język macedoński

O dwóch legendarnych słowiańskich literach

jeryPrzed czterema laty zdarzyło mi się opublikować, jeszcze na łamach “Świata Języków Obcych”, krótką listę znaków używanych w cyrylicy poszczególnych języków słowiańskich, której celem było ukazanie różnorodności używanych alfabetów. Traf chciał, że artykuł ten został niedawno odgrzany przez jednego z naszych czytelników, który opierając się na swojej znajomości rosyjskiego (zdecydowanie najbardziej popularnego języka słowiańskiego) zarzucił mi m.in. błędne nazewnictwo liter ъ oraz ь, do których bardziej według niego pasowałyby nazwy „znak twardy/miękki" niż „jer twardy/miękki". Wywiązała się z tego ciekawa dyskusja, która natchnęła mnie do opisania wyżej wspomnianych liter trochę szerzej, zwłaszcza iż wywarły one (w zasadzie nie tyle ich obecność, co stopniowy zanik) niemały wpływ na to, jak wyglądają obecnie wszystkie języki słowiańskie, z polskim włącznie. Artykuł może się okazać pomocny szczególnie dla osób, które przygodę z językami słowiańskimi dopiero rozpoczynają – opowiada bowiem o jednej z podstawowych zasad słowotwórczych pozwalających na znacznie swobodniejsze poruszanie się w języku, którego dopiero zaczynamy się uczyć.

180px-Cyril-methodius-smallPoczątki słowiańskiego piśmiennictwa wiążą się z działalnością braci Cyryla i Metodego, których przekłady ksiąg biblijnych na dialekt sołuński w drugiej połowie IX wieku stały się podstawą tworu znanego dziś pod nazwą języka staro-cerkiewno-słowiańskiego (nazywany w dalszej części artykułu SCS). Wbrew powszechnej opinii SCS wcale nie był monolitem, z którego wywodzą się nowożytne języki słowiańskie i nie sposób porównywać go z łaciną – jego średniowieczne redakcje potwierdzają tezę o tym, iż już w dobie chrztu Polski zarysowywały się istotne różnice pomiędzy mowami mieszkańców tak odległych od siebie regionów jak Ruś oraz dzisiejsza Macedonia. Niemniej jednak służy on nam jako punkt wyjścia przy jakichkolwiek dywagacjach na temat hipotetycznego języka prasłowiańskiego oraz ewolucji jego regionalnych odmian.

Jery w języku staro-cerkiewno-słowiańskim

Jedną z rzucających się w oczy cech SCS-u jest wszechobecność w nim samogłosek zredukowanych zwanych jerami (każda litera w alfabecie głagolickim oraz cyrylickim posiadała niegdyś nazwę własną). Jery były dwa:
a) jer twardy lub tylny (scs. jerъ) zwany niekiedy również jorem, oznaczany jako ъ, który symbolizował krótką samogłoską tylną bliską w wymowie do samogłoski /u/
b) jer miękki lub przedni (scs. jerь), oznaczany jako ь, symbolizujący krótką samogłoskę przednią bliską w wymowie do samogłoski /i/.
Ich częste występowanie było uwarunkowane przede wszystkim zasadą otwartej sylaby, która miała zastosowanie w prasłowiańszczyźnie. Oznaczała ona, że każda sylaba musiała się kończyć na samogłoskę bądź spółgłoskę zgłoskotwórczą (tj. taką, która tworzy sylabę – przykłady można znaleźć chociażby w języku czeskim – vlk, vlna, osm, strč prst krz krk- oraz serbsko-chorwackim – na vr-hu br-da vr-ba mr-da). Dlatego możemy spotkać w SCS takie słowa jak pьsъ (pies), dьnь (dzień), sъnъ (sen), które w odróżnieniu od ich nowoczesnych odpowiedników kończą się jerami. Jak widać z powyższych przykładów, jery uległy wokalizacji (tj. zmieniły się w samogłoskę) lub zanikły całkowicie. Następstwa ewolucyjnych zmian jerów można zaobserwować w każdym ze współczesnych języków słowiańskich i w znacznej większości przypadków charakteryzują się one regularnością pozwalającą niekiedy prawidłowo odgadnąć brzmienie danego słowa w innym języku.

Zanik oraz wokalizacja jerów we współczesnych językach słowiańskich
Przede wszystkim musimy sobie zdać sprawę z tego, iż jer mógł stać w pozycji mocnej lub słabej. Jery słabe znajdowały się zawsze w wygłosie (tj. na końcu wyrazu) oraz w sylabach poprzedzających jer mocny bądź inną samogłoskę. Z biegiem lat jery słabe uległy zanikowi, jery mocne natomiast się zwokalizowały. Żeby lepiej zilustrować powyższe zjawisko, posłużę się przykładem ewolucji czeskiego słowa švec (pl. szewc) – jery w pozycji mocnej są pogrubione, jery słabe są zapisane kursywą.
SCS: šьvьcь → CZ: švec
SCS: šьvьcьmь → CZ: ševcem
Zanik jerów słabych był zjawiskiem powszechnym, które dokonało się pomiędzy X a XIII wiekiem – jedyną pozostałością po nich jest przeważnie zmiękczenie ostatniej spółgłoski w przypadku gdy na końcu wyrazu znajdował się jer miękki (przykład konь koń). Wokalizacja jerów mocnych, w zależności od języka, wyglądała bardzo różnie.

Dla języków wschodniosłowiańskich (rosyjski, ukraiński, białoruski) było to przejście “ъ → о”, “ь → е/je”:
SCS: dьnь, sъnъ → RUS: день, сон (djeń, son) / UKR: день, сон (deń, son) / BEL: дзень, сон (dzjeń, son).
Dla języków zachodniosłowiańskich w zdecydowanej większości przypadków (w polskim i czeskim zawsze, słowacki oraz języki łużyckie dopuszczają wyjątki w przypadku jeru twardego) nastąpiło ujednolicenie jerów i przemiana “ь, ъ → е”:
SCS: dьnь, sъnъ → POL: dzień, sen / CZE/SVK: deň, sen
W serbsko-chorwackim nastąpiła przemiana “ь, ъ → a”:
SCS: dьnь, sъnъ → SER/CRO: dan, san.
W bułgarskim sytuacja z wokalizacją się nieco skomplikowała. O ile jer miękki przechodzi w „e" (“ь → е”), o tyle jer twardy przechodzi w półprzymkniętą głoskę tylną oznaczaną w IPA jako /ɤ/, która po dziś dzień jest zapisywana po bułgarsku jako “ъ”.
SCS: dьnь, sъnъ → BUL: ден, сън (den, sъn).

