Język rosyjski na Ukrainie

598px-Discrimination_of_Ukrainian_languageDo napisania tego artykułu zbierałem się już od dwóch lat. Gdy pełną parą ruszyło Euro 2012, na Ukrainie stała się rzecz niebywała, która zwróciła uwagę osób zainteresowanych tamtejszą sytuacją językową. 5 czerwca Rada Najwyższa Ukrainy (ukr. Верховна Рада) przyjęła w pierwszym czytaniu projekt ustawy o językach regionalnych, który w znacznym stopniu poszerzył kompetencje języka rosyjskiego na południowo-wschodniej Ukrainie. Pytanie, jakie wtedy sobie zadawałem brzmiało: "Co to w praktyce będzie oznaczać dla rozwoju sytuacji lingwistycznej u naszego wschodniego sąsiada?" Dziś wiemy, że sytuacja na Ukrainie bardzo się skomplikowała – Krym stał się faktycznie częścią Rosji, na Donbasie trwa natomiast regularna wojna domowa. Daleko mi do stwierdzenia, że kwestia językowa jest główną przyczyną wybuchu konfliktu; odgrywa jednak bardzo istotną rolę w narodowej samoidentyfikacji mieszkańców. Uważam, że "Woofla" oprócz dyskusji na temat tego jak się uczyć języków powinna też zawierać czasem ambitniejsze artykuły na temat sytuacji lingwistycznej w rozmaitych zakątkach świata, dlatego serdecznie zapraszam do przeczytania oraz udziału w dyskusji.

Warto na początku nadmienić, że Ukraina pod względem językowym jest państwem bardzo niejednolitym, znacznie różniącym się od Polski, o czym pisałem już trzy lata temu przy okazji rozważań na temat tego czy warto się uczyć ukraińskiego. Mimo iż jedynym językiem urzędowym pozostaje właśnie ukraiński, to jego użycie w sferze komunikacji jest bardzo nierównomierne w zależności od miejsca zamieszkania. Śledząc dane zebrane podczas spisów powszechnych czy wszelkich badań opinii publicznych należy też odróżnić od siebie takie pojęcia jak "język ojczysty" (ukr. рідна мова) oraz "podstawowy język komunikacji (ukr. основна мова спілкування) – nie są one tożsame, co w przypadku naszych wschodnich sąsiadów (bo podobna sytuacja ma miejsce na Białorusi) ma ogromne znaczenie. Fakt uznania bowiem mowy ukraińskiej za ojczystą wcale nie implikuje używania tego języka w domu. Dodatkowo dochodzi kwestia tzw. surżyka. Surżyk (ukr. суржик) jest niezestandaryzowaną mieszanką rosyjskiego i ukraińskiego, która jest rozpowszechniona zwłaszcza w centralnej części kraju, gdzie granica pomiędzy obydwoma językami się zaciera i w zależności od przyjętych kryteriów można tą mieszankę przyporządkować każdemu z nich. Zwłaszcza nad Dnieprem surżyk pełni rolę swoistego języczka u wagi – wliczając go w obręb języka ukraińskiego możemy dowieść dominacji tegoż w regionie. Gdy uznamy, że surżyk jest bliższy rosyjskiemu możemy dojść do przykrych wniosków mówiących, że jedynym regionem, na którym ukraiński faktycznie dominuje jest Zachód. Dlatego analizując dane spisu powszechnego mówiące, że 67,5% mieszkańców Ukrainy uważa ukraiński za swój język ojczysty należy być bardzo ostrożnym i nie wyciągać pochopnych wniosków o jego zdecydowanej przewadze nad rosyjskim.

Ukraiński i rosyjski na Ukrainie

Język ojczysty na Ukrainie zgodnie ze spisem powszechnym 2001

KRYM
Powyższa mapa pokazuje lingwistyczną sytuację biorąc pod uwagę jedynie definicję "języka ojczystego". Nawet przy takich, bardzo optymistycznych, kryteriach widać, że są regiony, w jakich przewaga rosyjskiego jest zdecydowana. Za zdecydowanie rosyjski z językowego punktu widzenia można uznać Krym – region ten zresztą ze względu na swoją specyfikę (Rosjanie stanowią tu zdecydowaną większość) tuż po upadku ZSRR wywalczył sobie autonomiczny status w obrębie państwa ukraińskiego. Krym w ciągu ostatnich 25 lat żył w zasadzie własnym życiem – zwłaszcza Sewastopol będący symbolem rosyjskiego heroizmu w XIX i XX wieku, którego największą dumą była stacjonująca tam Rosyjska Flota Czarnomorska przypominał bardziej Rosję niż cokolwiek innego. Ostatnie wydarzenia natomiast tylko potwierdziły odrębność półwyspu od reszty państwa – i z jednej strony powinniśmy ubolewać nad łamaniem prawa międzynarodowego przez potężniejszego sąsiada, z drugiej natomiast warto zwrócić uwagę, że to wszystko nie stało się nagle i że większość mieszkańców Krymu od samego początku bardziej utożsamiała się z Rosją niż z Ukrainą. Co ciekawe, większość wyników badań opinii publicznej przeprowadzanych na ten temat ściśle wiązała się z tym, jaka była sytuacja gospodarcza Ukrainy w danym czasie – im bardziej ta pogrążała się w kryzysie, tym bardziej Krymczanie chcieli się od niej odłączyć. Fakt jednak pozostaje faktem – na dzień dzisiejszy najbardziej rosyjska część Ukrainy się odeń odłączyła i osobiście ciężko mi wyobrazić sobie powrót do sytuacji sprzed marca 2014 roku.

