[MN14] Lepsza własna wędka, niż cudza ryba, czyli jak nie dać się złowić w sieć "edukacyjnych uzależniaczy"

Chineseasy

Od pewnego czasu wręcz zdumiewa mnie rosnąca popularność projektu „Chineasy” mającego na celu popularyzację pisma ideograficznego. Ktoś mógłby pomyśleć, że jako autor artykułu o nauce hiragany w godzinę powinienem być wpiekłowzięty oglądając tego typu prezentacje 1, 2, 3. Tak jednak nie jest, albowiem prezentowana przez chemiczkę – 曉嵐 metodologia zapamiętywania chińskich znaków uzależnia i upośledza wyobraźnię, co, w przypadku zgłębiania chińskiego pisma, jest raczej niedźwiedzią przysługą. Posłużę się słowami Karola; przedstawione w programowej książeczce przykłady „absolutnie nie przygotowują nas (…) do nadejścia momentu, kiedy ich zabraknie”.


Co kryje się pod śliską łuską ryby?

Autorka wpierw twierdzi, że…

“A Chinese scholar would understand 20,000 characters. You only need 1,000 to understand the basic literacy. The top 200 will allow you to comprehend 40 percent of basic literature – enough to read road signs, restaurant menus, to understand the basic idea of the web pages or the newspapers. Today I'm going to start with 8 to show you how the method works

… po czym w swoich wystąpieniach w kluczowych rolach obsadza "ideologicznie wygodne" znaki, których użyteczność dla osoby uczącej się jest marginalna np.*: 吅>13053. W poniższej tabeli zebrałem ideogramy, które były rdzeniem wspomnianych prezentacji, natomiast w indeksach górnych wpisałem ich numery frekwencyjne zgodnie z badaniami przeprowadzanymi na Tajwanie (kraju pochodzenia autorki projektu, gdzie oficjalnym językiem jest mandaryński, w piśmie używane są znaki tradycyjne, natomiast większość obywateli w "domu" posługuje się jednym z dialektów języka Min).

 AB

A / B x3
404  * 3033 959
9
521 1802 5891
739 332 90 1215
288 56
124 1524

7160

155 1627 1601
218
405 1435 5029
146 10615 2566
5 7

Co staneło mi ością w gardle?

Starając się zaakceptować formę tego typu prezentacji – ledwie kilka minut, by wprowadzić publiczność w ekstatyczny stan – nie mogę przemilczeć licznych "naciągnięć":

1. Ideogramy, których znaczenie rzeczywiście jest sumą lub wypadkową elementów składowych stanowią ledwie kilka(naście) procent populacji chińskich ideogramów. We wspomnianych prezentacjach, tego typu złożenia są nadreprezentowane. Nie pojmuję tego fenomenu, ale Chińczycy czują jakiś wewnętrzny przymus udowadniania obcokrajowcom, że system pisma ideograficznego jest niesłychanie logiczny, choć wszelkie znaki na niebie, papierze i ziemi temu przeczą. Nawet te logiczne złożenia wydają mi się mocno naciągane: 安 oznacza ‚stabilizację, spokój, bezpieczeństwo’: bo przecież kobieta 女 pod dachem 宀… co ma piernik do wiatraka, wracający do, oczekującej go w domu już od kilku godzin, żony pijany mąż ze śladami szminki na policzku bynajmniej nie czuje się bezpiecznie. 好=> 女 "kobieta" i "dziecko" 子 oznaczą, że "jest dobrze"… tabloidowy (po)twór: mamamadzi zdecydowanie zaprzecza tej sielankowej interpretacji. Co, osobę piszącą maila w XXI w., obchodzi geneza i historyczna interpretacja znaku stworzonego n-tysięcy lat temu?

2. Autorka, kiedy to "wygodne, miesza ze sobą system znaków tradycyjnych i uproszczonych (wpierw podając tradycyjny wariant znaku ‚brama’ 門 (uproszczony: 门), co jednocześnie nie przeszkadza jej chwilę później stwierdzić, że od znaku 人 "człowiek" można wywieść 从 "podążać", problem polega jednak na tym, że jeśli spojrzeć z punktu widzenia systemu znaków tradycyjnych, to ów ideogram jest dawno temu wyszedł z użycia. Jednak w Chinach kontynentalnych powrócił do łask będąc uproszczeniem znaku stosowanego na Tajwanie: 從, choć z praktycznego punktu widzenia najczęściej jest używany w kontekście: "z" [jakiegoś miejsca], "od" [jakiegoś czasu]. Analogicznie jest w przypadku ideogramu "tłum"; uproszczony – podany w prezentacji: 众, tradycyjny: 眾.

