hiszpański

Moja walka z wiatrakami – nauka francuskiego i hiszpańskiego

Język hiszpański jest bardzo łatwy? Otóż nie. Jak się przekonałam na własnej skórze, to wcale nie jest takie łatwe. Dzisiaj chcę się z Wami podzielić moją przygodą z kolejnym językiem: oto moja historia języka hiszpańskiego w pigułce.

Język hiszpański podobał mi się od zawsze. Zresztą który inny język brzmi tak cudnie w piosenkach? Oprócz włoskiego i francuskiego oczywiście. Poza tym, kiedy śpiewa Ricky Martin, to wszystko wydaje się takie melodyjne, proste, łatwe. To tak się tylko wydaje. W miarę uczenia się każdy język staje się trudny, nawet hiszpański! Jako nauczyciel angielskiego i francuskiego zawsze byłam zainteresowana zarówno kulturą, jak i językiem krajów hiszpańskojęzycznych. Wiedziałam, że pewnego dnia moja wiedza z francuskiego bardzo mi pomoże i opanuję hiszpański w dwa miesiące, tak jak obiecują w reklamach. Życie zweryfikowało moje ambitne plany i jeśli chodzi o pierwsze postanowienie, czyli naukę języka, to jak najbardziej się to udało, natomiast co do rezultatów nauki mam pewne zastrzeżenia.

Zacznę od tego, że założyłam, iż znajomość jednego języka romańskiego pomoże mi w nauce drugiego: skoro mam za sobą całą filologię romańską, powinno mi być łatwiej uczyć się kolejnego języka z tej samej rodziny. Nie wiem, dlaczego tak myślałam. Niestety tak łatwo to nie działa – potrzeba na to dużo więcej czasu, wysiłku i pracy.

Pierwszym zagadnieniem, które sprawiło mi trudność była fonetyka. Pewnie to zdanie brzmi niewiarygodnie, ktoś może sobie pomyśleć: „jak to? Fonetyka w hiszpańskim jest trudna?Przecież tam czyta się prawie każdą literkę, składa je w wyraz i tyle". I paradoksalnie to był dla mnie największy problem. Posługuję się francuskim na co dzień więc wszelkie odejście od tych reguł wymowy, które wpajano mi tyle lat powoduje ból mojego serca. Po francusku słowo to zbiór liter, w tym połowa jest niema. Po prostu tak jest. Spójrzcie na przykłady:

FR : les palmes (palmy) czyt. (le palm) – w tym przypadku rodzajnik liczby mnogiej czytamy jako le ponieważ -s na końcu zdania jest niemy. W rzeczowniku ostatnie – es też jest nieme.
ES : las palmas (palmy) czyt. (las palmas) – tutaj czytamy absolutnie KAŻDĄ literę.

Wyobraźcie sobie, co się działo w mojej głowie. Cytując klasyka – szok i niedowierzanie. Bardzo długo zajęło mi przestawienie się na ten rodzaj wymowy. Chociaż zdarza mi się jeszcze czytanie słów hiszpańskich w sposób francuski np. słowo que (ES : co?) czyt.(ke) czytam po francusku jako que (FR :co?) czyt.(kɘ). To mój klasyczny błąd, który powtarzam cały czas.

Moje kolejne zderzenie z rzeczywistością nastąpiło, kiedy poznałam zaimki dopełnienia. Tam też dzieją się dla mnie rzeczy niestworzone. Ale po kolei. Spójrzcie na przykłady poniżej:

Zaimki dopełnienia bliższego:

FR: J'achète une voiture. (Kupuję samochód) – Czasownik acheter (kupować) łączy się z dopełnieniem bliższym.
Je l’achète (Kupuję go). – La zastępuje nam dopełnienie bliższe, po to żeby uniknąć powtórzenia. W tym przykładzie widzimy tylko l’ ponieważ występuje elizja (rodzajnik kończy się na samogłoskę LA i czasownik zaczyna się na samogłoskę ACHETER – w tym przypadku rodzajnik się skraca i łączy z czasownikiem apostrofem).

ES: Compro este coche. ( Kupuję ten samochód) – Czasownik comprar (kupować) łączy się z dopełnieniem bliższym.
Lo compro. (Kupuję go) – Tutaj dopełnienie bliższe jest zastępowane przez LO. Podobnie jak w przykładzie francuskim zaimek znajduje się przed rzeczownikiem.

To jest zupełnie jasne i nie ma tutaj wielu rozbieżności. Zobaczcie jednak, co się dzieje z zaimkami dopełnienia dalszego.

