[MN31] Dobry podręcznik do nauki języka obcego – gatunek na wymarciu?

Jak rozpoznać ‚dobry’ podręcznik do nauki języka obcego?

Zastanawiam się czasem, co sprawia, że z jednych podręczników uczymy się chętnie, a już na samą myśl o innych szukamy najbliższej niszczarki do papieru. Jak zatem rozpoznać dobry podręcznik?

Nim jednak zakasam rękawy, by zabrać się do odpowiedzi na to pytanie, wpierw oddam głos satyrykowi – Jackowi Fedorowiczowi:

„Instruktarz dla bibliofilów:

(…)„W wypadku, gdy nie znamy autora, nic nam nie mówi tytuł, a na czytanie fragmentów nie mamy czasu, należy dokładnie obejrzeć książkę i ocenić z punktu widzenia staranności edytorskiej. Sztywna okładka, dobry papier i czytelny druk winny być dla nas ostrzeżeniem: uwaga, to nie musi być wcale dobre. Następnie rzucamy okiem na nakład. Jeżeli pozycję wydano w dwustu tysiącach egzemplarzy – książkę odkładamy.  Jeżeli nakład wyraża się cyfrą dziesięciu tysięcy – możemy kupić. Jeśli zaś książka wydana jest na fatalnym papierze, nie ma ozdobnej obwoluty i wydano ją w ilości trzech tysięcy egzemplarzy – kupujemy natychmiast mając pewność, że to będzie bardzo dobra książka.”

Jacek Fedorowicz; „W zasadzie ciąg dalszy” (1978)

Niestety jest to prawda nadal aktualna, dobry podręcznik, to niekoniecznie wolumin w świecącej oprawie, wypełniony zdjęciami aktorek i piosenkarzy oraz kolorowymi rubryczkami zdobiącymi kredowe arkusze papieru. Niestety, w związku z powyższym zwykle nie jest to również żaden (chciałbym się mylić) z popularnych podręczników używanych współcześnie na lekcjach języka obcego w szkole.

Moim zdaniem nie jest to również ‘publikacja’, w której ‘narracja’ (polecenia, wyjaśnienia gramatyczne itp.) prowadzona jest w języku, którego z tej książki mamy się nauczyć. Podręcznika nie czyni dobrym fakt, że jest on napisany przez rodzimego użytkownika nauczanego języka, ani konieczność zapłacenia za komplet z ćwiczeniami dwustu złotych.

Kluczowego znaczenia nie ma również to, czy autor(ka) jest kobietą, mężczyzną, Polakiem czy Australijczykiem ani to, czy autorów jest kilku, nie determinuje tego również ich uniwersyteckie przygotowanie. Sprawą drugorzędną jest obecność (lub brak) płyty CD, słowniczka, czy podsumowania gramatycznego.

Co zatem sprawia, że podręcznik jest dobry?

-‚Dusza’ – coś, czego nie mają słowniki, rozmówki oraz podręczniki rekomendowane przez MEN.

Dobry podręcznik, to taki, który miałoby się ochotę przeczytać, gdyby był w całości po Polsku. Albo inaczej, to książka, którą z chęcią czytamy nawet wtedy, gdy służy nauce języka, którego nie zamierzamy się uczyć.

Jak można uczyć się języka z obcojęzycznych tekstów, których nie mielibyśmy ochoty czytać nawet, gdyby nie kosztowało nas to żadnego wysiłku tzn. byłyby napisane językiem, którym posługujemy się na co dzień w naszym, często szarym, życiu? Martwi mnie również to, jak często autorzy ignorują inteligencję sponsorujących ich ‘twórczość’ odbiorców zapełniając stronice swoich ‘dzieł’ biografiami Britney Spears, artykułami o GMO, czy nudnymi jak flaki z olejem dialogami z restauracji. Kto przy zdrowych zmysłach, z własnej woli chciałby o tym czytać? Żeby to chociaż było zabawne, zwykle jest jednak komicznie poważne.

Pamiętajmy jednak, że to, czy jakieś zagadnienie jest interesujące zależy w głównej mierze od osobowości autora, a w mniejszym stopniu do samego zagadnienia.

