polityka językowa

Sytuacja językowa na Ukrainie – mity i rzeczywistość (część 2/2)

ukraina2W poprzedniej części mojego artykułu starałam się nieco wyjaśnić skomplikowane relacje, zachodzące pomiędzy językiem ukraińskim i rosyjskim na Ukrainie. Dziś przejdziemy do zagadnień praktycznych: którego języka łatwiej jest się nauczyć Polakowi, a który bardziej przyda w czasie podróży? Czy osoba ucząca się tylko rosyjskiego może czuć się komfortowo we Lwowie oraz czy znajomość języka ukraińskiego wystarczy, by porozumieć się z mieszkańcami Ukrainy Wschodniej?

4. Polakowi łatwiej jest się nauczyć języka ukraińskiego niż rosyjskiego częściowo prawda.

Ponieważ ukraiński jest bliżej spokrewniony z polskim, niż rosyjski, Polak może rozpocząć naukę tego pierwszego, mając bonus w postaci całkiem niezłej biernej znajomości. Kilka miesięcy temu spotkałam dziewczynę ze Wschodu Ukrainy, która oczywiście na co dzień mówiła po rosyjsku, ale z nowo poznanym polskim chłopakiem rozmawiała po ukraińsku, bo wtedy on o wiele lepiej ją rozumiał. Ale uwzględniając stopień powszechności obu języków i ilość dostępnych materiałów do jego nauki, łatwiej jest jednak rozpocząć od rosyjskiego. Sprawdza się tutaj zasada, iż nauka języka, bardzo „popularnego” w pewnym regionie świata, może otworzyć nam drzwi do kolejnych, mniej znanych języków z owego regionu. I tu dochodzimy do kolejnego zagadnienia…

5. Rosyjski jest użyteczniejszy od ukraińskiegoprawda.

Po rosyjsku powinniśmy być w stanie się porozumieć we wszystkich krajach byłego ZSRR, w których znajomość angielskiego za bardzo nam nie pomoże, zwłaszcza po opuszczeniu większych miast. Ale nawet pozostając na samej tylko Ukrainie, w wielu regionach, bez znajomości rosyjskiego, możemy mieć problemy ze zrozumieniem mieszkańców. Faktem pozostaje również to, że rosyjski jest językiem bardziej uniwersalnym, co oczywiście spowodowane jest jego dominującą pozycją w czasach radzieckich. Nawet studiując politologię we Lwowie, czyli w najbardziej „antyrosyjskim” mieście współczesnej Ukrainy, wiele podręczników i źródeł czytałam w języku rosyjskim, bo po prostu nie zostały jeszcze przetłumaczone na język ukraiński. Problem ten jest jeszcze poważniejszy, jeżeli chodzi o nauki ścisłe i techniczne. Widać w tej kwestii pewien postęp i ukraiński stopniowo staje się językiem używanym (lub co najmniej możliwym do użycia) we wszystkich sferach życia, w przeciwieństwie do białoruskiego, który niestety nadal nie wykształcił swojego zasobu słownictwa naukowego i technicznego. Co nie zmienia faktu, iż znajomość rosyjskiego daje nam dostęp do większej liczby prac naukowych, w tym również tych dotyczących językoznawstwa.
Wcale nie oznacza to jednak, iż nie warto się uczyć ukraińskiego. Ukraińcy (nawet ci, którzy sami mają problemy z poprawnym wysławianiem się po ukraińsku) bardzo pozytywnie reagują na obcokrajowców podejmujących jakiekolwiek próby nauczenia się ich języka. Osobiście uważam również, że warto uczyć się – i w ten sposób wspierać – języki, niecieszące się ogromną popularnością. Tak naprawdę wyłącznie z tego powodu nauczyłam się języka białoruskiego. Ale jeżeli decydujemy się na naukę języka ukraińskiego z pominięciem rosyjskiego, to musimy zdawać sobie sprawę z tego, z jakich pobudek to robimy, jak również z tego, że nie wszędzie na Ukrainie będziemy się w stanie dogadać z miejscowymi, przez co nasza wiedza o kraju, jego kulturze i mieszkańcach zawsze będzie w pewien sposób niepełna.

6. Kwestie językowe są powodem wojny na Ukrainie, więc lepiej nie mówić po rosyjsku we Lwowie, ani po ukraińsku w Charkowie, bo może to się źle skończyćfałsz.

Nie zagłębiając się za bardzo w niuanse ukraińskiej polityki, język tak naprawdę nigdy nie był problemem sam w sobie – problemem było tylko używanie języka jako „tematu zastępczego” przez ukraińskich polityków oraz pielęgnowanie szkodliwych stereotypów. Na przykład, bardzo popularny we wschodnich regionach Ukrainy stereotyp głosi, iż mówienie po rosyjsku we Lwowie to taki oryginalny sposób na popełnienie samobójstwa. W rzeczywistości we Lwowie mieszka kilka procent etnicznych Rosjan, nadal mówiących po rosyjsku, bardzo dużo jest również rosyjskojęzycznych turystów. O ile nie mówisz po rosyjsku z idealnym moskiewskim akcentem i nie zapuszczasz się w środku nocy do specyficznych dzielnic daleko od centrum, nic złego Cię nie spotka, jeśli będziesz próbował praktykować swój rosyjski we Lwowie. Nie zmienia to faktu, że wiele osób jest bardzo niechętnie nastawionych do wszystkiego, co rosyjskie, ale raczej nigdy nie okazują tego turystom. Polski jest we Lwowie powszechnie rozumiany i o wiele milej widziany, ale domyślam się, że jadąc za granicę wolisz skorzystać z możliwości poćwiczenia języka obcego..
Na Wschodzie Ukrainy ludzie są ogólnie bardzo tolerancyjni i raczej nie przejawiają żadnych emocji, związanych z językiem, o ile nie starasz się im wmówić, że powinni rozmawiać wyłącznie po ukraińsku. Można bez obaw używać języka ukraińskiego we wschodnich regionach Ukrainy, ale nie ma gwarancji, że ludzie (zwłaszcza ze starszego pokolenia) będą odpowiadać również po ukraińsku. Rzecz w tym, iż dla Ukraińca „oczywistą oczywistością” jest to, że skoro mówisz po ukraińsku, to na pewno znasz też rosyjski. Więc jeśli łatwiej jest mu mówić po rosyjsku, to nie widzi powodu, dla którego miałby odpowiedzieć Ci po ukraińsku. Obecnie mieszkam w Mariupolu (obwód doniecki) i całkiem często zdarza mi się mówić po ukraińsku w miejscach publicznych – ani razu nie spotkałam się z żadną negatywną reakcją, ale 90% odpowiedzi jest w języku rosyjskim. Podkreślam, że to co piszę dotyczy terenów kontrolowanych przez rząd ukraiński. Nieco inaczej może to wyglądać w nieuznawanych „republikach ludowych”, gdzie od dwóch lat ludzi systematycznie zastrasza się „faszystowską kijowską juntą”, gotową do uśmiercenia każdego, kto mówi po rosyjsku. Latem 2014 roku zdarzyło mi się rozmawiać po ukraińsku w „Donieckiej Republice Ludowej” i wyszłam z tego bez szwanku, ale na razie ogólnie odradzałabym wycieczki w te tereny, dopóki sytuacja chociaż trochę się nie ustabilizuje. Natomiast podróżowanie do pozostałych regionów Ukrainy (w tym nawet do części Donbasu kontrolowanej przez władze ukraińskie) uważam za całkowicie bezpieczne, niezależnie od używanego języka, i jak najbardziej do tego zachęcam!


