Języki egzotyczne – jak, gdzie i czy warto?

Czym są według mnie języki egzotyczne? Czy warto się ich uczyć zamiast jakiegoś bardziej znanego języka? Jak i gdzie można się ich uczyć? Do jakiego poziomu można się ich nauczyć? Niegdyś uważałem, że należy się uczyć każdego języka, bez wyjątku. Po pewnym czasie moje poglądy na ten temat ewoluowały i obecnie uważam, że warto dokonać pewnej selekcji i uczyć się akurat tego co człowieka naprawdę pasjonuje. Dla tych, którym się uda przeczytać cały artykuł zamieszczam na końcu linki do kilku ciekawych materiałów dotyczących nauki rzadkich języków. A nuż ktoś się skusi.

Czym są według mnie języki egzotyczne?
Niektórzy mogą pomyśleć tu, że chodzi mi o takie języki jak chiński, czy arabski. Już na samym początku zaznaczę więc, że nie one będą tu głównym przedmiotem rozważań. Jako egzotyczny rozumiem raczej język, do którego nauki jest relatywnie mało źródeł. Przez źródła rozumiem nie tylko podręczniki, ale też tak pomocne rzeczy jak gazety, książki, radio, telewizja, wreszcie rodzimi użytkownicy, których zwykle jest niewiele (aczkolwiek często ilość osób władających danym językiem nie przekłada się na ilość dostępnych materiałów).

Czy warto się ich uczyć zamiast jakiegoś bardziej znanego języka?
Tak i nie. Nic mnie tak nie pociąga jak właśnie zajmowanie się językiem, o którym nie mam zielonego pojęcia. Radość z opanowania liczebników od 1 do 10 w języku osetyńskim będzie znacznie większa niż przeczytanie artykułu po angielsku, czy rosyjsku. Pytanie tylko, czy mogę z tym osetyńskim zrobić wiele więcej ponad te liczebniki oraz pewne podstawy, które i tak prędzej czy później wylecą z głowy jeśli nie będą systematycznie powtarzane.

Zanim zaczniemy się uczyć jakiegoś języka powinniśmy się zastanowić do czego on w rzeczywistości ma służyć. Jeśli naprawdę interesujesz się danym narodem, kulturą itp. nie powinieneś mieć z tym problemu. Podobnie ma się sprawa, gdy potrzebujesz go w pracy, zamierzasz wyjechać do obcego kraju itp. Jeśli jednak zamierzasz nauczyć się jakiegoś języka tylko po to by się go nauczyć (taka typowa "sztuka dla sztuki"), to nie wróżę sukcesu. Prędzej czy później radość z nauki zmieni się w zwykłą frustrację, bo nawet zabraknie możliwości by polepszyć swoje umiejętności. Znając niderlandzki mogę np. czytać gazety, książki, oglądać telewizję w tym języku. Jest mnóstwo miejsc, w których mogę ten język ćwiczyć i, co najważniejsze, wyciągać z tego więcej niż sama nauka dla nauki. Cóż natomiast miałbym począć z Plattdeutschem?

Gdyby ktoś nie wiedział – Plattdeutsch to inaczej język dolnoniemiecki, którego dialekty do dziś używane są w północnych Niemczech (szczególnie w Szlezwiku-Holsztynie i Dolnej Saksonii) i który znacznie różni się od standardowego języka górnoniemieckiego. Od dawna chciałbym się go nauczyć, bo ma bardzo ładne brzmienie – coś pomiędzy niemieckim a niderlandzkim. Sęk jednak w tym, że Plattdeutsch nie jest skodyfikowany (istniały co prawda próby kodyfikacji, ale na razie nie przyniosły one rezultatów w postaci pojawienia się jednego dolnoniemieckiego standardu), relatywnie niewielu mieszkańców nim aktywnie włada oraz brakuje gazet, filmów, literatury dolnoniemieckiej. Jeśli byłbym miłośnikiem północnoniemieckiego folkloru to coś bym ciekawego zapewne znalazł, ale nigdy się tym nie pasjonowałem i raczej nie będę. Efekt jest więc taki, że po przerobieniu podręcznika skończyłyby się źródła, z których mógłbym czerpać nowe słownictwo, struktury gramatyczne itp. Nie miałbym też okazji wykorzystać ten język w praktyce, chyba że zamieszkałbym na jakiejś wsi pod Hamburgiem, na co też, niestety, się nie zanosi. Pytanie czy warto było cały ten czas poświęcić właśnie na szlifowanie dolnoniemieckiego, a nie np. porządnie zając się niemieckim, czy też czymś zupełnie innym, nie mającym związku z językami obcymi?

