Myśl samodzielnie i nie patrz na innych, czyli krytyka poliglotów

najlepsza-radaSzalenie lubię dynamiczny aspekt pracy autora serwisu językowego, kiedy można rozwinąć wątek rozpoczęty już wcześniej przez swoich przedmówców (mam tu na myśli Michała oraz Piotra). Odejdę więc chwilowo od tematów polskich dialektów i Ukrainy na rzecz kwestii znacznie bardziej przyziemnej jaką są poligloci – z jednej strony stawiani za wzór do naśladowania ze względu na swoje niesamowite osiągnięcia (ich rzeczywista wartość jest tu kwestią drugorzędną – nie o tym zresztą tekst ma być), z drugiej natomiast prezentujący styl życia, jaki niekoniecznie jest najlepszym z możliwych dla zwyczajnego miłośnika języków obcych. Będzie o tym czy lepiej nauczyć się jednego języka perfekcyjnie czy trzydziestu na poziomie survivalowym. Wybiegnę też trochę w przeszłość, co może nieco przypomnieć bardzo stare artykuły z serii „Jak (nie) uczyć się języków obcych" (gdzie pisałem o angielskim, rosyjskim oraz niemieckim) i udokumentuje pewną ewolucję moich poglądów na temat poliglotów w trakcie ostatnich kilku lat. Przede wszystkim jednak tematem stanie się samodzielność i zdolność do podejmowania optymalnych decyzji, bo w nauce języka obcego prędzej czy później musi ona odegrać kluczową rolę.

 

POLIGLOCI I NAUKA JĘZYKA JAKO DYSCYPLINA SPORTU

Nie ma chyba słowa, które w całym lingwistycznym dyskursie irytowałoby mnie bardziej niż termin „poliglota". Wyraz, który według SJP oznacza zaledwie „człowieka władającego wieloma językami" i ma zabarwienie zasadniczo neutralne wraz z rozpowszechnieniem się internetu przeżył w pewnych kręgach swój renesans i stał się czymś w rodzaju nobilitującego tytułu, którym niektóre osoby lubią się od czasu do czasu pochwalić (co dla mnie brzmi osobiście bardzo pretensjonalnie, ale nie o tym ma być artykuł). W efekcie ci „poligloci" stają się dla wielu osób wzorem do naśladowania, co z jednej strony potrafi niektórym początkującym i mniej samodzielnym osobom doraźnie pomóc gdy brakuje motywacji (sam jestem zresztą najlepszym przykładem), z drugiej znacznie spłycają sam proces nauki języka do czegoś w rodzaju dyscypliny sportu. Nawet jeśli w nauce języka obcego znajdziemy punkty wspólne z profesjonalnym uprawianiem sportu (jak chociażby świetnie ujął to kiedyś peterlin w swoim artykule „Jak się uczyć?") to absolutnie nie jest ona dokładnie tym samym. Tu nie powinno być żadnych rankingów wskazujących kto jest gorszy, a kto lepszy, o kim można mówić, że umie język płynnie, a o kim nie. Jeśli ma w nauce języka obcego o cokolwiek chodzić to na pewno nie o nazwanie się poliglotą i nagranie filmów o tym, jak potrafimy opowiedzieć o naszej nauce języka w 10 językach przeznaczając na każdy po minucie. Kiedyś ktoś mądry powiedział, że ważniejsze od liczby języków, w których mówisz jest to by móc powiedzieć choćby w jednym z nich coś ciekawego. I to właśnie zdanie niestety najczęściej sobie przypominam, kiedy słyszę o jakimś kolejnym cudownym miłośniku języków, który zdecydował się zademonstrować swoje umiejętności światu. Nawiasem mówiąc przeciętny Kowalski byłby w stanie po uprzednim przygotowaniu takie filmy nagrać bez większych problemów i bez znajomości języka obcego – pytanie tylko po co.

