języki zagrożone

Język szorski na tle innych języków turkijskich – część I

Wracam do tematu języka szorskiego. Poprzednim razem pisałam o jego sytuacji, a także o cyklu lekcji, który powstał jako jedna z inicjatyw minionego właśnie Roku Języka Szorskiego. Teraz chciałabym skupić się na samym języku i jego miejscu wśród innych języków turkijskich. Jako punkt odniesienia do porównań posłuży mi przede wszystkim kirgiski, a także w mniejszym stopniu jakucki – te dwa języki porównywałam już kiedyś na blogu Kirgiski.pl.

Dziś napiszę przede wszystkim o czynnikach, które miały wpływ na rozwój szorskiego na tle kirgiskiego i jakuckiego, a następny artykuł poświęcę konkretnym przykładom gramatycznym i leksykalnym. Najpierw jednak kilka słów o miejscu języka szorskiego w klasyfikacjach języków turkijskich, o których też już pisałam.

Jak to bywa z klasyfikacjami, przynależność szorskiego do określonych grup w każdej wygląda inaczej. W klasyfikacji Radłowa język szorski znalazł się w grupie wschodniej wraz z tuwińskim, chakaskim, tofalarskim, czułymskim oraz językami / dialektami ałtajskimi. Ramstedt zrobił podobnie, lecz grupę tę nazwał północną. Według Samojłowicza zaś szorski należy do grupy ujgurskiej, która tworzy dość zaskakujący zbiór: oprócz szorskiego, chakaskiego, tuwińskiego i tofalarskiego w tej grupie znalazł się też… staroujgurski, jakucki i dołgański. W bardziej rozbudowanej klasyfikacji Achatowa szorski należy do grupy syberyjsko-ałtajskiej i podgrupy chakaskiej. Jeszcze bardziej wielopoziomowa klasyfikacja Baskakowa umieszcza szorski w grupie wschodniohunnickiej, podgrupie oguzo-ujgurskiej i jeszcze mniejszej jednostce obejmującej języki chakaskie. Natomiast u Tekina i Djaczka wzmianki o szorskim nie ma w ogóle.

W klasyfikacjach można się pogubić, jednakże w jednym są zgodne: szorski jest najbliższy językom innych narodów południowej Syberii, a zwłaszcza chakaskiemu. Tym ciekawsze będzie porównywanie go z kirgiskim, który ani razu nie znalazł się z nim w jednej grupie.

Co łączy, a co dzieli te języki? Pisząc o jakuckim i kirgiskim, poświęciłam wiele słów temu, co w dużym stopniu wpływa na kształtowanie się języka, czyli historii, religii, środowisku i sąsiedztwu. Te hasła mogą brzmieć ogólnikowo, lecz przykłady z wymienionych języków wskazują, że czynniki te mają bezpośredni wpływ na zapis i słownictwo. Spróbujmy więc porównać trzy narody i języki pod tym względem.

Wszystkie trzy narody, o których mowa, wywodzą się z południowej Syberii. Przodkami Jakutów byli najprawdopodobniej nadbajkalscy Kurykanie, a Kirgizów – Kirgizi jenisejscy. O tym, jak ci pierwsi mogli trafić nad Lenę, a drudzy w Tien-szan, nadal toczą się dyskusje. Faktem jest natomiast, że w słownictwie jakuckim istnieją naleciałości mongolskie, które mogły się pojawić jeszcze przed wielką wędrówką. Zapożyczenia tunguskie i paleoazjatyckie pojawiły się w jakuckim później, zaczerpnięte od współczesnych sąsiadów – odpowiednio Ewenków i Jukagirów. Z kolei w języku kirgiskim, otoczonym innymi językami turkijskimi, znaczna ilość zapożyczeń pochodzi z perskiego i arabskiego – za sprawą religii, o czym będzie mowa poniżej. Język szorski kształtował się natomiast najpierw pod wpływem języków uralskich i mongolskich, a potem rosyjskiego.

A co z religią? Wszystkie narody turkijskie posiadały swój zespół tradycyjnych wierzeń, oparty na kulcie sił przyrody, o którym można by napisać oddzielny artykuł. W VIII-XII w. Kirgizi stopniowo przyjmowali islam, zachowując jednak wiele przedmuzułmańskich obrzędów. Wraz z islamem przyjęli duży zasób słów arabskich i perskich, czego nie doświadczyli Jakuci ani Szorowie. Wymienione narody Syberii nigdy nie były muzułmanami i w związku z tym dłużej przechowały tradycyjne wierzenia, aż do powierzchownej często chrystianizacji przez rosyjskich misjonarzy. Odzwierciedlają to także pojęcia związane z edukacją, która przez wieki była związana z religią. Weźmy takie pojęcia jak książka, szkoła i nauczyciel. W języku kirgiskim mają one źródłosłów arabski (odpowiednio китеп, мектеп, мугалим). W jakuckim wyraźne jest ich rosyjskie pochodzenie (кинигэ, оскуола, учуутал). W szorskim zaś jest jeszcze ciekawiej. Słowo „książka” (ном) wygląda na zapożyczenie perskie, „szkoła” (шқол) pochodzi z rosyjskiego, a „nauczyciel” to rodzime, turkijskie słowo ӱргедигчи.

Z tym tematem nieodłącznie wiąże się kwestia rusyfikacji. Ziemie Szorów i Jakutów zostały podbite przez Rosjan już w XVII w., a więc znacznie wcześniej niż Turkiestan, który ostatecznie stał się częścią imperium w 1867 r. Stąd też zapożyczenia rosyjskie w jakuckim i szorskim pojawiły się wcześniej niż w kirgiskim, a na przestrzeni wieków ich postać została zmieniona przez fonetykę danego języka.

Wszystko to można prześledzić także na przykładzie piśmiennictwa, które przeżywało bardziej lub mniej burzliwe etapy rozwoju. Pominę w tej chwili ogół dziedzictwa literackiego z twórczością epicką na czele i skupię się na samym zapisie. Początki piśmiennictwa kirgiskiego, sięgające jeszcze państwa Kirgizów jenisejskich, to staroturkijskie pismo runiczne. Wraz z przyjęciem islamu język kirgiski zaczęto zapisywać alfabetem arabskim. Tymczasem jakucki i szorski na początki piśmiennictwa musiały poczekać aż do XIX w. Wówczas z inicjatywy wspomnianych rosyjskich misjonarzy zostały opracowane alfabety tych języków, oparte na cyrylicy, w celu drukowania literatury religijnej. W 1819 r. w Irkucku ukazał się jakucki katechizm – pierwsza drukowana książka w tym języku. Pierwszą książką w języku szorskim był natomiast przekład Biblii wydany w 1883 r. w Kazaniu przez Iwana Sztygaszewa, pierwszego szorskiego duchownego. Alfabety te były jeszcze niejednokrotnie modyfikowane.

Nowa fala zainteresowania alfabetami nastąpiła we wczesnym ZSRR i objęła wszystkie trzy omawiane dziś języki. W latach 20. zyskały one nowe alfabety i elementarze. W przypadku szorskiego i jakuckiego była to cyrylica, w przypadku kirgiskiego – zreformowany arabski. Wkrótce wśród wszystkich turkijskich narodów ZSRR zaczęto propagować zmodyfikowane alfabety łacińskie. Tendencja ta nie trwała jednak długo. Druga połowa lat 30., kojarzona ze stalinowskimi czystkami, przyniosła także odwrót władzy radzieckiej od głoszonej wcześniej otwartości na kultury i języki nierosyjskich narodów. Alfabety łacińskie zastąpiono cyrylicą, nauczanie wielu języków w szkołach ograniczono, a innych całkowicie zaniechano. Wśród narodów najbardziej dotkniętych zmianami mieli nieszczęście znaleźć się Szorowie – o tym, jak doszło do wyniszczenia ich kultury, pisałam w poprzednim artykule.

Miałam pisać o języku szorskim – a wplotłam w tekst tak dużo o Kirgizach i Jakutach. Wszystko po to, by pokazać, jak różne i jak podobne na poszczególnych etapach historii były ich ścieżki rozwoju. W kolejnym artykule skupię się już na porównaniu czysto językowym, a podobieństwa i różnice przyniosą niejedno zaskoczenie.


Przeczytaj również:

Różnorodność języków turkijskich

Klasyfikacje języków turkijskich – część 1

Klasyfikacje języków turkijskich – część 2

Teoria ałtajska

Przykład języka zagrożonego – czyli po co mi ten szorski?

Przykład języka zagrożonego – czyli po co mi ten szorski?

turkijskie_na_woofli5W pierwszym wpisie o różnorodności języków turkijskich wspominałam o tych narodach i językach, które z powodu małej liczebności i braku jakiejkolwiek autonomii – nie mówiąc już o własnym państwie – są bardzo mało znane na arenie międzynarodowej (użyłam tam nawet sformułowania „prawie niewidoczne”). Dziś chciałabym się zatrzymać przy jednym z nich, na którym skupiałam swoją uwagę przez ostatnie pół roku. Mam na myśli język szorski.

