historia

Język szorski na tle innych języków turkijskich – część I

Wracam do tematu języka szorskiego. Poprzednim razem pisałam o jego sytuacji, a także o cyklu lekcji, który powstał jako jedna z inicjatyw minionego właśnie Roku Języka Szorskiego. Teraz chciałabym skupić się na samym języku i jego miejscu wśród innych języków turkijskich. Jako punkt odniesienia do porównań posłuży mi przede wszystkim kirgiski, a także w mniejszym stopniu jakucki – te dwa języki porównywałam już kiedyś na blogu Kirgiski.pl.

Dziś napiszę przede wszystkim o czynnikach, które miały wpływ na rozwój szorskiego na tle kirgiskiego i jakuckiego, a następny artykuł poświęcę konkretnym przykładom gramatycznym i leksykalnym. Najpierw jednak kilka słów o miejscu języka szorskiego w klasyfikacjach języków turkijskich, o których też już pisałam.

Jak to bywa z klasyfikacjami, przynależność szorskiego do określonych grup w każdej wygląda inaczej. W klasyfikacji Radłowa język szorski znalazł się w grupie wschodniej wraz z tuwińskim, chakaskim, tofalarskim, czułymskim oraz językami / dialektami ałtajskimi. Ramstedt zrobił podobnie, lecz grupę tę nazwał północną. Według Samojłowicza zaś szorski należy do grupy ujgurskiej, która tworzy dość zaskakujący zbiór: oprócz szorskiego, chakaskiego, tuwińskiego i tofalarskiego w tej grupie znalazł się też… staroujgurski, jakucki i dołgański. W bardziej rozbudowanej klasyfikacji Achatowa szorski należy do grupy syberyjsko-ałtajskiej i podgrupy chakaskiej. Jeszcze bardziej wielopoziomowa klasyfikacja Baskakowa umieszcza szorski w grupie wschodniohunnickiej, podgrupie oguzo-ujgurskiej i jeszcze mniejszej jednostce obejmującej języki chakaskie. Natomiast u Tekina i Djaczka wzmianki o szorskim nie ma w ogóle.

W klasyfikacjach można się pogubić, jednakże w jednym są zgodne: szorski jest najbliższy językom innych narodów południowej Syberii, a zwłaszcza chakaskiemu. Tym ciekawsze będzie porównywanie go z kirgiskim, który ani razu nie znalazł się z nim w jednej grupie.

Co łączy, a co dzieli te języki? Pisząc o jakuckim i kirgiskim, poświęciłam wiele słów temu, co w dużym stopniu wpływa na kształtowanie się języka, czyli historii, religii, środowisku i sąsiedztwu. Te hasła mogą brzmieć ogólnikowo, lecz przykłady z wymienionych języków wskazują, że czynniki te mają bezpośredni wpływ na zapis i słownictwo. Spróbujmy więc porównać trzy narody i języki pod tym względem.

Wszystkie trzy narody, o których mowa, wywodzą się z południowej Syberii. Przodkami Jakutów byli najprawdopodobniej nadbajkalscy Kurykanie, a Kirgizów – Kirgizi jenisejscy. O tym, jak ci pierwsi mogli trafić nad Lenę, a drudzy w Tien-szan, nadal toczą się dyskusje. Faktem jest natomiast, że w słownictwie jakuckim istnieją naleciałości mongolskie, które mogły się pojawić jeszcze przed wielką wędrówką. Zapożyczenia tunguskie i paleoazjatyckie pojawiły się w jakuckim później, zaczerpnięte od współczesnych sąsiadów – odpowiednio Ewenków i Jukagirów. Z kolei w języku kirgiskim, otoczonym innymi językami turkijskimi, znaczna ilość zapożyczeń pochodzi z perskiego i arabskiego – za sprawą religii, o czym będzie mowa poniżej. Język szorski kształtował się natomiast najpierw pod wpływem języków uralskich i mongolskich, a potem rosyjskiego.

A co z religią? Wszystkie narody turkijskie posiadały swój zespół tradycyjnych wierzeń, oparty na kulcie sił przyrody, o którym można by napisać oddzielny artykuł. W VIII-XII w. Kirgizi stopniowo przyjmowali islam, zachowując jednak wiele przedmuzułmańskich obrzędów. Wraz z islamem przyjęli duży zasób słów arabskich i perskich, czego nie doświadczyli Jakuci ani Szorowie. Wymienione narody Syberii nigdy nie były muzułmanami i w związku z tym dłużej przechowały tradycyjne wierzenia, aż do powierzchownej często chrystianizacji przez rosyjskich misjonarzy. Odzwierciedlają to także pojęcia związane z edukacją, która przez wieki była związana z religią. Weźmy takie pojęcia jak książka, szkoła i nauczyciel. W języku kirgiskim mają one źródłosłów arabski (odpowiednio китеп, мектеп, мугалим). W jakuckim wyraźne jest ich rosyjskie pochodzenie (кинигэ, оскуола, учуутал). W szorskim zaś jest jeszcze ciekawiej. Słowo „książka” (ном) wygląda na zapożyczenie perskie, „szkoła” (шқол) pochodzi z rosyjskiego, a „nauczyciel” to rodzime, turkijskie słowo ӱргедигчи.

Z tym tematem nieodłącznie wiąże się kwestia rusyfikacji. Ziemie Szorów i Jakutów zostały podbite przez Rosjan już w XVII w., a więc znacznie wcześniej niż Turkiestan, który ostatecznie stał się częścią imperium w 1867 r. Stąd też zapożyczenia rosyjskie w jakuckim i szorskim pojawiły się wcześniej niż w kirgiskim, a na przestrzeni wieków ich postać została zmieniona przez fonetykę danego języka.

Wszystko to można prześledzić także na przykładzie piśmiennictwa, które przeżywało bardziej lub mniej burzliwe etapy rozwoju. Pominę w tej chwili ogół dziedzictwa literackiego z twórczością epicką na czele i skupię się na samym zapisie. Początki piśmiennictwa kirgiskiego, sięgające jeszcze państwa Kirgizów jenisejskich, to staroturkijskie pismo runiczne. Wraz z przyjęciem islamu język kirgiski zaczęto zapisywać alfabetem arabskim. Tymczasem jakucki i szorski na początki piśmiennictwa musiały poczekać aż do XIX w. Wówczas z inicjatywy wspomnianych rosyjskich misjonarzy zostały opracowane alfabety tych języków, oparte na cyrylicy, w celu drukowania literatury religijnej. W 1819 r. w Irkucku ukazał się jakucki katechizm – pierwsza drukowana książka w tym języku. Pierwszą książką w języku szorskim był natomiast przekład Biblii wydany w 1883 r. w Kazaniu przez Iwana Sztygaszewa, pierwszego szorskiego duchownego. Alfabety te były jeszcze niejednokrotnie modyfikowane.

Nowa fala zainteresowania alfabetami nastąpiła we wczesnym ZSRR i objęła wszystkie trzy omawiane dziś języki. W latach 20. zyskały one nowe alfabety i elementarze. W przypadku szorskiego i jakuckiego była to cyrylica, w przypadku kirgiskiego – zreformowany arabski. Wkrótce wśród wszystkich turkijskich narodów ZSRR zaczęto propagować zmodyfikowane alfabety łacińskie. Tendencja ta nie trwała jednak długo. Druga połowa lat 30., kojarzona ze stalinowskimi czystkami, przyniosła także odwrót władzy radzieckiej od głoszonej wcześniej otwartości na kultury i języki nierosyjskich narodów. Alfabety łacińskie zastąpiono cyrylicą, nauczanie wielu języków w szkołach ograniczono, a innych całkowicie zaniechano. Wśród narodów najbardziej dotkniętych zmianami mieli nieszczęście znaleźć się Szorowie – o tym, jak doszło do wyniszczenia ich kultury, pisałam w poprzednim artykule.

Miałam pisać o języku szorskim – a wplotłam w tekst tak dużo o Kirgizach i Jakutach. Wszystko po to, by pokazać, jak różne i jak podobne na poszczególnych etapach historii były ich ścieżki rozwoju. W kolejnym artykule skupię się już na porównaniu czysto językowym, a podobieństwa i różnice przyniosą niejedno zaskoczenie.


Przeczytaj również:

Różnorodność języków turkijskich

Klasyfikacje języków turkijskich – część 1

Klasyfikacje języków turkijskich – część 2

Teoria ałtajska

Przykład języka zagrożonego – czyli po co mi ten szorski?

Na początku była łacina

lacinaChcąc rozmawiać o języku włoskim, nie sposób uniknąć tematu jego pochodzenia. Na pytanie, skąd pochodzi, większość ludzi odpowie, że wprost od łaciny oraz że jest językiem romańskim. To wszystko prawda. Jednak na pytanie, skąd pochodzą języki romańskie, odpowiedź będzie sprawiać trudności. Otóż języki romańskie należą do podrodziny języków indoeuropejskich, które sklasyfikowano dopiero w XIX w., jako języki italskie. Te z kolei dzielą się na języki oskijsko-umbryjskie (języki: oskijski i umbryjski – oba języki wymarłe) oraz języki latynofaliskie (faliski – wymarły i łacina – język dawny, ale nadal zachowany w liturgii, tekstach religijnych i naukowych). W każdym razie języki italskie zniknęły bezpowrotnie między II w. p.n.e. a I w. n.e. Pozostała tylko łacina. Jest to tzw. okres klasyczny łaciny. Wspólne korzenie z innymi językami europejskimi uniemożliwiały jednak porozumiewanie się między ludami starożytnej Italii. Tu różnice okazały się jednak zbyt duże. Do łaciny podobny był jedynie język faliski, który przez wielu uznawany był wyłącznie za jej dialekt.

Łacina klasyczna a łacina ludowa

Łacina, obecna najpierw w Lacjum, rozprzestrzeniała się powoli na inne prowincje Imperium Rzymskiego wraz z jego ekspansją terytorialną. Możemy w ten sposób wyodrębnić trzy etapy procesu latynizacji: zdobycie Lacjum, podbój Italii oraz opanowanie całego basenu Morza Śródziemnego. Jednak najszybszy proces latynizacji postępował na terenach, gdzie nie miał wcześniej wpływów język grecki. Dlatego też tereny na wschód od Półwyspu Apenińskiego nie uległy wpływom łaciny. Użycie łaciny, jako języka codziennego rozpoczęło się prawdopodobnie w VIII w. p.n.e., i trwało do mniej więcej IX w. n.e. kiedy to powoli zaczęły tworzyć się języki romańskie. Nie są one niczym innym, jak tylko wynikiem długiego procesu ewolucji i zróżnicowania łaciny.

Języki romańskie nie pochodzą wcale od łaciny klasycznej będącej językiem literatury, nauki; na przestrzeni wieków niemalże niezmienionej w swoich formach gramatycznych, leksykalnych czy stylistycznych. Za to języki romańskie (w tym język włoski) pochodzą od łaciny ludowej. Przymiotnik „ludowy” może wprowadzać małe nieporozumienie. Lepszym określeniem może być łacina, jako język mówiony lub język wspólnoty. Nie należy go jednak traktować, jako języka mówionego, używanego przez niższe warstwy społeczne, ale jako język ogółu społeczeństwa. Język ten, zmieniał się więc w czasie i przestrzeni wraz z rozwojem społeczeństwa.

Między łaciną klasyczną a łaciną ludową istnieją różnice, które można zauważyć w ich strukturze fonologicznej, morfologicznej, składniowej i leksykalnej. Nie możemy jednak powiedzieć, że są to dwa odrębne języki, albowiem to tylko dwie odmiany tego samego języka. Dzisiaj różnice między łaciną literacką a tą mówioną są prawie niezauważalne.

Łacina – gramatyka – wpływ na języki romańskie

Łacińska gramatyka jest bardzo mocno usystematyzowana. W zasadzie to ona odgrywa największą rolę przy nauce tego języka. Zasady, jakie w niej obowiązują, są niezmienne od bardzo dawna. Dlatego też, kto zaczyna przygodę z nauką łaciny, musi zmierzyć się z ogromem gramatyki, jej zasadami i uporządkowaniem.

To uporządkowanie zawdzięczamy Eliuszowi Donatowi, który był rzymskim gramatykiem i historykiem literatury, żyjącym w IV w. n.e. Jako pierwszy zestawił wszystkie odmiany gramatyczne, które miały na celu ułatwić zapamiętywanie. Spisane skrupulatnie w dziele „Ars minor”, były do XVIII w. używane, jako podręcznik do łaciny dla początkujących .

Język ten jest fleksyjny, co w praktyce oznacza, że części mowy składają się z tematu i końcówek oraz z prefiksu i sufiksu. Dzięki temu nie używa się zaimków przed czasownikiem a przedimka przed rzeczownikiem. Na uwagę zasługuje fakt, że w języku praindoeuropejskim fleksja wyrazu nie polegała tylko na obecności różnych końcówek związanych z tym samym tematem. Obejmowała ona cały wyraz. W samym temacie dochodziło do alternacji samogłoskowej, która polegała na wymianie samogłosek ĕ i ŏ. Taka alternacja ĕ : ŏ zachodzi np. w wyrazie tĕgō (okrywam) : tŏga (okrycie). Często też położenie akcentu w wyrazie, służyło, jako element odmiany. Alternacja jednak została wyparta z łaciny, a akcent wyrazu przestał być ruchomy.

Dzisiejsza łacina posiada dziewięć części mowy, które mają formy odmienne i nieodmienne. Odmienne przez rodzaje, liczby i przypadki są: rzeczownik (substantivum), zaimek (pronomen), liczebnik (numerale), przymiotnik (adiectivum) i oczywiście czasownik (verbum), który odmienia się dodatkowo przez osoby. Nieodmienne natomiast pozostają: przyimek (praepositio), przysłówek (averbium), spójnik (coniunctio) i wykrzyknik (interiectio).

Upadek Cesarstwa Zachodniorzymskiego przyspieszył rozwój języków romańskich. Co prawda różnice dialektalne między prowincjami były widoczne jeszcze w czasach Imperium Rzymskiego, jednakże w sytuacji, kiedy zostały one w naturalny sposób oderwane od Rzymu – miasta, rozpoczęło się rozwarstwianie i różnicowanie języków (dyferencjacja językowa) na terenach wcześniej latynizowanych.

Oto kilka przykładów zróżnicowania dialektalnego łaciny ludowej, które miały bezpośredni wpływ na tworzenie się języków romańskich1:

  • zanik samogłoski w przedostatniej sylabie krótkiej, np. łac. pectĭnem (biernik lp. od pecten = grzebień) → fr. peigne, hiszp. peine, wł. pettine, rum. pieptene,
  • udźwięcznienie spółgłosek p, t, k, tz między samogłoskami, np. łac. focus (ogień) → hiszp. fuego, wł. fuoco, rum. foc,
  • zróżnicowanie geograficzne widoczne jest szczególnie w słowie, np. łac. domus (dom), które zachowało się jedynie w języku sardyńskim (sardo) i brzmi domo. Większość języków romańskich podaje za łac. casa (chata) → hiszp. casa, wł. casa, rum. casă. Francuskie słowo oznaczające dom – maison – pochodzi od łac. mansionem (biernik = pobyt, miejsce pobytu).

To zróżnicowanie oczywiście pogłębiało się z biegiem lat. Wykształciły się w znacznym stopniu języki, które dziś znamy, jako język włoski, hiszpański, francuski i rumuński.

Piśmiennictwo X wieku to jeden z pierwszych etapów narodzin języka włoskiego, po dominujących do tej pory tekstach prowansalskich (langue d’oc) i starofrancuskich (langue d’oil) oraz po niezliczonych dialektach regionalnych. Język włoski wdziera się na dziejową scenę językową coraz śmielej, wyznaczając granicę Włoch w pojęciu geograficznym, ponieważ w ujęciu politycznym o Włochach możemy mówić dopiero w XIX wieku. Co ciekawe, w X w. wykształcił się, również z dialektów języka włoskiego, język judeo-włoski. Aż do XVI w. zapisywano go wyłącznie alfabetem hebrajskim. Alfabet łaciński zaczął wypierać hebrajski dopiero w XIX w. W czasach współczesnych język ten zna jedynie ok. 4000 osób na świecie, a ledwie 200 mówi nim biegle.

 1 Michał Bednarski, Łacina potoczna. Wrocław, Kraków, Gdańsk, Łódź: Zakład Narodowy im. Ossolińskich, 1981, seria: Nauka dla Wszystkich, 341, s. 32-34, 62-63.


Autorem artykułu jest Jakub Kubka.