Zobacz również:

Sytuacja językowa na Ukrainie – mity i rzeczywistość (część 1/2)

Czy i kiedy opłaca się uczyć ukraińskiego?

Język rosyjski na Ukrainie

Lwowiaki nie mówią, ino bałakają – czyli o języku polskim na Ukrainie

Szwedzi na Ukrainie? Od osiemnastego wieku?!

Przewodnik po różnych rodzajach cyrylicy – języki słowiańskie

Sytuacja językowa na Ukrainie – mity i rzeczywistość (część 1/2)

ukraina1Jako osoba mieszkająca na Ukrainie od ponad siedmiu lat, a już od roku także ukraińska obywatelka, często spotykam się z pytaniami Polaków, którzy interesują się tym krajem, chcieliby go poznać i zwiedzić, nie ograniczając się do standardowej „wycieczki nostalgicznej” do Lwowa z ewentualnym wypadem do Kamieńca Podolskiego. Pragnieniu poznania kraju i jego kultury bardzo często towarzyszy chęć nauki języka… Ale no właśnie? Którego języka? Zagadnienie użyteczności języka ukraińskiego poruszył już w roku 2011 Karol w artykule pt.: Czy i kiedy opłaca się uczyć ukraińskiego?, ale ponieważ od tego czasu upłynęło całkiem sporo wody w Dnieprze, a sytuacja na Ukrainie znacznie się zmieniła (niestety nie na lepsze), uważam, że warto powrócić do tego tematu. W serii swoich artykułów planuję poruszyć wiele zagadnień związanych z językami, używanymi na Ukrainie – również z tymi rzadziej spotykanymi, takimi jak krymskotatarski, urumski, rumejski, karaimski czy gagauski – ale dzisiaj postaram się zmierzyć z najczęściej spotykanymi wśród Polaków (i nie tylko) przekonaniami dotyczącymi sytuacji językowej na Ukrainie.

1. Na Ukrainie obowiązują dwa języki urzędowe: ukraiński i rosyjski fałsz.

Zgodnie z ukraińską konstytucją, jedynym językiem urzędowym Ukrainy jest ukraiński, więc zmiana tego przepisu wymagałaby zgodności zdecydowanej większości ukraińskiej sceny politycznej, czytaj: jest niemożliwa. Od 2012 roku obowiązuje jednak ustawa o językach regionalnych, gwarantująca prawo do używania na poziomie lokalnym języków, którymi posługuje się co najmniej 10% mieszkańców pewnej jednostki administracyjnej (może to być pojedyncza wioska, a może to być cały obwód – odpowiednik polskiego województwa). Ustawa od samego początku wzbudzała ogromne kontrowersje, po zwycięstwie Euromajdanu nowa ekipa rządząca próbowała ją anulować, ale ostatecznie prawo obowiązuje do tej pory. Co tak naprawdę zmieniło ono na Ukrainie? Niewiele. Obwody południowo-wschodnie nadały językowi rosyjskiemu status regionalnego, obwody zachodnie ogłosiły, że ustawa u nich nie obowiązuje, a w rzeczywistości wszystko zostało po staremu. W regionach wschodnich przez wszystkie lata od ogłoszenia niepodległości przez Ukrainę rosyjski był w powszechnym użyciu, wiele dokumentów sporządzano po rosyjsku nawet wtedy, kiedy oficjalnie jeszcze nie było mowy o językach regionalnych, a w wielu miastach zdecydowana większość szkół prowadziła nauczanie w języku rosyjskim. To samo dotyczy prasy, radia, telewizji i rynku wydawniczego. Pozytywne skutki wprowadzenia ustawy o językach regionalnych można natomiast zaobserwować w regionach takich jak Zakarpacie i Bukowina, gdzie usankcjonowano status języka węgierskiego oraz rumuńskiego / mołdawskiego, ale to już temat na osobny artykuł. Co pewien czas powraca kwestia nadania rosyjskiemu statusu drugiego języka urzędowego, ale jak już wspomniałam, jest to raczej niemożliwe ze względu na specyfikę ukraińskiej sceny politycznej.

2. Większość ludności Ukrainy rozmawia na co dzień po ukraińsku być może prawda, ale tak naprawdę to tego nie wie nikt.

Jest to po prostu niemożliwe do sprawdzenia. Jeżeli chodzi o wyniki spisu ludności z 2001 roku, na którym prawie 70% ludności Ukrainy zadeklarowało ukraiński jako swój język ojczysty – dane te mogą być przydatne co najwyżej w analizie tożsamości narodowej i językowej obywateli Ukrainy, ale na pewno nierzeczywistej sytuacji językowej. Jeszcze w ZSRR przyjęło się, że „język ojczysty” to tyle, co „język mojego narodu / grupy etnicznej”. Dlatego osoba o wyraźnie ukraińskiej tożsamości narodowej prawdopodobnie zadeklaruje język ukraiński jako swój ojczysty, nawet jeśli w domu rozmawia raczej po rosyjsku. Wyniki mogłyby być zupełnie inne, gdyby na spisie powszechnym pytano o język używany w domu, jednak nadal utrzymuję, że nie da się do końca określić, który z języków: ukraiński czy rosyjski, jest częściej używany na Ukrainie. Istnieje ku temu kilka powodów:

1) Spora część ludności posługuje się surżykiem, czyli mieszanką języka ukraińskiego i rosyjskiego. Surżyk nie jest zjawiskiem jednolitym ani w żaden sposób skodyfikowanym, a u niektórych użytkowników mieszanka jest na tyle „idealna”, że nie sposób określić, do którego z języków jest jej bliżej.

2) Wiele osób używa obu języków nawet we własnym domu. Osobiście znam kilka rodzin, w których jedno z rodziców rozmawia po rosyjsku, drugie po ukraińsku, a dzieci starają się jakoś wybrnąć z tej sytuacji (zwykle za pomocą surżyka). Tydzień temu w jednej z kijowskich kawiarni miałam okazję do obserwowania dwóch dziewczyn, z których jedna mówiła po ukraińsku, a druga po rosyjsku i tak sobie rozmawiały na różne tematy przez ponad godzinę, wcale nie myląc języków. Osobiście podziwiam takie osoby, bo ja automatycznie „przełączam się” na język rozmówcy, nawet tego nie zauważając.

3) W kraju takim jak Ukraina, w którym język rozpatrywany jest w pewnym stopniu jako kwestia polityczna, zawsze znajdzie się grono osób, które nawet odpowiadając na konkretne pytanie o język używany w domu, pragną nieco poprawić rzeczywistość i zadeklarują ukraiński, chociaż niekoniecznie jest to zgodne z prawdą.

Podsumowując, liczba osób mówiących po ukraińsku i po rosyjsku na Ukrainie jest mniej więcej jednakowa, a jeżeli obecnie istnieje pewna przewaga języka ukraińskiego, to jest ona związana wyłącznie z tym, iż część ukraińskiego terytorium o największym odsetku ludności rosyjskojęzycznej (czyli Krym i Donbas) nie jest kontrolowana przez rząd ukraiński. Nadal jest to jednak prawie niemożliwe do obiektywnego zmierzenia.

