Kiedy i jak korzystać z Wikipedii przy nauce języka obcego?

WikipediaNasz facebookowy profil za sprawą zarządzającej nim Karoliny ostatnimi czasy pęka w szwach i niezmiernie ucieszyłem się, gdy jeden z naszych czytelników zamieścił na nim link do artykułu odradzającego ludziom korzystanie z Wikipedii przy nauce języka obcego z prośbą o zapoznanie się oraz krótki komentarz. Temat poruszany był w ostatnim czasie już parokrotnie, dlatego też czuję się zobowiązany postawić przysłowiową kropkę nad "i" oraz zająć zdecydowane stanowisko w tej sprawie, w jednym zwięzłym artykule przedstawiając wszystkie zalety korzystania z tego źródła, a jednocześnie przekazując trochę uniwersalnych prawd na temat tego, z jakich źródeł należy korzystać przy nauce języka obcego.

Autor bloga "Language Surfer" napisał, moim zdaniem bardzo przeciętny, ale pobudzający do pewnych refleksji tekst krytykujący przydatność artykułów z Wikipedii w nauce języka obcego argumentując to ich poziomem sprawiającym rzekomo trudność nawet rodzimym użytkownikom danego języka. Teza ta całkowicie zaprzecza poglądom, jakimi miałem okazję się dzielić w moim ostatnim artykule, w którym nazwałem Wikipedię doskonałym punktem wyjścia w nauce czytania, aczkolwiek porusza aspekt, o którym w nauce języka często zapominamy. Myślę teraz o celowości nauki i nastawieniu na jej praktyczny aspekt.

mlotek

Język nie jest celem samym w sobie. Język to narzędzie do osiągania pewnych celów.

Język to nie przedmiot szkolny, to przede wszystkim narzędzie
Nie chciałbym tutaj poruszać kwestii tego czy w szkole można nauczyć się języka obcego – uważam, że kto chce ten się go w końcu nauczy. Mankamentem naszego systemu edukacyjnego jest przede wszystkim to, iż język obcy został w nim całkowicie oddzielony od tego co jest jego naturą. Znajomość angielskiego została sprowadzona do ocen i certyfikatów, które nierzadko mają się nijak do rzeczywistej umiejętności użycia języka w sytuacji kiedy go rzeczywiście potrzebujemy. Język to przecież narzędzie, które bez konkretnego celu, w jakim ma zostać użyte jest niemal bezużyteczne. Cóż mi przyjdzie z umiejętności obsługi komputera kiedy nie będę wiedział do czego go następnie użyć?

Java_dokumentacja

Czytanie dokumentacji języka programowania nigdy nie nauczy Cię mówić o tym co jadłeś wczoraj na obiad.

Dobór metody nauki do swojego prywatnego celu
Cele w jakich chcemy się nauczyć języka obcego mogą być różne rzeczy, np. komunikacja z osobami, które tym językiem władają, wykorzystanie języka w pracy, żywe zainteresowanie obcą kulturą, czytanie książek w oryginale, słuchanie obcej muzyki, dostęp do źródeł, do jakich bez języka obcego w żaden sposób nie dojdziemy. Mam oczywiście tutaj swoje osobiste typy, ale uczciwie muszę przyznać, że każdy z wyżej wymienionych powodów jest równie dobry i zawsze powinien być kwestią personalną. Rzecz jednak w tym, żeby go rozpoznać, a następnie metody nauki dostosować właśnie do niego. Niby nic trudnego, ale sam miałem okazję się przekonać, iż fakt swobodnej rosyjskiej konwersacji wcale nie musi przekładać się na czytanie z równą swobodą dzieł Dostojewskiego, a pochłonięcie trzech tomów "A History of the Crusades" S. Runcimana (moja ulubiona książka z czasów licealnych) wcale nie wpływa na drastyczny wzrost moich zdolności konwersacyjnych po angielsku. Zawsze to lepsze niż nic, ale rozmawiając o tematach codziennych ćwiczyłem przede wszystkim (i tu niespodzianka!) rozmowy na tematy codzienne, czytając natomiast o wyprawach krzyżowych przygotowywałem się do pracy na angielskiej literaturze historycznej. Absolutnie nie mam dziś do tych źródeł zastrzeżeń – swoje zadanie spełniły znakomicie. Pretensje do materiałów można zaś mieć gdy te nie spełniają naszych oczekiwań. Przeważnie dlatego, że ich spełniać zwyczajnie nie mogą. I tu wracamy do przytoczonej na samym wstępie krytyki Wikipedii.

