Dlaczego nauka szwedzkiego jest teraz łatwiejsza niż kiedykolwiek? (Część I)

nauka_szwedzkiegoW celu sformułowania wyczerpującej odpowiedzi na pytanie zawarte w tytule dzisiejszego wpisu, przedstawię w nim kilka pomysłów na samodzielne zebranie materiałów do nauki języka szwedzkiego, bądź też dowodów na to, że jest to przysłowiowa bułka z masłem. Co więcej, jedynym źródłem wyżej wymienionych będą darmowe zasoby sieci, których bogactwa nie zawsze jesteśmy świadomi. Choć moje doświadczenie nie wykracza poza styczność z ojczystą mową członków ABBY, jestem pewna, że analogiczne rozwiązania przydadzą się także wytrwałym odkrywcom innych języków, zwłaszcza skandynawskich.

1. Szwedzka polityka imigracyjna

A więc szeroko ostatnimi czasy komentowana kwestia stosunku państw skandynawskich do imigrantów, najczęściej reprezentantów odmiennych kultur, ras i religii. Teoretyczna asymilacja przybyszów osiągana ma być głównie poprzez zapoznanie ich ze szwedzką kulturą i językiem, co pociąga za sobą zaangażowanie różnorakich instytucji. Niezależnie od wyznawanego poglądu na ten stan rzeczy, warto korzystać z dostępności materiałów edukacyjnych, chociażby tych dostarczanych niepostrzeżenie przez szwedzkie media, nawet jeśli robimy to z poziomu zafascynowanego Skandynawią obywatela Polski.

Ułatwią nam to chociażby:

1.1 Zjawisko lättläst svenska

Lättläst svenska, co dosłownie przetłumaczyć można jako ”szwedzki lekki do czytania”, to nic innego jak uproszczona wersja językowa artykułów i/lub audycji radiowych oraz telewizyjnych, adresowanych do osób posługujących się svenską w stopniu bardzo podstawowym. Przywodzi na myśl ”Simple English” z Wikipedii, z tym że na nieco szerszą skalę i pod kątem nieco innych zastosowań, bowiem ma za zadanie pomóc ”świeżo przechrzczonym” Szwedom odnaleźć się w realiach obcego kraju i zapewnić im dostęp do informacji, nowinek politycznych, kulturalnych i sportowych.

Lättläst svenska dla osób uczących się szwedzkiego hobbystycznie jest wspaniałym, pierwszym krokiem ku samodzielnemu czytaniu, bez odczuwania presji natychmiastowej znajomości słownictwa fachowego, hermetycznego, slangowego etc. Ze swojej strony mogę polecić dwie śledzone przeze mnie witryny informacyjne :

8 SIDOR (dosł. ”Osiem stron”) Nyheter, wydawana także w wersji papierowej, ale z rozbudowanym, bezpłatnym serwisem internetowym (www.8sidor.se). Na stronie wbudowano także wtyczkę syntezatora mowy, dzięki czemu możemy usłyszeć czytany tekst.

Klartext Nyheter – cykliczna audycja o charakterze informacyjnym, nadawana w paśmie programu 4. szwedzkiego radia. Jest to uproszczona wersja serwisu informacyjnego, którego możemy posłuchać za pomocą internetowego odtwarzacza (http://sverigesradio.se/sida/default.aspx?programid=493). Czeka na nas także szeroki wybór najświeższych wieści z całego świata w formie tekstowej. Klartext prowadzi także swój fanpage na facebooku, gdzie najłatwiej o regularne notyfikacje.

Zjawisko uproszczonych językowo serwisów internetowych istnieje także poza Szwecją. Serwis 8sidor.se w jednej z zakładek wskazuje na podobnego typu wydawnictwa norweskie, duńskie, francuskie czy włoskie. Pozwolę sobie przekopiować je poniżej:

http://www.klartale.no/ (Norwegia)

http://www.dr.dk/Nyheder/Ligetil/ (Dania)

http://papunet.net/ (Finlandia)

http://www.dueparole.it/default_.asp (Włochy)

http://www.jde.fr/ (Francja)

[źródło: http://8sidor.se/start/om-8-sidor]

1.2 Internetowe wersje kursów SFI (Svenska För Invandrare)

Mianem SFI (Svenska För Invandrare – Język szwedzki dla imigrantów) określa się zbiór wielu kursów adresowanych do cudzoziemców zasiedlających państwo szwedzkie. Każdemu z przyjezdnych przysługuje odpowiednie przygotowanie językowe, opłacane przez lokalne władze regionu, w jakim przyszło osiąść danej osobie czy rodzinie.

