nauka szwedzkiego

Szwedzkie plateau boli najbardziej

szwedzkie_plateau

Nie trać serca do języka!

Pamiętacie artykuły, w których przekonywałam, dlaczego nauka szwedzkiego jest teraz łatwiejsza niż kiedykolwiek? Z bólem serca spieszę ze sprostowaniem – miałam na myśli głównie mocno początkowy etap nauki tego pięknego języka.

Szwedzki jest językiem o tyle niewdzięcznym do nauki, że trudniej z nim wytrwać, niźli w ogóle zacząć. Szkoły językowe, mające języki skandynawskie + fiński w swojej ofercie, przeżywają od paru lat prawdziwą klęskę urodzaju. Zysk zawsze będzie się zgadzał, bo początkujących co roku jest cała masa. Lektorów, którzy mają kwalifikacje do nauczania nowicjuszy także nie brakuje – nie ma więc potrzeby zatrudniania chociażby native'ów. Schody zaczynają się wtedy, gdy ktoś wytrwa w tym (powszechnie uznawanym za niszowy) języku dłużej niż rok czy dwa. (Osobny post można by poświęcić powodom tego stanu rzeczy – tj. czy szwedzki w ogóle się przydaje, czy rzeczywiście JA go potrzebuję etc. W dalszej części tekstu poświęcę tej kwestii kilka słów). W miastach nieposiadających zaplecza skandynawistycznego trudno więc znaleźć wystarczającą ilość chętnych do utworzenia grupy na poziomach B1/B2+.

Nie jest moją intencją narzekać jednak na politykę prywatnych szkół językowych, czy też poziom motywacji większości ich klientów. Postulując wyższość działań samodzielnych nad zorganizowanymi, skupię się więc na problemie szwedzkojęzycznej posuchy, widzianej z perspektywy także zaawansowanych i średnio zaawansowanych samouków (w tym mnie). Podpowiem również, jak odczarować ten stan rzeczy, nie wydając przy tym fortuny.

1. ZABAW SIĘ W MATURZYSTĘ

Czy wiecie, że wraz z wejściem w życie zasad nowej matury, przez jeden rok (2005) można ją było zdawać także z zakresu znajomości języka szwedzkiego? Jedyne dwa arkusze (poziom podstawowy i rozszerzony), dostępne cały czas na stronie CKE, mogą stanowić ciekawe sprawdzenie się*, oczywiście mocno osadzone w realiach tego kontrowersyjnego egzaminu.

Same statystyki dotyczące popularności tego egzaminu w roku 2005 nie pozostawiają wątpliwości co do powodu usunięcia szwedzkiego z listy przedmiotów maturalnych. Pełna treść raportu z jakichś powodów została usunięta z serwera, jednak pamiętam, że liczba zdających nie przekraczała dwóch setek (przy czym rozszerzenie pisała dosłownie garstka młodzieży).

*Poziom podstawowy nowej matury z języka nowożytnego oscyluje w granicach poziomów A2/B1, zaś rozszerzenie reprezentuje średnio mocne B2.

2. SPRÓBUJ DOTRZEĆ DO MATERIAŁÓW PRZYGOTOWUJĄCYCH DO TISUSA

TISUS to certyfikat języka szwedzkiego na poziomie zaawansowanym, uprawniający do podjęcia studiów na uczelniach wyższych w Szwecji. Jako rozgrzewkę proponowałabym trening (już nie elementarnego) czytania i pisania z pomocą książeczek Text i Fokus oraz Form i Fokus, zaś bardziej odważnym zawodnikom polecam Skrivtrappan, który rozwinie nas przede wszystkim leksykalnie. Każdy, kto ma ze szwedzkim do czynienia więcej niż kilka miesięcy zauważy zapewne, że konstrukcje gramatyczne stosowane w prasie codziennej nie różnią się wyrafinowaniem od tych, które ogarnąć można w naprawdę niedługim czasie – rzecz jasna chodzi o szkielet prawidłowości gramatycznych, które w dalszych etapach nauki można już tylko szlifować. Sen z powiek do samego końca spędzać może co najwyżej stale poszerzający sskrivtrappanię zasób słownictwa wraz z jego rodzajnikami i typem deklinacyjnym/koniugacyjnym, a także stosowanie form określonej i nieokreślonej (podobny czort jak w angielskim – wielu uważa, iż poprawne stosowanie tzw. articles pośrednio świadczy o mistrzowskim opanowaniu mowy Szekspira). O literaturze nie czuję się jeszcze gotowa wypowiadać, gdyż w oryginale interesuje mnie póki co wyłącznie ta dziecięca.