3. Choć 木 , to rzeczywiście "drzewo; drewno", to jednak chcąc powiedzieć / zapisać po chińsku to słowo trzeba posłużyć się bardziej skomplikowanym znakiem 樹. To, że jakiś ideogram "coś" oznacza bynajmniej nie jest równoważne z tym, że można go użyć w tym znaczeniu.

4. Autorka mija się z prawdą twierdząc 囚, że znak: "więzień" to "człowiek" 人 w "ustach" 口. W rzeczywistości  口 "usta" i 囗 "ogrodzenie" są dwoma różnymi kluczami i dopiero wybór właściwego z nich tj.  囗 "ogrodzenia" pozwala znaleźć znak 囚 w słowniku. Podobnie jest w przypadku 昌 "schlebiać; kwitnący"; ideogram nie składa się z dwóch "słońc" 日 lecz ze "słońca" i czasownika "mówić" 曰 – nieco archaicznego znaku charakterystycznego dla klasycznego języka chińskiego. W tym wypadku, to jednak górny fragment znaku wpływa na lokalizację w słowniku, więc tym razem tego typu "uproszczenie" nie niesie ze sobą poważnych konsekwencji.

5. Choć znak 閂 5029 oznacza "zamykać; zamknięty" to jednak jest znacznie bardziej powszechny w kolokwialnym kantońskim; w chińskim mandaryńskm użylibyśmy 閉1518. Trudniej byłoby jednak wcisnąć publiczności przekonywującą historyjkę, że "zamykać" składa się z "bramy" 門 i stricte gramatycznego słówka "dopiero wtedy" 才, a nie "sztaby" 一 .

6. Dobór przykładów jest sprawą bardzo istotną, jednak te prezentowane przez autorkę są bardzo proste. Łatwo można podzielić znak na prostsze elementy, w rzeczywistości nie zawsze jest tak pięknie. Wiele fragmentów jest ze sobą "sklejonych". W 制: 牛 i 巾 są ‘nadziane na jednego kija’, z kolei w 旁 klucz 立 jest ‚sklejony’ podstawą z 冖, natomiast w 裏 pomiędzy ‚pokrywkę’ 亠 i dolny fragment znaku 衣 ‚wciśnięto’ 里; niektóre klucze są wybrakowane: 步 składa się z 止 i 少 ale bez kreski丶z prawej strony… jednak nic w przyrodzie nie ginie i z kolei w innych znakach pojawiają się nadmiarowe elementy np.: 添=>氵+天+小+ wspomniana kreska丶. Największy problem stanowią jednak fragmenty znaków, którym nie daje się przypisać określonego znaczenia.

(Dla formalności: w Japonii, po II Wojnie Światowej, znak 步 "uproszczono" dodając wspomnianą, "brakującą kreskę: 步> 歩; z kolei, aby być w pełnej zgodzie z prawdą, dolny fragment ideogramu 添, czyli ⺗, nie wywodzi się od znaku 小, lecz jest dość rzadko spotykanym – trzecim wariantem klucza – serce (心、忄、). "Problem" współistnienia wielu wariantów kluczy zostanie poruszony w kolejnym artykule).

7. Powyższe nieścisłości, to ledwie wierzchołek góry lodowej. Największe zastrzeżenia mam do samej metodologii projektu „Chineasy”; będąc złośliwym, powiedziałbym, że czajnis rzeczywiście jest izi jeśli dysponujemy zespołem grafików i rysowników na zawołanie. Osoba ucząca się w oparciu o tę metodę jest właściwie ubezwłasnowolniona i w pełni zależna od pomysłowości autorów książeczki oraz wybranych przez nich przykładów. Aż ciśnie się na usta okrzyk, wołającej na puszczy, Adriany: "Miejcie umiar! Dobre korzystanie z podręcznika polega m.in. na tym, żeby wiedzieć, kiedy go odłożyć."