Zobacz również:

Rola współczesnej nauki języków klasycznych (łacina, greka, scs)

Dialekty języka hiszpańskiego i ich nauka

Język arabski – MSA, dialekty, od czego zacząć i jak się uczyć

Geneza powstania standardowego języka chińskiego

O współistnieniu mandaryńskiego, kantońskiego i klasycznego języka chińskiego; 三及第

Czy mandaryński i kantoński są swoimi dialektami? O nietypowej lingwistycznej relacji (Część 1)

Czy mandaryński i kantoński są swoimi dialektami? O nietypowej lingwistycznej relacji (Część 2)

Języki słowiańskie 2 – Trochę o języku praindoeuropejskim

Klasyfikacje języków turkijskich – część 1

Klasyfikacje języków turkijskich – część 2

Języki słowiańskie 2 – Trochę o języku praindoeuropejskim

praCzytając biografię jakiejś sławnej osoby nie da się uniknąć rozdziału poświęconego rodzinie i okresowi dziecięcemu, w olbrzymim stopniu kształtującymi zachowanie bohatera również w życiu dorosłym. Nie inaczej jest z językami. Żeby rozmawiać o Słowiańszczyźnie trzeba znać przynajmniej podstawy lingwistycznego kontekstu, w jakim jest ona osadzona. W przeciwnym wypadku grozi nam otrzymanie obrazu spłyconego, otwierającego następnie pole dla snucia teorii, które mają nierzadko więcej do czynienia z bliżej nieokreślonym kompleksem niż z naukową wiedzą, jaką posiadamy. Artykułem tym nie chcę więc odkrywać Ameryki, ale przekazać w zwięzły sposób to wszystko czego potrzebujemy, by iść z naszym cyklem dalej, mając jednocześnie świadomość o stopniu pokrewieństwa pomiędzy językami słowiańskimi a pozostałymi indoeuropejskimi. Zacznijmy od cofnięcia się w czasie o okres od 5 do 6 tysięcy lat.

Na początku był chaos… – chciałoby się powiedzieć nawiązując do greckiej mitologii, ale w świecie języków obcych znacznie bliższa rzeczywistości jest prawdopodobnie biblijna historia o wieży Babel, której budowa doprowadziła do powstania barier komunikacyjnych między ludźmi porozumiewającymi się wcześniej tym samym kodem. Gdzie jednak mogło się znajdować to miejsce, z którego nasi przodkowie wyruszyli w poszukiwaniu nowych siedzib? Gdzie wybrzmiewał jeden język praindoeuropejski? Ze względu na skąpy zasób źródeł jakimi świat naukowy obecnie dysponuje, musimy uciekać się do różnych teorii umiejscawiających kolebkę języków praindoeuropejskich w różnych punktach leżących pomiędzy Skandynawią a Indiami. Najczęściej przyjmuje się, że były to stepy leżące pomiędzy Morzem Czarnym i Kaspijskim (orędowniczką tej teorii, zwanej też kurhanową, była słynna antropolog Marija Gimbutas), skąd języki praindoeuropejskie rozprzestrzeniły się w kierunku kontynentu europejskiego oraz terenu dzisiejszych Indii oraz Iranu.

Niełatwo stwierdzić, jaki był tak naprawdę charakter tej ekspansji. Są teorie mówiące o wielkich masach ludzi władających indoeuropejskimi dialektami, które zdominowały zamieszkiwaną przez inne ludy Europę na przestrzeni kilku tysięcy lat. Jest też jednak możliwe, że Indoeuropejczycy byli stosunkowo nieliczną kastą, która przeniknąwszy na kontynent przejęła władzę nad większymi skupiskami ludzi, narzucając im swój język. Jedyne czego możemy być pewni to faktu, iż w okresie rozciągającym się do I wieku n.e. Europa przeżyła swoistą rewolucję językową. Wskutek braku źródeł pisanych ciężko jest dziś określić, jak kształtowała się lingwistyczna mapa kontynentu przed nadejściem Indoeuropejczyków. Nawet w przypadku języków względnie dobrze udokumentowanych, jak to ma miejsce w przypadku etruskiego, dysponujemy przeważnie listą pojedynczych słów, które nie zawsze pozwalają określić z całą pewnością ich wzajemny stopień pokrewieństwa oraz zasięg występowania. Zdawałoby się, że jedyną żywą pozostałością tamtych zamierzchłych czasów są dziś dialekty baskijskie na pograniczu francusko-hiszpańskim. Pewne jest jednak, że starzy mieszkańcy Europy wnieśli do języka przybyszy elementy pochodzenia nieindoeuropejskiego (tubylcy przejmowali język przybyszy dostosowując go jednocześnie do swoich przyzwyczajeń artykulacyjnych, co w dłuższej perspektywie wpłynęło na zmiany w obrębie całej populacji) , które istotnie wpłynęły na wyodrębnienie się poszczególnych grup językowych, dziś wzajemnie niezrozumiałych.

Jak wyglądał język praindoeuropejski?
W związku z brakiem jakichkolwiek źródeł pisanych możemy tylko snuć domysły opierając się na porównaniu najstarszych poświadczonych na piśmie języków indoeuropejskich. Biblią indoeuropeistów oraz językoznawstwa historyczno-porównawczego można nazwać dzieło niemieckiego lingwisty Franza Boppa pt. „O systemie koniugacyjnym sanskrytu w porównaniu z greką, łaciną, perskim i germańskim" (niem. „Über das Konjugationssystem der Sanskritsprache in Vergleichung mit jenem der griechischen, lateinischen, persischen und germanischen Sprache"), w którym zebrał podobieństwa pomiędzy pięcioma językami indoeuropejskimi, zauważył zmiany zgłoskowe, jakie zaszły na przestrzeni dziejów i na tej podstawie stwierdził, że możliwym jest, iż istniał niegdyś wspólny trzon, od którego języki te się oderwały. Bopp w latach późniejszych poszerzył zakres swojej pracy również o języki słowiańskie oraz litewski (ten ostatni szczególnie interesujący ze względu na zachowanie wielu archaizmów, których brak już w pozostałych językach indoeuropejskich), a całość (dostępna obecnie do ściągnięcia w formacie pdf) stała się punktem wyjścia dla przyszłych entuzjastów, którzy studiując gramatykę komparatywną starali się wykazać jak mógł wyglądać hipotetyczny język praindoeuropejski. Chyba najbardziej popularnym tekstem rekonstrukcyjnym jest bajka Augusta Schleichera pt. Owca i konie (*p-i-e: Avis akvāsas ka), której oryginalny tekst z 1868 roku przytaczam poniżej:

Avis, jasmin varnā na ā ast, dadarka akvams, tam, vāgham garum vaghantam, tam, bhāram magham, tam, manum āku bharantam. Avis akvabhjams ā vavakat: kard aghnutai mai vidanti manum akvams agantam. Akvāsas ā vavakant: krudhi avai, kard aghnutai vividvant-svas: manus patis varnām avisāms karnauti svabhjam gharmam vastram avibhjams ka varnā na asti. Tat kukruvants avis agram ā bhugat.

Warto nadmienić, że rozwój nauki spowodował powstanie w międzyczasie kilkunastu redakcji, w pewnym stopniu różniących się od pierwowzoru i kładących większy nacisk na fonetyczne detale, jakich brak w tekście Schleichera. Jedną z nich jest praca Craiga Melcherta, której wersji mówionej wykonanej przez Andrew Byrda, językoznawcy z Universytetu Kentucky, możemy wysłuchać na stronie Archeological Institute of America, do czego szczerze zachęcam wszystkich zainteresowanych.

Nie ulega wątpliwości, że hipotetycznego Praindoeuropejczyka byśmy nie zrozumieli, a poszczególne słowa (jak chociażby avis-ovis – owca, akvās – equus-koń czy varnā –wełna) jest w tekście niezwykle ciężko wychwycić nawet osobie znającej podstawy klasycznej greki czy łaciny. Ciężko mi niestety na chwilę obecną powiedzieć, na ile pomocny byłby tutaj sanskryt, bo nigdy nie miałem okazji się go systematycznie uczyć, a jest to element kluczowy w indoeuropejskim językoznawstwie porównawczym. Warto jednak w tym miejscu zaznaczyć, że nie jest on, wbrew głosom niektórych, przodkiem pozostałych języków indoeuropejskich, lecz zaledwie najwcześniej poświadczoną pisemnie redakcją indoeuropejskiego makrojęzyka, w jakiej już można zaobserwować charakterystyczne dla grupy indoaryjskiej zapożyczenia pochodzące z austroazjatyckich języków mundajskich oraz rodziny drawidyjskiej. Świadczy to o tym, że już 3,5 tys. lat temu (bo szacuje się, iż mniej więcej tak stary jest tekst najstarszych Wed) nie mieliśmy do czynienia z czystym językiem indoeuropejskim. Jeśli było tak w przypadku sanskrytu, dlaczego sytuacja miałaby wyglądać inaczej w przypadku jego europejskich krewnych?

Puryzm językowo-etniczny a ewolucja – czy wszyscy mówimy po kreolsku?
Językiem kreolskim zwykło się nazywać język naturalny powstały na przestrzeni dłuższego czasu ze względu na wymieszanie cech bazowego języka A z elementami innych języków, z którymi A wchodził w intensywny kontakt. Przykładem języka omawianego już na Woofli, który można pod pewnymi względami uznać za kreolski, jest afrikaans. Mimo oczywistego pokrewieństwa z niderlandzkim wpływy języków, z którymi wchodził on w kontakt na przestrzeni ostatnich 300 lat były tak duże, że doprowadziły do powstania zupełnie odrębnego tworu różniącego się od swojego pierwowzoru zarówno pod względem gramatyki jak i słownictwa czy wymowy. Warto też dodać, że ogromna część użytkowników afrikaans nie jest spokrewniona z nosicielami języka bazowego, jacy przybywali do Afryki od XVII wieku. Wbrew bowiem popularnej tezie język nie jest dziedziczony przez mleko matki lub grupę krwi, lecz przez kulturę – jego transfer przypomina raczej długotrwały proces społeczny. Warto mieć to na uwadze i nie stawiać znaku równości pomiędzy językiem, grupą etniczną, czy więzami krwi, zwłaszcza gdy mówimy o czasach, w których narody – w dzisiejszym rozumieniu tego słowa – nie istniały. Dlatego artykuł chciałbym zamknąć stwierdzeniem, iż ciężko uznać indoeuropejskich najeźdźców jednoznacznie za naszych przodków. Z pewnością jednak byli nosicielami języka, którego wariant dał początek tworowi określanemu w lingwistyce mianem dialektu prasłowiańskiego. Ale o tym wspomnimy w kolejnym odcinku naszego cyklu.

Zobacz również: 
Języki słowiańskie – wstęp
Przewodnik po różnych rodzajach cyrylicy – języki słowiańskie
Jakiego języka z byłej Jugosławii należy się uczyć
Co każdy powinien wiedzieć o sytuacji językowej na Białorusi
O Gotach, Wandalach i ich językach

Język (nie) tylko białego człowieka?

biali_kolorowi_afrikaansApartheid jest jedynym słowem pochodzącym z języka afrikaans, które przyjęło się w naszym słowniku (komandos, Bur, Afrykaner, trekking również przeszły do języka polskiego z afrikaans – patrz: komentarze). Nie trzeba być specjalnie wykształconym, żeby wiedzieć, co to słowo oznacza i jakie skojarzenia wywołuje wśród osób na całym świecie. Jedni powiedzą, że system segregacji rasowej był w gruncie rzeczy zły, bo ewidentnie dyskryminował większą część ludności zamieszkałej na terenie RPA, odmawiając jej prawa do uczestnictwa w życiu społecznym na równych warunkach z powodu koloru skóry; dla drugich natomiast był on jedynym ratunkiem na przetrwanie cywilizacji białego człowieka walczącej o przetrwanie na czarnym lądzie. Nikt jednak nie zaprzeczy, że podstawowym beneficjentem systemu byli biali Afrykanerzy, którzy stanowili główną część elektoratu forsującej apartheid Partii Narodowej (afr. Nasionale Party). Spowodowało to, że przez lata język afrikaans był kojarzony przede wszystkim z panującym reżimem, a walka z nim była przez czarną opozycję często traktowana na równi sprzeciwowi wobec opresyjnego systemu, stając się zresztą bezpośrednim powodem krwawych zamieszek jakie miały miejsce w 1976 roku w Soweto. Od tego czasu afrikaans utożsamiany jest przede wszystkim z białą dominacją, co przejawia się w znacznym zmniejszeniu jego roli w ciągu ostatnich 20 lat. Język ten jest jednak paradoksalnie mniej „biały", niż to się na pierwszy rzut oka wydaje.

Kapsztad jako tygiel kultur XVIII wieku

Założenie Kapsztadu w 1652 roku oraz postępujący napływ europejskich kolonizatorów zmienił całkowicie strukturę językową na zachodnim wybrzeżu RPA. Do XVII wieku obszar ten był zamieszkany wyłącznie przez ludy Khoisan – plemiona trudniące się parterstwem (Khoi – dawniej określani również w polskiej literaturze jako Hotentoci) oraz łowiectwem (San – do niedawna znani w Europie pod nazwą Buszmenów), które będąc pozbawionymi jakiejkolwiek organizacji państwowej, nie były w stanie stawić oporu Europejczykom, których liczba stale się zwiększała wraz z rozwojem kolonii. Tubylcy zostali zepchnięci do roli służących i niewolników, którą pełnili w majątkach białych właścicieli ziemskich wraz z przybyszami z dalekiej Indonezji (zachowujących do dziś pewną odrębność kulturową jako Kaapse Maleiers), będącej ówcześnie holenderską kolonią. Na teren Kolonii Przylądkowej przybywali oprócz Holendrów przybysze z całej Europy Zachodniej – pokaźną grupę stanowili przede wszystkim Niemcy oraz uciekający z Francji przed prześladowaniami religijnymi Hugenoci (francuskie nazwiska w stylu Fourie, Du Toit, Du Preez są niezwykle częste w afrykanerskim środowisku). Na wschodzie kolonia natomiast graniczyła z należącymi już do plemion Bantu ludami Xhosa, których przedstawiciele już dawno utrzymywali bardzo bliskie relacje z Khoisan (czego dowodem jest przyjęcie mlasków – obecne w xhosa i zulu, obce natomiast pozostałym językom tej rodziny). Dziś podobne tygle narodowe są domeną wielu metropolii, na przełomie XVIII/XIX wieku Kapsztad był jednak ewenementem na skalę światową.

Narodziny nowego języka

Intensywność relacji pomiędzy kolonizatorami a podbitymi ludami doprowadziła do wytworzenia się dwóch cech, które do dziś charakteryzują teren byłej Kolonii Przylądkowej i odróżniają go od wschodniej części RPA – język afrikaans oraz społeczność tzw. Koloredów (ang. Coloureds, afr. Kleurlinge / Bruinmense). Afrikaans powstał jako język służący do komunikacji między członkami różnych grup etnicznych i, jak każdy z języków o charakterze kreolskim, uległ znacznym uproszczeniom gramatycznym względem swojej niderlandzkiej bazy dialektalnej, a także czerpał pełnymi garściami ze słownictwa innych kultur (dość szeroką listę zapożyczeń można znaleźć w artykule „Roots of Afrikaans" napisanym na bazie literatury naukowej oraz danych dostarczonych przez Muzeum Języka Afrikaans w Paarl). Z racji swojej roli społeczno-ekonomicznej oraz przystępności (był prostszy w nauce niż niderlandzki) stał się na przełomie XVIII i XIX wieku głównym językiem niemal wszystkich grup etnicznych zamieszkujących Prowincję Przylądkową. Trudno oczywiście mówić o jakiejkolwiek standaryzacji afrikaans w tym okresie – wyglądał on bardzo różnie w zależności od środowiska, w którym nim władano. Inaczej mówili w afrikaans Khoi, inaczej Malajowie (mało kto zdaje sobie sprawę z tego, że jedna z pierwszych publikacji w afrikaans pt. Bayaan-ud-diyn została wydrukowana przy pomocy pisma arabskiego), jeszcze inaczej Hugenoci czy grupy tzw. Trekburów, którzy, zwłaszcza po przejęciu władzy przez Brytyjczyków, wyruszali coraz liczniejszymi grupami na północny wschód w celu poszukiwań nowych terenów do zasiedlenia. Ci ostatni zresztą w oficjalnych sytuacjach posługiwali się standardowym językiem niderlandzkim, którego status został potwierdzony również w powstałej w 1910 roku Unii Południowoafrykańskiej. Dopiero 15 lat później, 8 maja 1925 roku, afrikaans doczekał się oficjalnego uznania przez władze RPA. Warto jedynie dodać, że chodzi tutaj o wersję języka afrikaans, którą władali biali Afrykanerzy, w znacznym stopniu zeuropeizowaną w stosunku do tej, jaką posługiwali się Koloredzi.

Kim są Koloredzi?