FR: Je vais envoyer les postales à toi. (Wyślę Ci pocztówki) – Mamy do czynienia z dopełnieniem dalszym, ponieważ czasownik wysyłać tego wymaga. Jego konstrukcja to envoyer quelquechose à quelqu'un – wysyłać coś komuś.
Je vais t’envoyer les postales. (Wyślę Ci pocztówki) – W tym przypadku dopełnienie dalsze zostaje zastąpione przez zaimek TE, który tak jak już wiecie, musi się skrócić do T’ ponieważ wynika to z elizji. Miejsce zaimka jest przed czasownikiem.

ES: Mi hermano compra las flores a su mujer. (Mój brat kupuje kwiaty swojej żonie) – Czasownik kupować comprar wymaga dopełnienia dalszego w konstrukcji kupować coś komuś.
Mi hermano le compra las flores (Mój brat kupuje jej kwiaty) – W tym zdaniu wyrażenie „a su mujer" zostało zastąpione przez zaimek dopełnienia dalszego LE. Podobnie jak we francuskim miejsce zaimka jest przed czasownikiem.

ALE! Uwaga, tutaj zaczynają się hiszpańskie wyjątki, które tak ciężko mi wchodzą do głowy. Zaimek może znaleźć się za czasownikiem jeśli mamy do czynienia z bezokolicznikiem, trybem rozkazującym i gerundio. Tym sposobem w zdaniu możemy spotkać takie twory:

ES: Dímelo! – Powiedz mi to!
No quiero decírtelo – Nie chcę Ci tego powiedzieć.

Podczas gdy po francusku:

FR: Dis-le-moi! – Powiedz mi to! (zwróćcie uwagę na odwrotną kolejność zaimków)
Je ne veux pas vous le dire – Nie chcę Ci tego powiedzieć.

W języku hiszpańskim istnieje tendencja do przyklejania kolejnych zaimków za czasownik co powoduje, że słowo się coraz bardziej rozrasta. Niestety kłóci się to z moim francuskim sercem i bardzo często właśnie w temacie zaimków popełniam błędy.

Oczywiście istnieją też pewne obszary językowe, w których czuje się dużo pewniej po hiszpańsku, bo procentuje wiedza z francuskiego. Doskonałym przykładem jest tryb SUBJUNTIVO. Jest to tryb łączący, który nie występuje w języku polskim. Używa się go wtedy, gdy wyrażamy subiektywne opinie, nasze wrażenia, a także niepewność lub wątpliwość. Istnieją oczywiście listy wyrażeń, po których należy użyć trybu łączącego, ale dużo bardziej naturalnie przychodzi nam go użyć wtedy, gdy zaczynamy go rozumieć. Trzeba to po prostu poczuć i po setnym przykładzie wreszcie zrozumieć. Jako pierwszy poznałam subjonctif we francuskim i gdy spojrzałam na subjuntivo w hiszpańskim byłam bardzo zadowolona, bo wygląda to jak to bardzo podobnie. Zobaczmy przykłady:

FR: Je veux que tu saches que je pense à Toi. – Chcę, żebyś wiedziała że myślę o Tobie. Tryb subjonctif występuje w zdaniu po czasowniku vouloir. Czasownik savoir jest w trybie subjonctif, dla porównania spójrzcie na formę czasownika savoir w czasie teraźniejszym:
Pres:                Subj:

Je sais             Je sache
Tu sais             Tu saches
Il sait                 Il sache
Nous savons     Nous sachions
Vous savez       Vous sachiez
Ils savent           Ils sachent

ES : Quiero que me digas toda la verdad – Chcę, żebyś mi powiedział całą prawdę. Tryb subjuntivo również występuje po czasowniku chcieć – querer – wyraża czynność niezrealizowaną.

I dla porównania wyrażenia, po których występuje tryb łączący:

FR : pourvu que – oby, oby tylko
à condition que – pod warunkiem, że
pour que – aby
avant que – zanim
po que w trybie rozkazującym – Qu'il vienne ici! – Niech przyjdzie tutaj!
ES: ojalá – oby
a condición de que – pod warunkiem, że
para que – aby, żeby
con tal de que – pod warunkiem, że
po que w trybie rozkazującym – Que entre! – Niech wejdzie!

Jeśli chodzi o to zagadnienie gramatyczne, to zdecydowanie znajomość subjonctif w języku francuskim pomogła mi szybciej zrozumieć i nauczyć się tego trybu w języku hiszpańskim.