„Jeśli autor nie lubi ludzi, ludzie nie będą lubić jego opowiadań"

Dale Carnegie „How to win friends and influence people”


Podręczniki (prawie) jak ze snów

Dobry podręcznik to jednak coś więcej, niż zbiór opowiadań. Poniżej zamieściłem wypisy z kilku z moich ulubionych książek ‚drugiego’ kontaktu do nauki kolejno: angielskiego, kantońskiego oraz szanghajskiego. O ile do przerobienia pierwszej pozycji wystarczy nam znajomość języka polskiego, o tyle kolejne podręczniki przeznaczone są już dla czytelnika anglojęzycznego, i najlepiej przy tym mającego w swym życiorysie odhaczoną przygodę z językiem mandaryńskim.

Powyższa uwaga dobrze koresponduje do artykułu Karola, którego tytuł mówi sam za siebie Najpierw naucz się popularnego języka, żeby dotrzeć do tych mniejszych.

Broniarek uczy językówZygmunt Broniarek; „Broniarek uczy języków” – 365 dni z angielskim”Autor, którego metody często przywołuję w moich artykułach, nie tylko zwraca się do Czytelnika w sposób bezpośredni (dzięki czemu można poczuć się jak na pogawędce z dobrym znajomym) motywuje go do wysiłku, ale podaje też liczne wskazówki metodyczne i odnosi się do własnego, cennego doświadczenia. Książka, (choć zdecydowanie za krótka) jest genialnie wręcz opracowana pod względem ‚stopnia przetrawienia treści’: zawiera tłumaczenia cząstkowe zdań, autorską – prostą transkrypcję fonetyczna wykorzystująca litery polskiego alfabetu oraz łopatologicznie wyłożoną gramatykę. Pozycję mogę śmiało polecić również osobom, które dotychczas miały bardzo niewielką styczność z językiem angielskim – również seniorom.

Poniżej jeden z moich ulubionych tekstów – "dowcip. który można opowiedzieć w każdym towarzystwie" (str. 120-124):

Broniarek Z. Broniarek uczy języków – 365 dni z angielskim. Toruń : Wydawnictwo Adam Marszałek, 2011.

‚I'm sure you've heard jokes from all over the world. But have you ever heard a Swedish joke? The Swedes seem to have no sense of humor, but is it really true? I, for one, have heard at least one good Swedish joke. Here it is.

There once was a Swedish couple who owned a house in Stockholm. The lady of the house went for vacation somewhere in the Swedish countryside. She was calling her husband every evening to find out what was happening in the house. One day, when she asked him, what the situation was, her husband answered:

‚Your cat climbed on the roof, fell down and killed itself’.

The wife became very agitated and shouted:

‚How dare you tell me such tragic story in such a matter-of-fact manner? You should tell me the first day that my cat climbed on the roof, the second day that it fell down and the third day that it killed itself. In that case I would be psychologically prepared. By the way, how is my mother?’

‚She is sitting on the roof’.


Hugh Baker, Ho Pui Kei; “Teach Yourself Cantonese”

Teach Yourself Cantonese

Autorzy doskonale zbilansowali swoje niebanalne teksty i dialogi pod względem humoru, zawartości merytorycznej, doboru słownictwa, którego opanowanie daje poczucie satysfakcji oraz nietypowej tematyki (np.: relacja z egzaminu na prawo jazdy czy rozprawa sądowa). Doskonale wyczuli cienką granicę pomiędzy użytecznością a komizmem i absurdem, którym przesycone są również komentarze gramatyczne i liczne satyryczne rysunki sprawiające, że podręcznik przerabia się wręcz z przyjemnością i uśmiechem na twarzy.

Dużym plusem jest również… brak tłumaczeń  do większości kantońskich tekstów. To sprawia, że czytelnik musi włożyć sporo pożytecznego wysiłku, by rzeczywiście zrozumieć o co chodzi w dialogach i rozgryźć zastosowane konstrukcje gramatyczne.

Poniżej zamieściłem jeden z tekstów sprawdzających zrozumienie przerobionej porcji materiału. Co prawda w oryginale znajdziemy akurat jedynie jego wersję w transkrypcji fonetycznej (Yale romanization), ale Czytelnik wykazujący zainteresowanie oryginalnym zapisem języka kantońskiego za pomocą chińskich ideogramów (a to przecież jest najciekawsze) na podstawie wcześniejszych dialogów powinien bez problemu sporządzić jego transkrypcję ortograficzną, co też i ja poniżej uczyniłem. W prawej kolumnie tabeli wpisałem sporządzone przez autorów tłumaczenie historii na angielski, aby również Czytelnicy Woofli mogli się przekonać, czy jest to poczucie humoru, które i im odpowiada.

