Bez Kategorii

Ewolucja języków germańskich

Do napisania tego tekstu zainspirowała mnie scena z jednego z pierwszych odcinków serialu “Wikingowie”. Ragnar i kilku jego kumpli po raz pierwszy natyka się na anglosaskiego rycerza. Próbują się dogadać i zupełnie im to nie wychodzi. “Wikingowie”, mimo tony wad i upchnięcia całego IX wieku w mniej więcej piętnastu latach, jedną rzecz mają dobrze pomyślaną: ludzie z różnych stron świata faktycznie mówią różnymi językami. Jeżeli w tej samej scenie bohaterowie posługują się dwoma językami, współczesny angielski zastępuje tylko jeden z nich, podczas gdy ten drugi pozostaje w oryginale (no, mniej więcej w oryginale — na tyle, na ile udało się go zrekonstruować).

Podczas pierwszych spotkań Skandynawowie i Anglosasi rozmawiają więc przez tłumacza. Jest to jednak dość niezręczne pod względem płynności gry aktorskiej, dość szybko więc Ragnar stwierdza, że już się nauczył mówić w języku wroga (dzięki pomocy Athelstana, anglosaskiego mnicha, którego porwał) i głównym językiem scen w Anglii staje się właśnie staroangielski.
Ale na ile pokrewieństwo tych języków mogło pomóc przybyszowi ze Skandynawii w opanowaniu staroangielskiego? Jak bardzo różniły się one od siebie? Z jednej strony, obydwa należą do rodziny germańskiej, z drugiej jednak przez setki lat rozwijały się w izolacji od siebie. A skoro już przy tym jesteśmy, jak mają się one do innych języków germańskich, zwłaszcza niemieckiego?

Zanim odpowiemy na te pytania, chciałbym napisać kilka słów wstępu o sprawach, które w sumie każdy powinien coś wiedzieć, ale gdy w ramach zbierania danych do tego tekstu zacząłem czytać dyskusje na tematy językowe w polskim internecie, odkryłem, że chyba jednak nie.
Ewolucja języków w pewnym stopniu przypomina ewolucję biologiczną [1]. Tak jak ona ma charakter grupowy, nie indywidualny (tzn. zmiany zachodzą w ramach całej lokalnej populacji) i działa w stosunkowo odizolowanych społecznościach. Zmiany są na tyle powolne, że kolejne pokolenia nie mają problemu z porozumiewaniem się między sobą i w dużej mierze nie zdają sobie z nich sprawy. Przed okresem nowożytnym standaryzacja języka, czyli świadome wprowadzanie i zatwierdzanie słownictwa i reguł gramatycznych przez grupę ludzi o dużym autorytecie, miała miejsce bardzo rzadko i dotyczyła w zasadzie wyłącznie języków o wysokim statusie religijnym i kulturowym (łacina, sanskryt), podczas gdy większość społeczeństwa posługiwała się nieuregulowanymi dialektami. Poza tymi rzadkimi przypadkami rozwój języków nie był z góry zaplanowany. Zmiany wymowy zachodziły niemalże nieświadomie: nikt nigdy nie obudził się rano i nie stwierdził, że np. od teraz przestaje wymawiać samogłoski nosowe. Podobnie zmiany w gramatyce wynikały z nieperfekcyjnego przekazu pomiędzy pokoleniami, co owocowało powstawaniem nowych wyjątków od reguł gramatycznych oraz następnie upowszechniania się tych wyjątków, a stopniowego wycofywania starych reguł. Również zapożyczenia z języków sąsiadów miały więcej wspólnego z modą i trendami w lokalnej kulturze, niż z racjonalnymi decyzjami, jak by to chcieli niektórzy językoznawcy-amatorzy na blogach i w mediach społecznościowych.

Rodzina języków germańskich ma swoje korzenie na terytorium współczesnej Danii i południowej Szwecji, gdzie przodkowie ludów germańskich żyli w relatywnej izolacji od momentu oddzielenia się ich od innych grup indoeuropejskich, aż po ok. 500 r. p.n.e. [2] Pod koniec tego okresu możemy wyróżnić dwie główne podgrupy językowe: północną (w Skandynawii) i zachodnią (w obecnych północnych Niemczech). Jest to jednak wszystko trochę palcem po wodzie pisane. Zakładamy, że tak było, ponieważ wykopaliska archeologiczne wskazują na osadnictwo w tych czasach w tym rejonie, a badania lingwistyczne sugerują taki właśnie rozwój wypadków pomiędzy rekonstruowanym językiem praindoeuropejskim z jednej strony a językami germańskimi, co do których mamy dowody na piśmie, z drugiej. Nie istnieją jednak żadne pisemne dokumenty mówiące nam cokolwiek o tym hipotetycznym pragermańskim języku ani o jego dialektach.
Nie oznacza to jednak, że dowolna inna hipoteza będzie miała status równy z powyższą teorią. W lingwistyce, podobnie jak w archeologii i w innych dziedzinach, staramy się ograniczać ilość niezwykłych wydarzeń, jakie musiałyby mieć miejsce, aby dana teoria miała sens. Teoria migracji i izolacji jest najlepszym, co obecnie mamy. Ale wróćmy do tematu.

