Portugalski i hiszpański naraz, czyli o transferze językowym słów kilka

„Portugalski jest bardzo podobny do hiszpańskiego, prawda?” – to pytanie, które słyszę dość często. Odpowiedź brzmi: i tak, i nie. Hiszpański i portugalski należą do tej samej grupy językowej (języki romańskie), wywodzącej się z łaciny ludowej (latin vulgar), istnieje więc między nimi wiele niezaprzeczalnych podobieństw np. w słownictwie czy gramatyce. Nie należy jednak zapominać, że to osobne języki, które w swojej ewolucji podążyły nieco inną drogą i czerpały z różnych źródeł, a jako że język jest tworem żywym, nadal się rozwijają. Zanim jednak przejdę do konkretnych przykładów, należałoby wyjaśnić zasadniczą kwestię:

Czym jest transfer językowy?
Według definicji zawartej w „Encyklopedii językoznawstwa ogólnego”, transfer językowy to „przenoszenie wzorów z języka ojczystego na język obcy w procesie jego opanowywania. Zjawisko to występuje zarówno fonetyce, jak i gramatyce i słownictwie (…). Niektórzy rozróżniają t. pozytywny i t. negatywny. Pierwszy ma miejsce wtedy, kiedy w wyniku przeniesienia wzoru z jęz. ojczystego na obcy powstaje w tym jęz. struktura poprawna. Zachodzi to wtedy, gdy obydwa jęz. wykazują w danym zakresie podobieństwo strukturalne. (…) T. negatywny bywa też nazywany interferencją językową.”1 Jak widać w powyższej definicji, o transferze językowym najczęściej mówi się w kontekście wpływu języka ojczystego (L1) na język drugi (L2). Nie jest to jednak jedyna możliwość: coraz częściej zainteresowanie budzą związki między językiem ojczystym (L1) oraz językami obcymi. Na rzecz tego wpisu pozwoliłam sobie więc użyć tego terminu w kontekście uczenia się dwóch języków obcych, z których jeden (hiszpański) jest moim językiem wiodącym. Podczas zajęć z języka portugalskiego na uniwersytecie bazujemy na podręczniku „Entre Nós – Método de Português para Hispanofalantes” który, jak wskazuje tytuł, skierowany jest do osób hiszpańskojęzycznych. Książka ta kładzie nacisk właśnie na różnice między tymi dwoma językami, by uczulić na nie uczącego się i pomóc mu uniknąć błędów. Niestety, czasami nie jest prosto „przełączyć się” z jednego języka na drugi. Jednym z najczęściej występujących (i tępionych przez nasze nauczycielki) przejawów mieszania hiszpańskiego i portugalskiego było używanie jako „ale” hiszpańskiego „pero” zamiast portugalskiego „mas”. Co w tym problematycznego? Otóż, „pero”, wymawiane z „u” na końcu, staje się… indykiem (peru), co może znacznie zaburzyć przekaz 😉

Strzeż się fałszywych przyjaciół!
Hiszpan zaczynający się uczyć portugalskiego dostaje na starcie ogromną bazę słownictwa, które np. jedynie nieznacznie różni się zapisem. Należy jednak zwrócić uwagę na litery przestawione (np. dzielnica: hiszp. barrio, port. bairro, pytać: hiszp. preguntar, port. perguntar) bądź „nadprogramowe” (np. ustanawiać: hiszp. establecer, port. estabelecer). Kolejną kwestią są tzw. fałszywi przyjaciele (ang. false friends, franc. faux amis), czyli pary słów lub wyrażeń brzmiących w dwóch językach tak samo lub podobnie, ale mających inne znaczenia. Warto być świadomym tych różnic, gdyż mogą one prowadzić do niezrozumień. Na przykład:

hiszp. polvo – kurz, port. polvo – ośmiornica, podczas gdy

port. pó – kurz

A co z gramatyką?
Gdy uczymy się portugalskiego, znając już dość dobrze hiszpański, możemy odetchnąć z ulgą, gdyż jesteśmy przyzwyczajeni do mnogości czasów i trybu Subjuntivo. Język portugalski kryje jednak w sobie więcej niespodzianek. Jedną z nich jest Infinitvo Pessoal, czyli bezokolicznik osobowy. Tak, dobrze przeczytaliście. W portugalskim poza „zwyczajnym” bezokolicznikiem używany jest także inny, który ma przypisaną kategorię osoby. Jak to wygląda?

Os alunos estudam para obterem boas notas. – Uczniowie uczą się, by uzyskać (oni) dobre oceny. Dzięki użyciu bezokolicznika osobowego („obterem” zamiast „obter”), wiemy, kto otrzyma dobre oceny.

