Jak znaleźć czas na naukę?

Zawsze wydawało mi się, iż najciekawszą rzeczą w samym blogowaniu jest interaktywność całego tego przedsięwzięcia (autorami są przecież poniekąd wszyscy czytelnicy), dlatego też starałem się brać pod uwagę każdy głos czytelników „Świata Języków Obcych" oraz zmieniać jego treść zgodnie z ich oczekiwaniami. Dlatego też, w związku z pytaniami zamieszczonymi przez kilku czytelników pod postem „Зачем же писать на других языках?" dotyczącymi tego, czy i jak jest możliwe uczenie się kilku języków jednocześnie, postanowiłem się tą kwestią zająć w osobnym artykule. Będzie to jeden z niewielu postów, który być może przyda się nawet osobom nie mającym do czynienia z językami obcymi, więc możecie go do woli polecać znajomym.

Pewien czytelnik w swoim komentarzu stwierdził, że chodząc do liceum niemożliwym jest uczenie się języków obcych przynajmniej pół godziny dziennie. Nie jest to odosobnione zdanie, biorąc pod uwagę fakt, że nierzadko spotykamy się z opinią na temat chronicznego niedoboru czasu, który można przeznaczyć na coś produktywnego. Lubimy zwalać wtedy winę na szkołę, pracę, jakąś nadprzyrodzoną siłę, która urządziła świat w taki sposób, że na naukę języków obcych czasu już nie starcza. Tymczasem w zdecydowanej większości przypadków jest to wina tylko i wyłącznie nas samych.

Zacznijmy od prostego rachunku matematycznego. By pokazać to dobitniej wezmę pod uwagę człowieka bardzo przeciętnego, czyli takiego, który śpi codziennie po 8 godzin (mimo że większość osób nie chodzi spać wcześnie i śpi po 6), pracuje 8 godzin i 2 godziny dojeżdża do pracy (mimo że spora liczba osób czytających bloga uczy się w liceum bądź studiuje i traci w tym wypadku znacznie mniej czasu – nie piszcie mi tylko o tym ile czasu wam zajmuje nauka poza szkołą, bo sam studiowałem i wiem coś o tym;)). Doba ma 24 godziny. Odejmując od tego 18 mamy nadal 6 godzin do rozdysponowania. I teraz zanim ktoś zacznie narzekać, że nie ma czasu na zrobienie tego i owego niech się spokojnie zastanowi na co ten czas przeznacza.

Zgodzę się z faktem, że w ciągu tych 6 godzin jest pełno spraw, które chcąc nie chcąc trzeba załatwić. Trzeba się najeść, umyć, spędzić czas z bliskimi itp. Jest jednak mnóstwo rzeczy, które śmiało możemy nazwać pożeraczami czasu, czymś co w sumie niewiele do naszego życia wnosi, ale spędzamy przy tym tysiące godzin. Ile czasu dziennie na przykład spędzasz siedząc przed telewizorem, grając w gry komputerowe, oglądając zdjęcia i „lajkując" statusy znajomych na Facebooku bądź oglądając głupawe filmy na YouTube? Ile razy w ciągu tygodnia wychodzisz na imprezę ze znajomymi tracąc na to cały wieczór? Osobiście nie uważam siebie za jakiś wyjątek – tak jak każdy lubię się czasami rozerwać i jeśli ktoś wyobraża sobie mnie jako osobę, która przychodząc do domu tylko się uczy, to się grubo myli. Telewizora jednak faktycznie nie posiadam, w gry komputerowe nie grywam (aczkolwiek zdarzało mi się w przeszłości przesiadywać po kilka godzin dziennie nad Starcraftem czy wszystkimi odsłonami Europy Universalis), na Facebooka wchodzę raz na tydzień i spędzam na nim maksymalnie 5 minut, z YouTube'a korzystam raczej rzadko, a moje życie towarzyskie jest całkiem normalne – spotykam się ze znajomymi dość regularnie, piję od czasu do czasu w niewielkich ilościach alkohol (nie, nie będę nikogo tym artykułem zmuszał do abstynencji), ale jednocześnie nie jest to wyznacznik mojego stylu życia i nie wyobrażam sobie robić tego codziennie.

O co mi więc chodzi? Na pewno nie o to, by przekonywać wszystkich do tego, by przyjęli ascetyczny tryb życia. Jedynie garstka osób w takiej sytuacji byłaby naprawdę szczęśliwa (jeśli ktoś uważa, że by był to radzę mu zostać samemu w domu na tydzień – gwarantuję, że będzie ciągnęło do ludzi nawet największych introwertyków). Zanim jednak ktoś zacznie narzekać, że na naukę języków nie ma czasu to niech zastanowi się nad kwestiami, które wymieniłem powyżej i które naprawdę bardzo można ograniczyć. Jeśli natomiast ktoś uważa, że za żadną cenę nie jest w stanie porzucić oglądania „M jak miłość", spędzania wieczoru na FB, YT oraz grach komputerowych czy piwie/wódce to, brutalnie mówiąc, rzeczy te są dla niego ważniejsze niż języki i tym samym traci prawo do narzekania.

A jak zmniejszyć marnotrawienie czasu? Kiedyś zrobiłem jeden eksperyment, który w dużej mierze zmienił moje podejście do tego, jak wykorzystuję swój czas. Wystarczy do tego zeszyt, długopis oraz zegarek. W całym eksperymencie chodzi o to, by spisywać ile czasu przeznaczamy na różne czynności przez okres kilku dni (żeby całe badanie miało najbardziej obiektywne wyniki należy wybrać jakiś względnie normalny tydzień bez urlopów, egzaminów itp., choć nie jest to oczywiście wymóg). Gdy już zbierzemy dane, należy je spokojnie przeanalizować i zastanowić się nad tym, jakie zmiany w dziennym grafiku można wprowadzić od zaraz. Gwarantuję, że większości z osób, które to zrobią nagle otworzą się oczy i zauważą jak ogromną ilość czasu traciły na rzeczy kompletnie nieistotne. Szczególnie ilość godzin spędzanych bezproduktywnie przed ekranem telewizora (seriale) bądź komputera (gry komputerowe i portale społecznościowe) potrafi naprawdę przerazić. Nagle okaże się, że w ciągu tygodnia można bez większych problemów znaleźć dodatkowe kilka godzin czasu na szeroko pojęte „samodoskonalenie się".

A jakie Wy macie ciekawe pomysły na znalezienie czasu, który można produktywnie wykorzystać? Jak zwykle zapraszam do dyskusji.

Podobne posty:
Зачем же писать на других языках? 
Najlepsza rada dotycząca nauki języków obcych
Czy warto zapisać się na kurs językowy?
Faza plateau – co to jest i jak przez to przejść?
Jakiego języka warto się uczyć?

104 komentarze na temat “Jak znaleźć czas na naukę?

  1. Ja staram się jak najwięcej czynności robić w postaci „dwa plus jeden". Na przykład – biegam, jeżdżę na rowerze czy rolkach, w słuchawkach zawsze gra jakaś muzyka. Kręcę hula hopem i oglądam seriale (bez napisów, ogólnie pisałam już o moim sposobie nauki języka dzięki serialom). Jak jeżdżę MPK cy podróżuję pociągiem – książka w obcym języku, czasem też jakiś podcast w tle. Bardzo to pomaga i mimo że nie zawsze skupiam się na tym czego słucham – pomaga i wiele struktur po hiszpańsku znam już na „wyczucie". Do tego na nudnych lekcjach wyciągam sobie książkę do gramatyki czy jakiś test DELE i robię 🙂
    Więc jak się chce, to można wszystko 😉

    No i spędzam też trochę czasu na oglądaniu głupot typu „Prawo Agaty", ale też czasem trzeba dać sobie trochę odpoczynku

    1. Próby robienia rzeczy w stylu „dwa plus jeden" to również kapitalna sprawa. Ogromną ilość wiedzy przyswoiłem swojego czasu jeżdżąc pociągami do szkoły. A odpoczynek oczywiście każdemu się należy:)

  2. Chętnie bym zagłosował, ale chciałbym zwrócić uwagę, że spadła Ci aktywność i trochę ten blog przymiera!
    Wątpię, żeby to był efekt lenistwa, nie mam też o to pretensji, ale szkoda, że rzadko można coś nowego przeczytać!

    1. Przyznaję, że uwaga bardzo celna. Jak już wcześniej wspominałem – nie samym blogiem człowiek żyje. Będę starał się pisać jak najczęściej, ale nie jestem w stanie obiecać nowego artykułu co dwa dni.

  3. Witaj Karolu, zgadzam się z Tobą w zupełności.

    Tak naprawdę trzeba CHCIEĆ znaleźć czas na naukę języków. Również odrzuciłam portale społecznościowe, nie gram w głupawe gierki, nie mam telewizora – i fantastycznie się z tym czuję. Nawet gdy mam mało czasu, znajduję czas na naukę w komunikacji miejskiej (audiobooki itp.), w przerwach pomiędzy zajęciami i pracą (książki). Chcieć to móc i jeżeli ktoś nie potrafi wypracować konsensusu pomiędzy rozrywką i nauką, musi po prostu określić priorytety i z czegoś zrezygnować. A jeżeli nie potrafi? Wtedy tak naprawdę nauka języków nie jest dla niego ważna… i pozostaje narzekanie 🙂

    A'propos Twojego komentarza Jakubie – z doświadczenia wiem, że w LO traciłam najwięcej czasu (w porównaniu z okresem studiów i pracy:)

    1. Witaj Helineth,

      Nic dodać, nic ująć. Też w LO zdarzało mi się tracić najwięcej czasu. Nie mogę jednak powiedzieć, że jest to coś czego żałuję – wręcz przeciwnie, uważam, iż człowiekowi jest potrzebny pewien okres czasu, żeby się wyszumieć, dać upust swojemu nadmiarowi energii.

  4. To jest fakt, wiele osób bezproduktywnie spędza czas, który mógłby wykorzystać na naukę. Ja osobiście ostatnimi czasy zrezygnowałem z oglądania seriali, które nie wprowadzają nic cennego w moje życie i zauważyłem, że czasu mam o dużo więcej. A to przecież tylko jedna rzecz, którą wymieniłeś. W gry nie grywam, ale jednak spędzam przy komputerze masę czasu oczywiście na portalach społecznościowych. Muszę chyba i to ukrócić ; ) Ja osobiście często piszę sobie plan tygodnia, „o tej godzinie i o tej coś robię a potem przechodzę do np. nauki języków". Nie zawsze jednak według harmonogramu żyć się da bo a to wypadnie sprawdzian czy wypad ze znajomymi a to już jednak mnie z rytmu wybija. Ogólnie często trudno jest się zdeterminować do nauki, ale jeżeli wejdzie nam to w nawyk to będzie już dla nas chleb powszedni bez, którego żyć nie będziemy mogli ; )

    1. Oj nie wiem czy aż tak dużo… Dawno nie widziałem, żebyś coś wrzucał u siebie na FB;) Dorzucamy do listy zatem harmonogramy!
      Przy okazji dzięki Sitar, jak zwykle, za komentarz – niedługo styknie 2 lata, od kiedy tu piszesz.