Z wymienionych wyżej powodów nazwa tego języka z pewnością nie mówi Czytelnikom zbyt wiele. Zanim jednak przybliżę trochę naród i język, napiszę, w jaki sposób się nim zainteresowałam. Otóż na potrzeby bloga Enesaj.pl poszukiwałam różnych informacji i ciekawostek o językach turkijskich, zwłaszcza tych mniej znanych. Tym sposobem trafiłam na portal Tadarlar.ru – rosyjskojęzyczny portal o Szorach i języku szorskim, a na nim na informację o trwającym właśnie Roku Języka Szorskiego. Dowiedziałam się też, że na portalu jest dostępny dziesięcioczęściowy cykl lekcji tego języka – i to sprawiło, że, za zgodą redakcji portalu, postanowiłam go przetłumaczyć.

Szorowie to jeden z południowosyberyjskich narodów turkijskich, zamieszkujący głównie południową część obwodu kemerowskiego. Oprócz tego Szorowie żyją w Chakasji, Ałtaju, Kraju Krasnojarskim i Kraju Ałtajskim. Według ostatniego spisu ludności Federacji Rosyjskiej jest ich zaledwie ok. 13 tysięcy, z czego nie wszyscy władają językiem szorskim. Zarówno wstęp do pierwszej lekcji, jak i opublikowany na portalu apel w związku z Rokiem Języka Szorskiego, ukazują, jak trudna jest sytuacja tego języka, co wynika z historii tego narodu. Autonomię, czyli Górnoszorski Rejon Narodowy, mieli zaledwie przez kilkanaście lat – od 1926 do 1939 r. Wraz z jej likwidacją przestało się rozwijać szorskie piśmiennictwo, które i tak było wówczas młode. Oznaczało to więc całe pokolenia bez dostępu do szorskich książek i gazet, bez wydawania nowych podręczników i wznawiania starych, bez nauki szorskiego w szkołach. Ponadto uprzemysłowienie regionu (Zagłębia Kuźnieckiego) sprawiło, że Szorowie odeszli od tradycyjnego trybu życia. Wskutek tego w chwili rozpadu ZSRR językiem tym posługiwało się jedynie starsze pokolenie. Od tego czasu język szorski wrócił do ośrodków akademickich, szkół i wydawnictw, jednakże to nie wystarczyło, by powrócił też do życia codziennego Szorów. Lubow Czulżanowa, autorka cyklu lekcji szorskiego na portalu Tadarlar.ru, wspomina, że wiele dzieci nie zna nawet podstawowych słów, a starszych ubywa z roku na rok. W pięciostopniowej skali zagrożenia stosowanej przez UNESCO szorski ma status poważnie zagrożonego (stopień 3). Wśród innych zagrożonych języków turkijskich taki sam status mają m.in.: dołgański, gagauski, chaładż i tofalarski.

Dlaczego o tym piszę? Po części dlatego, żeby na konkretnym przykładzie ukazać, jak wymierają języki i jaki los może wkrótce spotkać co najmniej kilkanaście języków turkijskich. Zdaję sobie sprawę z tego, że od mojego pisania o szorskim i tłumaczenia lekcji nie poprawi się ani sytuacja języka, ani samych Szorów; tak samo, jak nie mogę powiedzieć, żebym przy tej okazji nauczyła się czegoś więcej, poza podstawami gramatyki i słownictwa. Pomimo wszystkich wyżej wymienionych okoliczności, a także tego, że w najbliższym czasie nie wybieram się na południe Syberii i nie znajdę sobie szorskich partnerów do rozmów, moje internetowe kontakty z tym językiem z pewnością nie poszły na marne. Przetłumaczenie dziesięciu lekcji z kursu Lubow Czulżanowej umożliwiło mi zagłębienie się w język turkijski inny niż kirgiski, a jednak w wielu aspektach bardzo do niego podobny. Dało mi to szerokie pole do porównań z uwzględnieniem podobieństw i zróżnicowania warunków, w jakich kształtowały się oba języki (tak, jak zrobiłam to kiedyś z kirgiskim i jakuckim). Tym porównaniom poświęcę następny artykuł.


Przeczytaj również:

Różnorodność języków turkijskich

Klasyfikacje języków turkijskich – część 1

Klasyfikacje języków turkijskich – część 2

Teoria ałtajska

Języki regionalne Francji – oksytański. Część 3.

160px-Flag_of_Occitania.svg_Po serii wpisów dotyczących rozmaitych metod nauki (o tym jak pracować z plikami audio, jak czytać oraz kiedy używać Wikipedii) powracam do cyklu języków regionalnych Francji by znów przybliżyć polskiemu Czytelnikowi tematykę języka oksytańskiego, o którym już dwukrotnie była mowa na Woofli. Za pierwszym razem mieliśmy okazję krótko omówić sytuację językową w regionie do wybuchu rewolucji francuskiej. Dwa miesiące temu natomiast wyjaśniłem natomiast pojęcia vergonha oraz patois, które odgrywają niebagatelną rolę w kształtowaniu się oksytańskiej świadomości i są bezpośrednio związane z agresywną polityką państwa względem dialektów południowej Francji. Dziś przyjrzymy się oksytańskiej literaturze, standardowym normom zapisu oraz postaramy się odpowiedzieć na pytanie – czy istnieje jeden język oksytański czy też mamy raczej do czynienia z grupą dialektów?

8 września 1830 roku w prowansalskim Maillane na świat przyszedł Frédéric Mistral, postać dla języka oksytańskiego wręcz legendarna, autor dwóch najistotniejszych dzieł współczesnej literatury, bez której ciężko sobie wyobrazić tematykę jaką dziś się zajmujemy. Studiując prawo w Aix-en-Provence Mistral żywo zainteresował się historią południowej Francji, jej odrębnością i postanowił swoje życie poświęcić działaniu na rzecz lokalnej tradycji oraz języka dokonując przy tym rzeczy bezprecedensowych w historii europejskiej literatury, których skala do dziś budzi ogromne uznanie.

220px-Portrait_frederic_mistral

Frédéric Mistral – zdobywca literackiej nagrody Nobla w 1904 roku, prekursor współczesnej oksytańskiej literatury

W 1854 roku Mistral wraz z grupą kilku poetów tworzących w dialektach prowansalskich założyli stowarzyszenie Felibrów (oks. lou Felibrige), które stało się kolebką wszystkich innych organizacji zorientowanych na promocję oksytańskiego języka oraz kultury. Stowarzyszenie początkowo ograniczało swoją działalność do Prowansji, ale bardzo szybko stało się organizacją zrzeszającą twórców z innych regionów Południa. Ogromny wpływ na to miały dwa największe dzieła Mistrala: Mirèio oraz Lou Tresor dóu Felibrige.

Mało kto zdaje sobie sprawę z tego, że literatura oksytańska była jedną z pierwszych uhonorowanych nagrodą Nobla. Tą bowiem Mistral otrzymał w 1904 roku (dopiero rok później jej laureatem został Polak Henryk Sienkiewicz) za opublikowane 45 lat wcześniej Mirèio, poemat opowiadający historię nieszczęśliwej miłości tytułowej bohaterki osadzony w tak dobrze znanej autorowi sielankowej prowansalskiej scenerii. Osoby znające francuski i mające zacięcie lingwistyczne z radością informuję, iż tekst Mirèio jest opublikowany w całości z równoczesnym tłumaczeniem na język francuski na stronie Biblithèque National de France. Warto przejść choćby przez fragmenty, żeby zobaczyć jak wygląda sam język oksytański (dla osób znających włoski, kataloński czy hiszpański będzie on zapewne w dużej mierze zrozumiały) oraz zwrócić uwagę na to jak wiele mimo wszystko utwór traci na swoim tłumaczeniu, które, mimo że dokonane przez samego autora, traci melodię oraz rymy nadane mu oryginalnie w dialekcie prowansalskim. Wyróżnienie dzieła napisanego w języku nie uznanym za oficjalny przez komitet noblowski jest do dziś ewenementem i oprócz Mistrala udało się to jedynie Rabindranathowi Tagore w 1913 roku (bengali) oraz urodzonemu w Polsce Izaakowi Singerowi, który w 1978 roku został nagrodzony za twórczość w języku jidysz. Nagroda stała się bezsprzecznym dowodem żywotności języka oraz możliwości jakie niosło z sobą jego używanie – była faktem jaki stał w opozycji do rozpowszechnianej przez władze francuskie opinii o rzekomej zaściankowości patois.

Drugim dziełem Mistrala, na które warto zwrócić uwagę jest Lou Tresor dóu Felibrige będący obszernym słownikiem oksytańsko-francuskim (którego zarówno pierwszy jak i drugi tom są dostępne na stronie BNF). O ile Mirèio zostało napisane w rodzimym dla autora dialekcie prowansalskim, o tyle drugie, znacznie obszerniejsze dzieło jest owocem długoletnich badań Mistrala na polu oksytańskiego językoznawstwa i zawiera szczegółowo objaśnione słownictwo pochodzące ze wszystkich największych dialektów południowej Francji – od Gaskonii przez Langwedocję, Limousin, Owernię po Prowansję podkreślając wspólne korzenie tychże oraz ich równy status. Niewątpliwie wpłynęło to na rozpowszechnienie idei jednego języka oksytańskiego i wkrótce w szeregi felibrów zaczęli wstępować również twórcy z pozostałych regionów. Jednak twórczość Mistrala mimo swojego już wtedy kultowego statusu wzbudzała wśród niektórych pewne kontrowersje.

101_1019

Wejście do portu w Marsylii, która według normy klasycznej nazywa się Marselha, według normy Mistrala – Marseio.

