O polskiej szkole i Comeniusach z perspektywy ucznia

Noworocznie i językowo o Polsce

Ledwo zdążył się człowiek obejrzeć, a tu już mamy Nowy Rok… Z tego powodu postanowiłem zakończyć cykl „O Comeniusach i polskiej szkole” miłym akcentem – tak, teraz będziemy się chwalić – tak, My wszyscy.

Mini rys historyczny

doyouJak pisałem już wcześniej w moim artykule o polskim szkolnictwie, wiele względów historycznych wpłynęło na realność nauki języków w polskiej codzienności. Począwszy od czasów PRL-u, gdy możliwość nauki języka angielskiego miała niewielka grupa społeczeństwa, aż do dzisiaj, gdy język ten jest wręcz niezbędny do pełnego funkcjonowania w globalnej wiosce. Jako społeczeństwo jesteśmy coraz bardziej świadomi korzyści, które niesie ze sobą znajomość języka Szekspira. Jednocześnie rośnie świadomość społeczna, z konieczności, czy też potrzeby znajomości więcej niż jednego języka obcego. Podobnie jak w modzie i gospodarce, trendy w nauce języków się zmieniają. Od starożytności po średniowiecze królowała greka i łacina. W okolicach XIII wieku rozpowszechniły się języki romańskie, zwłaszcza francuski, który na wyżyny został wyniesiony na przełomie XVI i XVII wieku. Ciekawostką jest fakt, iż w XVII i XVIII wieku wzrósł „popyt” na naukę języka polskiego, stał się on jednym z głównych, poza francuskim, języków obcych używanych do komunikacji w Europie, co spowodowane było bardzo dobrą sytuacją gospodarczą w naszym kraju w tym okresie. W wieku XIX po języku Moneta pałeczkę przejęła Wielka Brytania, co było efektem słynnych wynalazków i odkryć geograficznych tego okresu, które zrewolucjonizowały współczesny świat. Od tego czasu, aż po dziś dzień język Watta i Edisona króluje na całym świecie.

Angielski i wyniki badań społecznych na świecie

Oczywiście tradycyjna angielszczyzna, o której wspominam powyżej, różni się zasadniczo od tej używanej przez nas w dzisiejszych czasach. Jest to wynik ewolucji języka, gdyż każdy język jest tworem żywym i plastycznym, zmienia się nieustannie, podobnie jak gospodarka. Wraz ze zmianami, które zachodziły w naszym kraju, możemy zauważyć, iż znajomość języków obcych w Polsce się poprawia , ba – jeśli chodzi o język Królowej Elżbiety, to zdecydowanie wyprzedzamy pozostałe kraje w światowych rankingach. Według EF English Proficiency Index [Indeks Biegłości Języka Angielskiego EF Education First – tłum. aut.] przeprowadzonego w ponad 70 krajach całego świata za pomocą specjalnych testów, w których udział wzięło ponad dziewięćset tysięcy osób z całego globu, wykazano, iż Polska znajduje się na 9. miejscu w rankingu. Wyprzedzają nas tylko kraje nordyckie i Luksemburg; natomiast poza ścisłą dziesiątką pozostają sławetne Niemcy i Francja. Myślę, że znajomość języków obcych ma pewne odbicie w sytuacji ekonomiczno-gospodarczej danego kraju. Po czasach PRL-u Polska była i jest krajem, który rozwija się najszybciej w porównaniu z innymi krajami będącymi pod dominacją ZSRR. Tak samo w ciągu ostatnich 30 lat znajomość języka angielskiego zdecydowanie wzrosła, a również poziom rośnie. Jedynym państwem, które dorównuje naszym osiągnięciom w tym zakresie, są Węgry. Jednocześnie należy nadmienić, iż, analogicznie do zjawisk ekonomicznych, o te wartości należy dbać, ponieważ zaniedbywane mogą zanikać.
Ranking ten miał również wykazać średni poziom znajomości angielszczyzny w krajach. W Polsce utrzymuje się on w okolicach przełomu B2 oraz C1, z tendencją wzrostową – jest to wynik bardzo pozytywny. Dzięki temu większość osób w naszym kraju jest w stanie przeprowadzić rozmowę na całkiem wysokim poziomie na bardzo dużą ilość tematów; jest to tzw. samodzielność językowa. Choć w naszym społeczeństwie przez cały czas pozostaje gros osób, których poziom znajomości angielskiego może pozostawiać wiele do życzenia, to grupa ta się zmniejsza. Jak wiadomo, najważniejsza w nauce języka jest komunikatywność i wzajemne zrozumienie przekazywanych informacji.
Szczerze muszę przyznać (to tak w ramach językowo-życiowej ciekawostki), iż wraz z moimi znajomymi niejednokrotnie testowaliśmy w ten sposób kasjerów w różnych sieciówkach. Głównie w sieciach fast foodów, typu KFC lub McDonald's; zawsze bardzo ciekawiła nas ich reakcja na „obcokrajowca”, którym był jeden z nas zamawiający jedzenie w mowie nieojczystej. Zazwyczaj traktowaliśmy to jako rodzaj zabawy, a nie eksperyment, ale gdy teraz pochylam się nad tym językowym spojrzeniem, to stwierdzam, że nigdy nie zdarzyło się tak, aby nie udało nam się zamówić jedzenia, choć niejednokrotnie słyszeliśmy też język bardzo pokaleczony, ale wciąż komunikatywny.