    2. Tak, może nie publikuje zbyt dużo, ale chyba za wiele chcę wiedzieć o swoich znajomych a zbieranie ich pochłania baaardzo dużo czasu, hehe. Ojj no tak, już 2 lata. Sporo czasu. Pamiętam początki ; ) Ja Tobie też dziękuje za tą wiedzę jaką zdobyłem dzięki Twoim postom.

  5. Dobry tekst, chyba czytasz mi w myślach, bo ostatnio się zastanawiałam, jak to zrobić, żeby wygospodarować więcej czasu na języki. Chodzę do liceum i nie wiążę swojej przyszłości z językami – moim marzeniem jest dostać się na medycynę – więc muszę poświęcać dużo czasu też na inne przedmioty, które są jakby priorytetowe. Oczywiście, języki przydają się zawsze, ale połączenie wszystkich obowiązków nie jest takie łatwe. Muszę zrobić doświadczenie z zeszytem i zegarkiem. Ja już próbowałam wielu sposobów, m.in. pisania harmonogramów, jak kolega wyżej, ale jakoś nie wychodziło. Trzeba walczyć dalej 🙂

    1. Cześć Agata,
      Mam nadzieję, że pomysł z zeszytem i zegarkiem się przyda. Jeśli jednak masz plany takie jak piszesz, myślę, że najlepiej skupić się właśnie przede wszystkim na tym, co w przyszłości Ci ma być potrzebne. Życzę zresztą zrealizowania Twoich medycznych aspiracji!

  6. Zagłosowałem na Twój blog, to chyba był jeden z pierwszych na jaki się natknąłem i jaki z pewnością zachęcił mnie do dalszego trudu (choćby nauka do rozszerzonej matury z niemieckiego, którą dzisiaj to nawet ładnie chyba napisałem), więc śmiało mój skromny głos na top 100 się należy 🙂

  7. @Sitar: sprawdziany na ogol sa zapowiedziane jakis czas do przodu 😀

    Ja, np. ogladanie seriali traktuje tez jako utrzymywanie kontaktu z jezykiem – bez napisow, z oryginalna sciezka dzwiekowa 😛
    A jak juz siedze w internecie, to rzadko kiedy przegladam polskie strony – nawet FB mam po niemiecku 😀

    Z innej beczki: uczyl sie ktos z Was arabskiego? 🙂

    Zdravim!

    1. Tak, oczywiście, można je w swój harmonogram wpisać jeżeli jest on krótkoterminowy, ale inaczej to wygląda w harmonogramie np. miesięcznym. Poza tym w szkole są też różnorodne kartkówki oraz prace domowe, którym też musisz poświęcić czasu.

    2. Przeczytałem artukuł ale mam pare pytańwobec tego czy
      ma ktoś może jakiś kontakt do Mahu ? meila czy GG a moze prawodzi bloga , jeśłi tak to podajcie namieary bo sam nei moge znaleść ??

  8. Hej, Karol. Z czasem na języki jest jak z oszczędzaniem kasy. Chcesz odłożyć 1000 zł miesięcznie, to odłóż zaraz po odpłacie, a za resztę – choćby świat się walił – jakoś trzeba przeżyć. Jeśli chcesz najpierw przeżyć miesiąc, a potem coś pooszczędzać, to – bądźmy szczerzy – ten eksperyment się nie powiedzie… Jeśli więc chcesz mieć czas na naukę języka, to trzeba zarezerwować święte pół godziny dziennie na powtarzanie słów (najlepiej rano, przy kawie), a cała reszta obowiązków jakoś się przecież rozłoży w czasie… Ja tak działam od lat 11 i na dobre mi to wychodzi…

  9. Ja ściągnąłem RescueTime, który poleciła mi Helineth i liczba spędzonych przy komputerze godzin, przeraziła mnie (nawet odejmując czas spędzony na fiszki). I poważnie się zastanawiam, czy nie posunąć się do usunięcia FB i GG. A jak ktoś chce, niech się kontaktuje mailowo (co to za problem przecież).

    Przede mną chyba najtrudniejszy moment – zmiana dotychczasowego trybu działania.

    1. RescueTime'a jeszcze nigdy nie próbowałem, ale wierzę, że może to być przydatne narzędzie oszczędzające czas.
      Nawiązując do GG i FB – GG nie posiadam, natomiast FB używam sporadycznie, przy czym założyłem je na kompletnie innym adresie e-mail, dzięki czemu wiadomości z tego serwisu nie bombardują mnie każdego dnia. Zawsze też jakieś wyjście;)

  10. Problemem nie jest znalezienie, tych wszędzie wymienianych, 15-30 min na język obcy, tylko, że przez ten czas się guzik zrobi i przy takiej nauce efekty będą za 50 lat. Sam od pół roku uczę się po 2,5-3,5 godziny dziennie i szczerze mówiąc jestem ciągle na etapie startowym, bez wymiernego efektu.

  11. Cóż za okrutny pomysł z ograniczaniem czasu snu 😉
    I wcale niekonieczny.

    Oczywiście, że jak dla kogoś nauka języka obcego to jakiś dodatek, na który nigdy nie znajduje czasu, to na niego… NIGDY nie znajdzie czasu.

    A jak język obcy staje się częścią naszego życia (bo np. fascynuje nas kraj z nim powiązany) to mamy z nim kontakt, bo robimy to w ramach naszych przyjemności, a nie obowiązków.
    I tak:
    -Jazda nawet samochodem do pracy – czemu nie słuchać muzyki w fascynującym nas języku – ja tam jak podoba mi się jakiś kraj, to od razu mam ulubione miejscowe zespoły, piosenkarzy itd. Zawsze to osłuchanie i kontakt.
    -Lubisz siedzieć na Facebooku – to rozmawiaj tam z Xjęzycznymi znajomymi
    -pić wódkę – jw
    -grać w gry komputerowe – zapisz się do gildii, gdzie grają przedstawiciele interesującego Cię narodu itd.
    Niech zapisanie i powtórzenie nowych słówek zajmie Ci chociaż 15 minut dziennie. A będzie miało większy sens, bo co innego powtórzyć słowa czy konstrukcje przydatne w konkretnej rozmowie, a co innego uczyć się na sucho licząc, że może kiedyś się przyda.

    1. Haha:) Bardzo lubię Twoje komentarze, Korka. To co napisałaś to święta racja – właśnie uczynienie języka częścią naszego życia daje możliwości największego rozwoju na tym polu.

  12. Czesc Karol 🙂 Mysle podobnie jak Ty i osoby, ktore pozostawily komentarze – nie ma „nie mam czasu" , ale jest lenistwo i brak realnej motywacji, wiec tak naprawde generalnym problemem nie jest brak czasu, ale stopien w jakim nam naprawde zalezy na czyms i to sie tyczy jezykow i kazdej innej rzeczy, zeby byc w czyms dobrym trzeba tym zyc non stop i moze niekoniecznie robic to 24h na dobe, ale 24h na dobe miec swiadomosc dokad sie zmierza. I z obserwacji wiem, ze kto ma wiecej obowiazkow i mniej wolnego czasu ten jest w stanie wszystko tak pogodzic, ze da rade. Ci co narzekaja, ze nie maja czasu w rzeczywistosci zazwyczaj maja go az za duzo.
    Znalezienie czasu to kwestia checi, niczego wiecej. 🙂
    Pozdrawiam 🙂

  13. Cześć Ev:) Dawno Cię nie widziałem – jest szansa, że wrócisz do pisania? Swego czasu zaobserwowałem dokładnie to samo o czym wspomniałaś w komentarzu – jeśli człowiek ma dużo rzeczy do zrobienia danego dnia, to często łatwiej jest mu znaleźć czas na to co naprawdę ważne. Przeważnie ludzie posiadający tego czasu wolnego znacznie więcej mają tendencję do jego marnotrawienia i odkładania rzeczy na później. Jak takie coś się kończy nie muszę chyba tłumaczyć…

  14. Napisałam bardzo długi komentarz, ale mi go zjadło, więc teraz krótko. Na bloga zagłosowałam i muszę się przyznać, że im częściej czytam Twój, tym większą mam ochotę, żeby założyć własny (języki skandynawskie). Może się zmotywuję w końcu.:-)

    Polecam czytanie w internecie bzdur w obcych językach – w końcu te arcyważne aktywności internetowe najczęściej nie wymagają biegłości. Ja jestem próżną wielbicielką blogów street fashion i sporo mi one dają, jeśli chodzi o słownictwo okołokrawieckie.
    Jak miałam fejsbuka, to menu miałam po norwesku, w telefonie mam po niemiecku. Małe rzeczy, ale może coś się utrwali.

    Poza tym polecam chodzenie do biblioteki i uczenie się tam – mniej bodźców i większa koncentracja. W Poznaniu polecam bibliotekę Collegium Novum, świetna baza materiałów obcojęzycznych. Co prawda wypożyczać mogą tylko studenci, ale czytanie na miejscu jest bardziej wydajne (nawet, jeśli mniej wygodne).

    Pozdrawiam, Zuza O.

    1. Stuprocentowo skandynawskiego bloga jeszcze w naszej blogosferze nie ma (aczkolwiek parę osób uczy się fińskiego), więc na pewno znalazłabyś bez problemu swoją niszę. Zachęcam.

      Bibliotekę Collegium Novum natomiast znam całkiem dobrze:)

    2. Pamiętaj, że języki skandynawskie nie stanowią jednolitej grupy. Zapewne skupisz się na norweskim i szwedzkim, a poza nimi mamy jeszcze masę języków ugrofińskich, które znamy pod postacią języka fińskiego, estońskiego i licznych języków lapońskich.

      Co do obcojęzycznego menu w telefonie – bardzo dobry pomysł, słowa same wchodzą do głowy, nawet, jeśli są tak skomplikowane, jak węgierski budzik (Ebresztoora, bez znaków diakratycznych 🙂

  15. Zajrzałem na stronę „TOP 100 L.L.B.", żeby oddać głos na Linguatrek (znam Davida i śledzę jego blog od roku) i przeglądając zamieszczone tam blogi „wczytałem" się szczególnie w Twój i… oddałem na niego swój głos. Bardzo trzeźwe spojrzenie na praktykę nauki języków obcych – świetny blog 🙂

  16. Z przyjemnością zagłosowałbym na Twojego bloga, ale aktywność niestety tak spadła, że póki co w 2012 roku to jest raczej zbiór 4 nieregularnych wpisów. Popraw się 😉
    A co do samego wpisu to nie jest tak źle z tym czasem. Zgadzam się w pełni z tym co napisałeś. Mi bez problemu udało się przez ponad 120 dni codziennie powtarzać Anki (140 – 160 sztuk na powtórkę). To tylko kwestia motywacji.
    Michał.

