Język kaszubski – jedyny regionalny język w Polsce

    Pamiętam, że jak byłem mały to pojechaliśmy całą rodziną na Kaszuby, mieszkaliśmy tam we wsi Wdzydze i ponoć bywało, że tamtejsi mieszkańcy mówili językiem jakiego nie byliśmy w stanie zrozumieć. Ostatnio natomiast miałem okazję kilka razy przebywać na Pomorzu i stykałem się wielokrotnie z tablicami informacyjnymi po kaszubsku. W niektórych miejscowościach, np. na Helu można było zobaczyć nawet nazwy ulic w tym języku – nie zmieniało to jednak faktu, że niestety ani razu nie było mi dane usłyszeć go na żywo. A szkoda, bo od dłuższego czasu bardzo byłem ciekaw tego jak on brzmi, na ile różni się od polskiego. Jedyne co miałem to kieszonkowy „Słowniczek polsko-kaszubski” Romana Drzeżdżona i Grzegorza Schramke zawierający jedynie ok. 1000 słów, kupiony za 5 złotych w Gdyni  – bardzo fajna pamiątka, ale do nauki to raczej służyć nie mogło. Później znalazłem w internecie dwa kursy:

http://pl.wikibooks.org/wiki/Kaszubski/Podstawy – fajny podręcznik napisany przez rodowitych Kaszubów, którzy zajmują się też pisaniem kaszubskiej wersji Wikipedii, jaką znajdziecie pod tym adresem – http://csb.wikipedia.org/wiki/Prz%C3%A9dn%C3%B4_starna . Szczególnie podoba mi się fakt tego, że ten początkujący kurs jest oparty na prostych dialogach, a następnie objaśnieniach leksykalnych i gramatycznych nie odbiegających od standardów jakie panują w innych podręcznikach jakie uważam za dobre.

http://rastko.net/rastko-ka/content/view/238/1/ – to już jest oficjalny podręcznik do nauki języka kaszubskiego zatwierdzony przez Ministerstwo Oświaty dla klas szkół podstawowych V-VI. Dotychczas w internecie opublikowano 10 lekcji (z 20), jednak o ile zagadnienia gramatyczne wydają się być treściwe, to nie do końca jestem przekonany do funkcjonalności wierszy jakimi osoba korzystająca z tego podręcznika jest bombardowana. Tak czy inaczej, z powodu braku źródeł do nauki kaszubskiego jest to na pewno  pozycja godna uwagi.

Obydwa kursy mają niestety jeden ogromny minus – nie posiadają żadnego materiału audio. Żadnych kaset, CD, plików mp3, czegokolwiek na czym by się można było wzorować czytając teksty tam zamieszczone. Istnieją co prawda objaśnienia, które informują nas o tym jak czytać kaszubskie litery, ale to pomaga mniej więcej w takim stopniu jak podobne objaśnienia o języku angielskim. Trudno bowiem bez osłuchania się brzmieć choć trochę podobnie do native speakera.

Ostatnio wpadłem jednak zupełnie przypadkowo na blog http://kaszebsczi.wordpress.com, gdzie znalazłem link do opowiadania Aleksandra Majkowskiego „ŻËCÉ I PRZIGODÉ REMUSA”.  I nie byłoby w tym nic niezwykłego, gdyby nie fakt, że można na tej stronie przeczytać prawie 300 stronicowe dzieło w języku kaszubskim, a nawet ściągnąć w mp3 czytane fragmenty tego tekstu!!! Polecam. Jeśli natomiast nie chce Ci się tej strony odwiedzać to posłuchaj chociaż tego – http://literat.ug.edu.pl/remus/remus04.mp3. Usłyszenie języka tak niszowego jest przeżyciem jedynym w swoim rodzaju. Przy okazji możesz zobaczyć ile jesteś w stanie zrozumieć – ja osobiście za pierwszym razem gdy tego odsłuchałem, mogłem jedynie wychwycić pojedyncze słowa. I pomyśleć, iż niektórzy Polacy wciąż się upierają, że jest to jedynie dialekt języka polskiego…

Zapewne niewielu zacznie się uczyć kaszubskiego, jednak na pewno warto się zainteresować tym jedynym (przynajmniej oficjalnie) językiem regionalnym w naszym kraju, choćby ze względu na jego odmienność i oryginalność. Do ùzdrzeniô!

56 komentarze na temat “Język kaszubski – jedyny regionalny język w Polsce

  1. Dzięki za komentarz. Wiedziałem, że prędzej czy później ktoś zapyta o śląski właśnie w odniesieniu do kaszubskiego.

    Ze śląskim jest pewien problem. Z jednej strony obecnością w internecie przewyższa on język kaszubski (wnioski wysnute z moich pobieżnych obserwacji), mam też wrażenie, że Ślązacy trochę bardziej walczą o obecność swojego języka w mediach (mimo, że teoretycznie są w kiepskiej pozycji w porównaniu do Kaszubów) z drugiej natomiast rzadko kiedy jest śląski uznawany za odrębny język. Raczej umieszcza się go jako dialekt polskiego lub też przejściowy dialekt polsko-czeski posiadający większą liczbę zapożyczeń z niemieckiego (nie jestem specjalistą od polskich dialektów – jeśli ktoś jest, to proszę mnie poprawić).

    Ciekawie wygląda pisana wersja śląskiego, jednak podobnie jak w kaszubskim trudno o jakieś sensowne nagrania dialogów w tym języku (a niech będzie). Obiecuję zająć się śląskim, gdy znajdę więcej wolnego czasu i napisać jakiś dłuższy artykuł.

