Author: Michał Nowacki

[MN17] Wróżenia z fusów chińskiej herbaty ciąg dalszy

鬼佬 Larry FeignPrzypuszczam, że Chińczycy muszą mieć setną zabawę patrząc jak 鬼佬-y usiłują doszukiwać się logiki tam, gdzie jej po prostu nie ma.

( 鬼佬 głajloł2 to termin jakim określani są ‘biali’ – przedstawiciele rasy kaukaskiej – przez Chińczyków. Nie jest obraźliwy, choć niekoniecznie w pełni poprawny politycznie, albowiem ideogram 鬼 ‘duch’ nawiązuje do bladej cery Europejczyków. Bynajmniej nie jest to jednak sformułowanie choćby w ułamku tak rasistowskie jak funkcjonujący ((niestety 🙁  ) w naszym języku termin ‘żółtek’.)

Continue reading

[MN16] Zagadki pisma ideograficznego, czyli o wróżeniu z kuli żuka gnojarza

Tym razem zajmę się głównie sianiem fermentu na temat tego, jak dużo (?) daje osobie uczącej się pisma chińskiego znajomość (i umiejętność) rozpoznawania kluczy w ideogramach. Zacznę od wsadzenia kija w mrowisko…Zagadki pisma ideograficznego


"Te co skaczą i fruwają…" 

Pewna, ceniona przeze mnie osoba, zajmująca się nauczaniem języka chińskiego mandaryńskiego, słysząc o moim swobodnym podejściu do zapamiętywaniu znaków [do opisania którego zbliżam się w każdym kolejnym artykule] stwierdziła: odejście od znaczeń kluczy sprawia, że gubimy całą semantykę, która (…) znacznie ułatwia i zapamiętywanie znaków i dedukowanie znaczeń (a przynajmniej (…) kategorii semantycznej) nowych znaków. Np.: wiedząc, że klucz to robak, można wydedukować, że słowa: 蝴蝶, 蜘蛛 czy 蚯蚓 to jakieś robale, co – nawet bez konkretnego znaczenia – ułatwia jednak zrozumienie ogólnego sensu całego zdania, zawierającego te znaki.”

(Uzupełnienie: 蝴蝶 'motyl', 蜘蛛 'pająk', 蚯蚓 'dżdżownica')

 

Czy rzeczywiście wiedza, że 虫 to „jakiś robal” tak dużo daje w kontakcie z nowym, nieznanym nam wcześniej słowem? Nim spróbuję odpowiedzieć na to pytanie, podam kilka wskazówek, jak zapamiętać kształt i znaczenie tego ideogramu / klucza 虫.

"Robal" wydaje się być konkretnym pojęciem, ale to tylko złudzenie. By skutecznie je wykorzystać trzeba dokonać wpierw ‘synekdochizacji’. Przybliżyć, sprecyzować konkretnym, łatwo wyobrażalnym owadem, choćby znanym nam z dzieciństwa np.: pszczółką Mają, Guciem, Mrówką Z, czy Flikiem (z „Dawno temu w trawie”). Dopiero wtedy owad staje się konkretnym obrazem. Ja jednak wolę zapamiętać to, co widzę  – żaglówkę虫: 中 żagiel + maszt, 一zarys burty, 丶płetwa sterowa. Mogę oczywiście wyobrazić sobie Pszczółkę Maję żeglującą po jeziorze i powiążę w ten sposób rzeczywiste znaczenie z kształtem ideogramu. Znów zaznaczę, że widząc虫mogę swobodnie posługiwać się wygodnym skojarzeniem graficznym żaglówki i nie pozbawia mnie to wiedzy, że znaczeniem tego ideogramu jest "owad". Wiem, że "to jest kamień".

owad >g> żaglówka 虫 =>

中 żagiel + maszt + 一 zarys burty + 丶płetwa sterowa

 

Nie zgodzę się jednak z tym, że wiedza, iż 虫 to "owad" tak dużo daje. Starożytne i 'współczesne' (Linneuszowskie) rozumienie systematyki ma ze sobą niewiele wspólnego i znak 虫  występuje również w nazwach zwierząt, które owadami przecież nie są, co bardzo rozmywa użyteczność tej wskazówki, oto przykłady:

mniej typowe 'owady' – skorupiaki:

'homar' (dosł.: smocza krewetka) 龍蝦 lub 'krab' 蟹

płazy: 'kijanka' 蝌蚪, 'żaba' 青蛙

gady: 'młody smok' 虬, 'wąż' 蛇

ssaki: 'nietoperz' 蝙蝠, 'jeż' 蝟鼠, 'głupek' 蠢材

Po drugie, 虫 pojawia się w znakach tworzących słowa, które z owadami nie mają zupełnie nic wspólnego np.: 強姦 'gwałt'. Oczywiście ‘ideologię’ można zawsze dorabiać na siłę; ideogram 強 oznacza właśnie 'siłę' (mrówka podnosząca n-krotność swojej masy ?), ‘agresję’ (rozsierdzony szerszeń ?) i ‘upartość’ (żuk toczący kulę odchodów ?).

Efekt motyla karalucha

Jednak i brak klucza 虫 w ideogramie nie oznacza, że coś nie jest owadem; klasyczny przykład z języka kantońskiego:曱甴* ‘karaluch’. Znaki użyte do zapisu tego słowa przypominają raczej tłoki, ewentualnie packi, przed którymi ucieka wspomniany karaczan. Z drugiej jednak strony, ten obrzydliwy stawonóg zapisywany jest w standardowym języku chińskim znakami rzeczywiście zawierającymi w swojej strukturze klucz 虫: 蟑螂 lub rzadziej i bardziej naukowo jako: 蜚蠊. Oto wspomniana trójca karalusza:

曱甴 gAt6 dzAt6**、蟑螂 dzełnk0 lonk4、蜚蠊 fej2 lim4

Ciekawostka przyrodnicza*: kolokwialne słowo "karaluch" do połowy lat 70 XX w. funkcjonowało w postaci graficznej: 甴曱, w słownikach z lat późniejszych notowane jest już jednak jako: 曱甴, przy czym wymowa tego złożenia ulegała jedynie kosmetycznym zmianom.

甴曱 >rotacja o 180°> 曱甴

Ciekawostka fonetyczna**: w przypadku języka kantońskiego wiele, nawet kolokwialnych słów, można jeszcze bardziej "ukolokwialnić":

(słownikowo) > (w mowie codziennej)

'motyl' 蝴蝶 łu4 dip6 > łudip2

'karaluch' 曱甴 gAt6 dzAt6 > gAt6 dzAt2

(Tutaj zahaczam o zagadnienie związane z tym, czy rzeczywiście warto przejmować się tonami. Do próby odpowiedzi na to pytanie wrócę w odpowiednim momencie czyniąc wyłom w bezkompromisowym podejściu, o który pisałem niegdyś w artykule o tonach języka mandarynskiego.)


Bogactwo leksykalne

Tytułowy chrząszcz gnojarek (vel skarabeusz vel żuk gnojowy) jest przykładem zdumiewającego mnie bogactwa leksykalnego języka chińskiego. W mandaryńskim (chińskim standardowym) kolega Syzyfa funkcjonuje pod nazwami:

蜣螂、屎殼郎、糞金龜

Niewyżyci lingwistycznie Kantończycy do powyższego zestawu dolepili swoje pomysły:

屎甲蟲、推屎蟲、牛屎蟲

lub

屎殼螂(zwyczajowo zapisywany jako: 屎殼郎

A propos, najbardziej produktywnym narzędziem języka chińskiego są konstrukcje peryfrastyczne, które często pozwalają nawet najbardziej "wyrafinowany" termin przybliżyć plastycznym opisem; i tak jeden ze wspomnianych wariantów leksykalnych:

推屎蟲

to po prostu "推 pchający 屎 ekskrementy 蟲 owad".


Ideograficzność

Zdarza się, że chińskie ideogramy w kapitalny wręcz sposób przedstawiają jakieś pojęcie. Popularną niegdyś w Polsce nawierzchnię (tzw. kocie łby), często wykazującą pewne braki w czasach współczesnych, dobrze, w sposób graficzny oddaje sąsiedztwo dwóch znaków: 凸 'wypukłość', 凹 'wklęsłość'.

凸凹

'wertepy, wyboje'

japońskie: deko boko

凹凸

'wyboisty, nierówny'

japońskie: Otocy

kantońskie: nap1 dat6

mandaryńskie: 11tu

Język chiński jest jednak na ogół sam pełen wybojów, jeśli chodzi o relację: prostota / abstrakcyjność pojęcia versus stopień skomplikowania użytych do zapisu ideogramów:

鑿窟窿

'wiercić dziurę' (np.: w ścianie)

Zaskakujące (pozytywnie) są jednak przypadki, w których wysublimowane pojęcia można oddać wręcz prostackimi znakami, które w tym wypadku przypominają mi Jurka Dudka 大 12 tańczącego w bramce z baletnicą / łyżwiarką :

大方

'wysmakowany, wysublimowany, gustowny, wyrafinowany'


Problemy binarne, czyli "na dwoje babka wróżyła"

Omówione wcześniej przykłady: 曱甴 v 甴曱 oraz 凸凹  v 凹凸, pod względem dydaktycznym należą do problemów, które nazywam binarnymi. Wydaje się, że zapisanie tworzących słowo ideogramów w poprawnej kolejności (50% szans) oraz przypisanie im odpowiedniej wymowy (50% szans) to najprostsze do wyobrażenia wyzwania pamięciowe. Jednak zgodnie z Prawem Murphy'ego, licząc tylko szczęście, w 90% wypadkach popełniamy błąd. To samo tyczy się próby zapamiętania wielu innych słów: chiński 'ping-pong' 乒乓球,kantońskie 'mniej więcej' 咁上下, znaki 部 i 陪、klucze / ideogramy 爿 i 片 są zmorą każdego leniwie i naiwnie wierzącego w statystycznego fuksa.

乒乓球、 咁上下、部、 陪、爿、片

Szczególnie ciekawe (choć pewnie tylko dla mnie) jest zagadnienie współistnienia wariantów kluczy i ich rozmieszczenia w kwadracie "wypchanym" pozostałymi elementami graficznymi.

Przyjmijmy, że ideogram składa się z:

  1. klucza (mogącego mieć kilka wariantów graficznych), w teorii, klasyfikującego znak do pewnej kategorii semantycznej. (W praktyce bardziej użyteczne jest to, że można na podstawie umiejętności wskazania klucza znaleźć ów znak w słowniku, jeśli nie znamy wymowy.)
  2. całej reszty, która może sugerować wymowę znaku albo nie mieć z nią nic wspólnego. W skrajnym wypadku, znak może być pozbawiony dodatkowych elementów graficznych.

Doświadczenie

Analiza strukturalna pisma ideograficzne często kończy się opracowaniem korelacji, których funkcjonalność odzwierciedla próba użycia durszlaka zamiast miski.

Zróbmy małe doświadczenie. Spróbujmy stworzyć zestaw reguł, które pozwolą nam rozwiązać marginalny – binarny problem – stwierdzić, które ideogramy A i B złożone z tych samych elementów są jedynie wariantami graficznymi tego samego morfemu, a które reprezentantami graficznymi zupełnie różnych morfemów. Innymi słowy interesuje nas kiedy (pod względem znaczenia) A = B, a kiedy A ≠ B.

Już w jednym z pierwszych artykułów wspominałem, że warianty graficzne (=) tych samych znaków mogą się różnić bardziej niż dwa zupełnie różne (≠) znaki

搵 = 揾

温 = 溫

冰 = 氷

為 = 爲

裏 = 裡

ale

佘 ≠ 余

士 ≠ 土

日 ≠ 曰

己≠已≠巳

候 ≠ 侯

輪 ≠ 輸

我 ≠ 找

感 ≠ 惑

埋 ≠ 理

連 ≠ 運

書 ≠ 晝

要 ≠ 耍

折 ≠ 拆

考 ≠ 老

Tym razem skupię się na nieco innej "klasie podobnych znaków"

A

B

ten sam klucz

略=>+各

畧=>+各

柑=>+甘

某=>甘+

叮=> +丁

可=>丁+

叨=>+刀

召=>刀+

inny wariant graficzny tego samego klucza

忙=>(心)+亡

忘=>亡+

裡=>(衣)+里

裏=>+里

Wydaje się, że analiza kilku przypadków pozwala już wyciągnąć jakieś wnioski:

  1. nie ma znaczenia, czy w dwóch badanych znakach użyty jest ten sam klucz (np.: 田), czy jego wariant (衤 v 衣)
  2. o tym, że są to dwa różne znaki (a nie warianty graficzne) decyduje jedynie kolejność zapisu elementów
    1. jeśli w obu przypadkach reprodukcję zaczynamy od klucza, to są to jedynie warianty graficzne np." 略 = 畧
    2. jeśli pisząc znak ręcznie raz zaczynamy od, a za drugim razem kończymy na kluczu to są to zupełnie inne znaki  柑 ≠ 某

I mamy rację! Tylko się nam tak wydaje. W przypadku poniższych trzech znaków składających się z klucza 田 w różnym stopniu nadzianego na kija 丨 tworząc reprodukcję graficzną każdego z nich (przynajmniej), zaczynamy od rysowania 田…

由=>+丨

申=>+丨

甲=>+丨

nie zmienia jednak faktu, że oznaczą zupełnie co innego, zatem "reguła" 2.1 nie jest spełniona.

由 ≠ 申 ≠ 甲

Jeszcze inaczej jest w przypadku znaków "ja" 我 ≠ 找 "szukać", chociaż składają się z tych samych elementów (zapisywanych w tej samej kolejności), to akurat inny z nich jest uznawany za klucz

        我 => 手         +  

("zespawane" ze sobą jedną kreską)

       找 =>(手)+ 戈

(przestrzennie odizolowane od siebie)    

Niestety pismo ideograficzne należałoby zakwalifikować raczej do nauk faktograficznych takich jak biologia czy historia, niż ścisłych – pokroju matematyki.


Międlenie klucza w zamku:

Wbrew pozorom (co chociażby pokazuje wcześniejszy przykład) wskazanie za pierwszym razem klucza nie zawsze jest intuicyjne.

1. 阝 to identyczny, pod względem grafii, wariant dwóch zupełnie innych „podstawowych” kluczy (dopiero znajomość formy podstawowej umożliwia znalezienie znaku w słowniku)

立+口+ )<= 部 ≠ 陪 =>)+立+口

2. te same elementy składowe, inny z nich jest kluczem

+口<= 加 ≠ 另=>+力

ale, jak we wcześniejszym przykładzie

+甘<=柑 ≠ 某=>甘+

ponadto

咖=>+加

㗎=>+架=>加 +


Dawno temu w trawie

Twierdzenie o możliwość przewidzenia czegokolwiek rozsądnego na podstawie znajomości kluczy (czy szerzej – elementów składowych), nawet w najlepszym wypadku (choćby zagadnień poruszanych w tym artykule) jest równie wiarygodne, co posłużenie się liściem akacji do oceny relacji z (potencjalną) drugą "połówką".

Powyższy ideogram oznaczający właśnie "pół; połowę" (nie mylić z 羊 – "owca, koza"), ze względu na kształt przywodzi mi na myśl wspomniany twór natury, pozwalający uzyskać nie tylko odpowiedź na problem binarny – "kocha (?), nie kocha (?)", ale również ustalić mój aktualny stosunek do chińskiego pisma  ("kocham (?), lubię (?), szanuję (?) i vice versa (tj. mnie ono) fascynuje (?), intryguje (?) …").


Chemiczne reminiscencje

W liściach (a dokładniej w chloroplastach) zachodzi, proces fotosyntezy, której produktem jest tlen i cukier – glukoza. Z kolei cukry przywodzą mi na myśl pewien prostacki – binarny problem związany z pojęciami: erytro i treo. Przez wiele lat nie byłem w stanie w sposób "trwały" (tj. ze 100% pewnością) zapamiętać, który, z prostych cukrów to treoza, a który erytroza, dopóki nie "odkryłem", że jednoznaczna wskazówka mnemotechniczna ukryta jest w samych nazwach tych związków.

Erytroza

Treoza

W erytrozie (we wzorze Fischera) grupy OH są po tej samej stronie "łodygi", tak, jak rozgałęzienia w literze E, natomiast w treozie są one naprzeciwko siebie, co dobrze oddaje kształt litery T. To oczywiście tylko zbieg okoliczności, ale spostrzegawczość będąca fundamentem skutecznej pamięci jest właśnie umiejętnością wygrzebywania z otaczającej nas przyrody, znanych nam już wcześniej kształtów.


Zobacz również:

Problematyka pisma ideograficznego (część 1)

Problematyka pisma ideograficznego (część 2)

Problematyka pisma ideograficznego (część 3)

Jak ‚nauczyć się’ hiragany… w godzinę?

Patrz z własnej perspektywy; szyj metodę na miarę własnych potrzeb i możliwości

Lepsza własna wędka, niż cudza ryba, czyli jak nie dać się złowić w sieć „edukacyjnych uzależniaczy”

Ortograficzny chaos

[MN15] Ortograficzny chaos

Hieronim Bosch

Jeśli wejdę kiedyś do polityki, pierwszym moim projektem będzie wprowadzenie na podręcznikach do nauki języków azjatyckich ostrzeżenia podobnego do tych, jakie już są na paczkach papierosów. Będzie brzmiało ono mniej więcej tak:

Ministrowie Edukacji, Zdrowia i Sportu ostrzegają:

"Doszukiwanie się logiki w budowie chińskich znaków jest stratą czasu i prowadzi do chorób umysłowych. Choćbyś czynnie znał 10 000 [tu można wstawić dowolnie dużą liczbę] znaków, to i tak nie przewidzisz z rozsądnym prawdopodobieństwem, jak się wymawia 10 001-szy poznany znak, a szansa, że zgadniesz choć jedno jego znaczenie (najczęściej z wielu), na podstawie znajomości elementów składowych, jest mniejsza niż trafienie szóstki w totka."

Myślę, że taki komunikat oszczędziłby złudzeń wielu osobom, które zabierają się za pismo ideograficzne, przynajmniej podświadomie, wierząc, że nadejdzie taki dzień, w którym odgadną znaczenie niewidzianego wcześniej znaku lub zapiszą ze słuchu słowo, którego formy graficznej nigdy nie widziały. Nie, taki dzień nie nadejdzie.


"Dalej, bryło, z posad świata!"… Na co komu ortografia?!

W jednym z ostatnich artykułów Karolina wspominała o powracających co jakiś czas pomysłach uproszczenia – uwolnienia polskiej ortografii. Realizacja tej idei bez wątpienia korzystnie wpłynęłaby na bogactwo językowe – nie mielibyśmy, jak nędzarze, jednego słowa "żółw" lecz współistniejące jego 24 warianty (wierzę w fantazję rodakówż/rz + ó/u + ł/u/ó + w/f = 2 x 2 x 3 x 2 = 24): żółw, żułw, żóuw, żuów, żuuw, żóóf, żółf, żułf, żóuf, żuóf, żuuf, żóóf, rzółw, rzułw, rzóuw, rzuów, rzuuw, rzóóf, rzółf, rzułf, rzóuf, rzuóf, rzuuf, rzóóf. Bez wątpienia taka innowacja pozytywnie wpłynęłaby na kreatywność przyszłych pokoleń. Na szczęście nie każdą "szajbę deregulacyjną" trzeba sprawdzać na sobie. Jest duża szansa, że ktoś, gdzieś na drugim końcu świata, już dawno wpadł na równie 'gienialny' pomysł.


Studium przypadku

W swoim czasie niemalże do szaleństwa doprowadziło mnie kolokwialne kantońskie słowo (o niechińskiej etymologii): "wszystko razem" … do dziś nie wiem jak je zapisać, ani wymówić w sposób prawidłowy. Co, w ogóle, to sformułowanie oznacza w przypadku języka oddanego w ręce ludu?

O ile w Polsce o ortografii i "kształcie" nowych słów decyduje Rada Języka Polskiego, w skład której wchodzą wybitni językoznawcy: m.in. prof. Jan Miodek  oraz nieco bardziej konserwatywny prof. Jerzy Bralczyk, o tyle w Hongkongu wpływ mają sami, również Ci mniej wybitni, użytkownicy języka. Oczywiście w komunistycznych Chinach taka swoboda byłaby nie do pomyślenia (trzeba mieć przecież wszystko pod kontrolą cenzury). "Liberalizm językowy" to fajny wynalazek, ale nie zawsze się sprawdza i ma niewiele wspólnego z jednoznaczną próbą standaryzacji norm językowych.

"Only in Hong Kong does Cantonese remain a local standard; though it is a standard without standardization and very few people give a damn about it."

LORD, Robert. 1983. The Language Bomb, Part I. South China Morning Post. June 20 : 2

 

"In talking to Hong Kong Cantonese-speakers about what is standard Cantonese, I have found that the typical attitude of the speaker born and raised in Hong Kong is that standard Cantonese is whatever he or she speaks".

BAUER Robert S. (1984), "The Hong Kong Cantonese Speech Community", Cahiers de Linguistique Asie Orientale. Vol. ХIII.1: pp. 57-90.