  17. Moim zdaniem brak czasu to złudzenie. Tak jak poprzednicy, popieram metodę „upiec dwie pieczenie na jednym ogniu". Czytasz lekturę do szkoły? Znajdź wersję w języku, którego się uczysz. Notatki w kalendarzu rób w tym języku. Nie marnuj czasu w tramwaju. Na uszach noś audiobooki i tak dalej. Nawet na zabijającym czas facebooku można znaleźć strony w danym języku i udzielać się w komentarzach i dyskusjach.

  18. Rozrywka w jezyku, ktorego chcemy sie uczyc!
    Nie oszukujmy sie, nasz organizm potrzebuje odpoczynku. Co by sie stalo, gdybys na sile przez tydzien ogladam TV tylko w tym jezyku, ktoregoc chcesz sie uczyc i czytac czasopisa w tym jezyku?? Zapewne po tygodniu stalo by sie to czyms normalnym. Do tego mozna przywyknac:):):)

  19. Nauczyciele językowi mówią jasno: oglądanie filmów i czytanie gazet w obcym języku ma jako taki sens dopiero od poziomu średnio-zaawansowanego. A jak dojść do tego poziomu? Nie wiem, jak sobie wyobrażacie uczenie się języka z telewizji i gazet, kiedy znasz 500 albo 1000 słów w obcym języku i najprostsze formy gramatyczne. Bezsens piszecie.

    1. A widzisz, drogi anonimowy czytelniku, to zależy… Zrób taki eksperyment: weź tekst w jakimkolwiek języku słowiańskim i zacznij go czytać – zdziwisz się jak wiele jesteś w stanie zrozumieć nigdy nie przechodząc przez podręcznik. Czy wtedy też to nic nie daje?
      Dużo czytając widzę u siebie spore postępy nawet w języku albański, który, delikatnie mówiąc, do podobnych nie należy. Ev też wspomniała, że ogląda i czyta po chińsku i jakoś z tego powodu jeszcze nic się jej nie stało.
      Wnioski: jeśli się Tobie to nie podoba, to tego nie rób, ale przynajmniej nie przekonuj innych, że czegoś nie umieją.

    2. Skoro wolisz pudrować swoim czytelnikom gębusie majaczeniem, że w cudowny sposób wiedza językowa przeniknie do nich, kiedy słuchają sobie pioseneczek, oglądają telewizje i po tym będą władać obcym językiem – to ok. Ale uczciwie byłoby chociaż wspomnieć, że część nauczycieli uważa inaczej. Nawet Twoja blogowa znajoma Agnieszka Drummer ostatnio na blogu napisała: „Często bywam pytana – przez osoby już na “pewnym” poziomie niemieckiego – co POCZYTAĆ po niemiecku, żeby mieć kontakt z językiem, żeby rozszerzyć sobie słownictwo. Oczywiście książka musi być w miarę prosta, ciekawa i najlepiej oryginalnie niemiecka." (…) „To pytanie wbrew pozorom wcale nie jest takie proste.
      Jeśli ktoś ma małe dzieci, to polecam “Meine Schwester Klara” (…) „Wierzcie mi, na początku to JEST mozolne – tzn. czytanie po niemiecku (a także w każdym innym OBCYM języku), ale naprawdę nabiera się wprawy.– to cała seria przezabawnych opowiadań dla dzieci." Ergo: znając język „na pewnym poziomie"* z „trudem"* i „mozołem"* idzie nam nawet przekaz skierowany do dzieci.
      * takich słów konkretnie użyła autorka.

    3. Ależ ja się zupełnie zgadzam z tym, co napisała Agnieszka. Bo to jest trudne i na początku bardzo męczące, szczególnie dla osób, które tak naprawdę czytać nie lubią, bądź nie mają pojęcia o czym czytać by chciały. Ale nie wyobrażam sobie jak można język opanować bez tego i bez robienia rzeczy powszechnie uważanych za trudne. Sam podręcznik jeszcze nigdy nikomu nie wystarczył.

      I ja nikomu tu nie „pudruję gębusi" (swoją drogą mógłbyś się chociaż powstrzymać od, moim zdaniem niepotrzebnej ironii – na co to komu?), raczej zachęcam do trochę ciekawszej formy obcowania z językiem niż siedzenia z podręcznikiem i wiarze w to, że jak przerobię „X" lekcji to będę płynnie mówił w jakimś języku.

      A że część nauczycieli uważa inaczej… Cóż, wydaje mi się, że to nie jest odkrycie Ameryki, że różni ludzie na różne tematy mają inne zdanie. Nie widzę zaś sensu, żeby pod każdym postem pisać teksty w stylu „ale X uważa inaczej" – to mija się z jakimkolwiek celem. Zakładam, że czytelnik jest istotą inteligentną, która sama na sobie jest w stanie niektóre rzeczy sprawdzić i której nie trzeba wodzić za rękę po poglądach innych ludzi.

    4. Ergo: znając język „na pewnym poziomie"* z „trudem"* i „mozołem"* idzie nam *nawet przekaz skierowany do dzieci*

      1. „Nawet"? W książkach dla dzieci pełno jest wyrazów dźwiękonaśladowczych, zdrobnień, nazw rozmaitych zwięrzątek, określeń sposobów ruchu i innych słów dość rzadko używanych w tzw. dorosłym życiu. „pięć waleni wciąż się leni, bo waleni nic nie zmieni"; „sześć królików na placyku suszy uszy po deszczyku"

      2. „Gąsienniczka podpełzła do krasnoludka i zapytała cichutkim głosikiem" to taki sam trud i mozół jak „Wypłatę kolejnej transzy pakietu ratunkowego EBC uzależnia od dalszych reform" a finansiście (czy komukolwiek zainteresowanemu światem) przyda się mniej. To że ‚dziecinny’ język wydaje się prosty rodzimemu użytkownikowi, nie znaczy, że taki jest dla cudzoziemca.

      3. Pewnie że na początku to nie jest czytanie/oglądanie w sensie ścisłym a raczej wychwytywanie pojedynczych słów czy zwrotów i że nie należy liczyć, że cokolwiek „samo do głowy wejdzie", ale jednak coś to może dać.

      4. A od „nauczyciele językowi mówią jasno" do „kiedyś przeczytałem wywiad w Wyborczej" (nawiasem mówiąc w dodatku który jest jedną wielką reklamą szkół językowych) jest chyba trochę daleko 🙂

    5. Wbrew pozorom ma. Jest to dobre utrwalenie materiału, tym bardziej, że zapewne przeczytanie takiego tekstu (bo książką tego nazwać nie można 😛 ) nie zabierze Ci dużo czasu.
      Nie zmienia to faktu, że eksperci mówią, że w tekście ok. 10% słów powinno być dla nas nowe. Tak, aby nie spędzić za dużo czasu ze słownikiem (co odbiera radość czytania), ale też aby nauczyć się czegoś nowego.

      1. Szczerze mówiąc, to z moich doświadczeń wynika, że jak niemiecki lubię i posłucham radia, i zrozumiem np. 20% to jestem zadowolona. Coś sobie wynotuję, coś zapamiętam.
        Ale nigdy nie zapomnę, jak otrzymałam kilka lat tamu za zadanie od nauczycielki przeczytać po angielsku „Demon i panna Prym". Byłam na takim poziomie, że nie rozumiałam nic. Porzuciłam czytanie załamana i zapłakana po 3 stronach, a angielskiego dalej nie znosiłam (i wciąż nie lubię). Więc wcale to czytanie, słuchanie nie jest lekiem na wszystko, bo może mocno zniechęcić, gdy niewiele się rozumie. Mnie to na przykład wyprowadza z równowagi, jak czytam/słucham i nawet nie rozróżniam słów.

      2. Werterownia,

        Oczywiście masz rację. 🙂 Bieganie też nie koniecznie jest dobre dla zdrowia, bo można się potknąć, połamać, oraz zniechęcić na długie lata do sportu. Niemniej, aby nabyć dobrą kontycję, niewiele jest rad tak dobrych jak bieganie. Aby nauczyć się języka obcego, niewiele jest rad tak dobrych jak czytanie. Początkujący biegacz nie musi biegać z przeszkodami. Początkujący poliglota nie musi czytać tekstów bardzo trudnych. W szkole można mieć nierozsądnego WFistę i zniechęcić się do sportu; można mieć też nierozsądnego anglistę i zniechęcić się do angielskiego.

  20. Anonimowy, powiedz ktorzy nauczyciele tak jasno o tym mowia.. bo wydaje mi sie, ze to Ty zle ich zrozumiales.. ogladanie filmow i osluchiwanie sie to cos co pomaga w nauce kiedy uczen nawet jedngo slowa w obcym jezyku jeszcze nie umie.. i powinno byc wszechobecne od pierwszego dnia nauki. Bezsens bezsensem skoro sie upierasz, ja sie tak dwa lata ucze, przez ogladanie i podczytywanie chinskiego, i ba, najczesciej bez napisow ;] ale nie przeszkadza mi ze to bezsensem nazywasz, bo ten bezsens sprawil, ze ciagle ide do przodu i wiem, ze tego jezyka sie naucze niezle w przeciwienstwie do wielu osob, ktore pisza jak Ty z sensem.. a ktore maja male szanse dojsc do poziomu srednio-zaawansowanego przy samym zakuwaniu.. i raczej tego sensownego momentu na rozpoczecie ogladania tv obcej wcale nie doczekaja 😉
    Pozdrawiam 🙂

  21. Kilka miesięcy temu był dodatek do GW właśnie o nauce języków obcych. Były wywiady z nauczycielami i ogólne ględzenie o nauce języków. Kobieta (nauczycielka) udzielająca wywiadu mówiła, że jak ktoś zaczyna naukę od prób oglądania filmów i czytania gazet/książek w obcym języku to szybciej się zniechęci niż nauczy i, że z tą formą nauki lepiej poczekać do poziomu B1-B2 (jeśli dobrze pamiętam). Oczywiście numeru nie pamiętam, ale jeśli jesteś zainteresowana, to przeglądanie w bibliotece archiwum GW wydaje się zadaniem wręcz trywialnym dla kogoś, kto obcojęzyczne treści zdaje się rozumieć przez przenikanie.

