języki wymarłe

O Gotach, Wandalach i ich językach

Parę dni temu miałem okazję odbyć ze znajomą bardzo ciekawą dyskusję na temat pochodzenia narodów, tego czy istniały one od zawsze, czy też są jedynie wynalazkiem ostatnich kilku wieków. W jej trakcie cofnęliśmy się m.in. do epoki wędrówek ludów, kiedy to liczne zbitki przeważnie germańskich plemion postanowiły w obawie przed nadciągającymi Hunami przekroczyć granice cesarstwa rzymskiego i następnie walnie przyczynić się do jego upadku. Nawet osoby niespecjalnie zainteresowane historią słyszały o takich plemionach jak Goci czy Wandalowie, które na przełomie IV oraz V wieku najbardziej dały się we znaki Rzymianom, ostatecznie zdobywając nawet Wieczne Miasto odpowiednio w 410 i 455 roku (ciekawostką jest, że Rzym był zdobyty w 472 roku po raz trzeci przez Burgundów, o czym wspomina się tylko okazjonalnie). Ślad po nich jednak w dużej mierze zaginął. Co się z nimi stało? Jakimi przede wszystkim językami władali? Jak one wyglądały? Kiedy wyginęły? Gdzie można znaleźć ich pozostałości? W poniższym artykule postaram się nieco przybliżyć tę skomplikowaną tematykę.

Plemiona Gotów i Wandalów wybrałem nieprzypadkowo – po pierwsze, poprzez swoją wędrówkę przyczyniły się one w największym stopniu do upadku zachodniej części imperium rzymskiego, wykrawając na jego terenie w V wieku osobne królestwa w Galii, Hiszpanii oraz północnej Afryce, po drugie natomiast, ich języki należały do grupy języków wschodniogermańskich, których dziś już próżno szukać na lingwistycznej mapie Europy. Trudno określić liczbę barbarzyńców, jaka przekroczyła Ren i Dunaj w omawianym okresie, jeszcze trudniej jest dyskutować o takich kwestiach jak skład etniczny poszczególnych plemion – możemy jednak z całą pewnością stwierdzić, że było ich znacznie mniej, niż to zwykło się sądzić dawniej (R. Collins w swoim dziele „Visigothic Spain 409-711" podaje, iż w momencie wkroczenia na półwysep Iberyjski stanowili oni faktycznie mniej niż 2% jego ludności, dodając przy okazji, że nawet bardzo wygórowane szacunki nie przekraczają 10%) oraz że były mniej homogeniczne, niż to nam się wydaje i z wyjątkiem wąskiej warstwy będącej zalążkiem późniejszej arystokracji stanowiły mieszaninę wolnych ludzi różnorakiego pochodzenia. W skład armii króla Genzeryka, która dokonała w 429 roku inwazji na Afrykę, wchodzili zarówno Wandalowie i inne germańskie plemiona, ale spory odsetek stanowili również irańscy Alanowie czy galijscy wieśniacy znani pod nazwą bagaudów, którzy mając dość ucisku władzy centralnej postanowili dołączyć do plemienia, którego celem naczelnym było znalezienie nowych siedzib. Język czy pochodzenie nie odgrywały aż tak istotniej roli, znacznie ważniejszy był w tym wypadku wspólny cel oraz religia – przybyszów odróżniało od Rzymian przede wszystkim to, że byli arianami.

