[MN30] Jak czytać w języku, którego jeszcze dobrze nie znamy? (wstęp)

Kamień z Rosetty

Kamień z Rosetty

Wooflowa pole-mika

Na Woofli, od samego początku jej istnienia, param się lingwistyczną dwupolówką – naprzemiennie bronuję Czytelników dość długimi cyklami artykułów językoznawczych i metodologicznych. Tak będzie i tym razem. Na jakiś czas zawieszę emisję kolejnych odcinków poświęconych rejestrom oraz dialektom języka chińskiego i, w ramach odprężenia, zmienię temat. Kosztem faktografii, przez najbliższe miesiące będę zajmował się opisem zagadnienia, z punktu widzenia ludzkości, zdecydowanie bardziej praktycznym, mianowicie technikami biernego i aktywnego czytania w językach azjatyckich (chińskich oraz japońskim).

Tematyka czytania w językach obcych była już wielokrotnie poruszana na Woofli, głównie przez Karola. Trudno nie zgodzić się z tezą, że lektura popełniona w języku obcym nie jest czymś zasługującym na naganę, jednak nie będę nikogo oszukiwał, że to dziecięca igraszka, zwłaszcza gdy mówimy już o drugim, trzecim, n-tym języku obcym, który decydujemy się poznać (a którego „nie nauczyły nas" studia językowe czy szkoła).


Nauka czytania – jak do tego podejść? Przegląd wooflowych artykułów

Pierwszą czynnością jest sprawne oswojenie się z ‚alfabetem’. O ile jest to angielski czy niemiecki, to (niemalże) nie ma się z czym zaznajamiać, jednak już w przypadku rosyjskiego zdarzało mi się spotkać osoby, które z wyprężoną piersią oświadczały, że po 6 latach nauki nie potrafią płynnie czytać tekstów zapisanych cyrylicą (grażdanką). Podobny problem doświadczają adepci języka japońskiego, którym nie sposób odmówić zaangażowania, jako że na ogół z własnej nieprzymuszonej woli przystępują do nauki, a jednak walka z hiraganą i katakaną niektórym zajmuje nawet kilka tygodni. W mniej komfortowej sytuacji znajdujemy się, gdy język oparty jest na otwartym zbiorze znaków graficznych – np.: chiński czy częściowo japoński. W tym jednak wypadku już umiejętność biernego przepisywania ideogramów umożliwia sprawne poszukiwanie ich w różnego rodzaju papierowych i internetowych słownikach, a więc – pośrednio – ułatwia (od)czytanie.

Na Woofli pojawiło się już kilka artykułów obrazujących opisane wyżej zagadnienia:

Jak się nauczyć cyrylicy w 2 dni?

Jak ‚nauczyć się’ hiragany… w godzinę?

O alternatywnym postrzeganiu rzeczywistości – percepcja informacji graficznej (wstęp)

Uwaga! Nie dotyczy milicjantów…

Co prawda wymienione teksty dotyczą stricte nauki pisania po rosyjsku, japońsku i chińsku, ale można założyć, że jak ktoś potrafi pisać, to jest również w stanie następnie to przeczytać, choć jak się okazuje, nie zawsze jedno idzie w parze z drugim…

Pewny dworzanin, który nigdy się nie uczył, szukając u Jana Tarły, wojewody sandomierskiego, służby, spytany, jeśliby umiał pisać, odpowiedział, że umie. A gdy ten pan, chcąc widzieć charakter jego, kazał mu co napisać, ten wziąwszy pióro, żadnej litery nie potrafiwszy figury, to co mu się zdawało, na papierze nagryzmolił.

„Czytajże teraz – rzecze pan – coś napisał."

„Jam tylko powiedział waszmość panu – odpowie dworzanin – że pisać umiem, ale nie czytać".

C.A. Kaliszewski, Zebranie gładkich i dowcipnych powieści i listów, Warszawa 1785.

