Co każdy powinien wiedzieć o sytuacji językowej na Białorusi

Niesłychanie się cieszę mogąc powrócić po dłuższym urlopie na łamy Woofli, zwłaszcza, że przybywam z tematem jeszcze gorącym, jakim jest lingwistyczny miszmasz u naszego wschodniego sąsiada. Gorącym, bo właśnie wróciłem z dwutygodniowej podróży na Białoruś i mogłem na własne oczy zobaczyć oraz skonfrontować to o czym wcześniej czytałem z nieznaną mi wcześniej rzeczywistością, która w zależności od aspektów wyglądała mniej lub bardziej kolorowo. Z racji tematyki naszego serwisu największa część artykułu będzie naturalnie poświęcona kwestii językowej, ale znajdzie się też miejsce na czysto osobiste obserwacje oraz demaskowanie niektórych stereotypów krążących w polskim społeczeństwie. Bo wbrew pozorom jest to piękny kraj, pełen gościnnych ludzi (o mentalności zupełnie innej niż Ukraińcy, co warto zaznaczyć), o niezwykle ciekawej historii i kulturze, którego choćby namiastkę chciałbym Wam niniejszym przekazać. Gotowi do wycieczki za Bug? Пошли!

Kto tak naprawdę mówi po białorusku?
Hierarchia znaczenia języków wschodniosłowiańskich zdaje się być po zawirowaniach ostatnich kilkunastu lat dość oczywista. Na pierwsze miejsce wysuwa się, rzecz jasna, rosyjski, który śmiało pretenduje do bycia jednym z języków światowych, pełniąc na terenie byłego ZSRR rolę lingua franca. Mamy też mowę ukraińską – ta w ostatnich latach, zwłaszcza na fali ostatnich wydarzeń na Krymie i w Donbasie, skutecznie wchodzi w różne sfery życia codziennego na Ukrainie (nie tylko tej zachodniej) dotychczas zarezerwowane dla rosyjskiego i wszystko wskazuje na to, że utrzyma swój status jedynego języka urzędowego kraju. Jest też białoruski, który na tle swoich dwóch braci prezentuje się bardzo skromnie, do tego stopnia, że zadane powyżej pytanie wcale nie brzmi bezpodstawnie. Nie zawsze tak jednak było.

Brześć

Pomnik w Brześciu, na którym znajdują się ważne osoby w historii miasta. Wśród nich król polski i wielki książę litewski Władysław Jagiełło.

O więzi Białorusi z Litwą i Polską słów kilka
Cofnijmy się około 700 lat w dziewicze lasy Europy środkowo-wschodniej – to właśnie tam na znaczeniu zaczęło zyskiwać państwo wielkich książąt litewskich, którzy w ciągu jednego stulecia wykorzystując polityczną próżnię powstałą po najazdach mongolskich stworzyli największe państwo na kontynencie. Rozmiar Wielkiego Księstwa Litewskiego znacznie przekraczał obszar faktycznie zamieszkiwany przez plemiona litewskie, a zdecydowaną większość poddanych stanowili prawosławni Słowianie władający rozmaitymi wersjami języka ruskiego. Dwór książęcy bardzo szybko się zrusyfikował, częste były przypadki prawosławnych chrztów w obrębie dynastii panującej (wbrew mitom rozpowszechnianym na lekcjach historii Jagiełło nie był pierwszym księciem litewskim, który przyjął chrześcijaństwo – jego chrzest katolicki niósł za sobą jedynie najbardziej znaczące konsekwencje), a językiem używanym w litewskiej administracji stało się coś, co dziś nazywamy językiem starobiałoruskim. Aż do drugiej połowy XVII wieku to właśnie w nim były wydawane akty prawne tyczące się obszaru należącego do Wielkiego Księstwa Litewskiego, często o bardzo istotnym znaczeniu dla całości Rzeczypospolitej, jak chociażby Statusy litewskie. Białorusinami byli Radziwiłłowie, Sapiehowie, Sanguszkowie, Chodkiewicze, Kościuszkowie. Jakie więc dwa narody stanowiły główne części składowe Rzeczpospolitej Obojga Narodów? Podpowiem – drugim narodem nie byli Litwini. Przynajmniej nie w obecnym tego słowa znaczeniu. Geograficzna Litwa była jeszcze do lat 20. XX wieku czymś zdecydowanie więcej, niż tym czym jest obecnie. Mickiewicz, pisząc „Pana Tadeusza", wspominając Litwę, miał na myśli rodzime ziemie białoruskie. Gdy na przełomie XIX i XX wieku zaczęły krążyć wśród miejscowej inteligencji idee wywalczenia niepodległości, dość powszechnym była myśl o odrodzeniu Wielkiego Księstwa będącego krajem Litwinów litewskojęzycznych oraz ruskojęzycznych, których dziś nazywamy już wyłącznie Białorusinami. Podobne pomysły mieli zresztą nawet bolszewicy. Powołany w roku 1919 LitBieł (biał. Літоўска-Беларуская Савецкая Сацыялістычная Рэспубліка) ze stolicą w Wilnie miał obejmować obszar dzisiejszej Litwy i Białorusi. Historia chciała jednak inaczej, dlatego też nie mamy dziś w Europie kolejnego tworu na kształt Szwajcarii, lecz dwa państwa narodowe. Pozostałością po więziach łączących oba narody jest Pogoń – oficjalny symbol państwowy Litwy oraz do niedawna (zamieniony w 1995 roku) Białorusi. Powróćmy jednak do kwestii językowej.