  22. Mhm, dziekuje za odpowiedz anonimie, choc moje pytanie bylo raczej retoryczne, jako ze niekoniecznie sie zgodzilam ze stanowiskiem prezentowanym przez wspomnianych nauczycieli.

    Wydaje mi sie, ze dosc przypadkowo wybierasz autorytety i przywiazujesz zbyt duza uwage do ich slow. Nie podwazam slow osob, na ktore sie powolales, ale ciekawi mnie czemu zatem nie zaufasz i w ten sposob Karolowi, ktory zdaje sie miec jakas wiedze.. poparta nie tyle wypowiedziami innych osob i odkryciami naukowcow co swoim wlasnym doswiadczeniem.. ? Musi napisac w dodatku do GW, zebys go szanowal?
    A jak z Twoim doswiadczeniem? Tak krytycznie sie wypowiadasz o nauce poprzez osluchiwanie sie, ogladanie filmow i sluchanie pioseneczek.. Probowales tego? Przez ile czasu? Jakich jezykow?

    1. Karol zna 500 języków i uczy się 1000 nowych. Powiedzmy sprawiedliwie – nie jest typowym amatorem obcej mowy. On faktycznie może i rozumie cokolwiek nawet w jeszcze nieznanych mu językach. Ja nie znam żadnego. I ucząc się pierwszego przeszło pół roku (z książek zawierających płyty cd) nijak nie widzę czego mam szukać w obcojęzycznych gazetach czy telewizji (lampienie się w telewizor i wyłapywanie co kilkanaście sekund pojedynczego słowa to strata czasu). W moim wypadku powiedzieć o nieskuteczności telewizyjno-gazetowo-muzycznej metody to nic nie powiedzieć. W moim wypadku wszystkie krytyczne głosy do potęg brać trzeba, bo faktycznie tylko zniechęcenie mi się pojawia, kiedy lampię się w tekst, guzik z niego wiem, zdań nie rozpoznaję a na ślęczeniu przy języku lekko 600 godzin pyknęło. 600 godzin, które można było wykorzystać na coś, co daje jakiś efekt.

    2. Anonimowy, bo Ty to źle rozumiesz. Po pierwsze – nauka języka obcego będzie skuteczna, jeśli dostosujesz ją do siebie. Być może Ty nauczysz się wyłącznie w szkole językowej, ale masa ludzi uczy się podczas rozmów na forach, oglądania TV itd.

      Karol podał dobry przykład – jeśli sięgniesz po gazetę np. po słowacku, to masz szansę sporo zrozumieć, choć nie znasz języka. Podobnie, znając trochę angielski, można znacznie poprawić sobie znajomość języka, czytając gazety, czy oglądając anglojęzyczne filmy z angielskimi napisami.
      Oczywiście, że książka/gazeta po chińsku nic Ci nie powie, jeśli nie masz nawet podstaw chińskiego.
      Ale filmy/książki/gazety/TV można wykorzystywać już od całkiem niskiego poziomu.

      Generalnie im bardziej język jest podobny do naszego i im mniej barier po drodze (takich jak np. obcy alfabet) tym niższy poziom wystarczy do nauki języka przy okazji np. TV czy gazet.

      Tak czy inaczej, u nas to działa i my utrwalamy sobie w tej sposób języki obce, osłuchujemy się.

      Ale z tego co piszesz wynika, że prawdopodobnie to nie jest metoda dla Ciebie. Ty najwyraźniej potrzebujesz czegoś bardziej zorganizowanego – jak podręcznik czy program do samodzielnej nauki, albo zajęcia w szkole językowej, najlepiej skondensowane i np. nakierowane na gramatykę czy powiększanie słownictwa.

    3. Dajcie spokój, jak ktoś nie chce sie uczyć to niech sie nie uczy a nie z powodu swojego ograniczenia, lenistwa i frustracji próbuje „udowodnić" reszcie że nie maja racji.
      Niech narzeka dalej, daleko zajdzie.

  23. Język hiszpański, podcasty, seriale i filmy są w moim procesie nauki obecne od samego początku. Nieraz pisałam, jak bardzo motywuje fakt, że z każdym dniem rozumiesz coraz więcej, coraz więcej słów i konstrukcji (!) jesteś w stanie wyłapać.
    Lubię czytać i szukać nowych słów. Nigdy nie uczyłam się z podręcznika, bo dla mnie to najbardziej bezsensowne wynalazki. Nic nie jest dobrze potraktowane – ani gramatyka, ani słownictwo (pominę fakt, że ja słówek związanych z domem, czy jedzeniem zaczęłam uczyć się dopiero teraz, gdy uczę się do egzaminu, a tam jest to wymagane. Inaczej te słowa sa bardzo rzadko używane 🙂 )
    Z hiszpańskim stuknie mi niedługo dwa lata. Cudownie spędzony czas 🙂 Nie wyobrażam sobie siedzenia przy podręczniku i kucia gramatyki, bo zabija to całą przyjemność uczenia się. A dzisiaj większość rzeczy wykonuję intuicyjnie, bo jestem osłuchana i niektóre konstrukcje wryły się w pamięć.
    A czytanie? Nie warto porywać się z motyką na słońce od samego początku, ale moim zdaniem, gdy pozna już się czas przeszły i przyszły można śmiało próbować z jakąś współczesną literaturą (Harrym Potterem, Jodi Picoult czy Zmierzchem 😉 ). No i gazety, wikipedia – im szybciej zacznie się obcować z naturalnymi tekstami, tym lepiej.
    Wiem, wypróbowałam na sobie. Autorytet ze mnie żaden, ale nikt mnie nie przekona, że jest inaczej 🙂

  24. Eksperci? Nauczyciele? Dodatek GW? Łykanie wszystkiego niczym młody pelikan jest ryzykowną opcją. Nauczyciele będą mówić to, co zachęci ludzi do pójścia na kursy i płacenia im za usługi. Odkąd rzetelnie (tzn. regularnie) zaczęłam uczyć się z gazet i podkastów widzę, jaką głupotą było wydawanie kasy na kursy. Uczenie się poprzez aktywne korzystanie z języka jest o niebo skuteczniejsze. Gdyby ludzie mieli tyle samozaparcia i wiary, żeby to praktykować, to większość szkół językowych by upadła. Logiczne, że żaden „ekspert’ tego nie poleci, bo nie ma w tym interesu. A uczenie się z książeczek dla dzieci jest akurat fatalnym przykładem, bo dla dorosłego są po prostu nudne.
    Wiadomo, że od poziomu A1 nie ma co się katować Ulissesem w oryginale. Trzeba poznać podstawowe konstrukcje, żeby nie szukać w słowniku formy przeszłej od „być", wypadałoby wiedzieć gdzie jest podmiot i jak wygląda czas przyszłly i przeszły. Ale to tyle. Wtedy można już walczyć z językiem na prawdziwych materiałach.

    Zuza O.

  25. cześć Karol dziś przez przypadek trafiłam na twój blog i przeczytałam go od deski do deski. I szkoda ,że juz nie ma więcej ciekawych artykułów, czekam na nastepne.Ja też jestem pasjonatką jezyków obcych.Znam angielski na poziomie B2/C1, francuski – zdana matura, egzamin na studia ( jeszcze wg starych zasad bo ja juz po 30-stce) ale dzis mało pamiętm, hiszpańskiego zaczełam uczyc sie 2 lata temu ale tylko 10 miesięcy bo potem moja nauczycielka -studentka za granice – ( miałam poziom A2- dziś 1A – jak taki istnieje) od tego przez rok nie wróciłam do książek,czego każdego dnia załuje. I teraz pojawia się problem bo każdego dnia w myslach wzdycham do tych języków a dodatkowo ostatnio pod wpływem mojego wyjazdu do Itali zrodziła sie we mnie chęć nauki włoskiego.I teraz pytanko-jak sie uczyc aby pogodzić te 4 języki. Mówisz o poświęceniu od 30min do 1h dziennie.Załuzmy ,że w kazdy dzień zrobie cos z każdym językiem to wychodzi 15 min na każdy-chyba mało -takie dłubanie nie nauka. I jak to pogodzic . Jak ty sie uczysz tych 4 języków. Czy lepiej każdego dnia poświęcić godzine na naukę kazdego języka, ? ale wtedy wychodzi ,że do języka wracam co 4 dni a to chyba za mało ( średnio 1,5 h w tygodniu-to mniej niz na kursie językowym w szkółkach – a jak ustalilismy to za mało) czy mógłbys z własnego doswiadczenia powiedziec jak podejśc do nauki tych języków równoczesnie? dzieki pozdrawiam Majka

  26. Witam serdecznie,
    ja chciałbym dodać jedno ćwiczenie z zakresu nauki języka obcego, które polecam. Mianowicie: transkrypcja tekstu słuchanego lub/oraz pisanie dyktand.
    Nie wiem dlaczego, ale w Polsce spotkałem się z opinią, że jest to ćwiczenie trudne i mało atrakcyjne, dlatego też najczęściej taką formę ćwiczeń spotyka się dopiero na filologii lub lingwistyce.
    Uważam, że jest to błąd.
    Osobiście po raz pierwszy z takim zadaniem spotkałem się na kursie języka francuskiego, gdy rozpocząłem naukę na poziomie B1. Na poziomie B2 dyktowano nam pytania na które należało odpowiedzieć na podstawie wysłuchanego reportażu/wywiadu itp.
    Dziś, na studiach okazało się, że było to najważniejsze ćwiczenie w trakcie całego procesu przyswajania języka, a pisanie dyktand wraz z ich analizą było jednym z kilku warunków zaliczenia lingwistyki francuskiej na pierwszym roku.
    Osobiście, bardzo sobie cenię tę formę ćwiczeń i wydaje mi się, że w przypadku języka francuskiego, jest to niezbędny element kształcenia językowego dla osoby chcącej rozwinąć swoje kompetencje w zakresie tego języka ze względu na złożoność fonetyczną i duże różnice występujące między słowem mówionym i pisanym.
    Teksty oczywiście należy dostosować do poziomu ucznia, a następnie dokonać ich dogłębnej analizy.
    Dla samodzielnej pracy na początkowym poziomie warto zaopatrzyć się w zwykłą książkę przygotowującą np. do certyfikatów, zawierającą zbór zadań z rozumienia ze słuchu wraz z ich transkrypcją. W ten sposób sami możemy sprawdzić popełnione przez nas błędy.
    I choć piszę tu głównie o języku francuskim, metodę tę polecam przy nauce każdego języka.

    A tak w ogóle czas rozpocząć wakacje!