Tutaj jednak napotykamy kolejną przeszkodę – swoisty monopol na wydawanie tego typu zaawansowanych i pewnych jakościowo materiałów edukacyjnych mają wydawnictwa powiązane z Folkuniversitetet, Svenska Institutet, czy też Natur och Kultur. Cena takiego podręcznika (ceny skandynawskie – wiadomo, kosmos), wraz z zestawem płyt czy zeszytów ćwiczeń, plus sprowadzenie tego wszystkiego przez Bałtyk do Polski przekracza możliwości finansowe wielu naszych rodaków. Jeśli jednak pieniądze, ewentualnie nielegalny dostęp do książek nie są dla was problemem, to warto rzucić okiem na tytuły, które wymieniłam.

3. BĄDŹ JĘZYKOWYM MAC GYVEREM

Tak naprawdę źródła do nauki kryją się wszędzie wokół nas – wystarczy trochę kreatywności, szczypta krytycznego myślenia i może jeszcze dobry słownik – miłośnikom papieru polecam ten autorstwa J. Kubitsky'ego – można go zażądać chociażby na urodziny, bo przy pięcioosobowej zrzutce wychodzą grosze.

Czy do (biernej co prawda, ale zawsze) analizy budowy zdań, doboru słów, podpatrywania stylistyki etc. potrzebna jest opracowana przez kilkunastu metodyków książka? A może wystarczy trochę podstawowej wiedzy o danym języku (oraz o językach w ogóle), nieco zróżnicowanych źródeł pisanych (chociażby skrawek bulwarowej prasy) i trochę internetu? Ewentualnie sieć znajomości zbudowana z pasjonatów mających te same ambicje i cele, co my?

PS-år-av-rivalitet-och-vänskapZdarza się, że biorę po prostu do ręki szwedzką gazetę (została mi po niedawnej wycieczce, ale równie dobrze można wejść sobie na pierwsze z brzegu Dagens Nyheter) i sprawdzam, czy na pewno rozumiem i potrafię wskazać powód użycia chociażby formy określonej (odpowiednik angielskiego THE). Bywa też, że zgłębiając historię stosunków polsko-szwedzkich chwytam po dwujęzyczną pozycję „Szwecja-Polska – lata rywalizacji i przyjaźni", w której symultanicznie porównywać mogę tekst w dwóch językach w obrębie jednej kartki. Korzyści, które wynoszę z tego rodzaju „prowizorki" zależą tylko i wyłącznie ode mnie, mojej ostrożności i głodu wiedzy.

To oczywiście rozwiązanie tymczasowe bądź fakultatywne, bowiem wiadomo, że zróżnicowanie źródeł i metod nauki pozwala na jak największą optymalizację całego procesu (oraz jego ciągłe ulepszanie!).

4. DLACZEGO SZWEDZKI?

Lubicie się tłumaczyć z powodów, dla których uczycie się określonego języka? Oczywiście o ile nie jest nim angielski, niemiecki, francuski czy rosyjski. Różne słyszy się głosy – z jednej strony, że poznanie jak największej liczby języków rozwija, z drugiej, że powodzenie nauki języków wyznaczane jest bezpośrednio przez zapotrzebowanie na codzienne ich użycie. Ostatnio natknęłam się na tekst o utrapieniu rękodzielników, czyli zamaskowanym wyszydzaniu ich „nudnej i nikomu niepotrzebnej pasji". Nie wiem na ile zalicza się do tego sytuacja nauki języka relatywnie niszowego, którym (a) nie mówi nasza rodzina czy partner, (b) którego nie używamy w pracy ani szkole, (c) którego nie używa się w naszym kraju, (d) na którym nie zarabiamy, a jedynie od czasu do czasu korzystamy z wytworów kultury w oryginale.