Jeśli jesteś fanem północnoniemieckiego folkloru, lub zamierzasz w niedługim czasie osiedlić się w Dolnej Saksonii to z pewnością nie będzie to czas stracony. W innym wypadku warto się zastanowić, czy nie lepiej zająć się czymś bardziej pożytecznym, ewentualnie od czasu do czasu przeglądać sobie dla przyjemności dolnoniemiecką gramatykę, lub czytać artykuły na Wikipedii (co, przy znajomości niemieckiego i podstaw niderlandzkiego jest jak najbardziej wykonalne). To samo stosuje się do innych języków.

Jak i gdzie można się ich uczyć?
Z miejsca trzeba raczej usunąć możliwość nauczenia się nawet podstaw po polsku (może z wyjątkiem kaszubskiego i kilku pojedynczych języków, do których są dostępne polskie podręczniki). Nie warto też liczyć na to, że znajomość angielskiego otworzy nam wrota do każdego rzadkiego języka. W przypadku Plattdeutscha najlepiej jest najpierw bardzo dobrze opanować niemiecki, gdyż w nim znajdziemy najbardziej sensowne materiały. Gdybyśmy chcieli się wziąć za prowansalski (szeroko rozumiany Langue d'Oc) nauczmy się najpierw francuskiego. Jeśli natomiast interesuje nas jakiś język narodu zamieszkującego byłe ZSRR to, bez względu na pokrewieństwo czy jego brak, zainwestujmy w rosyjski. O tym zresztą pisałem już wcześniej.
Gdy już znamy język bazowy na tyle dobrze, możemy zacząć na własną rękę zacząć szukać materiałów do jego nauki w internecie. Do samego Plattdeutscha znalazłem przynajmniej jeden podręcznik z rozmówkami wydawnictwa Kauderwelsch, jeden kurs multimedialny wydawnictwa Quickborn, jeden kurs internetowy dostępny za darmo na stronie bremeńskiego radia, oraz stronę z podstawowymi wiadomościami o dolnoniemieckiej gramatyce.
Później musimy już być bardzo zmotywowani, żeby wyjechać tam gdzie danego języka się używa, lub znaleźć jakieś ciekawe źródła mogące służyć jako podstawa do szlifowania naszych umiejętności.

Do jakiego poziomu można się ich nauczyć?
Możemy zajść tak daleko jak nam nasza motywacja pozwala. Można stanąć na podstawowych wiadomościach gramatycznych i prostych zdaniach w stylu: Ik bün Karl un ik will Platt snacken. Można też pójść dalej i przerobić cały podręcznik, a następnie ruszyć w teren i rzeczywiście szlifować ten język. Mogę tylko podejrzewać, że radość z rzeczywistego opanowania czegoś tak rzadkiego jest ogromna.