DONBAS I DUŻE MIASTA
Drugim regionem, w którym język rosyjski dominuje, nawet biorąc pod uwagę definicję "języka ojczystego" jest Donbas oraz większe miasta leżące w jego pobliżu, do których przez ostatnie dwa wieki ze względu na siłę tamtejszego okręgu przemysłowego przeprowadzała się ludność rosyjskojęzyczna. Rosyjskojęzyczny jest Charków, Donieck, Dniepropietrowsk, Zaporoże i Mariupol – czyli drugie, czwarte, piąte, szóste i dziesiąte miasto pod względem liczby ludności na Ukrainie. Gdy do tego dodamy położone bardziej na zachód Odessę i Mykołajiw (zajmują w tej klasyfikacji odpowiednio miejsce trzecie oraz dziewiąte) zauważymy, że w ukraińskich miastach dominacja rosyjskiego jest niepodważalna. A dodam, że mówimy tu jedynie o samoidentyfikacji dotyczącej języka ojczystego – przy faktycznym użyciu na ulicach wskaźniki byłyby tu jeszcze bardziej zatrważające. Z listy 10 największych miast jedynie w trzech więcej osób uważa ukraiński za swój język ojczysty – w dwóch z nich w życiu codziennym i tak musi on dzielić miejsce z rosyjskim (Kijów oraz Krzywy Róg). Jedynym faktycznie ukraińskojęzycznym miastem z tej listy jest Lwów, w którym i tak na tle mniejszych miast regionu jak Tarnopol czy Iwano-Frankiwsk (dawniej Stanisławów) zdaje się dość często usłyszeć osoby mówiące po rosyjsku.

CENTRUM I ZACHÓD
Patrząc na mapę możemy z pewną ulgą stwierdzić, że na prowincji oraz w mniejszych miastach centralnej i zachodniej Ukrainy większość osób uznaje język ukraiński za swój ojczysty. Trochę gorzej wygląda to zapewne w kwestii języka najczęściej używanego. Mówiąc szczerze, nigdy nie miałem okazji odwiedzić miasteczek i wsi na centralnej Ukrainie (w przeciwieństwie do Donbasu, czy Lwowa, gdzie bywałem wielokrotnie), więc mogę się tu opierać tylko i wyłącznie na danych statystycznych – nie wydaje mi się jednak, aby te znacznie fałszowały rzeczywistość. A według tych w centrum kraju panuje swoista dwujęzyczność, która wyraża się również w surżyku będącym tworem pośrednim pomiędzy dwoma standardami i przybierającym rozmaite formy – ciężko w związku z tym jednoznacznie stwierdzić jaki kod komunikacyjny jest preferowany przez mieszkańców tego regionu, aczkolwiek można z dużą dozą prawdopodobieństwa podać, że im bardziej na zachód, tym bardziej rozpowszechniony jest język ukraiński. W galicyjskich wioskach natomiast rosyjskiego prawie nie ma – był w nich zresztą obecny oficjalnie zaledwie przez niecałe 50 lat. Nie zapominajmy, że Galicja po rozbiorach znalazła się w obrębie zaboru austro-węgierskiego, bardzo mocna była tu też zawsze pozycja opozycyjnej w stosunku do prawosławia cerkwi grekokatolickiej, tu też działała mająca tak złą sławę w Polsce Ukraińska Armia Powstańcza (UPA), która przede wszystkim walczyła z Armią Czerwoną i rosyjską dominacją. Wszystko to powodowało, że język rosyjski na zachodzie kraju nigdy tak naprawdę nie miał szans się na dobre zadomowić, był kojarzony przede wszystkim z okupantem i stosunek do niego był zawsze bardzo wrogi. W życiu jest natomiast tak, że nienawiść rodzi nienawiść i siłą rzeczy prowadziło to do wzrostu napięcia pomiędzy grupami władającymi dwoma głównymi językami kraju.

EPILOG
Wprowadzone w 2012 roku prawo o podstawach państwowej polityki językowej (ukr. Зако́н «Про заса́ди держа́вної мо́вної полі́тики» № 5029-VI) dało możliwość poszczególnym regionom ukraińskim nadanie rosyjskiemu statusu języka regionalnego, z którego skorzystało, ku powszechnemu oburzeniu na zachodzie kraju, 8 południowo-wschodnich obłasti (Odessa, Mykołajiw, Cherson, Dniepropietrowsk, Zaporoże, Donieck, Charków, Ługańsk) oraz miasto Sewastopol (na Krymie rosyjski był już językiem oficjalnym).

Język regionalny na Ukrainie

Obszar, na którym język rosyjski posiada status języka regionalnego od 2012 roku.

Tekst ustawy nie jest sam w sobie zły i podobne prawa są czymś powszednim w Europie. Problemem jest jednak fakt dysproporcji pomiędzy siłą ukraińskiego czy rosyjskiego i doświadczenia polityki językowej na Białorusi, gdzie oficjalnie równorzędny język białoruski został niemal zepchnięty do roli reliktu. Wraz ze zniesieniem tej jedynej sztucznej przewagi ukraińskiego nad rosyjskim ciężko patrzeć z optymizmem na rozwój tego pierwszego w południowo-wschodniej części kraju. Wyżej wspomniany artykuł starano się w lutym 2014 roku unieważnić – jego anulowanie przegłosowano w Radzie (23 lutego) i dopiero po niemal dwóch tygodniach (4 marca) prezydent Turczynow stwierdził, że decyzji o anulowaniu nie podpisze. Na wschodnią Ukrainę poszła jednak fama, że w Kijowie siedzą przede wszystkim ukraińscy nacjonaliści, którzy zamierzają raz na zawsze rozprawić się z rosyjskojęzyczną mniejszością. Efekty oglądamy do dziś.

Podobne artykuły:
Czy i kiedy opłaca się uczyć ukraińskiego?
Jak się nauczyć cyrylicy w 2 dni
Jak się nauczyć rosyjskiego
Języki regionalne Francji – oksytański
Języki regionalne Francji – baskijski

26 komentarze na temat “Język rosyjski na Ukrainie

  1. Ciekawy artykuł, a jak ze znajomością polskiego na Ukrainie, szczególnie na Żytomierszczyźnie, czy są tam jeszcze ludzie, którzy deklarują polski jako swój język ojczysty i czy oni też mogliby skorzystać z ustawy o językach regionalnych?