SAFIR – ”Svenska och arbetsliv för invandrare” to przykład kursu dostępnego nieodpłatnie z poziomu przeglądarki. Zawiera bogaty wybór obszarów tematycznych, zarówno z zakresu języka codziennego, jak i specjalistycznego, potrzebnego w konkretnych branżach. Zawiera ćwiczenia interaktywne i fonetyczne, które zadowolą nawet najbardziej wymagającego ucznia. Dostępny pod linkiem: http://sfi.halmstad.se/

1.3 Sprzyjająca telewizja

Zarówno publiczne jak i prywatne stacje telewizyjne w Polsce zaczęły udostępniać internautom za darmo w całości treść swoich audycji. Choć stało się to stosunkowo niedawno, raczej nikogo już nie powinien fascynować fakt, iż media zachodnie i skandynawskie czynią podobnie. Różnica polega na tym, że w państwach północy standardem jest także umieszczanie pod znakomitą większością programów, seriali i serwisów informacyjnych (w tym głównego wydania ichniego „dziennika wieczornego”) napisów po… szwedzku. Takie rozwiązanie bardzo przyda się tym pasjonatom nauki szwedzkiego, którzy nie czują się zbyt pewnie jeśli chodzi o umiejętność rozumienia ze słuchu.

CDN.

II część

23 komentarze na temat “Dlaczego nauka szwedzkiego jest teraz łatwiejsza niż kiedykolwiek? (Część I)

  1. Bardzo ciekawy artykuł.
    Przyznam tak po cichu, że ten szwedzki chodzi za mną od jakiegoś czasu (konkretnie: odkąd poznałam książki Majgull Axelsson 🙂 ) i mam w planach naukę – ale dopiero za jakiś czas, jak już porządnie nauczę się hiszpańskiego i zrobię coś z moim angielskim, żeby całe życie nie stać w wiecznym rozkroku między poziomem średniozaawansowanym i zaawansowanym.

    Internet daje naprawdę ogromne możliwości, jeśli chodzi o naukę języków. Zapytam tak z czystej ciekawości: ucząc się, bazujesz wyłącznie na źródłach internetowych czy korzystasz też z jakichś podręczników? A jeśli wyłącznie źródła internetowe, to mam drugie pytanie: w jaki sposób organizujesz sobie naukę? (tzn. jak ustalasz kolejność, w jakiej przyswajasz różne zagadnienia?) Czy Twoje metody nauki zmieniały się w miarę poznawania języka?

    1. Korzystam z podręczników, poznanych oczywiście po piracku w sieci, ale staram się zdobywać oryginały. Skandynawiści, których znam, także doradzili mi nabycie pewnych pozycji, poratowali kserokopiami. Zamierzam napisać recenzję kilku książek, z których korzystam. Podręczniki do szwedzkiego różnią się między sobą w sposób znaczny, zwłaszcza wydania rodzime (szwedzkie) i polskie (choć i na naszym rynku istnieje jedna perełka).
      Na początkowym etapie była to wyłącznie sieć, a kolejność zagadnień była narzucana albo przez samą internetową witrynę, albo przez moje własne doświadczenie z nauką szkolną – tj. mniej więcej orientowałam się w topografii gramatycznej i językoznawczej, programach nauczania i starałam się samodzielnie adaptować je w warunkach domowych. O tym też pewnie nieraz napiszę.
      Metody nie zmieniały się, raczej dostosowałam każdą z nich do zagadnienia/nastroju/ilości wolnego czasu czy miejsca, w którym się wówczas znalazłam. 🙂

  2. Ciekawy artykuł. Też kiedyś przeszła mi przez myśl nauka szwedzkiego, choć zdecydowanie wolałbym fiński (zwyczajnie dlatego, że nie należy do naszej rodziny). Znam za to zarówno pojedyncze osoby uczące się szwedzkiego (nigdy nie pytałem, co właściwie zmotywowało je do nauki tego języka – a Ciebie?), jak Polaków, którzy do Szwecji się przenieśli (ale Szwedzi chyba dobrze mówią po angielsku – ?).