  2. Przypominam tylko, że jest to blog językowy, a nie polityczny (choć niestety jedno z drugim jest często związane). Moim zadaniem nie jest tu omawianie tego jacy Polacy są bardziej polscy. A komentarze na temat tego, że Ślązacy są niepolscy raczej Polakami ich nie uczynią (wręcz przeciwnie).

  3. Witam. Bardzo miło jest przeczytać pozytywny artykuł na temat języka kaszubskiego. I nie mieszajmy do tego polityki. Każdy ma prawo wybierać. Tym bardziej niech Kaszubi nie krytykują Ślązaków… Odmienności, różnice są czymś bardzo wartościowym w homogenizującej się kulturze:) Matiolk

  4. Kaszubski faktycznie brzmi ciekawie, a rozumiem tylko trochę.

    Śląski to dla mnie ewidentnie jest odrębny język z prostego powodu – jeśli spokojnie mogę sobie rozmawiać z ludźmi posługującymi się innymi językami, ale też słowiańskimi, a do śląskiego potrzebuję tłumacza, to ciężko by mi go było uznać za… dialekt polskiego 😉
    Prawda jest taka, że o wiele więcej podobieństw widzę w Białoruskim i Słowackim, a to ewidentnie są inne języki.

    Ps. Zobacz Karol do czego nas zmuszasz, do prowadzenia dyskusji pod notkami sprzed 2 lat. Napisałbyś coś nowego 🙂

  5. Zgadzam się z powyższą osobą. Blog interesujący i sama interesuję się językami obcymi, więc miło by było, gdyby znalazł się jakiś nowy wpisik 🙂

  6. Zgadzam się z powyższą osobą. Blog ciekawy, a sama interesuję się językami obcymi. Miło by było dodać jakiś wpisik. Chociaż raz w miesiącu 🙂

  7. Jestem bardzo zaskoczona, że kaszubski jest aż tak różny od polskiego. Trochę mi smutno, że sami mieszkańcy regionu tak słabo walczą o ocalenie tego języka. Tablice to nie wszystko, język powinien być żywy, mówiony. Powtórzę za Karolem – że też niektórzy Polacy wciąż się upierają, że jest to jedynie dialekt języka polskiego… Zresztą, precz z dyskusjami politycznymi, aspekt kulturowy jest nie tylko ciekawszy, ale i ważniejszy.

    Mam też pytanie do Autora – blog nie jest aktualizowany, bo przeniósł się na fanpage na FB? Co prawda zrezygnowałam z konta na fejsbuku, ale byłabym gotowa znowu założyć jakiś profil, bo blog jest super i nie chcę, żeby mnie omijał 🙂

    1. Blog na FB się nie przeniósł i na pewno będzie kontynuowany. Po prostu chwilowo nie miałem czasu na jego aktualizacje. Samemu językowi kaszubskiemu natomiast poświęcę kiedyś jeszcze więcej miejsca – najlepiej do współpracy w tym wypadku byłoby zaprosić jakiegoś Kaszuba z krwi i kości, więc jeśli tacy będą, to z wielką chęcią udostępnię im tu miejsce:)

      A co do nowych artykułów – na pewno niebawem się ukażą.

    1. Powstrzymywałbym się osobiście od takich jednostronnych deklaracji, że „śląski językiem nie jest". Bo na jakiej podstawie śląski językiem nie jest, a np. rusiński, słowacki czy chorwacki są? Kwestia tego co jest językiem, a co dialektem jest niesłychanie skomplikowana i zdaje się być świetnym tematem dla kolejnego artykułu na tym blogu, za co Ci dziękuję:)

    2. Pozwolę sobie na wyrażenie własnej opinii w tym temacie. Oczywiście że śląski jest innym językiem niż polski bo większość Polaków nie rozumie o czym mowa kiedy rozmawiam z nimi, a mój „śląski" jest bardzo spolszczony dzięki nękaniu nas przez nauczycieli w szkołach, nauczycieli których ściągnięto na te tereny w tym właśnie celu, aby wychwytywali każde słowo nie polskie którym się posługiwaliśmy na co dzień. Dzięki temu mówimy bardziej po polsku a do tego jeszcze doszły media i po latach oglądania telewizji „po polsku" mój śląski jest szczątkowy. Ale pamiętam jeszcze moją babcię jak mówiła po śląsku, oczywiście że jest to pomieszanie Polskiego z Niemieckim, może trochę Czeskim zwłaszcza przy granicy, są też słowa które powstały tutaj jak „ryczka". Trudno się dziwić skoro tereny Śląska były częścią Niemiec od 1795 do 1945 (150 lat!), jestem teraz w Anglii i mam kontakt z wieloma ludźmi z Polski, kolega bardziej mówiący po Śląsku, (bo ja staram się mówić a nie tylko „godać" żeby być zrozumianym), to po kontakcie z nim inne osoby w pracy mówią do mnie: -ty to nic, ale jak on coś powie to nic nie rozumiemy. Więc jak ktoś nie rozumie nic, to chyba to jednak jest inny język? Przynajmniej dla większości Ślązaków takim jest, niezależnie czy go rozumieją czy nie (bo są z Sosnowca np. i nie rozumieją ani słowa po śląsku, choć mieszkają 10 kilometrów od Katowic), ale też ich rozumiem bo tam był już zabór rosyjski i 123 lata rusyfikacji zrobiło swoje, więc mówią zupełnie inaczej od nas ślązaków, choć mieszkamy od siebie tak blisko i terytorialnie też Sosnowiec jest na Śląsku ale za Ślązaków się nie uważają. Mieliśmy nauczycielkę w Zabrzu która na nas mówiła Niemcy a o swoich córkach mówiła że one mieszkają w Sosnowcu „bo tam jak w Polsce"… Bez komentarza.
      I jeszcze jedno zdanie, nie mylić Śląskiego z „gwarą górniczą" bo to już jest osobny język, gdzie wulgaryzmy biorą górę nad pozostałą treścią wypowiedzi i nie ma to wiele wspólnego ze śląskim poza tym że jest równie niezrozumiała dla reszty Polaków co Śląski.

