Jak (nie) uczyć się języków obcych – część 2 – rosyjski

Dzisiaj część druga cyklu "Jak (nie) uczyć się języków obcych", czyli swoistego rozliczenia się z własną językową przeszłością. Po raz kolejny wspomnę o moich doświadczeniach, wzlotach i upadkach – tym razem związanych z nauką języka rosyjskiego.
Nie licząc starych książek z bajkami rodem ze Związku Radzieckiego (z których zapamiętałem jedynie obrazek krążownika "Aurora") nie miałem do czynienia z tym językiem gdy byłem mały. Zawsze jednak widziałem  w rosyjskim coś mistycznego – przede wszystkim to, że był zapisywany innym alfabetem. Gdy miałem 10 lat wydawał mi się on czymś naprawdę trudnym, zastanawiałem się nawet czy nie uczyć się samego języka mówionego bez alfabetu. Zresztą nie jestem chyba odosobniony – spotykałem już podręczniki, w których języki normalnie zapisywane w obcym piśmie były napisane literami łacińskimi. Wartość takich książek jest niemal zerowa.

Na szczęście taki okres trwał krótko i w końcu właśnie ów alfabet zaczął mnie interesować bardziej niż sam język. Zacząłem się uczyć samej cyrylicy pisząc w niej po…polsku. Coś co z początku może się wydawać dziwne okazało się jedną z najlepszych metod do nauki obcego pisma z jaką się spotkałem. Ludzie często uczą się alfabetu poprzez wykuwanie listy znaków – w efekcie jest to mniej więcej tak samo skuteczne jak uczenie się słówek z list (o skuteczności takich metod przeczytaj "Jak efektywnie uczyć się słówek"). Ja tymczasem używałem liter w zetknięciu z rzeczywistością, opisywałem przy ich pomocy otaczający mnie świat – pisałem cyrylicą w domu, w szkole itp. To nic, że zdarzało mi się robić błędy, a niektóre głoski wymawia się po rosyjsku inaczej niż po polsku – ważne, że opanowałem podstawy tego alfabetu bez większych problemów i gdy już zabierałem się za naukę rosyjskiego mogłem spokojnie przejść do  właściwego języka zamiast babrać się w podstawach cyrylicy. Więcej o tym jak nauczyć się cyrylicy przeczytacie tu.

Następnie przyszedł czas na prawdziwą naukę. Jako, że byłem jeszcze całkiem młody zasponsorowali ją moi rodzice, którzy popierali moje ambitne plany. Dlatego też zamówili kurs ESKK (Europejska Szkoła Kształcenia Korespondencyjnego). Nie czas teraz na szczegółowy opis metody, ale mogę powiedzieć, że nauczyła mnie jednego – pracować przynajmniej 15 minut każdego dnia. Pomogła mi wykształcić systematyczność, co miesiąc przychodziły materiały (zeszyt + kasety), które przerabiałem według ich wskazówek. W każdym zeszycie były też ćwiczenia, które należało wysyłać do samej firmy, by uzyskać poprawę od twojego osobistego nauczyciela – z tego akurat rzadko korzystałem, bo o ile do nauki języka miałem zapał to do chodzenia na pocztę już niekoniecznie. Poza tym sam doskonale wiedziałem jakie błędy robię tłumacząc z polskiego na rosyjski teksty z kaset. Po skończeniu kursu umiałem rosyjski na tyle by się w tym języku bez większych problemów dogadać, poznałem podstawowe reguły gramatyczne. Wszystko brzmi fajnie, niemal tak, jakbym właśnie reklamował wam ten produkt – problem jednak w tym, że cena kursu ESKK nie odpowiada temu co dostajesz w zamian. Owszem, jeśli chciałbyś przejść do poziomu B1 za wszelką cenę, to bierz to w ciemno. Jeśli jednak nie jesteś wybitnie bogatym człowiekiem to bym się nad tym mocno zastanowił. Opłata za jeden zeszyt z płytą CD wynosi obecnie 60 złotych. Jest 16 zeszytów. To daje łącznie 960 złotych – moim zdaniem zdaniem stanowczo za dużo. Tym bardziej, że nie brakuje materiałów znacznie tańszych, które na dobrą sprawę są w stanie nauczyć przynajmniej tyle samo, jak nie więcej. Za genialną serię podręczników uważam Assimil, której francuskie wydawnictwa kosztują ponad 300 złotych i wydają mi się bardzo drogie, a to i tak zaledwie 1/3 kursu ESKK. Wniosek z tego taki, że mimo tego co kurs ten zrobił dla mnie, obecnie trzymałbym się od ESKK z daleka.

