gazety

Francuskojęzyczne czasopisma – podróże, historia, nauka, kulinaria

Mój poprzedni wpis poświęciłam francuskojęzycznym gazetom i stacjom radiowym oraz związanym z nimi portalom informacyjnym. Jednak (na szczęście) nie samą polityką człowiek żyje, dlatego postanowiłam zrobić przegląd francuskojęzycznych czasopism o charakterze bardziej hobbystycznym.

moutons-a-l-estive-0_620x465

Dolina Ossau w Pirenejach- relacje z tego oraz wielu innych ciekawych miejsc możecie znaleźć na stronie magazynu Geo.

Miłośnikom podróży polecam magazyn Geo. Strona internetowa magazynu zawiera naprawdę imponującą ilość informacji. W dziale Guides de voyage można znaleźć informacje o nawet tak tajemniczych zakątkach świata, jak pasmo górskie Tassili czy wyspa Mo'orea. Artykuły są posortowane według kontynentów, a następnie krajów, regionów i miast. Możecie tam znaleźć informacje właściwie na każdy temat: wskazówki dojazdu, klimat, walutę, najważniejsze święta, lokalne specjały. W dziale Vos voyages de rêve można natomiast znaleźć relacje czytelników czasopisma z różnych mniej lub bardziej egzotycznych podróży, zaś w dziale Voyages GEO – artykuły podróżnicze autorstwa dziennikarzy magazynu. Wszystkie relacje są bogato opatrzone zdjęciami. W dziale Vidéos można znaleźć krótkie, 1-2 minutowe filmiki z różnych zakątków świata. Ponadto na stronie można znaleźć quizy na różne tematy (nie tylko geograficzne, ale też np. historyczne czy przyrodnicze) oraz duży wybór tapet na pulpit.

Na stronie innego magazynu podróżniczego, Grands Reportages, także można znaleźć relacje z różnych ciekawych miejsc. Na stronie jest dostępna wyszukiwarka, która umożliwia odnajdywanie reportaży według miejsc. W dziale web.tv możecie natomiast znaleźć nagrania wywiadów z ciekawymi ludźmi, np. Davidem de Rueda, eksploratorem miejskim, czy Gaëlem Derive, klimatologiem, ekspertem w dziedzinie globalnego ocieplenia. Ponadto na stronie można znaleźć recenzje książek o tematyce podróżniczej oraz filmów z różnych zakątków świata.

Zdjęcie z wyprawy rowerowej wzdłuż Dunaju. O tej i wielu innych eska[padach możecie poczytać na stronie magazynu Grands Reportages.

Zdjęcie z wyprawy rowerowej wzdłuż Dunaju. O tej i wielu innych eska[padach możecie poczytać na stronie magazynu Grands Reportages.

Osobom zainteresowanym historią polecam magazyn zatytułowany po prostu L'HistoireMiłośnicy historii zapewne znają podział na historię wydarzeniową (histoire événementielle), kładącą nacisk głównie na wojny i inne przełomowe wydarzenia oraz historię długiego trwania (histoire de la longue durée), opisującą życie codzienne zwykłych ludzi i powolne, stopniowe przemiany zachodzące w społeczeństwach. W L'Histoire można znaleźć sporo artykułów wpisujących się w ten drugi nurt, obejmujących zagadnienia związane z życiem codziennym, jak np. małżeństwo czy seksualność. Spora część artykułów jest dostępna tylko dla osób mających wykupiony abonament, ale te, które są dostępne za darmo, też są ciekawe. Najwięcej ich jest w dziale Actualité. Można znaleźć w nim ciekawostki historyczne ze wszystkich epok, a także refleksje dotyczące współczesnych wydarzeń, jak np. niedawne wybory prezydenckie w USA czy zbliżające się wybory prezydenckie we Francji. Na stronie magazynu znajduje się też zbiór map historycznych.

Późnośredniowieczna Europa. Ta i inne mapy są dostępne na stronie magazynu L'Histoire.

Późnośredniowieczna Europa. Ta i inne mapy są dostępne na stronie magazynu L'Histoire.

Warto też zwrócić uwagę na magazyn popularnonaukowy Pour La Science. Na stronie czasopisma znajduje się spora baza artykułów popularnonaukowych posegregowanych według dziedzin. Wybór jest naprawdę duży –  znajdą tu coś dla siebie miłośnicy archeologii, astronomii, biologii, matematyki, fizyki, psychologii, socjologii, a także nowych technologii, geologii oraz botaniki. Ponadto w dziale themes można znaleźć zbiory artykułów na różne ważne i popularne tematy, jak np. seksualność, depresja, globalne ocieplenie czy nawet... Gwiezdne Wojny.  Osobom zainteresowanym psychologią może także przypaść do gustu inny magazyn wydawany przez redakcję Pour la science – Cerveau&Psycho.

Na koniec coś na lekki i przyjemny temat –  kulinaria. Polecam stronę magazynu Cuisine Actuelle. Można tu znaleźć przepisy na takie specjały jak cukinia à la pizza czy pasta z wanilii i białej czekolady.

cukinia a la pizza- przepis na ten i inne smakołyki mozna znaleźć na stronie magazynu Cuisine Actuelle

cukinia a la pizza- przepis na ten i inne smakołyki można znaleźć na stronie magazynu Cuisine Actuelle

Na stronie jest naprawdę sporo przepisów, a wyszukiwarka umożliwia znalezienie potraw zawierających konkretny produkt. Są także przepisy w wersji video. Wegetarianom i weganom może natomiast przypaść do gustu strona czasopisma Slowly Veggie, która też zawiera sporo ciekawych przepisów.

Zobacz także…

Teksty piosenek jako materiał pomocniczy do nauki języka. Francuskie brzmienia – część 2: Naufragés du Silence
Kanały na YouTube, które pomogą Ci szlifować francuski
Dlaczego nauka języka szwedzkiego jest teraz łatwiejsza niż kiedykolwiek?
Dlaczego nauka języka szwedzkiego jest teraz łatwiejsza niż kiedykolwiek – część 2

 

Rosyjskie gazety, portale informacyjne oraz stacje radiowe

gazetyPonad pół roku temu opublikowałem na łamach Woofli krótki artykuł o niemieckich gazetach, portalach informacyjnych oraz stacjach radiowych, który, sądząc po liczbie odwiedzin, nadal wzbudza zainteresowanie osób chcących nauczyć się języka naszych zachodnich sąsiadów. Myślę, że jest to dobry powód, by kontynuować serię takich praktycznych wpisów i z tego względu poświęcę dziś trochę miejsca językowi rosyjskiemu, który mimo różnych zawirowań polityczno-społecznych, jakie miały miejsce w ciągu ostatnich 30 lat, nadal cieszy się sporą popularnością w naszym kraju. Cieszę się również z samego faktu możliwości opublikowania wpisu, który od początku istnienia „Świata Języków Obcych" (pamięta ktoś jeszcze?) znajdował się na mojej liście tematów, które powinny się ukazać w serwisie poświęconym językom obcym. Warto zaznaczyć, że materiały jakie przedstawię nie będą czymś stricte edukacyjnym. Patrząc jednak wstecz muszę powiedzieć, że odegrały one w moim procesie nauki większą rolę, niż którykolwiek z podręczników czy 4-letni kurs na uniwersytecie. Obok przekazania wiedzy o języku były dla mnie jednocześnie oknem na zupełnie inny świat, pomogły mi zrozumieć jak Rosjanie postrzegają otaczająca ich rzeczywistość i jestem przekonany, że każda osoba rzeczywiście interesująca się obszarem postradzieckim powinna do swojej codziennej prasówki dorzucić przynajmniej jedno ze wspomnianych przeze mnie źródeł, żeby poszerzyć swoje horyzonty i jednocześnie zderzyć to z informacjami przekazywanymi w mediach polskich – dla mnie osobiście było to niesamowicie interesujące zajęcie.

Rosyjskie gazety
Liczba tytułów gazet ukazujących się w Rosji może początkowo przyprawić o zawrót głowy osobę próbującą wybrać coś do przeczytania. Osobom, które nie są zainteresowane samodzielnymi poszukiwaniami chciałbym przede wszystkim polecić dwa tytuły: Izwiestija oraz Kommiersanta. Osoby zainteresowane Ukrainą i tamtejszym punktem widzenia mogą dorzucić do tego zestawu rosyjską wersję Ukrajinskiej Prawdy (jeśli oczywiście nie znają języka ukraińskiego). Te trzy gazety wybrałem nieprzypadkowo – po pierwsze, prezentują bardzo wysoki poziom merytoryczny (proszę zauważyć, że nie zawsze musi to oznaczać, że zgodzimy się z ich treścią, ale znacznie bliżej im do czołowych dzienników europejskich niż do „Faktu"); po drugie, każda z nich przedstawia nieco inne spektrum rosyjskojęzycznego świata, o czym za chwilę; po trzecie wreszcie, ich lektura towarzyszy mi już od kilku dobrych lat i mogę polecić je całkiem szczerze bez jakiegokolwiek zawahania.