Krok 1 – opanowanie umiejętności czytania w stopniu podstawowym

Istnieją dziedziny życia cechujące się wyłącznie dwustanowym – binarnym charakterem (np. nie można być trochę w ciąży), natomiast inne – jak właśnie czytanie – są analogowym zbiorem niepowtarzalnych przypadków – uczący się zna n słów w języku obcym i nie zna ∞ – n pozostałych, jednak w każdym indywidualnym wypadku n przyjmuje ilościowo i jakościowo różne wartości. Problem polega na tym, że po przerobieniu nawet bardzo dobrego podręcznika, na ogół nie jesteśmy przygotowani do swobodnego czytania gazet czy powieści w języku obcym (innymi słowy, nasz współczynnik n jest jeszcze zbyt niski). Stajemy w sytuacji podobnej do tej rozważanej przez Karola w artykule Czy 1000 słów i 70% rozumienia to dużo? oraz Łukasza Jak czytać i nie zwariować, w której znamy podstawowe słownictwo (oraz ewentualnie garść bardziej specjalistycznych terminów, ale tylko z wybranych dziedzin wiedzy), ale to zdecydowanie za mało, by w sposób komfortowy mierzyć się z poważną lekturą.

Jak zmniejszyć odczucie szoku, frustracji oraz częstotliwość siermiężnych przekleństw wypływających z ust, co rusz potykającego się o nieznane słowa, Czytelnika w wyniku zderzenia ze ścianą – rzeczywistym tekstem w języku obcym? Z metodą Karola, która, w największym skrócie, opiera się na wykorzystaniu materiałów o charakterze informacyjnym – zgodnych z własnymi zainteresowaniami możecie zapoznać się czytając następujące teksty:

Jakie materiały warto czytać?

Angielskie gazety – linki

Niemieckie gazety, portale informacyjne oraz stacje radiowe

Praca własna z tekstem oraz audio, gdy brak podręcznika – część 1

Nauka języka bez podręcznika, czyli część 2 – czytanie

Kiedy i jak korzystać z Wikipedii przy nauce języka obcego?


Dwie drogi

Cechą redakcji portalu Woofla jest zamierzony brak prób odgórnej uniformizacji poglądów jej autorów. Każdy z nas ma swoje – nieobiektywnie lepsiejsze – spojrzenie na pewne kwestie. Dobra lektura powinna uczyć i bawić – z tym trudno się nie zgodzić. Karol jednak kładzie głównie nacisk na aspekt edukacyjny, ja natomiast na ten rozrywkowy.

Moja metoda

Mój sposób podejścia do ‚problemu’ wyrażonego w tytule tego artykułu:  „Jak czytać w języku, którego jeszcze dobrze nie znamy?" składa się z dwóch etapów:

  1. aktywnej nauki w oparciu o dobry podręcznik (moja definicja tego niemal wymarłego już gatunku zostanie podana w kolejnym artykule) z częściowo opracowanymi tekstami;
  2. aktywnego czytania wyjątków z literatury przy użyciu artefaktów translatorskich z jednoczesnym asekurowaniem się znaną wersją tekstu w języku, który znamy lepiej, od tego, którego się aktualnie uczymy.

Obydwa kroki wykorzystują technikę bazującą na opracowywanych w trakcie lektury analizowanego tekstu tłumaczeniach roboczych, opisaną w mojej heksalogii:

[MN6] Zaczynając naukę języka, wpierw określ sobie cel i ‚obszar’ działania*

[MN7] Jak, z głową, wybierać materiały do nauki tak, aby nie męczyć się … bez potrzeby?

[MN8] Patrz z własnej perspektywy; szyj metodę na miarę własnych potrzeb i możliwości

[MN9] Jak sporządzić tłumaczenie robocze będące namiastką myślenia w języku obcym?

[MN10] Dlaczego warto sporządzać tłumaczenia robocze obcojęzycznych tekstów?

[MN11] Jak uczyć się w oparciu o tłumaczenie robocze?


