Za co kocham lang-8.com oraz gdzie szukać przyjaciół

penpalsNiezależnie od tego, czy uczysz się samodzielnie, czy też w sposób odgórnie zorganizowany, nadejść musi w końcu czas nawiązania społecznych interakcji z użytkownikami języka, który cię interesuje. Niezręczne konwersacje z lektorem czy współuczestnikami kursu okażą się niewystarczające, zaś bierna obserwacja filmowych dialogów przestanie być rozwijająca. I dopóki rozwój kognitywistyki i sztucznej inteligencji nie osiągnie wystarczającego pułapu, by stworzyć zupełnie nowego bota, który bezgranicznie poświęci się, by pomóc ci przyswoić obcą mowę (sama marzę skrycie o byciu świadkiem powstania takiego wynalazku), potrzebny jest ci żywy, tętniący krwią człowiek, pełen myśli, umiejętności i emocji. Ich bogactwo oraz docelowa wymiana mają szansę uczynić twoje umiejętności językowe tak autentycznymi i naturalnymi, jak umiejętności twojego rozmówcy.

Jeżeli już namierzysz osobę skłonną towarzyszyć ci w tej podróży, być może uda ci się osiągnąć sukcesy tak znaczące jak zaprzyjaźnienie się z kimś w języku obcym, lub też opanowanie umiejętności swobodnego wyrażania w nim swoich stanów emocjonalnych, o czym pisałam w tym artykule. Umiejętności komunikacyjne są uważane przez wielu jako podstawowe w perspektywie całego procesu przyswajania dowolnego narzecza. Moim osobistym zdaniem jest to raczej pewien rezultat, „produkt końcowy” i swego rodzaju nagroda za ciężką pracę, polegającą na równomiernym i równorzędnym rozwijaniu wszystkich zdolności (pisanie, czytanie, słuchanie i mówienie) i aspektów (leksyka, gramatyka) języka. Na pewnym etapie tejże pracy stajesz w obliczu bezcennej szansy na to, by posiąść możliwość wywierania wpływu na obcojęzycznego rozmówcę. Wachlarz opanowanych przez ciebie umiejętności językowych rozszerza się sukcesywnie, nie tylko o funkcję komunikatywną i informatywną, ale także impresywną i ekspresywną.

wybrane_funkcje_jezyka

(Wybrane funkcje języka, opracowane na podst. Słownika Encyklopedycznego – Język polski Wydawnictwa Europa. Autorzy: Elżbieta Olinkiewicz, Katarzyna Radzymińska, Halina Styś. ISBN 83-87977-20-9. Rok wydania 1999. Czy któraś z funkcji pojawia się wcześniej lub później w procesie nauki języków? Która jest najcenniejsza z punktu uwagi początkującego, a która z punktu widzenia osoby będącej u progu płynności?)

Tak czy siak – wyruszamy na poszukiwania partnera do rozmowy. Czego oczekiwać – przyjaźni aż po grób? Czy raczej ma być on raczej naszym, mówiąc brzydko, narzędziem?

SZUKAM PRZYJACIÓŁ, DOPŁACĘ

Nie muszę chyba zaznaczać, że w dobie Internetu i globalizacji, zbędne staje się nawet wychodzenie z domu. Podróże, małe i duże – jak wiadomo – kształcą, ale również kosztują. A że pieniądz jest równie cenny jak czas, często okazuje się, że na kontakt z obcymi kulturami na ich własnym terenie często nie mamy ani środków, ani nawet stosownej okazji.

Szukamy więc stron, których bezpośrednim przeznaczeniem jest kojarzenie ludzi na zasadzie wymiany językowej.

1. Interpals jako "przykład pierwszy z brzegu"

Wszystko, co napiszę poniżej, jest wyrazem mojego subiektywnego i osobistego doświadczenia z serwisem interpals.net. Postaram się jednak obiektywnie wskazać zalety i szanse, oraz wady i zagrożenia płynące z korzystania ze stron tego typu. Postaram się także podzielić moimi własnymi patentami na to, jak budować w internecie trwałe, ubogacające psychicznie i naukowo znajomości z obcokrajowcami.

What's a pen pal? A pen pal is a new friend from another corner of the earth whom you get to know through letters… or online messages and chat.

– przeznaczenie strony interpals.net

Ze stronami typu interpals jest trochę jak z…

(1) ogłoszeniami charakterystycznymi dla dawnej prasy dziecięcej i młodzieżowej"szukam osób chętnych do korespondencji" – gdzie eksponowanie naszych danych wystawiało nas na niebezpieczeństwo pozyskania rozmówcy nieciekawego, natrętnego, lub żadnego w ogóle;

(2) portalami randkowymi – a więc miejscami, w których wiadomo PO CO się jest i  gdzie oczekiwania użytkowników często stanowią dla nich zgubę i prowadzą do wielu wpadek i rozczarowań na drodze szukania drugiej połówki;

(3) sytuacją ‚obcy ludzie na koloniach’ – gdzie oczywiście, wypadałoby znaleźć sobie towarzyszy do pokoju, czy wspólnego spożywania posiłków, co w przypadku niezbyt fortunnej konfiguracji skutkuje męczenie się w swoim wzajemnym towarzystwie przez resztę wakacji.

Interpals daje możliwość filtrowania wyników wyszukiwania, jak i również wyszczególnienia w profilu naszych zainteresowań, tak, aby jak najmocniej zwiększyć prawdopodobieństwo pozyskania satysfakcjonującego rozmówcy. Jednak nawet to zdaje się niewiele pomagać, w obliczu takich mankamentów jak chociażby…

1. Zwiększona szansa na to, że profil białej Polki odwiedzać będą niemal wyłącznie mężczyźni ze specyficznych kręgów kulturowych – niestety muszę powiedzieć to głośno. Niebezpieczeństwo spada nieznacznie, jeżeli panie zdecydują się nie wstawiać zdjęcia. Mimo wszystko, nawet jeżeli nie nękają nas panowie o zamiarach co najmniej matrymonialnych, to prawdą jest, iż…
2. Niektóre nacje mają mniejsze szanse na znalezienie rozmówcy skorego do utrzymania stałego kontaktu. Niestety, użytkownicy interpals zdają się być na tyle ‚zafiksowani’ na punkcie pierwotnego przeznaczenia strony (cultural EXCHANGE – WYMIANA kulturowa), że osoba z kraju, którego często nie potrafią nawet wskazać na mapie jest dla nich – niestety – mało ‚użyteczna’. Podejrzewam, że najgoręcej na linii owej wymiany jest między użytkownikami języków azjatyckich (japoński, koreański) a osobami anglojęzycznymi.

3. Twórcom interpals zależy na tym, by korespondencja nie wychodziła poza serwis. Jeśli nie jesteśmy jego ogromnymi fanami, to raczej mała szansa, że znajdziemy motywację do codziennego otwierania witryny. Czasem możemy nawet zupełnie zapomnieć o regularnym sprawdzaniu ichniejszej skrzynki odbiorczej.

4. Nadgorliwość gorsza od faszyzmu. W tym przypadku chodzi o nadgorliwość w wynajdywaniu wspólnych cech między tobą, a twoim potencjalnym rozmówcą. Bywa, że nie pomogą nawet wspólne pasje czy gust muzyczny. Sytuacja zapoznawcza, jaką tworzy interpals, jest po prostu nienaturalna – nawet jak na standardy internetowe. Szansa na to, że ktoś odpisze ci na wiadomość "Też lubię placki, chcę się nauczyć trochę francuskiego" jest minimalna.