W drugim wieku przed naszą erą zaczęła się ekspansja plemion germańskich na południe, a co za tym idzie częstsze kontakty z Celtami, a następnie z Rzymianami. Zachodnia podgrupa zaczęła się dywersyfikować pod wpływem tych zmian i kontaktów, podczas gdy podgrupa północna nadal rozwijała się w relatywnym spokoju. Paradoksalnie jednak pierwszy znany nam tekst w języku germańskim pochodzi od ludzi, którzy przybyli na południe prosto ze Skandynawii i przez jakiś czas zamieszkiwali tereny współczesnej Polski — Gotów.
Język gocki zaliczamy do osobnej, wschodniej grupy języków germańskich, razem z językami Wandalów i Burgundów —  dwóch innych germańskich plemion, które, podobnie jak Goci, najechały Cesarstwo Rzymskie w V wieku n.e. [3] O ich mowie wiemy jednak niewiele, natomiast Goci pozostawili po sobie długie fragmenty tłumaczeń z Nowego Testamentu. U szczytu potęgi, w VI wieku n.e., rządzili współczesną Hiszpanią i Włochami. Nigdy nie było ich jednak wielu i po przegranych wojnach ich potomkowie wtopili się w lokalne społeczności i zapomnieli języka przodków. Istnieją przesłanki, by sądzić, że na Krymie osadnicy goccy dużo dłużej zachowali niezależność kulturową i językową, ale materiałów dowodowych na potwierdzenie tej teorii jest zbyt mało, by przyjąć ją ze stuprocentową pewnością. Wiemy, że Ostrogoci zasiedlali te tereny przed podbojem Rzymu, a w 1562 roku Ogier Ghiselin de Busbecq — ambasador cesarza Ferdynanda I na dworze otomańskim w Konstantynopolu, napisał list, w którym zwrócił uwagę na dziwną mowę, którą posługują się niektórzy mieszkańcy Krymu. Jego notatki sugerują, że mógł to być język wywodzący się z gockiego. Nazywamy go krymskim gockim, ale jak widać, informacje o nim są niepewne.

W czasach gdy Goci zajmowali się dzieleniem między sobą resztek Cesarstwa Rzymskiego, wybrzeże Morza Północnego i Danię zasiedlały plemiona zachodniogermańskie, których języki tworzyły kontinuum. Mieszkańcy sąsiednich wiosek zazwyczaj byli w stanie porozumieć się ze sobą bez problemów, lecz im dalej na wschód lub na zachód, różnice robiły się coraz poważniejsze. Patrząc od zachodu byli to: Frankowie, Fryzowie, Sasi (Saksończycy) i Anglowie. W V wieku n.e. Frankowie wydarli Galię upadającemu Rzymowi. Na podbitych terenach — analogicznie do Gotów we Włoszech i Hiszpanii w trochę wcześniejszym okresie — Frankowie stanowili mniejszość i mimo iż była to mniejszość uprzywilejowana, ich potomkowie stopniowo porzucali język przodków na rzecz lokalnych dialektów romańskich, dając początek starofrancuskiemu. Frankijski był jeszcze w użyciu w czasach Karola Wielkiego (742-814), ale stopniowo zmieszał się z lokalnymi dialektami romańskimi, dając początek starofrancuskiemu. Nie był to proces zupełnie jednostronny: w jego wyniku język starofrancuski zyskał domieszkę słów pochodzenia germańskiego, wymawiane /h/ na początku słów tego pochodzenia oraz być może również nasalizację (głoski /ɑ̃/, /ε̃/, /œ̃/ oraz /ɔ̃/), tak charakterystyczną dla tego języka. [4,5]

Anglowie, Sasi oraz mieszkający na terenach obecnej Danii Jutowie (których podejrzewamy o posługiwanie się językiem z północnej grupy językowej) wykorzystali upadek Cesarstwa do inwazji na Brytanię. Z ich połączonych mocy powstał Kapitan Planeta… czekaj, nie ta bajka… Ich języki dały początek staroangielskiemu. I to na ludzi posługujących się tym właśnie językiem natknęli się wikingowie.

Pod koniec pierwszego tysiąclecia naszej ery języki północnogermańskie również stanowiły kontinuum. Nawet obecnie Norwegowie, Duńczycy, i Szwedzi, są w stanie porozumieć się do pewnego stopnia. Jedynie islandzki, rozwijający się w relatywnej izolacji, pozostał bardziej konserwatywny pod względem słownictwa i gramatyki, a wymowa uległa zmianie w tak odmiennym kierunku, że Islandczykom łatwiej jest dziś czytać stare sagi, niż współczesne skandynawskie kryminały.
Możemy zauważyć tu jeszcze jedną ciekawą zależność. Zmiany w języku nie następują z tą samą szybkością w każdej społeczności, a czas izolacji od wspólnego przodka nie jest jedynym czynnikiem w tym procesie. Olbrzymią rolę gra również kontakt z innymi grupami językowymi oraz wydarzenia historyczne. Pozostawanie na uboczu europejskiej historii pozwoliło Islandczykom na przechowanie przez stulecia archaicznych cech języka. W tym samym czasie Wyspy Brytyjskie stały się areną dla migracji, wojen i stapiania się ze sobą ludów z różnych krańców kontynentu, co pociągnęło za sobą gwałtowny rozwój języka angielskiego.

