angielski

Szwajcaria – językowa perła Europy

W dzisiejszym artykule chciałabym Wam przedstawić kraj, który od zawsze mnie intrygował właśnie ze względu na swoją nietypową sytuację językowo-polityczną. Mowa oczywiście o Szwajcarii – państwie, które utrzymuje swoją suwerenność jednocześnie będąc niesamowitą mieszanką kulturową. Myślę, że Szwajcaria będzie idealnym miejscem dla każdego językowego zapaleńca. To co, jedziemy?

Szwajcaria kojarzy się przede wszystkim z pieniędzmi, zegarkami i nartami. Trudno się z tym nie zgodzić, natomiast jest też perełką językową na tle Europy. W Szwajcarii obowiązują aż cztery języki urzędowe: niemiecki, francuski, włoski i retoromański. W kraju obowiązuje podział językowy, który został ustalony już w XVIII wieku. Poniżej znajduje się mapa:

Szwajcaria dzieli się na 24 kantony, z czego 19 kantonów należy do strefy niemieckojęzycznej. W 4 kantonach mieszkańcy porozumiewają się po francusku. Natomiast włoski jest językiem oficjalnym kantonu Ticino. W kantonie Gryzonia można usłyszeć także język retoromański. Sytuacja procentowa (dane z 2015 roku) prezentuje się następująco: (szwajcarsko-)niemiecki 63,9%, francuski 19,5%, włoski 6,6%, retoromański 0,5%, inne języki 9,5%.
Dialekt języka niemieckiego, który można usłyszeć w niemieckich kantonach to tak zwany Schwyzerdüstch. Jest to odmiana języka niemieckiego, gdzie oprócz innego akcentu występują też różnice leksykalne. Różnice mogą być na tyle duże, że czasem uniemożliwiają komunikację. Trudności w zrozumieniu się mogą mieć osoby mieszkające w Szwajcarii, ale w różnych kantonach. Warto podkreślić, że w szkołach nauczany jest niemiecki literacki „Hochdeutsch" po to, by takie sytuacje nie miały miejsca. Spójrzmy na przykłady w porównaniu z językiem zachodnich sąsiadów. W języku niemieckim zwrot „dzień dobry” to „guten Tag”. Natomiast w Szwajcarii, jeśli mówimy do jednej osoby, to możemy powiedzieć „gruetzi" lub „gruetzi wohl”. Jeśli jednak kierujemy te słowa do większej ilości osób, mówimy "gruetzi miteinander” coś w stylu „cześć wszystkim”. Podobnie ze zwrotem „dobry wieczór”, który po niemiecku brzmi „guten Abend”. Szwajcar powie „guten Abig”.

Podobnie jest z francuskim, który nazywany jest la suisse romande. Tak naprawdę nie ma wiele różnic pomiędzy językiem mówionym w Genewie a tym mówionym w Paryżu, ale proszę nie mówcie tego Francuzom, bo to ich bardzo obraża 🙂 Generalnie francuski szwajcarski uprościł sobie liczebniki. I tutaj otwarcie się przyznaje, że chętnie bym je zaadoptowała do języka Moliera. Od Lille po Marsylię wszyscy powinni używać tych pięknych słów. Objaśniam wszystkim nieznającym francuskiego – liczebniki to zło, przynajmniej dla mnie. Pomijając moje osobiste odczucia, po francusku siedemdziesiąt to „soixante-dix” (w dosłownym tłumaczeniu sześćdziesiąt-dziesięć). Natomiast Szwajcarzy uczynili język piękniejszym tworząc słowo „septante” czyli siedemdziesiąt. Proste, a cieszy. Podobnie z osiemdziesiąt „quatre-vingts” (cztery-dwadzieścia) to w Szwajcarii „huitante”. I oczywiście dziewięćdziesiąt „quatre-vingt-dix” (cztery-dwadzieścia-dziesięć) to „nonante”. Pozwolę sobie zacytować Adama Kristola z Uniwersytetu Neufchatel, który zapytany o różnice w tych językach odpowiedział:

„It’s the same dish but the spices are different.”

Jeśli chodzi o język włoski, to używa się go głównie w rejonie Ticino. Podobnie jak w innych kantonach tutaj też widoczne są wpływy z innych języków. Spójrzmy na stronę leksykalną – jeśli jesteśmy w restauracji i chcemy zamówić jakiś posiłek w standardowym włoskim używamy czasownika „ordinare”, ale gdy jesteśmy w Ticino mówimy „comandare”, pochodzi to od francuskiego czasownika zamawiać – „commander”- już ich lubię 🙂 Jeśli chcemy powiedzieć o zniżce używamy słowa „ribasso”, które jest podobne do niemieckiego rabatu, „der Rabatt”. Wloch użyłby tutaj słowa „sconto” (obniżka). Poza tymi różnicami występują również inne wariacje dotyczące końcówek lub rodzaju danego słowa. Osoba znająca włoski nie powinna mieć problemów z komunikacją w tym kantonie.

Czwartym językiem w Szwajcarii jest romansz. Pod tą nazwą kryje się pięć dialektów: Sursilvan, Sutsilvan, Surmiran, Puter i Vallader. Najbardziej rozpowszechnionym dialektem jest Sursilvan, którego używa się w zachodniej części regionu. Na drugim miejscu plasuje się Valader używany głównie na wschodzie. Sutsilvan jest dialektem, który posiada najmniejszą liczbę użytkowników. W 1982 roku weszła w życie oficjalna wersja języka znana jako Romansh Grishun. W języku romansz widać największe pokrewieństwo z językiem włoskim. Różnicą jest natomiast fakt, iż w przeciwieństwie do włoskiego, w języku romansz rzeczowniku rodzaju męskiego nie kończą się samogłoską. Mimo wszystko podobieństwo jest znaczne. We włoskim chleb to „pane”, natomiast w romansz „paun”. Podobnie ze słowem ściana – po włosku „muro”, w romansz „mir”. Niestety liczba osób posługujących się tym językiem maleje, dlatego też rząd w Szwajcarii wziął język romansz pod swoje skrzydła i stara się go pielęgnować. Powołano do życia specjalną organizację Lia Rumantscha, która ma na celu ochronę języka.

Językowy miszmasz w pigułce

  • Röschtigraben to termin, którym określa się wszelkie polityczno-językowe różnice między francuskojęzyczną, a niemieckojęzyczną częścią Szwajcarii.
  • Była kanclerz konfederacji Szwajcarskiej Corina Casanova posługuje się biegle między innymi językiem romansz.
  • W Szwajcarii większość produktów wyposażona jest w etykiety w trzech językach: niemieckim, francuskim i włoskim
  • W kantonach francuskich nauczanym językiem obcym jest niemiecki, a w niemieckich francuski. W Ticino językiem nauczanym w szkłach jest francuski. Natomiast w Gryzonii uczniowie wybierają spośród niemieckiego, francuskiego i romansz.
  • Poczucie przynależności do kantonu określa się mianem Kantönligeist. Niestety słowo to kojarzy się raczej negatywnie. Używa się go do podkreślenia faktu, iż każdy kanton ma swoją własną kulturę i historię.
  • Polentagraben – termin, który oznacza wszelkie różnice pomiędzy mieszkańcami niemieckojęzycznej części Szwajcarii, a mieszkańcami rejonów Ticino.
  • Drugim językiem obcym w szkole jest zazwyczaj język angielski.
  • Trzy kantony są oficjalnie dwujęzyczne: Fribourg, Berno i Valais. Językami urzędowymi są tam niemiecki i francuski.
  • Gryzonia to kanton, gdzie językami urzędowymi są niemiecki, włoski i romansz.
  • Języka romansz można posłuchać, klikając na audycję tutaj
  • Podstawowe zwroty w języku romansz:
    dzień dobry –
    bun di
    dobry wieczór –
    buna saira
    do zoabczenia –
    a pli tard
    do widzenia –
    a revair 
    jak się masz? –
    co vai? 
    dobrze –
    bain 
  • Istnieje zespół tworzący muzykę hip-hop w języku romansz – Liricas Analas – link do przesłuchania tutaj.

Nie wiem jak Wy, ale ja jestem zauroczona bogactwem językowym, kraju, który posiada siedem milionów mieszkańców. Warto podkreślić, że Szwajcaria jak mało który kraj, dba o dziedzictwo kulturowe nie tylko rodaków, ale też imigrantów, co przyczynia się do tworzenia tygla językowego w samym środku Europy. Zdecydowanie jest to jedno z tych miejsc, które muszę odwiedzić – kolejny punkt na mojej ‚bucket list’. A co Wy o tym sądzicie? Ktoś się wybiera w tamte rejony? I czy jest to dla Was językowa inspiracja?

Gdzie szukać językowej pomocy?

Czasem słownik nie wystarcza – jest zbyt mały, nie bierze pod uwagę niektórych kwestii, zajmuje się tylko pojedynczym słowem albo wyrażeniem, nie jest na tyle kompetentny, bo ostatecznie to tylko książka. Jak pisała Marlena, słownik to narzędzie do zadań specjalnych, ale, niestety, nie wszystkich. Co wtedy począć? Co jeśli potrzebna jest pomoc z językiem obcym, na przykład angielskim albo niemieckim? Odpowiedź znajdziesz poniżej. 

W Polsce istnieje wiele miejsc, z których pomocy można korzystać. Jednym z nich są prowadzone przez uniwersytety poradnie, które zazwyczaj znajdują się przy wydziałach filologii polskiej.