Sama poległam na interpals dwa razy – raz, gdy wystosowałam do niemal dwudziestu Szwedów zgrabną i bardzo szczerą wiadomość o tym, że bardzo chciałabym zacząć stawiać pierwsze kroki w konwersacjach szwedzkojęzycznych na dowolny temat. Odpisał mi jeden młodzieniec, z którym do dziś sporadycznie wymieniam serdeczności na facebooku – lecz niestety rozmowa wyczerpała się w sposób naturalny w momencie, gdy opowiedział mi już o wszystkich swoich wizytach w Polsce.

Za drugim razem spotkało mnie ogromne szczęście, gdyż odezwał się do mnie Amerykanin skłonny przedyskutować ze mną jakość najnowszego albumu mojej ulubionej kapeli. Niestety, moją odpowiedzią była szczegółowa recenzja na jakieś 10 tysięcy znaków. Doprawdy, trudno mi stwierdzić, co tak naprawdę sprawiło, że już nie odpisał.

OKEJ, TO GDZIE?

Jeżeli zależy nam na łączeniu przyjemnego z pożytecznym, a więc rozmawiania nie po polsku z osobą, która ma szansę stać się nam bardzo bliska, to wybawieniem mogą okazać się strony międzynarodowe zrzeszające ludzi o podobnych zainteresowaniach, NIE ZAŚ STRONY NASTAWIONE NA KULTUROWĄ WYMIANĘ, GDZIE ZAINTERESOWANIA STANOWIĄ SZTUCZNY PRETEKST DO NAWIĄZANIA RELACJI.

Od lat powtarzam, że w moim przypadku wybawieniem okazał się serwis muzyczny last.fm. Gdyby nie poznany tam Kalifornijczyk, prawdopodobnie do dziś nie byłabym w stanie swobodnie komunikować się w języku angielskim.

Polecam także:

  • fora dyskusyjne skupione wokół interesującego nas tematu, lecz osadzone w domenie ZAGRANICZNEJ (dla przykładu: norweskojęzyczne forum o wędkowaniu, czy włoskojęzyczna futbolowa grupa dyskusyjna)
  • witryny/serwisy zagraniczne j.w.
  • czaty i pokoje rozmów w całości osadzone w zagranicznej rzeczywistości

U KOGO JEDNAK LEPIEJ SPRAWDZI SIĘ INTERPALS?

Ryzyko, które niesie za sobą wtapianie się w społeczność internautów obcojęzycznych, to najzwyczajniej w świecie poprzeczka, która może okazać się dla nas za wysoka. Jeżeli w docelowym języku (zwłaszcza, jeśli nie jest to angielski!) mówimy słabo, dopiero zaczynamy, zaś zwykła rozmowa zapoznawcza kosztuje nas już ogromny stres, lepszym rozwiązaniem będzie pozostanie przy interpals, który, jak już wspomniałam, jest mniej wymagający pod względem stałości relacji. Użytkownicy języków, w których stawiamy pierwsze kroki, mogą zwyczajnie męczyć się podczas rozmowy z nami – ponieważ celem ich bytowania na danej witrynie bynajmniej nie jest dawanie korepetycji. Warto mieć to na uwadze.

A CO TO TEN LANG-8?

Na sam koniec zostawiłam kwestię bardzo lubianego przeze mnie serwisu językowego, który w sposób niezwykle zgrabny (w mojej opinii) łączy funkcję edukacyjną i społecznościową.

Mowa o lang-8.com, nieustannie ulepszanym (i według mnie wciąż zbyt mało popularnym) portalu, na którym każdy użytkownik wciela się w rolę nauczyciela, korepetytora i recenzenta.

Rejestrując się na lang-8, mamy możliwość zapełnić nasz profil dowolnymi, pseudopamiętnikowymi wpisami na dowolny temat i o dowolnej długości. W opcjach określa się oczywiście język, w którym tekst został zredagowany, tak, aby jego użytkownicy mogli dostrzec go na stronie głównej. Wtedy wystarczy już tylko czekać na to, aż jakiś native, zupełnie bezinteresownie poprawi nam wszystkie błędy, jakie zdarzyło nam się popełnić. Czasem dołączy również mały komentarz gramatyczny, lub zachęci do dalszej pracy i skomplementuje. Strona pełna jest naprawdę życzliwych, wykształconych (także filologicznie) ludzi, którzy czerpią autentyczną przyjemność z poprawiania cudzych tekstów.

Sama skrycie marzę o byciu dydaktykiem, a lang-8 daje mi cudowną szansę amatorskiego spełnienia się na tym polu. Jednak owa amatorskość zamieszczanych korekt nie zawsze świadczy o ich niskiej jakości. Wręcz przeciwnie! W większości są to poprawki bardzo fachowe, przenikliwie szczegółowe i stanowiące ogromne i bezcenne źródło wiedzy, przekazywanej bezpośrednio od native'a do "ucznia".

Na lang-8, z nieco większym powodzeniem niż na interpals udało mi się także znaleźć bardzo ciekawych rozmówców z całego świata. Może wynika to z faktu, iż siłą rzeczy użytkownik ‚zmuszony’ jest do czytania poprawianego wpisu, w którym nierzadko ktoś dzieli się naprawdę interesującymi treściami i doświadczeniami?

Jak wyglądają proporcje narodowości i jaką mamy szansę, że nasz tekst na pewno zostanie poprawiony, najlepiej przez kilku niezależnych recenzentów?

Być może niektórych zadziwi fakt, że na lang-8 znajduje się naprawdę multum osób uczących się chętnie i aktywnie języka polskiego. W większości są to wschodni Słowianie i… Japończycy (ci ostatni osiągają naprawdę IMPONUJĄCE rezultaty! I kochają Chopina!), zaś wpisy polskojęzyczne oczekujące na korektę ‚rozchodzą się’ wśród poprawiających je Polaków jak przysłowiowe świeże bułeczki.

Ja, jako osoba pisząca tam głównie po szwedzku, jestem w sytuacji nieco gorszej, ale wciąż nie tragicznej. Zazwyczaj otrzymuję informację zwrotną o moich błędach w ciągu doby od opublikowania wpisu.

Podsumowując, lang-8 to najszybszy sposób dotarcia do obcokrajowców szczerze skorych do pomocy w nauce ich ojczystego języka. Zrzesza ludzi czerpiących prawdziwą satysfakcję z popularyzowania swojej kultury i narzecza – w sporej części są to więc ludzie o niezwykle otwartym umyśle i ogromnej cierpliwości do początkujących.

Zachęcam do rejestrowania się zarówno tam, jak i na każdej witrynie językowej, która spełnia nasze oczekiwania. Jeżeli czujemy swój postęp, to znaczy, że wybrane przez nas miejsce i metoda są dla nas absolutnie najlepsze.