Następnie poszedłem na studia, gdzie rosyjski był niejako językiem przewodnim. Radziłem sobie bez większych problemów, ale moi nauczyciele, mimo naprawdę szczerych chęci, byli w stanie niewiele nauczyć. To zresztą nie ich wina, lecz faktu, że nawet najlepszy nauczyciel nie jest w stanie dopilnować, by jego uczniowie mieli codzienny kontakt z językiem – najlepiej jeszcze żywym, a nie czytankami jak Jura zapraszał swojego kolegę do teatru, nad jezioro Bajkał, czy do Galerii Trietjakowskiej. Naturalnie podręczniki miały atest Ministerstwa Edukacji (jakżeby inaczej). Nie znam też nikogo, kto by się nauczył języka obcego opierając się jedynie na zajęciach szkolnych. Mamy więc kolejny wniosek – sama szkoła języka nie nauczy.

Najwięcej nauczyły mnie natomiast wyjazdy na Ukrainę. W ciągu 5 lat studiów byłem tam kilkakrotnie, bądź to na wyprawach naukowych, bądź w celach czysto turystycznych – zresztą jedno z drugim z reguły się pokrywało. Nic tak nie uczy języka jak właśnie kontakt z ludźmi, którzy nim władają. Do tego dochodziło jeszcze czytanie rosyjskich gazet (wyrobiłem sobie codzienny nawyk czytania Kommiersanta), oglądanie rosyjskiej telewizji, czytanie rosyjskich książek. Obecnie nie wyobrażam sobie chociażby korzystania z internetu bez wykorzystywania znajomości języka rosyjskiego, tyle jest ciekawych rzeczy. Rosyjski otwiera też furtki do kolejnych języków z krajów byłego ZSRR. Chcesz się uczyć ukraińskiego, białoruskiego, kazachskiego, kirgiskiego, czy też może jakuckiego lub ajnu? Naucz się najpierw rosyjskiego, a będziesz miał znacznie większy dostęp do porządnych podręczników.

Obecnie rosyjski umiem w podobnym stopniu co angielski – aktywna znajomość jest nawet ciut lepsza – z uwagi na liczne podobieństwa do języka polskiego, bardzo łatwo można się nim porozumiewać intuicyjnie, tak naprawdę niewiele jest rzeczy, które naprawdę trzeba wykuć na pamięć. Jeśli ktoś jeszcze się zastanawia nad jego nauką, to szczerze polecam, bo:
1. Jest to najprostszy język do nauczenia się dla Polaka. Pod tym względem nie mogą się z nim równać nawet te, które teoretycznie powinny być dla nas bardziej przyswajalne, i z którymi miałem przynajmniej chwilowe przygody jak białoruski, ukraiński, czy czeski. Możliwe, że podobny stopień trudności prezentuje język słowacki (jako że ma uproszczoną pisownię i gramatykę w stosunku do czeskiego), ale nie sprawdzałem tego osobiście.
2. Jest to język o bardzo mocnej pozycji w niektórych regionach świata. Za Bugiem kończy się bowiem świat, w którym dogadasz się bez problemu po angielsku. Co nie znaczy, że np. we Lwowie nie staram się używać ukraińskiego, przynajmniej do podstawowej komunikacji.
3. Otwiera furtki do nauki wielu innych języków.
4. Jest naprawdę wiele rzeczy i informacji w internecie, których w innych językach nie znajdziecie.

Więc jak? Przekonałem kogoś?