    1. Dzięki za komentarz.
      Zgodnie z ustawą o polityce językowej język regionalny może być wprowadzony w każdym rejonie, w którym liczba jego użytkowników przekracza 10% – o ile w latach 50. takich miejsc było kilka, o tyle obecnie praktycznie ich nie ma. Bywają wioski, w których Polacy stanowią ponad połowę mieszkańców, te jednak są przeważnie otoczone miejscowościami zamieszkanymi głównie przez Ukraińców. Nie inaczej ma się sytuacja w obwodzie żytomierskim – faktycznie pozostały tam pewne relikty po Polskim Rejonie Narodowym jak chociażby miasteczko Dowbysz, ale poziom polskiej samoidentyfikacji jest bardzo niski w porównaniu z tym co było jeszcze 50 lat temu. Warto też dodać, że niewielka część Polaków deklaruje polski jako język ojczysty. Według spisu powszechnego z 2001 roku jest to zaledwie 12,9%. Dla 71% Polaków na Ukrainie językiem ojczystym jest ukraiński. Ponad 15% uważa za taki język rosyjski. Kwestia mniejszości polskich za wschodnią granicą wymaga zresztą osobnego artykułu, który postaram się opublikować w ciągu najbliższych dni.

      Pozdrawiam,
      Karo

    1. Wielkie dzięki za komentarz!

      Cieszę się, że artykuł się podobał, mimo jego wybitnie skrótowego charakteru. Środki masowego przekazu z roku na rok coraz bardziej się ukrainizują, ale jest to proces bardzo powolny i nierzadko dochodzi do sytuacji, że w prywatnych gazetach po prostu część artykułów jest pisana po rosyjsku a część po ukraińsku. Częstymi praktykami są też wywiady prowadzone jednocześnie w dwóch językach bez jakichkolwiek napisów. Ukraińcy korzystają też w dużej mierze z zasobów rosyjskiego internetu, bo te są po prostu bezkresne (porównywanie ich z angielskojęzycznymi wcale nie byłoby przesadą), nie oznacza to jednak, iż nie rozwija się internet ukraiński.

      Tyle w skrócie – więcej informacji postaram się podać w przyszłych artykułach dodając linki do ciekawych gazet czy radia ukraińskiego, może komuś się przyda.
      Pozdrawiam,
      Karol

  2. Bardzo interesujący artykuł. Cieszę się niezmiernie, że Portal idzie w tym kierunku, nie ograniczając się tylko do tematów stricte językowych.
    Chciałbym jednak zwrócić uwagę na wyraźnie rysującą się w artykule postawę proukraińską Autora. Dlaczego kryteria te są "optymistyczne"? I dlaczego mamy z "pewną ulgą stwierdzić", że na zachodzie państwa Ukraina dominuje ukraiński?

    Ponadto Ukraina jest ogólnie krajem bardzo mocno pod względem językowym zróżnicowanym i według mnie patrzenie na jej sytuację lingwistyczną jedynie poprzez relację ukraiński-rosyjski mocno ją zubaża. Mamy przecież mniejszość węgierską na Zakarpaciu, Rumunów na południowym-zachodzie, wreszcie Polaków na Kresach Wschodnich. Ogólnie Europa Środkowa i Wschodnia to tereny pod względem językowym bardzo ciekawe, mam tu na myśli przede wszystkim Węgrów rozsianych po różnych krajach znajdujących się przed 1920 w granicach Węgier. Liczę na kontynuowanie tego jakże interesującego tematu w następnych artykułach.
    Pozdrawiam, Ajlan

    1. Dość kuriozalna uwaga, na temat ‘proukraińskości’ Autora artykułu – Karola. Wydaje mi się, że tekst jest dość wyważony, a w mojej opinii niektóre jego fragmenty wręcz aprobują obecną sytuację – np.: zajęcie Krymu przez niezidentyfikowane grupy przebierańców w mundurach i czołgach ze sklepu z militariami. Natomiast nie widzę najmniejszego powodu, dla którego artykuły miałyby być neutralne światopoglądowo. Ale jeszcze raz powtórzę, że bardzo ciekawy artykuł Karola w porównaniu do informacji jakimi jesteśmy karmieni przez media bynajmniej ‘proukraiński’ nie jest.
      Sformułowanie – „z pewną ulgą stwierdzić” wynika zapewne z tego, że państwa ‘powstałe’ po rozpadzie ZSRR, dążyły do uzyskania niepodległości chyba nie po to, by być ‘Rosją prim’ , lecz by swoją niezależność podkreślić wprowadzeniem własnego języka urzędowego – wyróżnika najczęściej klasyfikującego jednostki do jednego narodu.

    2. Ajlanie,

      tak to już jest, że jak napisze się artykuł o tym, że więcej da komuś nauka rosyjskiego niż ukraińskiego (widnieje w linkach) to wyzwą Cię od rusofila, teraz natomiast wytykana jest mi postawa proukraińska. Nawiasem mówiąc cieszy mnie to, bo tylko utwierdza w przekonaniu, że staram się być obiektywny i nie faworyzować żadnej ze stron.

      Kryteria są "optymistyczne", żeby uwypuklić fakt, iż z punktu widzenia języka ukraińskiego sytuacja "optymistyczna" nie jest. Wychwycenie określenia "z pewną ulgą" jest akurat całkiem trafne – jeśli czytałeś inne artykuły zauważyłeś zapewne, że przeważnie biją z nich pozytywne uczucia do języków znajdujących się w gorszej sytuacji. Osobiście strasznie mnie smuci to co dzieje się np. z białoruskim na Białorusi i wprowadzenie Prawa 5029 mogło być tak naprawdę pierwszym krokiem ku temu, by ukraiński również z języka w pełni żywego i obecnego w mass mediach przekształcił się w coś zarezerwowanego dla upartych miłośników folkloru. Rosyjski jest natomiast na tyle mocny, że poradzi sobie sam.