Zobacz też…

Myśl samodzielnie i nie patrz na innych, czyli krytyka poliglotów

Patrz z własnej perspektywy; szyj metodę na miarę własnych potrzeb i możliwości

Najlepsza rada dotycząca nauki języków obcych

Urugwajskie głosy

Najpiękniejszy z językowych przełomów

35 komentarze na temat “Za co kocham lang-8.com oraz gdzie szukać przyjaciół

  1. Ja także mam pozytywne odczucia co do Lang-8, chociaż ostatnio z niego nie korzystam, bo często zdarzało się, że ludzie "lajkowali" mój tekst, ale go nie poprawiali – a błędy tam były 🙂 Myślę że łatwiej jest doczekać się korekty na początkowym etapie nauki, kiedy robimy sporo rzucających się w oczy błędów, ale przy szlifowaniu języka może być już trudniej o rozbiórkę tekstu zdanie po zdaniu i wytknięcie każdego drobiazgu. A tak poza tym to warto szukać native speakerów po różnych niszowych portalach oferujących wymianę językową – na każdym znajdzie się parę osób, które akurat przeniosły się do Polski i uczą się polskiego i jeśli mamy szczęście, to akurat mieszkają w naszym mieście i będą chcieli się spotkać 🙂

    1. Z tym poprawianiem tekstów bardziej zaawansowanych to faktycznie ruletka. Ale niejednokrotnie udawało mi się natrafić na naprawdę pracowitych korektorów. Niektórych ogromna ilość błędów w tekście odstrasza (bo za dużo roboty), a niektórych zachęca (bo można się wyszaleć i ‚powymądrzać’). Dla mnie to akurat przyjemność – kiedyś spędziłam chyba z godzinę na redagowaniu komentarza u pewnego Japończyka, tłumacząc mu różnice między wyrazami ‚odpisać'/'wypisać'/'przepisać'/'nadpisać'/'napisać'… 😉

  2. @Karolina
    Ciekawy artykuł, … ale mam pewne wątpliwości do ‚etycznej strony’ drobiazgowego poprawiania tekstów napisanych chociażby, przez adeptów języka polskiego.
    Nigdy nie korzystałem akurat z tego portalu, o którym piszesz, ale kiedyś się bawiłem w podobne ‚rzeczy’, dopóki nie zacząłem mieć pewnych wątpliwości.
    Dlaczego?

    "Wadą ludzi jest to, że lubią być nauczycielami innych".
    Mencjusz

    Był taki czas, że wręcz jak ‚hiena’ wyczekiwałem, jak pojawi się jakiś wpis zredagowany przez osobę uczącą się naszego języka. Jest… mogłem wypunktować WSZYSTKIE błędy, pokazać jak znakomicie znam swoją ojczystą mowę, skorygować źle odmienione końcówki, brak przecinka, czasem można było użyć lepszego synonimu, zamienić dwa słowa kolejnością dla lepszego, poetyckiego efektu itd.

    Dlaczego tak robiłem? Dlatego, że chcąc nie chcąc mam mentalność Polaka (z całym dobrodziejstwem inwentarza) i po drugie (co wiąże się i z pierwszym) zostałem wychowany w systemie edukacyjnym (H)URRA BŁĄD!!! Rozkosz, ze znajdowania błędów mam(y) wręcz w genach.
    Sprawozdanie z lab. chemii fizycznej może nie zostać przyjęte, bo pojawiło się w nim (z nieznanego powodu) znienawidzone przez doktora słówko "ale". Innym razem można przez pół godziny dyskutować czy myślniki są za długie, czy za krótkie lub czy minus w indeksie górnym jest za wysoko czy za nisko. Czasem osoby ‚sprawdzające’ takie prace dają pokaz swojej polonistycznej ignorancji podkreślając ‚podwójne u’ w jednym z moich ulubionych słów: indywiduum > indywiduów. Dlaczego? Tylko po to by się do czegoś do… doczepić. Kochamy to. Nie usłyszymy, „dobra praca”, tylko, że w 27 –mym wersie nie było przecinka.

    Wróćmy jednak do tematu. Wyobraźmy sobie, że ktoś kto uczy się języka w jakimś opuszczonym przez Boga zakątku świata jednak nas (jeszcze) nie zna. Poświęcił, ze 2h żeby napisać 5 zdań w naszym języku. Wydaje mu się, że jest nieźle…
    I nagle dostaje korektę w 30 miejscach swojego ‚utworu’. Choć tekst dla Polaka może być całkowicie zrozumiały, to jednak rzadko szarpniemy się na komentarz: "Jest nieźle! Nie przejmuj się, te poprawki to tylko pierdoły, które z biegiem lat jakoś wyplenisz. Wszystko zrozumiałem! Ciekawy tekst, momentami wręcz poetycki 🙂 ".
    Nie, to mogłoby nadszarpnąć naszą dumę – dumę osoby władającej "najtrudniejszym językiem świata", którego trudność pragniemy zamanifestować na każdym kroku.
    Co taka osoba sobie myśli widząc swój tekst rozszarpany na strzępy? "Kurczę, ale jestem słaby…" "Następnym razem posiedzę 3h". "Ale ten język jest trudny, po x miesiącach czy latach nauki nie jestem w stanie sklecić poprawnego zdania złożonego z pięciu słów :(. Ci Polacy to chyba jacyś tytani. Nigdy nie dam rady nauczyć się tego języka, może sobie jednak odpuszczę".

    Po prostu nie wiem, czy tego typu praktyki korektorskie nie są niedźwiedzią przysługą. Moim zdaniem przynoszą więcej złego niż dobrego. Nikt nie lubi dowiadywać się, że to, nad czym pracował jest nic nie warte (nawet jeśli jest w tym trochę prawdy; choć zwykle nie jest, bo treść w 95% jest przekazana w zrozumialy sposób).

    Mawiamy, że "warto uczyć się na błędach". Jacek Walkiewicz dodaje „człowiek uczy się na błędach wtedy, kiedy wie, że je popełnia”. Mnie się jednak wydaje, że w takich błahych sprawach jak języki obce „człowiek uczy się na SWOICH błędach, wtedy kiedy to ON SAM je odkryje”; przy czym nie musi od razu znaleźć i poprawiać ich wszystkich.
    Jeszcze lepiej dążyć do tego, by już na starcie było ich jak najmniej. Moim zdaniem najlepiej jednak uczyć się tekstów wzorcowych (pisanych przez autorów podręczników, artykułów, powieści) ‘prawie’ na pamięć, tak by korzystając jak najwierniej z ich, choćby drobnych fragmentów, składać swoje wypowiedzi. Oczywiście zawsze trzeba mieć trochę wprawy (i szczęścia), bo czasem, wydawałoby się, że niewinna, podmianka jednego słowa decyduje o poprawności (lub jej braku) konstrukcji gramatycznej.
    Pozdrawiam,

    1. Warto dodać, że teksty podręcznikowe są na ogół mega sztuczne i brzmią raczej śmiesznie.

      "Jeszcze lepiej dążyć do tego, by już na starcie było ich jak najmniej".

      Miałem kiedyś nauczycielkę języka, która po 3 lekcjach kazała mi mówić. Skleciłem jakieś zdanie, pełne błędów – a ona wychwytywała je wszystkie z wyraźną pretensją. To mnie ostro zablokowało i utrudniło naukę, więc podejrzewam że nie da się na samym początku mówić z małą ilością błędów – chyba że nie mówi się wcale.

      1. "Warto dodać, że teksty podręcznikowe są na ogół mega sztuczne i brzmią raczej śmiesznie."
        To zależy od wyboru podręcznika i źródeł, które wymieniłem. Zgadzam się, że język dialogów np: w powieści Edmunda Niziurskiego "Osobliwe przypadki Cymeona Maksymalnego" może zupełnie nie przystawać do naszych współczesnych realiów.
        A co do śmieszności, to zawsze staram się dobierać takie teksty, które są śmieszne (oczywiście wiem, że nie o taką śmieszność Ci chodzi), ale to kwestia decyzji, czy lepiej z powagą milczeć, czy "brzmieć (…) śmiesznie".

        "„Jeszcze lepiej dążyć do tego, by już na starcie było ich jak najmniej”.
        Miałem kiedyś nauczycielkę języka, która po 3 lekcjach kazała mi mówić. Skleciłem jakieś zdanie, pełne błędów – a ona wychwytywała je wszystkie z wyraźną pretensją. To mnie ostro zablokowało i utrudniło naukę, więc podejrzewam że nie da się na samym początku mówić z małą ilością błędów – chyba że nie mówi się wcale."