Poniżej podaję listę linków (głównie w oparciu o moje doświadczenia z Plattdeutschem), która niektóre osoby może zachęci do nauki czegoś rzadkiego:
Plattdeutsch:
Kurs języka dolnoniemieckiego z radia Bremen – http://www.radiobremen.de/wissen/dossiers/plattdeutschkurs/
Strona oferująca podstawowe wiadomości z gramatyki i leksyki dolnoniemieckiej – http://www.plattmaster.de/
Podcasty w języku dolnoniemieckim – http://www.plattcast.de/
Dolnoniemiecka Wikipedia – http://nds.wikipedia.org/
Inne języki egzotyczne:
Kurs języka abchaskiego – http://learn.apsni.com/index.php?lang=ru
Kurs języka hawajskiego – http://ksdl.ksbe.edu/kulaiwi/
Strona peterlina o języku lezgińskim – http://learninglezgi.wordpress.com/ i http://lezgilanguage.wordpress.com/
Lista Wikipedii w 275 językach (stan na 20.11.2010) – http://meta.wikimedia.org/wiki/List_of_Wikipedias

Podobne posty:
Język kaszubski – jedyny regionalny język w Polsce
Słownik polsko-kaszubski jest dostępny (ZA DARMO!)
Najpierw naucz się popularnego języka, żeby dotrzeć do tych mniejszych

6 komentarze na temat “Języki egzotyczne – jak, gdzie i czy warto?

  1. Hej, napisales"
    "(…) najlepiej jest najpierw bardzo dobrze opanować niemiecki, gdyż w nim znajdziemy najbardziej sensowne materiały." oraz "Gdybyśmy chcieli się wziąć za prowansalski (…) nauczmy się najpierw francuskiego" – hmm.. nie zgodze sie, ze aby korzystac z podrecznikow w innym jak polski jezyku, potrzebna jest ich perfekcyjna znajomosc (pisalam o tym troche u siebie, tyle ze nie tak ladnie jak Ty 😉 ). Uwazam, ze wystarcza solidne podstawy danego jezyka, np niemieckiego. Przy okazji uczymy sie i szlifujemy jezyk niemiecki. Jako, ze to on prowadzi nas przez podroz do poznania nowego jezyka, staje sie on naszym przyjacielem, zdobywamy nowe slownictwo, przyzwyczajamy sie do niego.
    Ja sama ostatnio zakupilam dwa podreczniki przeznaczone dla francuskich uczniow. Mimo, ze moj francuski jest bardzo poczatkujacy. I nie widze, zadnych przeszkod..wrecz ciesze sie bo obok lekcji francuskiego, uczac sie innych jezykow ucze sie i francuskiego.

    I jeszcze jedno, jestem zdania, ze nie powinno sie nigdy rozwazac "Czy warto sie uczyc jakiegos jezyka". Moze nas interesowac jezyk najbardziej egzotyczny, ktory nigdy do niczego nam sie nie przyda, prawda. Ale inny "przydatny" jezyk moze nas z kolei bardzo malo interesowac, i dojdzie do sytuacji gdzie zaprzestaniemy nauke "malo przydatnego jezyka" z braku fascynacji i w efekcie nie nauczymy sie ani tego "malo przydatnego" ani "przydatnego".. wiec mysle, ze warto sie uczyc poki jestesmy zafascynowani, chocby dla samego treningu mozgu 🙂 a tak na prawde nigdy nie wiadomo gdzie nas znajomosc takiego egzotycznego jezyka w zyciu zaprowadzi.. na naszej drodze moze stanac osoba, ktora przez sam fakt znajomosci takiego jezyka zainteresuje sie nami, wezmie do dobrej pracy itd. zycie jest pelne niespodzianek. Ja przez jezyk hiszpanski dotarlam do Grecji.. malo wspolnego prawda? a jednak.. gdybym go nie znala to zapewne obecnie siedzialabym w tej chwili w domu, w Polsce..
    (przepraszam za dlugi i nudny komentarz )pozdrawiam 🙂

  2. Hej Ev,
    wielkie dzięki za długi i nudny komentarz 😉 Takie lubię najbardziej 🙂
    1. problem nie leży w tym, żeby opanować język francuski, aby korzystać z materiałów. Sam korzystam z francuskich Assimilów, mimo że trudno mi się określić nawet jako początkujący, ale rozumiem całkiem sporo tekstu pisanego. Chodzi mi głównie o to, że nie widzę sensu nauki prowansalskiego bez opanowania francuskiego – na południu Francji i tak większość ludzi mówi jedynie po francusku. Podobnie ma się sytuacja z kaszubskim i polskim – jakkolwiek podziwiałbym obcokrajowca, który nie umiejąc polskiego rzuca się na kaszubski, to nie do końca rozumiałbym sens takiego działania, bo w praktyce niewielu ludzi na Pomorzu włada kaszubskim.

