Mity i fakty o angielskiej mowie

faktymityangW ostatnim artykule (właśnie tu) pisałem o tym, jak korzystać z różnych zagadnień angielskiej gramatyki i nie zgubić się w ich labiryncie. W dalszym ciągu mam jednak wrażenie, że mowa ta mimo swojej popularności pozostaje w sferze mitycznego stworu, o którym niewiele wiadomo. Dlatego też spróbuję dostarczyć odpowiedzi na kilka zasłyszanych ogólnie mitów.

Angielski jest używany globalnie: zdecydowanie tak.

O języku tym mówi się, że jest mową współczesnego świata. Ma on ogromny wpływ na inne języki, jak i również na sposób formowania się różnych trendów. Jest też jednym z elementów, które czynią nas społeczeństwem globalnym. Ale z czego to tak naprawdę wynika? Otóż wpływ mają zarówno względy historyczne, jak i demograficzne. Ilość kolonii brytyjskich wywarła ogromny wpływ na kształtowanie się współczesnego świata. To właśnie Brytyjczycy mieli swoje kolonie w Ameryce, Afryce, południowej Azji, Australii, a nawet Oceanii. Kolonizatorzy przynieśli wraz ze sobą język, który w wielu miejscach wyparł mowy lokalne, albo stał się dla nich pomocniczym (oczywiście w wyniku różnych działań). W konsekwencji liczba osób mówiących w tymże języku rosła, dzięki czemu angielszczyzna stała się mową dominującą na kilku kontynentach. Obecnie na świecie jest około 527 milionów osób władających angielskim. Jedynie chiński wyprzedza brytyjską mowę pod względem liczby ludności mówiącej w danym języku, mimo to angielski zdecydowanie miażdży wszelkich przeciwników swoim rozpowszechnieniem. O jakich liczbach mówimy? Wystarczy zdać sobie sprawę z tego, że w tym języku oficjalnie mówi się na czterech z siedmiu kontynentów Ziemi. Angielski ma niesamowity wpływ na wiele dziedzin życia: demografię, ekonomię, edukację, inne języki, naukę, modę, a nawet politykę.

Do języka polskiego przyjmuje się zbyt wiele angielskich słów i wyrażeń: nie do końca.

Powszechnie panuje przekonanie, że jest to zjawisko negatywne, lecz nie da się tego tak jednoznacznie sprowadzić do kategorii „zły” lub „dobry”. Wynika to z faktu, iż każdy język tworzy swój zasób słownictwa nie tylko samodzielnie, lecz także poprzez zapożyczenia. Jest to jeden z wielu procesów, który zachodzi nieustannie w każdym żywym języku. Jest on niezbędny, by słownictwo było aktualne. W ten sposób z języka angielskiego do polszczyzny zapożycza się najczęściej słownictwo techniczne, naukowe czy slangowe. Wynika to z tego, iż niektóre rzeczy ciężko nazwać na nowo w innym kodzie językowym. Takie słowa to np. weekend, komputer, menadżer. Istnieją w języku polskim, ponieważ nie znaleziono dla nich żadnego lepszego zastępstwa. Zupełnie przeciwnym, i negatywnym, zjawiskiem jest używanie słów obcych, jeśli dostępne są rodzime nazwy. Z tego powodu mówienie, na przykład, randomowo w znaczeniu przypadkowo jest niepoprawne. Inną sprawą jest fakt, iż niemożliwym jest, by językoznawcy włączali do użycia wszystkie słowa obcego pochodzenia w momencie ich pojawienia się. Jest to długotrwały i skomplikowany proces, dlatego wymaga on sporego wyczucia językowego. Niemniej jednak trzeba pamiętać, że gdyby nie zapożyczenia, to mnóstwa przedmiotów lub zjawisk nie moglibyśmy nazwać. Istnieje również wiele słów, które brzmią polsko, ale takie nie są. Należy pamiętać, że zanim brytyjski zyskał swoją popularność, tworzył swój trzon głównie poprzez zapożyczenia z innych języków, a po wielu latach sytuacja odwróciła się. Językoznawcy na całym świecie dbają o czystość języka, dosłownie trzymają rękę na pulsie, dlatego nie mamy się czego obawiać.

Angielska gramatyka jest bardzo prosta: nie do końca.

