Polska

Język kaszubski – nowe źródła

Temat języka kaszubskiego pojawił się na „Świecie Języków Obcych" niemal na samym początku jego istnienia. Zafascynowany bowiem różnorodnością językową i jednocześnie szczerze przejęty zjawiskiem jej zanikania postanowiłem zaznajomić się trochę z jedynym oficjalnym językiem regionalnym w Polsce (gwoli ścisłości – śląski takiego statusu jeszcze nie posiada) i możliwościami jego nauki na własną rękę. Efektem tego były dwa wpisy („Język kaszubski – jedyny język regionalny w Polsce" oraz  „Słownik polsko-kaszubski jest dostępny") poświęcone ciekawym kaszubskim źródłom, jakie znalazłem wtedy w internecie. Długość artykułów była niestety wprost proporcjonalna do liczby stron internetowych mogących rzeczywiście pomóc osobie zainteresowanej w nauce tego niszowego języka. Tym bardziej miło mi poinformować, że sytuacja w ciągu ostatnich czterech lat zmieniła się w tym względzie diametralnie, a mnogość sensownych materiałów pozwala rzeczywiście na mniej lub bardziej samodzielną naukę kaszubskiego.

Głównym mankamentem źródeł, do jakich dotarłem cztery lata temu był brak jakichkolwiek interesujących nagrań w tym języku. Jedynym linkiem naprawdę wartym polecenia była książka Aleksandra Majkowskiego „Żëcé i przigòdë Remùsa" czyli największe dzieło kaszubskiej literatury, które można znaleźć na stronie http://literat.ug.edu.pl/remus/ . Cała książka jest w formacie .pdf, a do wybranych fragmentów dołączono kilkuminutowe nagrania. Problem polega jednak na tym, że normy kaszubskiej ortografii używane w 1938 roku przez Majkowskiego znacznie różniły się od dzisiejszych, w związku z czym ciężko polecać to dzieło jako pomoc w nauce komuś dopiero rozpoczynającemu przygodę z tym językiem. Samego Remusa jednak polecam przeczytać każdemu kto byłby zainteresowany kaszubską literatura – tak po prawdzie ciężko przejść na Kaszubach obok tego dzieła.

We wrześniu kupiłem sobie wydaną w 2013 roku przez wydawnictwo Region książke Artura Jabłońskiego „Namerkôny" – jest to pierwsza od wielu lat powieść napisana po kaszubsku (z wyraźną dominacją północnych dialektów, co bez problemu wychwyci osoba zainteresowana tematem), której głównym tematem jest kwestia odrębności etniczno-kulturowej Kaszubów na przestrzeni ostatnich pokoleń. Autor porównuje też, słusznie zresztą, Kaszubów do innych grup etnicznych, które w ostatnich latach walczą o utrzymanie swojej odrębnej tradycji i języka – wspomina chociażby o Fryzach, Katalończykach oraz o języku oksytańskim, o którym ostatnio mieliście okazję przeczytać na łamach „Świata Języków Obcych". Książka jest naprawdę bardzo ciekawa, nawet z punktu widzenia osoby, która spogląda na kwestię kaszubskiej tożsamości trochę z boku. Fragmenty książki można wysłuchać na stronie Radia Kaszëbë – http://radiokaszebe.pl/namerkony-posluchaj-fragmentow-powiesci/ 

Odejdę jednak na chwilę od kaszubskiej prozy, żeby zwrócić uwagę na kolejne źródła, które można wykorzystać w nauce tego języka. Pierwszym jest strona mięsięcznika „Pomerania", poprzez którą możemy uzyskać dostęp do ponad stu kaszubskich nagrań. Są to wiadomości, fragmenty opowiadań, poezji – każdy znajdzie coś dla siebie. Zdecydowana większość z plików posiada również tekst, co w dużej mierze pomaga przyzwyczaić się do charakterystycznej kaszubskiej wymowy (warto zwrócić przede wszystkim uwagę na miękką wymowę dźwięków zapisywanych w polskim jako „sz", „cz", „ż", „dż") oraz zrozumieć relację języka pisanego i mówionego. Jako że mamy do czynienia z przedstawicielem języków zachodniosłowiańskich nie jest to coś specjalnie trudnego.