Izwiestija powstały w roku 1917 i w czasach Związku Radzieckiego stanowiły one razem z Prawdą tubę propagandową Komunistycznej Partii Związku Radzieckiego. O ile jednak ta druga pozostała w rękach komunistów i dziś niespecjalnie ciekawą skamieliną, o tyle Izwiestija po prywatyzacji przekształciły się w czołową gazetę Federacji Rosyjskiej, nie zatracając jednocześnie wcześniejszego mainstreamowego charakteru. Do dziś jest to więc gazeta, w której znajdziemy oficjalną rosyjską interpretacją rzeczywistości zbieżną z kursem obieranym przez Moskwę, co czasem jest ciężkie w odbiorze, ale mimo to daje dość dobrą okazję do zapoznania się z realiami panującymi u naszego sąsiada.

Nieco inny charakter ma Kommiersant (rus. Коммерсантъ). Pierwotnie gazeta ta ukazała się po raz pierwszy jeszcze w carskiej Rosji w roku 1907, ale po rewolucji październikowej została zakazana przez władze komunistyczne. Jej wydawanie wznowiono dopiero wraz końcem lat 80., a głównym znakiem rozpoznawczym gazety została wybrana litera „ъ", która dawniej była finalnym znakiem dla słów zakończonych na spółgłoskę (pozostałość po systemie otwartej sylaby języka staro-cerkiewno-słowiańskiego – więcej o ъ oraz ь oznaczających niegdyś tzw. jery pisałem w artykule pt. O dwóch legendarnych słowiańskich literach). Коммерсантъ szybko stał się wiodącym tytułem w środowiskach nowych elit i prezentuje naprawdę bardzo wysoki poziom dziennikarstwa, dzięki czemu niczym nie ustępuje tak znanym gazetom jak New York Times, El Pais, Le Monde czy Frankfurter Allgemeine Zeitung. W odróżnieniu od Izwiestiji, czyniących wyraźny ukłon w stronę obozu rządzącego, Kommiersant stara się być obiektywny i zdarza się w nim przeczytać głosy ostro krytykujące poczynania ekipy prezydenta Putina, bądź całkiem pozytywnie wyrażające się o rosyjskiej liberalnej opozycji.

Trzecim tytułem o jakim wspomniałem jest Ukrajins'ka Prawda (ukr. Українська Правда) będąca moim zdaniem najciekawszą pozycją ukraińskojęzyczną, a jednocześnie posiadającą wersję w języku rosyjskim. Gazeta ta (choć słowo „portal" ze względu na wyłącznie elektroniczny charakter byłoby tu znacznie bardziej na miejscu) zyskała sobie na Ukrainie niemal kultowy status najpierw ze względu na to, że jej pierwszym redaktorem był Georgij Gongadze, dziennikarz, którego zabójstwo w 2000 roku odbiło się szerokim echem na ukraińskiej scenie politycznej, a następnie dokładną 24-godzinną relacją z kijowskiego Majdanu w 2014, która spowodowała, że przez ten burzliwy okres znajdowała się ona na liście kilku najczęściej odwiedzanych serwisów informacyjnych na świecie. Wybór treści jest niezwykle szeroki i pozwala zaznajomić się bliżej z ukraińskimi realiami.

Z rozpędu jeszcze chciałbym dorzucić do powyższego zestawu białoruską Naszą Niwę, która również posiada swoje rosyjskie wydanie (choć de facto czytanie po białorusku przy znajomości rosyjskiego i polskiego nie powinno nikomu sprawić większego problemu) i jest ciekawą próbką niezależnego dziennikarstwa u naszego wschodniego sąsiada.

Rosyjskie stacje radiowe
Ubóstwiam wręcz Radio Majak, którego bogate archiwum audycji jest prawdziwą kopalnią materiałów audio, których można użyć do nauki języka. Łączą w sobie bardzo dobrą jakość dźwięku, interesującą treść oraz możliwość obcowania z bardzo różnymi rejestrami języka mówionego, co jest niezwykle ważne w przypadku, gdy nie mamy możliwości obcowania z językiem na co dzień. Pisząc ten tekst słucham zresztą jednego z odcinków cyklu Великий XIX (pl. Wielki wiek XIX), na który składają się rozmowy o XIX wieku ze specjalistami z dziedzin historii, literatury, nauk społecznych oraz pokrewnych nauk. Jestem świadom tego, że nie każdemu może przypaść do gustu podobna tematyka, ale gwarantuję, że na Majaku zawsze znajdzie coś interesującego. Bogactwo materiałów dostępnych w archiwach tej stacji spowodowało, że w zasadzie nigdy specjalnie nie szukałem dla niej alternatywy w języku rosyjskim. Wiem jednak, że równie ciekawą opcją dla osób pragnących mieć kontakt z językiem rosyjskim może być Echo Moskwy.

Nauka języka a poszerzanie swoich horyzontów
Powyższa lista oczywiście w żadnym wypadku nie wyczerpuje tematu rosyjskojęzycznych gazet i stacji radiowych – tych jest tak naprawdę zbyt wiele by zmieścić je w ramach krótkiego artykułu na Woofli. Zwłaszcza jeśli chodzi o gazety nie wspomniałem szerzej o takich tytułach jak Argumienty i Fakty, Rossijskaja Gazieta, Niezawisimaja Gazieta, Nowaja Gazieta czy Moskowskij Komsomolec, które nierzadko bywają cytowane w zagranicznych mediach. Wolałem się jednak skupić akurat na tych źródłach, z którymi miałem największy kontakt i które z jednej strony pomogły mi w swoim czasie w nauce języka rosyjskiego, a z drugiej pozwoliły poszerzyć wiedzę o świecie, w którym jest on używany. Wielka szkoda, że często chcąc opanować język obcy skupiamy się jedynie na jego czysto użytkowej funkcji. Chcemy się przede wszystkim dogadać w określonych sytuacjach, móc wpisać nowy język do naszego CV, a zapominamy o tym drugim aspekcie, którym jest rzeczywiste wsiąknięcie w świat danego języka i czerpanie z jego bogactwa kulturowego, co, przynajmniej w moim odczuciu, znacznie ułatwia samą naukę (wynika to z prostego faktu, iż znacznie łatwiej jest uczyć się czegoś co jest dla nas samych interesujące), przeważnie jest od niej ciekawsze i pozwala na swobodne przejście z etapu nauki na poziomie podstawowym na poziom zaawansowany, kiedy to żywy język powinien stać się głównym źródłem nauki. Zdecydowanie łatwiej jest przejść z podręcznika na gazety, radio, rozmowy z obcokrajowcami, jeśli mieliśmy z tymi rzeczami pewien kontakt już wcześniej.

Zobacz także – jak uczyć się z pomocą gazet i radia:
Nauka języka bez podręcznika – część 1
Nauka języka bez podręcznika – część 2
Niemieckie gazety, portale informacyjne oraz stacje radiowe

Zobacz także – język rosyjski:
Sytuacja językowa na Ukrainie – mity i rzeczywistość – część 1
Sytuacja językowa na Ukrainie – mity i rzeczywistość – część 2
Co każdy powinien wiedzieć o sytuacji językowej na Białorusi
O dwóch legendarnych słowiańskich literach
Jak się nauczyć rosyjskiego?

Niemieckie gazety, portale informacyjne oraz stacje radiowe

ARD_KarteJęzyk niemiecki jest drugim pod względem liczby osób uczących się go w Polsce, dlatego dzisiaj postanowiłem wyjść naprzeciw oczekiwaniom czytelników i zamiast pisać o swojej językowej przygodzie związanej z nauką afrikaans, przekazać garść linków przydatnych każdej osobie uczącej się mowy naszych sąsiadów zza Odry. Języka niemieckiego uczyłem się intensywnie tak naprawdę głównie w liceum i podczas pierwszych lat studiów. Później utrzymywałem go na poziomie umożliwiającym względnie swobodną komunikację, rozwijając głównie pasywną znajomość poprzez książki, gazety, radio oraz telewizję. I to właśnie im chciałbym poświęcić dzisiejszy artykuł, opisując przede wszystkim źródła, które z jednej strony doprowadziły mnie z niemieckim tam, gdzie jestem obecnie, z drugiej zaś stanowiły materiał poszerzający moją wiedzę na temat krajów niemieckojęzycznych oraz sposobu w jaki ich mieszkańcy patrzą na otaczający świat. Dlatego zapraszam do odwiedzenia zarówno tych, którzy dopiero zaczynają przygodę z tym językiem i szukają ciekawych tekstów bądź audycji do swoich ćwiczeń, jak i tych, którzy chcą swój arsenał prasowy wzbogacić o kolejne pozycje. Naprawdę warto.

Niemieckie gazety
Niemieckie stacje radiowe
Jak korzystać/uczyć się z gazet i radia?