Wiemy na pewno, że wśród wikingów, którzy najechali Anglię w IX wieku, dominowali ludzie mówiący dialektami zachodnimi języka, który nazywamy staronordyckim. Wiemy o tym języku dość dużo, ale głównie z Islandii i z trochę późniejszego okresu jego rozwoju. Z drugiej strony, staroangielski znamy głównie z poematu “The Seafarer” oraz z “Beowulfa”, również spisanych dopiero sto-dwieście lat po pierwszym spotkaniu Anglosasów z wikingami. Możemy więc zrekonstruować stan obu języków kilkaset lat wcześniej i porównać je. Na początku IX wieku te dwa języki miały za sobą jedynie trzysta-czterysta lat kompletnej separacji, a od wspólnego proto-germańskiego korzenia dzieliło je ok. 1300 lat. Z drugiej strony jednak, podobieństwo słów nie zapewnia jeszcze kompletnego zrozumienia. Zapewne podczas pierwszych kontaktów Skandynawowie i Anglosasi byli w stanie rozpoznać pojedyncze słowa wypowiadane przez drugą stronę, ale brak kontekstu, nieznana wymowa i “fałszywi przyjaciele” uniemożliwiały dokładne zrozumienie bez pomocy tłumacza.
Mogę to porównać do następującej sytuacji: Często w polskim internecie natykam się na stwierdzenie, że ktoś jest w stanie bardzo dobrze zrozumieć inny słowiański język. Zazwyczaj autor takiego stwierdzenia przeczytał tekst w danym języku lub wysłuchał nagrania w wykonaniu wyraźnie mówiącego aktora lub polityka, a następnie miał czas się nad nim zastanowić oraz sprawdzić kilka niejasnych słów. Jest to zupełnie co innego, niż gdy rozmawiasz z kimś w hałaśliwym miejscu i masz zaledwie kilka sekund na zrozumienie wypowiedzi i sformułowanie swoich myśli. Myślę więc, że serial “Wikingowie”, być może przypadkiem, przedstawił spotkanie wikingów z Anglosasami całkiem prawidłowo. Ragnar z początku potrzebował pomocy tłumacza w kontaktach z northumbryjskim królem i jego doradcami, ale z czasem coraz lepiej zdawał sobie sprawę z podobieństw między dwoma językami i nauczenie się staroangielskiego nie było dla niego wielkim problemem.

Terry Pratchett pisał o angielskim, że jest to język, który w ciemnych zaułkach okrada inne języki z gramatyki i słownictwa. Na pewno było tak w przypadku staronordyckiego, z którego do staroangielskiego trafiło bardzo wiele zapożyczeń, zwłaszcza prostych, jednosylabowych słów, opisujących przedmioty codziennego użytku, jak pług (s.nord. plogr, ang. plough) lub ciasto (s.nord. kaka, ang. cake), słowa rozpoczynające się od “sk”, która to zbitka w anglosaskim ewoluowała w “sh”, jak również zaimek trzeciej osoby liczby mnogiej, “they”. Mimo tych zmian język Anglosasów w wieku X nadal nazywamy staroangielskim i dopiero najazd Normanów w wieku XI uznajemy za początek średnioangielskiego.

Normanowie byli potomkami wikingów, którzy na przełomie IX i X wieku osiedlili się w północnej Francji. W roku, 876 jeszcze jako wrogowie króla francuskiego, zdobyli Rouen i przez kolejne dekady atakowali okoliczne miasteczka i wsie, nie napotykając dużego oporu. W 911 ich przywódca, Rollon, zawarł przymierze z królem Karolem III, które zalegalizowało stan faktyczny: ziemie na północnym wybrzeżu Francji weszły w posiadanie “ludzi z północy”, Normanów. Od tego czasu Normandia, mimo iż formalnie pozostawała pod władzą króla Francji, była w praktyce niezależnym organizmem politycznym, który odegrał ważną rolę w historii europejskiego średniowiecza. Normani stosunkowo szybko porzucili staronordycki na rzecz lokalnego starofrancuskiego dialektu (który czasem nazywany jest staronormańskim). Gdy w roku 1066 książę Wilhelm na własną rękę zorganizował udaną inwazję na drugą stronę kanału La Manche, przywiózł już ze sobą język o wyraźnie romańskich cechach.

W ciągu kilku kolejnych setek lat język angielski ewoluował z niezwykłą szybkością, absorbując normańskie słowa. Popularnym przykładem jest tu porównanie par słów: nazw zwierząt hodowlanych oraz przyrządzanego z nich mięsiwa. Klasa rządząca nazywała mięso na swoich stołach słowami pochodzenia normańskiego: mutton (baranina), beef (wołowina), veal (cielęcina); podczas gdy służący mówili o zwierzętach, używając słów anglosaskich: sheep, cow, calf. Do tej pory język angielski pełen jest par synonimów lub słów o podobnym znaczeniu, w których jedno z nich wywodzi się ze staronormańskiego i należy do wyższego rejestru, niż drugie, wyraźnie germańskie. Zmianom uległa również gramatyka — język stał się bardziej analityczny — a wymowa prawdopodobnie właśnie w tym okresie wzbogaciła się o głoski /z/ i /zj/ (słowa takie jak vision, pleasure, to refuse). [6]
Proces zmian był nierówny, szybszy na południu, wolniejszy na północy, co doprowadziło do powstania całego spektrum lokalnych dialektów. Dopiero pod koniec średniowiecza, wraz z upowszechnieniem się druku, dialekt londyński zaczął zdobywać przewagę, dając początek współczesnej angielszczyźnie. William Shakespeare, pisząc pod koniec XVI wieku, korzystał już z języka, który nazywamy wczesnym nowożytnym angielskim. Tylko daleko na północy, na nizinach południowej Szkocji, średnioangielskie dialekty przetrwały i wyewoluwały we współczesny Scots: szkocki-germański (dla odróżnienia od szkockiego-gaelickiego).