Samo określenie Koloredzi jest dość nieszczęśliwe – po pierwsze jest oczywistą kalką z języka angielskiego, po drugie wprowadza wymóg odniesienia do rasy, co w Europie nie zawsze kojarzy się pozytywnie, ale czego w RPA nadal nie sposób uniknąć. Mimo upadku apartheidu, podział rasowy jest nadal oficjalnie usankcjonowany przez rządzącą partię ANC, która, tym razem pod hasłem przywracania sprawiedliwości społecznej, faworyzuje przedstawicieli rasy czarnej (ludy Bantu) stanowiących prawie 80% populacji. Zaryzykowałbym stwierdzenie, że Koloredzi (9% ogółu obywateli RPA), do których zaliczają się zarówno potomkowie mieszanych biało-czarnych małżeństw, jak i tak różne grupy etniczne Malajowie, Khoisan czy też tak zwani Griekwa mają w tej sytuacji najgorszą pozycję. Powód jest prozaiczny – niegdyś byli zbyt śniadzi, żeby być uznanymi za białych; teraz z kolei są zbyt jaśni, żeby być uznanymi za czarnych. Na dodatek zdecydowana większość mówi w afrikaans – języku utożsamianym z białą dominacją, który nie cieszy się specjalną sympatią obecnej władzy – i raczej rzadko zdajemy sobie sprawę z tego, że jest on ich językiem ojczystym od przynajmniej od kilku pokoleń. Paradoksalnie, Koloredów władających afrikaans jako ojczystym jest więcej (3,4 mln) niż samych Afrykanerów (2,7 mln – ciekawostką jest fakt, że afrikaans jest też językiem ojczystym dla ponad pół miliona osób rasy czarnej). Już na pierwszy rzut oka widoczna jest zależność stopnia rozpowszechnienia języka afrikaans (po lewej) od udziału ludności kolorowej w danym regionie(po prawej):

Język afrikaans w RPAKoloredzi w RPA

Dlaczego jednak język ten utożsamiany jest nawet w samym RPA przeważnie jedynie z białymi Afrykanerami?

Trudne relacje Afrykanerów i Koloredów

Dużą rolę odegrały tutaj oczywiście czynniki historyczne – od czasu pozbawienia praw wyborczych, które Koloredzi w Prowincji Przylądkowej posiadali aż do lat 50. XX wieku, ich wpływ na ewolucję afrikaans znacznie zmalał. Wielu z nich posługuje się zresztą w życiu codziennym odmianami mniej lub bardziej odległymi od zeuropeizowanego standardu znanymi powszechnie jako Kaapse Afrikaans. Jednocześnie nawet obecnie, ponad 20 lat od upadku apartheidu nietrudno zauważyć, że mimo wspólnoty języka Koloredzi oraz Biali żyją w dwóch równoległych światach, które raczej rzadko się przenikają i nie darzą się nawzajem specjalnym zaufaniem. W konserwatywnych kręgach afrykanerskich dość powszechne jest przekonanie, że dla Koloredów afrikaans jest jedynie instrumentem komunikacji, podczas gdy dla Afrykanerów częścią ich samoidentyfikacji (afr. vir bruin mense Afrikaans ‘n instrument is, maar vir Afrikaners ‘n deel van hulle identiteit). W środowiskach kolorowych można natomiast usłyszeć głosy mówiące, że w 1925 roku tak naprawdę Biali ukradli im własny język i teraz należy go odzyskać. W efekcie relacje pozostają dość napięte nawet na gruncie, który, jak utrzymanie wiodącej roli afrikaans w dzisiejszym życiu społecznym RPA, przynajmniej w teorii powinien obydwie grupy jednoczyć.

Jedność tych dwóch grup jest natomiast potrzebna by język ratować. Podczas pertraktacji dotyczących końca starego systemu politycy NP nalegali na utrzymanie urzędowego statusu języka afrikaans obok angielskiego (ANC początkowo chciała pozostawić język angielski jako jedyny oficjalny). Ostatecznie doprowadziło to do kompromisu w postaci 11 języków urzędowych, który jest pod względem językowej różnorodności równie piękny, co fikcyjny. Angielski pożera pozostałe języki, stając się podstawowym środkiem komunikacji osób zamożnych, które stać na życie w takich miejscach jak Sandton, które z kolei stało się w RPA synonimem miejsca dla prawdziwych bogaczy (jest zresztą nazywane, nie bez powodu, mianem Africa's richest square mile). Języki lokalne mogą w tej sytuacji stawiać jedynie na tradycję oraz wsparcie państwa, które jest niewielkie nawet w przypadku bardziej bliskich ludności czarnej zulu czy xhosa. Zanik użycia jest natomiast najbardziej widoczny właśnie w przypadku afrikaans. Przed 1994 rokiem język ten z racji przewagi ilościowej Afrykanerów dominował nad angielskim. Obecnie, choć nadal całkiem mocny w sektorze prywatnym (nakład gazet i książek wydawanych w afrikaans jest znacznie wyższy niż publikacji we wszystkich pozostałych językach razem wziętych – oprócz angielskiego), został niemal kompletnie wyrugowany z przestrzeni publicznej przez państwo. Jednym z symboli świadczących o upadku tego języka jest anglicyzacja południowoafrykańskich uniwersytetów. Przed rokiem 1994 istniały cztery tradycyjne uniwersytety, w których zajęcia prowadzono przede wszystkim w afrikaans – były to uniwersytety w Pretorii (popularnie zwany Tukkies), Potchefstroom (Potch), Bloemfontein (Kovsies) oraz Stellenbosch (Maties). Od tego roku (2015) głównym językiem wykładowym w każdym z nich będzie angielski, co tłumaczy się przede wszystkim walką z dyskryminacją osób, które nie władają afrikaans jako językiem ojczystym. W praktyce jest to bolesnym ciosem zadanym odrębnemu językowi o sporym dorobku literackim i naukowym oraz kulturom powstałym na jego bazie.

Pocieszającym faktem jest jedynie to, że w ostatnich latach obydwie te kultury podnoszą się z marazmu otaczającego końcówkę lat 90., czerpią pełnymi garściami z języka afrikaans, są dumne ze swojego wspólnego dziedzictwa i mimo trudnej przeszłości starają się siebie nawzajem coraz lepiej rozumieć. Trudno o bardziej symboliczny przykład współpracy między społecznościami białych i kolorowych niż przeróbka utworu Pampoen, legendarnego już afrykanerskiego piosenkarza Steve'a Hofmeyra przy współpracy z kolorowym raperem (afr. kletsrymer) o pseudonimie artystycznym Hemelbesem, wykonana z okazji 90-lecia nadania językowi afrikaans urzędowego statusu w RPA. Bez względu na kwestie estetyczne pozwala to nam spoglądać z nadzieją na stopniowe zbliżenie wszystkich społeczności władających tym językiem i zmiany postrzegania go wyłącznie w kategoriach segregacji rasowej, jak to miało miejsce dotychczas. Bo w rzeczywistości żaden z języków nie łączy tak ludzi różnych ras i pozycji społecznych, jak właśnie afrikaans.

Podobne artykuły:
Niepłynny w 3 miesiące czyli eksperyment językowy
Dwa tygodnie i trzy pytania, czyli eksperymentu językowego ciąg dalszy
Afrikaans – krótki wstęp historyczno-kulturowy
RPA – państwo 11 języków urzędowych
Pierwsze wrażenia z nauki xhosa

Co każdy powinien wiedzieć o sytuacji językowej na Białorusi

Niesłychanie się cieszę mogąc powrócić po dłuższym urlopie na łamy Woofli, zwłaszcza, że przybywam z tematem jeszcze gorącym, jakim jest lingwistyczny miszmasz u naszego wschodniego sąsiada. Gorącym, bo właśnie wróciłem z dwutygodniowej podróży na Białoruś i mogłem na własne oczy zobaczyć oraz skonfrontować to o czym wcześniej czytałem z nieznaną mi wcześniej rzeczywistością, która w zależności od aspektów wyglądała mniej lub bardziej kolorowo. Z racji tematyki naszego serwisu największa część artykułu będzie naturalnie poświęcona kwestii językowej, ale znajdzie się też miejsce na czysto osobiste obserwacje oraz demaskowanie niektórych stereotypów krążących w polskim społeczeństwie. Bo wbrew pozorom jest to piękny kraj, pełen gościnnych ludzi (o mentalności zupełnie innej niż Ukraińcy, co warto zaznaczyć), o niezwykle ciekawej historii i kulturze, którego choćby namiastkę chciałbym Wam niniejszym przekazać. Gotowi do wycieczki za Bug? Пошли!

Kto tak naprawdę mówi po białorusku?
Hierarchia znaczenia języków wschodniosłowiańskich zdaje się być po zawirowaniach ostatnich kilkunastu lat dość oczywista. Na pierwsze miejsce wysuwa się, rzecz jasna, rosyjski, który śmiało pretenduje do bycia jednym z języków światowych, pełniąc na terenie byłego ZSRR rolę lingua franca. Mamy też mowę ukraińską – ta w ostatnich latach, zwłaszcza na fali ostatnich wydarzeń na Krymie i w Donbasie, skutecznie wchodzi w różne sfery życia codziennego na Ukrainie (nie tylko tej zachodniej) dotychczas zarezerwowane dla rosyjskiego i wszystko wskazuje na to, że utrzyma swój status jedynego języka urzędowego kraju. Jest też białoruski, który na tle swoich dwóch braci prezentuje się bardzo skromnie, do tego stopnia, że zadane powyżej pytanie wcale nie brzmi bezpodstawnie. Nie zawsze tak jednak było.

Brześć

Pomnik w Brześciu, na którym znajdują się ważne osoby w historii miasta. Wśród nich król polski i wielki książę litewski Władysław Jagiełło.

O więzi Białorusi z Litwą i Polską słów kilka
Cofnijmy się około 700 lat w dziewicze lasy Europy środkowo-wschodniej – to właśnie tam na znaczeniu zaczęło zyskiwać państwo wielkich książąt litewskich, którzy w ciągu jednego stulecia wykorzystując polityczną próżnię powstałą po najazdach mongolskich stworzyli największe państwo na kontynencie. Rozmiar Wielkiego Księstwa Litewskiego znacznie przekraczał obszar faktycznie zamieszkiwany przez plemiona litewskie, a zdecydowaną większość poddanych stanowili prawosławni Słowianie władający rozmaitymi wersjami języka ruskiego. Dwór książęcy bardzo szybko się zrusyfikował, częste były przypadki prawosławnych chrztów w obrębie dynastii panującej (wbrew mitom rozpowszechnianym na lekcjach historii Jagiełło nie był pierwszym księciem litewskim, który przyjął chrześcijaństwo – jego chrzest katolicki niósł za sobą jedynie najbardziej znaczące konsekwencje), a językiem używanym w litewskiej administracji stało się coś, co dziś nazywamy językiem starobiałoruskim. Aż do drugiej połowy XVII wieku to właśnie w nim były wydawane akty prawne tyczące się obszaru należącego do Wielkiego Księstwa Litewskiego, często o bardzo istotnym znaczeniu dla całości Rzeczypospolitej, jak chociażby Statusy litewskie. Białorusinami byli Radziwiłłowie, Sapiehowie, Sanguszkowie, Chodkiewicze, Kościuszkowie. Jakie więc dwa narody stanowiły główne części składowe Rzeczpospolitej Obojga Narodów? Podpowiem – drugim narodem nie byli Litwini. Przynajmniej nie w obecnym tego słowa znaczeniu. Geograficzna Litwa była jeszcze do lat 20. XX wieku czymś zdecydowanie więcej, niż tym czym jest obecnie. Mickiewicz, pisząc „Pana Tadeusza", wspominając Litwę, miał na myśli rodzime ziemie białoruskie. Gdy na przełomie XIX i XX wieku zaczęły krążyć wśród miejscowej inteligencji idee wywalczenia niepodległości, dość powszechnym była myśl o odrodzeniu Wielkiego Księstwa będącego krajem Litwinów litewskojęzycznych oraz ruskojęzycznych, których dziś nazywamy już wyłącznie Białorusinami. Podobne pomysły mieli zresztą nawet bolszewicy. Powołany w roku 1919 LitBieł (biał. Літоўска-Беларуская Савецкая Сацыялістычная Рэспубліка) ze stolicą w Wilnie miał obejmować obszar dzisiejszej Litwy i Białorusi. Historia chciała jednak inaczej, dlatego też nie mamy dziś w Europie kolejnego tworu na kształt Szwajcarii, lecz dwa państwa narodowe. Pozostałością po więziach łączących oba narody jest Pogoń – oficjalny symbol państwowy Litwy oraz do niedawna (zamieniony w 1995 roku) Białorusi. Powróćmy jednak do kwestii językowej.

Język białoruski

Język codziennego użytku na Białorusi. Kolorem czerwonym zaznaczono obszary, w których przewagę przynajmniej teoretycznie posiadają użytkownicy języka białoruskiego. Warto zwrócić uwagę na zdecydowaną przewagę rosyjskiego w ośrodkach miejskich.

Dwie mowy czy jedna?
Język białoruski, tak mocny w Wielkim Księstwie Litewskim, znacznie stracił na znaczeniu w ostatnim okresie funkcjonowania Rzeczypospolitej, a podczas zaborów upadł do rangi jednego (acz bardzo osobliwego) z wielu rosyjskich dialektów. Na arenie międzynarodowej pojawił się on znów w latach 1918-1919, kiedy to na krótki czas miejscowi nacjonaliści powołali do życia BNR – Białoruską Republikę Ludową (biał. Беларуская Народная Рэспубліка), w której miejscowa mowa otrzymała po raz pierwszy od ponad 200 lat urzędowy status. Wtedy też wydano pierwszą białoruską gramatykę, której autorem był Branisłau Taraszkiewicz. Zasady wprowadzone przez tego ostatniego nie podobały się władzom radzieckim, które uznały je za wywrotowe i zdecydowały się na ponowne ustandaryzowanie języka. Od 1933 roku mamy więc dwa warianty języka białoruskiego – taraszkiewicę oraz narkamaukę. Nie ma miejsca na szczegółowe opisanie różnic między nimi, warto tylko wspomnieć o tym, że ta pierwsza jest znacznie bliższa jest językowi polskiemu, wierniej oddaje typową dla Białorusinów wymowę (przede wszystkim chodzi o stawianie miękkich znaków tam gdzie faktycznie miękkie spółgłoski są wymawiane) i przez lata była związana głównie ze środowiskami narodowo-konserwatywnymi, druga jest bliższa językowi rosyjskiemu, i jako dominująca w czasach ZSRR dziś uznana została również po upadku imperium oficjalną wersją tego języka. Z jednej strony na narkamaukę przeszła parę lat temu nawet największa opozycyjna białoruskojęzyczna gazeta Nasza Niwa (biał. Наша Ніваwww.nn.by), z drugiej natomiast miałem okazję spotkać osoby, które do dziś używają taraszkiewicy i uważają ją za wariant znacznie lepiej oddający specyfikę języka białoruskiego. Jak łatwo się domyślić – występowanie dwóch standardów w języku białoruskim i realny konflikt zwolenników niektórych z nich tylko podkopuje jego znaczenie.

A może nawet trzy?
Artykuł o języku białoruskim nie miałby najmniejszego sensu, gdybym nie wspomniał o trasiance. Nieraz na łamach Woofli przewijało się słowo surżyk używane w kontekście Ukrainy. Trasianka jest jego białoruskim odpowiednikiem. Dla tych, którzy nie wiedzą – jest to bliżej nieokreślona, daleka od jakiejkolwiek standardyzacji forma języka mówionego będąca połączeniem białoruskiego z rosyjskim. Proporcje oraz wszelkiego cechy takiego połączenia (ktoś może mówić po rosyjsku z białoruskimi zapożyczeniami, a ktoś po białorusku z rosyjską wymową – to tylko dwa z nieokreślonej bliżej liczby przypadków) zależą w zasadzie od samej osoby, która trasianką posługuje się na co dzień – od jej pochodzenia, wyuczonego zawodu, kontaktu ze światem zewnętrznym. Ta dziwna forma, nierzadko bardzo daleka od jakichkolwiek zasad nauczanych w szkołach, zupełnie wystarcza takiemu osobnikowi do codziennego funkcjonowania, ale jednocześnie staje się poważną barierą i kolejnym konkurentem białoruskiego, zwłaszcza na terenach wiejskich. Ludzie nierzadko używają tam trasianki sądząc, że mówią po białorusku, co z dumą podają potem w spisie powszechnym. Z tego natomiast otrzymujemy potem dane liczbowe świadczące o całkiem mocnej pozycji narodowego języka w tym kraju. Rzeczywistość jest jednak trochę inna.