Graficzne przedstawienie jerów we współczesnych językach słowiańskich
Co się stało natomiast z samymi literami? Jery, mając mocną pozycję w języku cerkiewno-słowiańskim używanym w prawosławnej liturgii, zostały automatycznie przeniesione do opartych na cyrylicy alfabetów słowiańskich i na przestrzeni wieków spotykał je bardzo różny los. W XIX wieku zostały one, zgodnie z żelazną zasadą Piši kao što govoriš i čitaj kako je napisano, usunięte z języka serbskiego, co zaowocowało brakiem tychże również w języku macedońskim, którego zasady ortograficzne zostały oparte właśnie na przykładzie serbskiego.

Jak już wcześniej wspomniałem litera „ъ" zachowała się w bułgarskim, gdzie jest znana jako ер голям (pl. jer wielki). Jeszcze do 1945 roku jer twardy w języku bułgarskim był zapisywany zgodnie z prasłowiańską tradycją na końcu wyrazów, jednak wraz z reformą ortograficzną zaniechano tego procederu jako formalnie niemającego zastosowania w praktyce (na podobnych zasadach odrzucono wtedy zupełnie dwa inne historyczne znaki jak ят – Ѣ oraz голям юс – Ѫ). Jer miękki (znany jako ер малък) zachował się natomiast jedynie w kombinacji z literą „o" („ьо") i oznacza „jo".

Języki wschodniosłowiańskie wraz z cyrylicą przejęły również symbole jerów, które, mimo iż ich dźwiękowe odpowiedniki uległy zanikowi bądź zwokalizowaniu, nie zostały usunięte z alfabetów. Od reformy roku 1918 nazywają się one odpowiednio twardym i miękkim znakiem (твёрдый / мягкий знак). O ile miękki znak występuje w każdym ze wschodniosłowiańskich języków, odgrywając identyczną rolę zmiękczania poprzedzającej go spółgłoski, o tyle sytuacja ze znakiem twardym jest dość skomplikowana. Aż do wyżej wspomnianej reformy znak twardy był zapisywany, podobnie jak w języku bułgarskim na końcu wyrazów – obecnie pełni on w języku rosyjskim funkcję rozdzielającą i oznacza twardość poprzedzającej go spółgłoski. W białoruskim oraz ukraińskim zamiast znaku twardego używany jest apostrof (‚).

Ewolucja, jaką przeszły jery, zarówno w formie dźwiękowej jak i pisanej, jest tylko jedną z wielu mających miejsce na przestrzeni wieków w językach indoeuropejskich – uważam jednak, że jest świetnym punktem wyjścia dla początkującego slawisty, który chciałby się bardziej zainteresować językoznawstwem historyczno-porównawczym. Jest to niezwykle interesujący dział językoznawstwa, badający rozwój spokrewnionych ze sobą języków i snujący teorie na temat tego, jak mógł wyglądać np. hipotetyczny język praindoeuropejski. Natomiast nawet jeśli dział ten nas nigdy nie zachwyci, to warto zawsze niektóre jego elementy znać, żeby było nam zwyczajnie łatwiej, kiedy zetkniemy się z nieznanym nam dotychczas językiem spokrewnionym z naszym ojczystym. Bo mimo wszystko dobrze jest wiedzieć, że pies to po rosyjsku пёс, a po serbsku pas. A jak jeszcze potrafimy to wytłumaczyć, tym lepiej.

Podobne artykuły:

5 języków słowiańskich, o których zapewne nie słyszeliście – połabski

Lwowiaki nie mówią ino bałakają – czyli o języku polskim na Ukrainie

Język rosyjski na Ukrainie

Po naszemu… czyli kilka słów o gwarach wielkopolskich

Język kaszubski – nowe źródła

Językowe plany na rok 2012

Podtrzymując starą świecką tradycję tworzenia noworocznych planów (patrz Językowe plany 2011) postanowiłem znów pójść na łatwiznę (bo, powiedzmy sobie szczerze, nie trzeba być geniuszem, by napisać tego typu artykuł) i podzielić się z wami tym, czym zamierzam się zajmować w przyszłym roku oraz, przede wszystkim, trochę rozliczyć się z tego co zapowiadałem 12 miesięcy wcześniej. Dla was będzie to ważne głównie z tego wględu, iż zawartość bloga, nie licząc uniwersalnych dyskusji o najłatwiejszych i najtrudniejszych językach świata, w ogromnej mierze zależy od tego czym się właśnie zajmuję. Ale zanim przejdziemy do przyszłości cofnijmy się nieco w czasie.

Warto sobie najpierw przeczytać post o planach na rok 2011
W planach było:

zajęcie się czterema głównymi językami, czyli angielskim, rosyjskim, serbskim oraz niemieckim. W szczególności chodziło mi nieco o urozmaicenie, jakim było dodanie do czytelniczego repertuaru literatury pięknej w tych językach, co w każdym przypadku się udało – najlepiej pod tym względem było z językiem rosyjskim (seria książek Akunina o detektywie Fandorinie, „Mistrz i Małgorzata" Bułhakowa, teraz wezmę się za „Dzieci Arbatu" i pewnie, gdy znów poczuję niedosyt, sięgnę po inne pozycje Akunina) oraz serbskim (od mojego osobistego faworyta Miljenko Jergovicia przez wspomniane rok temu dzieła Andricia oraz Mihajlovicia po antologię serbskich przypowieści z przełomu XIX i XX wieku, których słownictwo nierzadko było bardziej zbliżone do tego używanego obecnie w języku macedońskim). Nieco gorzej było z językiem angielskim (początkowo Irving, następnie, jak na osobę zainteresowaną Republiką Południowej Afryki przystało, J.M. Coetzee), głównie z racji tego, że miejsce literatury zajmowało nierzadko inne pozycje czytelnicze, czasem mniej a czasem bardziej rozwijające. Poza tym postanowiłem sobie przypomnieć dawne lata i znów obejrzeć, tym razem bez napisów czy lektora, takie serialowe perełki jak „Twin Peaks" czy „Black Adder". Najgorzej sytuacja się miała z niemieckim, gdzie prócz zeszłorocznego hitu Sarrazina przebrnąłem jedynie przez całkiem zabawną książkę Thomasa Brussiga „Am kürzeren Ende der Sonnenallee", poddałem się przy „Wilku stepowym" Hessego (początek bardzo przyjemny, ale radość z czytania właściwej części dzieła była już dość nikła z racji ekstremalnie długich zdań i licznych przemyśleń natury egzystencjalnej przy użyciu słownictwa daleko wykraczającego poza moją obecną wiedzę – może po prostu byłem zbyt niecierpliwy? Cóż, wrócimy do tematu za kilka lat.), a aktualnie czytam „Blaszany bębenek" Grassa.
Jeśli chodzi o aktywne użycie języka to proporcje były niemal takie same z poważnym wskazaniem na serbski (albo chorwacki mówiony przez osobę, która jest przyzwyczajona do standardu belgradzkiego), co akurat rozumie się samo przez się. Niemiecki raczej okazjonalnie.