 

POTRZEBA JEST MATKĄ (NIE TYLKO) WYNALAZKÓW

Jedną z najgorszych rzeczy, jakie może robić osoba ucząca się języka obcego to porównywanie się z innymi. Osobiście zdarzało mi się to bardzo często i doskonale rozumiem osoby, którym czasem ciężko jest się przed tym powstrzymać. Na dłuższą metę prowadzi takie zachowanie jednak wyłącznie do frustracji wynikającej chyba bardziej z naszych, często niemożliwych do spełnienia, marzeń niż rzeczywistych potrzeb. Warto zapamiętać, że tak naprawdę dany język umiemy zawsze na tyle na ile go rzeczywiście potrzebujemy. Dla osób o bardziej ścisłym umyśle:

L = a * N, gdzie a >= 1

gdzie „L" to poziom języka, „N" to rzeczywista potrzeba jego znajomości, zaś „a" to współczynnik zależny od umiejętności osoby uczącej się oraz stosowanych metod. Wiadomo, że mnożąc nawet największą liczbę przez 0 otrzymamy 0. Podobnie jest z językami – nawet stosując najlepszą metodę nauki, a nie widząc zastosowania dla języka w praktyce nie nauczymy się go nigdy.

TO STYL ŻYCIA A NIE METODA CZYNI NAJWIĘKSZĄ RÓŻNICĘ

Jeśli ktoś mi mówi, że nie zna hiszpańskiego, ale pół życia się go uczy to mogę mu tylko chłodno odpowiedzieć, że widocznie nie ma sensu sobie tym więcej zawracać głowy. Zaręczam jednak, że ta sama osoba nauczyłaby się komunikatywnie języka w ciągu paru miesięcy, gdyby tylko została zmuszona do posługiwania się nim w życiu codziennym lub w pracy (i tutaj uwaga – poziom byłby również dostosowany w ogromnym stopniu do wymogów życia czy pracy). Do czego zmierzam? Otóż poligloci uchodzą często za jakiś niedościgniony wzór, ludzie są ciekawi ich metod nauki i starają się ich naśladować zwracając bardzo niewielką uwagę na ogólny styl życia, jaki ci uprawiają. Bo styl życia generujący potrzebę używania więcej niż 6 języków na co dzień, a co za tym idzie umożliwiający rzeczywiste opanowanie ogromnej ich liczby na wysokim poziomie jest czymś nie do przyjęcia dla znacznej większości populacji i dla wielu osób wiązałby się z porzuceniem marzeń o miłości czy rodzinie, które tak naprawdę są zdecydowanie ważniejsze niż to czy do naszej prywatnej lingwistycznej kolekcji dorzucimy duński i ormiański, jakkolwiek kusząco by to nie brzmiało.

 

Kiedyś bardzo lubiłem oglądać wystąpienia poliglotów, łudząc się po troszę, że doznam jakiegoś oświecenia. Tak naprawdę wątpię, czy bez nich kiedykolwiek podjąłbym decyzję o tym by rozpocząć „Świat Języków Obcych" (nie mówiąc już o „Woofli", która jest w moim odczuciu czymś zdecydowanie lepszym), będący formą, moim zdaniem dość umiarkowanego, ale jednak językowego ekshibicjonizmu. Ale na tym wpływ owych poliglotów na mój stosunek do języków się w zasadzie skończył. Tak naprawdę zasadniczy trzon mojej nauki oparty na tłumaczeniach, czytaniu książek oraz gazet i kontakcie z żywym językiem pozostał niemal nietknięty. Wyjątkiem jest program Anki, o którym dowiedziałem się stosunkowo niedawno tj. 4 lata temu, ale i jego użycie mocno zmodyfikowałem zakładając obok talii osobne zeszyty będące integralną częścią moich powtórek. W nauce języka bowiem o to chodzi, żeby w pewnym momencie przejąć nad nią stery i samemu odkryć optymalną metodę, która nam najbardziej pomaga. I to w oparciu o nią i o nasze potrzeby należy się rozwijać.

Co do samego czytania i oglądania filmów dotyczących nauki języka obcego przypomniała mi się pewna historia z życia wzięta – jako licealista miałem przyjemność bycia członkiem zespołu rockowego. Wśród masy osób związanych z muzyką, jakich wtedy poznałem było dwóch gitarzystów, którzy drastycznie się między sobą różnili. Jeden oglądał dużo koncertów, słuchał muzyki, podniecał się filmami instruktażowymi, próbował opanowywać jakieś skale, miał też lepszy sprzęt. Drugi po prostu grał od rana do wieczora, czasem coś obcego, czasem coś improwizując stale podnosząc sobie poprzeczkę. Nie muszę chyba mówić, który z nich był lepszy i jak się to przekłada na naukę języków.

