wymowa

Wprowadzenie do Międzynarodowego Alfabetu Fonetycznego

ipaa1. /dlat͡ʂɛgɔ/

Umiejętność poprawnej wymowy dźwięków języka, którego obecnie się uczymy, jest, według mnie, kluczowa, by osiągnąć ten najwyższy poziom jego zrozumienia – brzmi to może trochę totalitarnie i tak naprawdę to chyba tylko moja opinia. Zatem, by móc całkowicie zanurzyć się w tym nieskończonym pięknie, musimy znać jakiś sposób reprezentowania dźwięków mowy. Takowe narzędzie musiałoby spełniać następujące wymogi: być uniwersalne, nie zależeć od ortografii żadnego języka, być możliwie jak najdokładniejsze, obejmować aparat prozodyczny języka i być wygodne w użyciu. Takie narzędzie istnieje od XIX wieku, a nazywa się International Phonetic Alphabet (w skrócie: IPA); w polskiej literaturze spotkać się możemy z nazwą Międzynarodowy Alfabet Fonetyczny (MAF), choć w praktyce najczęściej używa się wyżej wymienionego angielskiego skrótu.

W przeszłości IPA nie spełniała chyba żadnego z tych wymogów. Niejednokrotnie istniało po kilka symboli na jeden dźwięk, zapis allofonii był często efektem przypadku, zdarzyć się nawet mogło, że autor podręcznika w dość beztroski sposób żonglował kilkoma konwencjami. IPA na całe szczęście doczekała się kilku rewizji, których zadaniem było ustandaryzowanie zapisu poszczególnych symboli, ich nazewnictwa i doboru odpowiednich czcionek.

2. Z czego składa się IPA?

IPA składa się z symboli, z których największą grupą są litery. Litery oznaczają spółgłoski i samogłoski. Prawie zawsze jedna litera alfabetu fonetycznego odpowiada jednemu dźwiękowi mowy. Spółgłoski są grupą najliczniejszą, drugą największą grupą są samogłoski. Oprócz nich IPA składa się z innych symboli – diakrytyków, które mogą być umieszczone nad lub pod literą, a które modyfikują jej brzmienie. Oprócz tego w IPA używa się wielu symboli na oznaczanie cech suprasegmentalnych. Diakrytyki tonalne występują w kilku formach. Wszystkie symbole służą oczywiście do transkrypcji słów/wyrażeń w konkretnym języku. Na początkującym poziomie transkrybować można, opierając się o IPA charts dla poszczególnych języków. Pokaźnym zbiorem tabel dysponuje Wikipedia. Co do samego zapisu – istnieją dwa rodzaje transkrypcji:

  • zapis fonemiczny (znajduje się między dwoma ukośnikami //). W tym zapisie znajduje się mniej informacji, oznacza się tylko cechy w danym języku dystynktywne. Nie oznacza się natomiast dodatkowej artykulacji. Zapis fonemiczny jest więc zależny od języka, który opisujemy.

  • zapis fonetyczny (znajduje się między dwoma nawiasami kwadratowymi []) jest z reguły możliwie najdokładniejszy i z reguły zawiera w sobie pokaźny opis artykulacji, dlatego mówimy, że nie jest zależny od żadnego języka.

Mała dygresja językoznawcza dla osób, które nie rozumieją opozycji fonem-konkretna realizacja (głoska). Fonem jest abstrakcyjnym zespołem rozróżniających cech dźwiękowych, dzięki którym możliwe jest odróżnianie słów w języku, np. para polskich słów “mysz” i “masz”, w których oznaczone samogłoski są na tyle istotne, że inaczej nie byłoby możliwe stwierdzenie, że “mysz” to nie to samo, co “masz”. Głoską natomiast jest konkretny dźwięk mowy, który nie jest krytyczny dla rozróżniania znaczeń. Przykładem może być szwedzkie słowo “tog” i “stod”, gdzie zaznaczona spółgłoska brzmi odpowiednio [tʰ] i [t]. Są języki, w których aspirowane spółgłoski zwarte są osobnymi fonemami, np. w sanskrycie, wtedy fonemem nie jest tylko /t/, a /t/ i /tʰ/. Powróćmy jeszcze raz do zależności między zapisem fonemicznym a fonetycznym, posługując się małą tabelą:

Zapis fonemiczny

Zapis fonetyczny

język szwedzki: /t/

sanskryt: /t/ i /tʰ/

język szwedzki: [tʰ] i [t]

sanskryt: [tʰ] i [t]

W szwedzkim przydech nie jest cechą dystynktywną, a sanskrycie już tak, z tego powodu ich zapis fonemiczny będzie się różnił. Natomiast zapis fonetyczny dla obu języków w tym przypadku jest taki sam. Na początku może to brzmieć nader skomplikowanie, ale w rzeczywistości jest to dość proste stwierdzenie, które można porównać do platońskiej teorii idei (ideami byłyby oczywiście fonemy, a materialną ich wersją – głoski).