Język białoruski

Język codziennego użytku na Białorusi. Kolorem czerwonym zaznaczono obszary, w których przewagę przynajmniej teoretycznie posiadają użytkownicy języka białoruskiego. Warto zwrócić uwagę na zdecydowaną przewagę rosyjskiego w ośrodkach miejskich.

Dwie mowy czy jedna?
Język białoruski, tak mocny w Wielkim Księstwie Litewskim, znacznie stracił na znaczeniu w ostatnim okresie funkcjonowania Rzeczypospolitej, a podczas zaborów upadł do rangi jednego (acz bardzo osobliwego) z wielu rosyjskich dialektów. Na arenie międzynarodowej pojawił się on znów w latach 1918-1919, kiedy to na krótki czas miejscowi nacjonaliści powołali do życia BNR – Białoruską Republikę Ludową (biał. Беларуская Народная Рэспубліка), w której miejscowa mowa otrzymała po raz pierwszy od ponad 200 lat urzędowy status. Wtedy też wydano pierwszą białoruską gramatykę, której autorem był Branisłau Taraszkiewicz. Zasady wprowadzone przez tego ostatniego nie podobały się władzom radzieckim, które uznały je za wywrotowe i zdecydowały się na ponowne ustandaryzowanie języka. Od 1933 roku mamy więc dwa warianty języka białoruskiego – taraszkiewicę oraz narkamaukę. Nie ma miejsca na szczegółowe opisanie różnic między nimi, warto tylko wspomnieć o tym, że ta pierwsza jest znacznie bliższa jest językowi polskiemu, wierniej oddaje typową dla Białorusinów wymowę (przede wszystkim chodzi o stawianie miękkich znaków tam gdzie faktycznie miękkie spółgłoski są wymawiane) i przez lata była związana głównie ze środowiskami narodowo-konserwatywnymi, druga jest bliższa językowi rosyjskiemu, i jako dominująca w czasach ZSRR dziś uznana została również po upadku imperium oficjalną wersją tego języka. Z jednej strony na narkamaukę przeszła parę lat temu nawet największa opozycyjna białoruskojęzyczna gazeta Nasza Niwa (biał. Наша Ніваwww.nn.by), z drugiej natomiast miałem okazję spotkać osoby, które do dziś używają taraszkiewicy i uważają ją za wariant znacznie lepiej oddający specyfikę języka białoruskiego. Jak łatwo się domyślić – występowanie dwóch standardów w języku białoruskim i realny konflikt zwolenników niektórych z nich tylko podkopuje jego znaczenie.