    Jeśli chodzi o tezę przewodnią artykułu, ciężko się nie zgodzić, że taka językowa polityka asymilacyjna w Szwecji jest pomocna w nauce języka szwedzkiego (mimo, że ja osobiście z całego serca nie cierpię uproszczonych materiałów do jakiegokolwiek języka), oczywiście na poziomie podstawowym.

    1. Cześć, cieszę się, że przeczytałeś z zainteresowaniem.
      Nie wiem dlaczego, ale często na wiadomość o moim poznawaniu szwedzkiego ludzie reagują odpowiedzią traktującą o fińskim (właśnie typu „ja wolę fiński"; „większe propsy miałabyś za fiński"; „szkoda, że nie fiński, ale i tak spoko" – nie mam pojęcia, z czego to wynika, bowiem Finlandia nie jest częścią Skandynawii (jest państwem nordyckim, a to trochę co innego), ani fiński nie jest językiem skandynawskim. Nie twierdzę, że tego nie wiesz, ale zabawna jest ta zależność. 🙂
      Szwedzki staje się bardzo modny, więc jestem niemal pewna, że spotkasz jeszcze wiele osób podobnych do mnie. Moja motywacja nie jest szczególna ani oczywista, przedstawię ją w osobnym artykule, ale pewnie rozczaruje wielu. W telegraficznym skrócie powiem, że z kultury skandynawskiej najbardziej zauroczyła mnie (już w dzieciństwie) tamtejsza literatura/sztuka dziecięca. Gdy byłam mała, moja mama pracowała jako scenograf i kostiumograf przy wielu inscenizacjach książek Astrid Lindgren. Ten klimat towarzyszył mi zawsze i odżył we mnie, kiedy zaczęłam liceum. W połączeniu z ogólnym zamiłowaniem i predyspozycjami językowymi, zakończył się właśnie tak.
      Tak, również słyszałam o tym, że Szwedzi rzeczywiście znają angielski. Obserwować mogę to niestety (póki co) tylko w sieci. Myślę, że chodzi tu o przynależność do jednej rodziny języków germańskich w połączeniu z systemem edukacyjnym.
      Tak, naturalnie mówię tu tylko o samych początkach naukowej przygody. A powszechnie wiadomo, że zacząć jest często najtrudniej. 🙂

      1. Choć bardzo bym chciał, nie wiem jak odpowiedzieć na Twoją uwagę w kwestii fińskiego. Po prostu tak się kojarzy. To są języki z północy Europy i tyle. Dobrze też wiem, że nie są spokrewnione (napisałem powyżej, że są z różnych rodzin), ale te państwa ze sobą sąsiadują i na mapie Szwecja, Norwegia i Finlandia leżą jakby razem. Stąd gdy mowa o Szwecji, ludziom nasuwa się też na myśl Finlandia. To może nie być najmądrzejsza odpowiedź… :-/

      2. Dlatego napisałam, że nie podważam Twoich kompetencji. : ) Rzeczywiście, to taki ludzki „skrót myślowy", podejrzewam (a czasem i zwykła ignorancja). Na szczęście nikt od tego nie umrze. 🙂

      3. A czy ludziom spoza Europy Polska nie kojarzy się z Niemcami? Polska leży chyba gdzieś w Europie, ze szkoły pamiętają, że Niemcy na Polskę chyba kiedyś najechały, więc państwa mają coś do siebie… Jak komuś powiesz, że w Polsce mówi się po niemiecku, to niezawodnie Ci uwierzy!!! Prostsi ludzie zaś nigdy o Polsce nie słyszeli – czy to gdzieś w Brazylii?