3. Podstawowe spółgłoski i samogłoski, zapis fonemiczny

Zakładam, że czytelnik ma podstawową wiedzę o języku angielskim (z góry przepraszam wszystkich czytelników, którzy tym językiem się nie posługują). Założenie to jest spowodowane próbą znalezienia złotego środka, by niniejsze kilka akapitów było zrozumiałe dla jak największej ilości osób. W opisie ominiemy niemal w całości podział dźwięków ze względu na miejsce i sposób artykulacji, oprócz typowych sformułowań (np. spółgłoska zwarta).

Każdy uczący się angielskiego w pewnym momencie zauważy, że mimo bardzo skomplikowanej, pełnej wyjątków, niezrozumiałych i niejasnych zasad pisowni, da się znaleźć pewne ogólne prawidła. Że ‘ea’ w „head" i ‘e’ w „bed" brzmią tak samo. Ale że ‘ea’ w „heard" brzmi już inaczej – jak dźwięk oznaczany literą ‘u’ w „curdle". I że „head" wypowiada się z ‘e’ trochę bardziej ściśniętym niż w polskim… Że jak?

4. Dygresja: “dźwięk między polskim ‘e’ a ‘i’ ” – czyli nie rób tego, proszę.

Wiele osób, które nie znają żadnego uniwersalnego zapisu dźwięków jakiegoś języka, często wybiera niesamowicie pokrętny i wadliwy sposób opisu dźwięków, opierając go o swoją mowę ojczystą. Ma to swoje zastosowanie, gdy chcemy jedynie przekazać czytelnikowi/rozmówcy przybliżoną wymowę danego słowa. Zbyt często jednak widzę strony internetowe, zdawałoby się poważne – opracowania wymowy języka x, alfabet języka x (autorzy nie widzą często różnicy między alfabetem – systemem graficznym, a wymową – systemem dźwięków) – gdzie twórcze opisy typu “podnieś język jak do ‚a’, wyciągnij zęby jak do ‚l’, złóż dziąsło w pół” są jedyną formą przekazania wiadomości o fonetyce. Po to powstała IPA, by jej używać. Koniec dygresji.

5. Ciąg dalszy o angielskim

Po wstępnej klasyfikacji zasad ortograficznych języka angielskiego, chcielibyśmy wyciągnąć ogólne zasady wymowy tegoż. Co robimy? Sięgamy oczywiście po IPA. Skupimy się oczywiście na bardzo ograniczonym wycinku całego alfabetu fonetycznego, który można zastosować do standardu północnoamerykańskiego. Nie będę przy tym jednak tłumaczył zasad wymowy, będę się natomiast starał je opisać w zwięzły sposób.

Zaczniemy od fonemów spółgłoskowych i liter IPA, które je reprezentują. Te są dość proste, ponieważ większość z nich wygląda tak samo jak litery alfabetu łacińskiego (grafemy wzięte są w nawiasy trójkątne):

<p b t d k g f v s z h m n l w>

/p b t d k g f v s z h m n l w/

Różnica jest widoczna w zapisie fonemu /j/, który zapisywany jest w angielskim za pomocą litery <y>. Przy okazji wspomnieć należy, że zakłada się, że fonemy /l r/ jak i /t d n/ są w angielskim realizowane jako spółgłoski przedniojęzykowo-dziąsłowe (alweolarne), czego nie zaznacza się w zapisie. Tu jeszcze raz widoczna jest różnica między fonemem, którego odbiciem w rzeczywistej wymowie jest głoska. Do fonemów /t d n/ dodać można diakrytyk dentalny, który “zmienia” miejsce artykulacji na zębowe (jak w polskim): [t̪ d̪ n̪]. Różnica jest słyszalna, polskie słowa zawierające dźwięki /t d n/, a wypowiedziane alweolarnie, brzmią najmniej dziwacznie. Tak samo /s/ i /z/, które w językach słowiańskich wypowiadane są zębowo, a w angielskim alweolarnie.

Przy pozostałych spółgłoskach różnice między grafemami a fonemami są dość duże. Grafemów jest zdecydowanie więcej, ograniczymy ich ilość do tych najczęściej spotykanych:

<ch g sh j th th ng>

/t͡ʃ d͡ʒ ʃ ʒ θ ð ŋ/

Fonem /ɹ̠ʷ/ dla wygody zapisywany jest jako /r/. Jest to “amerykańskie r”. Bardziej typowe, szczególnie dla RP jest po prostu /ɹ/, czyli “brytyjskie r”, choć jak już wspomniałem, oznacza się je po prostu literą /r/.

