dwujęzyczność

Szwajcaria – językowa perła Europy

W dzisiejszym artykule chciałabym Wam przedstawić kraj, który od zawsze mnie intrygował właśnie ze względu na swoją nietypową sytuację językowo-polityczną. Mowa oczywiście o Szwajcarii – państwie, które utrzymuje swoją suwerenność jednocześnie będąc niesamowitą mieszanką kulturową. Myślę, że Szwajcaria będzie idealnym miejscem dla każdego językowego zapaleńca. To co, jedziemy?

Szwajcaria kojarzy się przede wszystkim z pieniędzmi, zegarkami i nartami. Trudno się z tym nie zgodzić, natomiast jest też perełką językową na tle Europy. W Szwajcarii obowiązują aż cztery języki urzędowe: niemiecki, francuski, włoski i retoromański. W kraju obowiązuje podział językowy, który został ustalony już w XVIII wieku. Poniżej znajduje się mapa:

Szwajcaria dzieli się na 24 kantony, z czego 19 kantonów należy do strefy niemieckojęzycznej. W 4 kantonach mieszkańcy porozumiewają się po francusku. Natomiast włoski jest językiem oficjalnym kantonu Ticino. W kantonie Gryzonia można usłyszeć także język retoromański. Sytuacja procentowa (dane z 2015 roku) prezentuje się następująco: (szwajcarsko-)niemiecki 63,9%, francuski 19,5%, włoski 6,6%, retoromański 0,5%, inne języki 9,5%.
Dialekt języka niemieckiego, który można usłyszeć w niemieckich kantonach to tak zwany Schwyzerdüstch. Jest to odmiana języka niemieckiego, gdzie oprócz innego akcentu występują też różnice leksykalne. Różnice mogą być na tyle duże, że czasem uniemożliwiają komunikację. Trudności w zrozumieniu się mogą mieć osoby mieszkające w Szwajcarii, ale w różnych kantonach. Warto podkreślić, że w szkołach nauczany jest niemiecki literacki „Hochdeutsch" po to, by takie sytuacje nie miały miejsca. Spójrzmy na przykłady w porównaniu z językiem zachodnich sąsiadów. W języku niemieckim zwrot „dzień dobry” to „guten Tag”. Natomiast w Szwajcarii, jeśli mówimy do jednej osoby, to możemy powiedzieć „gruetzi" lub „gruetzi wohl”. Jeśli jednak kierujemy te słowa do większej ilości osób, mówimy "gruetzi miteinander” coś w stylu „cześć wszystkim”. Podobnie ze zwrotem „dobry wieczór”, który po niemiecku brzmi „guten Abend”. Szwajcar powie „guten Abig”.

Podobnie jest z francuskim, który nazywany jest la suisse romande. Tak naprawdę nie ma wiele różnic pomiędzy językiem mówionym w Genewie a tym mówionym w Paryżu, ale proszę nie mówcie tego Francuzom, bo to ich bardzo obraża 🙂 Generalnie francuski szwajcarski uprościł sobie liczebniki. I tutaj otwarcie się przyznaje, że chętnie bym je zaadoptowała do języka Moliera. Od Lille po Marsylię wszyscy powinni używać tych pięknych słów. Objaśniam wszystkim nieznającym francuskiego – liczebniki to zło, przynajmniej dla mnie. Pomijając moje osobiste odczucia, po francusku siedemdziesiąt to „soixante-dix” (w dosłownym tłumaczeniu sześćdziesiąt-dziesięć). Natomiast Szwajcarzy uczynili język piękniejszym tworząc słowo „septante” czyli siedemdziesiąt. Proste, a cieszy. Podobnie z osiemdziesiąt „quatre-vingts” (cztery-dwadzieścia) to w Szwajcarii „huitante”. I oczywiście dziewięćdziesiąt „quatre-vingt-dix” (cztery-dwadzieścia-dziesięć) to „nonante”. Pozwolę sobie zacytować Adama Kristola z Uniwersytetu Neufchatel, który zapytany o różnice w tych językach odpowiedział:

„It’s the same dish but the spices are different.”