Baker H., Ho P.K. Teach Yourself Cantonese. London : Hodder Education, 2006.

str.242 (kolokwialny język kantoński; znaki tradycyjne)  str. 281-2

四五十年之前,嗰陣時上海算係一個好先進嘅大城市,但係中國其他好多城市同埋鄉下地方都重係好落後嘅。

Forty or 50 years ago Shanghai was considered a very advanced city, but many other cities and rural areas of China were still very backward.

一日,有一個鄉下人,李先生,有時要去上海探佢嘅朋友王大國。王先生住喺一間又大又靚,設備又齊全嘅酒店裡便。

One day a certain Mr Lee came up from the country with matters about which he needed to see his friend Wong Tai Kwok in Shanghai. Mr Wong lived in a large and beautiful hotel with all possible facilities.

李生嚟到酒店,喺大堂等王先生嘅時候,見到一個老太太慢慢噉行入一間房仔裡便。李先生未見過車立,所以佢唔知嗰架係車立嚟嘅。兩分鐘之後,房仔嘅門開咗嘞,一個又靚又後生嘅小姐行出嚟。

When Mr Lee got to the hotel and was waiting in the lobby for Mr Wong, he saw an elderly lady slowly walk into a tiny room. He had never seen a lift, so he didn't know that that was what it was. A couple of minutes later the doors of the little room opened and out walked a beautiful young lady.

李生開始嘅時候覺得好奇怪,然後佢就好開心噉話:「城市人真係先進嘞:下次我一定帶埋太太嚟。」

Mr Lee at first thought it very strange, but afterwards he said greefully; ‚The city folks really are advanced: next time I'll be sure to bring my wife with me.’


Lance Eccles;“Shanghai Texts” .

Bohaterowie tekstów w podręcznikach do języka chińskiego Shanghai Textsobecnych na polskim rynku zwykle przez pół woluminu przerzucają się zwrotami grzecznościowymi. Autor tego zbioru dwudziestu ciekawych (a często jednocześnie absurdalno – komicznych) z socjologicznego punktu widzenia tekstów do nauki języka szanghajskiego, których trudność rośnie w skali logarytmicznej, od pierwszego opowiadania szturmuje (z pożytkiem dla czytelnika) znacznie bardziej zaawansowanymi konstrukcjami. Liczne komentarze gramatyczne, porównawcze odwołania do  gramatyki i semantyki języka mandaryńskiego, to niewątpliwie siła tego skryptu. Za zaletę uważam również brak ćwiczeń i różnego rodzaju odwracających uwagę uzupełnianek, które dają zgubny komfort polegający na tym, iż uczącemu się może się wydawać, że nie musi drobiazgowo analizować tekstu będącego rdzeniem lekcji, bo i tak później jeszcze ‚zdąży’ opanować materiał. Największą wadą jest brak nagrań, których obecność w nauki przypadku nauki ‚dialektów języka chińskiego’ jest nie do przecenienia.

Nie raz komentujący nasze artykuły Czytelnicy utyskiwali na sztuczność podręcznikowych tekstów. Myślę, że omawiana praca jest ciekawym przypadkiem:

(…) The texts, recorded as spontaneous speech, were originally collected for grammatical analysis, a native speaker, Mei Jiayin, recording them impromptu. The unrehearsed nature of the recording meant that there were often structural breaks in the sentences, and so for the purpose of this publication the texts have been revised into a more ideal form. (…)

Lance Eccles

(…) The subject matter covered in the book is lively and informative. This is a welcome departure from most of the Chinese textbooks currently available, which are often dull and lacking in realistic portrayals of life in China". (…)

Profesor Kam Louie; Department of Asian Languages and Studies; University of Queensland

Poniżej zamieściłem jedną z moich ulubionych historii (tekst nr 7/20), którą znajdziemy w publikacji.

Eccles L. Shanghai Texts. MLS Macarthur Linguistic Studies No. 1, Western Sydney Univ., Macarthur (Australia). Language Acquisition Research Centre, 1997.

str. 117

(kolokwialny język szanghajski; znaki uproszczone)

str. 28 – 33

阿凡提请假

The Efendi asks for leave

阿凡提是新疆维吾儿族 传说当中 一个老聪明个人。伊专门呢,为穷人做好事体,帮穷人出气。

The Efendi is a very intelligent man in the legends of the Uygurs of Xinjiang. His specialty is doing good deeds for the poor, and avenging wrongs for the poor.

