcia, rośliny…) i z nią rozmawiać, albo robić ciekawsze rzeczy ;-). Tylko, że ten sen nie musi być snem świadomym. Pójść duszą we śnie w jakieś miejsce, zobaczyć coś, obudzić się i opowiedzieć, co się widziało, nie znaczy zabrać ze sobą swoją dzienną świadomość na wzór świadomego śnienia.

        Obawiam się, że we wspomnianej przez Ciebie klinice badań nad NDE, jeśli kiedyś ogłoszą, że czegoś dowiedli, to "dowiedzą" wyłącznie swoich własnych osobistych wierzeń opartych na wiarze europejsko-amerykańskich paranormalnych lat 70'… 😉

        Rozróżnijmy też świadomość rozumianą jako stan umysłu, w którym pisze ten komentarz, od świadomości rozumianej jako poczucie własnej odrębności od otoczenia. Możliwe jest wyłączenie dowolnego z tych elementów. Przy każdej z tych definicji, we wspomnianej klinice badań nad NDE nigdy nie dowiodą, że świadmość mieści się poza ciałem (szukają istnienia duszy, ale czy dusza ma kolejny rodzaj świadomości?). Nie dlatego, żebym się upierał, że świadomość musi być w mózgu (choć jasne, że musi), lecz dlatego, że wspomniana metoda badań nie jest w stanie tego wykazać, że jest inaczej.

  6. Rural jak rural, ja zawsze wykładam się na brytyjskiej wymowie "earlier". Swoją drogą, jestem przekonana, że w przypadku "often" istnieją dwa poprawne warianty – zarówno z "t", jak i bez niego.

  7. Spróbuję nadążyć za dyskusją :

    -OFTEN – jasne istnieje wymowa z ‚t’ i bez ‚t’ w środku – zależy kto jak był nauczony, z jaką formą się osłuchał i którą z nich stosuje. Ważne jest, żeby trzymać się jednej formy, a ich nie mieszać. A co do tej wymowy to ja stosuję ‚ofen’ dlatego, że Longman mnie tak nauczył.

    -Myślenie w L2 – … uuu tutaj chyba już wszystko sobie wyjaśniliście – nie wiem czy jest sens coś jeszcze wtrącać. W każdym razie dobrze jest, gdy starasz się myśleć już w obcym języku, żeby unikać kopiowania, tłumaczenia dosłownego i innych błędów. A co do YPP – święta racja – myślenie nie opiera się na słowach.

    -akcent zależy od genów – hmm.. no nic tylko wziąć i się załamać. Absolutnie się nie zgadzam i uważam, ze wszystko jest kwestią ćwiczeń dla zdrowego człowieka – pytanie czy warto poświęcać czas na naukę języka – pewnie jak ktoś chce to warto jak nie to nie i nie mamy o czym dyskutować.

    1. Ale czy myślenie w języku obcym nie jest nadal kalkowaniem z L1 na L2? Skoro na piśmie czy w mowie popełniamy błędy, to myśląc także będziemy je popełniać. Dla mnie myślenie w języku obcym ma sens tylko w celu utrwalania zdobytej już wiedzy.

  8. @Jacek 01 09 15 11:45 pm
    Ja nic nie mowie tylko pisze, wiec nie moge przekazac swojego tonu. Nie wiem, co Cie tam moglo urazic, zadnych zlosliwosci nie planowalem.
    A tak w ogole to malo logicznie wyszedl mi ten komentarz- jak ktos nie chce brzmiec jak nejtyw lecz chce sie tylko dogadac to oczywista oczywistosc, ze nie bedzie cwiczyc idealnego akcentu. Nie wiem, po co to napisalem, chyba pod wplywem flaszki wypitej z sasiadem. I jeszcze jakiego byka strzelilem- "satysfakcja" przez "w"!

  9. @ YPP 03 09 15 12:24

    Zeby bylo bardziej poprawnie politycznie i paretytowo wyobrazilem sobie Polaka opowiadajacego mi te sny. Pewnie niektorzy tak to interpretuja- sni sie zmarly- kontakt z jego dusza; zywy- zwykly sen. Tu przynajmniej nie da sie udowodnic, ze jest inaczej, w przeciwienstwie do tej Indianki zdziwionej, ze byliscie razem we snie, a Ty nic nie pamietasz- w tym przypadku, gdy druga strona nie pamieta to dowod, ze jej tam nie bylo. Przynajmniej w naszym sposobie myslenia.