Poradnie językowe

Poradnie językowe to bardzo cenne źródło bezpośredniej pomocy – udzielają się w nich pracownicy naukowi z odpowiednim wykształceniem, co gwarantuje poprawność odpowiedzi. Zadaniem tego miejsca jest udzielanie wskazówek – oczywiście nie zajmuje się ono odrabianiem zadań domowych i tym podobnymi sprawami. Istnieją poradnie, które oferują pomoc telefoniczną i mejlową. Co jest bardzo ważne, poradnie archiwizują pytania i odpowiedzi, których na nie udzielają. Dlaczego? Później mogą one stanowić źródło wiedzy dla innych osób, pytających o podobne kwestie. Lista poradni działających w Polsce jest długa, co jest dla nas bardzo korzystne, a wiele z nich prowadzonych jest nawet na małych uniwersytetach w różnych województwach.

Przedstawię tutaj tylko kilka z nich:

Poradnia językowa Wydawnictwa Naukowego PWN

Zdecydowanie największa (zbiorami) i najpopularniejsza poradnia w naszym kraju. Strona poradni językowej PWN jest wyjątkowa, ponieważ pod jednym adresem można zyskać dostęp do słownika, poradni, korpusu językowego (o czym później), a nawet słowników dwujęzycznych.

Poradnia Językowa Instytutu Języka Polskiego Uniwersytetu Śląskiego

Jest to kolejna poradnia językowa z dużym zbiorem odpowiedzi, z których można skorzystać w bardzo efektywny sposób. Na stronie udostępniono również wiele linków zewnętrznych, a nawet publikacje innych członków poradni (m.in. prof. Jana Miodka).

Telefoniczna Poradnia Językowa Uniwersytetu Gdańskiego

Sam korzystałem z usług tej poradni i mogę ją szczerze polecić. Dzięki doraźności działania tego miejsca mogłem załatwić pewną sprawę, a co mnie dodatkowo ucieszyło, podano mi kilka źródeł, które potwierdzają podaną mi odpowiedź.

Poradnie odpowiadają na pytania dotyczące różnych zagadnień: począwszy od ortografii i interpunkcji, przez etymologię, skończywszy na pytaniach dot. słownictwa specjalistycznego, dlatego w wypadku jakichś zagwozdek warto się nie wstydzić (bo nie ma czego) i kierować pytania do specjalistów – to ich praca, czyż nie?

Co jeśli potrzebna jest pomoc z jakimś językiem obcym?

Zawsze warto zwrócić się do nauczyciela – często pozwala to rozwiać wiele wątpliwości.

Wyniki poszukiwań informacji na temat zagranicznych poradni językowych (w języku angielskim oraz niemieckim) są następujące: niestety Brytyjczycy i Amerykanie nie posiadają takowych instytucji (a przynajmniej mnie nie udało się ich odnaleźć). Niemcy natomiast posiadają podobną usługę (Duden) – niestety jest ona odpłatna.

Mimo to, strony takie jak Oxford Dictionary, Merriam-Webster oraz Duden zawierają bardzo bogate zbiory informacji nie tylko o leksyce tych języków, lecz także o ich gramatyce i poprawnym posługiwaniu się nimi.

Korpus

Korpus to zbiór tekstów, w którym czegoś się szuka. Jeden z polskich korpusów należy do PWN. Czego można się dowiedzieć, używając tego zbioru? Zawiera on wiele różnorakich informacji, np. częstotliwość użycia danego słowa lub konstrukcji, występowanie danego słowa, znaczenie konkretnych konstrukcji, połączenie słów z przypadkami. W przyszłości może on być dobrym źródłem historycznym (obecnie również, zależy to od zróżnicowania tekstów), zawiera on bowiem teksty różnego pochodzenia: literackie, publicystyczne, regulaminy, instrukcje, reklamy, a nawet teksty mówione. Pozwala to uzyskać przekrój społeczeństwa mówiącego po polsku. Cały trud w tworzeniu korpusu polega na doborze tekstów do niego: muszą to być teksty tematycznie odpowiednio zrównoważone, jednocześnie w pełni poprawne językowo. Dzięki bogactwu zbiorów może to być ogromne źródło wiedzy nie tylko językowej. Polskie korpusy powstały z inicjatywy wielu instytucji, które, naśladując inne państwa, również zapragnęły posiadania i udostępnienia tego niezwykle przydatnego narzędzia. Jest to jedno z najbogatszych i najbardziej podstawowych narzędzi pracy lingwistów, historyków oraz kulturoznawców.

Adresy, pod którymi znajdziecie korpusy:

J. polski:

Narodowy Korpus Języka Polskiego

Korpus Języka Polskiego PWN 

J. angielski:

British National Corpus (polecam wyszukiwarkę BYU-BNC)

J. niemiecki:

Das Deutsche Referenzkorpus – DeReKo

Sprawa oczywista – słowniki

Czy warto korzystać ze słowników skoro mamy tak wiele innych, bardzo bogatych źródeł? Oczywiście, że tak! Jak pisała wcześniej Marlena, słownik to narzędzie do zadań specjalnych. Osobiście, podczas pisania tekstów we własnym zaciszu domowym (tak, również teraz) korzystam z kilku słowników – dzięki Internetowi są one łatwo dostępne, a ich przeszukiwanie odbywa się komfortowo, co skraca znacznie drogę pozyskiwania informacji. Z jakich słowników internetowych języka polskiego warto korzystać? Zdecydowanie najczęściej polecanym słownikiem jest Słownik Języka Polskiego PWN, o którym już wcześniej wspominałem – pod jednym adresem można znaleźć kilka największych polskich słowników oraz encyklopedię.

Gdzie warto zaglądać:

Słownik Języka Polskiego PWN

Słownik wyrazów bliskoznacznych

Słownik gramatyczny języka polskiego

Inne źródła informacji

Poza źródłami wymienionymi wyżej warto również korzystać z informacji zawartych w innych miejscach, być może bardziej standardowych z perspektywy typowego użytkownika Internetu, czyli z blogów oraz kanałów na YouTubie. Jednym ze współczesnych źródeł informacji językowej, ostatnio coraz bardziej uznawanym, są blogi językowe. Ich niewątpliwą zaletą jest komfort i łatwość dostępu, często ciekawa forma. Blogi i serwisy internetowe oferują również dawkę różnych informacji w zróżnicowanych formach: bardziej zwięzłych, przystępnych albo dłuższych, z szerszym wytłumaczeniem. Również Woofla, będąc serwisem internetowym zajmującym się językami, może być źródłem informacji na ich temat. Czy są jakieś inne strony, które mogą być pomocne? Oto one:

Wittamina (blog słynnej YouTuberki, Arleny Witt – o angielskim, czasem również o polskim i paru innych rzeczach)

Ula Łupińska (korektorka, która swoją miłość do kotów i języków postanowiła przelewać na innych; jej artykuły są niezwykle przystępne i zwięzłe, a potrafią rozwiązać różnolite problemy)

Oraz według mnie jedno z ciekawszych źródeł dla typowej osoby mówiącej po polsku – kanał Mówiąc Inaczej – prowadzony w przyjemnej (ironiczno-sucharowej) atmosferze, w klarowny sposób przedstawia nawet nudne zagadnienia językowe.

Podsumowanie

Dzięki Internetowi otrzymaliśmy całe gros narzędzi, często niesamowicie rozbudowanych, które usprawniają naukę, rozwiewają wątpliwości i są źródłem wiedzy na różne tematy – czy to nie jest wspaniałe? 🙂

 

Zobacz również:

O co chodzi z tym Duolingo?

Mały węgierski świat na Zakarpaciu

Jak mówić po angielsku i się nie pogubić?

Nie, nie, nie. Tak nie mówimy

 

Jak mówić po angielsku i się nie pogubić?

angielski_1Wiele zostało już powiedziane na temat angielskiej gramatyki. Pojawiały się różne zdania: łatwa, trudna, dziwna, irytująca, całkiem spoko. Te opinie powtarzają się wkoło, ale w dalszym ciągu istnieją „problemy”, które pozostają niewytłumaczone lub ich wyjaśnienie jest nieprzejrzyste. Dlatego po dwóch artykułach o języku polskim zdecydowałem się napisać coś, co, mam nadzieję, rozjaśni obraz (pozornie, naprawdę) problematycznych zagadnień. 

O perorowaniu słów kilka…

Nauka języka jest ściśle powiązana z mówieniem. Przecież to właśnie po to uczy się mowy: by mówić, by się komunikować, by dzielić się informacjami. W tym celu wykorzystywane jest wspaniałe, niezwykle rozbudowane narzędzie – język. Jak w ferworze zasad gramatycznych i wkuwania mniej lub bardziej przydatnych słówek nie pogubić się i być w stanie wypowiadać się swobodnie? Jak już kiedyś pisałem tutaj, polskie szkolnictwo nie dba najlepiej o ten aspekt nauki. Co można zrobić w obliczu tej sytuacji? Przede wszystkim zmienić swoje nastawienie do obcej mowy. Kiedy wypowiadasz się w innym języku, pomyśl nad tym, co mówisz – spróbuj na chwilę zapomnieć, że używasz obcego języka. Zapamiętaj, że język to przede wszystkim narzędzie: pracy, nauki, przyjemności. Służy do wielu celów, ale w pierwszej kolejności ma służyć człowiekowi, a nie być jego zmorą. Jeśli martwisz się, że popełnisz błąd, to pomyśl sobie, że wszyscy robią błędy (w tym najlepsi językoznawcy; uwzględnij fakt, że również ten tekst przechodzi przez korektę osoby trzeciej). Przejdźmy jednak do meritum: co robić, żeby nie zginąć w językowej dżungli? Systematycznie podejmuj próby, korzystaj z wiedzy, którą masz w danej chwili. Targanie się na konstrukcje czy słowa, które wykraczają poza Twój poziom, jest nielogiczne. Zważ na to, że żaden Mickiewicz (albo inny Słowacki…) nie od razu był w stanie mówić jak poliglota – każdy musi popełnić serię błędów, by w końcu się nauczyć. Dlatego też napisałem ten artykuł – wyjaśniłem w nim kilka problematycznych kwestii (głównie dotyczących gramatyki). Mam nadzieję, że choć trochę pomogę uporządkować te informacje.