Na koniec ciekawy artykuł, bliski mi o tyle, że wypowiadającym się w nim nauczycielem jest mój były lektor-skandynawista. Szwedzki ma dla Polaków wiele twarzy – mimo wszystko przoduje ta związana z emigracją…

 

Zobacz też:

Faza plateau – czyli co to jest i jak przez to przejść
SWEDEX: luźne przemyślenia

Po jakiemu uczyć się szwedzkiego?
Czy język szwedzki jest trudny

Po jakiemu uczyć się szwedzkiego?

szwedzki_polski_angielski

No, jak to po jakiemu, po …

Jaka była twoja pierwsza myśl, drogi czytelniku? Czy język obcy jest w twoim umyśle bytem na tyle specyficznym i osobno pojmowanym, że w trakcie jego nauki wolisz ograniczyć udział języka pomocniczego (ojczystego) do minimum? Może nie potrafisz całkowicie zrezygnować ze wspomagania się polskim na żadnym z etapów kursu lub samodzielnej nauki? A może lubisz uczyć się dwóch języków jednocześnie, przy czym ten, który znasz dużo lepiej niż drugi staje się twoim językiem pomocniczym? W poniższym artykule postaram się nakreślić różne podejścia do opisanej powyżej sprawy, zarówno wyznawane przez samouków jak i zawodowych lektorów. Zaprezentuję także krótkie recenzje kilku pomocy naukowych (w większości podręczników) do języka szwedzkiego, zarówno tych wyprodukowanych przez wydawnictwa polskie, jak i publikacji monojęzycznych (szwedzkich), a także wspomnę o źródłach przydatnych tym, którzy władają i lubią władać angielskim.

PO POLSKU

Ci z was, którzy uczestniczyli w jakikolwiek kursie dla początkujących w jakiekolwiek ze szkół językowych, zetknęli się prawdopodobnie ze specyficzną metodologią stosowaną przez lektorów tam nauczających. Dostępne w ofercie kursy są (zazwyczaj w dość sztuczny sposób) podzielone na etapy, z czego kilka pierwszych posiada w nazwie wyróżnione określenie „dla początkujących”. Dopóki testy poziomujące nie wykażą zadowalającego wyniku, kursant pozostaje w bezpiecznej dla siebie loży laików, dla których jeszcze za wcześnie na konwersacje/zrezygnowanie z języka pomocniczego/zabranianie im mówienia po polsku. Użycie języka ojczystego zaczyna być mocno ograniczane przez lektora w momencie przekroczenia magicznej granicy poziomu B1 lub B2.

Czym to grozi?
Wśród skutków ubocznych powyższej metodologii (które – identycznie jak w przypadku farmakoterapii – mogą, lecz NIE MUSZĄ się pojawić) wyróżnić można m. in.:

  • Przymus formułowania każdej wypowiedzi (ustnej lub pisemnej) najpierw w języku polskim, co przynajmniej dwukrotnie wydłuża czas operacji umysłowej;
  • Paniczny lęk przed samodzielnym formułowaniem wypowiedzi w języku obcym;
  • Nieumiejętność wytworzenia w sobie nawyku myślenia w języku obcym;
  • Tworzenie bezsensownych kalek z języka polskiego na obcy (i odwrotnie);
  • Upośledzenie metod przyswajania materiału (największy koszmar to wkuwanie listy słówek ze sztywno przyjętymi tłumaczeniami polskimi – dotyczy to również wszelkich publikacji typu „Norweski w 3 miesiące”, „Niemiecki nie gryzie” czy też „Język bułgarski w podróży”).
  • Wytworzenie u kursanta poczucia bezradności językowej;

Czy to znaczy, że powinniśmy wyrzucić wszystkie polskojęzyczne książki, pomoce naukowe, kserówki, a lektora publicznie wyszydzić?