A może nawet trzy?
Artykuł o języku białoruskim nie miałby najmniejszego sensu, gdybym nie wspomniał o trasiance. Nieraz na łamach Woofli przewijało się słowo surżyk używane w kontekście Ukrainy. Trasianka jest jego białoruskim odpowiednikiem. Dla tych, którzy nie wiedzą – jest to bliżej nieokreślona, daleka od jakiejkolwiek standardyzacji forma języka mówionego będąca połączeniem białoruskiego z rosyjskim. Proporcje oraz wszelkiego cechy takiego połączenia (ktoś może mówić po rosyjsku z białoruskimi zapożyczeniami, a ktoś po białorusku z rosyjską wymową – to tylko dwa z nieokreślonej bliżej liczby przypadków) zależą w zasadzie od samej osoby, która trasianką posługuje się na co dzień – od jej pochodzenia, wyuczonego zawodu, kontaktu ze światem zewnętrznym. Ta dziwna forma, nierzadko bardzo daleka od jakichkolwiek zasad nauczanych w szkołach, zupełnie wystarcza takiemu osobnikowi do codziennego funkcjonowania, ale jednocześnie staje się poważną barierą i kolejnym konkurentem białoruskiego, zwłaszcza na terenach wiejskich. Ludzie nierzadko używają tam trasianki sądząc, że mówią po białorusku, co z dumą podają potem w spisie powszechnym. Z tego natomiast otrzymujemy potem dane liczbowe świadczące o całkiem mocnej pozycji narodowego języka w tym kraju. Rzeczywistość jest jednak trochę inna.

Bazylika św. Franciszka Ksawerego w Grodnie

Bazylika św. Franciszka Ksawerego w Grodnie

Gdzie się podziała białoruska Galicja?
Nie sposób nie porównywać Białorusi z Ukrainą, również w kwestiach językowych. Nie będę tutaj wyjątkiem i zaryzykuję twierdzenie, że dzisiejszy język ukraiński rozwinął się przede wszystkim dzięki temu, że na zachodzie język ukraiński dominuje nieprzerwanie od końca II wojny światowej. Były naturalnie procesy rusyfikacyjne, przybysze z różnych stron imperium przybywali do Lwowa, zwiększając udział rosyjskojęzycznej populacji miasta, ale mimo to Galicja potrafiła pozostać tym bastionem ukraińskiej mowy, z którego ta mogła po uzyskaniu niepodległości promieniować na pozostałe ośrodki. Na Białorusi jest inaczej. Każde miasto mogące być Lwowem zostało w ciągu ostatnich 200 lat zrusyfikowane – tak naprawdę jedynymi latami, w których nie dominował rosyjski, było dwudziestolecie międzywojenne, kiedy to zachodnia Białoruś znajdowała się w granicach II RP (dla porównania – Lwów, Iwano-Frankiwsk czy Tarnopol przeżyły pod okupacją rosyjską zaledwie niecałe 50 lat) i nie ma tak naprawdę regionu, który mógłby stać się silnym ośrodkiem języka narodowego. Zniszczony przez wojnę Brześć jest wbrew pozorom bardzo ładny, ale z racji zniszczeń większość obecnych mieszkańców to przybysze z różnych stron ZSRR, którzy porozumiewali się ze sobą po rosyjsku. Mińsk to stolica, gdzie co prawda mieszka wielu sympatyków języka białoruskiego, ale jak w każdej stolicy liczą się przede wszystkim pieniądze i prestiż. Pozostaje nam Grodno – stolica obłasti, w której największy odsetek osób deklaruje użycie języka narodowego w codziennym życiu. Ale nawet w tym Grodnie, porównywanym zresztą ze Lwowem (trochę na wyrost, aczkolwiek miasto jest bardzo urokliwe i warto tam zajrzeć), na ulicy słyszy się przede wszystkim rosyjski.