– zajęcie się francuskim i ukraińskim – tu zawiodłem. Miałem miesiące (głównie na początku roku), w których potrafiłem kilka godzin spędzić nad ukraińskim (w ogromnej mierze było to czytanie gazet i książek o historii tego państwa, ale też tłumaczenia z polskiego, żeby w końcu ukraiński „żył swoim życiem", a nie był tylko zdziwaczałą formą mojego rosyjskiego), ale było to na tyle niesystematyczne, że trudno mi mówić o jakimś przełomie. Francuski natomiast, jak był, tak pozostaje raczej w strefie marzeń. Znowu doszedłem mniej więcej do połowy podręcznika, poczytałem parę tekstów, przyszło coś ważniejszego i tak sobie ten język siedzi w miejscu aż do dnia, kiedy znów postanowię po raz n-ty zająć się nim na poważnie.
– niderlandzki / afrikaans – pozwólcie, że tego nawet nie skomentuję;)

Poza tym przez krótki okres czasu zajmowałem się macedońskim, o czym dwukrotnie pisałem oraz bułgarskim, ale trudno nazwać to inaczej niż przelotna znajomość.


Jakie są więc językowe plany na rok 2012?

Po pierwsze, chciałbym dla własnej satysfakcji kontynuować to co robiłem dotychczas z moimi czterema językami, z czym nie powinno być raczej problemów, bo zwyczajnie sprawia mi to frajdę. Nie chcę podawać listy obowiązkowych lektur. Ważne tylko, żeby było dużo, mądrze i ciekawie.

Po drugie, idąc za radami ludzi mądrzejszych w niektórych kwestiach ode mnie, zamierzam ograniczyć na tym blogu używanie języka polskiego i pisać czasem w innych językach, głównie angielskim oraz rosyjskim. Ten krok ma niepodważalne zalety, zarówno dla mnie, jak i dla czytelników. Jako iż jest to blog o językach obcych, dla ludzi, którzy się uczą języków obcych, głupio byłoby używać stale języka ojczystego. Pisanie w językach obcych będzie dla mnie doskonałym sposobem sprawdzenia własnych kompetencji. Niewielkie błędy naturalnie będą się zdarzać, ale zawsze wychodziłem z założenia, że praktyka czyni mistrza i zamiast czytać milion książek o tym jak coś się robi, należy po prostu to zacząć robić (może jedynie uprzednio przeczytawszy choć krótki podręcznik). Jeśli dobrze pójdzie to może do grona czytelników dołączą osoby spoza świata polskojęzycznego. Ostatnią zaletą tego posunięcia będzie stosunkowa niewielka ilość wybitnie głupawych komentarzy – po prostu mniemam, iż osoba nie potrafiąca napisać poprawnego logicznie zdania w swoim języku ojczystym ma jeszcze większe problemy z wyrażaniem się w języku obcym (choć nie jest wykluczone, że się mylę).

Po trzecie, zamierzam w niedalekiej przyszłości utworzyć fan page „Świata Języków Obcych" na Facebooku i konto na Twitterze. Podchodziłem do tego wcześniej z ogromną rezerwą, bo o wspomnianych serwisach mam zdanie, delikatnie mówiąc, nienajlepsze. Blog się jednak powiększa z dnia na dzień i powoli brak dojścia do tych środków przekazu zaczyna mu doskwierać. Często natomiast zdarza mi się natrafić na coś ciekawego, co chciałbym pokazać, ale niekoniecznie widzę sens pisania o tym artykułu. Osoby posiadające więc FB i Twittera będą miały w ten sposób dostęp do rozmaitych, ukazujących się częściej lub rzadziej bonusów.

Po czwarte, chcę w tym roku poważnie zająć się językiem albańskim. Wiem, że dla niektórych ludzi to może być szok z racji niewielkiej popularności tego języka w naszym kraju, ale jako że zajmuję się, na razie półprofesjonalnie, Bałkanami może się okazać bardzo przydatny, a nic mnie nigdy tak nie irytowało jak specjaliści od Kosowa czy Albanii, którzy nie znają oficjalnego języka tego państwa. Mimo przynależności do języków indoeuropejskich albański jest tworem dość specyficznym, który nawet na pierwszy rzut oka wygląda na język znacznie bardziej obcy niż języki słowiańskie, germańskie czy romańskie, dlatego też nie oczekiwałbym biegłości w mowie i w piśmie w ciągu najbliższych miesięcy. Jeśli w grudniu będę w stanie czytać gazety i artykuły bez większych problemów (tzn. bez zastanawiania się nad znaczeniem co trzeciego zdania i grzebaniem w słowniku) stwierdzę, że plan został wykonany i stwierdzę czy warto z tym iść dalej.

Po piąte, chciałbym, aby podobnie jak dotychczas bardzo ważną część bloga stanowili czytelnicy, którzy nierzadko wnosili do niego więcej niż sam autor. Dlatego też byłbym bardzo wdzięczny za każdą sugestię na temat tego jak strona powinna wyglądać i jakie tematy powinny być na niej poruszane (choć z góry mówię, że nie mam zamiaru służyć za autorytet od hindi, perskiego, japońskiego etc.). Co twierdzicie o obcojęzycznych artykułach? O fan page'u na FB i Twitterze? A może ktoś chce powiedzieć, że nauka albańskiego nie ma sensu? Piszcie.

Podobne posty:
Językowe plany na rok 2011
Kilka słów o prowadzeniu bloga językowego
Demony głupoty – część 1
Macedoński – wstęp i z czego się uczyłem
Język macedoński w praktyce
Czy i kiedy opłaca się uczyć ukraińskiego?