Diagram przedstawiający genealogię języków opisywanych w tekście.
Również jako animacja

Wróćmy jeszcze na kontynent. Pod koniec średniowiecza z dialektów wybrzeża Morza Północnego zaczęły wykształcać się nowe języki: niderlandzki i fryzyjski na zachodzie oraz tzw. dolnoniemiecki (niederdeutsch, plattdeutsch) na wschodzie. W XIV wieku, u szczytu potęgi Ligi Hanzeatyckiej, język średniodolnoniemiecki rozbrzmiewał wzdłuż Morza Północnego i Bałtyku, przez Gdańsk, aż po Estonię. Z czasem jednak pozycja Ligi osłabła. Na zachodzie język niderlandzki i fryzyjski utrzymały dominującą pozycję (niderlandzki dał nawet początek jeszcze jednemu językowi z tej grupy — Afrikaans), ale dolnoniemiecki, choć przetrwał, utracił uprzywilejowany status w kulturze i handlu na rzecz języka, który wrócił na północ po długim czasie niezależnego rozwoju u podnóża Alp: języka górnoniemieckiego (hochdeutsch).

Podczas gdy Skandynawia, Anglia i wybrzeże Morza Północnego na zmianę handlowały i walczyły ze sobą, środkowe i południowe Niemcy pozostawały zwrócone w zupełnie inną stronę. Mieszkańcy tych terenów byli potomkami plemion, które wywędrowały na południe być może jeszcze w drugim i pierwszym stuleciu przed naszą erą, choć na podstawie starożytnych źródeł (Strabon, Juliusz Cezar) nie jesteśmy w stanie stwierdzić ze stuprocentową pewnością, czy Cymbrowie i Teutoni, z którymi Rzymianie starli się w latach 113-101 p.n.e., byli Germanami czy Celtami [7]. Graniczyły ze starożytnym Rzymem, a następnie znalazły się w granicach imperium Karola Wielkiego, a po jego rozpadzie — Świętego Cesarstwa Rzymskiego. To tutaj, w klasztorach od Aachen po Jezioro Bodeńskie, rozwijała się literatura i język starogórnoniemiecki. Najsłynniejszym tekstem w tym języku jest fragment Przysięgi Strasburskiej, dokumentu z 842 roku, poświadczającego sojusz braci, Ludwika II Niemieckiego i Karola Łysego. Przez kolejne stulecia Święte Cesarstwo Rzymskie, które powstało z włości Ludwika, koncentrowało się bardziej na sobie oraz na relacjach z Francją i Italią, niż na kontaktach ze swoimi północnymi rubieżami. W konsekwencji wymiana handlowa i migracje ludności okazały się niewystarczające dla unifikacji języka na terenie całego kraju. Swój udział miała też zapewne geografia południowych Niemiec — góry, doliny oraz dwie wielkie rzeki: Ren i Dunaj — ułatwiająca izolację lokalnych społeczności. [8]
Przełomowym momentem dla popularyzacji, a równocześnie ujednolicenia języka górnoniemieckiego, była reformacja. W 1534 roku Marcin Luter przetłumaczył Biblię właśnie na ten język, a dzięki prasie drukarskiej mogła ona zostać szybko skopiowana i trafić w każdy zakątek Niemiec. Stopniowo, w miarę upadku Ligi Hanzeatyckiej oraz bogacenia się południa Niemiec, język górno-niemiecki zyskiwał na znaczeniu, a dolno-niemiecki zaczynał być postrzegany jako język rybaków i drobnych mieszczan.
Nie oznacza to jednak, że współczesny język niemiecki to monolit. Ta historia wyjaśnia jedynie, dlaczego różni się on tak wyraźnie od innych języków germańskich. Święte Cesarstwo Rzymskie nigdy nie miało jednego centrum: Austria, Prusy, wybrzeże Renu, i Szwajcaria, zawsze były osobnymi ośrodkami kulturowymi. Mamy więc obecnie do czynienia zarówno z różnymi standardami językowymi w Niemczech, Austrii, Szwajcarii i Luksemburgu, jak i z lokalnymi niestandardowymi wariantami i dialektami. Język luksemburski, wywodzący się ze średniogórnoniemieckiego, ma w Luksemburgu status osobnego języka, na równych prawach z niemieckim. Dialekty szwajcarskie nie mają takiego statusu, ale i tak są zupełnie niezrozumiałe dla przeciętnego Niemca. Niemieckie landy pozostają dumne ze swoich dialektów, nawet jeśli tylko niewielki procent mieszkańców potrafi się nimi poprawnie posługiwać, a dla większości znane różnice ograniczają się do specyficznej wymowy i kilku zabawnych synonimów. Również w Polsce — w Wilamowicach pod Bielsko-Białą — zachował się osobny dialekt górnoniemiecki, sprowadzony tu w XIII wieku przez osadników z zachodu. Obecnie prawie wymarły, ale trwają próby rewitalizacji.


