Języki regionalne Francji – oksytański. Część 2.

160px-Flag_of_Occitania.svg_Nadszedł właśnie nowy rok i ciężko o lepszy termin ostatecznego wywiązania się ze starych zobowiązań i dokończenia projektu, nad jakim pracowałem przynajmniej od dwóch lat. Mowa oczywiście o cyklu poświęconym językom regionalnym Francji, którego części opisujące dialekty alzackie, bretoński oraz baskijski ukazały się jeszcze na „Świecie Języków Obcych". Tam też mieliście okazję przeczytać wstęp ukazujący czym język oksytański w ogóle jest i skąd pojawił się na terenach dzisiejszej południowej Francji – jeśli jeszcze tego nie wiecie to gorąco polecam przeczytanie. Podstawowa znajomość zagadnienia w znacznym stopniu ułatwi zrozumienie poniższego artykułu. Dziś przejdziemy do najnowszej historii języka, a w zasadzie jej najczarniejszego okresu związanego bezpośrednio z niemal całkowitym wymarciem oksytańskich dialektów. Temat ten jest niesłychanie ważny i w ogromnej mierze kształtuje dzisiejszą sytuację językową na południu Francji oraz oksytańską świadomość narodową, która mimo swej niszowości (o której przyczynach jeszcze na pewno wspomnę) jest zjawiskiem szalenie interesującym.

Opowieść zakończyliśmy ostatnio w okresie rewolucji francuskiej, która będąc powszechnie utożsamiana z pojawieniem się swobód obywatelskich i zrównaniem ludzi wobec prawa bez względu na przynależność stanową stała się jednocześnie źródłem jednej z pierwszych w dziejach ludzkości szerokiej kampanii mającej na celu zapewnienie nieograniczonej dominacji językowi oficjalnemu. Paryska wersja langue d'oil zyskała jako „język narodu francuskiego" oficjalny status i odtąd zaczął się stopniowy proces wypierania języków mniejszościowych. Główną ofiarą musiały stać się tutaj dialekty langue d'oc, które mimo utraty swojego znaczenia w ciągu poprzednich stuleci nadal były w południowej Francji używane przez zdecydowaną większolangues_regionalesść ludności, a pod względem ilości użytkowników w całej republice ustępowały jedynie dialektom rodaków z północy. Agresywna promocja jednego języka dla jednego narodu, jaką od ponad 200 już lat forsują kolejne rządy francuskie w oparciu o idee rewolucyjne położyła tej lingwistycznej dychotomii kres.

Główną rolę odegrały tutaj dwa zjawiska, których działanie na masową skalę zaczęło być zauważalne w XIX wieku. Mam tu na myśli powszechną edukację oraz industrializację. Program nauczania przewidywał wyłączne użycie języka francuskiego w szkołach oraz surowe kary dla uczniów, którzy w czasie zajęć lekcyjnych ośmieliliby się odezwać w swoim ojczystym dialekcie. Przeprowadzono też szeroką kampanię mającą na celu zdeprecjonowanie byłego języka trubadurów, co udało się w bardzo dużym stopniu. Z problemem oksytańskim do dziś nierozerwalnie są powiązane dwa terminy: vergonha oraz patois. Ten pierwszy oznacza „wstyd" i jest bezpośrednio związany z upokorzeniami jakich doznawali uczniowie z powodu swojego oksytańskiego pochodzenia na przełomie XIX i XX wieku. Często opisuje on językową politykę w południowej Francji na przestrzeni wspomnianego okresu i jest mocno zakorzeniony w nowoczesnym oksytańskim nacjonalizmie. Porównanie go do żydowskiego holocaustu byłoby naturalnie porównaniem znacznie na wyrost, ale nie ulega wątpliwości, iż  vergonha odgrywa bardzo istotną rolę martyrologiczną w oksytańskiej świadomości.