Znajomość języka sąsiadów w Polsce

Język niemiecki, pomimo nie najlepszej historii, która łączy nas z Niemcami, jest bardzo żywy w naszym kraju. Według danych Instytutu Goethego Polska jest krajem, w którym najwięcej osób na świecie uczy się języka Beethovena, liczba ta przekracza 2 miliony osób. Jednocześnie jest to najchętniej wybierany drugi język w gimnazjach i liceach. Chociaż, nie wiadomo dlaczego, dla Polaków język naszych sąsiadów zdaje się trudny, to wyjątkowo dużo osób postrzega go pozytywnie, jako bardzo dobre narzędzie oraz szansę na zaistnienie w świecie wielkich firm i spółek. Pomimo że poziom niemieckiego jest znacznie niższy niż angielskiego, to nie da się ukryć, że w dalszym ciągu jest on dobry. Całą sprawę dodatkowo ułatwia fakt, iż język Edisona należy do grupy języków germańskich, dzięki czemu te dwa języki nawzajem się dopełniają. W tej chwili, myślę, że mogę stwierdzić, iż angielski wraz z niemieckim w naszej szerokości geograficznej są najważniejszymi dla nas językami. O dziwo jedynie Rosjanie doganiają nas pod względem liczby osób uczących się niemieckiego. Faktem, który mną samym wręcz wstrząsnął, jest natomiast liczba osób, które uczyły się języka niemieckiego w szkole – wynosi ona około 92%. Od lat 90. można zauważyć ogromny wzrost uczących się. W ciągu 25 lat, liczba mówiących w tym języku wzrosła ponad dwukrotnie. W tym wypadku uzasadniony zdaje się tytuł Polen ist Weltmeister im Deutschlernen [Polska jest mistrzem świata w nauce niemieckiego – tłum. aut.].

Résumé

Główne założenia Indeksu to:
1. Porównanie zarobków w danym kraju per capita z poziomem znajomości języków obcych. Badania wykazują, że im lepsza jest znajomość języków, tym wyższe są zarobki w danym kraju.
2. Społeczeństwo europejskie zdecydowanie najlepiej zna angielski w porównaniu z innymi częściami świata. W naszej części globu poziom angielskiego jest najwyższy. Jednocześnie badania wykazują, iż kobiety znają go lepiej niż mężczyźni.
3. Ilość inwestowanego czasu i wysiłku w naukę języka obcego niekoniecznie jest wprost proporcjonalna do efektów nauki. Na całym świecie zauważa się zróżnicowane poziomy, które nieustannie się zmieniają.
Jak już wspomniałem powyżej, najważniejszą funkcją języka jest komunikacja. Jeśli mowa, której używamy, jest nam znana nawet na niskim poziomie, i tak najważniejszą wartością pozostanie komunikatywność. Artykuł ten ma na celu uświadomienie nas wszystkich o tym, iż Polska nie jest tak bardzo zacofanym krajem, wręcz odnosimy sukcesy na arenie światowej; myślę, że informacja ta jest również bardzo dobrą motywacją do dalszej nauki. Można wziąć udział w teście firmy EF, który jest elementem wykorzystywanym w Indeksie jako jeden z respondentów.
Wchodząc w Nowy Rok tym artykułem, chciałbym życzyć w imieniu redakcji wszystkim Czytelnikom WOOFLi wielu sukcesów w nauce języków obcych, niekończącej się motywacji i szczęścia na nadchodzący czas roku 2016.