Nie jest prawdą, że nie umiem przeczyć…! 

Zacznę od prostej sprawy, często niezrozumiałej dla Polaków: negacji pojedynczej. W języku polskim występuje naturalna dla nas negacja wielokrotna. Czymże jest ta cała „negacja”, ukryta pod taką dziwaczną nazwą? Posłużę się przykładem: Nikt nikomu niczego nie dał. Pojawiają się tutaj aż cztery wyrazy z funkcją przeczącą. Użycie ich naraz, w jednym zdaniu, powoduje powstanie zdania przeczącego. A jak jest po angielsku? Jest inaczej. Budując zdanie przeczące po angielsku, trzeba użyć tylko jednego słówka przeczącego i to wystarczy. Jakie to ma skutki w praktyce? Podczas mówienia lub tłumaczenia trzeba pamiętać o tym, że „jedno słowo wystarczy”. Naprawdę nie jest to trudne. Jak poznać takie słowa, które są wystarczająco „mocne”, by zaprzeczyć całe zdanie? Wystarczy skorzystać z poniższej listy :).

Słowa, które mają „ładunek negatywny” i nie potrzebują dodatkowych zaprzeczeń można podzielić na grupy. Grupa pierwsza to przeczące formy operatorów, czasownika to be oraz modali. Przedstawiają się one następująco: am not, isn’t, aren’t, don’t, doesn’t, didn’t, haven’t, hasn’t, can’t, couldn’t, may not, might not, mustn’t, needn’t, shouldn’t, oughtn’t (tak, coś takiego istnieje!).

Drugą grupę można nazwać „no-words”. Są to kolejno: nobody, noway, no one, nowhere, nothing, none.

Ostatnia grupa to słowa, które występują w połączeniu z jakimiś innymi częściami mowy. Są to: neither, … nor… (są stałym połączeniem), never (najczęściej z czasami typu Perfect).

Po wszystkich słowach wymienionych powyżej zbędne jest korzystanie z dodatkowego przeczenia. Wystarczy użyć go raz w zdaniu, a dalej pisać wszystko w formie twierdzącej. Warto zauważyć, co łączy prawie wszystkie te słowa: większość z nich ma gdzieś w sobie cząstkę not- lub no-. Por.: aren’t = are not; no-body; couldn’t = could not itd. Z pewnością ułatwi to ich zapamiętanie.

Poza wyżej wymienionymi słowami, istnieją też wyrazy, które mają funkcję pytającą lub oznajmującą, ale tłumaczy się je na polski tak samo, jak wyrazy o funkcji negatywnej (to jest często właśnie źródło problemu). Te wyrazy to: any, anyone, anybody, anything, anywhere. Można nazwać je „fałszywymi przyjaciółmi”, ponieważ mogą lekko wprowadzać w błąd. Jak to wszystko działa w praktyce? Objaśnię to na przykładach.

Oto takie sobie zdanie: Nikogo tu nie ma. Przetłumaczę je na angielski. Zanim to, należy przyjrzeć się temu zdaniu w oryginalnej wersji. Występują tutaj dwa przeczenia: nikogo oraz nie ma. Jak już napisałem, po angielsku nie wolno stosować podwójnych przeczeń. Należy się teraz zdecydować, który wyraz ma być zaprzeczony. Jeśli zaprzeczy się wyraz nikogo, to w efekcie końcowym powstanie zdanie: Nobody is here (nie isn’t, bo jedno przeczenie już jest). Jeśli zaprzeczy się czasownik, to zdanie wygląda następująco: There isn’t anybody here. Dlaczego w drugim tłumaczeniu użyłem anybody? Ponieważ jest to wyraz „neutralny” tak, jak wszystkie wyrazy, które rozpoczynają się przedrostkiem any-.

Inne zdanie: Nigdzie nie byłem. Ponownie istnieją dwie możliwości. Tym razem spróbuj sam, a potem porównaj z moim tłumaczeniem.

Pierwsza: I have been to nowhere. Oraz druga: I haven’t been anywhere

 Angielskie der/die/das 

Kolejne zagadnienie gramatyczne, rodzajniki, jest całkowitą abstrakcją dla osób, które mówią jedynie po polsku. Czym są rodzajniki? Za definicją można rzec, iż są to wyrazy, które występu albo przed albo po rzeczowniku i określają jego rodzaj gramatyczny (jeśli takowy istnieje) oraz wskazują kwestię określoności konkretnego słowa. Mówiąc prościej? Angielskie rodzajniki to: a i an (nieokreślone) oraz the (określony). Wśród języków Europy i, o ile mi wiadomo, również innych języków świata rodzajniki stanowią powszechną regułę. Ich pierwsza, zazwyczaj najważniejsza funkcja – czyli określanie rodzaju gramatycznego – w angielskim wykorzystywanym na codzień, nie ma aż takiego dużego znaczenia. O rodzajnikach pisałem już przy innej okazji, tutaj. Czy są jakieś sposoby, aby ujarzmić angielskie a/an/the? Konkretnego przepisu oczywiście nie ma, jednak poniższa lista punktów, o których dobrze jest pamiętać.

  1. Rodzajniki traktuj jak przyjaciół-pomocników, nie jak wrogów. Mają Ci przede wszystkim pomagać.
  2. Jeśli zastanawiasz się nad tym jaki rodzajnik wstawić, spróbuj wszystkich form i porównaj ich „brzmienie”. W pewnym momencie należy zdać się na naturalne wyczucie językowe.
  3. Im więcej będziesz czytać, słuchać i korzystać z języka, tym lepiej. Nabierasz wtedy wiedzy o języku, którym się posługujesz i przyzwyczajasz się do pewnych konstrukcji, w tym również do używania rodzajników.
  4. Ucz się pełnych konstrukcji z wbudowanymi rodzajnikami, zwracając również na nie uwagę. Przykładowo: to have a nap, the same, to peel an apple. 
  5. Pamiętaj, że po angielsku wymowa jest równie ważna, co gramatyka. Dlatego jeśli przed słowem stoi przymiotnik, to musisz dostosować rodzajnik właśnie do niego. Jeśli przymiotnik rozpoczyna się samogłoską, to należy wstawić tam an – tak samo jakby to był rzeczownik zaczynający się od samogłoski. Dlatego też mówi się: a green apple ale an awesome car. 
  6. Pamiętaj, że istnieją całe zbiory zasad, które pomagają w korzystaniu z rodzajników. Warto znać je chociaż pobieżnie, ponieważ są niezwykle praktyczne. Przykładem takiej zasady jest to, że mówiąc o grze na jakimś instrumencie muzycznym, należy wstawić the przed jego nazwą (Np.  I can play the guitar. He’s keen on playing the piano.). Większość z nich znajdziesz w dobrych podręcznikach albo, na przykład, tutaj.

– Najlepszy prezent dla anglisty? – Present Perfect!

Od rzeczy przyjemnych przejdę do tych mniej sielankowych… Chodzi mi o zmorę i koszmar  senny Polaków uczących się angielskiego – czasy Present Perfect Simple oraz Present Perfect Continuous. Kolejna już, całkowita abstrakcja dla osób polskojęzycznych. Jednak, za starym polskim porzekadłem: nie taki diabeł straszny, jak go malują… Ważna rzecz, z której należy zdać sobie sprawę podczas przyswajania tego czasu to fakt, iż jego główny aspekt to teraźniejszość z uwzględnieniem wydarzeń przeszłych. Jest to najważniejsza i najbardziej charakterystyczna cecha tego czasu. Jest teraźniejszy, mówi o wydarzeniu, które odbyło się w przeszłości, ale jego skutki widoczne lub odczuwalne są w tej chwili. Drugie najbardziej podstawowe użycie: podawanie nowych informacji, które wcześniej nie zostały wspomniane. Poza tymi cechami istnieją również słowa charakterystyczne dla czasów perfektywnych (czyli wszystkich czasów z rodziny Perfect, tj. Present Perfect, Past Perfect itd.) Te wyrazy to: just (właśnie, dopiero co), already (już – jedynie w zdaniach twierdzących), yet (już – jedynie w zdaniach przeczących i pytających; słowo to występuje zawsze na końcu zdania), never (nigdy; w kontekście robienia czegoś po raz pierwszy) oraz ever (kiedykolwiek). Wyrazy te przyjmują zawsze stałe miejsce w szyku zdania angielskiego. Dosłownie należy je wcisnąć pomiędzy operator (have/has/had) a czasownik właściwy. Dodatkowo jeśli zdanie ma formę ciągłą (zwiera konstrukcję been + czasownik z -ing), to wyrazy te wstawia się pomiędzy operatorem a słowem been. 

Kilka przykładów dla zobrazowania:

I have already eaten spinach before. (Kiedyś wcześniej już to robiłem)

I have just been to Australia. (Niedawno wróciłem się z podróży tamże)

I have never had such a huge headache.  (Nigdy wcześniej mi się to nie zdarzyło)

Have you ever been painting a house? (Miałeś okazję robić to już wcześniej?)

He has never been playing that well. (To pierwszy raz jak dotąd)

He has already been doing his homework. (Udało zrobić mu się to wcześniej)

Dzięki nim można „nakierować się”, jak to często nazywają – i słusznie – angliści, na użycie odpowiedniego czasu. Funkcję każdego czasu gramatycznego można przedstawić za pomocą wykresu na osi czasu. Myślę, że zobrazowanie graficzne tego „fenomenu” może być pomocne, toteż zamieszczam je poniżej.

wykres_present_perfect

W ten sposób przedstawia się wykres czasu Present Perfect Simple.

tabela_czasy_ciagle

 Oto porównanie dwu podstawowych czasów ciągłych. Czas Present Perfect Continuous (nie sugeruj się pisownią na obrazku, proszę) zasadniczo różni się budową oraz możliwościami, w których można go wykorzystać. Za udostępnienie obrazków wdzięcznie dziękuję temu źródłu. 

