Od czego zacząć naukę języka obcego?

Do napisania tego „Od czego zacząć naukę języka obcegoartykułu” zainspirował mnie wpis jednej z autorek Woofli – Karoliny pod tytułem „Dlaczego nauka języka szwedzkiego jest teraz łatwiejsza niż kiedykolwiek?”. Czytając ten artykuł w głowie zaświeciła mi się czerwona lampka, „A co z angielskim?”. Większość może stwierdzić, że nie ma nic prostszego, przecież w internecie jest mnóstwo materiałów jak kursy, książki czy też blogi. Moim zdaniem jednak ostrożności nigdy za wiele. Ilość bowiem nie oznacza dobrej jakości. Jako, że internet jest pełen materiałów do nauki tego języka, połowa, a nawet ich większość pozostawia wiele do życzenia. Mylenie pojęć, zła jakość tekstów czy błędnie wytłumaczone zasady gramatyczne mogą zwrócić uwagę osób, które posiadają „background” związany z angielskim. Co jednak z osobami nie znającymi żadnego języka, a chcącymi rozpocząć jego samodzielną naukę używając źródeł lub porad z internetu?

Pierwszą czynnością jaką taka osoba przeważnie wykonuje jest „wygooglowanie” „nauka języka angielskiego od podstaw”. Rezultaty? Suche kursy, które tak jak wcześniej wspomniałem zawierają masę błędów (oczywiście nie mówię o wszystkich), są stworzone w sposób chaotyczny i niezbyt interesujący. Bo po co nam w pierwszej czy drugiej lekcji lista stu krajów jeżeli i tak nie potrafię nic o nich powiedzieć? Jest to może błahy przykład, nie powinienem się czepiać, ale moim zdaniem we wszystkim trzeba znaleźć umiar.

Następnymi punktami, które znajdziemy w internecie są kursy i poradniki „Jak języka nauczyć się w 3 miesiące”. Cóż, ja takim mistrzem nie jestem i raczej nigdy nie będę mimo, iż podziwiam ludzi jak Ben Lewis, który podobnych rzeczy dokonuje. Musimy jednak spytać się samych siebie- jako, że w tych kursach informacja nie zostaje nigdy zawarta (Ben także o tym nie wspomina)- do jakiego poziomu?

Co pomogło mi? Nie szkoła, nie zajęcia, a własna praca, która nigdy nie może być lekka i bezproblemowa. Ucząc się języka musimy ostrożnie dobierać materiały, które pasują do naszej osobowości. Wielu zaczynając czytać ten wpis pomyślało „fajnie, dostaniemy poradę od czego zacząć”. Nic bardziej mylnego. Ja jako słuchowiec uwielbiam oglądać TV, słuchać radia czy wykładów. Dzięki nim pochłaniam wiedzę jak gąbka. Co jednak ze wzrokowcami czy kinestetykami? Uczą się w inny sposób. Dla nich radio czy wykłady będą czymś co nic nie wniesie w ich naukę.  Wniosek z tego- i nie odkryję tu Ameryki- dobierając materiały musimy wiedzieć kim jesteśmy w świecie języków… Musimy wiedzieć co jest dla nas dobre, a co złe. Jak ma to uczynić osoba początkująca? Teoretycznie i praktycznie nic prostszego, po prostu, musi spojrzeć na naukę innych „przedmiotów”. Trzeba po prostu wiedzieć z jakiego źródła wiedza przychodzi nam najłatwiej.

Jaki jest kolejny punkt w mojej głowie? Nie mam pojęcia z czego to się bierze, ale na swojej drodze spotkałem wiele osób rozpoczynających naukę języka obcego, a nie mających podstawowej wiedzy o budowie i strukturze własnego języka. Proszę mi uwierzyć, że na tym świecie są osoby, które może gdzieś słyszały nazwę, ale nie wiedzą czym jest bezokolicznik, czasownik czy przysłówek. Jak poprowadzić naszą naukę bez takiej wiedzy? Ja chyba sobie tego nie wyobrażam, dlatego bardzo zachęcam do nadrobienia tej zaległości tak szybko jak to możliwe.

Wiedząc kim jesteś w świecie języków obcych i wiedząc czym są przypadki szukaj Swoich materiałów, szukaj sposobu. Jeżeli będziesz miał podstawową wiedzę o sobie i języku, nauka stanie się przyjemnością, a osobiście powiedziałbym, że sukces jest o krok bliżej.

W kolejnych moich wpisach chciałbym Wam przedstawić różnego rodzaju materiały, które pomogły mi osiągnąć poziom na którym jestem w tej chwili. Zapraszam do czytania!

 

P.S. Jednocześnie chciałbym bardzo przeprosić o tak duże opóźnienie z moimi wpisami, ale jak może zauważyliście w zakładce „Autorzy” we wrześniu rozpocząłem studia na Bournemouth University, które są dla mnie czasochłonne, a muszę je pogodzić z pracą, moim hobby oraz życiem codziennym.