Śledząc proces powstawania narodów i języków narodowych w XIX wieku bez trudu możemy dostrzec pewne analogie, bez względu na miejsce, w jakich sam proces ma miejsce. Standardyzacja języka w chwili gdy jest on rozbity dialektalnie nie jest zadaniem łatwym, ktoś mógłby wręcz zaryzykować stwierdzenie, że niemożliwym jest przeprowadzenie sprawiedliwej standardyzacji – zawsze jeden wariant języka musi zostać uprzywilejowany, jeśli chcemy zachować pewną naturalność użycia. Gdy kilka dialektów pretenduje do bycia tym najważniejszym zaczynamy natomiast mieć do czynienia z poważnymi tarciami na tym tle. Z oksytańskim było/jest podobnie. Najstarsze zabytki piśmiennictwa w langue d'oc pochodzą z czasów średniowiecza i to właśnie ortografia w nich zawarta była wzorem dla pierwszych nowożytnych twórców w tym języku. Problem polegał jednak na tym, że często stary system zapisu miał się nijak do rzeczywistej mowy używanej w południowej Francji po kilkuset latach. W celu ożywienia języka Mistral postanowił więc opracować osobne zasady ortografii oparte na współczesnym brzmieniu jego rodzimego dialektu prowansalskiego. Ortografia Mistrala (oks. la nòrma mistralenca) mimo iż dominująca w jego dziełach literackich i początkowo promowana przez felibrów miała jednak obok swojej popularności również znaczne wady, wśród których najczęściej wymieniano zerwanie z korzeniami (twórca zerwał chociażby z charakterystycznymi dla oksytańskiego „lh" oraz „nh" – te oksytanizmy można znaleźć dziś w języku portugalskim, brak też niemych spółgłosek na końcu wyrazów tak dobrze znanym wszystkim znającym francuski) oraz skupienie się na wymowie wariantu prowansalskiego, co znacznie wzmagało sprzeciw wśród twórców zamieszkujących inne regiony.

Prace opozycyjnych w stosunku do Mistrala oksytańskich językoznawców zaowocowały publikacją w 1935 roku gramatyki języka oksytańskiego (oks. Gramatica occitana segon los parlars lengadocians), której autorem był władający dialektem langwedockim Louis Alibert (lub oks. Loís Alibèrt). W książce tej, będącej kolejnym kamieniem milowym na drodze rozwoju jednego języka, zastosowano tzw. ortografię klasyczną (oks. la nòrma classica) opartą z jednej strony na wymowie langwedockiej łatwiejszej powszechnie do zaakceptowania ze względu na mniejszą ilość cech peryferyjnych niż to miało miejsce w wariancie prowansalskim, z drugiej natomiast nawiązującą znacznie bardziej niż system Mistrala do średniowiecznej twórczości trubadurów i zachowującą tradycyjną pisownię. Ortografia klasyczna bardzo szybko zdobyła dominującą rolę w środowiskach językowych i obecnie jest używana przez większość oksytańskich instytucji, z Institut d'Estudis Occitans na czele. Ortografia Mistrala nadal ma swoich zwolenników przede wszystkim w Prowansji na co niemały wpływ ma fakt, że wyrosła na bazie tamtejszego dialektu.

Dialekty oksytański

DIalekty oksytańskie. Źródło: www.locirdoc.fr

Czy jednak zwycięstwo normy klasycznej oznacza wytworzenie się jednego standardowego języka? Ciężko powiedzieć. Z jednej strony podejmowane są rzeczywiście próby ujednolicenia i stworzenia tzw. occitan larg, który mógłby funkcjonować jako język oficjalny, z drugiej natomiast ze względu na brak wyraźnego centrum oraz skalę różnic pomiędzy wymową w poszczególnych regionach można w najlepszym wypadku mówić o powstaniu języka policentrycznego z różnymi oficjalnymi wariantami. Różnorodność dialektów oksytańskich najlepiej jest w stanie zaprezentować zresztą zapis dwóch norm skrajnych – w tym wypadku weźmiemy wariant prowansalski zapisany systemem Mistrala oraz wariant gaskoński zapisany systemem klasycznym:

(Prowansja/Mistral)Tóuti li persouno naisson libro e egalo en dignita e en dre. Soun doutado de resoun e de counsciènci e li fau agi entre éli em’ un esperit de fraternita.

(Gaskonia/klasyczny)Totas las personas que vaden libras e egaus en dignitat e en dret. Que son dotadas de rason e de consciéncia e que'us cau agir enter eras dab un esperit de fraternitat.

Nie dziwi chyba nikogo fakt, że wariant pierwszy jest zbliżony bardziej do języka włoskiego, natomiast ten drugi do katalońskiego. Langue d'oc pełni bowiem funkcję takiego pomostu pomiędzy tymi językami – pomostu, który obecnie niestety jest mało widoczny. Patrzeć jednak na podobieństwo oksytańskiego do pozostałych przedstawicieli języków romańskich oraz rozbierać go na czynniki pierwsze będziemy następnym razem. Z pomocą podręcznika, którego naturalnie całego tutaj nie przepiszę, ale na pewno podzielę się informacjami wartymi szczególnej uwagi.


Podobne artykuły z serii „Języki regionalne Francji":

Język oksytański – część 2
Język oksytański – część 1
Język baskijski
Język bretoński
Język alzacki

Języki regionalne Francji – oksytański. Część 2.

160px-Flag_of_Occitania.svg_Nadszedł właśnie nowy rok i ciężko o lepszy termin ostatecznego wywiązania się ze starych zobowiązań i dokończenia projektu, nad jakim pracowałem przynajmniej od dwóch lat. Mowa oczywiście o cyklu poświęconym językom regionalnym Francji, którego części opisujące dialekty alzackie, bretoński oraz baskijski ukazały się jeszcze na „Świecie Języków Obcych". Tam też mieliście okazję przeczytać wstęp ukazujący czym język oksytański w ogóle jest i skąd pojawił się na terenach dzisiejszej południowej Francji – jeśli jeszcze tego nie wiecie to gorąco polecam przeczytanie. Podstawowa znajomość zagadnienia w znacznym stopniu ułatwi zrozumienie poniższego artykułu. Dziś przejdziemy do najnowszej historii języka, a w zasadzie jej najczarniejszego okresu związanego bezpośrednio z niemal całkowitym wymarciem oksytańskich dialektów. Temat ten jest niesłychanie ważny i w ogromnej mierze kształtuje dzisiejszą sytuację językową na południu Francji oraz oksytańską świadomość narodową, która mimo swej niszowości (o której przyczynach jeszcze na pewno wspomnę) jest zjawiskiem szalenie interesującym.

Opowieść zakończyliśmy ostatnio w okresie rewolucji francuskiej, która będąc powszechnie utożsamiana z pojawieniem się swobód obywatelskich i zrównaniem ludzi wobec prawa bez względu na przynależność stanową stała się jednocześnie źródłem jednej z pierwszych w dziejach ludzkości szerokiej kampanii mającej na celu zapewnienie nieograniczonej dominacji językowi oficjalnemu. Paryska wersja langue d'oil zyskała jako „język narodu francuskiego" oficjalny status i odtąd zaczął się stopniowy proces wypierania języków mniejszościowych. Główną ofiarą musiały stać się tutaj dialekty langue d'oc, które mimo utraty swojego znaczenia w ciągu poprzednich stuleci nadal były w południowej Francji używane przez zdecydowaną większolangues_regionalesść ludności, a pod względem ilości użytkowników w całej republice ustępowały jedynie dialektom rodaków z północy. Agresywna promocja jednego języka dla jednego narodu, jaką od ponad 200 już lat forsują kolejne rządy francuskie w oparciu o idee rewolucyjne położyła tej lingwistycznej dychotomii kres.

Główną rolę odegrały tutaj dwa zjawiska, których działanie na masową skalę zaczęło być zauważalne w XIX wieku. Mam tu na myśli powszechną edukację oraz industrializację. Program nauczania przewidywał wyłączne użycie języka francuskiego w szkołach oraz surowe kary dla uczniów, którzy w czasie zajęć lekcyjnych ośmieliliby się odezwać w swoim ojczystym dialekcie. Przeprowadzono też szeroką kampanię mającą na celu zdeprecjonowanie byłego języka trubadurów, co udało się w bardzo dużym stopniu. Z problemem oksytańskim do dziś nierozerwalnie są powiązane dwa terminy: vergonha oraz patois. Ten pierwszy oznacza „wstyd" i jest bezpośrednio związany z upokorzeniami jakich doznawali uczniowie z powodu swojego oksytańskiego pochodzenia na przełomie XIX i XX wieku. Często opisuje on językową politykę w południowej Francji na przestrzeni wspomnianego okresu i jest mocno zakorzeniony w nowoczesnym oksytańskim nacjonalizmie. Porównanie go do żydowskiego holocaustu byłoby naturalnie porównaniem znacznie na wyrost, ale nie ulega wątpliwości, iż  vergonha odgrywa bardzo istotną rolę martyrologiczną w oksytańskiej świadomości.