Jeśli chodzi o język włoski, to używa się go głównie w rejonie Ticino. Podobnie jak w innych kantonach tutaj też widoczne są wpływy z innych języków. Spójrzmy na stronę leksykalną – jeśli jesteśmy w restauracji i chcemy zamówić jakiś posiłek w standardowym włoskim używamy czasownika „ordinare”, ale gdy jesteśmy w Ticino mówimy „comandare”, pochodzi to od francuskiego czasownika zamawiać – „commander”- już ich lubię 🙂 Jeśli chcemy powiedzieć o zniżce używamy słowa „ribasso”, które jest podobne do niemieckiego rabatu, „der Rabatt”. Wloch użyłby tutaj słowa „sconto” (obniżka). Poza tymi różnicami występują również inne wariacje dotyczące końcówek lub rodzaju danego słowa. Osoba znająca włoski nie powinna mieć problemów z komunikacją w tym kantonie.

Czwartym językiem w Szwajcarii jest romansz. Pod tą nazwą kryje się pięć dialektów: Sursilvan, Sutsilvan, Surmiran, Puter i Vallader. Najbardziej rozpowszechnionym dialektem jest Sursilvan, którego używa się w zachodniej części regionu. Na drugim miejscu plasuje się Valader używany głównie na wschodzie. Sutsilvan jest dialektem, który posiada najmniejszą liczbę użytkowników. W 1982 roku weszła w życie oficjalna wersja języka znana jako Romansh Grishun. W języku romansz widać największe pokrewieństwo z językiem włoskim. Różnicą jest natomiast fakt, iż w przeciwieństwie do włoskiego, w języku romansz rzeczowniku rodzaju męskiego nie kończą się samogłoską. Mimo wszystko podobieństwo jest znaczne. We włoskim chleb to „pane”, natomiast w romansz „paun”. Podobnie ze słowem ściana – po włosku „muro”, w romansz „mir”. Niestety liczba osób posługujących się tym językiem maleje, dlatego też rząd w Szwajcarii wziął język romansz pod swoje skrzydła i stara się go pielęgnować. Powołano do życia specjalną organizację Lia Rumantscha, która ma na celu ochronę języka.

Językowy miszmasz w pigułce

  • Röschtigraben to termin, którym określa się wszelkie polityczno-językowe różnice między francuskojęzyczną, a niemieckojęzyczną częścią Szwajcarii.
  • Była kanclerz konfederacji Szwajcarskiej Corina Casanova posługuje się biegle między innymi językiem romansz.
  • W Szwajcarii większość produktów wyposażona jest w etykiety w trzech językach: niemieckim, francuskim i włoskim
  • W kantonach francuskich nauczanym językiem obcym jest niemiecki, a w niemieckich francuski. W Ticino językiem nauczanym w szkłach jest francuski. Natomiast w Gryzonii uczniowie wybierają spośród niemieckiego, francuskiego i romansz.
  • Poczucie przynależności do kantonu określa się mianem Kantönligeist. Niestety słowo to kojarzy się raczej negatywnie. Używa się go do podkreślenia faktu, iż każdy kanton ma swoją własną kulturę i historię.
  • Polentagraben – termin, który oznacza wszelkie różnice pomiędzy mieszkańcami niemieckojęzycznej części Szwajcarii, a mieszkańcami rejonów Ticino.
  • Drugim językiem obcym w szkole jest zazwyczaj język angielski.
  • Trzy kantony są oficjalnie dwujęzyczne: Fribourg, Berno i Valais. Językami urzędowymi są tam niemiecki i francuski.
  • Gryzonia to kanton, gdzie językami urzędowymi są niemiecki, włoski i romansz.
  • Języka romansz można posłuchać, klikając na audycję tutaj
  • Podstawowe zwroty w języku romansz:
    dzień dobry –
    bun di
    dobry wieczór –
    buna saira
    do zoabczenia –
    a pli tard
    do widzenia –
    a revair 
    jak się masz? –
    co vai? 
    dobrze –
    bain 
  • Istnieje zespół tworzący muzykę hip-hop w języku romansz – Liricas Analas – link do przesłuchania tutaj.