Drugi termin, patois, to według słownika języka francuskiego: Système linguistique essentiellement oral, utilisé sur une aire réduite et dans une communauté déterminée (généralement rurale), et perçu par ses utilisateurs comme inférieur à la langue officielle. Powyżej przytoczona definicja pochodzi już z dzisiejszej epoki i swoją ostrością w pewnym stopniu ustępuje odpowiednikom z pierwszych edycji legendarnego Larousse'a, ale zachowała główne elementy składające się na termin patois. Jest to:

a) system lingwistyczny określony jako essentiellement oral – mamy więc nacisk położony przede wszystkim na jego formę mówioną. Dziś brzmi to neutralnie, ale pogląd na temat braku możliwości zapisania dialektów oksytańskich zaowocował faktem, iż wielu jego użytkowników do dziś uważa, że nie posiadają one swojej formy pisemnej. Zakrawa to na paradoks, gdy weźmiemy pod uwagę, iż kilkaset lat temu był to jeden z najbardziej płodnych języków Europy.

b) Patois jest też utilisé sur une aire réduite – używany na ograniczonej przestrzeni oraz dans une communauté (…) généralement rurale – przede wszystkim w społeczności wiejskiej. Rzeczywiście obecnie ciężko usłyszeć oksytańskie dialekty w większych miastach południowej Francji – jedynym wyjątkiem zdają się być komunikaty nadawane w tuluzańskim metrze, choć i tutaj ograniczają się one do podawania nazw przystanków w dwóch wersjach językowych. Wiejski charakter został jednak narzucony w ciągu ostatnich stuleci – to właśnie miasta takie jak Tuluza stały się pierwszym celem językowej asymilacji, która miała wytrzebić oksytański nie tylko ze szkół, ale i z serc tubylców. Wiejskie pochodzenie nie było na przełomie XIX i XX wieku szczególnym powodem do dumy, a władze zrobiły bardzo wiele by pokazać, że to właśnie francuski jest językiem miast, pieniądza, wolności i jednego wspólnego narodu. Przyswojenie języka oficjalnego wiązało się z lepszym życiem i wyższym statusem społecznym. Langue d'oc został natomiast zepchnięty niemal dosłownie do stodół w wioskach na krańcu świata, bo miejsca te były na dobrą sprawę jedynymi, w których język nadal był przekazywany z pokolenia na pokolenie.

c) Powyższe elementy definicji niejako implikują element ostatni, który jest, zwłaszcza w naszych czasach, najcięższą barierą do przezwyciężenia w drodze do rewitalizacji języka. Patois jest bowiem perçu par ses utilisateurs comme inférieur à la langue officielle, czyli odbierany przez swoich użytkowników jako podrzędny, gorszy w stosunku do języka oficjalnego tj. francuskiego. I tą podrzędność rzeczywiście się widzi już na pierwszy rzut oka.

101_0890Nie prowadziłem we Francji badań terenowych – dwumiesięczna podróż nie może się równać poważnemu podejściu do problemu, ale diametralne różnice pomiędzy postrzeganiem niektórych zjawisk w zależności od odwiedzanego regionu pozwoliły mi przynajmniej przypuszczać, iż pobieżne obserwacje nie mogą się mijać w znacznym stopniu z prawdą. W Alzacji spotkałem osoby, które mówiąc między sobą potrafiły wymieniać francuski, alzacki i niemiecki w proporcjach właściwych tylko sobie i uważały to za powód do dumy. W Bretanii co prawda spotkałem zaledwie jedną osobę uczącą się jedynego celtyckiego języka na stałym lądzie, ale znajomość bretońskiego nie była czymś wstydliwym. Częstym motywem wystroju domów było chociażby umieszczenie na nich bretońskiego słowa ker oznaczającego niegdyś zamek, obecnie natomiast bliższe znaczeniowo domowi. Gdy pojedziemy bardziej na południe spotkamy się z jeszcze bardziej odmiennym językiem i jeszcze większą manifestacją dumy z tej odmienności. Mowa tu oczywiście o Baskach.