搿个故事呢,是讲阿凡提辣嗨文化大革命个辰光。伊呢受到批判,所以讲就拨人家弄到牛棚里去劳动。

The story is about the Efendi in the time of the Cultural Revolution. He was criticised and so was sent to the countryside ["into the cowsheds"] to do labour.

劳动呢,伊实在是做勒吃力煞勒。一年又一年搿能介做过去。呒没一天好休息。所以呢,伊觉着吃勿消勒。

The labour, to tell the truth, he did till he dropped from exhaustion. He did it like this year after year. There wasn't one single day he could rest. So he felt he couldn't stand it any more.

伊就帮队长请假。队长勿同意。队长讲:「侬必须天天要劳动。」

He asked the brigade leader for leave. The brigade leader didn't agree. The brigade leader said: ‚You must work every day.’

结果后头来有一天子呢,伊实在吃勿消勒。伊就呒没爬起来。

As a result, later there was a day when he really couldn't stand it any more. He didn't get out of bed.

到勒中浪向队长就来问伊勒。伊讲:「阿凡提,依今朝做啥呒没去劳动啊?」

At noon the brigade leader came to ask him about it. He said: ‚Efendi, why haven't you gone to work today?

伊讲:「我请过假勒。」

He said: ‚I've asked for leave.’

队长讲:「侬帮啥人请假个?」

The brigade leader said: ‚Who did you ask leave from?

伊讲:「我帮毛主席请假个。」

He said: ‚I asked Chairman Mao for leave.’

队长讲 :「侬那能帮毛主席请假法子啊?」

The brigade leader said: ‚How did you ask leave of Chairman Mao?’

伊讲:「喏,㑚勿是天天叫我对牢毛主席象早请示晏汇报末?葛末我就搿能介帮毛主席请假个呀 。」

He said: ‚Well, don't you tell me every day to ask for instructions and deliver reports morning and evening facing Chairman Mao's portrait? So I asked for leave from Chairman Mao in this way.’

队长一想也呒没啥闲话好讲。

The brigade leader thought for a moment but had no words at all to say.

葛末队长讲 :「侬帮毛主席请假末,毛主席讲啥物事啊?」

Well, the brigade leader said: ‚If you asked for leave from Chairman Mao, whad did Chairman Mao say?

伊讲:「毛主席讲让我休息五天。」

He said: ‚Chairman Mao said I should take five days off.’

队长讲 :「侬那能晓得毛主席讲让我休息五天啊 ?」

The brigade leader said: ‚How do you know Chairman Mao told you to take five days off?

伊讲:「喏,依看搿幅象:毛主席挥手我前进。毛主席一只手伸辣前头正好五只手指末头。搿个就是讲让我休息五天。」

He said: ‚Well, you look at this portrait: "Chairman Mao beckons me forward." [title of a commonly seen portrait of Mao] Chairman Mao is stretching forth one hand, exactly five fingers. This is saying that I should take five days off.
毛主席挥手我前进

毛主席挥手我前进

Chairman Mao beckons me forward

队长也呒没闲话好讲。只好跑脱勒  。

The brigade leader could say nothing at all. All he could do was walk off.


Wyznacznik dobrego podręcznika

Powyższe publikacje łączy nie tylko różny sposób ujęcia tematu wsi, marna, pod względem edytorskim, forma graficzna i niekiedy ledwie czytelny druk 😉 , ale przede wszystkim niewątpliwa pasja Autorów i autentyczna chęć przekazania Czytelnikowi wiedzy w sposób nietuzinkowy, a przeto skuteczny.

Mój wybór dowcipnych, żartobliwych historii może razić niektórych Czytelników, ale to właśnie trening oparty na perfekcyjnym (> pamięciowym) opanowywaniu tego typu krótkich opowiadań przybliża do biegłej znajomości języka.

Warto zaznaczyć, że cokolwiek innego niż rzeczywiście biegła znajomość (rozmowa na tematy fachowe; opowiadanie żartów; zabawa słowem) ma śladową przydatność w pracy dyplomaty. Ktoś ledwie dukający po chińsku, fińsku czy birmańsku może wzbudzić u rozmówców życzliwe zainteresowanie, na zasadzie “ciekawostki przyrodniczej”, ale głębszy kontakt trzeba budować inaczej, przez język, który się naprawdę dobrze zna.