Niemieckie gazety

Moim ulubionym tytułem jest zdecydowanie Frankfurter Allgemeine Zeitung – gazeta będąca dla mnie kwintesencją profesjonalizmu i bardzo krytycznego oraz, mimo zauważalnych tendencji centroprawicowych, bezstronnego podejścia do wielu kwestii społeczno-politycznych (co jest miłą odskocznią od polaryzacji, jaka dokonała się na przestrzeni ostatnich kilkunastu lat w polskich mediach). Ilość materiału, jakiego popularny FAZ dostarcza nam codziennie, jest potężna i naprawdę mamy w czym wybierać, bo gazeta oprócz tradycyjnych wiadomości politycznych bardzo szeroko opisuje kwestie społeczne, gospodarcze, sport, szeroko pojętą naukę, obyczaje oraz nawet kuchnię.

Konkurencję dla FAZ stanowią przede wszystkim Die Welt będący flagową gazetą wydawnictwa Axel Springer oraz Süddeutsche Zeitung. Ich ocenę pozostawiam samym czytelnikom. Poziom prezentują podobny, ale przeważnie korzystam z nich wyłącznie jako ze źródeł dodatkowych, nie zaglądając do nich codziennie (od przejrzenia FAZ oraz kilku innych gazet obcojęzycznych rozpoczynam przeważnie każdą sesję w Internecie).

Ciekawe artykuły możemy znaleźć również w tygodnikach takich jak Der Spiegel czy Die Zeit. Osobiście preferuję ten drugi, aczkolwiek odnoszę wrażenie, że to właśnie Der Spiegel bije rekordy popularności wśród studentów oraz nauczycieli niemieckiego.

Nie zapominajmy jednak też o innych krajach niemieckojęzycznych. Osobny rynek stanowią bowiem gazety austriackie (Kronen Zeitung jest zbyt tabloidowe jak na mój gust, ale tytuły Der Standard, czy Die Presse można czytać) oraz szwajcarskie (Neue Zürcher Zeitung), które potrafią rzucić jeszcze inne spojrzenie na wiele kwestii. Pewną ciekawostkę stanowi też obchodząca w tym roku swoje stulecie namibijska Allgemeine Zeitung. Mało kto obecnie zdaje sobie sprawę z tego, że w tej byłej kolonii niemieckiej nadal kilkadziesiąt tysięcy osób posługuje się Hochdeutschem jako językiem ojczystym, który do 1990 roku posiadał tam status urzędowy.

Niemieckie stacje radiowe

Bardzo bogatą ofertę prezentuje nam również niemieckie radio – obok stacji komercyjnych (których osobiście nigdy nie słuchałem, ale jeśli takowe znacie i uważacie je za wartościowe, będę wdzięczny za każdą wzmiankę w komentarzach) mamy tu do dyspozycji lokalne stacje państwowe, które pozwalają nam jeszcze bliżej zaznajomić się z interesującym nas regionem naszego zachodniego sąsiada i często można tam oprócz standardowych programów nadawanych w języku urzędowym znaleźć takie lingwistyczne rodzynki, jak audycje w językach górnołużyckim (w MDR nadającym w Saksonii oraz Turyngii), dolnołużyckim (w brandenburskim RBB) czy dolnoniemieckim (Plattdeutsch – w nadającym w Niemczech północnych NDR). Regionalny podział niemieckich rozgłośni radiowych i stacji telewizyjnych przedstawia poniższa mapa (stan na 14.01.2016):

ARD_Karte

Moimi ulubionymi i z punktu widzenia samej nauki języka ulubionymi stacjami są informacyjne NDR Info oraz RBB Inforadio, w których mowa prezenterów oraz ich gości zdecydowanie przeważa nad muzyką lecącą w tle. Mój wybór NDR czy RBB był natomiast czysto sentymentalny – zawsze większym uczuciem darzyłem Berlin czy Hamburg i kulturę Niemiec północnych (twórczość Thomasa Manna, Günthera Grassa, zanikający acz nadal żywy Plattdeutsch) niż np. Monachium. Z czysto praktycznego punktu widzenia mogę jednak śmiało powiedzieć, iż pozostałe rozgłośnie regionalne niewiele odbiegają od poziomu prezentowanego przez te wspomniane wyżej przeze mnie. Czy będzie to bawarskie Bayerischer Rundfunk, heskie HR, szwabskie SWR bądź też mające siedzibę w Kolonii WDR – każde z nich posiada szeroko rozbudowaną mediatekę, w której można znaleźć masę ciekawych materiałów audiowizualnych.

Wśród wielu moich znajomych, zarówno osób uczących się niemieckiego bądź nauczycieli tego języka, ogromną popularnością cieszy się z kolei Deutsche Welle, czyli główna stacja „eksportująca" niemiecką myśl medialną za granicę. DW posiada nawet specjalnie spreparowane materiały mające służyć pomocą osobom chcącym opanować język niemiecki na poziomie podstawowym – nigdy z nich nie korzystałem i nigdy nie byłem fanem kontaktu z językiem okrojonym, preferując raczej skok na głęboką wodę, ale jeśli ktoś czuje się bardziej komfortowo z tego typu udogodnieniami, to strona najbardziej znanej w świecie niemieckojęzycznej rozgłośni radiowej daje wam możliwość kontaktu z takim materiałem.

Jak korzystać/uczyć się z gazet i radia?

Pytanie nie jest wcale bezzasadne, bo wiele osób rozpoczynających swoją przygodę z językami obcymi nieraz słyszało o tym, że powinny dużo czytać oraz słuchać. Rzadziej natomiast mówiono im, jak mają czytać i jak słuchać. Nierzadko zdarza się więc, że po pierwszym zderzeniu z materiałem niespreparowanym tj. przygotowanym dla rodzimych użytkowników danego języka osoba początkująca traci jakąkolwiek ochotę do kontaktu z nim, uważając, że nic nie rozumie, mimo że ukończyła kurs, który rzekomo dał jej poziom w okolicach B1/B2. Rzecz w tym, że jest to zjawisko całkiem normalne i im wcześniej się z tym oswoimy tym lepiej. O tym, jak tego dokonać, a następnie wykorzystać materiały dla własnego użytku wspominałem na Woofli zarówno ja (Praca własna z tekstem oraz audio gdy brak podręcznika – część 1, Nauka języka bez podręcznika – część 2 czytanie), jak i Ada (Jak słuchać żeby usłyszeć) oraz Michał (mam tu na myśli przede wszystkim całą serię artykułów o nauce poprzez tłumaczenia) – do naszych tekstów odsyłam więc zainteresowanych. Nie ukrywam, że wymaga to wiele samozaparcia i organizacji pracy, ale naprawdę się opłaca, bo można sobie zaoszczędzić wielu kłopotów, wyjść poza sztampowe czytanki w podręcznikach, a przy okazji uczynić język obcy częścią swojego życia codziennego, co tak naprawdę jest warunkiem jego dobrego opanowania i pod wieloma względami celem samym w sobie (bo jeśli język nie jest Ci potrzebny to po co się go uczyć?).

Podobne artykuły:
Praca własna z tekstem oraz audio gdy brak podręcznika – część 1
Nauka języka bez podręcznika – część 2 czytanie
Jak słuchać żeby usłyszeć
Jak uczyć się w oparciu o tłumaczenie robocze
Jak nie uczyć się języków obcych – część 3 – niemiecki

Brytyjskie portale informacyjne oraz Wikipedia dla początkujących

Untitled 1Język angielski jest – narzuconym nam przez otaczające nas środowisko – globalnym lingua franca. Całkowita liczba mówiących w tym języku, biorąc pod uwagę native speakerów oraz osoby, które ten język nabyły, jest oszacowana na około 1200 milionów. Wynikiem tych liczb jest kolejna liczba przedstawiająca masę stron internetowych, które zawierają najróżniejsze materiały do nauki języka. Niestety, jak każdy wie, co za dużo to nie zdrowo… Materiały te często pozostawiają wiele do życzenia. Dlatego właśnie ten wpis. Jak ostatnio mogliście przeczytać – w artykułach Karola – języka nie trzeba uczyć się z podręczników, a we wpisach, które są nieco starsze, można przejrzeć listę gazet angielskich, którą opublikował także Karol. Celem tego wpisu jest rozszerzenie tej listy i przedstawienie moim zdaniem wartych uwagi stron, na których możemy poprawić nie tylko swoje językowe umiejętności, ale i poczytać o najnowszych wiadomościach ze świata. Continue reading

Nauka języka bez podręcznika, czyli część 2 – czytanie

Autobiograficznie, czyli ja i serbskie słowniki.

Starając się uniknąć błędów popełnionych w przeszłości polegających na zbytnim wydłużaniu odstępów pomiędzy dwoma różnymi częściami jednego cyklu postanowiłem dziś kontynuować to co zacząłem przed kilkoma dniami i natychmiast opublikować dalsze rozważania na temat tego jak pracować z innymi materiałami niż podręczniki oraz jak ich szukać, zwłaszcza w językach, które powszechnie uważane są za niszowe mimo iż, jak się zaraz przekonamy, do niszowości im naprawdę daleko. Tych którzy jeszcze nie przeczytali pierwszej części, w której omówiłem niebezpieczeństwo pracy w oparciu jedynie o podręcznik oraz metodę tłumaczeń plików w formacie mp3 gorąco do tego zachęcam. Poniższy artykuł będzie bowiem kontynuacją wcześniejszych rozważań i zaczniemy od punktu drugiego, jakim jest rozwijanie umiejętności czytania.