Mógłbym wspomnieć jeszcze o wielu wadach wynikających z niekompletności metody:

– znaki są wyrwane z kontekstu

– izolowane ideogramy mają na ogół cały pęk znaczeń, dopiero słowo  i / lub kontekst pozwala zawęzić pole semantycznych do rozsądnych rozmiarów

– metoda nie porusza kwestii związanej z ręcznym zapisem znaków oraz wpisywaniem ich na komputerze

– nie ma słowa o fonetyce, gramatyce, składni; nie wystarczy na chybił trafił ustawić obok siebie kilku ideogramów, nie skomentuję poziomu zaawansowania (Advanced!) poniższych "zdań" (?)

Zdania

8. Na koniec pytanie retoryczne: Czy rzeczywiście narysowanie tych znaków na obrazkach przedstawiających ich znaczenie jest tak skuteczną metodą ich zapamiętywania?


Gotowe rozwiązania

Danie, uczącej się osobie, ryby zamiast wędki, nie zawsze jest złą metodą, o ile zakres materiału jest "ogarnialny jednym rzutem oka". Szalenie podoba mi się sugestywna, przedwojenna polska metoda ułatwiająca zapamiętywanie alfabetu Morse'a (1, 2, 3).

Alfabet Morse'a

 Księga Harców, wyd. II, Harcerskie Biuro Wydawnicze "Na tropie" Sp. z o.o., Warszawa 1939

Nawet nie będę starał się dociec czym jest "oko opatrzności", ale po jednokrotnym spojrzeniu na ten rysunek informacja, że literze "O" odpowiadają trzy kreski – – – prześladuje mnie do dziś.


Problem dużej skali

W przypadku chęci przyswojenia kilku tysięcy chińskich znaków, gotowe rozwiązania przestają mieć rację bytu, albowiem zestaw ideogramów, które "mogą się przydać" jest zbiorem otwartym, by nie powiedzieć, że nieskończonym. Samo znalezienie (nie mówiąc już o stworzeniu takiego zestawu) mnemotechnicznej interpretacji znaku zajmowałoby mnóstwo czasu… chociaż niewykluczone, że problem ten skutecznie rozwiązała zapomniana już dziś transkrypcja graficzna z 1936 r. opracowana przez polskiego chemika (sic!) – sinologa samouka Domana Wielucha. Niestety nie udało mi się znaleźć choćby jednego zdjęcia oryginalnych prac tej intrygującej mnie postaci, a na podstawie nielicznych , współczesnych doniesień trudno cokolwiek konkretnego wywnioskować o funkcjonowaniu tej metody  (1, 2, 3, 4, 5, 6, 7).


Problematyka tworzenia dobrych systemów klasyfikacji chińskich znaków

Przez długi czas zastanawiałem się nad cudownym ustawieniem chińskich znaków pozwalającym jednym ruchem zapamiętać ich większą liczbę, jednak jest to problem dość złożony ze względu na to, że w języku chińskim brakuje choćby jednej "niezmiennej". Różnie systemy znaków (tradycyjny, uproszczony; uproszczenia w japońskim są często inne niż w chińskim), dodatkowe znaki dialektyczne, nieprzejrzysty i nie do końca intuicyjny system kluczy, zdemolowany zresztą przez reformę w Chinach kontynentalnych, warianty tych samych ideogramów zależne i niezależne od użytej czcionki, różne warianty wymowy jednego ideogramu, radykalne różnice w fonii wynikające z "dialektyczności" lub rejestru języka (kolokwialny – formalny), odmienne interpretacje liczby i kolejności stawiania i przebiegu kresek itd.

Idea stworzenia doskonałego, sztywnego ustawienia ideogramów umożliwiającego uczącej się osobie jednym ruchem zainicjować reakcję domino – cykl pamięciowy pozwalający zapamiętać lub połączyć ze sobą ich większą liczbę, jest póki co utopią, którą dobrze obrazuje poniższy schemat dotyczący dyscypliny, której duch unosi się nad tym artykułem.

Reakcja domino


Be like water

Do każdego problemu można podejść na dwa sposoby, niczym:

Doktor Jekyll; tradycjonalnie, (pseudo) naukowo, usiłując wszystko zrozumieć (1, 2, 3)

pan Hyde; brutalną, skupioną siłą szaleństwa (1)

Ze względu na chaos pisma ideograficznego, każde sztywne podejście szybko daje w kość swoją niepraktycznością. Tej stajni Augiasza nie okiełzna Pani z białą rękawiczką, tu potrzeba radykalnych, heraklejskich rozwiązań, a sama metoda musi być przede wszystkim elastyczna i dopasowywująca się do amorficznego systemu chińskiego pisma.