Piotr Kozłowski – Peterlin 10. Języki obce w pracy dyplomaty


Kilka pozycji na koniec

Oto podręczniki, które z przyjemnością przeczytałem, pomimo, że nigdy ‚na poważnie’ nie uczyłem się ani łaciny, ani francuskiego:

Francuska gramatyka na wesoła

Łacina bez pomocy Orbiliusza

Lidia Winniczuk; „Lingua Latina – Łacina bez pomocy Orbiliusza”

Ogromna dawka gramatyki, analiza uproszczonych, klasycznych tekstów, satyryczne ‚wstawki’ i rysunki. Jednak w moim odczuciu trochę za mało ‚pełnometrażowych’ groteskowych opowiadań.

Anne Varen; „Francuska gramatyka na wesoło”

Autorka tej, napisanej prostym, lecz barwnym językiem, gramatyki wręcz ‚jedzie po krawędzi’. Już z pierwszym rozdziale zapoznamy się ze zwrotami ;): Elle a les fesses molles. (‚Ona ma miękkie pośladki’); czy Tu est très belle, mais tu as un mari jaloux. (‚Jesteś bardzo piękna, ale masz zazdrosnego męża’.) Niestety brak dłuższych tekstów (z wyjątkiem ‚średnich’ kawałów – nie umywających się do tych podanych wcześniej) oraz cząstkowych tłumaczeń – w trudniejszych zdaniach osobie początkującej trudno jest się zorientować, co które słowo oznacza.


Czasopisma

Warto również zwrócić uwagę na serię czasopism – zbiorów artykułów, w których pooznaczano mniej popularne słowa czy zwroty, a na dole podano ich polskie wyjaśnienia. Do każdego tekstu są dostępne pliki mp3 do pobrania. Mam kilka egzemplarzy z tej serii wydawniczej, co prawda żaden z artykułów mnie nie rozgrzał (za bardzo przypominają mi teksty ze współczesnych szkolno – akademickich podręczników), ale znam osoby, które korzystają z tego typu pozycji właśnie m.in. ze względu na fakt, że nie muszą tracić czasu na poszukiwanie nieznanych słów w słowniku, wystarczy, że zerkną na dół strony.

Dotychczas ukazały się serie wydawnicze pomocne przy nauce następujących języków:

Jak chłopaki z PWRD " nie polecam, nie popieram, nie zachęcam [ale i nie zniechęcam] po prostu stwierdzam", że coś takiego jest. Ale czy reklamowanie czasopisma artykułem poświęconym sylwetce przedstawiciela tzw. "dobrej zmiany" to rzeczywiście zachęta do nauki języka obcego, czy raczej do rychłej emigracji tam, gdzie się go używa na codzień? No, chyba że byłby to artykuł w stylu tego opowiadania z Mao Ze Dong'iem 😉 w tle .
Pozostaje mi jedynie zachęcić do "dobrej rozmowy" (w komentarzach) na temat Waszych ulubionych podręczników.
W kolejnych artykułach pokażę co zrobić, gdy już przerzucimy ostatnią stronę podręcznika tzn. jak samodzielnie radzić sobie z pełnometrażowymi tekstami w języku obcym.

Zobacz również:

Jakie materiały warto czytać?

Podręcznik jak ze snu

Chcesz opanować podstawy języka obcego? Wypróbuj metody Assimil

Jak ja to robię, czyli podręcznik po podręczniku

Najpierw naucz się popularnego języka, żeby dotrzeć do tych mniejszych

Co jest potrzebne do nauki?

Demony głupoty – część 1 


Temat użyteczności podręczników ze względu na ergonomię poruszyłem w artykule:

[MN7] Jak, z głową, wybierać materiały do nauki tak, aby nie męczyć się … bez potrzeby?

About Michał Nowacki

http://woofla.pl/michal-nowacki/

10 komentarze na temat “[MN31] Dobry podręcznik do nauki języka obcego – gatunek na wymarciu?

  1. W trakcie moich przygód z językami obcymi zauważyłem, że dobry tekst (film, serial itp.) jest kluczowy. Z tekstami nieciekawymi, ale za to prostymi i przetłumaczonymi literalnie, można wytrzymać. Można, ale jak długo? Szczęśliwie to faza przejściowa, bo uczący się po pewnym czasie, o ile rzeczywiście się przykłada, zaczyna czytać dzieła oryginalne. A jeśli nie, to… To po co się w ogóle uczyć języka? (Jak dla sportu – proszę bardzo, lecz wtedy im nudniejszy podręcznik, tym lepiej, bo większe wyzwanie, prawda?)