Wiele osób uczących się języków obcych nastawia się w dzisiejszych czasach przede wszystkim na umiejętność mówienia jako funkcję nadrzędną w opanowaniu języka. Mówiąc, że ktoś zna język płynnie mamy często przede wszystkim na myśli fakt, iż dana osoba potrafi przeprowadzić z obcokrajowcem zwyczajny small-talk kompletnie ignorując fakt, że nie byłaby jednocześnie w stanie przeczytać w tym języku powieści, nie mówiąc już o napisaniu czegoś ambitniejszego. W efekcie umiejętności czytania w języku obcym poświęca się znacznie mniej uwagi – w szkołach uczniowie mają przeważnie do czynienia jedynie z fragmentami tekstów, które specjalnie nie zachęcają do kontaktu z językiem i słowem pisanym/drukowanym. Czytanie tymczasem ma dwie zasadnicze zalety, z powodu których warto rozważyć jego implementację w codzienny proces nauki języka:
1) jest najlepszym źródłem bardzo zróżnicowanego słownictwa, które w razie potrzeby możemy zapisać (w odróżnieniu np. od języka mówionego, gdzie przeważnie nie ma na to czasu) w celu jego utrwalenia.
2) w większości języków, jakich chcielibyście się uczyć dostęp do tekstów jest znacznie łatwiejszy niż do plików dźwiękowych czy osób, które chcą pomóc obcokrajowcowi nauczyć się ich języka.

Czytać należy zacząć tak szybko jak się da. Nie mówię tu naturalnie o rzucaniu się na powieści – te potrafią osobę na podstawowym poziomie znajomości języka do nauki raczej zniechęcić. Świetnym materiałem na początek jest natomiast Wikipedia. Po pierwsze, język encyklopedyczny, jakim ta się posługuje jest znacznie prostszy niż ten znany nam z powieści, a przy tym niesłychanie powtarzalny – przeczytawszy jeden dłuższy artykuł z danej dziedziny możemy być pewni, że wiele słów, które jeszcze niedawno były dla nas zupełnie nowe, powtórzą się w kolejnym. Po drugie, sami możemy wybrać o czym czytamy. W moim przypadku przeważnie były to zawsze teksty poświęcone historii bądź obecnej sytuacji politycznej danego kraju – tak na marginesie polecam to każdej osobie która woli patrzeć na otaczającą go rzeczywistość trochę szerzej niż poprzez pryzmat tego co podają nam w telewizji – zupełnie inaczej patrzy się na dzieje różnych regionów świata kiedy mamy możliwość o nich czytać w językach docelowych i poznawać różne, często bardzo odmienne od siebie punkty widzenia. Jeśli interesujesz się z kolei piłką nożną łatwiej będzie Ci przeczytać artykuły o klubach piłkarskich bądź biografię któregoś ze swoich idoli z czasów młodości. Jeśli muzyką to bez problemu znajdziesz strony poświęcone najwybitniejszym wykonawcom tworzącym w danym języku. Wymieniać można bez końca. W ostateczności, kiedy już nic innego nie pozostaje, można czytać o samym języku oraz kraju, w którym ten jest używany – jeśli to nas nie interesuje to powinniśmy się natomiast mocno zastanowić, czy danego języka w ogóle warto się uczyć.

Gdy artykuły z Wikipedii na tematy zbieżne z naszymi zainteresowaniami nie sprawiają nam większego problemu możemy przerzucić się na gazety. Ich treść jest bardzo różna, poczynając od czysto informacyjnych wiadomości po felietony, które przeważnie oferują nam znacznie bogatszy język niż suche relacje najnowszych wydarzeń. Czytanie prasy jest zajęciem generalnie poszerzającym naszą wiedzę o świecie – dlaczego więc nie robić tego w języku, którego się właśnie uczymy? Gdzie możemy znaleźć obcojęzyczne gazety? Jeszcze w czasach „Świata Języków Obcych" opublikowałem krótki wpis z linkami do angielskojęzycznych gazet, który o dziwo dostał się nawet do listy 10 najchętniej czytanych artykułów. Oparłem go wtedy na medialnych profilach anglojęzycznych państw znajdujących się na stronie BBC News i nadal uważam, że jest to świetny punkt wyjściowy dla kogoś kto nie wie gdzie znaleźć obcojęzyczną treść.

bbc_albanski

Na stronie BBC znajdziemy linki zarówno do gazet albańskich…

bbc_slowacki

…jak i słowackich.

Dla każdego państwa jesteśmy w stanie znaleźć tam przynajmniej kilka tytułów, które zupełnie wystarczą by zapewnić nam dzienną dawkę kontaktu z pisaną wersją języka. Dobrym pomysłem jest też dodanie profilu określonej gazety do „Ulubionych" na Facebooku bądź Twitterze, dzięki czemu będziemy otrzymywać regularnie powiadomienia o nowych artykułach. A co później? Cóż, najwyższym stopniem czytelniczego rozwoju jest sięganie po literaturę piękną. Pierwsze zderzenie z nią może być dość ciężkie, zwłaszcza jeśli mieliśmy wcześniej znacznie większe doświadczenie z językiem mówionym niż pisanym – do dziś pamiętam moje rozczarowanie kiedy po pierwszym pobycie na Ukrainie myśląc iż mój rosyjski jest na bardzo wysokim poziomie (no bo przecież się bez problemów dogadywałem) sięgnąłem po Dostojewskiego i przeraziła mnie mnogość słów, jakich nie rozumiałem. Z każdą przeczytaną pozycją jest już jednak coraz łatwiej, aż w końcu czyta się prawie z takim samym stopniem zrozumienia i podobną szybkością jak to ma miejsce w przypadku naszego języka ojczystego.

 

Jak się uczyć na podstawie tekstów z powyższych źródeł?
Każdy ma zapewne swoją metodę i zaręczam Wam, że ta poniżej przedstawiona wcale nie jest lepsza od pozostałych jakie gdziekolwiek znajdziecie. Każda metoda ma swoje wady oraz zalety i nie spotkałem nigdy metody uniwersalnej, jaka w równym stopniu wykształca każdą z czterech językowych umiejętności (tj. rozumienie ze słuchu, mówienie, czytanie, pisanie). Ważniejsza od samej metody jest zawsze wytrwałość w jej stosowaniu, regularność z jaką się uczymy i fakt, iż nie jest ona naszym jedynym kontaktem z językiem.

Nietrudno natknąć się w językowej blogosferze na spory ludzi dotyczące tego, czy warto uczyć się rzeczywiście wszystkich słów, czy może ograniczyć się jedynie do tych rzeczywiście potrzebnych w codziennej komunikacji. Osobiście mam bardzo podzielone zdanie – ciężko nie przyznać racji tezie, iż niektóre słowa są bardziej przydatne i bez nich ciężko mówic o jakiejkolwiek komunikacji, ale z drugiej strony w procesie samodzielnej nauki i samodzielnego doboru tekstów niemal wszystkie słowa spotykamy niejako z własnej woli, są one częścią naszego świata, co czyni je wartymi poznania na przyszłość zgodnie z zasadą, że jeśli coś już raz zobaczyliśmy to jest bardziej prawdopodobne iż ujrzymy to po raz drugi. Ten wewnętrzny konflikt oraz zamiłowanie do mierzenia postępu w statystykach (wspomnijmy tu chociażby wykres dotyczący faktycznego użycia języka z artykułu „Ilu języków tak naprawdę potrzebujesz?" – graficzne mierzenie swoich postępów w rozmaitych dziedzinach wiedzy byłoby zresztą dobrym tematem na odrębny artykuł) spowodowały, że dla każdego języka, w jakim próbuję czytać założyłem zeszyt, do którego spisuję zdania zawierające słowa, struktury, powiedzenia, których nie znam. Nie same słowa, a właśnie całe zdania. Każde z nich staram się przy wpisywaniu również rozebrać pod względem gramatycznym, notując na boku ewentualne uwagi co do środków w nich zastosowanych. Operacja trwa wtedy naturalnie znacznie dłużej, ale już na łamach Woofli zdarzało mi się wspomnieć, iż słowo pozbawione kontekstu bardzo często ma bardzo nieokreślone znaczenie – użyte natomiast w zdaniu nabiera kolorytu i dodatkowo jest łatwiejsze do zapamiętania. Każdemu zdaniu jest też przyporządkowany numer, z którym jest ono wpisywane do programu Anki oraz dzienna data, która pozwala mi dane zdanie lepiej umiejscowić w czasie i nadaje moim zeszytom cech dość osobliwego pamiętnika. Z każdą pozycją wiążą się bowiem inne wspomnienia – fakt również mający niebagatelny wpływ na zapamiętanie danego słowa tudzież sentencji.