Co czytać na Wikipedii oraz w jakim celu?
We wpisie krytykującym wolną encyklopedię został przytoczony fragment angielskojęzycznego artykułu o skrzypcach, który rzekomo jest niezrozumiały nawet dla rodzimego Anglika/Amerykanina. Przez fragment przebrnąłem – o ile dla laika może on być faktycznie dość ciężki (choć nie sądzę by osoba wykształcona go nie zrozumiała), o tyle dla kogoś zajmującego się fachowo lutnictwem użyte w nim słownictwo jest dość codzienne. Zastanowiło mnie natomiast w jakim celu ktoś kto zajmuje się zupełnie inną dziedziną nauki miałby czytać artykuł o skrzypcach. Żeby wzbogacić lutnickie słownictwo, którego nigdy w życiu nie użyje? Przecież to niedorzeczne. Zamiast tego proponuję czytać przede wszystkim artykuły z dziedziny, która nas interesują i o której mamy już dość szerokie pojęcie, bo terminy jakie w nich się pojawią niemal na pewno przydadzą się nam w przyszłości.

Kolejna ciekawa obserwacja: tematyka może się czasem różnić w zależności od języka. Jako początkujący programista zdążyłem przebrnąć przez pewną ilość artykułów (nie tylko z Wikipedii) o tematyce informatyczno-matematycznej po rosyjsku i niemiecku, nie wyobrażam sobie programowania bez znajomości angielskiego (choćby dlatego, że cała dokumentacja Javy czy Pythona jest w tym języku – szczerze mówiąc w tym przypadku łatwiej jest mi nawet korzystać z opracowań angielskich niż polskich), ale na dzień dzisiejszy nie widzę potrzeby rozwijania swojego słownictwa w tej dziedzinie po serbsku czy ukraińsku. Nie dość, że znacznie więcej przyjemności sprawia mi czytanie w tych językach literatury czy gazet to prawdopodobieństwo użycia kiedykolwiek informatycznego słownictwa w serbskiej bądź ukraińskiej wersji jest bliskie zeru.

Co zrobić gdy tak naprawdę żadna konkretna dziedzina wiedzy mnie nie interesuje i chce się po prostu nauczyć mówić?
Wtedy zamiast narzekać na Wikipedię i jej rzekomą trudność trzeba zacząć zajmować się czymś zupełnie innym, co przyniesie wymierne rezultaty na polach, na których nam rzeczywiście zależy.

Parę słów o wersji Simple English
Wiem, że wielu czytelników uważa, iż książki lub artykuły napisane uproszczoną wersją języka angielskiego są świetnym materiałem do nauki języka. Do Wikipedii napisanej w tzw. Simple English nawiązał też Piotr w swoim ostatnim wpisie. Do mnie to nie trafia przynajmniej z kilku powodów:
1)łatwość z jaką każdy może czytać strony w Simple English tylko oddala nas od kontaktu z tekstem napisanym w Real English, który zawsze będzie dla nas za trudny, żeby w ogóle po niego sięgnąć.
2)spotkałem się już ze stwierdzeniem, iż dzięki Simple English można szybko opanować podstawowe słownictwo. Rzecz w tym, że słownictwo to znajdziemy też w bardziej skomplikowanych tekstach, osadzone w znacznie bogatszym kontekście.
3)jeśli coś jest łatwe oznacza przeważnie, że nie jest w stanie wiele nauczyć. Wiem, że na początku jest zawsze ciężko, ale im prędzej weźmiemy się za ciężkie rzeczy tym wcześniej staną się one dla nas łatwe.

Powyższy artykuł nie jest prawdą objawioną. Wiem też, że wiele osób może mieć różne zdanie na temat Wikipedii, uproszczonych wersji językowych i nie chciałbym tu absolutnie nikogo przekonywać na siłę. Ucząc się języka powinniśmy robić to co my uważamy za dobre, bo uczymy się go przede wszystkim dla siebie, a nie dla innych. I uczymy się nie dla języka samego, ale po to by go użyć do jakiegoś mniej lub bardziej konkretnego celu.