Inne posty z cyklu "Jak (nie) uczyć się języków obcych":
Język angielski

Podobne posty:
Jak się nauczyć cyrylicy w 2 dni?
5 rzeczy jakich nauczyła mnie nauka czeskiego

Najpierw naucz się popularnego języka, żeby dotrzeć do tych mniejszych

27 komentarze na temat “Jak (nie) uczyć się języków obcych – część 2 – rosyjski

  1. Witam!
    Czy ja wiem, czy rosyjski jest najprostszy dla Polaka. Ostatnio zetknąłem się z językiem ukraińskim. Na pierwszy rzut oka (i w porównaniu do rosyjskiego) nie ma w nim akania, akcentu odróżniającego znaczenia i wymowę wyrazów (czyli czyta się tak, jak się pisze), istnieje jedna odmiana przymiotników (a nie jak w rosyjskim dwie, typ. dobraja i dobra). Tak że mnie się w tym momencie ukraiński wydaje najprostszy z języków wschodniosłowiańskich.

  2. Witaj,
    to co mówisz jest racją, aczkolwiek warto zauważyć, że ukraiński jest ma mniej regularną odmianę (dopełniacz rodzaju męskiego może kończyć się na -u, lub -a), poza tym posiada nieszczęsne "г", którego Polacy nie potrafią z reguły poprawnie wymówić, a jest to głoska bardzo powszechna w ukraińskim i często zmieniająca znaczenie słów (najbardziej banalny przykład холод – голод).

    Możliwe jednak, że trochę zbytnio zasugerowałem się tym, że najpierw uczyłem się rosyjskiego, a potem ukraińskiego i bardzo często miałem problem by mówić "czystym" ukraińskim bez rosyjskich naleciałości. Stąd też, o ile ukraiński bardzo dobrze rozumiem, to problem sprawia mi nawet prosta rozmowa i dość trudno jest się wyzbyć rosyjskich nawyków. Może faktycznie warto było spojrzeć na tę kwestię trochę bardziej obiektywnie. Tak czy inaczej jednak nie nazwałbym ukraińskiego prostszym, co najwyżej zbliżonym poziomem trudności.
    Dzięki za komentarz i pozdrawiam!

  3. No masz rację, to na pewno kwestia subiektywna i jedynie zliczenie nieregularności mogłoby rozwiązać sprawę, ale z doświadczenia wiem, że "nieregularności" w języku to kwestia znowu indywidualnego osądu danego autora lub autorów konkretnego podręcznika gramatyki.

    Zachęciłeś mnie do sprawdzenia, czym jest to nieszczęsne "г";) No, spółgłoska gardłowa, szczelinowa, dźwięczna (dźwięczny przydech) może być trudna dla Polaków (my już nawet dźwięczne "h" straciliśmy).

    A ten dopełniacz przypomina akurat polski dopełniacz (ojca, chłopca, Piotra, języka vs. muru, wiatru, wołu, domu…:).

    Wzajemnie pozdrawiam!

  4. Pomimo wielu negatywnych opinii – rozpoczęłam naukę języka rosyjskiego sama w domu. Być może ich autorami są szkoły językowe, które do najtańszych nie należą – zwłaszcza gdy się mieszka w dużym mieście. Z drugiej strony – nauka w większej grupie nie jest dla mnie. OK indywidualnie może i tak, plus własna nauka w domu. Byłam kiedyś na takim kursie (ale z innego języka) i przez miesiąc nie ruszyliśmy z materiałem, bo do grupy dochodziły nowe osoby, a nauczyciel chcąc być życzliwym za każdym razem w ramach "powtórki" / "nowości dla nowych" powtarzał to samo 🙁 W empikach i innych księgarniach można znaleźć wiele samouczków wraz z nagraniami mp3, trafiłam na jeden i z rozczarowaniem stwierdziłam, że być może nie został napisany pode mnie. Słówka z łatwością mogę sobie przyswoić – ja preferuję fiszki, które własnoręczne sporządzone układam w pudełeczku. Oryginalne – i znów tu problem budżetu studenckiego – są zdecydowanie za drogie – po co wydawać ok 100 zł (w empiku bodajże takie kosztują 89 zł), skoro można zrobić je samemu? Gramatyka jak w każdym innym języku idzie mi opornie, ale w końcu to dopiero początki. Póki co muszę znaleźć jak najlepsze materiały do nauki. Pozdrawiam serdecznie! 🙂

  5. Powiem tylko, że jesteś na bardzo dobrej drodze! Fiszki sporządzone samemu nie dosyć, że są tańsze od gotowych to samo ich przygotowanie jest już etapem nauki. A samouczek jaki znalazłaś? Na twoim miejscu przeszukałbym Allegro w celu znalezienia starych podręczników Wiedzy Powszechnej – słownictwo w nich zawarte jest mocno nacechowane Związkiem Radzieckim, ale wszystko jest solidnie wytłumaczone.