Istnieje szerokie spektrum sytuacji, w których można użyć tego czasu. Present Perfect używa się również, gdy mówi się o:

  • Niedawnych wydarzeniach o nieokreślonym czasie akcji; (Mom, I’ve seen a train!)
  • Nieokreślonych wydarzeniach, które wydarzyły się o nieznanym czasie w przeszłości; (Robert has broken his legs three times this year [nie w tym roku, a w ciągu tego roku]
  • Nieokreślonych wydarzeniach, których skutki są oczywiste i widoczne lub odczuwalne obecnie; (Where’s the bootle of mead I bought yesterday? Thomas has drunk it.) 
  • Z czasownikami stanu, by opisać czynność, która trwa aż do teraz. (I’ve lived in London since my birth.)

Cechy te wskazują na różnice pomiędzy czasem Past Simple i Present Perfect Simple. Najważniejsza i najbardziej podstawowa różnica to pierwszy punkt z listy powyżej – Present Perfect nie korzysta z słów, które określają dokładnie czas. To oznacza, że słowa takie jak: yesterday, today, five years ago, two days ago itd., nie mogą się z nimi łączyć.

Istnieją dwa teraźniejsze czasy perfektywne: Simple (prosty) oraz Continuous (ciągły BB). Co je różni, a co łączy? Najważniejsza cecha wspólna: są to czasy z rodziny perfektywnej – nigdy nie odnoszą się do określonego czasu. Różnią się zaś tym, w jaki sposób podchodzą do sposobu i trwania czynności wykonywanej przez podmiot.

Najważniejsze cechy określane przez Present Perfect Continuous:

  • Stan, który trwa aż do teraz (a nawet dłużej – po wypowiedzeniu zdania); (I’ve been standing here for hours!)
  • Niedokończona czynność; (She’s been painting the living room and it’s not ready yet.) 
  • Podkreślenie trwania czynności; (He has been travelling around the world whole year long.)
  • Czynność niedawno zakończona; (I’ve been on vacation and that’s why I look beautiful.)
  • Czynność powtarzana regularnie. (I’ve been taking maths lessons for a year.) 

Inne przykłady użycia obu tych czasów:

Tom lives in New York now. He has moved out of Boston. 

Jane was painting all night yesterday. She has been changing the image of her house. 

Roads are wet. It has been raining. 

Have you ever been to China? No, I haven’t. 

Tom isn’t keen on maths. He has gotten a F in algebra. 

I’m hungry. I haven’t eaten anything since morning. 

Dodatkowo podaję również link, pod którym zamieszczono wyjaśnienia oraz ćwiczenia odnośnie obu czasów. Link znajdziesz tutaj.

 

Kończąc już…

Nie zawsze nauka musi być taka straszna. Najważniejszym elementem jest podejście do samego procesu. Zmiana postawy mentalnej wpływa na punkt widzenia, co owocuje lepszymi efektami. Dlatego też warto podchodzić do gramatyki jak do przyjacielskiego narzędzia, które później wykorzystać można na wiele różnych sposobów.

Zobacz także:

Lingwistyka stosowana, czyli praktyczna nauka języka (w teorii)

Noworocznie i językowo o Polsce

Komunikatywność w języku: co to takiego?

Jak przekonania rządzą Twoim życiem

 

Wprowadzenie do Międzynarodowego Alfabetu Fonetycznego

ipaa1. /dlat͡ʂɛgɔ/

Umiejętność poprawnej wymowy dźwięków języka, którego obecnie się uczymy, jest, według mnie, kluczowa, by osiągnąć ten najwyższy poziom jego zrozumienia – brzmi to może trochę totalitarnie i tak naprawdę to chyba tylko moja opinia. Zatem, by móc całkowicie zanurzyć się w tym nieskończonym pięknie, musimy znać jakiś sposób reprezentowania dźwięków mowy. Takowe narzędzie musiałoby spełniać następujące wymogi: być uniwersalne, nie zależeć od ortografii żadnego języka, być możliwie jak najdokładniejsze, obejmować aparat prozodyczny języka i być wygodne w użyciu. Takie narzędzie istnieje od XIX wieku, a nazywa się International Phonetic Alphabet (w skrócie: IPA); w polskiej literaturze spotkać się możemy z nazwą Międzynarodowy Alfabet Fonetyczny (MAF), choć w praktyce najczęściej używa się wyżej wymienionego angielskiego skrótu.

W przeszłości IPA nie spełniała chyba żadnego z tych wymogów. Niejednokrotnie istniało po kilka symboli na jeden dźwięk, zapis allofonii był często efektem przypadku, zdarzyć się nawet mogło, że autor podręcznika w dość beztroski sposób żonglował kilkoma konwencjami. IPA na całe szczęście doczekała się kilku rewizji, których zadaniem było ustandaryzowanie zapisu poszczególnych symboli, ich nazewnictwa i doboru odpowiednich czcionek.

2. Z czego składa się IPA?

IPA składa się z symboli, z których największą grupą są litery. Litery oznaczają spółgłoski i samogłoski. Prawie zawsze jedna litera alfabetu fonetycznego odpowiada jednemu dźwiękowi mowy. Spółgłoski są grupą najliczniejszą, drugą największą grupą są samogłoski. Oprócz nich IPA składa się z innych symboli – diakrytyków, które mogą być umieszczone nad lub pod literą, a które modyfikują jej brzmienie. Oprócz tego w IPA używa się wielu symboli na oznaczanie cech suprasegmentalnych. Diakrytyki tonalne występują w kilku formach. Wszystkie symbole służą oczywiście do transkrypcji słów/wyrażeń w konkretnym języku. Na początkującym poziomie transkrybować można, opierając się o IPA charts dla poszczególnych języków. Pokaźnym zbiorem tabel dysponuje Wikipedia. Co do samego zapisu – istnieją dwa rodzaje transkrypcji:

  • zapis fonemiczny (znajduje się między dwoma ukośnikami //). W tym zapisie znajduje się mniej informacji, oznacza się tylko cechy w danym języku dystynktywne. Nie oznacza się natomiast dodatkowej artykulacji. Zapis fonemiczny jest więc zależny od języka, który opisujemy.

  • zapis fonetyczny (znajduje się między dwoma nawiasami kwadratowymi []) jest z reguły możliwie najdokładniejszy i z reguły zawiera w sobie pokaźny opis artykulacji, dlatego mówimy, że nie jest zależny od żadnego języka.

Mała dygresja językoznawcza dla osób, które nie rozumieją opozycji fonem-konkretna realizacja (głoska). Fonem jest abstrakcyjnym zespołem rozróżniających cech dźwiękowych, dzięki którym możliwe jest odróżnianie słów w języku, np. para polskich słów “mysz” i “masz”, w których oznaczone samogłoski są na tyle istotne, że inaczej nie byłoby możliwe stwierdzenie, że “mysz” to nie to samo, co “masz”. Głoską natomiast jest konkretny dźwięk mowy, który nie jest krytyczny dla rozróżniania znaczeń. Przykładem może być szwedzkie słowo “tog” i “stod”, gdzie zaznaczona spółgłoska brzmi odpowiednio [tʰ] i [t]. Są języki, w których aspirowane spółgłoski zwarte są osobnymi fonemami, np. w sanskrycie, wtedy fonemem nie jest tylko /t/, a /t/ i /tʰ/. Powróćmy jeszcze raz do zależności między zapisem fonemicznym a fonetycznym, posługując się małą tabelą:

Zapis fonemiczny

Zapis fonetyczny

język szwedzki: /t/

sanskryt: /t/ i /tʰ/

język szwedzki: [tʰ] i [t]

sanskryt: [tʰ] i [t]

W szwedzkim przydech nie jest cechą dystynktywną, a sanskrycie już tak, z tego powodu ich zapis fonemiczny będzie się różnił. Natomiast zapis fonetyczny dla obu języków w tym przypadku jest taki sam. Na początku może to brzmieć nader skomplikowanie, ale w rzeczywistości jest to dość proste stwierdzenie, które można porównać do platońskiej teorii idei (ideami byłyby oczywiście fonemy, a materialną ich wersją – głoski).

3. Podstawowe spółgłoski i samogłoski, zapis fonemiczny

Zakładam, że czytelnik ma podstawową wiedzę o języku angielskim (z góry przepraszam wszystkich czytelników, którzy tym językiem się nie posługują). Założenie to jest spowodowane próbą znalezienia złotego środka, by niniejsze kilka akapitów było zrozumiałe dla jak największej ilości osób. W opisie ominiemy niemal w całości podział dźwięków ze względu na miejsce i sposób artykulacji, oprócz typowych sformułowań (np. spółgłoska zwarta).

Każdy uczący się angielskiego w pewnym momencie zauważy, że mimo bardzo skomplikowanej, pełnej wyjątków, niezrozumiałych i niejasnych zasad pisowni, da się znaleźć pewne ogólne prawidła. Że ‘ea’ w "head" i ‘e’ w "bed" brzmią tak samo. Ale że ‘ea’ w "heard" brzmi już inaczej – jak dźwięk oznaczany literą ‘u’ w "curdle". I że "head" wypowiada się z ‘e’ trochę bardziej ściśniętym niż w polskim… Że jak?