Bazylika św. Franciszka Ksawerego w Grodnie

Bazylika św. Franciszka Ksawerego w Grodnie

Gdzie się podziała białoruska Galicja?
Nie sposób nie porównywać Białorusi z Ukrainą, również w kwestiach językowych. Nie będę tutaj wyjątkiem i zaryzykuję twierdzenie, że dzisiejszy język ukraiński rozwinął się przede wszystkim dzięki temu, że na zachodzie język ukraiński dominuje nieprzerwanie od końca II wojny światowej. Były naturalnie procesy rusyfikacyjne, przybysze z różnych stron imperium przybywali do Lwowa, zwiększając udział rosyjskojęzycznej populacji miasta, ale mimo to Galicja potrafiła pozostać tym bastionem ukraińskiej mowy, z którego ta mogła po uzyskaniu niepodległości promieniować na pozostałe ośrodki. Na Białorusi jest inaczej. Każde miasto mogące być Lwowem zostało w ciągu ostatnich 200 lat zrusyfikowane – tak naprawdę jedynymi latami, w których nie dominował rosyjski, było dwudziestolecie międzywojenne, kiedy to zachodnia Białoruś znajdowała się w granicach II RP (dla porównania – Lwów, Iwano-Frankiwsk czy Tarnopol przeżyły pod okupacją rosyjską zaledwie niecałe 50 lat) i nie ma tak naprawdę regionu, który mógłby stać się silnym ośrodkiem języka narodowego. Zniszczony przez wojnę Brześć jest wbrew pozorom bardzo ładny, ale z racji zniszczeń większość obecnych mieszkańców to przybysze z różnych stron ZSRR, którzy porozumiewali się ze sobą po rosyjsku. Mińsk to stolica, gdzie co prawda mieszka wielu sympatyków języka białoruskiego, ale jak w każdej stolicy liczą się przede wszystkim pieniądze i prestiż. Pozostaje nam Grodno – stolica obłasti, w której największy odsetek osób deklaruje użycie języka narodowego w codziennym życiu. Ale nawet w tym Grodnie, porównywanym zresztą ze Lwowem (trochę na wyrost, aczkolwiek miasto jest bardzo urokliwe i warto tam zajrzeć), na ulicy słyszy się przede wszystkim rosyjski.

Mińsk - brama do centrum

Witająca nas na wyjściu z dworca kolejowego brama wjazdowa do centrum Mińska

Użycie języka w praktyce
Faktycznie, gdyby pominąć przypadki moich znajomych, których prosiłem czasami o zwracanie się do mnie po białorusku (bo to strasznie ciekawe), to nie słyszałem go na ulicy w wersji standardowej ani razu. Na terenach wiejskich pod Połockiem oraz w autobusach z Baranowicz do Nowogródka oraz z Mińska do Lahojska zdarzyło mi się pojedynczo usłyszeć osoby mówiące bardzo bliskimi białoruskiemu odmianami trasianki. Ale to tyle. Poza tym białoruski słyszy się tak naprawdę przede wszystkim w trolejbusach oraz w mińskim metrze. Nieco lepiej ma się stan języka pisanego – ten jest praktycznie wszechobecny. Widać go na budynkach administracyjnych, zabytkach ozdobionych tabliczką z napisem Каштоўнасць, bilboardach z kampaniami społecznymi (reklamę komercyjną prowadzi się bowiem niemal wyłącznie po rosyjsku), bez większych problemów można w księgarniach kupić białoruskie książki (zgodnie zresztą ze starym zwyczajem zakupiłem sobie jedną pozycję autorstwa Wasyla Bykaua – najwybitniejszego chyba białoruskiego pisarza drugiej połowy XX wieku). Ba, napisy na miejscowych banknotach są wyłącznie po białorusku. Zdaje się to jednak nie wpływać znacząco na częstotliwość posługiwania się nim na co dzień. Warto zwrócić uwagę na użycie przeze mnie terminu „częstotliwość", a nie „umiejętność", bo liczba osób potrafiących mówić po białorusku znacznie przekracza liczbę osób używających go w życiu codziennym. Niektórzy nawet jeśli go umieją, to nie widzą sensu w jego pielęgnowaniu. Jeden z moich znajomych powiedział, że zna osoby, które równie biegle jak on władają białoruskim i wtedy z chęcią go używa, ale nie wyobraża sobie sytuacji, w której miałby wejść do sklepu i nagle mówić inaczej niż po rosyjsku. Określił to jako sytuację skrajnie nienaturalną. Mniemam, że wiele osób podziela jego zdanie.

Kampania prezydencka w Mińsku

Zbieranie podpisów podczas kampanii prezydenckiej w Mińsku. Po lewej stanowisko czołowej kandydatki opozycji Tacjany Karatkiewicz. Po prawej urzędującego prezydenta Łukaszenki.

Piętno opozycji
Jeszcze jedna osoba stwierdziła, że jednym z największych problemów z jakimi borykał się do niedawna język białoruski, był fakt jego zdominowania przez środowiska opozycyjne, przez co, o ile stawał się on formą protestu społecznego dla osób zbuntowanych przeciw obecnemu systemowi, o tyle przeciętnemu Białorusinowi kojarzył się przede wszystkim z miejscowymi nacjonalistami. Trudno temu nie przyznać racji. Od zarania dziejów języki bywały przedmiotem polityki – nie inaczej było na Białorusi. Tuż po ogłoszeniu niepodległości język białoruski był jedynym urzędowym aż do roku 1995, kiedy podobny status uzyskał rosyjski, co oburzyło opozycję, która aktualnie jako jeden z najważniejszych punktów swojego programu wymienia powrót jednego języka urzędowego oraz starych symboli państwowych tj. biało-czerwono-białej flagi oraz Pogoni. Cele szczytne, ale, jeśli wziąć pod uwagę niektóre aspekty wymieniane przez moich rozmówców, bardziej szkodzą niż pomagają rozwojowi języka białoruskiego. Aktualnie sytuacja się zmienia – na ulicach możemy zobaczyć sponsorowane przez rząd bilboardy nakłaniające do poznawania narodowej mowy, a nawet prezydent Łukaszenka wygłosił w niej całkiem niedawno pierwsze od 20 lat przemówienie. W miastach powstają natomiast kluby konwersacyjne, w których ludzie mogą ćwiczyć swój białoruski. Opozycja przestaje mieć monopol na język, co może mu wyjść tylko na dobre. Jaka będzie natomiast przyszłość, to już czas pokaże – niewykluczone, że na fali nowego samookreślania się narodów w państwach byłego ZSRR możemy jeszcze być świadkami wzrostu popularności tego języka wschodniosłowiańskiego.

Tyle tytułem wstępu. Temat z wielką chęcią poszerzę o inne informacje (materiały do nauki, opis samego języka – jest bowiem wiele cech wyróżniających go na tle pozostałych języków wschodniosłowiańskich, czy nawet najprostsze porady turystyczne) jeśli tylko zauważę osoby zainteresowane tematyką, dlatego gorąco zachęcam do komentowania.

 

Podobne artykuły:

Lwowiaki nie mówią ino bałakają – czyli o języku polskim na Ukrainie

Język rosyjski na Ukrainie

Czy i kiedy opłaca się uczyć ukraińskiego?

Jak się nauczyć cyrylicy w 2 dni?

Jak się nauczyć rosyjskiego?

O Gotach, Wandalach i ich językach

Parę dni temu miałem okazję odbyć ze znajomą bardzo ciekawą dyskusję na temat pochodzenia narodów, tego czy istniały one od zawsze, czy też są jedynie wynalazkiem ostatnich kilku wieków. W jej trakcie cofnęliśmy się m.in. do epoki wędrówek ludów, kiedy to liczne zbitki przeważnie germańskich plemion postanowiły w obawie przed nadciągającymi Hunami przekroczyć granice cesarstwa rzymskiego i następnie walnie przyczynić się do jego upadku. Nawet osoby niespecjalnie zainteresowane historią słyszały o takich plemionach jak Goci czy Wandalowie, które na przełomie IV oraz V wieku najbardziej dały się we znaki Rzymianom, ostatecznie zdobywając nawet Wieczne Miasto odpowiednio w 410 i 455 roku (ciekawostką jest, że Rzym był zdobyty w 472 roku po raz trzeci przez Burgundów, o czym wspomina się tylko okazjonalnie). Ślad po nich jednak w dużej mierze zaginął. Co się z nimi stało? Jakimi przede wszystkim językami władali? Jak one wyglądały? Kiedy wyginęły? Gdzie można znaleźć ich pozostałości? W poniższym artykule postaram się nieco przybliżyć tę skomplikowaną tematykę.

Plemiona Gotów i Wandalów wybrałem nieprzypadkowo – po pierwsze, poprzez swoją wędrówkę przyczyniły się one w największym stopniu do upadku zachodniej części imperium rzymskiego, wykrawając na jego terenie w V wieku osobne królestwa w Galii, Hiszpanii oraz północnej Afryce, po drugie natomiast, ich języki należały do grupy języków wschodniogermańskich, których dziś już próżno szukać na lingwistycznej mapie Europy. Trudno określić liczbę barbarzyńców, jaka przekroczyła Ren i Dunaj w omawianym okresie, jeszcze trudniej jest dyskutować o takich kwestiach jak skład etniczny poszczególnych plemion – możemy jednak z całą pewnością stwierdzić, że było ich znacznie mniej, niż to zwykło się sądzić dawniej (R. Collins w swoim dziele „Visigothic Spain 409-711" podaje, iż w momencie wkroczenia na półwysep Iberyjski stanowili oni faktycznie mniej niż 2% jego ludności, dodając przy okazji, że nawet bardzo wygórowane szacunki nie przekraczają 10%) oraz że były mniej homogeniczne, niż to nam się wydaje i z wyjątkiem wąskiej warstwy będącej zalążkiem późniejszej arystokracji stanowiły mieszaninę wolnych ludzi różnorakiego pochodzenia. W skład armii króla Genzeryka, która dokonała w 429 roku inwazji na Afrykę, wchodzili zarówno Wandalowie i inne germańskie plemiona, ale spory odsetek stanowili również irańscy Alanowie czy galijscy wieśniacy znani pod nazwą bagaudów, którzy mając dość ucisku władzy centralnej postanowili dołączyć do plemienia, którego celem naczelnym było znalezienie nowych siedzib. Język czy pochodzenie nie odgrywały aż tak istotniej roli, znacznie ważniejszy był w tym wypadku wspólny cel oraz religia – przybyszów odróżniało od Rzymian przede wszystkim to, że byli arianami.

Arianizm stanowił na przełomie wieków najpoważniejszą konkurencję dla katolicyzmu w chrześcijańskim świecie – o jego mocnej pozycji świadczy chociażby fakt, iż zdecydowanie sprzyjali mu panujący w latach 337-361 i 364-378 cesarze Konstancjusz II oraz Walens. Na okres ich panowania przypada działalność misyjna biskupa Wulfili, który postanowił przełożyć Ewangelie na język gocki. Przekład ten znany jako Biblia Wulfili lub Codex Argentus jest po dziś dzień najważniejszym źródłem do jakichkolwiek badań nad językiem gockim i kluczem do jego poznania. Z jego kart wyłania się język germański znacznie różniący się od tych współczesnych, z jednej strony pełen archaizmów zbliżających go do hipotetycznego języka pragermańskiego, z drugiej natomiast wykazujący odrębną ścieżkę rozwoju niż języki północno- i zachodniogermańskie. Dzisiaj przyjmuje się, że stanowił on część grupy określanej jako języki wschodniogermańskie. W jej skład wchodziły przynajmniej 3 języki:
– gocki
– wandalski
– burgundzki
Niektórzy autorzy do grupy tej zaliczają również język przybyłych w VI wieku do Italii Longobardów, ale w związku z poświadczonymi zmianami spółgłoskowym tożsamymi dla górnoniemieckiego, a więc zachodniogermańskiego obszaru językowego, przynależność longobardzkiego jest tematem kontrowersyjnym.

Objętość artykułu na Woofli nie zezwala na dogłębną analizę języka gockiego i osoby bardziej zainteresowane tematem odsyłam przede wszystkim do kultowej już książki Josepha Wrigtha pt. „Grammar of the Gothic Language" będącej jednym z najłatwiej dostępnych opracowań tego języka oraz stron University of Texas czy Project Wulfila. Materiałów do jego nauki, podobnie jak w przypadku języków klasycznych, jest wbrew pozorom dość dużo.

alfabet_gocki

Gocki alfabet

Język gocki jako język wschodniogermański
Oto gocki przekład Ewangelii św. Łukasza 2:1-10 (komentarz gramatyczny do tegoż znajdziecie na stronie UoT) zapisany w dzisiejszej transkrypcji. Warto bowiem dodać, że Wulfila wymyślił na potrzeby swojego przekładu alfabet oparty na podstawie greki, którego jednak nie użyję tutaj ze względu na możliwe problemy z jego wyświetlaniem w przypadku braku zainstalowanych gockich czcionek.:
Warþ þan in dagans jainans, urrann gagrefts fram kaisara Agustau, gameljan allana midjungard. soh þan gilstrameleins frumista warþ at [wisandin kindina Swriais] raginondin Saurim Kwreinaiau. jah iddjedun allai, ei melidai weseina, ƕarjizuh in seinai baurg. Urrann þan jah Iosef us Galeilaia, us baurg Nazaraiþ, in Iudaian, in baurg Daweidis sei haitada Beþlahaim, duþe ei was us garda fadreinais Daweidis, anameljan miþ Mariin sei in fragiftim was imma qeins, wisandein inkilþon. warþ þan, miþþanei þo wesun jainar, usfullnodedun dagos du bairan izai. jah gabar sunu seinana þana frumabaur jah biwand ina jah galagida ina in uzetin, unte ni was im rumis in stada þamma. jah hairdjos wesun in þamma samin landa, þairhwakandans jah witandans wahtwom nahts ufaro hairdai seinai. iþ aggilus fraujins anaqam ins jah wulþus fraujins biskain ins, jah ohtedun agisa mikilamma. jah qaþ du im sa aggilus: ni ogeiþ, unte sai, spillo izwis faheid mikila, sei wairþiþ allai managein, þatei gabaurans ist izwis himma daga nasjands, saei ist Xristus frauja, in baurg Daweidis.

Nawet niewprawione w lingwistycznych zagadkach oko zauważy, że mówimy tu o języku germańskim – zwroty w stylu „warþ þan in dagans jainans" są doskonale czytelne dla osób znających chociażby niemiecki. Jednocześnie też trudno zakwalifikować go do któregokolwiek z języków nowożytnych. Obecność litery „þ" („thorn") skłania do porównań z językiem islandzkim i nie jest to wcale pozbawione podstaw, bo litera „þ" jest swoistym archaizmem, a tych w obydwu językach jest dość dużo. Za taki można też uznać przypadki, których gocki ma aż 5 (wliczając w to szczątkowy wołacz) – w pozostałych językach germańskich system deklinacyjny uległ sporym uproszczeniom.

dialekty_germanskie

Dialekty germańskie w I wieku n.e. Zielonym kolorem zaznaczono grupę wschodniogermańską, do której należał język gocki.

Z wymienionych przedstawicieli grupy wschodniogermańskiej jedynie gocki wytworzył coś na kształt własnej literatury i możemy pokusić się o jego rekonstrukcję. W przypadku pozostałych dwóch, znaczną większość leksykonu stanowią imiona oraz nazwy własne, pozwalające jednak ponad wszelką wątpliwość dowieść bliskiego pokrewieństwa z językiem Wulfili. Wspomnieliśmy jednak o tym, iż wspomniane plemiona utworzyły organizmy państwowe na dalekim zachodzie – dlaczego więc mówimy o językach wschodniogermańskich? Ma to związek przede wszystkim z ich geograficznym rozmieszczeniem w latach wcześniejszych. Różne odłamy wschodnich Germanów zamieszkiwały tereny dzisiejszej Polski i Ukrainy i to właśnie tam, w warunkach względnej izolacji od Skandynawów czy też plemion uważanych za przodków dzisiejszych Niemców (Alamanowie, Bawarowie, Frankowie i Sasi), doszło najpewniej do ich wyodrębnienia. Szczególne ważną rolę historyczną odegrali w tym kontekście Goci, którzy w połowie III wieku zajęli niemal cały obszar czarnomorskiego wybrzeża od Dunaju aż po Półwysep Krymski, regularnie nękając wschodnie prowincje imperium rzymskiego. Apogeum ich znaczenia we wschodniej Europie przypada na połowę IV wieku, kiedy wpływy ich króla Hermenaryka sięgały wybrzeży Bałtyku, Morza Czarnego oraz brzegów Donu i Wołgi. Wtedy też nastąpił najazd koczowniczych Hunów, który wywrócił wschodniogermański świat do góry nogami – pierwsza połowa Gotów uznała zwierzchnictwo tych ostatnich i pozostała na wschodzie (Ostrogoci), druga postanowiła natomiast wyruszyć w poszukiwaniu siedzib na zachód (Wizygoci). Wędrówka Wizygotów usłana licznymi sukcesami, jak chociażby zwycięstwo pod Adrianopolem (378) czy złupienie Rzymu (410), zakończyła się w Hiszpanii, która od 507 roku stała się centrum ich nowego królestwa. Ostrogoci odzyskali niezależność dopiero w 454 roku, kiedy koalicji germańskiej udało się pokonać Hunów nad rzeką Nedao (swoją drogą jest to jedna z ważniejszych bitew w historii Europy, o których większość podręczników się nawet nie zająknie) i następnie wyruszyli również na zachód, żeby ostatecznie osiedlić się w Italii. Nieco inną drogę przeszli Wandalowie – ci przekroczywszy Ren, wtargnęli do Galii, następnie Hiszpanii, żeby ostatecznie założyć swoje królestwo ze stolicą w afrykańskiej Kartaginie.