  6. niestety wszystkie samouczki dostępne powszechnie w empikach z wyd. PONS, zapewniają mnie że nauczą języka w 1 lub 3 miesiące. Ja z kolei wyszłam z założenia, że to zapewne lekka przesada i chodzi o podstawową wiedzę. Dzięki za radę, poszukam czegoś bardziej odpowiedniego 🙂

  7. Po pierwsze – świetny blog!

    Po drugie – też stosowałam wspomnianą przez Ciebie metodę nauki cyrylicy i również jestem jej gorącą zwolenniczką. Tak się składa, że mój rocznik był pierwszym rocznikiem, który zamiast rosyjskiego uczył się angielskiego (nad czym już jako dziesięciolatka ubolewałam – koniec końców nauka angielskiego sprawia mi przyjemność, więc nie ma tego złego, co by na dobre nie wyszło, ale w dzieciństwie liczyłam na to, że będę uczyć się języka wschodnich sąsiadów). W związku z tym jako dziecko mniej lub bardziej skutecznie próbowałam poznać rosyjski na własną rękę – samego języka się nie nauczyłam, ale fascynacja cyrylicą i poznawanie jej właśnie w sposób opisany przez Ciebie sprawiły, że do dnia dzisiejszego jestem w stanie zapisać wszystkie litery rosyjskiego alfabetu i rozczytać tekst napisany tym alfabetem.
    Tak się składa, że wciąż mam zamiar w końcu nauczyć się rosyjskiego i w tym celu dwa lata temu zapisałam się na kurs tego języka (prowadzony standardowo, czyli w około 10-osobowej grupie z zajęciami odbywającymi się dwa razy w tygodniu po 1,5 godziny). Zapewne nie zdziwisz się, jeśli napiszę, że ta metoda niewiele mi dała, szczególnie, że zajęcia przez pierwsze kilka miesięcy polegały na poznawaniu kolejnych literek (po kilka na lekcję) i uczeniu się na pamięć wyrwanych z kontekstu dziesiątek albo i setek wyrazów. Po 3 czy 4 miesiącach nauki nikt z uczestników nie potrafił powiedzieć po rosyjsku "Mam na imię…", bo po prostu takich fraz w tym okresie się nie uczyliśmy. Z kursu zrezygnowałam i stwierdziłam, że zabiorę się za rosyjski porządnie i po swojemu.

    Po trzecie – też (jak pewnie wielu innych czytelników Twojego bloga) zaczęłam korzystać z Anki i bardzo sobie ten program chwalę (wcześniej używałam Supermemo w wersji online – nie mam do niego większych zastrzeżeń, chociaż czasami dodawanie kolejnych słów czy zdań trwa dłużej niż w prostszym w obsłudze Anki).

    Po czwarte – życzę powodzenia w nauce 20 języków – zarówno Tobie, jak i innym pasjonatom języków obcych (w tym i sobie samej). Mój cel jest podobny, chociaż znacznie mniej ambitny, bo chciałabym w miarę płynnie posługiwać się "zaledwie" sześcioma językami: angielskim, francuskim, rosyjskim, hiszpańskim, szwedzkim i japońskim. Na razie powiedzmy, że osiągnęłam 25% celu – angielskim posługuję się na tyle biegle, że jestem w stanie oglądać filmy bez napisów, czytać prasę (w tym branżową – z dziedziny finansów, podatków etc.) czy też sporządzać sprawozdania finansowe w tym języku; francuski wymaga odkurzenia (parę ładnych lat temu zdawałam maturę ustną z francuskiego), w hiszpańskim, rosyjskim i japońskim znam podstawowe podstawy, natomiast szwedzkiego uczyć się będę od zera.