Prawdą jest, iż gramatyka tego języka przynajmniej w początkowej fazie nauki nie jest zbytnio skomplikowana. Następstwem tego jest skrócony czas automatyzacji, a w efekcie szybsze nabycie umiejętności komunikacji w tym języku mimo mniejszej ilości godzin spędzonych na nauce w porównaniu do innych języków. O ile dzięki temu łatwiej jest przyswoić nawet sporą ilość materiału, a tym samym być w stanie szybko nauczyć się mówić, pisać i czytać w tym języku, o tyle przy wyższych poziomach zaawansowania zaczynają pojawiać się znaczące problemy i często małe kruczki, które znacząco utrudniają posługiwanie się angielszczyzną. Język ten sprawia również nierzadko problemy podczas tłumaczenia: z powodu jego specyficznej budowy trudno jest przełożyć zdanie z polskiego na angielski, nie zubażając go, albo z angielskiego na polski nie dodając mu niezamierzonego kolorytu. Czy warto więc uczyć się angielskiego i męczyć się z jego zawiłymi zakątkami? Biorąc pod uwagę względy praktyczne z pewnością jest to niemal koniecznie w obecnych realiach. Można jednak z języka korzystać umiejętnie, nie zgłębiając doszczętnie jego tajników, a w dalszym ciągu być w stanie komunikować się z innymi – pisałem już kiedyś o tym tutaj.

Po angielsku nic się nie odmienia i dlatego jest prosty: nieprawda.

Język angielski należy do specyficznej grupy języków izolujących. W angielszczyźnie deklinacja uległa znacznej degradacji, podobnie jak w językach północnogermańskich. Nie oznacza to jednak, że zanikła całkowicie, dlatego nie można mówić, że „po angielsku nic się nie odmienia”. Otóż odmienia się i to całkiem sporo. W języku tym występuje normalna koniugacja. Czasowniki odmieniane są przez tryby, strony, aspekty, czasy, liczby i osoby. Fakt, iż formy czasowników zazwyczaj są jednakowe dla wszystkich osób, wynika jedynie z budowy tego języka. Nie można powiedzieć, że do czasowników angielskich nie dodaje się końcówek, ponieważ brak końcówki… również jest końcówką. W czasie Present Simple należy dodać końcówkę -s w 3. os. l. poj.; podobnie w większości czasów przeszłych wymagana jest końcówka -ed, by stworzyć imiesłów. Również rzeczowniki deklinują się, istnieją dwa przypadki: mianownik oraz dopełniacz. Odmianie przez przypadki podlegają również zaimki, które deklinują się przez trzy przypadki. Choć większość wyrazów nie podlega wymianie, co wynika z pozycyjności tego języka, to nie należy lekceważyć jego możliwości, gdyż cecha ta na bardziej zaawansowanych poziomach może nastręczać problemy.

Język ten ma trudną wymowę: nie do końca.

Na koncie Twitter Woofli jakiś czas temu pojawiło się pytanie odnośnie elementu angielskiego, który sprawia uczącym się najwięcej kłopotów. W ankiecie zdecydowaną większość głosów uzyskała fonetyka i wymowa. Myślę, że wynika to z różnorodności i rozprzestrzeniania tego języka. Angielski używany w Stanach Zjednoczonych brzmi zupełnie inaczej niż ten sam język używany w Australii. Uważam jednak, że jest to problem, któremu można zaradzić po pierwsze przez zgłębienie fonetyki, a po drugie przez korzystanie z szeroko dostępnych słowników, które obecnie oferują również zapis fonetyczny oraz pliki z wymową danego słowa. Fonetyki, tak jak gramatyki i słownictwa, nie należy zaniedbywać, ponieważ nauczenie się poprawnej wymowy jest gwarantem późniejszej bezproblemowej komunikacji, przynajmniej ze strony nadawcy. W porównaniu z innymi językami, fonetycznie angielski nie nastręcza wielu trudności. Języki takie jak niemiecki (nagromadzenie głosek twardych), polski (nagromadzenie głosek „szeleszczących”, bardziej rozbudowany akcent) albo rosyjski (nagromadzenie głosek miękkich oraz bardzo zróżnicowany akcent) mogą być pod tym względem trudniejsze.

W wielu krajach angielski jest językiem urzędowym, ale nie głównym używanym na danym terenie: prawda.