Drugi termin, patois, to według słownika języka francuskiego: Système linguistique essentiellement oral, utilisé sur une aire réduite et dans une communauté déterminée (généralement rurale), et perçu par ses utilisateurs comme inférieur à la langue officielle. Powyżej przytoczona definicja pochodzi już z dzisiejszej epoki i swoją ostrością w pewnym stopniu ustępuje odpowiednikom z pierwszych edycji legendarnego Larousse'a, ale zachowała główne elementy składające się na termin patois. Jest to:

a) system lingwistyczny określony jako essentiellement oral – mamy więc nacisk położony przede wszystkim na jego formę mówioną. Dziś brzmi to neutralnie, ale pogląd na temat braku możliwości zapisania dialektów oksytańskich zaowocował faktem, iż wielu jego użytkowników do dziś uważa, że nie posiadają one swojej formy pisemnej. Zakrawa to na paradoks, gdy weźmiemy pod uwagę, iż kilkaset lat temu był to jeden z najbardziej płodnych języków Europy.

b) Patois jest też utilisé sur une aire réduite – używany na ograniczonej przestrzeni oraz dans une communauté (…) généralement rurale – przede wszystkim w społeczności wiejskiej. Rzeczywiście obecnie ciężko usłyszeć oksytańskie dialekty w większych miastach południowej Francji – jedynym wyjątkiem zdają się być komunikaty nadawane w tuluzańskim metrze, choć i tutaj ograniczają się one do podawania nazw przystanków w dwóch wersjach językowych. Wiejski charakter został jednak narzucony w ciągu ostatnich stuleci – to właśnie miasta takie jak Tuluza stały się pierwszym celem językowej asymilacji, która miała wytrzebić oksytański nie tylko ze szkół, ale i z serc tubylców. Wiejskie pochodzenie nie było na przełomie XIX i XX wieku szczególnym powodem do dumy, a władze zrobiły bardzo wiele by pokazać, że to właśnie francuski jest językiem miast, pieniądza, wolności i jednego wspólnego narodu. Przyswojenie języka oficjalnego wiązało się z lepszym życiem i wyższym statusem społecznym. Langue d'oc został natomiast zepchnięty niemal dosłownie do stodół w wioskach na krańcu świata, bo miejsca te były na dobrą sprawę jedynymi, w których język nadal był przekazywany z pokolenia na pokolenie.

c) Powyższe elementy definicji niejako implikują element ostatni, który jest, zwłaszcza w naszych czasach, najcięższą barierą do przezwyciężenia w drodze do rewitalizacji języka. Patois jest bowiem perçu par ses utilisateurs comme inférieur à la langue officielle, czyli odbierany przez swoich użytkowników jako podrzędny, gorszy w stosunku do języka oficjalnego tj. francuskiego. I tą podrzędność rzeczywiście się widzi już na pierwszy rzut oka.

101_0890Nie prowadziłem we Francji badań terenowych – dwumiesięczna podróż nie może się równać poważnemu podejściu do problemu, ale diametralne różnice pomiędzy postrzeganiem niektórych zjawisk w zależności od odwiedzanego regionu pozwoliły mi przynajmniej przypuszczać, iż pobieżne obserwacje nie mogą się mijać w znacznym stopniu z prawdą. W Alzacji spotkałem osoby, które mówiąc między sobą potrafiły wymieniać francuski, alzacki i niemiecki w proporcjach właściwych tylko sobie i uważały to za powód do dumy. W Bretanii co prawda spotkałem zaledwie jedną osobę uczącą się jedynego celtyckiego języka na stałym lądzie, ale znajomość bretońskiego nie była czymś wstydliwym. Częstym motywem wystroju domów było chociażby umieszczenie na nich bretońskiego słowa ker oznaczającego niegdyś zamek, obecnie natomiast bliższe znaczeniowo domowi. Gdy pojedziemy bardziej na południe spotkamy się z jeszcze bardziej odmiennym językiem i jeszcze większą manifestacją dumy z tej odmienności. Mowa tu oczywiście o Baskach.

Jak wygląda na tym tle Oksytania? Bardzo blado. Na pytanie o jakąkolwiek znajomość oksytańskiego zadane niemal kilkudziesięciu osobom z południa Francji pozytywnie odpowiedziały zaledwie dwie. Pierwszą była pani pracująca w oficjalnej księgarni Institut d'Estudis Occitans. Drugą był chłopak z Pau, który w miejscowym dialekcie porozumiewa się nadal ze swoimi dziadkami w jednej z pirenejskich wsi. Spotkanie było niezwykle ciekawe, mieliśmy okazję wysłuchać na żywo kilku utworów w jednym z tamtejszych dialektów – nasz rozmówca okazał się mieć bowiem całkiem niezły głos, porozmawialiśmy na temat użycia dialektów w praktyce w tak oddalonych od centrum miejscach. Uderzało jednak niemal podręcznikowe opowiadanie o języku, które na dobrą sprawę przeradzało się w rozmowę o jego mankamentach. Przede wszystkim nie był to occitan, był to patois. I był to patois ze wszystkim cechami opisanymi w słowniku języka francuskiego – była to mowa, której się nie zapisuje (był ewidentnie zaskoczony gdy pokazałem mu kupiony kilka dni wcześniej podręcznik), którą mówią prawie wyłącznie starsi i jaka jest szalenie niepraktyczna, bo wioska obok używa już innej, niezrozumiałej wersji tejże. Z jednej strony biła od naszego znajomego szczera radość z tego, że oto może turystom z Polski opowiedzieć o swoich korzeniach, ale z drugiej było to bardzo smutne, bo jakże inne od tego co mogliśmy ujrzeć w innych regionach Francji. Podobnie było zresztą na całym Południu – na moje pytanie Parlez-vous occitan? najczęstszą odpowiedzią było Eh… Patois?. Tak jakby fakt istnienia tego odrębnego języka został zupełnie wymazany ze świadomości ogółu mieszkańców. Kto wie jak wyglądałaby jego sytuacja gdyby nie ludzie, jacy w pewnym momencie zdali sobie sprawę z tego, że oksytańskie dziedzictwo trzeba ratować. Ale o nich oraz ich osiągnięciach opowiem w następnym artykule.

Podobne artykuły:

Języki regionalne Francji – oksytański. Część 1.
Języki regionalne Francji – baskijski

Języki regionalne Francji – bretoński
Języki regionalne Francji – alzacki

Język kaszubski – nowe źródła

Język kaszubski – nowe źródła

Temat języka kaszubskiego pojawił się na „Świecie Języków Obcych" niemal na samym początku jego istnienia. Zafascynowany bowiem różnorodnością językową i jednocześnie szczerze przejęty zjawiskiem jej zanikania postanowiłem zaznajomić się trochę z jedynym oficjalnym językiem regionalnym w Polsce (gwoli ścisłości – śląski takiego statusu jeszcze nie posiada) i możliwościami jego nauki na własną rękę. Efektem tego były dwa wpisy („Język kaszubski – jedyny język regionalny w Polsce" oraz  „Słownik polsko-kaszubski jest dostępny") poświęcone ciekawym kaszubskim źródłom, jakie znalazłem wtedy w internecie. Długość artykułów była niestety wprost proporcjonalna do liczby stron internetowych mogących rzeczywiście pomóc osobie zainteresowanej w nauce tego niszowego języka. Tym bardziej miło mi poinformować, że sytuacja w ciągu ostatnich czterech lat zmieniła się w tym względzie diametralnie, a mnogość sensownych materiałów pozwala rzeczywiście na mniej lub bardziej samodzielną naukę kaszubskiego.

Głównym mankamentem źródeł, do jakich dotarłem cztery lata temu był brak jakichkolwiek interesujących nagrań w tym języku. Jedynym linkiem naprawdę wartym polecenia była książka Aleksandra Majkowskiego „Żëcé i przigòdë Remùsa" czyli największe dzieło kaszubskiej literatury, które można znaleźć na stronie http://literat.ug.edu.pl/remus/ . Cała książka jest w formacie .pdf, a do wybranych fragmentów dołączono kilkuminutowe nagrania. Problem polega jednak na tym, że normy kaszubskiej ortografii używane w 1938 roku przez Majkowskiego znacznie różniły się od dzisiejszych, w związku z czym ciężko polecać to dzieło jako pomoc w nauce komuś dopiero rozpoczynającemu przygodę z tym językiem. Samego Remusa jednak polecam przeczytać każdemu kto byłby zainteresowany kaszubską literatura – tak po prawdzie ciężko przejść na Kaszubach obok tego dzieła.

We wrześniu kupiłem sobie wydaną w 2013 roku przez wydawnictwo Region książke Artura Jabłońskiego „Namerkôny" – jest to pierwsza od wielu lat powieść napisana po kaszubsku (z wyraźną dominacją północnych dialektów, co bez problemu wychwyci osoba zainteresowana tematem), której głównym tematem jest kwestia odrębności etniczno-kulturowej Kaszubów na przestrzeni ostatnich pokoleń. Autor porównuje też, słusznie zresztą, Kaszubów do innych grup etnicznych, które w ostatnich latach walczą o utrzymanie swojej odrębnej tradycji i języka – wspomina chociażby o Fryzach, Katalończykach oraz o języku oksytańskim, o którym ostatnio mieliście okazję przeczytać na łamach „Świata Języków Obcych". Książka jest naprawdę bardzo ciekawa, nawet z punktu widzenia osoby, która spogląda na kwestię kaszubskiej tożsamości trochę z boku. Fragmenty książki można wysłuchać na stronie Radia Kaszëbë – http://radiokaszebe.pl/namerkony-posluchaj-fragmentow-powiesci/ 

Odejdę jednak na chwilę od kaszubskiej prozy, żeby zwrócić uwagę na kolejne źródła, które można wykorzystać w nauce tego języka. Pierwszym jest strona mięsięcznika „Pomerania", poprzez którą możemy uzyskać dostęp do ponad stu kaszubskich nagrań. Są to wiadomości, fragmenty opowiadań, poezji – każdy znajdzie coś dla siebie. Zdecydowana większość z plików posiada również tekst, co w dużej mierze pomaga przyzwyczaić się do charakterystycznej kaszubskiej wymowy (warto zwrócić przede wszystkim uwagę na miękką wymowę dźwięków zapisywanych w polskim jako „sz", „cz", „ż", „dż") oraz zrozumieć relację języka pisanego i mówionego. Jako że mamy do czynienia z przedstawicielem języków zachodniosłowiańskich nie jest to coś specjalnie trudnego.