4. Dygresja: “dźwięk między polskim ‘e’ a ‘i’ ” – czyli nie rób tego, proszę.

Wiele osób, które nie znają żadnego uniwersalnego zapisu dźwięków jakiegoś języka, często wybiera niesamowicie pokrętny i wadliwy sposób opisu dźwięków, opierając go o swoją mowę ojczystą. Ma to swoje zastosowanie, gdy chcemy jedynie przekazać czytelnikowi/rozmówcy przybliżoną wymowę danego słowa. Zbyt często jednak widzę strony internetowe, zdawałoby się poważne – opracowania wymowy języka x, alfabet języka x (autorzy nie widzą często różnicy między alfabetem – systemem graficznym, a wymową – systemem dźwięków) – gdzie twórcze opisy typu “podnieś język jak do ‚a’, wyciągnij zęby jak do ‚l’, złóż dziąsło w pół” są jedyną formą przekazania wiadomości o fonetyce. Po to powstała IPA, by jej używać. Koniec dygresji.

5. Ciąg dalszy o angielskim

Po wstępnej klasyfikacji zasad ortograficznych języka angielskiego, chcielibyśmy wyciągnąć ogólne zasady wymowy tegoż. Co robimy? Sięgamy oczywiście po IPA. Skupimy się oczywiście na bardzo ograniczonym wycinku całego alfabetu fonetycznego, który można zastosować do standardu północnoamerykańskiego. Nie będę przy tym jednak tłumaczył zasad wymowy, będę się natomiast starał je opisać w zwięzły sposób.

Zaczniemy od fonemów spółgłoskowych i liter IPA, które je reprezentują. Te są dość proste, ponieważ większość z nich wygląda tak samo jak litery alfabetu łacińskiego (grafemy wzięte są w nawiasy trójkątne):

<p b t d k g f v s z h m n l w>

/p b t d k g f v s z h m n l w/

Różnica jest widoczna w zapisie fonemu /j/, który zapisywany jest w angielskim za pomocą litery <y>. Przy okazji wspomnieć należy, że zakłada się, że fonemy /l r/ jak i /t d n/ są w angielskim realizowane jako spółgłoski przedniojęzykowo-dziąsłowe (alweolarne), czego nie zaznacza się w zapisie. Tu jeszcze raz widoczna jest różnica między fonemem, którego odbiciem w rzeczywistej wymowie jest głoska. Do fonemów /t d n/ dodać można diakrytyk dentalny, który “zmienia” miejsce artykulacji na zębowe (jak w polskim): [t̪ d̪ n̪]. Różnica jest słyszalna, polskie słowa zawierające dźwięki /t d n/, a wypowiedziane alweolarnie, brzmią najmniej dziwacznie. Tak samo /s/ i /z/, które w językach słowiańskich wypowiadane są zębowo, a w angielskim alweolarnie.

Przy pozostałych spółgłoskach różnice między grafemami a fonemami są dość duże. Grafemów jest zdecydowanie więcej, ograniczymy ich ilość do tych najczęściej spotykanych:

<ch g sh j th th ng>

/t͡ʃ d͡ʒ ʃ ʒ θ ð ŋ/

Fonem /ɹ̠ʷ/ dla wygody zapisywany jest jako /r/. Jest to “amerykańskie r”. Bardziej typowe, szczególnie dla RP jest po prostu /ɹ/, czyli “brytyjskie r”, choć jak już wspomniałem, oznacza się je po prostu literą /r/.

Spróbujmy teraz częściowo przetranskrybować kilka angielskich słów (nie zwracajmy uwagi na samogłoski):

  • “this” /ðɪs/,

  • “language” /læŋgwɪd͡ʒ/,

  • “chest” /t͡ʃest/

Proste, prawda? Znając podstawowe zasady ortograficzne, po odsłuchaniu kilku razy natywnej wymowy da się to łatwo zrobić. Transkrybowanie samogłosek działa oczywiście dokładnie tak samo.

6. Samogłoski

Fonemów samogłoskowych w angielskim jest sporo, nie ma co ukrywać. Dlatego tak krzywdząca jest próba dopasowania ich do polskich odpowiedników, których jest nieporównywalnie mniej. Jako że grafemów jest niesamowicie dużo, pominiemy je w niniejszej tabeli. Zamiast tego zestawimy fonemy angielskie i polskie:

angielski

polski

/i ɪ ɨ u ʊ ɛ ɔ ɒ ʌ æ ɑ ə/

<a e i o u y> /a ɛ i ɔ u ɨ/

Nie zaznaczyłem w polskim nosówek, bo ich po prostu nie ma. Są realizowane jako para samogłoska + spółgłoska/półsamogłoska we współczesnej polszczyźnie. Zaś przy angielskim zaznaczyłem kilka dźwięków, których z reguły tabele fonetyczne nie zaznaczają. Powód jest prosty – “American English” to termin niesamowicie rozlazły, obejmujący wiele dialektów. Poniżej zestawienie kilku par grafem-fonem na przykładzie prostych, codziennych słów:

Słowa

Grafemy

Fonemy

bid

<i>

/ɪ/

heat, fleece, piece

<ea ee ie>

/i/

heart, part, genre

<ea a e>

/ɑ/

hut, gut, strut

<u>

/ʌ/

bath, laugh

<a au>

/æ/

plot, caught, pot

<o, au>

/ɒ~ ɑ/

private

<a>

/ɨ/

Tyldą często oznacza się ambiwalencję albo alternatywę, np. słowo “all” może być wypowiedziane albo z /ɒ/, albo z /ɑ/, zależnie od dialektu.

7. Iloczas i akcent

A iloczas? Jak wiemy, niektóre samogłoski angielskie są długie. Długość w IPA oznaczana jest za pomocą diakrytyku /ː/, który bardzo często zastępuje się dwukropkiem (poprawnie lub nie). Przykłady samogłosek z oznaczonym iloczasem:

iː uː ɑː

Ostatnia część związana z samogłoskami to oczywiście dyftongi. Dyftongi, czyli dwugłoski, są zapisywane w IPA za pomocą dwóch liter, co jest logiczną konsekwencją oznaczania pojedynczych fonemów jedną literą. Dwugłoski w języku angielskim to:

ɔɪ eɪ oʊ aɪ aʊ

Mała uwaga: niektóre źródła podają, że angielskie dyftongi są jak długie samogłoski. Mówi się tak, ponieważ niektórzy traktują dyftongi tak jak samogłoski-jedności – takie podejście jest nauczane w szkołach anglosaskich, większość pedagogów najwyraźniej nie widzi nic złego w tym że, podczas zajęć długość samogłosek, dyftongi i Great Vowel Shift wrzuca się do jednego wora. Z drugiej strony obciążanie uczniów tak mało praktyczną wiedzą nie przekładałoby się raczej pozytywnie na ich chęć dowiedzenia się czegoś więcej o fonetyce.

Oczywiście, powyższa uwaga nie implikuje, że nie ma czegoś takiego jak długie dyftongi. Takie zjawisko obecne jest w wielu językach, na przykład w spokrewnionym z angielskim, bo również germańskim, farerskim:

  • "hvítur" /kvʊɪːtʊr/, ale:
  • "hvítt" /kvʊɪtː/

Oczywiście długość dyftongu determinowana jest długością jednej z jego składowych.

Poniżej przykłady (w końcu) całych przetranskrybowanych słów – spółgłoski, samogłoski, iloczas:

  • “joke” /d͡ʒoʊk/

  • “arm” /ɑːrm/

  • “flower” /flaʊər/

  • “feather” /feðər/

  • “bait” /beɪt/

Dotychczas nie oznaczaliśmy akcentu w naszych transkrypcjach. Akcent główny oznacza się symbolem /ˈ/, a akcent poboczny jako /ˌ/:

  • “peroxide” /pəˈrɒksaɪd/

  • “opportunity” /ˌɒpərˈtuːnəti/

Akcent główny jest tym domyślnym, akcent poboczny często występuje w słowach długich i nie jest to bynajmniej rzecz egzotyczna – w polskim używamy akcentu pobocznego cały czas, najczęściej w słowach składających się z więcej niż trzech sylab:

  • "próbowaliśmy" /ˌprubɔˈvaliɕmɨ/
  • "zakończenie" /ˌzakɔɲˈt͡ʂɛɲɛ/

Te przykłady zostawimy na kiedy indziej, bo choć polska transkypcja nadal korzysta z IPA, to sam fakt występowania w niej wielu spółgłosek sprawia, że wygląda jak kʂat͡ʂki.

8. Zakończenie i narzędzia

Mam nadzieję, że po lekturze tego artykułu IPA przestanie być już jakimś mistycznym tworem, czy plątaniną dziwnych znaków, i że zachęci on Was do poszukiwań na własną rękę, czy po prostu czekania na kolejny artykuł, w którym przybliżymy zapis fonetyczny, artykulację dodatkową i bardziej subtelne aspekty wymowy angielskiej.

Do sporządzenia tej pracy korzystałem ze znakomitego narzędzia “IPA phonetic keyboard” (http://ipa.typeit.org/full/) oraz tej tablicy, jak i kilku innych tablic z różnych stron – wszystkich dostępnych oczywiście za darmo w Internecie. Dodatkowo niemal wszystkie tablice dostępne na Wikipediach mają przyporządkowane nagrania, a nawet całe słowa/zdania. Naprawdę warto w nich korzystać.


Zobacz też:

Pitch accent w języku szwedzkim, cz. 1

Pitch accent w języku szwedzkim, cz. 2

Jak ujarzmić szwedzkie samogłoski?

Jak ujarzmić szwedzkie spółgłoski?

Komunikatywność w języku: co to takiego?

komunikatywnoscIstnieje wiele rodzajów komunikacji: społeczna, międzykulturowa, internetowa, wokalna, miejska, interpersonalna, werbalna, niewerbalna oraz językowa. A jest to zaledwie parę z nich. Czym tak naprawdę jest akt, który wykorzystujemy na co dzień w naszych życiach? Co dokładnie oznacza termin „być komunikatywnym”?