Wyjątki z literatury

Moim zdaniem celem czytania w języku obcym niekoniecznie musi być próba odpowiedzi na (niezadane?) pytana, której nie możemy znaleźć w materiałach angielskojęzycznych czy, tym bardziej, spisanych w języku polskim. Jeśli koniecznie musimy już oczekiwać od przerabianego tekstu walorów poza-edukacyjnych (mam na myśli edukację językową) to niech w pierwszej kolejności pełnią one funkcję rozrywkową – na czysto informatywną przyjdzie czas, jak już opanujemy język na bardziej satysfakcjonującym nas poziomie. Póki się jeszcze świadomie uczymy, to niech przynajmniej będzie wesoło. Mówię nie tylko o zabawnych historiach (ale też), lecz również o wartościowych tekstach zapewniających rozrywkę duchową.

Ale skoro słabo znamy język, to skąd zawczasu mamy wiedzieć, czy napotkany tekst spełni powyższe warunki?

Odpowiedź jest prostsza, niż się wydaje. Wartościowa dla mnie książka to taka, która odcisnęła  piętno na tyle głębokie, że co kilka lat sięgam po nią, by jeszcze mocniej wyrobić zasklepiającą się wraz z upływem czasu emocjonalną koleinę. Pozycje z mojej prywatnej listy charakteryzuje to, że były w stanie mnie rozśmieszyć, rozerwać, przykuć moją uwagę, dostarczyć inspiracji, wzbudzić prawdziwe emocje, wzmocnić poczucie tożsamości narodowej, spojrzeć na zagadnienie, o którym miałem, jak mi się wydawało, wyrobioną opinię z zupełnie innej strony, odnaleźć w sobie coś z bohatera wraz z którym przeżywałem kolejne przygody – zarówno te w jego głowie jak i w geograficzno-historycznej czasoprzestrzeni i tylko przy okazji, ale niekoniecznie, czegoś stricte merytorycznego nauczyć. Wszystkie te powieści i opowiadania łączy element wspólny – po raz pierwszy sięgnąłem po ich polskie wydanie, a lektura, w zamierzeniu, miała służyć czystej rozrywce, oderwaniu się od rzeczywistości.

O ile niektóre pozycje, z lingwistycznego punktu widzenia, nie są łatwe do wykorzystania („Ogniem i mieczem", „Pan Wołodyjowski", „Pan Tadeusz", mogą służyć właściwie jedynie nabyciu umiejętności pokrywania pisanych przez siebie tekstów w języku polskim warstewką patyny; o tyle z „Cienia Montezumy", „Znaczy kapitana", opowiadań Marka Hłaski czy Sławomira Mrożka trudniej zrobić użytek). Natomiast te powieści, których czytałem jedynie polskie tłumaczenie, dają dodatkowe możliwości.

Gdybym dziś zamierzał wrócić do nauki języka niemieckiego, sięgnąłbym po oryginalną wersję „Wyznań hochsztaplera Feliksa Krulla" / „Bekenntnisse des Hochstaplers Felix Krull" , a następnie po „Czas życia i czas śmierci" / „Zeit zu leben und Zeit zu sterben" Ericha Marii Remarque'a. Chcąc intensywne  zabrać się za angielski, powróciłbym do przerabiania „Paragrafu 22" / „Catch-22"  Josepha Hellera oraz „Martina Edena" / „Martin Eden" Jacka Londona. Po (hipotetycznym) przeoraniu podręcznika uzbrajającego w podstawową wiedzę z innych języków mógłbym spróbować sięgnąć po oryginalną – francuską wersję „Hrabiego Monte Christo" / „Le Comte de Monte-Cristo" Alexandre'a Dumasa, czeską „Przygód dobrego wojaka Szwejka" / „Osudy dobrého vojáka Švejka za světové války" Jaroslava Haska czy fińską Mikaela Karvajalki" / „Mikael Karvajalka" i Mikaela Hakima" / „Mikael Hakim" Miki Waltariego.


Metoda a’ la Champollion – zapowiedź cyklu

W kolejnych artykułach bardzo dokładnie pokażę, w jaki sposób samodzielnie uczyć się czytać w języku chińskim mając do dyspozycji / asekuracji wersje tekstu w językach bardziej znanych uczącemu się

Pierwsze studium przypadku obejmie drobiazgową analizę wykorzystującą zmodyfikowaną przeze mnie ([MN9][MN10], [MN11]) przedwojenną niemiecką metodę Toussaint-Langenscheidta (niem. „Die Methode Toussaint-Langenscheidt") jednego rozdziału chińskiego tłumaczenia (mandaryński; znaki uproszczone) angielskiej powieści J.D. Salingera pt.: „Buszujący w zbożu„The Catcher in the Rye", /《麦田里的守望者》.