Mińsk - brama do centrum

Witająca nas na wyjściu z dworca kolejowego brama wjazdowa do centrum Mińska

Użycie języka w praktyce
Faktycznie, gdyby pominąć przypadki moich znajomych, których prosiłem czasami o zwracanie się do mnie po białorusku (bo to strasznie ciekawe), to nie słyszałem go na ulicy w wersji standardowej ani razu. Na terenach wiejskich pod Połockiem oraz w autobusach z Baranowicz do Nowogródka oraz z Mińska do Lahojska zdarzyło mi się pojedynczo usłyszeć osoby mówiące bardzo bliskimi białoruskiemu odmianami trasianki. Ale to tyle. Poza tym białoruski słyszy się tak naprawdę przede wszystkim w trolejbusach oraz w mińskim metrze. Nieco lepiej ma się stan języka pisanego – ten jest praktycznie wszechobecny. Widać go na budynkach administracyjnych, zabytkach ozdobionych tabliczką z napisem Каштоўнасць, bilboardach z kampaniami społecznymi (reklamę komercyjną prowadzi się bowiem niemal wyłącznie po rosyjsku), bez większych problemów można w księgarniach kupić białoruskie książki (zgodnie zresztą ze starym zwyczajem zakupiłem sobie jedną pozycję autorstwa Wasyla Bykaua – najwybitniejszego chyba białoruskiego pisarza drugiej połowy XX wieku). Ba, napisy na miejscowych banknotach są wyłącznie po białorusku. Zdaje się to jednak nie wpływać znacząco na częstotliwość posługiwania się nim na co dzień. Warto zwrócić uwagę na użycie przeze mnie terminu „częstotliwość", a nie „umiejętność", bo liczba osób potrafiących mówić po białorusku znacznie przekracza liczbę osób używających go w życiu codziennym. Niektórzy nawet jeśli go umieją, to nie widzą sensu w jego pielęgnowaniu. Jeden z moich znajomych powiedział, że zna osoby, które równie biegle jak on władają białoruskim i wtedy z chęcią go używa, ale nie wyobraża sobie sytuacji, w której miałby wejść do sklepu i nagle mówić inaczej niż po rosyjsku. Określił to jako sytuację skrajnie nienaturalną. Mniemam, że wiele osób podziela jego zdanie.

Kampania prezydencka w Mińsku

Zbieranie podpisów podczas kampanii prezydenckiej w Mińsku. Po lewej stanowisko czołowej kandydatki opozycji Tacjany Karatkiewicz. Po prawej urzędującego prezydenta Łukaszenki.

Piętno opozycji
Jeszcze jedna osoba stwierdziła, że jednym z największych problemów z jakimi borykał się do niedawna język białoruski, był fakt jego zdominowania przez środowiska opozycyjne, przez co, o ile stawał się on formą protestu społecznego dla osób zbuntowanych przeciw obecnemu systemowi, o tyle przeciętnemu Białorusinowi kojarzył się przede wszystkim z miejscowymi nacjonalistami. Trudno temu nie przyznać racji. Od zarania dziejów języki bywały przedmiotem polityki – nie inaczej było na Białorusi. Tuż po ogłoszeniu niepodległości język białoruski był jedynym urzędowym aż do roku 1995, kiedy podobny status uzyskał rosyjski, co oburzyło opozycję, która aktualnie jako jeden z najważniejszych punktów swojego programu wymienia powrót jednego języka urzędowego oraz starych symboli państwowych tj. biało-czerwono-białej flagi oraz Pogoni. Cele szczytne, ale, jeśli wziąć pod uwagę niektóre aspekty wymieniane przez moich rozmówców, bardziej szkodzą niż pomagają rozwojowi języka białoruskiego. Aktualnie sytuacja się zmienia – na ulicach możemy zobaczyć sponsorowane przez rząd bilboardy nakłaniające do poznawania narodowej mowy, a nawet prezydent Łukaszenka wygłosił w niej całkiem niedawno pierwsze od 20 lat przemówienie. W miastach powstają natomiast kluby konwersacyjne, w których ludzie mogą ćwiczyć swój białoruski. Opozycja przestaje mieć monopol na język, co może mu wyjść tylko na dobre. Jaka będzie natomiast przyszłość, to już czas pokaże – niewykluczone, że na fali nowego samookreślania się narodów w państwach byłego ZSRR możemy jeszcze być świadkami wzrostu popularności tego języka wschodniosłowiańskiego.

Tyle tytułem wstępu. Temat z wielką chęcią poszerzę o inne informacje (materiały do nauki, opis samego języka – jest bowiem wiele cech wyróżniających go na tle pozostałych języków wschodniosłowiańskich, czy nawet najprostsze porady turystyczne) jeśli tylko zauważę osoby zainteresowane tematyką, dlatego gorąco zachęcam do komentowania.