Jak wygląda na tym tle Oksytania? Bardzo blado. Na pytanie o jakąkolwiek znajomość oksytańskiego zadane niemal kilkudziesięciu osobom z południa Francji pozytywnie odpowiedziały zaledwie dwie. Pierwszą była pani pracująca w oficjalnej księgarni Institut d'Estudis Occitans. Drugą był chłopak z Pau, który w miejscowym dialekcie porozumiewa się nadal ze swoimi dziadkami w jednej z pirenejskich wsi. Spotkanie było niezwykle ciekawe, mieliśmy okazję wysłuchać na żywo kilku utworów w jednym z tamtejszych dialektów – nasz rozmówca okazał się mieć bowiem całkiem niezły głos, porozmawialiśmy na temat użycia dialektów w praktyce w tak oddalonych od centrum miejscach. Uderzało jednak niemal podręcznikowe opowiadanie o języku, które na dobrą sprawę przeradzało się w rozmowę o jego mankamentach. Przede wszystkim nie był to occitan, był to patois. I był to patois ze wszystkim cechami opisanymi w słowniku języka francuskiego – była to mowa, której się nie zapisuje (był ewidentnie zaskoczony gdy pokazałem mu kupiony kilka dni wcześniej podręcznik), którą mówią prawie wyłącznie starsi i jaka jest szalenie niepraktyczna, bo wioska obok używa już innej, niezrozumiałej wersji tejże. Z jednej strony biła od naszego znajomego szczera radość z tego, że oto może turystom z Polski opowiedzieć o swoich korzeniach, ale z drugiej było to bardzo smutne, bo jakże inne od tego co mogliśmy ujrzeć w innych regionach Francji. Podobnie było zresztą na całym Południu – na moje pytanie Parlez-vous occitan? najczęstszą odpowiedzią było Eh… Patois?. Tak jakby fakt istnienia tego odrębnego języka został zupełnie wymazany ze świadomości ogółu mieszkańców. Kto wie jak wyglądałaby jego sytuacja gdyby nie ludzie, jacy w pewnym momencie zdali sobie sprawę z tego, że oksytańskie dziedzictwo trzeba ratować. Ale o nich oraz ich osiągnięciach opowiem w następnym artykule.

Podobne artykuły:

Języki regionalne Francji – oksytański. Część 1.
Języki regionalne Francji – baskijski

Języki regionalne Francji – bretoński
Języki regionalne Francji – alzacki

Język kaszubski – nowe źródła

22 komentarze na temat “Języki regionalne Francji – oksytański. Część 2.

      1. Już nie mogę się doczekać! Dobrze, że piszesz na takie tematy- niewiele jest miejsc w sieci, gdzie można o tym poczytać. A jeszcze mniej takich, gdzie artykuły byłyby tak ciekawe.

  1. Cieszę się, że to już koniec serii, ponieważ wpisy tego rodzaju są nieziemsko nudne. Są to artykuły specjalistyczne, nadające się do czasopism naukowych. Ubolewałem, że zmieniłeś styl i od długiego czasu pisałeś prawie wyłącznie o takich rzeczach, zostawiając na bocznym torze to, co ciekawe – czyli metody nauki, podręczniki, popełniane błędy, etc. Ostatni wpis o poliglotach był zwiastunem czegoś dobrego. Oby twoja twórczość rozwijała się w tym kierunku.

    1. Oj, jeszcze czeka Cię przynajmniej kilka artykułów o samym oksytańskim 😉 Tak całkiem poważnie – po części Cię rozumiem. Każdy autor strony poświęconej językom obcym powie Ci zresztą, że artykuły na temat metod nauki są bardziej czytliwe niż coś z czystego językoznawstwa i znacznie bardziej zachęcają do dyskusji nawet osoby, które językoznawstwem się interesują. Ja absolutnie nie jestem tutaj wyjątkiem. Rzecz jednak w tym, że nie chciałbym aby Woofla była miejscem, do którego artykuły pisane są na zasadzie: chwytliwy tytuł + temat, na który każdy ma coś do powiedzenia + recepta na sukces, jakiej wszyscy oczekują. Takich miejsc w sieci jest całe mnóstwo i szczerze mówiąc niewiele wnoszą nowego.