Zaproszenie na „Moje Bałkany"

Kumanovo – Macedonia

Dłuższy pobyt w nowym miejscu bardzo często staje się bodźcem do podejmowania nowych działań. Nie inaczej jest w przypadku mojej podróży na Bałkany. Jak większość czytelników „Świata języków obcych" wie, miałem przyjemność studiować zarówno stosunki międzynarodowe (specjalizacja: wschodoznawstwo) oraz filologię serbsko-chorwacką i w ogromnej mierze robiłem to z powodu szczerego zainteresowania problemami podejmowanymi na tych kierunkach. Z tej racji nierzadko nabierała mnie ochota napisania czegoś na temat krajów byłego ZSRR czy też Jugosławii. Niestety tematyka podobnych artykułów nie zawsze mieściłaby się w ramach bloga językowego, a niezbyt widzę sens zaprzątania tu głowy osobom, które nie są zainteresowane innymi rzeczami niż nauka języków obcych. Dlatego też postanowiłem specjalnie otworzyć drugiego bloga pod tytułem „Moje Bałkany", w którym będą pojawiać się artykuły związane z obszarem Półwyspu Bałkańskiego. Siłą rzeczy większość wpisów będzie się odnosiła do krajów byłej Jugosławii, ale na pewno poświęcę również sporo uwagi pozostałym państwom tego regionu. W końcu żeby zrozumieć specyfikę Bałkanów warto mieć systematyczną wiedzę o każdej ich części.

Na początek umieściłem na stronie kilka prac zaliczeniowych mojego autorstwa:
Serb i Grek – dwa bratanki? – tekst będący analizą pewnego napisu na ścianie stadionu Crvenej Zvezdy w Belgradzie
Ivo Josipović i Milan Bandić – analiza kampanii prezydenckiej w Chorwacji (2010) – tekst ciekawy, tym bardziej w obliczu niedawnych wyborów parlamentarnych, o których zamierzam napisać wkrótce
Separatystyczne organizacje pozarządowe w Republice Serbskiej – tekst będący odbiciem tego, o czym pisałem w mojej pracy magisterskiej.

Teksty dla laików mogą być dość ciężkie, ale postaram się na tej stronie przybliżyć bałkańską tematykę również osobom, które na razie nie mają na ten temat większej wiedzy. W przyszłości zamierzam zamieszczać na blogu artykuły autorstwa swojego, ale również innych osób mających do powiedzenia coś ciekawego w tym temacie. Chętnych do współpracy zapraszam! Bardzo byłbym wdzięczny również za wszelkie sugestie na temat tego, o czym byście chcieli przeczytać na bałkańskim blogu. Wszak bloga pisze się nie dla siebie, ale dla czytelników.

Nowy blog naturalnie nie oznacza tego, że na „Świecie Języków Obcych" przestaną się ukazywać nowe artykuły, bądź będą one czymś rzadszym. Wręcz przeciwnie, mam nadzieję, że obydwie strony będą napędzać się nawzajem i stanowić dla siebie wspaniałe uzupełnienie. Jeśli natomiast uda mi się zaciekawić tematyką bałkańską kogoś kto do tej pory się nią nie zajmował to będzie mi bardzo miło.

Podobne posty:
W jakim języku się mówi w byłej Jugosławii
Macedoński – wstęp i z czego się uczyłem przez ostatni miesiąc
Język macedoński w praktyce
Dlaczego serbski? Dlaczego chorwacki?
Wstęp do strony „Moje Bałkany"

Język macedoński w praktyce

Po kilku tygodniach nieustannej podróży nareszcie udało mi się osiąść w jednym miejscu na dłużej, co umożliwia mi znacznie częstszą aktualizację bloga. Zgodnie z zasadą, iż należy kuć żelazo póki gorące, postanowiłem dziś kontynuować pisanie o języku macedońskim, który miałem okazję przez ostatni miesiąc używać codziennie. O ile ostatnio tematem moich rozważań był szeroko pojęty wstęp lingwistyczno-kulturowy, tak dziś zajmę się bardziej praktyczną stroną tego problemu. Mianowicie postaram się w możliwie zwięzły sposób przedstawić funkcjonowanie języka macedońskiego, opisać co mnie w nim zaskoczyło oraz w jakim stopniu byłem go w stanie używać po miesiącu niezbyt pilnej, dodajmy, nauki. Nie zabraknie też rozmaitych wniosków i wrażeń będących wynikiem tegorocznej podróży na Bałkany.

Jak już wspomniałem we wcześniejszym artykule język macedoński należy do południowej podgrupy języków słowiańskich, co stawia go pod względem pokrewieństwa względem języka polskiego w tym samym szeregu co bułgarski, serbski, chorwacki i słoweński. Z jednej strony jest w nim więc naprawdę sporo rzeczy bardzo znajomych – leksyka np. jest w przeważającej części zbieżna z pozostałymi językami słowiańskimi, szczególnie z serbskim oraz bułgarskim. Z drugiej jednak strony pojawiają się w macedońskim rzeczy, które mogą zadziwić Polaka, bo diametralnie różnią się one od tego, co znamy z naszego podwórka. Jeśli ktoś zna bułgarski to 90% rzeczy w pierwszej połowie artykułu będzie mu doskonale znana (choć i tak może się dowiedzieć czegoś ciekawego).

Widok na Veles, czyli miasto, które było naszą bazą dla wypadów w inne miejsca w Macedonii.

Co potrafi zaskoczyć w języku macedońskim?
Rzecz pierwsza to zaimki osobowe, które w dotychczas poznanych przeze mnie językach słowiańskich brzmiały bardzo swojsko i zasadniczo nie różniły się od polskich odpowiedników. W języku macedońskim czeka nas zaś niespodzianka. W miejsce „ja" mamy „јас" (jas – macedońskie wyrazy piszę oryginalnie podając kursywą ich łacińską transkrypcję), co może się kojarzyć ze staro-cerkiewno-słowiańskim „азъ", bułgarskim „аз" (az) czy, co ciekawe, ze słoweńskim „jaz". Zamiast „on/ona/ono/oni" mamy coś bardziej przypominającego zaimki wskazujące – „тој/таа/тоа/тие" (toj/taa/toa/tie – bardzo podobnie wygląda to w bułgarskim, gdzie mamy „той/тя/те"). Żeby było zabawniej zaimek w 3 osobie może się zmieniać w zależności od jego określenia w czasie i przestrzeni – „тој" może przechodzić w „овај/онај", a „таа" w „оваа/онаа". W miejsce „my/wy", które w każdym innym języku słowiańskim brzmi niemal identycznie mamy w bułgarskim i macedońskim „ние/вие" (nie/vie). Różnice w tak podstawowej kwestii jak zaimki osobowe są więc widoczne gołym okiem i stanowią pierwszą wyraźną granicę pomiędzy wschodnią częścią języków południowosłowiańskich (macedońskim i bułgarskim) oraz resztą Słowiańszczyzny.