    Podręcznika „Lingua Latina – Łacina bez pomocy Orbiliusza” nie używałem jako głównego źródła, ale potwierdzam – b. zabawny, ba, nawet grę planszową zawiera.

    A à propos historyjki, tytuł zmienić można by na „Instruktarz dla bibliofilów, albo jak być literackim snobem, cz. I”.

    „Mój wybór dowcipnych, żartobliwych historii może razić niektórych Czytelników”
    Nie wiem, czemu tak sądzisz, nie są przecież obraźliwe ni wulgarnie.

    „Warto również zwrócić uwagę na serię czasopism – zbiorów artykułów, w których pooznaczano mniej popularne słowa czy zwroty, a na dole podano ich polskie wyjaśnienia”
    Na stronach niektórych stacji, np. wspomnianego ostatnio na Woofli Deutsche Welle, są również dostępne podobnie opracowane artykuły i to całkowicie za darmo. Oczywiście po angielsku, co jednak tylko zachęcić może, by „najpierw nauczyć się popularnego języka, żeby dotrzeć do tych mniejszych”, że zacytuję szacownego redaktora naczelnego.

    „Ale czy reklamowanie czasopisma artykułem poświęconym sylwetce przedstawiciela tzw. „dobrej zmiany" to rzeczywiście zachęta do nauki języka obcego, czy raczej do rychłej emigracji tam, gdzie się go używa na codzień?”
    Nie widziałbym różnicy, jeśli na okładce pojawiłby się przedstawiciel „złej transformacji”. Poza tym oba efekty z punktu widzenia sprzedawcy są korzystne – sprzedaż wzrośnie 😉

    PS Spytać się muszę: czemu tak nie lubisz IPA-y?

    1. @Vieslao,

      Podręcznika „Lingua Latina – Łacina bez pomocy Orbiliusza” nie używałem jako głównego źródła, ale potwierdzam – b. zabawny, ba, nawet grę planszową zawiera.

      Tak:) , podróż Odyseusza.
      Takie ‘dodatki’ może niewiele wnoszą do nauki, ale sam fakt ich obecności poniekąd potwierdza to, czy autor jest prawdziwym pasjonatem. A to istotne, bo nie ma nic gorszego, jak uczenie się z ksiażki, która nuży nawet samego autora.

      „Mój wybór dowcipnych, żartobliwych historii może razić niektórych Czytelników”
      Nie wiem, czemu tak sądzisz, nie są przecież obraźliwe ni wulgarnie.

      Nie to miałem na myśli. Po prostu wiele osób uważa, że czytając w obcym języku musimy się koniecznie czegoś nowego dowiedzieć. Każdy z tych trzech tekstów niesie w sobie co prawda jakiś przekaz o charakterze socjologicznym, ale to tylko tło dla pointy wyrażonej mniej lub bardziej bezpośrednio.
      Ja niespecjalnie przepadam za artykułami w stylu biografii, bo przecież każdy się gdzieś urodził, jakoś się nazywa(ł) itd. Nudzą mnie takie kawałki. (To dobrze koresponduje z odczuciami podmiotu lirycznego jednego z kolejnych moich artykułów poświęconych „Buszującemu w zbożu”).

      PS Spytać się muszę: czemu tak nie lubisz IPA-y?

      Idea wynalazków typu IPA czy Esperanto jest piękna, ale zupełnie oderwana od rzeczywistości.
      Z mojego punktu widzenia IPA niepotrzebnie komplikuje proste sprawy. Po co mam zapisywać pewien dźwięk jako „ts” skoro to nic innego jak nasze „c”.
      Wg. IPY w tych trzech słowach występują trzy różne samogłoski, które nazwijmy umownie „e”:
      #1 mEwa
      #2 lEk
      #3 miEjsce
      Tylko, że wartość fonetyczna każdego z tych E zależy od otoczenia. Nie wiem czy aparat ludzkiej mowy jest w stanie wymówić w słowie 3-cim E z drugiego. Więc po co to komplikować i stosować przeróżne fikuśne znaczki.

      Jestem zwolennikiem metod, które pozwalają wykorzystać to, co już znamy, jak choćby litery polskiego alfabetu i podobieństwo do brzmienia polskich słów. IPA jest dla wszystkich i dla nikogo jednocześnie, więc jeśli autor przygotowuje materiał dla czytelnika polskojęzycznego, to moim zdaniem stosowanie tej transkrypcji jest średnim rozwiązaniem. To tak jakbym z polskimi kolegami, dla jakiejś wyższej idei, rozmawiał po angielsku. Można, ale po co.