Kolejnym odkryciem jest Futuro do Conjuntivo (Subjuntivo), czas, który w hiszpańskim niemalże wyszedł z użycia: można się z nim zetknąć głównie w tekstach prawniczych, literaturze czy powiedzeniach. W portugalskim czas przyszły trybu łączącego jest używany na co dzień. Różnic jest oczywiście więcej, między innymi łączenie przyimka z rodzajnikiem w portugalskim, co w hiszpańskim nie ma miejsca (np. „w miastach” = hiszp. „en las ciudades”, port. „nas cidades”, gdzie „nas” powstaje z połączenia przedimka „em” i rodzajnika „as”).

O wymowie słów kilka
Zanim przejdę do kwestii teoretycznych, chciałabym powiedzieć jedno: portugalski brzmi zupełnie inaczej, niż hiszpański. Posłuchajcie sami! Sam hiszpański, niezwykle bogaty w dialekty, czasem niełatwo jest zrozumieć (zwłaszcza podczas pierwszych dni w Andaluzji – sprawdzone empirycznie ;)). Trudno jednoznacznie określić liczbę fonemów w hiszpańskim właśnie ze względu na jego ogromne zróżnicowanie. W portugalskim sytuacja jest podobna, poszczególne dialekty i warianty różnią się pod względem wymowy. W hiszpańskim pewno możemy wyróżnić 5 samogłosek i minimum 18 spółgłosek, których możemy posłuchać sobie tutaj. Portugalski z kolei może się poszczycić jedną z najbogatszych fonologii samogłoskowych wśród języków romańskich: posiada samogłoski ustne i nosowe, dyftongi i tryftongi. Tutaj dobra wiadomość dla Polaków uczących się portugalskiego (i vice versa): nasz język ojczysty może nam pomóc (pozytywny transfer językowy). Tym sposobem niestraszne nam będzie dźwięk charakterystyczny dla europejskiego wariantu portugalskiego, odpowiadający naszemu swojskiemu „sz”. Oczywiście, poza samym zasobem spółgłosek i samogłosek, pozostają istotne kwestie takie jak akcent czy intonacja.

Podsumowanie, czyli: uczyć się naraz, czy nie?
Oczywiście, że się uczyć! Znajomość jednego języka z danej grupy językowej może być bardzo pomocna podczas nauki kolejnego. Nie wystarczy jednak zmienić trochę akcentu na bardziej wschodni, żeby polski stał się rosyjskim, i dodać kilku „sz” by z hiszpańskiego zrobić portugalski. Myślę jednak, że tego wszyscy jesteśmy świadomi, i mając to na uwadze możemy odkrywać unikalne piękno różnych języków, które są tak jak hiszpański i portugalski „próximos, mas diferentes” („zbliżone, ale odmienne”).

Przytoczone przykłady oczywiście nie wyczerpują szerokiego tematu, jakim jest porównanie hiszpańskiego i portugalskiego. Również wewnętrzne zróżnicowanie tych języków to temat-rzeka, który jeszcze kiedyś chciałabym poruszyć.

PS. Ważna kwestia, która została poruszona w komentarzach, a którą przeoczyłam: najlepiej nie zaczynać jednocześnie nauki tych dwóch języków od podstaw jednocześnie.

Może cię zainteresować również:

Mój zestaw samouka

O „łatwości" języka hiszpańskiego

40 komentarze na temat “Portugalski i hiszpański naraz, czyli o transferze językowym słów kilka

  1. Bardzo ciekawy tekst poruszający temat bliski mojemu sercu. Portugalski poznałam jako pierwszy, natomiast hiszpańskiego uczę się obecnie. Oba języki są piękne i interesujące. Jednak uważam, że nie należy uczyć się ich jednocześnie – od podstaw. Dobrze jest najpierw poznać jeden z nich na nieco wyższym poziomie. Inaczej mogą nam się bardzo mieszać.

    1. Zgadzam się w zupełności (nie wiem, dlaczego zapomniałam o tym wspomnieć). Zaczęłam się uczyć portugalskiego znając hiszpański mniej więcej na poziomie B1, chyba trochę za wcześnie, ale tego wymagał ode mnie program studiów. Dziękuję za opinię 🙂
      Widziałam też niedawno, że pisałaś u siebie o wariancie brazylijskim i z Portugalii, przeczytałam z zainteresowaniem.

  2. Bardzo ciekawy artykuł i świetnie wpasowuje się (wyjaśnia) moje niedawne spostrzeżenia: złapałam się na tym, że znając hiszpański na poziomie średniozaawansowanym, kiedy czytam jakiś tekst po portugalsku (którego nie znam wcale), jestem w stanie ten tekst zrozumieć! Z włoskim czy francuskim mam już o wiele większe problemy, nie zawsze mi wychodzi, ale portugalski jest naprawdę bardzo podobny do hiszpańskiego.