Zbliżając się do końca artykułu warto podsumować najważniejsze zasady czytania w języku obcym:
a) zacznij czytać tak wcześnie jak to możliwe – w każdym języku indoeuropejskim jest to możliwe (w różnym stopniu oczywiście) od pierwszego dnia nauki. Z językami bardziej egzotycznymi jest, z uwagi na niewielkie podobieństwa gramatyczno-leksykalne, znacznie trudniej, aczkolwiek warto się przemóc, chociażby po to, żeby nie przeżyć punktu plateau opisanego w pierwszej części naszego cyklu.
b) czytaj to co Cię rzeczywiście interesuje – dla mnie ostatnio obok przerabiania książki do arabskiego normą stało się codzienne przekopywanie przez artykuł z Wikipedii o kalifacie Umajjadów. W każdym języku można znaleźć coś ciekawszego niż czytanki z podręczników, co dodatkowo ma szansę poszerzyć naszą wiedzę o świecie.
c) czytaj coraz trudniejsze teksty – mam tu na myśli stopniowe podwyższanie sobie poprzeczki, przedstawione przeze mnie przykładowo w formie Wikipedia->gazety->literatura, choć jestem świadom, iż nie dla każdego proces ten musi wyglądać tak samo. Ważne jest jednak, by być świadom tego, że rozwój przeważnie osiągamy robiąc rzeczy, które przychodzą nam z trudem. Podobnie jak ciągłe granie „Wlazł kotek na płotek" nie zrobi z nas wirtuoza gitary, tak ciągłe czytanie czegoś co nie sprawia nam kłopotów nie spowoduje postępów w rozumieniu języka obcego. Dlatego warto podnosić stale poprzeczkę i czytać rzeczy coraz trudniejsze, napisane bogatszym językiem, poruszające niektóre tematy znacznie dogłębniej. Tyczy się zresztą każdej dziedziny wiedzy, nie tylko nauki języków obcych.
d) bądź wytrwały i konsekwentny – to co dziś wydaje się bardzo trudne po roku stanie się dla Ciebie chlebem powszednim, czymś co będziesz w stanie rozgryźć w ciągu 5 minut. Jeśli tylko w pewnym momencie nie spasujesz.

Zdaję sobie sprawę z tego, że artykuł nie wyczerpuje całego tematu nauki języka obcego poprzez czytanie. Gdyby pojawiły się jakiekolwiek pytania dotyczące wyżej opisanego procesu z wielką chęcią na nie odpowiem – w komentarzach, lub, jeśli szczegółowość tematu tego będzie wymagać, w osobnym wpisie.

Podobne artykuły:
Praca własna z tekstem oraz audio gdy brak podręcznika – część 1
Ilu języków warto się uczyć jednocześnie?
Dlaczego warto sporządzać tłumaczenia robocze obcojęzycznych tekstów?
Jak się nauczyć rosyjskiego?
Jak się nauczyć cyrylicy w 2 dni?

Praca własna z tekstem oraz audio, gdy brak podręcznika – część 1

Praca z tekstemParę dni temu znalazł się na Woofli pod wpisem o dominikańskiej literaturze bardzo konkretny komentarz, którego treść przytoczę jako wstęp do naszego artykułu:
(…) chciałbym nauczyć się dobrze słowackiego z naciskiem na słownictwo górskie/taternickie/wspinaczkowe. Niewiele jest z tego co widziałem materiałów do nauki. Choć „pozorna” łatwość języka dla Polaka pewne sprawy ułatwia, jednak jakbyś kiedyś opisał swoje wypracowane metody nauki byłoby super.
Dodam, że z pewnych względów (limitowany internet i ogólna niechęć do czatów, skype’ów) chciałbym maksymalnie oprzeć się (chociażby w początkowym etapie) na pracy własnej z tekstem i audio. Z tekstem rozumianym nie jako dedykowany podręcznik a raczej autentyczne fragmenty tekstu w interesujących mnie dziedzinach. Wskazówki jak ćwiczyć wymowę nie mając zbyt dużych zasobów audio (a jak już to bez transkrypcji tekstu) byłyby również bardzo pomocne.

Początkowo odpowiedź miała dotyczyć jedynie języka słowackiego i być możliwie krótka, ale liczba rzeczy i metod, o jakich chciałbym wspomnieć jest na tyle spora, że ciężko ograniczyć się tu do jednego artykułu. Zaczynamy więc kolejny cykl – zasady w nim przedstawione będą bardzo ogólne i pomocne do pracy nad każdym językiem, zwłaszcza tym, który jest w jakimś stopniu podobny do języka, którym już w pewnym stopniu władamy.

O ile znalezienie materiałów do nauki angielskiego czy niemieckiego nie sprawia przeciętnemu Kowalskiemu problemów (mamy tu raczej problem związany z przesyceniem rynku wydawniczego pozycjami często wątpliwej jakości), o tyle ciężko wyśledzić na półkach sklepów cokolwiek poświęconego nauce języka słowackiego. To co na pierwszy rzut oka zdaje się nam być jednak barierą nie do przejścia może mieć paradoksalnie swoje dobre strony i od początku nauczy nas właściwego podejścia do języka, który chcemy opanować. Przeważnie proces nauki wygląda bowiem następująco:

P9170668Mirek kupuje podręcznik do nauki francuskiego dla początkujących z płytami CD, jest nastawiony do języka bardzo pozytywnie i decyduje się codziennie poświęcać mu przynajmniej godzinę dziennie. W drugim miesiącu przydarzy się Mirkowi kilka dni, w których nie będzie miał możliwości by zająć się swoim nowym językiem – pojedzie w delegację, na wesele, będzie miał sesję – powodów, dla których nie mamy czasu na realizację ambitnych celów jest mnóstwo. Po tych kilku dniach nasz bohater powróci do swojego podręcznika i zauważy, że coś mu umknęło, co spowoduje powrót w przeszłość. Mimo przeciwieństw losu po kilku miesiącach Mirkowi uda się skończyć podręcznik i znajdzie się w punkcie X, w którym musi zadecydować co dalej z językiem robić. Jeśli do tego czasu nie miał on żadnego kontaktu z językiem żywym tzn. chociażby z francuskojęzycznym radiem, gazetami, telewizją, stronami internetowymi prawdopodobnie będzie to dla niego z wielu względów niesłychanie trudny moment, gdyż stanie przed zadaniem przejęcia kontrolę nad procesem nauki, którym wcześniej kierował podręcznik. Wiele osób w tym momencie rezygnuje stwierdzając, że oni jeszcze nie są gotowi na zetknięcie ze światem zewnętrznym, bo nie opanowali materiału z podręcznika wystarczająco dobrze.

Artykuł nie ma na celu zdeprecjonowania podręczników. Kto czytał pozostałe wpisy wie, że jestem gorącym zwolennikiem materiałów dydaktycznych, sam posiadam całkiem pokaźną kolekcję książek do języków, których nigdy nie zacząłem się uczyć i uważam, że w ogromnej mierze są one potrzebne do tego, by nauczyć nas podstawowych zasad gramatycznych oraz słownictwa. Podręczniki mają jednak jedną zasadniczą wadę, która może bardzo negatywnie odbić się na naszym procesie nauki (w pewnym sensie dotyczy to również innych dziedzin wiedzy), mianowicie absolutnie nie przygotowują nas one do nadejścia momentu kiedy ich zabraknie. Bardzo często osoba kończy jakiś kurs, znajduje się we wspomnianym wyżej punkcie X i nie potrafi znaleźć odpowiedzi na pytanie „co dalej?". Przez 100 dni potrafiła poświęcać na podręcznik godzinę dziennie, ale absolutnie nie ma pomysłu co zrobić z językiem gdy podręcznika zabraknie. Nierzadko stwierdza taki ktoś, że nie posiada jeszcze właściwej wiedzy, aby sięgnąć po takie materiały jak gazety czy serwisy internetowe i stara się znajdywać wymówki w stylu „muszę poprawić się w tym, w tym, w tym…" – proces wyliczania można ciągnąć w nieskonczoność. Im dłużej powyższy problem pozostanie nierozwiązany tym większe prawdopodobieństwo, że cały wielomiesięczny proces nauki pójdzie na marne. A straconego czasu szkoda. Pieniędzy też.

Ciężki dostęp do materiałów dydaktycznych powoduje, że od samego początku musimy sobie jakoś radzić z tym co jest dostępne poza półkami sklepowymi. Będzie na pewno trudniej, ale będzie też ciekawiej. Rzadziej poprowadzi nas ktoś za rękę, ale znacznie częściej będziemy czuć radość z tego powodu, że sami odkryliśmy coś co dotychczas było dla nas czymś kompletnie niezrozumiałym. Nie przeżyjemy punktu X, bo ten będziemy mieć dawno za sobą, a do każdego wyzwania podejdziemy raczej z nastawieniem, iż wszystko jest wykonalne niż z obawą, czy damy mu radę podołać. Jednemu z największych wyzwań musimy bowiem stawić czoła już na samym początku – trzeba dokonać selekcji materiału, który będzie nam służył do nauki. To zadanie, przynajmniej w przypadku języka takiego jak słowacki – nie jest wcale takie trudne. Dlaczego? Bo mamy dostęp przynajmniej do kilku rzeczy, które w ogromnym stopniu pomagają nam obyć się z językiem:

1.Rozmówki lub kursy pozwalające nam przećwiczyć podstawowe konwersacje
goetheverlagŻeby daleko nie szukać wspomnę tutaj o czymś, co pojawiło się już raz na łamach „Świata Języków Obcych", czyli o rozmówkach w 50 językach ze strony http://www.goethe-verlag.com/book2 . Do samego serwisu można mieć wiele zastrzeżeń, ale mając wiedzę niemal zerową ciężko o lepszy prezent niż ponad tysiąc podstawowych zdań konwersacyjnych z załączonym słownikiem obrazkowym z objaśnieniem 1946 słów. Czy to nas nauczy języka? Na pewno nie, ale z pewnością pozwoli nam zaznajomić się z podstawami komunikacji, wymową oraz pismem.