    Pozdrowienia z deszczowej Brukseli,
    Invisible24

  27. Witaj,

    nie wiem czy spotkałeś się z Cantr, więc ci opiszę grę, która wspomaga naukę języków w sposób przyjemny i niezwykły 🙂

    Jest to gra tekstowa (czyli praktycznie cały czas piszemy) w której wcielamy się w jakąś przez siebie wymyśloną postać i komunikujemy się z innymi postaciami (realni gracze) tworząc fabułę. Co najważniejsze, gra jest tłumaczona na kilkanaście języków, można wybrać postać w której strefie ma się znajdować (max. możemy mieć 15 postaci) i siłą rzeczy trzeba pisać o różnych czynnościach, a postacie mogą w samej grze spotykać się z innymi strefami.
    Wszystko darmowe, przez wiele lat robione przez wolontariuszy zafascynowani ideą tej gry.

    Tutaj jest więcej: http://cantr.net
    Na forum lub ircu też dowiesz się więcej 🙂

    Mam nadzieję, że wam się przyda. Powstaje też Polski klon i liczę że rozpowszechni się gra własnie też w celach edukacyjnych. Jakby nie było, ludzie poprawiają również pisanie w języku polskim 🙂

  28. Witam
    Mam dopiero 17 lat i jedynym językiem jaki do tej pory znam jest angielski (a i tak bardzo słabo, jak rozumiem na B2 tak czynna znajomość to A2), ale od bardzo dawna tak sobie marzę, że może kiedyś będę poliglotką 😉

    Trafiłam na ten blog już jakiś czas temu i muszę przyznać, że jestem wierną czytelniczką. Mam dosyć wybujałe plany co do języków, a konkretnie ich ilości. I mam w związku z tym dylemat: Czy warto? Bo angielski raczej słabo, z poprawną wymową i akcentem nie radzę sobie kompletnie (ale po polsku też niewyraźnie mówię, więc tym się nie przejmuję). Z drugiej strony – uczę się tylko z lekcji na lekcje, nigdy nic sama nie piszę, tak praktycznie to wmówiłam sobie, że nie mam talentu i po prostu nie ćwiczę. Czytam cały czas, że powinno się uczyć codziennie – i zapewne tu tkwi problem? Od wakacji trzeba wziąć się do roboty 🙂

    Natomiast co do planów… mam kilka(naście) języków, które od kilku lat mnie interesują, i tu pozwolę sobie wymienić:

    hiszpański, portugalski, rumuński, fiński, litewski, rosyjski, czeski, chorwacki
    Do tego mam w szkole niemiecki, ale nie zamierzam później kontynuować nauki. I mój problem tkwi tutaj: chcę za dużo, choć wiem, że nigdy nie znajdę tyle czasu na naukę każdego. Udało mi się już kiedyś wybić z głowy kilka innych języków, m. in. turecki (bo Turcja mnie nie interesuje), norweski (bo zarówno konstrukcje zdania jak i wymowa języków germańskich to niezbyt przyjemna rzecz), łotewski (materiałów brak, a litewski odrobinę ładniejszy) i japoński (nauczyłam się kiedyś kany, ale straciłam chęć).
    Ostatnio doszłam do wniosku, że i portugalskiego nie ma co zaczynać. Uwielbiam europejską wersję, ale co z tego, skoro wiele razy Portugalii nie odwiedzę, a dla samej Brazylii też nie ma sensu. Szkoda straconego czasu 🙁 I takie same myśli nachodzą mnie jeśli chodzi o litewski – a z drugiej strony strasznie mi żal, że nie będę znać tego przepięknego języka.
    Natomiast mam kilka pytań
    Ustaliłam sobie, że od lipca tego roku jadę z angielskim, hiszpańskim, rumuńskim i fińskim. To są najważniejsze dla mnie cele i tu na pewno nic się nie zmieni. Na następny rok na pewno przyjrzę się rosyjskiemu, ale pozostaje jeszcze reszta. Mam nadzieję, że mogę zadać pytania:
    1. Czy wymowa/akcent czeskiego jest trudniejszy od serbskiego/chorwackiego? Jak w ogóle wygląda sprawa z akcentem tych drugich? Czy gramatycznie są bardzo skomplikowane? Miałam kiedyś okazję zaznajomić się krótko z wymową czeskiego (swoją drogą bardzo dla mnie niewygodną) i muszę przyznać, że mam wątpliwości. Czechy mam bardzo blisko, do Pragi i kilku innych miast na pewno nie raz wrócę, język oczywiście bardzo przyjemny, ale ciągle się zastanawiam czy nie uczyć się zamiast tego któregoś z południowców. Niby czeski jest bardziej pokrewny polskiemu, ale czy to znaczy, że jest też przyjemniejszy w nauce?
    2. Zakładając, że wybiorę serbski lub chorwacki – czy różnice między nimi są bardzo duże? Nie będę się pytać, który wybrać, bo to sprawa osobistych preferencji 😉 ale zastanawia mnie czy można się ich uczyć jako „jednego"? Chodzi mi o to, że większość książek i materiałów, jakie można znaleść to stare publikacje do serbsko-chorwackiego. Czy są tam zaznaczone jakieś różnice między nimi? Czy tylko w ostatnich latach tak ewoluowały? Warto sie uczyć z tych starych materiałów? Przepraszam, jeśli pytanie jest głupie, ale nie zagłębiłam się jeszcze w ten temat.
    3. Czy czarnogórski bardzo różni się od tej dwójki, czy jest z nim tak jak z bośniackim?
    3. Przeczytałam tu gdzieś, że bułgarski nie ma odmian… i zaciekawiło mnie to. Jak do tej pory nie brałam go pod uwagę, zawsze myślałam jedynie o chorwackim, ale właśnie zaczęłam się zastanawiać. Czy według was jest to język prostszy gramatycznie od np. czeskiego? Możliwe, że poważniej się nim zajmę, ale chciałabym najpierw poczytać jak mniej więcej wygląda nauka 🙂

    Z góry dziękuję za odpowiedzi i bardzo przepraszam za zaśmiecenie komentarzy moimi wypocinami.
    Ania/ Blue_Himawari

    1. „norweski (bo zarówno konstrukcje zdania jak i wymowa języków germańskich to niezbyt przyjemna rzecz),"

      Akurat gramatycznie norweski jest bardzo przyjemnym, logicznym językiem. Nie wiem co masz na myśli pisząc o „wymowie języków germańskich", bo coś takiego nie istnieje. Ile języków, tyle fonetyk, a jeśli chodzi o norweski, to w zasadzie każde miasteczko mówi inaczej, więc nie ma tu mowy o jakiejkolwiek ogólnej „germańskiej zasadzie". Choc oczywiście, jeśli nie interesujesz się Norwegią, to nie ma sensu brać się za norsk.

    2. @Zuzanna Orłówna

      Wiem co masz na myśli, ale mi chodziło o coś innego 🙂 Miałam zaznaczyć, że dla mnie, ale gdzieś mi to uciekło. Norweski nie jest skomplikowany, wiem.

      Po prostu języki germańskie są dla mnie najtrudniejszą rodziną językową – ucząc się kiedyś fińskiego (który jest językiem fleksyjnym i ma sporo przypadków) potrafiłam się więcej nauczyć w miesiąc niż angielskiego w 3 lata. Obecnie mam również niemiecki i on też nie jest dla mnie „wygodny". Mam tu na myśli m.in kolejność słów w zdaniu. Jeśli chcę coś płynnie powiedzieć, to mniej problemu mam z dodaniem końcówki np. do rzeczownika, a więcej z poprawną konstrukcją całego zdania. W odróżnieniu od języków germańskich, w językach mocno fleksyjnych można sobie pozwolić na większą swobodę jeśli chodzi o kolejność wyrazów. To tyle jeśli chodzi o gramatykę.

      Wymowa. Tutaj miałam na myśli dwie rzeczy. Po pierwsze – znowu JA mam problem. Między innymi ze zmienianiem głosu, akcentu itp. Wygodniej mówi mi się używając języków z innych rodzin. I w tym momencie mogę napisać jakąś bzdurę, bo nie mam fachowej wiedzy, ale mam wrażenie, że języki germańskie mają więcej mocnych dźwięków z tchawicy, a skandynawskie na dodatek są mocno gardłowe (szczególnie duński). A wrażenie to bierze się m.in stąd, że bardziej się męczę próbując wypowiadać wszystko poprawnie.

      No i po drugie: mam więcej problemów z rozumieniem ze słuchu, rozpoznawaniem poszczególnych słów. Kiedyś, jeszcze w czasach podstawówki, rodzice kupili mi samouczek do hiszpańskiego i pamiętam, że po 4 samodzielnych lekcjach, podczas wycieczki do Pragi, o wiele lepiej rozumiałam (i odróżniałam słowa) język hiszpański niż angielski po 4 latach nauki. Złożyły się też na to inne czynniki, ale wiem, że języki germańskie to nie jest moja działka 😉

      I wracając jeszcze do norweskiego. Słyszałam, że jest mniej skomplikowany gramatycznie od angielskiego i niemieckiego, nie przeczę, ale wiem, że i tak musiałabym przeznaczyć na naukę o wiele więcej lat niż na inne języki, bo wiem jak ten język brzmi i widzę ten sam problem co z innymi germańskimi.

      I twoje ostatnie zdanie… Norwegią troszeczkę się interesuję, to był mój pierwszy ulubiony kraj obok Węgier 🙂 Już w przedszkolu miałam plany, żeby wyemigrować do deszczowego Bergen lub do Trondheim, ale cóż… zarówno gusta jak i plany się zmieniają 🙂

      Mimo wszystko dziękuję za odpowiedź.
      Blue_himawari

    3. Rozumiem, co masz na myśli. Uważam, że to bardzo dobrze, że podchodzisz do tego z taką samoświadomością – jeżeli czujesz, że z germańskimi Ci nie po drodze, to nie ma co sie męczyć. Mam tak samo z angielskim. To nie mój język i tyle. Doszłam do poziomu B2 i od paru lat uderzam głową w ścianę – więcej się już nie nauczę.

      PS. Fonetyka duńska jest po prostu DZIKA 🙂

    4. Oj jak ja cierpię i jak ja rozumiem Twoje cierpienie z niemiecką składnią. Też nigdy nie wiem co najpierw, co potem, a co na koniec zdania. Abstrakcyjny język. I rozdzielne rzeczowniki 😀 Wydaje się, że Niemcy udziwnili/utrudnili wszystko, co się dało udziwnić i utrudnić.