Drugim źródłem, które zresztą natchnęło mnie bezpośrednio do tego, żeby napisać dzisiejszy artykuł jest portal „Tu je nasza zemia", a konkretnie audycjaGôdómë pò kaszëbskù. Jest to seria krótkich 15-minutowych filmów, która od roku ukazuje się co tydzień na antenie telewizji TTM, mająca na celu promocję i naukę języka kaszubskiego. Przeważnie składa się ona najpierw z parodii (bardzo dobrej zresztą) jakiegoś znanego programu telewizyjnego, a następnie z krótkiego wykładu nt. języka oraz kultury kaszubskiej. Wszystko odbywa się naturalnie po kaszubsku (z polskimi napisami dla osób, które kaszubskiego nie rozumieją), a całość jest wykonana przez młodych ludzi, którzy wykonują naprawdę kawał dobrej roboty promując naukę tego języka w atrakcyjny sposób, jakiego ewidentnie brakowało w ciągu ostatnich lat. Wchodząc bowiem jeszcze 4 lata temu na kaszubskie strony można było odnieść wrażenie, że ktoś wpadł na pomysł, że kaszubski można wypromować poprzez „kaszubskie nuty" oraz rozmaite zbiory wierszy i kolęd. Uważam, że tradycja jest bardzo ważna, ale naprawdę jestem wdzięczny, że ktoś wreszcie wpadł na pomysł, żeby pokazać język kaszubski jako coś żywego, z czym warto obcować, czego znajomość naprawdę poszerza horyzonty i potrafi ewidentnie sprawić radość.

Na tym jednak nie koniec internetowych źródeł do nauki kaszubskiego. Na stronie http://www.skarbnicakaszubska.pl/ znajdziemy przede wszystkim tak bezcenną rzecz jak polsko-kaszubski słownik Eugeniusza Gołąbka, który ma tą zaletę, że stosuje już współczesne zasady ortografii (w odróżnieniu od wcześniejszego słownika Trepczyka) oraz podręczniki kaszubskiego dla uczniów szkoły podstawowej – nadal nie jest to systematyczny kurs tego języka z nagraniami, ale dla kogoś dopiero rozpoczynającego przygodę z kaszubskim może to być całkiem przyzwoite źródło nowych zwrotów, prostych tekstów, które pozwoli na utrwalenie zdobytej wiedzy.

Na tym naturalnie nie kończy się lista rzeczy, jakie potrafią pomóc w nauce kaszubskiego. W internecie można znaleźć między innymi również kaszubską klawiaturę, ściągnąć kaszubską wersję przeglądarki MozillaFirefox. Mam też nadzieję, że w najbliższym czasie będzie powstawać więcej kaszubskich książek oraz miejsc, które w naprawdę ciekawy sposób będą promować ten język. Bo tam gdzie ùmierô jãzëk – ùmierô kùltura. Dla mnie, jako osoby zainteresowanej lingwistyczną różnorodnością jednym z największych marzeń jest właśnie ratowanie i promocja tych języków, jakie muszą w dzisiejszym świecie walczyć o przetrwanie. Czasem smuci mnie też fakt, że ludzie stawiający sobie za cel bycie poliglotami tak mało na tym polu robią, rzucając się na coś bardziej popularnego, podczas gdy mają tuż obok siebie język, dla którego ratowania rzeczywiście mogą zdziałać coś bardzo ważnego.  Nie łudzę się, iż każdy czytelnik bloga teraz odkryje w sobie powołanie do nauki kaszubskiego – jeśli jednak choć jedna osoba stwierdzi, że warto odwiedzić linki, które w tym artykule zamieściłem, a następnie opanuje ten język w stopniu umożliwiającym jego aktywne używanie będę się niezwykle cieszył.

Podobne posty:
Język kaszubski – jedyny język regionalny w Polsce
Słownik polsko-kaszubski jest dostępny
Najbardziej zagrożony język w Polsce – wilamowicki
Języki regionalne Francji – oksytański
Języki regionalne Francji – baskijski

Języki regonalne Francji – bretoński

Przed trzema miesiącami mieliśmy okazję przeczytać na „Świecie Języków Obcych" o dialekcie alzackim – pierwszym z oficjalnie uznawanych języków regionalnych Francji. Uważając temat za niezwykle ciekawy z językoznawczego punktu widzenia postanowiłem go kontynuować. Dziś wybierzemy się więc kilkaset kilometrów na zachód, do magicznej krainy zwanej przez starożytnych Armoryką, natomiast obecnie Bretanią. To właśnie tam, podobnie jak  w komiksach o Asteriksie opierającym się Rzymianom, zachowała się niewielka populacja, która do dziś włada jedynym językiem celtyckim w kontynentalnej części Europy i próbuje zachować swoją odrębność kulturową w obrębie państwa francuskiego. 

Niegdyś języki celtyckie stanowiły jedną z najważniejszych grup w obrębie rodziny indoeuropejskie obejmując swoim zasięgiem niemal całą zachodnią Europę. Niestety historia okazała się dla nich niezwykle niemiłosierna – najpierw straciły swoje znaczenie w związku z ekspansją imperium rzymskiego, która zapoczątkowała trwający do dziś w Bretanii proces romanizacji. Później w czasach wędrówek ludów Celtowie musieli ustąpić germańskim najeźdźcom na wyspach brytyjskich. W efekcie języki celtyckie całkiem straciły na znaczeniu i  obecnie liczba osób mówiących w nich biegle wynosi około 1-2 milionów. Obecnie najbardziej żywym z tych języków zdaje się być walijski, który w 2011 uzyskał nawet status urzędowego w Walii. Status urzędowego języka posiada też irlandzki, aczkolwiek jego użycie w praktyce wygląda bardzo różnie. Nie ma czasu teraz na roztrząsanie tego tematu, ale jeśli ktoś jest zainteresowany tą tematyką polecam mu obejrzeć niezwykle ciekawy program „No Béarla" – prowadzący go Manchán Magan przemierza w kolejnych odcinkach swój ojczysty kraj i próbuje załatwiać codzienne sprawy używając wyłącznie irlandzkiego. Sam program uważam za niezwykle ciekawy i zmuszający do refleksji nad procesem globalizacji, który doprowadza do zanikania różnorodności kulturowej na świecie. Język szkocki (mam tu na myśli celtycki Gàidhlig, a nie Scots będący dialektem germańskim) znajduje się obecnie na granicy wymarcia. Manx i kornijski zdążyły natomiast już raz umrzeć i obecnie próbuje się te języki ożywić – wydaje się to temat niezwykle ciekawy, który warto będzie kiedyś poruszyć na łamach tego bloga. Jak na tym tle wygląda bretoński?

Na wstępie artykułu wspomniałem Asteriksa i dzielnych Galach przeciwstawiających się zapędom Rzymian mającym na celu przyłączenie Armoryki do imperium. Wbrew pozorom język bretoński nie jest bezpośrednim spadkobiercą celtyckich mieszkańców Galii, gdyż ci najpóźniej do końca IV wieku ulegli pełnej romanizacji. Historia jego powstania jest znacznie bardziej zawiła. Na przełomie IV/V wieku Rzym chylił się ku upadkowi, przez granice imperium przewijały się wojownicze plemiona germańskie, natomiast poszczególni cesarze mieli problem z utrzymaniem swoich wpływów nad Renem, w Galii, a później w samej Italii. Nawet jeśli mieli chęć obronić Brytanię przed zakusami barbarzyńców, to nie było ku temu żadnej możliwości; dlatego wyspa została pozostawiona na pastwę losu anglosaskich najeźdźców. Obawiający się o swój los celtyccy mieszkańcy postanowili więc wyemigrować na kontynent i w przeciągu następnych stuleci napłynęli do Armoryki, stając się tam najliczniejszą grupą etniczną i zmieniając tym samym jej nazwę na Bretania (bret. Breizh).Warto dodać, że ogromna liczba miejscowości posiada nazwy mające swoje odpowiedniki na wyspach brytyjskich takie jak Gwened (fr. Vannes) nawiązujące do walijskiego Gwynedd czy też znajdujący się na południowo-zachodnim krańcu półwyspu region Kernew (fr. Cornouaille) będący odpowiednikiem kornijskiego Kernow oznaczającego Kornwalię. Również pod względem lingwistycznym jest bretońskiemu najbliżej do walijskiego oraz kornijskiego, ale o tym trochę później.