Wyraz komunikacja w języku polskim jest niejednoznaczny. Może oznaczać akt porozumiewania się lub możliwość przemieszczania się pomiędzy terenami geograficznie oddalonymi. Samo słowo pochodzi od łacińskiego communico, czyli udzielić komuś informacji oraz communio, czyli wspólność. Z komunikacji, w różnych jej odmianach, korzysta się praktycznie bezustannie, często nawet nieświadomie. Jak pisałem już w jednym z artykułów, na akt komunikacji językowej składa się wiele czynników.

Funkcja i elementy języka przedstawione za pomocą schematu Jacobnsona

Funkcja i elementy języka przedstawione za pomocą schematu Jakobsona

 

Z pozycji uczącego się jakiegoś języka obcego uczeń najbardziej skupia się na kodzie. Równie ważne jak kod są również strony, które odbierają lub wysyłają komunikat. Jednak dla językowych geeków lub po prostu uczniów, najważniejszy jest sam kod, czyli język. Całość, jak wynika ze schematu Jakobsona, tworzy kanał komunikacyjny. Taki kanał może mieć bardzo wiele funkcji: fatyczną (podtrzymywania rozmowy), poetycką, ekspresywną itp. Powszechnie wykorzystujemy takie schematy, czasami nawet kompletnie nieświadomi tworzymy bardzo rozbudowane formy porozumiewania się. W tym celu piszę ten artykuł: by uświadomić ludziom, że to co brzmi tak strasznie w ustach profesorów językoznawców, jest zjawiskiem tak dobrze znanym, jak fakt, iż woda gotuje się przy 100 stopniach Celsjusza. Komunikacja jest jeszcze bardziej rozpowszechniona, odkąd płyty naszych komputerów połączono w sieć, którą nazywamy Internetem. Komunikujemy się na miliony różnych sposób. Raz komunikacja jest fortunna (czyli trafia do odbiorcy, a interpretacja treści jest poprawna), a raz niefortunna (zjawisko przeciwne). W niektórych przypadkach komunikacja może być jednostronna, np. czytanie postów na Facebooku, które przeglądamy (ale nie lajkujemy, ani nie komentujemy). Natomiast gdy już polubimy post lub go skomentujemy (lub według nowej funkcji, „zareagujemy”), w takim przypadku jest to komunikacja dwustronna. Nie jest to komunikacja językowa, gdyż niewykorzystywany jest żaden kod do przekazywania treści.

Język nieogarniony

Powtarzałem to już wielokrotnie, ale powtórzę jeszcze raz: podczas nauki języka komunikatywność jest cechą nieodstępną.

Chciałbym pokazać, że nie zawsze bycie komunikatywnym musi oznaczać uczenie się miliona struktur i reguł gramatycznych, tysięcy słówek, co potem skutkuje jedynie tym, że ktoś nie jest w stanie powiedzieć niczego poza regułkami. Do perfekcji w jakimkolwiek języku prowadzi bardzo długa droga, która, prawdę powiedziawszy, nie ma końca. Nikt z nas nigdy nie będzie mógł powiedzieć: „Umiem język X”, gdyż jest to wymijanie się z prawdą. Mowy uczymy się przez całe życie. Język jako struktura i kod jest tak obszerny, iż nie w sposób jest jednemu człowiekowi objąć wszystkie jego zakamarki i zawiłości. Najlepszym dowodem jest choćby przykład naszej mowy ojczystej: wciąż istnieją słowa, których nie rozumiemy bez uprzedniego zaglądnięcia do encyklopedii lub słownika. Jest to cecha wspólna dla każdego języka na świecie. Wciąż istnieją konstrukcje i wyrażenia, o których nie mamy pojęcia, że istnieją i dowiadujemy się o nich najczęściej w momencie zetknięcia z tekstem, w którym ich użyto, z czystym przekonaniem, iż są one błędami w druku. Obszar semantyczny obejmowany przez słowo „język” jest na tyle ogromny, by nie istniała osoba, która będzie wiedziała wszystko chociażby o jednym z nich. Po przedstawieniu przeze mnie powyższych informacji ktoś może zarzucić: po co w takim razie w ogóle bawić się w coś takiego jak nauka obcej mowy? To na tym właśnie cała sztuka polega: by być na tyle sprytnym i na tyle komunikatywnym, by nawet z brakami wiedzy być w stanie uprawiać kolejne akty komunikacyjne.

Podczas nauki zakres słownictwa obejmuje większość obszarów codziennego życia człowieka, lecz pomimo względnie dobrych strategii przyjętych w podręcznikach nikt nigdy nie będzie w stanie przyswoić całości słownictwa. Również „połknięcie” słownika nie przyniosłoby oczekiwanego efektu, ponieważ takich pozycji należałoby „połknąć” dziesiątki. Dodatkowo za tym argumentem przemawia fakt, iż język jest strukturą żywą, która rozwija się bezustannie. Taka strategia, choć niezwykle szalona, mogłaby się sprawdzić przy językach wymarłych jak: łacina, greka itd. Tak długo, jak będą żyły osoby, które językiem X się posługują, tak długo będzie się on rozwijał. Jednoznaczne jest w takim razie stwierdzenie, iż nie wystarczy połknąć parę słowników, ale należałoby uzupełniać je coraz to nowszymi pozycjami. W kontekście wszystkich informacji tutaj podanych warto zauważyć jak zmienia się definicja słowa komunikacja (w odniesieniu do języka): nie jest to już wykorzystywanie zbiorów zasad gramatycznych, przekładów słownictwa oraz innych środków, by połączyć wszystko w całość, lecz inteligentne poruszanie się pomiędzy meandrami języka i wykorzystywanie posiadanych już informacji w sposób adekwatny do położenia. Myślę, że moje słowa pięknie można podsumować cytatem:

 Zmień swój język, a zmienisz swoje myśli. – Karl Albrecht.

A pięknie naukę języka ujęto w tych słowach:

Uczenie się innego języka jest nie tylko uczeniem się innych słów na te same rzeczy, ale także uczeniem się innego sposobu myślenia o rzeczach. – Flora Lewis

 

Teoria w praktyce

Idąc za ciosem chciałbym pokazać przykład tego, jak można wykorzystać spryt językowy (pozostawiam takową roboczą nazwę tego zjawiska, ale podręcznikowo ten zabieg nazywa się transformacją). Przykład, który podam jest względnie prosty, a oprę się na języku angielskim. Ten wzorzec jest jedynie bazą, pokazem tego, jak można wykorzystać opisane przeze mnie zjawisko do własnych celów.

Działem słownictwa, którym się zajmę, będzie słownictwo medyczne. Jest to jeden z mniej przyjemnych działów, ale jakże potrzebnych. Wiele słów pochodzi w tym wypadku z greki i łaciny, ale dla osoby, która nie zna zarówno jednego, jak i drugiego języka musi to wyglądać jak czarna magia.

Oryginalne zdanie:

I’d like to set up an appointment at doctor Smith who is an opthalmologist at Manchester’s surgery.

Po spojrzeniu na zdanie, zastanów się, proszę, nad znaczeniem tego zdania. Ile z tych słów jest Ci obcych? Ilu z nich nie rozumiesz? Oczywiście zależy to od wielu czynników osobistych, ale najprawdopodobniej były to: appointment, opthalmologist i surgery. W tym zdaniu, to one są kluczowe, a ich znajomość jest konieczna do zrozumienia całości komunikatu. Poniżej przedstawiam tłumaczenie zdania:

Chciałbym umówić się na wizytę u doktora Smitha, który jest okulistą w przychodni w Manchesterze.

Jednak to zdanie nie wygląda aż tak strasznie, nieprawdaż? Słowa wyróżnione przeze mnie w tekście oznaczają kolejno:

appointment – wizyta; chodzi o cały zwrot: to set up an appointment [at] – umówić się na wizytę lekarską

opthalmologist – okulista

surgerytu: przychodnia

Teraz należy się zastanowić, czy nie dałoby się skonstruować tego zdania w inny, prostszy sposób – bez użycia wyróżnionych przeze mnie słów. Po przyjrzeniu się mu można zauważyć, że z powyższego przykładu pozostawić można w niezmienionej postaci trzy wyrażenia: I’d like to; doctor Smith who [is] oraz nazwę miasta Manchester. Następnie przyglądniemy się wyrażeniu to set up an appointment [at somebody]. Jego znaczenie podałem już wcześniej i takowego tłumaczenie będziemy się w dalszych krokach trzymać. Łatwo zauważyć, że składa się ono z dwóch członów: to set up (czyli idiomu oznaczającego: umówić się, ustawić, dogadać się, wyznaczyć coś) oraz an appointment [at somebody], czyli: wizyta lekarska. Teraz trzeba spróbować poszukać w głowie słów w języku angielskim, które byłyby w stanie zastąpić to wyrażenie, albo jego połowę. Jego pierwszą część można przetłumaczyć przykładowo jako: book, reserve, decide about, organise lub ask for. Są to dużo prostsze słowa, które większość z nas zna i rozumie. Zaś appointment można zastąpić słowami: meeting, talk albo consultation. Tym sposobem mamy już pierwszą część zdania:

I’d like to ask for a meeting […].

Następne słowo, którym się zajmiemy to opthalmologist, czyli okulista: można je zastąpić dwojako – albo za pomocą synonimu, albo za pomocą definicji opisowej. Synonim można stworzyć jako nowy wyraz powstały w zabiegu słowotwórczym, np.: eye specialist lub eye-doctor (jest to autentyczny synonim tego wyrazu, występujący w słowniku). Drugi sposób, to opisanie zawodu okulisty: jest to droga okrężna, ale prosta i efektywna. Wtedy okulista staje się: a doctor who specializes in eye(‚)s (illnesses). Dzięki temu możemy dołożyć kolejną cegiełkę do naszego zdania, które teraz brzmi tak:

I’d like to ask for a meeting at doctor Smith who is an eye-doctor […].