  29. Bardzo mi się podoba blog! Świetne ujęcie tematu!
    A o mnie krótko:
    Kocham niemiecki i nie ma nic prostszego jak ich tabelaryczna gramatyka!
    Dobra, umlauty do dziś to ból żołądka, ale kocham ten język i mam to gdzieś, bo pięć to liczba między cztery a sześć. Zawsze jest wesoło.
    Ostatnio uczę się serbskiego dla „szpasu", bo mam kontakt z byłymi Jugosłowianami i przez to szybko mi do głowy wchodzi. A uczę się go po niemiecku 😀 a nie po polsku.
    Lubię języki. Mam awersję do angielskiego, a mimo to chciałabym go lepiej opanować, bo jest potrzebny, szczególnie w kwestii artykułów o treści zawodowej! Chwała bogu, że język medyczny pochodzi i w ang.i w niem. od łaciny. Jeden ból przy nauce!
    Jak kto ma ochotę: http://okiemauslandera.blogspot.com/

  30. Ja to bym proponował wprowadzenie zmian w nauczaniu języków obcych na studiach – przynajmniej na US. Lektoraci (każdy co do ‚joty’) ma w dupie studentów albo po prostu nie potrafią przekazywać wiedzy, a później wymagają zdanego egzaminu na poziomie B2, żeby móc odebrać dyplom ukończenia 3 letnich studiów wyższych. PARANOJA!

  31. Znam w stopniu komunikatywnym dwa języki (poza rodzimym), a przynajmniej powinnam, bo jak się okazuje po rocznej przerwie w nauczaniu niemieckiego i rozpoczęciu nauki dwóch kolejnych (francuski i łacina), okazało się, że moja umiejętność szprechania zanikła.
    Ostatnio odkryłam genialny sposób na naukę języków. Mianowicie zaprosiła mnie do znajomych na fejsbuku jakaś Kalifornijka. Automatycznie, jak to zwykłam robić z innymi zaproszeniami od niewiadomokogo, wysłałam jej wiadomość z pytaniem, czy się znamy, a kiedy odpisała, że nie i poprosiła, żeby ją „dąt dżadż", postanowiłam, że może mi się do czegoś przydać. Tym sposobem wymieniamy kilka wiadomości dziennie, a moja umiejętność władania angielskim rośnie. Cały minus tej sytuacji tkwi tu, że różnica czasu między nami wynosi… kilkanaście godzin i często kiedy ja wstaję z łózia, moja Kalifornijka właśnie idzie spać 😉

  32. Johnny Grunge – co do pisania po angielsku lub jakimkolwiek innym języku, polecam ci stronę busuu.com, która służy do nauki języków. Tam jest czat, na którym możesz porozmawiać z obcokrajowcami 😉

  33. Witam,
    Mam trzynaście lat (a dokładnie mówiąc, skończyłam tyle dwa tygodnie temu) i wielkie plany. Z angielskim mam kontakt od dawna, od trzeciego roku życia uczęszczam na dodatkowe lekcje (kilka lat było to w formie przedszkola językowego, potem już normalne zajęcia), zaś niemieckiego uczę się od września, mam lekcje indywidualne. Na razie mam z nim problemy, bo jak pisany jest w porządku, to mówiąc tak kaleczę, że o zgrozo. Ale przede mną jeszcze wiele lat intensywnego szprechania a i nie o tym jest ten komentarz. Zaś od września tego roku zaczynam kurs rosyjskiego, cyrylicy nauczyłam się samodzielnie, ale reszta dopiero czeka. Trzymajcie kciuki!
    To już trzy języki. A mi się marzą jeszcze trzy. Ukraiński (od dawna jestem zafascynowana Ukrainą, po prostu mam fioła, że tak to ujmę, na punkcie tego kraju. Czytam wszystko co mi się nawinie pod rękę o historii Ukrainy, marzę o zwiedzeniu jej, kilkoma podstawowymi słówkami posługuję się na codzień [co swoją drogą potrafi zirytować znajomych ;)] ogólnie mówiąc – jestem Ukrainofilką. Wiele razy słyszałam, że to trochę nietypowe hobby, biorąc pod uwagę mój wiek i zero ukraińskich korzeni, ale kto by o to dbał, skoro kocham ten kraj?),
    Francuski (po prostu – pięknie brzmi. Chcę go opanować dla swojej satysfakcji i przyjemnośći)
    Hiszpański (trochę już po hiszpańsku rozumiem, a Hiszpania jako kraj – jedno z moich marzeń, kiedyś zwiedzę na pewno)
    I takie pytania – czy faktycznie jeśli najpierw opanuję rosyjski łatwiej będzie mi nauczyć się mojego ukochanego ukraińskiego?
    i najważniejsze:
    Czy można się samodzielnie opanować w stopniu zaawansowanym jakiś język? Opierając się tylko na podręczniku, fiszkach, piosenkach z danego kraju i rozmowach z osobami, których jest językiem ojczystym? Chęci mam, czas mam, niektórzy mówią, że zdolności językowe też, ale nie mnie to oceniać. Doradźcie, bo nie wiem, czy się to opłaca w ogóle zaczynać.
    ~Weronika

    1. Witaj. Jak zapewne widziałaś, napisałam wyżej bardzo podobny komentarz, jestem niewiele starsza od ciebie, ale na te pytania mogę odpowiedzieć 🙂

      Po pierwsze, super, że tak wcześnie zaczynasz. Tak naprawdę najważniejsza jest mobilizacja i zmuszenie się do pracy. Masz więc szansę, żeby otworzyć sobie wiele drzwi w młodym wieku, nie rezygnuj z tych planów.

      Najmocniej przyłóż się do tych języków, które najbardziej ci się podobają i najbardziej ci na nich zależy. Ja również uczę się niemieckiego od września, ale nie jest to dla mnie najważniejszy cel, dlatego postanowiłam, że będę się uczyć tylko tyle na ile tego wymagają. Po trzech latach ocenię swoje umiejętności i zastanowię się nad ewentualną kontynuacją nauki.

      I pytania:

      1. Jeśli nie podoba ci się rosyjski lub nie fascynuje cię aż tak bardzo – nie ucz się go. Jest to język popularniejszy, dużo osób zaczyna interesować się ukraińskim, kiedy zna już rosyjski. Inni chcą się uczyć obu i ci również mogą zacząć od rosyjskiego. Ty, jak rozumiem, interesujesz się jednak tylko Ukrainą? Jeśli tak, to nie zaprzątaj sobie głowy dodatkową pracą. Rosyjski ma dosyć sporo użytkowników we wschodniej części Ukrainy. Możesz zatem uczyć się ukraińskiego i poznać podstawy rosyjskiego.
      Właśnie doczytałam, że zaczynasz kurs we wrześniu, więc nie będę nic zmieniać, a dodam tylko: zrób to co chcesz, na czym ci zależy 🙂

      2. Można, ale jest to trudne. Najtrudniej zmusić się do pracy. Większość takich samouków jak my obiecuje sobie naukę kilku języków i tak zaczynamy, później odkładamy, następnie wątpimy, okazuje się, że wyleciało nam z głowy to czego się nauczyliśmy i znów zaczynamy od nowa itd. Zazwyczaj kończy się to porzuceniem danego języka i snuciem kolejnych marzeń i obietnic. Najważniejsza zasada: ucz się codziennie przez określony czas. Wyznacz sobie przykładowo 30-40 minut na określony język każdego dnia i ucz się intensywnie. Im mniej języków uczysz się w jednym czasie, tym więcej czasu przeznaczaj na każdy. Zaczynaj zawsze od powtórzenia materiału, który już umiesz. Wiedzę trzeba utrwalać, jak to mówią – nieużywany organ zanika ;)Poza czasem przeznaczonym na ścisłą naukę postaraj się mieć jakiś kontakt z danym językiem, czytaj o kulturze kraju z którego język się wywodzi. Postaraj się połączyć to hobby z innymi zainteresowaniami – nauka będzie efektywniejsza.
      To nie wszystko. Drugim utrudnieniem jest dostępność materiałów. Języki, których chcesz się uczyć mają sporo opracowań, więc problemu nie powinnaś mieć, ale postaraj się zdobyć/kupić jak najwięcej. Ucz się intensywniej. Mam na myśli tutaj fakt, iż szkolne podręczniki do języków są… w mojej opinii kiepskie. Przynoszą mało efektów, więcej tam zdjęć i ćwiczeń (z czego każde polega na tym samym) a mniej informacji. Wybieraj takie materiały, w których jest więcej gramatyki i przykładów niż fotografii uśmiechniętych nastolatków. Nie wiem ile udało ci się nauczyć w ciągu tego roku języka niemieckiego, ale przypuszczam, że mało. W ciągu krótszego czasu można nauczyć się trzy razy więcej. Po pierwsze, należy chcieć, a po drugie poświęcić się temu. Innej opcji nie ma.

      Jeśli masz czas, to bierz się do roboty. Zacznij od rozplanowania sobie pracy. Nie musisz uczyć się w tym roku wszystkich języków, wybierz ulubione.

      Powodzenia.
      Blue_himawari

    2. Mam 14 lat i sam się od maja uczę języka węgierskiego, co robię z niespotykaną dotychczas u mnie konsekwencją. I ja spotykam się często z opiniami typu: masz 14 lat, jesteś za młody na tego typu sprawy. Jeżeli Ciebie też to dotyczy, to mogę Ci radzić tylko jedno: nie zrażaj się w żadnym wypadku!

  34. Och, to nie jest tak, że rosyjskiego się nie chcę uczyć, bo ten kraj też mnie fascynuje, Petersburg to moje marzenia, ale po prostu… mniej niż Ukraina, bo to mój główny ośrodek zainteresowania, przez niektórych jestem nazywana Krypto-Ukrainką.
    Ale ten komentarz oprócz dodania mi motywacji (metoda pół godziny dziennie od jutro wchodzi w życie) uświadomił mi, dlaczego tak mało pamiętam z lekcji niemieckiego.
    Bo podręcznik był właśnie pełen zdjęć (a raczej w moim przypadku rysunków) uśmiechniętych nastolatków, tekstu na lekarstwo, gramatyka bez żadnego tłumaczenia, sucha i niezrozumiała, a ćwiczeń było mało i były banalne. Może to dlatego, że książka była skierowana do uczniów czwartej klasy podstawówki… Dlatego korzystając z okazji, mam zamiar domówić u sprzedawcy, od którego zakupiłam niedawno podręcznik do ukraińskiego, kupić porządny do niemieckiego.
    To odkrycie było dla mnie jak grom z jasnego nieba, naprawdę dziękuję! Może to nie rozwiążę moich perypetii z tym językiem, ale na pewno trochę pomoże i umili naukę.
    I, jak już pisałam, francuski i hiszpański odkładam na przyszły rok, ewentualnie końcówkę tego. Całą swą energię wkładam w języki, których uczyć się muszę (co nie znaczy, że tego nie lubię) – angielski i niemiecki oraz tych dla własnej przyjemności – ukraińskiego i rosyjskiego. Mam nadzieję, że jakoś to będzie.
    ~Weronika

    1. Czas, który podałam był raczej przykładowy. Jeśli nie uczysz się wielu języków na raz to możesz go wydłużyć, im więcej tym lepiej. 30 minut to moim zdaniem minimum, tak więc najważniejsze, żeby tego nie skracać. Poza tym staraj się nie odpuszczać żadnych lekcji – euforia na pewno szybko minie, czasem jest tak, że odechciewa się uczyć danego języka. I tu bardzo ważne: jeśli przestanie ci się podobać to… ucz się dalej i nie rezygnuj 😉 Ja w ten sposób porzuciłam kiedyś hiszpański i fiński, a umiałam już dosyć sporo. Teraz pluję sobie w brodę, bo muszę zaczynać od nowa, nic już nie pamiętam. „Miłość" do tych języków (albo raczej przywiązanie) i tak powróciła. Jeśli już za coś się zabieramy, to lepiej na poważnie – nie będziemy wtedy żałować.