      1. „Po prostu wiele osób uważa, że czytając w obcym języku musimy się koniecznie czegoś nowego dowiedzieć.”
        Być może to paradoksalne, ale z dowcipów i anegdot można wychwycić czasem więcej, niż z tekstów encyklopedycznych, np. we wspomnianej przez Ciebie historyjce o towarzyszu Mao.

        IPA: fakt. Jednak ja z kolei nie lubię użycia „ł” na oznaczenie „ipowego” (ipnego?) [w], tzn. lubię w polskim i w użyciu humorystycznym (w języku weneckim i kilku indiańskich w sumie też jest w porządku), ale poza tym wolałbym np. „u z ptaszkiem” – ŭ. Oczywiście to kwestia wyłącznie estetyczna i całkiem indywidualna, zatem de gustibus (etc.).

        Odnośnie „c = ts” pełna zgoda. Odnośnie „e” – niezupełnie. Zapis fonów – indywidualnych dźwięków, w odróżnieniu od fonemów – zbiorów dźwięków podobnych o komplementarnym rozkładzie, może być przydatny w nauce. Część zmian jest naturalnie naturalna, tak jak np. w polskim ścieśnienie [ɛ] do [e] między dwiema spółgłoskami miękkimi, ale to co mi wydaje się zwyczajne, dla kogoś może być zupełnie niezrozumiałe, zatem lekka redundancja nie jest szkodliwa w nauce. Przynajmniej dopóty, dopóki uczący się nie przyswoi sobie głównych zasad wymowy określonego języka. Przykład z japońskiego: „ta, te, to” a „ti” i „tu”; drugi przykład, też z japońskiego: samogłoski szeptane [i̥] oraz [ɯ̥].

  2. A co sadzisz o Assimilach? Próbowałeś ich? Sporo jest dostępnych po polsku, w tym m.in do chińskiego mandaryńskiego, ja je lubie i dostrzegam w nich dawkę humoru, przyjemnie się je przerabia, proponowaną przez nich metodą ale i innymi też. Lubie podręczniki, które są właśnie niekomercyjne. Nienawidze tych naucz się języka w tydzień i takich tradycyjnie szkolnych, pstrokatych o których wspominasz. Nie wiem, czy ich twórcy nie widzą, że one są bardzo irytujące??
    A po angielsku dawna Rosetta Stone- może miałeś w rękach? Dużo pozytywnych komentarzy słyszałam, gdzieś chyba nawet jeden kurs mam, ale nigdy jej nawet nie otworzyłam.

    A do angielskiego – od początku po angielsku – z serii, która chyba już nie jest w sprzedaży, przynajmniej kilka lat temu, już nie można było jej kupić, ale może coś się zmieniło – "New Concept English" L.G Alexander – świetna, zabawna, rzeczowa, z mp3 i wspaniałą wymową. Alexander to klasyka, chyba z najlepszych do nauki angielskiego.
    Nie wiem czy wiesz, że została wydana również w chińskiej wersji z komentarzami w tym języku. 😀

    1. @Ev

      Z Assimilami niestety nie miałem nigdy styczności, choć wiem, że @Karol je bardzo poleca(ł): http://woofla.pl/chcesz-opanowac-podstawy-jezyka-obcego-wyprobuj-metody-assimil/
      Mam co prawda książkę tego wydawnictwa pt. „Pismo chińskie dla każdego”, które jest uzupełnieniem Assimila do mandaryńskiego, ale samego podręcznika nie wiedziałem na oczy, więc trudno mi się wypowiedzieć. Korzystałem z różnych materiałów do mandaryńskiego, ale żadnego z nich nie byłbym w stanie z czystym sumieniem jednoznacznie polecić. W przypadku wspomnianych w artykule książek do kantońskiego i mandaryńskiego nie mam najmniejszych wątpliwości.

      Nienawidze tych naucz się języka w tydzień i takich tradycyjnie szkolnych, pstrokatych o których wspominasz. Nie wiem, czy ich twórcy nie widzą, że one są bardzo irytujące??