Ostatnim słowem jest surgery. Tutaj postępowanie jest dwojakie i takie samo jak w przypadku słowa okulista. Możemy być ono nieco kłopotliwe, ponieważ wymaga to również wiedzy na temat organizacji pracy lekarzy. Ten wyraz zastąpić można: practice lub jako a place where a medical practicioner works. Ponieważ wykorzystam słowo practice, będę musiał nieco przekształcić wcześniejszy krok.

Są to już wszystkie wyrazy, a całość tworzy zdanie:

I’d like to ask for a meeting at doctor Smith who has practice as an eye-doctor in Manchester.

Tłumaczenie to:

Chciałbym zapytać o spotkanie u doktora Smitha, który praktykuje jako okulista w Manchesterze.

Ten proces w tekście zajmuje bardzo długo, ponieważ starałem się przedstawić wszystko krok po kroku. Normalnie jest to niezwykle krótki i prosty proces myślowy, który zachodzi dużo szybciej bez jego dokładnego opisywania. Na początku sprawia trudności i trwa stosunkowo długo, ale z czasem jest coraz krótszy, a mózg w ten sposób uczy się i nabiera doświadczenia, by myśleć o danym zagadnieniu w sposób okrężny, który może przynieść nam różne korzyści.

Plusy i minusy transformacji

Zabieg uproszczenia jest najczęściej wykorzystywany w mowie. Równocześnie należy przypomnieć o fakcie, iż każdy język jest piękny, a jego wydobycie wymaga nauczenia się wielu struktur i wyrażeń, by móc je potem zastosować w praktyce. W wymowie najważniejszy jest przekaz, jego treść, prędkość przekazywania informacji, przy czym sposób pozostaje na drugim miejscu. Ale nie jest tak zawsze. Przykładowo wykładowca, nauczyciel albo osoba wypowiadająca się na oficjalnym spotkaniu (choćby dyplomata) nie może posługiwać się tak uproszczonym językiem, gdyż jest to po prostu niezgodne z jego etyką zawodową. Jednak w codziennym życiu i jego czynnościach użycie tego typu sformułowań jest przydatne, gdyż upraszczają je. Pomimo tego polecam naukę pełną, bez opuszczania, gdyż komunikacja jest dwustronna i nadawca kierujący swoją wiadomość może ją sformułować w inny sposób, niekoniecznie zrozumiały. Jest to jednak dobra strategia w sytuacji, gdy ktoś nie czuje się pewnie ze swoimi umiejętnościami, a potrzebuje je wykorzystać. Ta sprawa dotyczy dwóch rodzajów słownictwa, które posiadamy w pamięci: aktywnego oraz biernego. Słownictwo aktywne to wyrazy, które są znane, rozumiane i zapamiętane oraz, co najważniejsze, wykorzystywane do mówienia. Słownictwo bierne to zaś słowa, których nie wykorzystuje się w mowie (gdyż mózg nie ma możliwości skorzystania z nich), ale rozumie i zna, a nawet potrafi przetłumaczyć z języka obcego na ojczysty. Zazwyczaj zbiór słownictwa aktywnego jest węższy, gdyż wymaga to większej ilości pracy poświęconej każdemu wyrazowi z osobna. W dodatku takie działania pozwalają nam na obracanie się w jeszcze szerszym kręgu zagadnień. Komunikatywność można „zmierzyć” w ilości tematów, na które człowiek jest w stanie porozumiewać się swobodnie, ale nie wykorzystuje się tego powszechnie, gdyż jest to niewspółmierne z faktycznymi umiejętnościami. W tym celu potrzebne są umiejętności „przebiegłości językowej”, która pozwala na uspokojenie osoby mówiącej i pozostawienie jej w przekonaniu, iż poradzi sobie w większości możliwych sytuacji. Jest to zjawisko pozytywne, lecz w procesie nauki, gdy jest się ocenianym, trzeba je wykorzystywać w sposób bezpieczny, gdyż na testach takie „manewry” nie są akceptowane ze względu na to, iż proces nauki obejmuje całość materiału, a nie tylko jego wybiórczą część. Wykonywanie takich operacji myślowych wymaga od uczącego się zmiany sposobu, w jaki myśli, co skutkuje sprawniejszą i lepszą wymianą informacji pomiędzy półkulami mózgu. Sprawia to, iż kąt widzenia na różne sprawy poszerza się i pozwala na myślenie kreatywne. Nauka języków obcych pomaga w zapobieganiu procesu starzenia się mózgu oraz rozwija jego poszczególne części, które czasami nie mają wiele wspólnego z samym językiem. Czynniki te (i wiele innych) składa się na zdolność wielowymiarowego myślenia. Osoby, które uczą się więcej niż jednej mowy (w szczególności z bliskich sobie grup), zauważają podobieństwa i analogizmy pomiędzy poszczególnymi tworami, co samo w sobie świadczy o tym, jak nauka języków wpływa na rozwój mózgu.

Podsumowanie

Podczas nauki zauważamy w poszczególnych grupach mówiących danymi językami, że komunikują się one w różny sposób, odmienny od tego, do którego przywykliśmy. Logiczne jest więc stwierdzenie, iż nauka języka od nowa, to nauka od nowa komunikacji, z ludźmi, którzy w nim mówią. Wiadomo też, że komunikacja jest bardzo pospolitym zjawiskiem, który opisuje schemat Jakobsona. Zatem edukacja językowa sprawia, że nasze życie jest nie tylko podwójne, ale również wielowymiarowe. Jest ono bogate w dodatkowe zjawiska (czasem pozytywne, czasem negatywne).

Mówił o tym już Johann Wolfgang von Goethe, tak samo jak inni przed nim i po nim:

Człowiek żyje tyle razy, ile zna języków. 

 

 

Angielski jako język globalny

Na świecie ludzie mówią około sześcioma tysiącami języków. Jednak od zawsze istniała potrzeba stworzenia jednego wspólnego języka dla wszystkich mieszkańców naszego globu. Jego znajomość pozwoliłaby na komunikację z osobami spoza naszego kręgu kulturowego, niezależnie od czasu i miejsca. Kiedyś rolę języka globalnego pełniła łacina, a dzisiaj zdecydowana większość lingwistów wskazuje na angielski. Pytanie za sto punktów: dlaczego? Spróbujemy w dzisiejszym artykule znaleźć odpowiedzi na te i inne nurtujące pytania.

Język angielski już dawno przestał być językiem obcym. Jego znajomość to absolutne minimum, jeśli myślimy o wyjeździe za granicę bądź rozmowie o pracę. Oczywiście pojęcie "znajomości języka" nie określa dokładnie, jakiego poziomu oczekujemy, załóżmy jednak, że chodzi o poziom komunikatywny. Czy się to komuś podoba, czy nie, język angielski jest wszechobecny, w każdej dziedzinie życia mamy do czynienia z anglicyzmami. Ale dlaczego to właśnie angielski naturalnie zastąpił łacinę? Przecież istnieją inne języki, które też świetnie sprawdziłyby się w tej roli.

Zaczynając rozważania, warto przypomnieć sobie termin ‘lingua franca’ – język wspólny na obszarze, gdzie mówiono wieloma językami. Zasadniczo odnosi się do łaciny, która nawet wtedy, gdy była językiem martwym, wciąż dominowała w piśmiennictwie. Angielski jest ‘lingua franca’ naszych czasów, jednak inaczej mówi się w Anglii, a inny angielski usłyszymy w Zimbabwe. Profesor Ida Kurcz w swojej książce „Język jako przedmiot badań psychologicznych” proponuje następujące rozwiązanie:

„Wydaje mi się, iż w dalszej przyszłości wyjściem byłoby opracowanie jakiejś standardowej wersji języka angielskiego jako lingua franca ( ELF = English Lingua Franca), która byłaby względnie niezmienna (…) mogłaby wtedy efektywnie służyć międzynarodowej komunikacji w różnych dziedzinach.”

Łacina była językiem dominującym przede wszystkim ze względów religijnych. Była oficjalnym językiem chrześcijaństwa i utrzymała się aż do II Soboru Watykańskiego (1965).  Natomiast potęga angielskiego rozpoczęła się już w trakcie kolonizacji. Po ponad tysiącu lat spędzonych na Wyspach Anglicy zaczęli wysyłać w świat swoich żeglarzy, żołnierzy, misjonarzy i pielgrzymów. W roku 1922 Wielka Brytania miała w swoim posiadaniu prawie ¼ ziem na naszym globie, z populacją sięgającą prawie 450 mln. Z czasem kraje, które powoli zaczęły walczyć o swoją niepodległość, i tak zachowały język angielski jako dominujący lub nauczany w szkołach. Dodatkowo warto wspomnieć o czasach po II wojnie światowej, kiedy Europa się odbudowywała, a w Stanach Zjednoczonych nastąpił wielki boom ekonomiczny i gospodarczy. Krótko po II wojnie światowej to francuski był dominującym językiem dyplomacji i elit intelektualnych, ale został wyparty przez angielski.
Potrzeba jednego wspólnego języka sprawiła, iż nasz rodak Ludwik Zamenhof  starał się utworzyć język uniwersalny – dlatego też stworzył esperanto. Charakterystyką esperanto również zajmuje się Pani Ida Kurcz w wyżej wymienionej książce :

„Jest to sztuczny język o bardzo prostym systemie gramatycznym pozbawionym wszelkich wyjątków, a jego słownictwo wywodzi się z języków indoeuropejskich według zasady, że dane słowo powinno mieć korzenie w kliku językach z tej rodziny językowej”.

Co prawda zainteresowanie esperanto było bardzo duże, przetłumaczono między innymi Biblię i parę innych arcydzieł, jednak język esperanto nie zdobył statusu języka globalnego.