Wymarcie języków wschodniogermańskich
Krym, Włochy, Hiszpania czy Tunezja nie należą dziś do miejsc, w których spodziewalibyśmy się spotkać jakikolwiek żywioł germański w charakterze innym niż turystyczny i prawdę mówiąc nie sądzę, by sytuacja wyglądała inaczej, gdyby historia potoczyła się inaczej, a organizmy państwowe przetrwały znacznie dłużej niż 300 lat, jak to miało miejsce w przypadku Królestwa Wizygotów, które upadło jako ostatnie, po najeździe arabskim w 711 roku. Zwłaszcza pod względem językowym wędrówki ludów były dla wschodnich Germanów samobójstwem. Język gocki, którym władała jedynie niewielka część samych Gotów stanowiących w najlepszym wypadku kilka procent społeczeństwa, stał na przegranej pozycji w stosunku do łaciny, będącej od wieków skodyfikowanym językiem administracji i nauki oraz jej lokalnych wariantów, którymi posługiwała się reszta ludności. Sami Goci zresztą najprawdopodobniej tym się zbytnio nie przejmowali i wtapiali się w miejscowe społeczeństwo, porzucając swój ojczysty język na rzecz łaciny. Źródła w każdym razie nie mówią o jakichkolwiek próbach ratowania ginących języków wschodniogermańskich, co z jednej strony jest trochę smutne, z drugiej natomiast pokazuje, iż jest to typowy problem świata nowożytnego. Nasi przodkowie odnosili się do języka przede wszystkim jako do środka komunikacji – jeśli uznawali go za niepraktyczny, to po prostu go bez jakichkolwiek sentymentów odrzucali na rzecz innego, co może być tematem do refleksji. Szacuje się, że użycie języka gockiego zanikło w VI wieku w przeciągu zaledwie jednego stulecia. Ciosem stało się zwłaszcza przyjęcie katolicyzmu przez króla Rekkareda w 589 roku – jednocześnie język gocki, już wcześniej używany przez nieliczną część społeczeństwa, stracił nawet swoją pozycję jako języka obrzędowego miejscowych arian. Tym samym odszedł on w zapomnienie i jedynym śladem, jaki pozostawił na Półwyspie Iberyjskim, są germańskie imiona takie jak Rodrigo, Alfredo, Americo, Fernando, Alfonso, Hermenegildo, Roberto, Osvaldo – początkowo nadawane przede wszystkim w obrębie gockiej szlachty w Asturii, która jako jedyna oparła się arabskiej inwazji, a następnie rozpowszechnione również wśród prostego ludu. Poza imionami, lista słów wizygockiego pochodzenia jest bardzo skąpa: agasajo (got. gasalja), guardia (got. wardja), guardián (got. wardjan), atacar (got. stakka). Zupełnie rozpłynął się natomiast język Wandalów. Po podbiciu ich królestwa przez Bizancjum w 534 roku, zniknęli oni z kart historii, będąc najprawdopodobniej już wtedy zromanizowanymi w podobnym stopniu jak ich hiszpańscy pobratymcy.

Ostatnie gockie ślady na Krymie
Nie wiemy, kiedy i gdzie zmarła ostatnia osoba posługująca się językiem gockim. Prawdopodobnie najdłużej język gocki utrzymał się paradoksalnie na Krymie, który pozostawał przez wiele lat odizolowany od świata wielkiej polityki, co pozwalało uniknąć dominacji innych kultur. Pod koniec XVI wieku obiegła nawet Europę wiadomość o rzekomym odkryciu na Krymie osad, których mieszkańcy mówią germańskim językiem, mają jasne włosy i niebieskie oczy, w przeciwieństwie do swoich sąsiadów. O specyficznym wyglądzie niektórych greckich mieszkańców Mariupola, nie używających już jednak innego języka, pisał w 1890 roku F.A. Braun, sugerując, że byli to zhellenizowani Goci (I.Nordgren „The Well Spring of the Goths"). Trudno informacje te w jakikolwiek sposób potwierdzić i nie sposób im zaprzeczyć. Zdaje się jednak, że tezy mówiące o prawdopodobnym przetrwaniu Gotów jako osobnej grupy etnicznej do 1944 roku, są mocno przesadzone. Większość wtopiła się z czasem w miejscową ludność stając się Grekami, Tatarami bądź Karaimami, kończąc w ten sposób romantyczną swoją historię.

Podobne artykuły:
O dwóch legendarnych słowiańskich literach
Rola współczesnej nauki języków klasycznych (łacina, greka, scs)
5 języków słowiańskich, o których zapewne nie słyszeliście – połabski
Języki regionalne Francji – oksytański. Część 3.
Języki regionalne Francji – oksytański. Część 2.

5 języków słowiańskich, o których nigdy nie słyszeliście – (2/5) kajkawski

100_7535

Kościół św. Marka w Šestine pod Zagrzebiem

W naszym cyklu poświęconym niszowej słowiańszczyźnie opuścimy dziś granice Niemiec (nie będziemy bowiem mówić w tym cyklu o językach łużyckich, które, choć nie mogą się poszczycić sporą liczbą użytkowników, posiadają oficjalny status) i udamy się na dłuższą chwilę do północnej Chorwacji, bo właśnie tam znajduje się kolebka drugiego języka, o którym chciałbym opowiedzieć. Sam artykuł będzie też swego rodzaju rozliczeniem z przeszłością – starsi czytelnicy „Świata Języków Obcych" pamiętają zapewne, że cztery lata temu wyjechałem na krótko do Zagrzebia (zahaczając przy okazję o Macedonię, co zaowocowało dwoma wpisami na temat tamtejszego języka). Były wielkie plany, by poważnie zająć się chorwackimi dialektami, a zwłaszcza stołeczną gwarą i napisać na ten temat serię artykułów, które z różnych powodów się nie urzeczywistniły. Czas więc nadrobić zaległości i jednocześnie uzupełnić parę luk we wcześniejszych wpisach o językach byłej Jugosławii.

Na Woofli wielokrotnie już pisaliśmy, że różnica pomiędzy językiem a dialektem jest bardzo płynna i nierzadko większe znaczenie na tym polu odgrywają względy polityczno-historyczne niż językowe. Obszar byłej Jugosławii dostarcza nam w tej materii wielu paradoksów. Jesteśmy przyzwyczajeni do sytuacji, w której na skutek dominacji jednego z dialektów formuje się jeden język standardowy. W Chorwacji mamy sytuację całkiem odwrotną – wskutek zawirowań politycznych na przestrzeni ostatnich kilkudziesięciu lat z jednego dialektu oficjalnie wyodrębniły się aż cztery języki (serbski, chorwacki, bośniacki, czarnogórski). Sam standard chorwacki z powodów politycznych został paradoksalnie oparty na najbardziej serbskim wariancie – gdy w XIX wieku popularne wśród południowych Słowian były tendencje zjednoczeniowe ojciec języka chorwackiego Ljudevit Gaj poszedł dokładnie tą samą drogą co jego serbski odpowiednik Vuk Karadžić, dzięki czemu powstał faktycznie jeden język, kompletnie ignorujący fakt istnienia peryferyjnych dialektów, które, co warto zaznaczyć, miały już na swoim koncie bogaty dorobek literacki. Gdyby historia potoczyła się trochę inaczej moglibyśmy mieć dziś do czynienia z trzema rzeczywiście różniącymi się językami – w zamian mamy cztery, które, choć faktycznie bliźniaczo podobne, ze względów czysto politycznych niekiedy na siłę usiłuje się zmieniać w celu odróżnienia od pozostałych. Jak się mają natomiast dialekty, które mimo wyraźnych cech odrębnych nie stały się podstawą jakiegokolwiek języka urzędowego? Jak wygląda przede wszystkim sytuacja kajkawszczyzny, która od wieków była rodzimą mową mieszkańców Zagrzebia i okolic (to co dziś nazywamy językiem chorwackim przyszło do Zagrzebia faktycznie dopiero na przełomie XIX i XX wieku)?

karta_Kajkavski_jezík.jpg

Współczesny zasięg kajkawszczyzny. Źródło: zvirek.net

Na początek scenka z zagrzebskiego życia codziennego – wchodząc do kuchni witały mnie niemal zawsze dwie rzeczy. Pierwszą była nadająca bez przerwy lokalna rozgłośnia radiowa, w której pomiędzy utworami biesiadnymi a reklamami regularnie emitowano hasło „Radio Kaj za kajkavski kraj". Drugą był nasz współlokator, pochodzący z Zagorja Damir, którego chorwacki standard był gęsto ubarwiony lokalnym dialektem (wszechobecne „kaj" czy „kužiš" to tylko najbardziej oczywiste przykłady) i trochę czasu minęło zanim w pełni dostroiłem się do jego sposobu wyrażania samego siebie. Jako osoba rozmiłowana we wszelkiego rodzaju różnicach dialektalnych, ale jednocześnie też zupełnie świadoma ich stopniowego zaniku, z pewną rezerwą podchodziłem do danych mówiących o przewadze dialektu kajkawskiego w okolicach Zagrzebia. Miłym zaskoczeniem był dla mnie więc fakt, że mnóstwo elementów tegoż było rzeczywiście wykorzystywanych w codziennej mowie mieszkańców stolicy. Usłyszenie natomiast partykuły pytającej „što" użytej przez kogokolwiek miejscowego graniczyło niemal z cudem. Bo w Zagrzebiu niepodzielnie panuje „kaj". Im dalej na północ, w kierunku Varaždina, tym mowa tubylców ma mniej cech wspólnych z językiem urzędowym. Inna jest też mentalność, architektura – przeciętnemu Polakowi Chorwacja kojarzy się przede wszystkim z dalmatyńskim wybrzeżem oraz wyspami, podczas gdy tak naprawdę jest to strasznie zróżnicowany kulturowo kraj i wiele razy odnosiłem wrażenie, że jego poszczególne poszczególne części składowe zwyczajnie do siebie nie pasują i tylko przypadek sprawił, iż dziś połączone są w jeden organizm państwowy. Przebywając na Zagorju, które jest bastionem kajkawszczyzny i rozmawiając z miejscowymi bez problemu można wyczuć poczucie odrębności oraz lokalną dumę z bycia najbardziej ułożoną, gospodarną i najchłodniejszą w kontaktach międzyludzkich społecznością w Chorwacji. Kulturowo jest Zagorcom znacznie bliżej do Słoweńców, Austriaków czy Węgrów niż do swoich nadmorskich pobratymców. W samej kajkawszczyźnie znajduje się zresztą mnóstwo zapożyczeń z niemieckiego i węgierskiego, a z racji pokrewieństwa niektórym gwarom bliżej do języka słoweńskiego niż chorwackiego (kolejny z serii jugosłowiańskich paradoksów).

100_7659

Rynek w Varaždinie

Historia samego języka (celowo używam terminów zamiennie, bo jak zaraz się okaże, ciężko o jednoznaczność w tym temacie) kajkawskiego jest równie ciekawa. Jedna z ciekawszych hipotez mówi, iż przed przybyciem plemion madziarskich na tereny Wielkiej Niziny Panońskiej ludność ją zamieszkująca używała dialektów kajkawskich oraz wchodzących dziś w skład grupy zachodniosłowiańskiej słowackich, które do początków X wieku rozwijały się obok siebie zachowując do dziś zresztą wiele cech wspólnych (o tych szerzej pod koniec artykułu). Jak już wspomniałem w poprzednim artykule, pojawienie się Węgrów poważnie zachwiało światem słowiańskim i doprowadziło do tego, iż grupa zachodnia i południowa zaczęły się rozwijać całkiem niezależnie od siebie. Zamieszkujący obecne tereny Węgier ludność słowiańska z czasem przyjęła język najeźdźców, a niedobitki przetrwały na Słowacji i na Zagorju. Panowanie węgierskie, które od 1526 było równoznaczne z panowaniem dynastii Habsburgów w ogromnej mierze wpłynęło na pogłębianie różnicy pomiędzy kajkawszczyzną, a sąsiednimi dialektami czakawskim i sztokawskim. Kajkawcy nigdy nie zaznali niewoli tureckiej i, podobnie jak Polacy, pielęgnowali mit obrońców Europy przed muzułmanami – daremnie więc szukać w ich mowie tureckich zapożyczeń, tak szeroko rozpowszechnionych we wszystkich językach opartych na dialekcie sztokawskim. Długi dystans dzielił też Kajkawców od Adriatyku, co jednocześnie spowodowało brak elementów pochodzenia włoskiego, których jest mnóstwo w czakawskich gwarach Dalmacji oraz Istrii. Zapożyczano natomiast głównie z niemieckiego i węgierskiego.

100_7004

Trg bana Jelačića w Zagrzebiu

Po kajkawsku od połowy XVI wieku również pisano przez co zdawał się on być na dobrej drodze do wyewoluowania w nowoczesny język urzędowy. Stało się jednak inaczej. W XIX wieku dostrzegano odrębność kajkawskich dialektów, ale językoznawcom bardzo ciężko było jednoznacznie określić do czego najłatwiej je przyporządkować. Osobom znającym chorwacki polecam krótką pracę Mijo Lončarića pt. „Kajkavsko narječje u svjetlu dosadašnjih pručavanja", gdzie problem opisany jest znacznie szerzej – tutaj postaram się streścić kilka panujących ówcześnie poglądów na temat językowej przynależności kajkawszczyzny:
a) kajkawski wraz ze słoweńskim jako język chorwacki w opozycji do serbskiego, który zawierał dialekty czakawskie i sztokawskie
b) kajkawski wchodzący w skład języka słoweńskiego (zwolennikiem tego poglądu był ojciec języka słoweńskiego Jernej Kopitar)
c) kajkawski i/lub czakawski jako język chorwacki w opozycji do sztokawskiego, który uważany był za język serbski
d) kajkawski wchodzący w skład szeroko rozumianego języka serbsko-chorwackiego, ostatecznie opartego wyłącznie na dialektach sztokawskich (zwolennikiem tej opcji był Ljudevit Gaj i z czasem większość chorwackich językoznawców)
Wygrała opcja ostatnia, język chorwacki został oparty na dialektach sztokawskich przejmując bardzo niewiele z kajkawskiej leksyki. Następne lata były okresem stopniowej degradacji kajkawszczyzny i ekspansji dialektu sztokawskiego, który szerzył się zwłaszcza w ośrodkach miejskich za sprawą masowej migracji zarobkowej z terenów Slawonii, Dalmacji czy Bośnii. Paradoksalnie dopiero ostatnimi laty podejmuje się, w dużej mierze sztuczne, próby przeładowania języka oficjalnego peryferyjnymi wyrazami celem powiększenia dystansu do języka serbskiego – dialekty kajkawskie świetnie się akurat do tej roli nadają, bo, w odróżnieniu od wszystkich pozostałych, z Serbią nie miały na przestrzeni wieków zasadniczo nic wspólnego i dysponują sporym arsenałem sobie tylko właściwych zwrotów.

100_7560

Samobor

Jak wygląda i brzmi język kajkawski? W odróżnieniu od przedstawionego w poprzednim odcinku języka połabskiego możemy się tu pokusić o znacznie ciekawsze przykłady niż „Ojcze nasz". Bardzo ciekawą stroną, na której można znaleźć masę materiałów poświęconych kajkawszczyźnie (zarówno po kajkawsku i angielsku) jest zvirek.net, gdzie znajdziemy zarówno dzieła literackie, artykuły naukowe jak i krótkie prezentacje na temat cech odróżniających język kajkawski od chorwackiego – w tych ostatnich ogromny nacisk jest położony m.in. na podobieństwa języka kajkawskiego do języków zachodniosłowiańskich:
– w kajkawskim zachowane zostały dyftongi „uo, oa, ie": kaj. duogi – pl. długi – chorw. dugi
– w kajkawskim istnieją tylką długie formy przymiotników podobnie jak w zachodniej słowiańszczyźnie
– w kajkawskim nie ma zamiany spółgłosek k,g,h na c,z,s w odmianie rzeczowników: kaj. oblak – oblaki, słow. oblak – oblaky, chorw. oblak – oblaci
– podobnie jak w czeskim „v-" znajduje się przed „u" i „o" na początku: vugurek, vuho, vulica
– w kajkawskim tworzy się tak samo czas przyszły: kaj. ja bu(de)m čital, pl. ja będę czytał, hr. ja ću čitati
– rzeczowniki rodzaju męskiego w dopełniaczu liczby mnogiej kończą się na „-ov": kaj. jezikov, pl. języków, chorw. jezika
– rzeczowniki rodzaju żeńskiego w dopełniaczu liczby mnogiej tracą sufiks: kaj. krav, pl. krów, chorw. krava
– jer przeszedł w „e" zamiast „a": kaj. den, veter, pekel – słow. den, vietor, peklo – chorw. dan, vjetar, pakao
Zdecydowanie inna jest też kajkawska wymowa, która w pewnym stopniu przypomina pod względem ruchomego akcentowania język rosyjski. Najlepszym przykładem jest film chorwackiej telewizji o gwarach kajkawskich w gminie Dubravica – narracja jest oczywiście w standardowym chorwackim, ale warto posłuchać od 7 minuty krótki fragment czytany po kajkawsku.