      Wydawcom zależy na tym żeby uczyć, a nie NAuczyć. Podobnie jak okulistom nie zależy na tym by pacjentowi polepszył się wzrok, tylko aby tenże kupił kolejne szkła. Uczenie się z takich książek ma podobny sens, jakbyśmy poszli do zakładu pogrzebowego po poradę o charakterze medycznym. Występuje tutaj oczywisty konflikt interesów. Wydawnictwom typu Longman nie zależy na tym, aby uczący się nauczył się angielskiego, lecz by uczył się go do samej śmierci możliwie często kupując coraz to nowsze edyszyny ich książek.

      Wydawnictwa wydawnictwami, ale czemu nauczyciele i lektorzy korzystają z takich książek? Chciałbym powiedzieć, ze nie wiem. Ale niestety wiem, z lenistwa. Łatwo jest zadać 5 uzupełnianek na poniedziałek, niż samemu poszukać (nie mówiąć o wymyśleniu) czegoś co rzeczywiście coś da kursantom.

      Dlatego tak bardzo cenię sobie autorów, którzy są prawdziwymi pasjonatami.

      „Rosetty Stone” chyba nigdy nie miałem w rękach, natomiast Alexandra kojarzę i jest to na swój sposób zabawna historia w związku z tym, co piszesz o wydaniu chińsko – angielskim. Sam się co prawda z niego nie uczyłem (to już nie moje czasy – choć z czasów podstawówki dobrze wspominam podobne w charakterze dwutomowe wydanie „Magic Time’a” http://www.amazon.co.uk/Magic-Time-Students-Book-Bk/dp/0582247438 .

      Z Aleksandra, którego miałem w rękach „Practice and Progress; L.G. Alexander; An Integrated course for Pre-intermediate students” (First published 1967) kilka lat temu jeden z tekstów w ramach ćwiczenia przełożyłem na kantoński. (Miałem wtedy fazę na tłumaczenie krótkich, acz moim zdaniem ciekawych / śmiesznych, tekstów z polskiego lub angielskiego na kantoński – a rodzimi użytkownicy tego języka w prywatnej korespondencji sugerowali liczne poprawki i bardziej kolokwialny ~ naturalny sposób wyrażenia tych samych treści).

      Teksty z Aleksandra bardzo mi się podobały, ale to książka z której osobie nieznającej angielskiego, bez pomocy nauczyciela, byłoby się raczej trudno uczyć. W ogóle, jak wspomniałem niegdyś w artykule: http://woofla.pl/jak-z-glowa-wybierac-materialy-do-nauki-tak-aby-nie-meczyc-sie-bez-potrzeby/ uważam, że uczenie się z książki napisanej wyłącznie w języku X do nauki języka X to słaby pomysł.

      @Ev
      podrzucisz mi linka do tej wersji z chińskimi komentarzami?

  3. A skoro mowa o podręcznikach – możesz polecic jakis do.. polskiego? 😛 Papierowa, a może coś online? Ale coś sensownego, co nie owija w bawełnę, żeby można to przerobić gruntownie bez skrótów i rozbijania na okres kilku lat? Polski mi sprawia co raz więcej problemów i zamiast uczyć się nowych języków co raz większa potrzeba zaczyna się ujawniać w zadbaniu o język ojczysty.. :/ 🙁 : (

    1. @Ev
      niestety nie znam nic takiego. Nauka języka polskiego wygląda u nas zupełnie inaczej niż języków obcych. Z gimnazjalnych lat bardzo dobrze wspominam ćwiczenia z gramatyki (po dwa zeszyty na rok), pełne humoru. W tej chwili nie pamiętam dokładnie tytułu, wydaje mi się, że "Gdańskiego Wydawnictwa Oświatowego" (sprawdzę piwniczne archiwum w Wielkanoc, chociaż pewnie poszły na makulaturę już wiele lat temu), ale w związku z tym, że 100 razy już zmieniła się podstawa programowa, oceniam, że są nie do kupienia. (Na stronie GWO jest niby coś do gramatyki, ale to nie to). Mimo wszystko nie nazwałbym tego "gruntownym wykładem języka polskiego".
      Z bardziej treściwych książek lubię "Gramatykę Języka Polskiego – Zarys popularny" Piotra Bąka (mam wydanie V z roku 1986; wydawnictwo Wiedza Powszechna), ale przyznam, że zaglądam do niej raz na rok. Ale czy polecam? Większość omawianych przykładów pochodzi raczej z pozycji typu "Pan Tadeusz" niż z literatury współczesnej.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Teraz masz możliwość komentowania za pomocą swojego profilu na Facebooku.
ZALOGUJ SIĘ