Spróbujmy teraz częściowo przetranskrybować kilka angielskich słów (nie zwracajmy uwagi na samogłoski):

  • “this” /ðɪs/,

  • “language” /læŋgwɪd͡ʒ/,

  • “chest” /t͡ʃest/

Proste, prawda? Znając podstawowe zasady ortograficzne, po odsłuchaniu kilku razy natywnej wymowy da się to łatwo zrobić. Transkrybowanie samogłosek działa oczywiście dokładnie tak samo.

6. Samogłoski

Fonemów samogłoskowych w angielskim jest sporo, nie ma co ukrywać. Dlatego tak krzywdząca jest próba dopasowania ich do polskich odpowiedników, których jest nieporównywalnie mniej. Jako że grafemów jest niesamowicie dużo, pominiemy je w niniejszej tabeli. Zamiast tego zestawimy fonemy angielskie i polskie:

angielski

polski

/i ɪ ɨ u ʊ ɛ ɔ ɒ ʌ æ ɑ ə/

<a e i o u y> /a ɛ i ɔ u ɨ/

Nie zaznaczyłem w polskim nosówek, bo ich po prostu nie ma. Są realizowane jako para samogłoska + spółgłoska/półsamogłoska we współczesnej polszczyźnie. Zaś przy angielskim zaznaczyłem kilka dźwięków, których z reguły tabele fonetyczne nie zaznaczają. Powód jest prosty – “American English” to termin niesamowicie rozlazły, obejmujący wiele dialektów. Poniżej zestawienie kilku par grafem-fonem na przykładzie prostych, codziennych słów:

Słowa

Grafemy

Fonemy

bid

<i>

/ɪ/

heat, fleece, piece

<ea ee ie>

/i/

heart, part, genre

<ea a e>

/ɑ/

hut, gut, strut

<u>

/ʌ/

bath, laugh

<a au>

/æ/

plot, caught, pot

<o, au>

/ɒ~ ɑ/

private

<a>

/ɨ/

Tyldą często oznacza się ambiwalencję albo alternatywę, np. słowo “all” może być wypowiedziane albo z /ɒ/, albo z /ɑ/, zależnie od dialektu.

7. Iloczas i akcent

A iloczas? Jak wiemy, niektóre samogłoski angielskie są długie. Długość w IPA oznaczana jest za pomocą diakrytyku /ː/, który bardzo często zastępuje się dwukropkiem (poprawnie lub nie). Przykłady samogłosek z oznaczonym iloczasem:

iː uː ɑː

Ostatnia część związana z samogłoskami to oczywiście dyftongi. Dyftongi, czyli dwugłoski, są zapisywane w IPA za pomocą dwóch liter, co jest logiczną konsekwencją oznaczania pojedynczych fonemów jedną literą. Dwugłoski w języku angielskim to:

ɔɪ eɪ oʊ aɪ aʊ

Mała uwaga: niektóre źródła podają, że angielskie dyftongi są jak długie samogłoski. Mówi się tak, ponieważ niektórzy traktują dyftongi tak jak samogłoski-jedności – takie podejście jest nauczane w szkołach anglosaskich, większość pedagogów najwyraźniej nie widzi nic złego w tym że, podczas zajęć długość samogłosek, dyftongi i Great Vowel Shift wrzuca się do jednego wora. Z drugiej strony obciążanie uczniów tak mało praktyczną wiedzą nie przekładałoby się raczej pozytywnie na ich chęć dowiedzenia się czegoś więcej o fonetyce.

Oczywiście, powyższa uwaga nie implikuje, że nie ma czegoś takiego jak długie dyftongi. Takie zjawisko obecne jest w wielu językach, na przykład w spokrewnionym z angielskim, bo również germańskim, farerskim:

  • „hvítur" /kvʊɪːtʊr/, ale:
  • „hvítt" /kvʊɪtː/

Oczywiście długość dyftongu determinowana jest długością jednej z jego składowych.