Arianizm stanowił na przełomie wieków najpoważniejszą konkurencję dla katolicyzmu w chrześcijańskim świecie – o jego mocnej pozycji świadczy chociażby fakt, iż zdecydowanie sprzyjali mu panujący w latach 337-361 i 364-378 cesarze Konstancjusz II oraz Walens. Na okres ich panowania przypada działalność misyjna biskupa Wulfili, który postanowił przełożyć Ewangelie na język gocki. Przekład ten znany jako Biblia Wulfili lub Codex Argentus jest po dziś dzień najważniejszym źródłem do jakichkolwiek badań nad językiem gockim i kluczem do jego poznania. Z jego kart wyłania się język germański znacznie różniący się od tych współczesnych, z jednej strony pełen archaizmów zbliżających go do hipotetycznego języka pragermańskiego, z drugiej natomiast wykazujący odrębną ścieżkę rozwoju niż języki północno- i zachodniogermańskie. Dzisiaj przyjmuje się, że stanowił on część grupy określanej jako języki wschodniogermańskie. W jej skład wchodziły przynajmniej 3 języki:
– gocki
– wandalski
– burgundzki
Niektórzy autorzy do grupy tej zaliczają również język przybyłych w VI wieku do Italii Longobardów, ale w związku z poświadczonymi zmianami spółgłoskowym tożsamymi dla górnoniemieckiego, a więc zachodniogermańskiego obszaru językowego, przynależność longobardzkiego jest tematem kontrowersyjnym.

Objętość artykułu na Woofli nie zezwala na dogłębną analizę języka gockiego i osoby bardziej zainteresowane tematem odsyłam przede wszystkim do kultowej już książki Josepha Wrigtha pt. „Grammar of the Gothic Language" będącej jednym z najłatwiej dostępnych opracowań tego języka oraz stron University of Texas czy Project Wulfila. Materiałów do jego nauki, podobnie jak w przypadku języków klasycznych, jest wbrew pozorom dość dużo.

alfabet_gocki

Gocki alfabet

Język gocki jako język wschodniogermański
Oto gocki przekład Ewangelii św. Łukasza 2:1-10 (komentarz gramatyczny do tegoż znajdziecie na stronie UoT) zapisany w dzisiejszej transkrypcji. Warto bowiem dodać, że Wulfila wymyślił na potrzeby swojego przekładu alfabet oparty na podstawie greki, którego jednak nie użyję tutaj ze względu na możliwe problemy z jego wyświetlaniem w przypadku braku zainstalowanych gockich czcionek.:
Warþ þan in dagans jainans, urrann gagrefts fram kaisara Agustau, gameljan allana midjungard. soh þan gilstrameleins frumista warþ at [wisandin kindina Swriais] raginondin Saurim Kwreinaiau. jah iddjedun allai, ei melidai weseina, ƕarjizuh in seinai baurg. Urrann þan jah Iosef us Galeilaia, us baurg Nazaraiþ, in Iudaian, in baurg Daweidis sei haitada Beþlahaim, duþe ei was us garda fadreinais Daweidis, anameljan miþ Mariin sei in fragiftim was imma qeins, wisandein inkilþon. warþ þan, miþþanei þo wesun jainar, usfullnodedun dagos du bairan izai. jah gabar sunu seinana þana frumabaur jah biwand ina jah galagida ina in uzetin, unte ni was im rumis in stada þamma. jah hairdjos wesun in þamma samin landa, þairhwakandans jah witandans wahtwom nahts ufaro hairdai seinai. iþ aggilus fraujins anaqam ins jah wulþus fraujins biskain ins, jah ohtedun agisa mikilamma. jah qaþ du im sa aggilus: ni ogeiþ, unte sai, spillo izwis faheid mikila, sei wairþiþ allai managein, þatei gabaurans ist izwis himma daga nasjands, saei ist Xristus frauja, in baurg Daweidis.

Nawet niewprawione w lingwistycznych zagadkach oko zauważy, że mówimy tu o języku germańskim – zwroty w stylu „warþ þan in dagans jainans" są doskonale czytelne dla osób znających chociażby niemiecki. Jednocześnie też trudno zakwalifikować go do któregokolwiek z języków nowożytnych. Obecność litery „þ" („thorn") skłania do porównań z językiem islandzkim i nie jest to wcale pozbawione podstaw, bo litera „þ" jest swoistym archaizmem, a tych w obydwu językach jest dość dużo. Za taki można też uznać przypadki, których gocki ma aż 5 (wliczając w to szczątkowy wołacz) – w pozostałych językach germańskich system deklinacyjny uległ sporym uproszczeniom.

dialekty_germanskie

Dialekty germańskie w I wieku n.e. Zielonym kolorem zaznaczono grupę wschodniogermańską, do której należał język gocki.