        A czy Ty Karolina bez patrzenia na mapę odpowiesz mi na pytanie, z czym od południa graniczy Nikaragua? Pytam tylko o granicę lądową, mimo, że przez polityczne afery niedawno tak dużo słychać było o granicy morskiej… Ty może faktycznie odpowiesz jako osoba o specyficznych zainteresowaniach, ale jeśli mimo to bez zerkania na mapę nie masz pewności, z czym od południa graniczy Nikaragua i w tej chwili wyciągasz mapę, nie nazwę Cię ignorantką. Bardzo, bardzo ciężko znaleźć Polaka, który odpowie na to pytanie… Nie znajdę go łatwo nawet wśród Polaków, których uznaję za dość światłych, czy dobrze wykształconych, lub lubiących języki obce (poza hiszpańskim naturalnie).

        Nikaragua się na świecie bardzo nie liczy (a jest większa, niż Polacy sobie wyobrażają), podobnie jak nie liczy się jakaś tam Polska, czy jakaś tam Finlandia. Ignorancją nie jest nie wiedzieć, gdzie leży ta Finlandia, Nikaragua, czy Polska. Prawdziwą ignorancją jest wierzyć, że wszyscy to powinni wiedzieć.

        To tak nieco przewrotnie odpowiadając ;-). Innymi słowy, możesz czuć się pocieszona, jeśli w rozmowie o Szwecji na myśl przychodzi Finlandia, nie Szwajcaria. W pewnej kolumbijskiej komedii („Mi gente linda, mi gente bella") Szwed jedzie do Kolumbii, a tam witają go wszystkim wystrojonym po szwajcarsku.

      4. To już zaczątek do większej dyskusji pt. kto co powinien wiedzieć, biorąc pod uwagę takie kryteria jak przynależność państwowa, stopień wykształcenia czy miliony innych czynników. Nieostrość granic pojęcia ignorancja udowodniłeś już powyżej. Ja natomiast uważam, że osoba podejmująca ze mną temat języka szwedzkiego, uparcie stawiająca język fiński za punkt jakiegokolwiek odniesienia, powinna wziąć ogromną poprawkę na swoje braki wiedzy w tym konkretnym temacie – jeśli takowe posiada i uważa, że fiński i szwedzki mają dużo wspólnego. 😉 I wyłącznie o to mi chodzi. Wolałabym oszczędzić takiej osobie szoku, jakiego dozna idąc na kurs fińskiego, niepodobnego do języków germańskich, które dotychczas poznawała w szkole.

      5. Tak, to może być zabawne, jak taki człowiek wybierze się na kurs języka fińskiego, licząc, że będzie podobny do germańskich. I tu rzeczywiście mocny punkt dla Ciebie, bo jak się o czymś dyskutuje, to wypada mieć podstawowe pojęcie na ten temat…

        Stąd zbiłaś mnie nieco uwagą, że wspomniany przeze mnie fiński nie ma związku ze szwedzkim, o którym mowa w Twoim artykule. Wiedziałem o tym i od razu to napisałem, a mimo to, z jakichś powodów pierwsze co, to nasunęła mi się Finlandia. Może dlatego, że nie wiem o językach skandynawskich tyle, by odróżniać je pomiędzy sobą. Możesz mi puścić duński, lub norweski i wmówić, że to szwedzki – mnie języki germańskie nie zajmują, romańskie odróżniam. Fiński i węgierski się odróżniają, więc fiński nasuwa się łatwo na myśl. Może tak to działa…?

        PS. Nie wiem, czy ta odpowiedź wklei się we właściwym miejscu.