Podobne artykuły:
Praca własna z tekstem oraz audio gdy brak podręcznika
Nauka języka bez podręcznika – część 2 – czytanie
Ile języków tak naprawdę potrzebujesz?
Ilu języków warto się uczyć jednocześnie?
7 grzechów głównych nauki języków obcych

Obraz młotka został wykorzystany na licencji Creative Commons. Źródło: https://www.flickr.com/photos/justinbaeder/183930977/

20 komentarze na temat “Kiedy i jak korzystać z Wikipedii przy nauce języka obcego?

  1. Ciekawy artykulik jak zwykle. 🙂

    Całkowicie zgadzam się z Twoimi @Karol uwagami dotyczącymi Simple English. Chciałem napisać to samo pod tamtym artykułem, ale stwierdziłem, że jestem zbyt głośny. 😛

    "Zastanowiło mnie natomiast w jakim celu ktoś kto zajmuje się zupełnie inną dziedziną nauki miałby czytać artykuł o skrzypcach. Żeby wzbogacić lutnickie słownictwo, którego nigdy w życiu nie użyje? Przecież to niedorzeczne. Zamiast tego proponuję czytać przede wszystkim artykuły z dziedziny, która nas interesują i o której mamy już dość szerokie pojęcie, bo terminy jakie w nich się pojawią niemal na pewno przydadzą się nam w przyszłości."

    Jeśli czytam Wikipedię, to po to, by się dowiedzieć czegoś, czego nie wiem i na czym się nie znam. Dostanę w ręce dobrą kawę i zbiegnie się to w momencie, jak usłyszę w radiu, lub zobaczę nagłówek artykułu na jakiejś stronie, że kawa pomaga, lub szkodzi o to, czy tamto. Z ciekawości poszukam więc hasła o kawie na Wikipedii i tam przeczytam:

    According to legend, ancestors of today's Oromo people were believed to have been the first to recognize the energizing effect of the coffee plant

    Z ciekawości kliknę więc sprawdzić, kto to są Ci Oromo people…

    Przeczytam też:

    Instant coffee has a much greater amount of acrylamide than brewed coffee.

    Kliknę więc sprawdzić, co to jest ten tajemniczy acrylamide…

    W końcu przeczytam o wielu, wielu rzeczach, o których nigdy wcześniej nie słyszałem. Po drodze poznam wiele słów, których nie znam w moim języku ojczystym. Może nigdy w życiu z nikim nie porozmawiam na temat związku o nazwie acrylamide, ale moja trwająca minutę z nim życiowa przygoda może być równie dobrze w języku angielskim, jak polskim. Z wielu względów może nawet lepiej, jeśli w angielskim.

    Zgadzam się oczywiście, żeby każdy uczył się języka tak, jak jest mu to potrzebne. Jeden chce gł. oglądać filmy, inny czytać literaturę piękną, lub fachową, od ktoś jeszcze innego jedynie wymagają certyfikatu, to niech robi to, co jest mu potrzebne i go w danej chwili interesuje, a nie coś innego. Tylko, że język jest narzędziem do poznawania świata (czy to czytania na określony temat, czy to poznawania ludzi), a potrzeby bardzo dynamicznie się zmieniają i nigdy też nie wiemy, co poznamy. Z definicji poznawania wynika, że stykam się z różnymi rzeczami, które uprzednio potrzebne mi nie były. Tak więc stykam się ze słownictwem, którego nie znam w języku ojczystym i w zasadzie mnie osobiście zazwyczaj niewiele motywuje to próby tłumaczenia tego słownictwa na "mój stary język".

    1. @Piotrze
      Doskonale Cię rozumiem, bo samemu miewam tego rodzaju hipertekstowe wycieczki, jednak są one dla mnie w znacznie większym stopniu rozrywką niż faktyczną nauką języka. Mimo wszystko jednak szansa na kliknięcie artykułu o ludzie Oromo jest znacznie większa niż ta, że przebrnę przez opis tego czym jest acrylamide.

      Zgodzę się też, że język jest narzędziem do poznawania świata, a nasze potrzeby się zmieniają, ale mimo wszystko uważam, iż doskonale zdajemy sobie sprawę czego w danym języku będę potrzebował do szczęścia za miesiąc, dwa i w przerażającej większości przypadków nie będzie to specjalistyczne słownictwo z wielu dziedzin wiedzy (nawiasem mówiąc, to można akurat, w przeciwieństwie do zasad gramatycznych czy wymowy bardzo szybko nadrobić).