Drugim źródłem, które zresztą natchnęło mnie bezpośrednio do tego, żeby napisać dzisiejszy artykuł jest portal „Tu je nasza zemia", a konkretnie audycjaGôdómë pò kaszëbskù. Jest to seria krótkich 15-minutowych filmów, która od roku ukazuje się co tydzień na antenie telewizji TTM, mająca na celu promocję i naukę języka kaszubskiego. Przeważnie składa się ona najpierw z parodii (bardzo dobrej zresztą) jakiegoś znanego programu telewizyjnego, a następnie z krótkiego wykładu nt. języka oraz kultury kaszubskiej. Wszystko odbywa się naturalnie po kaszubsku (z polskimi napisami dla osób, które kaszubskiego nie rozumieją), a całość jest wykonana przez młodych ludzi, którzy wykonują naprawdę kawał dobrej roboty promując naukę tego języka w atrakcyjny sposób, jakiego ewidentnie brakowało w ciągu ostatnich lat. Wchodząc bowiem jeszcze 4 lata temu na kaszubskie strony można było odnieść wrażenie, że ktoś wpadł na pomysł, że kaszubski można wypromować poprzez „kaszubskie nuty" oraz rozmaite zbiory wierszy i kolęd. Uważam, że tradycja jest bardzo ważna, ale naprawdę jestem wdzięczny, że ktoś wreszcie wpadł na pomysł, żeby pokazać język kaszubski jako coś żywego, z czym warto obcować, czego znajomość naprawdę poszerza horyzonty i potrafi ewidentnie sprawić radość.

Na tym jednak nie koniec internetowych źródeł do nauki kaszubskiego. Na stronie http://www.skarbnicakaszubska.pl/ znajdziemy przede wszystkim tak bezcenną rzecz jak polsko-kaszubski słownik Eugeniusza Gołąbka, który ma tą zaletę, że stosuje już współczesne zasady ortografii (w odróżnieniu od wcześniejszego słownika Trepczyka) oraz podręczniki kaszubskiego dla uczniów szkoły podstawowej – nadal nie jest to systematyczny kurs tego języka z nagraniami, ale dla kogoś dopiero rozpoczynającego przygodę z kaszubskim może to być całkiem przyzwoite źródło nowych zwrotów, prostych tekstów, które pozwoli na utrwalenie zdobytej wiedzy.

Na tym naturalnie nie kończy się lista rzeczy, jakie potrafią pomóc w nauce kaszubskiego. W internecie można znaleźć między innymi również kaszubską klawiaturę, ściągnąć kaszubską wersję przeglądarki MozillaFirefox. Mam też nadzieję, że w najbliższym czasie będzie powstawać więcej kaszubskich książek oraz miejsc, które w naprawdę ciekawy sposób będą promować ten język. Bo tam gdzie ùmierô jãzëk – ùmierô kùltura. Dla mnie, jako osoby zainteresowanej lingwistyczną różnorodnością jednym z największych marzeń jest właśnie ratowanie i promocja tych języków, jakie muszą w dzisiejszym świecie walczyć o przetrwanie. Czasem smuci mnie też fakt, że ludzie stawiający sobie za cel bycie poliglotami tak mało na tym polu robią, rzucając się na coś bardziej popularnego, podczas gdy mają tuż obok siebie język, dla którego ratowania rzeczywiście mogą zdziałać coś bardzo ważnego.  Nie łudzę się, iż każdy czytelnik bloga teraz odkryje w sobie powołanie do nauki kaszubskiego – jeśli jednak choć jedna osoba stwierdzi, że warto odwiedzić linki, które w tym artykule zamieściłem, a następnie opanuje ten język w stopniu umożliwiającym jego aktywne używanie będę się niezwykle cieszył.