    1. Dziękuję za opinię! Tak jak piszesz, da się przeczytać i zrozumieć tekst (przynajmniej większość). Kiedy na początku przejrzałam podręcznik do portugalskiego pomyślałam: „czego tu się uczyć, jak już prawie wszystko rozumiem"? 😉 Jednak problem zaczyna się, kiedy trzeba „wyprodukować" własny tekst czy wypowiedź 🙂 Z tym nie mam raczej problemów (oczywiście mowa o krótszych rozmowach na codzienne tematy, niekoniecznie o wypowiedziach np. o literaturze czy nauce), za to moją piętą achillesową jeśli chodzi o portugalski jest słuchanie.

      1. Oj, tak! Czynne używanie języka to zupełnie inna bajka. Obawiam się, że to podobieństwo do hiszpańskiego wręcz dodatkowo utrudnia sprawę. Ale ja w ogóle nazywam siebie „monogamistką językową" – ostatnio próbując powiedzieć coś po angielsku, potrafię stworzyć kwiatek w stylu: „These cats son beautifuls" 🙂

  3. „Kolejną kwestią są tzw. fałszywi przyjaciele (ang. false friends, łac. faux amis)"

    Taka drobnostka, (les) faux amis to fałszywi przyjaciele po francusku, nie po łacinie. 🙂

    Podziwiam uczących się portugalskiego, chociaż wymowa jest piękna (szczególnie w porównaniu do często sepleniącego hiszpańskiego), to jednak mnogość samogłosek oraz to ciemne l (chyba jak rosyjskie ł w transkrypcji) musi sprawiać sporo problemów.

    Pozdrawiam

    1. Mateusz, wierz mi, tego można się nauczyć! Oczywiście, wymaga to dużo słuchania i powtarzania tego, co się usłyszało, a potem mówienia, ale można i ucho, i aparat mowy wyćwiczyć. A później już wiesz, że molho (‚mɔʎu) to nie to samo, co molho (‚moʎu) 😉

    2. Aj, wpadka, przepraszam! Mam wątpliwości co do swojego portugalskiego „l", potrzeba mi więcej praktyki. Dziękuję za opinię i pozdrawiam!

  4. Kiedyś, pod artykułem o uczeniu się podobnych języków, napisałam komentarz właśnie opierając się na przykładzie portugalskiego i hiszpańskiego. Miałam styczność z osobami rozpoczynającymi naukę obydwu języków naraz oraz z tymi, które jeden z tych języków (hiszpański) znały (bardzo) dobrze wcześniej. Wniosek był jeden: lepiej po kolei, a nie naraz. Wiele z osób rozpoczynających naukę portugalskiego i hiszpańskiego w podobnym czasie albo nie mających ugruntowanej wiedzy z jednego z nich, używały tak naprawdę portunhol 😉 Oczywiście, o wiele częściej zdarzało się to podczas używania tego języka, którego uczyły się mniej intensywnie. Dlatego, według mnie, lepiej nauczyć się najpierw dobrze jednego z tych języków, a dopiero potem rozpocząć naukę drugiego. Tym bardziej, jeśli zamierzamy uczyć się samodzielnie, bo wtedy nie zawsze jesteśmy w stanie zauważyć wszystkie interferencje, szczególnie na początkowym (najważniejszym) etapie nauki.

    1. Bardzo słuszna uwaga, tak jak pisałam już w komentarzu powyżej nie wiem, dlaczego nie napisałam, że lepiej nie zaczynać nauki tych dwóch języków naraz, bo jak najbardziej się z tym zgadzam. I dziękuję za opinię! 🙂

  5. Jednym z najczęściej występujących (i tępionych przez nasze nauczycielki) przejawów mieszania hiszpańskiego i portugalskiego było używanie jako „ale” hiszpańskiego „pero” zamiast portugalskiego „mas”.

    Ciekawe, bo przecież:
    (1) Słowa pero i mas się kompletnie różnią, tj. brzmią i wyglądają kompletnie inaczej.
    (2) Słówko mas w znaczeniu „ale" jest obecne w języku hiszpańskim! W hiszpańskim mas używane jest rzadziej niż pero, ale jednak wciąż jest używane tak w języku pisanym, jak mówionym. Tak więc portugalskie mas nie jest niczym nowym, a jedynie wyborem jednej z dwóch wersji hiszpańskich.

    Część różnic leksykalnych wcale nie istnieje, jeśli wyszliśmy w pierwszym z języków poza poziom początkujący, lub lepiej jeszcze poza poziom średniozaawansowany. Komuś może się wydawać, że hiszpańskie necesitar różni się od angielskiego need, ale jeśli wyjdzie w angielskim poza podstawy odkryje słówko necessitate… Komuś może się wydawać, że portugalskie Moro na Polônia się różni od hiszpańskiego Vivo en Polonia, ale jeśli wyjdzie w hiszpańskim poza podstawy, również odkryje słówko morar w znaczeniu „żyć gdzieś" używane „na zasadach portugalskich".