  8. Natrafiłem na ten blog przypadkiem. Właśnie odsłuchuję nagranie. W zasadzie nie jest to język trudny do zrozumienia – z pewnością łatwiejszy dla mnie niż np. ukraiński. Ale ubolewam, że nie ma dobrych materiałów do nauki kaszubskiego 🙁

  9. Z kaszubskim nie jest tak łatwo jeśli chodzi o określenie go jako języka czy dialektu polskiego. Przede wszystkim różni go wymowa i istniej w nim trochę różnic leksykalnych. Po obyciu się z nim można go rozumieć. Jednak za językiem przemawia to, że użytkownicy chcą go postrzegać jako osobny język.

    1. To co słyszę w tzw. audycjach kaszubskich nadawanych w radiu jest dla mnie w bardzo dużej części zrozumiałe, tym bardziej, że często odnoszę wrażenie, że osoby biorące w nich udział same mają pewne problemy z płynnym wysłowieniem się po kaszubsku. Przypominam sobie jednak, że jakieś 40 lat temu pracując z brygadą wiertniczą w terenie zdarzało mi się nocować w kaszubskich wsiach. I tak na przykład kilka wieczorów spędziłem w Sulminie (zaledwie kilka kilometrów za Gdańskiem), spożywając kolację z gospodarzami i ich dziećmi – jedynie co wówczas potrafiłem z prowadzonych rozmów wyłapać, to to były to takie słowa jak „kłeza", „łeda" „jo" czy kilka innych powszechnie znanych w regionie. Reszta tekstu była zupełnie niezrozumiała. Później wierciliśmy w Mrzezinie koło Pucka, tam nawet pracownicy pochodzący z okolic Kościerzyny i Kartuz, którzy kaszubski znali ze swoich rodzinnych domów mieli problemy ze zrozumieniem miejscowego dialektu.
      Z kolei znajomy Kaszuba (okolice Piaśnicy) twierdzi, że w czasie kilkudniowego pobytu w Słowenii, nie miał, dzięki znajomości kaszubskiego, większych problemów z porozumieniem się z mieszkańcami tego kraju

  10. Liczę na to, że uda mi się kiedyś nauczyć kaszubskiego. To bardzo piękny język, a skoro u mnie w centralnej Polsce takiego nie mamy, to nauczę się innego występującego w Polsce. A co! 😀

  11. Siadłam kiedyś (w Szczecinie, ale to inna bajka 😉 ) między Ślązakiem i Kaszubem. I siedzieli i jeden mówił po swojemu, a drugi to na polski starał się przetłumaczyć – im wychodziło, ja nie rozumiałam ani słowa poza tym polskim nieszczęsnym.

    Chociaż mam znajomą na studiach, która mi się żaliła, że strasznie musi się pilnować i uważać, żeby mówić po polsku a nie kaszubsku. Jakby to rzeczywiście był inny język.
    Granica między dialektem i językiem jest koszmarnie cienka i niewyraźna.

    1. Fragment kaszubskiego (remus04.mp3) bardziej mi się kojarzy z gwarą podhalańską niż ze śląskim – mieszkam gdzieś po środku obu regionów; rodziców mam z obu 🙂

      1. To pewnie z racji często występującej labializacji, która trochę łączy te regiony, choć jest ona realizowana trochę odmiennie, ponieważ w kaszubskim historyczne labializowane o (w ortografii ò) jest wymawiane jako „u̯e”, natomiast w gwarach góralskich usłyszymy je zasadniczo jako „u̯o”/„u̯ȯ” w nagłosie i „ᵘo”/„ᵘȯ”/„ȯ” wewnątrz słów, z tym że im dalej od miejsca akcentacji, tym bardziej zbliża się ta wymowa w stronę ostatniego z wymienionych, tj. „ȯ” (zwężonego o). W kaszubskim istnieje jeszcze labializowane u (ù), którego odpowiednik spotkamy w części wsi podlegających pod gwarę żywiecką, jednak znacznie rzadziej, bo głównie w nagłosowych u.
        Z tego, co ja wiem, kaszubski ma też – w zależności od regionu – dwa rodzaje akcentu: zmienny (występujący w jego standardowej wersji, pochodzący z Kaszub północnych) oraz inicjalny (identyczny co góralski, słyszany na Kaszubach południowych).
        Cech wspólnych możnaby się było doszukać więcej, ale to juz temat na bardziej ambitną pracę (np. dyplomową) 🙂

  12. Ja jestem z Kaszub 🙂 I to, że nie ma nagrań, ma też moim zdaniem trochę swoje podłoże. Kaszub z południa regionu i północy będą mieli problemy, żeby się zrozumieć. Północ (z której pochodzę) ma gwarę mocno odmienną od języka polskiego i dużo germanizmów, za to południe miesza polski i kaszubski, przez co dla mnie mówią dziwnie. Literacki kaszubski został oparty na odmianie północnej. By wyczuć różnicę, wystarczy posłuchać piosenek np. Weroniki Korthals, która pochodzi z Połczyna – ok. 10 km ode mnie i Damroki Kwidzińskiej, która jest z południa Kaszub (albo z Kaszub Środkowych, nie pamiętam, w każdym razie całkiem inaczej wymawia i czasem używa innych słów). A Ślązaka zrozumiem. Kiedyś na gry.wp.pl trafiłem na Ślązaków, zaczęli do mnie pisać w swojej gwarze, dumni, że ich nie zrozumiem, i się zdziwili, bo rozumiałem wszystko… A sam widzę w kaszubskim podobieństwa do niemieckiego (Plattdeutsch, ale Hochdeutsch też trochę), czeskiego i rosyjskiego 🙂
    W celu dalszej dywagacji – mój mail: nadoll1@wp.pl 🙂