      O węgierskim i rumuńskim nie pisałem ze względu na to, że artykuł nie dotyczył stricte języków mniejszościowych na Ukrainie lecz rywalizacji języka rosyjskiego oraz ukraińskiego. Niewykluczone, iż kwestie innych ujmę w następnych artykułach. Od polskiego na pewno zacznę, aczkolwiek warto dodać, że Polaków na Ukrainie jest bardzo mało (w odróżnieniu np. od Litwy czy Białorusi, gdzie rzeczywiście znajdują się polskie gminy). Polaków władających w domu polskim jest jeszcze mniej. Przy Rumunach i Węgrach kwestia jest bardziej skomplikowana, bo faktycznie tworzą zwarte osiedla, na których stanowią oni większość – parę gmin zresztą zaaprobowało wprowadzenie obydwu tych języków jako regionalnych.

      Pozdrawiam,
      Karol

      1. Witam,
        dziękuję bardzo za odpowiedź. Ogólnie zgadzam się, nie chciałem nikomu niczego wytykać i również uważam, że artykuły nie powinny być neutralne światopoglądowo, ale chciałbym nieśmiało zauważyć, że obecnie sytuacja ma się zupełnie inaczej niż ponad rok temu i to raczej sytuacja rosyjskiego nie wygląda na Ukrainie różowo. Ale nie tylko jego, także węgierskiego, rumuńskiego i polskiego.
        Pozdrawiam, Ajlan

      2. Rzeczywiście, Ajlan, sytuacja ma się zupełnie inaczej i "parcie" na użycie ukraińskiego zamiast rosyjskiego jest większe niż kiedykolwiek. Biorąc jednak pod uwagę powszechną znajomość rosyjskiego i jego zdecydowaną przewagę w tamtejszych metropoliach śmiem twierdzić, iż określenie, że sytuacja rosyjskiego nie wygląda na Ukrainie różowo jest równoznaczne ze stwierdzeniem, że sytuacja angielskiego w Skandynawii nie wygląda dobrze.
        Węgierski, rumuński i polski to, jak już wspomniałem osobny temat – tu mamy do czynienia rzeczywiście z mniejszościami zamieszkującymi bardzo niewielkie tereny i próbującymi przez lata zachować swoją tożsamość etniczną.

      3. Muszę się tutaj nie zgodzić. O ile w Skandynawii nie mamy do czynienia z żadną mniejszością angielską, to Ukrainę wypełnia silny żywioł rosyjski, którego język i kultura mogą być zagrożone z powodu coraz bardziej rosnących nastrojów nacjonalistycznych wśród licznych grup Ukraińców.

      4. @Aljan
        Oczywiście, że w Skandynawii nie ma mniejszości angielskiej. Myślałem raczej o podobnej pozycji angielskiego w Skandynawii, co rosyjskiego na Ukrainie, a te uważam można jak najbardziej porównać, zwłaszcza gdy weźmiemy przewagę rosyjskiego w większych miastach, jego dominację w internecie itp. Nie uważasz też, że już samo określenie "silny żywioł rosyjski" oraz "może być zagrożony" trochę nie współgrają ze sobą? W przypadku wprowadzenia rosyjskiego jako języka urzędowego ukraiński zostałby zepchnięty do roli niewiele znaczącego języka regionalnego.

        Patrząc natomiast na ostatnie wybory do Werchownej Rady muszę powiedzieć, że nie martwię się rosnącym ukraińskim nacjonalizmem – dwa najbardziej znane prawicowe ugrupowania tj. Swoboda oraz Prawy Sektor nie przeszły nawet progu wyborczego osiągając odpowiednio 4,71% oraz 1,80%. Najbardziej nacjonalistyczną partią w ukraińskim parlamencie jest natomiast Narodnyj Front Jaceniuka – ugrupowanie na pewno konserwatywne, ale bardzo daleko mu do szowinistycznych zapędów dwóch wyżej wspomnianych. Porównywać Jaceniuka do Oleha Tjahnyboka czy Dmytro Jarosza nie ma nawet sensu.

  3. A jak wyglada wspolczesny, oficjalny jezyk ukrainski? Czy jest to kontynuacja jakiegos dawnego dialektu, czy moze, podobnie jak bialoruski, jest to sztuczny twor, zywa kalka jezyka rosyjskiego, w ktorym wszystkie wyrazenia rosyjskie zostaly doslownie przetlumaczone na ukrainskie slowa?
    A z tym jezykiem ojczystym to tez moze byc groteska. Od ponad pieciu lat mieszkam w Bialorusi, gdzie wiekszosc ludzi rowniez sie zaklina, ze ich jezykiem ojczystym jest bialoruski. Jednak doslownie WSZYSCY uzywaja na codzien rosyjskiego, wiekszosc po bialorusku nie potrafi mowic, a spory odsetek go nawet nie rozumie na poziomie podstawowym, o poziomie specjalistycznym nawet nie wspomne. Z jezykiem polskim jest podobnie, jedyne co, to Polacy w wiekszosci chodza do kosciola, gdzie przez godzine w tygodniu maja kontakt ze "swoim" jezykiem, ale o dziwo Kosciol zaczyna skrecac w strone jezyka bialoruskiego, a nawet, co za czasow ZSRR bylo nie do pomyslenia- rosyjskiego!
    Jednak polska ambasada wydaje tzw. Karty Polaka, na ktore trzeba zdac prosty egzamin z jezyka polskiego, historii i wykazac polakie pochodzenie. Nie raz udzielalem korepetycji takim "Polakom" przed tym egzaminem i moge stwierdzic, ze znajomosc jezyka bywa wsrod nich moze nie zerowa, bo mowia na codzien w jezyku slowianskim ( rosyjskim), ale absolutnie nie roznia sie od tutejszych Bialorusinow, czy nawet czystych Rosjan, ktorzy mieszkaja w Grodnie od kilkunastu lat. Pozdrawiam znad Niemna, ktory widze przez okno!