Research

Wracając do wspomnianego, kolokwialnego kantońskiego złożenia sprawa okazała się wręcz fascynująca. Przegląd kilku opracowań, artykułów, słowników, podręczników i stron internetowych pozwolił mi zgromadzić kolekcję wariantów ortograficzno – fonetycznych tego słowa. W poniższej tabeli zamieściłem sposoby, w jaki różni autorzy, na przestrzeni lat, zapisywali to złożone z trzech morfemów słowo. ("〇" oznacza, że nie podano formy graficznej znaku; niekiedy dwie sylaby (pod warunkiem spełnienia precyzyjnych regułek) mogą ulec kontrakcji, np.: bAnklAnk6 > blAnk6.)

rok z którego pochodzi źródło

(pierwsze wydanie)

grafia i fonia kantońskiego słowa: "wszystko razem"

1856

喊ham6

〇*ba6

〇lAnk6

1947

喊ham6

口棒 ba(nk)1

呤lank6

1959

喊ham6

口捧ba(nk)6

唥lank6

1972

〇ham3

〇ba3

〇lAnk3

1977

口感ham6

口棒bAnk6

唥lAnk6

blAnk6*

1996

冚hem6

唪bAnk6

唥 lAnk6

2005 (1993)

冚ham6

口棒bAnk6

唥lAnk6

2006 (1998)

口冚ham6

口棒bA(nk)6

唥lAnk6

2004 – 2009

口棒

ham6

ba6

lAnk6

blAnk6

冚 ham6

辦 bAn6

爛 lAn6

咸 ham4

不 bat1

剌 lAt6

2010

冚ham6

吧ba1

唥lAnk6

冚ham6

扮bAn6

爛lAn6

喊hAm6

唪bAnk6

唥lAnk6

Z pewnością powyższa tabelka nie wyczerpuje wszystkich możliwych wariantów, a sam przypadek nie umywa się do tego, opisanego w książce Mieczysława Künstlera – "Języki Chińskie":

"Jeden ze słowników znaków występujących w napisach na brązie, napisany przez Rong Genga, zawiera 1894 znaki odczytane oraz ich 13 950 wariantów graficznych, Znaki krótkiej, trzysylabowej frazy, występującej bardzo często na brązach, a brzmiącej "dzun bał i " – 'czcigodne, drogocenne naczynie', mają wedle tegoż autora odpowiednio 207, 193 i 172 warianty graficzne."


Specyficzne regułki języka chińskiego 

Jeśli jakieś słowo czy znak występuje w wielu wariantach, to zgodnie ze starym chińskim powiedzeniem 約定俗成 najbardziej "poprawny" jest ten "zaakceptowany w oparciu o powszechną praktykę", a więc niejako w wyniku społecznych konsultacji.

Jednakże, gdy kolega z Hongkongu (student ekonomii; rodzimy użytkownik języka kantońskiego) czytając, "dla zabawki", na głos ręcznie opracowane przeze mnie teksty, z których się uczę, zatrzymał się przy złożeniu 口冚口棒唥 stwierdził, że nie wie co ono oznacza. Gdy wypowiedziałem to słowo na głos, przyznał, że nie wiedziałby jak je w ogóle zapisać chińskimi znakami i sam chcąc to uczynić użyłby:

a) synonimu (o jasnej – chińskiej etymologii), słowa zakorzenionego w języku chińskim standardowym (mandaryńskim): 全部 czjunboł6;

b) albo… angielskiego "all". (Przy czym zapisując je na kartce w postaci ALL wymówił "or" – wpływ kolegów z Japonii (?), w kantońskim głoska r nie występuje)


Zapożyczenia fonetyczne

"Sztuczka a" mieści się w ramach koncepcji zapożyczeń semantycznych opisanych przez Williamsa:

"characters having nearly the same meaning as the colloquial word, but of an entirely different sound, are adopted, so that even if the reader does not know the vulgar sound he will make no mistake as to the sense."

Williams, Samuel Wells. 1856. A Tonic Dictionary of the Chinese Language in the Canton Dialect. Canton: Office of the Chinese Repository.

Rozszerzona interpretacja regułki pozwala nie tylko zapisać znaki mające wiele wariantów / niedające się wpisać na komputerze / niemające żadnej formy graficznej (są takie słowa!) ideogramami zakorzenionymi np.: w języku standardowym, ale dotyka również słów złożonych z wielu morfemów.

Zatem słowo wypowiedziane jako:

hambA(nk)6 lAnk6 można bezkarnie zapisać posługując się jednoznaczną formą graficzną słowa wymawianego zupełnie inaczej, ale oznaczającego mniej więcej to samo: hambA(nk)6 lAnk6 > 全部.

Reguła działa także w drugą stronę, tzn. słowo zapisane jako: 全部 można przeczytać zgodnie z odpowiadającą mu wymową: czjunbołalbo (aczkolwiek nie w każdej sytuacji jest to "dozwolone") wokalnie sparafrazować (ang. diglossic paraphrasing) jako hambA(nk)6 lAnk6.

(Tutaj zahaczam o "problematykę" przeplatających się różnych rejestrów języka kantońskiego; zagadnieniu temu w przyszłości, poświęcę nie jeden artykuł.)


Mixed code / code switching

Zapisanie słowa hambA(nk)6 lAnk6 > angielskim słowem "all" nie jest niczym szokującym w "polis", w którym, z racji wieloletnich wpływów angielskich – Hongkong do 1997 r. był kolonią brytyjską, (obecnie do 2047 r. jest Specjalnym Regonem Administracyjnym 特別行政區 pod, coraz mniej, częściową jurysdykcją Chin Kontynentalnych) – intensywnie mieszały się dwa zupełnie różne języki. Współistnienie dwóch systemów pisma, choć wygląda mało estetycznie, jest często spotykaną sytuacją, zarówno w standardowym języku chińskim:

...假回香港call我。

兩晚的演出百分之九是ENJOYABLE,...

jak i kolokwialnym kantońskim:

Jenny 用一把甜到令我打冷震o既聲答我:「聽日我約個 Friend 出海呀!How about Monday?」

「你估佢同我講咩咁 serious?」


W jaki sposób te angielskie słowa są odczytywane?

a) po angielsku

lub

b) po kantońsku; tzn. zgodnie z sylabariuszem języka kantońskiego; np.: sylaba nie może kończyć na "l", dlatego też fraza call我 ("zadzwoń do mnie") jest wymawiana jak ko1 nko5.

Nie zawsze jednak angielskie słowo jest zapisywane alfabetem łacińskim, często dopasowuje się przypadkowy, pod względem znaczenia, ideogram o, w miarę, podobnej wymowie.  Słowo "show" ("występ, pokaz") można "zostawić" w angielskiej wersji lub podstawić znakiem 蘇 ('tymianek'; 'ocknąć się') wymawianym: soł0.

Niestety języki chińskie nie dorobiły się jednoznacznego systemu zapisu zasymilowanych, obcojęzycznych słów, takiego, jakim dysponuje choćby japoński, w którym obecność dodatkowego sylabariusza – katakany znacznie upraszcza opisywane zagadnienie.

Przeciętny Europejczyk często byłby w stanie dobrać znaki znacznie lepiej oddające brzmienie angielskich słów. Zamiast 的士 dik1 si2 ("taksówka") można byłoby przecież bardziej precyzyjnie zapisać je jako 得士 lub 德士 dak1 si2 (sylaba wymawiana jako "tak" nie istnieje). Dzięki genetycznej, chińskiej arbitralności wyłapanie wielu wplecionych, angielskich słów jest trudne : 沙展 sa0 dz-in("sergeant" – sierżant), 拔蘭地 bat6 lAn1 dej2  ("brandy" – winiak), nie mówiąc już o jednosylabowych inspiracjach: 波 bo('ball' – piłka), 飛 fej1 ('fare' – opłata), 啤 be('beer' – piwo). Podkreślam, że znaczenie wymienionych ideogramów nie ma nic wspólnego z kontekstem w jakim zostały użyte, liczy się jedynie względne podobieństwo fonetyczne do brzmienia angielskich słów.

(Piętno jakie na języku kantońskim wypalił angielski jest na tyle głębokie, że warto będzie i temu zawisku poświęcić oddzielny artykuł.)



Alfabet versus język chiński 

Wykorzystanie fonii

Wbrew temu, co niektórzy twierdzą w języku chińskim nie ma alfabetu (podobnie zresztą jak wynalazku "spacji" i "wielkiej litery"), jednak Kantończycy chętnie sięgają po angielskie głoski i litery. Dzięki temu morfem 啲 di1  można zapisać jako "D" lub rzadziej "d".

後面D位平D呀?

zamiast

後面啲位平啲呀?

Słów, które są hybrydą "literowanych głosek" z ideogramami jest sporo: BB仔 bi4 bi1 dzaj2 "dziecko", BB車 bi4 bi1 ce1 "dziecięcy wózek",卡拉OK ka1 lAj1 1 kej1 "karaoke",K士 kej1 si2 (ang. 'case')  "przypadek".

Występują również twory doskonale znane w języku polskim: DJ di1 dzej1, DVD  di1 łi1 di1, CD s-i1 di1, OK oł1 kej1.

Ciekawym przypadkiem jest kantońska wersja słowa "T-shirt" T恤 ti1 sełt1, w którym z jednej strony wykorzystana jest angielska wymowa litery T, a z drugiej jej kształt.



Wykorzystanie grafii; 開Q it let's do it

Ostatni przykład pozwala "zgrabnie" przejść do zjawiska jakim jest wykorzystanie w słowie grafii liter (oraz cyfr). Nie tylko w języku angielskim (U-turn, O-ring, J-curve, S-curve, V-necked; slangowe 4 = for, 2 = to, w8 = wait) ale i w niemiecki takie przykłady są znane (O-Beine, X-Beine). Jednakże w kantońskim oprócz  O-字腳 (dosł. stopy w kształcie litery O czyli "kolana szpotawe") czy V-字領 (dosł. szyja w kształcie litery V czyli "wycięcie w serek") występują oryginalne słowa: 開Q hoj0 kiu1, czy nieco przestarzałe Q簫  kiu1 siu1  (ze względu na resztki przyzwoitości nie podam ich znaczenia, zasugeruję jedynie, że połączenie O z 丶nawiązuje do anatomii). Kantoński idzie jednak jeszcze krok dalej – podobieństwo w kształcie liter można wykorzystać nawet do zapisu fragmentu ideogramu, przy czym, tym razem, zupełnie pomija się wartość fonetyczną "przyszytej" litery, np.:

咗 = o左

dzo2

頂 = j頁

formalnie: ding2, kolokwialnie: denk2



Chaos2

Sposób pisania: sms'ów, maili, postów na forach czy powieści internetowych oparty jest na dwóch krzywych nogach: lenistwie i szybkości zapisu. Dlatego wiele osób rezygnuje z wpisywania, najbardziej moim zdaniem poprawnego ideogramu, 啲 na rzecz jego prostszej lub dającej się szybciej wklepać formy: 的,o的,D,d. Jak ktoś się "zapędzi", może również wmieszać jeden z dwóch odpowiedników (w zależności od kontekstu) tego morfemu z języka standardowego 些 selub 一點(兒)jaddimi4. Nikt się nie przejmuje również tym, że formalnie 的 dik1 i 啲 disą morfemami pełniącymi zupełnie odmienne funkcje i pochodzącymi z innych rejestrów, liczy się to, że odbiorca wie, co autor ma na myśli. Ze względów historyczno – genealogicznych zamiast 啲 należałoby stosować formę graficzną najstarszego znanego "przodka" 尐, ale akruat ten wariant jest najrzadziej używany.

啲、的、o的、尐、D、d、些、一點(兒)



Koniec aktu 1

Forma zapisu języka chińskiego jest na tyle obszernym i fascynującym tematem, że jeden artykuł nie pozwala nawet na wstęp do wprowadzenia zarysu podstaw.  Nie chodzi o to, by upajać się jej stopniem skomplikowania, lecz dostrzec, że wejście na tę śliską posadzkę na sztywnych nogach niechybnie skończy się obolałym 囚. Stąd zalecenia Bruce'a Lee dotyczące tego, by być bezforemnym, bezkształtnym, jak woda dostosowywać się do napotykanych trudności.


"For those who dream of further developing the Cantonese characters into a standardized writing system, may I quote words of a mysterious voice which I imagine to have heard from above : "You may continue playing this graphic game, as long as you don't rock the boat too hard".

Shun-chiu Yau


W kolejnym artykule oprócz dalszego rozpoznania przeciwnika, pokażę pierwsze mini wskazówki (będzie o tym jak nadziać robaka na haczyk), których "moc" porównałbym do przeciętej butelki, którą można wybrać z dna łódki niewielką ilość wody. Na pompę z prawdziwego zdarzenia jeszcze przyjdzie czas.


Teoria chaosuHieronim Bosch

Pojęcie chaosu zawsze kojarzy mi się z twórczością Hieronima Boscha. Kilka lat wcześniej, zanim po raz pierwszy zainteresowałem się pismem ideograficznym, w ramach zajęć z plastyki musiałem wybrać obraz i omówić jego budowę – kompozycję oraz symbolikę. W owym czasie szczególnie zaintrygował mnie "Wóz z sianem", którego reprodukcję zamieściłem na początku artykułu. Chociaż niedługo po prezentacji, czas wywiał mi z głowy większość szczegółów, to jak się okazało, coś z tego pozostało.

"Jestem przekonany, że nie da się niczego całkowicie zapomnieć; ślady pozostawione w pamięci są nie do zatarcia." 

 Thomas De Quincey

Gdy po raz pierwszy zetknąłem się twarzą w twarz ze znakiem 面, przeżyłem deja vu – przecież gdzieś już to widziałem!

Kształt tego znaku przywiódł mi na myśl drabinę H opartą o stóg siana , który połączony był 丿ludzkimi sylwetkami z unoszącą się nad nim  chmurą. Wszytkie wspomniane elementy tworzą szkielet konstrukcji obrazu, z którym zetknąłem się w polskim, codziennym życiu. Bardzo łatwo jest zapamiętać coś, co już wsześniej widzieliśmy, a więc poniekąd znamy.

Choć brzmi to niedorzecznie, wszystkie elementy, z których zbudowane są chińskie znaki już gdzieś, kiedyś pojawiły się w naszym otoczeniu, wystarczy tylko je dostrzec, połączyć i związać ze znaczeniem słowa. O tym, jednak, innym razem.


Zobacz również:

Problematyka pisma ideograficznego (część 1)

Problematyka pisma ideograficznego (część 2)

Problematyka pisma ideograficznego (część 3)

Jak ‚nauczyć się’ hiragany… w godzinę?

Patrz z własnej perspektywy; szyj metodę na miarę własnych potrzeb i możliwości

Lepsza własna wędka, niż cudza ryba, czyli jak nie dać się złowić w sieć „edukacyjnych uzależniaczy”

[MN14] Lepsza własna wędka, niż cudza ryba, czyli jak nie dać się złowić w sieć "edukacyjnych uzależniaczy"

Chineseasy

Od pewnego czasu wręcz zdumiewa mnie rosnąca popularność projektu „Chineasy” mającego na celu popularyzację pisma ideograficznego. Ktoś mógłby pomyśleć, że jako autor artykułu o nauce hiragany w godzinę powinienem być wpiekłowzięty oglądając tego typu prezentacje 1, 2, 3. Tak jednak nie jest, albowiem prezentowana przez chemiczkę – 曉嵐 metodologia zapamiętywania chińskich znaków uzależnia i upośledza wyobraźnię, co, w przypadku zgłębiania chińskiego pisma, jest raczej niedźwiedzią przysługą. Posłużę się słowami Karola; przedstawione w programowej książeczce przykłady „absolutnie nie przygotowują nas (…) do nadejścia momentu, kiedy ich zabraknie”.


Co kryje się pod śliską łuską ryby?

Autorka wpierw twierdzi, że…

“A Chinese scholar would understand 20,000 characters. You only need 1,000 to understand the basic literacy. The top 200 will allow you to comprehend 40 percent of basic literature – enough to read road signs, restaurant menus, to understand the basic idea of the web pages or the newspapers. Today I'm going to start with 8 to show you how the method works

… po czym w swoich wystąpieniach w kluczowych rolach obsadza "ideologicznie wygodne" znaki, których użyteczność dla osoby uczącej się jest marginalna np.*: 吅>13053. W poniższej tabeli zebrałem ideogramy, które były rdzeniem wspomnianych prezentacji, natomiast w indeksach górnych wpisałem ich numery frekwencyjne zgodnie z badaniami przeprowadzanymi na Tajwanie (kraju pochodzenia autorki projektu, gdzie oficjalnym językiem jest mandaryński, w piśmie używane są znaki tradycyjne, natomiast większość obywateli w "domu" posługuje się jednym z dialektów języka Min).

 AB

A / B x3
404  * 3033 959
9
521 1802 5891
739 332 90 1215
288 56
124 1524

7160

155 1627 1601
218
405 1435 5029
146 10615 2566
5 7

Co staneło mi ością w gardle?

Starając się zaakceptować formę tego typu prezentacji – ledwie kilka minut, by wprowadzić publiczność w ekstatyczny stan – nie mogę przemilczeć licznych "naciągnięć":

1. Ideogramy, których znaczenie rzeczywiście jest sumą lub wypadkową elementów składowych stanowią ledwie kilka(naście) procent populacji chińskich ideogramów. We wspomnianych prezentacjach, tego typu złożenia są nadreprezentowane. Nie pojmuję tego fenomenu, ale Chińczycy czują jakiś wewnętrzny przymus udowadniania obcokrajowcom, że system pisma ideograficznego jest niesłychanie logiczny, choć wszelkie znaki na niebie, papierze i ziemi temu przeczą. Nawet te logiczne złożenia wydają mi się mocno naciągane: 安 oznacza 'stabilizację, spokój, bezpieczeństwo': bo przecież kobieta 女 pod dachem 宀… co ma piernik do wiatraka, wracający do, oczekującej go w domu już od kilku godzin, żony pijany mąż ze śladami szminki na policzku bynajmniej nie czuje się bezpiecznie. 好=> 女 "kobieta" i "dziecko" 子 oznaczą, że "jest dobrze"… tabloidowy (po)twór: mamamadzi zdecydowanie zaprzecza tej sielankowej interpretacji. Co, osobę piszącą maila w XXI w., obchodzi geneza i historyczna interpretacja znaku stworzonego n-tysięcy lat temu?

2. Autorka, kiedy to "wygodne, miesza ze sobą system znaków tradycyjnych i uproszczonych (wpierw podając tradycyjny wariant znaku 'brama' 門 (uproszczony: 门), co jednocześnie nie przeszkadza jej chwilę później stwierdzić, że od znaku 人 "człowiek" można wywieść 从 "podążać", problem polega jednak na tym, że jeśli spojrzeć z punktu widzenia systemu znaków tradycyjnych, to ów ideogram jest dawno temu wyszedł z użycia. Jednak w Chinach kontynentalnych powrócił do łask będąc uproszczeniem znaku stosowanego na Tajwanie: 從, choć z praktycznego punktu widzenia najczęściej jest używany w kontekście: "z" [jakiegoś miejsca], "od" [jakiegoś czasu]. Analogicznie jest w przypadku ideogramu "tłum"; uproszczony – podany w prezentacji: 众, tradycyjny: 眾.

3. Choć 木 , to rzeczywiście "drzewo; drewno", to jednak chcąc powiedzieć / zapisać po chińsku to słowo trzeba posłużyć się bardziej skomplikowanym znakiem 樹. To, że jakiś ideogram "coś" oznacza bynajmniej nie jest równoważne z tym, że można go użyć w tym znaczeniu.

4. Autorka mija się z prawdą twierdząc 囚, że znak: "więzień" to "człowiek" 人 w "ustach" 口. W rzeczywistości  口 "usta" i 囗 "ogrodzenie" są dwoma różnymi kluczami i dopiero wybór właściwego z nich tj.  囗 "ogrodzenia" pozwala znaleźć znak 囚 w słowniku. Podobnie jest w przypadku 昌 "schlebiać; kwitnący"; ideogram nie składa się z dwóch "słońc" 日 lecz ze "słońca" i czasownika "mówić" 曰 – nieco archaicznego znaku charakterystycznego dla klasycznego języka chińskiego. W tym wypadku, to jednak górny fragment znaku wpływa na lokalizację w słowniku, więc tym razem tego typu "uproszczenie" nie niesie ze sobą poważnych konsekwencji.

5. Choć znak 閂 5029 oznacza "zamykać; zamknięty" to jednak jest znacznie bardziej powszechny w kolokwialnym kantońskim; w chińskim mandaryńskm użylibyśmy 閉1518. Trudniej byłoby jednak wcisnąć publiczności przekonywującą historyjkę, że "zamykać" składa się z "bramy" 門 i stricte gramatycznego słówka "dopiero wtedy" 才, a nie "sztaby" 一 .