      Pozdrawiam,
      Karol

      1. @Karol

        "Doskonale Cię rozumiem, bo samemu miewam tego rodzaju hipertekstowe wycieczki, jednak są one dla mnie w znacznie większym stopniu rozrywką niż faktyczną nauką języka."

        Co to jest ta "faktyczna nauka języka"? Chodzi o czytanie Wikipedii w celu nauki języka? Osobiście chyba nigdy tego nie robiłem.

      2. @Piotr
        Mi się zdarzało ostatnimi laty choćby przy francuskim (oraz paru innych językach, ale tylko we francuskim na tak masową skalę). Liczba napotkanych słów, które były nowe na samym początku była na tyle spora – jest to jedyny język romański, w którym wyszedłem kiedykolwiek poza podręcznik -, iż traktowałem ten proces mimo wszystko jako naukę i niesamowicie efektywny wstęp do czytania trudniejszych tekstów w tym języku.

  2. Trafiłem na ten artykuł "Language Surfer" kilka dni temu i też poruszyła mnie rozbieżność między opiniami autora a Twoimi, Karol. Nawet przez chwilę myślałem, czy nie potraktować tego jako punktu wyjścia do wpisu na swoim blogu, ale w sumie to nie mam nic do dodania 😉 Myślę, że utrafiłeś w sedno – Wikipedia nie pomoże nam specjalnie, jeśli zależy nam na nauce języka konwersacyjnego, ale jest świetnym wprowadzeniem do czytania tekstów akademickich (czy, mówiąc bardziej ogólnie, bardziej złożonych tekstów).

    Nie jestem natomiast równie krytyczny, jeśli chodzi o Wikipedię w Simple English. Zaglądałem tam kilkakrotnie i za każdym razem zamieszczone tam teksty mnie zaskakiwały, jeśli chodzi o bogactwo słownictwa. Spodziewałem się czegoś dużo bardziej prymitywnego. Dużo prostsza jest natomiast budowa zdań. Myślę, że tego rodzaju teksty mogą stanowić sporą pomoc na pewnym etapie nauki. Choć zgadzam się, że w pewnym momencie trzeba zdobyć się na kolejny krok i sięgnąć po "prawdziwy" angielski, inaczej nasz rozwój stanie w miejscu.

    1. Januszu, wiele do dodania nie mam – wiem, że niektórzy bardzo lubią Simple English i nie chciałbym nikogo na siłę od niego odciągać. Często można też spotkać ludzi, którzy do nauki języków obcych polecają książki dla dzieci, napisane rzekomo prostym językiem. Dla mnie Simple English to taki angielski właśnie dla dzieci. Aczkolwiek sensowna argumentacja w drugą stronę jest na Woofli zawsze mile widziana i za nią niezmiernie dziękuję.

  3. "Problem" z Wikipedią jest taki, że nie ma problemu z objętością, tak jak papierowy odpowiednik. Dlatego może się wydawać, że hasła są zbyt szczegółowe i specjalistyczne i w istocie tak jest, jaki i system odnośników sprawia, iż czytanie o kawie kończy się na historii i kulturze ludzi Oromo 🙂

    W papierowej mimo wszystko hasło było opisane zdawkowo, hasłowo, a Wikipedia pretenduje do wyczerpującego dany temat źródła.

    Co do informatyki i angielskiego to pełna zgoda. Jako zawodowy programista wręcz nie wyobrażam sobie pracy w innym języku niż angielski na co dzień.

    Zakres może być różny od posługiwania się anglojęzyczną literaturą i internetem do codziennych spraw i problemów projektowych w języku angielskim. Mało tego uważam, że nieznajomość angielskiego na wysokim poziomie jest głównym blokerem kariery w świecie IT. Widzę to po sobie i staram się to zmienić. Różnie mi to wychodzi, szczególnie kwestie konwersacji, bo tu nie mam za bardzo możliwości tego ćwiczyć.

    A jak wiele "złego" może awersja do angielskiego zrobić w świecie IT pokazuje przykład francuskiego z jego przetłumaczonym często na siłę słownictwem branżowym.