Kolejną rzeczą, na którą warto zwrócić uwagę są rodzajniki. Przeważnie Polacy kojarzą samo pojęcie rodzajników z niemieckimi „der/die/das" zupełnie nie wyobrażając sobie, że podobne zjawisko może mieć miejsce w językach słowiańskich. I rzeczywiście, nie jest to coś szczególnie rozpowszechnionego w słowiańskim świecie. Rodzajników nie ma żaden z języków wschodnio- i zachodniosłowiańskich. Na południu jednak sytuacja jest inna – o ile serbski i chorwacki są ich pozbawione, o tyle w macedońskim i bułgarskim rodzajniki istnieją i mają się całkiem dobrze. Dla kogoś, kto pierwszy raz się z tym styka może to być pewnego rodzaju szok, tym bardziej, że różnią się one od tego co znamy z niemieckiego czy francuskiego. Rodzajnik macedoński występuje wyłącznie w formie określonej i jest postpozycyjny, tzn. znajduje się na końcu wyrazu, który określa. Mamy więc универзитетот, мајката, писмото (pogrubioną czcionką wyszczególniłem rodzajniki). W zależności jednak od stopnia określenia przedmiotu w czasie i przestrzeni (co jest już trochę wyższą szkołą opanowania tego języka) rodzajnik może mieć 3 formy (na przykładzie słowa „list" – писмово, писмото, писмоно – pismovo, pismoto, pismono). Tego nie ma w języku polskim ani rosyjskim, prawda?

Idźmy dalej, bo oto nadchodzi kolejna rzecz obca innym językom słowiańskim (znów z wyjątkiem bułgarskiego, który gramatycznie jest niemal identyczny z macedońskim), czyli brak przypadków. Pamiętam, że kiedyś trudno było mi wyobrazić sobie funkcjonowanie języka słowiańskiego bez przypadków. W macedońskim natomiast ich po prostu nie ma (wyjątkiem jest vocativ). Jedyną pozostałością po nich są krótkie formy zaimków osobowych spełniające podobną funkcję jak dopełnienie bliższe i dalsze w języku francuskim. Formy te muszą być stosowane, gdy mówimy o przedmiocie określonym, nawet jeśli pojawia on się wcześniej, więc zdania wyglądają często z naszego punktu widzenia dość dziwacznie. Weźmy taki przykład:
PL:Czy znasz Stojana? Nie znam go, ale znam Branka.
MKD: Дали го знаеш Стојан? Не го знам него, ама го знам Бранко.
MKD (transkrypcja): Dali go znaeš Stojan? Ne go znam nego, ama go znam Branko.
PL (dosłownie): Czy go znasz Stojan? Nie go znam niego, ale go znam Branko.
Nie muszę chyba mówić, że kalki z jednego języka na drugi, mimo dość sporego pokrewieństwa, są praktycznie niemożliwe.

Do tego wszystkiego dochodzi inny system czasowy, który w dużej mierze jest zbieżny z tym, co mogliśmy obserwować w XIX-wiecznym języku serbskim (swoją drogą leksyka macedońska również zawiera mnóstwo elementów, które w dzisiejszym serbskim są anachronizmami). Mamy więc kilka czasów przeszłych, które rzeczywiście są używane, co również jest nie lada wyzwaniem dla kogoś, kto do tej pory miał jedynie do czynienia z językami słowiańskimi o tak prostej budowie (przynajmniej pod tym względem) jak polski czy rosyjski. Osobiście muszę powiedzieć, że czasy były elementem, którego w języku macedońskim absolutnie nie opanowałem i błędnie używałem znanego mi z języka serbskiego czasu przeszłego złożonego (jas sum bil, ti si bil, toj e bil), który w macedońskim występuje głównie w narracji historycznej. Czasem starałem się stosować aoryst (jas bev, ti beše, toj beše, nie bevme, vie bevte, tie bea), ale w praktyce wychodziło to bardzo różnie.

W jakim stopniu ten język opanowałem?
W pewnym sensie jestem z moich dokonań zadowolony. Jeśli chodzi o kwestię czystego rozumienia języka nie mogę mieć żadnych zastrzeżeń – nie jest to może ten sam stopień, co w przypadku serbskiego, ale jeśli ktoś mówi trzymając się pewnego standardu (bo Macedonia jest trochę rozbita dialektalnie) i nie nadużywa wszechobecnych w tym języku turcyzmów, których znaczenie nierzadko trudno jest objaśnić, wtedy rozumiem prawie wszystko. Problem pojawia się jednak w przypadku aktywnego użycia języka macedońskiego. Jeśli bardzo chciałem, to byłem się w stanie porozumieć na praktycznie dowolny temat, ale niemal zawsze używałem czegoś, co na własne potrzeby nazwałem „serbsko-macedońskim miksem". Powodem tego była przede wszystkim niedostateczna znajomość macedońskiej leksyki i zasad gramatycznych, które tym językiem kierują. Jeśli mogłem to się bardzo starałem ograniczać do tego, co potrafię powiedzieć po macedońsku, ale gdy rozmowa wymagała ode mnie pewnego stopnia elokwencji siłą rzeczy musiałem się, częściej lub rzadziej, uciekać do serbskiego. Nieco przypominało mi  to sytuacje, jakie mnie spotykały na zachodniej Ukrainie, gdzie czasem musiałem przechodzić na rosyjski, bo prowadzenie rozmowy po ukraińsku byłoby męczące zarówno dla mnie, jak i mojego rozmówcy.