3. Ukraiński jest dialektem języka rosyjskiego / jest do niego bardzo podobny fałsz.

Na szczęście, z tym pierwszym stwierdzeniem spotykam się dość rzadko, bo większość osób rozumie już, że choćby ze względu na poprawność polityczną należy uszanować odrębność każdego narzecza, uważanego za odrębny język przez jego użytkowników. Ale jak to jest, jeśli odrzucimy poprawność polityczną i spróbujemy podejść do tego zagadnienia tylko lingwistycznie? Najczęściej przyjmowanym kryterium odróżniającym język od dialektu jest wzajemna zrozumiałość. Jednak tutaj znowu mamy problem – jak widzicie, na Ukrainie nic nie jest oczywiste! Nie da się zbadać zrozumiałości języka rosyjskiego dla Ukraińców z tego prostego względu, że prawie wszyscy Ukraińcy znają rosyjski. Nawet najbardziej zawzięty lwowski nacjonalista doskonale rozumie język rosyjski, a w domowym zaciszu prawdopodobnie ogląda filmy i czyta książki w rosyjskim tłumaczeniu, bo jest je o wiele łatwiej znaleźć, niż ich ukraińskie odpowiedniki. Wśród młodego pokolenia na Ukrainie Zachodniej jest co raz więcej osób, które nie mają zielonego pojęcia o rosyjskiej ortografii, ponieważ nigdy nie uczyły się rosyjskiego w szkole, ale ze względu na wpływy kulturowe nadal doskonale rozumieją rosyjski, a jak trzeba będzie, to nawet coś powiedzą w tym języku. Ale w drugą stronę to już nie działa – Rosjanin, mieszkający w Rosji, który nigdy nie przebywał w ukraińskojęzycznym środowisku, będzie miał spore problemy ze zrozumieniem języka ukraińskiego, zwłaszcza mówionego.

Dla wielu osób zaskoczeniem może być fakt, iż język ukraiński jest bardziej podobny do… polskiego, niż do rosyjskiego. Przynajmniej pod względem słownictwa. Według badań, język ukraiński jest najbardziej podobny do białoruskiego, z którym dzieli 84% słownictwa. Języki te są faktycznie prawie całkowicie wzajemnie zrozumiałe, co sprawdziłam wraz z moją koleżanką z Białorusi, która będąc przez kilka dni we Lwowie rozmawiała wyłącznie po białorusku i nikt nie miał problemu z jej zrozumieniem. Jedynym wyjątkiem było białoruskie słowo гарбата (harbata – czyli herbata), zapożyczone bezpośrednio z polskiego i niezrozumiałe dla Ukraińców, używających bardziej międzynarodowego słowa чай (czaj). Oczywiście, w rzeczywistości Ukraińcy i Białorusini zazwyczaj komunikują się między sobą po rosyjsku, przez co często nie zdają sobie nawet sprawy z podobieństwa swoich języków. Na drugim miejscu wśród „krewnych” języka ukraińskiego jest polski z 70% wspólnego słownictwa, następnie słowacki – 68%, a dopiero na czwartym miejscu rosyjski – 62%. Różnice wynikają przede wszystkim z tego, iż w języku rosyjskim występuje o wiele więcej zapożyczeń południowosłowiańskich, które trafiły do niego za pośrednictwem języka staro-cerkiewno-słowiańskiego, natomiast ukraiński zachował więcej słownictwa staroruskiego. To tyle, jeśli chodzi o słownictwo. Pod względem gramatyki i składni ukraiński  jako język wschodniosłowiański  jest bliższy rosyjskiemu niż polskiemu, ale tutaj też da się zauważyć pewne różnice. Na przykład, w języku ukraińskim nadal używany jest wołacz, który zaniknął w rosyjskim.

W następnej części artykułu spróbuję udzielić odpowiedzi na pytania nurtujące wiele osób zainteresowanych Ukrainą: którego z języków – ukraińskiego czy rosyjskiego – jest łatwiej się nauczyć? Który z nich jest bardziej użyteczny? Czy to prawda, że we Lwowie lepiej nie posługiwać się językiem rosyjskim?

Zobacz również:

Sytuacja językowa na Ukrainie – mity i rzeczywistość (część 2/2)

Czy i kiedy opłaca się uczyć ukraińskiego?

Język rosyjski na Ukrainie

Lwowiaki nie mówią, ino bałakają – czyli o języku polskim na Ukrainie

Szwedzi na Ukrainie? Od osiemnastego wieku?!

Przewodnik po różnych rodzajach cyrylicy – języki słowiańskie

Język (nie) tylko białego człowieka?

biali_kolorowi_afrikaansApartheid jest jedynym słowem pochodzącym z języka afrikaans, które przyjęło się w naszym słowniku (komandos, Bur, Afrykaner, trekking również przeszły do języka polskiego z afrikaans – patrz: komentarze). Nie trzeba być specjalnie wykształconym, żeby wiedzieć, co to słowo oznacza i jakie skojarzenia wywołuje wśród osób na całym świecie. Jedni powiedzą, że system segregacji rasowej był w gruncie rzeczy zły, bo ewidentnie dyskryminował większą część ludności zamieszkałej na terenie RPA, odmawiając jej prawa do uczestnictwa w życiu społecznym na równych warunkach z powodu koloru skóry; dla drugich natomiast był on jedynym ratunkiem na przetrwanie cywilizacji białego człowieka walczącej o przetrwanie na czarnym lądzie. Nikt jednak nie zaprzeczy, że podstawowym beneficjentem systemu byli biali Afrykanerzy, którzy stanowili główną część elektoratu forsującej apartheid Partii Narodowej (afr. Nasionale Party). Spowodowało to, że przez lata język afrikaans był kojarzony przede wszystkim z panującym reżimem, a walka z nim była przez czarną opozycję często traktowana na równi sprzeciwowi wobec opresyjnego systemu, stając się zresztą bezpośrednim powodem krwawych zamieszek jakie miały miejsce w 1976 roku w Soweto. Od tego czasu afrikaans utożsamiany jest przede wszystkim z białą dominacją, co przejawia się w znacznym zmniejszeniu jego roli w ciągu ostatnich 20 lat. Język ten jest jednak paradoksalnie mniej „biały", niż to się na pierwszy rzut oka wydaje.

Kapsztad jako tygiel kultur XVIII wieku

Założenie Kapsztadu w 1652 roku oraz postępujący napływ europejskich kolonizatorów zmienił całkowicie strukturę językową na zachodnim wybrzeżu RPA. Do XVII wieku obszar ten był zamieszkany wyłącznie przez ludy Khoisan – plemiona trudniące się parterstwem (Khoi – dawniej określani również w polskiej literaturze jako Hotentoci) oraz łowiectwem (San – do niedawna znani w Europie pod nazwą Buszmenów), które będąc pozbawionymi jakiejkolwiek organizacji państwowej, nie były w stanie stawić oporu Europejczykom, których liczba stale się zwiększała wraz z rozwojem kolonii. Tubylcy zostali zepchnięci do roli służących i niewolników, którą pełnili w majątkach białych właścicieli ziemskich wraz z przybyszami z dalekiej Indonezji (zachowujących do dziś pewną odrębność kulturową jako Kaapse Maleiers), będącej ówcześnie holenderską kolonią. Na teren Kolonii Przylądkowej przybywali oprócz Holendrów przybysze z całej Europy Zachodniej – pokaźną grupę stanowili przede wszystkim Niemcy oraz uciekający z Francji przed prześladowaniami religijnymi Hugenoci (francuskie nazwiska w stylu Fourie, Du Toit, Du Preez są niezwykle częste w afrykanerskim środowisku). Na wschodzie kolonia natomiast graniczyła z należącymi już do plemion Bantu ludami Xhosa, których przedstawiciele już dawno utrzymywali bardzo bliskie relacje z Khoisan (czego dowodem jest przyjęcie mlasków – obecne w xhosa i zulu, obce natomiast pozostałym językom tej rodziny). Dziś podobne tygle narodowe są domeną wielu metropolii, na przełomie XVIII/XIX wieku Kapsztad był jednak ewenementem na skalę światową.

