Dom po sąsiedzku

Jak oglądać telenowele i nie zwariować

telenovelasKiedy zaczynałam naukę hiszpańskiego na intensywnym kursie dla początkujących i ledwie potrafiłam się w tym języku przedstawić i powiedzieć skąd jestem, nie mogłam się nadziwić koleżance z grupy, która nie dość że znała wyrażenia typu ¡No me digas! (Nie mów!), ¡Fuera de aquí! (Wynocha stąd; tutaj fuera to dosł. na zewnątrz) i sporo słownictwa dotyczącego życia codziennego, to jeszcze miała całkiem ładną wymowę (a na pewno lepszą niż ktokolwiek z nas, pozostałych uczestników kursu). Skąd jej się to wzięło? Właśnie z seriali, jak wyznała. Dopytana sprecyzowała, że chodzi o telenowele.

Cała sprawa zaintrygowała mnie na tyle, że rozpoczęłam poszukiwania telenoweli, którą mogłabym od czasu do czasu obejrzeć bez szkód na zdrowiu i zobaczyć, co z tego wyniknie. Na wstępie odrzuciłam wszystko to, co akurat emitowała polska telewizja, bo niezbyt mi się podobał pomysł wyławiania poszczególnych fraz, których akurat nie zagłuszył polski lektor. Zdecydowałam się na jedną z produkcji logo telemundoTelemundo (którą konkretnie i dlaczego – o tym za chwilę), na początek wybrałam wersję z napisami i rozpoczęłam eksperyment, który – jak się wkrótce okazało – dawał i nadal daje całkiem ciekawe rezultaty. A w międzyczasie, w różnych miejscach w sieci, poczytałam trochę o popularności metody „na telenowelę" jako metody pomocniczej w nauce języka hiszpańskiego.

Co takiego jest w telenowelach hiszpańskojęzycznych, że potrafią służyć jako naprawdę dobre wsparcie w przyswajaniu języka?

1. Niezależnie w jakiej części świata i w którym roku serial został nakręcony, niezależnie jak szerokie spektrum umiejętności aktorskich wykazują osoby w nim występujące, jednego możecie być zawsze pewni: będą mówić powoli i wyraźnie. (No, może od czasu do czasu przyspieszą trochę – w końcu mamy do czynienia z opowieściami o wielkiej namiętności, zazdrości, zdradzie, rozpaczy itd. – ale zawsze bez szkody dla dykcji).

2. Ważniejsze kwestie są zawsze powtarzane. Na różne sposoby. Jeśli nie zdążycie się zorientować, co takiego don Renato powiedział swojej żonie Evie, że tej aż szczęka opadła, nie musicie nawet cofać odcinka do początku kwestii, bo jest bardziej niż prawdopodobne, że Eva, jak już odzyska zdolność mówienia, sama powtórzy słowa męża, żeby się upewnić, że dobrze usłyszała, i wszystko stanie się jasne. Albo inny przykład. Widzicie ten obrazek u góry? Pani trzymana przez pana mówi: ¡Suéltame! (Puść mnie!). Drugi pan popiera jej żądanie, krzycząc: ¡Suéltala, imbécil! (Puść ją, durniu!). Możemy sobie jeszcze wyobrazić, że wbiega służąca i woła zrozpaczona: ¡Señor, por favor, suéltela! (Proszę, niech pan ją puści!). Naprawdę tak to wygląda!

3. Bohaterowie telenowel ciągle coś od kogoś chcą, często komuś grożą, kompulsywnie zastanawiają się „co by było gdyby", gorączkowo próbują zrekonstruować utracone wspomnienia, a do tego podsłuchują i powtarzają to, co usłyszeli… Innymi słowy, mamy nieustanną okazję uczenia się i / lub powtarzania praktycznie wszystkich używanych w codziennej mowie czasów i trybów. Należy, rzecz jasna, wziąć poprawkę na to, że formy gramatyczne i słownictwo z serialu np. argentyńskiego będą się nieco różniły o tych z serialu np. meksykańskiego. Dlatego, jeśli nie macie szczególnych preferencji co do dialektu, jakiego chcecie słuchać, polecam produkcje wspomnianego już Telemundo z USA. Grają w nich aktorzy najróżniejszego pochodzenia (najczęściej: Meksyk, Argentyna, Kolumbia), a używają wystandaryzowanej wersji hiszpańskiego (z lekkim przechyłem w stronę meksykańskiej).