Drugie natomiast zostanie oparte na tekście oryginalnej chińskiej powieści autorstwa 魯迅‚a (język chiński klasyczny / mandaryński; znaki tradycyjne) 《狂人日記》 / " A Madman's Diary„, a technika, którą się posłużę, będzie uproszczeniem metody Mertnera (niem.Methode Mertner Psychotechnischer Spracherwerb auf mechanischsuggestiver Grundlage").

Jednocześnie na przykładzie kilku papierowych oraz internetowych słowników omówię najważniejsze strukturalno-graficzne metody wyszukiwania tłumaczeń ideogramów oraz tworzonych przez nie złożeń, pokażę również w jaki sposób usprawnić sporządzanie swoich tłumaczeń przy użyciu darmowych internetowych narzędzi wspomagających parcjonowanie chińskich (i japońskich) tekstów.

Skąd przychodzimy?

Jednak nim to nastąpi, musimy wpierw założyć pierwszą bazę. Moim zdaniem czymś, co w pierwszej kolejności ułatwia naukę czytania, są dobre, opracowane teksty z komentarzami gramatycznymi, takie, które są w stanie rozśmieszyć i dostarczyć rozrywki, i tylko przy okazji, ale niekoniecznie, czegoś (pozajęzykowego) nauczyć. Nie są to zatem teksty o historii Big Bena, życiorys Britney Spears, opis jakiegoś chińskiego święta czy artykuł o efekcie cieplarnianym, których pełne są współczesne szkolno-kursowe podręczniki wydawane na kredowym papierze.

Zagadnieniom związanym z wyborem dobrego podręcznika poświęcę cały kolejny artykuł.


Dokąd zmierzamy?

Wystarczająca duża liczba przerobionych tekstów powinna pozwolić na sprawne – z jedynie sporadycznym ubezpieczaniem się słownikiem – atakowanie nagich literackich szczytów, których dysponujemy tylko oryginalną – obcojęzyczną wersją (o nieznanej nam uprzednio treści).

Zaczęliśmy żmudną wspinaczkę. Ściana była niemal idealnie gładka. Po jakimś czasie zrozumiałem, że jedyne zabezpieczenie, jakie mam ze sobą, to paczka prezerwatyw w kieszeni.

Robert Górski – Kabaret Moralnego Niepokoju – Wyprawa w góry


Zobacz również:

Czy 1000 słów i 70% rozumienia to dużo?

Jak czytać i nie zwariować

Jakie materiały warto czytać?

Angielskie gazety – linki

Niemieckie gazety, portale informacyjne oraz stacje radiowe

Praca własna z tekstem oraz audio, gdy brak podręcznika – część 1

Nauka języka bez podręcznika, czyli część 2 – czytanie

Kiedy i jak korzystać z Wikipedii przy nauce języka obcego?

Angielski z kryminałem + wyznania językowej monogamistki

Obca literatura dziecięca: dobre źródło nauki?

Hiszpański na marginesach


About Michał Nowacki

http://woofla.pl/michal-nowacki/

18 komentarze na temat “[MN30] Jak czytać w języku, którego jeszcze dobrze nie znamy? (wstęp)

  1. Zgadzam się, że dobra lektura powinna uczyć i bawić. Z tym, że ten kto się uczy, zawsze się przy tym bawi; ten kto się bawi, nie zawsze się przy tym uczy.

    W kwestii tego co czytać, doceniłem ostatnimi czasy wartość antologii. Wyobraźmy sobie 500-stronicowy zbiór 10-stronicowych opowiadań 50 różnych autorów. Autorzy i opowiadania mogą być wybrani według różnych kryteriów i np. reprezentować dany kraj, dany okres, albo dany gatunek (fantastyka, erotyka, co kto lubi…). Taki zbiór ma kilka zalet dla osób uczących się.