Użytkownicy języka bretońskiego w Bretanii. Źródło: Ofis Publik ar Brezhoneg. http://www.opab-oplb.org

Przez wieki książęta bretońscy potrafili utrzymać w mniejszym lub większym stopniu niezależność od znacznie silniejszych sąsiadów. Tym niemniej na dworze bretońskim panowały języki romańskie i próżno szukać średniowiecznych dzieł w tamtejszej odmianie celtyckiego, który pozostał przede wszystkim mową niższych warstw. Dopiero od XV wieku możemy mówić o trwałym włączeniu Bretanii w granice państwa francuskiego. Postępująca w ciągu najbliższych stuleci romanizacja spowodowała, że obecnie językiem bretońskim włada ok. 200 000 osób, z czego znaczną większość stanowią osoby starsze, a UNESCO zamieściło go na liście języków poważnie zagrożonych wyginięciem. Podejmowane są w ostatnich latach próby przywrócenia blasku językowi bretońskiemu – w Bretanii wprowadzono jeden m.in. z najbardziej znanych programów szkół dwujęzycznych. Otwierane są kolejne szkoły Diwan, w których dzieci uczą się po bretońsku, w czym niektórzy widzą szansę na wskrzeszenie języka wśród młodych ludzi. Niestety na przeszkodzie ku temu stoi wiele czynników:

– bretoński jest podzielony na dwa dialekty tzw. KLT (skrót powstał od nazw trzech regionów, w których jest używany Kerne, Léon, Trégor) oraz Vannetais rozpowszechniony niegdyś szeroko w okolicach Vannes i mający najwięcej cech wspólnych z pobliskimi dialektami języka francuskiego. Siłą rzeczy więc standard bretoński trochę odbiega od tego, jak mówi się potocznie w niewielu tradycyjnych bretońskich domach. Dotyczy to zarówno pisowni jak i wymowy. W tej ostatniej można zauważyć znaczny wpływ języka francuskiego – dla osoby nie mającej nigdy do czynienia z językami romańskimi bretoński będzie brzmiał zapewne jak francuski dialekt, bo różnice fonetyczne między nimi z biegiem wieków się po prostu zatarły. Podobny proces ma miejsce w językach łużyckich na terenie Niemiec, ale o tym opowiemy sobie kiedy indziej. Jako przykład mówionego bretońskiego wybrałem krótki film pewnej młodzieżowej organizacji bretońskiej. Nie dlatego, że jest wybitnie ciekawy, ale przede wszystkim obfituje w dialogi i posiada francuskie napisy niezbędne do zrozumienia o czym mowa.

– bretoński zdaje się być zupełnie nieprzydatny i ciężko go zauważyć w sferze publicznej. Niestety jest to smutna prawda i wiele w tym winy ponosi polityka francuskiego rządu na przestrzeni ostatnich lat. Rząd francuski, jak wiadomo, nie ratyfikował Europejskiej Karty Języków Regionalnych i odmawia przyznania językowi bretońskiemu oficjalnego statusu w samej Bretanii. Nawet we wschodniej Bretanii można natknąć się bez problemu na dwujęzyczne drogowskazy, ale trzeba przyznać, że jest to jedna z najmniej potrzebnych form propagowania języka mniejszościowego. Trzeba jednak przyznać, że sytuacja uległa ostatnio znacznej poprawie. Można nawet oglądać audycje telewizyjne w języku bretońskim: http://bretagne.france3.fr/emissions/france-3-breizh

– bretoński jest inny. Niestety jest to spory mankament tego języka. Wspomniany trzy miesiące temu alzacki, czy też oksytański, o którym zamierzam napisać wkrótce są spokrewnione bardzo blisko z niemieckim oraz francuskim i stosunkowo łatwo się jest ich nauczyć jeżeli zna się inny język z tej samej grupy. Z bretońskim sytuacja ma się zdecydowanie inaczej. Wyuczenie się go do poziomu konwersacyjnego wymaga dość sporo zachodu i dla kogoś kto styka się po raz pierwszy w życiu z językami celtyckimi jest on całkowicie niezrozumiały oraz różni się od wszystkiego co dotychczas spotkał. Proponuję każdemu spróbować rozszyfrować to zdanie: Dieub ha par en o dellezegezh hag o gwirioù ez eo ganet an holl dud. Poell ha skiant zo dezho ha dleout a reont bevañ an eil gant egile en ur spered a genvreudeuriezh. Albo prostszy przykład – Ur yezh keltiek a orin eus an Enez Vreizh hag eus skourr ar yezhoù predenek eo ar brezhoneg. Cokolwiek wydaje się znajome?

Stare miasto w Vannes. Zdjęcie: Karol Cyprowski

To na razie tyle. Niestety nie czuję się na siłach, aby obecnie rozprawiać o gramatyce języka bretońskiego. Mimo iż jest ona niezwykle interesująca z językoznawczego punktu widzenia, bo różni się w niektórych aspektach znacznie od pozostałych języków indoeuropejskich, to nie miałem jak do tej pory czasu się z nią dokładnie zaznajomić. Gdyby jednak ktokolwiek miał coś ciekawego do dodania w komentarzach bądź miał pomysły na to, co jeszcze mogłoby się w tym artykule znaleźć to serdecznie zapraszam do ich wpisywania.

Podobne posty:
Języki regionalne Francji – alzacki
Język kaszubski – jedyny regionalny język w Polsce 
Afrikaans – krótki wstęp historyczno-kulturowy
O albańskim języku słów kilka
Język macedoński w praktyce

Języki regionalne Francji – Alzacki

 

 W związku z moim zeszłorocznym pobytem we Francji powstało trochę tekstów, które początkowo miały się znaleźć na nowej stronie poświęconej szeroko rozumianym podróżom. Ostatnimi czasy jednak doszliśmy z moją dziewczyną do wniosku, że ciężko pogodzić wszystkie obowiązki i na kolejnego bloga niestety nie starczy czasu. W poczekalni czeka więc mnóstwo artykułów podróżniczych i nie tylko. Nie byłbym bowiem sobą, gdybym nie stworzył tekstów opisujących obecną sytuację językową we Francji. Dlatego też w najbliższym czasie na blogu pojawią się artykuły o dialekcie pikardyjskim, językach bretońskim, baskijskim oraz dwóch wariantach oksytańskiego. Na początek jednak wybierzemy się do regionu leżącego na granicy niemiecko-francuskiej zwanego Alzacją, gdzie kilkadziesiąt tysięcy ludzi ciągle włada germańskim dialektem znanym powszechnie jako język alzacki.
„Und jetzt fahren wir nach Strassburg.” – powiedziałem naszemu kierowcy. „Strasbourg” – poprawił mnie nieznajomy, ewidentnie akcentując fakt, iż jest to miasto francuskie i o symbolizowanej przez głoskę „sz” niemieckości nie może być mowy. Wjechawszy jednak do Strasburga trudno nie oprzeć się wrażeniu, że germański duch unosi się nad centrum przynajmniej w takim samym stopniu jak ten europejski nad okolicami  parlamentu i ciężko poczuć, że oto jesteśmy we Francji. Alzacja jest bowiem tworem szczególnym, będącym przez lata obiektem rozgrywek pomiędzy europejskimi mocarstwami, w ciągu ostatnich 150 lat zmieniając przynależność państwową w stopniu podobnym do mieszkańców regionów znacznie nam bliższych.
Flaga Alzacji.

Sam Strasburg był przez długie lata wolnym miastem cesarskim, w którym najwięcej do powiedzenia miały kontrolujące nadreński handel możne rody kupieckie. O bogatej przeszłości świadczą liczne szachulcowe budynki i wznosząca się na głównym placu gotycka katedra – symbole niegdysiejszej wolności zakłóconej przez imperialne zakusy silniejszych sąsiadów. Pierwszym monarchą, który postanowił naruszyć neutralność Strasburga był Ludwik XIV – jego wojska zajęły miasto w roku 1681 i na okres niemalże 200 lat ustanowiły w nim władzę francuską. W 1871 roku na skutek wojny francusko-pruskiej Strasburg został przyłączony do nowo powstałych Niemiec i jako stolica Alzacji-Lotaryngii był w ich składzie aż do końca I wojny światowej. Po abdykacji cesarza Wilhelma II posłowie alzaccy ogłosili niepodległość swojego landu, ta jednak nie była respektowana przez żadną ze stron konfliktu i zachodni brzeg Renu powrócił w granice Francji, by po ponad 20 latach znów stać się ofiarą wojny.

II wojna światowa odcisnęła na mieszkańcach Strasburga szczególnie mocne piętno. Najpierw miasto ewakuowano, a następnie władze III Rzeszy zezwoliły na powrót jedynie mieszkańcom niemieckiego pochodzenia, z których wielu wcielono siłą do nazistowskich sił zbrojnych. „Malgré-nous” (pl. „wbrew nam”), bo tak przyjęło się nazywać Alzatczyków służących wbrew swej woli w Wehrmachcie, ginęli na wszystkich europejskich frontach, a po wojnie na fali propagandy antyniemieckiej bywali oskarżani o kolaborację z okupantem i prześladowani przez władze francuskie. Dla wielu mieszkańców tego regionu stali się oni symbolem alzackiego kryzysu tożsamościowego. Bo trudno jednoznacznie powiedzieć kim są Alzatczycy.
Dwujęzyczna tablica z nazwą ulicy w Colmarze.