    1. @Czytelniku,
      uwaga dotycząca różnicy formatu Wikipedii od encyklopedii papierowych jest bardzo celna, natomiast nie wiem czy wynikająca z tego szczegółowość tekstu jest wadą, nawet dla osoby uczącej się języka obcego. Tak naprawdę umiejętność czytania ciężkich, specjalistycznych tekstów jest znacznie ważniejsza (często ważniejsza niż sama znajomość języka obcego) niż przebrnięcie przez artykuły rodem z "Faktu", "SuperExpressu" czy WP.

      Konsekwentne podejście Francuzów do ochrony swojego języka bardzo mi się z kolei podoba, bo jest to jeden z niewielu narodów, który nie zachłysnął się językiem angielskim, co czyni kulturę francuską niezwykle ciekawą i odrębną od głównego nurtu dominującego w Europie. Ubocznym tworem tego jest odrębne słownictwo (to w razie potrzeby można zawsze opanować), które, i tu warto oddać Francuzom głęboki szacunek, mimo wszystko rzeczywiście jest używane. Podobna sytuacja ma miejsce również w Chorwacji, tyle że oficjalnych chorwackich słów często nikomu się nie chce używać. Nie mówię tu nawet o tak specyficznych dziedzinach wiedzy jak IT – w Chorwacji z tamtejszymi nazwami miesięcy spotykałem się przede wszystkim w języku oficjalnym, bo ludziom jakoś ciężko przechodziły przez gardło. Żenujące jest tworzenie sztucznych słów, których nikt nie używa, ale jeśli zyskują one poparcie wśród użytkowników – dlaczego nie?

      1. Francuska czystość językowa jest jednak w głównej mierze zasługą Akademii Francuskiej, za którą stoją starsze pokolenia, często jeszcze legitymujące się arystokratycznym pochodzeniem. Większość młodych ludzi używa niestety coraz więcej makaronizmów i odchodzi od przyjętych standardów; nawet jeśli nie są to zapożyczenia, to są to zniekształcenia wewnątrzjęzykowe typu verlan etc., widoczne są także wpływy arabskie. Wspomniana już Akademia Francuska jest coraz częściej postrzegana jako anachroniczna i po prostu wyśmiewana, co stawia pytania o przyszłość języka francuskiego. Co nie zmienia faktu, że w porównaniu z resztą Europy Francja pozostaje niedoścignionym przykładem obrony (i zwyczajnej troski) o język ojczysty. Chociaż osobiście wierzę, że francuski się obroni. Na myśl przychodzą mi jeszcze Norwegowie, którzy również starają się eliminować wszelakie anglicyzmy i nie przyjęły się u nich nawet nazwy takie jak pen-drive czy komputer.

      2. @Magda
        Faktycznie – komputer oraz pendrive to po norwesku (zarówno bokmål jak i nynorsk) odpowiednio datamaskin i minnepinne – zacząłem brnąć dalej i zauważyłem, że słowa te również są inne w języku szwedzkim (dator oraz minne), duńskim (tutaj tylko pendrive nazywa się nøgle, komputer to computer) czy też finśkim (tietokone). We wspomnianym przez Michała islandzkim komputer to natomiast tölva.
        Taki skandynawski fenomen?

  4. Dłuższy czas uczyłam się korzystając ze szkolnych metod, było to nudne, męczące. Potem się przerzuciłam na czytanie różnych ciekawostek, artykułów, których w ojczystym języku nie znajdę. Uczyć się angielskiego tylko po to, żeby poczytać wywiad z ulubionym wokalistą? Albo żeby czytać o jakimś zespole na wikipedii? Po polsku niby się da, ale informacje zwykle są tak okrojone, że płakać się chce… Potem zaczęłam czytać literaturę. Dla mnie ideał! Co z tego, że mogę po polsku? Mnie to zwyczajnie fascynuje, czytam w obcym języku i rozumiem, przeżywam podobne emocje do tych jakbym czytała w ojczystym języku. Więc czemu nie? 🙂 Rozmowy dalej nie do końca mnie przekonują i mimo, że próbuję, to nie sprawia mi to tyle radości co czytanie, ani nie jest mi to tak potrzebne. Zaczęłam też oglądać filmy po angielsku, dużo wygodniejsze. Nie ma lektora, który pomija połowę żartów i dialogów ogółem, mogę oglądać od razu kiedy wyjdzie nowy odcinek serialu zamiast czekać tydzień albo i dwa na tłumaczenie. Od czasu do czasu piszę ze znajomymi obcokrajowcami, wtedy faktycznie zaczynam czuć tę potrzebę by uczyć się konwersacji. Ale nadal, wolę czytać, bo taka natura introwertyka, ja i moje książki 😀 Nie widzę w tym nic złego, szczególnie, że patrząc po znajomych kujących dany język na zasadzie "bo tak trzeba, bo muszę regułki znać na blachę, bo to trzeba wykuć, i to, po co inne źródła kiedy mam podręcznik" i na mnie, jaki postęp zrobiłam ja w stosunku do nich, gdzie ani czytać, ani słuchać, ani rozmawiać… Wolę swoją "dziwaczną" metodę na robienie, co mi się żywnie podoba, choćbym czytała na wikipedii o pantofelkach albo lisach pustynnych-bo lubię 😀