Wróćmy tymczasem do angielskiego, który jest, zaraz po mandaryńskim i hiszpańskim, trzecim językiem używanym na świecie, jednak bardziej od pierwszych dwóch rozproszonym, bo poza Europą, Ameryką Północną i Australią często występuje jako drugi język w Azji i Afryce. Szacuje się, ze posługuje się nim około 1,4 miliarda ludzi. Ale co sprawia, że to akurat angielski jest wiodącym językiem XXI wieku? Pierwsza rzecz, którą podkreśla profesor Kurcz, to logiczność języka  – czyli brak podwójnego przeczenia, inaczej niż w języku polskim. Zdanie Nikt nikomu nic nie powiedział po polsku jest poprawne, natomiast po angielsku można zaprzeczyć tylko jeden raz. Innym argumentem za dominacją angielskiego może być też fakt, że język ten nie ma rodzajów – inaczej niż w przypadku języków na przykład romańskich. Poza tym odmiana czasowników jest bardzo łatwa i niezróżnicowana. Ponadto używamy identycznych form, niezależnie czy zwracamy się do szefa (you), czy opowiadamy coś koleżance (you), co znacznie ułatwia komunikację. Być może właśnie te czynniki spowodowały, że angielski prawie naturalnie opanował świat. Jednak znany lingwista David Crystal, autor książki „English as a global language” uważa, że angielski jest językiem globalnym nie dzięki specyficznym cechom, a dzięki temu, że znalazł się na właściwym miejscu we właściwym czasie.

Skupmy się teraz na innych aspektach – poza tymi językowymi. Otóż angielski jest z całą pewnością językiem Internetu. W zasadzie cały przemysł elektroniczny opiera się na nim. Trzy czwarte korespondencji elektronicznej odbywa się po angielsku. Ponad połowa wszelkich materiałów zamieszczonych on-line jest w języku angielskim. Czyli wygląda na to, że Internet mówi po angielsku.
Inna kwestia to oczywiście biznes, finanse i gospodarka. Każda organizacja globalna (UE, NATO) uznaje angielski za język oficjalny. Giełdy, korporacje i stowarzyszenia także się nim posługują. Potęga gospodarcza USA i zasięg Imperium Brytyjskiego mają ogromny wpływ na pozycję języka w świecie. Kolejny bardzo ważny aspekt to szeroko pojęta  kultura. Angielski jest absolutnie wszędzie – kino, telewizja, mass media. Kto z nas nie słyszał piosenek Michaela Jacksona? Przeboje, przy których dorastały pokolenia, były wykonywane po angielsku. Podobnie z literaturą – największe arcydzieła i bestsellery są pisane po angielsku. I oczywiście film – fabryka snów zalewa nas masą filmów w języku angielskim i to od nas zależy, czy oglądamy je z napisami, czy z lektorem. Także komunikacja w branży naukowej jest oparta na angielskim. Zdecydowana większość czasopism naukowych ukazuje się po angielsku. Angielski jest również językiem turystyki – w tej dziedzinie to absolutny wymóg. Znając angielski, możemy podróżować wszędzie bez obawy, bo prędzej czy później trafimy na osobę także znającą ten język.

Oczywiście trudno wskazać jednoznacznie konkretną cechę, która pomogła angielskiemu osiągnąć aż tak wysoką pozycję. Z całą pewnością nie wystarczy jeden aspekt, musi to być zbieg w jednym czasie wielu czynników, czyli zespół zdarzeń, które powodują, ze język staje się globalny. Gdyby było inaczej, z pewnością japoński byłby pretendentem  do tego tytułu – szczególnie po gigantycznym sukcesie ekonomicznym w latach 1960 – 1990.

Czy angielski pozostanie już językiem globalnym?Tutaj możecie obejrzeć wywiad z Davidem Crystalem na ten temat – klik. Cóż, być może za 100 lat to właśnie mandaryński przejmie pałeczkę i będzie wiódł prym na całym świecie. Chyba nie pozostaje nam nic innego, jak tylko czekać i obserwować pilnie ten proces.

Jak szybko można zapomnieć? Historia oparta na faktach!

Untitled 1          Języki obce stały się moją pasją zaraz po odkryciu i przeczytaniu kilku notek na blogu Karola już dobre kilka lat temu. Przez całe te lata bardziej rozwijałem swoją wiedzę o strukturach, historii i budowie języków, niż je poznawałem. Mimo tego na dobrą drogę wprowadziłem swój język angielski, który jest dla mnie w tej chwili najważniejszy. Posługuję się nim w pracy, studiuję na angielskiej uczelni, czytam w większości literaturę po angielsku, oglądam tylko i wyłącznie angielską telewizję… Mógłbym wymieniać tak w nieskończoność! Mówiąc krótko, angielski stał się językiem, którego używam w 80%. W swojej historii językowej mógłbym także mówić o hiszpańskim, stojącym u mnie na poziomie turysty, który chce zamówić obiad czy taksówkę, szwedzkim będącym moim niespełnionym marzeniem, esperanto, które było dla mnie czymś ciekawym, a tym samym zagadkowym oraz… niemieckim, który mimo niskich ocen w liceum był moim głównym językiem z pięcioma godzinami lekcyjnymi w planie. Był to język, któremu poświęcałem więcej czasu niż angielskiemu, jako że Pani S. tylko czekała na to, żeby nam się noga podwinęła. Codzienne odpytywania z ostatniej lekcji- i to każdego ucznia, a nie jednego, jak to zazwyczaj bywa- stały się zgrozą przed, którą każdy uciekał jak się dało. Strach dał nam tyle, że każdy z nas wyszedł z liceum z całkiem niezłym poziomem tego języka. Niektórzy odetchnęli jako, że nasz koszmar się zakończył, niektórzy poszli na filologię niemiecką. Ja niestety należałem do tych pierwszych. Mimo, że Pani S. mówiła „Zobaczysz, że w Anglii niemiecki Ci się przyda!” wyśmiewałem ją, a ona i tak nie dawała mi spokoju, a przecież „niemieckiego na maturze nie zdawałem”.

Szoku doznałem we wrześniu, kiedy rozpocząłem studia, a wykładowcy zaczęli opowiadać nam więcej co przez te lata będziemy robić. Jeden z nich powiedział „Jak pewnie wiecie, są dwa rodzaje waszego kierunku”. Pojawiła się chwila zastanowienia… „Naprawdę?”, „Pierwsza nazwa to „Hospitality Management”, druga „International Hospitality Management””. Wy jesteście tą drugą oczywiście. Wyróżnia was to, że po tych 4 latach, jeżeli dacie także coś z siebie, wyjdziecie z uczelni ze znajomością dwóch języków obcych. Studentów międzynarodowych pocieszę, że będziecie wtedy znali 4 języki”. Pojęcie „znali” było dla mnie oczywiście empiryczne, więc porozmawiałem z ludźmi z ostatniego roku, którzy przyznali mi, że lektorzy języków są wymagający i naprawdę chcą nas czegoś nauczyć. Z jednej strony bardzo się ucieszyłem, z drugiej nie, ponieważ uczelnia bierze pod uwagę, że jeden z tych języków znamy już przynajmniej na poziomie komunikatywnym. Co to oznacza? Hiszpański? Nie. Niemiecki.
Następna myśl? Co pamiętam? Niestety, chyba niewiele. Ilość zapomnianego materiału przez okres 2 lat bez nauki danego języka szczerze mnie przeraził. Chciałem, napisać jakieś krótkie opowiadanie, coś o sobie, nic trudnego. Z wielkim żalem skończyłem pisać na poziomie „Ich komme aus Polen”. Poza tym, pamiętam tylko kilka zasad gramatycznych, kilka fraz i słówek, wszystko jednak pokryte jest grubą warstwą kurzu. W ruch poszła niemiecka Wikipedia oraz niemieckie gazety! Podróże po niemieckim intrenecie skończyły się zadziwiająco szybko… poszukiwaniem materiałów do nauki tego języka.

Dzięki temu zacząłem czytać o zapominaniu i zauważyłem, że jest to czynnik naszego umysłu, który jest szczegółowo badany przez naukowców. Szczególnie zainteresowałem się pozycją Hermanna Ebbinghausa w tej sprawie. Mimo, iż jego badania były i są kontrowersyjne jako, że dotyczyły tylko i wyłącznie pamięci deklaratywnej- pamięci, z której dane łatwo nam przychodzą (jest to typ pamięci długotrwałej)- zainteresował mnie on swoim wynalazkiem, którym jest Krzywa Zapominania.

Ebbinghaus_forgetting_Curve_PL.svg     Przedstawia ona zależność między ilością materiału a upływem czasu. Okazało się, że już po krótkim okresie zapominamy to czego- jak sami twierdzimy- nauczyliśmy się. Krzywa pokazuje, że wraz z upływem czasu, z naszej pamięci, w szybkim tempie uciekają materiały, które przerobiliśmy i spróbowaliśmy zapamiętać. Po stworzeniu pierwszej krzywej niemiecki naukowiec wpadł na kolejny pomysł, który dał początek systemowi nauki rozłożonej w czasie. Stworzył on kolejny model, który przedstawia krzywe zapominania po kolejnych przypomnieniach.

250px-Forgetting_Curve_PL.svg

Interpretacje tych dwóch, przedstawionych wyżej krzywych oraz mojej historii pozostawiam Wam samym. Ja, może naiwnie, wziąłem sobie do serca to co przedstawił psycholog i z pewnością będę pamiętał wszystko co przestudiowałem w publikacjach o nim.

Na koniec ciekawostka:

zapamietywanie+1

Pozdrawiam!

P.S. Jak już przeczytaliście, muszę wziąć się za swój niemiecki, dlatego mam pytanie do osób znających ten język: jakie materiały byście mi polecili? Woofla to chyba najbardziej odpowiednie miejsce na takiego typu pytania.