Jak napisałem na początku artykułu, ze względów historycznych, ale i również praktycznych, w wielu państwach świata przyjęto angielski jako język oficjalny. Mimo tego w państwach tych mieszkańcy na co dzień posługują się inną mową. Co w takim razie oznacza status języka urzędowego? W dużym stopniu zależy on od interpretacji prawnej danego państwa, ale ogólnie przyjmuje się, że język urzędowy może być pomocny, gdy jakieś sprawy wymagają komunikacji z urzędami jakiegoś kraju. Oczywiście istnieją państwa, które nie posiadają języka urzędowego wcale, mimo to funkcjonują one normalnie. W Polsce istnieje jeden język urzędowy, polski, dlatego w naszych urzędach (jak i również w polskich placówkach za granicą) wszelkie sprawy można załatwiać w tymże języku. Istnieją państwa, które mają więcej języków urzędowych, np. Finlandia, w której poza językiem fińskim można porozumiewać się po szwedzku. W konsekwencji szwedzki jest obowiązkowym przedmiotem w fińskich szkołach, a wszyscy fińscy urzędnicy państwowi muszą umieć mówić po szwedzku. Istnieją też państwa, w których dany język uzyskał jedynie status de facto. Paradoksalnie ani Stany Zjednoczone, ani Wielka Brytania, ani Australia nie uznają angielskiego za język urzędowy, uzyskał on tam jedynie wspomniany wcześniej status. Istnieje więcej takich państw, np. Szwecja, która również nie uznaje żadnego języka de iure. 

Podsumowanie

Język Królowej Elżbiety ma wiele postaci, rozprzestrzenił się w niezwykle krótkim czasie, dlatego cały glob jest przejęty wszystkim, co jego dotyczy. Stał się językiem urzędów, instytucji międzynarodowych, rodzin, szkół i zwykłych ludzi. Z tego powodu na jego temat wyrasta wiele mitów, które mam nadzieję, że rozwiałem.

10 komentarze na temat “Mity i fakty o angielskiej mowie

  1. Kilka pytań do jednego zdania:
    >>>Języki takie jak niemiecki (nagromadzenie głosek twardych)
    — Co to są "głoski twarde", zwłaszcza w j. niemieckim?

    >>>polski (nagromadzenie głosek „szeleszczących”, bardziej rozbudowany akcent)
    — Na czym polega ten "rozbudowany akcent" w j. polskim? Oraz "bardziej" w porównaniu z którym językiem? Angielskim?

    >>>albo rosyjski (nagromadzenie głosek miękkich oraz bardzo zróżnicowany akcent) mogą być pod tym względem trudniejsze.
    — Co słowo w tym zdaniu to kłopot. O ile można się domyślić, że "głoski miękkie" w rosyjskim to spółgłoski splatalizowane, o tyle czym są "głoski twarde" w niemieckim, to zagadka. "Bardzo zróżnicowany akcent" w rosyjskim, to też stwierdzenie zagadkowe. W rosyjskim, wiadomo, akcent pada na różne sylaby w wyrazie i to bez ogólnej reguły czyli akcent jest cechą dystynktywną podobnie jak fonemy. Ale czy sam akcent jest "zróżnicowany"? Na pierwszy rzut ucha wydaje się w każdym wyrazie tak samo realizowany, jako ekspiratoryczny — ale podobno niektórzy w rosyjskich słowach słyszą różne tony.
    Co do j. angielskiego: zdaje się, że zarówno akcent w angielskim jest realizowany inaczej niż w j. polskim, jak i system samogłosek jest całkowicie różny niż w polskim (chyba żadne w obu językach nie są takie same!), do tego ang. spółgłoski zwarte są przydechowe lub nie-, czego w polskim nie ma i polskie ucho nie słyszy.
    Sumując: angielska fonetyka jest skrajnie odmienna od polskiej. (Jak arabska… tybetańska…?)

    1. Na wstępie komentarza parę słów nt. całego artykułu – owszem, artykuł jest niedopracowany, teraz zauważam jak nieprecyzyjne są określenia użyte w wielu miejscach w tekście. Chciałem jednak uniknąć nagromadzenia słownictwa fachowego, co zachęciłoby do przeczytania innych czytelników, którzy niekoniecznie zapoznani są z fonologią na takim poziomie jak ty – myślę że to oczywiste.

      Co do pytań:
      – niemiecki:
      Określenie, owszem, nie jest superprecyzyjne, ALE już w podstawówce (i w gimnazjum ponownie) dzieci uczy się podziału na głoski twarde i miękkie (później dźwięczne i bezdźwięczne). Głoski twarde, wymienię tylko kilka, to: p, b, f, w, s, z, c, t, d, r, n.
      O ich częstotliwości można poczytać np. tutaj: https://de.wikipedia.org/wiki/Buchstabenhäufigkeit (zamieszczono tam nawet tabelkę z porównaniem do języka polskiego). Problemem jest fakt, iż zastosowałem podział polskich głosek, mówiąc o niemiecki – widzę to, naprawię w najbliższym czasie :).