    1. Dziękuję Ci, Nika, za komentarz. Prezentujesz tak naprawdę podejście bardzo zbliżone do mojego, w którym książki spełniają ogromną rolę w porównaniu do pozostałych form użycia języka. Cieszy mnie też fakt, że czytasz literaturę w obcym języku – dla mnie jej świat się zupełnie zmienił od kiedy mogę sięgać po największe dziełą literackie w oryginale omijając polskie tłumaczenie. Już nawet nie myślę tu o rzekomym słabym tłumaczeniu, ale o samym wczuciu się w atmosferę danej książki. Czym byliby "Buddenbrookowie" Manna bez wstawek w dialekcie północnoniemieckim albo niektóre chorwackie opowiadania bez elementów z gwary kajkawskiej i czakawskiej? Niby takie małe smaczki, ale nijak tego oddać się poprzez tłumaczenie nie polski nie uda.

  5. W 100% zgadzam się z Tobą, Karolu. Powinno się czytać tylko to, co nas interesuje. Choć Wikipedię czytam rzadziej niż rosyjską prasę, to jeśli już tam zajrzę, to nie po to, by czytać o rzeczach mi nie znanych, nawet po polsku. Osobiście jestem fanem biatlonu, a że w Rosji jest to jeden z najpopularniejszych sportów, więc artykułów i wywiadów jest mnóstwo do czytania, a co za tym dużo słownictwa dotyczącego tej dyscypliny. Ale przechodząc do sedna sprawy, Wikipedia nie jest wolna od błędów, ale redaktorzy gazet też są nie lepsi, zwłaszcza że nadużywają anglicyzmów(Przykład z rosyjskich gazet "пасьют/персьют zamiast гонка преследования albo jeszcze масс-старт zamiast гонка с общего старта.) Oczywiście nie jest błędnie używać takich terminów, no ale jeśli nasze wypowiedzi bylyby przesiąknięte anglicyzmami, to nie wyglądałoby to dobrze. Więc dobrze też czytać Wikipedię, bo jest ich tam mniej. Przynajmniej w wypadku nauki języka rosyjskiego 🙂

    1. @Saszka
      Na biatlonie, jak i fachowym słownictwie dotyczącym tej dziedziny sportu absolutnie się nie znam, ale zawsze dobrze jest dowiedzieć się paru informacji z rejestru, który był mi w dużej mierze zupełnie obcy. Anglicyzmy to w ogóle kapitalny temat na jakiś dłuższy artykuł – o ile nie mam nic przeciwko przyjmowaniu terminów, które opisują rzeczy całkiem nowe, o tyle przeraża mnie ich używanie w przypadkach kiedy mamy już polskie odpowiedniki, jakie doskonale opisują naszą rzeczywistość. Nawiązując do tematyki sportowej – ostatnimi czasy coraz częściej słyszy się w relacjach piłkarskich "korner" czy też "ofsajd" zamiast "rzutu rożnego" czy "spalonego".