    A w tych eksperymentach z NDE, gdy ktos wroci i bezblednie opisze, co widzial na monitorze- o czym to bedzie wedlug Ciebie swiadczyc?

    1. w przeciwienstwie do tej Indianki zdziwionej, ze byliscie razem we snie, a Ty nic nie pamietasz- w tym przypadku, gdy druga strona nie pamieta to dowod, ze jej tam nie bylo. Przynajmniej w naszym sposobie myslenia.

      Wcale nie jest to dowód, że jej tam nie było. 🙂

      A w tych eksperymentach z NDE, gdy ktos wroci i bezblednie opisze, co widzial na monitorze- o czym to bedzie wedlug Ciebie swiadczyc?

      O niczym. 🙂

      1. Długo i składnie i na przykładach. Stracę wiele godzin na pisanie i zyskam ban za pisanie o wychodzeniu z ciała pod artykułem o akcencie, a w zasadzie to o tym, że głoski języka obcego się różnią. Na początek bawi, jak został zaprojektowany sam eksperyment – bo dusza wychodzi z ciała i zaczyna frunąć pod sufit? 😀 Badacze są ludźmi ograniczonymi umysłowo do tego, w co sami wierzą. Inny system wierzeń zinterpretuje te rezultaty na bardzo odmienny sposób. Ale jakie są wyjaśnienia bardziej bezwględnie parsymonistyczne ogłoszenia takich wyników? Bo daleeeko im do interpretacji fruwającej duszy…

      2. No dobra, wrocmy do akcentu. Twoja interpretacja "myslenia w jezyku obcym", choc dziwna dla mnie w tym kontekscie ( choc Marlena zdaje sie miec na mysli to samo) przedstawia soba bardzo ciekawe zjawisko.Nie jestem jednak znowu pewien, czy dokladnie o to samo nam chodzi, bo ja mam na to dwa wariany- czysto jezykowy i jezykowo-sytuacyjny. Moglbys podac jakis przyklad tego co masz na mysli?

  10. W zwiazku z tym, ze zahaczylismy o pojecie kalkowania mam do wszystkich myslacych po polsku pytanie-prosbe. Czy moglibyscie napisac co rozumiecie przez wyrazenie:

    "Plac do zawracania transportu"?

    Jest to kalka z rosyjskiego uzyta wczoraj prez Polskie Radio Grodno. Wiekszosc kalek, ktorych uzywaja wychodzi albo smiesznie, albo dziwnie, ale ta wydaje mi sie calkowicie niezrozumiala. Musialem dokonac kalkowania wstecznego na rosyjski, zeby to rozszyfrowac, wydaje mi sie, ze przecietny Polak tego nie zrozumie. A moze to ja mam juz jakas obsesje na punkcie kalek, moze to wyrazenie, choc niepoprawne, jest jednak zrozumiale? Bardzo prosze o odpowiedzi.

  11. Drodzy autorzy, chciałabym Was prosić o drobną radę. Dotyczy ona nauki wymowy, dlatego pomyślałam, że zapytam pod tym postem.
    Chodzi jednak o naukę wymowy norweskiej, nie angielskiej. Norweskiego uczę się sama od dwóch tygodni. Wcześniej uczyłam się tylko angielskiego i niemieckiego w szkole, i choć w maju br. matura pisemna z niemieckiego zdana prawie na 100%, to chyba z nikim się w tym języku swobodnie nie dogadam. Z angielskim też słabo. Pewnie to też przez moją nieśmiałość i jakąś barierę w mówieniu, nawet po polsku.