You must be shapeless, formless, like water. When you pour water in a cup, it becomes the cup. When you pour water in a bottle, it becomes the bottle. When you pour water in a teapot, it becomes the teapot. Water can drip and it can crash. Become like water my friend.”

Bruce Lee


Nie da Ci tego książka, nie da Ci tego słownik znaków, co może dać Ci Twa wyobraźnia i spostrzegawczość

Kolejne kilku artykułów poświęcę rozmaitym aspektom związanym z praktyczną nauką pisma chińskiego. Poruszę zagadnienia związane z percepcją informacji graficznej, ułomnością analiz strukturalnych, pseudologicznością pisma ideograficznego, by na końcu zaprezentować wynikającą z tych rozważań moją wędkę, którą będzie w stanie się posłużyć każdy, kto tylko uwierzy (i sprawdzi na sobie), że w tym szaleństwie jest metoda. Jako regularny bezwstydnik muszę przyznać, że najlepszy, moim zdaniem, sposób zapamiętywania znaków opiera się nie na skakaniu po słownikach, lecz na wyobraźni, spostrzegawczości i umiejętnej obserwacji otoczenia. Właściwie jego mottem mógłby być niezwykle inspirujący fragment pierwszego artykułu Karoliny: "Mało kto ufa (…) temu, jak wiele możemy dać sobie my sami. Być swoim własnym mistrzem to coś, do czego nieustannie dążę i od czego wychodzę wierząc, że nauka wypływa ze mnie – i tam też wraca – dając mi poczucie realnego spełnienia."



Suplement;  Jak zapamiętać te kilka prostych znaków, jeśli akurat nie masz pod ręką armii grafików komputerowych?

Skrótowe założenia tej "metodologii" przedstawiłem w artykule na temat zapamiętywania znaków hiragany.

Wyobraź sobie (że)…

człowieka, który poślizgnął się na skórce od banana 人, albo próbuje wygramolić się z namiotu

z tekturowego pudła 口wysypujesz setki oderżniętych ludzkich ust

potencjalny pasażer 火, goniący uciekający autobus, pali się żywym ogniem

grupę prawdziwych polaków wyjących do księżyca patriotyczne pieśniobchodzących kolejną miesięcznicę (miesiąc), bezczeszczących polski sztandar 月 dowolnie [cenzura] napisem; (dwa znaczenia)

zamykasz / ściskasz w, niekoniecznie naszym, dzienniku  日 (dzień) słońce; (dwa znaczenia)

kolędnika z olbrzymim drzewem na ramieniu zamiast gwiazdy na kiju 

świecznik 山 (z "Pięknej i bestii") wspinający się na wierzchołek góry

w(y)jeżdżasz samochodem przez bramę rodem z saloonu 門 (z Dzikiego Zachodu)

[dowolny przymiotnik] kobieta opala się na zdezelowanym leżaku 女; lub ugania się za kurą 女, którą chwilę wcześniej pozbawiła łba

Na razie wystarczy; na bardziej zaawansowane przykłady np.: 灩 przyjdzie czas. Każdy, kto nie spędził całego życia gapiąc się w białą ścianę, jest w stanie sprawnie połączyć informację graficzną z semantyczną. Sztandarowe rysunki "Chineasy" nawet nie ocierają się o możliwości jakie daje własna wyobraźnia, która jest bezpłatna i zawsze pod czaszką.


Skojarzenia są tylko drogą do celu, a nie celem samym w sobie vel suplement dla opornych sceptyków:

-Nasiona… weźmy na przykład nasionko… eh, zaraz, zaraz. Załóżmy, załóżmy, że TO jest nasionko…

-Ale to jest KAMYK.

-Ja wiem, ja wiem, że to jest kamień, ale przyjmijmy na chwilę, że to jest nasonko. W końcu od czego mamy oboje wyobraźnię. A teraz, teraz spójrz na to 木. Wszystko, co potem będzie tym OLBRZYMIM 木 już teraz jest wewnątrz tego maleńkiego nasionka… Potrzeba tylko trochę czasu, trochę 日 i deszczu i voilà !

-To z tego, wyrosnąć ma 木?Ale to KAMYK

– Z nasionka oczywiście, pomyśl logicznie, bo może jest to jeszcze dla ciebie za trudne, bo może jeszcze nie jesteś 木, tylko małym nasionkiem, ale do czasu… 

-Ale to KAMYK!