Ależ skąd.

Jedyny wydźwięk wszystkiego, co powyżej napisałam, zamyka się w tych dwóch prostych radach:

  1. Stawiaj sobie wyzwania
  2. Unikaj braku stawiania sobie wyzwań

Lecz o tym nieco później.

W swojej szwedzkojęzycznej podróży chętnie sięgam do wydawnictw polskich/przełożonych na język polski, głównie w celu nieco głębszego i czysto teoretycznego zapoznania się z teorią gramatyki tego pięknego języka. W tej kategorii znajdują się dwa tytuły, z którymi nigdy nie zamierzam się rozstawać.

  1. Dymel-Trzebiatowska H., Mrozek-Sadowska E. (2011) Troll 1 & 2 – Język szwedzki. Teoria i praktyka. Poziom podstawowy i średnio zaawansowany. Gdańsk: Wydawnictwo Słowo obraz/terytoria.

troll-2-jezyk-szwedzki-teoria-i-praktyka-poziom-srednio-zaawansowany

Kompleksowe, przekrojowe kompendium wiedzy gramatycznej i leksykalnej, obejmującej poziomy podstawowy i średnio zaawansowany. Surowa (lecz bardzo wysmakowana) szata graficzna książki pozwala na całkowite oddanie się szaleństwu wykonywania różnorodnych, pisemnych ćwiczeń językowych, podczas którego nie rozproszą nas zbędne ilustracje. Mimo tej minimalistycznej i czysto praktycznej formy, książka doskonale nadaje się do samodzielnej pracy. Połowę zawartości Trolla stanowi skondensowana wiedza teoretyczna (która w zupełności wystarczy, by wypełnić wszystkie ułożone pod nią ćwiczenia),zaś na ostatnich kartach podręcznika znajduje się kompletny klucz odpowiedzi. Relatywnie niska (jak na podręcznik językowy na dobrym poziomie) cena oraz szeroka dostępność to kolejne argumenty przemawiające za tym, by nabyć Trolla 1&2. Przebrnięcie przez wszystkie rozdziały obu części może okazać się fantastyczną formą powtórki i utrwalenia zatartego już w pamięci materiału.

Seria Troll dostępna jest także w wersji dla miłośników języka norweskiego i duńskiego.

  1. Viber Å., Ballardini K., Stjärnlöf S., Kubitsky J. (1992) Mål. Gramatyka szwedzka po polsku. Svensk grammatik på polska. Sztokholm: Natur och Kultur.

gramatyka_szwedzka_kubitsky

Svensk grammatik på polska to zaadaptowana do potrzeb polskiego czytelnika pomoc naukowa, stanowiąca niejako uzupełnienie do szwedzkojęzycznego podręcznika Mål. Podobnie jak Troll, idealnie sprawdza się jako pierwszy „przewodnik gramatyczny” po języku szwedzkim, przydatny zarówno kompletnemu żółtodziobowi, jak i „staremu wyjadaczowi. Problemem może okazać się słaba dostępność książki, jednak warto o nią zawalczyć dla samego komfortu przyswajania bardzo lekkiego pióra pana Jacka Kubitsky’ego.

PO SZWEDZKU

Słyszeliście kiedyś o blogu All Japanese All The Time? A o artykule Karola na jego temat? Swego czasu był to mój ulubiony tekst na poprzedniku Woofli – blogu Świat Języków Obcych. Opisana w nim metoda, jeśli przypadnie któremuś z moich czytelników do gustu, z powodzeniem może być realizowana poprzez korzystanie z podręczników, w których nie znajdziemy ani jednego słowa w innym narzeczu, niż tym, który jest przedmiotem naszego zainteresowania. Jednym słowem – uczymy się szwedzkiego po szwedzku, angielskiego po angielsku, włoskiego po włosku, zaś japońskiego – po japońsku.