 

LEPIEJ WIĘCEJ I GORZEJ CZY MNIEJ I LEPIEJ?

Ach! Zapomniałbym. Wszak obiecałem jeszcze odpowiedzieć na pytanie czy lepiej nauczyć się jednego języka perfekcyjnie czy trzydziestu na poziomie survivalowym. Odpowiedź jest banalna – to zależy od potrzeb osoby, która języka się uczy. Jeśli ktoś chce zostać naturalizowanym Francuzem więcej pożytku przyjdzie mu z porządnej nauki francuskiego. Gdy jednak ktoś chciałby jeździć po świecie i w każdym kraju dogadywać się w lokalnym języku to zwykłym jest, iż zamiast jakości skupi się na ilości. Podobnie osoby, które więcej czytają niż mówią znacznie bardziej skupiają się na formie pisemnej. Osoby rozgadane przeważnie chcą się przede wszystkim nauczyć mówić i mówią fantastycznie, ale nierzadko mają problem z poprawnym przelaniem swoich myśli na papier. Nie uważam, by którekolwiek z tych podejść było lepsze lub gorsze. Każdy z nas jest przecież różny i ma różne potrzeby. I każdy z nas uczy się języka dla siebie, a nie po to by porównywać się z innymi.

Podobne artykuły:

Ilu języków tak naprawdę potrzebujesz?

Czy to wstyd nie znać języka obcego?

Ilu języków warto się uczyć jednocześnie?

Najlepsza rada dotycząca nauki języków

Jak, z głową, wybierać materiały do nauki tak, aby nie męczyć się … bez potrzeby?

21 komentarze na temat “Myśl samodzielnie i nie patrz na innych, czyli krytyka poliglotów

  1. Świetny tekst, Karol! Też uważam, że nauka języków to sprawa bardzo indywidualna i każdy powinien sam ocenić swoje potrzeby i motywacje, nie oglądając się na innych. Sam się zresztą czasem łapię na takim porównywaniu („znam tylko trzy języki i to wcale nie na jakimś świetnym poziomie, gdzie mi do tych super-hiper-poliglotów"). A to przecież zupełnie bez sensu! Mam w końcu inny styl życia, inne wartości niż każdy z nich. To, co jest dobre dla nich, nie musi być dobre dla mnie. I vice versa. Trochę czasu mi zajęło, zanim to zrozumiałem, ale teraz jest dużo łatwiej, nie muszę się już tak spinać 🙂

    1. Dzięki, Janusz. Mi się wydaje, że prawie każdy, kto natknął się w sieci na wspomnianych przeze mnie poliglotów podobnie do Ciebie zaczął powątpiewać w swoje umiejętności i widzieć w ich poradach rozwiązanie swoich problemów. Nic w tym zresztą dziwnego – ludzie bardzo często szukają drogi na skróty, nawet jeśli przeważnie zdrowy rozsądek podpowiada im, że takowa nie istnieje. Tymczasem w ogromnej mierze to my jesteśmy kowalami własnego losu i tego należy się trzymać.

      Pozdrawiam,
      Karol

  2. Jesli taki „poliglota" „zna" nawet 100 jezykow i traktuje to jako swoista kolekcje to wszystko jest OK.
    Jezeli jednak popisuje sie w internecie, a zapewne zdaje sobie sprawe z poziomu swoich umiejetnosci i mimo to uzywa okreslenia, ze niby te jezyki „zna"- to juz jest zwykle oszustwo!
    Na potrzeby takich „poliglotow" powinno sie uzywac jakiegos innego slowa, mozna by wymyslic specjalna skale, testy, konkursy,zawody; niech sobie walcza, konkuruja, ale niech zostawia w spokoju wyrazenie „znac jezyk"! Tylko o to ich prosze!

  3. Jest poliglota, którego od lat niezmiennie podziwiam. To Ireneusz Kania, tłumaczący książki z kilkunastu języków, także dość egzotycznych. I to pozycje bardzo wysmakowane językowo,często filozoficzne, religijne. Niektóre z przekładów znam w originale, tym bardziej doceniam kunszt Kani, bardzo skromnego człowieka.