Podobne posty:
Język kaszubski – jedyny język regionalny w Polsce
Słownik polsko-kaszubski jest dostępny
Najbardziej zagrożony język w Polsce – wilamowicki
Języki regionalne Francji – oksytański
Języki regionalne Francji – baskijski

Czy to wstyd nie znać języka obcego?

Na dziś przygotowałem coś lekkiego, będącego rozważaniami na temat problemu znajomości języków obcych przez Polaków. Bardzo łatwo można trafić w internecie oraz rozmaitych czasopismach na mało wyszukane artykuły, w jakich autor usiłuje wypunktować powody, dla których warto nauczyć się języka obcego. Nie będę się tu rozwodził nad tym, czy tego rodzaju teksty mają sens (krótko mówiąc, nie mają), chciałbym się natomiast przyjrzeć ich treści, a konkretnie popularnym stwierdzeniom o tym, iż chociażby wstydem jest nieznajomość języka angielskiego i odnieść się do poziomu znajomości swojego języka ojczystego, który jest niestety bardzo często zaniedbywany.
Przynajmniej parę razy w komentarzach do starszych postów  można przeczytać wypowiedzi osób twierdzących, że my, jako Polacy (choć mniemam, iż niemal w każdym państwie panuje bardzo podobne przekonanie) powinniśmy się wstydzić, że tak słabo znamy język angielski.Wielu z was zapewne również było świadkami tego jak zdesperowany turysta pragnął kupić bilet kolejowy i miał ogromne problemy z dogadaniem się z kasjerką władającą jedynie językiem polskim. Zastanawia mnie tylko to, dlaczego zawsze jest nam wstyd za ową nieszczęsną kasjerkę, a nikt nigdy nie zauważa, że wina w ogromnej mierze leży po stronie osoby kupującej bilet, która nie włożyła minimalnego wysiłku w naukę podstawowych słów w języku urzędowym kraju docelowego(„Jeden bilet do Kraków" – opanowanie takiego zdania jest naprawdę banalne w większości języków świata) i teraz ma nadzieję na porozumienie się po angielsku. Przypatrzmy się więc bliżej życiu kasjerki i oceńmy, czy rzeczywiście ma ona obowiązek znać jakikolwiek język obcy.

Pani Krystyna urodziła się w latach 50. na wsi pod Kielcami. Od dziecka mówiła tylko po polsku. W szkole miała co prawda obowiązkowy język rosyjski, ale wiadomo jaki był stosunek w ówczesnych czasach do mowy naszego wschodniego sąsiada. Warto dodać, że nigdy w ZSRR nie była, nie miała okazji poznać osobiście żadnego Rosjanina, a radziecka kultura jej nie pociągała – siłą rzeczy zapomniała po latach wszystkiego czego nauczyła się w szkole. Pani Krystyna miała też w klasie kolegę, Leona, który z pochodzenia był Ormianinem. Naturalnie rozmawiali między sobą w języku polskim i sytuacja ta nie uległa zmianie również wtedy gdy po kilkunastu latach wzięli ze sobą ślub. Dzieci wychowali również w języku polskim, wszyscy znajomi mówili po polsku – pani Krystyna przez całe swoje życie obracała się w środowisku władającym językiem urzędowym i przez myśl jej nie przeszło by nauczyć się jakiegokolwiek języka obcego. Bo i po co?