    Również gdy mowa o gramatyce, język hiszpański dysponuje nie tylko me gusta tal o tal cosa, ale też gusto de tal o tal cosa… Konstrukcje, które niby mają różnić portugalski od hiszpańskiego wyskakują to tu, to tam w hiszpańskim, czy to bardziej literackim, czy to w określonych dialektach. Dla przykładu, konstrukcje z rodzajnikiem poprzedzającym zaimek dzierżawczy (tj. typu la mi casa) są w użyciu w Ameryce Środkowej. Również konstrukcje typu dícese istnieją w języku hiszpańskim. Czy też wycina się w hiszpańskim „a" w konstrukcjach me va (a) gustar… Przykład subjuntivo czasu przyszłego już @Małgorzata podałaś i z pewnością możnaby sypać przykładami do znudzenia. Różnice są więc jasne na poziomie początkującym, ale wiele z nich się zaciera na poziomie zaawansowanym.

    Zgaduję, że to samo możnaby powiedzieć patrząc w drugą stronę, tj. że ten hiszpański nie koniecznie się aż tak od portugalskiego różni…, gdy tylko wyjść poza podstawy i wejść w literaturę, dialekty itd. Nie wszedłem jednak w portugalski na tyle głęboko.

    W kwestie związane z różnicami ortograficznymi, które wymagają wyjaśnień historycznych, oraz wmowy, nie chce mi się w tym momencie wchodzić (może później w jakimś kolejnym komentarzu). 😛 Różnice też się zacierają, zwłaszcza gdy poczytać po hiszpańsku nieco starsze teksty sprzed kilku stuleci.

    Z wywodu mojego chciałbym wyciągnąć wniosek taki, że nie ma w świecie języków ostrych granic.

    1. Z pewnym niepokojem czekałam na Twój komentarz 🙂
      Co do „mas" i „pero" to w hiszpańskim współczesnym to drugie jest wersją zdecydowanie czestszą, dlatego tez podczas mówienia po portugalsku automatycznie się nam narzucała. Nie wiem, czym jest to uwarunkowane, ale zaobserwowałam problem używania „pero" zamiast „mas" u większości mojej grupy, kiedy byliśmy na poziomie A1. Spróbuję się jeszcze zastanowić, z czego to może wynikać, bo tak jak piszesz, te wyrazy nie są w ogóle podobne.

      Zgadzam się ze spostrzeżeniami zawartymi w dalszej części komentarza. Powinnam była we wpisie sprecyzować, że spostrzeżenia w nim zawarte tyczą się… no właśnie, czego? Języka standardowego (cokolwiek miało by to znaczyć)? Takiego języka, którego uczą się obcokrajowcy z podręcznika, gdzie niektóre, częściej używane formy są preferowane („me gusta", a nie „gusto de"), a o innych, bardziej literackich uczący dowiaduje się znacznie później? Ciężko mi określić, w każdym razie moim zamiarem było poczynienie ogólnych spostrzeżeń, a może nawet bardziej opisanie moich wrażeń z nauki tych dwóch języków na obecnym etapie. Tym bardziej jestem wdzięczna za powyższe uwagi.

      W tej chwili zmagam się z historią języka hiszpańskiego, która pewnie wiele kwestii mi rozjaśni.

      1. Nie chcę robić dygresji, ale chyba powinienem dodać tylko, że mas nie tworzy zaprzeczeń tak silnych jak pero, przez co nie są to słowa całkowicie wymienne. Już jak podaje Wikipedia [http://es.wikipedia.org/wiki/Gram%C3%A1tica_del_espa%C3%B1ol#Conjunci.C3.B3n]:

        Las conjunciones adversativas más utilizadas son pero y sino: «Iría contigo pero no puedo»; mas está reducida a la lengua escrita y principalmente a la lengua literaria y expresa una corrección más suave que pero: «Hizo un juramento, mas en vano

        Tak więc:
        Iría contigo pero no puedo. – Silne kontrastowe zaprzeczenie.
        Hizo un juramento, mas en vano. – Zauważalnie delikatniejsze niż w przykładzie wyżej.

        Zobaczmy też, jak śpiewa Shakira w piosence Lo que más:
        «y te miro mientras duermes mas no voy a despertarte.»
        Jest to delikatne jak w przykładzie z Wikipedii – w zasadzie moglibyśmy w tych słowach Shakiry pod mas nawet podstawić y. Nawiasem mówiąc, z tego co zobaczyłem, tekst piosenki w Internecie spisywali półanalfabeci nieznający ortograficznej różnicy pomiędzy mas i más.