7 komentarze na temat “Od czego zacząć naukę języka obcego?

  1. Fajny artykuł. Poruszyłeś ciekawe tematy.
    Napisałeś: "po co nam w pierwszej czy drugiej lekcji lista stu krajów jeżeli i tak nie potrafię nic o nich powiedzieć?"
    Jest to niestety częsta praktyka również autorów podręczników z bardziej znanych wydawnictw; np: w samouczku "Colloquial Cantonese" (wyd. Routledge) już w trzeciej linijce pierwszej lekcji dowiemy się jak jest po kantońsku: mango, pomarańcza, jabłko, banan, winogrono, śliwka, gruszka, arbuz, papaja, ananas, liczi i kiwi. Po czym pojawiają się one w straganowych dialogach. Gdyby chcieć spamiętać nazwy wszystkich artykułów żywnościowych i potraw (jak np.: jaskółcze gniazdo), to życia by nie wystarczyło. A po co Bozia dała nam rączki? W najprostszym wypadku wystarczyłoby po prostu wskazać palcem, wypowiedzieć uniwersalne 呢啲 ni1 di1 ‘te’ i pokazać na palcach ile.
    Ci sami autorzy unikający, jak diabeł święconej wody, stosowania chińskich znaków (używają samej romanizacji) bez chwili refleksji na końcu kolejnej lekcji podają zapis znakami słowa ‘Pakistańczyk’ 巴基斯坦人, aby oswajać czytelnika z zapisem ideograficznym.
    Wolałbym raczej dowiedzieć się jak zapisać słowo ‘używać’, ‘mieć’ itd. Widocznie brak mi jednak fantazji autorów.
    Wydaje mi się, że w ‘dobrym’ materiale edukacyjnym jest nie tylko ważne, to co w nim jest, ale równie istotne zdaje się to czego w nim nie ma (z pożytkiem dla użytkowników).
    Pozdrawiam,

  2. Myślę, że przy nauce jakiegokolwiek języka trzeba urozmaicać źródła informacji. Podręcznik idealny do żadnego języka chyba jeszcze nie powstał i nie powstanie, ale gdy przeczytać dane zagadnienie gramatyczne w kilku niezależnych źródłach, niejasności się wyjaśnią; mogę to powiedzieć "z własnego doświadczenia", choć nie myślę w tym momencie o języku angielskim. Przy tym nawyku eksploatacji wszelkich dostępnych źródeł zła jakość materiałów podręcznikowych (ujmując w to źródła internetowe) nie stanowi bardzo dużego problemu.

    Nie śmiem się nie zgodzić, że nie wypada wiedzieć, czym jest ten tajemniczy "bezokolicznik", lub "przysłówek". Ta wiedza jest w nauce języka obcego przydatna. Niemniej, choć są to problemy dotykające nieliczne osoby (tj. te uczące się języków egzotycznych) trzeba pamiętać, że nie we wszystkich językach istnieje coś takiego jak np. bezokolicznik. Ten nasz podział nie jest wcale bezwzględny i uniwersalny. Uporczywe trzymanie się go prowadzi do sytuacji groteskowych i zafałszowanych, jak np. w chyba jedynym polskim źródle na temat keczua*, gdzie autor usilnie keczuańskie struktury gramatyczne przedstawia w tabelach łacińskich kategorii i czytamy "ablativus: warmi-manta", lub "imperfectum: ri-q kani". Podręcznik języka portugalskiego tego samego autora całkiem mi się jednak podoba (dialogi i słownictwo są praktyczne, gramatyki jest dużo), mimo pewnego uchybienia w postacie braku jakiegokolwiek info o odmianie europejskiej.

    *Perlin Jacek „Język keczua” [w:] Weinsberg Adam [redakcja]: Monografia keczua, perskiego, portugalskiego i rumuńskiego. Wydawnictwo Uniwersytetu Warszawskiego, Warszawa 1987.

  3. Na poczatku chcialbym przeprosic za brak polskich znakow. Niestety czas na komentarze mam tylko i wylacznie podczas przerw miedzy zajeciami na uczelni, wiec pisze je na komputerach, ktore nie maja polskich znakow.

    *Michał dziekuje za komentarz. Spodobalo mi sie szczegolnie ostatnie zdanie. O to wlasnie mi chodzilo. Autorzy szpikuja podreczniki slownictwem nam malo potrzebnym na poczatku nauki, a zapominaja o tym co jest wazne!

    *Yana Para Puju, na Twoj komantarz takze szczegolnie czekalem jako, ze sa one zawsze konstruktywne. Na poczatku pisania tego wpisu zastanawialem sie nad zamieszczeniem w nim materialow, ktore spelnialyby moje oczekiwania. Po dluzszym czasie przeszukiwania internetu poddalem sie… Niestety takie nie istnieja. Konkulzja jest wiec to co napisalas, musimy uzywac wielu materialow!