-JA WIEM CO TO JEST! CO TY MYŚLISZ, ŻE JA NIE WIEM CO TO JEST KAMYK, JAK PÓŁ ŻYCIA SPĘDZAM MIĘDZY KAMYKAMI!?

Rozmowa Flika z Dorą; "Dawno temu w trawie"


Zobacz również:

Problematyka pisma ideograficznego (część 1)

Problematyka pisma ideograficznego (część 2)

Problematyka pisma ideograficznego (część 3)

Jak ‚nauczyć się’ hiragany… w godzinę?

Patrz z własnej perspektywy; szyj metodę na miarę własnych potrzeb i możliwości

About Michał Nowacki

http://woofla.pl/michal-nowacki/

8 komentarze na temat “[MN14] Lepsza własna wędka, niż cudza ryba, czyli jak nie dać się złowić w sieć "edukacyjnych uzależniaczy"

  1. Nie negując wcale wartości nauki pisma chińskiego to jednak coraz bliżej jesteśmy momentu kiedy będzie ono mniej potrzebne (np turystom) dzięki technologi ( typu Google Glass i następcy)

    1. To samo ktoś mógłby powiedzieć 10 lat temu o Google translatorze, wynikającej z istnienia tej "cudownej maszyny" możliwości zrezygnowania z papierowych słowników i tłumaczeń sporządzanych przez ludzi. To jednak tylko maszyna, niemyśląca, nieradząca sobie w niestandardowych sytuacjach, niepotrafiąca podejmować autonomicznych decyzji. Nie widziałem jeszcze niezawodnego programu potrafiącego poprawnie zapisać dłuższy, dyktowany tekst. Nawet czytany przez najlepszy syntezator głosu komunikat jest czymś obcym, sztucznym i lekko irytującym dla naszych uszu. Zobaczymy, co przyniesie kolejne 10 lat.

  2. Świetny artykuł. Ja też jestem zdania, że skojarzenia powinny być osobiste, wtedy działają najlepiej. I, fakt, są zupełnie darmowe.
    Ciężko się czyta, niestety… Forma graficzna taka oldskulowa. Wiem, wiem, treść ważniejsza, jednak naprawdę lepiej czytałoby się inną formę. Pozdrawiam.

    1. @Aniu,

      wbrew temu, co napiszę poniżej, szczerze dziękuję Ci za komentarz.

      W momencie, gdy autor pisze któryś kolejny już artykuł, aby samemu się nie zanudzić lub uśpić, zaczyna wymyślać gierki, definiować reguły, które tekst musi spełnić.

      Znane są już z historii powieści, bez użycia jednej ze statystycznie najczęściej występujących głosek – samogłoski: „e”
      http://en.wikipedia.org/wiki/Gadsby_(novel)
      http://en.wikipedia.org/wiki/A_Void
      czy choćby jednego czasownika:
      http://en.wikipedia.org/wiki/Le_Train_de_Nulle_Part
      Jeden z autorów wyżej wymienionych dzieł wymyślał również matematyczne zależności jaki musi spełniać każdy rozdział powieści: http://pl.wikipedia.org/wiki/%C5%BBycie_instrukcja_obs%C5%82ugi

      Bohater jednej z moich ulubionych książek, w specyficzny sposób bawił się w cenzora:
      „For a little while in the morning he had to censor letters (…). “It was a monotonous job, and Yossarian was disappointed to learn that the lives of enlisted men were only slightly more interesting than the lives of officers. After the first day he had no curiosity at all. To break the monotony he invented games. Death to all modifiers, he declared one day, and out of every letter that passed through his hands went every adverb and every adjective. The next day he made war on articles. He reached a much higher plane of creativity the following day when he blacked out everything in the letters but *a, an* and *the*. That erected more dynamic intralinear tensions, he felt, and in just about every case left a message far more universal. Soon he was proscribing parts of salutations and signatures and leaving the text untouched. One time he blacked out all but the salutation ‚Dear Mary’ from a letter, and at the bottom he wrote, ‚I yearn for you tragically. R. O. Shipman, Chaplain, U.S. Army.'”