Co ze słownictwem? Jak myślicie, czy dużo łatwiej mi to wchodzi do głowy? Czasem słówka są niemal identyczne i znaczą to samo. Natomiast są takie, które mi się mylą non stop i używam ich zamiennie. To kolejny słaby punkt, nad którym muszę popracować. W ogóle mam wrażenie, że im więcej się uczę tym mniej wiem i muszę poświęcić jak najwięcej czasu, żeby naprawdę poznać hiszpański.

Jakie są Wasze doświadczenia w nauce wielu języków? Coś Wam pomogło? Może macie jakieś swoje sprawdzone metody, które zdałyby u mnie egzamin? 🙂

 

Podobał Ci się ten artykuł? Spójrz na artykuły o podobnej tematyce:

O łatwości języka hiszpańskiego

Czy język szwedzki jest trudny?

ESOKJ w teorii i praktyce

Portugalski i hiszpański naraz

Czy niemiecki jest trudny?

Angielski jako język globalny

Na świecie ludzie mówią około sześcioma tysiącami języków. Jednak od zawsze istniała potrzeba stworzenia jednego wspólnego języka dla wszystkich mieszkańców naszego globu. Jego znajomość pozwoliłaby na komunikację z osobami spoza naszego kręgu kulturowego, niezależnie od czasu i miejsca. Kiedyś rolę języka globalnego pełniła łacina, a dzisiaj zdecydowana większość lingwistów wskazuje na angielski. Pytanie za sto punktów: dlaczego? Spróbujemy w dzisiejszym artykule znaleźć odpowiedzi na te i inne nurtujące pytania.

Język angielski już dawno przestał być językiem obcym. Jego znajomość to absolutne minimum, jeśli myślimy o wyjeździe za granicę bądź rozmowie o pracę. Oczywiście pojęcie „znajomości języka" nie określa dokładnie, jakiego poziomu oczekujemy, załóżmy jednak, że chodzi o poziom komunikatywny. Czy się to komuś podoba, czy nie, język angielski jest wszechobecny, w każdej dziedzinie życia mamy do czynienia z anglicyzmami. Ale dlaczego to właśnie angielski naturalnie zastąpił łacinę? Przecież istnieją inne języki, które też świetnie sprawdziłyby się w tej roli.

Zaczynając rozważania, warto przypomnieć sobie termin ‘lingua franca’ – język wspólny na obszarze, gdzie mówiono wieloma językami. Zasadniczo odnosi się do łaciny, która nawet wtedy, gdy była językiem martwym, wciąż dominowała w piśmiennictwie. Angielski jest ‘lingua franca’ naszych czasów, jednak inaczej mówi się w Anglii, a inny angielski usłyszymy w Zimbabwe. Profesor Ida Kurcz w swojej książce „Język jako przedmiot badań psychologicznych” proponuje następujące rozwiązanie:

„Wydaje mi się, iż w dalszej przyszłości wyjściem byłoby opracowanie jakiejś standardowej wersji języka angielskiego jako lingua franca ( ELF = English Lingua Franca), która byłaby względnie niezmienna (…) mogłaby wtedy efektywnie służyć międzynarodowej komunikacji w różnych dziedzinach.”

Łacina była językiem dominującym przede wszystkim ze względów religijnych. Była oficjalnym językiem chrześcijaństwa i utrzymała się aż do II Soboru Watykańskiego (1965).  Natomiast potęga angielskiego rozpoczęła się już w trakcie kolonizacji. Po ponad tysiącu lat spędzonych na Wyspach Anglicy zaczęli wysyłać w świat swoich żeglarzy, żołnierzy, misjonarzy i pielgrzymów. W roku 1922 Wielka Brytania miała w swoim posiadaniu prawie ¼ ziem na naszym globie, z populacją sięgającą prawie 450 mln. Z czasem kraje, które powoli zaczęły walczyć o swoją niepodległość, i tak zachowały język angielski jako dominujący lub nauczany w szkołach. Dodatkowo warto wspomnieć o czasach po II wojnie światowej, kiedy Europa się odbudowywała, a w Stanach Zjednoczonych nastąpił wielki boom ekonomiczny i gospodarczy. Krótko po II wojnie światowej to francuski był dominującym językiem dyplomacji i elit intelektualnych, ale został wyparty przez angielski.
Potrzeba jednego wspólnego języka sprawiła, iż nasz rodak Ludwik Zamenhof  starał się utworzyć język uniwersalny – dlatego też stworzył esperanto. Charakterystyką esperanto również zajmuje się Pani Ida Kurcz w wyżej wymienionej książce :

„Jest to sztuczny język o bardzo prostym systemie gramatycznym pozbawionym wszelkich wyjątków, a jego słownictwo wywodzi się z języków indoeuropejskich według zasady, że dane słowo powinno mieć korzenie w kliku językach z tej rodziny językowej”.