Z wymienionych przedstawicieli grupy wschodniogermańskiej jedynie gocki wytworzył coś na kształt własnej literatury i możemy pokusić się o jego rekonstrukcję. W przypadku pozostałych dwóch, znaczną większość leksykonu stanowią imiona oraz nazwy własne, pozwalające jednak ponad wszelką wątpliwość dowieść bliskiego pokrewieństwa z językiem Wulfili. Wspomnieliśmy jednak o tym, iż wspomniane plemiona utworzyły organizmy państwowe na dalekim zachodzie – dlaczego więc mówimy o językach wschodniogermańskich? Ma to związek przede wszystkim z ich geograficznym rozmieszczeniem w latach wcześniejszych. Różne odłamy wschodnich Germanów zamieszkiwały tereny dzisiejszej Polski i Ukrainy i to właśnie tam, w warunkach względnej izolacji od Skandynawów czy też plemion uważanych za przodków dzisiejszych Niemców (Alamanowie, Bawarowie, Frankowie i Sasi), doszło najpewniej do ich wyodrębnienia. Szczególne ważną rolę historyczną odegrali w tym kontekście Goci, którzy w połowie III wieku zajęli niemal cały obszar czarnomorskiego wybrzeża od Dunaju aż po Półwysep Krymski, regularnie nękając wschodnie prowincje imperium rzymskiego. Apogeum ich znaczenia we wschodniej Europie przypada na połowę IV wieku, kiedy wpływy ich króla Hermenaryka sięgały wybrzeży Bałtyku, Morza Czarnego oraz brzegów Donu i Wołgi. Wtedy też nastąpił najazd koczowniczych Hunów, który wywrócił wschodniogermański świat do góry nogami – pierwsza połowa Gotów uznała zwierzchnictwo tych ostatnich i pozostała na wschodzie (Ostrogoci), druga postanowiła natomiast wyruszyć w poszukiwaniu siedzib na zachód (Wizygoci). Wędrówka Wizygotów usłana licznymi sukcesami, jak chociażby zwycięstwo pod Adrianopolem (378) czy złupienie Rzymu (410), zakończyła się w Hiszpanii, która od 507 roku stała się centrum ich nowego królestwa. Ostrogoci odzyskali niezależność dopiero w 454 roku, kiedy koalicji germańskiej udało się pokonać Hunów nad rzeką Nedao (swoją drogą jest to jedna z ważniejszych bitew w historii Europy, o których większość podręczników się nawet nie zająknie) i następnie wyruszyli również na zachód, żeby ostatecznie osiedlić się w Italii. Nieco inną drogę przeszli Wandalowie – ci przekroczywszy Ren, wtargnęli do Galii, następnie Hiszpanii, żeby ostatecznie założyć swoje królestwo ze stolicą w afrykańskiej Kartaginie.