    1. Ji jem z łekłeli Srakejc, z Królewści Kamińce, ji kłel nas sa ciesto jinaci gydy jak w nym literaccim nibe jozekły, Tyłe sa łucium trze płewite, karteści, wejrowści a labłerści, ji dly naji ta lteracku gydka to do nicie nie je płedobny, to doch je błyten siekły, a mie sa nóś w ciysieni łedmyky, nen co ji głe ni mum, jak ji cieja ta sprosnum gydka w Radji Kasiebe , trzemta sa belno a tłesto 😀

      1. Zrozumialem tylko (chyba) „ji jem z łekłeli"- jestem z okolicy, „ta literacku gydka to do nicie nie je płedobny"-ten język literacki nie jest do niczego podobny?, „a mie sa nóś w ciysieni łedmyky"-a mi się nóż w kieszeni otwiera?
        Mógłbyś przetłumaczyć resztę?

      2. @NightHunter
        Moje tłumaczenie na szybko. Słabe, bo nie mamy tu do czynienia z żadnym standardem, ale z silnym dialektem spisanym wg polskich zasad:

        Jestem z okolic Sierakowic, z Kamienicy Królewskiej i koło nas się często inaczej mówi niż w tym jakby literackim języku, którego się uczą trzy powiaty: kartuski, wejherowski i lęborski, a dla nas ten język literacki nie jest do niczego podobny, to jednak jest na zewnątrz siekły (pojęcia nie wiem co siekło może znaczyć), a mi się nóż w kieszeni otwiera, ten co go nie mam, jak słyszę tę sprośny język w Radiu Kaszebe.
        Trzymajcie się!

  13. Super, że temat tego języka został tu poruszony! 🙂
    Jestem „importowaną" Kaszubką. Mieszkam tam od roku i na początku naprawdę trudno mi było Kaszubów zrozumieć. Dziś już wiem, co do mnie mówią, ale ciągle wstydzę się odzywać 🙂
    Prawdziwy obcy język w Polsce!

    1. Dziękuję Ci Sonia za komentarz. Sam muszę przyznać, że zrozumienie kaszubskiego jest dużo trudniejsze niż aktywne władanie nim (choć nic w tym w sumie dziwnego – jest tak niemal z każdym językiem). Wydaje mi się, że przybysze z innych krańców Polski, którzy nauczyli się kaszubskiego są naprawdę wyjątkami.

      Pozdrawiam,
      Karol

  14. Aby móc orzekać czy dana „mowa" jest dialektem lub językiem należałoby podać definicję która pozwala na usytuowanie problemy w pewnych określonych ramach znaczeniowych.
    Otóż, mówienie że kaszubski to jezyk bo go nie rozumiem nie jest argumentem! Ja rozumiem białoruski i co z tego wynika? Że to nie język a dialekt? Większość z Polaków dość dobrze rozumie słowacki a ja za licho nie mogę niektórych dialektów czy gwar które nigdy nie pretendowały do rangi języka oddzielnego od polszczyzny.

    Jest na świecie wiele języków które są dla ich użytkowników wzajemnie zrozumiałe – bułgarski-macedoński, duński-norweski, galijski-portugalski, hindi-pasztu, dari-farsi, turecki – gagauzki, aby już o takich przykładach jak chorwacki i serbski nie wspominać.
    Są tez dialekty które są tak różne od języka za którego część są uznawane, które są całkowicie niezrozumiałe dla użytkownika jedynie języka standardowego – wiele włoskich dialektów, niemieckich, słoweńskich (sic!), itd itd.

    Problem języka to kwestia nowoczesnego narodu, tj, narodu który skupia się właśnie wokół języka, a nie jak kiedyś był wspólnotą którą wiązały kwestie aksjologiczne – np. naród belgijski (dwa jezyki, łączy religia) dziś kiedy religia w Belgii przestała być czymś istotnym, a w gre weszły kwestie nacjonalistyczne jedność Belgii jest zagrożona.

    1. Xpictianoc – generalnie zgadzam się z tym co napisałeś, a niedorzeczny argument jest konsekwencją tego, że sam artykuł pisany był już ponad 5 lat temu (czas leci).

      Mimo to jednak nadal stoję na stanowisku, że kaszubski jest osobnym językiem, również ze względu na cechy które odróżniają go na tle pozostałych języków słowiańskich. Nie mówię tu nawet o przytaczanej najcześciej w takich sytuacjach leksyce – ta bowiem jest mimo wszystko dość podobna do polskiej. Jednak pod względem fonetyki (gard vs gród, Kaszëbsczi vs Kaszubski) czy gramatyki (czas przyszły z konstrukcją „mieć" + „imiesłów") mówimy tutaj o zmianach bardzo istotnych. Zgadzam się z tym, że to nie wszystko co jest wymagane do tego by jakiś dialekt uznać za osobny język, ale niewątpliwie zmusza już do pewnych przemyśleń w tym temacie.

      Weźmy też pod uwagę, że od drugiej połowy XIX wieku mamy do czynienia z istnieniem grupy osób, które dość dobitnie utożsamiają się z językiem kaszubskim jednocześnie mocno podkreślając jego odrębność od polskiego nawet jeśli niektórzy z nich czują się Polakami.