        Ja mam inne doświadczenie. Po pierwszej lekcji niemieckiego w życiu musieliśmy wykuć na pałę 10 zdań typu: "Wie heißt du?", "Wo wohnst du?" Choć wtedy przeklinałem ten pomysł, to jednak pozwalało to na płynne i poprawne wysławianie się na tak proste tematy. Rzeczywiście o literaturze Tomasz Mann'a nie dało się, dysponując tym zasobem słownictwa, porozmawiać, ale też nikt mnie o to na trzeciej lekcji nie pytał.

        Chyba się nie do końca zrozumieliśmy. Chodziło mi o to, by unikać totalnego eksperymentowania, a po prostu wykorzystywać te kawałki, które już udało nam się zakuć. O ile uczymy się sami, to sami też możemy nadać bieg rozmowie / korespondencji chociażby opierając się na tym co potrafimy powiedzieć / napisać.

        W przypadku szkolnej nauki, to niestety jeśli musimy mówić o GMO albo o globalnym ociepleniu, to jest gorzej. Chociaż i w takiej sytuacji miałbym ochotę wykorzystać gotowe, wykute zdanie / pytanie z pierwszego rozdziału "Paragrafu 22" – słowa chorążego: "Who gives a shit? (he asked tiredly, and turned over on his side to go to sleep)"

    2. @Michał, odpowiem ci powołując się cały czas na obserwowaną przeze mnie rzeczywistość portalu lang-8, bo to właśnie o nim jest mój artykuł.
      Jasne, na pewno znajdzie się kilku zadufanych w sobie i w swojej kulturze "Polaczków", ale szczerze? Komentarze o wydźwięku, cytując Ciebie: "Jest nieźle! Nie przejmuj się, te poprawki to tylko pierdoły, które z biegiem lat jakoś wyplenisz" widać naprawdę w 90% przypadków.
      Tak jak powiedziałam, serwis ten jest jeszcze na tyle niepopularny, że (póki co) siedzą tam ludzie naprawdę chcący pomóc i zachęcić, nie zaś zniechęcić.
      A mówiąc z perspektywy ucznia, a nie ‚mistrza'… Wydaje mi się, że piszesz o jakiejś skrajnej nadwrażliwości. To chyba oczywiste, że jako początkujący nasadzimy 20 błędów w pięciu zdaniach. Jeśli ktoś oczekuje, że będzie inaczej, to nie wiem, czy da radę psychicznie wytrwać w nauce jakiegokolwiek języka. To jest ciężka praca i uodpornienie się na krytykę i własną niedoskonałość, oraz zaakceptowanie swoich słabych stron to absolutna podstawa.
      Co do zauważania własnych błędów – ja tę umiejętność posiadam, potrafię uczyć się na zasadzie ‚naśladownictwa’ czy ocenić wstępnie poprawność gramatyczną tego, co ‚spłodziłam’ – Ty pewnie też posiadasz takie umiejętności – ale niestety życie pokazało mi, że nie każdy tak potrafi. Jest pewna grupa uczących się, która bez ‚nadzoru’ nie jest w stanie zrobić ani jednego kroku naprzód.
      Również pozdrawiam i dziękuję za stałe komentowanie moich wpisów. 😉

      1. Nie chodziło mi o negatywne kommentarze korektorów (bo z tym się raczej nie spotykałem), ale o ich obojętne, zimne korekty. Jak mawiają psycholodzy 😉 najgorsza jest właśnie obojętność.

        "odpowiem ci powołując się cały czas na obserwowaną przeze mnie rzeczywistość portalu lang-8, bo to właśnie o nim jest mój artykuł.(…)Komentarze o wydźwięku, cytując Ciebie: „Jest nieźle! Nie przejmuj się, te poprawki to tylko pierdoły, które z biegiem lat jakoś wyplenisz” widać naprawdę w 90% przypadków."

        W takim razie tylko mnie to cieszy :).
        Za dużo przez ostatnie miesiące naczytałem i nasłuchałem się o ‚platformie’ ask.fm, na której teksty typu "Idź się utop" należą do tych bardziej motywujących. Stąd może mój pesymizm.

    3. Jest dokładnie tak jak piszesz. Wymieniam listy z pewną Amerykanką (takie prawdziwe, papierowe) i coś mnie podkusiło, żeby poprosić ją o sprawdzenie mojego ostatniego listu. Dostałem odpowiedź i w nim ksero mojego listu, pokreślone całe na czerwono. Od dwóch tygodnii chodzę wokół tego jak wokół jeża ;-). Następny napisałem bez patrzenia na poprawki i bez prośby o sprawdzenie :-).

      A to wszystko mimo, że dostawałem sygnały od native'ów, że trudno moje pisanie odróżnić od rodzimych użytkowników. Jednak jak przyjdzie co do czego, to chociażby polski szyk zdań i kolokacji czy nieszczęsne rodzajniki zdradzą naszą niewiedzę :-).

      Dlatego zrezygnowałem z obsesyjnego poprawiania się na każdym kroku, myślę, że właściwa z czasem ilość inputu skoryguje to. Zamierzam też wdrożyć tłumaczenia "tam i powrotem" aby nabyć dobrego wyczucia w wyrażaniu myśli.

      A że mniej lub więcej poprawnie. Wciąż najważniejszą rzeczą jest po co jest dany tekst. Jeśli poprawność jest hiper ważna to są profesjonaliści którzy ją zapewnią.

      1. Włączę się do dyskusji na temat drobiazgowości, bo uważam, że takie wytykanie każdego błędu jest dobre w przypadku, kiedy piszemy tekst właśnie po to, by inni go przeczytali i sprawdzili. Nie piszemy na lang-8 po to, żeby się popisać naszymi umiejętnościami, tylko żeby je ćwiczyć. Publikując tam tekst oczekuję, że moje niedociągnięcia zostaną wyłapane, bo jeśli tylko ktoś napisze "super, ciekawy tekst, świetnie piszesz po francusku", to ucieszy moje ego, ale w niczym mi nie pomoże. Chcę wiedzieć, że wstawiłam gdzieś zły przyimek, że jakieś słowo nie pasuje idealnie do kontekstu, że zdanie nie brzmi do końca naturalnie. I zawsze, gdy widzę mój tekst pokreślony, to najpierw czuję małą falę gorąca, ale gdy już ochłonę, to doceniam poprawki i zapamiętuję, żeby pewnych błędów nie powtarzać. Trzeba się nauczyć dystansu do siebie, zaakceptować swój wstyd z powodu błędów jako coś naturalnego, a wręcz pomocnego (do dziś pamiętam wiele pomyłek, które popełniłam, właśnie dlatego, że poczułam silne emocje związane z tym, że ktoś mi wytknął błąd – i już wiem, jaka wersja jest poprawna). Jak już wspomniałam w poprzednim komentarzu, dawno mnie nie było na lang-8, ale pamiętam, że właśnie za wiele tam było chwalenia i oznaczania wpisów gwiazdką w celu wyrażenia uznania, a za mało drobiazgowości 😉 Ogólnie atmosfera jest tam życzliwa, a jedyne co mnie trochę raziło, to widok zdarzających się nie do końca poprawnych korekt robionych przez Polaków, którzy przecież powinni swój język dobrze znać 😉

  3. Moim zdaniem najlepiej byłoby iść na solidne konwersacje sam na sam z nauczycielem. Z pół roku sobie pogadać, a potem dopiero szukać kogoś do szlifowania języka w necie. Głównie dlatego, że raczej nikomu nie będzie się chciało nas uczyć od podstaw.

  4. Już dawno miałam zarejestrować się na lang-8, a ten atykuł dał mi potrzebnego kopa. Korzystam co prawda z Interpals, ale niestety rozmowy zwykle są zdawkowe i urywają się po jakimś czasie.

  5. Jestem zarejestrowana na lang-8 ale jakoś się nie polubiliśmy- dosyć szybko przestałam tam zaglądać. Może powinnam dać mu drugą szansę?