Z doświadczenia mogę powiedzieć, że niewiele znam lepszych ćwiczeń konwersacyjnych niż praca z nagraniami mp3 w formacie podobnym do tych oferowanych przez „Book2. Przyjmijmy, że ściągnęliśmy zestaw polsko-słowacki. Otwieramy lekcję 60 („W banku / V banke"), w której najpierw słyszymy polskie zdanie „Chciałbym otworzyć konto.", później natomiast jego słowacki odpowiednik „Chcel by som si otvoriť účet.". Moja praca z takim plikiem wygląda następująco: a) słucham polskiego zdania; b) zatrzymuję nagranie i staram się w tym czasie podać, koniecznie na głos, tłumaczenie na język słowacki; c) słucham słowackiego zdania starając się przede wszystkim dostrzec jakie błędy popełniłem w tłumaczeniu oraz w mojej wymowie; d) mechanizm ten powtarzam aż do końca lekcji; e) jeśli zrobiłem wszystko bezbłędnie mogę przejść do następnej, jeśli natomiast popełniłem chociażby jeden błąd to powtarzam całą lekcję od nowa – tak naprawdę im częściej dane zdanie powtórzymy, tym lepiej je zapamiętamy. A im lepiej zapamiętamy podstawy, tym łatwiej będzie nam w następnym etapie nauki. Przypomniała mi się tu maksyma Bruce'a Lee, który powiedział kiedyś: „I fear not the man who has practiced 10000 kicks once, but I fear the man who has practiced one kick 10000 times." Warto zwrócić uwagę na to jak wiele ma ona wspólnego z nauką języka.

Jak każda, ma ona swoje wady i zalety, o których kiedyś może szerzej napiszę, ale osobiście nigdy jeszcze nie odkryłem czegoś co w krótszym czasie byłoby mnie w stanie nauczyć podstaw konwersacji bez pomocy drugiej osoby. Przede wszystkim w taki sposób zacząłem jeszcze przed studiami uczyć się rosyjskiego (acz z innych, lepszych materiałów) i jadąc po raz pierwszy w życiu za wschodnią granicę byłem w pełni gotowy do akcji. Dalszy rozwój był już tylko kwestią czasu i praktycznego użycia języka (o tym będzie m.in. w następnym artykule). Kilkanaście lekcji z tłumaczeniami rosyjsko-estońskimi z Book2 przerobiłem natomiast w zeszłym roku tuż przed wyjazdem do Estonii – ciężko było oczekiwać, iż będę mówić lub czytać w tym języku. Była to jednak dawka pozwalająca już dostrzec pewne zasady kierujące estońskim (wyczytywanie słów z kontekstu itp.) i umożliwiająca użycie go w podstawowych sytuacjach co na ogół spotykało się z bardzo miłym przyjęciem. Przy okazji mogłem też przekonać się na własnej skórze, iż lepiej ludzi żegnać słowem Nägemiseni! (lub po prostu nägemist!) niż Hüvasti! choć dwa były podane w kursie prawie jako synonimy. I tutaj nasuwa się również ciekawe spostrzeżenie – nawet jeśli w jakimś kursie jest błąd to życie prędzej czy później go zweryfikuje. Im błąd ten będzie większy, tym lepiej zapamiętamy poprawne rozwiązanie. Często nawet utrwali nam się ono w głowie bardziej niż gdyby było z początku poprawnie podane w podręczniku. Przyznaję, że „Book2" jest kursem fatalnym w swojej prostocie, pozbawionym opisów gramatycznym, ale jego forma pozwala na wdrożenie podstawowych struktur, których płynne opanowanie zwłaszcza na początkowym poziomie znajomości języka jest ważniejsze niż liczba słów jaką posiadamy w swoim arsenale czy hiperpoprawność gramtyczna.

Myli się też ten kto twierdzi, że tylko z jednego źródła można się języka nauczyć. Nie można. Dlatego już teraz zapraszam na drugą część tego artykułu, która ukaże się we wtorek 20-go stycznia.

Podobne artykuły:
Myśl samodzielnie i nie patrz na innych, czyli krytyka poliglotów
Ile języków tak naprawdę potrzebujesz?
Jak się nauczyć rosyjskiego?
Ilu języków warto się uczyć jednocześnie?
Gold List, podręczniki do serbskiego oraz konwersacje w 50 językach

Jak szybko można zapomnieć? Historia oparta na faktach!

Untitled 1          Języki obce stały się moją pasją zaraz po odkryciu i przeczytaniu kilku notek na blogu Karola już dobre kilka lat temu. Przez całe te lata bardziej rozwijałem swoją wiedzę o strukturach, historii i budowie języków, niż je poznawałem. Mimo tego na dobrą drogę wprowadziłem swój język angielski, który jest dla mnie w tej chwili najważniejszy. Posługuję się nim w pracy, studiuję na angielskiej uczelni, czytam w większości literaturę po angielsku, oglądam tylko i wyłącznie angielską telewizję… Mógłbym wymieniać tak w nieskończoność! Mówiąc krótko, angielski stał się językiem, którego używam w 80%. W swojej historii językowej mógłbym także mówić o hiszpańskim, stojącym u mnie na poziomie turysty, który chce zamówić obiad czy taksówkę, szwedzkim będącym moim niespełnionym marzeniem, esperanto, które było dla mnie czymś ciekawym, a tym samym zagadkowym oraz… niemieckim, który mimo niskich ocen w liceum był moim głównym językiem z pięcioma godzinami lekcyjnymi w planie. Był to język, któremu poświęcałem więcej czasu niż angielskiemu, jako że Pani S. tylko czekała na to, żeby nam się noga podwinęła. Codzienne odpytywania z ostatniej lekcji- i to każdego ucznia, a nie jednego, jak to zazwyczaj bywa- stały się zgrozą przed, którą każdy uciekał jak się dało. Strach dał nam tyle, że każdy z nas wyszedł z liceum z całkiem niezłym poziomem tego języka. Niektórzy odetchnęli jako, że nasz koszmar się zakończył, niektórzy poszli na filologię niemiecką. Ja niestety należałem do tych pierwszych. Mimo, że Pani S. mówiła „Zobaczysz, że w Anglii niemiecki Ci się przyda!” wyśmiewałem ją, a ona i tak nie dawała mi spokoju, a przecież „niemieckiego na maturze nie zdawałem”.

Szoku doznałem we wrześniu, kiedy rozpocząłem studia, a wykładowcy zaczęli opowiadać nam więcej co przez te lata będziemy robić. Jeden z nich powiedział „Jak pewnie wiecie, są dwa rodzaje waszego kierunku”. Pojawiła się chwila zastanowienia… „Naprawdę?”, „Pierwsza nazwa to „Hospitality Management”, druga „International Hospitality Management””. Wy jesteście tą drugą oczywiście. Wyróżnia was to, że po tych 4 latach, jeżeli dacie także coś z siebie, wyjdziecie z uczelni ze znajomością dwóch języków obcych. Studentów międzynarodowych pocieszę, że będziecie wtedy znali 4 języki”. Pojęcie „znali” było dla mnie oczywiście empiryczne, więc porozmawiałem z ludźmi z ostatniego roku, którzy przyznali mi, że lektorzy języków są wymagający i naprawdę chcą nas czegoś nauczyć. Z jednej strony bardzo się ucieszyłem, z drugiej nie, ponieważ uczelnia bierze pod uwagę, że jeden z tych języków znamy już przynajmniej na poziomie komunikatywnym. Co to oznacza? Hiszpański? Nie. Niemiecki.
Następna myśl? Co pamiętam? Niestety, chyba niewiele. Ilość zapomnianego materiału przez okres 2 lat bez nauki danego języka szczerze mnie przeraził. Chciałem, napisać jakieś krótkie opowiadanie, coś o sobie, nic trudnego. Z wielkim żalem skończyłem pisać na poziomie „Ich komme aus Polen”. Poza tym, pamiętam tylko kilka zasad gramatycznych, kilka fraz i słówek, wszystko jednak pokryte jest grubą warstwą kurzu. W ruch poszła niemiecka Wikipedia oraz niemieckie gazety! Podróże po niemieckim intrenecie skończyły się zadziwiająco szybko… poszukiwaniem materiałów do nauki tego języka.