Poniżej przykłady (w końcu) całych przetranskrybowanych słów – spółgłoski, samogłoski, iloczas:

  • “joke” /d͡ʒoʊk/

  • “arm” /ɑːrm/

  • “flower” /flaʊər/

  • “feather” /feðər/

  • “bait” /beɪt/

Dotychczas nie oznaczaliśmy akcentu w naszych transkrypcjach. Akcent główny oznacza się symbolem /ˈ/, a akcent poboczny jako /ˌ/:

  • “peroxide” /pəˈrɒksaɪd/

  • “opportunity” /ˌɒpərˈtuːnəti/

Akcent główny jest tym domyślnym, akcent poboczny często występuje w słowach długich i nie jest to bynajmniej rzecz egzotyczna – w polskim używamy akcentu pobocznego cały czas, najczęściej w słowach składających się z więcej niż trzech sylab:

  • „próbowaliśmy" /ˌprubɔˈvaliɕmɨ/
  • „zakończenie" /ˌzakɔɲˈt͡ʂɛɲɛ/

Te przykłady zostawimy na kiedy indziej, bo choć polska transkypcja nadal korzysta z IPA, to sam fakt występowania w niej wielu spółgłosek sprawia, że wygląda jak kʂat͡ʂki.

8. Zakończenie i narzędzia

Mam nadzieję, że po lekturze tego artykułu IPA przestanie być już jakimś mistycznym tworem, czy plątaniną dziwnych znaków, i że zachęci on Was do poszukiwań na własną rękę, czy po prostu czekania na kolejny artykuł, w którym przybliżymy zapis fonetyczny, artykulację dodatkową i bardziej subtelne aspekty wymowy angielskiej.

Do sporządzenia tej pracy korzystałem ze znakomitego narzędzia “IPA phonetic keyboard” (http://ipa.typeit.org/full/) oraz tej tablicy, jak i kilku innych tablic z różnych stron – wszystkich dostępnych oczywiście za darmo w Internecie. Dodatkowo niemal wszystkie tablice dostępne na Wikipediach mają przyporządkowane nagrania, a nawet całe słowa/zdania. Naprawdę warto w nich korzystać.


Zobacz też:

Pitch accent w języku szwedzkim, cz. 1

Pitch accent w języku szwedzkim, cz. 2

Jak ujarzmić szwedzkie samogłoski?

Jak ujarzmić szwedzkie spółgłoski?

Francuski w Québecu – jak zrozumieć Kanadyjczyka?

„Voyage, voyage!” – kojarzycie tę piosenkę, prawda? Podejrzewam, że nie ma osoby, która nie znałaby tego francuskiego hitu. Nie mieliście wrażenia, że ten język tak ładnie brzmi? Że słowa idealnie układają się w jedną melodyjną frazę? Jeśli tak, to macie świetne ucho – subiektywna opinia 🙂 To prawda, francuski jest ogromnie melodyjnym językiem, więc wszelkie piosenki i wiersze brzmią niesamowicie.
Obecnie językiem francuskim posługuje się około 240 mln ludzi na pięciu kontynentach. W dwudziestu dwóch krajach jest jedynym urzędowym, natomiast w pozostałych powszechnie się go używa – te kraje to między innymi Tunezja, Maroko, Algieria, Liban, Mauretania czy Wietnam. Oprócz tego jest oczywiście oficjalnym językiem Unii Europejskiej. Poniżej znajduje się mapka obrazująca użycie języka francuskiego na świecie.
pays_fr

Język francuski ma oczywiście kilka odmian – wprawdzie głównie uczymy się akcentu paryskiego, ale istnieją także inne wariacje, na temat których pisał już Karol, w swojej serii artykułów o językach regionalnych Francji.

Postanowiłam zająć się krajem, z którego pochodzą między innymi Celine Dion, Garou i Nelly Furtado. Ten tekst będzie poświęcony Kanadzie, jej językom oficjalnym i regionowi Québec. Na początek proponuję troszkę historii. Skąd język francuski w  Kanadzie?  Europejska kolonizacja Kanady rozpoczęła się w XV wieku, kiedy to angielski żeglarz odkrył wschodnie wybrzeże. W 1497 John Cabot dopłynął do wybrzeży Ameryki Pòłnocnej  i odkrył Nową Fundlandię i Labrador. Z kolei w 1534 Francuz Jacques Cartier dotarł do wybrzeży Kanady. Francja założyła swoją prowincję o nazwie Nowa Francja, następnie Port Royal w 1605 i Québec w 1608. Około 30 lat później Kanada stała się oficjalną prowincją Francji, a pozostałe tereny obok Nowej Francji były zarządzane przez Anglię. W XVIII wieku rozpoczęła się walka o Kanadę pomiędzy Anglikami i Francuzami. Ostatecznie Francja zrzekła się swoich posiadłości na rzecz Anglii. W 1867 roku powstała konfederacja kanadyjska w ramach Brytyjskiej Wspólnoty Narodów, która w 1931 ogłosiła niepodległość. Voilà, oto historia Kanady w ogromnym skrócie. Niestety, musiałam zagłębić się trochę w historię, żebyście mogli zobaczyć, skąd tak silny wpływ języka francuskiego w tym miejscu na świecie.