      Ja też wymyślam swoje zabawy:

      Np.: powyższy tekst miał spełnić następujące nadrzędne reguły:

      1. Semantycznie odwołać się do poprzedniego artykułu: http://woofla.pl/pytanie-od-czytelnika-cwiczenia-z-uzupelnianiem-luk-w-zdaniu/ w którym pojawił się idiom o „sprzedawcy ryb”. Dlatego też ryba musiała pojawić się ( i to wielokrotnie również w tym). Z drugiej strony, w zakończeniu tego artykułu pojawiają się dwa owady, a to dlatego, że część kolejnego artykułu będzie, w pewnym sensie, im poświęcona.
      Konflikty:

      2. statystyka – mnemotechnika. O statystyce na początku, mnemotechnice na drugim biegunie artykułu.

      3. Dwoje bohaterów, których wiele łączy i dzieli: kobieta Tajwanka (Tajwańczycy nie lubią jak się ich nazywa Chińczykami) versus mężczyzna – Polak (a właściwie Ślązak). Jej metoda znana na całym świecie, jego zapomniana nawet w ojczyźnie. Punkt wspólny – oboje z wykształcenia są /byli chemikami.

      4. Skomplikowanie – prostota. Język chiński (kilkadziesiąt tysięcy znaków) versus binarny alfabet Morse’a – kropka i kreska.

      Reguły dodatkowe:

      5. Wykorzystać po jednym cytacie głównych autorów Woofli (zgodnie z ich kolejnością „dołączenia” – współtworzenia (do) zespołu); Karol – wstęp, Adriana – rozwinięcie, Karolina – zakończenie.

      6. Punkt wspólny moich dwóch największych pasji: chemii i chińskiego.
      I jeszcze kilka pomniejszych regułek i odniesień do poprzednich artykułów, nad którymi nie chce mi się rozwodzić, może ktoś je rozszyfruje.

      Te teksty nigdy nie będą proste w odbiorze (to mogę obiecać) – gdybym chciał takie napisać, to zasnąłbym po wstukaniu pierwszego akapitu.

      Wszystko jest częścią większego planu. W artykule http://woofla.pl/pytanie-od-czytelnika-cwiczenia-z-uzupelnianiem-luk-w-zdaniu/ pojawił się tytuł filmu: „Nie ma róży bez ognia”, dlatego i w następnym artykule, to właśnie ogień był livemotivem http://woofla.pl/nie-zastanawiaj-sie-o-czym-woofla-napisze-za-kolejne-3-dni-zastanow-sie-czym-ty-juz-dzis-mozesz-zainteresowac-czytelnikow-woofli/ . To takie domino.

      Pewnie nadejdzie taki czas, że dla „złamania monotonii” będę starał się napisać artykuł bez choćby jednokrotnego użycia samogłoski: „a”, albo spółgłoski „r”, a może cały wierszowany? Tego jeszcze nie próbowałem.

      Co do formy graficznej, to cieszę się, że jest oldskulowa (inna sprawa, że nie wiem co w tym jest takiego niestrawnego). Nie znoszę nowoczesnych trendów i unikam ich jak trądu. Jeśli będzie mi dane być kiedyś wykładowcą, to będę się starał nie skalać użyciem rzutnika choćby na jednym wykładzie (mam uczulenie na slajdowiska i wykładowców – slajdofilów). Zamierzam korzystać jedynie z kredy i tablicy ( i własnej pamięci), chyba, że będzie za ciemno, wtedy … ugnę się przed wynalazkiem elektryczności. Jeśli ktoś oczekuje krótkich artykułów złożonych ze zdań jednokrotnie złożonych, w których będą same słowa, które można znaleźć w słowniku języka polskiego… to się nie doczeka.

      Pozdrawiam i nie obiecuję poprawy

      1. Dziękuję za wyczerpującą odpowiedź. Chylę czoła. Poczułam się co najmniej dziwnie czytając Twoją odpowiedź, wypunktowane główne założenia artykułu i obszerne tłumaczenie Twoich (i innych autorów) sposobów "przełamywania monotonii". Ironię odczytałam. Tłumaczenie co miałeś na myśli i jakie były Twoje założenia przy konstruowaniu wypowiedzi odczytuję jako "nie zrozumiałaś, nie wiesz, to ci wypunktuję". Zapewniam Cię, że gdybym poszukiwała łatwych treści, czytałabym raczej blogi "lajfstajlowe" a nie artykuły tutaj.
        Przykro mi, że skupiłeś się na drugiej części mojego komentarza o "oldskulowej formie". Mój błąd, że nie wyjaśniłam o co mi chodziło, nie miałam czasu napisać dłuższego komentarza. Miałam na myśli formę graficzną strony i to, że jej forma nieco "przykrywa" naprawdę wartościowe treści. Biję się w piersi, nie pod Twoim artykułem powinnam była to napisać.
        To o czym (i jak) piszesz niezmiernie mnie ciekawi, szczególnie przez wzgląd na mnemotechniki w uczeniu się języków obcych, które to zagadnienie bardzo mnie interesuje. Mimo tego, że chwilowo pogorszył mi się nastrój po przeczytaniu Twojej odpowiedzi, będę czytać to co napiszesz.
        Pozdrawiam serdecznie.