Podobne artykuły…

Angielski jako język globalny
Jak wiele można wynieść z polskiej szkoły, czyli mankamenty i problemy polskiej sceny edukacji językowej
O sławą objętych projektach (nie tylko) europejskich – Comenius, Erasmus i inne podróże językowe

O sławą objętych projektach (nie tylko) europejskich – Comenius, Erasmus i inne podróże językowe

comenius_logoCzy słyszeliście kiedyś o wymianach uczniów? Jeszcze do niedawna był to atrybut państw rzędu Francji, USA, Kanady czy Niemiec, jednak Polsce odległy. Od kiedy weszliśmy do Unii Europejskiej, zyskaliśmy wiele możliwości w tym sektorze. Jakie możliwości płyną z tego typu projektów? Czy warto wydawać pieniądze na podróże językowe?

Czym jest podróżowanie i czym są projekty edukacyjne?

Jak mówi definicja słownikowa, podróżowaniem nazywamy przemieszczenie się do jakiegoś określonego, odległego miejsca. Goniąc po świecie, podziwiamy piękne zabytki i poznajemy kultury, a co za tym idzie, możemy czerpać również wiele korzyści językowych.
Odkąd Polska wstąpiła do Unii Europejskiej (a minęło już od tego czasu jedenaście lat), powstało dużo projektów międzynarodowych, nawiązaliśmy współpracę z wieloma krajami (nie tylko europejskimi). Najpopularniejsze projekty, które powstały dzięki Unii Europejskiej to m.in.: Sokrates, Comenius i Erasmus.

Projekty edukacyjne w Polsce

Polska współpracuje z licznymi państwami w ramach projektów edukacyjnych, a korzyści które z nich płyną są obopólne. Niewątpliwie najważniejszym aspektem i zaletą tych działań jest ćwiczenie języka obcego. Jak wskazuje definicja języka, jest on kodem służącym nam do komunikacji werbalnej. Wszystkie języki opierają się na tych samych zasadach działania, a opisuje to schemat Jacobsona, który zamieszczam poniżej.

Funkcja i elementy języka przedstawione za pomocą schematu Jacobnsona
W dzisiejszych czasach doszło do pewnego rodzaju paradoksu, w którym poziom szkoły często przelicza   się na ilość prowadzonych projektów międzynarodowych oraz państw, które ze szkołą współpracują. Nie da się jednak ukryć, że nauka języka w ten sposób jest dużo atrakcyjniejsza oraz zazwyczaj przynosi lepsze efekty. Z własnego doświadczenia wiem (zarówno tego w nauczaniu, jak i tego w uczeniu się), że przełamywanie barier jest dla ludzi bardzo trudne, a sprawy dodatkowo nie ułatwia fakt, iż musimy porozumiewać się za pomocą obcej mowy. Zauważyłem, że wiele osób ma problem z mówieniem, ponieważ boją się że mogą być nie zrozumiane, że mogą popełnić błąd, co skonfunduje je jeszcze bardziej.
Wszystkim tym osobom mówię: „Drodzy bracia i siostry, uciśnięci w strachu przed mową nieojczystą – rozejrzyjcie się dokoła siebie!” Nikt z nas nie jest perfekcyjny, dlatego należy zauważyć, że wszyscy popełniamy błędy. Projekty tego typu wymagają od nas poziomu komunikatywności, zmuszają nas do kontaktu w obcym języku. W zamian dają nam możliwość poznawania nowej kultury, ludzi oraz jak zawsze polepszenia poziomu swojego języka. Niekiedy krótki pobyt za granicą (np. tydzień lub dwa), potrafi zastąpić długi okres nauki w szkole, a wynika to z tego że mamy kontakt z żywym językiem.