    (1) Po pierwsze pre-selekcja opowiadań umieszczonych w zbiorze wiąże się wyborem tych najciekawszych, najlepiej napisanych, czy najbardziej reprezentatywnych. Innymi słowy, czytamy raczej rzeczy wartościowe i nie błądzimy wśród śmieci. Ceny i pomocny w przyszłych poszukiwaniach jest też przegląd pisarzy reprezentujących np. dany kraj, który taka antologia udostępnia.

    (2) Ponieważ opowiadania są krótkie, typowo kilkustronicowe, zbiór 50 różnych 10-stronicowych opowiadań może być bardziej przyzjazny dla osób uczących się języka, niż jedna 500-stronicowa książka. Można np. przyjąć, ze czytamy jedno opowiadanie dziennie. Choć prawdę powiedziawszy efekt jest po części psychologiczny, bo ostatecznie do przeczytania jest tyle samo, co w książce podzielonej na rozdziały.

    (3) Każdy pisarz ma własny idiolekt, również własny styl. Do języka danego pisarza można przywyknąć, a biorąc książkę nieznanego mi wcześniej pisarza, odkrywałem nagle zadziwiajacą ilość nowych słów, lub słów, które rzadko widywałem. Antologia natomiast jest przekrojem przez język wielu różnych pisarzy zapewniając tym samym język jednocześnie bogaty i uśredniony – doskonały do nauki.

    Oczywiście, że opowiadana z dobrej antologii jednocześnie uczą i bawią… Przeczytałem wczoraj dwa opowiadania z jednej antologii, oba nieznanych mi uprzednio pisarzy kolumbijskich:

    – Enrique Serrano El día de la partida. Poważne opowiadanie opisujące śmierć Seneki, które zawarło kilka myśli filozoficznych (może nieszczególnie oryginalnych, ale zawsze dobrych do kontemplacji). Dodatkowo skłoniło mnie do przeczytania na hiszpańskiej Wikipedii o Senece i kliknięcia w dodatkowe linki; tym samym powtórzyłem i nauczyłe się nieco historii Rzymu. Okazuje się, że motyw śmierci Seneki jest często poruszany przez artystów; tym samym podleczyłem się trochę z mego kulturalnego prostactwa.

    – Andrés García Londoño La plegaria del jardinero. Komiczne opowiadanie fantastyczne o tematyce kryminalnej. Pierwsza klasa, polecam!

    Znalazłem w tych opowiadaniach kilka nowych słów do Anki i zwróciłem uwagę na pewne sforumułowania itd. Tym samym wczoraj (1) nauczyłem się trochę hiszpańskiego, (2) nauczyłem się czegoś o świecie i (3) wybawiałem się. Problem w moim sceptycyźnie, czy opowiadania wspomnianej klasy można odnaleźć w opracowanej formie w jakimś podręczniku… Wątpię. Niestety podręczniki, w formie w jakiej je znam, kojarzą mi się z tekstami śmieciowymi.

    1. „Zgadzam się, że dobra lektura powinna uczyć i bawić. Z tym, że ten kto się uczy, zawsze się przy tym bawi; ten kto się bawi, nie zawsze się przy tym uczy."

      Z mojego doświadczenia wynika coś zupełnie odwrotnego. Gdybym miał przeczytać jakąś bogatą językowo pozycję, która nie dostarczałaby mi choć odrobiny pozajęzykowej rozrywki, to szybko straciłbym motywację do jakiejkolwiek nauki. Moim zdaniem ten, kto się bawi, zawsze się przy tym uczy, a ten, kto się uczy, nie zawsze się przy tym bawi.

      1. Nie mam w tym słowach na myśli nauki języka, a książkę która skłania do refleksji, lub jest oknem na świat, odległe kraje itd. Dlatego też:

        Ten kto się uczy (czyli poznaje świat, filozofię itd.), zawsze się przy tym bawi; ten kto się bawi, nie zawsze się przy tym uczy (niestety bawić próbują nieraz rzeczy niezbyt mądre i głębokie).