      2. To może skorzystam z okazji, żeby powtórzyć, co napisałem w innym komentarzu: od krytyki hasłowej ("forma graficzna taka oldskulowa") bardziej użyteczne jest wskazanie konkretnych kwestii do poprawienia ("zmieniłbym schemat kolorów, układ kolumn etc.") albo – pozytywnego wzorca ("dlaczego nie układ ‚kafelkowy’ jak na moim blogu").

      3. Biję się w piersi po raz wtóry. Za szybko chciałam skomentować, a niemowlę wiszące mi na nodze sprawiło, że potraktowałam rzecz hasłowo. Następnym razem będę bardziej merytoryczna. A kafelki rzecz gustu.
        Miłego dnia.

      4. @Aniu,
        przepraszam, jeśli Cię uraziłem, bynajmniej nie to było moim celem. Chodziło mi główniej o to, że celowo nie zamierzam tworzyć gotowej papki, lecz z pełną świadomością rzuca, czasem kawałek mięcha, które trzeba wpierw przerzuć.

        Tym jednak razem Twoje słowa, to lekka nadinterpretacja tego, co chciałem przekazać. Starałem się raczej wyjaśnić, że celowo staram się łączyć wiele różnych wątków na zasadzie sprzeczności, ciągłości i podobieństw. Jestem daleki od tego by twierdzić, że moje teksty są tak zawiłe, że trzeba je dodatkowo objaśniać.

        Ironiczność mojej odpowiedzi jest również wynikiem kumulowanej od pewnego czasu pewnego rodzaju agresji, którą się staram trzymać na wodzy, a wynika ona z wpisów niektórych czytelników pod artykułem zachęcającym do wstępowania w nasze szeregi. Jak już trzeci raz przeczytałem uwagę o przestarzałej formie graficznej – nie wytrzymałem, zadziałało to na mnie jak płachta na byka. Nie jestem wielkim fanem nowoczesnych trendów graficznych – utworzenia zamtuzu na kółkach zamiast przejrzystego układu treści.

        Mam nadzieję, że kolejne teksty Cię nie rozczarują. W planach publikacyjnych jest m.in. artykuł, który będzie zawierał 10 wskazówek (zilustrowanych ponad 200 przykładami) dotyczących tego, jak osoba dysponująca bardzo podstawową (ale również i bardziej zawansowaną) wiedzą na temat pisma ideograficznego może z bezładnej na pierwszy rzut oka gęstwiny chińskich krzaczorów wyłowić, z KAŻDEGO z nich, elementy z naszego współczesnego otoczenia. Wykorzystanie tego rodzaju „elastycznej spostrzegawczości”, która „siedzi” w każdym z nas, jest moim zdaniem dość skuteczną techniką. Jednak ze względu na dużą kontrowersyjność tej metody, wpierw będę chciał przeprowadzić dłuższy (na kilka artykułów) wywód logiczny uzasadniający takie właśnie podejście.

        Jeszcze raz przepraszam, nigdy nie mam zamiaru obrażać nikogo z naszych czytelników, nawet jeśli mi ktoś pisze, że moje artykuły są „chore”. Jednak od pewnego czasu wydaje mi się, że z niejasnych do końca dla mnie powodów (w imię za daleko idącej „poprawności” politycznej) my – autorzy Woofli zapominamy o szacunku do samych siebie posypując głowę popiołem za każdym razem, gdy ktoś ma odmienne zdanie. Nie chcę jednak w tym miejscu rozwijać tego wątku.

        Pozdrawiam,

        Michał

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Teraz masz możliwość komentowania za pomocą swojego profilu na Facebooku.
ZALOGUJ SIĘ