Dzięki temu zacząłem czytać o zapominaniu i zauważyłem, że jest to czynnik naszego umysłu, który jest szczegółowo badany przez naukowców. Szczególnie zainteresowałem się pozycją Hermanna Ebbinghausa w tej sprawie. Mimo, iż jego badania były i są kontrowersyjne jako, że dotyczyły tylko i wyłącznie pamięci deklaratywnej- pamięci, z której dane łatwo nam przychodzą (jest to typ pamięci długotrwałej)- zainteresował mnie on swoim wynalazkiem, którym jest Krzywa Zapominania.

Ebbinghaus_forgetting_Curve_PL.svg     Przedstawia ona zależność między ilością materiału a upływem czasu. Okazało się, że już po krótkim okresie zapominamy to czego- jak sami twierdzimy- nauczyliśmy się. Krzywa pokazuje, że wraz z upływem czasu, z naszej pamięci, w szybkim tempie uciekają materiały, które przerobiliśmy i spróbowaliśmy zapamiętać. Po stworzeniu pierwszej krzywej niemiecki naukowiec wpadł na kolejny pomysł, który dał początek systemowi nauki rozłożonej w czasie. Stworzył on kolejny model, który przedstawia krzywe zapominania po kolejnych przypomnieniach.

250px-Forgetting_Curve_PL.svg

Interpretacje tych dwóch, przedstawionych wyżej krzywych oraz mojej historii pozostawiam Wam samym. Ja, może naiwnie, wziąłem sobie do serca to co przedstawił psycholog i z pewnością będę pamiętał wszystko co przestudiowałem w publikacjach o nim.

Na koniec ciekawostka:

zapamietywanie+1

Pozdrawiam!

P.S. Jak już przeczytaliście, muszę wziąć się za swój niemiecki, dlatego mam pytanie do osób znających ten język: jakie materiały byście mi polecili? Woofla to chyba najbardziej odpowiednie miejsce na takiego typu pytania.

Jak się nauczyć rosyjskiego?

W ciągu ostatnich dni otrzymałem kilka maili z zapytaniem o najlepszy podręcznik do nauki języka rosyjskiego. Skłamałbym jeśli bym powiedział, że potrafię podać jednoznaczną odpowiedź, bo moja wiedza na temat dzisiejszego rynku podręczników do tego języka jest dość ograniczona. Jednak w związku z zapotrzebowaniem na tego rodzaju odpowiedź postaram się opisać moje spostrzeżenia na ten temat tak zwięźle, jak to możliwe i przy okazji podać kilka innych źródeł, które uważam za niezbędne do nauki języka rosyjskiego.

Jak już wspomniałem ponad 2 lata temu (swoją drogą czas płynie strasznie szybko) rosyjskiego zacząłem się uczyć przy pomocy kursu ESKK. Co miesiąc przychodziły zeszyty z tekstami oraz kasety (łącznie ok. 20h nagrań, co było i chyba nadal jest ewenementem na polskim rynku) i spędzając nad nimi kilkanaście minut dziennie można było opanować podstawy tego języka. Samego kursu jednak nie poleciłbym początkującym osobom przynajmniej z dwóch powodów. Po pierwsze, jest strasznie drogi – opłata za całość kursu mieści się w granicach 1000 złotych. Kiedyś powiedziałem, że przy nauce języków nie należy specjalnie oszczędzać, ale nie równało się to szastaniu pieniędzmi na lewo i prawo. Można zakupić coś znacznie tańszego, a swój majątek przeznaczyć na naprawdę dobre słowniki lub na wyjazd za naszą wschodnią granicę. Po drugie, podręcznik nie był wolny od błędów w podstawowych konstrukcjach zdaniowych takich jak Я учусь русского языка, co jest oczywistym polonizmem. Poprawna wersja brzmi oczywiście Я учу/изучаю русский язык, rzadziej Я учусь русскому языку.

Na studiach korzystaliśmy z całej serii Новые встречи, która była jednak zaledwie uzupełnieniem tego co robiliśmy na co dzień z językiem rosyjskim. Ciężko mi powiedzieć jak wyglądałaby samodzielna nauka od podstaw – z jednej strony podręcznik sprawiał wrażenie usystematyzowanego, ale z drugiej styl tekstów w nim zawartych bywał momentami dość irytujący. Teraz z nutką tęsknoty wspominam wiersze o psie, jakiego Jura przygarnął do domu, ale kilka lat temu strasznie mnie to irytowało. Wypada jednak dodać, iż znam przynajmniej dwie osoby, które po przejściu przez tą serię zdały całkiem przyzwoicie egzamin z rosyjskiego na poziomie B2, mimo że były na tle naszej grupy całkiem przeciętne. Jeśli więc twoim celem jest zdobycie takiego certyfikatu to niewykluczone, iż Новые встречи w tym pomogą.

Trzecią opcją dostępną na rynku są wszędobylskie obecnie podręczniki Edgarda. Nie chciałbym wygłaszać tutaj krzywdzących, całkowicie subiektywnych opinii, bo książki tego wydawnictwa do nauki rosyjskiego nie widziałem. Miałem jedynie okazję przejrzeć publikacje do nauki innych języków i odnosiłem wrażenie, że więcej mają one wspólnego z rozbudowanymi rozmówkami niż kompleksowym programem do nauki języka obcego. Na temat programów w stylu Profesor Henry (jego wersja do rosyjskiego nazywa się bodajże Profesor Borys) nie chciałbym się wypowiadać, bo nigdy ich nie używałem. Zawsze jednak mając do wyboru coś względnie drogiego i coś darmowego staram się przynajmniej sprawdzić tę drugą opcję. Dlatego też zanim zdecydujesz się na drogie SRS-y stwórz swoją talię w darmowym programie Anki i następnie zastanów się, czy czegoś więcej Tobie w tym względzie do szczęścia potrzeba. Mi i wielu innym osobom Anki pomogło w stopniu dość znacznym.

Czwartym i ostatnim wyjściem, jakie chciałbym omówić, jest stara seria wydawana swojego czasu przez Wiedzę Powszechną. Osobiście zawsze byłem miłośnikiem książek z WP, uważałem, że każda z nich jest napisana w sposób przemyślany, podaje informacje w sposób bardzo przejrzysty, a każda jednostka lekcyjna ma optymalną objętość. To właśnie z publikacji tego wydawnictwa zaczynałem swoją przygodę z językiem serbskim oraz niemieckim. W ciągu ostatnich lat udało mi się zdobyć dwie pozycje z Wiedzy Powszechnej, które śmiało mógłbym polecić osobom chcącym poznać podstawy rosyjskiego. Pierwsza z nich to „Mówimy po rosyjsku" autorstwa D. Wasilewskiej, S. Karolaka i M. Jaworowskiego. Książka ta jest przeznaczona dla osób nie mających wcześniej do czynienia z językiem rosyjskim. Drugim podręcznikiem, przeznaczonym już dla osób zaawansowanych, jest „Побеседуйте с нами", który niegdyś otrzymałem w prezencie od jednego z czytelników, za co jestem mu bardzo wdzięczny.

Jedynym dośc sporym minusem tych książek jest fakt, iż ciężko znaleźć do nich kasety, z którymi niegdyś były wydawane i które w zamyśle autorów stanowiły niezbędne uzupełnienie słowa pisanego. Tu jednak z pomocą przychodzą wszelkiego rodzaju rozgłośnie radiowe, których możemy słuchać na okrągło i w ten sposób osłuchiwać się z poprawną wymową. Szczególnie jedna z nich jest moim zdaniem warta polecenia wszystkim osobom, które są zainteresowane nie tylko językiem rosyjskim, ale także wszelkimi tematami z Rosją związanymi. Mówię tu o Radiu Majak (http://www.radiomayak.ru/ bądź http://www.youtube.com/user/mayaktv ).  Ogromną zaletą audycji tej rozgłośni jest fakt, że blisko 80% czasu antenowego zabierają wywiady z bardziej lub mniej znanymi Rosjanami ze świata polityki, kultury, sportu itp., co daje możliwość posłuchania żywego języka, znacznie różniącego się od tego z wiadomości, a jednocześnie bardziej zrozumiałego dla początkującego słuchacza i mniej obfitującego w kolokwializmy niż język niektórych filmów fabularnych. Te ostatnie zaś, dzięki specyficznemu podejściu do praw autorskich w krajach byłego ZSRR, bez problemu znajdziecie na youtube. Ze swojej strony mogę polecić następujące tytuły: Брат, Кин-Дза-Дза, Кавказский пленник, Урга, Утомленные солнцем czy Груз-200

Język rosyjski jest na tyle podobny do polskiego, że po względnym opanowaniu podstaw cyrylicy można zacząć czytać rosyjskie gazety takie jak Izwiestija – www.izvestia.ru czy Kommiersant – www.kommersant.ru . Można też zacząć czytać artykuły w rosyjskiej wikipedii, która w ciągu ostatniego roku przegoniła polskojęzyczną wersję, a niektóre artykuły stoją na naprawdę wysokim poziomie i zawierają całą masę odnośników do prac naukowych, do których dostęp w runecie jest również bardzo szeroki. W przyszłości, kiedy artykuły na interesujące nas tematy będą mało wymagającym wyzwaniem polecam wziąć się za rosyjską literaturę. Pierwsza przeczytana książka będzie zapewne sporym wyzwaniem, ale z każdą kolejną ilość rzeczy, jakie są nas w stanie zaskoczyć będzie malała. Szczególnie godnym polecenia jest przeczytanie kolejnych dzieł tego samego autora, co pozwala na pozostanie przez dłuższy czas w obrębie jednego stylu, charakterystycznego dla tego właśnie pisarza. Dla początkującego czytelnika jest to znaczne ułatwienie.