Narodziny nowego języka

Intensywność relacji pomiędzy kolonizatorami a podbitymi ludami doprowadziła do wytworzenia się dwóch cech, które do dziś charakteryzują teren byłej Kolonii Przylądkowej i odróżniają go od wschodniej części RPA – język afrikaans oraz społeczność tzw. Koloredów (ang. Coloureds, afr. Kleurlinge / Bruinmense). Afrikaans powstał jako język służący do komunikacji między członkami różnych grup etnicznych i, jak każdy z języków o charakterze kreolskim, uległ znacznym uproszczeniom gramatycznym względem swojej niderlandzkiej bazy dialektalnej, a także czerpał pełnymi garściami ze słownictwa innych kultur (dość szeroką listę zapożyczeń można znaleźć w artykule „Roots of Afrikaans" napisanym na bazie literatury naukowej oraz danych dostarczonych przez Muzeum Języka Afrikaans w Paarl). Z racji swojej roli społeczno-ekonomicznej oraz przystępności (był prostszy w nauce niż niderlandzki) stał się na przełomie XVIII i XIX wieku głównym językiem niemal wszystkich grup etnicznych zamieszkujących Prowincję Przylądkową. Trudno oczywiście mówić o jakiejkolwiek standaryzacji afrikaans w tym okresie – wyglądał on bardzo różnie w zależności od środowiska, w którym nim władano. Inaczej mówili w afrikaans Khoi, inaczej Malajowie (mało kto zdaje sobie sprawę z tego, że jedna z pierwszych publikacji w afrikaans pt. Bayaan-ud-diyn została wydrukowana przy pomocy pisma arabskiego), jeszcze inaczej Hugenoci czy grupy tzw. Trekburów, którzy, zwłaszcza po przejęciu władzy przez Brytyjczyków, wyruszali coraz liczniejszymi grupami na północny wschód w celu poszukiwań nowych terenów do zasiedlenia. Ci ostatni zresztą w oficjalnych sytuacjach posługiwali się standardowym językiem niderlandzkim, którego status został potwierdzony również w powstałej w 1910 roku Unii Południowoafrykańskiej. Dopiero 15 lat później, 8 maja 1925 roku, afrikaans doczekał się oficjalnego uznania przez władze RPA. Warto jedynie dodać, że chodzi tutaj o wersję języka afrikaans, którą władali biali Afrykanerzy, w znacznym stopniu zeuropeizowaną w stosunku do tej, jaką posługiwali się Koloredzi.

Kim są Koloredzi?

Samo określenie Koloredzi jest dość nieszczęśliwe – po pierwsze jest oczywistą kalką z języka angielskiego, po drugie wprowadza wymóg odniesienia do rasy, co w Europie nie zawsze kojarzy się pozytywnie, ale czego w RPA nadal nie sposób uniknąć. Mimo upadku apartheidu, podział rasowy jest nadal oficjalnie usankcjonowany przez rządzącą partię ANC, która, tym razem pod hasłem przywracania sprawiedliwości społecznej, faworyzuje przedstawicieli rasy czarnej (ludy Bantu) stanowiących prawie 80% populacji. Zaryzykowałbym stwierdzenie, że Koloredzi (9% ogółu obywateli RPA), do których zaliczają się zarówno potomkowie mieszanych biało-czarnych małżeństw, jak i tak różne grupy etniczne Malajowie, Khoisan czy też tak zwani Griekwa mają w tej sytuacji najgorszą pozycję. Powód jest prozaiczny – niegdyś byli zbyt śniadzi, żeby być uznanymi za białych; teraz z kolei są zbyt jaśni, żeby być uznanymi za czarnych. Na dodatek zdecydowana większość mówi w afrikaans – języku utożsamianym z białą dominacją, który nie cieszy się specjalną sympatią obecnej władzy – i raczej rzadko zdajemy sobie sprawę z tego, że jest on ich językiem ojczystym od przynajmniej od kilku pokoleń. Paradoksalnie, Koloredów władających afrikaans jako ojczystym jest więcej (3,4 mln) niż samych Afrykanerów (2,7 mln – ciekawostką jest fakt, że afrikaans jest też językiem ojczystym dla ponad pół miliona osób rasy czarnej). Już na pierwszy rzut oka widoczna jest zależność stopnia rozpowszechnienia języka afrikaans (po lewej) od udziału ludności kolorowej w danym regionie(po prawej):

Język afrikaans w RPAKoloredzi w RPA

Dlaczego jednak język ten utożsamiany jest nawet w samym RPA przeważnie jedynie z białymi Afrykanerami?

Trudne relacje Afrykanerów i Koloredów

Dużą rolę odegrały tutaj oczywiście czynniki historyczne – od czasu pozbawienia praw wyborczych, które Koloredzi w Prowincji Przylądkowej posiadali aż do lat 50. XX wieku, ich wpływ na ewolucję afrikaans znacznie zmalał. Wielu z nich posługuje się zresztą w życiu codziennym odmianami mniej lub bardziej odległymi od zeuropeizowanego standardu znanymi powszechnie jako Kaapse Afrikaans. Jednocześnie nawet obecnie, ponad 20 lat od upadku apartheidu nietrudno zauważyć, że mimo wspólnoty języka Koloredzi oraz Biali żyją w dwóch równoległych światach, które raczej rzadko się przenikają i nie darzą się nawzajem specjalnym zaufaniem. W konserwatywnych kręgach afrykanerskich dość powszechne jest przekonanie, że dla Koloredów afrikaans jest jedynie instrumentem komunikacji, podczas gdy dla Afrykanerów częścią ich samoidentyfikacji (afr. vir bruin mense Afrikaans ‘n instrument is, maar vir Afrikaners ‘n deel van hulle identiteit). W środowiskach kolorowych można natomiast usłyszeć głosy mówiące, że w 1925 roku tak naprawdę Biali ukradli im własny język i teraz należy go odzyskać. W efekcie relacje pozostają dość napięte nawet na gruncie, który, jak utrzymanie wiodącej roli afrikaans w dzisiejszym życiu społecznym RPA, przynajmniej w teorii powinien obydwie grupy jednoczyć.

Jedność tych dwóch grup jest natomiast potrzebna by język ratować. Podczas pertraktacji dotyczących końca starego systemu politycy NP nalegali na utrzymanie urzędowego statusu języka afrikaans obok angielskiego (ANC początkowo chciała pozostawić język angielski jako jedyny oficjalny). Ostatecznie doprowadziło to do kompromisu w postaci 11 języków urzędowych, który jest pod względem językowej różnorodności równie piękny, co fikcyjny. Angielski pożera pozostałe języki, stając się podstawowym środkiem komunikacji osób zamożnych, które stać na życie w takich miejscach jak Sandton, które z kolei stało się w RPA synonimem miejsca dla prawdziwych bogaczy (jest zresztą nazywane, nie bez powodu, mianem Africa's richest square mile). Języki lokalne mogą w tej sytuacji stawiać jedynie na tradycję oraz wsparcie państwa, które jest niewielkie nawet w przypadku bardziej bliskich ludności czarnej zulu czy xhosa. Zanik użycia jest natomiast najbardziej widoczny właśnie w przypadku afrikaans. Przed 1994 rokiem język ten z racji przewagi ilościowej Afrykanerów dominował nad angielskim. Obecnie, choć nadal całkiem mocny w sektorze prywatnym (nakład gazet i książek wydawanych w afrikaans jest znacznie wyższy niż publikacji we wszystkich pozostałych językach razem wziętych – oprócz angielskiego), został niemal kompletnie wyrugowany z przestrzeni publicznej przez państwo. Jednym z symboli świadczących o upadku tego języka jest anglicyzacja południowoafrykańskich uniwersytetów. Przed rokiem 1994 istniały cztery tradycyjne uniwersytety, w których zajęcia prowadzono przede wszystkim w afrikaans – były to uniwersytety w Pretorii (popularnie zwany Tukkies), Potchefstroom (Potch), Bloemfontein (Kovsies) oraz Stellenbosch (Maties). Od tego roku (2015) głównym językiem wykładowym w każdym z nich będzie angielski, co tłumaczy się przede wszystkim walką z dyskryminacją osób, które nie władają afrikaans jako językiem ojczystym. W praktyce jest to bolesnym ciosem zadanym odrębnemu językowi o sporym dorobku literackim i naukowym oraz kulturom powstałym na jego bazie.