 

Podobne artykuły:

Lwowiaki nie mówią ino bałakają – czyli o języku polskim na Ukrainie

Język rosyjski na Ukrainie

Czy i kiedy opłaca się uczyć ukraińskiego?

Jak się nauczyć cyrylicy w 2 dni?

Jak się nauczyć rosyjskiego?

23 komentarze na temat “Co każdy powinien wiedzieć o sytuacji językowej na Białorusi

  1. Jaka szkoda,ze nie skontaktowales sie ze mna, w Grodnie przyjalbym Cie z honorami.

    Sytuacja jezyka bialoruskiego jest jeszcze gorsza niz piszesz. Nawet miejscowi filolodzy tego jezyka maja o nim znikome pojecie, a slowa „kalka" praktycznie nie rozumieja. A czymze jest ten twor po reformie z 33 roku? Jedna wielka stuprocentowa kalka jezyka rosyjskiego. Zeby przetlumaczyc bialoruska ksiazke na rosyjski wystarczy wziac slownik i na miejsce bialoruskich wstawic rosyjskie slowa. Wyrazenia, ktore nie sa kalka z rosyjskiego w calym jezyku bialoruskim mozna policzyc na palcach jednej, no moze obu rak. Oczywiscie zdarzaja sie intelektualisci, przewaznie poeci, ktorzy specjalnie pisza tak, zeby bylo jak najbardzie niepodobnie do rosyjskiego, mieszajac w jednym tekscie slowa i wyrazenia zaczerpniete z roznych epok rozwoju tego jezyka. Oczywisci sa rozumiani jedynie przez siebie. Zreszta kazdy, kto mowi czy pisze w tym jezyku moze sie upierac, ze robi to prawidlowo, gdyz w calym kraju nie ma zadnego native speakera, ktoz wiec udowodni niepoprawnosc.
    Jest garstka supernacjonalistow, dzialaczy opozycji, ktorzy miedzy soba kalkuja jezyk rosyjski na niby-bialoruski.Umiarkowani nacjonalisci,sympatycy lecz nie dzialacze opozycji maja do jezyka bialoruskiego stosunek arcyciekawy. Jedna taka nacjonalistke mam w domu, druga za sciana (do tego filolog bialoruskiego), trzecia czesto przychodzi w gosci- siedza wtedy we trzy i uzalaja sie w jezyku rosyjskim jaki ten Lukaszenka zly, ze nie narzuca narodowi jezyka bialoruskiego, ze wszedzie promuje rosyjski, ze gdyby wszystkie dokumenty musialy byc po bialorusku to narod bylby zmuszony uzywac tego jezyka, wszyscy by sie go uczyli. Mowie wtedy- przeciez wy trzy akurat dobrze znacie bialoruski, dlaczego teraz zalicie sie po rosyjsku?Mowcie po bialorusku, kto wam zabrania?- zawsze odpowiadaja,ze prezydent jest temu winny i koniec. Jak im mowie, ze teraz prezydent nie slyszy, mozecie mowic jak chcecie- to mnie wyganiaja z pokoju.

    Nie wspomniales nic o jezyku polskim, czy bedzie kontynuacja?

    1. @NightHunter
      Do Grodna, które ze wszystkich miast podobało mi się najbardziej (czym pewnie zdziwiony nie jesteś) na pewno jeszcze kiedyś wrócę, więc na pewno będzie okazja żeby się odezwać.

      Sytuację, którą opisałeś jest mi sobie po dwutygodniowym pobycie bardzo łatwo wyobrazić – często odnosiłem bowiem wrażenie, że problem nawet nie leży w braku znajomości języka danej osoby, ale właśnie w tym, iż nawet przy znajomości płynnej czuła się ta osoba niekomfortowo mówiąc po białorusku (jedynym wyjątkiem był znajomy ze wsi pod Połockiem).