    1. Współczesny język ukraiński ciężko mi uznać za pełną kalkę z rosyjskiego, bo w dużej mierze jest to język odrębny, którego niektóre dialekty (choćby mowa zakarpackich Rusinów, przez niektórych uważana za pełnoprawny czwarty język słowiański) bardziej ciągną w stronę słowackiego czy polskiego niż rosyjskiego. Martwiący jest jedynie fakt, że ukraiński standard nie jest oparty na dialektach z regionu, w którym jest on rzeczywiście w znacznej większości używany – od początku lat 20. władze radzieckie aktywnie forsowały oparcie języka literackiego o dialekty naddnieprzańskie, których użytkownicy znajdowali się w obrębie ZSRR i jakie były znacznie bardziej podatne na rusyfikację, w związku z czym ciężko niektórych kalek językowych uniknąć. Im dalej na zachód tym im jednak mniej. No i co najważniejsze – na zachodzie rzeczywiście ludzie mówią po ukraińsku, którego nauczyli się nie w jakiejś szkole lecz faktycznie od swoich rodziców. Obszarów na Białorusi, gdzie białoruski jest w ofensywie można natomiast szukać ze świecą (choć ten może nieoczekiwanie wrócić do łask jak tylko prezydent Łukaszenka poczuje, że może on być czynnikiem scalającym naród przed dominacją rosyjską).

      Kryterium "języka ojczystego" natomiast jest faktycznie groteską, często nie mającą wiele wspólnego z prawdą. Z moich doświadczeń mogę tylko powiedzieć, że każde większe miasto oprócz Lwowa jest przeważnie rosyjskojęzyczne. Kijów jeszcze się jakoś broni, ale okolice Ługańska i Doniecka, gdzie kiedyś miałem okazję przebywać przez dłuższy czas to kraj niemal absolutnie rosyjskojęzyczny, gdzie ukraiński jest de facto językiem obcym.

      Ukraińscy Polacy natomiast to rzecz ciekawa – w mniejszych skupiskach przy granicy z Polską w rejonie Mościsk, Żółkwi oraz Rawy Ruskiej znajomość polskiego sięga nawet 90%, co mnie wcale nie dziwi zwłaszcza biorąc pod uwagę ożywione kontakty międzygraniczne. Tam gdzie jest ich natomiast najwięcej, czyli w obwodach żytomierskim i chmielnickim, Polacy są Polakami głównie na papierze i w sercu – znajomość języka jest natomiast marginalna (nawet jako język ojczysty podaje go niewiele ponad 1% tamtejszych mieszkańców).

      Przy okazji, mieszkasz w Grodnie?

  4. Tak, mieszkam w Grodnie, niby polskim bastionie na Bialorusi, ale nic takiego sie tu nie odczuwa, zwykle rosyjskojezyczne miasto.

  5. @Karol Cyprowski
    Niestety smutną prawdą jest to, że do retoryki nacjonalistycznej, a często nawet skrajnie nacjonalistycznej odwołuje się obecnie niemal każdy liczący się ukraiński polityk, nie wyjmując prezydenta tego kraju, piszącego na Twitter, że jest dumny z ukraińskiej flagi, bo maszerowały pod nią oddziały UPA.

    À propos statusu języka rosyjskiego na Ukrainie. Skoro są w tym kraju rejony w których znaczącą przewagę mają etniczni Rosjanie i w których dominuje język rosyjski, to dlaczego miałby on nie być tam językiem regionalnym? Tylko dlatego, że stanowi zagrożenie dla ukraińskiego?

    1. A czy jest kraj, w którym politycy nie odwołują się do retoryki nacjonalistycznej, kiedy ten stoi u progu wojny? Odwoływanie się do retoryki nacjonalistycznej jest moim zdaniem całkiem uzasadnione w chwilach zagrożenia narodu – z podobnymi hasłami można spotkać się na Litwie, Łotwie czy w Estonii, państwach, które również dopiero co odzyskały niepodległość i cały czas walczą o to by była ona stabilna.

      Ocena UPA natomiast na samej Ukrainie jest dość kontrowersyjna, jedni uważają ich za bohaterów, drudzy za zbrodniarzy wojennych i szczerze mówiąc nie chciałbym tu wydawać zdecydowanych opinii. Fakty są takie, że najpierw Polacy traktowali Ukraińców jak obywateli drugiej kategorii, co się potem zemściło rzezią wołyńską, a skończyło przymusową wymianą ludności pomiędzy Polską a Ukraińską SRR. Z każdej strony znajdziemy bohaterów pozytywnych i negatywnych – każda strona w związku z tym ucierpiała. Każda stroma ma też inny pogląd na tą sytuację, na to kto zaczął, kto był dobry, a kto zły i uważam, że dyskusje na ten temat nie mają większego sensu. Osobiście potępiam UPA za to co stało się na Wołyniu i Galicji, staram się jednak zrozumieć mieszkańców zachodniej Ukrainy, dla których żołnierze tej armii byli rzeczywiście jedyną siłą broniącą ich interesów przed znacznie silniejszymi wrogami. Zarówno Rosjanie, Niemcy jak i Polacy traktowali Ukraińców jak coś gorszego.

      Co do statusu rosyjskiego jako języka regionalnego – rosyjski, wbrew liczbom podawanym w spisach powszechnych, i bez tego statusu niepodzielnie panuje na terenach wspomnianych w artykule 8 obwodów. Fakt, że nie miał tam oficjalnego statusu był jedynym powodem, dla którego osoby tam mieszkające musiały zadawać sobie trud, żeby ukraińskiego się nauczyć. Głównym celem, dla których nadaje się jakiemukolwiek językowi status regionalnego jest przede wszystkim jego prawna ochrona – rosyjskiemu takowa absolutnie nie jest potrzebna, bo to raczej on zagraża pozostałym językom niż którykolwiek jemu.