    Teraz zaczęłam z tym norweskim, ale na nim o wiele bardziej mi zależy, ponieważ planuję zamieszkać w Norwegii. Na razie będę uczyła się sama lub może z jakimś korepetytorem, choć to kosztowne i nie wiem, czy ma sens, a z drugiej strony zależy mi bardzo na rozmawianiu. Ale do rzeczy:

    Otóż znalazłam taką książkę, która jest podobno bardzo dobra do nauki norweskiej wymowy. Nosi tytuł "Hva sier du" i bardzo polecają ją autorzy bloga o nauce norweskiego: http://nocnasowa.pl/norweska-wymowa-fonetyka/
    Myślałam o jej zakupie, ale w Polsce można ją znaleźć chyba tylko przez Allegro i kosztuje z wysyłką prawie 200zł. Dla mnie to dużo, zwłaszcza jak na książkę, mam bardzo ograniczone środki, zwłaszcza, że za chwilę zaczynam pierwszy rok studiów w innym mieście. Jednak naprawdę zależy mi na tej wymowie, żeby ją przynajmniej trochę opanować. Przejrzałam Wooflę i wśród Autorów nikt chyba nie uczył się norweskiego, ale pytanie o wymowę jest chyba dość uniwersalne i może ktoś z Was coś mi podpowie.

    A mianowicie: Czy uważacie, że książka tego typu jest warta swojej ceny, faktycznie pomoże, np. na początku, żeby się zaznajomić z dźwiękami, czy jednak to wyrzucanie pieniędzy w błoto i podobne efekty można osiągnąć np. przez słuchanie radia, oglądanie jakiś filmików po norwesku (co szczerze mówiąc jest dla mnie na początek raczej przerażające i nie wiem, jak się do tego zabrać, nie zniechęcić)?

    Będę wdzięczna za wszelkie rady, a może ktoś z Autorów mówiących po szwedzku też będzie mi mógł coś podpowiedzieć, bo szwedzki chyba jest zbliżony do norweskiego.

    Pozdrawiam 🙂

    1. @Agato,
      nie znam norweskiego ani szwedzkiego, ale uważam, że poprawnej wymowy uczymy się przede wszystkim słuchając, a następnie imitując rodzimych użytkowników danego języka. Znacznie więcej dadzą moim zdaniem godziny spędzone przy norweskim radiu oraz dialogach z jekiegokolwiek podręcznika do tego języka.

      Książka, nie wiadomo nawet jak dobra, poprawnej wymowy raczej nie nauczy. Może co najwyżej podać parę wskazówek, ale te nic nie dadzą jeśli odpowiednią nie będziemy ćwiczyć naszego aparatu mowy.

      Pozdrawiam,
      Karol

    2. Agato, od ponad roku mieszkam w Norwegii, norweskiego uczyłem się od początku zupełnie samodzielnie i to co mogę Ci polecić, to kanał poświęcony nauce norweskiego autorstwa Karin: https://www.youtube.com/user/Crienexzy. Zakres zagadnień poruszanych w poszczególnych filmach jest dość szeroki, niemniej jednak kilka z nich skupia się wyłącznie na kwestii wymowy.

      Mogę również polecić słownik internetowy LEXIN: http://lexin.udir.no/ zawierający zapis i nagranie wymowy zdecydowanej większości haseł.
      Na początek oczywiście przyda Ci się odrobina czystej teorii w zakresie fonetyki języka norweskiego, żeby wiedzieć w jakim świecie się poruszasz, potem już jednak pozostaje ćwiczenie choćby w oparciu o wspomniane już przeze mnie nagrania, ale przede wszystkim aktywne słuchanie żywego języka (telewizja, radio, podcasty – np. klartale.no).

      Inną kwestią jest niezwykłe zróżnicowanie dialektalne języka norweskiego i praktycznie brak standardu wymowy. Zjawiska fonetyczne, wymowa dyftongów i grup spółgłoskowych rożnią się niekiedy dość znacznie w zależności od części kraju, przykładowo nazwa stolicy kraju może być wymawiana jako /oslo/, /oszlo/ lub /uszlu/ w zależności od dialektu. To jest zresztą temat na dłuższą dyskusję, mam nadzieję, że materiały o których wspomniałem okażą się przydatne.