Nie wiem jak Wy, ale ja jestem zauroczona bogactwem językowym, kraju, który posiada siedem milionów mieszkańców. Warto podkreślić, że Szwajcaria jak mało który kraj, dba o dziedzictwo kulturowe nie tylko rodaków, ale też imigrantów, co przyczynia się do tworzenia tygla językowego w samym środku Europy. Zdecydowanie jest to jedno z tych miejsc, które muszę odwiedzić – kolejny punkt na mojej ‚bucket list’. A co Wy o tym sądzicie? Ktoś się wybiera w tamte rejony? I czy jest to dla Was językowa inspiracja?

Niemowląt sprawności językowe, cz. 2 + o dwujęzyczności słów kilka

niemowlat2

Grafika autorstwa… Autorki.

Powracamy do problematyki językowego rozwoju człowieka, którą rozpoczął ten artykuł.  Dziś chciałabym się podzielić pozostałymi, wybranymi przeze mnie wynikami eksperymentów opisanych w pracach badawczych zaprezentowanych na hiszpańskiej konferencji „Workshop on Infant Language Development”, organizowanej przez Basque Center on Cognition, Brain and Language.  Dotkniemy m.in. tematu dziecięcej dwujęzyczności, ale nie tylko w kontekście suchych badań – przedstawię bardzo ciekawy (moim zdaniem) przykład z życia mojej koleżanki. Znajdzie się także dobra okazja, by zareagować na pytanie od jednej z naszych czytelniczek, która wychowuje dzieci w związku polsko-amerykańskim.

Powinniście czytać dalej, jeśli ciekawi was chociażby…

Jak niemowlęta dostosowują się do gramatycznych struktur?

Co wpływa na ich strategie uczenia się nowych słów i pojęć?

Czy możliwe jest wychowanie dwujęzycznego dziecka w związku Polaków-absolwentów anglistyki?


NIEMOWLĘ & UCZENIE SIĘ

Badacze Markman i Wachtel założyli przed laty, że strategiami uczenia się u niemowląt rządzi tzw. Mutual Exclusivity (ME). Nie pozwala ona małemu człowiekowi przyjąć innego założenia, niż to, że jeden obiekt powinien mieć dokładnie jedną słowną reprezentację. Jednak bywa, że dzieci wystawiane są na działanie synonimów (w swoim ojczystym języku) czy też narzeczy zupełnie obcych (zwłaszcza w rodzinach wielojęzycznych, bądź też w życiu codziennym i pre-szkolnym) – czy zasada ME rzeczywiście pozostaje wówczas nieugięta?

Badanie przeprowadzone na trzech grupach 19-miesięcznych niemowląt udowodniło, że przywiązanie do ME maleje w niektórych okolicznościach w sposób znaczny. Zarówno dzieci wychowujące się "dwujęzycznie", jak i te, którym zaaplikowano limitowaną dawkę nauki języka obcego (pasywne słuchanie i interakcja raz na tydzień), nie miały problemu z zaakceptowaniem zmienności nazywania tego samego obiektu (maskotka zajączka mogła nagle stać się króliczkiem). Grupą odniesienia były w tym przypadku oczywiście dzieci jednojęzyczne, u których wykazano mniejszą elastyczność w tym zakresie.

Does minimal exposure to a second language changes word learning strategies in infants?
Kovacs, A. M.
Cognitive Development Centre, CEU, Budapest

NIEMOWLĘ & SYNTAKTYKA

W innym badaniu udowodniono, że już 13-miesięczne niemowlęta, w obliczu prezentowanego im języka sztucznego, preferują i rozpoznają regulacje zgodne ze strukturą ich języka ojczystego. Dowodzi to potędze istniejących w jednostkach ludzkich regularności statystycznych w uczeniu się języków – zarówno na samym początku życia, jak i w jego dalszym biegu.

Infant adaptation to syntactic structure
Onnis, L. & Thiessen, E.