      6. @Piotr (tj. Yana Para Puyu) ma rację. Kiedyś na jednym z portali językowych napisała do mnie Chinka z pytaniem, czy nie pouczę jej niemieckiego. Była szczerze zaskoczona, gdy dowiedziała się ode mnie, że Polacy mają swój język, bynajmniej do niemieckiego niepodobny.
        Co do fińskiego, to kojarzy mi się raczej z węgierskim, ale tylko dlatego, że kiedyś dowiedziałem się, że oba należą do rodziny języków ugrofińskich. Moja praktyczna wiedza na ich temat jest zerowa. Nie dziwi mnie również to, że wielu osobom na myśl o chińskim przychodzi japoński, mimo, że w rzeczywistości podobieństwa między tymi językami są iluzoryczne.
        Czasem patrzymy przez pryzmat naszego ‚ogródka’, zapominając o tym, że nie każdy lubi tak samo jak my ‚babrać się w tej samej ziemii’. Wcale nie jest tak, że każdy musi wiedzieć wszystko na wszystkie tematy. Oczywiśćie nasza empatia nie powinna jednak dotyczyć osób, którym np. Austria kojarzy się z Australią.
        Wielu wspólczesnych Amerykanów jest święcie przekonanych, że na granicy rezerwatów do dziś stoją Indianie z łukiem i tomahawkiem. Nie warto jednak równać do tego poziomu. Na pewno wiedza, że Waszyngton (stan) i Waszyngton (stolica) nie mają, ze sobą pod względem geograficznym za dużo wspólnego, nie zaboli nas Europejczyków.
        Pozdrawiam

      7. Zapomniałem się ‚pochwalić’. Zanim zacząłem interesować się chińskim, słysząc nazwę język kantoński lokowałem jego użytkowników gdzieś w okolicach granicy Szwajcarsko – Włoskiej. Wtedy był to jedyny kanton, jaki znałem. Czy każdy z nas nie jest ignorantem choć w jednej dziedzinie?

      8. Michale,
        Naturalnie, dlatego to, czy ktoś jest ignorantem jest nadzwyczaj względne. Prawie tak względne jak stwierdzenie,czy ktoś dobrze zna angielski (to mój firmowy przykład i powiedzonko, którego używam zawsze do retorycznego zilustrowania względności). Widzę, że użyte przeze mnie słowo „ignorancja" było głównym bodźcem do rozwoju tej dyskusji, z której się cieszę, bo robi się ciekawa. Spróbuję więc z innej strony – skoro nie możemy od wszystkich wymagać jednakowej wiedzy, to czy możemy spodziewać się chociaż jakiegoś poziomu ciekawości poznawczej? Skoro Chinka, która zapragnęła uczyć się od ciebie niemieckiego ma jakieś powody ku temu, by ten język poznać, to chyba mogłeś spodziewać się, że w dobie łatwego dostępu do informacji (chociażby w internecie; choć na upartego pewnie zaraz ktoś stwierdzi, że sieć jest w ChRL mocno cenzurowana) rzeczona Azjatka zada sobie choć minimum wysiłku, by sprawdzić (1) czym jest język niemiecki oraz (2) gdzie się go używa. Dla mnie to oczywiste, nie wiem jak dla was. Inny przykład – w liceum na jednym z przedmiotów odgrywaliśmy scenki przykładowych rozmów o pracę. Jeden z moich kolegów wymyślił sobie, że przedstawi się jako medyk, który odbył wieloletnią praktykę w Nigerii. Pan od geografii, obecny przy prezentacji, zaśmiewał się dobre 5 minut po tym, jak usłyszał z ust kolegi nazwę nieistniejącego w rzeczywistości języka nigeryjskiego. Przyznam, że sama wtedy dowiedziałam się, że urzędowym językiem tego kraju jest tylko i wyłącznie angielski. Czy kolega miał obowiązek o tym wiedzieć? Niby nie, ale skoro już wymyślił sobie taką rolę, to mógł się przygotować, prawda? Dwa kliknięcia, tylko tyle i aż tyle.
        O kantońskim także usłyszałam dopiero wtedy, gdy zaczęłam interesować się językami w ogóle. Jest jeszcze masa rzeczy, których nie wiem, ale określiłabym się raczej jako osobę ciekawą świata. Naturalnie nie da się posiąść wiedzy całego świata (a szkoda).
        Piotrze, rozumiem Twój punkt widzenia. Po raz kolejny zapewniam cię, że od samego początku wiedziałam, że nie kieruje tobą niewiedza, a raczej skrótowość myślenia. 🙂