6. Dobór przykładów jest sprawą bardzo istotną, jednak te prezentowane przez autorkę są bardzo proste. Łatwo można podzielić znak na prostsze elementy, w rzeczywistości nie zawsze jest tak pięknie. Wiele fragmentów jest ze sobą "sklejonych". W 制: 牛 i 巾 są ‘nadziane na jednego kija', z kolei w 旁 klucz 立 jest 'sklejony' podstawą z 冖, natomiast w 裏 pomiędzy 'pokrywkę' 亠 i dolny fragment znaku 衣 'wciśnięto' 里; niektóre klucze są wybrakowane: 步 składa się z 止 i 少 ale bez kreski丶z prawej strony… jednak nic w przyrodzie nie ginie i z kolei w innych znakach pojawiają się nadmiarowe elementy np.: 添=>氵+天+小+ wspomniana kreska丶. Największy problem stanowią jednak fragmenty znaków, którym nie daje się przypisać określonego znaczenia.

(Dla formalności: w Japonii, po II Wojnie Światowej, znak 步 "uproszczono" dodając wspomnianą, "brakującą kreskę: 步> 歩; z kolei, aby być w pełnej zgodzie z prawdą, dolny fragment ideogramu 添, czyli ⺗, nie wywodzi się od znaku 小, lecz jest dość rzadko spotykanym – trzecim wariantem klucza – serce (心、忄、). "Problem" współistnienia wielu wariantów kluczy zostanie poruszony w kolejnym artykule).

7. Powyższe nieścisłości, to ledwie wierzchołek góry lodowej. Największe zastrzeżenia mam do samej metodologii projektu „Chineasy”; będąc złośliwym, powiedziałbym, że czajnis rzeczywiście jest izi jeśli dysponujemy zespołem grafików i rysowników na zawołanie. Osoba ucząca się w oparciu o tę metodę jest właściwie ubezwłasnowolniona i w pełni zależna od pomysłowości autorów książeczki oraz wybranych przez nich przykładów. Aż ciśnie się na usta okrzyk, wołającej na puszczy, Adriany: "Miejcie umiar! Dobre korzystanie z podręcznika polega m.in. na tym, żeby wiedzieć, kiedy go odłożyć."

Mógłbym wspomnieć jeszcze o wielu wadach wynikających z niekompletności metody:

– znaki są wyrwane z kontekstu

– izolowane ideogramy mają na ogół cały pęk znaczeń, dopiero słowo  i / lub kontekst pozwala zawęzić pole semantycznych do rozsądnych rozmiarów

– metoda nie porusza kwestii związanej z ręcznym zapisem znaków oraz wpisywaniem ich na komputerze

– nie ma słowa o fonetyce, gramatyce, składni; nie wystarczy na chybił trafił ustawić obok siebie kilku ideogramów, nie skomentuję poziomu zaawansowania (Advanced!) poniższych "zdań" (?)

Zdania

8. Na koniec pytanie retoryczne: Czy rzeczywiście narysowanie tych znaków na obrazkach przedstawiających ich znaczenie jest tak skuteczną metodą ich zapamiętywania?


Gotowe rozwiązania

Danie, uczącej się osobie, ryby zamiast wędki, nie zawsze jest złą metodą, o ile zakres materiału jest "ogarnialny jednym rzutem oka". Szalenie podoba mi się sugestywna, przedwojenna polska metoda ułatwiająca zapamiętywanie alfabetu Morse'a (1, 2, 3).

Alfabet Morse'a

 Księga Harców, wyd. II, Harcerskie Biuro Wydawnicze "Na tropie" Sp. z o.o., Warszawa 1939

Nawet nie będę starał się dociec czym jest "oko opatrzności", ale po jednokrotnym spojrzeniu na ten rysunek informacja, że literze "O" odpowiadają trzy kreski – – – prześladuje mnie do dziś.


Problem dużej skali

W przypadku chęci przyswojenia kilku tysięcy chińskich znaków, gotowe rozwiązania przestają mieć rację bytu, albowiem zestaw ideogramów, które "mogą się przydać" jest zbiorem otwartym, by nie powiedzieć, że nieskończonym. Samo znalezienie (nie mówiąc już o stworzeniu takiego zestawu) mnemotechnicznej interpretacji znaku zajmowałoby mnóstwo czasu… chociaż niewykluczone, że problem ten skutecznie rozwiązała zapomniana już dziś transkrypcja graficzna z 1936 r. opracowana przez polskiego chemika (sic!) – sinologa samouka Domana Wielucha. Niestety nie udało mi się znaleźć choćby jednego zdjęcia oryginalnych prac tej intrygującej mnie postaci, a na podstawie nielicznych , współczesnych doniesień trudno cokolwiek konkretnego wywnioskować o funkcjonowaniu tej metody  (1, 2, 3, 4, 5, 6, 7).


Problematyka tworzenia dobrych systemów klasyfikacji chińskich znaków

Przez długi czas zastanawiałem się nad cudownym ustawieniem chińskich znaków pozwalającym jednym ruchem zapamiętać ich większą liczbę, jednak jest to problem dość złożony ze względu na to, że w języku chińskim brakuje choćby jednej "niezmiennej". Różnie systemy znaków (tradycyjny, uproszczony; uproszczenia w japońskim są często inne niż w chińskim), dodatkowe znaki dialektyczne, nieprzejrzysty i nie do końca intuicyjny system kluczy, zdemolowany zresztą przez reformę w Chinach kontynentalnych, warianty tych samych ideogramów zależne i niezależne od użytej czcionki, różne warianty wymowy jednego ideogramu, radykalne różnice w fonii wynikające z "dialektyczności" lub rejestru języka (kolokwialny – formalny), odmienne interpretacje liczby i kolejności stawiania i przebiegu kresek itd.

Idea stworzenia doskonałego, sztywnego ustawienia ideogramów umożliwiającego uczącej się osobie jednym ruchem zainicjować reakcję domino – cykl pamięciowy pozwalający zapamiętać lub połączyć ze sobą ich większą liczbę, jest póki co utopią, którą dobrze obrazuje poniższy schemat dotyczący dyscypliny, której duch unosi się nad tym artykułem.

Reakcja domino


Be like water

Do każdego problemu można podejść na dwa sposoby, niczym:

Doktor Jekyll; tradycjonalnie, (pseudo) naukowo, usiłując wszystko zrozumieć (1, 2, 3)

pan Hyde; brutalną, skupioną siłą szaleństwa (1)

Ze względu na chaos pisma ideograficznego, każde sztywne podejście szybko daje w kość swoją niepraktycznością. Tej stajni Augiasza nie okiełzna Pani z białą rękawiczką, tu potrzeba radykalnych, heraklejskich rozwiązań, a sama metoda musi być przede wszystkim elastyczna i dopasowywująca się do amorficznego systemu chińskiego pisma.

You must be shapeless, formless, like water. When you pour water in a cup, it becomes the cup. When you pour water in a bottle, it becomes the bottle. When you pour water in a teapot, it becomes the teapot. Water can drip and it can crash. Become like water my friend.”

Bruce Lee


Nie da Ci tego książka, nie da Ci tego słownik znaków, co może dać Ci Twa wyobraźnia i spostrzegawczość

Kolejne kilku artykułów poświęcę rozmaitym aspektom związanym z praktyczną nauką pisma chińskiego. Poruszę zagadnienia związane z percepcją informacji graficznej, ułomnością analiz strukturalnych, pseudologicznością pisma ideograficznego, by na końcu zaprezentować wynikającą z tych rozważań moją wędkę, którą będzie w stanie się posłużyć każdy, kto tylko uwierzy (i sprawdzi na sobie), że w tym szaleństwie jest metoda. Jako regularny bezwstydnik muszę przyznać, że najlepszy, moim zdaniem, sposób zapamiętywania znaków opiera się nie na skakaniu po słownikach, lecz na wyobraźni, spostrzegawczości i umiejętnej obserwacji otoczenia. Właściwie jego mottem mógłby być niezwykle inspirujący fragment pierwszego artykułu Karoliny: "Mało kto ufa (…) temu, jak wiele możemy dać sobie my sami. Być swoim własnym mistrzem to coś, do czego nieustannie dążę i od czego wychodzę wierząc, że nauka wypływa ze mnie – i tam też wraca – dając mi poczucie realnego spełnienia."



Suplement;  Jak zapamiętać te kilka prostych znaków, jeśli akurat nie masz pod ręką armii grafików komputerowych?

Skrótowe założenia tej "metodologii" przedstawiłem w artykule na temat zapamiętywania znaków hiragany.

Wyobraź sobie (że)…

człowieka, który poślizgnął się na skórce od banana 人, albo próbuje wygramolić się z namiotu

z tekturowego pudła 口wysypujesz setki oderżniętych ludzkich ust

potencjalny pasażer 火, goniący uciekający autobus, pali się żywym ogniem

grupę prawdziwych polaków wyjących do księżyca patriotyczne pieśniobchodzących kolejną miesięcznicę (miesiąc), bezczeszczących polski sztandar 月 dowolnie [cenzura] napisem; (dwa znaczenia)

zamykasz / ściskasz w, niekoniecznie naszym, dzienniku  日 (dzień) słońce; (dwa znaczenia)

kolędnika z olbrzymim drzewem na ramieniu zamiast gwiazdy na kiju 

świecznik 山 (z "Pięknej i bestii") wspinający się na wierzchołek góry

w(y)jeżdżasz samochodem przez bramę rodem z saloonu 門 (z Dzikiego Zachodu)

[dowolny przymiotnik] kobieta opala się na zdezelowanym leżaku 女; lub ugania się za kurą 女, którą chwilę wcześniej pozbawiła łba

Na razie wystarczy; na bardziej zaawansowane przykłady np.: 灩 przyjdzie czas. Każdy, kto nie spędził całego życia gapiąc się w białą ścianę, jest w stanie sprawnie połączyć informację graficzną z semantyczną. Sztandarowe rysunki "Chineasy" nawet nie ocierają się o możliwości jakie daje własna wyobraźnia, która jest bezpłatna i zawsze pod czaszką.


Skojarzenia są tylko drogą do celu, a nie celem samym w sobie vel suplement dla opornych sceptyków:

-Nasiona… weźmy na przykład nasionko… eh, zaraz, zaraz. Załóżmy, załóżmy, że TO jest nasionko…

-Ale to jest KAMYK.

-Ja wiem, ja wiem, że to jest kamień, ale przyjmijmy na chwilę, że to jest nasonko. W końcu od czego mamy oboje wyobraźnię. A teraz, teraz spójrz na to 木. Wszystko, co potem będzie tym OLBRZYMIM 木 już teraz jest wewnątrz tego maleńkiego nasionka… Potrzeba tylko trochę czasu, trochę 日 i deszczu i voilà !

-To z tego, wyrosnąć ma 木?Ale to KAMYK

– Z nasionka oczywiście, pomyśl logicznie, bo może jest to jeszcze dla ciebie za trudne, bo może jeszcze nie jesteś 木, tylko małym nasionkiem, ale do czasu… 

-Ale to KAMYK!

-JA WIEM CO TO JEST! CO TY MYŚLISZ, ŻE JA NIE WIEM CO TO JEST KAMYK, JAK PÓŁ ŻYCIA SPĘDZAM MIĘDZY KAMYKAMI!?

Rozmowa Flika z Dorą; "Dawno temu w trawie"


Zobacz również:

Problematyka pisma ideograficznego (część 1)

Problematyka pisma ideograficznego (część 2)

Problematyka pisma ideograficznego (część 3)

Jak ‚nauczyć się’ hiragany… w godzinę?

Patrz z własnej perspektywy; szyj metodę na miarę własnych potrzeb i możliwości

[MN13] Nie zastanawiaj się o czym „Woofla napisze” za kolejne 3 dni, zastanów się, czym Ty, już dziś, możesz zainteresować Czytelników Woofli …

Poszukujemy nowych autorów!


All hands on deck!

I want you for Woofla - dołącz do nas 2Paliwem każdego nowego przedsięwzięcia, szczególnie tak unikatowego, jakim jest Woofla są ludzie i ich pomysły. Idee porównałbym do szczepek drewna, które po wrzuceniu do ognia pozwalają w krótkim czasie uzyskać dużo ciepła. Niemniej jednak, jak grube by nie były, w pewnym momencie blask ogniska powoli przygasa, a i siedzenie w zimny wieczór wokół ledwie żarzących się węgli przestaje być przyjemne i w końcu każdy rozchodzi się do swojego namiotu, aby zagrzebać się w ciepłym śpiworze. Choć autorom Woofli jeszcze bardzo daleko do wypalenia (się i tematów), to jednak fakt, że od ponad 4-ech miesięcy ciągle tych samych pięć osób lata po opał skutkuje pewną stagnacją hamującą rozwój portalu. Mamy wiele pomysłów wykraczających poza obecną formułę, ale tylko 10 dłoni. Owszem, do wooflowego ogniomistrza – Karola, co jakiś czas zgłaszają się osoby, które dotychczas raczej biernie przyglądały się staraniom zmierzającym do tego, by każdy z Czytelników znalazł tu treści, które go zainteresują, skłonią do refleksji, zachęcą do dyskusji oraz dzielenia się swoimi spostrzeżeniami i pomysłami. Jednak, z jakiegoś, nie do końca zrozumiałego dla nas, powodu, każdy początkowo pełen entuzjazmu autor chcący ku naszej ogromnej uciesze dołączyć do zespołu Woofli, „wysłany” po raz pierwszy „na akcję” po chrust, ginie w czeluściach ciemnego lasu i już nigdy nie wraca…


Powody takiego stanu rzeczy mogą być różne. Wiem, że niektóre osoby nie są pewne, czy tematy na które chciałyby pisać zainteresują innych Czytelników. Jest tylko jeden sposób by się o tym przekonać – opublikować pierwszy artykuł. Z poznawczych względów największą wartość mają właśnie teksty bogate w problemy, które nie zostały dotąd poruszone. W rzeczywistości najchętniej komentowane są jednak artykuły, na których temat Czytelnicy mają już wyrobione zdanie jeszcze przed ich przeczytaniem, ale taka już nasza – ludzka konstrukcja…

„Proszę pana, ja jestem umysł ścisły. Mnie się podobają melodie, które już raz słyszałem. Po prostu. No… To… Poprzez… No reminiscencję. No jakże może podobać mi się piosenka, którą pierwszy raz słyszę.”

„Rejs”; 1970 r.


Mogę się domyślać, że drugą, związaną z tym, kwestią jest obawa jak treść zostanie przyjęta przez komentujących. Uprawiając tego typu ekshibicjonizm, który znamionuje m.in. to, że piszemy pod naszymi prawdziwymi nazwiskami, musimy liczyć się z tym, że któregoś dnia na nasze głowy zostanie wylane wiadro pomyj.

„(…) Nie ma szczęścia dziewczynina, ale po co się tu pchała, mogła w domu siedzieć. Wlazła na ring, to dostała w ryj…”

Robert Górski; Kabaret Moralnego Niepokoju;  skecz: „Lachony”

Na szczęście Woofla jest jednym z ostatnich rezerwatów kultury wypowiedzi i dyskusji. Nawet jeśli Czytelnicy w 100% nie zgadzają się z tym o czym mówimy, to piszą o swoich zastrzeżeniach w sposób kulturalny i świadczący o tym, że chcą by rozwijająca się debata skłoniła do refleksji zarówno autora jak i pozostałe osoby mające w przyszłości (nie)przyjemność przeczytania owego artykułu. Jednak o to właśnie chodzi: „jeśli dwaj partnerzy zawsze się zgadzają, jest o jednego za dużo."


Kolejnym czynnikiem „odpychającym” nowych autorów może być to, że nasze artykuły są w ich ocenie po prostu za słabe. Na swoją obronę możemy powiedzieć, że nie jesteśmy ani lingwistami, ani dziennikarzami, lecz po prostu hobbistami – normalnymi ludźmi, którzy mają swoje życie, w którym języki nie są jedynym motywem, często studiującymi (niekiedy na kolejnym już kierunku lub stopniu) i pracującymi jednocześnie. Jesteśmy jednak w stanie wykrzesać z siebie tyle entuzjazmu, by dzielić się w wolnej chwili swoimi przemyśleniami. Oceniamy, że nasza siła tkwi właśnie w tej „odświeżającej amatorskości” i samouctwie. Nie jesteśmy nagabywaczami szkół językowych chcącymi podprogowymi chwytami wydusić z Czytelnika ostatnie 10 złotych. Nie gwarantujemy nieomylności, ale przynajmniej wierzymy w skutecznośc tego, o czym piszemy. Stoimy w jednym szeregu z tymi, którzy pragną ulepszyć system edukacji językowej w Polsce. Do współpracy zapraszamy oczywiście również osoby o typowo lingwistycznym wykształceniu mając nadzieję, że wzmocni to również merytoryczną stronę portalu.


Wahanie potencjalnych autorów także może być powodowane niepewnością dotyczącą tego, czy sprostają „naszym standardom”. Od kandydatów oczekujemy ‘jedynie’ gotowości do napisania jednego artykułu w ciągu miesiąca (ok. 1000 słów) na wybrany przez siebie temat. Nie spodziewamy się „dzieł życia”, ani kolejnej epopei, lecz kawałka akceptowalnej, mającej ręce i nogi polszczyzny. W przypadku zainteresowania, zachęcamy do napisania pilotażowego artykułu do naszej „redakcji”. Mamy świadomość, że tekst nigdy nie będzie w pełni satysfakcjonował autora, żeby jednak przestrzec przed przesadną perfekcją przytoczę fragment pewnej rozmowy:

„ – (…) Szukałem idealnych słów, które powinienem (…) wtedy powiedzieć, ale nie znalazłem, więc nie powiedziałem. (…) Słowa, wciąż ich brak. (…) Piszę powieść po nocach, tygodniami. Tworzenie rzeczy doskonałej jest procesem bolesnym. Oto ona, jedyne zdanie.
– Czy zechciałbyś przeczytać na głos?
– Wydaje mi się, że właśnie mam na to ochotę. Dziękuję. „Pewnego pięknego, majowego ranka, elegancka młoda amazonka na świetnej, smukłej klaczy jechała, być może, wzdłuż kwiecistej alei Dibellon.”(…) Co byś o tym powiedział?
– Słowa są piękne…
– To tylko szkic. Nie ośmieliłbym się oddać tego wydawcy… ale pewnego dnia znajdę słowa, w których poczujecie zapach tej alei i usłyszycie stukot kopyt. Tego dnia wydawca czytając mój rękopis wstanie i powie: „Panowie, czapki z głów”.(…)”

Fragment rozmowy Josepha Granda z Doktorem Bernardem Rieuxem i Jeanem Tarrou. Ekranizacja powieści Alberta Camusa: „Dżuma; 1992 r.

Nie czekajcie, aż znajdziecie słowa, które w sposób idealny wyrażą Wasze przemyślenia, przybliżcie to tymi, które w tym momencie dobrze oddadzą treść i nie „ulepszajcie” swoich tekstów w nieskończoność.

"There was once a novelist who wrote a very long book. It took him ten years of hard work. When he reached the end and read back what he had written, he realized that he was no longer the person of ten years ago. His wisdom had deepened, his skill had increased. And so he sat down to rewrite the book. Ten more years passed. When he reached the end of his second draft, he read back what he had written. Again, he realized that he was no longer the person who had begun the rewrite. His wisdom was deeper still, his skill more profound. And so he sat down to rewrite it a third time…”

“There is no point of arrival, no point of perfection. You just do your best with what you’ve got, cross your fingers and send your creation out into the WOrld [OF LAnguages].”

Nigel Watts; “Write a Novel And Get it Published”


Cienki ze mnie motivational speaker, dlatego domyślam się, że powyższe uwagi mogły nie przekonać wszystkich osób, które chciałyby do nas dołączyć, ale się boją – (klasyczny konflikt dążenie – unikanie, któremu nie raz ulegam).

Marek HłaskoW swojej kolumnie bardzo często „oddaję głos” mistrzom literatury (tym razem Markowi Hłasce), którzy w sposób dla mnie nieosiągalny potrafią oddać istotę problemu. Z perspektywy czasu trudno mi powiedzieć, czy to właśnie zamieszczony poniżej fragment miał decydujący wpływ na to, że postanowiłem przestać się krygować ze swoimi ‘ledwie’ kilkuletnim hobby dotykającym budowy języków obcych, i poczułem chęć „osiągnięcia” czegoś więcej współpracując z osobami o podobnych zainteresowaniach.