Czy jest to rada użyteczna, patrząc z punktu widzenia ucznia całkowicie początkującego? I tak i nie. Tak, jeżeli będziemy potrafili uciec się do języka pomocniczego tylko w sytuacjach awaryjnych, nadal czerpiąc przyjemność z tego zanurzenia się w obcej rzeczywistości językowej. Wola jak zwykle stanowi tu element kluczowy. Jeżeli jednak taki sposób nauki jest dla nas zbyt stresogenny, ograniczmy się do zanurzenia kulturowego tylko w przypadku zagranicznej podróży, lub w formie opisanej powyżej, lecz raczej epizodycznej, niźli ciągłej.

Korzyści, jakie wyciągnęłam dla samej siebie ucząc się języka szwedzkiego „po szwedzku” praktycznie od początku mojej nauki, to m. in.:

  • wytworzenie osobnej „tożsamości językowej” (bo na naturalną dwujęzyczność jest już dla mnie o jakieś 20 lat za późno – nad czym szczerze ubolewam);
  • umiejętność nabywania nowego słownictwa oparta na bazowaniu na synonimach;
  • ograniczenie do minimum zjawiska negatywnego transferu językowego;
  • satysfakcja i językowa „pewność siebie”;

Obranie przeze mnie takiej, a nie innej formy początkowej nauki to bardziej dzieło przypadku, niż celowe i zaplanowane działanie. Szwedzkim zainteresowałam się poważniej mając lat 16, a w takim wieku trudno mówić o szerszym rozeznaniu w rynku wydawniczym. Najczęściej polecanym (choć nie wiem, z czego to dokładnie wynika) podręcznikiem szwedzkojęzycznym do języka szwedzkiego jest znane i lubiane Svenska Utifrån.

utifran

Choć książka ta to tylko (lub aż) zbiór czytanek zilustrowanych czarno-białymi obrazkami/fotografiami ze zdawkowym tylko komentarzem gramatycznym, to cenna jest głównie ze względu na dwa jej zastosowania:

  1. ćwiczenie głośnego czytania (każda czytanka zapisana jest w formie dźwiękowej na płytach dołączonych do SU)
  2. trening translatorski (poziom trudności tekstów rośnie wraz z numeracją stron)

Minusem może okazać się cena i dostępność SU, bowiem jeśli nie uda nam się przechwycić używanej Svenska Utifrån, to sprowadzenie jej zza Bałtyku może okazać się całkiem kosztowne.

PO ANGIELSKU

Czas na tło teoretyczne, czyli częściej lub rzadziej doświadczane przez miłośników języków obcych zjawisko transferu językowego.

Transfer językowy, nazywany także interferencją (pojęcie znane także z lekcji fizyki z liceum) to nic innego jak wpływ języka pierwszego (L1 – np. ojczystego, pomocniczego lub jednego z obcych) na produkcję lub odbiór języka drugiego (L2).

Nie jest to jednak zjawisko jednoznacznie szkodliwe i niepożądane. Transfer pozytywny występuje np. u dzieci dwujęzycznych, które potrafią formułować poprawne wypowiedzi w jednym języku i przenosić je na język drugi. Transfer negatywny zachodzi wtedy, gdy błędnie przenosi się struktury językowych z L1 na L2 lub odwrotnie.

Jeżeli to właśnie język angielski (użyty tu tylko jako przykład; może to być każdy inny język – najlepiej germański – który opanowaliśmy w stopniu bardzo dobrym lub biegłym) stanie się naszym językiem pomocniczym, to czy powinniśmy obawiać się transferu negatywnego między tymi dwoma językami?

Moim zdaniem (co wynika z mojego bezpośredniego doświadczenia) mamy szansę nie tylko uniknąć szkodliwej interferencji językowej, ale wręcz zwiększyć częstotliwość występowania transferu pozytywnego. Osłabiamy także prawdopodobieństwo interferowania któregokolwiek z tych języków z językiem polskim.

Nie bez znaczenia pozostaje również fakt, iż zdecydowanie więcej materiałów, książek i interesujących nas publikacji i pomocy (zwłaszcza internetowych) uda nam się znaleźć w rzeczywistości anglojęzycznej, niźli polskiej.

TO W KOŃCU JAK?