Wymarcie języków wschodniogermańskich
Krym, Włochy, Hiszpania czy Tunezja nie należą dziś do miejsc, w których spodziewalibyśmy się spotkać jakikolwiek żywioł germański w charakterze innym niż turystyczny i prawdę mówiąc nie sądzę, by sytuacja wyglądała inaczej, gdyby historia potoczyła się inaczej, a organizmy państwowe przetrwały znacznie dłużej niż 300 lat, jak to miało miejsce w przypadku Królestwa Wizygotów, które upadło jako ostatnie, po najeździe arabskim w 711 roku. Zwłaszcza pod względem językowym wędrówki ludów były dla wschodnich Germanów samobójstwem. Język gocki, którym władała jedynie niewielka część samych Gotów stanowiących w najlepszym wypadku kilka procent społeczeństwa, stał na przegranej pozycji w stosunku do łaciny, będącej od wieków skodyfikowanym językiem administracji i nauki oraz jej lokalnych wariantów, którymi posługiwała się reszta ludności. Sami Goci zresztą najprawdopodobniej tym się zbytnio nie przejmowali i wtapiali się w miejscowe społeczeństwo, porzucając swój ojczysty język na rzecz łaciny. Źródła w każdym razie nie mówią o jakichkolwiek próbach ratowania ginących języków wschodniogermańskich, co z jednej strony jest trochę smutne, z drugiej natomiast pokazuje, iż jest to typowy problem świata nowożytnego. Nasi przodkowie odnosili się do języka przede wszystkim jako do środka komunikacji – jeśli uznawali go za niepraktyczny, to po prostu go bez jakichkolwiek sentymentów odrzucali na rzecz innego, co może być tematem do refleksji. Szacuje się, że użycie języka gockiego zanikło w VI wieku w przeciągu zaledwie jednego stulecia. Ciosem stało się zwłaszcza przyjęcie katolicyzmu przez króla Rekkareda w 589 roku – jednocześnie język gocki, już wcześniej używany przez nieliczną część społeczeństwa, stracił nawet swoją pozycję jako języka obrzędowego miejscowych arian. Tym samym odszedł on w zapomnienie i jedynym śladem, jaki pozostawił na Półwyspie Iberyjskim, są germańskie imiona takie jak Rodrigo, Alfredo, Americo, Fernando, Alfonso, Hermenegildo, Roberto, Osvaldo – początkowo nadawane przede wszystkim w obrębie gockiej szlachty w Asturii, która jako jedyna oparła się arabskiej inwazji, a następnie rozpowszechnione również wśród prostego ludu. Poza imionami, lista słów wizygockiego pochodzenia jest bardzo skąpa: agasajo (got. gasalja), guardia (got. wardja), guardián (got. wardjan), atacar (got. stakka). Zupełnie rozpłynął się natomiast język Wandalów. Po podbiciu ich królestwa przez Bizancjum w 534 roku, zniknęli oni z kart historii, będąc najprawdopodobniej już wtedy zromanizowanymi w podobnym stopniu jak ich hiszpańscy pobratymcy.

Ostatnie gockie ślady na Krymie
Nie wiemy, kiedy i gdzie zmarła ostatnia osoba posługująca się językiem gockim. Prawdopodobnie najdłużej język gocki utrzymał się paradoksalnie na Krymie, który pozostawał przez wiele lat odizolowany od świata wielkiej polityki, co pozwalało uniknąć dominacji innych kultur. Pod koniec XVI wieku obiegła nawet Europę wiadomość o rzekomym odkryciu na Krymie osad, których mieszkańcy mówią germańskim językiem, mają jasne włosy i niebieskie oczy, w przeciwieństwie do swoich sąsiadów. O specyficznym wyglądzie niektórych greckich mieszkańców Mariupola, nie używających już jednak innego języka, pisał w 1890 roku F.A. Braun, sugerując, że byli to zhellenizowani Goci (I.Nordgren „The Well Spring of the Goths"). Trudno informacje te w jakikolwiek sposób potwierdzić i nie sposób im zaprzeczyć. Zdaje się jednak, że tezy mówiące o prawdopodobnym przetrwaniu Gotów jako osobnej grupy etnicznej do 1944 roku, są mocno przesadzone. Większość wtopiła się z czasem w miejscową ludność stając się Grekami, Tatarami bądź Karaimami, kończąc w ten sposób romantyczną swoją historię.

Podobne artykuły:
O dwóch legendarnych słowiańskich literach
Rola współczesnej nauki języków klasycznych (łacina, greka, scs)
5 języków słowiańskich, o których zapewne nie słyszeliście – połabski
Języki regionalne Francji – oksytański. Część 3.
Języki regionalne Francji – oksytański. Część 2.