Projekty zagraniczne

Projekty zagraniczne cieszą się największą popularnością, co nie dziwi, gdyż są najatrakcyjniejszą formą nauki. Dwie szkoły w różnych częściach Europy nawiązują ze sobą współpracę, w ramach której odwiedzają siebie nawzajem, kooperują przy projekcie oraz zarządzają środkami, które przekazano im na ten cel. Fakt, iż projekty te są częściowo finansowane przez Unię Europejską sprawia, że za niewielką cenę możemy odwiedzić wiele krajów, nauczyć się wielu nowych rzeczy oraz poznać wspaniałych ludzi. Moja była szkoła (którą serdecznie pozdrawiam!) prowadziła kilka projektów równolegle, dzięki czemu miałem możliwość podróżować do kilku krajów Europy. Jednym z naszych projektów był wyjazd do Szwecji, do małej miejscowości o nazwie Rotebro, w gminie Sollentuna, w aglomeracji sztokholmskiej. Naszym najczęstszym środkiem transportu był autokar oraz prom, co jednocześnie pozwoliło nam na zwiedzenie innych miejsc. Sam projekt pokazał nam piękno Szwecji oraz pozwolił poznać ludzi, którzy tam żyją. W ramach zajęć oraz wycieczek prowadzonych na miejscu cały czas rozwijaliśmy się pod kątem języka. Niektórzy nawiązali długofalowe przyjaźnie, które trwają aż do dziś (a projekt zakończył się już prawie cztery lata temu). Aby zmniejszyć koszty oraz by czerpać większe korzyści z projektu, uczniowie zamieszkują w rodzinach goszczących. Zazwyczaj są to rodzice uczniów, których klasa przyjmuje grupę z zagranicy. Nie jest prawdą powszechne przekonanie, że gdy chce się jechać na taki projekt, następstwem jest obowiązek przyjęcia innej osoby, która przyjechała do nas. Nie ma takiego obowiązku, jednak jest to mile widziane, a muszę zaznaczyć, że tego typu aktywności należą do bardzo przyjemnych. Ludzie z różnych zakątków Europy otwarci na innych – to naprawdę wspaniałe doświadczenie, a to wszystko pod przykrywką nauki języka. Sam dwa razy przyjmowałem gości w swoim domu, oczywiście wymagało to ode mnie poświęcenia, ale zwróciło mi się (conajmniej!) dwukrotnie. Był to projekt Comenius, a po tym czasie UE nie przeznaczyła już więcej środków na jego kontynuację, za to rozpoczęła nowy – Erasmus+. Jest to inny projekt, ich założenia różnią się znacząco. Comenius oferował wymianę doświadczeń w nauczaniu, polepszenie jakości kadry, za to Erasmus+ proponował wspólną pracę np. w tworzeniu platformy e-learningowej, z której mogłoby korzystać wielu uczniów z obu krajów partnerskich. Daje on również możliwości rozwijania się uczniom, pozwala im pomagać w tworzeniu platformy, brać udział w konferencjach na ten temat itd. Moja szkoła podpisała tego typu projekt z  Grecją, z małą miejscowością w rejonie Wolos. Wspólnie z Grecją tworzymy platformę edukacyjną, dzięki której uczniowie mogą polepszać swoje umiejętności z wielu przedmiotów. Jedna z konferencji, która odbyła się w Grecji, dała uczniom możliwość bycia tłumaczami, co było niewątpliwie ciekawym doświadczeniem, dzięki któremu nauczyliśmy się trochę o pracy pedagoga i tłumacza. Sam projekt pozwolił nam też odpocząć i oderwać się od szarej rzeczywistości. Jednak myślę, że najciekawszym projektem, który nasza szkoła prowadzi, jest Peacepainting, sponsorowany przez granty EEA, które pozwalają na prowadzenie długofalowych działań w różnych dziedzinach nauki i sztuki. Projekt polega na wymianie z Norwegią oraz dosłownie „malowaniu dla pokoju”. Dzięki temu prowadzone są spotkania z artystami, profesorami wielu uniwersytetów oraz spotkania w wielu muzeach i miejscach sztuki. Głównym założeniem projektu jest fakt, iż każdy może tworzyć sztukę, taką jaką chce. Dzięki prowadzonych wymianach stworzyliśmy w Europie centralnej siatkę przyjaźni, podzieliliśmy się doświadczeniem oraz polepszyliśmy swoje kompetencje językowe.

Projekty wewnętrzne

Poza projektami zagranicznymi istnieją też projekty prowadzone w Polsce, w ramach których ludzie   z całej Europy przyjeżdżają jako wolontariusze, by nauczać języka angielskiego. Tego typu projekty zyskały łatkę „EuroWeeków”. Sam miałem okazję brać udział w tego typu przedsięwzięciu i muszę powiedzieć, że bardzo ciekawa forma nauki. Codziennie odbywają się zajęcia, na których poruszanych jest wiele zagadnień z dziedziny: psychologii, kultury, nauki, podróżowania. Zajęcia są w całości prowadzone po angielsku przez obcokrajowców, ponieważ zazwyczaj ci ludzie nie znają naszego języka ojczystego. Są to młode osoby, które potrafią przekazać informacje w przyjemny i zabawny sposób, są bardzo miłe i traktują swoich podopiecznych jak przyjaciół, co pozwala na przyjemne spędzenie czasu i naukę jednocześnie.