      I wracając do książek. Typowo szkolne podręczniki tworzone są w ten sposób aby (w założeniu) nie przynudzać ucznia. W rzeczywistości działają zupełnie odwrotnie. Jeśli ktoś chce się uczyć z własnej woli i zależy mu, to z większym zainteresowaniem przeczyta nawet najgrubszy słownik.

      Pozdrawiam i powodzenia
      Blue_himawari

  35. Witam 🙂
    Mam pytanie dotyczące podręcznika Assimila (przepraszam, że zamieszczam to pytanie pod postem, którego ono nie dotyczy, ale boję się, że pod jakimś starszym tekstem o Assimilu mogłoby przepaść). Chodzi konkretnie o podręcznik do hiszpańskiego. Czytałam w Twoim dawnym komentarzu dotyczącym Assimila do jakiegoś innego języka, że lepiej jest kupić starsze wydanie. Orientujesz się może czy podobnie jest z hiszpańskim? I przede wszystkim czy starsze wydanie niż to http://podrecznaplus.pl/pl_PL/p/s/10022 w ogóle istnieje? Przeszukałam google, ale nie doszukałam się niestety niczego konkretnego, a nie chciałabym kupić gorszej wersji, jeśli istnieje lepsza 😉
    Z góry bardzo dziękuję za odpowiedź i za istnieje tego bloga, którego pochłaniam od wczoraj 🙂
    Pozdrawiam, Natalia

    1. Polecam nowsze wydanie!!!Jest w nim znacznie mniej błędów i więcej praktycznych, użytecznych zwrotów niż w starszym wydaniu.Poleciłam podręcznik Assimila mojej kuzynce,która niedawno była w Hiszpanii i stwierdziła, że bardzo się jej przydał podczas pobytu.
      Pozdrawiam
      Karolina

  36. Jeszcze raz ja 😉 Oczywiście tuż po wysłaniu poprzedniego komentarza nagle mnie olśniło i zobaczyłam, że jednak google pokazuje różne starsze wydania do hiszpańskiego 😉 Najstarsze wydanie jakie znalazłam jest z 2001 roku, niestety wszędzie jest już chyba niedostępne :/ W każdym razie wiem już, że wydania starsze niż 2011 rok istnieją/istniały, więc pytanie jest aktualne 😀
    Pozdrawiam, Natalia

  37. Cudownie to sobie wymyśliłeś, ale o matce, która siedzi cały dzień z małym dzieckiem, którego nie można spuścić z oka nie pomyślałeś. Nie pomyślałeś, że poza zjedzeniem objadu trzeba go jeszcze ugotować i o wielu innych obowiązkach, które Ciebie najwyraźniej nie dotyczą. To może mi powiesz, jak w takich warunkach znaleźć czas na język obcy, hm? W domu całymi dniami lecą bajki i piosenki dla dzieci, malucha trzeba cały czas pilnować, a i obowiązki same się nie wypełnią.
    Zapraszam do mnie: http://bylojuzwszystko-zawszebedziewiecej.blogspot.com/

    1. Masz absolutną rację. Pomyślałem o przeciętnym człowieku – jeśli ktoś natomiast ma w życiu rzeczy ważniejsze od języków to powinien przede wszystkim na nich się skupiać, a nie przejmować się językami. Przy okazji – obiady przeważnie gotuję samemu, więc może darujmy sobie tego rodzaju małe złośliwości, bo wnoszą niewiele do dyskusji.
      Pozdrawiam.

    2. A ja nie widzę problemu. Racja, jeśli mamy coś ważnego do zrobienia (przykładowo opieka nad dzieckiem), to oczywiste, że powinniśmy temu poświęcić swój czas. Mi osobiście zrobienie obiadu zajmuje od 15 minut do 2h, a dodam, że nie mam jeszcze wprawy, a i tak gotuję trudne, wymyślne dania. Jeśli chodzi o dziecko – znam osobiście kobietę, która niedawno urodziła trojaczki, przy okazji siedzenia w domu robi jakieś drobne projekty do pracy i uczy się 2 języków – jednym okiem zerka na maluchy, a drugim do książki. Radzi sobie świetnie, ponieważ chce i ma pozytywne podejście do obowiązków. Da się, ale to przecież nie jest przymus.
      Pozdrawiam.
      Blue_himawari

  38. Niesamowity pomysł na bloga… jestem pod wrażeniem 🙂 Przez najbliższe dni będę czytać wszystkie wpisy, bo jestem tak zaintrygowana, że nie odpuszczę 🙂

    1. Artykuł ukaże się niebawem, tym bardziej, iż we wtorek wybieram się w długą podróż i różnie może być z dostępem do internetu. To o czym będzie niech pozostanie tajemnicą – przynajmniej na te kilka dni.

  39. Ale trafiłam – ostatnio zaczęłam uczyć się sama włoskiego. Bardzo pomocna okazała się płyta z podręcznikiem z serii „Słuchaj i mów" wydawnictwa PONS. Można nagrać sobie ćwiczenia na MP3 i słuchać wszędzie – w drodze na uczelnię, do pracy, w wolnej chwili, gdy na kogoś czekamy…

    Na pewno rozejrzę się dokładniej po tym blogu, bo widzę, że jest bardzo motywujący :>. Pozdrawiam!

    http://www.lisa-erikson.blogspot.com

  40. Czy autor słyszał może o portalu livemocha.com? Jest absolutnie świetny, polecam. Ostatnio napisałam na ten temat notkę na swoim blogu, zatem zapraszam :).

    Strona zrzesza społeczność ludzi uczących się języków obcych – jest możliwość zapisywania się na kursy, poprawiania ćwiczeń innych osób i rozmawiania z native speakerami z całego świata.

  41. Mein Weg zur Deutschkenntnis

    Ich will mit euch meine Erfahrung mitm Deutschlernen verteilen.
    Ich hatte Deutsch vielmals schon gelernt. In der Grundschule usw… aber ohne
    besonderen Wirkungen. Dennoch war ich immer wieder im Zusammenhang
    mit der Deutschekultur – Familie in Deutschland, die deutsche TV überall zu Hause.
    Aber wenn ich in Deutschland war, konnte ich nicht gut mich mit den Deutschen
    verständigen, trotzdem habe ich gedacht, ich kann auf deutsch sprechen. Es gab so peinlich!

    Wenn ich in Deutschland am November 2010 war, ich habe mich entschlossen, Deutsch gut zu lernen.
    Am Anfang…..habe ich mich ein kleines Taschenwörterbuch gekauft.
    Ich dachte, wenn ich bisschen freie Zeit hätte, ich lese das Wörterbuch und es sollte ausreichend sein.
    Und so vergingen paare Monaten. Am März 2011 war ich mit den Deutschen im Urlaub und wieder…
    konnte ich nicht gut auf Deutsch sprechen. Am Juni 2011 habe ich mich entschlossen, es wäre ganz
    kluge Sache in Deutschland leben und arbeiten. Aber ohne guter Sprachkenntnis ist es unmöglich
    in meinem Beruf.

    Also musste ich ernsthaft die nehmen. Ich habe viele danach gesucht und gefunden.
    Erstens muss man eine Motivation haben – es hatte ich schon.
    Zweitens das Lernen muss man systemastisch sein. Damit hatte ich immer wieder viele Schwierigkeiten.
    Aber gibt es solche Software wie Supermemo! Ich habe schnell Supermemo Extreme Deutsch gekauft
    und seitdem habe ich viele Zeit mitm Deutsch verbracht, mindestens eine Stunde pro Tag.
    Dazu habe ich einmal pro Woche Treffens mitm Deutschlehrer angefangen, um mit ihm auf Deutsch
    ein und halb Stunde zu sprechen.

    In der Arbeit verbringe ich viele Zeit im Auto, mindestens 2 Stunden pro Tag. Deshalb brenne ich die
    Podcasten aus den deutschen Rundfunken aus wie Deutsche Welle, NDR Info, Radio Bremen, HR2 usw. und ich höre
    sie im Auto. Das hilft mir im Hörverstehen und erlaubt mir neue Wendungen kennenlernen.

    Am Januar 2012 fuhr ich nach Wien in die Sprachschule. Das waren nur 2 teure Woche
    aber es hat sich herausgestellt, dass sie mir die Selbstsicherheit und weitere Motivation
    gegeben haben. Plötzlich mein Hörverstehen ist besser geworden.

    Zurzeit sehe ich, meine Sprachkenntnis ist verbessert. Ich kann mit Deutschen spielerisch sprechen,
    ich war einmal in Deutschland zum Bewerbegeschpräch. Wenn ich diesen Text schreibe, muss ich manchmal
    zum Wörterbuch anschauen, um die Artikel zu überprüfen.

    Ich hoffe, mein Beispiel kann anderen eine Motivation geben, dass alle im Sprachlernen möglich ist.

    Antoni

  42. Zgadzam się z tym, że ludzie źle zarządzają czasem. To fakt. Wynika to ze złego gospodarowania nim, przy czym wiele osób ma ten problem, jest on powszechny (ciągle się słyszy, że ludziom brakuje czasu…). Trzeba przywyknąć do „manipulowania” swoim terminarzem i unikać możliwie tego, co jest i tak dla nas bezużyteczne, a pochłania nasz czas. Wyjdzie nam to tylko na lepsze.