Jako była kolonia francuska Kanada ma dwa języki oficjalne – język angielski oraz  język

Flaga Quebecu

francuski.  Jednakże przeważają miejsca, gdzie używa się tylko angielskiego. Wyjątkiem jest Québec – tutaj status jedynego języka urzędowego ma francuski, a konkretniej jego kanadyjska odmiana. Natomiast jedyną prowincją, gdzie oficjalnie używa się zarówno angielskiego, jak i francuskiego, jest Nowy Brunszwik.  Oczywiście ludzie mieszkający w Kanadzie posługują się również innymi językami, wśród których jednym z najpopularniejszych jest chiński.  Aczkolwiek w innych prowincjach także są społeczności , które posługują się językiem francuskim – szczególnie w Ontario, prowincji Manitoba i Nowej Szkocji. Przyjrzyjmy się tabelce, która pokazuje dane z roku 2006 i 2011 na temat posługiwania się językiem francuskim przez mieszkańców Kanady :

Kryterium znajomości języka Canada
2006 2011
liczba procent liczba procent
Język ojczysty 6 970 405 22,3 7 298 180 22,0
Język używany w domu 7 463 665 23,9 7 892 195 23,8
Język używany najczęściej 6 777 665 21,7 7 115 100 21,5
Język używany regularnie 686 000 2,2 777 095 2,3
Pierwszy oficjalny mówiony język 7 370 350 23,6 7 691 705 23,2
Umiejętność podtrzymania konwersacji 9 590 700 30,7 9 960 590 30,1

źródło : Statistique Canada

 

Jak wynika z tabelki, co trzeci mieszkaniec Kanady deklaruje umiejętność przeprowadzenia rozmowy w miejscowej odmianie francuskiego. Jak się mówi po francusku w Kanadzie? Porównałabym to do odmian języka angielskiego – mamy British English vs. American English – gramatyka się nie zmienia, słownictwo może się różnić, ale najwięcej trudności przysparza kwestia wymowy. Podobnie jest z francuskim z Francji i tym z Kanady.

Nie jest tajemnicą, że Francuzi uważają się za naród wybrany, a swój język za najpiękniejszy. I może właśnie dlatego tak bardzo przeszkadza im kanadyjski akcent, z którego często się śmieją. Generalnie mieszkańcy Québecu są częstym tematem żartów – oto przykład :

Jak nazywa się inteligentny mieszkaniec Kanady? Turysta 😉

Taki stan rzeczy spowodowany jest troszkę złośliwością, a troszkę faktem, że stereotypy na temat Kanadyjczyków wciąż funkcjonują i mają się dobrze. Powszechnie Kanada kojarzy się z zimnym krajem, gdzie ludzie ubrani w koszulach w kratę rano idą rąbać drewno, a wieczorem grają w hokeja. Spójrzcie też na to, jak do swojego pochodzenia odnosi się Jim Carrey – jak widać, część stereotypów pokutuje też w Stanach : Jim Carrey o Kanadzie

Ale wracając do samego języka i jego wariacji, pozwolę sobie wyróżnić kilka głównych punktów:

– anglicyzmy – z pewnością powiązane z historią Kanady i jej geograficznym położeniem. Z jednej strony francuski w Québecu jest bogaty w słowa pochodzenia angielskiego, ale istnieje też przekonanie, że ludzie niechętnie używają słów typu ‘le weekend’ i zastępują je francuskim ‘le fin de la semaine’ (koniec tygodnia). Przykładem może być wyrażenie idiomatyczne ‘Moi pour un’ wzorowane na angielskim ‘I for one’ podczas gdy we Francji używa się zwrotu „Pour ma part”.

– żeńskie odpowiedniki zawodów – we Francji o pani doktor powiemy raczej w formie męskiej natomiast w Québecu często używa się form żeńskich ; ‘la docteure’ (pani doktor), ‘l’écrivaine’ (pisarka), ‘la première ministre’ (pani premier).

– słownictwo dotyczące informatyki – ciekawe jest to, że zupełnie inaczej nazywa się na przykład email czy spam. I wygląda to następująco : e-mail – ‘le courriel’, mail spam – ‘le pourriel’, chat – ‘le clavardage’.

kontrasty samogłoskowe – francuski kanadyjski zachował rozróżnienie pomiędzy samogłoską „a" tylnią i przednią. O ile we Francji zanika granica pomiędzy tylnym i przednim ‚a’, o tyle w Kanadzie wciąż można je usłyszeć. Przykładem słowa, które wymawiane było z tylnym „a" jest âne – osioł.