Na pewno siłę oddziaływania wzmocniła zbieżność imion, dlatego łatwiej było mi się odnaleźć w roli Kosewskiego. Miałem wręcz porażające uczucie, że podmiot liryczny rozmawia ze mną. Być może również i tym, którzy dotąd się wahają czy wejść w bardziej aktywną rolę, poniższy tekst pomoże podjąć „męską” decyzję i wziąć sprawy we własne palce…

„(…) Tylko masz się nie łamać tak głupio i, pamiętaj, wierzyć w siebie, silnie wierzyć. Bez takiej wiary, silnej i gorącej, to szkoda gadki. Ale i w innych musisz wierzyć (…) chcą ci pomóc i na pewno pomogą. Nie zrażać się tylko, przeciwnie, wgryzać się w to wszystko, w robotę. No, pewnie, że niełatwe to dla ciebie, ale dasz sobie radę, jak tylko będziesz chciał. A że ci tam ktoś nawet głupio przygada, bracie, to nie powód do tragedii; ty wiesz: ludzie są rozmaici. I tacy, i tacy, jeden zrozumie, nic nie powie, drugi będzie się śmiał, gadał, co mu ślina na język przyniesie. Często sami zapominają, jak od życia brali w tyłek. Czy ja tego samego nie słuchałem? (…) Nie przejmuj się tym. Masz ten swój cel i wal śmiało, na przekór, a na pewno dojdziesz. (…) Chcemy ludzi mocnych i śmiałych, a nie łachudrów. Właśnie wierzymy w człowieka, w jego możliwości, w rozum, w serce. (…) Właśnie na tej wierze budujemy to wszystko. Marnie by było z tobą, gdyby nie ta wiara. To nie frazesy, człowieku. (…) Po prostu nie wierzysz w to, że sam potrafisz sobie poradzić, że już umiesz cokolwiek zrobić. Mówmy szczerze: nie masz żadnej wytrwałości. Lada niepowodzenie, nawet nic nie znaczące, już ciebie łamie, już jesteś do niczego, szmatę z ciebie robi: opuszczasz ręce i najchętniej zmieniłbyś zawód. (…) Nie można tak ciągle liczyć na kogoś, że ten ktoś za ciebie zrobi wszystko, że weźmie za rączkę, poprowadzi na gotowe. Ty sam musisz w siebie wierzyć, sam próbować, nie oglądać się ciągle na innych. A że trzeba czasami zacisnąć zęby, no, to takie już jest życie. Samo nic nie przychodzi, wszystko trzeba zdobywać. (…). No, to pamiętaj, musisz wierzyć w siebie i wierzyć w nas. Jak nie będziesz miał tej jakiejś twardości, jak będziesz taki miękki, to faktycznie nie warto się brać za nic, bo i po co? Naszarpiesz się, namęczysz się i nigdy nic z tego nie będzie.(…) Co, ty boisz się tego (…), co?…(…) Ty się niestety wszystkiego boisz, życia się boisz. Ty nawet jeszcze nie żyjesz, to jeszcze nie jest życie. (…) Możesz się pogniewać na mnie albo nie, twoja sprawa. Ale ja ci też chcę powiedzieć, że te twoje wszystkie hmm… nieszczęścia, nad którymi się tak roztkliwiasz, to dlatego, że ty nie masz tej odwagi, już nie mówię bojowości. Zramolałeś jakoś, życie przemknie, przejdzie koło ciebie, a ty nawet nie będziesz wiedział, kiedy, co, jak. Życie swoją drogą, a ty sobie, z boczku, z boczku przeraczkujesz. A że tam ludzie walczą o coś, biją się, szarpią, to fiuuu… co to ciebie obchodzi. Ty tylko boczkiem, boczkiem, pomalutku, żeby się nie ubrudzić.
– Ja – powiedział Kosewski – ja. No, nie wiem, Stefan. Ty, ty nie wiesz, co ja…
– Przeżyłem? Wiem. Nic nie przeżyłeś, Michał, i nic nie przeżyjesz, jeśli tak dalej będzie. Ty życia nie przeżyjesz, przepełzniesz tylko przez życie. A pełzakiem każdy potrafi być. Ale przeżyć takie prawdziwe życie, takie bliskie, gorące, uuu… to już nie każdy. Walczyć i zwyciężać, bić się o coś… no… A nie całe życie siedzieć tylko w swoim ogródeczku. (…) W walce jest też spokój, Michał, w walce, właśnie w walce. Czy ty tego nie rozumiesz, że przecież życie bez jakiejś walki o coś, dla kogoś, dla innych to tylko erzac, jakaś pusta forma…
– I tylko walkę, tylko taki odlew można lać w tę formę?
– Tylko, Michał. Inaczej pozostanie tylko pustą formą… (…) Zrewiduj ty to wszystko. Pamiętaj, że kiedyś przyjdzie taki czas, że trzeba będzie spojrzeć wstecz, w te kilkadziesiąt lat życia, zrobić jakiś bilans, obrachunek. I co wtedy zobaczysz? (…) Wtedy nawet nie będziesz wiedział, jak nazwać te kilkadziesiąt lat. Będzie jakieś takie bez tytułu! Jak ta pusta forma. Przecież formę się odrzuca, forma przeważnie idzie na szmelc, a odlew idzie między ludzi i ten dopiero mówi o formie. Pusta forma pozostanie tylko pustą formą. Przełam się, do cholery, zejdź z tego marginesu, przestań się zgrywać, po co ci to? Na co ci to? Sam siebie nie dasz rady oszukać, a u ciebie wszystko, (…) z tego wynika. Z takiego braku odwagi: "Ja sobie pomalutku, pomalutku, tylko dla siebie, pomalutku łebkiem na świat!" Zawsze po czyichś śladach… A samemu nic wydeptać nie potrafisz. I pomyśl, pomyśl trochę o tym odlewie…

Marek Hłasko; „Baza Sokołowska”; 1951 r.

Epilog
Dwa miesiące po mojej trzeciej w ciągu ostatnich dwóch lat większej, nieudanej próbie przedyskutowania na szerszym forum swoich przemyśleń na tematy związane z językami obcymi, 3 października 2014 r. przeczytałem, jak się okazało, ostatni post na moim ulubionym blogu językowym – „Świecie Języków Obcych”, na którym przybierałem dotychczas zupełnie bierną postawę nie zamieszczając choćby jednego komentarza. Jeszcze tego samego dnia napisałem do Karola w sprawie nowego projektu, niedługo potem stając się historycznie drugim, tym razem w pełni aktywnym współtwórcą Woofli na pierwszy ogień rzucając artykuły poświęcone problematyce pisma ideograficznego, które niemal 3 lata czekały na ujrzenie światła dziennego.


Ada

Ostatniego lata, kiedy ukończyłam moje 1,5 kursu w szkole językowej, zaczęłam desperacko szukać choćby namiastki kontaktu z osobami, których hobby stanowi nauka języków obcych. Przeglądanie archiwów wymierających forów dyskusyjnych wprawiło mnie w kiepski nastrój i zostawiło z przekonaniem, że ludzie nie chcą i/lub nie umieją rzeczowo dyskutować. I wtedy, klikając w jeden link na którymś z takich forów, trafiłam na blog Karola. Michał nic a nic nie przesadził, określając Świat Języków Obcych – a obecnie Wooflę – mianem rezerwatu kultury wypowiedzi. Lektura artykułów i komentarzy na ŚJO przez kilka miesięcy była dla mnie inspiracją i czymś w rodzaju wsparcia w samodzielnej nauce języka hiszpańskiego. Kiedy Karol ogłosił, że szuka współautorów do swojego projektu, próbowałam akurat rozkręcić własny blog. Alternatywa w postaci pisania na Woofli była jednak tak kusząca, że zgłosiłam się bez zastanowienia. I dziś bardzo się cieszę, że podjęłam tę decyzję.


Karolina

Pamiętam, że na blog Karola (pewnie zaraz pomyślicie, że jest on kimś w rodzaju bożka, któremu obmywamy włosami stopy i bijemy pokłony, ale zapewniam, że nigdy nie widziałam go nawet na żywo) "Świat Języków Obcych" wchodziłam z wypiekami na twarzy już jako szesnastolatka. Interesowałam się wówczas wszystkim, co dotyczyło języków obcych, ale żaden inny autor nie był w stanie usatysfakcjonować mnie w pełni pod względem przekazywanej "filozofii" uczenia się. Mogę śmiało powiedzieć, że gdyby nie ŚJO, to nie podjęłabym się nigdy samodzielnej nauki języka szwedzkiego, która okazała się być nie tylko moim głównym hobby, ale także czymś w rodzaju życiowej terapii. Teraz, prawie 5 lat później, mogę realizować swoje długo tłumione pragnienia bycia małym, przemądrzałym, internetowym pismakiem – i publikuję własne przemyślenia na stronie, której sama za młodu byłam fanką. Dodam tylko, że poziom osób komentujących artykuły na WOOFLA.pl jest tak wysoki, że moje bycie tutaj jest dla mnie nie tylko wspaniałą przygodą, ale także szansą nieustannego dokształcania się.


NAPRAWDĘ szukamy nowych autorów
Jeszcze raz w imieniu zespołu gorąco namawiam do rozważenia propozycji bardziej aktywnego uczestnictwa w naszych projektach. Czekamy na Wasze "odlewy". Liczba miejsc ograniczona 😉 .


Zobacz również:

Dołącz do naszego zespołu

Witajcie na WOOFLA.PL

Autorzy

Witaj

[MN11] Jak uczyć się w oparciu o tłumaczenie robocze?

W poprzednich artykułach (1 i 2) pokrótce omówiłem metodę, według której przygotowuję każdy tekst do nauki; w tym natomiast chciałbym wyjaśnić, po co to właściwie robię i w jaki dokładnie sposób, krążąc niczym sęp wokół szkieletu – tłumaczenia roboczego – staram się czegoś nauczyć.

France_in_XXI_Century._School

Na przełomie XIX i XX w Jean-Marc Côté et al. stworzył serię rysunków – futurystyczną wizję tego, jak będzie wyglądał świat (a dokładnej Francja) za 100 lat. Zainteresowani tym Czytelnicy z pewnością dostrzegą, że im bardziej absurdalna, na owe czasy, wizja tym większa szansa, że w naszej obecnej rzeczywistości zetknęliśmy się już z taką ideą w postaci zmaterializowanej. XXI wiek jednak nie we wszystkich dziedzinach nadążył za pomysłowością francuskich rysowników. Pomimo różnych prób bezwysiłkowej nauki w stanie relaksu oraz audio-wizualnych programów nie udało się sprawić, by wiedza z jakiejkolwiek dziedziny sama wchodziła do głowy, dlatego z papieru i ołówka jeszcze długo (?) nie zrezygnujemy.


Minister Zdrowia ostrzega

Poniższy opis będzie wydawał się przeraźliwie długi, choć sama metoda w praktyce jest dosyć prosta i względnie szybka. Ten dysonans porównałbym do próby sformalizowania sposobu w jaki należy wiązać buty. Choć czynność zajmuje 2-3 sekundy, to opisanie tego, którymi palcami, której dłoni należy złapać, którą sznurówkę, w którym miejscu zajęłoby pewnie nie jedną stronę. Tu jest podobnie.


Jak uczę się wykorzystując tłumaczenie techniczne?

Powrócę do zdania modelowego:

他把新學的法國歌唱了。

tā bǎ xìnxué de fǎguó gē chàng le

on OM nowy nauczyć POSS/NOM francuski piosenka śpiewać PART

On zaśpiewał nową francuską piosenkę, której się nauczył.

Na razie świadomie przemilczałem etapy polegające na przepisaniu chińskich ideogramów i podpisaniu ich transkrypcją fonetyczną, ale do tych niezwykle istotnych zagadnień wrócę w odpowiednim czasie ‘usuwając’ powstałe w tym momencie „białe plamy”.

Symulacja:

Każde zdanie (z przerabianego tekstu) wpisuję do zeszytu zgodnie z poniższym wzorcem (w przypadku języka angielskiego czy niemieckiego transkrypcję fonetyczną stosuję bardzo rzadko i wybiórczo):

Tłumaczenie techniczne n

Zaryzykuję stwierdzenie, że w tym momencie opanowałem je w sposób bierny (tzn. akceptuję powierzchniową funkcję każdego z jego elementów i rozumiem całościowy sens wypowiedzi).

Jednak pomiędzy aktywną a pasywną znajomością tych słów (fonii, tonów i grafii) oraz umiejętnością zastosowania ich nie tylko w "rozebranej" wcześniej konstrukcji jest przepaść. Teraz, stojąc nad nią, zrobię duży krok do przodu – nauczę się tego zdania prawie na pamięć (skutkiem ubocznym może być to, że wykuję je rzeczywiście w całości na blachę, ale w przypadku tak mało fascynujących zdań nie to jest nadrzędnym celem).

Teraz czytam raz na głos (w tym wypadku po mandaryńsku: ta1 ba3 sin4 siłe2 de5 fa3 gło2 gy1 czank4 le5 ) w naturalnym tempie, z pełnym zrozumieniem, cały przewidziany do nauki materiał (niekoniecznie tego samego dnia, w którym sporządziłem tłumaczenie techniczne).

Tłumaczenie techniczne n

Następnie zasłaniam tekturą (na której kładę kartkę „pomocniczą”) pierwszą „pięciolinię” w taki sposób, aby widzieć tylko dwa / trzy górne wiersze:

Po zasłonięciu tekturą

(H)URRA błąd!!!

Teraz przystępuję do sprawdzenia swojego stanu wiedzy. Począwszy od lewej strony zadaję sobie („w myślach”) pytanie czy wiem:

-jakim ideogramem zapisuje się słowo „on”?

-w jaki sposób się je wymawia ?

-w jakim tonie?

Jeśli nie znam odpowiedzi na któreś pytanie lub mam choćby cień wątpliwości, ponad słowem „on” stawiam ołówkiem kropkę ‘ * ’. Jeśli jestem przekonany, że na wszystkie 3 pytania znam prawidłową odpowiedź przechodzę do kolejnego "słowa". Przyjmijmy, że mam wątpliwości dotyczące:

a) chińskiej wymowy słowa: "niedawno"; sien?

b) tonu w pierwszym morfemie słowa: "francus-ką"; fa1?

c) elementu graficznego stojącego w prawej części znaku odpowiadającego polskiemu słowu: "piosenkę" tj. (哥+?).

d) ideogramu odpowiadającemu słowu: śpiewać;  唱 ?

Jeśli zupełnie czegoś nie pamiętam, to nad polskim morfemem tłumaczenia technicznego od razu stawiam kropkę. Jeśli jest to tylko "lekka niepewność", to:

1) zapisuję ją na kartce pomocniczej

lub

2) (mając pewną wprawę) ‘utrzymuję’ te wątpliwości w pamięci krótkotrwałej, bez zapisywania na papierze.

Ważne jest, tylko to, żeby się samemu nie oszukiwać.

Po zasłonięciu tekturą

TEKTURA (A5)
KARTKA (A6)
sien4  fa1 哥?  唱

Odsłaniam chiński tekst i zderzam rzeczywistość ze swoimi wyobrażeniami.

Tłumaczenie techniczne n

Okazuje się, że zapis słowa ‘co’, na które wcześniej nie zwróciłem szczególnej uwagi, różni się jednak od mojego pierwotnego przekonania (np.: 吧), więc stawiam nad nim kropkę i raz zapisuję w poprawnej formie na kartce 把. Słowo ‘niedawno’ wymawia się jednak "sin", a nie "sien" – stawiam kropkę*. Wymowa morfemu "fa" zgadza się, ale pomyliłem się w tonie – stawiam kropkę* (ale tylko nad pierwszą sylabą (‘francus-)). Znak, którego do końca nie pamiętałem, odpowiadający słowu – ‘piosenkę’, zakropkowuję* i przepisuję raz na dodatkowej kartce. Prawidłowo zapisałem ideogram odpowiadający słowu „śpiewać”, więc w tym wypadku kropki nie stawiam.

Pierwsza tura

TEKTURA (A5)
KARTKA (A6)
sien4  fa1 哥?  唱  把 歌

Przechodzę do kolejnej pięciolinii i powtarzam procedurę. W rzeczywistości sprawdzenie każdej linijki zajmuje kilka – kilkanaście sekund (jak nie mam żadnych wątpliwości to 2-3 s).

W końcu wracam do pierwszego zdania; kartkę pomocniczą odwracam czystą stroną. Tym razem sprawdzenie obejmuje już tylko zakropkowane słowa.

Druga tura

Jeśli tym razem znałem poprawny zapis słowa ‘co’ i pamiętałem, że słowo ‘niedawno’ wymawia się „sin” kropki zmazuję gumką. Jeśli znów, pomyliłem ton w sylabie "fa" (np: czwarty zamiast trzeciego), nie pamiętałem jakim znakiem zapisać słowo ‘piosenkę’, to słowa zostawiam w postaci ‘zakropkowanej’, aż do kolejnej tury itd. itd. Za 3-cim, 5-tym, 10-tym razem pozbędę się wszystkich wątpliwości. Jeśli jednak po zdefiniowaniu, tego, czego nie wiem zastosuję metody mnemotechniczne, to liczba koniecznych tur do „wymazania kropek” radykalnie maleje. "Sztuczne metody mnemotechniczne" stosuję w przypadku języków azjatyckich, języki europejskie, z którymi miałem do czynienia (angielski, niemiecki) na ogół nie wymagają takiego zachodu, ale są pewne sztuczki ułatwiające zapamiętywanie słów. Tematy te poruszę w odpowiednim czasie.

Jeśli stwierdziłem, że wszystko już umiem, czytam na głos (po chińsku)  3-krotnie cały opracowany tekst – raz patrząc na tekst chiński i jego transkrypcję fonetyczną i następnie dwukrotnie jedynie na podstawie tłumaczenia technicznego (po uprzednim zasłonięciu tekstu chińskiego). W przypadku ‘zacięcia się’, na ułamek sekundy, odsłaniam oryginalny tekst i po natychmiastowym zasłonięciu kontynuuję czytanie. Innymi słowy chodzi o to, by widząc jedynie:

Po zasłonięciu tekturą

przeczytać płynnie, w miarę szybkim tempie: ta1 ba3 sin4 siłe2 de5 fa3 gło2 gy1 czank4 le5. Czynność ta, ze ściśle językoznawczego punktu nie nazywa się tłumaczeniem, lecz nosi angielską nazwę "diglossic paraphrasing"; po chińsku 訓讀。

Powtarzanie zapobiega zaczynaniu ‘od nowa’

 „Ucz się tak, jakbyś niczego jeszcze nie osiągnął, i lękaj się, byś nie stracił tego, co już masz.”

Konfucjusz

Jednakże wszelkie podjęte wysiłki mogą okazać się jałowe, jeśli zlekceważy się powtarzanie przyswajanej wiedzy. Ma ono na celu nie tylko wypełnienie luk powstających z biegiem czasu w pamięci, ale też zmniejszenie szybkości zapominania "nowych" informacji.

Piła pamięci

Po opisanej wcześniej "sesji" generuję kolejne daty powtórek i wpisuję je do tabeli: (na potrzeby symulacji przyjąłem, że jest 29.01.2014)

oznaczenie /
strona w zeszycie
 „0”
1D
7D
1M
3M
6M
1R
2L
 G208
np: 27
 29
1
 30
1
 6*
2
 29*
2
 29
4
 29
7
 29
1
 29
1

*By nie komplikować obliczeń zakładam, że każdy miesiąc ma 30 dni; po 30 dniu 'licznik' przeskakuje na kolejny miesiąc.

Gdy nadejdzie kolej na powtórkę powtarzam całą procedurę na opracowanym już raz "tłumaczeniu technicznym" zdań / tekstu. Po każdej z nich zamalowuję 'przerobioną kratkę' .

Tabela powtórek - symulacja dla dwóch języków

„Jeśli usypując pagórek, przerwiesz robotę, gdy zaledwie jednego kosza ziemi do jego ukończenia brakuje, to jakbyś pagórka nie usypał. Jeśli chcąc ziemię wyrównać, jeden kosz gruzu w rozpadlinę wsypałeś, toś już pracę rozpoczął.”

Konfucjusz

Jeśli dysponuję nagraniami mp3, to słucham ich, od czasu do czasu, w 'nieproduktywnych' chwilach np. w trakcie jazdy autobusem, spaceru z psem, zakupów itd.


Rozbudowane fiszki

Jak widać metoda przypomina rozbudowane fiszki / papierowe Anki ma jednak pewne zalety:

– nie jestem ograniczony rozmiarem fiszki (zawsze mogę ‘dopiąć’ kolejny zeszyt)

– ręczne sporządzanie takich opracowanych zdań jest 100 razy szybsze, niż na komputerze; poza tym pisanie ideogramów ręką, to nie to samo, co wstukiwanie ich na klawiaturze

– słowa są osadzone w kontekście, a zdania w tekstach (akapitach) ukazujących rejestr języka

– dłuższych tekstów uczę się ze 100 razy większą przyjemnością, niż izolowanych zdań i 1000 razy chętniej niż 'gołych' słówek

– zeszyt, długopis, ołówek i gumka są tanie, nie zawieszają się, nie potrzebują prądu, na ich "włączenie" nie potrzeba 10 min, nie zachęcają do sprawdzania poczty i FB.


Uwagi optymalizacyjne

Metoda, którą tu przedstawiłem jest "produktem" ewolucji wynikającej z poszukiwania złotego środka między skutecznością a prostotą formy. Z moich ostatnich osobistych doświadczeń wynika, że warto jednak wzmocnić jej stronę fonetyczną, mającą w jakimś stopniu przekładać się na sprawne mówienie tym językiem. Można to zrobić na dwa sposoby:

a) zwiększyć liczbę wokalnych powtórzeń (czytań / parafrazowań) tekstu. Można ustalić sobie, że np: dążymy do takiego stanu, w którym potrafimy płynnie wypowiedzieć każde zdanie, akapit czy, w przypadku ekstremalnego samozaparcia, cały tekst na podstawie pierwszego słowa z (polskiego) tłumaczenia technicznego. W przypadku "najprostszej" wersji wyglądałoby to tak, że spojrzawszy na słowo "on" recytowałbym bez wspomagania się dodatkowymi "ściągawkami": ta1 ba3 sin4 siłe2 de5 fa3 gło2 gy1 czank4 le5.

b) mniej przejmować się "szczegółami". Lepiej mówić w miarę płynnie nie przejmując się tonami, akcentami, długością – krótkością samogłosek. Nie zachęcam do "bylejakości", zwracam jednak uwagę (również sobie), że lepiej posługiwać się językiem niedoskonałym, niż milczeć w tonach, iloczasach i akcentach.