        Ciekawe, że nie dostrzegają tego wszystkiego [tj. ani subtelnej różnicy w znaczeniu, ani niektórzy z nich różnicy ortograficznej] użytkownicy hiszpańskiego z WordReference [którzy w większości faktycznie zwykli rzadko coś dostrzegać]:
        http://forum.wordreference.com/showthread.php?t=95824

        Wbrew Wikipedii i wbrew powyższej dyskusji na WordReferecne ja powiadam, że mas jest w użyciu RÓWNIEŻ W MOWIE. Na początek spójrzmy do innej dyskusji na WordReference [http://forum.wordreference.com/showthread.php?t=1186286]:
        Hiszpan [Ynez 17th April 2009, 11:37 PM ] napisał: «"mas sin embargo" suena a literatura, y especialmente antigua. Me resultaría chocante oírlo o verlo en estilo informal.»
        Na to mu Kolumbijczyk [ManPaisa 17th April 2009, 11:57 PM] odpisał: «Por aquí lo usa mucha gente todos los días.»
        A kilka postów wyżej Kolumbijczyk [ManPaisa 17th April 2009, 7:44 PM] napisał:
        «mas no es tan arcaico como tú piensas. Por aquí se usa con cierta frecuencia, y no se oye ni pedante ni anticuado.»

        Oczywiście, że tak! Zgadzam się z Kolumbijczykiem w 100% – tej formy mas sin embargo, czy w ogóle słówka mas używa się w mowie w nieformalnych kontekstach! Przynajmniej w Kolumbii, co widzę ucząc się kolumbijskiego i samemu używam mas. Bardzo dużo rozmawialem z użytkowniczką hiszpańśkiego z Perú, która w swoim [nie twierdzę, że nie dość specyficznym] idiolekcie używa więcej mas niż pero bynajmniej nie ograniczajac się do jakichś utartych zwrotów, lecz kompletnie na całego, ktoś, może jakiś Hiszpan, rzekłby, że „po średniowiecznemu".

  6. Bardzo ciekawy artykuł! Z tymi podobieństwami jest tak, że pomagają rozumieć, jednak mogą utrudnić mówić (poprawnie). Jednak czasem trafimy na fałszywego przyjaciela i nie zrozumiemy przekazu. Czasem podczas mówienia po portugalsku nie znamy jakiegoś słówka i gdy nie ma co zrobić (jakieś ważne słówko, ciężkie do opisania) możemy użyć odpowiednika hiszpańskiego, może „ustrzelimy", co jest właściwie wysoce prawdopodobne, że odbiorca zrozumie. Czasem już ciężko sobie przypomnieć w którym języku jest to słówko.
    Takich rzeczy jest sporo, jednak uważam, że podobieństwa pomagają (szczególnie na początku). Bo co nam szkodzi gdy powiemy „These cats son beautifuls" skoro możemy chwilę później się poprawić? Jeśli wpadka będzie duża lub zabawna prawdopodobnie zapamiętamy, że po angielsku jest „are" a nie „son". Słówka są w większości podobne, a gdy dochodzi do tego kontekst już jest [prawie] łatwo zrozumieć nas odbiorcy. Lata praktyki i odróżniamy „w locie" języki.
    Co do nauki dwóch podobnych (a i nawet całkowicie różnych) języków od początku zgadzam się, że lepiej jednak opanować na poziomie przynajmniej B2 i potem brać się za kolejny. Jeśli nie, takich wpadek zamiast sporo, może być na tyle, że rozmawianie będzie męką. A nawet dwa całkowicie różne języki czasem się pomylą, nakładają się. Podczas rozmowy po hiszpańsku wtrącam czasami węgierskie słowa. Zamiast polskie „aha" wtrącę angielskie „yeah", czasem zamiast angielskie „yeah" (w sensie „exactly") powiem polskie „jo". Więc to nie zależy tylko od podobieństw języków. Pozdrawiam. 🙂

      1. Może to coś po śląsku? Czyli też nie polsku… Osobiście „jo" zrozumiałbym jako zniekształcone „ja", czyli zaimek osobowy pierwszej osoby liczby pojedynczej. Na Śląsku zamiast „tak" mówią „ja" z niemieckiego – zdaje się, że „jo" będzie jakąś tego odmianą.

      2. Tak jak Karol napisał, z Kujaw jestem. 😉 Nie sądziłem, że to słowo nie jest takie znane. Myślałem, że jest równie znane jak śląskie „fest". Na „moich terenach" ludzie używają „jo" bardzo często, nawet młodzi ludzie, ale oni raczej używają tego jako slang. Swoją drogą bardzo lubię słowo „fest" i chciałbym je używać ale ludzie by dziwnie na mnie patrzyli. 😀

      3. Trochę odchodzimy od tematów hiszpańsko-portugalskich, ale rzeczywiście na Śląsku wymawiają „ja" („tak"), jak „jo".

  7. Początkującym może sprawić trudność, że „a" w portugalskim może oznaczać zarówno rodzajnik (sing. fem., w hiszpańskim „la"), jak i przyimek (w hiszpańskim „a").