Pierwotnym językiem używanym w okolicach Strasburga były dialekty alzackie z grupy alemańskiej przypominające w pewnej mierze szwajcarską odmianę niemieckiego. Od czasów rewolucji francuskiej sytuacja lingwistyczna na tym terenie była idealnym odbiciem politycznej – żadne z państw nie poczuwało się do tego by szanować kulturową odrębność mieszkańców Alzacji, których w zależności od realiów politycznych próbowano wychować na przykładnych Niemców lub Francuzów. W dużej mierze przyczyniło się to do stopniowego wymierania miejscowych dialektów. Dziś na szczęście język alzacki powoli wraca do łask. Na ulicach Colmaru i Strasburga można zobaczyć alzackie nazwy ulic, na wsiach zakładane są dwujęzyczne szkoły, a charakterystyczne Winstubezdają się być najpopularniejszymi lokalami w okolicy. Wszystko to jednak jest zaledwie cieniem tego, czym było kiedyś.

Plakat z lat 50. nawołujący do nauki języka alzackiego.

Co dwa lata w alzackiej wsi Ohlungen odbywa się festiwal kultury alzackiej „Summerlied”, na który ściągają ludzie z całego regionu, żeby pobawić się przy dźwiękach ludowej muzyki, popijając Meteora  i zajadając Flammkueche, czyli miejscowe piwo oraz coś na kształt pizzy. Dzięki znajomościom Haliny mieliśmy zaszczyt stać się gośćmi specjalnymi tej imprezy, podczas której można było poczuć zupełnie inne, niefrancuskie oblicze Francji. Do Ohlungen zjechali wykonawcy z rozmaitych regionów Francji, w których tradycyjnie używa się innych języków. Obok Alzatczyków mieliśmy więc również okazję zobaczyć Bretończyków i korsykański zespół I Muvrini. Łatwo było wyczuć atmosferę wzajemnej współpracy na rzecz zachowania dorobku tych tradycyjnych społeczności. Wśród miejscowych kramów znalazło się nawet miejsce dla osób rozdających broszury informujące o panującym we Francji totalitaryzmie językowym oraz wzywające do obrony tożsamości regionalnej. I rzeczywiście trudno nie oprzeć się wrażeniu, że o ile rewolucja francuska wprowadziła nową jakość jeśli chodzi o równość ludzi bez względu na ich pochodzenie, o tyle wprawiła w ruch machinę dążącą do całkowitej unifikacji kraju pod względem lingwistycznym. Ci którzy się owym zabiegom oparli dziś są już w znaczącej mniejszości, a Alzatczycy, mimo stosunkowo niewielkiej liczebności, zdają się być jedną z grup najlepiej zorganizowanych. Lata romanizacji zrobiły jednak swoje.

Alzatczycy w strojach ludowych pod katedrą w Strasburgu.

Jean-Pierre jest członkiem Rady Języka Alzackiego i mieliśmy z nim okazję porozmawiać na temat sytuacji dialektów we współczesnej Francji. Z jednej strony alzacki nie jest już kojarzony z kolaboracją, można się go uczyć w szkołach i nietrudno go usłyszeć nawet na ulicach dużych miast, które w pozostałych regionach Francji są w pełni zromanizowane (konia z rzędem temu, kto w Rennes usłyszy bretoński).  Z drugiej natomiast pojawiają się liczne trudności, które stoją na przeszkodzie dalszemu rozwojowi tego języka. Alzacja jest bardzo zróżnicowana dialektalnie i fakt, iż dwie osoby z różnych części tego regionu mówią w germańskim dialekcie wcale nie musi oznaczać, iż się rozumieją. Trudno natomiast utworzyć ogólnie przyjętą zestandaryzowaną wersję, bo siłą rzeczy musiałaby ona faworyzować mieszkańców któregoś z pobliskich miast. Kolejnym wielkim problemem jest używanie języka tradycyjnego przez dzieci i młodzież – cóż z tego, że uczą się go w szkole, kiedy na podwórku go nigdy nie używają i przekazanie go potomkom zdaje się być w takiej sytuacji bardzo wątpliwe. Przechodzenie w takiej sytuacji na znacznie atrakcyjniejszy francuski jest kwestią naturalną. Nawet w samym języku alzackim zwroty tak podstawowe jak „dzień dobry”, „dziękuję”, „proszę” zostały całkowicie zapożyczone z francuskiego, a ich germańskie odpowiedniki są według naszego znajomego jedynie archaizmami, których nikt już nie używa.  Innym niezwykle interesującym zjawiskiem jest używanie w konwersacji Alzatczyków dwóch bądź trzech (w przypadku gdy dana osoba zna jeszcze Hochdeutsch) języków jednocześnie. Dla wielu mieszkańców tego regionu rzeczą normalną jest opowiadanie o czymś po francusku, by tuż za chwilę przejść na dialekt alzacki i dokończyć swój wywód po niemiecku. Jest to coś niesamowitego i jednocześnie obrazującego faktyczną multikulturowość Alzatczyków.

Pisana wersja dialektu alzackiego jest względnie zrozumiała, przynajmniej dla osób znających niemiecki. Na jednym z plakatów nawołujących do nauki alzackiego dziecko pyta się dziadka po francusku „Grand-père, pourquoi n'y a-t-il plus de cigognes en Alsace?" („Dziadku, dlaczego już nie ma bocianów w Alzacji?"). Dziadek natomiast, i to już polecam sobie wszystkim osobom niemieckojęzycznym samemu przetłumaczyć, odpowiada: „Weisch bue, wenn d'Stoerick uewers Elsass flieje, heere se uewerall Franzeesch reede, dann meine se, sie wäre noch nit ankumme un flieje widdersch."

Podobne posty:

Języki egzotyczne – jak, gdzie i czy warto?

Czym są według mnie języki egzotyczne? Czy warto się ich uczyć zamiast jakiegoś bardziej znanego języka? Jak i gdzie można się ich uczyć? Do jakiego poziomu można się ich nauczyć? Niegdyś uważałem, że należy się uczyć każdego języka, bez wyjątku. Po pewnym czasie moje poglądy na ten temat ewoluowały i obecnie uważam, że warto dokonać pewnej selekcji i uczyć się akurat tego co człowieka naprawdę pasjonuje. Dla tych, którym się uda przeczytać cały artykuł zamieszczam na końcu linki do kilku ciekawych materiałów dotyczących nauki rzadkich języków. A nuż ktoś się skusi.

Czym są według mnie języki egzotyczne?
Niektórzy mogą pomyśleć tu, że chodzi mi o takie języki jak chiński, czy arabski. Już na samym początku zaznaczę więc, że nie one będą tu głównym przedmiotem rozważań. Jako egzotyczny rozumiem raczej język, do którego nauki jest relatywnie mało źródeł. Przez źródła rozumiem nie tylko podręczniki, ale też tak pomocne rzeczy jak gazety, książki, radio, telewizja, wreszcie rodzimi użytkownicy, których zwykle jest niewiele (aczkolwiek często ilość osób władających danym językiem nie przekłada się na ilość dostępnych materiałów).

Czy warto się ich uczyć zamiast jakiegoś bardziej znanego języka?
Tak i nie. Nic mnie tak nie pociąga jak właśnie zajmowanie się językiem, o którym nie mam zielonego pojęcia. Radość z opanowania liczebników od 1 do 10 w języku osetyńskim będzie znacznie większa niż przeczytanie artykułu po angielsku, czy rosyjsku. Pytanie tylko, czy mogę z tym osetyńskim zrobić wiele więcej ponad te liczebniki oraz pewne podstawy, które i tak prędzej czy później wylecą z głowy jeśli nie będą systematycznie powtarzane.

Zanim zaczniemy się uczyć jakiegoś języka powinniśmy się zastanowić do czego on w rzeczywistości ma służyć. Jeśli naprawdę interesujesz się danym narodem, kulturą itp. nie powinieneś mieć z tym problemu. Podobnie ma się sprawa, gdy potrzebujesz go w pracy, zamierzasz wyjechać do obcego kraju itp. Jeśli jednak zamierzasz nauczyć się jakiegoś języka tylko po to by się go nauczyć (taka typowa „sztuka dla sztuki"), to nie wróżę sukcesu. Prędzej czy później radość z nauki zmieni się w zwykłą frustrację, bo nawet zabraknie możliwości by polepszyć swoje umiejętności. Znając niderlandzki mogę np. czytać gazety, książki, oglądać telewizję w tym języku. Jest mnóstwo miejsc, w których mogę ten język ćwiczyć i, co najważniejsze, wyciągać z tego więcej niż sama nauka dla nauki. Cóż natomiast miałbym począć z Plattdeutschem?

Gdyby ktoś nie wiedział – Plattdeutsch to inaczej język dolnoniemiecki, którego dialekty do dziś używane są w północnych Niemczech (szczególnie w Szlezwiku-Holsztynie i Dolnej Saksonii) i który znacznie różni się od standardowego języka górnoniemieckiego. Od dawna chciałbym się go nauczyć, bo ma bardzo ładne brzmienie – coś pomiędzy niemieckim a niderlandzkim. Sęk jednak w tym, że Plattdeutsch nie jest skodyfikowany (istniały co prawda próby kodyfikacji, ale na razie nie przyniosły one rezultatów w postaci pojawienia się jednego dolnoniemieckiego standardu), relatywnie niewielu mieszkańców nim aktywnie włada oraz brakuje gazet, filmów, literatury dolnoniemieckiej. Jeśli byłbym miłośnikiem północnoniemieckiego folkloru to coś bym ciekawego zapewne znalazł, ale nigdy się tym nie pasjonowałem i raczej nie będę. Efekt jest więc taki, że po przerobieniu podręcznika skończyłyby się źródła, z których mógłbym czerpać nowe słownictwo, struktury gramatyczne itp. Nie miałbym też okazji wykorzystać ten język w praktyce, chyba że zamieszkałbym na jakiejś wsi pod Hamburgiem, na co też, niestety, się nie zanosi. Pytanie czy warto było cały ten czas poświęcić właśnie na szlifowanie dolnoniemieckiego, a nie np. porządnie zając się niemieckim, czy też czymś zupełnie innym, nie mającym związku z językami obcymi?