Tak czy siak nie żałuję czasu spędzonego nad macedońskim, bo uważam, że naprawdę warto się nauczyć tego języka, chociażby po to, by móc bezpośrednio obcować z jednymi z najżyczliwszych ludzi  na świecie. I może ktoś mnie skrytykuje, lub nie, ale cały czas nie opuszcza mnie wrażenie, że język macedoński to w ogromnej części mieszanka serbskiej leksyki i bułgarskiej gramatyki, która, przy odrobinie szczęścia mogłaby z powodzeniem odgrywać rolę lingua franca na Bałkanach (a przynajmniej w ich słowiańskiej części). Ale czegóż innego oczekiwać od języka, który szczyci się tym, że jest bezpośrednim spadkobiercą sołuńskich dialektów, na których podstawie Cyryl i Metody stworzyli najstarszy znany słowiański język literacki?

Podobne posty:
Macedoński – wstęp i z czego się uczyłem przez ostatni miesiąc
W jakim języku się mówi w byłej Jugosławii?
Jakiego języka warto się uczyć?
5 rzeczy, jakich nauczyła mnie nauka czeskiego
Dlaczego serbski? Dlaczego chorwacki?

Macedoński – wstęp i z czego się uczyłem przez ostatni miesiąc

Czasu na napisanie dwóch artykułów na pewno nie starczy (bo we wrześniu raczej go nie będzie), więc postanowiłem w jednym zmieścić tyle informacji, aby każdy był zadowolony. Zarówno ci, których interesuje wyłącznie to jak się uczyć języków obcych, jak i ci zainteresowani językową różnorodnością w ogóle. Tematem będzie język macedoński, trochę informacji o jego historii, jego pokrewieństwie z bułgarskim i serbskim oraz kilka „wyznań” na temat tego jak się go uczyłem przez ostatni miesiąc. Zaczynajmy!
Wcześniej pisałem już trochę o sytuacji językowej w byłej Jugosławii i tym dlaczego warto uczyć się serbskiego. Jedynymi językami uznawanymi obecnie za urzędowe w republikach byłej Jugosławii, których wcześniej nie tknąłem były słoweński i macedoński. O obydwu miałem pojęcie raczej mgliste i zapewne niewiele w tym względzie by się zmieniło, gdyby nie seria mniej lub bardziej losowych zdarzeń, które spowodowały, że w ostatnim czasie jeden z nich znajdował się w centrum moich językowych zainteresowań.
Szczerze mówiąc trudno pisać o macedońskim i Macedonii krótko – przy czym nie mam tu na myśli jakichś romantycznych uniesień na temat tamtejszego krajobrazu, ale to, że temat jest bardzo skomplikowany i dla kogoś nie zaznajomionego z historią Bałkanów dość trudny. Proszę też osoby bardziej zorientowane w temacie o to, by nie pisały, że potraktowałem rys historyczny po macoszemu, bo doskonale zdaję sobie z tego sprawę – w tej kwestii łatwiej byłoby mi napisać referat na kilkadziesiąt stron niż streszczenie na jedną. Jeśli kiedyś założę stronę poświęconą szeroko rozumianym Bałkanom, co zresztą mam w planach, to postaram się ten temat należycie rozwinąć. Żeby dokładniej zrozumieć istotę problemu nawet laik jednak musi sobie zdać sprawę z tego, że w starożytności istniało państwo o wdzięcznej nazwie Macedonia, na którego czele któregoś dnia stanął Aleksander Wielki. Aż do VII wieku był to region w ogromnej części zamieszkały przez Greków i miejscową ludność, która uległa w mniejszym lub większym stopniu hellenizacji (przede wszystkim Ilirów i Traków). Następnie przybyli na te ziemie Słowianie, którzy zachwiali demograficzną strukturą owego regionu do tego stopnia, że pod koniec XIX wieku każde państwo graniczące z Macedonią uznawało jej mieszkańców za Bułgarów, Greków lub Serbów, w zależności od tego czy była to opinia Sofii, Aten czy Belgradu. By sytuacja była ciekawsza miejscowa ludność zaczęła zauważać swoją odrębność i określać się jak Macedończycy, a cała kraina wchodziła w skład Imperium Osmańskiego. Nie czas teraz oczywiście na dokładne opowiedzenie historii walk Macedończyków o swoją odrębność. Myślę jednak, że sam ten szybki przekrój ukazuje złożoność problemu. 
Macedonia jako państwo i Macedonia jako historyczna kraina – źródło: Wikipedia
Sam język macedoński należy do języków południowosłowiańskich i historycznie jest on najbliższy temu, co nazywamy staro-cerkiewno-słowiańskim, który oparty był na słowiańskich dialektach z okolic Salonik (tudzież Sołunia, bo tak to miasto po słowiańsku się nazywa). Paradoksalnie jednak jest to język dość młody, przynajmniej pod względem jego kodyfikacji i uznania międzynarodowego.  Macedoński nie był bowiem aż do lat 40. XX wieku (kiedy to został językiem urzędowym w socjalistycznej Jugosłowiańskiej Republice Macedonii) powszechnie uznawany za osobny twór, a i dziś budzi spore kontrowersje. Według Bułgarów chociażby jest to jeden z bułgarskich dialektów, a nie samodzielny język – mój pogląd w tej sprawie jeszcze przedstawię. Jeszcze inne spojrzenie na kwestię językową mają Grecy, którzy nie przyjmują do wiadomości nazwy „macedoński” używając w jej miejsce terminu „słowiano-macedoński” (gr. slavomakedoniki glossa – Σλαβομακεδονική γλώσσα).  Jest to jeden z elementów, które wchodzą w skład szerszego konfliktu pomiędzy Grecją a Macedonią dotyczącego nazewnictwa i symboliki używanej w tej byłej republice jugosłowiańskiej. Między innymi dlatego Macedonia na forum międzynarodowym musi obecnie używać nazwy FYROM (Była Jugosłowiańska Republika Macedonii), bo nazwa Macedonia według Greków odnosi się przede wszystkim do historycznej krainy oraz do obszarów, których stolicą są Saloniki. Tyle w skrócie. 
Czy macedoński ma prawo być osobnym językiem?