  8. Po pierwsze – dzięki 🙂

    Po drugie – ja osobiście nie rozumiem tego ogólnospołecznego problemu z cyrylicą. Wielu ludzi się tego alfabetu boi, w szkołach jest on tygodniami wałkowany, tymczasem moim zdaniem naprawdę średnio inteligentna osoba jest to w stanie opanować w ciągu kilku dni. Oczywiście nie zdziwiłem się tym, że kurs wyglądał tak jak opisałaś.

    Po trzecie – miło mi. Ja z Anki ostatnio zrobiłem sobie przerwę, bo odniosłem wrażenie, że "przepracowałem" tą metodę. Nadal uważam jednak program za świetny i na pewno za jakiś czas do niego wrócę.

    Po czwarte – 20 to liczba orientacyjna, do której chciałbym dojść, ale to raczej projekt na całe życie, który będzie trudno zrealizować. Na razie skupiam się tak naprawdę na czterech, z których ciągle jestem w jakimś stopniu niezadowolony 😉 Sześć języków to też wielkie wyzwanie. Jeśli chodzi o języki obce wydaje mi się, że nie ma łatwych zadań, ale przy pomocy pasji (jakiej, wnioskując z twoich komentarzy, Ci nie brakuje) można z tych zadań zrobić świetną zabawę. I tej sukcesów w tej zabawie Ci życzę!

    I po piąte – wpadaj częściej 🙂

  9. Tylko z tym pisaniem cyrylicą po polsku, to wychodzi, bo tu sytuacja jest nietypowa.
    Cyrylica to alfabet stworzony specjalnie dla języków słowiańskich. Akurat tak wyszło, że po Cyrylu i Metodym (i ich przyjaznych metodach chrystianizacji ze stworzonym dla nas alfabetem) przyszli o wiele mniej mili chrystianizatorzy zachodni (z łaciną i myśleniem, że głupi lud nie musi rozumieć tego, co wyznaje).
    W efekcie po polsku tak naprawdę pisze się łatwiej cyrylicą niż alfabetem łacińskim. Tylko o tym nie wiemy i jej nie znamy. Ale cyrylica odnosi się generalnie do naszych dźwięków.
    Ta sama metoda, stosowana np. przy koreańskim przez Polaka, już wprowadza zamieszanie, bo tam znaki oznaczają nieco inne dźwięki…

    A w ogóle to zgadzam się z pełni, że rosyjski otwiera cały naprawdę duży świat, niedostępny ludziom opierającym się tylko na angielskim. I w rusnecie jest sporo przydatnych, a nieznanych gdzieindziej informacji.

    Zgadzam się też, że nic tak nie uczy języka, jak kontakt z ludźmi (dodam – z którymi się w innym języku naprawdę nie dogadasz). Lekcje są przy tym strasznie sztuczne, to tak jakby ktoś uczył się pływać z podręcznika. Można sobie pomóc ale bez praktyki w prawdziwej wodzie nic z tego nie wyjdzie.
    Stąd się biorą te tłumy ludzi, którzy uczą się latami angielskiego, robią trudne testy, a na widok obcokrajowca w firmie uciekają, gdzie pieprz rośnie.

    A w ogóle to bardzo fajny blog i bardzo fajny tekst 🙂

  10. Nie wiem czy w cyrylicy Polakowi pisze się łatwiej niż w alfabecie łacińskim. W sumie śmiem w to wątpić, zwłaszcza jeśli weźmiemy pod uwagę to, że alfabet łaciński z dodatkowymi polskimi znakami oddaje wszystkie dźwięki naszego języka. Przykładem zresztą na to, że obydwa alfabety (naturalnie z różnymi modyfikacjami) nadają się doskonale do języków słowiańskich jest przykład języka serbskiego, który może być zapisywany zarówno cyrylicą, jak i łacinką. W obydwu przypadkach, parafrazując ojca serbskiego języka Vuka Karadžicia "mówi się tak jak się pisze".

    Tyle co do wątpliwości. Poza tym ciekawe komentarze piszesz i mam nadzieję, że częściej będziesz gościć na tym blogu.
    Pozdrawiam!

  11. Zaglądać pewnie będę, bo mi się tu spodobało – masz racjonalne podejście do nauki języków. Co w porównaniu ze staroświeckimi, absurdalnymi wyobrażeniami wielu osób (zakuwanie słówek rulez) jest miłą odmianą.