Résumé

Podsumowując, że użyję ulubionego metajęzykowego operatora zapowiadającego podsumowanie prof. Bralczyka, projekty tego typu przynoszą nam wiele korzyści związanych nie tylko z nauką języka. Nie twierdzę, że to jedyny skuteczny sposób nauki, ale jest to bardzo dobry wspomagacz. Nadmieniam też, że nikt nie polecił mi, ani nie zapłacił za to, że piszę tu o pewnych organizacjach. Piszę o nich, bo wykonują dobrą robotę, która służy ludziom. Z tego co wiem, podobnymi rzeczami zajmują się również inne fundacje (np. AIESEC) oraz biura podróży z całego kraju. Tego typu wycieczki można też zorganizować samodzielnie, co pozwala nam na dowolność w podejmowaniu decyzji. Osobiście wszystkim polecam takie projekty i przedsięwzięcia. Jak kiedyś powiedziała pewna mądra osoba – podróże kształcą i zmieniają nasz pogląd na świat, dlatego zachęcam wszystkich, w miarę swoich możliwości, do podróżowania i poznawania innych kultur i języków. Chętnie poczytam o doświadczeniach osób, które brały udział w tego typu działaniach, jeśli chcecie, to podzielcie się swoimi wrażeniami i wątpliwościami w komentarzach 😊.

A dla osób, które chciałyby poczytać troszkę o więcej o projekcie z Norwegią załączam kilka linków:

Polska strona projektu „Peacepainting"

Norweska strona projektu (nie tylko dla norweskojęzycznych)

Podobne artykuły:

Jeszcze o szkołach językowych

Co Polak może zaoferować światu? Wymiana nie tylko językowa

Szwedzie, porozmawiaj ze mną! Refleksje przedwyjazdowe

Jak wiele można wynieść z polskiej szkoły, czyli mankamenty i problemy polskiej sceny edukacji językowej

Angielski jako język globalny

Jak wiele można wynieść z polskiej szkoły, czyli mankamenty i problemy polskiej sceny edukacji językowej

telephoneCzy wciąż pamiętacie swoje lekcje języka angielskiego w szkole? A ilu z Was korzystało w tamtym okresie z korepetycji? Czy wpojony Wam (i nam) materiał oraz metody zastosowane podczas naszego nauczania rzeczywiście się sprawdzają? Czy w naszych polskich realiach nauka jakiegokolwiek języka obcego (nie tylko angielskiego) nie obejdzie się bez wspomagaczy?

Historia polskiego szkolnictwa językowego 

Od roku 1989 nauka języka angielskiego w polskich szkołach jest obowiązkowa, począwszy od szkoły podstawowej, aż do szkoły średniej, a czasem i wyższej. Polski system szkolnictwa przewiduje program, który ma (rzekomo) poprowadzić uczniów od poziomu zupełnie początkującego – A1 aż do poziomu średnio zaawansowanego (B1/B2, który można nazwać „etapem samodzielności”). Od tego planu są również inne wariacje, w zależności od wybranego profilu i grupy językowej na następnych etapach nauczania.

Aktualnie system edukacji w Polsce różni się zasadniczo od tego, który został ustanowiony po wojnie przez władze komunistyczne, wedle którego edukowana była spora część Polaków. Zasadnicza różnica to stworzenie w latach 90. podziału na średnią edukację niższą i wyższą – gimnazja i szkoły ponadgimnazjalne. Edukację podstawową dzielimy na 4 zasadnicze części: pierwsza w klasach 1-3 szkoły podstawowej, kiedy to dzieci uczą się podstawowych czynności potrzebnych do nauki i funkcjonowania w społeczeństwie, następnie drugi etap – klasy 4-6 szkoły podstawowej – wprowadzający uczniów w szersze pojęcie nauczanych przedmiotów, które są konieczne do dalszej nauki; ponieważ podstawówka trwa teraz 6 lat, stworzono osobny twór, czyli gimnazja dopełniające ośmioletni cykl znany z PRL-u z dodanym celowo jednym rokiem nauki, uczniowie nabywają wtedy wiedzę specjalistyczną z zakresu przerabianych przedmiotów. Ostatni, czwarty etap to 1-3 (lub 1-4) klasa szkoły ponadgimnazjalnej – i tak w liceum: przygotowujący do posiadania wiedzy akademickiej; technikum: połączenie wiedzy akademickiej z działaniami praktycznymi; zawodówce: głównie wiedzy praktycznej pozwalającej na rzetelne wykonywanie wybranego zawodu.