      A polityka? Cóż, dla mnie zawsze będzie istniał język serbsko-chorwacki w różnych standardowych odmianach i nawet jeśli widzę różnicę pomiędzy standardem zagrzebskim i belgradzkim to nie uważam, bym tylko z powodów kwestii narodowych wmawiał sobie coś co jest fikcją.

      Przyjmijmy jednak, że to jest najważniejsze – rozumiem w takim razie, że według Ciebie istnieje język czarnogórski? (Naród de facto przecież jest, sam crnogorski ma natomiast status urzędowego).

  15. ja kiedyś nawet chciałem napisać tekst o językach dawnej Jugosławii ale to przerosło moje możliwości – czasowe jak i techniczne. Jak wspomniałem, współcześnie kwestie językowe nie rozstrzygają się na katedrach lingwistycznych ale na salonach politycznych. Nie wiem czemu miałbym uznawać istnienie j. serbskiego a nie czarnogórskiego. Standard sztokawski który został jako podwalina dla serbskiego to wschodniohercegowińskie dialekty i oczywiscie szumadyjskie, dlatego pod wieloma względami standard czarnogórski jest bliższy ideałom Karadzicia.
    W kulturze europejskiej potrzebny był epos, który staje się kamieniem węgielnym dla budowy stanrdadowego języka. Dla Serbów było to tłumaczenie Nowego Testamentu z XIX wieku, a dla Czarnogórców Gorski Vijenac Niegosza. Czarnogórski standard ma więcej lingwistyznych ciekawostek niż dla przykładu bośniacki, a dzis raczej nikt nie kwestionuje prawa Czarnogórców do definiowania się jako naród bo i ich historia pozwaliła na uniezależnienie sie od szeroko pojętej tożsamości serbskiej.

    Z całym szacunkiem dla kaszubskiego ale te różnice nawet nie sa w połowie tak duże jak np. między dialektem czakawskim, kajkawskim a sztokawskim w Chorwacji.

    Z kolei tworząc dialektalna mapę Polski widać że jeśli punktem odniesienia dla kaszubszczyzny nie będzie jezyk literacki a dialekty wielkopolskie czy kresowe, kaszubski traci wiele z cech rozróżniających od j. polskiego.

    Gdyby natomiast kultura ludowa Kaszub, ich tożsamość znacząco rożnica się od polskiej, wtedy należałoby uznać iż jako oddzielna grupa nawet nie etniczna ale narodowościowa, zasługuje na prawo nazywana swojego idiomu mianem języka.

    Znam wielu Kaszubów, ogromna część z nich nie mówi już wcale po kaszubsku, a ci co jeszcze mówią, używają terminu język kaszubski w znaczeniu jaki moja nieżyjąca już babcia mogłaby powiedzieć że ona mówi językiem podwarszawskim tj. lokalnym.

    Osobiście cieszę się z popularyzatorstwa rodzimych dialektów i gwar. Ubogaca to naszą kulturę i pozwala utrwalić lokalne ludowe tradycje.

    Tak zatem czy kaszubski to język czy dialekt nie zmienia faktu iż jego żytowność leży mi głeboko na sercu.

    pozdrawiam

  16. to jest nieco nudne, to że ktoś ma braki w edukacji nie jest moją winą.
    Niestety moja lingwistyczna biblioteczka jest 8tys. km miejsca w którym mieszkam, zatem mogę jedynie wspomagać się internetem.
    https://books.google.com/books?id=_lNjHgr3QioC&pg=PA40&lpg=PA40&dq=serbian+croatian+idiom&source=bl&ots=fDaErTrKaN&sig=sBNJhyLCI3zuDJHx-pKD-fvRTyU&hl=pl&sa=X&ved=0ahUKEwi1zOG89-7JAhUEUhQKHZMCDCEQ6AEIRjAG#v=onepage&q=serbian%20croatian%20idiom&f=false
    http://www.academia.edu/10060218/Condemned_to_Extinction_Molise_Slavic_100_Years_Ago_and_Now

    Termin etnolekt w stosunku do Kaszubów nie jest moim zdaniem odpowiedni z uwagi iż nie jest to sensu stricte grupa etniczna. Grupami etnicznymi w Polsce są choćby Romowie, Łemkowie czy Tatarzy. Etnolektem jest więc idiom używany przez Łemków czy Hucułów w stosunku do języka ukraińskiego lub rusińskiego.

    1. Dlaczego Kaszubi nie mieliby być grupą etniczną? Gdyby poza granicami Polski leżało państwo Kaszubia zamieszkałe przez czystych Kaszubów mówiacych tylko po kaszubsku to nikt nie miałby w Polsce wątpliwości, ze nasi Kaszubi są mniejszościa narodową, oddzielną grupą etniczną ,tyle ze dość mocno spolszczoną.
      Język kaszubski, choć mocno spolszczony, nie jest polskim dialektem, bo nie wywodzi się z polszczyzny, to chyba dość mocny argument w przeciwieństwie do przypadków innych etnolektów, dialektów i idiomów używanych w Polsce.

    2. @xpictianoc
      Krótko na temat użycia przez Ciebie terminu idiom:
      Absolutnie nikt nie kwestionuje znaczenia tego słowa w odniesieniu do terminologii angielsko-, francusko- czy chorwackojęzycznej. W polskim językoznawstwie jednak termin ten oznacza zupełnie co innego. Jeśli mimo tego kurczowo trzymasz się swojej tezy przedstaw proszę jakiekolwiek polskojęzyczne źródło na ten temat. To tylko taki mój wtręt – nie chce mi się jednak o samo użycie terminu sprzeczać. Grunt, że rozumiem co masz na myśli.