        Książka winna uczyć więcej niż tylko języka. A jeśli bawić, to czymś rozumnym. Dlatego też namawiam do ambitnych zbiorów pre-selekcjonowanych opowiadań. Tak jak napisałem: Tym samym wczoraj (1) nauczyłem się trochę hiszpańskiego, (2) nauczyłem się czegoś o świecie i (3) wybawiałem się.

      2. Myślę, że najprostszą receptą jest więc czytanie tego, co rzeczywiście chciałoby się przeczytać, a nie tego, co podobno trzeba.

      3. Tylko skąd wiesz, co chcesz przeczytać? Zaczyna ktoś naukę obcego języka odległego kraju (typu Kolumbia) i skąd ma wiedzieć, jacy są tam pisarze i co w ogóle ciekawego tam jest? [Na domiar złego książki najbardziej rozreklamowane bywają akurat śmieciowe.] Dlatego dobra jest antologia, bo zapewnia przez to przekrój zarazem od razu selekcjonując przykłady najwartościowszych treści – patrz punkt (1).

        Recepta wygląda więc: nie wiesz, co czytać – przejrzy antologię, zbiór opowiadań wielu różnych pisarzy. Później w kolejnych źródłach zgłębisz twórczość tych, którzy Ci się najbardziej spodobali.

    1. Jeśli pytanie skierowane jest do mnie, to nie mogę polecić, gdyż nie znam ani rosyjskiego, ani ukraińskiego…

      Znalezienie antologii popularnych języków nie powinno być trudne. Książki po hiszpańsku (w tym antologie) wyszukuję na Ebay.pl oraz Amazon.es (zapytania typu: cuentos colombianos, antología, cuentos, cuentistas itd.) Następnie sprawdzam więcej na temat tak wyszukanych książek na Google.com, lub też w kolejności odwrotnej szukam w sprzedaży lub w pdf książek uprzednio wygooglowanych podobnymi technikami.

      1. Wybacz, kiedyś był tu tekst o nauce języka rosyjskiego i ukraińskiego i nie wiem czemu, byłem przekonany, że to Ty byłeś ich autorem! Dziekuję z odpowiedź 🙂

      2. Niestety w życiu nie czytałem żadnej antologii w języku ukraińskim i rosyjskim, skupiając się przede wszystkim na twórczości pojedynczych autorów, których sposób opisywania rzeczywistości do mnie najlepiej przemawiał. Rosyjskich twórców chyba nawet nie muszę przedstawiać, bo przeciętny wykształcony Polak wie kim był Bułhakow, Dostojewski, Sołżenicyn, zapewne też otarł się o Akunina czy „Dzieci Arbatu" Rybakowa.

        Nieco trudniej o kontakt ze stosunkowo młodą literaturą ukraińskojęzyczną, ale i tutaj znajdziesz paru autorów, którzy są w stanie przyciągnąć Twoją uwagę – do moich ulubionych należą Jurij Andruchowycz oraz Serhij Żadan. Jeśli mógłbym coś poradzić to wyjazd do Lwowa, udanie się do księgarni na Prospekcie Szewczenki i zapytanie o dobrą ukraińską literaturę. Ceny książek są tak niewielkie, że za równowartość 100 złotych kupisz około 10 pozycji, z których przynajmniej połowa okaże się naprawdę bardzo dobra. W tym przypadku szukanie na siłę antologii wydaje się nie mieć sensu.

        Pozdrawiam,
        Karol

      3. Karol,

        Zadam Ci to samo pytanie, co zadałem Łukaszowi. Skąd wiesz, co chcesz przeczytać? O tych „wybranych autorach, których sposób opisywania rzeczywistości do Ciebie najlepiej przemawia" (1) na jakimś etapie swojego życia musiałeś po raz pierwszy usłyszeć/przeczytać, oraz (2) na jakimś etapie swojego życia musiałeś ich książki po raz pierwszy przeczytać.