Specyfika okresu oraz przedmiotu

Mimo faktu, iż nauczanie języka angielskiego było obowiązkowe od upadku komunizmu w Polsce, nie wszyscy tego doświadczyli. Trzeba zaznaczyć, że w tamtych czasach było niewielu nauczycieli języka angielskiego w porównaniu do nauczycieli języka rosyjskiego. W efekcie nie wszyscy mieli możliwość nauki angielskiego jednocześnie z rokiem wejścia reformy edukacyjnej. Często zdarzało się, że uczniowie wcale nie mieli styczności z tym językiem, dopóki nie rozpoczęli edukacji średniej lub wyższej. Również z tego powodu do okolic roku 2006 w liceach i na uniwersytetach istniały grupy dla początkujących lub zaczynających naukę całkowicie od zera. Nie są to jednak informacje oficjalne, a jedynie wynik mojej dedukcji. Natomiast faktem jest, że takie grupy rzeczywiście istniały.

Uczniowie już z początkiem 4. klasy szkoły podstawowej mają wybór: iść do klasy z rozszerzonym programem, czy też nie; niejednokrotnie jest to twardy orzech do zgryzienia dla rodziców a powszechna opinia na temat tych klas ukazuje je jako lepsze i wyżej cenione. Oczywiście możliwości „wejścia” do takiej grupy nie mają wszystkie dzieci. W różnych szkołach różnie przyporządkowuje się uczniów do odpowiednich grup. Zazwyczaj na zakończenie 3. klasy piszą oni sprawdzian z ostatnich trzech lat nauki. Na jego podstawie (gdzie zazwyczaj za dolną granicę „zdawalności” uznaje się poziom około 40-50%)  decyduje się o przyporządkowaniu dzieci do odpowiednich klas. W przypadku gdy zdawalność jest wysoka a miejsca w klasach są, oczywiście, ograniczone, następnym krokiem jest odsiew uczniów o najwyższych ocenach końcoworocznych z tego przedmiotu. Często jednak  opinia o wyższości i wybitności tzw. klas angielskich nie mija się z prawdą. Klasy te poza rozszerzoną podstawą programową z języka obcego zwykły posiadać lepiej wykwalifikowanych i osiągających większe sukcesy nauczycieli. Wychowawcy tych klas, a są nimi zazwyczaj angliści, słyną z nieustannego pisania projektów unijnych, potocznie zwanych „Comeniusami”. Prestiż wycieczek zagranicznych, w których te klasy biorą najczęściej udział, jest elementem, niewątpliwie, najistotniejszym.

Edukacja podstawowa 

Przez pierwsze dwa etapy edukacji dzieci mają zasadniczy wpływ na ich przyszłe funkcjonowanie, bowiem w tym czasie nabywają wiedzę i umiejętności potrzebne do dalszej nauki. Po tak długim (bo 6-letnim) okresie nauki nabyte umiejętności należy ocenić. Dlatego specjaliści z Centralnej Komisji Egzaminacyjnej oraz Ministerstwa Edukacji Narodowej stworzyli sprawdzian szósto- i trzecioklasisty. Do roku 2014 szkołę podstawową kończono sprawdzianem szóstoklasisty, na który składał się materiał z takich przedmiotów jak: język polski, matematyka, historia i przyroda. Po tym czasie Centralna Komisja Egzaminacyjna do wspomnianego testu dołączyła również osobny arkusz            z języka angielskiego. Ta zmiana spowodowała gigantyczne problemy oraz zupełną zmianę techniki nauki języka obcego w szkole podstawowej. Od tego czasu uczniowie nie uczą się już po to, żeby umieć, ale po to, aby uzyskać jak najwyższe wyniki z testu. To przekształciło formę nauczania na przygotowanie do testu. Uczniowie nie są uczeni praktycznych umiejętności i wiedzy a jedynie teoretyki testu i jego wymagań. Są dosłownie instruowani „jak dobrze napisać test po szóstej klasie”. I tak od teraz nauka dzieci wygląda mniej-więcej następująco: „jeśli pytają się Was o X, to w lukę trzeba wpisać Y, tylko że Y to tak naprawdę X+, bo dodaliśmy końcówkę Z, która jest w ramce A”. Udzielanie tego typu instruktażu jest bardzo niepraktyczne i, co więcej, daremne. „Ale przecież do testu się trzeba przygotować!” – powie wielu rodziców. Owszem, ale nie w ten sposób. Uczenie jak dobrze zdać egzamin, w porównaniu z uczeniem twardej i rzetelnej wiedzy, przynosi zupełnie inne skutki. Prawdą jest, i zgadzam się z tym w pełni, że uczniów należy zapoznać z egzaminem, dokładnie wyjaśnić jego formę, funkcję i trudności z nim związane. Za to jeśli przykładowy uczeń nauczy się języka na poziome wymagań testu, i będzie nim się sprawnie posługiwał, to powinien zdać test śpiewająco.