 W moim przypadku, nauka języka szwedzkiego przy udziale ojczystego języka pomocniczego nadal stanowi chyba najmniejszy ogólny procent wszystkich wyróżnionych przeze mnie propozycji. Lecz jak to zwykle bywa w kwestiach metodyki: każdemu według uznania.

Może dobrym pomysłem na nowy rok będzie podjęcie nauki norweskiego lub duńskiego… po szwedzku?

Zobacz także…

Chcesz opanować podstawy języka obcego? Wypróbuj metody Assimil.

O szkołach językowych.

Ilu języków tak naprawdę potrzebujesz?

Najpiękniejszy z językowych przełomów.

A nie mylą ci się te języki?

Czy język szwedzki jest trudny?

brzmienie_szwedzkiego

Na treść powyższej grafiki składają się autentyczne wypowiedzi internautów na temat języka szwedzkiego i jego domniemanej trudności. Aby nie być już do cna stronniczą, zamieściłam jeden cytat mający wydźwięk pozytywny, choć przyznaję, że w losowej próbie wyszukiwania był to wynik zdecydowanie rzadszy. Uśmiech na twarzy gwarantowany, choć tylko do pewnego stopnia. Skąd w polskim społeczeństwie bierze się tak silne przekonanie co do nieprzystępności niektórych języków, nawet tych indoeuropejskich, a więc najbliższych nam kulturowo? Choć pytanie stanowiące tytuł tego artykułu może wydać się naiwne pod względem szansy uzyskania nań odpowiedzi, spróbuję przybliżyć niektóre mity dotyczące trudności języka szwedzkiego.

Podsumowaniem tego przydługiego wstępu niech będą znane już stałym czytelnikom artykuły Karola sprzed paru lat, dotyczące względności pojęć najłatwiejszy/najtrudniejszy język świata. Pozwolę sobie zacytować poniżej fragment jednego z nich, zawierający esencję jego przekazu:

„Przyjęło się, że na świecie istnieje zapewne ok. 6000 języków. Czy naprawdę ktoś potrafi powiedzieć, że chiński jest trudniejszy od języka indian Navajo, arabski od atajalskiego (używanego w północnej części Tajwanu) a polski od tamilskiego? Czy ktokolwiek zna wszystkie języki świata, żeby obiektywnie na to pytanie odpowiedzieć? Czy ktoś wie jakie kryteria należy przyjąć by takowy język wybrać? Czy może nie jest tak, że język z pozoru łatwy, ale wymierający jest w istocie trudniejszy do nauczenia niż język pozornie bardziej skomplikowany, ale posiadający mnóstwo użytkowników i całkiem szeroką gamę materiałów dydaktycznych?”

Postrzeganie poziomu trudności danego języka jest więc czymś dalece subiektywnym. To wypadkowa naszych życiowych doświadczeń, predyspozycji intelektualnych, a nawet fizycznych (słuch, wrażliwość układu nerwowego), nastawienia, postaw, wzorców i miliona innych czynników pośredniczących. Sprawa ma się nieco jak ze stresorami. W 1967 roku, dwaj psychiatrzy – Holmes i Rahe – opracowali skalę mierzącą nasilenie stresu w życiu badanej jednostki w ciągu poprzedzającego wywiad roku. Lista 43 wydarzeń życiowych, ze starannie wyliczonymi „jednostkami stresu" odpowiadającymi każdemu z nich, była zamknięta, z góry ustalona, sztywna i niewrażliwa na cechy indywidualne różnych życiorysów. Za najbardziej stresującą uznano śmierć współmałżonka (100 jednostek stresu), zaś śmierć innego członka rodziny „wyprzedzona" została zarówno przez rozwód, jak i separację. Krytyka skali sama ciśnie się na usta i do dziś pozostaje przedmiotem rozgległych dyskusji psychologicznych. Dlaczego więc, w przypadku języków obcych, tak łatwo „przyjąć nam za dobrą monetę" mity dotyczące ich hierarchicznie ułożonej trudności, tudzież trudności jednostkowej w ogóle?