  8. Moi drodzy: chciałabym kiedyś władać oboma językami. Co mi radzicie: który pierwszy? ? ? Proszę o wasze opinie. Lepiej nauczyć się najpierw hiszpańskiego, który wydaje się prostszy, a potem sięgnąć po portugalski? Czy odwrotnie – zacząć jednak od portugalskiego? Wiem, że prędzej Portugalczyk zrozumie Hiszpana, niż Hiszpan Portugalczyka – więc może jednak pierwszy portugalski? Chodzi mi właśnie o to, żeby znajomość pierwszego jak najbardziej pomagała a zarazem jak najmniej przeszkadzała później w nauce kolejnego języka. Bardzo chciałabym poznać wasze zdanie. Dziękuję z góry za wszystkie komentarze.

    1. Joanna, moja rada następująca: jako pierwszy wybierz ten język, który Cię bardziej interesuje. Co Cię bardziej pociąga, Brazylia, czy Meksyk? Portugalia, czy Hiszpania? Na tej zasadzie wybierz, a nie przez jakąś analizę gramatyczno-leksykalno-fonetyczną i dziwne dywagacje.

      1. Yana Para Puyu – dziękuję bardzo za twoją wypowiedź. To jest właśnie bardzo trudne pytanie. Hiszpański pociąga mnie już od dłuższego czasu – dwa lata temu przerobiłam A1 we własnym zakresie. Ostatnio jednak odkryłam portugalski, który również bardzo mnie kręci! Moje kolejne pytanie – czy uważacie, że któryś z tych języków można opanować szybciej na poziomie B2?

      2. Na poziomie B2 szybciej nauczysz się tego, którego będziesz się uczyć z większą pasją. Jak widzisz, ja dalej ciągnę swoje… Bo uważam, że te wszystkie dywagacje (który trudniejszy, kto kogo lepiej rozumie, który szybciej na B2 itd.) są niepotrzebne, a „trudność" obu tych języków jest w zasadzie taka sama. Być może jeden Ci się wyda minimalnie trudniejszy pod jednym względem, a drugi minimalnie trudniejszy pod innym względem, ale te różnice są zdecydowanie zbyt małe, by istniał jakiś sens o nich rozprawiać przy wyborze, którego z tych języków się uczyć.

      3. Pozwoliłam sobie przeczytać niektóre twoje wcześniejsze wypowiedzi na temat nauki hiszpańskiego. Pisałeś m.in. że przerabienie c1 zajmuje więcej czasu niż wszystkich poprzednich poziomów razem wziętych. Czy mogłabym cię tak konkretnie zapytać – ile czasu zajęło ci przerabianie każdego poszczególnego poziomu.

      4. Bardzo podoba mi się twój komentarz o nauce z pasją – bardzo mądre słowa!

      5. Pisałeś m.in. że przerabienie c1 zajmuje więcej czasu niż wszystkich poprzednich poziomów razem wziętych. Czy mogłabym cię tak konkretnie zapytać – ile czasu zajęło ci przerabianie każdego poszczególnego poziomu.

        Trzeci raz z rzędu zapytam o to samo: po co te dywagacje? Zaczynając naukę zastanawiasz się po jakim czasie dojdziesz na B2? Ja Ci podam jakieś liczby, po czym wpisze się ktoś z liczbami dla portugalskiego, które wyszacuje inna osoba z innym wyczuciem niż ja, po czym sobie te nieporównywalne liczby zestawisz i wybierzesz, którego języka się można nauczyć szybciej? To tak nie działa…

        Ja zaczynając naukę hiszpańskiego nie miałem w planach KIEDYKOLWIEK dochodzić do B2 – miałem w ambicjach ledwie gdzieś A2. Że w końcu doszedłem do C2 (pasywnie C2, natomiast aktywnie nie chcę w tej chwili oceniać) było podyktowane tym, że hiszpański i to co z nim powiązane tak bardzo mi się spodobało… Tak więc może zacznij się uczyć i sama zobaczysz, czy w ogóle chcesz dochodzić do tego B2, a może Ci starczy A1, lub też w przeciągu kilku ledwie lat dojdziesz do C2…

        Do solidnego B2 (tj. granicy B2/C1) doszedłem w przybliżeniu w 2 pełne lata nauki hiszpańskiego (liczonej od zera).
        Do solidnego C1 (tj. granicy C1/C2) doszedłem w przybliżeniu w 5 lat nauki hiszpańskiego (liczonej od zera).
        Późniejsze lata nauki, to już była i wciąż jest droga przez C2…

        Z moich obserwacji każdy poziom zajmuje więcej niż poprzednie poziomy razem wzięte, tak więc np.:
        Przejście przez B2 (tzn. droga z pogranicza B1/B2 do pogranicza B2/C1) zajmuje więcej niż przejście przez A1+A2+B1.
        Przejście przez C1 (tzn. droga z pogranicza B2/C1 do pogranicza C1/C2) zajmuje więcej niż przejście przez A1+A2+B1+B2.