Elementem, który poróżnia dwie wcześniej wspomniane grupy językowe, jest sposób nauczania. Podczas gdy uczniowie z niższym poziomem nauczania śpieszą się z materiałem, przygotowują się do pisania testu, to uczniowie z rozszerzeniem spokojnie i dokładnie przyswajają materiał, który przewyższa wymagania testu oraz przyswajają sobie wiedzę związaną z samym testem. Efektem tego podziału są dwa rodzaje uczniów: jedni z rzetelną wiedzą, dobrze napisanym testem i z dobrymi perspektywami na kontynuację nauki, zaś drudzy z brakiem dokładnej wiedzy i praktyki, dobrze lub średnio napisanym testem oraz nie za dobrymi perspektywami.

Szkoła średnia niższa 

Kończąc szkołę podstawową, w ten właśnie sposób dochodzimy do następnego etapu edukacji – edukacji średniej niższej, czyli gimnazjum. Tutaj podział następuje już tylko na podstawie programu ukończonego w poprzedniej szkole; ewentualnie uczniowie, którzy chcą dołączyć do „grona wybrańców” muszą napisać test, który stwierdzi, czy uczniowie przyswoili potrzebny materiał, czy też nie (sposoby oceny testu są bardzo zbliżone do oceny testu kwalifikującego po trzeciej klasie szkoły podstawowej). W tym miejscu muszę również pochwalić polski system edukacji za przepis mówiący o zakazie przenoszenia dzieci, które już rozpoczęły naukę języka do grup ją rozpoczynających, co pomaga zapobiegać uwstecznianiu się uczniów.
Podobnie jak w poprzednim stadium edukacji tutaj też nauka w gimnazjum zostaje zakończona sprawdzeniem umiejętności ucznia (co ważne i należy zaznaczyć, jest już egzaminem, a nie testem!), na które składa się materiał z następujących przedmiotów: język polski, matematyka, historia i społeczeństwo, przedmioty przyrodnicze oraz język obcy nowożytny (na poziomie podstawowym i rozszerzonym – oba poziomy są obowiązkowe dla wszystkich uczniów). Jak mówi mądre porzekadło –  „historia kołem się toczy”; tu właśnie zachodzi to zjawisko. Sześcioletni okres nauki języka obcego powinien pozostawiać przynajmniej słabe umiejętności u uczniów, ale jak pokazuje doświadczenie, w gimnazjum uczniowie nie tylko powtarzają przyswojony już wcześniej materiał (oczywiście w bardzo szybkim tempie), ale uczą się go od nowa (!). W międzyczasie uczniowie przyswajają sobie również wiedzę związaną z egzaminem i powtarzają materiał. A co z nowym materiałem? Nowa partia materiału wprowadzana jest dopiero po wdrożeniu uczniów w rok szkolny poprzez powtórzenie wiedzy zdobytej w roku ubiegłym. Usystematyzowanie materiału już przerobionego jest oczywiście ważnym elementem całej nauki, ale nie może się ono sprowadzać jedynie do ponownego uczenia tego, co już było. A ponieważ naukę rozpoczyna się od powtórki, nie ma wystarczająco dużo czasu, by powtórzyć nowo poznany materiał, co również skutkuje gorszymi wynikami. Jeszcze raz doświadczenie pokazuje, że uczniowie nie radzą sobie z nauką. Pozytywne zamierzenia i plany skutkują zazwyczaj uwstecznieniem, niżeli zauważalnym postępem. Pragnę jednak zaznaczyć, że ten wywód cały czas nawiązuje do klas korzystających jedynie z koniecznego minimum, którym jest podstawowy program nauczania. A co w tym czasie robi klasa z profilem rozszerzonym? Dzięki luksusowi i dogodności pięciu godzin tygodniowo (a czasami nawet sześciu, w zależności od tego, jak dyrektor zagospodaruje dodatkowe godziny) uczniowie dokładnie i powoli przyswajają materiał zawarty w programie, który zresztą ponownie przewyższa wymogi egzaminu. Po jego napisaniu widzimy dokładne takie samo zróżnicowanie, jak w przypadku szkoły podstawowej. Już na tym etapie nauki, według mnie, wyniki tych „dwóch grup” uczniów powinny być dla nauczycieli zastanawiające. Przecież uczniowie piszą te same testy i egzaminy – różnią się tylko liczbą godzin, które spędzili na nauce. Nauczyciele mówią uczniom z klas bez rozszerzenia, że muszą się douczać sami, self eduaction, bla, bla, bla – co też uczniowie robią, ale nie przynosi to zadowalających efektów zarówno dla uczniów, jak i rodziców.