        Jeśli ktoś ma ochotę czytać, ale nie wie, co czytać po ukraińsku, Twoja rada „pojedź do Lwowa i tam zapytaj w księgarni" jest równie niepraktyczna i oczywista, co rada w stylu „chcesz się nauczyć ukraińskiego, przeprowadź się na Ukrainę". Ktoś się mnie zapyta o „dobrą literaturę kkolumbijską", a ja zobaczę radosną Jego minę na odpowiedź: „wiesz, najlepiej poleć do Bogoty i zapytaj w księgarni".

        Poza tym, skoro ktoś zadaje pytanie o pisarzy i książki, to przyjmuję, że nie orientuje się dobrze, jacy są pisarze i książki, lub które z nich przypuszczalnie by mu się spodobały. Stąd znów niepraktyczna jest odpowiedź w stylu „czytaj to co lubisz i chcesz przeczytać", bo przecież skoro pyta, to znaczy, że właśnie nie wie, czego chce… Mało tego – skoro pyta, brakuje tej osobie efektywnego pomysłu, jak się dowiedzieć, co jest ciekawego do przeczytania.

        Z wymienionych przez Ciebie ruskich pisarzy znam (nie czytałem) tylko Dostojewskiego. Zadaję sobie pytanie, gdzie i przy jakiej okazji ten „przeciętny wykształcony Polak" (nie twierdzę jednak, że nim jestem) miał niby słyszeć o wymienionych przez Ciebie pisarzach, skoro ich książki ani nie są lekturami szkolnymi, ani nie jest to polska literatura… Jeśli zapytasz przeciętnego wykształconego Polaka (takiego, który nie zna niemieckiego, lub francuskiego) o pisarzy niemieckich, albo francuskich, wątpię, by ten przeciętny wykształcony Polak podał choć jedno nazwisko. Łatwiej będzie z pisarzami brytyjskimi. A przecież kraj typu Rosja, Niemcy, Francja, czy Kolumbia, powinnien mieć kilkudziesięciu liczących się pisarzy, plus wielu pomniejszych… Polak słyszał o Sienkiewiczu, Mickiewiczu i Im podobnych, ale bardzo niewiele o pisarzach obcych.

      4. @YPP
        Czytam, więc wiem co chcę przeczytać. Mówiąc dokładniej – jeśli ktoś naprawdę interesuje się daną kulturą to jeszcze zanim będzie w stanie rzucić się na literaturę napisaną w oryginale dowie się czegoś o najbardziej znanych autorach. Żyjemy w dobie internetu, wystarczy wpisać сучасна українська література, żeby otrzymać szeroki artykuł o ukraińskojęzycznych twórcach. Nie mówię, że antologie nie są przydatne, przesadą jednak jest twierdzić, że są czymś koniecznym. Nigdy antologii nie czytałem (oprócz serbskich opowiadań z XIX wieku), a mimo tego nie mam problemów ze znalezieniem dobrych autorów w językach, w których czytam. Owszem, zdarzają się książki, które mnie specjalnie nie przekonują (Burger's Daughter Nadine Gordimer jest ostatnią rzeczą, po której spodziewałem się znacznie więcej), ale przeczytanie ich nie jest czymś czego potem szczególnie żałuję.

        Rada „pojedź do Lwowa" nie jest natomiast wcale taka zła, biorąc pod uwagę, że wyjazd tam jest 30-krotnie tańszy niż przelot do Bogoty 😉 Koszt jest tak niewielki, że nie bardzo sobie potrafię wyobrazić osobę rzeczywiście zainteresowaną Ukrainą, która takiego czegoś nie jest w stanie zrobić.

        Bułhakow napisał Mistrza i Małgorzatę, Sołżenicyn Archipelag Gułag oraz Oddział chorych na raka. To pierwsze jest lekturą szkolną (było przynajmniej 10 lat temu), autor drugich dostał literackiego Nobla w 1970 roku. Wydaje mi się, że jest to już pewien wyznacznik pozwalający stwierdzić, że „przeciętny wykształcony Polak" powinien je znać. Jeśli ktoś natomiast interesuje się rosyjską literaturą i nie słyszał o tych nazwiskach to ma bardzo osobliwą definicję zainteresowania.

        Reasumując: antologie są dobre. Jeszcze lepsza jednak jest umiejętność samodzielnego znajdowania interesujących nas informacji. Nie znam się na rosyjskich i ukraińskich antologiach, bo ich nigdy nie przeglądałem. Dlatego polecam to drugie.