      1. Karolu,
        dziękuję za odpowiedź i cenne wskazówki. Książka, o której pisałam, jest właśnie trochę przeznaczona do ćwiczeń, tj. z tego, co wiem, chodzi o to, żeby powtarzać za lektorem różne zdania, wyrażenia i podręcznik jest podzielony na lekcje, a każda lekcja jest poświęcona konkretnej głosce czy dyftongowi, czy dwóm podobnym, aby nauczyć się je rozróżniać ze słuchu. Wiem, że na pewno sam podręcznik nie wystarczy i trzeba też słuchać radia itd., ale zastanawiałam się, czy takie wprowadzenie nie ułatwiłoby nieco rozumienia. Ale mam też jeden używany podręcznik z płytą od znajomych. Jest on cały po norwesku, bez tłumaczeń, również wskazówki dotyczące wymowy są przedstawione obrazkowo. To mi chyba nawet pomaga, książka niby wygląda trochę jakby była dla dzieci, ale wydaje mi się, że dzięki temu więcej się domyślam czy biorę tak intuicyjnie, czy też ułatwia myślenie wprost po norwesku, a nie taka nauka tłumaczeń. To takie moje spostrzeżenie. Jeszcze raz dzięki!

        JakubS,
        dziękuję za wszystkie linki, na pewno okażą się pomocne. Staram się ich zbierać jak najwięcej, żeby mieć z czego wybierać materiały do nauki, także każda polecona strona czy uwaga jest dla mnie cenna.
        O dialektach już trochę czytałam, mam nadzieję, że jakoś przez to przebrnę. Jeśli znałbyś może przypadkiem jakieś strony, gdzie można słuchać dialektu używanego w Tromsø i zechciałbyś mi podesłać, to byłabym bardzo wdzięczna. 😉

      2. Tromsø powiadasz… Daleko tam mam i nie znam osobiście nikogo, kto by stamtąd pochodził. Jedyne, co mi przychodzi na myśl to lokalne wiadomości radia NRK: https://radio.nrk.no/serie/distriktsprogram-troms – nie gwarantuję, że tam usłyszysz wyłącznie osoby mówiące tym tromsødialekt, niemniej jednak na pewno będzie go tam sporo. Znalazłem jeszcze jedno nagranie na YouTube: https://www.youtube.com/watch?v=ZvnNuGgTpIM.

        No i poza tym przyda Ci się też na początek zapoznać się z podstawowymi cechami tegoż dialektu: http://www.diskusjon.no/index.php?showtopic=1135982 (wpis z norweskiego forum zawierający porównanie tromsødialekt z odpowiednimi formami bokmåla – jeżeli już znasz podstawy języka, to sobie poradzisz).

      3. Agato, jeszcze jedna rada. Jeżeli wiesz na 100%, że wybierasz się do Tromsø, to w porządku, postaw na tamtejszy dialekt. Jeżeli jednak nie jesteś pewna gdzie trafisz, to radziłbym uczyć się jednak wymowy Oslo (choć powinienem był sprecyzować, czy chodzi o zachodnią, czy wschodnią część miasta… dialekt z zachodniego Oslo ma dość prestiżowy charakter i na niej w dużej oparty jest język pisany bokmål, aczkolwiek obecnie to raczej mowa ze wschodniej części jest w natarciu i staje coraz bardziej rozpowszechniona), która ma mimo wszystko najbardziej uniwersalny charakter.

  12. JakubS, wielki dzięki za wszystkie linki! Z pewnością to mi pomoże, samemu trudniej coś znaleźć, jak się nie zna jeszcze za bardzo języka.
    Tak, jestem pewna, że wybieram się do Tromsø, tam właśnie mam znajomych, byłam u nich w te wakacje przez trzy tygodnie i zakochałam się w tym miejscu. Także chciałabym postawić na ten konkretny dialekt, chociaż podręcznik mam raczej taki uniwersalny, dlatego nagrania ze stron od Ciebie okażą się niezastąpione. 😉

  13. Szczerze? Wolałbym brzmieć jak obama niż jak ten sir David. Może dlatego że uważam że brytyjczycy brzmią jak by się zapowietrzyli albo mieli cały czas coś w buzi xd A może dlatego że akcent amerykanski jest bardziej podobny do polskiego 😉

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Teraz masz możliwość komentowania za pomocą swojego profilu na Facebooku.
ZALOGUJ SIĘ