Pocieszającym faktem jest jedynie to, że w ostatnich latach obydwie te kultury podnoszą się z marazmu otaczającego końcówkę lat 90., czerpią pełnymi garściami z języka afrikaans, są dumne ze swojego wspólnego dziedzictwa i mimo trudnej przeszłości starają się siebie nawzajem coraz lepiej rozumieć. Trudno o bardziej symboliczny przykład współpracy między społecznościami białych i kolorowych niż przeróbka utworu Pampoen, legendarnego już afrykanerskiego piosenkarza Steve'a Hofmeyra przy współpracy z kolorowym raperem (afr. kletsrymer) o pseudonimie artystycznym Hemelbesem, wykonana z okazji 90-lecia nadania językowi afrikaans urzędowego statusu w RPA. Bez względu na kwestie estetyczne pozwala to nam spoglądać z nadzieją na stopniowe zbliżenie wszystkich społeczności władających tym językiem i zmiany postrzegania go wyłącznie w kategoriach segregacji rasowej, jak to miało miejsce dotychczas. Bo w rzeczywistości żaden z języków nie łączy tak ludzi różnych ras i pozycji społecznych, jak właśnie afrikaans.

Podobne artykuły:
Niepłynny w 3 miesiące czyli eksperyment językowy
Dwa tygodnie i trzy pytania, czyli eksperymentu językowego ciąg dalszy
Afrikaans – krótki wstęp historyczno-kulturowy
RPA – państwo 11 języków urzędowych
Pierwsze wrażenia z nauki xhosa

Co każdy powinien wiedzieć o sytuacji językowej na Białorusi

Niesłychanie się cieszę mogąc powrócić po dłuższym urlopie na łamy Woofli, zwłaszcza, że przybywam z tematem jeszcze gorącym, jakim jest lingwistyczny miszmasz u naszego wschodniego sąsiada. Gorącym, bo właśnie wróciłem z dwutygodniowej podróży na Białoruś i mogłem na własne oczy zobaczyć oraz skonfrontować to o czym wcześniej czytałem z nieznaną mi wcześniej rzeczywistością, która w zależności od aspektów wyglądała mniej lub bardziej kolorowo. Z racji tematyki naszego serwisu największa część artykułu będzie naturalnie poświęcona kwestii językowej, ale znajdzie się też miejsce na czysto osobiste obserwacje oraz demaskowanie niektórych stereotypów krążących w polskim społeczeństwie. Bo wbrew pozorom jest to piękny kraj, pełen gościnnych ludzi (o mentalności zupełnie innej niż Ukraińcy, co warto zaznaczyć), o niezwykle ciekawej historii i kulturze, którego choćby namiastkę chciałbym Wam niniejszym przekazać. Gotowi do wycieczki za Bug? Пошли!

Kto tak naprawdę mówi po białorusku?
Hierarchia znaczenia języków wschodniosłowiańskich zdaje się być po zawirowaniach ostatnich kilkunastu lat dość oczywista. Na pierwsze miejsce wysuwa się, rzecz jasna, rosyjski, który śmiało pretenduje do bycia jednym z języków światowych, pełniąc na terenie byłego ZSRR rolę lingua franca. Mamy też mowę ukraińską – ta w ostatnich latach, zwłaszcza na fali ostatnich wydarzeń na Krymie i w Donbasie, skutecznie wchodzi w różne sfery życia codziennego na Ukrainie (nie tylko tej zachodniej) dotychczas zarezerwowane dla rosyjskiego i wszystko wskazuje na to, że utrzyma swój status jedynego języka urzędowego kraju. Jest też białoruski, który na tle swoich dwóch braci prezentuje się bardzo skromnie, do tego stopnia, że zadane powyżej pytanie wcale nie brzmi bezpodstawnie. Nie zawsze tak jednak było.

Brześć

Pomnik w Brześciu, na którym znajdują się ważne osoby w historii miasta. Wśród nich król polski i wielki książę litewski Władysław Jagiełło.

O więzi Białorusi z Litwą i Polską słów kilka
Cofnijmy się około 700 lat w dziewicze lasy Europy środkowo-wschodniej – to właśnie tam na znaczeniu zaczęło zyskiwać państwo wielkich książąt litewskich, którzy w ciągu jednego stulecia wykorzystując polityczną próżnię powstałą po najazdach mongolskich stworzyli największe państwo na kontynencie. Rozmiar Wielkiego Księstwa Litewskiego znacznie przekraczał obszar faktycznie zamieszkiwany przez plemiona litewskie, a zdecydowaną większość poddanych stanowili prawosławni Słowianie władający rozmaitymi wersjami języka ruskiego. Dwór książęcy bardzo szybko się zrusyfikował, częste były przypadki prawosławnych chrztów w obrębie dynastii panującej (wbrew mitom rozpowszechnianym na lekcjach historii Jagiełło nie był pierwszym księciem litewskim, który przyjął chrześcijaństwo – jego chrzest katolicki niósł za sobą jedynie najbardziej znaczące konsekwencje), a językiem używanym w litewskiej administracji stało się coś, co dziś nazywamy językiem starobiałoruskim. Aż do drugiej połowy XVII wieku to właśnie w nim były wydawane akty prawne tyczące się obszaru należącego do Wielkiego Księstwa Litewskiego, często o bardzo istotnym znaczeniu dla całości Rzeczypospolitej, jak chociażby Statusy litewskie. Białorusinami byli Radziwiłłowie, Sapiehowie, Sanguszkowie, Chodkiewicze, Kościuszkowie. Jakie więc dwa narody stanowiły główne części składowe Rzeczpospolitej Obojga Narodów? Podpowiem – drugim narodem nie byli Litwini. Przynajmniej nie w obecnym tego słowa znaczeniu. Geograficzna Litwa była jeszcze do lat 20. XX wieku czymś zdecydowanie więcej, niż tym czym jest obecnie. Mickiewicz, pisząc „Pana Tadeusza", wspominając Litwę, miał na myśli rodzime ziemie białoruskie. Gdy na przełomie XIX i XX wieku zaczęły krążyć wśród miejscowej inteligencji idee wywalczenia niepodległości, dość powszechnym była myśl o odrodzeniu Wielkiego Księstwa będącego krajem Litwinów litewskojęzycznych oraz ruskojęzycznych, których dziś nazywamy już wyłącznie Białorusinami. Podobne pomysły mieli zresztą nawet bolszewicy. Powołany w roku 1919 LitBieł (biał. Літоўска-Беларуская Савецкая Сацыялістычная Рэспубліка) ze stolicą w Wilnie miał obejmować obszar dzisiejszej Litwy i Białorusi. Historia chciała jednak inaczej, dlatego też nie mamy dziś w Europie kolejnego tworu na kształt Szwajcarii, lecz dwa państwa narodowe. Pozostałością po więziach łączących oba narody jest Pogoń – oficjalny symbol państwowy Litwy oraz do niedawna (zamieniony w 1995 roku) Białorusi. Powróćmy jednak do kwestii językowej.