Maciej Gorywoda mieszka w Berlinie, gdzie uczy się niemieckiego i francuskiego. Jest autorem bloga językowo-historycznego “Zabierz Swego Lwa”. Do tej pory blog koncentrował się na nauce francuskiego i historii średniowiecza, od nowego roku autor ma w planach poszerzenie tematyki o język niemiecki i Niemcy, z naciskiem na wydarzenia tworzące naszą wspólną europejską historię.


Dodatkowe materiały:

A “Old Norse and Old English”, ⦁ “Goths and Huns in Old Norse”, Jackson Crowford, U. of Boulder, Colorado
B “Germanic Languages of the World: Introductory Overviews”, Alexander Arguelles
C “The Gothic Bible: a reading of Matthew 27 in the Gothic language”, Jordan Ashley Moore
D “The Wulfila Project” – Biblia w języku gockim z tłumaczeniami na angielski i niemiecki
E “A Grammar of Proto-Germanic” – Winfred P. Lehmann


Bibliografia:

[1] “Perfect Phylogenetic Networks: A New Methodology for Reconstructing the Evolutionary History of Natural Languages”, Luay Nakhleh, Don Ringe, Tandy Warnow.
[2] “Runes and Germanic Linguistics”. Elmer H. Antonsen
[3] “Upadek Cesarstwa Rzymskiego”, Peter Heather
[4] “The Romance Languages”, Rebecca Posner, pp. 24-29
[5] “Romance Languages, A Historical Introduction”, T. Alkire, C. Rosen
[6] “Phonological Change in English”, Raymond Hickey
[7] “Climate and the Collapse of the Roman Empire | Part 3a: The Cimbrian War”, Brandon Lee Drake, U. of New Mexico
[8] “The Holy Roman Empire, a thousand years of Europe’s history”, Peter H. Wilson

Blaski i cienie nauki języka nowogreckiego

Moja przygoda z językiem nowogreckim rozpoczęła się latem 2015 roku, kiedy uznałam, że pracując jako tłumacz, powinnam zdobyć wykształcenie filologiczne. Oczywiście, mogłam pójść po linii najmniejszego oporu i wybrać filologię polską lub zwiększyć ten opór tylko nieznacznie i wybrać język angielski, ale wciąż żyło we mnie pragnienie poznawania nowych języków, dlatego zdecydowałam się na nowogrecki. Studia musiałam rozpocząć od drugiego roku z zerową znajomością języka, gdyż prawo ukraińskie nie pozwala na przyjęcie na pierwszy rok osoby, która posiada już wykształcenie wyższe. Swojej decyzji nie żałuję, chociaż na początku było trudno i do tej pory miewam chwile zwątpienia. Nie wiem, czy kiedykolwiek będę znała grecki na poziomie, który pozwoliłby mi na używanie go w pracy, ale na razie stawiam sobie nieco mniej ambitne cele – na razie marzę o zdobyciu certyfikatu na poziomie B2. Do egzaminu mam jeszcze nieco ponad miesiąc i aktywnie się do niego przygotowuję, dlatego dziś podzielę się swoimi przemyśleniami na temat tego pięknego języka.

Czym się różni język nowogrecki od starożytnej greki? Czyli parę słów o historii języka greckiego.
Grecy są bardzo dumni ze swojego języka i często twierdzą, że grecki jest najstarszym spośród wciąż używanych języków europejskich oraz że współczesna greka różni się od starożytnej tylko nieznacznie. W rzeczywistości jednak różnica pomiędzy językiem starogreckim i nowogreckim jest mniej więcej taka jak pomiędzy łaciną i współczesnym włoskim. Oczywiście, cech wspólnych jest bardzo dużo, ale jeśli marzycie o czytaniu dzieł Platona i Arystotelesa w oryginale, nauka języka nowogreckiego raczej wam w tym nie pomoże. W porównaniu ze starożytną greką oraz z koine (czyli powszechną formą greki, która powstała w czasach świetności imperium Aleksandra Macedońskiego, napisany w niej został m.in. Nowy Testament) język współczesnych Greków posiada znacznie uproszczoną gramatykę i fonetykę, pojawiło się w nim sporo zapożyczeń z języka tureckiego, francuskiego, angielskiego, a także z języków słowiańskich.
Odkąd Grecja ogłosiła niepodległość w 1821 roku, pomiędzy greckimi językoznawcami trwał spór dotyczący przyszłości ich języka ojczystego, który ostatecznie zakończony został dopiero w 1976 roku. Niektórzy twierdzili, że język literacki powinien opierać się o używane współcześnie dialekty ludowe, które w ciągu 500 lat panowania osmańskiego dość znacznie oddaliły się od greki starożytnej. Ten wariant języka nowogreckiego nazywany był „δημοτική” [dimotiki], czyli językiem ludowym. Inni popierali natomiast ideę oczyszczenia współczesnej greki z obcych naleciałości i ponownego zbliżenia jej do języka starożytnego – wariant ten nazywany był „καθαρεύουσα” [katharewusa], czyli językiem oczyszczonym. Aż do 1976 roku językiem urzędowym, w którym sporządzano wszelkie dokumenty, była właśnie katharewusa, która była trudna dla zrozumienia nawet dla Greków, szczególnie dla osób słabo wykształconych. Ostatecznie podjęto więc decyzję o rezygnacji z katharewusy na rzecz dimotiki. Część słownictwa używanego w katharewusie stopniowo przeniknęła do języka mówionego, dlatego literacki język nowogrecki stanowi połączenie XIX-wiecznych dialektów ludowych z katharewusą, w którym znaczenie przeważają jednak elementy dimotiki.