Profesor Robert Bauer, choć jest ekspertem od graficznej formy zapisu języka kantońskiego, nie osiągnął jednak podobnej biegłości w mowie, co może, mniej więcej, ocenić każdy z Czytelników. Wspomniany językoznawca nie wypowiada się w tempie karabinu maszynowego, sylaby wymawia w dość przypadkowych tonach, a mimo to, co potwierdził kolega z Hong Kongu, z którym oglądałem fragment tego dokumentu, w 100% da się zrozumieć wszystko, o czym mówi. Zresztą prawdę tę, w kolejnych minutach materiału filmowego, poświadczają "zszokowani" tym faktem studenci dający wyraz swojego uznania i podziwu dla obcokrajowca, który kantońskojęzyczne audytorium uczy… ich własnego języka i kultury.

(Uwaga: napisy nie są bezpośrednią transkrypcją tego, co mówią zarówno bohaterowie filmu jak i lektorka, lecz parafrazą w standardowym chińskim pisemnym ≈ mandaryńskim; w pokazanym fragmencie wykładu Robert Bauer mówi / czyta również w języku mandaryńskim).

Przesadne skupianie się na wymowie wzorcowej jest zgubne; czasem nie warto dążyć do tego, by wpasowywać się dokładnie w szyny fonii rodzimego użytkownika, wystarczy, że jedzie się tym samym (właściwym) pasem – mieści w akceptowalnym konturze.


Posłowie 😉

(Euro)poseł Z.Z.

Zachęcam do własnych eksperymentów, może komuś powyższa metoda się spodoba, innego zanudzi, a trzeci weźmie z niej połowę i dorzuci drugą – swoją. Każdy sposób jest dobry, warto mieć jednak jakikolwiek skłaniający do systematycznej pracy i pozwalający kontrolować swoje postępy.



„Czyż można słusznej nie wysłuchać rady? Ważniejsze jest jednak to, by jej wysłuchawszy zmienić to, co złe.”

Konfucjusz


Zobacz również:

Zaczynając naukę języka, wpierw określ sobie cel i ‚obszar’ działania*

Jak, z głową, wybierać materiały do nauki tak, aby nie męczyć się … bez potrzeby?

Patrz z własnej perspektywy; szyj metodę na miarę własnych potrzeb i możliwości

Jak sporządzić tłumaczenie robocze będące namiastką myślenia w języku obcym?

Dlaczego warto sporządzać tłumaczenia robocze obcojęzycznych tekstów?


[MN10] Dlaczego warto sporządzać tłumaczenia robocze obcojęzycznych tekstów?

Dlaczego warto sporządzać "tłumaczenia technicznei drobiazgowo analizować teksty obcojęzyczne?

W ramach odpowiedzi, na to pytanie, przytoczę fragment powieści Jacka Londona:

"Czytając utwory poczytnych autorów, Martin notował osiągnięte przez nich rezultaty, starając się wyśledzić drogi jakimi do nich doszli, i wyławiając w toku fabuły zręczne chwyty w treści i stylu, (…) z materiałów tych układał metodyczne wyciągi, których się następnie uczył. Nie miał bynajmniej zamiaru małpować cudzych wzorów; starał się tylko odkryć zasady, których stosowanie doprowadzało do zamierzonego celu. Sporządzał spisy efektownych i zwracających uwagę odrębności stylu, aby porównawszy ich przykłady, zaczerpnięte z prac wielu autorów, móc zrozumieć ogólną zasadę powstawania takich osobliwości pisarskich. Wyposażony w ten sposób miał nadzieję wyhodować w przyszłości własne, swoiste odrębności, przesiane przez sito należytej krytycznej oceny. Analogicznie gromadził też przykłady zwrotów szczególnie tętniących życiem, powiedzeń żrących jak kwas i palących jak ogień lub też jaśniejących łagodnym blaskiem na tle jałowej pustyni pospolitej ludzkiej mowy. Niezmiernie zaś szukał zasady tkwiącej w zapleczu czy u źródła jednostkowych zjawisk. Chciał dowiedzieć się, jak te rzeczy powstają, by móc samemu je tworzyć. Nie zadawalało go samo tylko oglądanie oblicza piękna. Rozkrawał piękno i dociekał tajników jego budowy w laboratorium swej małej (…) izdebki, dokonawszy zaś selekcji piękna i poznawszy gruntownie jego anatomię, czuł się bardziej już powołany do samodzielnego tworzenia piękna."

Jack London; "Martin Eden"


Najlepiej uczyć się na pamięć…

Praktycznie nie da się lepiej czegoś odtworzyć, bez posługiwania się notatkami, jak wpierw nauczyć się tego na pamięć. Jednak tego rodzaju praktyka jest przeraźliwie pracochłonna i nudna. Opanowanie w ten sposób dialogu (multilogu?) pomiędzy czterema osobami jest horrendalnym wysiłkiem. W ogóle główna trudność w uczeniu się tekstów w języku obcym wynika z tego, że wpierw trzeba zapamiętać (a przynajmniej dokładnie wiedzieć), to o czym się będzie mówiło, a dopiero w drugiej kolejności jakimi obcojęzycznymi słowami i konstrukcjami to wyrazić.

Przyznaję, że najbliżej mi do poglądów śp. Zygmunta Broniarka i metod przezeń stosowanych. Są one jednak dość toporne: przeczytaj zdanie na głos (10x); przepisz je, jednocześnie czytając na głos (10x); napisz polskie tłumaczenie; na jego podstawie odtwórz zdanie w języku obcym; zaznacz popełnione błędy; po 5 min popraw je z pamięci; sprawdź ponownie (i tak dalej, aż do skutku); patrząc na polskie tłumaczenie znów napisz to zdanie w języku obcym (10x); następnego dnia powtórz część z tych czynności; a gdy zbierze się więcej materiału, naucz się go na pamięć, co godzinę wymawiając tekst na głos, aż do osiągnięcia perfekcji grającego w sztuce aktora.

Metoda ta jest niewątpliwie skuteczna, aczkolwiek swoją pracochłonnością i monotonią wręcz odrzuca. Wydaje mi się również, że każda czynność intelektualna powtarzana w krótkich odstępach czasu więcej niż 3 razy przeradza się w nieskuteczną bezmyślność.

Niemniej jednak sposób opisany w książkach Zygmunta Broniarka ("Jak nauczyłem się ośmiu języków" oraz "Broniarek uczy języków – 365 dni z angielskim") pomógł mi znaleźć własną odpowiedź na pytania, które przez długi czas mnie nurtowały:

"Jak samemu mogę sprawdzać swoje postępy i poprawiać swoje błędy?"

"Kiedy mogę uznać, że dana porcja materiału została już opanowana?"

Wpierw jednak stwierdziłem, że dużo czasu można zaoszczędzić tiuningując sam silnik procedury zwanej "Die Grosse Originalmethode Toussaint – Langenscheidt in 36 Briefen" stosowanej w serii niemieckich, przedwojennych podręczników, z których uczył się właśnie Zygmunt Broniarek.

Toussaint-Langenscheidt_Spanisch_7.13

Przykładowa strona  jednego z "listów" do nauki języka hiszpańskiego po niemiecku (gotyk). Kolejne strony 'roją' się od wyjaśnień gramatycznych związanych ze słowami / konstrukcjami oznaczonymi cyframi 17.


… dużo szybciej jednak nauczyć się 'prawie' na pamięć

Jeśli zreorganizuje się układ transkrypcji, oryginalnego tekstu w języku obcym, a "bezokolicznikowe" tłumaczenie dosłowne, przekształci się w bardziej rozbudowane "tłumaczenie techniczne" umieszczone na samym "wierzchu", to już na wstępie można uniknąć 10 -cio krotnego przepisywania.

Tłumaczenie techniczne n

Sprawdzać można się po prostu zakrywając wiersze, w których jest zapis ideograficzny i transkrypcja fonetyczna. Dokładną procedurę opiszę w kolejnym artykule.

Tłumaczenie techniczne daje ten komfort, że nie trzeba wpierw zapamiętywać, że w zdaniu występował akurat "on", a nie "ona", piosenka była "francus-ka", a nie "niemiec-ka", "zaśpiewa-na", a nie "napisa-na" itd.

Innymi słowy jeśli jesteśmy pozbawieni talentu artystycznego, to możemy 'zarysować' treść tekstu

Graficzne zarysowanie treści dia lub monologu

…słowami, bez konieczności wkuwania trzeciorzędnych informacji dotyczących:  tego ile kosztował funt (≈ 1/2 kilo) krewetek, numeru samolotu, daty spotkania, stanu cywilnego (Panny / Pani) Lee itd.

Odwołując się do terminologii rajdowej, idea polega na tym by wpierw wcielić się w pilota, a dopiero później jako kierowca przejechać, możliwie szybko i czysto, 'opracowaną' wcześniej trasę. Nie chodzi o to by wykuć na pamięć cały tor łącznie z tym, że zakręt nr 37 jest w prawo pod kątem 95°, a 53 w lewo to łagodny łuk, lecz 'jedynie' błyskawicznie reagować na komendy pilota: 'której' > 的> de5; 'francus-ką > 法國 > fa3 gło2 itd.


Oznaczenia stosowane na mojej "mapie pilota" – legenda

Używanie dywizów "-" skupia uwagę na różnicy w długość (liczbie słów / morfemów) między językiem polskim, a obcym; ma genezę teleturniejowo – krzyżówkową (słowo na 5 liter (kratek)) np:

(kant.) nie-mam > 冇 v (mand.) v nie mam > 沒_
(ang.) podstawowych-artykułów-żywnościowych > staples
(kant.)  angiel-ski elektrycz-ny zamek (w drzwiach) > 英國_電子_
(kant.) angielski funt > 英_鎊 v angielski funt-masy > 英_

Pozwala odróżnić formy, różniące się liczbą morfemów, będące synonimami lub 'odpowiednikami' wynikającymi z różnych rejestrów języka:

(kant. norm. / form.) dwa-dzieścia jeden > 二十_
(kant. kol.) dwadzieścia jeden > 廿_
(kant. forma "pełna") rzeczy-wiście > 真係
(kant. forma "skrócona") rzeczywiście > 真
(kant. forma "pełna") in-fl-ac-ja > 通貨膨脹
(kant. forma "skrócona") inf-lacja > 通脹
(kant. synonimy) ponad-to > 而且 v ponadto > 重
Niektóre pojęcia tłumaczę albo "całościowo" – bardziej literacko:  ho-mar 龍蝦 v smocza krewetka 龍_蝦 w zależnośći do stopnia zaznajomienia się z nimi. Widząc pierwszy raz słowo "gaśnica" będę chciał sprawdzić się później ze znajomości jego części składowych: 2(do) gaszenia ognia 1tuba > 滅__筒. Gdy jednak  pojawi się po raz kolejny, dla zaoszczędzenia czasu napiszę: gaś-ni-ca > 滅火筒. Każde tego typu słowo można rozpisać również w pełnej – najbardziej dydaktycznej wersji:
gaś2 (do) gaszenia-niognia-ca1 tuba

Pojedynczych cudzysłowów używam do:

'naciągania' znaczenia  słowa:

np: partykułę wskazującą na doświadczenie czegoś, już kiedyś w swoim życiu (過) oznaczam 'słowem':  2przeczytania / widzenia  1'doświadczyłem' > 睇 _過; (czyli po 'ludzku': już to kiedyś przeczytałem / widziałem)

'upychania kolanem' słów o klarownym znaczeniu, ale nijak nie pasujących do polskiej  frazeologii:

鍾意 oznacza: lu-bić, ale w połączeniu ze słowem nostal-gia 懷舊 przez usta nie przejdzie mi nic innego niż: 'odczu-wam' nostal-gię > 鍾意_懷舊

w podobny sposób sygnalizuję inne związki frazeologiczne np.:

'mam nadzieję' > 希望; albowiem samo 希 nie oznacza 'mam'

połączenie dywizów z cudzysłowem pozwala w tłumaczeniu technicznym, w sposób opisowy, przybliżyć funkcję partykuły:

'musisz-wiedzieć-że' 噃, 'tak-było-jest-i-będzie' > 嘅.

W nawiasach ( ) wpisuję słowa, które w języku polskim są potrzebne, a w obcym zbędne czy wręcz nie istnieją np: (że), (aby).


Numery obrazujące kolejność ułatwiają zaakceptowanie w jaki sposób działają obcojęzyczne konstrukcje np.:

3stu 2części ze 1dziesięć > 百分之十 czyli w "wygodnej kolejności" > dziesięć części ze stu > 10/100, a najczęściej chodzi po prostu o 10%

Połączenie numerów z dywizami jest cenne w przypadku konstrukcji rozbitych np:

2-patrz 1'po'- > 睇_吓; czyli "popatrz", "rzuć okiem" (partykuła czasownikowa 吓 podkreśla chwilowość działania)
we- 2samochodu 1-wną-trz > 喺__裡便; czyli "literacko": w samochodzie


Podkreślenia:

standardowe _ (all purpose) używam np.: do podkreślenia obecności morfemu sygnalizującego posiadanie (dopełniacz):

on > 佢;;  je-go > 佢嘅;
ale: je-'go' syn 佢個_仔; (個  w tym wypadku powierzchniowo pełni podwójną funkcję klasyfikatora i 'ubocznie' partykuły posiadania)
lecz: je(go) ta-ta 佢 爸爸 (partykuła nie jest potrzebna; jej brak oddaje w sposób przestrzenny 佢爸爸 bliskość (relacji) "jego" ze swoim ojcem)

połączenie podkreślenia, dywizów i kolejności:

2sz– 1pierw- 3y człowiek > 第___人; (第 służy do tworzenia liczebników porządkowych, a 個 to klasyfikator; oba ściśle gramatyczne morfemy z zasady zawsze podkreślam)

podwójne (niestety każde bardziej zaawansowane podkreślenie przekracza 'możliwości' typograficzne Woofli) w językach chińskich, w mojej konwencji, towarzyszy morfemom odpowiedzialnym za tworzenie aspektu dokonanego

kantońskie: 咗 i 'aspektualne przeczenie' 冇;
zepsu-ty > 壞咗; nie powiedział > 冇_
mandaryńskie: 'aspektualne' 了 i 'aspektualne przeczenie' 沒

w  angielskim podwójne podkreślenie służy mi zaznaczeniu, że czasownik jest w drugiej formie: przyszedł > come; koch > loved

Pozwala to w tłumaczeniu technicznym często uwypuklić informację nakierowującą na właściwą konstrukcję np:

wydźwięk neutralny:

on rzeczywiście naucz (się) Angielskiego
he actually learned English

lub z większym naciskiem emocjonalnym:

on rzeczywiście na-uczył (się) Angielskiego
he actually did learn English

faliste-ostre: aspekt aktywny – czynny / niedokonany

kant. 緊 lub 開; pat-rzy > 睇緊; (wgapia się, śrubuje wzrokiem)
mand. 在; pat-rzy > 在看
ang. końcówka -ing; patrzy > looking

faliste-łagodne: aspekt pasywny – bierny

kant. 住; pat-rzy > 睇住; (nie spuszcza z oka)

mand.  著/着; otwar-te 開著



Względność błędu

My – posługujący się polszczyzną, wybuchamy spazmatycznym śmiechem, gdy ktoś użyje sformułowania: "okres czasu", "schodzić w dół", "wznosić się do góry" itp., gdyż jest to niepotrzebne dublowanie informacji (tak zwane "masło maślane"; po angielsku natomiast mówimy, że "something is overkilled").

Nie boję się śmieszności oddając takim 'błędnym' polskim sformułowaniem idei, gdyż w chińskim słowa są w ten sposób (sztucznie i celowo) wydłużane, co wynika z ułomności fonetycznej tej grupy języków (w polskim różnych sylab jest ok. 100 000, przy czym słowa są najczęściej 3-sylabowe; w kantońskim 600, mandaryńskim 400; jeśli uwzględnimy tony, to i tak jest ich najwyżej małe kilka tysięcy), zbyt wiele słów monosylabicznych uczyniłoby język za bardzo wieloznacznym – niezrozumiałym w mowie, stąd:

(kant.); (w) tamtym okresie czasu > 嗰__
(chiń.) (kierujący swą tarczę) w-stronę słońca słonecznik > 向__
czyli: sło-necz-nik > 向日葵
albo
słonecznikowaty kwiat > 葵_花 ; lub po prostu: słonecz-nik: 葵花
(mand.) zeskoczył w-dół > 跳_下; zamiast: "zeskoczył"

Ucząc się angielskiego, z premedytacją napiszę:

wpłynięty przez 'tych' ludzi > influenced by the people

Literackie: "pod wpływem ludzi" nie oddaje sposobu w jaki myśli osoba anglojęzyczna. Analogicznie, jeśli czasownik "obchodzić (w koło)" okaże się w jakimś języku przechodni, to nie zawaham się napisać: jezioro zostało obejsznięte; bo to jest właśnie namiastka myślenia w języku obcym.


"Taką już miał naturę, że pracując musiał mieć pełną świadomość tego, co robi. Nie umiał wykonywać roboty na ślepo, po omacku, nie wiedząc dobrze, dokąd dąży, i licząc na to, że przypadek czy szczęśliwa gwiazda zapewnią uzyskanie pożądanego i pięknego efektu. Nie znosił wyników przypadkowych. Pragnął zawsze dowiedzieć się, jak i dlaczego coś się dzieje. (…) Nie znaczy to jednak, by nie doceniał przypadkowych efektów piękna w układzie wyrazów i zdań,  (…) [które] potem przechodziły zwycięsko przez wszelkie próby krytyczne (…).

Bez względu zaś na to, jak usilnie analizował piękno doszukując się zasad, które warunkują jego powstawanie, Martin nie zapomniał nigdy o istnieniu dogłębnej tajemnicy piękna, do której sam nigdy nie dotarł i której odsłonił nie zdołał  dotąd nikt z ludzi. Wiedział o tym dobrze od Spencera, że człowiek nie może nigdy osiągnąć pełnego poznania czegokolwiek oraz, że tajemnica piękna głębią nie ustępuje cudowi życia; co więcej, włókna składające się na piękno i życie niepodzielnie przeplatają się ze sobą, a on sam jest niczym innym, jak tylko cząstką tej niepojętej tkaniny dzierganej z promieni słońca, pyłu gwiezdnego i wieczystego cudu.”

Jack London; "Martin Eden"


"Człowiek nie może nigdy osiągnąć pełnego poznania czegokolwiek" jednak tak prymitywne narzędzie jakim jest "tłumaczenie techniczne" zaskakująco dobrze pozwala 'przyjąć' sposób myślenia osoby obcojęzycznej. Pewnych przypadków i zjawisk językowych nie da się jednak zrozumieć powierzchniowo… ale można je zaakceptować, temu ostatniemu służy analiza głęboka. Ze względu na to, że jest to bardzo specyficzny temat, silnie zależny od konkretnego języka, zdecydowałem się na razie odwlec datę emisji tekstu na ten temat. W kolejnym artykule pokażę jak, w sposób praktyczny, wykorzystać "tłumaczenie techniczne" będące mapą w długiej wędrówce, której celem jest sprawne posługiwanie się językiem obcym.

Zobacz również:

Zaczynając naukę języka, wpierw określ sobie cel i ‚obszar’ działania*

Jak, z głową, wybierać materiały do nauki tak, aby nie męczyć się … bez potrzeby?

Patrz z własnej perspektywy; szyj metodę na miarę własnych potrzeb i możliwości

Jak sporządzić tłumaczenie robocze będące namiastką myślenia w języku obcym?

[MN9] Jak sporządzić tłumaczenie robocze będące namiastką myślenia w języku obcym?

„Rozmyślałem kiedyś przez cały dzień. Było to mniej warte, niż gdybym choć krótką chwilę poświęcił na naukę. Tak jak kiedyś stawałem na palcach, żeby popatrzeć w dal – a przecież lepiej wspiąć się na górę i ogarnąć wzrokiem wszystko.”

Xunzi


Gramatyka i słowa nie istnieją w oderwaniu od zdania (tekstu)

Szkolno – kursowEuropejski system kształcenia językowegoe podejście do nauki języka obcego składa się zazwyczaj z przeplatających się 3-ech etapów: zapamiętywania słownictwa, analizy konstrukcji gramatycznych i jedynie ‘prześlizgiwania się’ po tekstach.