Jeśli jesteś fanem północnoniemieckiego folkloru, lub zamierzasz w niedługim czasie osiedlić się w Dolnej Saksonii to z pewnością nie będzie to czas stracony. W innym wypadku warto się zastanowić, czy nie lepiej zająć się czymś bardziej pożytecznym, ewentualnie od czasu do czasu przeglądać sobie dla przyjemności dolnoniemiecką gramatykę, lub czytać artykuły na Wikipedii (co, przy znajomości niemieckiego i podstaw niderlandzkiego jest jak najbardziej wykonalne). To samo stosuje się do innych języków.

Jak i gdzie można się ich uczyć?
Z miejsca trzeba raczej usunąć możliwość nauczenia się nawet podstaw po polsku (może z wyjątkiem kaszubskiego i kilku pojedynczych języków, do których są dostępne polskie podręczniki). Nie warto też liczyć na to, że znajomość angielskiego otworzy nam wrota do każdego rzadkiego języka. W przypadku Plattdeutscha najlepiej jest najpierw bardzo dobrze opanować niemiecki, gdyż w nim znajdziemy najbardziej sensowne materiały. Gdybyśmy chcieli się wziąć za prowansalski (szeroko rozumiany Langue d'Oc) nauczmy się najpierw francuskiego. Jeśli natomiast interesuje nas jakiś język narodu zamieszkującego byłe ZSRR to, bez względu na pokrewieństwo czy jego brak, zainwestujmy w rosyjski. O tym zresztą pisałem już wcześniej.
Gdy już znamy język bazowy na tyle dobrze, możemy zacząć na własną rękę zacząć szukać materiałów do jego nauki w internecie. Do samego Plattdeutscha znalazłem przynajmniej jeden podręcznik z rozmówkami wydawnictwa Kauderwelsch, jeden kurs multimedialny wydawnictwa Quickborn, jeden kurs internetowy dostępny za darmo na stronie bremeńskiego radia, oraz stronę z podstawowymi wiadomościami o dolnoniemieckiej gramatyce.
Później musimy już być bardzo zmotywowani, żeby wyjechać tam gdzie danego języka się używa, lub znaleźć jakieś ciekawe źródła mogące służyć jako podstawa do szlifowania naszych umiejętności.

Do jakiego poziomu można się ich nauczyć?
Możemy zajść tak daleko jak nam nasza motywacja pozwala. Można stanąć na podstawowych wiadomościach gramatycznych i prostych zdaniach w stylu: Ik bün Karl un ik will Platt snacken. Można też pójść dalej i przerobić cały podręcznik, a następnie ruszyć w teren i rzeczywiście szlifować ten język. Mogę tylko podejrzewać, że radość z rzeczywistego opanowania czegoś tak rzadkiego jest ogromna.

Poniżej podaję listę linków (głównie w oparciu o moje doświadczenia z Plattdeutschem), która niektóre osoby może zachęci do nauki czegoś rzadkiego:
Plattdeutsch:
Kurs języka dolnoniemieckiego z radia Bremen – http://www.radiobremen.de/wissen/dossiers/plattdeutschkurs/
Strona oferująca podstawowe wiadomości z gramatyki i leksyki dolnoniemieckiej – http://www.plattmaster.de/
Podcasty w języku dolnoniemieckim – http://www.plattcast.de/
Dolnoniemiecka Wikipedia – http://nds.wikipedia.org/
Inne języki egzotyczne:
Kurs języka abchaskiego – http://learn.apsni.com/index.php?lang=ru
Kurs języka hawajskiego – http://ksdl.ksbe.edu/kulaiwi/
Strona peterlina o języku lezgińskim – http://learninglezgi.wordpress.com/ i http://lezgilanguage.wordpress.com/
Lista Wikipedii w 275 językach (stan na 20.11.2010) – http://meta.wikimedia.org/wiki/List_of_Wikipedias

Podobne posty:
Język kaszubski – jedyny regionalny język w Polsce
Słownik polsko-kaszubski jest dostępny (ZA DARMO!)
Najpierw naucz się popularnego języka, żeby dotrzeć do tych mniejszych

Najbardziej zagrożony język w Polsce – wilamowski

Nie będzie dziś mowy ani o kaszubskim, ani o śląskim. Niewielu ludzi zdaje sobie sprawę z tego, że w okolicach Bielska-Białej znajduje się miasto o nazwie Wilamowice, w którym przez stulecia rozwijał się zupełnie odrębny język z rodziny języków germańskich. Obecnie włada nim zaledwie około 70 osób, w większości w podeszłym wieku oraz niewielka grupa pasjonatów starających się go ożywić. A język ten nazywają Wymysiöeryś, po polsku wilamowski.

Wymysiöeryś dowiedziałem się kilka lat temu przeglądając opisy różnych języków germańskich na Wikipedii. Stwierdziłem wtedy, że jest to niesamowicie ciekawe zjawisko. Nie dosyć, że był rozprzestrzeniony na bardzo niewielkim obszarze, to jeszcze wyglądał bardzo oryginalnie na tle pozostałych przedstawicieli swojej rodziny. Bardzo rzuca się w oczy bowiem pisownia języka niemieckopodobnego z użyciem polskich liter. Warto przytoczyć tu choćby krótki fragment modlitwy Ojcze nasz w języku wilamowskim. Szczególny ubaw będą tu miały osoby, które choć trochę znają niemiecki. Niektóre słowa są uderzająco podobne:  

Ynzer Foter, dü byst ym hymuł, 
Daj noma zuł zajn gywajt; 
Daj Kyngrajch zuł dö kuma; 
Daj wyła zuł zajn ym hymuł an uf der aot; 
dos ynzer gywynłichys brut gao yns haojt; 
an fercaj yns ynzer siułda, 
wi wir aoj fercajn y ynzyn siułdigia; 
ny łat yns cyn zynda; 
zunder kaonst yns reta fum nistgüta. 


Ciekawe, prawda? I to wszystko w języku, którego kolebką jest pewne miasteczko w Polsce. Tak, czy inaczej, moje zaciekawienie językiem wilamowskim ograniczało się do wiedzy, że taki język istnieje.

Ostatnio zaś zupełnym przypadkiem natrafiłem na film o tym języku nakręcony przez dziennikarzy „Rzeczpospolitej", który poniżej zamieszczam. Naprawdę warto go obejrzeć do końca, choćby po to, aby móc usłyszeć język, który nie ma większych szans na przetrwanie i nabyć pewnej wrażliwości. Mi osobiście się naprawdę smutno zrobiło, gdy to oglądałem.

Jak podano na samym końcu filmu, ostatnimi czasy naprawdę sporo w celu uratowania języka wilamowskiego robi Tymoteusz Król, który jako nastolatek nauczył się go i aktualnie stara się go ożywić. Naturalnie praktyczne działania wyglądają różnie, ale bez względu na wszystko mogę tylko podziwiać jego upór i zapał. Założono też specjalne forum o języku wilamowskim, na które polecam wejść zainteresowanym.

Co do samego języka, to nie wiadomo dokładnie jakie ma korzenie. Prawdopodobnie jest to zlepek różnych dialektów języka górnoniemieckiego, dolnoniemieckiego, niderlandzkiego i fryzyjskiego, którymi władali ludzie, jacy osiedlili się na tych terenach w XIII wieku. Tworzyli na tyle zamkniętą społeczność, że język nie uległ większej zmianie w ciągu stuleci i różnił się od standardowego Hochdeutscha w znacznym stopniu. Sami Wilamowianie nie uważali się zaś za Niemców. Wytworzyli coś na kształt zupełnie odrębnej kultury. Cios zadał jej dopiero reżim komunistyczny, który po II wojnie światowej zakazał użycia języka wilamowskiego i zaprowadził przymusową polonizację miejscowych mieszkańców. W efekcie do dziś pozostało bardzo niewiele osób posługujących się tą mową.

Ten artykuł naturalnie nie wyczerpuje nawet w najmniejszym stopniu tego co można opowiedzieć o języku wilamowskim. Bardziej zależało mi na tym, by uświadomić ludzi w tym, jak ogromne jest bogactwo lingwistyczne naszego kraju. I jak szybko może ono popaść w zapomnienie jeśli czegoś nie zrobimy.

Podobne posty:
Język kaszubski – jedyny regionalny język w Polsce
Słownik polsko-kaszubski jest dostępny

PS: W artykule o języku kaszubskim użyłem określenia „jedyny regionalny język w Polsce" gdyż jedynie on jest definiowany jako język regionalny zgodnie z ustawą o mniejszościach narodowych i etnicznych. Język śląski i wilamowski takiego statusu dotychczas nie uzyskały.