JAK JĘZYK ELFÓW

Naturalnie nie twierdzę, że rzesza ludzi uważa język szwedzki czy inne języki skandynawskie za najtrudniejsze na świecie. To chwalebne (i często pochopnie nadawane) miano zazwyczaj dotyka języków azjatyckich, afrykańskich (a więc jak najbardziej odległych Europie), lub też wręcz przeciwnie – słowiańskich (co wynika z pewnej podświadomej i wyimaginowanej dumy Polaków. Ostatnio widziałam na facebooku nowy popularny fanpage „I speak Polish. What’s your superpower?” – lajkowany przez polskich native’ów serio?…) W całej tej dygresji zmierzam do intuicyjnego założenia, na którym oprę dalszą część mojego wywodu. Języki skandynawskie uznawane są, jeśli nie za jedne z „najtrudniejszych” na starym kontynencie (zwłaszcza, jeśli ktoś je myli z ugrofińskimi, ale to inna bajka…), to na pewno noszą łatkę „najbardziej egzotycznych” spośród języków germańskich. „Znam niemiecki, ale ze szwedzkim/norweskim/islandzkim mi coś nie idzie” – oto przykład stwierdzenia, które słyszę i widuję w sieci najczęściej.

JAKBY KTOŚ PRÓBOWAŁ POŁKNĄĆ GORĄCEGO KARTOFLA

Lecz czy to właśnie nie przynależność do rodziny języków germańskich powinna stanowić podstawowy plus i „zielone światło" dla nas – narodu germanizowanego przez wieki – i w pewien sposób germanizowanego nadal, poprzez upowszechnioną (i często wymuszaną) naukę języka niemieckiego w szkołach?

Uczulam przy okazji na powszechne (błędne) przekonanie (zwłaszcza u ludzi będących na bakier z historią powszechną), a raczej brak świadomości tego, że to ludy germańskie wpływały na ukształtowanie języka angielskiego – nie odwrotnie. Zatem zgrabniejsze logicznie jest stwierdzenie, iż to angielski jest podobny do szwedzkiego, a nie szwedzki do angielskiego.

Co więc przeraża w szwedzkim, skoro schemat budowy czasów gramatycznych powinien być dla nas intuicyjny (wskutek znajomości łaciny czy innych języków germańskich), podobnie jak niektóre obszary leksykalne?

szwecja

JAK JAZDA NA KOLEJCE GÓRSKIEJ

Ta „wrzuta" na szwedzki spodobała mi się akurat najbardziej, być może dlatego, że wiele w niej całkiem sympatycznej prawdy. Szwedzka fonetyka, bo ona zwykle spędza kursantom sen z powiek, rzeczywiście może dawać nam czasem uczucie pędzenia na szalonym rollercoasterze.

Dwa zjawiska, które każdy uczeń szwedzkiego napotka na swojej drodze prędzej czy później (nawet bez wskazania językoznawczego) to akcent akutowy (AT1) i grawisowy (AT2), bez których nigdy nie upodobnimy się do współczesnych wikingów.

O ile pierwszy z nich przypomina linię melodyczną języka niemieckiego i angielskiego (wyraźne opadanie tonu pod koniec wyrazu), to ten drugi składa się już z dwóch „przycisków" akcentowych (mocniejszego i słabszego) w obrębie jednego wyrazu. Oznacza to tyle, że ton najpierw opada, by potem nieznacznie wznieść się wyżej. W początkowym etapie nauki wystarczą dobry słuch i godziny naśladownictwa, aby bez zbędnych regułek móc zapamiętać kiedy należy go bezwzględnie użyć. Chyba nikt z nas nie chciałby pomylić „ducha" z „kaczką", a to właśnie może się stać, gdy nie będziemy umieli usłyszeć różnicy pomiędzy AT1 a AT2.