5 języków słowiańskich, o których zapewne nie słyszeliście…

Niklot

Książę Obodrytów Niklot (-1160)

…jeśli Słowiańszczyzna nie jest czymś, czym zajmujecie się od dłuższego czasu. Zgodnie z tytułem porzucimy dziś południową Francję, którą mieliśmy okazję odwiedzić ostatnim razem i zawitamy w rejony znacznie nam bliższe zarówno geograficznie jak i językowo. Języki słowiańskie są na dobrą sprawę jedynymi, do nauki których kiedykolwiek Czytelnika bezpośrednio namawiałem – uważam, że nawet średnio inteligentny rodzimy użytkownik polskiego w relatywnie krótkim czasie jest w stanie nabyć umiejętności umożliwiające dość swobodną konwersację oraz czytanie literatury w dowolnym innym języku słowiańskim. Połączenie języków z gałęzi zachodniej (tu mamy polski), wschodniej (np. rosyjski) oraz południowej (np. serbski) jest w stanie zupełnie zmienić nasze spojrzenie na więzi, jakie łączą nas z innymi narodami Europy środkowo-wschodniej, nadać im nowy wymiar, pozwala też na znacznie lepsze wzajemne zrozumienie, którego niestety często brakuje. Dzisiejszym artykułem chciałbym jednak zacząć serię o dialektach/językach, których próżno szukać w atlasie geograficznym i których ze względu na ich niszowość bądź wymarcie niełatwo się nauczyć. Zapraszam do krótkiej podróży po peryferiach Słowiańszczyzny.

Na początek cofnijmy się o 1100 lat, do okresu, który śmiało można nazwać apogeum słowiańskiej obecności w Europie. Wraz z upadkiem chanatu awarskiego na przełomie VIII i IX wieku plemiona słowiańskie stały się dominującą grupą etniczną na całym obszarze od Łaby po Ruś i od Bałtyku do Morza Egejskiego. Trudno dziś stwierdzić, na ile możliwe było wzajemne zrozumienie chłopa żyjącego na terenie dzisiejszej Meklemburgii i mieszkańca Sołunia (słowiańska nazwa greckiego miasta Saloniki – w językach południowosłowiańskich używana powszechnie do dziś); nie ulega jednak wątpliwości, że podobieństw pomiędzy ich gwarami było znacznie więcej, niż obecnie w przypadku kaszubskiego oraz macedońskiego, które są ich odległymi spadkobiercami. Niewątpliwie wiele daje do myślenia fakt, iż sołuński dialekt, który legł u podstaw języka staro-cerkiewno-słowiańskiego zdołał zdobyć sobie uznanie na obszarze niemal całej Słowiańszczyzny, a jego uniwersalność pozwoliła mu odegrać w rozwoju dzisiejszych standardów niemal taką samą rolę, jaką łacina pełniła wśród języków romańskich. Przede wszystkim był on związany z Wielkimi Morawami – tworem państwowym, który w okresie swojej świetności obejmował teren dzisiejszej Słowacji, Czech, Węgier, północnej Serbii oraz najprawdopodobniej południowej Polski i którego upadek w pierwszej połowie X wieku za sprawą konfliktów z Niemcami oraz przybyłych ze wschodu Madziarów oznaczał nieodwracalne przerwanie bezpośredniego kontaktu gałęzi południowych i zachodnich oraz przejście żywiołu słowiańskiego do defensywy. Poniższy artykuł nie ma być tyradą wymierzoną w wyżej wspomniane narody – ma raczej unaocznić, do jakich ciekawych przetasowań potrafi doprowadzić historia na przestrzeni wieków i jak na tle tych przetasowań wypadła w ostatecznym rozrachunku Słowiańszczyzna.