        Ciężko mi jednak podać konkretne liczby, opierające się na samoocenie poziomów, które nie są jakimikolwiek jednostkami istniejącymi w rzeczywistości, a jedynie zapisem istniejącym w unijnych papierach. Inna sprawa: znajomość pasywna jest zawsze wyższa niż aktywna, podobnie jak poszczególne umiejętności nie muszą się rozwijać w idealnie równym tempie (w jednym mogę być lepszy niż w innym) i nie sprecyzowałem nawet, co w zasadzie próbuję mierzyć w moich powyższych „wyliczeniach", o które prosisz…

      6. To niesamowite, ale policzyłam to właśnie w ten sposób, w jaki mi zasugerowałeś i wyszły mi właśnie ok. dwa lata (22 m-ce). a1 = 3 tyg, a2 = a1x2,5; b1 = (a1 + a2) x 2,5; b2 = (a1+a2+b1)x2,5 myślicie, że można jeszcze szybciej, czy to już raczej mało realne?

      7. Yana Para Puyu – dzięki! naprawdę bardzo mi pomogłeś zrozumieć, jakiego nakładu czasu potrzebuję, żeby opanować język na poziomie B2, bo na tym właśnie na początek mi zależy. Szacunek dla wszystkich, którzy znajdują w sobie tę siłę, żeby uczyć się systematycznie samemu przez +12m-cy. Trzymajcie za mnie kciuki!

    2. Moim zdaniem, jeśli masz już jakies podstawy hiszpańskiego to warto „pociągnąć" to dalej. Materiałów do nauki hiszpańskiego jest bardzo duzo – mam na mysli chociażby różne blogi, gdzie w dość przyjemny sposób można podtrzymać motywację i podsycać zainteresowanie językiem. Ponadto to także skarbnica wiedzy np. gdzie warto szukać informacji, jakie strony internetowe czy książki będą pomocne. Szybciej też znaleźć porządnych hispanistów/iberystów do wyjaśnienia zagwozdek gramatycznych lub Hiszpanów do pogawędek. W razie spadku motywacji dużo łatwiej znaleźć kurs hiszpańskiego niz portugalskiego, chociaż ja nie jestem fanką nauki na kursach na dłuższą metę. Jeśli kursy językowe to tylko te intensywne (5 x 4h w tygodniu) – ale będąc osobą dorosłą ciężko to pogodzić z pracą i tzw. życiem, zwłaszcza, że wakacje to czas urlopów.

      Jeżeli uwielbiasz oglądać filmy to polecałabym bardziej hiszpański- kino portugalskie jest hm… beznadziejne. Kilka perełek, a reszta szkoda gadać. Taką opinię mam ja, jeszcze gorszą mają Portugalczycy. Kino polskie to przy współczesnej kinematografii znad Tejo czy Douro naprawdę wysoka półka. Portugalczycy niestety w tej kwestii maja straszną posuchę – dlatego zostałyby ci co najwyżej opery mydlane. Ale ile telenowel można oglądać w kółko? Brazylia ma w tej kwestii dużo do zaoferowania, a wersja brazylijska uznawana jest za łatwiejszą i ładniejszą od europejskiej ze względu na fonetykę. Jest kilka drobnych różnic gramatycznych (brasileiro ma trochę więcej wspolnego z hiszpańskim niż portugalski z Portugalii, gdyż rozwijał się z galego). Do tego mnóstwo książek, komiksów tłumaczonych na pt br. Największą trudnością może być zrozumienie ludzi posługujących się slangiem czy różnymi kolokwializmami (br ma trochę naleciałości afrykańskich).

      Ja na twoim miejscu wzięłabym się za hiszpański, a gdyby po kilku miesiącach nie sprawiało większej radości zainteresowałabym sie portugalskim z Brazylii. Sama uczyłam się portugalskiego europejskiego, mieszkałam w Pt i w Mozambiku, w Brazylii byłam na dość krótkich wakacjach. Rynek brazylijski to obecnie ponad 200 mln ludzi i łatwiej tam znaleźć coś interesującego niż w Pt, która swoich mieszkańców karmi w tv programami typu Casa dos Segredos czy tańcami z osobami otyłymi.