      9. Na marginesie całej dyskusji… Ten chłopak rzeczywiście się wygłupił z „nigeryjskim", ale warto też pamiętać, że angielski w wielu krajach to raczej teoria. Niewielka garstka Nigeryjczyków posługuje się angielskim jako pierwszym językiem, nie wszyscy w ogóle znają angielski jako drugi język, a w kraju jest ponad 500 (pięćset) rożnych języków [dane wzięte „na szybko" z hiszpańskiej Wikipedii, angielska Wikipedia nie określa liczby języków]. Jeśli więc przeanalizować tę historię nieco inaczej, chłopak nie miałby co się chwalić, że po praktykach medycznych w Nigerii mówi po angielsku („wszyscy" mówią po angielsku przecież) – lepiej, by np. mówił w hausa, igbo, lub yoruba.
        Ciekawe, kiedyś pewna Polka strasznie się ze mną sprzeczała twierdząc, że na świecie istnieje tylko koło 100 języków… To była dziewczyna, która kolekcjonowała zwrot „Kocham Cię" w różnych językach i sprzeczała się ze mną, że po argentyńsku było jakoś inaczej, niż Jej mówię. Chodziło o argentyńską odmianę hiszpańskiego, która chcąc być ścisłym nie istnieje. Mimo to, osobiście też tworzę określania etnolektów od nazw państw (lub mniejszych jednostek administracyjnych) i jako świadomy skrót myślowy w wielu przypadkach jest to wygodne, bo inaczej można by oszaleć, lub co najmniej zostać niezrozumianym. We właściwym kontekście stwierdzenie „mówię po nigeryjsku" może nie byłoby głupie. „Nigeryjski" większości ludzi więcej też powie niż hausa, który na domiar złego używa się w kilku różnych państwach. Nauczyciel zaś z wielu przyczyn nie powinien się śmiać z ucznia, na marginesie już. Poza tym ciekawe, czy ten geograf sam wymieniłby 2-3 najważniejsze języki Nigerii, czy jedynie pamiętał, że angielski jest tam oficjalnym.

      10. @Michał Nowacki

        Nie dziwi mnie również to, że wielu osobom na myśl o chińskim przychodzi japoński, mimo, że w rzeczywistości podobieństwa między tymi językami są iluzoryczne.

        Jest ciekawa pracka:
        Reich et al. 2012. Reconstructing Native American population history. Nature doi:10.1038/nature11258
        Zastawione zostały dane genetyczne z językowymi z 52 grup amerykańskich, 17 syberyjskich i 57 innych. Co prawda mowa o zasiedlaniu Ameryk i etniczno-językowym różnicowaniu w Amerykach, ale właśnie zauważyłem (Fig. 1C), że Japończycy, Kambodżanie i Chińczycy (Han i Yi) są wbrew dzielącym ich różnicom językowym raczej dość bliscy genetycznie. To nie jest dyskusja pod artykuł o nauce szwedzkiego, ale jeśli napiszesz jakiś ogólniejszy artykuł o zróżnicowaniu językowym w Azji przeczytam z bardzo dużym zainteresowaniem.

        Nawiasem mówiąc, czy przedstawiony w tej pracy podział na „linguistic families" to nie popis ignorancji? Akurat pasuje, bo o ignorancji rozmawiamy. Przykładowo tylko, od kiedy istnieje taka rodzina jak „Andean", lub język tikuna już nie uznaje się za izolowany? Stworzyli sobie jakieś megarodziny językowe tylko dlatego, bo im pasowały pod dane genetyczne. W czym problem? Choćby w tym, że w tej pracy wg mnie pokazują jasne przykłady tego, jak grupa etniczna może przejąć obcy język. Przykładem jest język inga z rodziny keczuańskiej z Kolumbii, który choć należy do ichniej „rodziny andyjskiej", z ich pracy wynika, że posługują się nim ludzie o genach z przeważającym udziałem amazońskim. Przy czym w tym przypadku takie przechwycenie keczua w Kolumbii i Ekwadorze przez niekeczuańskie plemiona było dla mnie rzeczą spodziewaną, lub wręcz oczywistą zanim poznałem te publikację, jak również rzeczą już publikowaną – wystarczy spojrzeć na rysy twarzy tych ludzi, oraz kolosalne uproszczenie gramatyki i wymowy tych wariantów keczua.
        Fakt, że języki wędrują po części niezależnie od grup etnicznych to jedna sprawa, wiarygodność drzew filogenetycznych to inna sprawa (choć nie na ten blog). Przyglądając się danym genetyczno-językowym z obszaru Amazonii widzę kompletny chaos.