      Nasze media opierając się na tym co podsuwa im tamtejsza opozycja nierzadko wysyłają nam zakrzywiony obraz tego kraju – niektórzy powiedzieliby wręcz, że za odzywanie się po polsku czy białorusku można pójść do aresztu. Sytuacja natomiast jest zgoła inna. Białorusini nie mówią po białorusku, bo sami preferują rosyjski. Sporą rolę odegrał tu na pewno prezydent i jego polityka językowa, ale nie oszukujmy się, nawet gdyby u władzy cały czas stał BNF z Zjanonem Pazniakiem to sytuacja prezentowałaby się gorzej niż obecnie na Ukrainie.

      O polskim na Białorusi natomiast ciężko mi pisać, bo miałem z nim bardzo niewiele do czynienia. O ile w Wilnie całkiem łatwo natknąć się na osoby mówiące po polsku na ulicy, o tyle w takim Grodnie czy Szczuczynie odniosłem wrażenie, że Polacy są wyłącznie na papierze. Spotkałem co prawda w tym pierwszym mieście pana Grzegorza, którego mowa zdecydowanie odbiegała od tego o nazwalibyśmy polskim standardem, ale była to raczej sytuacja z cyklu „daj pan 5 złotych", niewykluczone więc, że pan Grzegorz był takim Polakiem jak ja Niemcem. Jeśli następny raz się na Białoruś wybiorę to chciałbym przejechać właśnie rejony, w których odsetek Polaków (a co za tym idzie, również osób uznających białoruski za swój język ojczysty) jest największa, czyli tereny położone przy granicy z Litwą (Woronowo, Iwie, Oszmiany).

      Kontynuacja więc będzie, ale najpierw chciałbym opisać różnice pomiędzy białoruskim, ukraińskim i rosyjskim. Gdybyś jednak sam miał ochotę jakieś teksty na Woofli zamieścić (komentujesz przecież bardzo często, może więc zmienić perspektywę?) to serdecznie zapraszam.

      Pozdrawiam,
      Karol

  2. Bardzo dobry post, z którym absolutne się zgadzam. Jeżdżę regularnie na Białoruś, w te wakacje, zawitałem, aż na miesiąc i poza wspomnianymi przez Ciebie sytuacjami (np. metro) białoruskiego nie słyszałem.

    Niby jest jakaś poprawa, jakoś w tym roku prezydent Łukaszenka, zdecydował o zwiększeniu ilości białoruskiego kosztem angielskiego. I mówił, że brak własnego języka może sprowokować pojawienie się zielonych ludzików, niestety nie sprawdziłem czy faktycznie tak powiedział, ponieważ polskie media lubią sobie jego słowa przekręcić lub wyrwać coś z kontekstu.

    Język białoruski pojawia się czasem u osób takich 40+, trudno mówić tu o trasiance, bo to zupełnie pojedyncze słowa na tle czystego rosyjskiego, ale dla przykładu często słyszałem хай zamiast пусть, дык zamiast так, nosowe г jak w ukraińskim i dosyć zmiękczone końcówki -ть brzmiały jak -ць. I mam tutaj na myśli osoby z miasta, bo z takimi tylko przebywałem.

    Bardzo chętnie poczytam coś więcej 🙂
    Pozdrawiam 🙂

    1. W zwiazku z tym metrem i trolejbusami nalezaloby wyjasnic dla niewtajemniczonych, ze chodzi o komunikaty glosowe typu „uwaga, drzwi sie zamykaja". Ktos moglby pomyslec, ze w minskich srodkach komunikacji ludzie rozmawiaja po bialorusku.

    2. Dzięki za miłe słowa. Faktycznie od czasu zaostrzenia sytuacji na Ukrainie polityka językowa Łukaszenki uległa pewnym zmianom, czemu zresztą ciężko się dziwić. Sam zresztą stwierdził, iż wariant ukraiński na Białorusi potoczyłby się znacznie szybciej niż na Donbasie i w celu przeciwdziałania tego rodzaju akcjom Białorusini powinni się jednoczyć wokół wspólnych wartości odróżniających ich od narodów sąsiednich. Język jest jedną z tych wartości i to rzeczywiście widać na ulicach, że kampania go promująca trwa w najlepsze. Ciężko jednak określić czy odnosi jakikolwiek pozytywny skutek – na pewno nie pomogła temu polityka jaką prezydent prowadził przez poprzednie dwudziestolecie.