Co ciekawe, niektóre słowa strogreckie wyszły z użycia w swoim podstawowym znaczeniu, ale występują w wyrazach złożonych. Na przykład słowo „οἶκος” [oikos], oznaczające dom, zastąpione zostało słowem „σπίτι” [spiti], pochodzącym od łacińskiego „hospitium”, jednak korzeń „oiko” znajdziemy w wielu nowogreckich słowach: „οικογένεια” [ikojenia] – czyli rodzina, „κάτοικος” [katikos] – czyli mieszkaniec, „νοικοκυρά” [nikokira] – czyli gospodyni domowa. Skoro jednak rodowici Grecy mieli problemy ze zrozumieniem katharewusy (która nie była w końcu greką starożytną!), my tym bardziej powinniśmy pogodzić się z tym, że nauka języka nowogreckiego umożliwi nam jedynie komunikację z jego użytkownikami oraz czytanie dzieł współczesnej literatury greckiej.

Ortografia
Wszyscy uczyliśmy się kiedyś (z mniejszym lub większym powodzeniem) matematyki i fizyki, dzięki czemu powinniśmy znać przynajmniej połowę greckich liter. Rozpoczynając naukę języka nowogreckiego szybko dowiemy się jednak, że wymowa wielu liter znacznie się zmieniła. Współczesna β to już nie „beta”, lecz „wita” i oznacza głoskę [w]. Głoska [b] we współczesnej grece występuje rzadko i zapisywana jest dwuznakiem „μπ”. Δ obecnie wymawiana jest jak „th” w angielskim słowie „that”, a głoska [d] zapisywana jest jako „ντ”. Γ czasem wymawiana jest jako [j], a czasem jako dźwięczne („ukraińskie”) [h]. O ile jednak nauczenie się współczesnej wymowy greckich spółgłosek nie powinno sprawiać większych kłopotów, prawdziwe schody zaczynają się przy samogłoskach. Nie tyle przy ich wymowie, ile przy pisowni. Jak zapisać po grecku głoskę [i]? Mamy do wyboru 7 wariantów: ι, η, υ, ει, οι, ηι, υι. Co prawda ostatnie 2 używane są bardzo rzadko, ale marne to pocieszenie, kiedy uczymy się nowogreckiej ortografii. Głoska [e] może być zapisywana jako ε lub αι, natomiast [o] jako ο lub ω. Związane jest to z zanikiem dyftongów oraz iloczasu w języku nowogreckim. W niektórych przypadkach znajomość gramatyki pozwala na bezbłędny wybór odpowiedniej pisowni (zwłaszcza jeśli chodzi o końcówki), ale tak naprawdę ucząc się nowych słów, trzeba od razu zapamiętywać ich pisownię. Jest to jedna z tych rzeczy, które najbardziej frustrują mnie w nauce greckiego – pocieszam się jedynie tym, że nawet nasi wykładowcy czasem popełniają błędy.

Akcent
Akcent w języku greckim jest ruchomy, ale na szczęście nie jest już polifoniczny. Może on padać na ostatnią, przedostatnią lub trzecią od końca sylabę, może się zmieniać w zależności od przypadku i zawsze jest zapisywany. O ile w języku rosyjskim lub ukraińskim akcent zaznaczany jest jedynie w słownikach i w podręcznikach dla cudzoziemców, w języku greckim pisanie bez akcentów uważane jest za niepoprawne. Jest to jednocześnie ułatwieniem (gdyż widząc jakieś słowo po raz pierwszy od razu możemy je przeczytać poprawnie) oraz utrudnieniem (bo nie wiedząc na jaką sylabę pada akcent w danym wyrazie możemy popełnić błąd ortograficzny). Dla mnie, jako dla osoby, której pisanie przychodzi o wiele łatwiej i szybciej niż mówienie, jest to raczej dodatkowe zmartwienie, ale to kwestia gustu.

Gramatyka
Gramatyka języka nowogreckiego jest dość logiczna, ale niestety posiada sporo wyjątków, do których należą przede wszystkim liczne czasowniki nieregularne. Współczesna greka posiada cztery przypadki (mianownik, dopełniacz, biernik oraz szczątkowy wołacz) – w katharewusie był jeszcze celownik, który wciąż występuje w niektórych wyrażeniach idiomatycznych. Tak samo, jak w języku polskim, występują trzy rodzaje gramatyczne, ale końcówka rzeczownika prawie zawsze pozwala na ustalenie jakiego jest on rodzaju (wyjątkiem są rzeczowniki kończące się na –ος, które najczęściej są rodzaju męskiego, ale czasem również żeńskiego lub nijakiego, oraz całkiem spora grupa rzeczowników nieregularnych).
Język nowogrecki ma 8 czasów – jeden teraźniejszy, przeszły dokonany i niedokonany, przyszły dokonany i niedokonany oraz 3 czasy odpowiadające w przybliżeniu angielskim present perfect, past perfect i future perfect. Nie ma natomiast bezokolicznika. Formą podstawową czasownika jest forma pierwszej osoby liczby pojedynczej, natomiast do łączenia czasowników używa się partykuły „να” [na]. Zdanie „Chcę czytać” w tłumaczeniu na język grecki brzmi „θέλω να διαβάζω” [thelo na diawazo]. Cecha ta łączy język grecki z innymi językami ligi bałkańskiej, między innymi z bułgarskim, w którym greckiemu „να” odpowiada „да”.