Tego typu badania, choć może nie zawsze jasne dla laików w swoim dokładnym przebiegu i metodologii, oraz niepozbawione marginesu statystycznego błędu, dają jednak pewien ogląd na, jak się okazuje, niezwykle wczesny rozwój zdolności poznawczych u dzieci, także zaawansowanych kompetencji językowych.

Tak zwana wiedza potoczna dawno już wzbogacona została o hipotezy i przekonania dotyczące zalet dwujęzyczności podjętej w jak najmłodszym wieku. Profitów związanych z elastycznością myślenia, uczenia się, zapamiętywania czy ogólną wygodą życiową nie trzeba udowadniać żadnymi badaniami. Mimo to, pozwolę sobie przytoczyć jedną z interesujących prac, w której to wzięto pod lupę niemowlęta "chłonące" jednocześnie dwa, bardzo zbliżone do siebie rytmicznością języki, tj. hiszpański i baskijski.
(Moja wiedza nt. języka Basków jest mocno ograniczona, natomiast jestem świadoma jego izolowanego charakteru: czy ktoś faktycznie może potwierdzić jego znaczące podobieństwo do hiszpańskiego?)

Takie tam śmieszne, z internetu.

Takie tam śmieszne, z internetu.

NIEMOWLĘ & DWUJĘZYCZNOŚĆ

Badacze zastanawiali się, czy zaledwie czteromiesięczny (!), dwujęzyczny Hiszpano-Bask zdoła rozróżnić między sobą swoje dwa natywne języki. Jako porównania użyto pary języków nieznanych dziecku i znacznie różniących się między sobą (były to, uwaga, polski i japoński).

Okazało się, że człowiek zaledwie kilka miesięcy po urodzeniu jest świadom, kiedy dokładnie otaczany jest językiem torreadorów, a kiedy do akcji wkracza baskijska babcia czy wujek.

Language discrimination in monolingual and bilingual infants of Spanish and Basque Monika Molnar, Judit Gervain, Marcela Peña, Martijn Baart, Ileana Quiñones & Manuel Carreiras

Wynika z tego, że każde prawidłowo rozwijające się psychicznie dziecko, odznacza się fantastycznym przystosowaniem do bilingwalnego "eksperymentowania" na jego kilkumiesięcznym, a potem już kilkuletnim organizmie.

STUDIUM PRZYPADKU KOLEŻANKI X

Jedna z moich koleżanek, którą dla ułatwienia ochrzczę tajemniczym pseudonimem "X", dała mi się początkowo poznać jako uczennica starszej klasy, bezpardonowo krocząca korytarzami mojej podstawówki i wymieniająca z przyjaciółkami zdania wypowiedziane typowym, czystym amerykańskim akcentem, znanym doskonale z wątpliwej jakości filmów i seriali młodzieżowych.

Kiedy w toku relacji dowiedziałam się o jej dwujęzyczności, automatycznie założyłam, że musi ona pochodzić z rodziny mieszanej pod względem narodowości, lub przynajmniej mieć za sobą dłuższy pobyt za granicą. Okazało się, że X zawdzięcza swoje kompetencje tylko i wyłącznie profesji swoich rodziców – nauczycieli angielskiego.

Specjalnie dla potrzeb tego artykułu, dopytałam X o kilka szczegółów związanych z jej językowym rozwojem.

Po pierwsze: Czy rodzice X wdrożyli ją w dwujęzyczność od samego początku jej życia, czy nastało to już po wypowiedzeniu przez nią pierwszych słów po polsku?

X wie, że to angielski był jej "pierwszym z pierwszych" języków. Polski został wdrożony do życia X dopiero, gdy skończyła ona 3-4 lata.

Po drugie: Czy "rygor" zwracania się do niej w języku angielskim dotyczył obojga rodziców, czy tylko jednego?

Początkowo to matka X miała być rodzicem "anglojęzycznym", zaś ojciec miał zwracać się do córki po polsku. Wkrótce jednak matka X uznała, że dawka angielszczyzny będzie zbyt mała, więc poleciła również mężowi całkowicie ograniczyć użycie języka polskiego.