Najpierw powiem, że samo pytanie uważam za głupie, ale niestety czasem warto zadać głupie pytanie, żeby sprawa była bardziej przejrzysta. Moim zdaniem różnica między osobnymi dialektami a językami jest bardzo płynna. Jako przykład zawsze lubię podawać Niemcy i Jugosławię. W Niemczech mamy oficjalnie jeden język niemiecki rozbity na kilka nawzajem niezrozumiałych dialektów. Jeśli ktoś w to nie wierzy to polecam sobie obejrzeć kiedyś jakieś regionalne szwajcarskie programy w telewizji 3sat i spróbować zrozumieć tamtejsze dialekty – z reguły dla ułatwienia na dole ekranu są podawane napisy w Hochdeutschu. Podobnie ma się sprawa ze wspominanym już na tym blogu językiem dolnoniemieckim (Plattdeutsch), któremu nierzadko bliżej do niderlandzkiego. Pytanie zresztą, czy gdyby historia się potoczyła inaczej nie uznawalibyśmy niderlandzkiego za kolejny dialekt? Z drugiej strony mamy natomiast Jugosławię, gdzie aktualnie istnieją oficjalnie przynajmniej 4 języki pochodzące od serbsko-chorwackiego, które są niemal identyczne, a ich użytkownicy bez problemu się nawzajem rozumieją.
Mając zatem na uwadze poglądy bułgarskich językoznawców spojrzałem na macedoński głównie pod tym względem i doszedłem do wniosków dość zadziwiających. Otóż odnoszę wrażenie, iż mam do czynienia z jakąś przedziwną bułgarsko-serbską mieszanką – gramatyka jest bardzo podobna do bułgarskiej (uproszczona deklinacja, bogata koniugacja i rozwinięte czasy), natomiast słownictwo jest tak podobne do serbskiego, że od dnia pierwszego nie miałem większego problemu z czytaniem jakichkolwiek tekstów. Przy czym czytanie było o tyle zabawne, że rozumiałem większość przekazu, ale trafiały się czasem słowa tak pospolite jak „nawet” (mac. дури), których nie rozumiałem, bo były jednymi z niewielu wyrazów akurat charakterystycznych dla języka macedońskiego. Różnice leksykalne pomiędzy bułgarskim a macedońskim są jednak widoczne gołym okiem i o ile mówiony macedoński rozumiem w całkiem niezłym stopniu, o tyle bułgarski jest dla mnie niemal czarną magią. W języku pisanym różnica jest mniejsza, ale nadal dzięki znajomości serbskiego widzę spore różnice pomiędzy obydwoma językami w niemal każdym aspekcie. Na pewno są one znacznie większe niż pomiędzy serbskim a chorwackim.
Chciałem jeszcze napisać o rzeczach, które mnie zaskoczyły jako Polaka, który zaczął się uczyć macedońskiego, bo trochę ich było, ale zauważam, że długość tego artykułu zaczyna być już trochę przytłaczająca, a obiecałem jeszcze dodać coś dla ludzi zainteresowanych stricte nauką języka.
Jak się więc zabrać do nauki języka od zera? Jak się uczyłem macedońskiego?
Po pierwsze trzeba mieć motywację, bo bez tego daleko się nie zajedzie. Ja mimo tego, że kocham się uczyć kolejnych języków i faktycznie motywację mam, biorąc pod uwagę, że do końca września będę tego języka musiał używać, to nie zawsze byłem w stanie znaleźć chwilę czasu by go szkolić. Nie wierzę więc, by ktokolwiek bez motywacji był w stanie się języka nauczyć. Jeśli natomiast masz motywację, to naprawdę niewiele potrzeba by rozpocząć swoją „językową wyprawę”.  Tu nie są potrzebne żadne magiczne sztuczki, specjalne techniki – tak naprawdę wszystko potrafi zastąpić czas i skupienie. W celu nauki macedońskiego zgromadziłem w sumie trzy rzeczy:
1. podręcznik – „Macedonian. A course for beginning and intermediate students” autorstwa Christiny Kramer, naprawdę świetna książka, która okazuje się nieocenionym towarzyszem podróży po odmętach tego języka. Wiem, że niektórzy lansują naukę języka bez gramatyki itp., czego absolutnie nie neguję – jeśli komuś to odpowiada to tym lepiej dla niego. Ja osobiście gramatykę na swój sposób lubię i nie wyobrażam sobie nauki bez użycia choćby najprostszego podręcznika. Sam podręcznik posiada jeszcze nagrania audio, co jest moim zdaniem jednym z musów (nawet jeśli nagrania są kiepskiej jakości).
2. coś do czytania – bo ile można czytać dialogi, w których Branko narzeka, że chciałby mieć psa. O źródła czytane jest względnie łatwo w dobie Internetu, jako że każda licząca się gazeta ma stronę internetową. Jedną z nich jest Нова Македонија – http://www.novamakedonija.com.mk/. Do tego postanowiłem od czasu do czasu czytać artykuły o interesujących mnie rzeczach z macedońskiej Wikipedii – swoją drogą szczególnie ciekawe jest porównywanie tych samych artykułów w wersjach macedońskiej, bułgarskiej i greckiej.
3. coś do słuchania – tu mój wybór padł na Radio77 – http://www.kanal77.com.mk/ .
4. zeszyt do pisania i usta do mówienia – bo lubię przepisywać wszystkie dialogi i niezrozumiałe słowa/zdania oraz od czasu do czasu mówić jakieś zdania związane bezpośrednio z moim życiem bądź tłumaczyć z polskiego na język, którego się uczę.
I tyle. Wiem, że ktoś teraz zarzuci mi brak native speakerów. Po pierwsze – szybkość mojego Internetu nie pozwala mi na użytkowanie skype’a, po drugie – będę miał ich niedługo aż w nadmiarze:)
Temat macedońskiego jest oczywiście na tyle szeroki, że jeszcze go znacznie rozwinę w przyszłości. Pomysłów mam bowiem na przynajmniej kilka artykułów, tylko czasu trochę brak i mam świadomość, że nie każdy ma cierpliwość by brnąć przez coś dłuższego niż 8000 znaków. Tak więc myślę, że jeśli artykuł spotka się z pozytywnym odzewem to będę kontynuować te macedońskie sprawozdania.
Podobne posty:

Przewodnik po różnych rodzajach cyrylicy – języki słowiańskie

Dziś trochę informacji ze świata języków słowiańskich – dla tych, którzy się na tym znają nie będzie to żadną nowością, jednak dla niewtajemniczonych może się okazać całkiem ciekawe i pouczające. Czasem wydaje się bowiem, że sama znajomość rosyjskiej cyrylicy wystarcza, żeby bez problemu czytać teksty w innych językach – rzeczywiście bardzo to pomaga, ale do dziś pamiętam problemy studentów wschodoznawstwa, gdy zaczynaliśmy się uczyć ukraińskiego i znajomość rosyjskiego wariantu cyrylicy nie wszystkim pomagała. Tak więc postanowiłem, że umieszczę tu małą ściągę na temat tego jak czytać cyrylicę w różnych językach słowiańskich.