 

 

 


tekst > zdanie >> słówka

Czytanie gramatyki przypomina mi mało produktywne „rozmyślanie”, uczenie się list słówek to „patrzenie w dal”, z nadzieją, że w przyszłości ich znajomość się przyda. „Lepiej [jednak] ogarnąć wzrokiem wszystko”. Moim zdaniem materiał przeznaczony do opanowania powinien składać się co najmniej z jednego zdania, kilkuzdaniowej wypowiedzi, czy akapitu, a więc tworzyć pewną zamkniętą całość. To właśnie zdanie pozwala zespolić słowa, ukazać relacje między nimi, właściwie usytuować je w składni, wyłuskać ich konkretne znaczenia. Najlepsza jest analiza dłuższych wypowiedzi, gdyż ukazuje pewną dynamikę, zmiany szyku służące podkreśleniu istotnych informacji, zastosowanie podmiotów i dopełnień domyślnych. Możliwe staje się prześledzenie sposobu argumentacji, a w przypadku dialogów również dostrzeżenie reakcji osoby mówiącej na opinie przedmówcy.


Fałszywe paradygmatyCzłowiek, który wymyslił sam siebie

Często możemy usłyszeć od nauczycieli, że, aby sprawnie posługiwać się językiem obcym powinniśmy nauczyć się nim myśleć. Nie wiem za bardzo, co to sformułowanie miałoby oznaczać. Język ojczysty był, jest i będzie moim ‘systemem operacyjnym’, zbiorem pojęć którymi się posługuję, narracją moich snów, najskrytszych marzeń i nic tego już nie zmieni. Mózg, to nie komputer,  w którym można zastosować partycję dysków.

Ci sami pedagodzy kategorycznie jednak ganią i ośmieszają wszelkie próby dosłownego tłumaczenia sformułowań, idiomów, czy nawet słów języka obcego. Moim zdaniem jedno wyklucza drugie. To trochę jakby próbować zmienić skarpetki, bez uprzedniego ściągnięcia obuwia. Jeszcze inni natomiast przestrzegają przed używaniem języka ojczystego do zgłębiania języka obcego. Biorąc sobie do serca te zalecenia postępowałbym jak cyrkowiec, który każe sobie związać ręce, nogi, dla pewności zakłada kajdanki i połyka kluczyk, dopina stalową kulę do nogi, po czym na oczach gawiedzi wskakuje do zbiornika z wodą i usiłuje wydostać się na powierzchnię, nim się utopii. Nie mam takich 'ambicji', chcę 'tylko', przy możliwie małym nakładzie sił i środków, opanować język obcy. Nie wiem dlaczego miałbym sam z własnej woli krępować się unikając stosowania najbardziej użytecznego narzędzia, które otrzymałem w pierwszych latach życia i doskonalę przez kolejne tj. języka ojczystego?

Wielu osobom wydaje się, że żeby nauczyć się języka X, to najlepiej korzystać z materiałów w języku X (bez stosowania, żadnego języka – środka pomocniczego). Taki trening miałby bezpośrednio przekładać się na używanie języka. Moim zdaniem to dość naiwne i jest w tym tyle prawdy co w twierdzeniu, że nacieranie głowy książką miałoby umożliwić bezpośredni transfer wiedzy do mózgu.

Wielokrotnie już na Woofli przyrównywano język do sportu. Trening zawodowych piłkarzy wcale nie polega na nieustannym harataniu w gałę (symulowaniu meczu, który ma nastąpić). W znacznej części są to ćwiczenia bez piłki (biegowe, na siłowni, omawianie strategii) lub jedynie symulowane fragmenty:  obieganie z piłką przy nodze pachołków, akcje 2 na 2 itd. Rdzeń treningu bokserskiego wcale nie jest oparty na walce ze sparing-partnerami. W dużej mierze są to pompki, brzuszki, ćwiczenia siłowe bez rękawic. Czy to oznacza, że  bokser w trakcie właściwej walki przed każdym ciosem musi zrobić wpierw 200 pompek i podnieść 50 razy sztangę? Nie mylmy "treningu", będącego środkiem do celu, z rezultatem, który chcemy osiągnąć.

Dlatego też jestem odmiennego zdania niż Karolina. Z mojego punktu widzenia „na sposób myślenia” nie ma wpływu ani język, którego się uczę, ani język narracji stosowany w materiałach dydaktycznych, z których korzystam. Angielski z amerykańskiej powieści przyswajam dokładnie w ten sam sposób, co szanghajski z angielskojęzycznego podręcznika, czy kantoński z materiałów mandaryńskojęzycznych. Moim narzędziem podstawowej analizy gramatycznej, strukturalnej i semantycznej zawsze jest POLSKIE „tłumaczenie techniczne”.


„Tłumaczenie techniczne”

„(…) bez stawiania pojedynczych kroków nie przejdziesz tysiąca mil, bez zebrania dopływów nie będzie rzeki ani morza. Nawet najwspanialszy rumak nie pokona dziesięciu kroków jednym skokiem, lecz najmarniejsza szkapa może odbyć jedną po drugiej dziesięć podróży. Jeżeli chcesz coś osiągnąć – nie ustawaj w wysiłkach.”

Xunzi

W celu zademonstrowania funkcjonowania metody, którą stosuję wybrałem, w istotnym stopniu opracowane zdanie ‘modelowe’ w języku mandaryńskim. Obecność transkrypcji fonetycznej, tłumaczenia dosłownego, komentarzy gramatycznych, a także, często zbędnego, tłumaczenia literackiego pozwala skupić się na tym, co najważniejsze – przyswojeniu zdania.

他把新學的法國歌唱了。

tā bǎ xìnxué de fǎguó gē chàng le

on OM nowy nauczyć POSS/NOM francuski piosenka śpiewać PART

On zaśpiewał nową francuską piosenkę, której się nauczył.

(„Gramatyka współczesnego Języka Chińskiego; składnia i semantyka” Wydawnictwo Akademickie DIALOG; Ewa Zajdler; str. 208)

 

Pierwszym etapem jest skonstruowanie tłumaczenia technicznego możliwie dosłownego tak, aby wykorzystywało wszystkie słowa / elementy, które pojawiają się w tekście oryginalnym, choćby w języku polskim były zupełnie zbędne. Ważne jest, by zachować oryginalną kolejność słów oraz stosować je w formach odmienionych, żeby nadać tłumaczeniu rys poprawności gramatycznej, chociaż stylistyka często będzie dosyć egzotyczna. Tłumaczenia powinny być zrozumiałe, ale jednocześnie jak najbliższe względem tekstu w języku obcym. Jest to bardzo ważne, gdyż w pewnym etapie będzie konieczne tłumaczenie z polskiego na chiński, a bliskość i precyzja tłumaczenia będzie ułatwiać zadanie. Oczywiście Polak w inny sposób wygłosiłby treść, jaką niesie w sobie otrzymane w taki sposób robocze tłumaczenie, ale właśnie dzięki tej metodzie mogę otrzymać „produkt” będący dla mnie namiastką myślenia w języku, którego się uczę – w tym wypadku mandaryńskim i pozwolić (w przyszłości) na budowanie wypowiedzi w sposób taki, jaki robią to Chińczycy.

Nim zacznę 'przelewać' tłumaczenie na papier, tekst (pierwsze zdanie lub, jeśli jest dłuższe, pierwszy jego autonomiczny fragment)  powinien przybrać 'w głowie' postać, którą daje się „ułożyć w ustach”. Tam, gdzie konieczne jest zastosowanie dodatkowych polskich słów, które nie występują w oryginalnym tekście chińskim, umieszczam je w nawiasie „( )”. W ten sposób dokonuję czynnej analizy poszczególnych elementów składowych zdania, zauważam różnice w szyku i składni, konieczność stosowania wyrazów, które są zbędne w języku ojczystym i na odwrót. Różnice w liczbie morfemów oznaczam dzieląc (lub łącząc) polskie słowa za pomocą dywizów „-”. W przypadku, gdy rzeczywiste znaczenie jakiegoś słowa brzmi zbyt ‘koślawie’ tłumaczę je w sposób ‘literacki’ (‘naciągany’) oznaczając to cudzysłowem pojedynczym apostrofowym ‘ ’ nowo nauczyłem > ‘niedawno’ nauczyłem. Partykułom przypisuję konkretne znaczenie, np.; partykułę biernikową ba traktuję jak wewnętrzne pytanie – „on zaśpiewał co(?) francuską piosenkę”. Partykułę aspektu dokonanego le natomiast jako typową końcówkę formy dokonanej w języku polskim np.: -ał i dodatkowo zaznaczam to podwójnym podkreśleniem „-ał” tejże. Fragmenty polskich słów odpowiadających chińskim morfemom o charakterze ściśle gramatycznym zaznaczam standardowym podkreśleniem „_”.

Tłumaczenie techniczne 1


Korekta kolejności ‘słów’

Następnie począwszy od lewej strony numeruję fragmenty zdania w takiej kolejności, aby odczytane po polsku tłumaczenie techniczne było zrozumiałe > „on zaśpiewał co? francuską piosenkę której niedawno nauczył się / się nauczył”.

Tłumaczenie techniczne 2

Sprawne ręczne (!) sporządzanie takich tłumaczeń, to jedynie kwestia praktyki. W późniejszym etapie podpisuję polskie słowa odpowiednimi ideogramami, a następnie swoją transkrypcją fonetyczną. Nie są to procesy bierne – (będą temu poświęcone oddzielne artykuły), w rezultacie każde zdanie otrzymuję w formie zdatnej do dalszej nauki:

Tłumaczenie techniczne n


Dodatkowe przykłady

Kantoński

Tłumaczenie techniczne dłuższego tekstu w języku kantońskim przedstawiłem już w artykule: Jak, z głową, wybierać materiały do nauki tak, aby nie męczyć się … bez potrzeby?


Japoński

Niektórzy twierdzą, że nie da się czegoś przetłumaczyć (bo to np.: jakaś partykuła: で,が,た,ます itd.). Moim zdaniem w 99.9% przypadków daje się przypisać nawet najbardziej 'zbędnym', z punktu widzenia języka polskiego, elementom choćby uproszczone, ale konkretne tłumaczenie, dla mnie w wystarczającym stopniu sankcjonujące 'jestestwo' takich 'bytów' w składni. Co więcej, znacznie lepiej pozwala mi to, "od środka", zrozumieć wzajemną relację poszczególnych elementów wypowiedzi, często spłycaną, albo wypaczaną, jak w poniższym literackim tłumaczeniu japońskiego zdania.

一か月で二キロばかり体重が増えました。

Ikkagetsu de ni kiro bakari taijū ga fuemashita.

Przez miesiąc przytyłem jakieś 2 kilo.

(„Praktyczna gramatyka języka japońskiego”, Wydawnictwo Akademickie DIALOG; Masahiro Tanimori)

Tłumaczenie techniczne japoński

W podanym przykładzie można dostrzec, że tak naprawdę to nie tyle ‘ja przytyłem’ ile ‘masa (podmiotu domyślnego) wzrosła’. Informacja niby ta sama, ale sposób jej wyrażenia w obu językach inny.

Sporządzanie tego rodzaju 'mapy' jest szczególnie pomocne w przypadku języków azjatyckich, w których kolejność słów jest niekiedy niemal kosmiczna.


Mandaryński

Antoine de Saint-Exupéry; Mały Książę fragment rozdziału XIV:

Mały Książę; Latarnik

"Piąta planeta była bardzo interesująca. Była najmniejsza ze wszystkich. Była tak mała, że zaledwie starczyło na niej miejsca na lampę uliczną i zatarnika.

Mały Książę nie umiał sobie wytłumaczyć, do czego może służyć uliczna latarnia i latarnik gdzieś we wszechświecie, na małej planetce pozbawionej domów i ludności (…)."  (Przekład: Jan Szwykowski)

 

Wersja w języku mandaryńskim / standardowym chińskim pisemnym:

第五顆行星非常奇怪,是這些星星中最小的一顆。行星上剛好能容得下一盞路燈和一個點路燈的人。小王子怎麼也解釋不通:這個坐落在天空某一角落,既沒有房屋又沒有居民的行星上,要一盞路燈和一個點燈的人做甚麼用。

Tłumaczenie techniczne

Mały Książę a Mały Książę b

Warto zwrócić uwagę na trzecie zdanie. Moje sporządzone naprędce tłumaczenie z pewnością nie zasługuje na Literacką Nagrodę Nobla, ale dla mnie jest wystarczające wyjaśnienie 'sensowości istnienia' wszystkich morfemów użytych przez chińskiego tłumacza:

Mały Książę jakkolwiek nie był w stanie jasno wytłumaczyć po co potrzeba używać jekiejś latarni i jakiegoś człowieka (,) który zapala lampę na tej (,) usytuowanej w jakimś jednym rogu nieba (,) planecie (,) na której zarówno nie ma domów (,) jak i nie ma mieszkańców.

W trakcie sporządzania tłumaczeń techniczych, zwłaszcza takich dłuższych 'zazębiających się' zdań, stosuję zasadę: "Better done than perfect".


W kolejnym artykule doprecyzuję celowość stosowania takich tłumaczeń i zwrócę uwagę na wybrane niuanse.

Zobacz również:

Zaczynając naukę języka, wpierw określ sobie cel i ‚obszar’ działania*

Jak, z głową, wybierać materiały do nauki tak, aby nie męczyć się … bez potrzeby?

Patrz z własnej perspektywy; szyj metodę na miarę własnych potrzeb i możliwości

[MN8] Patrz z własnej perspektywy; szyj metodę na miarę własnych potrzeb i możliwości

Kilka ostatnich artykułów poświęconych: ergonomii wyboru materiałów do nauki języka, poliglotów mogących być inspiracją dla uczących się, czy samodzielnej ocenie swoich lingwistycznych potrzeb skłoniło mnie do swoistego 'rachunku sumienia' i wejrzenia w głąb siebie.


Bolesna spowiedź

Metoda nauki, którą stosuję jest wynikiem moich, mniej (szanghajski), średnio (mandaryński, japoński, niemiecki) lub bardziej (angielski, kantoński) intensywnych, zmagań z językami obcymi, z których część, ze względu na ograniczenia wynikające z natury świata (doba ma tylko 24h) odstawiłem na boczny tor. Muszę przyznać, że mnóstwo czasu zmitrężyłem na metody, które nie przyniosły większego rezultatu, okazały się stratą czasu. Wielokrotnie zmieniałem przekonania na temat technik, czy chociażby sposobu podejścia do pewnych zagadnień. Nie raz, po chwilowej fascynacji różnymi ‘nowinkami’  wycofywałem się z nich rakiem. Wszystkie te doświadczenia pozwoliły mi jednak wypracować pewien spójny algorytm postępowania.

Skupiam się głównie na tym co, wg moich obserwacji, jest skuteczne, oparło się próbie czasu i rzeczywiście to praktykuję niemal każdego dnia. Metody, które stosuję nie wymagają lingwistycznego talentu, którego muszę uczciwie przyznać, że jestem po prostu pozbawiony, lecz 'jedynie' wdrożenia 'niemieckiej dyscypliny' połączonej z ułańską fantazją, benedyktyńską pracą i wytrwałością.


„Mieć wzniosłe ambicje i dążenia, (…) jasną wiedzę i myśli – wszystko to zależy ode mnie. Dlatego też człowiek (…) szanuje to, co jest w jego własnej mocy (…), z każdym dniem idzie do przodu (…)”.

Xunzi

Maurits Cornelis Escher; Wchodzenie po schodach vel Względność

Maurits Cornelis Escher; "Względność"

W czasie II Wojny Światowej funkcjonowało hasło o kulach i 'przypadającej' na nie liczbie wrogów, podobnie jest w przypadku współczesnego niematerialnego 'przeciwnika' -"obcego", ale tym razem języka: JEDEN (każdy) UCZĄCY SIĘ – JEDNA (inna) METODA.

Poniżej zamieściłem zasady, którymi się kieruję: nie są one uniwersalną receptą, lecz jedynie spojrzeniem na wybrane tylko kwestie z mojej perspektywy. Jednak jako, że "człowiekiem jestem i nic co ludzkie nie jest mi obce", to być może i to o czym piszę nie jest obce również innym.

#1: "Sam sobie sterem, żeglarzem, okrętem…"

Sam odpowiadam za porażki w walce ze 'swoimi' językami, ale i sukces zawdzięczam tylko sobie. Sam selekcjonuję materiał, którego się uczę, sam się też sprawdzam i rozliczam. Sam wybieram czas i sposób nauki. Wiem, że już nikt nigdy nie będzie mi kazał ślęczeć w słoneczny weekend nad 30 stronami kserówek – wypełnianek z angielskiego, do których przerobienia potrzebowałbym wpierw znaleźć 500 słówek w słowniku, z których 95% zapomnę już po 20 sekundach od wpisania w lukę.

#2: Usuwam to, co zbędne, nieskuteczne (a przynajmniej nie nazywam tego nauką).

Nie oszukuję się, że słuchanie piosenek jest wspaniałą metodą nauki, choć w trakcie pisania tego artykułu energii dodawał mi jeden z utworów Sammi Cheng. To co 'łatwe' zwykle nie działa. Umiem to, i tylko to, czego się sam nauczyłem. Nie czerpię wiedzy z promieniowania kosmicznego. Każde słowo, informacja, konstrukcja gramatyczna musi mieć swoje źródło, które potrafię wskazać w materiałach pisanych. Jeśli widzę, że coś nie działa stosuję zasadę praktykowaną przez opętanych wątpliwościami pisarzy i chirurgów:

"When in doubt, cut."

Ford Madox Ford

Nie popełniam wciąż tych samych błędów, przejmuję odpowiedzialność za swoje decyzje (lub ich brak – co też jest decyzją), jeśli coś nie działa, nie boję się eksperymentów. Nie potępiam jednak wszystkiego w czambuł. Stosuję metodę małych kroków, jestem za ewolucją, nie rewolucją.

„Autobiography in Five Chapters
 
I walk down the street.
There is a deep hole in the sidewalk
I fall in.
I am lost…
I am hopeless.
It isn't my fault.
It takes forever to find a way out.
II
I walk down the same street.
There is a deep hole in the sidewalk.
I pretend I don't see it.
I fall in again.
I can't believe I'm in the same place.
But it isn't my fault.
It still takes a long time to get out.
III
I walk down the same street.
There is a deep hole in the sidewalk.
I see it is there.
I still fall in…it's a habit
My eyes are open; I know where I am;
It is my fault.
I get out immediately.
IV
I walk down the same street.
There is a deep hole in the sidewalk.
I walk around it.
V
I walk down another street.”

Portia Nelson

 

#3: Muszę widzieć, przynajmniej  w sposób graficzny, postęp swoich działań.

„Ten, kto szybko idzie do przodu, szybko zawraca.”

Mencjusz

Nie 'wstydzę się' wielokrotnego powtarzania przerabianych wcześniej treści. Cenię sobie właśnie powtarzalność i przemyślane procedury. Nie ma tu miejsca na chaos i działanie po omacku.

Tabela powtórek - symulacja dla dwóch języków

"Dyscyplina, dyscyplina; to podstawa" … powtarzania.

Stosuję proste, ale nie bezmyślne metody; z niekończącymi się 'schodkami' nie straszne mi choćby plateau. Jak w przypadku każdego namiętnego kolekcjonera moją siłą napędową jest chęć zebrania całej kolekcji – zamalowania wszystkich kratek na pomarańczowo.

#4: Korzystam ze wszystkiego co zobaczyłem, przeczytałem, czym interesowałem się w swoim życiu.

Z rozbawieniem słucham reprezentantów gimbazy uważających się za specjalistów z matematyki, w związku z czym polski czy historia nie są im do szczęścia potrzebne. Wręcz 'fascynują' mnie filmiki licealnych humanistów twierdzących, że skoro biologia czy fizyka ich nie interesuje, to można na klasówkach z tych przedmiotów bezkarnie 'zżynać'. Zamykanie się w ciasnej klatce humanisty albo ścisłowca nie świadczy o wysokim stopniu wyspecjalizowania, lecz o ułomności.

Nie daję sobie nałożyć klapek na oczy: lektura pracy na temat okulistyki, podręcznika grafologii czy klasycznego języka egipskiego, artykułu o stenografii, fragmentu harcerskiego poradnika o alfabecie Morsa, benedyktyńskiego traktatu czy współczesnej książki o mnemotechnice, doświadczenie z projektowaniem syntez związków organicznych i przewidywania mechanizmów reakcji "na papierze" czy 'zabawa' z programami służącymi do badania frekwencji chińskich znaków w tekstach tylko pozytywnie wpływa na moje szersze spojrzenie na 'problem' przyswajania pisma ideograficznego.

#5: Jestem świadom swoich 'ułomności' i usposobienia.

Używanie komputera ograniczam w nauce do minimum, skoro wiem, że będzie mi się trudno powstrzymać od poszukiwania w internecie odpowiedzi na setki bombardujących mnie wątpliwości wynikających z rozmaicie definiowanej 'ciekawości świata'.

Jestem tym samym człowiekiem niezależnie od języka. Tak, jak nie szata zdobi człowieka, tak obca grafia i fonia języka jest jedynie pustą formą, która po prostu przyobleka pojęcia, którymi myślę i operuję, a mające swój źródłosłów w języku ojczystym. Przyznaję jednak, że pisząc ten artykuł bardzo brakowało mi kantońskiej 'góralskiej partykuły' 嘅(啦), która wyrażałaby silne stwierdzenia "tak było, jest i będzie!".