Gdy X osiągnęła wiek 7-8 lat, ojciec postanowił zwiększyć udział polskiego, lecz matka odmawiała jego użycia w rozmowach z córką. X wspomina, że irytowało ją to, gdyż nie zawsze była w stanie wyrazić po angielsku to, co przytrafiło jej się w ciągu dnia w polskiej szkole.

Po trzecie: Czy proporcje między używaniem przez nią polskiego i angielskiego były wyważone?

X uważa, że częste obcowanie z językiem polskim w szkole i u dziadków pozwoliło zrównoważyć wyłączność angielskiego, którym posługiwano się w domu rodzinnym.

Po czwarte: Czy dziś, w wieku dwudziestu-kilku lat, X nadal rozmawia ze swoimi rodzicami po angielsku?

Matka X przez całe jej życie rozmawiała z nią wyłącznie po angielsku, co ma miejsce do dnia dzisiejszego. Ojciec rzadko używa już angielskiego w rozmowach z X, zwłaszcza, kiedy opowiada jej o swoim życiu. Warto wspomnieć, że rodzice X w pewnym momencie rozwiedli się.

X rozmawia z ojcem po angielsku tylko wtedy, gdy chce "wykluczyć" z rozmowy kogoś nieanglojęzycznego, bądź też w przypadku tematów trudnych emocjonalnie  – jest to dla X bardziej komfortowe. Cytat: "I can't word myself emotionally in Polish as well as I can in English"

I wreszcie: Co skłoniło rodziców X do podjęcia tego typu "eksperymentu" na dziecku?

Główną inicjatorką przedsięwzięcia była matka X, która uznała, że będzie to ciekawe pod względem lingwistycznym doświadczenie (przypadek córki stał się nawet tematem jej licencjatu oraz magisterki). Matka X interesuje się językoznawstwem oraz psycholingwistyką, sama X również studiuje kierunek pokrewny.

Dziadek od strony ojca X również próbował wychować dwujęzycznie swoją młodszą córkę, tj. ciotkę X. Eksperyment niestety nie powiódł się, lecz ojciec X obserwował z zaciekawieniem poczynania dziadka X, toteż przystał na pomysły żony.

 WIADOMOŚĆ OD CZYTELNICZKI – DYSKUSJA OTWARTA

Ponad tydzień temu otrzymaliśmy na facebooku list od jednej z naszej czytelniczek, Polki mieszkającej w Stanach Zjednoczonych:


 

"Dzien Dobry, Poszukuje odpowiedzi na pytania. Mieszkam w USA jestem Polka z wyksztalcenia pedagogiem, moj maz jest Amerykanienem, nauczycielem angielskiego. Mamy dwojke malych dzieci mowiacych zarowno po polsku jak i angielsku na takim samym poziomie. Za rok nasze starsze dziecko obejmie obowiazek szkolny. My jednak mamy idealne warunki, zeby uczyc dzieci w domu. I tutaj pojawia sie maly problem. Ja caly czas mowie do dzieci po polsku i one sie juz nauczyly same z siebie, ze w zaleznosci do kogo mowia zmieniaja jezyk. Nie wiem jak mam to pogodzic z nauka w domu ktora jednak musi byc po angielsku. O ile teraz wszystko jest zabawa i dzieci ucza sie same, o tyle za chwilke bedzie trzeba wprowadzic im alfabet, i to ja bede musiala uczyc w ciagu dnia. Jak to pogodzic, jak uczyc, zeby dzieci znaly pojecia w swoim jezyku a nie zgubily takze polskiego. Czy ktos moze z forumowiczow jest w takiej sytuacji? Bede wdzieczna za wszelkie informacje i linki na temat, moga tez byc w jezyku angielskim. Pozdrawiam Asia"


 

Trudno mi dawać jednoznaczne rady naszej czytelniczce, z kilku powodów: po pierwsze, nie mam dzieci; po drugie: nie mam obcojęzycznego partnera, ani nie mieszkam poza granicami Polski. Brak mi wykształcenia lingwistycznego czy pedagogicznego, zaś zdobycie psychologicznego jest obecnie w toku. Jednak przypadek koleżanki X daje dużą dawkę nadziei na to, że nawet jeden rodzic jest w stanie "zatrzymać" w dziecku język, którego nie słyszy ono w szkole czy od kolegów, co oczywiście wymaga ogromnej pracy, determinacji i konsekwencji wszystkich członków rodziny.