      Dlaczego Twoim zdaniem Kaszubi to nie jest grupa etniczna, a Łemkowie już tak? Czy różnica nie polega jedynie na tym, że jesteśmy zwyczajnie przesiąknięci przekonaniem, że Kaszubi jednak stanowią część naszego narodu, podczas gdy Łemkowie już niekoniecznie, w związku z czym tym pierwszym odmawiamy jakichkolwiek praw do bycia uznanymi za osobną grupę etniczną?

      1. a czy mieszkańcy Wielkopolski też są grupą etniczną albo Mazowsza? A Polacy mieszkający w Ukrainie to zaburzańska grupa etniczna?

        Z tego co wiem, choć zajmuję się problematyką narodowościową na terenach Bałkanów, ale Kaszubi nie definiują swojej tożsamości jako oddzielnego ethnosu. Są członkami szeroko pojętego narodu polskiego. Jego integralną częścią ze swoim folklorem i tradycjami tak jak to jest w przypadku innych regionów.

        Łemkowie z kolei nigdy nie byli utożsamiani ani siebie nie utożsamiali za część narodu polskiego, oraz co ważne powstałego bardzo póżno narodu ukraińskiego. Nie każda folklorystyczna różnorodność może być nazwana grupą etniczną

        Jak napisałem wcześniej, kwestie etniczno-narodowe są łatwo rozgrywane przez politykę. P

      2. Karolu, ja posługuję się terminem idiom dokładnie w takim samy sposób w jaki robiono to na wykładach katedrze językow zachodnio- i południowosłowiańskich Uniwersytetu Warszawskiego. Idiom jest terminem neutralnym, unikającym wartościowania i orzekania czy mowa jest o języku, dialekcie itd. Jest to termin szerszego użycia niż etnolekt i idiolekt. Dlatego wykorzystuje się go w przypadku tematów wrazliwych takich jak choćby sytuacja językowa na Bałkanach.
        Terminem tym posługuje się dr Jerzy Molas ze wspomnianej już katedry slawistyki zachodniej i południowej tu link: http://www.iszip.uw.edu.pl/index.php?option=com_content&view=article&id=230&Itemid=53
        jak również inni wykładający tam profesorowie.

        Można bez trudnu odnalezc w słownikach znaczenie o którym piszę,https://en.wiktionary.org/wiki/idiome

    3. Możesz wprowadzać własne definicje terminów takich jak ‚idiom’, ‚idiolekt’ czy ‚etnolekt’, ale takie postępowanie niemal gwarantuje, że dalszy ciąg dyskusji skupi się na samych terminach, zamiast na rzeczywistości do której się odnoszą. Czy naprawdę tak trudno zrozumieć, że Twoje użycie jest, łagodnie mówiąc, nietypowe i, jako takie, dziwi?

      ***
      Albo ‚sensu stricto’ albo ‚stricte’. Chodzi ci o to, że oficjalnie jest to „społeczność używająca języka regionalnego" lub „społeczność posługująca się językiem kaszubskim" (fantastyczne sformułowania swoją drogą), a nie „mniejszość etniczna"?

      Z jednej strony mamy „ustawę o mniejszościach narodowych i etnicznych oraz o języku regionanym" (gdzie kaszubski to „język regionalny", a Kaszubi to „społeczność" ale nie mniejszość; Ślązaków/śląskiego, swoją drogą nie ma w ogóle), z drugiej rzeczywistość społeczną. W odpowiedziach na pytania spisu powszechnego o „narodowość", przynależność do „innego narodu lub wspólnoty etnicznej" oraz o „język używany w domu" najczęściej padającymi odpowiedziami innymi niż ‚polski’ są ‚śląski’ i ‚kaszubski’.

      Można się upierać, że śląski i kaszubski nie są językami, a Ślązacy i Kaszubi nie są grupami etnicznymi (w rozumieniu ustawy nie są!), tyle że kilkaset tysięcy najbardziej zainteresowanych uważa inaczej. Oczywiście większość (w przypadku Kaszubów – przytłaczająca) deklaruje równolegle polską tożsamość, ale to w pełni normalne – kto powiedział, że nie można czuć się związanym z kilkoma wspólnotami jednocześnie?

      1. Polacy w Kazachstanie poługują się językiem rosyjskim czy stanowią mniejszość etniczną z uwagi na stosowany język?

        Możemy mnożyć absurdy, kwestia kaszubszczyzny jest nierozstrzygnięta, zgadzam się że to czy w ustawie będzie mowa o języku lub nie niczego nie rozstrzyga. Nie jest prawdą iż tylko uznając dany dialekt za język można pomóc w jego zachowaniu i pielęgnacji. Jak mawiał mój mentor, rzeczą dobrego wychowania jest potrafić mówić po polsku tak aby nikt nie mógł rozpoznać skąd jesteśmy, a w domu możemy w dowolnej gwarze, dialekcie itd.

        Problem Śląska polega na tym że to co za Śląsk jest uważane, jest jego malutkim fragmentem. Nie wątpię że są Ślązacy którzy mogą nawet nie czuć się Polakami, na siłę uszczęśliwiać przecież nie sposób. Tylko że jedno to polityczne rozgrywanie kwestii narodowościowych, a drugie to spojrzenie na problem z perspektywy akademickiej.

        Tereny Śląska to ziemie od wieków graniczne, a to jak wiemy sprzyja powstawaniu mieszanej tożsamości. Dodatkowo problem Śląska to jego podział i poprzez migracje ludności zatracenie jest pierwotnego charakteru.