  6. Po kilkunastu latach nawiązywania kontaktów zagranicznych poprzez różne portale internetowe, mam pewną obserwację: dużo lepiej rozmawia się z dziewczynami samotnymi niż z dziewczynami w związku.

    Rozmowa z dziewczyną z portalu randkowego, lub samotną dziewczyną z portalu językowego (bo prawdę powiedziawszy większość dziewczyn z interpals, italki, busuu i podobnych stron jest samotna, a nauka języka lub portal jest dla Nich sposobem zabicia czasu, lub nawet pretekstem, by z kimś nowym pogadać), wbrew wyobrażeniom, które sieją niektóre osoby, nie musi się ograniczać do czystego flirtu (choć łatwo kochliwych w Europejczyku lub zwyczajnie flirciarskich dziewczyn np. w Ameryce Łacińskiej nie brakuje, ale nie rozumiem, jaki z tego ma wynikać problem i co w tym tak złego…?) i planowania wspólnej relacji. Rozmawiać można o wszystkim i dużo łatwiej jest podtrzymać długotrwałą ‚znajomość’ z taką osobą.

    Przez wszystkie lata poznałem chyba tylko jedną dziewczynę, której sprawiało dziką przyjemność przez długie miesiące, rok czy dłużej regularnie poświęcać parę godzin na dyskusje o gramatyce i słownictwie własnego języka i owszem była to dziewczyna z Ameryki Pd. złowiona na portalu językowym, ale nie miałaby dla nas aż tyle czasu, gdyby miała chłopaka… W końcu jednak znudził nam się język hiszpański i mieliśmy inne tematy, ciekawsze.

    Inna dziewczyna z innego kraju Ameryki Pd. (Kolumbii) w czasach gdy byłem chyba B1 poświęciła mi nieco czasu tłumaczywszy setki słów na Jej kolumbijski dialekt (słowniki kolumbijskiego nie istnieją). Wybieraliśmy sobie jakiś temat (np. jedzenie, meble, cokolwiek) i wymienialiśmy wszystkie słowa, jakie przyszły nam na myśl. Większa część naszych rozmów (chat i rozmowy głosowe) nie tyczyła się jednak języka hiszpańskiego, tylko zwyczajnie życia. Nigdy ze sobą nie flirtowaliśmy, ale te wszystkie długie godziny naszych rozmów byłoby ciężkie, lub niemożliwe, gdyby miała jakiegoś mężczyznę na głowie… Była to dziewczyna złowiona na zagranicznym chacie.

    Inna jeszcze dziewczyna, tym razem z Panamy, przez jakiś czas miała dziką zabawę z nauczania mnie panamskiego slangu, ale też normalnych słówek z życia codziennego. Była to dziewczyna złowiona na portalu w praktyce randkowym. Kiedy natomiast zrobiliśmy się nieco kochliwi i zaczęliśmy wymieniać się długimi romantycznymi mailami, analizowałem Jej maile pod kontem gramatyczno-leksykalnym i nieco się nauczyłem… Ona potrafiła pisać i miała wyobraźnię; to był wspaniały materiał do nauki. I było w tym wszystkim coś złego?

    1. W którym miejscu napisałam, że flirtowanie to coś złego? 😉 Wręcz przeciwnie, zapamiętywanie nowych informacji o char. językowym wzrasta 100000-krotnie, jeżeli dochodzi do tego zaangażowanie emocjonalne.
      Czy chodzi ci o fragment, w którym piszę o panach z krajów typu Turcja? Czy naprawdę muszę to komentować? 😉

      1. Piszę tak ogólnie. 😉 O Panach z krajów typu Turcja niewiele wiem, ale mi nie przeszkadza, jak dziewczyna próbuje ze mną flirtować… Całe życie natomiast obserwuję, że Polki (niektóre) kochają Panów z krajów typu Turcja. 😛

        Piszesz na przykład i to wytłuszczoną, a potem powiększoną czcionką:

        "Jeżeli zależy nam na łączeniu przyjemnego z pożytecznym, a więc rozmawiania nie po polsku z osobą, która ma szansę stać się nam bardzo bliska, to wybawieniem mogą okazać się strony międzynarodowe zrzeszające ludzi o podobnych zainteresowaniach, NIE ZAŚ STRONY NASTAWIONE NA KULTUROWĄ WYMIANĘ, GDZIE ZAINTERESOWANIA STANOWIĄ SZTUCZNY PRETEKST DO NAWIĄZANIA RELACJI."

        Otóż portale typu randkowego bywają dla mnie efektywniejszym sposobem nawiązywania znajomości niż portale typu językowego ponieważ (1) ludzie są ciekawsi i (2) można szerzej z nimi porozmawiać.

        (1) Zupełnie inne są dziewczyny, które nie nauczyły się kilku języków obcych i nie mają za sobą 10 lat kontaktów z mężczyznami z całego świata na kilku różnych portalach i choćby słuchają lokalnej muzyki, a nie światowych przebojów. Nie są tak kulturalnie zniszczone, nijakie jak dziewczyny z takich portali językowych i nie traktują mnie jak jedynie "kolejnego dziś obcokrajowca", lecz przeciwnie, ze szczególną uwagą.

        (2) W ciągu kilku ostatnich tygodni z kilkudziesięciu dziewczyn, jakie napisały (w większości, lecz nie w zupełności – odpisały) mi na Interpals, może ze 2 czy 3 w pierwszej wiadomości nie napisały mi, jak to chętnie pomogą mi z moim hiszpańskim, a większość zdążyła po próbce kilku bardzo prostych zdań dodać, jaki to niby wspaniały jest mój hiszpański. Super, tylko, że ja żadnej z nich nie prosiłem o pomoc w nauce hiszpańskiego i wcale pomocy tam nie szukam. Pomoc byłaby fajna, ale W TLE czegoś typu ‚przyjaźń’. Jeśli natomiast złowię dziewczynę na portalu typu randkowego, żadna nie deklaruje na siłę, że mi pomoże z hiszpańskim i owszem chwalą mój hiszpański, lecz nie w przesadzie i śmieszności, ale też chyba żadna nigdy mi nie odmówiła pomocy, gdy zadałem konkretne pytanie językowe.

      2. We fragmencie, który przytoczyłeś, chodziło mi o strony typu interpals, lub inne zbliżone, które, o ile mi wiadomo, stricte randkowe nie są (w części zdania, która mówi o tym, czego się NIE chwytać). Tzw. dating sites to zupełnie inna działka i też uważam, że są lepszym rozwiązaniem. Chyba się nie zrozumieliśmy. 😉

      3. Wydaje mi się, że się już rozumiemy 🙂

        Powiedzmy, że InterPals ma charakter jednak pośredni pomiędzy typowo językowym i typowo randkowym.

        Dla mnie z kulturoznawczego punktu widzenie bywa ciekawiej [nie mówię, że zawsze jest] poznać dziewczynę, dla której jestem pierwszym obcokrajowcem w życiu, lub jednym z nielicznych. Różnica w stosunku do dziewczyny z portalu językowego potrafi być naprawdę uderzająca… Ta dziewczyna jest inna (nie jest tak ‚nijaka kulturowo’), ale też jej stosunek do mnie jest inny, gdyż bywa bardziej otwarty i entuzjastyczny.