      Nawet całkiem miło mi się natomiast zrobiło gdy określiłeś artykuł jako specjalistyczny i nadający się bardziej do czasopisma naukowego. Dla mnie osobiście jest dość laicką próbą przedstawienia czegoś o czym się powszechnie nie mówi (do profesjonalnej publikacji mu sporo brakuje) i czymś co powinno być nieodłączną częścią naszego serwisu, który z jednej strony powinien służyć dobrą radą, z drugiej natomiast pokazywać, że języki obce to nie tylko ich nauka, ale również bardzo różnorodny świat warty poznania. Jeśli ktoś o oksytańskim nigdy nie słyszał i dowiedział się o jego istnieniu z Woofli to będę niezwykle zadowolony. Jeśli ta osoba będzie w przyszłości drążyć temat jeszcze głębiej – tym lepiej. A wszystkim nigdy jeszcze nikt nie dogodził 😉
      Artykuły o metodach nauki, podręcznikach itp. będą się natomiast ukazywać równie często – o to się nie martw.

      1. Cieszy mnie to. Natomiast jeśli chodzi o artykuły poświęcone nauce i podręcznikom, to sprawa jest o tyle skomplikowana, że coraz trudniej wymyślić coś ciekawego. Trudno jest uniknąć powtarzania się.

      2. Jest to właśnie, Jacku, jeden z powodów, dla których niechętnie piszę o nauce oraz podręcznikach – nie chciałbym się wpisywać na siłę w dominujący obecnie nurt pisania o tym jaka metoda i jaki podręcznik najszybciej Cię nauczą języka, bo nie wymyślę na tym polu raczej nic nowego. Większość rzeczy, jakie miałem w tym temacie do przekazania napisałem już dawno temu. Może więc czas na jakieś podsumowanie? Zobaczymy.

  2. Cieszę się @Karol, że kontynuujesz serię, gdyż wpisy tego rodzaju są nieziemsko interesujące. Potrafisz ciekawą i niecodzienną wiedzę przekazać w bardzo przyjazny sposób. Szkoda, że niewielu ludzi na swoich blogach wychodzi poza zazwyczaj nie odkrywcze metody nauki lub nudne tzw. ciekawostki leksykalno-gramatyczne jakiegoś ich języka. Bo co mi z tekstu ograniczającego się do wyliczenia dostępnych na Allegro podręczników, wielkiego odkrycia „poznajcie nowy idiom angielski!", lub co autor zjadł na śniadanie? Choć Twoje artykuły tyczące się kwestii samej nauki zawsze były ciekawe i warte nawet dłuższej chwili zatrzymania, cieszę się szczególnie, że Twoja twórczość rozwija się również w takich kierunkach jak w serii Języki regionalne Francji. 🙂

    1. Dzięki @Piotr za komentarz, zwłaszcza, że w dużej mierze odzwierciedla on moje własne myśli na temat tego jak wygląda blogosfera. Pisanie o szeroko pojętym językoznawstwie pociąga mnie po prostu znacznie bardziej niż opisy podręczników czy metod i czuję, że tak naprawdę mam tutaj znacznie więcej do zaprezentowania, bo rzeczywiście temat mnie interesuje. Nauka języka jest natomiast czymś bardzo ciekawym, ale mimo wszystko ciężko tu o jakieś rewolucyjne pomysły. Ostatnim takim czymś były dla mnie SRSy tj. Anki/Mnemosyne, które w ogromny sposób wpłynęły na mój proces uczenia. Ale to miało miejsce 5 lat temu i niewiele się zmieniło – na domiar złego używam nadal wersji 1.2.11, co wszelkiej recenzji najnowszej wersji programu nadawałoby znamiona hipokryzji.

      1. A ja zrobię mały offtop.
        Mianowicie, na początku byłem w ogóle zachwycony Ankami. Okazało się, że mogę się nauczyć nawet 50 słów dziennie. Potem jednak okazywało się, że nie potrafię tych słów zastosować w rozmowie, że znam je tylko podczas przeglądania Anek. Po zamknięciu programu – czarna dziura.
        Myślę więc, że fenomen tego programu to nic innego jak złudzenie, jakiś efekt psychologiczny. Zapamiętujemy dane słowo chyba głównie dzięki pamięci wzrokowej, i w okeślonym kontekście (takim jak przeglądanie fiszek) jesteśmy w stanie je sobie przypomnieć. Nie działa to zbyt dobrze w innych kontekstach.