    1. Karolino, z Ireneuszem Kanią sprawa jest inna. Są 4 sprawności językowe: mówienie, pisanie, słuchanie i czytanie. Kania zna ok. 18-20 języków – ale uwaga. Tylko pod kątem czytania. Kania czyta płynnie po hebrajsku, chińsku, łacinie, palijsku, ale on w tych językach nie mówi. Więc można się nauczyc dobrze kilkunastu języków, jeżeli rozwija się tylko JEDNĄ sprawność językową. Tylko czytanie.

      Domyślam się, że w paru językach rozwinął wszystkie sprawności językowe. Ale w ogromnej większości – nie. Ponieważ on jest tłumaczem literatury, a nie tłumaczem symultanicznym, etc. Czyta książki i je rozumie, ale już widzę, jak prowadzi wykłady po hebrajsku.

      Pozdrawiam.

  4. Co do definicji poligloty pomyślałem po opublikowaniu mojego wpisu! Zapytałem samego siebie, kim ten poliglota niby jest!

    Co do filmików? Nie muszą one być idealne, a osoby je nagrywające nie muszą mówić świetnie w tych językach, ale jeżeli widzę, że chociażby jedna osoba jak Nika (która napisała komentarz pod moim wpisem) została przez nie zmotywowana uważam to za dobry pomysł!

    Pozdrawiam!!!

    1. Nie chciałbym pisać aż tak negatywnie, ale:

      (1) Jak można inspirować ludzi głosząc kłamstwa?

      (2) Nauka języka nie jest wartością sama w sobie. Nie widzę sensu uczyć się języka ze względu na wrażenie, jakie wywarł jakiś człowiek z internetu nazywający się poliglotą. Widziałem pokazy kaskaderów, to muszę zaraz zostać kaskaderem? Sensowną motywację do nauki języka można znaleźć tylko w sobie samym. Może być nią np. chęć zbliżenia się do jakiejś kultury, albo zwyczajna konieczność życiowa, ale nie człowiek z internetu chwalący się ile zna języków i, że ja niby muszę być fajny jak on!

      Kilkukrotnie pytano mnie dlaczego skłonny jestem raczej ludzi zniechęcać do nauki hiszpańskiego, niż namawiać. Otóż dlatego gdyż chciałbym być wobec ludzi uczciwy! Poświęcenie jest niewyobrażalne, a płynące korzyści bardzo względne. Uczyć się to bardzo osobista decyzja i głupotą się wykaże człowiek, który zacznie się uczyć tylko dlatego, bo taki ja wywarłem na nim wrażenie.

      1. 1. Trochę wykraczając poza temat – Najsilniej motywujące ludzi ideologie – od palety nacjonalizmów po religie – opierają się jeśli nie na planowym kłamstwie, to przynajmniej na pomijaniu tej części faktów, która nie przystaje do forsowanej wizji narodu czy innej wspólnoty. Trudno by było inaczej. Całkowita szczerość jest drobiazgowa, pełna ważenia „za i przeciw", uwzględniania wyjątków, okoliczności, czynników losowych.

        2. Każdy tworzy sobie mentalny model świata i siebie, jego poglądy, ambicje i marzenia mieszczą się w granicach tego modelu.

        2a. Jeśli uważam, że a) trzeba mieć słuch muzyczny żeby nauczyć się grać na jakimkolwiek instrumencie i b) ja nie mam słuchu, to szansa że c) zabiorę się za naukę gry na trąbce jest nikła. Chyba że trafię na kogoś, kto też uważał, że a) i b), ale z ciekawości, przymusu lub przypadku spróbował – i się udało, co z kolei skłoni mnie do rewizji założeń.

        2b. Nie mogę chcieć czegoś, o czego istnieniu nie wiem. Przypadkowo obejrzany nagłówek, strzęp zdania zasłyszany w radiu, czy – czemu nie? – filmik prof. Arguellesa może mi uświadomić istnienie klasycznej literatury tamilskiej, której badaniu następnie poświęcę życie.

        2c. Różni ludzie nie kojarzą tych samych faktów jednakowo, zapoznanie się ze skojarzeniami innych może poszerzać horyzonty. Po usłyszeniu, że internetowy poliglota szuka partnerów do rozmów w etnicznych restauracjach, kojarzę, że przecież w Warszawie jest barek nigeryjski i można sprawdzić, jakimi językami włada jego obsługa i klientela. Niby wiedziałem, że barek istnieje, ale samodzielnie nie dodałem dwóch do dwóch.