4. Niezależnie od tego ile trupów i ile zmian sojuszy między bohaterami przypada na jeden odcinek, niezależnie od tego, jak piętrowe okazują się tożsamości niektórych i jak często uznani za zmarłych okazują się żywi, trzeba przyznać, że fabuła dowolnej telenoweli jest w gruncie rzeczy przewidywalna, bo oparta na podobnych schematach, a słownictwo – niewyszukane. Dzięki temu (i dzięki wspomnianym w poprzednich punktach rzeczom) na stosunkowo wczesnym etapie nauki języka można zrezygnować ze wspierania się napisami.

To tyle o potencjalnym zastosowaniu telenowel jako pomocy w nauce języka. A teraz czas na kwestię zasadniczą: jak wybrać telenowelę, którą dałoby się oglądać przez dłuższy czas bez uszczerbku dla zdrowia?

La casa de al lado - plakatZacznijmy od tego, że nie każdy musi je oglądać, a nawet nie każdy powinien. Powiedzmy sobie szczerze: telenowele są głupie. Czy naprawdę chcecie patrzeć, jak młoda dziewczyna, której życie jest w niebezpieczeństwie, słysząc dzwonek do drzwi, radośnie biegnie otworzyć i nawet nie pyta, kto tam? Albo jak młody mężczyzna, będąc kochankiem swojej lekarki, wciąż zwraca się do niej usted (pani)? Jeśli jednak charakteryzujecie się dużą odpornością na absurd i chcecie spróbować coś obejrzeć, mam dla Was dobrą wiadomość: współczesne telenowele odchodzą już od schematu „biedny kopciuszek po wielu perypetiach wreszcie poślubia księcia", a przypominają raczej seriale sensacyjne, a czasem thrillery. Akcja w nich pędzi, ciągle ktoś ginie, można nie nadążyć ze zliczaniem trupów.

Jako pierwszy serial do oglądania wybrałam „El rostro de la venganza" (polski tytuł: „Oblicze zemsty"), przede wszystkim dlatego, że dużo w nim strzelają, no i ze względu na tę zemstę w tytule. Główny bohater został niesłusznie skazany za zabójstwo i spędził w więzieniu 20 lat… Czy coś Wam to przypomina? Ale nie, to nie on będzie się mścił. On będzie tylko próbował nauczyć się żyć w społeczeństwie, jako jedyny dobry i naiwny w otoczeniu samych intrygantów. (A to? Z czymś się Wam kojarzy?) Będzie też próbował przypomnieć sobie, co tak naprawdę się stało 20 lat temu, a mnóstwo osób będzie mu w tym przeszkadzało, nie przebierając w środkach.

To nie jest tak, że męczyłam się oglądając i że robiłam to wyłącznie ze względu na naukę języka. Ten serial naprawdę mnie wciągnął, a kilka wątków i postaci uważam za całkiem nieźle nakreślone. Podobał mi się biznesmen-bandyta, grany przez Saúla Lisazo, elegancki, uprzejmy i niebezpieczny. I podobał mi się sposób, w jaki została sportretowana jego rodzinka. Po kilkudziesięciu odcinkach na scenę wkracza też najciekawsza i kluczowa dla serialu (i świetnie zagrana!) postać pielęgniarki z interesującym zaburzeniem osobowości. Oczywiście momentów żenujących jest sporo, w końcu mamy do czynienia z telenowelą, ale poziom żenady określiłabym jako porównywalny z pierwszym lepszym filmem hollywoodzkim. Jeśli miałabym Wam polecić jakąś telenowelę, to na pewno „El rostro…"

Teraz z kolei oglądam „La casa de al lado" (polski tytuł: „Dom po sąsiedzku") i nadal jest interesująco, choć współczynniki absurdu i żenady dużo wyższe. Mamy tu dom rodziny Conde, w którym, jak co chwila słyszymy, „nic nie jest takie, na jakie wygląda" (i już od pierwszego odcinka domyślamy się, co konkretnie takie nie jest), mamy też dom po sąsiedzku, w którym dla odmiany wszystko jest do bólu takie, na jakie wygląda: mąż zły-że-aż-strach i jego niemożliwie zahukana żona. Są oczywiście romanse, intrygi, co chwila ktoś pada trupem, a całość stylizowana jest na opowieść gotycką (nie żartuję!). Ten tytuł też polecam, ale z pewną taką ostrożnością.

Jeśli macie jakieś swoje ulubione seriale (niekoniecznie telenowele), które pomogły bądź nadal pomagają Wam w nauce języków – zapraszam do dzielenia się tytułami.

 

Zobacz także:

Hiszpańskie filmy, które łatwo przeoczyć
Czy Polak może (na)uczyć się hiszpańskiego meksykańskiego?
Meksykanie i ich język: prawdy, półprawdy, ćwierćprawdy i słówka-jokery
Dlaczego warto oglądać obcojęzyczne „talent shows"
Jak słuchać, żeby usłyszeć