Ktoś mógłby odpowiedzieć, że chociażby po to, aby móc po 15 latach pracy obsłużyć turystę, który chciałby kupić bilet do Krakowa. Cóż, mi osobiście nigdy nie przeszło przez myśl, aby przez kilka lat uczyć się np. chińskiego tylko dlatego, że w nieokreślonej przyszłości będę mógł udzielić pomocy jakiejś zbłąkanej duszy, która nie potrafi kupić blietu w języku urzędowym kraju, do którego przyjechała. Byłoby to zwyczajnie nielogiczne. Podobnie myśli pani Krystyna – w jej mniemaniu musiałaby wydać kilkaset złotych na szkołę językową, natomiast w zamian otrzymałaby kilkuminutową rozmowę po angielsku. Czy to by się jej opłacało? Gdyby zrobiła z angielskiego więcej pożytku, na pewno. Język obcy zawsze otwiera nowe możliwości. Ale pani Krystyna nie jest nimi zainteresowana – chce po prostu wrócić po pracy do domu i obejrzeć swój serial w telewizji. Po polsku. Ma do tego pełne prawo i absolutnie nie czuje się z tym źle. I my również nie powinniśmy mieć jej tego za złe.

Zadziwiający brak wstydu odczuwamy natomiast używając błędnie języka polskiego. Do czego zmierzam? Często dostaję maile od osób chcących się nauczyć języka obcego napisane tragiczną polszczyzną, w sposób, który wręcz woła o pomstę do nieba. W wiadomościach brakuje przecinków, polskich znaków, notorycznie powtarzają się te same błędy ortograficzne (piszemy „na pewno", „naprawdę", „w ogóle", „poza tym", nazwy języków natomiast ZAWSZE pisze się małą literą w odróżnieniu od angielskiego czy niemieckiego), a umiejętność budowania logicznych zdań złożonych w pewnych przypadkach jakby zupełnie zanikła.  Gdy taki ktoś przysyła mi wiadomość, że chciałby się nauczyć trzech języków obcych to głęboko rozmyślam, czy nie lepiej odpisać, by wpierw nauczył się poprawnie używać swojego języka ojczystego, bo jego rozwój zatrzymał się gdzieś na etapie szkoły podstawowej. Prawdę mówiąc przeraża mnie fakt, że takie osoby są w stanie zdać maturę z polskiego, a w przyszłości, o zgrozo, pójść na studia i otrzymać tytuł magistra. I proszę nie przytaczać argumentu o rzekomej trudności języka polskiego, bo znam obcokrajowców, którzy do Polski przyjechali i po kilku latach potrafią się nim posługiwać znacznie lepiej niż wielu Polaków.

Dlatego w pogoni za kolejnym językiem obcym przysiądźmy czasem na chwilę i zastanówmy się, czy nie zaniedbujemy naszego języka ojczystego, który jest równie ważny. Bo jeśli czegokolwiek powinno być nam wstyd, to tego, iż po kilkunastu bądź kilkudziesięciu latach bezustannego kontaktu z polskim nadal nie zawsze potrafimy go poprawnie używać, a napisanie oficjalnego pisma graniczy z niemożliwością. Taka jest moja opinia. A czy Ty uważasz, że nieznajomość języków obcych to wstyd? Czy sądzisz, że Polacy mimo wszystko dobrze piszą po polsku? Jeśli chciałbyś wyrazić opinię na ten temat, napisz komentarz. Może będzie on wstępem do jeszcze ciekawszej dyskusji.

Podobne posty:
Demony głupoty – część 1
Jakiego języka warto się uczyć?
Moja lista 20 języków – część 1
Ile obcości jest w języku obcym?
Słownik polsko-kaszubski jest dostępny

Najbardziej zagrożony język w Polsce – wilamowski

Nie będzie dziś mowy ani o kaszubskim, ani o śląskim. Niewielu ludzi zdaje sobie sprawę z tego, że w okolicach Bielska-Białej znajduje się miasto o nazwie Wilamowice, w którym przez stulecia rozwijał się zupełnie odrębny język z rodziny języków germańskich. Obecnie włada nim zaledwie około 70 osób, w większości w podeszłym wieku oraz niewielka grupa pasjonatów starających się go ożywić. A język ten nazywają Wymysiöeryś, po polsku wilamowski.