        Czy więc względna bliskość genetyczna Han i Japończyków dowodzi pokrewieństwa ich języków? Może tak, może nie. Zastanawiające jest, że tylko w tym jednym przypadku na ilustracji użyli czarnego koloru, który jako jedyny nie został uwzględniony w legendzie, gdzie są nazwy „rodzin językowych". Pod względem językowym ta praca jest bardzo naciągana. Mimo to intrygująca.

      11. Przed kilkoma minutami przyszło do mnie w mailu pytanie z Filipin:

        Btw, what's your main language there?

        To jest bardzo ciekawe pytanie! Nie chodzi bynajmniej o to, co pisałem już wyżej, że rzadko kto na świecie wie, w jakim języku mówi się w Polsce. Pytanie jest szczególnie interesujące, gdyż zakłada, że powinno się mówić w wielu językach… Polak myśli sobie, że w Nigerii mówi się w jednym języku (podobnie jak wyobraża sobie, że we Francji, czy Hiszpanii mówi się w jednym). Filipińczyk zakłada, że w Polsce mówi się w wielu…

      12. To po to się tysiące ludzi męczyło i męczy nad tworzeniem witryn typu Wikipedia, żeby potem taki pan internauta (a choćby i z końca świata) wolał się pytać, po jakiemu mówi się w Polsce, zamiast sobie sprawdzić? Nie chodzi mi o to, że POWINIEN WIEDZIEĆ. Ok, nie musi. Ale chętniej odpowiedziałabym na pytanie „Czytałem, że w Polsce mówicie po polsku. Opowiesz mi coś o tym języku? Jest trudny?", niż na takie, które w jakiś tam sposób daje do zrozumienia, że mój kraj to dla niego abstrakcja. Mam nadzieję, że wiesz, o co mi chodzi. 😉

      13. Myślę, że trzeba się trochę wyluzować i otworzyć na ludzi na świecie. Idąc Twoim tokiem myślenia, na temat języka polskiego też można sobie przecież przeczytać… Nie widzę nic aż tak głupiego w pytaniu, które zadała mi Filipinka, która siedząc w tym momencie w pracy w jednym oknie komputera pracuje, a w drugim wykazuje zainteresowanie obcym krajem pisząc z niedawno poznanym kimś z Polski. Nie widzę problemu w tym, że mój kraj to dla Niej abstrakcja. Sam pierwszy nawiązałem z Nią kontakt w pełni świadom, że piszę do dziewczyny „z innego świata" i o to przecież mi chodziło.

      14. Jakbym była upierdliwa, to bym odbiła Twoją piłeczkę na zasadzie „Użycie polskiego jako języka urzędowego w Polsce to fakt, a dopytywanie się o jego trudność to już opinia i wymiana myśli ściśle między nią a Tobą", na szczęście upierdliwa nie jestem. 🙂
        Sama mam dość duże doświadczenie, jeśli chodzi o korespondowanie z ludźmi z całego globu i w zasadzie nie karciłam ich nigdy za tego typu niewiedzę. Chyba to, że rozmawiam z Tobą (Polakiem) sprawia, że zaczynam ich mierzyć „naszą" miarą. Niemniej jednak podtrzymuję to, że dostęp do informacji jest w dzisiejszych czasach tak łatwy i powszechny, że aż szkoda z tego nie korzystać.
        Mogę Cię tylko zapewnić, że gdybym (przykładowo) chciała „Twoją" Filipinkę zapytać o stolicę jej kraju, o jej wrażenia stamtąd (załóżmy, że w stolicy mieszka), to po prostu z grzeczności bym przeczytała 2-3 zdania o Manili. Żeby jej po prostu było miło, że znam nazwę miasta. Tyle.