640px-Petrikirche_mit_Stadtmauer-3

Petrikirche w Rostocku

1) Język połabski
Podróżując przez wschodnie Niemcy, można niemal na każdym kroku spotkać nazwy miejscowości, które już na pierwszy rzut oka zdają się być podejrzanie słowiańskie takie jak Pankow, Hönow, Rudow, Güstrow, Pieskow, Seelow. Absolutnie nie ma tutaj mowy o jakimkolwiek przypadku. We wczesnym średniowieczu były to tereny zamieszkałe przez Słowian, których osady przetrwały do dzisiejszych czasów zachowując swoje stare brzmienie (zmianie uległa jedynie wymowa finalnej głoski „w" – tej Niemcy nie wymawiają). Dawne korzenie można znaleźć nawet w toponimach, które na pierwszy rzut oka wydają się rdzennie niemieckie. Największym miastem Meklemburgii jest Rostock, którego nazwa pochodzi od słowiańskiego roztok, które oznacza „ujście rzeki" (co ciekawe, Rostock pojawia się też w nieoficjalnym kaszubskim hymnie „Zemia Rodnô", w którym to kaszubski kraj rozciąga się „(…)Òd Gduńska tu, jaż do Roztoczi bróm".). Znaczenie nazwy wspomnianego już wyżej miasta Güstrow staje się znacznie łatwiejsze do odgadnięcia, kiedy wiemy, że po serbsko-chorwacku gušter oznacza „jaszczurkę". W połabskim słowo to miało formę guščer. Mamy więc „Jaszczur(k)ów". Stralsund to po kaszubsku Strzelewò. Wismar to Wyszomierz. Słowiańskiego pochodzenia są końcówki -itz (polskie -ice/-ica) również szeroko rozpowszechnione we wschodnich landach. Najlepszym przykładem jest miejscowość Crostwitz w Saksonii, która po górnołużycku nazywa się Chrósćicy. Gdy dodamy, iż także końcówka -in posiada niegermańskie korzenie, dojdziemy do wniosku, że nawet niemiecka stolica musiała być kiedyś zamieszkana w znacznej mierze przez ludność pochodzenia słowiańskiego. Co więc się z nią stało? Co stało się z językiem Słowian zamieszkujących ziemie pomiędzy Odrą a Łabą?

ostsiedlung

Rozwój osadnictwa niemieckiego na ziemiach wschodnich w średniowieczu.

Przede wszystkim należy na początek odróżnić dwie grupy Słowian zamieszkujące ziemie leżące na zachód od Odry. Pierwszą grupą są zamieszkujący tereny dzisiejszej Brandenburgii (dłuż. Bramborska) i Saksonii (głuż. Sakska) Łużyczanie, którzy stosunkowo wcześnie (X wiek) przyjęli zwierzchnictwo niemieckie, ulegli chrystianizacji i paradoksalnie mimo tej uległej postawy przetrwali do dziś, w odróżnieniu od swoich walecznych pobratymców z północy. Mowa o zamieszkujących obszar dzisiejszej Meklemburgii plemionach słowiańskich, takich jak Obodryci oraz Wieleci, których powszechnie nazywa się Słowianami połabskimi. Ci opierali się bardzo długo niemieckiemu naporowi oraz misjom chrystianizacyjnym – ostatni rozdział tej walki, prowadzony przez będącego do dziś symbolem antygermańskiego oporu księcia Niklota, okazał się wyniszczający dla całej populacji słowiańskiej na terenie dzisiejszych północnych Niemiec. Gdy w 1167 roku syn Niklota Przybysław składał hołd lenny, który oznaczał de facto koniec niepodległej Słowiańszczyzny na zachód od Odry, cały kraj był w ruinie i jedynym ratunkiem pozostawało włączenie się w pełni do systemu politycznego Rzeszy, który zakładał stopniową germanizację podbitych ziem. Następcy Przybysława (którzy, co ciekawe, już jako niemiecka dynastia rządzili Meklemburgią do roku 1918) wspierali też niemiecką kolonizację ziem północnych w celu zagospodarowania nieużytków i ożywienia lokalnej gospodarki. Z napływającej ludności germańskiej oraz resztek miejscowej ludności słowiańskiej wykształciła się z czasem zupełnie nowa grupa etniczna znana jako Meklemburczycy, władająca jednym z dialektów języka północnoniemieckiego. Dialekty połabskie tymczasem stopniowo zanikały.