    Czy Ty w ogóle masz gdzieś tekst o tych 20-tu językach? Jeśli nie, to go napisz, bo widzę, że ludzie odnoszą Ci się do tematu w dowolnych miejscach, a tak to moglibyśmy sobie w jednym miejscu o tym podyskutować.
    Moim zdaniem np. nie można być jednocześnie w więcej niż w paru językach. Później jedne zaczynają "wypychać" drugie. I nie ma takiego poziomu języka, który by ten efekt wykluczał, najlepszy dowód, że problem w niektórych sytuacjach może dotknąć nawet języka ojczystego.

    Ja np. mam 2 obce języki, w które mogę się od razu "wkliknąć" i 2 kolejne, które mam w fazie uśpionej. Teraz miałabym problem, żeby komuś w którymś z nich odpowiedzieć, ale wystarczyłby tydzień przygotowań, żebym wróciła do możliwości w miarę swobodnego komunikowania się.

    Jednocześnie jeśli nieprzygotowana próbuję się na siłę na nie przestawić, to nagle "zjeżdżam" na języki nazwijmy to wiodące. Mózg wrzuca mi słowa z innych języków, w końcu też obcych 😉

    A w kwestii cyrylicy – między "Polakowi" a "po polsku" jest różnica 🙂
    Polacy cyrylicy nie znają. Ale spróbuj obcokrajowcowi wytłumaczyć, co oznaczają nasze literki w alfabecie 😉
    "Ż może być pisane jako ż albo rz. Ale uważaj, bo jak widzisz rz, to to może być też sz, a czasami nawet er-zet" 😉
    To w cyrylicy ж то ж, ш то ш, а рз то рз 🙂
    Zawsze czytasz je tak samo.
    Część dźwięków załatwi stosowanie miękkiego i twardego znaku, zostaje tylko ą i ę, które by trzeba było zostawić takie jak nasze. W podstawowym łacińskim alfabecie też ich nie ma.
    Tak czy inaczej, z punktu widzenia obcokrajowca, znającego klasyczny alfabet łaciński, po polsku nie do końca czyta się tak, jak się pisze 😉 A z punktu widzenia obcokrajowca znającego cyrylicę, po dodaniu ą i ę oraz przy odpowiednim stosowaniu miękkich i twardych znaków, o wiele łatwiej dałoby się ustalić i jak odczytać i jak napisać 🙂

  12. Zwróć jednak uwagę, że cyrylica nie jest jedna, ale podobnie jak alfabet łaciński posiada wiele odmian – znając jedną z nich nie będziesz potrafiła dobrze czytać w każdej innej. Poza tym np. rosyjski jest zapisywany cyrylicą, ale absolutnie nie jest zawsze czytany tak jak się pisze.

    Co do 20 języków – to jest coś w stylu skrótu myślowego, jakiegoś długofalowego marzenia. Jeśli myślisz, że uczę się 20 języków jednocześnie to jesteś w błędzie – aż tak szalony to nie jestem;)

  13. Karol, no właśnie o tym piszę. Cyrylica, podobnie jak alfabet łaciński mogą występować w różnych wersjach i być indywidualnie dostosowywane do języka. Napisałam Ci tam nawet, co bym zrobiła, jakbym chciała stworzyć polską cyrylicę 😉
    Rzecz w tym, że pisanie po polsku cyrylicą jest poniekąd naturalne (bo dla tego typu dźwięków została stworzona) w odróżnieniu od pisania po polsku w alfabecie stworzonym dla języków innych niż słowiańskie. I tyle.
    Wątek o 20 językach odnalazłam, to tam się przeniosę z tą częścią.
    W ogóle bałagan Ci się robi 😉 Może dałoby się jakoś te notki pogrupować wg języków i kilku innych pomocnych kategorii? Bo jest ich już sporo, a miesiące publikacji, jako jedyne kategorie, to jednak trochę mało…

  14. Nie rozumiem, naprawdę. Pisanie zaś po polsku alfabetem łacińskim z polskimi znakami jest nienaturalne? Z tym się absolutnie nie zgadzam i się nie zgodzę mimo mojego osobistego uwielbienia do cyrylicy oraz misji cyrylo-metodejskiej.