Słownictwo
W nauce języka greckiego bardzo pomaga to, że każdy z nas zna sporo słów pochodzących ze starożytnej greki. Historia, geografia, polityka, demokracja, teatr, terapia, Europa… Wszystkie te słowa (i setki innych) pochodzą z greki i są nadal używane. Jako politolog z wykształcenia byłam dość zaskoczona, gdy dowiedziałam się, że greckie słowo „δημοκρατία” [dimokratija] oznacza zarówno demokrację, jak też republikę, w związku z czym po grecku nie da się powiedzieć „republika demokratyczna”. Z Republiki Demokratycznej Konga Grecy zrobili Republikę Ludową („Λαϊκή Δημοκρατία”). Niektóre słowa zapożyczone z greckiego zmieniły jednak swoje znaczenie w innych językach. Kiedy po raz pierwszy spotkałam się z przymiotnikiem „ιδιωτικός” [idiotikos], oczywiście pomyślałam, że chodzi o coś idiotycznego.  W rzeczywistości oznacza ono „prywatny”, nie jest to jednak typowy „fałszywy przyjaciel tłumacza”. Słowo „idiota” istotnie pochodzi od starogreckiego słowa, które pierwotnie oznaczało „osobę prywatną”, „niespecjalistę”.
Niestety, znajomość „międzynarodowych” terminów pochodzących z greckiego nie pozwoli nam na łatwe zrozumienie tekstów w tym języku. W porównaniu z językiem włoskim, którego również uczę się od kilku miesięcy, w greckim jest znacznie więcej słów, które wcale nie brzmią znajomo i których po prostu trzeba się nauczyć.

Czy warto się uczyć greckiego?
Nie będę chyba zbyt odkrywcza pisząc, że języka warto się uczyć tylko wtedy, gdy jesteśmy autentycznie zainteresowani krajami, w którym jest on używany, ich kulturą lub przynajmniej samym językiem. Wyjątkiem jest chyba tylko angielski, który może nam się przydać do poznawania całego świata, a nie tylko krajów angielskojęzycznych. Po grecku możemy się porozumieć w Grecji oraz w południowej części Cypru, o ile Cypryjczycy przejawią nieco dobrej woli i przejdą na literacki język grecki, gdyż dialekt cypryjski czasem jest niezrozumiały nawet dla mieszkańców Grecji. Mieszkańcy obu tych krajów są zwykle bardzo sympatyczni i otwarci, a na próby cudzoziemców posługiwania się ich językiem reagują ze sporym entuzjazmem. Jedyny problem, z którym spotkałam się rozmawiając z Grekami i Cypryjczykami przez Internet jest ich zamiłowanie do pisania w alfabecie łacińskim, przy czym każdy ma swoją własną transliterację – niektórzy piszą fonetycznie, niektórzy odtwarzają grecką ortografię literami łacińskimi, a niektórzy używają nawet cyfr zamiast liter (na przykład 8 jako θ). Nie wiem, z czego to wynika. W krajach byłego ZSRR kiedyś również modne było pisanie tak zwanym „translitem”, ale było to w zamierzchłych czasach, kiedy wiadomość napisana cyrylicą mogła dojść do odbiorcy w postaci „krzaczków” przez problemy z kodowaniem. A Grekom tak już zostało.
Ze względu na obecną sytuację Grecji i Cypru język grecki raczej będzie przydatny w życiu zawodowym (chociaż życie potrafi zaskakiwać), ale wydaje mi się, że najlepszą motywacją do nauki języka wcale nie są względy praktyczne. Moim zdaniem język ten po prostu brzmi pięknie i pozwala na odkrycie fascynującej kultury, która co prawda ma niewiele wspólnego z osiągnięciami naukowymi i filozoficznymi starożytnej Grecji (chociaż tego akurat lepiej Grekom nie mówić), ale łączy w sobie wpływy różnych cywilizacji wraz z bardzo wyluzowanym podejściem do życia. Nie wiem, w jakim stopniu uda mi się opanować grecki do końca moich studiów, ale dzięki niemu trafiłam na Cypr, zakochałam się w tym kraju i jestem pewna, że jeszcze tam wrócę. Choćby dlatego uważam, że nauka greckiego była dobrym pomysłem, nawet jeśli nieszczególnie praktycznym.

Francuskojęzyczne czasopisma – podróże, historia, nauka, kulinaria

Mój poprzedni wpis poświęciłam francuskojęzycznym gazetom i stacjom radiowym oraz związanym z nimi portalom informacyjnym. Jednak (na szczęście) nie samą polityką człowiek żyje, dlatego postanowiłam zrobić przegląd francuskojęzycznych czasopism o charakterze bardziej hobbystycznym.

moutons-a-l-estive-0_620x465

Dolina Ossau w Pirenejach- relacje z tego oraz wielu innych ciekawych miejsc możecie znaleźć na stronie magazynu Geo.