Wendland-Chronik_ma

J.P.Schultze – „Die Wendland Chronik"

Ostatnią słowiańską wyspą w niemieckim morzu była okolica znana do dziś jako Wendland, tzn. kraj Wendów (niem. określenie Wenden jest często nadal używane zarówno w odniesieniu do Słowian połabskich, jak i Serbów łużyckich) na granicy dzisiejszej Meklemburgii, Dolnej Saksonii oraz Saksonii-Anhalt. Język połabski przetrwał tam na tyle długo, że zdążyli się nim zainteresować niemieccy uczeni z Wilhelmem Gottfriedem Leibnizem na czele. Ważną rolę w dokumentacji języka połabskiego odegrał też sołtys wsi Süthen, Jan Parum Schultze (1677-1740), który zdając sobie sprawę, iż jest jedną z ostatnich osób władających tym odizolowanym od reszty Słowiańszczyzny dialektem, postanowił zachować informacje o nim dla potomnych, dzięki czemu przynajmniej w szczątkowej formie możemy się dziś dowiedzieć, jak połabski mógł brzmieć. Prace Paruma Schultzego są bezcenne, zwłaszcza gdy weźmiemy pod uwagę, iż ostatnia użytkowniczka języka połabskiego zmarła w roku 1756. Słownik połabsko-polsko-czesko-niemiecki oraz wiele innych opracowań na podstawie materiałów Schultzego można znaleźć na stronie internetowej http://tyras.sweb.cz/polabane/pravo.html (swoją drogą jeśli ktoś jest zainteresowany słowiańskim językoznawstwem, warto przejrzeć wszystkie strony pana Vladislava Knolla, który jest ich autorem). Gramatyka języka połabskiego w języku polskim jest natomiast dostępna na stronie Śląskiej Biblioteki Cyfrowej, gdzie odsyłam wszystkich szerzej zainteresowanych omawianą tu tematyką.

Tym, którzy chcą pozostać na Woofli, przytoczę tekst Ojcze nasz po połabsku. Został on zapisany w XVIII wieku przy użyciu zasad pisowni niemieckiej, więc na pierwszy rzut oka wygląda dość pokracznie, jednakże gdy już się przyzwyczaimy, można bez problemu odróżnić pojedyncze słowa i zauważyć stosunkowo liczne germanizmy (wordoj, rik, komaj, bringoj) :

Aita nos, tâ toi jis wâ nebesai, sjętü wordoj tüji jaimą; tüji rik komaj; tüja wüľa mo są ťüńot kok wâ nebesai tok no zemi; nosę wisedanesnę sťaibę doj nam dâns; a wütâdoj nam nose greche, kok moi wütâdojeme nosim gresnarem; ni bringoj nos wâ warsükongę; toi losoj nos wüt wisokag chaudag. Pritü tüje ją tü ťenądztwü un müc un câst, warchni Büzac, nekąda in nekędisa. Amen.

Więcej połabskich tekstów znajdziecie na podlinkowanych wyżej stronach. O samych językach wymarłych oraz wadach/korzyściach wynikających z ich studiowania będę miał okazję jeszcze kiedyś zapewne napisać. O pozostałych językach słowiańskich również – docelowo zresztą artykuł ten miał opowiadać o kilku z nich, ale z racji ilości wiedzy, jaką chciałem przekazać (a jest to zaledwie jej niezbędna cząstka) zrobiła się z tego trochę dłuższa opowieść o zaledwie jednym z nich. Mam nadzieję jednak, że wyszło to tylko zarówno Czytelnikom, jak i Woofli tylko na dobre.

Cykl „5 języków słowiańskich, o których nie słyszeliście":

2/5 – język kajkawski

Podobne artykuły:
Język kaszubski – nowe źródła
Lwowiaki nie mówią ino bałakają – o języku polskim na Ukrainie
Język rosyjski na Ukrainie
Po naszemu, czyli kilka słów o gwarach wielkopolskich
Języki regionalne Francji – oksytański