      Co do przewagi etnicznych Rosjan – w przeciwieństwie do wspomnianych już przez Ciebie Węgrów i Rumunów, gdzie język jest czynnikiem decydującym, jeśli chodzi o tożsamość etniczną fakt, że mówisz po rosyjsku wcale nie oznacza, że jesteś rosyjskiej narodowości. Ci, którzy rzeczywiście uważają się za Rosjan stanowią większość jedynie na Krymie i rosyjski zawsze był tam według konstytucji Autonomicznej Republiki Krymu językiem urzędowym. Ukraiński istnieje na Krymie głównie na papierze, używało go na co dzień niewiele osób. Ale Krym to od niedawna już Rosja i Rosją zapewne pozostanie, więc możemy pragmatycznie uznać, że na dzień dzisiejszy w żadnym z ukraińskich obwodów Rosjanie nie są dominującą grupą etniczną.

      1. Jasne jest, że w przypadku zagrożenia kraju ważne jest pobudzanie narodowego ducha, ale żeby od razu kłaniać się przed mordercami, odpowiedzialnymi za rzezie setek osób? To już chyba delikatna przesada.

        Osobiście nie zauważyłem żadnych przejawów skrajnego nacjonalizmu na Łotwie i w Estonii, a jedynie uzasadniony strach przed Rosją. Mógłbym prosić o więcej informacji?

        Z drugiej strony ta cała Ukraina "od Donu do Sanu" nie posiada w zasadzie żadnych własnych "bohaterów", poza będącymi na usługach obcych państw ludobójcami. Co do traktowania Ukraińców jako obywateli drugiej kategorii, osobiście byłbym bardzo ostrożny przy stawianiu takich tez. Wystarczy wspomnieć Wołyń Henryka Józewskiego. Oczywiście, rząd w Warszawie miał mocno krytyczny stosunek do Ukraińców, ale można go porównać do dzisiejszego stosunku rządów ryskiego i tallińskiego wobec Rosjan. Czy można sobie wyobrazić pogromy tysięcy Łotyszy i Estończyków, przeprowadzane przez Rosjan w przypadku jakiegoś konfliktu zbrojnego? Czy takie działania byłyby usprawiedliwione tym, że wcześniej Rosjanie traktowani byli jako obywatele "drugiej kategorii"? Poza tym stosunek rządu polskiego wobec Ukraińców miał swoje podstawy i wynikał z, jakbyśmy dzisiaj powiedzieli, działalności terrorystycznej OUN, której jednym z głównych celów było skłócenie Polaków i Ukraińców.

        Absolutnie nie rozumiem Twojej opinii o UPA. "Jedyną siłą broniącą ich interesów przed znacznie silniejszymi wrogami"? Czym więc były owe ukraińskie interesy? Kompletnym oczyszczeniem Wołynia i Podola z Polaków, Żydów, Rosjan i Ormian? II RP wyciągnęła Ukraińcom dłoń. Niestety, nie wygrał wtedy rozsądek i wspomnienie setek lat dobrego współżycia, ale rozpalony przez Wiedeń i Berlin ogień, który przyniósł straszliwe konsekwencje.

        Co do rosyjskiego na Ukrainie. Skoro na wschodzie tego kraju większa część ludności używa rosyjskiego, to czemu ma się odmówić mu statusu języka regionalnego? Załóżmy, że w Irlandii władzę przejmują radykalni nacjonaliści. Czy uzasadnione byłoby wtedy wyrzucenie angielskiego z urzędów i wprowadzenie, jako jedynego języka, celtyckiego irlandzkiego?

        A jeśli mamy patrzeć po obwodach ukraińskich, to w każdym z nich dominują obecnie Ukraińcy.

      2. Ajlanie, na Łotwie i Estonii nawet nie ma mowy o jakimkolwiek udzieleniu językowi rosyjskiemu statusu regionalnego, natomiast mniejszość rosyjska jest sprowadzona do statusu obywateli drugiej kategorii. Zresztą już samo wspomnienie terminu "obywatel" jest tu nie na rzeczy, bo wielu z nich nie ma takiego statusu – żeby go otrzymać należy zdać egzamin państwowy z estońskiego bądź łotewskiego, którego ci żyjąc w swoich rosyjskojęzycznych enklawach najzwyczajniej nie znają. Obydwa kraje miały zresztą w ciągu ostatnich kilkunastu lat problemy, bo polityka względem mniejszości rosyjskiej ociera się nawet o łamanie praw człowieka. Na Ukrainie takie coś nigdy nawet nie mogłoby mieć miejsca.

        Przyznam, że nawet jeśli mocno się postaram to nie widzę wyciągniętej dłoni II RP do Ukraińców – polityka polskich władz w stosunku do mniejszości narodowych w latach 30. była czymś karygodnym, a już sama wschodnia granica państwa polskiego kłóciła się z jakimkolwiek ukraińskim interesem. To tak jakby powiedzieć, że Józef Stalin uczynił Polakom przysługę zajmując Kresy i pozwalając im wspaniałomyślnie przyłączyć się do swojego bloku. Setki lat dobrego współżycia? Wydaje mi się, że jesteś osobą oczytaną, której nie trzeba mówić o tym, że polscy magnaci byli na Ukrainie przede wszystkim wielkimi posiadaczami ziemskimi, a ich stosunki z tamtejszą ludnością nie układały się na zasadzie wzajemnego poszanowania, czego zresztą następstwem były liczne powstania tamtejszej ludności. Problemem jest to, że dla nas Rzeczpospolita Obojga Narodów jawi się jako państwo dobrobytu równo traktujące swoich obywateli – na Litwie oraz Ukrainie (trochę pozytywniej odnoszą się do tego państwa mimo wszystko w białoruskiej historiografii) ludzie mają przeważnie odmienne zdanie i uważają ją głównie jako polskie imperium, które uciskało ich narody.

        Pozwól, że temat UPA odpuszczę, bo na pewno nie przekonam Ciebie, Ty natomiast nie przekonasz mnie. Powiem tylko, że Polacy zwykli patrzeć na UPA głównie poprzez pryzmat rzezi wołyńskiej, Ukraińcy poprzez ich walkę o niepodległość prowadzoną głównie przeciwko Armii Czerwonej. Ukraińcy mają taką samą negatywną opinię w stosunku do Armii Krajowej, uważając, że ta dopuszczała się rzezi na miejscowej ludności ukraińskiej – rozmowy na temat tej trudnej historii przeprowadzałem z nimi nieraz, może dlatego zrozumiałem, że są mniej więcej tak samo jałowe jak dysputa muzułmanina oraz chrześcijanina na temat tego kogo Bóg bardziej kocha.