Rzecz jasna należy wziąć pod uwagę wszelkie czynniki zakłócające – mąż naszej czytelniczki nie zna polskiego; potęga oddziaływania angielskiego na terenie USA z pewnością "miażdży" mowę Polaków, zaś wychowanie jedynaczki (X nie miała rodzeństwa) w sposób znaczący różni się od posiadania w domu większej gromady pociech.

Być może w komentarzach znajdzie się kilka rad od osób odwiedzających Wooflę?

Zobacz także…
Niemowląt sprawności językowe – część 1

Najpiękniejszy z językowych przełomów

Jak szybko można zapomnieć – historia oparta na faktach
Po naszemu, czyli kilka słów o gwarach wielkopolskich

Niemowląt sprawności językowe, cz. 1

noworodek

Grafika autorstwa… autorki.

Artykuł poświęcam mojemu Bratu.

Już Mickiewicz skarżył się na bezlitosny upływ czasu, który nie pozwala mu powrócić do utraconego raju dzieciństwa. Jako, że autobiograficzne wątki w jego poezji stanowiły temat mojej prezentacji maturalnej, to z dużą dozą pewności mogę zapewnić, że tęsknił on za dzieciństwem dość wczesnym, a jego wspomnienia dotyczyły głównie beztroskich zabaw nad wodami Niemna.

 


„Niemnie, domowa rzeko moja! gdzie są wody,
Które niegdyś czerpałem w niemowlęce dłonie,
Na których potem w dzikie pływałem ustronie,
Sercu niespokojnemu szukając ochłody? (…)”

Adam Mickiewicz – Do Niemna (fragment)


Gdyby Mickiewicz żył, to kto wie – może byłby autorem tekstu do "Życie jest nowelą"?

Uniwersyteckie kursy z zakresu rozwoju psychicznego dziecka poddały w wątpliwość tę część moich polonistycznych fascynacji – „niemowlęce dłonie”? Czy wieszcz faktycznie byłby w stanie dokładnie pamiętać, że bawił się nad wodą będąc niemowlęciem? Psychologia jednoznacznie rozstrzyga ten problem, wprowadzając pojęcie amnezji dziecięcej, a więc zjawiska całkowitego braku świadomych wspomnień z okresu przed ukończeniem trzeciego roku życia.

Tak, tak, mnie też (jak wielu, wielu ludziom) wydaje się, że pamiętam urywki scen z mojego własnego inkubatora. Nie ma jednak co się kłócić – poeta Adam zapewne „wykreował” owe wspomnienie tylko na potrzeby wiersza. Może mama mu opowiedziała?

Jednak nie o Mickiewiczu dzisiaj, a o niemowlęctwie właśnie. Znacie jakieś plusy cofnięcia się w czasie do tego najwcześniejszego etapu życia? Oczywiście z wyjątkiem szansy naprawienia wielu błędów i głupstw. No, dalej, jesteśmy wszak na stronie traktującej o językach. Wspaniale byłoby przyswoić równolegle jeszcze jeden, albo i nawet dwa języki obce, prawda? Mimochodem, naturalnie.

Nieistotny jest fakt występowania wspomnianej wcześniej amnezji dziecięcej – do dzieci należy mówić często, dużo, otaczać je „słowną kąpielą” już od pierwszych dni życia.

Nieistotny jest także fakt, że dziecko do mniej więcej 2. roku życia nie będzie umiało stworzyć zdania (a nawet po przekroczeniu 24 miesiąca tworzy zdania co najwyżej dwuwyrazowe). Niemowlę (a więc dziecko, które nie ukończyło pierwszego roku życia) to po łacinie infans – a więc „niemy, niemówiący” – wyraz polski także kryje w sobie to ukryte znaczenie.