Wymysiöeryś dowiedziałem się kilka lat temu przeglądając opisy różnych języków germańskich na Wikipedii. Stwierdziłem wtedy, że jest to niesamowicie ciekawe zjawisko. Nie dosyć, że był rozprzestrzeniony na bardzo niewielkim obszarze, to jeszcze wyglądał bardzo oryginalnie na tle pozostałych przedstawicieli swojej rodziny. Bardzo rzuca się w oczy bowiem pisownia języka niemieckopodobnego z użyciem polskich liter. Warto przytoczyć tu choćby krótki fragment modlitwy Ojcze nasz w języku wilamowskim. Szczególny ubaw będą tu miały osoby, które choć trochę znają niemiecki. Niektóre słowa są uderzająco podobne:  

Ynzer Foter, dü byst ym hymuł, 
Daj noma zuł zajn gywajt; 
Daj Kyngrajch zuł dö kuma; 
Daj wyła zuł zajn ym hymuł an uf der aot; 
dos ynzer gywynłichys brut gao yns haojt; 
an fercaj yns ynzer siułda, 
wi wir aoj fercajn y ynzyn siułdigia; 
ny łat yns cyn zynda; 
zunder kaonst yns reta fum nistgüta. 


Ciekawe, prawda? I to wszystko w języku, którego kolebką jest pewne miasteczko w Polsce. Tak, czy inaczej, moje zaciekawienie językiem wilamowskim ograniczało się do wiedzy, że taki język istnieje.

Ostatnio zaś zupełnym przypadkiem natrafiłem na film o tym języku nakręcony przez dziennikarzy „Rzeczpospolitej", który poniżej zamieszczam. Naprawdę warto go obejrzeć do końca, choćby po to, aby móc usłyszeć język, który nie ma większych szans na przetrwanie i nabyć pewnej wrażliwości. Mi osobiście się naprawdę smutno zrobiło, gdy to oglądałem.

Jak podano na samym końcu filmu, ostatnimi czasy naprawdę sporo w celu uratowania języka wilamowskiego robi Tymoteusz Król, który jako nastolatek nauczył się go i aktualnie stara się go ożywić. Naturalnie praktyczne działania wyglądają różnie, ale bez względu na wszystko mogę tylko podziwiać jego upór i zapał. Założono też specjalne forum o języku wilamowskim, na które polecam wejść zainteresowanym.

Co do samego języka, to nie wiadomo dokładnie jakie ma korzenie. Prawdopodobnie jest to zlepek różnych dialektów języka górnoniemieckiego, dolnoniemieckiego, niderlandzkiego i fryzyjskiego, którymi władali ludzie, jacy osiedlili się na tych terenach w XIII wieku. Tworzyli na tyle zamkniętą społeczność, że język nie uległ większej zmianie w ciągu stuleci i różnił się od standardowego Hochdeutscha w znacznym stopniu. Sami Wilamowianie nie uważali się zaś za Niemców. Wytworzyli coś na kształt zupełnie odrębnej kultury. Cios zadał jej dopiero reżim komunistyczny, który po II wojnie światowej zakazał użycia języka wilamowskiego i zaprowadził przymusową polonizację miejscowych mieszkańców. W efekcie do dziś pozostało bardzo niewiele osób posługujących się tą mową.

Ten artykuł naturalnie nie wyczerpuje nawet w najmniejszym stopniu tego co można opowiedzieć o języku wilamowskim. Bardziej zależało mi na tym, by uświadomić ludzi w tym, jak ogromne jest bogactwo lingwistyczne naszego kraju. I jak szybko może ono popaść w zapomnienie jeśli czegoś nie zrobimy.

Podobne posty:
Język kaszubski – jedyny regionalny język w Polsce
Słownik polsko-kaszubski jest dostępny

PS: W artykule o języku kaszubskim użyłem określenia „jedyny regionalny język w Polsce" gdyż jedynie on jest definiowany jako język regionalny zgodnie z ustawą o mniejszościach narodowych i etnicznych. Język śląski i wilamowski takiego statusu dotychczas nie uzyskały.