      15. Nie, „moja" Filipinka nie mieszka w stolicy :-).

        Z jednej strony ciężko mi się nie zgodzić z forsowanym przez Ciebie twierdzeniem, z drugiej zaś odnoszę wrażenie, że brakuje Ci troszeczkę luzu. Szczerze mówiąc nie wydaje mi się, by się Ona obraziła, gdybym ja nie wiedział, co jest stolicą Filipin. Wczoraj na chacie chciała mi objaśnić, czym jest Tagalog (założyła widocznie, że mogę tego nie wiedzieć), choć to kompletnie niepotrzebne było, bo ja to wiem. Ludzie z odległych zakątków globu wzięci ze stron niejęzykowych nie są tak dziwnie spięci i są milsi niż często Ci ze stron językowych. Mają zauważalnie mniejsze pojęcie o świecie, ale są często ciekawsi.

      16. Nie wiem, czy brakuje mi luzu w rozmowie z Tobą, wiem na pewno, że jestem raczej osobą łatwo nawiązującą kontakty z różnymi ludźmi i sądzę, że w rozmowie z nimi nie sprawiam takiego wrażenia. Przynajmniej taką mam nadzieję!

  3. Spędziłem 2 semestry na Erasmusie na University of Skovde.
    Celem była oczywiście m.in nauka podstaw Szwedzkiego. Kupiłem więc książkę, chidziłem na kurs, spotykałem się ze Szwedami itd ale jednak nie dałem rady…. poległem po 3 miesiącach. Niemcy np. bardzo szybko chłoneli Szwedzki, Anglicy także, Włosi też spoko ale mi nie szło…. Wiem, ze gdybym znał Niemiecki + Angielski dość dobrze to nauka Szwedzkiego szła by szybko ale niestety Niemiecki to cięzki kawał chleba u mnie….

    PS. najlepsze jest to, że znając Szwedzki można spokojnie porozumieć się z Norwegami, Finami, Islandczyjami;)

    1. Cześć!
      Również planuję wyjazd Erasmusowy do Szwecji (Örebro), który (jak sądzę) bardzo rozwinie mnie językowo. Dotychczas miałam okazję ze Szwedką rozmawiać tylko w księgarni w Karlskronie, co trwało może jakieś 5 minut. 🙂
      Mnie nauka tego języka przychodzi z ogromną lekkością, choć pewnie nie zdziwię cię mówiąc, że znam angielski, a niemieckiego uczono mnie przez 3 lata podstawówki i 3 lata gimnazjum. I choć oba te języki w równym stopniu przyczyniają się do moich sukcesów, to z całą pewnością mogę stwierdzić, że szwedzki idzie mi nieporównywalnie lżej niż niemiecki, z którego cały ślad pamięciowy został wyparty przez mowę północy właśnie.
      Islandzki również jest językiem północnogermańskim (inna nazwa: skandynawskim), zaś zjawisko porozumienia Finów i Szwedów to wynik bliskości geograficznej, zawirowań historycznych etc. Polecam zajrzeć na wikipedię – hasło: fińska odmiana języka szwedzkiego (finlandssvenska).

    2. Od pewnego czasu mieszkam w Norwegii i mam dość dobry pogląd na panującą w Skandynawii sytuację językową. Dobra znajomość norweskiego pozwala mi się porozumieć ze Szwedami i z Duńczykami (choć z tymi drugimi jest gorzej ze względu na specyficzną wymowę). Szwed zatem bez problemu dogada się z Norwegiem, z Duńczykiem może nie być to już takie łatwe, ale jak najbardziej możliwe, natomiast co do pozostałych przez Ciebie wymienionych, to już inna para kaloszy. Islandzki ze względu na swoją izolację, niewiele się różni od staronordyckiego, natomiast nie jest wzajemnie zrozumiały ze współczesnym norweskim, szwedzkim i duńskim. Dogadanie się Szweda z Finem jest możliwe tylko dzięki temu, że znajomość szwedzkiego jest w Finlandii dość powszechna. Jak już wspomnieli przedmówcy, język fiński to zupełnie inna rodzina językowa, nie mająca nic wspólnego z językami północnogermańskimi.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Teraz masz możliwość komentowania za pomocą swojego profilu na Facebooku.
ZALOGUJ SIĘ