A jednak artykuł ten będzie o kompetencjach JĘZYKOWYCH, dostępnych lub rozwijanych przez dziecko w okresie niemowlęctwa właśnie. Oprę się w ogromnej większości na abstraktach prac badawczych zaprezentowanych na hiszpańskiej konferencji „Workshop on Infant Language Development”, organizowanej przez Basque Center on Cognition, Brain and Language.

wild


NIEMOWLĘ & SŁUCH I FONETYKA

Niemowlęta z całą pewnością są zdolne do rozpoznawania słów wyłapywanych z ustnej wypowiedzi drugiego człowieka, mimo, iż nie pojmują jeszcze ich logicznego i głębszego sensu. Eksperymenty z tego zakresu polegają głównie na prezentowaniu dzieciom kolorowych obrazków, koncentrujących się na prostych pojęciach, takich jak poszczególne składniki żywności, czy części ludzkiego ciała, z jednoczesnym głośnym odczytaniem ich nazw przez eksperymentatora. Naukowców dzieli jednak kwestia tego, co właściwie wpływa na wrażliwość słuchowego różnicowania u tak małego człowieka. Na początku sądzono, że fiksacja wzrokowa na danym obrazku wiąże się z faktem prezentowania go przez matkę danego niemowlęcia. Nowsze badania pokazują, że zmienność osoby mówiącej jest całkowicie niezależna od faktu rozpoznania lub braku rozpoznania przez dziecko danego słowa kojarzonego z obrazkiem. Dzieci 6-8 miesięczne rozpoznawały dany rzeczownik tak samo dobrze, kiedy to nieznany mężczyzna przeprowadzał eksperyment. Uwaga dzieci ulegała rozproszeniu tylko w przypadku lekkiej, zdawałoby się niezauważalnej dla tak młodej osoby zmiany jednego z fonemów – np. angielskie słowo „hand” zamieniono na „hund”. Dzieci 12-14 miesięczne jednoznacznie okazały się być wrażliwe właśnie na zmiany fonetyczne, nie zaś przywiązanie do znanego głosu osoby mówiącej.

Infant word comprehension: Robust to speaker differences but sensitive to single phoneme changes
Bergelson, E. & Swingley, D.
University of Pennsylvania

Także umiejętność segmentacji, a więc oddzielania poszczególnych słów od siebie okazuje się być, w świetle najnowszych badań, dobrze rozwinięta u niemowląt. W sytuacji gdy my, dorośli, zaczynamy uczyć się nowego języka (zwłaszcza takiego, który rządzi się zupełnie innymi własnościami rytmicznymi niż polszczyzna), nierzadko napotykamy trudności z poprawnym wyłapaniem, kiedy dane słowo kończy się, a drugie zaczyna. Podręcznikowe nagrania jawią nam się z początku jako jednolity potok dźwięku, z którego dopiero później uczymy się wyszczególniać rzeczowniki, czasowniki, przecinki, pauzy, partykuły, przyimki i tym podobne składowe zdań. Również w przypadku niemowląt sądzono, że tylko zbliżony prozodycznie (akcentowo, rytmicznie) język do tego, które dziecko słyszy na co dzień, nie będzie stanowił segmentacyjnego wyzwania dla maluchów.

I rzeczywiście – monojęzyczne grupy 9-miesięcznych niemowląt brytyjskich i niderlandzkich udowodniły swoją zdolność do rozdzielania dwusylabowych wyrazów w obrębie tych dwóch narzeczy. Co więcej, inne badanie wykazało brak takiej zdolności w sytuacji przebadania małych Brytyjczyków i Francuzów.

Co się jednak okazało? Dwusylabowe wyrazy w językach germańskich (a więc angielskim i niderlandzkim) to zazwyczaj tzw. trocheje. Zaś francuski składa się głównie z dwusylabowych wyrazów jambicznych. Z wyjaśnieniem spieszy Wikipedia:

trochejjamb

Tako rzecze Zarat… Wikipedia. Wolna, ale jednak encyklopedia.