Do zagłębiania się w tematykę dialektalną oczywiście jak zwykle gorąco zachęcam – czasem zdaje się to być z czysto praktycznej perspektywy mało przydatne, ale w rzeczywistości pozwala nam lepiej zrozumieć rzeczywistość, w której się znajdujemy, łatwiej wniknąć w mikroświat tubylców i choć przez chwilę żyć jak oni, czerpiąc z danego miejsca znacznie więcej niż jest to dane zwykłemu turyście. Zachęcam też do wizyty w Zagrzebiu i okolicach – nie ma tam plaży, słońca, ludzie są bardzo zdystansowani (zwłaszcza gdy porówna się ich z pozostałymi narodami zamieszkującymi Bałkany), ale jest to naprawdę ciekawy region z malowniczymi miasteczkami i wzgórzami oraz austro-węgierskimi tradycjami, który można polubić.

Cykl „5 języków słowiańskich, o których nie słyszeliście":

1/5 – język połabski

Podobne artykuły:
O dwóch legendarnych słowiańskich literach
Dlaczego serbski? Dlaczego chorwacki?
W jakim języku się mówi w byłej Jugosławii?
Język macedoński w praktyce
Macedoński – wstęp i z czego się uczyłem przez ostatni miesiąc

Francuski w Québecu – jak zrozumieć Kanadyjczyka?

„Voyage, voyage!” – kojarzycie tę piosenkę, prawda? Podejrzewam, że nie ma osoby, która nie znałaby tego francuskiego hitu. Nie mieliście wrażenia, że ten język tak ładnie brzmi? Że słowa idealnie układają się w jedną melodyjną frazę? Jeśli tak, to macie świetne ucho – subiektywna opinia 🙂 To prawda, francuski jest ogromnie melodyjnym językiem, więc wszelkie piosenki i wiersze brzmią niesamowicie.
Obecnie językiem francuskim posługuje się około 240 mln ludzi na pięciu kontynentach. W dwudziestu dwóch krajach jest jedynym urzędowym, natomiast w pozostałych powszechnie się go używa – te kraje to między innymi Tunezja, Maroko, Algieria, Liban, Mauretania czy Wietnam. Oprócz tego jest oczywiście oficjalnym językiem Unii Europejskiej. Poniżej znajduje się mapka obrazująca użycie języka francuskiego na świecie.
pays_fr

Język francuski ma oczywiście kilka odmian – wprawdzie głównie uczymy się akcentu paryskiego, ale istnieją także inne wariacje, na temat których pisał już Karol, w swojej serii artykułów o językach regionalnych Francji.

Postanowiłam zająć się krajem, z którego pochodzą między innymi Celine Dion, Garou i Nelly Furtado. Ten tekst będzie poświęcony Kanadzie, jej językom oficjalnym i regionowi Québec. Na początek proponuję troszkę historii. Skąd język francuski w  Kanadzie?  Europejska kolonizacja Kanady rozpoczęła się w XV wieku, kiedy to angielski żeglarz odkrył wschodnie wybrzeże. W 1497 John Cabot dopłynął do wybrzeży Ameryki Pòłnocnej  i odkrył Nową Fundlandię i Labrador. Z kolei w 1534 Francuz Jacques Cartier dotarł do wybrzeży Kanady. Francja założyła swoją prowincję o nazwie Nowa Francja, następnie Port Royal w 1605 i Québec w 1608. Około 30 lat później Kanada stała się oficjalną prowincją Francji, a pozostałe tereny obok Nowej Francji były zarządzane przez Anglię. W XVIII wieku rozpoczęła się walka o Kanadę pomiędzy Anglikami i Francuzami. Ostatecznie Francja zrzekła się swoich posiadłości na rzecz Anglii. W 1867 roku powstała konfederacja kanadyjska w ramach Brytyjskiej Wspólnoty Narodów, która w 1931 ogłosiła niepodległość. Voilà, oto historia Kanady w ogromnym skrócie. Niestety, musiałam zagłębić się trochę w historię, żebyście mogli zobaczyć, skąd tak silny wpływ języka francuskiego w tym miejscu na świecie.

Jako była kolonia francuska Kanada ma dwa języki oficjalne – język angielski oraz  język

Flaga Quebecu

francuski.  Jednakże przeważają miejsca, gdzie używa się tylko angielskiego. Wyjątkiem jest Québec – tutaj status jedynego języka urzędowego ma francuski, a konkretniej jego kanadyjska odmiana. Natomiast jedyną prowincją, gdzie oficjalnie używa się zarówno angielskiego, jak i francuskiego, jest Nowy Brunszwik.  Oczywiście ludzie mieszkający w Kanadzie posługują się również innymi językami, wśród których jednym z najpopularniejszych jest chiński.  Aczkolwiek w innych prowincjach także są społeczności , które posługują się językiem francuskim – szczególnie w Ontario, prowincji Manitoba i Nowej Szkocji. Przyjrzyjmy się tabelce, która pokazuje dane z roku 2006 i 2011 na temat posługiwania się językiem francuskim przez mieszkańców Kanady :

Kryterium znajomości języka Canada
2006 2011
liczba procent liczba procent
Język ojczysty 6 970 405 22,3 7 298 180 22,0
Język używany w domu 7 463 665 23,9 7 892 195 23,8
Język używany najczęściej 6 777 665 21,7 7 115 100 21,5
Język używany regularnie 686 000 2,2 777 095 2,3
Pierwszy oficjalny mówiony język 7 370 350 23,6 7 691 705 23,2
Umiejętność podtrzymania konwersacji 9 590 700 30,7 9 960 590 30,1

źródło : Statistique Canada

 

Jak wynika z tabelki, co trzeci mieszkaniec Kanady deklaruje umiejętność przeprowadzenia rozmowy w miejscowej odmianie francuskiego. Jak się mówi po francusku w Kanadzie? Porównałabym to do odmian języka angielskiego – mamy British English vs. American English – gramatyka się nie zmienia, słownictwo może się różnić, ale najwięcej trudności przysparza kwestia wymowy. Podobnie jest z francuskim z Francji i tym z Kanady.

Nie jest tajemnicą, że Francuzi uważają się za naród wybrany, a swój język za najpiękniejszy. I może właśnie dlatego tak bardzo przeszkadza im kanadyjski akcent, z którego często się śmieją. Generalnie mieszkańcy Québecu są częstym tematem żartów – oto przykład :

Jak nazywa się inteligentny mieszkaniec Kanady? Turysta 😉

Taki stan rzeczy spowodowany jest troszkę złośliwością, a troszkę faktem, że stereotypy na temat Kanadyjczyków wciąż funkcjonują i mają się dobrze. Powszechnie Kanada kojarzy się z zimnym krajem, gdzie ludzie ubrani w koszulach w kratę rano idą rąbać drewno, a wieczorem grają w hokeja. Spójrzcie też na to, jak do swojego pochodzenia odnosi się Jim Carrey – jak widać, część stereotypów pokutuje też w Stanach : Jim Carrey o Kanadzie

Ale wracając do samego języka i jego wariacji, pozwolę sobie wyróżnić kilka głównych punktów:

– anglicyzmy – z pewnością powiązane z historią Kanady i jej geograficznym położeniem. Z jednej strony francuski w Québecu jest bogaty w słowa pochodzenia angielskiego, ale istnieje też przekonanie, że ludzie niechętnie używają słów typu ‘le weekend’ i zastępują je francuskim ‘le fin de la semaine’ (koniec tygodnia). Przykładem może być wyrażenie idiomatyczne ‘Moi pour un’ wzorowane na angielskim ‘I for one’ podczas gdy we Francji używa się zwrotu „Pour ma part”.

– żeńskie odpowiedniki zawodów – we Francji o pani doktor powiemy raczej w formie męskiej natomiast w Québecu często używa się form żeńskich ; ‘la docteure’ (pani doktor), ‘l’écrivaine’ (pisarka), ‘la première ministre’ (pani premier).

– słownictwo dotyczące informatyki – ciekawe jest to, że zupełnie inaczej nazywa się na przykład email czy spam. I wygląda to następująco : e-mail – ‘le courriel’, mail spam – ‘le pourriel’, chat – ‘le clavardage’.

kontrasty samogłoskowe – francuski kanadyjski zachował rozróżnienie pomiędzy samogłoską „a" tylnią i przednią. O ile we Francji zanika granica pomiędzy tylnym i przednim ‚a’, o tyle w Kanadzie wciąż można je usłyszeć. Przykładem słowa, które wymawiane było z tylnym „a" jest âne – osioł.

Na wielki finał zostawiłam sobie unikatowy akcent z Québecu – osobiście nie umiem naśladować Kanadyjczyków, dla Francuzów natomiast jest to nie lada gratka. Jednakże ktoś, kto zna francuski nawet na podstawowym poziomie i nie jest mu obca fonetyka, będzie miał naprawdę twardy orzech do zgryzienia, aby zrozumieć francuski z Kanady. Ten akcent jest bardzo specyficzny – nawet tłumacze przyznają, że dla niewprawionego ucha jest to naprawdę ciężkie zadanie. Oczywiście posłużę się tutaj filmem, żebyście mogli usłyszeć różnice w wymowie: na tym filmiku pani mówi z akcentem québecois  (są też angielskie napisy z tłumaczeniem) —>French vs. Quebecois
Ogólnie największe różnice fonetyczne polegają na przekształceniu głosek t i d na głoski ts i dz przed u,i ,ui – Cela veut dire (d przechodzi w wymowie w dz). Ponadto, inną kwestią jest wymowa t na końcu wyrazu, którego w standardowym francuskim nigdy się nie wymawia, i tak na przykład wyraz łóżko ‘le lit’ we Francji czytane jest jako ‘li’, natomiast w Québecu jako ‘le lit’, co może bardzo utrudniać odbiór języka.

I tutaj kolejny film o wymownym tytule „straszliwy akcent quebecois" – Canadian accent

 

Istnieje także odmiana języka francuskiego, który różni się od tego, jakim mówi się w Québecu. Język francuski akadiański jest używany w atlantyckich prowincjach Kanady – przede wszystkim w Nowym Brunszwiku, południu Nowej Szkocji, na Wyspach Księcia Edwarda i Wyspach Magdaleny. Język akadiański charakteryzuje się tym, że nie ma tam właściwego francuskiego „r". Słowa wymawiane są z takim samym dźwiękiem, jaki mamy w języku polskim. Ciąg w pisowni „re" zmienia się w wymowie w „er" – wyraz fredaine będzie więc czytany jako fɛrˈdɛn

Odmiana języka francuskiego z Québecu jest bardzo ciekawa i ubolewam nad faktem, że w Polsce nie jest w ogóle nauczana – podejrzewam, że trudno też znaleźć native’a, który by z nami poćwiczył ten akcent.

A co Wy myślicie na ten temat? Czy podoba Wam się akcent Kanadyjczyków? Czy uważacie, że warto się uczyć i warto znać różne odmiany jednego języka? Jestem ciekawa Waszych odczuć, więc śmiało komentujcie 😉

Już niebawem ukaże się kolejny artykuł, w którym dowiemy się, co znaczy kanadyjski „tabarnak”, kim są Metysi i jak wygląda język michif.

5 języków słowiańskich, o których zapewne nie słyszeliście…

Niklot

Książę Obodrytów Niklot (-1160)

…jeśli Słowiańszczyzna nie jest czymś, czym zajmujecie się od dłuższego czasu. Zgodnie z tytułem porzucimy dziś południową Francję, którą mieliśmy okazję odwiedzić ostatnim razem i zawitamy w rejony znacznie nam bliższe zarówno geograficznie jak i językowo. Języki słowiańskie są na dobrą sprawę jedynymi, do nauki których kiedykolwiek Czytelnika bezpośrednio namawiałem – uważam, że nawet średnio inteligentny rodzimy użytkownik polskiego w relatywnie krótkim czasie jest w stanie nabyć umiejętności umożliwiające dość swobodną konwersację oraz czytanie literatury w dowolnym innym języku słowiańskim. Połączenie języków z gałęzi zachodniej (tu mamy polski), wschodniej (np. rosyjski) oraz południowej (np. serbski) jest w stanie zupełnie zmienić nasze spojrzenie na więzi, jakie łączą nas z innymi narodami Europy środkowo-wschodniej, nadać im nowy wymiar, pozwala też na znacznie lepsze wzajemne zrozumienie, którego niestety często brakuje. Dzisiejszym artykułem chciałbym jednak zacząć serię o dialektach/językach, których próżno szukać w atlasie geograficznym i których ze względu na ich niszowość bądź wymarcie niełatwo się nauczyć. Zapraszam do krótkiej podróży po peryferiach Słowiańszczyzny.

Na początek cofnijmy się o 1100 lat, do okresu, który śmiało można nazwać apogeum słowiańskiej obecności w Europie. Wraz z upadkiem chanatu awarskiego na przełomie VIII i IX wieku plemiona słowiańskie stały się dominującą grupą etniczną na całym obszarze od Łaby po Ruś i od Bałtyku do Morza Egejskiego. Trudno dziś stwierdzić, na ile możliwe było wzajemne zrozumienie chłopa żyjącego na terenie dzisiejszej Meklemburgii i mieszkańca Sołunia (słowiańska nazwa greckiego miasta Saloniki – w językach południowosłowiańskich używana powszechnie do dziś); nie ulega jednak wątpliwości, że podobieństw pomiędzy ich gwarami było znacznie więcej, niż obecnie w przypadku kaszubskiego oraz macedońskiego, które są ich odległymi spadkobiercami. Niewątpliwie wiele daje do myślenia fakt, iż sołuński dialekt, który legł u podstaw języka staro-cerkiewno-słowiańskiego zdołał zdobyć sobie uznanie na obszarze niemal całej Słowiańszczyzny, a jego uniwersalność pozwoliła mu odegrać w rozwoju dzisiejszych standardów niemal taką samą rolę, jaką łacina pełniła wśród języków romańskich. Przede wszystkim był on związany z Wielkimi Morawami – tworem państwowym, który w okresie swojej świetności obejmował teren dzisiejszej Słowacji, Czech, Węgier, północnej Serbii oraz najprawdopodobniej południowej Polski i którego upadek w pierwszej połowie X wieku za sprawą konfliktów z Niemcami oraz przybyłych ze wschodu Madziarów oznaczał nieodwracalne przerwanie bezpośredniego kontaktu gałęzi południowych i zachodnich oraz przejście żywiołu słowiańskiego do defensywy. Poniższy artykuł nie ma być tyradą wymierzoną w wyżej wspomniane narody – ma raczej unaocznić, do jakich ciekawych przetasowań potrafi doprowadzić historia na przestrzeni wieków i jak na tle tych przetasowań wypadła w ostatecznym rozrachunku Słowiańszczyzna.

640px-Petrikirche_mit_Stadtmauer-3

Petrikirche w Rostocku

1) Język połabski
Podróżując przez wschodnie Niemcy, można niemal na każdym kroku spotkać nazwy miejscowości, które już na pierwszy rzut oka zdają się być podejrzanie słowiańskie takie jak Pankow, Hönow, Rudow, Güstrow, Pieskow, Seelow. Absolutnie nie ma tutaj mowy o jakimkolwiek przypadku. We wczesnym średniowieczu były to tereny zamieszkałe przez Słowian, których osady przetrwały do dzisiejszych czasów zachowując swoje stare brzmienie (zmianie uległa jedynie wymowa finalnej głoski „w" – tej Niemcy nie wymawiają). Dawne korzenie można znaleźć nawet w toponimach, które na pierwszy rzut oka wydają się rdzennie niemieckie. Największym miastem Meklemburgii jest Rostock, którego nazwa pochodzi od słowiańskiego roztok, które oznacza „ujście rzeki" (co ciekawe, Rostock pojawia się też w nieoficjalnym kaszubskim hymnie „Zemia Rodnô", w którym to kaszubski kraj rozciąga się „(…)Òd Gduńska tu, jaż do Roztoczi bróm".). Znaczenie nazwy wspomnianego już wyżej miasta Güstrow staje się znacznie łatwiejsze do odgadnięcia, kiedy wiemy, że po serbsko-chorwacku gušter oznacza „jaszczurkę". W połabskim słowo to miało formę guščer. Mamy więc „Jaszczur(k)ów". Stralsund to po kaszubsku Strzelewò. Wismar to Wyszomierz. Słowiańskiego pochodzenia są końcówki -itz (polskie -ice/-ica) również szeroko rozpowszechnione we wschodnich landach. Najlepszym przykładem jest miejscowość Crostwitz w Saksonii, która po górnołużycku nazywa się Chrósćicy. Gdy dodamy, iż także końcówka -in posiada niegermańskie korzenie, dojdziemy do wniosku, że nawet niemiecka stolica musiała być kiedyś zamieszkana w znacznej mierze przez ludność pochodzenia słowiańskiego. Co więc się z nią stało? Co stało się z językiem Słowian zamieszkujących ziemie pomiędzy Odrą a Łabą?

ostsiedlung

Rozwój osadnictwa niemieckiego na ziemiach wschodnich w średniowieczu.