      Będzie więcej. Obiecuję 🙂
      Pozdrawiam,
      Karol

  3. No tak, w księgarni w Brześciu były książki po białorusku… Wszystkie przecenione 😉 No cóż, przez trzy dni pobytu w Brześciu i w Mińsku (słynny już wariant „na hokej") ani razu nie usłyszałem ludzi mówiących po białorusku.

    1. Aczkolwiek w księgarni w Mińsku widziałem rozmowę pewnej pani z ekspedientką, której zależało, by jej małe dziecko (tak na oko koło siedmiu lat) nauczyło się białoruskiego 🙂 (rozmowa oczywiście po rosyjsku).

      1. Znajoma znajomego (wiem jak brzmi, ale takie są fakty) wysłała dziecko do przedszkola białoruskojęzycznego w Grodnie, gdzie rzeczywiście jest nacisk położony na komunikację w tym języku. Wyjątki zawsze się zdarzają, ale z definicji ma to miejsce raczej rzadko.

        Co do książek – osobiście przecen nie zauważyłem (a powieść Bykaua kupiłem), ale po księgarniach chodziłem głównie w Grodnie i Mińsku. Brześć jest akurat nawet na papierze jednym z najbardziej zrusyfikowanych miast, gdzie większość mieszkańców to przybysze z różnych terenów ZSRR. Nikt się tam specjalnie do nauki białoruskiego nie pali – może więc to jest przyczyną wspomnianego przez Ciebie fenomenu.

  4. Czyli w praktyce jest to sytuacja analogiczna do mowy śląskiej. „Promuje się", zachęca, tworzy „Towarzistwa Piastowaniŏ Ślōnski Gŏdki", śląską Wikipedię, ale w rzeczywistości wszyscy mówią i tak albo po polsku, albo właśnie taką polsko-śląską trasianką. I tak jak o białoruskim pisze NightHunter, tak też jest i na Śląsku, że ci co chcą pisać po śląsku nie za bardzo wiedzą jak, więc albo kalkują polski na zasadzie zamieńmy „a" na „o" i „ę" na „a" i do tego ‚wciepmy’ parę popisowych słów, albo starają się na siłę odróżnić, tworząc komiczny język sobie tylko zrozumiały. A śląscy autonomiści nienaganną warszawską polszczyzną dyskutują o tym, jak to Polska dyskryminuje godkę.

    1. Coś w tym niestety chyba jest i prawdę powiedziawszy nie wiem co użytkownicy takich języków musieliby robić, żeby je rzeczywiście ożywić i zachęcić do ich używania większą warstwę społeczeństwa. Podobnym inicjatywom z reguły jest znacznie bliżej do wariantu ożywiania irlandzkiego niż hebrajskiego.

  5. Mam koleżankę Białorusinkę. Zna rosyjski, białoruskiego nie – bo po co? Dla mnie to było trochę szokujące, ale dla Iriny i wielu jej znajomych z Mińska tak wygląda codzienność.

  6. No cóż… język białoruski zdaje się mieć mniej więcej takie znaczenie, jak litewski pod koniec I Rzeczpospolitej. Jeżeli nie utworzy się gdzieś tam kiedyś jakiś ruch na wzór tego, który swojego czasu skodyfikował i spopularyzował niszowy niegdyś i używany głównie przez niepiśmiennych chłopów język litewski, to po prostu Białoruś stanie się krajem w pełni rosyjskojęzycznym.

    Planuję za jakiś czas (za 3 lata chyba, bo „kolejka" moich marzeń jest dość długa) wyjazd na Białoruś – a że hołduję zasadzie, iż wybierając się do jakiegoś kraju wypada poznać chociaż podstawy miejscowego języka, wezmę się (nareszcie!) za rosyjski. Naukę białoruskiego uważam za stratę czasu i energii życiowej – zostawiam zatem to hobbystom językowym pokroju Karola oraz specjalistom od tego kraju.