Szkoła średnia wyższa 

Dochodzimy w końcu do ostatniego stadium edukacji podstawowej. W liceach, technikach i zawodówkach podział następuje tak jak w gimnazjum, ale dla uczniów, którzy wybierają profil, który nie zawiera rozszerzenia z języka obcego, nie ma litości – niestety muszą uczyć się bez rozszerzenia, co wcale nie pomaga. Dodatkową opcją są klasy dwujęzyczne (dotyczy to tylko liceów i nielicznych techników), w których znajomość języka musi być wysoka, żeby uczniowie mogli zrozumieć treść lekcji z wybranego rozszerzenia, które są nauczane dwujęzycznie.
W końcu dochodzimy do matury – egzaminu dojrzałości (językowej?). W liceum (albo szerzej – w szkole średniej) zaczyna się myślenie. Uczniowie, którzy chcą przygotować się do matury rozszerzonej lub dwujęzycznej z języka angielskiego, muszą zdecydować się i dostosowywać ilość poświęconego czasu danemu przedmiotowi, w tym angielskiemu. O ile szkoły niższe nie stosują najlepszych metod i wyniki nie są zachwycające, o tyle muszę przyznać, że szkoły średnie zazwyczaj radzą sobie z tym o wiele lepiej poprzez wyrównywanie poziomów i „douczanie” uczniów. Oczywiście, jak zawsze, mogłoby być lepiej, ale wciąż widoczny jest postęp, co budzi większe zaufanie do szkół tego szczebla. Na szczególną pochwałę, według mnie, zasługują szkoły z oddziałami dwujęzycznymi (np. z angielskim, niemieckim, rosyjskim jako drugim językiem wykładowym). Tam język nie jest już przedmiotem nauczania, lecz narzędziem (którym wcześniej był język ojczysty) do nauki różnych przedmiotów. Nie wszystkie przedmioty są nauczane bilingwalnie, ponieważ np. w przypadku matematyki lub fizyki byłoby to dość niepraktyczne (jednakowoż takie zjawisko ma miejsce), a personelu z odpowiednim wykształceniem również brakuje. W gorszych szkołach niestety nie wygląda to tak pięknie. W tym przypadku często spotykamy się ze znanym nam już zjawiskiem uczenia zdawania egzaminu, w tym przypadku matury. Liczba szkół z oddziałami dwujęzycznymi w Polsce nie jest duża, ale cieszą się one sporą popularnością i w większości dużych polskich miast licea oferują takie oddziały. Wszystkie szkoły średnie posiadają za to oddziały z rozszerzonym programem nauczania z języka obcego nowożytnego.

Kończąc już…

Reasumując cały wywód, uważam, że polska edukacja językowa wymaga korekty. Częściowo owa korekta realizuje się samoistnie dzięki szkołom średnim, które bardziej dbają o naukę języków obcych. Osoby, które są ambitne oraz które chcą lepiej poznać język, muszą, niestety, w polskich realiach po prostu „douczać się”. Nie twierdzę, że bez szkoły językowej czy też korepetycji nie można tego zrobić, ale wymaga to bardzo dużego wkładu pracy ucznia poza lekcjami, co wcale nie musiałoby być koniecznością dla uczniów, a ułatwieniem, dzięki któremu chociaż w niewielkim stopniu moglibyśmy zbliżyć się jeszcze bardziej do krajów Skandynawskich – niestety, najprawdopodobniej na jakiekolwiek zmiany i efekty będziemy musieli jeszcze poczekać przez jakiś czas. W tym kontekście sądzę, że należałoby sobie zadać pytanie: „Czy nauka języka w Polsce na poziomie podstawowym jest możliwa bez wspomagaczy? Co jeszcze należy zmienić?”
Dalszą dyskusję i rozważania oraz wspomnienia z tego okresu Waszego życia pozostawiam Wam, drodzy Czytelnicy – nie wstydźcie się wyrazić swojego zdania w komentarzu! 🙂