 

Stąd też mali Anglicy nie radzili sobie z segmentacją francuskich jambów.

Inni badacze postanowili więc porównać grupy angielsko-hiszpańskie, w których to językach przeważają dwusylabowe wyrazy trocheiczne. Należy zwrócić uwagę, że w dalszym ciągu były to języki należące do zupełnie innych klas rytmicznych (myślę, że nie ma co do tego wątpliwości).

Stworzono dwie listy, każda składająca się z dwóch, dwusylabowych rzecz jasna, hiszpańskich słów.

Mówiąc precyzyjniej, były to pary gancho/salsa oraz gesto/venda. Jedna z list była prezentowana danemu dziecku przez 60, a drugim eksperymencie przez 45 sekund. Później, to samo dziecko słuchało już listy czterech słów – z czego dwa były mu już wcześniej czytane. Wyniki testu poddano statystycznej analizie i interpretacji. Tu następuje mała dygresja w postaci słabego dowcipu: statystyka jest jak latarnia dla pijanego. Służy do podparcia, a nie do oświetlenia. Pozdrawiam mojego pana profesora W.S. Oto, co wykazały obliczenia:

  • Monojęzyczne dzieci pochodzenia brytyjskiego (wiek: 8,5 miesiąca) z powodzeniem wysegmentowały hiszpańskie trocheje, które prezentowano im wcześniej w sekwencji 60-sekundowej.
  • Sekwencje 45-sekundowe okazały się za krótkie do wystąpienia takiej segmentacji.

Na podstawie powyższych, oraz wcześniejszych badań obalono teorię, jakoby to sam fakt nienatywnego rytmu wypowiedzi uniemożliwiał niemowlętom segmentację słów. Jako głównego winowajcę wskazano właśnie to nieszczęsne podobieństwo prozodyczne w obrębie słów trocheicznych bądź jambicznych (cyt. "the unfamiliarity of the prosodic shape of the target word").

Non-native rhythm does not block word segmentation in infants
Sundara, M. & Mateu, V.
UCLA Department of Linguistics

A CO Z WYDAWANIEM DŹWIĘKÓW?

Ustaliliśmy na początku artykułu, że dzieci poniżej 1 roku życia nie mówią, co rzecz jasna nie stoi na przeszkodzie, by wydawać z krtani różne dźwięki – nie tylko podczas płaczu.

Mały człowiek na początku głuży, a więc wydobywa z siebie pojedyncze głoski lub zbitki głoskowe, najczęściej gardłowe. Około 6. miesiąca życia dziecko zaczyna gaworzyć, a więc posługiwać się prostymi sylabami, w których łączy samogłoski ze spółgłoskami. Gaworzenie ma funkcję praktyczną, pozwalającą na pierwszy trening artykulacyjny. Gdzie tu ciekawostka? Otóż dzieci na całym globie, niezależnie od szerokości geograficznej i ojczystej mowy swojego kraju gaworzą dokładnie tak samo. Z moich uczelnianych notatek wynika, że zjawisko to nosi nazwę "dryfowanie gaworzenia". Dziecko na tym etapie rozwoju nie wpasowuje się jeszcze w żadne ramy fonetyczne swojego własnego języka – ani w chińskie tony, ani w szalone dźwięki języków afrykańskich, ani w trudne dla Polaków zbitki głoskowe Szwedów, ani w trudne dla Amerykanina słowiańskie językołamacze. Dopiero z nadejściem mowy właściwej dzieci tracą zdolności wydawania z siebie uniwersalnych dźwięków, na rzecz specyfiki swoich lingua mater.


W następnym odcinku wpisie postaram się przybliżyć najciekawsze badania z w.w. konferencji, dotyczące tematów:

NIEMOWLĘ & DWUJĘZYCZNOŚĆ

NIEMOWLĘ & SYNTAKTYKA

NIEMOWLĘ & UCZENIE SIĘ


 

Przeczytaj także…

7 grzechów głównych nauki języków obcych

A nie mylą ci się te języki?

Co przyjdzie z słuchania radia przez godzinę dziennie?

Najpiękniejszy z językowych przełomów