    1. @RysiuK
      „Naukę białoruskiego uważam za stratę czasu i energii życiowej – zostawiam zatem to hobbystom językowym pokroju Karola oraz specjalistom od tego kraju." – hohoho, jak to zabrzmiało… Tak całkiem poważnie to nie miałem nawet czasu wziąć się za naukę białoruskiego. Z jednej strony żałuję, z drugiej strony nigdy nie odczułem braku jego aktywnej znajomości. Pasywna znajomość białoruskiego jest natomiast łatwa do osiągnięcia, a kiedy znamy polski, rosyjski i ukraiński oraz orientujemy się w słowiańskiej fonologii to otrzymuje się ją praktycznie za darmo.

  7. Dobry tekst. Warto dalej o tym pisać. Przy okazji nasuwa mi sie taka refleksja, moze za daleko idąca, ale tak to juz jest w humanistyce, ze zdan na 100 procent prawdziwych nie zawsze jest mozliwosc wyglaszac. Mianowicie niektore jezyki to przede wszystkim inna wymowa niz podobne im jezyki pokrewne. To dotyczyloby np. kaszubskiego (slownictwo tozsame z polskim w 90 procentach), slowackiego (slownikowo tozsamy z czeskim) no i bialoruskiego. Z tym ze bialoruski dzisiaj jest „przykryty" przez rosyjski. A teraz moja wlasna kontrowersyjna teoria: gdyby Polska nie upadla w 1795 roku to bialoruski bylby dzisiaj dialektem jezyka polskiego. Tylko czy mozliwy jest dialekt jezyka polskiego z np. r’, ktore nie zamienilo sie w rz? Moze musielibysmy wtedy inaczej spojrzec na jezyk polski. W koncu torlacki bez deklinacji moze byc dialektem serbskim.

    1. @Kasia
      To zależy co rozumiesz przez opis… Na pewno będę kontynuował białoruską tematykę, ale na pewno nie będę zahaczał tu szczegółowo o wiele kwestii gramatyczno-leksykalnych, bo: a) nikogo nie zaciekawią, b) są w tym kraju osoby, które się na tym znają dużo lepiej.

      Napisz jednak co chciałabyś konkretnie to postaram się to przedstawić.
      Pozdrawiam,
      Karol

  8. hm wiesz co w sumie już poszukałam i poznajdywałam trochę info jakbyś mógł tylko napisać ile czasów i trybów jest w białoruskim

  9. Bardzo dziękuję za ten tekst. Ze „sprawą białoruską" w żaden sposób związany nie jestem (no, może uczuciowo), ale szczerze im kibicuję – ogólnie, w rozwoju. Stosunek do Polaków i Polski jest tam (z tego co wiem) w większości pozytywny, ba, odnawia się szlacheckie dworki, dba o pamięć historyczną – widzę w tym potencjał, tak dla nas, jak i dla nich. Niestety, obecna polityka polska wobec Białorusi woła o pomstę do nieba.
    W sercu tli się nadzieja, że teksty „popularyzatorskie" zmienią przynajmniej percepcję kraju, który bynajmniej nie jest Koreą Północną (jak to można czasem odczuć w relacjach polskich mediów o Białorusi). Jeszcze raz dziękuję i, zachęcony zaproszeniem, czekam na więcej.

    1. @Vieslao
      A ja dziękuję za miłe słowa i zapraszam po więcej. Celem tego artykułu było właśnie naświetlenie białoruskiej rzeczywistości i pokazanie jej taką, jaką rzeczywiście jest. Stosunek Polaków do Białorusi oraz relacje naszych mediów na temat tego kraju z reguły są właśnie takie jak wspomniałeś i strasznie się cieszę, że mogłem dorzucić swoje parę groszy do pozytywnego wizerunku naszego wschodniego sąsiada.

  10. Podróż na Białoruś odbyłem dwa lata trzy lata temu i zakochałem się w tym kraju – gdzieś przeczytałem, że jest to ‚Dobry kraj dobrych ludzi’ i całkowicie zgadzam się z tym twierdzeniem. Język białoruski po raz pierwszy uslyszalem w Czerwonym Kościele w Mińsku podczas Mszy św. i byłem pod jego wielkim wrażeniem. Myślałem przez chwilę o podjęciu nauki tego języka, jednak ze względu na dostępność materiałów i powszechność korzystania wybrałem ukraiński (obok rosyjskiego)..

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Teraz masz możliwość komentowania za pomocą swojego profilu na Facebooku.
ZALOGUJ SIĘ