        Portale językowe mają też mniej użytkowników. Jeśli zależy mi na jakimś konkretnym regionie, portal językowy jest mało użyteczny. W innych komentarzach wspominałem np., że poprzez Badoo docierałem do Indianek znających języki liczące po kilkaset, kilkadziesiąt, lub nawet tylko kilka tysięcy użytkowników w Amazonii, lub Andach. Nie powtórzę tego na portalu językowym…

        Oczywiście, również z portalami niejęzykowymi wiążą się trudności. Od demotywująco porażająco niskiej inteligencji niektórych dziewczyn z tych stron, po tłumy samotnym mamuś z dzieckiem liczących jedynie na to, że je wezmę do Europy… 😉 Z nikim nie muszę rozmawiać na siłę i po wstępnym odsianiu można poznać naprawdę wspaniałe osoby. 🙂

  7. Yana Para Puyu – wrzucę parę kamyczków, ale:
    a) nie wiem dlaczego, ale ze strony nie takiej małej ilości osób na Woofli (w tym również Ciebie) bije jakaś taka zaskakująca (może nie silna, ale) niechęć (pogarda to, mam nadzieję, zbyt mocne słowo) dla osób multi-kulti, która jest dla mnie niepojęta – tym bardziej że – heloł! – wy przecież właśnie tacy multi-kulti jesteście 😉 (i ja również). Może w rzeczywistości to wy macie jakieś kompleksy i oceniacie innych tak, jak wy traktujecie innych? 😉
    Ja pomimo, jak to ująłeś, "kulturalnego zniszczenia" zawsze chętnie pomagam innym, obojętnie czy są dziewczynami, czy facetami i nie traktuję ich jak "kolejnych obcokrajowców",
    b) czy w sieci w kontekście nauki języka rozmawiasz tylko z dziewczynami? A jeśli tak, to czy aby na pewno chodzi Ci TYLKO i wyłącznie o naukę języka? 😉

    A co do moich doświadczeń – a trochę ich było, bo w pewnym okresie mojego życia miałem dość bujne "życie internetowe" – to wiele lat temu miałem szczęście trafić w pewnym peer2peerze na pokój miłośników szeroko pojętej muzyki świata. To właśnie stamtąd pochodzi najwięcej moich znajomości z obcokrajowcami, które przetrwały do dzisiaj, a 2 z nich przeszły nawet do świata realnego. Jedną znajomość z last.fm-u również udało mi się nawiązać (i to w dodatku raczej z nie "last.fmowego" kraju), nawet na tyle, by doszło do spotkania twarzą w twarz.
    I właściwie to te najlepsze znajomości były z założenia kompletnie niejęzykowe, a że potem tak się stało, że zacząłem się uczyć tego i tamtego… 😉
    Niestety, wszystkie relacje z sharedtalka, interpalsa czy lang-8 bardzo szybko się urywały (i urywają). Ale gorzej – nawet ostatnie znajomości z obcokrajowcami, których spotykałem na żywo, urywały się niemal równie szybko. Podobnie jest z zapałem w lokalnych grupach tandemowych – masa ogłoszeń, a gdy przyjdzie co do czego, to nic z tego nie wychodzi.
    Tak więc bardzo się cieszę, że dawno, dawno temu udało mi się nawiązać tak fenomenalne znajomości (już całkowicie abstrahując od języków), ale obecnie… coś nie mam szczęścia.

    1. Otóż zdarzało mi się przestrzegać Latynoski przed wyciąganiem daleko idących wniosków o tym jacy są Polacy na podstawie tego jedynie, jaki jestem ja… Nie czuję się zły przez to jaki jestem, ale nie mogę być ‚reprezentatywny’, o to mi chodziło.

      W sieci w kontekście nauki języka rozmawiam nie tylko z dziewczynami. Rozmawiam właśnie z Tobą i dziewczyną nie jesteś. Tylko, że nie jestem jakimś maniakiem językowym i korzystając z pewnego rodzaju portali nie myślę tylko o nauce języka, tylko raczej by się oderwać, pobawić, poznać kogoś i coś nowego, ciekawego itd. Innymi słowy język obcy mi raczej SŁUŻY do czegoś więcej niż do jego nauki i sorry, ale o ile z osobami z Woofli mogę rozmawiać na Woofli (i czemu nie poza Wooflą?) niezależnie od płci, bo tu sobie fajnie rozmawiamy o językach itd., to sorry, ale nie będę na ‚portalu randkowym’ do mężczyzn pisał…

    2. Acha i jeśli chodzi o traktowanie człowieka ‚jak kolejnego dziś obcokrajowca’, to taka jest czysta prawda. Moja obecność na przykładowym InterPals nie wywrze na nikim takiego wrażenia, jakie mogę wywrzeć na dziewczynie z Ameryki Południowej, która pierwszy raz w życiu ma kontakt z obcokrajowcem. Nieraz relacje tych dziewczyn są aż przesadzone, czasem zaraz mnie odsyłając do swoich sióstr, koleżanek itd. i może to duże słowa, ale ponoć w ze dwóch andyjskich wsiach już dobrze mnie znają i wszyscy koniecznie muszą mnie poznać (!), bo ludzie nie mogą uwierzyć w człowieka z Polski z internetu, co np. ponoć zna ich język 😀 , ale to są reakcje przesadzone w pozytywnym kierunku.

  8. Bardzo ciekawy artykuł i równie ciekawa dyskusja 🙂 Pozwolę sobie i ja dorzucić swoje trzy grosze.

    Interpals jest faktycznie chyba najciekawszym portalem w swojej kategorii, głównie przez ogromną ilość użytkowników. Zasada jest prosta: im więcej osób, tym większa szansa poznania kogoś interesującego. A teraz czas na moje prywatne odczucia. Otóż zdałam sobie sprawę, że NIE ZNOSZĘ stron typu zapoznawczo-(krypto)randkowego. Niesamowicie męczą mnie rozmowy typu "a skąd jesteś?", "a co robisz w życiu?", "a masz narzeczonego? a kota, rybki oraz psa?" (skojarzenie z piosenką dla dzieci było nieuniknione). Wyjątkowo źle działa na mnie presja odpowiedzi w czasie rzeczywistym, tłumaczenia się, kiedy tylko muszę na chwilę odejść od kompa, a przede wszystkim to, że ludzie przeważnie oczekują kilkugodzinnych maratonów pitolenia o niczym. Kiedy byłam singielką, przez krótki ale intensywny czas miałam profil na paru portalach randkowych i te nieliczne fajne osoby, które poznałam, to te, które po wymianie dwóch-trzech maili chciały spotkać się twarzą w twarz.

    Wiem, że mogę brzmieć jak jakaś stara ciotka, w dodatku antyspołeczna – i w zasadzie właśnie taka jestem 🙂 Komunikatorów i czatów nie znoszę, od zawsze. Zdecydowanie preferuję "tradycyjny" e-mail i rozmowy o czymś w miejsce rozmów o niczym. I tu zgadzam się z paroma przedmówcami (i z Karoliną), że najlepszą opcją poznawania ludzi są portale tematyczne. Ale tu, jeśli mówimy o języku obcym, trzeba znać go na tyle, żeby móc swobodnie i precyzyjnie wyrażać w nim to, co chcemy.

    Natomiast co do lang-8, to bardzo podoba mi się ta inicjatywa. Na razie tylko się zarejestrowałam i rozejrzałam. I nie widzę tam żadnych "Polaczków". Widzę za to osoby – Polaków i innych – niesamowicie pozytywnie reagujące na to, że ktoś chce się uczyć ich języka. I to naprawdę świetna sprawa, że ludzie tak chętnie poświęcają swój czas, robiąc korekty tym, którzy o te korekty proszą. Jakość ich pracy jest przeważnie naprawdę wysoka.