        Inaczej wygląda sytuacja w Cieszynie a inaczej w Katowicach czy Bytomiu. Nie jestem ekspertem od kwestii śląskiej, ale dialekty śląskie za język nie uważam, a czy Ślązacy są grupą etniczną – również nie. Bo co łączy starych autochtonów spod Wrocławia i „prawdziwych" Ślązaków z Gliwic?

      2. Kwestie etniczno-narodowe nie tyle „są rozgrywane przez politykę" ile po prostu są polityczne. Obiektywne, „akademickie" kryteria oderwane od polityki po prostu nie istnieją. I z „językiem", i z „narodem" jest podobnie.

        ***
        Masz prawo do swoich poglądów i definicji. Możesz też „zadecydować", że np. Ślązacy nie są grupą etniczną, bo zbyt mało ich łączy, a te kilkaset tysięcy osób deklarujących narodowość śląską są ofiarami zbiorowego złudzenia. Ale po pierwsze, decydowanie za kogoś, kim on tak naprawdę jest, uważam równocześnie za śmieszne i mało praktyczne, a po drugie – każdy naród jest zbiorową iluzją, tylko niektóre mają dłuższą historię i mniej wyraźne początki. Wbrew (albo w uzupełnieniu) marksistom, świadomość kształtuje byt. Współcześni mieszkańcy Grecji mają nie tak wiele wspólnego (w sensie genetycznym) z Peryklesem, ale skoro uważają się za Greków, to nimi są.

        ***
        „Jak mawiał mój mentor, rzeczą dobrego wychowania jest potrafić mówić po polsku tak aby nikt nie mógł rozpoznać skąd jesteśmy".

        Według mnie opanowanie ogólnopolskiego standardu to kwestia *wykształcenia* (i wypadkowa odległości pomiędzy językiem używanym w domu, a tymże standardem – mi jest łatwiej, bo nie mam alternatywy; koledze ze Śląska, który w domu godo, nie mówi – trudniej), a nie wychowania. Jeśli przez roztargnienie zostawię na ladzie gazetę, którą kupiłem, zauważy to następny klient, wybiegnie za mną i odda mi ją ze słowami „zapomniałeś pan gazetkie", to mam go uważać za źle wychowanego, bo po wymowie słychać, że jest z Pragi czy Powiśla?

        Jeśli rozmówcę w pełni rozumiem, to co mi szkodzi, że wymawia samogłoski inaczej niż ja? Czemu mam się starać, by nikt nie rozpoznał skąd jestem? Co jest takiego złego w nacechowanym regionalnie języku? Czemu służyć ma ta mimikra? Wzmacnianiu poczucia wyższości tych samozwańczych dobrze wychowanych?

        Nastawienie, które opisujesz z aprobatą, rugowanie niestandardowego języka z przestrzeni publicznej, przekonanie że jeśli ktoś nie potrafi mówić po (ogólno-)polsku, to czegoś (dobrego wychowania) mu brakuje, to w istocie wyraz -częstego niestety- przekonania, że użytkownicy języków mniejszościowych są w pewnym sensie gorsi. I jeszcze to protekcjonalne „w domu możemy dowolnie". Pewnie, że możemy (i poza domem też), ale zezwolenia Twojego mentora na to nie trzeba.

      3. Pewna grupa Slazakow probuje zawladnac dla siebie ”slaskosc. Na Śląsku mieszka kilka milionów ludzi a mowimyno deklaracji około 100tys z nich a co więcej w Polsce można było podawać dwie przynależności narodowe.

        Ilość Ślązaków którzy czują się tylko li Slazakami a nie Polakami jest niewielka. Jeśli chcą mieć swoją narodowość, to bardzo proszę, tylko że mam prawo traktować to również poważnie co deklarację o istnieniu religii Jedi w Czechach.

        Posługiwanie się standardowym językiem jest jak używanie pewnego kodu kulturowego, to przestrzeganie swego rodzaju kodeksu. Nie mowie o sytuacjach z życia.codziennego ale o np o studiach, publicznych wystapieniach. Językiem urzędowym jest polski i nie chciałbym aby zalatwiajac sprawy formalne jakąś pani za okienkiem mi gwara tłumaczyła ważne dla mnie kwestie. A jak ona sobie rozmawia wmdomi, na ulicy to jej sprawa.

        Pamiętam że podczas studiów w Chorwacji bardzo się denerowalem jak nieraz zalatwiajac sprawy np w banku otrzymywalem odpowiedzi w czakawskim.

      4. Pomiędzy „posługiwać się językiem urzędowym", a „mówić tak, by nikt nie mógł odgadnąć skąd jesteśmy" jest duża różnica.

        Jestem jak najbardziej za powszechną znajomością skodyfikowanego standardu, bo bardzo ułatwia on komunikację, a w pewnych funkcjach -wymagających precyzji pojęć- jest niezastąpiony. Ale, powtórzę, to nie jest kwestia „wychowania" lecz „wykształcenia". Z kolei nacechowana regionalnie wymowa w niczym mi nie przeszkadza, nawet w sytuacjach oficjalnych. Przeciwnie, to piętnowanie jej uważam za bulwersujące.

        ***
        Śląsk. Masz nieaktualne dane. Już w 2002 narodowość śląską zadeklarowało 170 tys. osób (a w tamtym wpisie można było podać tylko jedną). W 2011 narodowość śląską zadeklarowało ogółem 846 tys osób, w tym ponad 375 tys. jako jedyną. Oczywiście to dalej tylko mniejszość mieszkańców Śląska, ale liczby ciekawe, a trend jeszcze ciekawszy (i, mnie przynajmniej, niepokojący).