        Oczywiście co do najważniejszego się zgadzam – motywacja jest wewnętrzna, własna, albo nie ma jej wcale. Każdy jest odpowiedzialny za swoje wybory, przerzucanie tej odpowiedzialności na innych (‚powiedz mi, co powinienem robić’) jest niedojrzałe i rzadko kończy się dobrze (co nie znaczy, że nie powinno się korzystać z rad, ale rada to nie recepta).

      2. @peterlin, uwielbiam takie miłe w trawieniu komentarze, by się dłuższą chwilę zatrzymać :-).

      3. @Yana Para Puyu
        Piotrze, mi już się przynajmniej parę razy zdążyło oberwać, że moimi artykułami ostatnio bardziej zniechęcam ludzi do nauki języków niż ich tym jestem w stanie zainteresować. Rzecz w tym, że w pełni podzielam Twój pogląd i uważam, iż w ogromnej liczbie przypadków lepiej byłoby gdyby dana osoba spędziła czas zdobywając jakąś umiejętność praktyczną niż spełniała swoje rzekome marzenie, jakim jest opanowanie języka hiszpańskiego (język wybrałem, jak się zapewne domyślasz, nieprzypadkowo).

        Na temat względności korzyści można napisać zupełnie oddzielny artykuł – ogólniee jestem jednak zdania, że jeśli ktoś wykazuje odpowiednie zainteresowanie tematem i potrafi myśleć niekonwencjonalnie to wyciągnie korzyści z nauki niemal każdego języka bez względu na poziom jego znajomości. Przykład: mój mówiony ukraiński mimo dokonywanych przez laty prób jego polepszenia brzmi fatalnie. Fakt jednak, iż mogę w tym języku czytać literaturę w oryginale oraz napisać od czasu do czasu względnie poprawnego maila sprawia mimo wszystko ogromną radość. Problem w tym, że ludzie często podejmują naukę języka nie wiedząc do czego chcą go używać i często siedzą w podręczniku dla osób początkujących bojąc się wyjść z językiem w świat (no bo to trudne, bo się wstydzą – wymówek jest zawsze mnóstwo), podczas gdy tak naprawdę dopiero w zderzeniu ze światem rzeczywistym możemy jakiekolwiek korzyści odczuć – powyższa zasada dotyczy chyba wszystkich z wyjątkiem osób, które rzeczywiście interesują się językoznawstwem, dla których samo porównanie struktur gramatycznych i leksyki dwóch nieznanych języków jest frajdą. Zgodzisz się chyba jednak, iż stanowią one znikomy procent ogółu społeczeństwa.

      4. @Karol

        Chyba się ze sobą zgadzamy :-).

        Widzisz, jak mógłbym bardzo długo argumentować dlaczego nauka języka obcego jest wspaniała, jakie cudowne korzyści ze sobą niesie (od najbardziej przyziemnych kwestii zawodowych, po rozszerzenia horyzontów myślowych itd.) i jak to warto języków się uczyć. Tylko, że pisząc coś takiego czułbym pewien wewnętrzy niepokój, z jakiegoś powodu czułbym się podle. Wszystko ma swoją drugą stronę. Chęć nauki języka jest wg mnie wyborem osobistym, a nauka jest wkomponowuje się przecież w całość życia osoby; życie każdej osoby jest niepowtarzalne. Nauka może odzwierciedlać styl życia hobbisty (hobby nie jest złe), odzwierciedlać fascynację jakimś krajem (to również potrafi być wartościowe), lub zwykłą konieczność typu praca za granicą. Jak mi ktoś mówi, że chce się uczyć języka obcego, to choćby to był najbardziej szalony język świata, którym mówi 500 ludzi w „jakiejś dżungli" nie powiem mu, żeby tego nie robił. Natomiast uporczywie namawiać, „bo ja się uczę hiszpańskiego, mówię Ci jaki fajny język, też się koniecznie naucz, jest dużo materiałów, a Latynosi to tacy fajni ludzie" nie zamierzam.