  6. Karol świetny wpis ukazujacy stanowisko, ktore absolutnie popieram. Do Wikipedii zagadam czesto, a jak nie rozumiem slowa czy frazy to szukam jej znaczenia.. jesli ktos zaczalby czytac po polsku Wikipedie to tez wszystkiego nie zrozumie, zwlaszcza przy specjalistycznych pojeciach.. Narzekac mozna predzej na swoje braki w znajomosci jezyka niz na to, ze jezyk jest zbyt trudny.. jesli zbyt skomplikowany to swiadczy to wylacznie o tym, ze wiecej pracy nalezy wlozyc w jego nauke.. tez nigdy nie mialam Wikipedii jako źródło nauki języka obcego, a po prostu źródło informacji, bez względu na język, w którym czytam. Nie można polegać na Wikipedii w celu nauki, można to łatwo zauważyć zmieniająć język tego samego artykułu- w niektóych językach jedna I ta sama informacja jest dużo bardziej rozbudowana, podczas gdy w innych jest powierzchowna I niepełna a jeszcze w innych zupełnie jej brak. To encyklopedia I jako taka zdaje mi sie winna być traktowana. Pozdrawiam! I gratuluje fajnego wywiadu w "Jak nauczyc sie jezyka obcego"? Choc prezentujac praktyczne podejscie do nauki zastanowilo mnie, ze nie wzialbys ze soba ognia na bezludna wyspe 😛 Wlasciwie zastanowilo mnie czemu nikt z ‚przesluchanych’ w poradniku o ogniu nie pamietal 😀 Pozdrowionka

    1. Witaj, Ev 🙂 Cieszę się, że artykuł się podobał. Tematu poradnika do nauki języków obcych wolałbym nie rozwijać – krótko mówiąc idea była świetna, ale wyszło moim zdaniem dość nijak. Ognia natomiast nie wziąłem, ale jak zauważyłaś miałem scyzoryk – scyzorykiem można w dłuższej perspektywnie zrobić wiele rzeczy, których nawet ogniem nie zrobimy 🙂

      Pozdrawiam również,
      Karol

  7. No tak scyzoryk jest faktycznie bardzo pomocny, ale! wszyscy rozbitkowie maja tendencje do tesknoty za ogniem bo i nie tak latwo go samodzielnie rozpalic 😛 sama chyba wyszlam tez z zalozenia, ze skoro bezludna wyspa to jakas egzotyczna, czyli rosly by bambusy, a ze kiedys ogladalam, ze najprawdopodobniej nie znalezniono nozy-odlupkow w Azji dlatego, ze tam najpewniej wyrabiano wszelkie narzedzia z bambusa to doszlam do wniosku, ze obejdzie sie i bez scyzoryka hehe ale miejmy nadzieje, ze faktycznie nikomu sie taka szkola przetrwania nie zdarzy! : )

  8. Ja Wikipedię bardzo lubię za jedno: jeśli nie znajdę jakiejś informacji w polskiej wersji, to bardzo łatwo sięgnąć po szerszy zasób informacji w innym języku, bez przeklikiwania dziesiątek stron. Podczas studiów portugalska Wikipedia była mi bardzo pomocna nie tylko przy przygotowywaniu się do egzaminów z historii i literatury, ale także przy ćwiczeniach z leksyki, szczególnie wtedy, kiedy trzeba było opisać coś szerzej; wyjaśnić, a słowniki podawały jedynie niezrozumiały synonim 😉
    Poza tym, podobnie jak Yana Para Puyu, potrafię czasem zatonąć w Wikipedii i przechodzić od hasła do hasła, dowiadując się po drodze wielu nieznanych wcześniej rzeczy. Celem wtedy jest nie tyle nauka języka, co zdobycie nowych informacji, język jest tu bardziej narzędziem, co jednak nie wyklucza poszerzenia przy okazji np. słownictwa.

  9. Demonizujecie ten artykuł o skrzypcach, dla każdego profesjonalnego muzyka ze znajomością angielskiego na poziomie b1 jest w 100% zrozumiały i napisany w prosty sposób. Można mnożyć przykłady "zbędnych" tematów, pokazywać jak bardzo niepotrzebne jest czytanie np. tekstu o produkcji chemicznej polimerów na Wikipedii po angielsku, ale wyjaśnijcie mi Moi Mili – jaki jest ten prawilny zakres słownictwa uprawniający do przyklejenia etykietki "biegły angielski"? Bzdury o dziurze ozonowej, zanieczyszczeniu środowiska i ustroju politycznym krajów anglosaskich, które zajmują 80% wszystkich podręczników do bardziej zaawansowanego angielskiego? Dlaczegóż nie prosty tekst o skrzypcach? 😉

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Teraz masz możliwość komentowania za pomocą swojego profilu na Facebooku.
ZALOGUJ SIĘ