        Wprowadzenie irlandzkiego jako jedynego języka urzędowego mijałaby się z celem, bo liczba osób nim władających nie przekracza nawet 10% obywateli. Uważam jednak, iż promocja irlandzkiego w Irlandii jest czymś jak najbardziej pozytywnym. Ale to już zupełnie inny temat…

      3. Mimo wszystko polityka rządów w Rydze i Tallinie nawet nie zbliża się do nacjonalizmu, tymczasem na Ukrainie zahacza już o faszyzm. I to w jego bardzo agresywnej wersji.

        Piszesz o "polskich magnatach" uciskających ludność ukraińską. Takie spojrzenie na sprawę jest według mnie ogromnym uproszczeniem. Ten sam magnat, co wymagał od swoich rusińskich chłopów odpracowania ciężkiej pańszczyzny, podobne zasady wprowadzał w swojej podwarszawskiej posiadłości. Wykształciła się relacja pan-poddany, niekoniecznie zbieżna z opozycją Polak-Rusin. Jako, że RON była państwem bardzo tolerancyjnym, duża część szlachty miała korzenie ruskie. Bardzo trafnie ten stan rzeczy, w kontekście powstań kozackich, opisuje Edward Abramowski:
        "Cytowane zwykle przez wrogich nam historyków sławne wojny kozackie nie były nigdy walką narodową, lecz klasową; były to bunty chłopskie, skierowane przeciwko możnowładztwu panów, podobne zupełnie do buntów chłopskich, jakie wówczas rozpalały wielkie łuny wszędzie, w Niemczech, Francji, Anglii, bunty, które przeszły zresztą i u nas granice „etnograficzne”, jeżeli takie były, i zaczęły szerzyć się płomieniem daleko poza San, stawiając te same hasła wyswobodzenia się od panów. Kostka Napierski mógł odegrać taką samą rolę jak Chmielnicki, gdyby poparły go siły i intrygi sąsiedniego państwa. Że z tych walk klasowych sąsiedzi nasi umieli skorzystać, a nawet przemienić je na walki plemienno-religijne, to jest inna sprawa; zbuntowany chłop ukraiński szukał sprzymierzeńców, jacy mu się ofiarowywali, i szedł razem nawet z chanem tatarskim, aby tylko uwolnić się od jarzma ekonomicznego poddaństwa. Ognisko tego ruchu walki, Sicz Zaporoska, miała w swych zastępach całe mnóstwo nie tylko chłopów, ale i szlachty polskiej, która z rozmaitych powodów garnęła się pod jej sztandary. I nawet wtedy, gdy siły zbrojne buntu były u szczytu swego rozwoju i potęgi, nawet wtedy nie zjawiła się wśród ludu tego idea osobnej ojczyzny, dążność do wywalczenia państwowo-niepodległej Ukrainy. Nie zjawiła się zaś dlatego, że był to zatarg wewnętrzny Rzeczypospolitej, zatarg społeczny klas tego samego narodu."

        "Polityka polskich władz w stosunku do mniejszości narodowych w latach 30. była czymś karygodnym"? Fakt, rząd centralny nie miał przychylnego stosunku do mniejszości, ale stosowane przez niego praktyki były wtedy powszechne w niemalże całej Europie. Ukraińcy w Rzeczpospolitej mieli na pewno znacznie lepiej niż Polacy na Kowieńszczyźnie. Co z "eksperymentem wołyńskim" Henryka Józewskiego? Co z setkami ukraińskich szkół?
        "Wschodnia granica państwa polskiego kłóciła się z jakimkolwiek ukraińskim interesem?" No, trudno oczekiwać, aby Polacy działali zgodnie z ukraińskim, a nie polskim interesem. Chociaż dzisiaj może się tego od nas wymaga… Poza tym granica polsko-ukraińska na Zbruczu naprawdę nie była dla Ukrainy wcale taka zła. Powiedz, proszę, co według Ciebie II RP miała zrobić z Małopolską Wschodnią? Odstąpić Sowietom, aby Wielki Głód zgasił kolejne miliony istnień?

        Po co odpuścić temat UPA? Ja jestem skłonny do dyskusji, a dzięki dyskusji można osiągnąć naprawdę bardzo wiele. Dlaczego taka rozmowa miałaby być jałowa? Odpuszczając, niejako zaczynamy tolerować kłamstwo, a "kłamstwo powtórzone tysiąc razy, staje się prawdą"…, nieważne po której stronie się znajduje.