        Nie zabraniam ludziom marzyć, tylko namawiam, by każdy marzył swoje własne marzenia. Czyli tak jak napisałeś, „myśl samodzielnie i nie patrz na innych".

      5. @Karol
        mam wrażenie, że przynajmniej jedną nogą jestem wśród zdefiniowanych przez Ciebie ‚wyjątków’. Trudno wyjaśnić praktyczny aspekt tego działania, ale po prostu uwielbiam teorię gramatyki, komparatystykę (<- fajne słowo ;)) i ogólnie 'zabawy słowne', choć ostatnio trochę mi przeszło. Doszukiwanie się na siłę reguł, niemalże matematycznych, w każdym zdaniu zaczęło mnie nudzić, żywego języka niestety nie da się zamknąć w ciasnej przestrzeni regułek.

    2. Teoretycznie wiecej osob powinno byc zdemotywowanych po takich filmikach, bo raczej wiecej jest w dzisiejszych czasach ludzi, ktorzy jezyka ucza sie latami i go nie znaja, niz takich, ktorzy wcale sie go nie uczyli, lub nie chcieli nauczyc. Ci drudzy rzeczywiscie moga sie popisami poliglotow zmotywowac, wierzac ze nauka jezyka to takie latwe i przyjemne zajecie. Ale jesli ktos sie uczy wiele lat dosc intensywnie i nie jest w stanie zrozumiec co mowia w filmach w „jego" jezyku to po spotkaniu z poliglotami na youtubie moze stwierdzic, ze jest kompletnym imbecylem i sie do jezykow nie nadaje, bo ludzie opanowuja je w ciagu kilku miesiecy. Mysle, ze taki wniosek powinien byc zdecydowanie czestszy.

      1. Do mnie? Nie mówię o motywowaniu/demotywowaniu, a o doinformowaniu, podpatrzeniu jakiejś techniki, nowych skojarzeniach, czy weryfikacji fałszywych założeń (‚nauka języka obcego w wieku dorosłym jest niemożliwa’; ‚dzieci uczą się szybciej niż dorośli’ itd.).

        Jeśli ktoś sam nie wie czego chce i podejmuje jakieś postanowienia (albo z nich rezygnuje) po obejrzeniu filmiku czy usłyszeniu krytycznej uwagi od sąsiadki, to pozostaje tylko wzruszyć ramionami.

        Jeśli ktoś uczy się latami i się nie nauczył, to znaczy, że marnuje czas na działania pozorowane, a to czego się uczy, nie jest mu naprawdę potrzebne.

      2. To akurat nie do Ciebie, adresatem mial byc Piotr Sitarski z 22.12 o 7.19, ale jakos mi przeskoczylo, z odpowiedzia sie zgadzam:-)

      3. „Ale jesli ktos sie uczy wiele lat dosc intensywnie i nie jest w stanie zrozumiec co mowia w filmach w „jego” jezyku…"

        Jak to? Czy to jest w ogóle możliwe, żeby człowiek zdrowy psychicznie, w pelni sprawny na umyśle NAPRAWDĘ uczył się latami i… nic nie umiał?

        Wydaje mi się to bardzo wątpliwe. Jeśli uczy się dobrymi metodami to nie wyobrażam sobie takiej sytuacji. No chyba że ktoś latami nie robi nic poza przerabianiem podręczników, a nie tyka żywego języka. Ale wtedy nie ma mowy o rzetelnej nauce tylko o zabawie w naukę.

        Więc wychodzi na to, że taka sytuacja jest po prostu niemożliwa.

  5. Świetny, mądry tekst, mogę się jedynie ze wszystkim zgodzić.

    Karol, kiedy piszesz o poliglotach, od razu przypomina mi się to nagranie, zresztą gdzieś u Ciebie wyłapane:
    https://www.youtube.com/watch?v=6fUSuXHX5Kc

    Osoby niecierpliwe wystarczy, że zajrzą na 6:46 i na 10:30.

    Ja nawet wierzę, że ten człowiek kiedyś mógł się tych języków, na jakimś prostym poziomie, wyuczyć. Problem w tym, że nie da się znać tylu języków obcych, bez ich ciągłego używania. Język nieużywany zanika. Efekt jest taki, jak widać.

    Dla mnie ten filmik to najlepsza przestroga dla wszystkich, którzy chcieliby zostać poliglotami dla samego bycia poliglotą.