      – polski:
      Mój błąd, nieprecyzyjność, oddaję honor.

      – rosyjski:
      Niekoniecznie trzeba się domyślać, bowiem podział wyróżnia zarówno głoski twarde jak i miękkie ;).
      Co do "zróżnicowania", akcent jest znacząco inny niż w j. polskim czy angielskim, dodatkowo, jak sam napisałeś, to jego cecha dystynktywna – akcent pada w sposób nieregularny. Użyte słowo miało na celu wskazanie bogactwa języka, nie idiotyzmu autora ;).
      Przy okazji, wyrażenie "na pierwszy rzut ucha" jest niepoprawne. Jest to związek frazeologiczny, a jego pełna forma brzmi "na pierwszy rzut oka".
      Jest odmienna, ale określenie to wymaga doprecyzowania, tak?

      Widzę błędy, dziękuję za zwrócenie uwagi – pragnę zwrócić uwagę na fakt, iż nie jestem wykształconym językoznawcą, ale doceniam wszelkie uwagi i troskę o merytoryczną stronę artykułu – obiecuję informacje te poprawić.

  2. Bardzo ciekawy artykuł 🙂 Nie do końca jednak zgadzam się z tym, że niektóre zapożyczenia z języka angielskiego wynikają jedynie z tego, że "nie dało się znaleźć polskiego odpowiednika". Zależy to od "polityki językowej", przyjętej w danym kraju;
    Z podanych przez Ciebie przykładów – słowo "weekend":
    po rosyjsku – "выходные" (dosłownie: "dni wolne")
    po węgiersku – "hétvége" ("koniec tygodnia)
    po grecku – "σαββατοκύριακο" ("sobota-niedziela").

    Komputer:
    po węgiersku – számítógép ("maszyna licząca")
    po grecku – "ηλεκτρονικός υπολογιστής" ("kalkulator elektroniczny" – elektroniczy często się opuszcza i zostaje tylko "kalkulator") 🙂
    Natomiast w języku terminologia "komputerowa" jest prawie całkowicie zdominowana przez bezpośrednie zapożyczenia z angielskiego. Na przykład "plik" to "файл", "przeglądarka" to "браузер", "drukarka" to "принтер" i tak dalej 🙂

    Wszystko zwodzi się do tego, że niektóre języki są purystyczne, a niektóre bardziej otwarte na zapożyczenia. Przy odrobinie chęci da się wymyślić odpowiedniki dla każdego słowa, tylko czy warto? Moim zdaniem nie ma niczego złego w używaniu angielskich zapożyczeń, jeśli polski odpowiednik nigdy nie istniał. Ale zgadzam się, że używanie angielskich słów na siłę tam, gdzie można zastąpić je polskimi, jest niepoprawne i zubaża nasz język.

    1. W przypadku terminologii komputerowej trzeba wziąć pod uwagę fakt, iż przy obecnym tempie powstawania nowych angielskich neologizmów tworzenie ich odpowiedników w innych językach jest wysoce utrudnione. Nawet gdyby jakimś cudem udałoby się na bieżąco tworzyć rodzime słowa, to musiałoby upłynąć sporo czasu nim weszłyby one do powszechnego użytku, co w praktyce mijałoby się z celem. Co więcej, to użytkownicy danego języka decydują, czy coś się przyjmie. Jeśli wolą oni tworzyć kalki i używać bezpośrednich zapożyczeń, to trzeba to zaakceptować. Najważniejsze jest bowiem to, aby doszło do skutecznej komunikacji, reszta nie jest aż tak istotna.

    2. W niewychodzącym już czasopiśmie "Komputer" był dział "Terminator Terminologiczny", w którym rozpatrywano problemy związane z terminologią komputerową. W jednym z numerów zaprezentowano prześmiewczy list dwóch czytelników, w którym proponowali oni polskie odpowiedniki dla angielskich terminów, a były to:

      joystick — drążkowy wpływacz na położenie celu;
      mouse — przyłączny przesuwacz stołokulotoczny;
      cursor — migawka pozycjowskaźna;
      plotter — pisakobarw różnofigurowy;
      floppy disc — giętki plaskokrążek informacjonośny;
      compact disc — płaskokrążek lustronumeryczny;
      light pen — impulsoznacznik ekranoświetlny;
      microdrive — pętlotaśm małokasetkowy;
      hard disc — sztywnopłytowy płaskokrążek informacjonośny.