        Dla mnie jest oczywiste, że trwa proces redefinicji śląskiej tożsamości, absolutnie nie jest oczywisty jego rezultat. Faktem jest jednak, że kilkaset tysięcy ludzi widzi śląskość jako niekompatybilną z polskością (a na Kaszubach jest zupełnie inaczej! – sądzę że status/brak statusu ma coś do tego). Uważam, że sprowadzanie tego do kategorii wygłupu i traktowanie tożsamości regionalnych jako najwyżej folkloru jest błędem – w niczym nie zagrażają one polskości (uzupełniają ją, wzbogacają), a traktując je z góry wywołujemy reakcję obronną polegającą na odcinaniu się od polskości.

        (oczywiście przyznawanie mniejszościom uprawnień, może -i tego obawiają się przeciwnicy uznawania ‚nowych’ mniejszości- zachęcać do stawiania coraz dalej idących roszczeń, cf. casus szkocki czy kataloński; moim zdaniem jednak w polskich warunkach to zagrożenie jest tak nikłe, że nie powinno być decydujące)

      5. Nie wiem, niektórym ten śląski tak przeszkadza, jakby od zaakceptowania go jako pełnoprawnego języka miałby przestać istnieć świat…
        A w okienkach prosta sprawa: daje się karteczkę z tym w jakich językach petent może z danym pracownikiem załatwić sprawy urzędowe – i po kłopocie.
        A jeśli ktoś zwraca się do nienative'a w dialekcie, to najczęściej znak, iż uznaje nasze opanowanie standardu literackiego za bardzo dobre – tak więc powinno się to traktować jako komplement!

    1. „Językiem urzędowym jest polski i nie chciałbym aby załatwiając sprawy formalne jakaś pani za okienkiem mi gwarą tłumaczyła ważne dla mnie kwestie."
      Bardzo ciekawy temat, często w różnych krajach miałem ten problem i nie wiem jak sie do tego ustosunkowac. Z jednej strony urzędnik powinien poslugiwać się językiem standardowym, z drugiej- tyle jest obszarów, gdzie język odbiega od normy a ludzi z zewnątrz bardzo mały procent, że parodią by było, gdyby „pani za okienkiem" musiała ciągle używać niemal obcego języka, żeby zadowolić zabłąkanego przybysza kilka razy w miesiącu. No i oczywiście- co to jest gwara? Czy używanie odmiennej fonetyki jest już gwarą- wtedy prawie nikt w danym regionie nie móglby być urzędnikiem, trzeba by bylo ich importować, bo wyzbyć się specyficznej wymowy jest bardzo trudno. A czy używanie regionalnych słów to gwara? Jeśli tak to jak częste i na ile muszą być niezrozumiałe? A jeśli są gwarowe lecz ogólnie zrozumiałe- co wtedy? Trudno byłoby wprowadzić jakieś jasne standardy, sprowadzanie urzędników ze stolicy też nie wchodzi w grę, a rzeczywiście chciałoby się słyszeć w urzędach język nienacechowany regionalnie.

  17. Język kaszubski zawsze brzmiał dla mnie dosyć egzotycznie, pomimo , że urodziłam się na Śląsku i styczność z gwarą, mniejszą bądź większą mam. Dobrze,że w dzisiejszych czasach istnieje wiele możliwości, które ułatwiają przyswajanie nowych języków. Rosyjski już znam , więc postanowiłam podjąć naukę języka ukraińskiego, przez skypa z native spekarem, bo tak teraz przecież najwygodniej [fragment komentarza ocenzurowano, ze względu na obecność perfidnej reklamy podprogowej]. Świetne rozwiązanie. Może by tak zacząć promować gwarę kaszubską czy śląska? Osobiście niestety mam za mała wiedzę, ale wierze, że tutaj znają się osoby kompetentne 😉

  18. @Karol

    No nieźle to rozkminiłeś, ale nadal nie wiem co to „błyten" i „cieja", Ty to tłumaczysz jako „na zewnątrz" i „słyszę". Dlaczego?

    1. „Błyten" to „na zewnątrz". Podobne słowo masz w afrikaans i niderlandzkim – „buiten",
      „Cieja" = czejã = czuję, czyli słyszę. Kaszubski nie jest jedynym językiem słowiańskim, w którym czasownik „czuć" oznacza słyszeć. Podobna sytuacja ma miejsce chociażby w serbsko-chorwackim. „Ci" = „cz", bo w kaszubskim wymowa jest miękka w odróżnieniu od polskiej.

      1. Afrikaans pomostem między polskim a kaszubskim-nieźle!!! „Czuć" to samo co „słyszeć" to oczywiste, ale wyprowadzić to z „cieja"…Musiałeś chyba mieć jakieś pojęcie o kaszubskim wcześniej? Praktyczne oczywiście.

      2. @NightHunter
        Co do búten – słowo to przyszło do kaszubskiego w zasadzie z dolnoniemieckiego buten. Podobnie jest ze słowem bënë oznaczającym „wewnątrz" (od binnen). Dialekty używane na Pomorzu do 1945 roku należały do grupy dialektów dolnoniemieckich, które znacznie różnią się od powszechnie znanego standardu niemieckiego.

        Moje doświadczenie z językiem kaszubskim jest natomiast raczej pobieżne i czysto pasywne – przeczytałem kilka książek i obejrzałem kilkanaście audycji. Gdy mowa o jednym z podstawowych czasowników więcej doświadczenia nie potrzeba by to wychwycić 😉

  19. zarówno polski , kaszubski jak i na przykład czeski to są dialekty jednego języka , nazywanie ich oddzielnymi językami służy głównie polityce dzielenia słowian .

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Teraz masz możliwość komentowania za pomocą swojego profilu na Facebooku.
ZALOGUJ SIĘ