  6. Super wpis! Zgadzam się w 100% ze wszystkim co napisałeś. Poza tym uważam, że nic na siłę nie powinno się robić, żeby udowodnić komuś lub sobie, a niestety znam ludzi którzy tak właśnie robią.

  7. hej,

    bardzo fajny blog, mnóstwa ciekawych rzeczy można się z niego dowiedzieć, zupełnie inny niż wszyskie, które pisane są ‚na jedno kopyto’ i czasami wydaje mi się że autorzy kopiują od siebie pomysły i treści.

    Odnosząc się do artykułu i części komentarzy to chciałbym zapytać dlaczego powinno się zniechęcać innych do nauki języków obcych?
    Rozumiem sytuację, gdy osobie, która nie posługuje się swobodnie językiem angielskim odradzimy naukę języka dużo bardziej złożonego i mniej użytecznego w naszej części świata np. chińskiego, ale jeżeli ktoś zna na przyzwoitym poziomie angielski i niemiecki, dlaczego odradzać mu naukę hiszpańskiego? Bo nigdy nie osiągnie poziomu rodzimego użytkownika? To tak jakby powiedzieć komuś by nie biegał, bo nigdy nie przebiegnie maratonu tak szybko jak Etiopczycy czy Kenijczycy, albo 100 metrów jak Jamajczycy? Patrząc na to z takiej perspektywy to nie ma sensu robić niczego, gdyż ludzie są omylni i zawsze popełniają błędy.
    Mnie osobiście niektóre próbki możliwości poliglotów inspirują, tym bardziej, że w zdecydowanej większości są to ludzie, którzy mają coś do powiedzenia w językach których używają. Ich pasja językowa idzie w parze z pasją podróżowania i poznawania nowych ludzi i kultur. Większość z nich nie mieszka w swojej ojczyźnie i na co dzień używa kilku języków. O ile po polsku Richard czy Luca nie brzmią jak nasi rodacy, to np. hiszpański Richarda jest nieprawdopodobnie dobry i dla mojej narzeczonej, która jest Boliwijką, brzmiał jak rodowity użytkownik, nie mogła uwierzyć że jest Brytyjczykiem i nie ma rodziców czy krewnych hiszpańskojęzycznych. A filmik z Islandii, w którym przeprowadzał rozmowę w angielskim języku migowym z głuchoniemym uczącym się islandzkiego, pokazuje że jeżeli ludzie chcą to naprawdę mogą przezwyciężyć wiele barier i trudności życiowych.
    To, że jakieś osoby znają więcej języków obcych niż my i się nimi lepiej posługują nie znaczy, że od razu są oszustami i godnymi pożałowania klaunami. Absolutnie nie chcę napisać że języka obcego można nauczyć się w 3 miesiące, bo nie można (no może nie dotyczy to geniuszów czy sawantów). Ale nawet znając go nieperfekcyjnie, można nawiązać w nim ciekawe znajomości, jak i używać go w codziennej pracy i mieć z tego mega frajdę. Ja z pewnością zachęcam innych do nauki!

    1. „…Absolutnie nie chcę napisać że języka obcego można nauczyć się w 3 miesiące […] Ale nawet znając go nieperfekcyjnie, można nawiązać w nim ciekawe znajomości, jak i używać go w codziennej pracy i mieć z tego mega frajdę…"
      Czy Pan/Pani chciał/a powiedzieć, że w 3 miesiące można nauczyć się języka nieperfekcyjnie, ale na poziomie pozwalającym „nawiązać w nim ciekawe znajomości, jak i używać go w codziennej pracy i mieć z tego mega frajdę"?

      1. Nie, chcę powiedzieć, że nawet biegnąc maraton dwa razy wolniej niż Kenijczycy można mieć z tego frajdę i jest dobre dla zdrowia, tak samo ucząc się gry na pianinie nie trzeba sobie stawiać od razu za cel zwycięstwa w konkursie chopinowskim, tak samo ucząc się języków nie trzeba demotywować siebie faktem, że lata (a prawdopodobnie nigdy) zajmie nam dochodzenie do poziomu rodzimych użytkowników.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Teraz masz możliwość komentowania za pomocą swojego profilu na Facebooku.
ZALOGUJ SIĘ