      4. Przyczyny konfliktów polsko-rusińskich i polsko-ukraińskich są złożone, ale nie można twierdzić, że wina nie leży po stronie polskiej, bo takie były czasy albo takie były polskie interesy. Żeby już nie sięgać do czasów IRP czy wojującego nacjonalizmu XIX-wiecznego najlepiej skupić się na założeniach polityki narodowościowej IIRP, która bez wątpienia była polityką antagonizującą. Poza tym istnieje pewien związek przyczynowo-skutkowy, którego początek możemy umiejscowić w okresie porozumienia Piłsudskiego z Petlurą i od tego punktu rozpocząć analizę stosunków.
        Zgodzę się, że w ówczesnej Europie lat 20. i 30. dyskryminacja, segregacja, represje wobec mniejszości, to były zjawiska dość powszechne. Ale też nie można się dziwić, że wywoływały określone skutki polityczne, napięcia społeczne, konflikty etniczne. W przypadku Polski cała polityka narodowościowa w ogólnym ujęciu hodowała nam nienawiść ze strony mniejszości, zresztą niemal wszystkich.
        Otwarta wrogość Litwinów była całkowicie zrozumiała, bo Polska okupowała wówczas odwieczną litewską stolicę. I choć znaczna większość jej mieszkańców władała językiem polskim, to argument strony litewskiej, że są to spolonizowani Litwini pod względem historyczny był uzasadniony. Co więcej, jeszcze w okolicach 1900 roku kwestia tożsamości narodowej na Wileńczyźnie nie była klarowna i nie pokrywała się z kryterium językowym. Wielu ludzi w Wilnie miało tożsamość podwójną polsko-litewską, albo wielostopniową. Siła propagandy endeckiej oraz błędy nacjonalizmu litewskiego przeważyły szalę na stronę polską.
        Również w odniesieniu do Białorusinów i grup etnograficznych bliskich temu narodowi polskie władze prowadziły politykę wynaradawiania, co zaskutkowało rosnącą niechęcią ludności białoruskiej wobec państwa polskiego. Jest wiele relacji historycznych, które wskazują, że pod koniec lat 30. w takich powiatach jak stołpecki, baranowicki czy wołożyński wrogość do Polaków była powszechna.
        Polityka wobec Ukraińców była polityką segregacji narodowej. Ukraińcy bez wątpienia byli obywatelami drugiej kategorii. Konflikt podsycany był przez przemoc, po którą sięgały obie strony, przy czym przewaga represji polskich była oczywista, bo miały one charakter instytucjonalny i administracyjny.
        Dobrze, w odniesieniu do spraw historycznych, silić się na obiektywizm i próbować od czasu do czasu wczuć się w percepcję i perspektywę drugiej strony. Wtedy pewne zjawiska stają się bardziej zrozumiałe, a zanika irracjonalne demonizowanie adwersarzy jako rzekomego nasienia szatana czy rycerzy czystego zła. 😉
        Ukraińcy to tacy sami ludzie jak wszyscy inni, mają prawo do własnej interpretacji historii, pod warunkiem, że opierają się na historycznych faktach. Jestem pewien, że przygniatająca większość dzisiejszych Ukraińców pragnie dobrych relacji z Polską i Polakami. Nie mamy obecnie jakichś szczególnie sprzecznych interesów.

  6. Jako ze dyskusja weszla na nielingwistyczne tory, wiec zeby przywrocic wlasciwe proporcje mam pytanie na temat surzyka. Czy jest to synonim wyrazenia "jezyk chachlacki"? Czy jest on oparty na gramatyce ukraiskiej, a rosyjskie slowa dobierane sa calkiem dowolnie nawet przez te sama osobe?
    W Bialorusi wyroznilbym:
    1. Czysty,sztuczny jezyk bialoruski.
    2. "Niby bialoruski" z obrobionymi wstawkami rosyjskimi.
    3. Trasianka- przypadkowy mix rosyjsko-bialoruski tworzony przez mowiacego w momencie mowienia.
    4. Trasianka regionalna z wyjatkowo duzym udzialem jezyka bialoruskiego ale ludowego- mozna to od biedy nazwac dialektami jezyka bialoruskiego
    Czy na Ukrainie wystepuje cos podobnego a ten surzyk to odpowiednik trasianki?

    1. Dziękuję, osobiście uważam, że znacznie lepiej rozmawia się na tematy lingwistyczne niż polityczne, choćby z tego powodu, iż znacznie trudniej jest się pokłócić, więcej natomiast jest miejsca dla faktów niż interpretacji.

      Z określeniem języka chachlackiego nigdy się osobiście nie spotkałem, ale zapewne ma on swoje źródło w rosyjskim terminie "хохол" pogardliwie (czasem z pewną dozą sympatii, ale mimo wszystko szacunek jest na poziomie naszego "pepika") oznaczającym Ukraińca. Wybitnie pogardliwym natomiast określeniem jest już хохольский язык, które odnosi się do ukraińskiego, jako języka niewykształconych mieszkańców rubieży byłego imperium.

      Surżyk jest właśnie, jak to słusznie zauważyłeś, ukraińską trasianką. Ciężko go w jakikolwiek sposób skodyfikować, bo tak naprawdę liczba wersji tegoż jest ściśle proporcjonalna do liczby jego użytkowników.

      Na wielu terenach (zwłaszcza na wschodzie oraz południu) można spotkać osoby władające ukraińskim jako językiem obcym, więc też możemy mówić o pewnej sztucznej standardyzacji. Sytuacja na Ukrainie jest jednak trochę odmienna niż na Białorusi, bo, jak już wcześniej wspomniałem, istnieją tereny (Galicja, Wołyń), na których ukraiński zawsze, nawet w czasach ZSRR, zdecydowanie dominował nad rosyjskim i w związku z tym jest masa osób, dla których jest to rzeczywiście jedyny język codziennej komunikacji. I tu mamy całą gamę dialektów – od tych centralnych, najbardziej zbliżonych do literackiego standardu przez galicyjski po podkarpacki, w którym niektórzy dopatrują się czwartego języka wschodniosłowiańskiego.

      1. Wydaję mi się, że pogardliwe określenie "chachłaczenie" w IIRP odnosiło się przede wszystkimi do dialektów języka białoruskiego, a nie do ukraińskiego, który na Zachodniej Ukrainie był już bardziej ustandaryzowany.
        W ramach polityki wynaradawiania władze IIRP próbowały nawet sugerować, że poleskie i podlaskie gwary są dialektami języka polskiego.

  7. Witam. Przeczytałem wasz artykuł, chcę nieco powiedżieć o Kijowie, w którym mieszkam.

    Raniej to było calkiem rosyjskojęczne miasto, jak dziś jest Ługansk albo Sewastopol. Ale teraz sytuacja jest inna, bo dużo ludzi przybywa do stolicy na stały pobyt z wiosek oraz zachodnich regionów, także są tacy, którzy raniej żyli w Kijowie i mówili po rosyjski, a zaraz zaczęli mówić po ukrainski, dlatego ten język więcy nie jest tutaj obcy. Myślę, że przez 10 albo 20 lat rosyjskojęzyczni obywaćeli juz nie będą w stolicę większoścą.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Teraz masz możliwość komentowania za pomocą swojego profilu na Facebooku.
ZALOGUJ SIĘ