        Zrezygnowałem więc z tej metody nauki uznając za stratę czasu. Teraz nowe słowa zapisuję w zeszycie razem z tłumaczeniami. Potem przepisuję je do fiszek robionych ręcznie, uczę się ich, a raz w miesiącu piszę wypracowanie obcojęzyczne, w którym wszystkie te słowa zamieszczam. Potem to wypracowanie regularnie czytam, nie tykając już fiszek.

        Reasumując: program ten jest dobry jako pomoc do nauki słówek, ale żeby nauczyć się słów naprawdę trzeba robić dużo więcej. Najważniejsze to uczyć się małej ilości słów na dzień.

      2. @Jacek
        Absolutnie się zgadzam – ja Anki używam zawsze w połączeniu z moimi zeszytami gdzie zapisuję słowa/związki frazeologiczne w konkretnym kontekście. Bez nich moje talie byłyby, mimo wprowadzonych już kilkunastu tysięcy rekordów, totalnie bezużyteczne. Problem polega moim zdaniem trochę na tym, że ludzie sobie po tym programie za dużo obiecują i uważają, iż załatwi on za nich wszystko podczas gdy tak nie jest. Używając terminologii żywieniowej – Anki nie jest zdrowym posiłkiem, Anki to co najwyżej suplement diety.

      3. W Anki poza obcojęzyczną definicją wyrazu wpisuję kontekst, w którym go poznałem, czyli ten wyraz w zdaniu lub w zdaniach w polu odpowiedzi.

  3. Lubię tę serię:) Może nie przyda się bezpośrednio w nauce francuskiego, ale na pewno pozwoli spojrzeć na język i kulturę Francji z szerszej perspektywy. Metody nauki są ważne, ale obok tego dobrze poznać trochę historii – Twoje artykuły o dialektach są dla mnie bardzo interesujące i cieszę się, że je publikujesz:)

    1. Ja cieszę się natomiast, że znajdują się osoby takie jak Ty, które interesuje ta tematyka i są gotowe przebrnąć przez artykuły opowiadające nie tylko o metodach nauki, ale również o różnorodności językowej naszego świata. Dziękuję za komentarz, Aulnay, jest bardzo motywujący 🙂

  4. @Karol
    Kolejny bardzo dobry i ciekawy artykuł o tematyce językoznawczej.

    Szok u rodzimych użytkowników związany z „odkryciem", że mowę, którą władają da się zapisać można zaobserwować również wśród społeczności, która na codzień w swoim życiu posługuje się tym językiem. W artykule z 1988 r Profesor Robert S. Bauer zajmujący się m.in. formą zapisu języka kantońskiego tak pisał o swoich doświadczeniach: „Some Cantonese – speakers believe that Cantonese speech cannot be written down. A few years ago as a part of a Cantonese – sociolinguistics research project I was conducting in Hong Kong, I asked subjects to read aloud a story which has been written out in colloquial Cantonese with Cantonese characters used to represent Cantonese morphemes; most of the subjects performed this task without hesitation, but a few were amazed by this story and, with great seriousness, informed me that Cantonese was not a written language.”
    Wynika to nie z analfabetyzmu, lecz z dosyć skomplikowanej sytuacji językowej. W Hong Kongu teoretycznie da się funkcjonować znając jedynie formę pisemną jęzka … pisanego (Standard Written Chinese) ‚jedynie’ potrafiąc mówić w kolokwialnym języku kantońskim.
    Uwielbiam te ‚dialektalne klimaty’, @Karolu z niecierpliwością czekam na kolejną część tego cyklu 🙂 .

    1. @Michał
      Dzięki za komentarz – jak zwykle ukraszony faktem dotyczącym kantońskiego. Przez chwilę kusiło mnie, żeby napisać, iż sytuacja tych dwóch języków jest do siebie podobna, ale mimo wszystko wydaje mi się, iż kantoński jest znacznie bardziej żywotny. Mimo iż można bez niego w Hong Kongu przeżyć to jest on słyszany na ulicach. Oksytańskiego natomiast trzeba naprawdę szukać i mam wrażenie, że bez większych problemów można przeżyć we Francji kilkanaście lat nie zauważając jego obecności. Na domiar złego sama możliwość zapisywania wcale nie pomaga zmienić tej sytuacji – język jest bowiem rozbity dialektalnie, co znacznie utrudnia jego unifikację. O ile dialekty używane w oklicach Perpignan czy Narbony są w ogromnej mierze tożsame z językiem katalońskim (o relacji tych języków też trochę będzie), o tyle te z pogranicza włosko-francuskiego znacznie bardziej ciążą ku mowie rodowitych Piemontczyków. Do tego współistnieją przynajmniej dwa systemy ortograficzne – klasyczny, oparty na średniowieczniej pisowni oraz drugi, opracowany przez oksytańskiego noblistę Frédérica Mistrala, mający swoje źródło w języku francuskim oraz skupiający się na bardziej współczesnym brzmieniu języka. Temat rozwinę następnym razem.