Nie zapominajmy też o czysto ludzkim czynniku nauki języka rosyjskiego. Każdy, kto bardziej zagłębił się w jego świat przyznaje, że Rosjanie są ludźmi bardzo otwartymi i skorymi do pomocy, a sama Rosja i inne kraje byłego ZSRR, z jednej strony znacznie bliższe nam kulturowo niż chociażby Bliski Wschód, tworzą zupełnie odrębną przestrzeń społeczno-kulturową pełną interesujących miejsc i ludzi, której odwiedzenie staje się niezapomnianym przeżyciem. Dlatego też jeśli do tego co wyżej opisałem dodasz jeszcze częste wyjazdy za naszą wschodnią granicę oraz stały kontakt z użytkownikami tego języka, to nie widzę absolutnie żadnych przeciwwskazań, żeby tego języka nie opanować. Bo, jak już kiedyś wspomniałem, jest on dla Polaka relatywnie prosty.

Naturalnie powyższe porady zupełnie nie wyczerpują tematu nauki języka rosyjskiego, a poprzez nie absolutnie nie aspiruję do bycia alfą i omegą w tej kwestii. Dlatego jak zwykle jestem otwarty na wszelkie komentarze ze strony czytelników, które, mam nadzieję, pomogą w tak samym stopniu jak ten artykuł wszystkim osobom pragnącym zgłębić tajniki mowy naszych sąsiadów.

Podobne posty:
Czy i kiedy opłaca uczyć się ukraińskiego?
Jakie materiały warto czytać?
Przewodnik po różnych rodzajach cyrylicy – języki słowiańskie
Jak (nie) uczyć się języków obcych – część 2 – rosyjski
Jak nauczyć się cyrylicy w 2 dni?

Jakie materiały warto czytać?

W życiu każdego człowieka nadchodzą czasem takie chwile, w których musi przyznać, że zmarnował czas, który mógł wykorzystać znacznie lepiej. Grunt to wyciągnąć z tego odpowiednie wnioski i coś zacząć zmieniać. Oto więc powracam po czterodniowej przerwie z nowym postem, tym razem będącym rozliczeniem z samym sobą oraz moim lenistwem i mam nadzieję, że również wy wiele z niego wyciągniecie. Bo przede wszystkim będzie chodziło o wybór dobrych materiałów tekstowych.

Otóż natrafiła mi się nielicha okazja – dwa dni wolne od zajęć na uniwersytecie. Dawało to ogromną ilość godzin, które obiecałem sobie spędzić na nauce języków i innych rzeczach, na których mi powinno zależeć. I z jednej strony to się udawało – średnio spędziłem każdego dnia po 7-8 godzin będąc kompletnie odciętym od rodzimego języka. Ktoś mógłby pomyśleć, że można być z takiego czegoś dumnym – problem jednak w tym, że jakość materiału z jakim miałem do czynienia miała niewielką wartość pod względem nauki. Podobnie niewielkiej jakości było moje podejście.

Mój czas w większości poświęciłem na czytanie następujących rzeczy: forum how-to-learn-any-language, forum unilang, przeleciałem od niechcenia przez żywoty wszystkich królów wizygockich po angielskiej wikipedii, po czym przeglądałem sobie „Grammar of the Gothic language" Joshepha Wrighta, gazety Коммерсантъ oraz Известия, następnie obejrzałem kilka godzin filmów zamieszczanych przez różnych lepszych i gorszych poliglotów z całego świata, z których w sumie wiele nowego nie wyniosłem. Dodatkowo obiecałem sobie, że będę każde zdanie, którego nie będę chociażby w stanie szybko przelecieć z pełnym zrozumieniem będę zapisywać i ewentualnie wstawiać do Anki lub spisywać w moich odrębnych zeszytach, w których spisuję takie rzeczy po angielsku i po rosyjsku, a następnie analizuję pod względem leksykalnym i gramatycznym. W praktyce wyglądało to tak, że nawet jeśli coś znajdywałem to bardzo rzadko chciało mi się to spisać, bo stwierdzałem coś w stylu: „A tam, jeszcze mam sporo czasu, to się tych rzeczy nazbiera". No i się w efekcie nie nazbierało, bo potem moja dziewczyna wracała do domu, co znacznie zmniejszało możliwości intensywnej nauki. Efekt mojej nauki był więc niewielki.


Dlaczego jednak tak narzekam na jakość stron jakie czytałem? Bo w znacznej większości wypadków doskonale rozumiałem to co czytam bądź czego słucham. Słownictwo z zakresu historii, polityki czy językoznawstwa jest mi na tyle znane, że o ile samo czytanie sprawia mi ogromną przyjemność, o tyle niewiele z tego wynoszę pod względem językowym. Dlatego postanowiłem, zresztą za radą mojej nowo poznanej znajomej z Rosji, przerzucić się na penetrowanie i udzielanie się na różnorakich forach internetowych o tematyce ogólnej i mieć nadzieję, że to pomoże powiększyć zasób słownictwa.

Reasumując: moim zdaniem dobry materiał do uczenia się języka to taki, w którym mniej więcej 5-10% rzeczy jest nowych. W którym co chwilę jesteś wstanie wychwycić coś nieznanego. Bo czytając non-stop o dziedzinach tobie znanych masz radość z tego, że są zaspokajane twoje zainteresowania, ale z drugiej strony stoisz w miejscu jeśli chodzi o język. Dlatego czasem warto poczytać np. o tym co kto dziś jadł na obiad, albo jaki miał sen – w dłuższej perspektywie da to pewnie znacznie więcej niż przeczytanie analizy koniugacji gockich  czasowników bądź kolejnego artykułu o merze Moskwy.

A tak poza tym to nie są to jedyne wnioski jakie wyciągnąłem z ostatnich kilku dni, ale na te inne przyjdzie czas wkrótce.
Podobne posty:
5 rzeczy jakich nauczyła mnie nauka czeskiego
Co przyjdzie z słuchania radia przez godzinę dziennie
Jak mi pomogła czeska wikipedia
Jak efektywnie uczyć się słówek?
Czy 1000 słów i 70% rozumienia to dużo?

Angielskie gazety – linki

Flaga UKWe wcześniejszym poscie wspomniałem o tym, że wiele daje czytanie chociażby gazet w obcym języku. Umieściłem tam link do „The Times", co okazało się jednak błędem z uwagi na konieczność płacenia za dostęp do artykułów. Ja w pieniądzach nie pływam, Ty zapewne też nie, więc postanowiłem dorzucić linki do najpoczytniejszych brytyjskich i amerykańskich gazet, w których przynajmniej na dzień dzisiejszy treść w dużej mierze jest bezpłatna (linki do gazet w innych językach będę z czasem również dodawał):

WIELKA BRYTANIA
The Daily Telegraph – http://www.telegraph.co.uk/

The Guardian – http://www.guardian.co.uk/

The Independent – http://www.independent.co.uk

The Scotsman – http://thescotsman.scotsman.com/ – ze Szkocji

Wales Online – http://www.walesonline.co.uk/ – z Walii

USA
The New York Times – http://www.nytimes.com/

The Boston Globe – http://www.boston.com/bostonglobe/

Los Angeles Times – http://www.latimes.com/

The Washington Post – http://www.washingtonpost.com/

Pamiętaj, jeśli się uczysz języka obcego, to staraj się w nim jak najwięcej czytać. To, że umieściłem tu linki do gazet nie znaczy, że masz się zająć akurat nimi – zawsze byłem zdania, że nie warto czytać po angielsku tego czego nie miałbym ochoty przeczytać po polsku (to powoduje zanik motywacji). Uważam jednak, że gazety są świetnym materiałem wyjściowym, bo:
1. codziennie pojawia się na nich ogromna ilość artykułów o bardzo zróżnicowanej tematyce od polityki po sport
2. język jakimi są napisane nie należy do najtrudniejszych – na początku może się wydać dość trudny w porównaniu do czytanek jakie pojawiają się w podręcznikach, bo pojawiają się niespotykane wcześniej słowa. W rzeczywistości jednak znacznie łatwiej jest czytać gazetę w obcym języku niż jakiekolwiek opowiadanie. Im więcej będziesz czytał, tym częściej dane słowa będą się powtarzać – tym łatwiej będzie też je zapamiętać. Aż w końcu dojdziesz do takiego stopnia, że przeczytanie dla Ciebie gazety obcojęzycznej będzie tak oczywiste jak polskiej. Czego zresztą wszystkim życzę!