    Z tym bałaganem i kategoriami to nawet masz rację. Zobaczę co się da zrobić:)

  15. Witam, zacząłem się uczyć języka rosyjskiego od zera, powiedzcie mi na podstawie własnych doświadczeń, czy jest szansa opanować ten język w ciągu 1,5 roku na poziomie odpowiadającym b2?

  16. Hej,
    Miałam styczność z trzema wspomnianymi przez Ciebie językami. Zakładając, że zbieżność języków ma znaczenie w prędkości przyswajania, rosyjski nie wydaje mi się bardziej podobny do polskiego niż białoruski czy ukraiński, które rozumiem ze względu na podobne słownictwo i zwroty chociażby (polski miał przecież poniekąd wpływ na ich rozwój). Klasyczny przykład – ‚masz rację’. Białorusin, Polak i Ukrainiec wyrażą to w ten sposób, natomiast Rosjaninowi będzie się wydawało, że chodzi o krótkofalówkę (nie wspominając o różnicy typu ‚u mienia jest’.) Co więcej, rosyjski jest pełen śmiesznie brzmiących zapożyczeń jeszcze z czasów Piotra Wielkiego najwyraźniej (‚na primier", ‚etaż’, etc.), co mnie osobiście trochę razi… I te słowa-potwory w rodzaju enje… Myślę, że możliwe, iż rosyjski wydaje Ci się prostszy, bo uczyłeś się go, będąc ‚całkiem młodym’.

  17. Warto też wspomnieć o tym jak wiele jest rosyjskich książek, gazet, audiobooków, które można pobrać z internetu (część nielegalnie). Poza tym znajomość rosyjskiego otwiera drogę do morza materiałów uczących hebrajskiego, z czego skwapliwie korzystałam. Kolejny plus – znając podstawy można, podobnie jak w hebrajskim, dość sprawnie oddzielać wyrazy w zdaniach, które słyszymy i wyławiać te już znane. Dla mnie francuski był pod tym względem katorgą – dużo czasu minęło zanim zaczęłam rozumieć wypowiedzi w tym języku czy choćby wyłuskiwać pojedyncze słowa.

  18. Fajnie napisany artykuł. W pewnych kwestiach nie do końca się z Tobą zgodzę, ale każdy ma swoje spojrzenie na pewne tematy 😉 Ogolenie to po przeczytaniu tego artykułu chce się trochę pouczyć tego języka 🙂 Pozdrawiam!

  19. Bardzo dobry tekst. Mi się udało języka rosyjskiego nauczyć w nieco ponad rok do poziomu komunikacyjnego i była to najprzyjemniejsza nauka w całym moim życiu. Po pierwsze cyrylica – 15 minut dziennie pisania w cyrylicy jakichkolwiek wyrazów (polskich, rosyjskich, angielskich – po prostu dźwięków) i po tygodniu można było pójść krok dalej. Tym krokiem dalej było busuu.com, a także oglądanie filmów po rosyjsku z angielskimi napisami (bardzo duży wybór na yt). Pozwoliło mi to na bardzo szybkie osłuchanie się z językiem, do tego fiszki, anki (słowa+poznane ciekawe zdania) i po 6 miesiącach swobodnie (mimo, że z błędami) porozumiewałem się w Rosji i na Białorusi.. najważniejsze jednak to pasja i chęć poznawania nowego świata (a raczej światów), zupełnie nieznanych i bardzo fałszywie odbieranych w polskiej świadomości. Chyba to właśnie było największą motywacją – możliwość czerpania informacji nie tylko z polskich źródeł, możliwość poznawania ludzi, którzy zupełnie inaczej postrzegają świat – nigdy nie zapomnę rozmów z uchodźcami z Ługańska, dla których separatyści byli bohaterami, a Putin mężem opatrznościowym. Polecam każdemu naukę tego języka i podróże po wchodzie. Co do ukraińskiego – uczę się go miesiąc dopiero i nie z taką intensywnością, jak rosyjski – wydaje się łątwiejszy, przede wszystkim w zapisie. Oczywiście są problemy z ‚h’, jednak i to uda się jakoś przejść.