    1. Chwilowo zatrzymam się przy oksytańskim, jako języku, który zainteresował mnie najbardziej i o jakim najwięcej ciekawych informacji mam do przekazania. W ramach cyklu pojawi się jednak na pewno przynajmniej jeden artykuł poświęcony sytuacji językowej na Korsyce, tamtejszym dialektom oraz ich relacjach z poszczególnymi przedstawicielami języków romańskich.

      Bardzo dziękuję za komentarz, strasznie lubię kiedy ktoś zagląda do starych wpisów.

      Pozdrawiam,
      Karol

  5. Bardzo ciekawy i dobry artykuł.Fajnie,że poruszasz sprawe zanikających języków.Mam w domu słownik okcytańskiego wariantu z Langwedocji,Nowy Testament oraz rozmówki wariantu gaskońskiego.Osobiście sam,raz w Lourdes spotkałem jednego pana po70 którego dziadkowie byli z okolic Lourdes i Tarbes,na co dzień posługiwali się occitan.Na youtubie jest bardzo dużo piosenek w tym języku.Pozdr ps Inne artykuły też są fajne.Mógbyś napisać coś o renesansie manx,wskrzeazeniu hebrajskiego ,tubylczych językach obu Ameryk albo dyglosji w arabskim.

    1. Dziękuję za komentarz. Jedna z osób mówiących po oksytańsku, jaką spotkałem również pochodziła z okolic Lourdes – konkretniej z Saint-Pé-de-Bigorre. Wydaje się, że jeśli gdziekolwiek zachowuje się do dziś mocna odrębność językowo-kulturowa południowej Francji to właśnie przede wszystkim w Pirenejach i Béarn, które ze względu na swoje oddalenie od wielkich centrów miejskich ułatwiają przetrwanie miejscowym dialektom.

      Słownika niestety nie posiadam, ale zakupiłem podręcznik do wariantu langwedockiego, który zamierzam omówić w przyszłości na łamach Woofli. Może nawet pokuszę się o kilka lekcji wprowadzeniowych i porównanie go z innymi językami romańskimi (tzn. głównie z francuskim oraz katalońskim) na Woofli. Zobaczymy. Na pewno będzie najpierw jeszcze trochę o felibrach, Mistralu, oksytańskiej muzyce (swego czasu wprost uwielbiałem zespół Nadau), obecnej sytuacji języka. Mam nadzieję, że spodoba się osobom zainteresowanym tą tematyką.

      O manx, hebrajskim, diglosji w arabskim czy językach obu Ameryk z wielką chęcią bym napisał i nie jest wykluczone, że kiedyś to nastąpi, ale wolę się wypowiadać na tematy, w kwestii których mam coś ciekawego do powiedzenia. Tymczasem znam przynajmniej kilka osób wśród tych, które komentują na Woofli, jakie byłyby w stanie przybliżyć temat hebrajskiego, arabskiego czy języków amerykańskich znacznie lepiej niż moja skromna osoba. Sugestię jednak mimo wszystko rozpatrzę i jestem za nią ogromnie wdzięczny.

      Pozdrawiam,
      Karol

      1. Przepraszać nie ma za co 🙂 Następne artykuły o Francji pojawią się za parę tygodni – aktualnie, zgodnie z obietnicą daną czytelnikom, skupię się po raz kolejny na Słowiańszczyźnie.

        Pozdrawiam,
        Karol

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Teraz masz możliwość komentowania za pomocą swojego profilu na Facebooku.
ZALOGUJ SIĘ