    2. Zgodzę się z Tobą, że zawsze lepiej jest się uczyć języka rzadkiego, który nas fascynuje niż czegoś powszechnego co jest nudne jak flaki z olejem. Nie krytykuję nauki języka egzotycznego w ogóle. Wręcz przeciwnie, podziwiam ludzi, którzy potrafią na to poświęcić czas. Często jednak mam wrażenie, że ludzie uczący się języków dla przyjemności niejako "tracą kontakt z rzeczywistością" i rzucają się w odmęty z jakich często niewiele wyciągają, ponad to, że mogą się pochwalić np. nauką języka karakałpackiego. A wydaje mi się, że w naukach języków obcych powinno chodzić o coś więcej…

    3. Brak fascynacji w egzotycznym języku jest bardzo łatwy do osiągnięcia kiedy brak jakiejkolwiek ciekawej czynności jaką można w nim wykonać. Wydaje mi się, że człowiek naprawdę mocno zainteresowany daną kulturą miałby problem z nauczeniem się takiego języka.
    A co do przypadków w życiu – sama chyba przyznasz, że łatwiej jest odmienić swój los przy pomocy hiszpańskiego niż języka indian Hopi 🙂

    4. Bardzo fajny komentarz, wielkie dzięki 🙂 I blog też fajny – witam w klubie 🙂
    Pozdrawiam i życzę powodzenia w pisaniu!

  3. 🙂 Teraz doprecyzowales swoja wypowiedz. Po przeczytaniu punktu pierwszego zrozumialam o co Ci chodzi i zgadzam sie z nim w 100%.

    punkt 2 – hmmm "traca kontakt z rzeczywistoscia" piszesz.. no coz, fascynacja to choroba, ktora czasem ciezko zrozumiec. Moze przybrac forme narkotycznego uzaleznienia, gdzie poznanie mechanizmow rzadzacych danym jezykiem wprawia w stan szczescia.. kazde nowe slowo.. brzmienie jezyka, jak sie powoli otwiera.. to uzaleznienie.. i mozna tlumaczyc wtedy wariatowi, ze nic mu z tego jezyka nie bedzie ; )
    punkt 3 – nie do konca rozumiem o jakie ciekawe czynnosci Ci chodzi. Ja sama rozpoczelam nauke jezykow, nie dlatego, ze mi sie przydadza ale wlasnie dlatego, ze cierpie na taka niepoprawna chorobe, ze cieszy mnie poznawanie struktury jezyka.. slownictwo.. prawa tym wszystkim rzadzace. Poznawanie jezyka od "wewnatrz", samo uzywanie jezyka mniej mnie cieszy.

    Swoja droga ciekawa jestem o co wg Ciebie chodzi w naukach jezykow obcych. Pisales juz moze o tym ? ( przepraszam, ale jeszcze calego Twojego bloga nie przeczytalam )
    Nie wiem czy to nie za duzo jak na jeden komentarz, ale troche mnie zaintrygowales- piszesz, ze chcesz nauczyc sie conajmniej 20 jezykow- jak planujesz te wszystkie jezyki pozniej uzywac aby "cos z nich czerpac" ? 20 to calkiem sporo.. i czemu akurat 20?