    1. @Rosyjski_w_tłumaczeniach
      Komentarzy oczywiście nie odrzuciłem, bo mimo wszystko z językiem rosyjskim związek miały, ale wolałbym, aby w przyszłości cechowały się nieco większą elokwencją.

      Pozdrawiam,
      Karol

      1. Ja bym chyba na Twoim miejscu odrzucił, bo moze następnym razem pod postem "Jak (nie) uczyć się języków obcych – francuski" pojawić się reklama tuszu do rzęs firmy L'oreal, co też będzie miało jakiś związek z językiem francuskim:-)

  20. ja na rosyjski miałem długie lata alergię, trzymałem się od niego zdaleka i pomimo że z przyczyn osobistych dość komunikatywnie znałem ukraiński, rosyjski wydawał mi całkowicie niezrozumiały, a akanie wywoływało nieprzyjemne uczucie.
    Wszystko się zmieniło, kiedy po przybyciu do Szanghaju odkryłem że w moim akademiku 70% studentów to osoby posługujące się rosyjskim, z którego grona angielski znało może 20%.
    Głównie towarzystwo pochodziło z b.ZSRS zatem również tu zróznicowanie poziomów było dość wyrazne. Niemniej zostałem zmuszony do posługiwaniem się, na początku dziwną hybrygą polskiej fonetyki i bułgarskiej leksyki. Efekt był zabawny ale na początku pozwalało to na jaki taki kontakt. Po kilku miesiącach mój rosyjski jest zabawnym miksem wszystkich wcześniej znanych słowiańskich języków i douczonych od kolegów, głównie kolokwializmów.

    Rosyjski co ważne mnie się spodobał, akanie stało się nawet samo w sobie intrygującą grą, w której próbuję trafić które o wymawia się Mam ogromne braki gramatyczne z uwagi na to, iż w zyciu nie trzymałem nawet w rękach podręcznika do nauki rosyjskiego.

    Nie podejmę się odpowiedzi na pytanie, który język jest dla Polaka łatwiejszym do nauczenia, rosyjski czy ukraiński, argumenty znajdują po obu stronach. Wydaję się, że oba nie wymagają dużo pracy, jeśli naszym celem jest komunikatywna znajomość języka na dobrym poziome b2, jeśli chcemy mówić możliwie z najmniej wyczuwalnym akcentem i posługiwać się bogatym w leksykę językiem, tu nauka rosyjskiego jawi się jako przygoda na kilka lat.

  21. Osobiście jestem zdecydowanie przeciwko paleniu książek, ale "podręczniki, w których języki normalnie zapisywane w obcym piśmie były napisane literami łacińskimi" chyba na to zasługują… To nie są podręczniki, to chłam.

    Mnie też jako dziecko fascynował ten piękny, rosyjski alfabet, którego uczyłem się już kilka razy, bo go co jakiś czas zapominałem. 😀 Jednak nauka nie posunęła się dalej. Mimo to rosyjski mam już w planach, wcale nie tak odległych.

    "Sama szkoła języka nie nauczy" – rozwinąłbym to chętnie do stwierdzenia: "Sama szkoła niczego nie nauczy". Nauka języka bez własnej, ciężkiej pracy to abstrakcja, więcej, to jest nic. Po prostu nie istnieje.

    "Nic tak nie uczy języka jak właśnie kontakt z ludźmi, którzy nim władają" – święta prawda! Znając niemiecki na całkiem dobrym poziomie, wyjechałem raz do Niemiec na 5 dni i pierwszego dnia… nie potrafiłem z siebie czegokolwiek wydukać nawet po angielsku, nie mówiąc już o niemieckim. Jednak stały kontakt z Niemcami przez 5 dni dał mi takiego kopa, że bez problemu mogłem dogadać się praktycznie z każdym. Wiele też się wtedy nauczyłem i czuję się zobowiązany polecać wszystkim wyjazdy zagraniczne, bo to właśnie one dają najlepsze efekty. Nie można sobie wyobrazić niczego lepszego. 🙂

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Teraz masz możliwość komentowania za pomocą swojego profilu na Facebooku.
ZALOGUJ SIĘ