  9. Że jaki jesteś? Jak stereotypowy Arab? 😉
    Oczywiście, jeśli nie ma nawet szans nawiązania sensownej rozmowy, no to siłą rzeczy to nie ma sensu, ale jak dla mnie Ty przeginasz w drugą stronę. No, ale to może dlatego, że ja oddzielam pewne rzeczy grubą krechą.
    I jeszcze: czy Ty oczekujesz jakichś wyrazów uwielbienia? 😉 Odnoszę wrażenie, że to wszystko ma bardzo niewiele wspólnego z nauką języka.
    Ja tylko mam nadzieję, że jeśli masz dziewczynę, to ona wie o Twoich wyczynach 😉

    Adriano: ja też nie lubię pitolenia o niczym, ale co jest złego w chęci spotkania?
    Cóż, lang-8 to taka znośna opcja, ale tylko dla tych bardziej popularnych języków. Do tych z mniejszą liczbą użytkowników w sieci trzeba już pisać osobiście. I zgadzam się, że zdecydowana większość ludzi jest tam bardzo pomocna. Powód jest prosty – po prostu ludzie nie siedzący w językach nie znają tego portalu.

    1. Nie napisałem, że oczekuję jakichś wyrazów uwielbienia. Napisałem, że normalni ludzie podchodzą do człowieka milej, niż ludzie z portali językowych. Tyle.

      Jasne, że to wszystko ma mało wspólnego z nauką języka. Na co mi język obcy? Jedynym sensem nauki języka jest, by go do czegoś użyć. Nie szukam więc dziewczyn po to, by się uczyć języka. Odwrotnie, uczę się języka, by szukać dziewczyn… Teraz wyszedłem na jakiegoś super kobieciarza 😀 [podaję tylko "przykład", gdyż z językiem w istocie robię wiele rzeczy, choćby docieram niedostępnej mi niegdyś literatury itd.] ale taka jest jedyna sensowna kolejność w nauce języka: język dla kobiet, nie kobiety dla języka. Jak ktoś nie lubi kobiet, niech sobie pod kobiety podstawi dowolną rzecz.

      Dam jeszcze przykład. Mam w planowaną wycieczkę do Włoch z koleżanką z Ekwadoru. Ciekawe, którego języka więcej się nauczę podczas wycieczki, włoskiego, czy hiszpańskiego? Po co mi język hiszpański? Po to, by mieć koleżankę w Ekwadorze. A po co mi język włoski? Po to, by z koleżanką z Ekwadoru zwiedzać Włochy…

      Czy lepszą filozofią życiową byłoby wkuwać język hiszpański, lub włoski z podręcznika po to tylko, by się pochwalić, że znam? Taką dziwną filozofię wyznają różni ‚poligloci’. :-/ Dziwni mnie, że ludziom chce się wchodzić na te wszystkie portale po to by się uczyć języków. Nauka jest nudna. Pogadać z kimś ciekawym, może z kimś z daleka itd. oczywiście, że tak! Tylko, że po pierwsze dla rozmowy, w dalszej kolejności dla nauki. Nauka jest tylko dodatkiem. Owszem, analizowałem maile tej przykładowej zakochanej Panamki (z przykładu w komentarzu powyżej) pod kontekst gramatyczno-leksykalnym, rozkładałem je na części pierwsze, uczyłem się zastosowanych przez Nią wyrażeń itd., ALE interesowała mnie sama treść tych maili. Ta treść była dla mnie sprawą osobistą, a nie suchym materiałem do nauki.

      1. a) to ci z portali językowych nie są są normalni? 😉
        No nie wiem, ja mam wrażenie, że im mniej kulturowo-językowy portal, tym łatwiej o ludzi z uprzedzeniami.
        Natomiast to, o czym piszesz, bardzo często sprawdza się w turystyce – im mniej popularne wycieczkowo miejsce, tym bardziej można liczyć na życzliwość i pozytywne zainteresowanie
        b) na kobieciarza wyszedłeś już wcześniej, teraz tylko pogłębiłeś to wrażenie 😉
        c) ale nie chodzi o żadne chwalenie. Po prostu języki same w sobie mogą sprawiać frajdę
        d) nauka jest nudna wtedy, gdy ktoś nam to wmówi. Niestety, w szkołach bardzo często nas do niej zniechęcają, ale to nie znaczy, że sama w sobie nie może być ciekawa i pasjonująca
        e) żeby nie było – też uważam, że ślęczenie przy gramatyce… Okej, jeśli komuś pasuje, to w porządku, ale ja wolę interakcję z żywym człowiekiem. Tylko w formie, którą prezentujesz, hmm… to dla mnie trochę pobudka niskich lotów. Trochę to mi przypomina (choć oczywiście u Ciebie poziom kontrowersji jest niższy) wypociny gościa, który używał couchsurfingu do "nocnych przygód"… Niby nie ma w tym nic złego, niby mówimy o dorosłych ludziach, a jednak… Poza tym, nie wiem, co ty tam piszesz (albo czego nie piszesz), ale moim zdaniem takie flirtowanie może dać tym dziewczynom jakieś złudne nadzieje na coś więcej, a to już moim zdaniem nie jest fair (i znów – można napisać, że przecież te dziewczyny są pełnoletnie itd., ale… )

      2. @prz_

        Oj, uczepiłeś się 😉 A jakby tak się zastanowić, to co jest złego w uczeniu się i późniejszym używaniu języka w dużej mierze po to, żeby flirtować z obcokrajowcami? Powód tak samo dobry jak inny. A pod pewnymi względami wręcz lepszy, bo zakłada czynne używanie języka. W dodatku, jak już wcześniej tu wspomniała Karolina, treści, które są powiązane z emocjami, przyswaja się o wiele lepiej niż treści obojętne 🙂 Czy na pewno takie pobudki są gorsze niż np. nauka języka w celu czytania literatury, oglądania programów dokumentalnych czy filmów? Dla mnie nie są ani gorsze, ani lepsze, ani "wyższe", ani niższe. Jedyna motywacja, jakiej "nie kupuję", to ta podyktowana chęcią, aby "zaliczyć" kolejny fajny / popularny / niszowy język, żeby się chwalić, że się go zna. Bo taka motywacja zazwyczaj szybko wygasa.

      3. @prz_

        "Okej, jeśli komuś pasuje, to w porządku, ale ja wolę interakcję z żywym człowiekiem. Tylko w formie, którą prezentujesz, hmm… to dla mnie trochę pobudka niskich lotów. Trochę to mi przypomina (choć oczywiście u Ciebie poziom kontrowersji jest niższy) wypociny gościa, który używał couchsurfingu do „nocnych przygód”… Niby nie ma w tym nic złego, niby mówimy o dorosłych ludziach, a jednak… Poza tym, nie wiem, co ty tam piszesz (albo czego nie piszesz), ale moim zdaniem takie flirtowanie może dać tym dziewczynom jakieś złudne nadzieje na coś więcej, a to już moim zdaniem nie jest fair (i znów – można napisać, że przecież te dziewczyny są pełnoletnie itd., ale… )"

        Mam w tej chwili protozoologię kliniczną do czytania na tę noc [w języku hiszpańskim w dużej części z wyboru, choć w pewnej części również przez jakość – kolejny przykład użycia języka, ale co tam, u mnie wszystko ma swoje ‚niskie pobudki’. I NIE! Protozoologia kliniczna nie jest dla mnie nadzwyczaj ciekawa – bardzo, bardzo ciekawe jest to, co z nią zrobię…], więc sobie daruję drobiazgowy odpis. Nie wiem dlaczego zakładasz, lub skąd wnioskujesz, że ja wszystkie ‚te dziewczyny’ w czymś oszukuję (może postawiłeś się na moim miejscu? 😛 ); te dziewczyny też nie są jakieś ułomne, jak je traktujesz. Nie wiem też dlaczego zakładasz, że poziom konwersacji u mnie jest aż tak niski. W końcu, również lubię kontakt osobiście, a o czym mowa w tym wątku?