Obok każdej litery umieszczam jej polski odpowiednik. Jeśli istnieją natomiast różnice pomiędzy poszczególnymi wariantami, to będę je oznaczał następującymi skrótami: RUS – rosyjski, UKR – ukraiński, SER – serbski, BUL – bułgarski, BEL – białoruski, MAC – macedoński. Podobnie będzie też z czarnogórskim, który trudno mi uznać za osobny język, jednak miejscowi lingwiści mieli inne zdanie na ten temat i wynaleźli dwie litery, które odróżniają język tego małego państwa od serbskiego. Zaczynamy:

А а – czytamy jak „a"

Б б – „b"

В в – polskie „w"

Г г – w RUS, SER, BUL, MAC oraz według niektórych norm BEL czytamy jako „g", natomiast w UKR i BEL jako dźwięczne „h" (nie ma bezpośredniego polskiego odpowiednika i jest to jedna z „trudności" ukraińskiego)

Ґ ґ – występuje tylko w UKR i czyta się jak „g"

Д д – „d"

Ђ ђ  – jedynie w SER i czyta się jak „dź"

Е е – w UKR, SER, BUL, MAC jako „e", natomiast w RUS i BEL jako „je"

Ё ё – jedynie w RUS i BEL – czyta się jak „jo"

Є є – jedynie w UKR i czyta się jak „je"

Ж ж – „ż"

З з – „z"

И и – w RUS, SER, BUL jako „i", natomiast w UKR jako „y"

І і – jedynie w UKR i BEL – czyta się jak „i"

Ї ї – jedynie w UKR i czyta się jak „ji"

Й й – w RUS, UKR, BUL jako „j", nie występuje w SER

Ј ј – jedynie w SER i MAC – czyta się jako „j"

К к – „k"

Л л – w RUS, BEL, UKR i BUL jako coś pomiędzy „l" i „ł" (tzw. „ł sceniczne"), gdy stoi przed „a", „e", „o", „u" (brak odpowiednika w polskim) i jako „l" gdy stoi przed „je", „i", „j", „ja", „jo", „ju". W SER i MAC bardziej zbliżone do „l".

Љ љ – jedynie w SER i MAC, w łacińskim alfabecie zapisywane jako „lj", czytane jako jedna głoska będąca połączeniem „l" i „j" (wiem, że wyjaśnienie takie na chłopski rozum, ale trudno to zrobić prościej).

М м – „m"

Н н – „n"

Њ њ – jedynie w SER i MAC czyta się jako „ń"

О о – „o", w RUS zbliżone do „a" gdy jest nieakcentowane

П п – „p"

Р р – „r"

С с – „s"

Т т – „t"

Ћ ћ – jedynie w SER i czyta się jak „ć"

У у – „u"

Ф ф – „f"

Х х – „ch"

Ц ц – „c"

Ч ч – w RUS, BUL czyta się jak zmiękczone „cz", w UKR jak twarde „cz" (choć w niektórych regionach jak zmiękczone), w SER i MAC jak „cz".

Џ џ – jedynie w SER i czyta się jak „dż"

Ш ш – „sz"

Щ щ – w RUS niegdyś zmiękczone „szcz", obecnie wymowa zbliżona bardziej do „śś"; w ukraińskim jako twarde „szcz" (aczkolwiek spotkałem się też z ukraińskim wariantem zmiękczonym, albo wręcz z redukcją do samego „sz"), w BUL jak „szt", a w SER litery tej nie ma.

Ъ ъ – tzw. jer twardy, który w RUS oznacza, że poprzednia spółgłoska zachowuje swoją twardość (w UKR jest zapisywany jako apostrof – " ‚ „), w BUL czyta się go natomiast jako krótką samogłoskę pomiędzy „y" i „a" (nie ma odpowiednika w polskim), w SER litery tej nie ma.

Ы ы – w RUS jako „y"

Ь ь – tzw. jer miękki, w RUS i UKR zmiękcza poprzedzającą go spółgłoskę, w BUL w kombinacji z „o" (ьo) czyta się jak „jo", w SER litery tej nie ma.

Э э – jedynie w RUS i czyta się jak „e"

Ю ю – w RUS, BEL, UKR i BUL czyta się jak „ju", w SER tej litery nie ma.

Я я – w RUS, BEL, UKR i BUL czyta się jak „ja", w SER tej litery nie ma.

To na tyle. Dodam jeszcze wyjątkowe litery, które mają zastosowanie w mniej rozpowszechnionych językach słowiańskich.

Ѓ ѓ – w macedońskim „gj"

Ќ ќ – w macedońskim „kj"

Ѕ s – w macedońskim „dz"

Ў ў – w białoruskim czyta się jako „ł"

I na koniec jeszcze trochę o języku czarnogórskim. Otóż tamtejsi znawcy postanowili wprowadzić do swojego alfabetu (który był identyczny z serbskim) dwie litery, by nadać mu pewnych cech wyróżniających go spośród innych języków słowiańskich. Tym sposobem powstały dwie nowe litery „Ć", które zamieniło dwuznak „сј" (czyli polskie „sj") i З́, które weszło w miejsce dwuznaku „зј" (polskie „zj"). O ich podobieństwie do polskich „ś" i „ź" nic nie powiem, bo nigdy w życiu nie słyszałem ani nie widziałem tych liter w praktycznym użyciu. Zresztą patrząc na czarnogórskie gazety nie odnoszę wrażenia by były powszechnie znane. Więcej na temat sytuacji językowej w krajach byłej Jugosławii zresztą już pisałem.

Jak więc widać, świat słowiańskiej cyrylicy nie jest taki prosty jak to się na pierwszy rzut oka wydaje. Mam nadzieję, że komuś się na coś ten artykuł przyda, lub kogoś zainspiruje do nauki języków spokrewnionych z polskim. Naprawdę warto.

Podobne posty:
Jak (nie) uczyć się języków obcych – część 2 – rosyjski
Jak nauczyć się cyrylicy w 2 dni?
W jakim języku się mówi w byłej Jugosławii?
5 rzeczy jakich nauczyła mnie nauka czeskiego