JAK CHIŃSKI

Ogólna i uniwersalna rada, jaką mogę dać początkującym miłośnikom języków skandynawskich dotyczy więc maksymalizacji czasu poświęconego na ćwiczenie rozumienia ze słuchu i czytania na głos. W początkowej fazie warto zużyć na to zdecydowanie większą część zasobów intelektualnej energii, nawet kosztem leksyki czy gramatyki. Brzmi wariacko, jednakże pamiętajmy, że posiadane zaległości w identyfikacji znak-dźwięk nawarstwiają się i w przypadku tego języka bywają szczególnie niebezpieczne. Powód jest bardzo prosty. Pomimo powiększającego się zasobu słownictwa, utrwalać będziemy nieprawidłowe wzory wymowy, co może doprowadzić do znacznego upośledzenia komunikacji ze Szwedami. Jeśli nie będziemy wyczuleni na najmniejsze niuanse, takie jak zamiana samogłoski długiej na krótką, możemy nieświadomie używać słów niezgodnie z ich znaczeniem (taka sama pisownia plus inna wymowa równa się ogromny błąd i towarzyska katastrofa – zwłaszcza przy niedostatecznych danych kontekstowych).

Aby pielęgnować dobre nawyki fonetyczne na bieżąco, wcale nie trzeba wielkiego poświęcenia. Wystarczy kilka sekund spędzonych na stronach typu forvo.com, gdzie przy nauce każdego nowego słowa warto sprawdzić jego wymowę w postaci nagrań rodzimych użytkowników danego języka. Przy każdej pozycji podany jest region kraju, z którego pochodzi osoba użyczająca swojego głosu. Pozwoli to na szybkie rozróżnienie dialektów i wybranie tego, który nas interesuje.

JAK MUZYKA

Inną, bardzo przyjemną metodą, którą sama stosuję, jest… śpiewanie. O dziwo jest wówczas o wiele łatwiej uzyskać odpowiednią długość głosek, czy poprawnie odwzorować dźwięk. Jeśli nie podejdą nam do gustu szwedzkojęzyczne przeboje country (Szwedzi mają gigantyczny wkład w historię współczesnej muzyki, ale niestety mocno zangielszczony), to możemy uciec się do piosenek dla dzieci (świetne kompozycje znajdziemy chociażby w audycji Fem myror är fler än fyra elefanter, o której wspominałam tutaj).

Należy jednak pamiętać, że to, co na pierwszy rzut oka wydaje się katorżniczym aspektem danego języka, może być tak naprawdę jego najpiękniejszą i najbardziej relaksującą zaletą. Osobiście uwielbiam dążyć do jak największej poprawności odwzorowania melodii języka szwedzkiego, rozkoszuję się jego brzmieniem i ekscytuję się swoimi postępami.

Nie należy zapominać, że wiele języków posiada swoje własne niuanse fonetyczne, często nawet mniej oczywiste i przyswajalne niż w przypadku któregokolwiek z języków skandynawskich.

Następująca równocześnie mniej lub bardziej intensywna nauka innych aspektów języka, tj. umiejętności komunikacyjne, słownictwo i zasady gramatyczne traktuję tu raczej jako istotne w sposób oczywisty, niezależnie od przyswajanego narzecza. Fonetyka jest tym obszarem języka szwedzkiego, który w najbardziej powszechny i stereotypowy sposób oddaje jego trudność.

Podsumowaniem i niejako przewrotną odpowiedzią na tytułowe pytanie niech będzie komentarz jednej z moich dalszych koleżanek, który pozostawiła ona na moim prywatnym facebooku, pod jednym z linków do moich artykułów na Woofli. Niniejszym prezentuję wam jego pełną treść, w pełni pokrywającą się z moim własnym stanowiskiem w tej sprawie:

„Piękny język. I łatwy.”

(A teraz przepisać sto razy na kartkę i powtarzać do znudzenia).

Polecam do zapoznania się/Korzystałam z…

  • Szulc, A. (1992) Gramatyka dydaktyczna języka szwedzkiego. Kraków: Wydawnictwo UJ.

Zobacz też…

Co przyjdzie z słuchania radia przez godzinę dziennie

Od czego zacząć naukę języka obcego?

Dlaczego nauka szwedzkiego jest teraz łatwiejsza niż kiedykolwiek (Część II)

Ile jest tonów w języku chińskim – mandaryńskim i w jaki sposób na siebie oddziałują?