Język białoruski

Język codziennego użytku na Białorusi. Kolorem czerwonym zaznaczono obszary, w których przewagę przynajmniej teoretycznie posiadają użytkownicy języka białoruskiego. Warto zwrócić uwagę na zdecydowaną przewagę rosyjskiego w ośrodkach miejskich.

Dwie mowy czy jedna?
Język białoruski, tak mocny w Wielkim Księstwie Litewskim, znacznie stracił na znaczeniu w ostatnim okresie funkcjonowania Rzeczypospolitej, a podczas zaborów upadł do rangi jednego (acz bardzo osobliwego) z wielu rosyjskich dialektów. Na arenie międzynarodowej pojawił się on znów w latach 1918-1919, kiedy to na krótki czas miejscowi nacjonaliści powołali do życia BNR – Białoruską Republikę Ludową (biał. Беларуская Народная Рэспубліка), w której miejscowa mowa otrzymała po raz pierwszy od ponad 200 lat urzędowy status. Wtedy też wydano pierwszą białoruską gramatykę, której autorem był Branisłau Taraszkiewicz. Zasady wprowadzone przez tego ostatniego nie podobały się władzom radzieckim, które uznały je za wywrotowe i zdecydowały się na ponowne ustandaryzowanie języka. Od 1933 roku mamy więc dwa warianty języka białoruskiego – taraszkiewicę oraz narkamaukę. Nie ma miejsca na szczegółowe opisanie różnic między nimi, warto tylko wspomnieć o tym, że ta pierwsza jest znacznie bliższa jest językowi polskiemu, wierniej oddaje typową dla Białorusinów wymowę (przede wszystkim chodzi o stawianie miękkich znaków tam gdzie faktycznie miękkie spółgłoski są wymawiane) i przez lata była związana głównie ze środowiskami narodowo-konserwatywnymi, druga jest bliższa językowi rosyjskiemu, i jako dominująca w czasach ZSRR dziś uznana została również po upadku imperium oficjalną wersją tego języka. Z jednej strony na narkamaukę przeszła parę lat temu nawet największa opozycyjna białoruskojęzyczna gazeta Nasza Niwa (biał. Наша Ніваwww.nn.by), z drugiej natomiast miałem okazję spotkać osoby, które do dziś używają taraszkiewicy i uważają ją za wariant znacznie lepiej oddający specyfikę języka białoruskiego. Jak łatwo się domyślić – występowanie dwóch standardów w języku białoruskim i realny konflikt zwolenników niektórych z nich tylko podkopuje jego znaczenie.

A może nawet trzy?
Artykuł o języku białoruskim nie miałby najmniejszego sensu, gdybym nie wspomniał o trasiance. Nieraz na łamach Woofli przewijało się słowo surżyk używane w kontekście Ukrainy. Trasianka jest jego białoruskim odpowiednikiem. Dla tych, którzy nie wiedzą – jest to bliżej nieokreślona, daleka od jakiejkolwiek standardyzacji forma języka mówionego będąca połączeniem białoruskiego z rosyjskim. Proporcje oraz wszelkiego cechy takiego połączenia (ktoś może mówić po rosyjsku z białoruskimi zapożyczeniami, a ktoś po białorusku z rosyjską wymową – to tylko dwa z nieokreślonej bliżej liczby przypadków) zależą w zasadzie od samej osoby, która trasianką posługuje się na co dzień – od jej pochodzenia, wyuczonego zawodu, kontaktu ze światem zewnętrznym. Ta dziwna forma, nierzadko bardzo daleka od jakichkolwiek zasad nauczanych w szkołach, zupełnie wystarcza takiemu osobnikowi do codziennego funkcjonowania, ale jednocześnie staje się poważną barierą i kolejnym konkurentem białoruskiego, zwłaszcza na terenach wiejskich. Ludzie nierzadko używają tam trasianki sądząc, że mówią po białorusku, co z dumą podają potem w spisie powszechnym. Z tego natomiast otrzymujemy potem dane liczbowe świadczące o całkiem mocnej pozycji narodowego języka w tym kraju. Rzeczywistość jest jednak trochę inna.

Bazylika św. Franciszka Ksawerego w Grodnie

Bazylika św. Franciszka Ksawerego w Grodnie

Gdzie się podziała białoruska Galicja?
Nie sposób nie porównywać Białorusi z Ukrainą, również w kwestiach językowych. Nie będę tutaj wyjątkiem i zaryzykuję twierdzenie, że dzisiejszy język ukraiński rozwinął się przede wszystkim dzięki temu, że na zachodzie język ukraiński dominuje nieprzerwanie od końca II wojny światowej. Były naturalnie procesy rusyfikacyjne, przybysze z różnych stron imperium przybywali do Lwowa, zwiększając udział rosyjskojęzycznej populacji miasta, ale mimo to Galicja potrafiła pozostać tym bastionem ukraińskiej mowy, z którego ta mogła po uzyskaniu niepodległości promieniować na pozostałe ośrodki. Na Białorusi jest inaczej. Każde miasto mogące być Lwowem zostało w ciągu ostatnich 200 lat zrusyfikowane – tak naprawdę jedynymi latami, w których nie dominował rosyjski, było dwudziestolecie międzywojenne, kiedy to zachodnia Białoruś znajdowała się w granicach II RP (dla porównania – Lwów, Iwano-Frankiwsk czy Tarnopol przeżyły pod okupacją rosyjską zaledwie niecałe 50 lat) i nie ma tak naprawdę regionu, który mógłby stać się silnym ośrodkiem języka narodowego. Zniszczony przez wojnę Brześć jest wbrew pozorom bardzo ładny, ale z racji zniszczeń większość obecnych mieszkańców to przybysze z różnych stron ZSRR, którzy porozumiewali się ze sobą po rosyjsku. Mińsk to stolica, gdzie co prawda mieszka wielu sympatyków języka białoruskiego, ale jak w każdej stolicy liczą się przede wszystkim pieniądze i prestiż. Pozostaje nam Grodno – stolica obłasti, w której największy odsetek osób deklaruje użycie języka narodowego w codziennym życiu. Ale nawet w tym Grodnie, porównywanym zresztą ze Lwowem (trochę na wyrost, aczkolwiek miasto jest bardzo urokliwe i warto tam zajrzeć), na ulicy słyszy się przede wszystkim rosyjski.

Mińsk - brama do centrum

Witająca nas na wyjściu z dworca kolejowego brama wjazdowa do centrum Mińska

Użycie języka w praktyce
Faktycznie, gdyby pominąć przypadki moich znajomych, których prosiłem czasami o zwracanie się do mnie po białorusku (bo to strasznie ciekawe), to nie słyszałem go na ulicy w wersji standardowej ani razu. Na terenach wiejskich pod Połockiem oraz w autobusach z Baranowicz do Nowogródka oraz z Mińska do Lahojska zdarzyło mi się pojedynczo usłyszeć osoby mówiące bardzo bliskimi białoruskiemu odmianami trasianki. Ale to tyle. Poza tym białoruski słyszy się tak naprawdę przede wszystkim w trolejbusach oraz w mińskim metrze. Nieco lepiej ma się stan języka pisanego – ten jest praktycznie wszechobecny. Widać go na budynkach administracyjnych, zabytkach ozdobionych tabliczką z napisem Каштоўнасць, bilboardach z kampaniami społecznymi (reklamę komercyjną prowadzi się bowiem niemal wyłącznie po rosyjsku), bez większych problemów można w księgarniach kupić białoruskie książki (zgodnie zresztą ze starym zwyczajem zakupiłem sobie jedną pozycję autorstwa Wasyla Bykaua – najwybitniejszego chyba białoruskiego pisarza drugiej połowy XX wieku). Ba, napisy na miejscowych banknotach są wyłącznie po białorusku. Zdaje się to jednak nie wpływać znacząco na częstotliwość posługiwania się nim na co dzień. Warto zwrócić uwagę na użycie przeze mnie terminu „częstotliwość", a nie „umiejętność", bo liczba osób potrafiących mówić po białorusku znacznie przekracza liczbę osób używających go w życiu codziennym. Niektórzy nawet jeśli go umieją, to nie widzą sensu w jego pielęgnowaniu. Jeden z moich znajomych powiedział, że zna osoby, które równie biegle jak on władają białoruskim i wtedy z chęcią go używa, ale nie wyobraża sobie sytuacji, w której miałby wejść do sklepu i nagle mówić inaczej niż po rosyjsku. Określił to jako sytuację skrajnie nienaturalną. Mniemam, że wiele osób podziela jego zdanie.