    Co do pojec gramatycznych, masz racje, wiedza czym jest bezokolicznik moze nie byc zbyt przydatna przy nauce jezykow egzotycznych, ale zadajmy sobie pytanie, jaki procent spoleczenstwa podejmuje ich nauke? Smiem twierdzic, ze mala. Wiekszosc z nas uczy sie jezykow europejskich, a w nich takie pojecia sa niezbedne. Ja- jako milosnik jezykow obcych- nauke bez gramatyki uwazam za niezbyt madra. Tym samym jestem pewien, ze Ty te opinie popierasz.

  4. Dzięki :-). Zgadzam się w 100%, że nauka języków obcych bez gramatyki jest niezbyt mądra. Nigdy nie przemawiały też do mnie tzw. nowozesne metody nauki bez gramatyki.

    Wiedza czym jest przykładowy bezokolicznik z pewnością jest przydatna każdemu Polakowi uczącemu się języka obcego, jakiegokolwiek języka by się uczył. Jak w podanym przeze mnie przykładzie, wszelka skrajność jednak może prowadzić do groteski; mój przykład należy oczywiście traktować jako ciekawostkę. Tak więc jako czystą ciekawostkę zadaję sobie pytanie, czym jest np. "bezokolicznik" np. w językach keczuańskich. Formy czasownikowe widniejące w keczuańskich słownikach bezokolicznikami nie są i nie widzę sensu tak o nich myśleć; zresztą inaczej wyglądają te formy zgodnie za szkołą peruwiańską i w peruwiańskich słownikach (sufiks -y), inaczej zaś wedle szkoły ekwadorskiej i ekwadorskich słownikach (sufiks -na). Wniosek z tego płynąć może jednak jeden – podkreśla to, jak ważne jest ‚rzeczywiste zrozumienie gramatki’ przy nauce języka obcego.

  5. Podreczniki, szczegolnie te kolorowe, pisane wylacznie przez nativow to prawdziwa tragedia, szczegolnie wlasnie na poczatku nauki. Kolejnosc przyswajania roznych umiejetnosci i w podrecznikach i w szkolach jest postawiona na glowie! Dopiero studenci pierwszego roku filologii angielskiej wprowadzani sa szczegolowo w tajniki fonetyki! Wiec jak mogli opanowac jezyk do tego poziomu nie znajac jego wymowy?- Jak mogli to i opanowali,a potem trzeba wszystko to wykorzeniac i uczyc sie od poczatku!
    Nie wyobrazam sobie zaczynania nauki jezyka bez rzetelnego opanowania wymowy na samym poczatku. Bledy, ktore wejda w krew i sie utrwala sa potem baaardzo trudne do poprawy.

  6. "Ja jako słuchowiec uwielbiam oglądać TV, słuchać radia czy wykładów. Dzięki nim pochłaniam wiedzę jak gąbka. Co jednak ze wzrokowcami czy kinestetykami? Uczą się w inny sposób. Dla nich radio czy wykłady będą czymś co nic nie wniesie w ich naukę. Wniosek z tego- i nie odkryję tu Ameryki- dobierając materiały musimy wiedzieć kim jesteśmy w świecie języków…"

    Biorąc poprawkę na naukową bzdurność podziału na słuchowców, wzrokowców i kinestetyków, powinieneś powiedzieć: "Ja uwielbiam oglądać TV, słuchać radia czy wykładów. Dzięki nim pochłaniam wiedzę jak gąbka". Widzisz różnicę? Teraz wiadomo, że chodzi o kwestię upodobań, zainteresowań, a nie lepszej wydajności jednych sposobów nauki nad innymi. Badania nad dopasowaniem stylu nauki pokazały, że nic to nic daje. Skuteczne okazuje się bowiem wybranie sposobu nauki do rodzaju wiedzy, którą trzeba przyswoić, np. nikt nie nauczy się jazdy na rowerze z książki. I tak jest ze wszystkim. A to, że ktoś lubi coś robić w pewien sposób nie oznacza wcale, że ten sposób jest wydajniejszy, choć można go zaliczyć do tych przyjemniejszych.

    "Nie mam pojęcia z czego to się bierze, ale na swojej drodze spotkałem wiele osób rozpoczynających naukę języka obcego, a nie mających podstawowej wiedzy o budowie i strukturze własnego języka."

    Zaczynanie od gramatyki nie jest dobrym pomysłem, choć warto znać pewne podstawy działania języków. Kiedyś ludzie nie znali gramatyki, a jednak potrafili się nauczyć języków. Teraz też tak jest. Wystarczy tylko zastosować indukcyjne podejście do jej nauki, które polega na wyciąganiu wniosków samemu. W takim przypadku znajomość terminologii schodzi na dalszy plan. Ponadto pojawiają się hipotezy, że częste uczenie się gramatyki na stałe blokuje możliwość dojścia do poziomu native speakera.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Teraz masz możliwość komentowania za pomocą swojego profilu na Facebooku.
ZALOGUJ SIĘ