Co prawda zainteresowanie esperanto było bardzo duże, przetłumaczono między innymi Biblię i parę innych arcydzieł, jednak język esperanto nie zdobył statusu języka globalnego.

Wróćmy tymczasem do angielskiego, który jest, zaraz po mandaryńskim i hiszpańskim, trzecim językiem używanym na świecie, jednak bardziej od pierwszych dwóch rozproszonym, bo poza Europą, Ameryką Północną i Australią często występuje jako drugi język w Azji i Afryce. Szacuje się, ze posługuje się nim około 1,4 miliarda ludzi. Ale co sprawia, że to akurat angielski jest wiodącym językiem XXI wieku? Pierwsza rzecz, którą podkreśla profesor Kurcz, to logiczność języka  – czyli brak podwójnego przeczenia, inaczej niż w języku polskim. Zdanie Nikt nikomu nic nie powiedział po polsku jest poprawne, natomiast po angielsku można zaprzeczyć tylko jeden raz. Innym argumentem za dominacją angielskiego może być też fakt, że język ten nie ma rodzajów – inaczej niż w przypadku języków na przykład romańskich. Poza tym odmiana czasowników jest bardzo łatwa i niezróżnicowana. Ponadto używamy identycznych form, niezależnie czy zwracamy się do szefa (you), czy opowiadamy coś koleżance (you), co znacznie ułatwia komunikację. Być może właśnie te czynniki spowodowały, że angielski prawie naturalnie opanował świat. Jednak znany lingwista David Crystal, autor książki „English as a global language” uważa, że angielski jest językiem globalnym nie dzięki specyficznym cechom, a dzięki temu, że znalazł się na właściwym miejscu we właściwym czasie.

Skupmy się teraz na innych aspektach – poza tymi językowymi. Otóż angielski jest z całą pewnością językiem Internetu. W zasadzie cały przemysł elektroniczny opiera się na nim. Trzy czwarte korespondencji elektronicznej odbywa się po angielsku. Ponad połowa wszelkich materiałów zamieszczonych on-line jest w języku angielskim. Czyli wygląda na to, że Internet mówi po angielsku.
Inna kwestia to oczywiście biznes, finanse i gospodarka. Każda organizacja globalna (UE, NATO) uznaje angielski za język oficjalny. Giełdy, korporacje i stowarzyszenia także się nim posługują. Potęga gospodarcza USA i zasięg Imperium Brytyjskiego mają ogromny wpływ na pozycję języka w świecie. Kolejny bardzo ważny aspekt to szeroko pojęta  kultura. Angielski jest absolutnie wszędzie – kino, telewizja, mass media. Kto z nas nie słyszał piosenek Michaela Jacksona? Przeboje, przy których dorastały pokolenia, były wykonywane po angielsku. Podobnie z literaturą – największe arcydzieła i bestsellery są pisane po angielsku. I oczywiście film – fabryka snów zalewa nas masą filmów w języku angielskim i to od nas zależy, czy oglądamy je z napisami, czy z lektorem. Także komunikacja w branży naukowej jest oparta na angielskim. Zdecydowana większość czasopism naukowych ukazuje się po angielsku. Angielski jest również językiem turystyki – w tej dziedzinie to absolutny wymóg. Znając angielski, możemy podróżować wszędzie bez obawy, bo prędzej czy później trafimy na osobę także znającą ten język.

Oczywiście trudno wskazać jednoznacznie konkretną cechę, która pomogła angielskiemu osiągnąć aż tak wysoką pozycję. Z całą pewnością nie wystarczy jeden aspekt, musi to być zbieg w jednym czasie wielu czynników, czyli zespół zdarzeń, które powodują, ze język staje się globalny. Gdyby było inaczej, z pewnością japoński byłby pretendentem  do tego tytułu – szczególnie po gigantycznym sukcesie ekonomicznym w latach 1960 – 1990.

Czy angielski pozostanie już językiem globalnym?Tutaj możecie obejrzeć wywiad z Davidem Crystalem na ten temat – klik. Cóż, być może za 100 lat to właśnie mandaryński przejmie pałeczkę i będzie wiódł prym na całym świecie. Chyba nie pozostaje nam nic innego, jak tylko czekać i obserwować pilnie ten proces.