Kampania prezydencka w Mińsku

Zbieranie podpisów podczas kampanii prezydenckiej w Mińsku. Po lewej stanowisko czołowej kandydatki opozycji Tacjany Karatkiewicz. Po prawej urzędującego prezydenta Łukaszenki.

Piętno opozycji
Jeszcze jedna osoba stwierdziła, że jednym z największych problemów z jakimi borykał się do niedawna język białoruski, był fakt jego zdominowania przez środowiska opozycyjne, przez co, o ile stawał się on formą protestu społecznego dla osób zbuntowanych przeciw obecnemu systemowi, o tyle przeciętnemu Białorusinowi kojarzył się przede wszystkim z miejscowymi nacjonalistami. Trudno temu nie przyznać racji. Od zarania dziejów języki bywały przedmiotem polityki – nie inaczej było na Białorusi. Tuż po ogłoszeniu niepodległości język białoruski był jedynym urzędowym aż do roku 1995, kiedy podobny status uzyskał rosyjski, co oburzyło opozycję, która aktualnie jako jeden z najważniejszych punktów swojego programu wymienia powrót jednego języka urzędowego oraz starych symboli państwowych tj. biało-czerwono-białej flagi oraz Pogoni. Cele szczytne, ale, jeśli wziąć pod uwagę niektóre aspekty wymieniane przez moich rozmówców, bardziej szkodzą niż pomagają rozwojowi języka białoruskiego. Aktualnie sytuacja się zmienia – na ulicach możemy zobaczyć sponsorowane przez rząd bilboardy nakłaniające do poznawania narodowej mowy, a nawet prezydent Łukaszenka wygłosił w niej całkiem niedawno pierwsze od 20 lat przemówienie. W miastach powstają natomiast kluby konwersacyjne, w których ludzie mogą ćwiczyć swój białoruski. Opozycja przestaje mieć monopol na język, co może mu wyjść tylko na dobre. Jaka będzie natomiast przyszłość, to już czas pokaże – niewykluczone, że na fali nowego samookreślania się narodów w państwach byłego ZSRR możemy jeszcze być świadkami wzrostu popularności tego języka wschodniosłowiańskiego.

Tyle tytułem wstępu. Temat z wielką chęcią poszerzę o inne informacje (materiały do nauki, opis samego języka – jest bowiem wiele cech wyróżniających go na tle pozostałych języków wschodniosłowiańskich, czy nawet najprostsze porady turystyczne) jeśli tylko zauważę osoby zainteresowane tematyką, dlatego gorąco zachęcam do komentowania.

 

Podobne artykuły:

Lwowiaki nie mówią ino bałakają – czyli o języku polskim na Ukrainie

Język rosyjski na Ukrainie

Czy i kiedy opłaca się uczyć ukraińskiego?

Jak się nauczyć cyrylicy w 2 dni?

Jak się nauczyć rosyjskiego?

Język rosyjski na Ukrainie

598px-Discrimination_of_Ukrainian_languageDo napisania tego artykułu zbierałem się już od dwóch lat. Gdy pełną parą ruszyło Euro 2012, na Ukrainie stała się rzecz niebywała, która zwróciła uwagę osób zainteresowanych tamtejszą sytuacją językową. 5 czerwca Rada Najwyższa Ukrainy (ukr. Верховна Рада) przyjęła w pierwszym czytaniu projekt ustawy o językach regionalnych, który w znacznym stopniu poszerzył kompetencje języka rosyjskiego na południowo-wschodniej Ukrainie. Pytanie, jakie wtedy sobie zadawałem brzmiało: „Co to w praktyce będzie oznaczać dla rozwoju sytuacji lingwistycznej u naszego wschodniego sąsiada?" Dziś wiemy, że sytuacja na Ukrainie bardzo się skomplikowała – Krym stał się faktycznie częścią Rosji, na Donbasie trwa natomiast regularna wojna domowa. Daleko mi do stwierdzenia, że kwestia językowa jest główną przyczyną wybuchu konfliktu; odgrywa jednak bardzo istotną rolę w narodowej samoidentyfikacji mieszkańców. Uważam, że „Woofla" oprócz dyskusji na temat tego jak się uczyć języków powinna też zawierać czasem ambitniejsze artykuły na temat sytuacji lingwistycznej w rozmaitych zakątkach świata, dlatego serdecznie zapraszam do przeczytania oraz udziału w dyskusji.

Warto na początku nadmienić, że Ukraina pod względem językowym jest państwem bardzo niejednolitym, znacznie różniącym się od Polski, o czym pisałem już trzy lata temu przy okazji rozważań na temat tego czy warto się uczyć ukraińskiego. Mimo iż jedynym językiem urzędowym pozostaje właśnie ukraiński, to jego użycie w sferze komunikacji jest bardzo nierównomierne w zależności od miejsca zamieszkania. Śledząc dane zebrane podczas spisów powszechnych czy wszelkich badań opinii publicznych należy też odróżnić od siebie takie pojęcia jak „język ojczysty" (ukr. рідна мова) oraz „podstawowy język komunikacji (ukr. основна мова спілкування) – nie są one tożsame, co w przypadku naszych wschodnich sąsiadów (bo podobna sytuacja ma miejsce na Białorusi) ma ogromne znaczenie. Fakt uznania bowiem mowy ukraińskiej za ojczystą wcale nie implikuje używania tego języka w domu. Dodatkowo dochodzi kwestia tzw. surżyka. Surżyk (ukr. суржик) jest niezestandaryzowaną mieszanką rosyjskiego i ukraińskiego, która jest rozpowszechniona zwłaszcza w centralnej części kraju, gdzie granica pomiędzy obydwoma językami się zaciera i w zależności od przyjętych kryteriów można tą mieszankę przyporządkować każdemu z nich. Zwłaszcza nad Dnieprem surżyk pełni rolę swoistego języczka u wagi – wliczając go w obręb języka ukraińskiego możemy dowieść dominacji tegoż w regionie. Gdy uznamy, że surżyk jest bliższy rosyjskiemu możemy dojść do przykrych wniosków mówiących, że jedynym regionem, na którym ukraiński faktycznie dominuje jest Zachód. Dlatego analizując dane spisu powszechnego mówiące, że 67,5% mieszkańców Ukrainy uważa ukraiński za swój język ojczysty należy być bardzo ostrożnym i nie wyciągać pochopnych wniosków o jego zdecydowanej przewadze nad rosyjskim.