Na wielki finał zostawiłam sobie unikatowy akcent z Québecu – osobiście nie umiem naśladować Kanadyjczyków, dla Francuzów natomiast jest to nie lada gratka. Jednakże ktoś, kto zna francuski nawet na podstawowym poziomie i nie jest mu obca fonetyka, będzie miał naprawdę twardy orzech do zgryzienia, aby zrozumieć francuski z Kanady. Ten akcent jest bardzo specyficzny – nawet tłumacze przyznają, że dla niewprawionego ucha jest to naprawdę ciężkie zadanie. Oczywiście posłużę się tutaj filmem, żebyście mogli usłyszeć różnice w wymowie: na tym filmiku pani mówi z akcentem québecois  (są też angielskie napisy z tłumaczeniem) —>French vs. Quebecois
Ogólnie największe różnice fonetyczne polegają na przekształceniu głosek t i d na głoski ts i dz przed u,i ,ui – Cela veut dire (d przechodzi w wymowie w dz). Ponadto, inną kwestią jest wymowa t na końcu wyrazu, którego w standardowym francuskim nigdy się nie wymawia, i tak na przykład wyraz łóżko ‘le lit’ we Francji czytane jest jako ‘li’, natomiast w Québecu jako ‘le lit’, co może bardzo utrudniać odbiór języka.

I tutaj kolejny film o wymownym tytule „straszliwy akcent quebecois" – Canadian accent

 

Istnieje także odmiana języka francuskiego, który różni się od tego, jakim mówi się w Québecu. Język francuski akadiański jest używany w atlantyckich prowincjach Kanady – przede wszystkim w Nowym Brunszwiku, południu Nowej Szkocji, na Wyspach Księcia Edwarda i Wyspach Magdaleny. Język akadiański charakteryzuje się tym, że nie ma tam właściwego francuskiego „r". Słowa wymawiane są z takim samym dźwiękiem, jaki mamy w języku polskim. Ciąg w pisowni „re" zmienia się w wymowie w „er" – wyraz fredaine będzie więc czytany jako fɛrˈdɛn

Odmiana języka francuskiego z Québecu jest bardzo ciekawa i ubolewam nad faktem, że w Polsce nie jest w ogóle nauczana – podejrzewam, że trudno też znaleźć native’a, który by z nami poćwiczył ten akcent.

A co Wy myślicie na ten temat? Czy podoba Wam się akcent Kanadyjczyków? Czy uważacie, że warto się uczyć i warto znać różne odmiany jednego języka? Jestem ciekawa Waszych odczuć, więc śmiało komentujcie 😉

Już niebawem ukaże się kolejny artykuł, w którym dowiemy się, co znaczy kanadyjski „tabarnak”, kim są Metysi i jak wygląda język michif.

O „łatwości" języka hiszpańskiego

hiszpanskiO tym, jak na uczenie się danego języka może wpływać powszechne przekonanie o jego wysokiej trudności, pisała niedawno Karolina w swoim artykule „Czy język szwedzki jest trudny?" Ja tymczasem zajmę się problemem przeciwnym: jak obiegowe opinie na temat rzekomej łatwości danego języka (na przykładzie hiszpańskiego) przekładają się na efekty w jego nauce?

Oprócz wspomnianego artykułu Karoliny do podjęcia tematu zainspirował mnie tekst Karola „Najłatwiejszy język świata" i dyskusja pod nim oraz wątek z forum How-to-learn-any-language.com (w tym ostatnim rodzimy użytkownik języka hiszpańskiego pyta innych rodzimych użytkowników, czy nie przeszkadza im, że powszechnie uznaje się ich język za tak łatwy; odpisują mu także osoby, dla których hiszpański jest językiem obcym).

Internet (polski i światowy) pełen jest opinii twierdzących, że hiszpański to najłatwiejszy język do nauki. Jeśli im wierzyć, jest to język o banalnej do nauczenia wymowie, słownictwie, które się samo zapamiętuje i bardzo logicznej gramatyce, której reguły są wręcz intuicyjne. (Niemal na równi z hiszpańskim wśród najłatwiejszych języków świata wymienia się włoski, czasem też angielski. Włoskiego nie znam, choć przeczuwam tu wiele analogii z hiszpańskim; jeśli chodzi o angielski, to do pewnego stopnia się zgadzam). Poniżej przeanalizuję trzy grupy takich obiegowych opinii spotykanych na polskich forach oraz portalach i postaram się podważyć ich prawdziwość, posiłkując się konkretnymi przykładami.