      Znalazłem całość artykułu tutaj:
      https://www.grush.one.pl/?issue=komputer.7.87&article=tt

      1. No właśnie, a ja z tych ciekawie utworzonych słów zrobił bym akronimy i było by OK

        joystick — drążkowy wpływacz na położenie celu;

        czyli DWN, np.: "Użyj dyyywiiiiena i zestrzel samolot

        mouse — przyłączny przesuwacz stołokulotoczny;

        czyli PPS. Super! Czy twój "pe pe es" jest bezprzewodowy?
        cursor — migawka pozycjowskaźna;

        Czyli MP – Empka ci miga na ekranie za szbko. Zmień ustawienia.

        plotter — pisakobarw różnofigurowy;

        PR. (Super!) Nie mam "pijara" w domu, mam zwykłą atramentówkę.

        floppy disc — giętki plaskokrążek informacjonośny;

        GP – dżipek mi się znowu zablokował. Ach te dżipki! Kiedy ktoś wymyśli jakieś Pendrivy, czyli po polsku PD, a więc "pidiry"

        itd.

        Dal chcącego, nic trudnego. Można tworzyć polskie formy, chociażby z pierwszych liter.

        compact disc — płaskokrążek lustronumeryczny;
        light pen — impulsoznacznik ekranoświetlny;
        microdrive — pętlotaśm małokasetkowy;
        hard disc — sztywnopłytowy płaskokrążek informacjonośny.

    3. Dziękuję Ci, Kseniu. Trzeba jednak powiedzieć, że artykuł jest napisany niestarannie – taka prawda.

      Tak naprawdę czynników, które mają wpływ na to, co i w jakiej formie przyjmuje się oficjalnie do języka, jest całe gros. Od względów historycznych, przez polityczne a nawet pragmatyczne.

      Podoba mi się zdanie, którego użyłaś jako pierwszego w podsumowaniu, mianowicie: "(…) niektóre języki są purystyczne" – zgadzam się z Tobą.
      Używanie obcych określeń bez potrzeby jest po prostu… niepotrzebne, zbędne itd. Da się tego uniknąć, wystarczy jedynie nieco zręczności pióra, nie uważasz? 🙂

  3. " O jakich liczbach mówimy? Wystarczy zdać sobie sprawę z tego, że w tym języku oficjalnie mówi się na czterech z siedmiu kontynentów Ziemi."

    Nie bardzo rozumiem po co przywoływać kontynenty (w dodatku razem z Antarktydą), skoro nie mają one oficjalnych języków. Ale jeśli już, to skąd się bierze to "cztery z siedmiu"? Angielski jest oficjalnym (de iure lub de facto) językiem co najmniej (bo kilku kolejnym przypadkom -jak Bangladesz czy Brunei- należałoby się przyjrzeć dokładniej) 58 państw leżących na *wszystkich* kontynentach (wliczając Antarktydę jeśli uznamy brytyjskie i australijskie roszczenia do -odpowiednio- Brytyjskiego i Australijskiego Terytorium Antarktycznego).

    To pierwszy z brzegu przykład, w tekście aż roi się od dużo poważniejszych kiksów – patrz np. uwagi p. W. Jóźwiaka do zdania o fonetyce.

    1. Użycie nazw kontynentów to zabieg który miał na celu zobrazowanie poziomu rozpowszechnienia angielszczyzny. Masz rację, że same kontynenty nie mają języków oficjalnych, brzmi to idiotycznie, dziękuję za zwrócenie uwagi. Nie wymieniałem wszystkich państw, ponieważ chciałem tego uniknąć, moim celem było wymienienie paru największych skupisk mówiących w tym języku, czym jednak nieco umniejszyłem rolę innych państw w tej kwestii.

      Dziękuję Ci za zwrócenie uwagi, tekst ma poważne błędy, które skoryguję i wtedy, jeśli zechcesz, zaproszę do ponownego przeczytania :).

  4. Co do wymowy w języku angielski, to wiele błędów wśród Polaków bierze się z braku wiedzy o długich samogłoskach – ich obecność wymusza pominięcie głoski "r" w wymowie wielu wyrazów.
    Sam dowiedziałem się o tym kilka miesięcy temu od kolegi, który studiuje filologię norweską.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Teraz masz możliwość komentowania za pomocą swojego profilu na Facebooku.
ZALOGUJ SIĘ