    Natomiast chciałabym jeszcze poruszyć jedną kwestię, która nie daje mi spokoju, a może konkluzja komuś pomoże. O ile przeznaczanie swojego czasu na naukę języków jest użyteczne, pomocne, godne pochwały i z korzyścią dla nas, to również trzeba się zastanowić, czy sama metoda nauki jest skuteczna. Bo chyba każdy się zgodzi, że ucząc się byle jak, nawet poświęcając godziny, człowiek nie wyniesie z ów lekcji zbyt wiele. Dodam, że moja opinia będzie bardzo subiektywna.

    W moim przypadku nauka języków obcych była prawdziwym koszmar, przy czym nie z braku umiejętności czy nie z braku czasu, lecz z dość prozaicznego powodu – braku zainteresowania. Komuś to może się wydawać dziwne i interpretacja też może być niepoprawna. Nie chodzi mi o brak zainteresowania danym krajem i jego językiem (wręcz przeciwnie – uczę się angielskiego i francuskiego i poznaję te dwie nacje jak najlepiej tylko mogę, a ponadto kocham kultury obu tych państw). Rzecz w tym, że jestem typem osoby, która nie jest w stanie niczego się nauczyć czy poznać, jeśli mnie to nie interesuje. W większości przypadków stosuję metodę „trzech z”, z której z liceum korzysta akurat wielu uczniów lub po prostu oglądam filmy historyczne, przyrodnicze, doczytuję informacji nt. przedmiotów ścisłych z dodatkowych książek czy podtrzymuje moje zainteresowanie jakimkolwiek wartościowym źródłem (czyt. artykuł, książka, film, serial, audycja naukowa itp.). Rewolucja francuska? Żadnych nudnych opracowań, lecz tylko lektura „Nędzników” mnie uratowała… Dlatego kiedy wyznaczałam sobie za zadanie naukę języka, sprawa wyglądała beznadziejnie, bowiem każdy wie, że języki i językoznawstwo są wspaniałe, satysfakcja z nauki nowych zwrotów ogromna, a jeszcze z obcowania z żywym językiem – niezastąpiona. Ale najgorszy jest sam PROCES nauki przez którego nie byłam w stanie przebrnąć. Mając talent, który potwierdzają moi nauczyciele, wiedziałam, że dałabym sobie radę, ale nudziło mnie to aż tak bardzo, że patrząc na stos podręczników (nawet tych najlepszych, których nauka przynosi efekty), odechciewało mi absolutnie wszystkiego. Zresztą, 5 z tego języka, 5 z tego, więc po uczyć się jeszcze dodatkowo w domu? Marnotrawstwo czasu (a przynajmniej tak uważałam wcześniej).
    Ogromny postęp (i to zresztą przypadkowo) zrobiłam w dziedzinie, do której właśnie książek się nie znajdzie (lub prawie nie znajdzie), a mianowicie chodzi mi o akcent. Wyuczyłam się brytyjskiego akcentu nie robiąc absolutnie nic, poza obejrzeniem wielu sezonów Doctora Who… Pewna niezwykle urocza Niemka, która ma swoje konto na serwisie Youtube i która budowała T.A.R.D.I.S, także szprecha niczym brytyjski native speaker, czym zmyliła już niejednego użytkownika. To, że nie można się wyuczyć akcentu jest mitem (to tak przy okazji).

  43. We wcześniejszych postach Anonim stwierdził, że metoda telewizyjno-książkowo… nazwijmy ją „metodą kulturową”, co jest nieco zgrabniejszym wyrażeniem. A zatem, że ta metoda nie pasuje każdej osobie i miał całkowitą rację. Lecz to metoda skuteczna dla tych, którzy maja już solidne podstawy (B1, B2 i to też sprawa relatywna – zależy od trudności danego języka), także inni użytkownicy mieli również rację. Co zatem począć? Za każdym razem, kiedy ktoś znany mi osobiście z zapałem zamierza uczyć się języka obcego, męczę go niezmiernie tym, żeby popróbował wiele metod i dopiero w końcu wybrał swoją metodę nauki (lub ich mieszankę). Już byłam świadkiem sytuacji, kiedy to dwójka znajomych męczyła się niesamowicie – ona miała zapał przeogromny, zakupiła tonę podręczników i widywałam ją powtarzającą odmiany (irytująca była, ale moje serce się radowało widząc jej wysiłek). Szybko zrezygnowała, choć co jakiś czas ją ciągnie do języka. Znajomy zaś, uczy się w szkole i w domu, miętosząc te książki, lecz jego poziom jest słaby, a „metoda kulturowa” u niego nie zdała egzaminu. Szkoda, lecz cóż zrobić. Dlatego naprawdę lepiej obmyślić tok nauki zawczasu i szukać czegoś, co nie pozwoli się nam zmęczyć i znudzić.

    A ja mam nadzieję, że nikogo nie zanudziłam moją komentarzową gadaniną – to by było straszne dla mnie. A jak ja sobie poradziłam z moim problemem? Po spróbowaniu prawie każdego sposobu (począwszy od oglądania filmów, poprzez czytanie książek, czytanie portali obcojęzycznych online, korzystanie z podręczników [w tym Assimila i szeregu innych], chodzenie na dodatkowe kursy [to jest dopiero katorga], metoda shadowing [wspaniały wpis o tej metodzie na blogu Ev, którego przeczytałam od deski do deski], a kończąc na słuchaniu radia na obcojęzycznych stacjach, pisaniu z obcokrajowcami czy pisaniu pamiętnika w obcym języku). Powyższe sposoby (i jeszcze szereg innych) są oczywiście pomocne, ale ja się nużyłam i nie byłam w stanie regularnie tego kontynuować. Co mi pomogło? Portal fanfiction.net… Czasem najprostsze rozwiązania są najlepsze. Bycie kulturowym zwierzem i nerdem też ma swoje mocne strony, bowiem codziennie czytam ogromne ilości opowiadań po angielsku, po francusku, po niemiecku sporadycznie i oczywiście – po polsku (lecz tych jest niezwykle mało). „Metoda fanfickowa” służy mi już od roku i oczywiście nie zastąpi nigdy mojej kolekcji podręczników i wspaniałych słowników, ale uczy mnie regularności i co najważniejsze – nigdy mnie nie nudzi. Nigdy. Dobieram czcionkę, drukuję owe short stories i zabieram się do lektury. Niektóre z nich są niezwykle dobre, a ponadto charakteryzuje je bogactwo słów, zwrotów i charakterystycznych wyrażeń. Od razu widzi się gramatyczne konstrukcje, a dialogi postaci są znacznie bogatsze i naturalniejsze niż „podręcznikowe dialogi Christophe’a i Sophie” .
    A zatem, poświęcać czas na języki, ale w produktywny sposób. :3

    Pozdrawiam wszystkich czytelników tego bloga oraz samego autora. Czytam bloga zawsze, ale nie komentuję, gdyż… tak, właśnie – brak czasu. 😀 I przepraszam, że się rozpisałam – nie planowałam tego, ale można by rzec, że samo się tak lekko napisało…

  44. Witam
    Przede wszystkim gratuluję fantastycznego bloga!
    Przychodzępo poradę, czy serwisy typu etutor czy buusu są coś warte i czy opłaca sięinwestowaćw nie swój czas?

    Magda

    Pozdrawiam

  45. Najlepszym sposobem znalezienia czasu do nauki jest wymazanie w naszej głowie powiązania między nauką a nieprzyjemnym kuciem. Należy utożsamić naukę z czymś przyjemnym; nie ma przecież jednego właściwego sposobu uczenia się, mój przyjaciel nauczył się bardzo dobrze niemieckiego niemal wyłącznie z oglądania obcojęzycznych kanałów w telewizji, ja sam nauczyłem się angielskiego i francuskiego przede wszystkim z gier komputerowych.
    Niestety, moim zdaniem, z poziomem na jakim współcześnie stoi edukacja, same zajęcia w szkole to zdecydowanie za mało.

  46. Witam ! Może mi Pan poradzi jak wymazać z gmojej głowy niechęć do nauki angielskiego. Chodzę do kl VI i niestety muszę się męczyć z tym językiem i kiepsko mi idzie.Wiem, że znajomość języka może mi się w przyszłości bardzo przydać.Jak szybko i skutecznie się go uczyć ? Nie mam czasu na oglądanie obcojęzycznych programów a na koputerze też nie za długo ( rodzice pilnują ). Pozdrawiam – Piotr.

  47. Witam,
    Również jestem pasjonatką języków obcych i trafiłam tutaj przypadkiem. Obecnie uczę się angielskiego, japońskiego i przymierzam do włoskiego (ze względu na to iż będę studiować ten język jako dodatkowy). Zastanawiam się tez nad norweskim ale to już w dalszej przyszłości.

    Przejrzałam kilka wpisów i nasunęło mi się pewne pytanie.

    Czy jest jakikolwiek sens w uczeniu się języka, który nie do końca lubimy?
    Powiem szczerze, że w zamierzchłych czasach gimnazjum byłam laureatka języka rosyjskiego, ale ze względu na niechęć do tego języka (wywodzącą się zapewne z podstawówki, kiedy to miałam duże problemy z akcentem i nazbyt ambitna nauczycielkę) i słaby poziom w liceum można powiedzieć, że spoczęłam na laurach. W tej chwili z językiem nie miałam do czynienia około 1,5 roku. Czy miałoby sens odnawianie znajomości rosyjskiego? I czy jest jakiś sposób, który pozwoliłby go polubić?

    Pozdrawiam Karolina

  48. Nauka „na silę" nie ma sensu. Może dlatego tak ważna jest motywacja
    w nauce języka obcego. Trzeba chcieć się uczyć a nauka ta będzie efektywna. Niestety często jest tak, że uczymy się bo szkoła, praca, bo trzeba.

  49. Równie dobrze można nie oglądać telewizji, nie grać w gry komputerowe, nie siedzieć ciągle na Facebooku i nie chodzić na imprezy, a wraz nie mieć czasu na naukę języka przez jakiś okres. Ja studiuję akurat farmację, która jest jednym z najbardziej wymagających kierunków, więc spędzam (a przynajmniej powinienem spędzać) dość dużo czasu na nauce, bo bez tego przeżyć się nie da. Znam wiele osób, które tak jak ja lubią uczyć się języków obcych, ale tak jak ja dopiero w wakacje mogą się za to wziąć.

    I na nic się nie zda tłumaczenie: „Po co to robisz? Wakacje są, trzeba odpoczywać!". Mój czas, moje decyzje. Jeśli zechcę, mogę całe wakacje spędzić na nauce języków obcych. Oczywiście nie samą nauką żyje człowiek, czasami się jednak wychodzi. Jednak perspektywa trzech miesięcy prawie że wolnych od wszelkich zobowiązań ze strony uczelni jest więcej niż kusząca.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Teraz masz możliwość komentowania za pomocą swojego profilu na Facebooku.
ZALOGUJ SIĘ