1. WYMOWA

Wymowa hiszpańska jest bardzo prosta. Dla Polaka wręcz banalna. To opinia bardzo popularna. I kompletnie nieprawdziwa. Kryje się w niej sugestia, że różne głoski po polsku są wymawiane dokładnie tak jak po hiszpańsku. Oczywiście każdy uczący się hiszpańskiego szybko się orientuje, że z, c i s, w wariancie z północy Hiszpanii (uznanym u nas za wzorcowy) brzmią zupełnie inaczej niż nasze, polskie z, c i s. Większość osób „uznaje" też fakt, że v  to to samo, co b. Na tym jednak nie koniec różnic.

Ważną charakterystyką hiszpańskiej wymowy jest to, że spółgłoski takie jak b/v, d, g, wymawia się różnie w zależności od miejsca w wyrazie / wypowiedzi „na jednym wdechu" oraz głosek, które je otaczają; w dodatku takie n w odpowiednim towarzystwie brzmi praktycznie jak m. (Zasady hiszpańskiej wymowy, w sposób bardzo przystępny dla osób początkujących, wyjaśnia w swoich programach Catalina Moreno, o której pisałam w artykule o internetowych pomocach naukowych).

Jeśli dobrze się wsłuchacie w dowolnego rodzimego użytkownika języka hiszpańskiego, zauważycie, że inaczej niż polskie brzmią również samogłoski hiszpańskie i ich połączenia, takie jak ue. Słowa „no te muevas" (nie ruszaj się) wypowiedziane przez np. Meksykanina, będą brzmiały zupełnie inaczej niż w przypadku Polaka zaczynającego naukę hiszpańskiego.

Do tego wszystkiego dochodzą jeszcze różnice w dialektach hiszpańskiego. Nie zdziwcie się, jeśli usłyszycie, że ktoś „zjada" przedspółgłoskowe albo kończące wyraz s – to bardzo częste w Ameryce Łacińskiej, także w języku „oficjalnym". A taki Andaluzyjczyk z kolei – „zjada" o wiele więcej (polecam Wam posłuchać zespołu Chambao, najlepiej od razu z transkrypcją tekstu, jest tego sporo w internecie).

Oczywiście nie twierdzę, że hiszpańska wymowa jest super trudna i nie do nauczenia. Jest trudna dokładnie w takim samym stopniu jak wymowa angielska bądź niemiecka i opanowuje się ją jak każdą inną: słuchając jak najwięcej żywego języka i jak najwięcej mówiąc. Wówczas trudno nie być świadomym tego, jak bardzo różni się ona od wymowy polskiej i jak mało wspólnego z rzeczywistością mają opinie o jej rzekomej banalności.

2. SŁOWNICTWO

O słownictwie języka hiszpańskiego krąży plotka, że jest niesamowicie łatwe, samo wpada do głowy, a nawet – że nie znając konkretnego słowa, można je odgadnąć. A to wszystko przez podobieństwo hiszpańskiego do łaciny (a co za tym idzie, także do angielskiego). Popatrzcie na tę listę słów:
la industria
el volcán
frecuentemente
el cóndor
la estrategia
el carnaval
largo
la palmera
la anécdota
el ídolo
Nawet jeśli nie znacie / nie uczycie się hiszpańskiego i nie spotkaliście się z nimi wcześniej, bez problemu odgadniecie ich znaczenie. Problem zacznie się dopiero przy próbie ich powtórzenia. To jak był wulkan? El volcano? El vulcán? El vúlcano? A słowo „często"? Do dziś pamiętam moje niedowierzanie, kiedy zobaczyłam je, napisane przez osobę o teoretycznie zaawansowanej znajomości języka, jako „frequentamente". Mam szczerą nadzieję, że to był wynik roztargnienia…

Hiszpańskie słowa potrafią być naprawdę podstępne. Istnieje np. mnóstwo, mnóstwo par słów, które różnią się tylko jedną literą, a mają kompletnie odmienne znaczenia. Pelar – pelear (obierać – walczyć), la perra – la pera (suka – gruszka), pesar – pasar (ważyć – przechodzić, upływać, …). Istnieją słowa długie, w których łatwo pomylić samogłoski, tak jak wspomniane frecuentemente, pertenecer, permanecer, el amanecer.

Dodatkowo, całkiem dużo słów w języku hiszpańskim pochodzi z arabskiego. Kto odgadnie, że la almohada to poduszka, a la zanahoria to marchewka? Więcej na temat wpływu arabskiego na hiszpański możecie poczytać tu (artykuł po angielsku).

3. GRAMATYKA

Osoby, które głoszą tezę o nadzwyczajnej łatwości języka hiszpańskiego, o gramatyce wspominają jakoś tak niechętnie. Tym niemniej tu i ówdzie można zetknąć się z opinią, że gramatyka języka hiszpańskiego jest bardzo logiczna, a jej zasady stosuje się intuicyjnie. Wydaje mi się, że istotą każdego żywego języka jest pewna doza nielogiczności, choćby dlatego, że różne struktury języka ewoluują w różnym tempie – i być może w równym stopniu dlatego, że po prostu ludzie nie są i nigdy nie będą całkowicie logiczni.