Miłośnikom podróży polecam magazyn Geo. Strona internetowa magazynu zawiera naprawdę imponującą ilość informacji. W dziale Guides de voyage można znaleźć informacje o nawet tak tajemniczych zakątkach świata, jak pasmo górskie Tassili czy wyspa Mo'orea. Artykuły są posortowane według kontynentów, a następnie krajów, regionów i miast. Możecie tam znaleźć informacje właściwie na każdy temat: wskazówki dojazdu, klimat, walutę, najważniejsze święta, lokalne specjały. W dziale Vos voyages de rêve można natomiast znaleźć relacje czytelników czasopisma z różnych mniej lub bardziej egzotycznych podróży, zaś w dziale Voyages GEO – artykuły podróżnicze autorstwa dziennikarzy magazynu. Wszystkie relacje są bogato opatrzone zdjęciami. W dziale Vidéos można znaleźć krótkie, 1-2 minutowe filmiki z różnych zakątków świata. Ponadto na stronie można znaleźć quizy na różne tematy (nie tylko geograficzne, ale też np. historyczne czy przyrodnicze) oraz duży wybór tapet na pulpit.

Na stronie innego magazynu podróżniczego, Grands Reportages, także można znaleźć relacje z różnych ciekawych miejsc. Na stronie jest dostępna wyszukiwarka, która umożliwia odnajdywanie reportaży według miejsc. W dziale web.tv możecie natomiast znaleźć nagrania wywiadów z ciekawymi ludźmi, np. Davidem de Rueda, eksploratorem miejskim, czy Gaëlem Derive, klimatologiem, ekspertem w dziedzinie globalnego ocieplenia. Ponadto na stronie można znaleźć recenzje książek o tematyce podróżniczej oraz filmów z różnych zakątków świata.

Zdjęcie z wyprawy rowerowej wzdłuż Dunaju. O tej i wielu innych eska[padach możecie poczytać na stronie magazynu Grands Reportages.

Zdjęcie z wyprawy rowerowej wzdłuż Dunaju. O tej i wielu innych eska[padach możecie poczytać na stronie magazynu Grands Reportages.

Osobom zainteresowanym historią polecam magazyn zatytułowany po prostu L'HistoireMiłośnicy historii zapewne znają podział na historię wydarzeniową (histoire événementielle), kładącą nacisk głównie na wojny i inne przełomowe wydarzenia oraz historię długiego trwania (histoire de la longue durée), opisującą życie codzienne zwykłych ludzi i powolne, stopniowe przemiany zachodzące w społeczeństwach. W L'Histoire można znaleźć sporo artykułów wpisujących się w ten drugi nurt, obejmujących zagadnienia związane z życiem codziennym, jak np. małżeństwo czy seksualność. Spora część artykułów jest dostępna tylko dla osób mających wykupiony abonament, ale te, które są dostępne za darmo, też są ciekawe. Najwięcej ich jest w dziale Actualité. Można znaleźć w nim ciekawostki historyczne ze wszystkich epok, a także refleksje dotyczące współczesnych wydarzeń, jak np. niedawne wybory prezydenckie w USA czy zbliżające się wybory prezydenckie we Francji. Na stronie magazynu znajduje się też zbiór map historycznych.

Późnośredniowieczna Europa. Ta i inne mapy są dostępne na stronie magazynu L'Histoire.

Późnośredniowieczna Europa. Ta i inne mapy są dostępne na stronie magazynu L'Histoire.

Warto też zwrócić uwagę na magazyn popularnonaukowy Pour La Science. Na stronie czasopisma znajduje się spora baza artykułów popularnonaukowych posegregowanych według dziedzin. Wybór jest naprawdę duży –  znajdą tu coś dla siebie miłośnicy archeologii, astronomii, biologii, matematyki, fizyki, psychologii, socjologii, a także nowych technologii, geologii oraz botaniki. Ponadto w dziale themes można znaleźć zbiory artykułów na różne ważne i popularne tematy, jak np. seksualność, depresja, globalne ocieplenie czy nawet... Gwiezdne Wojny.  Osobom zainteresowanym psychologią może także przypaść do gustu inny magazyn wydawany przez redakcję Pour la science – Cerveau&Psycho.

Na koniec coś na lekki i przyjemny temat –  kulinaria. Polecam stronę magazynu Cuisine Actuelle. Można tu znaleźć przepisy na takie specjały jak cukinia à la pizza czy pasta z wanilii i białej czekolady.

cukinia a la pizza- przepis na ten i inne smakołyki mozna znaleźć na stronie magazynu Cuisine Actuelle

cukinia a la pizza- przepis na ten i inne smakołyki można znaleźć na stronie magazynu Cuisine Actuelle

Na stronie jest naprawdę sporo przepisów, a wyszukiwarka umożliwia znalezienie potraw zawierających konkretny produkt. Są także przepisy w wersji video. Wegetarianom i weganom może natomiast przypaść do gustu strona czasopisma Slowly Veggie, która też zawiera sporo ciekawych przepisów.

Zobacz także…

Teksty piosenek jako materiał pomocniczy do nauki języka. Francuskie brzmienia – część 2: Naufragés du Silence
Kanały na YouTube, które pomogą Ci szlifować francuski
Dlaczego nauka języka szwedzkiego jest teraz łatwiejsza niż kiedykolwiek?
Dlaczego nauka języka szwedzkiego jest teraz łatwiejsza niż kiedykolwiek – część 2