        Tak więc życzę Ci @prz_ równie pasjonującej co moja nauki z podręcznika, lub dzikiej podniety na zupełnie bezosobowych stronach typu lang-8! 🙂

      4. Nie twierdzę, że są głupie, tylko gdy w grę wchodzą serduszka (nawet te internetowe), to niektórzy tracą zdrowy rozsądek. Ja trzeźwo stoję na ziemi i nie łapię się na takie rzeczy, ale nie wszyscy tak mają, więc warto o tym pamiętać. Tyle.

      5. Na co Ty w ogóle się uczysz tych języków skoro ich użytkownicy "i tak żyją daleko", a Ty stoisz trzeźwo na ziemi? Jeszcze Ci któraś wyśle serduszko i będziesz z tego powodu cierpiał… Dlatego "nie łapiesz się na takie rzeczy". Ani ja, ani żadna z moich ‚wielce naiwnych’ koleżanek nie musimy mieć przez Ciebie doła. 😛

        My (1) żyjemy w erze samolotów i (2) jesteśmy doskonale świadomi tego co możemy, lub nie możemy, oraz swoich intencji, oraz (3) dziwi mnie skąd ta cała serduszkowa dyskusja z uwagi na to, co jasno podkreślałem w pierwszym poście: "wbrew wyobrażeniom, które sieją niektóre osoby, nie musi się ograniczać do czystego flirtu", oraz ze z 2 na 3 dziewczynami w przytoczonych przeze mnie przykładów z pierwszego komentarza nigdy nie flirtowałem mimo setek spędzonych ‚wspólnie’ godzin – chyba jesteś tą "niektórą osobą" o bardzo pustym wyobrażeniu relacji damsko-męskich. A jeśli flirtowałem i to z wieloma Latynoskami i z pewnymi się spotkałem osobiście, to skoro nikogo nie zdradzamy, nadal nie widzę Twojego chłopie problemu. Zresztą to wszystko, to moja sprawa.

      6. Zupełnie na marginesie całej tej dyskusji… Przecież dobra rozmowa typu flirt, czy też rozmowa na tematy pokrewne, wymaga niesamowitej biegłości w posługiwaniu się danym językiem. Wypowiedź wymaga złożonych, wyszukanych, poetyckich środków ekspresji uczuć i najbardziej abstrakcyjnych myśli jakie rodzą się w umyśle. Te natychmiastowe, improwizowane odpowiedzi wymagają ogromnej swobody w użyciu danego języka. W liście natomiast można owszem się długo namyślać, ale tym bardziej trzeba DOBRZE się wyrazić. Dobry flirt z kobietą to coś sporo trudniejszego niż słynny pojedynek na improwizacje Mickiewicza i Słowackiego z 1840 roku. Poziom językowy, jakie [niektóre] Latynoski są przy tym w stanie narzucić bywa wysoki, tak że skręcają się w mózgu fałdy, by się wyrazić. Również w przypadku gdy nad romantycznością przeważy erotyzm nieskazitelnie precyzyjne w przekazie i zarazem dobre stylistycznie w brzmieniu odzwierciedlenie każdego obrazu, jaki jest w stanie wygenerować umysł w czasie rzeczywistym tempa rozmowy, wymaga moim zdaniem wysokiego poziomu językowego. Tak sobie właśnie pomyślałem, że jest to przecież doskonałe ćwiczenie językowe…!!! 😀

        Tym samym nie zgadzam się z następującym:

        @prz_

        "Trochę to mi przypomina (choć oczywiście u Ciebie poziom kontrowersji jest niższy) wypociny gościa, który używał couchsurfingu do „nocnych przygód”…"

        Poziom konwersacji flirtu jest aby na pewno aż tak niski, jak go oceniasz…? Zależy z jaką kobietą 😉

      7. Żeby nie było, nie mam nic przeciwko, gdy coś wyjdzie z tego "w trakcie", ale chodziło mi o "flirt dla flirtu". Ale dobra, nie muszę wszystkiego rozumieć. I nie, nie mam ich pustego wyobrażenia, ale dobrze wiem, jak często tak jest. I może na tym zakończmy temat.

  10. Ona jest bardzo skuteczna, ale czy to znaczy, że jest stuprocentowo moralna? Jeśli ktoś kradnie i nie daje się złapać, to też jest bardzo skuteczny, ale czy pochwalamy jego zachowanie? 😉
    Okej, ale przyznaję, że należę do ludzi, którzy nie rozumieją (sensu) instytucji "flirtu dla flirtu", więc może stąd moje oburzenie 😉
    Co do ostatniej motywacji, też nie widzę w niej nic złego, jeśli faktycznie ktoś jest w stanie na niej jechać przez lata.

  11. Karolino, świetny artykuł 🙂 Wybacz, że dopiero teraz komentuję, ale chciałem to zrobić w momencie, gdy naprawdę nikt i nic nie będzie w stanie mi w tym przeszkodzić. Jako że moment nadszedł siadam do klawiatury i piszę 🙂

    Z interpals nie korzystałem. Lang-8 natomiast jest dla mnie jedną z niewielu stron internetowych, która rzeczywiście jest godna polecenia każdej osobie uczącej się języków obcych, zwłaszcza że jest skoncentrowana na czynności, która wydaje mi się najtrudniejsza do opanowania na wysokim poziomie – mowa oczywiście o umiejętności poprawnego pisania. Są jednak dwie kwestie, o których chciałem wspomnieć:

    1. Skuteczność strony drastycznie zależy od tego w jakim języku piszesz. O ile po rosyjsku czy serbsku otrzymywałem poprawki (bardzo wysokiej jakości) po kilkunastu minutach i udało się przy okazji poznać parę ciekawych osób, z którymi wymieniliśmy się mailami, o tyle w przypadku angielskiego otrzymanie jakiejkolwiek informacji zwrotnej graniczyło z cudem.

    2. Trzeba wiedzieć co się chce pisać – niestety w moim wypadku był to spory problem. Przeważnie bowiem piszemy wtedy gdy czujemy potrzebę przekazania drugiemu człowiekowi jakiejś ważnej informacji – tu natomiast za każdym razem czułem się jakbym tworzył coś całkiem sztucznego. Ciężko było mi znaleźć dobry, niepowtarzalny temat, którym chciałbym się szczerze podzielić z ludźmi po drugiej stronie monitora. W efekcie znacznie więcej dawały mi rozmowy w "Lang-8-wych kuluarach" oparte na kontakcie jeden na jeden. Nie chciałbym tutaj deprecjonować podstaw, na jakich lang-8 jest oparte – geniuszem jest ten kto wpadł na sam pomysł stworzenia takiego serwisu, ale moim zdaniem najlepiej uczymy się zawsze na przykładach, które są nam osobiście bliskie (tutaj punkt dla Piotra aka Yana Para Puyu).

    Pozdrawiam,
    Karol

  12. Osobiście jestem zachwycony lang-8, zwłaszcza że używam go do pisania tekstow po rosyjsku. Po opublikowaniu po kilkunastu minutach mam juz kilka korekt i jeśli chodzi o rosyjski, to szczególnie polecam lang-8, bo mnóstwo Rosjan go używa i sami twierdzą, że jest tu swietny kontakt między rosyjskojęzycznymi użytkownikami i to jest prawda. Rosyjskich native-speakerow jest zarejestrowanych ponad 70 000, dla porównania niemieckich tylko 7000, lecz nie pisze to w celu by was zniechęcić, ale tylko by pokazać ze dla osób uczących sie rosyjskiego jest to swietna strona, ale osoby uczące sie innych języków także mogą wiele skorzystać zakladajac konto na lang-8 😉

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Teraz masz możliwość komentowania za pomocą swojego profilu na Facebooku.
ZALOGUJ SIĘ