Przede wszystkim należy na początek odróżnić dwie grupy Słowian zamieszkujące ziemie leżące na zachód od Odry. Pierwszą grupą są zamieszkujący tereny dzisiejszej Brandenburgii (dłuż. Bramborska) i Saksonii (głuż. Sakska) Łużyczanie, którzy stosunkowo wcześnie (X wiek) przyjęli zwierzchnictwo niemieckie, ulegli chrystianizacji i paradoksalnie mimo tej uległej postawy przetrwali do dziś, w odróżnieniu od swoich walecznych pobratymców z północy. Mowa o zamieszkujących obszar dzisiejszej Meklemburgii plemionach słowiańskich, takich jak Obodryci oraz Wieleci, których powszechnie nazywa się Słowianami połabskimi. Ci opierali się bardzo długo niemieckiemu naporowi oraz misjom chrystianizacyjnym – ostatni rozdział tej walki, prowadzony przez będącego do dziś symbolem antygermańskiego oporu księcia Niklota, okazał się wyniszczający dla całej populacji słowiańskiej na terenie dzisiejszych północnych Niemiec. Gdy w 1167 roku syn Niklota Przybysław składał hołd lenny, który oznaczał de facto koniec niepodległej Słowiańszczyzny na zachód od Odry, cały kraj był w ruinie i jedynym ratunkiem pozostawało włączenie się w pełni do systemu politycznego Rzeszy, który zakładał stopniową germanizację podbitych ziem. Następcy Przybysława (którzy, co ciekawe, już jako niemiecka dynastia rządzili Meklemburgią do roku 1918) wspierali też niemiecką kolonizację ziem północnych w celu zagospodarowania nieużytków i ożywienia lokalnej gospodarki. Z napływającej ludności germańskiej oraz resztek miejscowej ludności słowiańskiej wykształciła się z czasem zupełnie nowa grupa etniczna znana jako Meklemburczycy, władająca jednym z dialektów języka północnoniemieckiego. Dialekty połabskie tymczasem stopniowo zanikały.

Wendland-Chronik_ma

J.P.Schultze – „Die Wendland Chronik"

Ostatnią słowiańską wyspą w niemieckim morzu była okolica znana do dziś jako Wendland, tzn. kraj Wendów (niem. określenie Wenden jest często nadal używane zarówno w odniesieniu do Słowian połabskich, jak i Serbów łużyckich) na granicy dzisiejszej Meklemburgii, Dolnej Saksonii oraz Saksonii-Anhalt. Język połabski przetrwał tam na tyle długo, że zdążyli się nim zainteresować niemieccy uczeni z Wilhelmem Gottfriedem Leibnizem na czele. Ważną rolę w dokumentacji języka połabskiego odegrał też sołtys wsi Süthen, Jan Parum Schultze (1677-1740), który zdając sobie sprawę, iż jest jedną z ostatnich osób władających tym odizolowanym od reszty Słowiańszczyzny dialektem, postanowił zachować informacje o nim dla potomnych, dzięki czemu przynajmniej w szczątkowej formie możemy się dziś dowiedzieć, jak połabski mógł brzmieć. Prace Paruma Schultzego są bezcenne, zwłaszcza gdy weźmiemy pod uwagę, iż ostatnia użytkowniczka języka połabskiego zmarła w roku 1756. Słownik połabsko-polsko-czesko-niemiecki oraz wiele innych opracowań na podstawie materiałów Schultzego można znaleźć na stronie internetowej http://tyras.sweb.cz/polabane/pravo.html (swoją drogą jeśli ktoś jest zainteresowany słowiańskim językoznawstwem, warto przejrzeć wszystkie strony pana Vladislava Knolla, który jest ich autorem). Gramatyka języka połabskiego w języku polskim jest natomiast dostępna na stronie Śląskiej Biblioteki Cyfrowej, gdzie odsyłam wszystkich szerzej zainteresowanych omawianą tu tematyką.

Tym, którzy chcą pozostać na Woofli, przytoczę tekst Ojcze nasz po połabsku. Został on zapisany w XVIII wieku przy użyciu zasad pisowni niemieckiej, więc na pierwszy rzut oka wygląda dość pokracznie, jednakże gdy już się przyzwyczaimy, można bez problemu odróżnić pojedyncze słowa i zauważyć stosunkowo liczne germanizmy (wordoj, rik, komaj, bringoj) :

Aita nos, tâ toi jis wâ nebesai, sjętü wordoj tüji jaimą; tüji rik komaj; tüja wüľa mo są ťüńot kok wâ nebesai tok no zemi; nosę wisedanesnę sťaibę doj nam dâns; a wütâdoj nam nose greche, kok moi wütâdojeme nosim gresnarem; ni bringoj nos wâ warsükongę; toi losoj nos wüt wisokag chaudag. Pritü tüje ją tü ťenądztwü un müc un câst, warchni Büzac, nekąda in nekędisa. Amen.

Więcej połabskich tekstów znajdziecie na podlinkowanych wyżej stronach. O samych językach wymarłych oraz wadach/korzyściach wynikających z ich studiowania będę miał okazję jeszcze kiedyś zapewne napisać. O pozostałych językach słowiańskich również – docelowo zresztą artykuł ten miał opowiadać o kilku z nich, ale z racji ilości wiedzy, jaką chciałem przekazać (a jest to zaledwie jej niezbędna cząstka) zrobiła się z tego trochę dłuższa opowieść o zaledwie jednym z nich. Mam nadzieję jednak, że wyszło to tylko zarówno Czytelnikom, jak i Woofli tylko na dobre.

Cykl „5 języków słowiańskich, o których nie słyszeliście":

2/5 – język kajkawski

Podobne artykuły:
Język kaszubski – nowe źródła
Lwowiaki nie mówią ino bałakają – o języku polskim na Ukrainie
Język rosyjski na Ukrainie
Po naszemu, czyli kilka słów o gwarach wielkopolskich
Języki regionalne Francji – oksytański

Języki regionalne Francji – oksytański. Cześć 1.

Po sześciu miesiącach przerwy (zdecydowanie za długiej) nadszedł czas na odświeżenie „Świata Języków Obcych" i kontynuację cyklu poświęconego francuskim językom regionalnym. Temat dzisiejszego artykułu jest na tyle szeroki i zawiły, że postanowiłem podzielić go na kilka części. Oksytański (zwany również językiem prowansalskim bądź też langue d'oc) w odróżnieniu od omawianych już alzackiego, baskijskiego czy bretońskiego jest bowiem językiem romańskim, którego znaczenie dla historii Francji, a szczególnie jej południowej części, jest znacznie większe i nie ogranicza się do roli regionalnej. Zaryzykuję nawet tezę, że gdyby parę wieków temu historia potoczyła się inaczej to dziś w niczym nie ustępowałby językowi francuskiemu. Tak się, jak wiemy, nie stało i dziś oksytański jest dowodem na to jak język, w którym niegdyś powstawały dzieła na skalę europejską potrafi w ciągu kilkuset lat niemal zniknąć z ludzkiej świadomości. Jednak dorobek, historia, unikalna pozycja w rodzinie języków romańskich oraz coraz bardziej udane próby rewitalizacji sprawiają, że trudno przejść obok niego obojętnie.

W polskim językoznawstwie jeszcze do niedawna znacznie częściej można było się spotkać z nazwą prowansalski, zapożyczoną od jednego z regionów, w których oksytański był niegdyś rozpowszechniony. Nazwa ta wydaje mi się jednak myląca – po pierwsze nie uwzględnia pozostałych departamentów francuskich, w których język jest używany, po drugie sugeruje, jakoby właśnie Prowansja miała być jego bastionem, co nie przekłada się na rzeczywistość. Żeby wyjaśnić skąd się wziął oksytański musimy się cofnąć o 1600 lat, do czasów, kiedy przez Galię przetoczyły się hordy plemion germańskich, które wyrwały ją ostatecznie z rąk cesarstwa rzymskiego. Już wtedy południowa i północna część prowincji znacznie się od siebie różniły. O ile południe było bogatsze oraz leżało w bezpośredniej bliskości ścisłego centrum rzymskiej kultury, o czym świadczyła chociażby ogromna liczba miast, tak północ miała charakter bardziej peryferyjny, gdzie większe osady powstawały na bazie obozów wojskowych, a ogromny wpływ na lokalne dialekty miały dominujące przed rzymskim podbojem języki celtyckie. Różnica utrzymała się również po zajęciu całej Galii przez Franków, co nastąpiło w wyniku bitwy pod Vouillé w 507 roku. Żywioł germański nigdy tak naprawdę nie zagościł na południu, które pozostało rzymskie w swym charakterze. Miejscowe redakcje łaciny, jakkolwiek różniące się w średniowieczu już znacznie od starożytnego standardu, rozwijały się własnym rytmem, nie zatracając jednocześnie kontaktu z Italią czy Półwyspem Iberyjskim. Północ jednak została poddana znacznym wpływom frankijskim i odbiło się to istotnie na rozwoju języka francuskiego.

Langues d’oïl oraz langues d'oc.
Powszechnie przyjmuje się, że galijskie dialekty łaciny zostały rozbite na dwie główne grupy: langues d’oïl oraz langues d'oc. Ich zasięg terytorialny przedstawia poniższa mapa francuskich języków regionalnych.

Francuskie języki regionalne w połowie XIX wieku.

Nazwy grup dialektalnych pochodzą od wyrazów oznaczających partykuły twierdzące. Na północy było to oïl (pochodzi od łacińskiego hoc il, a przerodziło się w dzisiejsze oui), na południu natomiast oc (od łacińskiego hoc). Langue d’oïl, jak już wcześniej wspomniałem, w związku z wpływem substratu celtyckiego oraz germańskiego w dużej mierze oderwał się od innych języków romańskich i jego odmienność  (porównywalna chyba tylko z językiem rumuńskim) jest oczywista nawet dla osób, które nigdy specjalnie się tą rodziną nie zajmowały. Langue d'oc natomiast pozostał bliżej centrum i przez wieki stanowił coś na kształt pomostu łączącego język włoski oraz hiszpański. Cóż się stało, że niemal nikt już o tym, niegdyś ważnym dla europejskiej kultury, języku nie pamięta?

Okres świetności języka oksytańskiego
Średniowieczna Francja jest podawana często za wzorcowy przykład państwa o strukturze feudalnej. Poszczególne regiony były zarządzane przez możnych, którzy formalnie uznawali zwierzchnictwo króla. Faktycznie jednak, aż do XIII wieku  władza królewska była fikcją, co sprzyjało tendencjom odśrodkowym i samodzielnemu rozwojowi peryferyjnych państewek. Jednym z nich było hrabstwo Tuluzy , które stało się ważny ośrodkiem kulturowym oddziaływującym mocno również na tereny znajdujące się poza granicami korony francuskiej. Oddziaływanie to pociągało za sobą również  rozprzestrzenianie się langue d'oc, który dominował na dworze tuluzańskim (herb hrabiów Tuluzy – złoty krzyż na czerwonym tle – do dziś jest symbolem rozmaitych organizacji oksytańskich). Za sprawą znanych na całym kontynencie trubadurów język oksytański stał się głównym językiem poezji średniowiecznej. Warto pamiętać, że nawet król Anglii Ryszard Lwie Serce, będący jednym  z trubadurów nie tworzył po angielsku (którego najprawdopodobniej w ogóle nie znał), czy francusku, lecz właśnie w langue d'oc. Oksytański był też jednym z pierwszych wariantów łaciny, w którym rozwinęło się osobne piśmiennictwo i stał się pod tym względem prekursorem oddziałując znacznie na pozostałe języki romańskie. Niewiele osób zdaje sobie sprawę z tego, że współczesny alfabet portugalski został oparty na pisowni oksytańskiej i to właśnie w południowej Francji po raz pierwszy zaczęto używać dwuznaków rh i lh, które dziś na pierwszy rzut oka wyróżniają portugalski spośród innych języków romańskich. 




Widok na most oraz katedrę w Albi – jeden z najprężniej działających ośrodków katarskich w XIII wieku.



Wyprawa przeciw albigensom i jej skutki dla rozwoju języka oksytańskiego
Pozycja języka oksytańskiego uległa zmianie dopiero pod koniec średniowiecza wraz ze wzmocnieniem władzy królewskiej, która preferowała paryską wersję langue d’oïl. Punktem zwrotnym w historii południowej Francji stała się wojna, jaka miała miejsce w latach 1209-1229. Wyprawy krzyżowe skierowane przeciwko herezji katarów (zwanych też albigensami – nazwa pochodzi od miasta Albi, jednego z ważniejszych miast średniowiecznego południa Francji) zamieniły się formalnie w krwawy podbój południa przez możnych z północy związanych bezpośrednio z królem. Wraz z nimi przybył na te tereny langue d’oïl, który już stopniowo zaczął dominować jako język rycerstwa i administracji. Ostatnią prowincją, w której język oksytański został wycofany z oficjalnego użytku w 1789 roku było Béarn położone przy granicy hiszpańskiej. Langue d'oc pozostał jednak mimo wszystko nadal obecny w miastach i wsiach południowej Francji. Decydujący cios zadały mu dopiero idee francuskich rewolucjonistów, o czym napiszę już w części drugiej. 

W następnych częściach postaram się też opowiedzieć trochę więcej o samym języku, jego pozycji w rodzinie języków romańskich, aktualnej sytuacji oksytańskiego języka, kultury oraz świadomości narodowej. Wspomnę też parę słów o podręczniku Parli Occitan, jaki udało mi się nabyć podczas pobytu w okolicach Tuluzy. Jeśli masz natomiast jakieś ciekawe spostrzeżenia, chciałbyś podziękować, ewentualnie skrytykować fakt długiego zastoju na blogu i zmotywować do dalszego pisania będę bardzo wdzięczny za każdy komentarz z Twojej strony. Tak czy inaczej, cieszę się, że wróciłem do pisania.

Podobne posty:
Języki regionalne Francji – baskijski
Języki regionalne Francji – bretoński
Języki regionalne Francji – alzacki
Język kaszubski – jedyny język regionalny w Polsce
Afrikaans – krótki wstęp historyczno-kulturowy

Języki regionalne Francji – baskijski

W trzeciej części cyklu dotyczącego języków regionalnych Francji z Bretanii przeniesiemy się kilkaset kilometrów na południe, do Kraju Basków, by poznać kolejną grupę etniczną zamieszkującą największy pod względem powierzchni kraj Unii Europejskiej oraz jej język. Baskowie są ewenementem na skalę europejską niemal pod każdym względem – szacuje się, iż są ostatnimi potomkami ludów zamieszkujących nasz kontynent przed przybyciem Indoeuropejczyków i mimo kilku tysięcy lat romanizacji udało im się zachować odrębny język, którego do dziś językoznawcy nie potrafią poprawnie skategoryzować. I który, co najciekawsze, jest językiem ze wszech miar żywym, który można bez problemu usłyszeć na ulicy, znaleźć w gazetach, telewizji, internecie.

Baskowie lubią o sobie opowiadać, że są pierwszym narodem, jaki kiedykolwiek zamieszkiwał Europę, a  ich język jest najstarszym językiem kontynentu, jeśli nie świata. Do przechwałek tego rodzaju warto zawsze mieć podejście krytyczne, bo przeważnie mają niewiele wspólnego z prawdą i bardziej odzwierciedlają dumę narodową czy zwyczajną niewiedzę niż faktyczny stan rzeczy. Baskowie jednak są bardzo specyficzną grupą i ich przechwałki mogą mieć wiele wspólnego z rzeczywistością. Władają bowiem jedynym językiem izolowanym w Europie, który najprawdopodobniej pojawił się tu znacznie wcześniej niż mowy indoeuropejskie stanowiące grupę zdecydowanie dominującą na kontynencie. Samych teorii dotyczących pochodzenia Basków jest wiele. Niektórzy badacze sugerują, że ich język jest ostatnim przedstawicielem odrębnej grupy rozsianej niegdyś na terenie całej zachodniej Europy, która najpierw straciła na znaczeniu po nadejściu Celtów (o których była mowa w ostatnim artykule) i ostatecznie zanikła po podboju tych terenów przez Rzymian. Ciężko jednak stwierdzić, jaki był faktycznie zakres geograficzny występowania języków baskijskich, czy w ich skład wchodziły inne poświadczone historycznie języki iberyjskie (więcej na ten temat znajdziecie w artykule peterlina pt. „Baskijski. Historia i pokrewieństwo") i jak wygląda ich stopień pokrewieństwa z poszczególnymi grupami językowymi świata. Próbowano już baskijski przypisać do tak odległych geograficznie języków jak gruziński, czeczeński. Najśmielsze teorie wiązały go nawet z językami drawidyjskimi, które do dziś używane są w południowych Indiach oraz na Sri Lance (najbardziej znanymi ich przedstawicielami sa telugu oraz tamilski) czy senegalskim wolof. Póki co nikt nie przedstawił przekonujących dowodów, które raz na zawsze rozwiązałyby tę kwestię i powszechnie baskijski jest uważany jako język sui generis.