  4. Poprzez "ciekawe czynności" mam na myśli np. czytanie artykułów lub książek w danym języku, oglądanie filmów, rozmowy z ludźmi przy użyciu ich języka ojczystego. Jednym słowem właśnie zastosowanie języka w praktyce. Też bardzo lubię poznawać nowy język, ale wiem dobrze, że jeśli nie zacznę go używać w praktyce to prędzej czy później mi zbrzydnie i stracę jakąkolwiek motywację do jego nauki. Bo po pewnym czasie ten, z początku nieznany i ciekawy język staje się znany i trochę mniej ciekawy :/ I wstedy mamy dwie możliwości: odkładamy go lub używamy.

    O co wg mnie chodzi w nauce języków obcych? Ciężkie pytanie i trudno na nie prosto odpowiedzieć. Na pewno jednak nie o to by poznać podstawy 60 języków i mówić, że się je zna. Dla mnie język, którego się uczę, ale nie wykorzystuję go w praktyce, chociażby po to by codziennie coś w nim przeczytać jest prawie bezużyteczny. Jeśli mam wybierać pomiędzy dwoma językami na poziomie B1, a jednym na poziomie C1, wybiorę to drugie. Ale to tylko moje zdanie i nikogo nie nakłaniam do jego przyjęcia. Wręcz przeciwnie, cieszę się, że wywiązuje się na ten temat jakaś dyskusja 🙂

    A czemu akurat 20? Bo to ładna, okrągła liczba 🙂 Tak poważnie to jest to zwykły przypadek – równie dobrze może ich być 19 lub 21. I wszystkie zamierzam używać w mniejszym lub większym stopniu. Biorąc pod uwagę, że w każdym z nich są wydawane codzienne gazety, każdy z krajów w których są używane ma własną ligę piłki nożnej, interesującą historię, filmy, literaturę i ciekawych ludzi, sądzę, że akurat z doborem ciekawych rzeczy i czerpaniem czegoś nie będzie problemu. Jedynym mankamentem może być brak czasu i tego jestem jak najbardziej świadom. Trudno codziennie korzystać z 20 języków. Na pewno niektóre z nich będę więc umiał lepiej, a niektóre gorzej, ale takie w końcu jest życie.

    Zresztą na razie się tym nie martwię, bo nawet do półmetka jest bardzo daleko 😉

    1. Niezwykle ciekawy blog – gratuluję:)
      O ile to możliwe, bardzo prosiłbym o polski (fonetyczny) zapis poniższego, olęderskiego dialogu w plattdeutsch:
      – Es dat woh, dat de Nadringsche nehge Dog no de Geburt os jung Hunn blind send?
      – Dat es woh. Abi wo he dan ehste sehne kann, dan sitt he ock so ne höchtsche Sandhose, os de ehe best, derch en sastalg Bohl…
      Chciałbym nauczyć się tego tekstu i niespecjalnie go "kaleczyć".

  5. Napisałeś, że do nauki Plattdeutsch potrzebny jest niemiecki i niderlandzki. Nigdy niderlandzkiego się nie uczyłam, znam za to niemiecki i duński. Kierowana ciekawością przeczytałam kilka artykułów z dolnoniemieckiej Wikipedii (za linkiem od Ciebie) i rozumiałam bez problemu:)

    Radość daje mi nie tyle samo poznawanie języka, co możliwość jego użycia, przykładowo- jadąc za granicę chciałabym umieć porozmawiać z tubylcem w jego języku. Wybierając język, którego chcę się uczyć oczywiście kieruję się- często chwilową jedynie- fascynacją konkretnym regionem, czy nawet konkretnym autorem książek. Jednak po opanowaniu podstaw zadaję sobie podstawowe pytanie: jakie mam szansę jechać tam i rzeczywiście używać tego języka, by był żywy, a nie jedynie przechowywany w mózgu i sztucznie podtrzymywany codzienną porcją słówek?
    Stąd może moje zainteresowanie mało popularnym, czy też, jak to określasz, ‚egzotycznym" językiem z reguły dość szybko gaśnie.

    Pozdrawiam, Cass.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Teraz masz możliwość komentowania za pomocą swojego profilu na Facebooku.
ZALOGUJ SIĘ