  9. Popieram.Nie należy zaczynać nauki tych dwóch języków jednocześnie . Są one bardzo podobne (pod niektórymi względami)dlatego utrudniają sobie nawzajem naukę … 😉

    1. To niesamowite, ale policzyłam to właśnie w ten sposób, w jaki mi zasugerowałeś i wyszły mi właśnie ok. dwa lata (22 m-ce). a1 = 3 tyg, a2 = a1x2,5; b1 = (a1 + a2) x 2,5; b2 = (a1+a2+b1)x2,5 myślicie, że można jeszcze szybciej, czy to już raczej mało realne?

      Tak, rozszyfrowałaś mój algorytm. 🙂 Oczywiście mowa o codziennej nauce po kilka godzin na dzień. Po dwóch latach takiej nauki możesz opanować solidne B2 i dodam jeszcze, że na tym właśnie poziomie, tj. po 2 latach nauki znajdując się na solidnym B2, rozwiążesz na 70% zadania poziomu C2.

    1. Jacek Perlin „Język portugalski dla początkujących. Wersja brazylijska". Jeden z lepszych współczesnych podręczników językowych, jakie widziałem: dużo tekstów i to na racjonalne tematy [tj. nie rozmówki podróżne], dużo gramatyki, mało durnych ćwiczeń [a przynajmniej nie zajmują za dużo cennego miejsca na stronie i w miarę sensowne, bo gł. tłumaczeniowe]. Poważną wadą książki jest brak gramatyki europejskiej – słowa są mniej ważne, ale podstawowe kwestie gramatyczne warto znać. Kup stare wydanie, bo tańsze od nowego, a różni się wyłącznie okładką: jak mam III wydanie z 2004 roku.

  10. Witam. Dziekuje za interesujace komentarze.
    Mieszkam na polkuli poludniowej (Nowa Zelandia), wiec geograficznie najblizsze
    hiszpansko- i portugalsko-jezyczne kraje dla mnie sa oczywiscie w Ameryce Lacinskiej.
    Probowalem uczyc sie obu jezykow, ale hiszpanskiego wiecej -stad moja jego lepsza znajomosc.
    Zgadzam sie -nie powinno sie startowac obu jezykow od podstaw.
    Jednak probowalem rowniez pewnego „experymentu". Otoz zaczalem uczyc sie Galego.
    Jest to jezyk uzywany w prowincji Galicia (polnocno-zachodnia Hiszpania, na polnoc od Portugalii). Jest uwazany za bardziej zblizony do portugalskiego, jednak ja z mojego doswiadczenia twierdze, ze jest POMIEDZY portugalskim i hiszpanskim (np. ma hiszpanska wymowe, akcent oraz pewne elementy slownictwa. Ortografia hiszpanska/portugalska).
    Mam propozycje dla niezdecydowanych w Europie: hiszpanski?… portugalski?… -Galego!
    Mysle, ze to bylby dobry „pomost" miedzy hiszpanskim i portugalskim.
    Tylko dla mnie dylematem jest to, ze na poludniowej polkuli Galego nigdzie nie jest jezykiem
    urzedowym lub oficjalnym (ma status oficjalnego jezyka w Hiszpanii) i prawie nigdzie tutaj
    nie jest uzywany.
    Prosze o jakiekolwiek rady, sugestie…
    Doceniam. Dziekuje.

    1. R. Steiner,

      Myślę sobie tak:

      (1) Jak sam widzisz, język galicyjski jest mały, a w zestawieniu zarówno z hiszpańskim, jak i portugalskim, bardzo mały. (2) Hiszpański i portugalski nie potrzebują „pomostu", jeśli znasz któryś z nich na wysokim poziomie, a w drugim jedynie chcesz zrozumieć sens prostych tekstów: znam zaawansowany hiszpański i bardzo podstawowy portugalski i raczej spokojnie czytam nieliczne prace naukowe po portugalsku. (3) Język galicyjski bynamniej nie posłuży jako pomost-lingua franca w kontakcie z użytkownikami hiszpańskiego i portugalskiego, gdyż -przynajmniej poza Hiszpanią- ludzie tego języka w życiu na uszy nie słyszeli, ani sami nie znają w nim choćby jednego słowa. Będzie Ci się niezrównanie łatwiej obracać w świecie kontynuując naukę hiszpańskiego, lub portugalskiego, niż galicyjskiego: (a) oba języki mają o wiele więcej użytkowników, możliwości zastosowania itd., i (b) obu tych języków ludzie się uczą, podczas gdy galicyjskiego nikt. Galicyjski -w użyciu poza Galicją- wydaje mi się kompletnie oderwany od rzeczywistości.

      Jak przedstawia się zainteresowanie hiszpańskim i portugalskim w Nowej Zelandii?

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Teraz masz możliwość komentowania za pomocą swojego profilu na Facebooku.
ZALOGUJ SIĘ