Odsetek osób dwujęzycznych na terenie Autonomicznego Kraju Basków. Źródło: http://www.euskara.euskadi.net

Kraj Basków a język baskijskiKraj Basków (bądź też używając autochtonicznej terminologii Euskal Herria), jak powszechnie wiadomo, państwem niezależnym nie jest – jego większa część znajduję się w granicach Hiszpanii i obecnie jest podzielona pomiędzy Autonomiczny Kraj Basków (bas. Euskal Autonomia Erkidegoa) oraz Nawarrę (bas. Nafarroako Foru Erkidegoa). W tym pierwszym dwujęzyczność jest traktowana bardzo poważnie, a działania na rzecz popularyzacji języka baskijskiego są podejmowane na masową skalę, szczególnie wśród dzieci i młodzieży, do czego walnie przyczyniło się powstawanie baskijskich szkół (tzw. Ikastola). Spowodowało to sytuację, która jest ewenementem, przynajmniej na skalę europejską. W Autonomicznym Kraju Basków obejmującym prowincje Bizkaia (Bilbo/Bilbao), Gipuzkoa (Donostia/San Sebastian) oraz Alava (Gasteiz/Vitoria) najwyższy odsetek osób posługujących się językiem baskijskim nie stanowią ludzie starzy, ale właśnie osoby poniżej 24 roku życia, co każe patrzeć z optymizmem na rozwój języka baskijskiego w tym regionie i zdecydowanie różni strukturę wiekową jego użytkowników od tej, z jaką mamy do czynienia omawiając niemal każdy język regionalny na naszym kontynencie. Niegorzej radzą sobie Baskowie w północnej części Nawarry, aczkolwiek próżno ich szukać na południu zamieszkanym w znacznej większości przez Hiszpanów.

Północno-wschodni obszar zamieszkany przez Basków znajduje się natomiast pod jurysdykcją Francji i sytuacja przypomina w nim tą, jaką znamy już z omawianych poprzednio Bretanii oraz Alzacji. Ikastola nie jest tutaj tak dobrze zadomowiona jak po drugiej stronie Pirenejów, a samodzielnie języka mało kto chce się uczyć. Z bardzo zresztą praktycznych powodów. Bo język jest w życiu codziennym nieprzydatny, a na dodatek jest trudny. Jeśli w alzackim bez problemu można dojrzeć podobieństwa do niemieckiego, a w bretońskim przynajmniej ogólne zasady znane z indoeuropejskiego półświatka, o tyle baskijski jest totalną abstrakcją dla każdego bez wyjątku.

Tradycyjne zielono-czerwone proporce na jednej z uliczek Bajony – nieoficjalnej stolicy francuskiego Kraju Basków.

Czy język baskijski jest trudny?
Wydaje mi się, że zamiast bawić się w snucie teorii na temat rzekomej obcości baskijskiego należy zaprezentować przykłady jego używcia. Na początek proponuję deklarację praw człowieka, która będzie jeszcze mniej zrozumiała niż w wersji bretońskiej: Gizon-emakume guztiak aske jaiotzen dira, duintasun eta eskubide berberak dituztela; eta ezaguera eta kontzientzia dutenez gero, elkarren artean senide legez jokatu beharra dute. Dla tych, którzy nadal nie mają dosyć polecam jedną z baskijskich gazet – http://www.berria.info/
Jeśli natomiast ktoś chce próbkę języka mówionego można posłuchać online baskijskiego radia „Euskadi Irratia" – http://www.eitb.com/eu/irratia/euskadi-irratia/irratia-online/ . Dla osób, które nie mają styczności z hiszpańskim język ten będzie brzmiał bardzo podobnie, bo fonetyka jest dość zbliżona. Słownictwo jest jednak w tym przypadku barierą nie do przejścia.
Do zupełnie obcej leksyki dochodzi znacznie odmienna od indoeuropejskiej gramatyka, której motywem przewodnim są dwa przypadki – absolutivus i ergativus, z powodu których możemy baskijski nazywać językiem ergatywnym. Co to znaczy? Postaram się wytłumaczyć to w jak najprostszy sposób. Otóż w baskijskim coś tak podstawowego jak rola podmiotu i dopełnienia zdania różni się od tego co znamy z niemal wszystkich innych języków (oprócz baskijskiego ergatyw pojawia się jedynie w kilku językach kaukaskich, tybetańskim czy niektórych rdzennych językach obu Ameryk). O ile w polskich zdaniach „Przyjaciel idzie" oraz „Przyjaciel przynosi książkę„, słowo „przyjaciel" nie zmienia swojego przypadku, o tyle w ich baskijskich odpowiednikach występuje sytuacja na pierwszy rzut oka dość dziwna. Przyjaciel to po baskijsku „laguna„, a przetłumaczone zdania brzmią: „Laguna dator" i „Lagunak liburua dakar„. Litera „k" na końcu podmiotu w zdaniu drugim symbolizuje użycie ergatywu, który opisuje agens (tj. wykonawcę orzeczenia) w zdaniu z czasownikiem przechodnim (tj. takim, które ma dopełnienie bliższe, wyrażane w języku polskim głównie poprzez biernik bądź dopełniacz). Nie zmienia się natomiast słowo „liburua„, które jest w tym wypadku dopełnieniem – przeciwnie, jest opisane przez absolutyw, czyli przypadek, który w pierwszym zdaniu opisuje podmiot zdania z czasownikiem nieprzechodnim (tj. takim, które nie ma dopełnienia jak spać, iść). Dosłownie więc drugie zdanie baskijskie bardziej przypomina konstrukcję w stylu: „Przezprzyjaciela książka przynosi".
Ergatyw to tylko początek zmagań z baskijską gramatyką, o której, z uwagi na moją bardzo ograniczoną wiedzę na ten temat więcej pisać nie będę. Zainteresowanych odsyłam na stronę „Euskal Herriko Unibertsitatea" gdzie można ściągnąć „Krótką gramatykę języka baskijskiego".

Jak już wspomniałem językiem baskijskim nie władam nawet w najmniejszym stopniu, więc proszę powyższego artykułu nie traktować jako specjalistyczne opracowanie. Celem było przede wszystkim zaprezentowanie języka baskijskiego w sposób możliwie przystępny komuś kto nigdy nie miał z nim bliższego kontaktu. Jeśli chcesz artykuł pochwalić, skrytykować bądź dodać coś od siebie, to nie wahaj się dodać swojego komentarza.

Podobne posty:
Języki regionalne Francji – bretoński
Języki regionalne Francji – alzacki
O albańskim języku słów kilka
Afrikaans – krótki wstęp historyczno-kulturowy
Pierwsze wrażenia z nauki xhosa

Języki regonalne Francji – bretoński

Przed trzema miesiącami mieliśmy okazję przeczytać na „Świecie Języków Obcych" o dialekcie alzackim – pierwszym z oficjalnie uznawanych języków regionalnych Francji. Uważając temat za niezwykle ciekawy z językoznawczego punktu widzenia postanowiłem go kontynuować. Dziś wybierzemy się więc kilkaset kilometrów na zachód, do magicznej krainy zwanej przez starożytnych Armoryką, natomiast obecnie Bretanią. To właśnie tam, podobnie jak  w komiksach o Asteriksie opierającym się Rzymianom, zachowała się niewielka populacja, która do dziś włada jedynym językiem celtyckim w kontynentalnej części Europy i próbuje zachować swoją odrębność kulturową w obrębie państwa francuskiego. 

Niegdyś języki celtyckie stanowiły jedną z najważniejszych grup w obrębie rodziny indoeuropejskie obejmując swoim zasięgiem niemal całą zachodnią Europę. Niestety historia okazała się dla nich niezwykle niemiłosierna – najpierw straciły swoje znaczenie w związku z ekspansją imperium rzymskiego, która zapoczątkowała trwający do dziś w Bretanii proces romanizacji. Później w czasach wędrówek ludów Celtowie musieli ustąpić germańskim najeźdźcom na wyspach brytyjskich. W efekcie języki celtyckie całkiem straciły na znaczeniu i  obecnie liczba osób mówiących w nich biegle wynosi około 1-2 milionów. Obecnie najbardziej żywym z tych języków zdaje się być walijski, który w 2011 uzyskał nawet status urzędowego w Walii. Status urzędowego języka posiada też irlandzki, aczkolwiek jego użycie w praktyce wygląda bardzo różnie. Nie ma czasu teraz na roztrząsanie tego tematu, ale jeśli ktoś jest zainteresowany tą tematyką polecam mu obejrzeć niezwykle ciekawy program „No Béarla" – prowadzący go Manchán Magan przemierza w kolejnych odcinkach swój ojczysty kraj i próbuje załatwiać codzienne sprawy używając wyłącznie irlandzkiego. Sam program uważam za niezwykle ciekawy i zmuszający do refleksji nad procesem globalizacji, który doprowadza do zanikania różnorodności kulturowej na świecie. Język szkocki (mam tu na myśli celtycki Gàidhlig, a nie Scots będący dialektem germańskim) znajduje się obecnie na granicy wymarcia. Manx i kornijski zdążyły natomiast już raz umrzeć i obecnie próbuje się te języki ożywić – wydaje się to temat niezwykle ciekawy, który warto będzie kiedyś poruszyć na łamach tego bloga. Jak na tym tle wygląda bretoński?

Na wstępie artykułu wspomniałem Asteriksa i dzielnych Galach przeciwstawiających się zapędom Rzymian mającym na celu przyłączenie Armoryki do imperium. Wbrew pozorom język bretoński nie jest bezpośrednim spadkobiercą celtyckich mieszkańców Galii, gdyż ci najpóźniej do końca IV wieku ulegli pełnej romanizacji. Historia jego powstania jest znacznie bardziej zawiła. Na przełomie IV/V wieku Rzym chylił się ku upadkowi, przez granice imperium przewijały się wojownicze plemiona germańskie, natomiast poszczególni cesarze mieli problem z utrzymaniem swoich wpływów nad Renem, w Galii, a później w samej Italii. Nawet jeśli mieli chęć obronić Brytanię przed zakusami barbarzyńców, to nie było ku temu żadnej możliwości; dlatego wyspa została pozostawiona na pastwę losu anglosaskich najeźdźców. Obawiający się o swój los celtyccy mieszkańcy postanowili więc wyemigrować na kontynent i w przeciągu następnych stuleci napłynęli do Armoryki, stając się tam najliczniejszą grupą etniczną i zmieniając tym samym jej nazwę na Bretania (bret. Breizh).Warto dodać, że ogromna liczba miejscowości posiada nazwy mające swoje odpowiedniki na wyspach brytyjskich takie jak Gwened (fr. Vannes) nawiązujące do walijskiego Gwynedd czy też znajdujący się na południowo-zachodnim krańcu półwyspu region Kernew (fr. Cornouaille) będący odpowiednikiem kornijskiego Kernow oznaczającego Kornwalię. Również pod względem lingwistycznym jest bretońskiemu najbliżej do walijskiego oraz kornijskiego, ale o tym trochę później.

Użytkownicy języka bretońskiego w Bretanii. Źródło: Ofis Publik ar Brezhoneg. http://www.opab-oplb.org

Przez wieki książęta bretońscy potrafili utrzymać w mniejszym lub większym stopniu niezależność od znacznie silniejszych sąsiadów. Tym niemniej na dworze bretońskim panowały języki romańskie i próżno szukać średniowiecznych dzieł w tamtejszej odmianie celtyckiego, który pozostał przede wszystkim mową niższych warstw. Dopiero od XV wieku możemy mówić o trwałym włączeniu Bretanii w granice państwa francuskiego. Postępująca w ciągu najbliższych stuleci romanizacja spowodowała, że obecnie językiem bretońskim włada ok. 200 000 osób, z czego znaczną większość stanowią osoby starsze, a UNESCO zamieściło go na liście języków poważnie zagrożonych wyginięciem. Podejmowane są w ostatnich latach próby przywrócenia blasku językowi bretońskiemu – w Bretanii wprowadzono jeden m.in. z najbardziej znanych programów szkół dwujęzycznych. Otwierane są kolejne szkoły Diwan, w których dzieci uczą się po bretońsku, w czym niektórzy widzą szansę na wskrzeszenie języka wśród młodych ludzi. Niestety na przeszkodzie ku temu stoi wiele czynników:

– bretoński jest podzielony na dwa dialekty tzw. KLT (skrót powstał od nazw trzech regionów, w których jest używany Kerne, Léon, Trégor) oraz Vannetais rozpowszechniony niegdyś szeroko w okolicach Vannes i mający najwięcej cech wspólnych z pobliskimi dialektami języka francuskiego. Siłą rzeczy więc standard bretoński trochę odbiega od tego, jak mówi się potocznie w niewielu tradycyjnych bretońskich domach. Dotyczy to zarówno pisowni jak i wymowy. W tej ostatniej można zauważyć znaczny wpływ języka francuskiego – dla osoby nie mającej nigdy do czynienia z językami romańskimi bretoński będzie brzmiał zapewne jak francuski dialekt, bo różnice fonetyczne między nimi z biegiem wieków się po prostu zatarły. Podobny proces ma miejsce w językach łużyckich na terenie Niemiec, ale o tym opowiemy sobie kiedy indziej. Jako przykład mówionego bretońskiego wybrałem krótki film pewnej młodzieżowej organizacji bretońskiej. Nie dlatego, że jest wybitnie ciekawy, ale przede wszystkim obfituje w dialogi i posiada francuskie napisy niezbędne do zrozumienia o czym mowa.

– bretoński zdaje się być zupełnie nieprzydatny i ciężko go zauważyć w sferze publicznej. Niestety jest to smutna prawda i wiele w tym winy ponosi polityka francuskiego rządu na przestrzeni ostatnich lat. Rząd francuski, jak wiadomo, nie ratyfikował Europejskiej Karty Języków Regionalnych i odmawia przyznania językowi bretońskiemu oficjalnego statusu w samej Bretanii. Nawet we wschodniej Bretanii można natknąć się bez problemu na dwujęzyczne drogowskazy, ale trzeba przyznać, że jest to jedna z najmniej potrzebnych form propagowania języka mniejszościowego. Trzeba jednak przyznać, że sytuacja uległa ostatnio znacznej poprawie. Można nawet oglądać audycje telewizyjne w języku bretońskim: http://bretagne.france3.fr/emissions/france-3-breizh

– bretoński jest inny. Niestety jest to spory mankament tego języka. Wspomniany trzy miesiące temu alzacki, czy też oksytański, o którym zamierzam napisać wkrótce są spokrewnione bardzo blisko z niemieckim oraz francuskim i stosunkowo łatwo się jest ich nauczyć jeżeli zna się inny język z tej samej grupy. Z bretońskim sytuacja ma się zdecydowanie inaczej. Wyuczenie się go do poziomu konwersacyjnego wymaga dość sporo zachodu i dla kogoś kto styka się po raz pierwszy w życiu z językami celtyckimi jest on całkowicie niezrozumiały oraz różni się od wszystkiego co dotychczas spotkał. Proponuję każdemu spróbować rozszyfrować to zdanie: Dieub ha par en o dellezegezh hag o gwirioù ez eo ganet an holl dud. Poell ha skiant zo dezho ha dleout a reont bevañ an eil gant egile en ur spered a genvreudeuriezh. Albo prostszy przykład – Ur yezh keltiek a orin eus an Enez Vreizh hag eus skourr ar yezhoù predenek eo ar brezhoneg. Cokolwiek wydaje się znajome?

Stare miasto w Vannes. Zdjęcie: Karol Cyprowski

To na razie tyle. Niestety nie czuję się na siłach, aby obecnie rozprawiać o gramatyce języka bretońskiego. Mimo iż jest ona niezwykle interesująca z językoznawczego punktu widzenia, bo różni się w niektórych aspektach znacznie od pozostałych języków indoeuropejskich, to nie miałem jak do tej pory czasu się z nią dokładnie zaznajomić. Gdyby jednak ktokolwiek miał coś ciekawego do dodania w komentarzach bądź miał pomysły na to, co jeszcze mogłoby się w tym artykule znaleźć to serdecznie zapraszam do ich wpisywania.

Podobne posty:
Języki regionalne Francji – alzacki
Język kaszubski – jedyny regionalny język w Polsce 
Afrikaans – krótki wstęp historyczno-kulturowy
O albańskim języku słów kilka
Język macedoński w praktyce