  2. @Michale,

    zauważyłem, że artykuł niejako pisany jest w opozycji do tego, co prezentowałem w moich wpisach, podczas gdy tak naprawdę nasze podejścia niewiele się różnią.Napisałeś:

    Każdy z nas ma swoje – nieobiektywnie lepsiejsze – spojrzenie na pewne kwestie. Dobra lektura powinna uczyć i bawić – z tym trudno się nie zgodzić. Karol jednak kładzie głównie nacisk na aspekt edukacyjny, ja natomiast na ten rozrywkowy.

    Jeśli na jakikolwiek aspekt kładę nacisk to nie tyle na edukacyjny co na praktyczny. Czytam bowiem przede wszystkim to co mnie interesuje, z czym kontakt jest dla mnie również rozrywką, czego potrzebuję i czego nie mógłbym przeczytać w innym języku. Różnica pomiędzy nami polega jedynie na tym, że mi, od kiedy tylko pamiętam, przeważnie większą radość sprawiało czytanie bardzo dobrych książek historycznych czy felietonów na temat aktualnych zawirowań politycznych niż literatury pięknej. Byłem dzieckiem dość dziwnym, które naprawdę musiało wkładać sporo pracy w przejście przez niektóre lektury na języku polskim jednocześnie przerabiając w domowym zaciszu niemal wszystkie dostępne książki na temat historii politycznej Bizancjum. Moją ulubioną pozycją na półce nie są więc książki Akunina, Manna czy Jergovicia (mimo, że bardzo ich cenię), lecz obszerne dzieło Stevena Runcimana A History of the Crusades. Będąc natomiast w RPA kupiłem parę książek w afrikaans, z których najchętniej przeczytam nie powieści Ventera czy Brinka, lecz niesłychanie szczegółową historię Afrykanerów Die Afrikaners – `n Biografie autorstwa Hermanna Giliomee. I będę się przy czytaniu tego naprawdę dobrze bawił. Oczywistym jest chyba, że nie przechodziłbym przez tą pozycję, gdyby nie sprawiało mi to przyjemności.

    Czytajmy więc dużo, ale róbmy to z sensem – wybierajmy te pozycje, które naprawdę chcemy, po które sięgnelibyśmy w języku ojczystym. Nie ma bowiem nic gorszego niż przechodzenie przez coś co nas nie interesuje, tylko dlatego, że ktoś nam powiedział, że dzięki temu nauczymy się języka.

  3. Bez wyjścia poza podręczniki trudno nauczyć się języka obcego, zatem czytanie tekstów przygotowanych dla użytkowników danego języka jest koniecznością. Uczymy się jakiegoś języka z reguły z kilku powodów, dla jednych są to zainteresowania związane z danym krajem, kultura, przyroda, religia, sport, polityka itp. Zatem nieznając dobrze danego języka ja sięgam w procesie nauki po felietony, artykuły rangi „pudelka", czyli tekst napisane prostym i jasnym językiem. Zaglądam też na fora internetowe, gdzie język również pozwala na uproszczoną lekturę. Tu nie koniecznie temat tekstów po które sięgamy musi nas jakoś szczególnie interesować. Jest to po prostu konieczność, związana z gromadzeniem słownictwa. Następnym etapem są również internetowe teksty z magazynów, portali których tematyka jest w kręgu moich zainteresowań. Teksty elektroniczne mają przewagę nad drukowanymi, tym iż można łatwo sięgnąć choćby po google translatora w celu weryfikacji rozumienia przekazu.
    Etap kiedy sięgam po książki, trudno nazwać etapem kiedy słabo znam język. To proces szlifowania znajomości języka. Podobnie wtedy jak z publikacjami w języku polskim, niekiedy sięgam po teksty w celu poznawczym, a niekiedy jest to forma relaksu, tu poezja jest doskonałą formą sprawdzającą komprehencję tekstu.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Teraz masz możliwość komentowania za pomocą swojego profilu na Facebooku.
ZALOGUJ SIĘ