Nie zamierzam udawać, ani dążyć do poziomu mitycznego naitiva. Życie jest zdecydowanie za krótkie, by trwonić je na doskonałość. Skoro ograniczenia aparatu mowy nie pozwalają mi m.in. na osiągnięcie japońskiej wersji głoski "r", to będę wymawiał ją z premedytacją jak "l". Nie zamierzam również naciągać sobie oczu, farbować włosów ani sztucznie zwiększać poziomu bilirubiny by upodobnić się do Chińczyków.

Skoro mam introwertyczne usposobienie, to nie zacznę, za namową poliglotów, latać po ulicy i zaczepiać każdego napotkanego obcokrajowca. Jeśli w 'polskim życiu' chętniej wysyłam sms'y niż dzwonię, piszę maile niż osobiście załatwiam sprawy, to nie będę wbrew swojej naturze przesiadywać przed mikrofonem na Skype'ach i czatach, wolę zamiast tego, jak Martin Eden, rozkrawać piękno i dociekać tajników budowy języka w laboratorium swej małej izdebki.

Jeśli mam problem z szybkim podejmowaniem nawet mało istotnych decyzji, to tak muszę 'ustawić' swoją metodę, aby decyzje podejmowały się same lub sprowadzały się do problemów zero –  jedynkowych: umiem – nie umiem.

#6 Nie boję się krytyki ani swoich metod ani poglądów.

Nie powiem, że krytyka spływa po mnie jak woda po lateksowych wdziankach Chippendales'ów. Wręcz przeciwnie, nic tak mnie nie mobilizuje jak właśnie deprecjonowanie podjętych przeze mnie wysiłków, stwierdzenie, że jestem non compos mentis i na pewno coś mi się nie uda. Od razu rozpala mnie to do czerwoności i daje energię do jeszcze większego wysiłku. Słabość przekuwam w siłę do działania.

Znam jednak wartość skupienia (się i talentów, które ma każdy) oraz odcięcia od zewnętrznych rozpraszaczy (uwaga: nie należy poniższego tekstu traktować zbyt dosłownie*);

Château d'If;
"— O czym tak rozmyślasz? — spytał z uśmiechem Faria, sądząc, że młodzieniec milczy ogarnięty najwyższym podziwem.
— Myślę przede wszystkim o tym, jak ogromny zasób inteligencji potrzebny był księdzu, by osiągnąć takie rezultaty; czego by ksiądz dokonał, będąc na wolności*!
Pewnie nic; roztrwoniłbym może nadmiar mojej inteligencji na głupstwa. Dopiero nieszczęście odkrywa w ludzkich umysłach skarby nieprzebrane, a tajemne; kto chce wywalić bramę, musi przeć na nią całym ciężarem. Dopiero w więzieniu* skupiły się niejako w jednym punkcie wszystkie moje uzdolnienia, rozproszone w różnych kierunkach, zamknięte w ciasnej przestrzeni zderzały się ze sobą, a wiesz, że ze zderzenia chmur rodzi się elektryczność; z elektryczności błyskawica; z błyskawicy światło.(…)"

Alexander Dumas; „Hrabia Monte Christo”


Każdego uczącego się języków zachęcam do 'noworocznego rachunku sumienia', spojrzenia w głąb siebie, poznania i zdefiniowania zarówno swoich mocnych stron, jak i słabości, których znajomość może być wręcz produktywna. Wyjdę jednak z kościółkowych klimatów jeśli chodzi o żal za "grzechy" (marnowanie czasu, brak systematyczności itd.) …

"Nie ma potrzeby dyskutować o czymś, co już zrobiono.
Nie ma sensu czynić wyrzutów sumienia za czyn popełniony
Ani winić kogokolwiek za to, co minęło"

Konfucjusz

Namawiam do poszukiwania swojej własnej, lingwistycznej drogi, choć trzeba być przygotowanym na to, że nie będzie ona utkana różami;

„(…) szedłem od lat
Mą własną drogą
I tak bywało, iż
Myślałem, że nie tędy droga
Że pas lepiej mówić, niż
Kark skręcić na wysokich progach
I choć jak zbity pies, chciałem nie raz
Podkulić ogon
Wciąż gnał mnie, gnał mnie mój bies
Mą własną drogą
(…) Traciłem grunt, myliłem krok
By znów bez tchu pędzić przez mrok
By złapać kurs i znowu móc
Iść własną drogą
W krąg moc słyszałem rad
By z boku stać i sztorm przeczekać
Lub by pochwycić wiatr
Do przodu gnać i nie zwlekać
To znów radzono mi
Bym oddał cześć nie swoim bogom
Lecz ja wolałem iść
Mą własną drogą
I tak będę szedł, choć drogi szmat
Choć z każdym dniem wciąż przybywa lat
Dopóki sił wystarcza by
Z tej drogi pył przemieniać w sny
A żeby śnić, ja muszę iść
Mą własną drogą”
Claude François, Jacques Revaux
w wykonaniu Michała Bajora
prawykonanie Franka Sinatry
praprawykonanie Claude'a François’a
 

Zobacz również:

Zaczynając naukę języka, wpierw określ sobie cel i ‚obszar’ działania*

Jak, z głową, wybierać materiały do nauki tak, aby nie męczyć się … bez potrzeby?

Myśl samodzielnie i nie patrz na innych, czyli krytyka poliglotów

Najpiękniejszy z językowych przełomów

[MN7] Jak, z głową, wybierać materiały do nauki tak, aby nie męczyć się … bez potrzeby?

„Nie rób wszystkiego, najważniejsze jest bowiem, aby to, co zrobisz, było użyteczne”.

starożytna zasada chińskiej filozofii

Postępowanie w oparciu o zasadę Pareto

Zasada Pareto

Osiągane rezultaty nie są ściśle proporcjonalne do włożonego wysiłku. Okazuje się, że jedynie 20% nakładu pracy generuje aż 80% wyników. Natomiast pozostała część poświęconego czasu jest w zasadzie jałowa – przekłada się na ledwie 20 punktów procentowych sukcesu. Jak jednak kierować się tą swoistą zasadą ergonomii przy wyborze materiałów do nauki języków obcych?


Lingwistyka korpusowa

Zamek (więzienie) na wyspie If;

"(…)— Przyjdziesz kiedyś do mnie, to ci pokażę moją pracę, rezultat moich rozmyślań, poszukiwań, wreszcie spostrzeżeń gromadzonych przez całe życie i przemyślanych (…). W druku byłby to gruby tom in quarto. (…)

— Ale aby napisać taką pracę, ksiądz musiał poczynić badania historyczne. Czy ksiądz miał jakieś książki?

— W Rzymie miałem w mojej bibliotece około pięciu tysięcy tomów. Przeczytawszy je kilkakrotnie, stwierdziłem, że sto pięćdziesiąt dzieł umiejętnie dobranych daje nam, jeśli nie wyczerpujące streszczenie całej ludzkiej wiedzy, to przynajmniej tyle, co człowiek wiedzieć powinien. Na parokrotne przeczytanie tych dzieł poświęciłem trzy lata i tym sposobem umiałem je niemal na pamięć w chwili, kiedy mnie aresztowano. W wiezieniu wysiliwszy nieco pamięć przypomniałem je sobie dokładnie. Mógłbym więc recytować ci teraz Tucydydesa, Ksenofonta, Plutarcha, Tytusa Liwiusza, Tacyta, Stradę, Jornandesa, Dantego, Montaigne'a, Szekspira, Spinozę, Machiavellego, Bossueta. Wymieniam tylko najważniejszych.

— Ksiądz włada kilkoma językami, nieprawdaż?

— Znam pięć języków żywych: niemiecki, francuski, włoski, angielski i hiszpański; dzięki starogreckiemu rozumiem greczyznę współczesną, ale niezbyt dobrze mówię tym językiem i uczę się go teraz.

— Jak to być może?

— Po prostu sporządziłem słownik znanych mi wyrazów; ustawiam je, szeregując i przemieniam tak, bym mógł wyrazić moją myśl. Znam około tysiąca słów, to mi w ostateczności wystarczy, choć, o ile wiem, w słowniku jest ich ze sto tysięcy. Wymowny nie będę, ale porozumiem się doskonale z Grekiem i to mnie zadowoli.(…)"

Alexander Dumas; „Hrabia Monte Christo”


Z czego się uczyć?

Choć opisana powyżej historia jest jedynie motywującą fikcją literacką, to zawarte w niej, zgodne z 'doktryną': "Lepiej mniej, ale lepiej", podejście wydaje mi się dość racjonalne. Czym zatem kierować się przy wyborze materiałów edukacyjnych?

Moim zdaniem rozsądne jest skupienie się głównie na materiałach w znacznym stopniu już opracowanych tj. takich, z których korzystanie wymaga stosunkowo mało wysiłku (szacunkowe < 20 pp.). Jeśli wezmę nieznany tekst w obcym języku, to aby go „przerobić” muszę wpierw przetłumaczyć sobie słowa, których nie znam, zrozumieć lub rozpoznać konstrukcje gramatyczne, sporządzić transkrypcję fonetyczną, szukać (zwykle bezskutecznie) jego nagrań lub korzystać z niedoskonałych syntezatorów mowy. Gdybym dopiero rozpoczynał przygodę z językami azjatyckimi potrzebowałbym również formatek do rysowania ideogramów. Innymi słowy poświęcałbym 80% czasu na te, właściwie, mechaniczne czynności (szukanie w słowniku, książce do gramatyki, internecie) które przełożyłyby się na 20% efektu, po czym dopiero wtedy mógłbym przystąpić do właściwej nauki.


'Przetrawione' teksty

Lepiej skorzystać z gotowego podręcznika ze słowniczkiem, wyjaśnieniami gramatycznymi, plikami nagranych tekstów i skupić się „jedynie” na nauce. Bardzo dobre są również fragmenty w dużym stopniu opracowanych tekstów służących autorom artykułów, na tematy lingwistyczne, jako przykłady obrazowanych przezeń zjawisk w języku np: kantońskim (jak w poniższym przykładzie).

Kantońskojęzyczna audycja informacyjna

Tekst kantońskojęzycznej audycji informacyjnej

Bauer R.S. Written Cantonese of Hong Kong. Cahiers de linguistique – Asie orientale. 1988,

Pomimo średniej jakości transkrybowanego fragmentu audycji radiowej (pismo ręczne), konieczności przetworzenia autorskiej romanizacj na swoją i wielu innych zabiegów, jest to źródło zdecydowanie łatwiejsze w odbiorze, mniej pracochłonne i bardziej pewne (nawet pomimo konieczności skorygowania kilku 'nieścisłości' jeśli chodzi o ortografię* , wymowę* i tony– co, przy okazji, uczy 'czujności ustrojowej'), niż analiza zupełnie surowego sprawozdania, nawet gdybyśmy dysponowali jego 'drukowaną' (bardziej poprawną*) wersją na komputerze, nie mówiąc już o jedynie 'gołym' nagraniu, którego poprawioną transkrypcję graficzną zamieściłem poniżej:

警方下晝*t喺紅磡寶其利街捕押一個男人,懷疑佢將*g價值九百萬元嘅四號海洛*g英郵寄到美國。呢一個男子三十歳。現時俾*g警方扣留調查。當警方拘捕佢嘅時候,佢攞住二十包裹餵*g金魚嘅食品到附近一間郵購*w郵寄。經過探員搜*g查之後,證實其中六包魚糧*g裏面都藏*g有毒品,總重量係兩公斤半。


"Tłumaczenie techniczne" – zapowiedź

Im większy jest stopień opracowania tekstu, tym sprawniej jestem w stanie sporządzić (ręcznie!) jego "tłumaczenie techniczne". Każdy tekst w języku obcym, który zamierzam opanować (niezależnie czy jest on po angielsku czy kantońsku) poddaję najprostszej mozliwej, ale przemyślanej analizie gramatyczno – strukturalno – semantycznej, w wyniku której powstaje pewnego rodzaju mapa, z której się później uczę. Poniżej zamieściłem swoje opracowanie (komputerowe – dla większej czytelności), przytoczonego fragmentu audycji radiowej. W kolejnych artykułach wyjaśnię celowość właśnie takiej organizacji przestrzennej tekstu, użytych oznaczeń i przyświecającej temu ideii.

Przykład tłumaczenia technicznego - część 1 Przykład tłumaczenia technicznego - część 2


Szturmowanie 'surowych' tekstów

"Szabel nam nie zabraknie; szlachta na koń wsiędzie,

Ja z synowcem na czele, i – jakoś to będzie."

Adam Mickiewicz; "Pan Tadeusz"

Niestety sam niejednokrotnie z 'gorącą głową', rzucałem się z motyką na słońce, tracąc dużo czasu. Często też nie starczało mi cierpliwości, żeby skończyć przerabianie zaczętego ‘surowego’ tekstu w języku azjatyckim.

"Nie straciłam na namyśle
Niepotrzebnym czasu wiele –
Bo ja rzadko kiedy myślę,
Alem za to chyża w dziele."

Podstolina; "Zemsta"; Aleksander Fredro

Trochę inaczej wygląda sprawa, gdy jakiś język znamy już dość dobrze, a nowe słowa w analizowanym źródle trafiają się rzadko. Jednak i wtedy warto mieć choćby polską wersję przerabianego tekstu czy powieści by rozwiewać napotykane wątpliwości. Przerabiając 'moją metodą' rozdział powieści – "Paragraf  22" Joseph’a Hallera zastanawiałem się o co chodzi w pierwszym fragmencie zdania:  He sent shudders of annoyance scampering up ticklish spines, and everybody fled from him – everybody but the soldier in white who had no choice. ; by po otwarciu polsko-języcznej wersji powieści dowiedzieć się, że po prostu… „Dostawali na jego widok drgawek…”.


'Wyprawka' samouka

Warto wyposażyć się w podręcznik z nagraniami audio, słownik (wystarczy z języka obcego na „znany”), gramatykę oraz w późniejszym etapie powieść w języku obcym. Nie polecałbym filmów czy piosenek (zwłaszcza w przypadku języka kantońskiego). Na pewno pozwalają miło spędzić czas, nie nazwałbym tego jednak nauką. Korzystanie z internetu i komputera staram się ograniczyć do minimum, właściwie jedynie do zgromadzenia dostępnych w sieci legalnych materiałów, które można wydrukować, czy ewentualnie odczytać przy pomocy czytnika ebook’ów. W moim przypadku włączenie komputera = koniec nauki.

materiały do nauki (p.p. wymaganego od uczącego się nakładu pracy):

<20; podręcznik, ebook, gramatyka, słownik 

>20; powieść, gazeta, film, piosenka, 'internet'


Podręcznik

Spojrzenie w głąb najbardziej przyjaznego nauce narzędzia – podręcznika – pozwala wyselekcjonować te elementy, których przerobienie daje największe efekty – próbki rzeczywistych / symulowanych tekstów w języku obcym. Z drugiej jednak strony niekoniecznie warto uczyć się tych tekstów na pamięć, słowo w słowo, bo może się okazać, że zyskamy ledwie 20%, co okupimy 80% wysiłkiem.

Wszystkie pozostałe elementy będące jedynie testem naszych umiejętności można pominąć. Obecność ćwiczeń daje 'zgubny' komfort polegający na tym, że wydaje nam się, że nie musimy drobiazgowo analizować tekstu będącego rdzeniem lekcji, bo i tak jeszcze 'zdążymy' opanować materiał. Dlatego najbardziej cenię sobie podręczniki, w których nie ma różnego rodzaju odwracających uwagę ,uzupełnianek'.

podręcznik (p.p. objętości podręcznika przekładającej się na 80 p.p. treści):

<20; opowiadania, dialogi, zagadki, zdania ilustrujące zagadnienia gramatyczne

>20; listy słówek, ćwiczenia, krzyżówki, gry, gazetki, projekty, symulowane rozmowy, własne wypowiedzi pisemne


Wybór formy i treści

Kolejnym kryterium doboru materiału jest treść, która powinna być interesująca, a przynajmniej zabawna, ale też stanowić wyzwanie intelektualne, gdyż jedynie opanowanie trudnych elementów daje poczucie satysfakcji.

treść (p.p. nakładu pracy koniecznego do zmotywowania się do nauki):

<20; zabawna, interesująca, stanowiąca wyzwanie intelektualne

>20; żenująca (‘suchary’),nudna, zbyt prosta

 

"W życiu w ogóle największą przyjemność sprawia opanowanie tego, co trudne i czego inni opanować nie zdołali."

 Zygmunt Broniarek


Jak się nie męczyć bez potrzeby?

Właściwa selekcja pozwala skupić się jedynie na tym co istotne – przyswajaniu języka, natomiast czynności o charakterze ściśle technicznym ograniczyć do niezbędnego minimum. To na przyswajaniu materiału należy się skupić, a nie na doprowadzaniu go do przyswajalnej formy.

Lepiej zaczynać naukę od podręczników w języku polskim (jeśli takie istnieją). W przypadku mniej popularnych języków (np.: kantońskiego) koniecznością jest korzystanie z angielsko (lub mandaryńsko) języcznych publikacji. Zdecydowanie nie polecam jednak podręczników napisanych w języku, którego się uczymy.

instrukcje w języku: (p.p. nakładu pracy):

<20;  polskim < angielskim (lub innym 'znanym obcym')

>20; ‘azjatyckim’


'Lingwistyczna empatia' autorów podręczników

Ostatnia uwaga wynika, nie tylko, z tego, że wymaga to od nas przyswojenia skomplikowanej terminologii gramatycznej (np.: 結果動詞 czasownik rezultatywny,補語 dopełnienie komplementywne). Bardzo często autorzy podręczników napisanych w języku, do którego nauki służą, oprócz swojego języka ojczystego nie znają żadnego innego. Brak im ‘językowej empatii’. Mam wrażenie, że większość ‘kolorowych książeczek' używanych w szkole i na kursach, to twory takich właśnie ‘specjalistów’. Teksty pisane przez osoby, które często nawet nie podjęły wysiłku (na)uczenia się choćby jednego języka obcego, według mnie, mają wątpliwą wartość edukacyjną. Znacznie bardziej ‘ufam’ podręcznikowi do języka szanghajskiego napisanemu, po angielsku, przez Australijczyka, niż materiałom do nauki mandaryńskiego będących tworem rodzimego użytkownika tego języka.

autor (materiału edukacyjnego); (p.p. nakładu pracy potrzebnego do przyswojenia 80 p.p. treści i zrozumienia komentarzy gramatycznych):

<20; (tandem: obcokrajowiec + rodzimy użytkownik) < obcokrajowiec

>20; rodzimy użytkownik


Dość oczywiste wskazówki zamieszczone w powyższym artykule mają charakter głównie prewencyjny – postępowanie zgodnie z nimi powinno zapobiec prawdziwej zbrodni przeciwko samemu sobie, jaką jest marnowanie czasu w trakcie nauki języka obcego.

Otwarta jednak pozostaje kwestia, która dotyka prędzej, czy później każdego zgłębiającego języki, mianowicie – czy lepiej uczyć się z materiałów choćby częściowo opracowanych, ale nieszczególnie pasjonujących, czy z 'surowych' tekstów, co do których mamy przekonanie, że są bardzej ciekawe i zabawne, ale ich 'przerobienie' i opanowanie zajmie zdecydowanie dużo więcej czasu? Wybór często zależy od dostępności dobrych materiałów – "tak krawiec kraje, jak mu materii staje" i poziomu zaawansowania, przy którym nie musimy sprawdzać co drugiego słowa w słowniku.

Zobacz również:

Od czego zacząć naukę języka obcego?

Zaczynając naukę języka, wpierw określ cel i 'obszar' działania

Co jest potrzebne do nauki?

Jakie materiały warto czytać?

Czy 1000 słów i 70% rozumienia to dużo?

[MN6] Zaczynając naukę języka, wpierw określ sobie cel i 'obszar' działania*

W kolejnym cyklu artykułów chciałbym przedstawić swoją metodę samodzielnej nauki języków obcych. Nim jednak przejdę do opisu konkretnych wskazówek metodologicznych, które mam nadzieję, że zainteresują Czytelników, uważam, że warto poświęcić nieco miejsca aspektom o charakterze bardziej ogólnym, lecz nie mniej ważnym, a właściwie będącym fundamentem. Poniższy artykuł jest również moją odpowiedzią na pytanie postawione przez Piotra tj. –  "Od czego zacząć naukę języka obcego?".

Zaczynając coś, określ sobie cel działania

(* Tytuł artykułu jest aluzją do jednego z rozdziałów  – "Zaczynając coś, określ sobie cel działania" z książki Sean'a Covey'a "The 7 Habits of Highly Effective Teens"; z jej polskiej wersji językowej pochodzi powyższy obrazek).


„Mieć wzniosłe ambicje i dążenia, (…) jasną wiedzę i myśli – wszystko to zależy ode mnie. Dlatego też człowiek szlachetny szanuje to, co jest w jego własnej mocy (…), z każdym dniem idzie do przodu (…)”.

Xunzi


Sformułowanie celu

Żeglarze nigdy nie wpisują do dziennika pokładowego portu przeznaczenia, zanim w nim nie zacumują, jednakże takie asekuranctwo, w przypadku nauki języków obcych, już na starcie zmniejsza szansę na osiągnięcie ‘sukcesu’. Jeśli nie zdefiniuje się celu, to siłą rzeczy nie da się go zrealizować.