Ukraiński i rosyjski na Ukrainie

Język ojczysty na Ukrainie zgodnie ze spisem powszechnym 2001

KRYM
Powyższa mapa pokazuje lingwistyczną sytuację biorąc pod uwagę jedynie definicję „języka ojczystego". Nawet przy takich, bardzo optymistycznych, kryteriach widać, że są regiony, w jakich przewaga rosyjskiego jest zdecydowana. Za zdecydowanie rosyjski z językowego punktu widzenia można uznać Krym – region ten zresztą ze względu na swoją specyfikę (Rosjanie stanowią tu zdecydowaną większość) tuż po upadku ZSRR wywalczył sobie autonomiczny status w obrębie państwa ukraińskiego. Krym w ciągu ostatnich 25 lat żył w zasadzie własnym życiem – zwłaszcza Sewastopol będący symbolem rosyjskiego heroizmu w XIX i XX wieku, którego największą dumą była stacjonująca tam Rosyjska Flota Czarnomorska przypominał bardziej Rosję niż cokolwiek innego. Ostatnie wydarzenia natomiast tylko potwierdziły odrębność półwyspu od reszty państwa – i z jednej strony powinniśmy ubolewać nad łamaniem prawa międzynarodowego przez potężniejszego sąsiada, z drugiej natomiast warto zwrócić uwagę, że to wszystko nie stało się nagle i że większość mieszkańców Krymu od samego początku bardziej utożsamiała się z Rosją niż z Ukrainą. Co ciekawe, większość wyników badań opinii publicznej przeprowadzanych na ten temat ściśle wiązała się z tym, jaka była sytuacja gospodarcza Ukrainy w danym czasie – im bardziej ta pogrążała się w kryzysie, tym bardziej Krymczanie chcieli się od niej odłączyć. Fakt jednak pozostaje faktem – na dzień dzisiejszy najbardziej rosyjska część Ukrainy się odeń odłączyła i osobiście ciężko mi wyobrazić sobie powrót do sytuacji sprzed marca 2014 roku.

DONBAS I DUŻE MIASTA
Drugim regionem, w którym język rosyjski dominuje, nawet biorąc pod uwagę definicję „języka ojczystego" jest Donbas oraz większe miasta leżące w jego pobliżu, do których przez ostatnie dwa wieki ze względu na siłę tamtejszego okręgu przemysłowego przeprowadzała się ludność rosyjskojęzyczna. Rosyjskojęzyczny jest Charków, Donieck, Dniepropietrowsk, Zaporoże i Mariupol – czyli drugie, czwarte, piąte, szóste i dziesiąte miasto pod względem liczby ludności na Ukrainie. Gdy do tego dodamy położone bardziej na zachód Odessę i Mykołajiw (zajmują w tej klasyfikacji odpowiednio miejsce trzecie oraz dziewiąte) zauważymy, że w ukraińskich miastach dominacja rosyjskiego jest niepodważalna. A dodam, że mówimy tu jedynie o samoidentyfikacji dotyczącej języka ojczystego – przy faktycznym użyciu na ulicach wskaźniki byłyby tu jeszcze bardziej zatrważające. Z listy 10 największych miast jedynie w trzech więcej osób uważa ukraiński za swój język ojczysty – w dwóch z nich w życiu codziennym i tak musi on dzielić miejsce z rosyjskim (Kijów oraz Krzywy Róg). Jedynym faktycznie ukraińskojęzycznym miastem z tej listy jest Lwów, w którym i tak na tle mniejszych miast regionu jak Tarnopol czy Iwano-Frankiwsk (dawniej Stanisławów) zdaje się dość często usłyszeć osoby mówiące po rosyjsku.

CENTRUM I ZACHÓD
Patrząc na mapę możemy z pewną ulgą stwierdzić, że na prowincji oraz w mniejszych miastach centralnej i zachodniej Ukrainy większość osób uznaje język ukraiński za swój ojczysty. Trochę gorzej wygląda to zapewne w kwestii języka najczęściej używanego. Mówiąc szczerze, nigdy nie miałem okazji odwiedzić miasteczek i wsi na centralnej Ukrainie (w przeciwieństwie do Donbasu, czy Lwowa, gdzie bywałem wielokrotnie), więc mogę się tu opierać tylko i wyłącznie na danych statystycznych – nie wydaje mi się jednak, aby te znacznie fałszowały rzeczywistość. A według tych w centrum kraju panuje swoista dwujęzyczność, która wyraża się również w surżyku będącym tworem pośrednim pomiędzy dwoma standardami i przybierającym rozmaite formy – ciężko w związku z tym jednoznacznie stwierdzić jaki kod komunikacyjny jest preferowany przez mieszkańców tego regionu, aczkolwiek można z dużą dozą prawdopodobieństwa podać, że im bardziej na zachód, tym bardziej rozpowszechniony jest język ukraiński. W galicyjskich wioskach natomiast rosyjskiego prawie nie ma – był w nich zresztą obecny oficjalnie zaledwie przez niecałe 50 lat. Nie zapominajmy, że Galicja po rozbiorach znalazła się w obrębie zaboru austro-węgierskiego, bardzo mocna była tu też zawsze pozycja opozycyjnej w stosunku do prawosławia cerkwi grekokatolickiej, tu też działała mająca tak złą sławę w Polsce Ukraińska Armia Powstańcza (UPA), która przede wszystkim walczyła z Armią Czerwoną i rosyjską dominacją. Wszystko to powodowało, że język rosyjski na zachodzie kraju nigdy tak naprawdę nie miał szans się na dobre zadomowić, był kojarzony przede wszystkim z okupantem i stosunek do niego był zawsze bardzo wrogi. W życiu jest natomiast tak, że nienawiść rodzi nienawiść i siłą rzeczy prowadziło to do wzrostu napięcia pomiędzy grupami władającymi dwoma głównymi językami kraju.

EPILOG
Wprowadzone w 2012 roku prawo o podstawach państwowej polityki językowej (ukr. Зако́н «Про заса́ди держа́вної мо́вної полі́тики» № 5029-VI) dało możliwość poszczególnym regionom ukraińskim nadanie rosyjskiemu statusu języka regionalnego, z którego skorzystało, ku powszechnemu oburzeniu na zachodzie kraju, 8 południowo-wschodnich obłasti (Odessa, Mykołajiw, Cherson, Dniepropietrowsk, Zaporoże, Donieck, Charków, Ługańsk) oraz miasto Sewastopol (na Krymie rosyjski był już językiem oficjalnym).

Język regionalny na Ukrainie

Obszar, na którym język rosyjski posiada status języka regionalnego od 2012 roku.

Tekst ustawy nie jest sam w sobie zły i podobne prawa są czymś powszednim w Europie. Problemem jest jednak fakt dysproporcji pomiędzy siłą ukraińskiego czy rosyjskiego i doświadczenia polityki językowej na Białorusi, gdzie oficjalnie równorzędny język białoruski został niemal zepchnięty do roli reliktu. Wraz ze zniesieniem tej jedynej sztucznej przewagi ukraińskiego nad rosyjskim ciężko patrzeć z optymizmem na rozwój tego pierwszego w południowo-wschodniej części kraju. Wyżej wspomniany artykuł starano się w lutym 2014 roku unieważnić – jego anulowanie przegłosowano w Radzie (23 lutego) i dopiero po niemal dwóch tygodniach (4 marca) prezydent Turczynow stwierdził, że decyzji o anulowaniu nie podpisze. Na wschodnią Ukrainę poszła jednak fama, że w Kijowie siedzą przede wszystkim ukraińscy nacjonaliści, którzy zamierzają raz na zawsze rozprawić się z rosyjskojęzyczną mniejszością. Efekty oglądamy do dziś.

Podobne artykuły:
Czy i kiedy opłaca się uczyć ukraińskiego?
Jak się nauczyć cyrylicy w 2 dni
Jak się nauczyć rosyjskiego
Języki regionalne Francji – oksytański
Języki regionalne Francji – baskijski