Czy naprawdę takie oczywiste i logiczne jest to, że formy trybu rozkazującego z przeczeniem wyglądają zupełnie inaczej niż bez przeczenia? Albo że hipotezy na temat teraźniejszości formułuje się w czasie przyszłym? (To akurat, w formie szczątkowej, mamy też w języku polskim. Osoba pytana o to, która jest godzina, może odpowiedzieć: „Nie wiem, będzie jakaś trzecia"). Jeszcze ciekawiej jest z hipotezami na temat bliskiej przeszłości („dokąd to ona mogła pójść, że jej tak długo nie ma?"), które tworzy się… tadaaaam! w czasie przyszłym złożonym.

A jak będzie z tą intuicyjnością? Czy ktoś, nie znając wcześniej tej formy, wpadnie na to, że „właśnie urodziłam dziecko" to „acabo de tener un hijo"? (dosłownie: „kończę mieć dziecko"). A jak powiedzieć, że ktoś podszywa się pod cudzą tożsamość? „Se hace pasar por alguien" (dosłownie: „robi się przechodzić przez kogoś"). Oczywiście podobnych przykładów jest mnóstwo, już dziś mogłabym zapełnić ładnych parę stron tymi, które znam.

Wiele osób powtarza też formułkę, że istnieje tylko jedna trudność w hiszpańskiej gramatyce i jest nią tryb subjuntivo, abstrakcyjny dla Polaków. Owszem, często na okołojęzykowych forach internetowych można spotkać się z dylematami: condicional czy subjuntivo?,  indicativo czy subjuntivo? Skłamałabym, gdybym stwierdziła, że nie znam tego problemu z autopsji.  Nie widzę jednak powodów, dla których akurat te rozterki miałyby być częstsze albo trudniejsze niż np. zastanawianie się, który z czasów przeszłych wybrać, jaki rodzajnik (określony/nieokreślony/brak) wstawić czy też który z licznych synonimów rzeczownika będzie najbardziej adekwatny w danym kontekście.

Tu także mimo wszystko nie chcę demonizować. Bo z drugiej strony gramatyka hiszpańska ma całkiem sporo logiki i regularności. A odmiana czasowników przy pewnej wprawie staje się rzeczywiście intuicyjna. Tego, co niekoniecznie jest logiczne i intuicyjne, można się nauczyć – najlepiej przez jak najczęstszy kontakt z żywym językiem.

PO CO TEN ARTYKUŁ?

Na koniec spróbuję odpowiedzieć na postawione w pierwszym akapicie artykułu pytanie: w jaki sposób przekonanie o nadzwyczajnej łatwości języka hiszpańskiego może wpływać na jego naukę? Otóż wiele osób podzielających to przekonanie uczy się języka w sposób niedbały. Skoro wymowa jest tak banalnie prosta, to po co się przykładać do jej nauki? A gramatyka i słownictwo? Grunt, żeby móc się dogadać i być zrozumianym. Skoro Hiszpanie na wakacjach chwalą i się cieszą, że dobrze mówi – to znaczy, że mówi dobrze, nad niczym już nie musi pracować. W efekcie takiej „nauki" osoba przekonana o nadzwyczajnej łatwości hiszpańskiego i o własnej wysokiej znajomości tego języka, popełnia mnóstwo błędów najróżniejszego rodzaju (niewłaściwa ortografia, źle użyte rodzajniki, nieprawidłowa odmiana czasowników, mylenie czasów i trybów etc.). A do tego brzmi jak polski ksiądz na łacińskiej mszy (oczywiście dotyczy to obu płci).

UPDATE: Półtora roku po napisaniu tego tekstu, po kolejnych niezliczonych setkach godzin kontaktu z językiem, który poznaję coraz lepiej pod każdym względem, podtrzymuję wszystko to, co wyżej napisałam. Dziś oczywiście użyłabym innych przykładów, niektóre kwestie bym rozbudowała, na inne położyłabym większy nacisk (na jeszcze inne z kolei mniejszy), ale nadal twierdzę, że język hiszpański jest trudny. 🙂

 

 Zobacz także:
Czy Polak może (na)uczyć się hiszpańskiego meksykańskiego?
Meksykanie i ich język: prawdy, półprawdy, ćwierćprawdy i słówka-jokery
Jak słuchać, żeby usłyszeć
Angielski z kryminałem + wyznania językowej monogamistki
Co Polak może zaoferować światu? Wymiana nie tylko językowa