Ludzie mają zwykle dwa powody, dla których coś robią: jeden prawdziwy i jeden, który dobrze brzmi.”

John Pierpont Morgan

Niekiedy chęć nauczenia się języka, będąca wynikiem pewnego rodzaju, dramatycznego 'odkrycia',  jest jedynie środkiem do 'wyższego celu', jak choćby  w przypadku bohaterów literackich: Edmunda Dantèsa ("Hrabia Monte Christo") czy Martina Edena. W pierwszym wypadku jest nim chęć zemsty, w drugim natomiast – stania się godnym kobiety z wyższej sfery.

"Mądry wybiera właściwy moment. Po czym używa całej swojej siły, póki nie ukończy zadania, nie odpoczywa w południe, ani u schyłku życia."

Konfucjusz

W życiu realnym (nie)stety (?) rzadko doświadczamy tak emocjonalnego wpływu na chęć samodzielnej edukacji językowej.

Pamiętajmy również, że największą frajdą jest samo dążenie do celu. Jego osiągnięcie zwykle nie daje już tyle satysfakcji. Niemniej jednak jest do dobry punkt do postawienia przed sobą kolejnych, jeszcze bardziej ambitnych wyzwań.

"Gdzie to koniec tego pędu? Gdzie koniec sławy, siły, potęgi? – Nie masz go wcale…"

Książę Jeremi Wiśniowiecki

Henryk Sienkiewicz; "Ogniem i mieczem"


Mój cel (prawdziwy ?, czy ten, który dobrze brzmi ? 😉 ) 

W przypadku języka kantońskiego swój cel sformułowałem poprzez zaprojektowanie okładki książki, którą, mam nadzieję, że kiedyś będę w stanie uczciwie napisać.

 Jak samemu nauczyć się języka chińskiego - projekt okładki podręcznikaTutaj powstaje jednak pytanie, co oznacza pojęcie „nauczyć się języka obcego”. Wydaje się to dosyć mało konkretny cel. Najbardziej skłaniam się ku poniższej definicji:

„W studiach dochodzi się do momentu, w którym zaczyna postępować się zgodnie ze swą wiedzą, i na tym studia się kończy. Jeśli ktoś postępuje zgodnie ze swoją wiedzą, oznacza to, że wszystko zrozumiał do końca, i taki człowiek jest mędrcem. Mędrzec zatem to ten, (…) kto rozróżnia prawdę i fałsz, którego słowa i czyny są jednakie.”

Xunzi


Praktyczne hobby?

Często łapię się jednak na tym, że próbuję, co prawda w  nieśmiały, ale logiczny, sposób usprawiedliwiać swoje hobby,  jakim jest ‘grzebanie się’ w języku kantońskim (i kilku innych). Mógłbym napisać, że uczę się tego języka ze względu na odczuwaną fascynację kulturą starożytnych Chin, chęć sprzeciwu wobec komunizmu i łamania praw człowieka, uwielbiam filmy i samą postać Bruce’a Lee, chcę mieć poczucie, że chronię pewne dziedzictwo kulturowe i podać jeszcze milion innych powodów: np.: że kantoński jest prestiżowym językiem biznesu południowo-wschodniej Azji, najbardziej popularnym również wśród (potomków) chińskich emigrantów rozsianych po całym świecie, kluczem do zrozumienia wielu zjawisk lingwistycznych, doskonałym poligonem do testowania metod mnemotechnicznych, …ale to wszystko nieprawda.

 „(…) w każdym hobby nie o to chodzi i wszyscy hobbyści popełniają ciągle ten sam błąd: starają się (…) wytłumaczyć swe hobby z punktu widzenia praktyczności, zamiast się przyznać, że zastosowanie tego zamiłowania nie ma w praktyce absolutnie żadnego znaczenia. Oczywiście hobby może być praktyczne, (…) ale (…) tylko przy okazji (…) bo (…) hobby jest niczym innym jak ucieczką od rzeczywistości. Relaksem psychicznym. Oddaniem sprawom właśnie niepraktycznym, nieprzynoszącym dochodów, niepotrzebnym gospodarce narodowej i zawadzającym w domu.

A także pochłaniającym czas. (…) hobby pochłania czas, wciąga i angażuje (…) mózg. Hobbyści jako normalni ludzie nawykli do celowości działania na każdym kroku, wszystkimi siłami starają się usprawiedliwić te swoje niepraktyczne działania i robią to zupełnie niepotrzebnie, bo jedynym celem praktycznym [hobby] (…) jest właśnie (…) cudowna, ożywcza niepraktyczność, która daje efekt na wskroś praktyczny: pozwala odpocząć od codziennego działania praktycznego.”(…)

 Jacek Fedorowicz; „W zasadzie ciąg dalszy” (1978)

Nie wiem jak te, nico ironiczne, słowa odbierają Czytelnicy, ale moim zdaniem jest w nich dużo, choć może nieco 'wstydliwej', prawdy.


Wybór języka

„Kto chce iść jednocześnie dwiema drogami, nie dojdzie nigdzie (…)”.

 Xunzi

Aby jednak zawęzić pole działania do rozsądnych rozmiarów warto z pełną świadomością, przekonaniem i premedytacją zdecydować się na jeden język (a jeśli azjatycki, to w jednym systemie znaków). Poniżej przedstawiłem moją ścieżkę selekcji wynikającą z zainteresowań, dostępności materiałów edukacyjnych, potencjalnej użyteczności, subiektywnego ‘piękna’ fonii i grafii języka oraz … chęci pójścia pod prąd.

Wybór:

  1. języka 'narodowego': koreański, wietnamski, japoński, chiński v
  2. grupy języków: 官guan (mandaryński), 吳wu, 贛gan, 湘xiang, 閩min, 客家hakka, 粵yue (kantoński) v
  3. grupy dialektów: yue hai v, si yi, gao lei, qin lian, gui nan
  4. standardu miasta: Kanton (廣州), Hong Kong (香港)v
  5. formy graficznej; znaki: tradycyjne v, uproszczone

Zgubny poliglotyzm

Moim zdaniem naukę każdego kolejnego 'nowego' języka warto zaczynać dopiero wtedy, gdy dobrniemy z poprzednim(i) do jakiegoś mierzalnego poziomu. Nie chodzi tu o zdobycie certyfikatu, 'wystarczy' choćby gruntowne przerobienie dobrego podręcznika. Lepiej domknąć jedno zagadnienie, nim ‘rozgrzebie’ się kolejne. Nie oznacza to, że nie warto uczyć się kilku języków jednocześnie, warto, o ile pozostałe doprowadziliśmy uprzednio do pewnego poziomu.

Choć to sprawy pozornie oczywiste, to muszę jednak przyznać, że wielokrotnie, z opłakanym skutkiem, łamałem tę zasadę. Taki jest niestety rezultat zbytniej lingwistycznej ‘ciekawości’ i poczucia znużenia wałkowaniem języka, do którego nauki nie ma się przekonania. Problem potęgują wyrzuty sumienia, że przecież poświęciliśmy już na naukę kilku języków trochę czasu i pieniędzy, i bez większego przekonania miotamy się między nimi „dzięki” czemu nie jesteśmy w stanie opanować żadnego z nich na średnim choćby poziomie. Każdy znamy trochę, ale za mało, by coś z tym zrobić. Wydaje mi się, że panaceum na taką sytuację jest myśl zawarta w prostych słowach Yody (mistrza Jedi z Gwiezdnych Wojen):

 „Rób albo nie rób. Nie próbuj”.

Yoda

Nie masz przekonania do jakiegoś języka, to nie trać czasu na jego naukę. Jeśli nie jesteś pewien / pewna, którego języka (z kilku potencjalnie możliwych lub już 'rozbabranych') chcesz się uczyć to, po prostu nie ma znaczenia, który wybierzesz, ale ważne, żeby to był jeden.

"(…) w którą stronę mam pójść?

-Zależy to w dużym stopniu od tego, w którą stronę zechcesz pojść – powiedział Kot.

-Nie zależy mi na tym, w którą… – powiedziała Alicja.

-Więc nie ma znaczenia, w którą stronę pójdziesz. (…)"

Lewis Carroll; "Przygody Alicji w Krainie Czarów"


Niezależnie od tego jak nasz cel zostanie sformułowany, jego realizacja będzie wiązała się z opanowaniem umiejętności (czytania, pisania, mówienia, rozumienia ze słuchu, tłumaczenia) bazujących na zapamiętywaniu. Jednak do tego potrzebna nam jest metoda – metoda odpowiadającą naszym predyspozycjom (o czym już wspominał Piotr) i … mam wrażenie, że często wynikająca z naszych, niemających związku z językami, zainteresowań z dzieciństwa, o czym napiszę w bardziej odległej przyszłości.


Hasło przewodnie mojej metody

Aby nauczyć się czegokolwiek istotna jest koegzystencja trzech czynników: motywacji, czasu i metody. Jeśli metoda jest skuteczna, to potrzeba mniej czasu na dostrzeżenie efektów swoich działań, a co za tym idzie rośnie motywacja do dalszej nauki. Podstawowa idea mojego sposobu uczenia się polega na tym, by nie zmarnować niczego, na co JUŻ poświęciłem uwagę, a hasło przewodnie mogłoby brzmieć „Lepiej mniej, ale lepiej” gdyby nie było wcześniej zarezerwowane przez… Włodzimierza Lenina 😉 (tytuł manifestu politycznego – Лучше меньше, да лучше [Łuczsze mieńsze, da łuczsze]).

W kolejnym artykule odpowiem na, wpisujace się w powyższą 'sentencję', pytanie: "Jak, z głową, wybierać materiały do nauki tak, aby nie męczyć się … bez potrzeby?"


Na koniec przestroga dla wszystkich maniakalnie uczących się czegokolwiek, (nie tylko języków):

(…) hobby jest niebezpieczne i wciąga. Potrafi wciągnąć tak dalece, że stopniowo zastąpi nam świat realny i stanie się czymś żywo przypominającym narkomanię, tyle, że zdrowszym dla organizmu, ale za to zgubnym dla naszych działań realnych”.

 Jacek Fedorowicz; „W zasadzie ciąg dalszy” (1978)

 

Zobacz również:

Od czego zacząć naukę języka obcego?

Ilu języków tak naprawdę potrzebujesz?

Jakiego języka warto się uczyć?

Języki egzotyczne – jak, gdzie i czy warto?

Chcesz być wiecznie młody i zdrowy? Ucz się języków.

A nie mylą Ci się te języki?

[MN5] Ile jest tonów w języku chińskim – mandaryńskim i w jaki sposób na siebie oddziałują?

Tony języka mandaryńskiego

Często pojawia się wątpliwość ile tak właściwie jest tonów w języku mandaryńskim – cztery czy pięć? A może tak postawione pytanie po prostu nie ma większego sensu? W poniższym artykule zarysuję system tonalny języka chińskiego – mandaryńskiego.

Na poniższych sugestywnych rysunkach, przedstawiłem wysokość głosu w funkcji czasu (trwania wygłosu sylaby). W zastosowanej konwencji ton wysoki (płaski) jest jedynką, wznoszący –zwiększający wysokość głosu dwójką, łamany to nr 3, o gwałtownie opadającm przebiegu (z wysokiego do niskiego głosu) jest czwórką, a ton lekki / neutralny to piątka.

Pięć tonów języka mandaryńskiego

np.: 媽 (mā) ma1,麻 (má) ma2,馬 (mǎ) ma3,駡 (mà) ma4,嗎 (ma) ma5

(zainteresowani Czytelnicy mogą wkleić sekwencję morfemów: 媽,麻,馬 ,駡 ,嗎 ,aby usłyszeć ich brzmienie (w formie izolowanej):  http://www.oddcast.com/home/demos/tts/tts_example.php > Language: Chinese > Voice: (brzmiące najbardziej naturalnie): (głos żeński) Hui lub Lily; (głos męski) Ling)


Inny sposób, szczególnie pomocny przy porównywaniu systemów tonalnych różnych języków azjatyckich, wykorzystuje notację opartą na pięciolini.

tony na pięciolini

Względną wysokość głosu można zarysować podając punkt początkowy i końcowy (oraz ewentualne punkty przegięcia – jak w przypadku tonu trzeciego) skali np:

媽 (mā) ma55 v ma˥,麻 (má) ma35 v ma˧˥ ,馬 (mǎ) ma214 ma˨˨˩˨˦,駡 (mà) ma51 v ma˥˩,嗎 (ma) ma3 v ma˧

Tony towarzyszące pojedynczym sylabom występującym w pozycji izolowanej cechują się nie tylko różnym przebiegiem wysokości głosu, ale też długością. Ton 3-ci jest najdłuższy, czwarty najkrótszy, piąty – neutralny wymawiany jest natomiast dosyć krótko i nieco ciszej od pozostałych.


Powyższe – podstawowe informacje nie pozwalają jednak na sprawne posługiwanie się językiem mandaryńskim w mowie, dodatkowo zawsze 'z tylu głowy' trzeba mieć informacje dotyczące sandhi tonalnego.

Chodzi tu głównie zmiany w sposobie wymowy tonu trzeciego w zależności od otoczenia jak i zaakceptowanie zasad dotyczących sekwencji tonów trzecich.

Zmiany tonu trzeciego

33 > 23

333 >323

3333> 2323

33333>22323

333333>232323 itd.

W każdej z tych sytuacji ton pierwotnie trzeci będzie miał przypisany numer 3-ci niezależnie od rzeczywistej artykulacji. Podobnie w głowie trzeba mieć regułki dot. tonu drugiego ‘wziętego w kleszcze’ przez niektóre pełne tony.

Ton drugi wzięty w kleszcze

Innymi słowy poniższe sekwencje trzech tonów wymawiane są w następujący sposób:

121 > 111

122 > 112

123 > 113

124 > 114

221 > 211

222 > 212

223 > 213

224 > 214

Tonton neutralny neutralny wymawiany jest na różnym poziomie częstotliwości, w zależności od poprzedzającego go tonu.

Warto zwrócić uwagę, że w takim wypadku ton trzeci wymawiany jest w sposób ‘niepełny’, tj. jedynie w dolnym rejestrze częstotliwości.

Można przyjąć, że ton 3-ci realizowany jest w pełnym zakresie (tonacja głosu opadająco – wznosząca) tylko wtedy, gdy po sylabie w tym tonie występuje kropka 。, przecinek , czy naturalna przerwa w  wypowiedzi … .

W przypadku sekwencji tonów neutralnych ksekwencja tonów neutralnchażda kolejna sylaba wymawiana jest z nieco niższą częstotliwością.


Istnieją również reguły dotyczące negacji bu不 (bu4 4 > bu2 4) oraz liczebników: ‘jeden’ 一 i1, ‘siedem’ 七 ci1 oraz ‘osiem’ 八 ba1:

w cyfrach roku i numerach ('forma podstawowa'): i1, ci1, ba1

i1 1v2v3 > i4 1v2v3

ci1 1v2v3 > ci4 1v2v3

ba1 1v2v3> ba4 1v2v3


i1 4 > i2 4

ci1 4 > ci2 4

ba1 4 > ba2 4

Analogiczne zmiany jak w przypadku postpozycji tonu czwartego zachodzą, gdy po wspomnianych liczebnikach występuje sylaba w tonie neutralnym pierwotnie będąca w tonie czwartym np.: ge4>5 個:

i1 5 > i2 5

ci1 5 >ci2 5

ba1 5 > ba2 5

Nieco mniej istotny wydaje sie wpływ akcentowania wewnątrzwyrazowego na poziomy częstotliwości poszczególnych sylab. Aby zobrazować to zjawisko dobrze posłużyć się słowem, w którym każda sylaba jest wymawiana nominalnie w tym samym tonie: np.: ‘Włochy’ (Italia) 意大利 i4 da4 li4.

akcentowanie wewnątrzwyrazowe

Pierwsza sylaba akcentowana jest w sposób normalny, ostatnia wymawiana głośniej, dłużej, z większą różnicą częstotliwości. Natomiast każda środkowa (o ile występuje) ciszej, krócej, z mniejszą różnicą wysokości głosu. Opisane ‘odchylenia’ dotykają oczywiście również słów, które złożone są z sylab występujących w różnych tonach. Czasem jednak sposób akcentowania zależy od morfologii wewnątrzwyrazowej.

Oprócz tonów i akcentu wewnątrzwyrazowego (tzw. przyciskowego) istnieje również akcent zdaniowy. Jednak wydaje mi się, że świadome stosowanie wszystkich tych reguł przekracza możliwości zwykłego śmiertelnika. Poszukującym mocniejszych wrażeń polecam książkę, w której pokrótce opisano różnice w rejestrze częstotliwości zdania w zależności od jego 'gramatycznego' typu oraz chęci wyeksponowania określonych informacji:

Harvey J.H.T., Barale L.A., Barry R.S. Standard Chinese a Modular Approach. Monterey : Defence Language Institute Foreign Language Center, 1979.

Oczywiście warto zwrócić uwagę, że opisane wyżej zmiany tonów mają charakter regularny. Jednakże wiele znaków wymawia się w odmienny sposób, przy czym różnica może dotyczyć nie tylko tonu (ale i fonemów segmentalnych), co często wynika z tego, że  do jednego ideogramu przypisany jest cały pęk różnych znaczeń np: znak  wymawiany jest chy2, chy4, chło2, chło4, chło5 lub chu2. W 'odmianie' mandaryńskiego używanej na Tajwanie najczęściej ideogram ten wymawia się jako chan4.


Świadomość tego czym są tony i jak się zmieniają jest jednak tylko jedną z czterech umiejętności, które trzeba opanować, aby sprawnie funkcjonować w świecie, w tym wypadku, mandaryńskiej mowy. Nie odkryję Ameryki, jeśli stwierdzę, że należy jeszcze poprawnie rozpoznawać tony ze słuchu, ale wpierw trzeba jeszcze wiedzieć co tak naprawdę możemy usłyszeć i w tym ma pomóc ten artykuł. Trzecią umiejętnością jest poprawne wypowiadanie sylab w odpowiednich tonach, co właściwie można jedynie testować widząc reakcję naszego chińskiego interlokutora.

Czwarta dotyczy zapamiętywania tonów – informacji o, dla nas Polaków, zupełnie abstrakcyjnym charakterze. Przypisanie tonom liczb (a nie znaków diakrytycznych), które dodatkowo, w stosowanej przeze mnie konwencji, w sposób graficzny ukazują relację między oznaczeniem, a przebiegiem wysokości głosu, to dopiero pierwszy krok. O tym jak zapamiętywać tony (oraz ich sekwencje) wykorzystując do tego oznaczenia liczbowe napiszę jednak innym razem.

Na razie uspokoję zainteresowanych tym czytelników, że nie ma to nic wspólnego z najczęściej stosowaną przez chińskich lektorów metodą polegającą na pokazywaniu np. trzech palców, w trakcie wymawiania tonu trzeciego. Zawsze z dużym rozbawieniem oglądałem lekcje pokazowe rodzimych nauczycieli przekonanych o skuteczności działania 'metody palcowej' – metody, której prawdopodobnie nigdy w życiu sami nie stosowali w nauce swojego języka urzędowego.

Ton, wbrew temu co niektórzy twierdzą, jest istotną 'informacją' towarzyszącą, każdej sylabie, której obecność można porównać do głoski w języku polskim. Jeśli weźmiemy np: słowo 'takt', to przestaje być ono zrozumiałe, gdy pominiemy jedną z głosek: 'tat', 'tkt', albo oznacza co innego: 'akt', 'tak'. Podobnie, gdy zlekceważymy istnienie tonu lub wymówimy go błędnie (analogicznie: takt ≠ pakt itd.).


System tonalny języka mandaryńskiego nie jest ani najtrudniejszy, ani najprostszy w porównaniu z innymi językami chińskimi, lecz po prostu inny.

W języku kantońskim jest 6 – 7 tonów, ale ulegają one mało regularnym zmianom (sandhi tonalne) lub innymi słowy jest bardzo dużo reguł wynikających m.in z morfologii wewnątrzwyrazowej, jednak w wielu wypadkach łatwiej jest po prostu zapamiętać sekwencje tonów w danym słowie, niż próbować ją wydedukować znając ton podstawowy (co przecież też trzeba wcześniej zapamiętać).

W szanghajskim słowa jednosylabowe są wymawiane w jednym z pięciu tonów, w niektórych przypadkach można nawet przewidzieć ton znając jedynie wymowę sylaby (w mandaryńskim i kantońskim jest to praktycznie niemożliwe). Ponadto sylaby wchodzą w sekwencje (2, 3, 4 czy pięcio – sylabowe), których poziom częstotliwośći zależy jedynie od pierwszej sylaby (tzw. spreading). Niekiedy jednak poszczególne sekwencje oddziałują na siebie, co nieco zamazuje ten 'sielankowy' obraz prostego systemu.

Szczegółowy opis systemów tonalnych języka kantońskiego i szanghajskiego wykracza jednak poza ramy tego artykułu.

Warto zobaczyć:

Najtrudniejszy język świata

Jak słuchać, żeby usłyszeć