Author: Artykuł gościnny

Na początku była łacina

lacinaChcąc rozmawiać o języku włoskim, nie sposób uniknąć tematu jego pochodzenia. Na pytanie, skąd pochodzi, większość ludzi odpowie, że wprost od łaciny oraz że jest językiem romańskim. To wszystko prawda. Jednak na pytanie, skąd pochodzą języki romańskie, odpowiedź będzie sprawiać trudności. Otóż języki romańskie należą do podrodziny języków indoeuropejskich, które sklasyfikowano dopiero w XIX w., jako języki italskie. Te z kolei dzielą się na języki oskijsko-umbryjskie (języki: oskijski i umbryjski – oba języki wymarłe) oraz języki latynofaliskie (faliski – wymarły i łacina – język dawny, ale nadal zachowany w liturgii, tekstach religijnych i naukowych). W każdym razie języki italskie zniknęły bezpowrotnie między II w. p.n.e. a I w. n.e. Pozostała tylko łacina. Jest to tzw. okres klasyczny łaciny. Wspólne korzenie z innymi językami europejskimi uniemożliwiały jednak porozumiewanie się między ludami starożytnej Italii. Tu różnice okazały się jednak zbyt duże. Do łaciny podobny był jedynie język faliski, który przez wielu uznawany był wyłącznie za jej dialekt.

Łacina klasyczna a łacina ludowa

Łacina, obecna najpierw w Lacjum, rozprzestrzeniała się powoli na inne prowincje Imperium Rzymskiego wraz z jego ekspansją terytorialną. Możemy w ten sposób wyodrębnić trzy etapy procesu latynizacji: zdobycie Lacjum, podbój Italii oraz opanowanie całego basenu Morza Śródziemnego. Jednak najszybszy proces latynizacji postępował na terenach, gdzie nie miał wcześniej wpływów język grecki. Dlatego też tereny na wschód od Półwyspu Apenińskiego nie uległy wpływom łaciny. Użycie łaciny, jako języka codziennego rozpoczęło się prawdopodobnie w VIII w. p.n.e., i trwało do mniej więcej IX w. n.e. kiedy to powoli zaczęły tworzyć się języki romańskie. Nie są one niczym innym, jak tylko wynikiem długiego procesu ewolucji i zróżnicowania łaciny.

Języki romańskie nie pochodzą wcale od łaciny klasycznej będącej językiem literatury, nauki; na przestrzeni wieków niemalże niezmienionej w swoich formach gramatycznych, leksykalnych czy stylistycznych. Za to języki romańskie (w tym język włoski) pochodzą od łaciny ludowej. Przymiotnik „ludowy” może wprowadzać małe nieporozumienie. Lepszym określeniem może być łacina, jako język mówiony lub język wspólnoty. Nie należy go jednak traktować, jako języka mówionego, używanego przez niższe warstwy społeczne, ale jako język ogółu społeczeństwa. Język ten, zmieniał się więc w czasie i przestrzeni wraz z rozwojem społeczeństwa.

Między łaciną klasyczną a łaciną ludową istnieją różnice, które można zauważyć w ich strukturze fonologicznej, morfologicznej, składniowej i leksykalnej. Nie możemy jednak powiedzieć, że są to dwa odrębne języki, albowiem to tylko dwie odmiany tego samego języka. Dzisiaj różnice między łaciną literacką a tą mówioną są prawie niezauważalne.

Łacina – gramatyka – wpływ na języki romańskie

Łacińska gramatyka jest bardzo mocno usystematyzowana. W zasadzie to ona odgrywa największą rolę przy nauce tego języka. Zasady, jakie w niej obowiązują, są niezmienne od bardzo dawna. Dlatego też, kto zaczyna przygodę z nauką łaciny, musi zmierzyć się z ogromem gramatyki, jej zasadami i uporządkowaniem.

To uporządkowanie zawdzięczamy Eliuszowi Donatowi, który był rzymskim gramatykiem i historykiem literatury, żyjącym w IV w. n.e. Jako pierwszy zestawił wszystkie odmiany gramatyczne, które miały na celu ułatwić zapamiętywanie. Spisane skrupulatnie w dziele „Ars minor”, były do XVIII w. używane, jako podręcznik do łaciny dla początkujących .

Język ten jest fleksyjny, co w praktyce oznacza, że części mowy składają się z tematu i końcówek oraz z prefiksu i sufiksu. Dzięki temu nie używa się zaimków przed czasownikiem a przedimka przed rzeczownikiem. Na uwagę zasługuje fakt, że w języku praindoeuropejskim fleksja wyrazu nie polegała tylko na obecności różnych końcówek związanych z tym samym tematem. Obejmowała ona cały wyraz. W samym temacie dochodziło do alternacji samogłoskowej, która polegała na wymianie samogłosek ĕ i ŏ. Taka alternacja ĕ : ŏ zachodzi np. w wyrazie tĕgō (okrywam) : tŏga (okrycie). Często też położenie akcentu w wyrazie, służyło, jako element odmiany. Alternacja jednak została wyparta z łaciny, a akcent wyrazu przestał być ruchomy.

Dzisiejsza łacina posiada dziewięć części mowy, które mają formy odmienne i nieodmienne. Odmienne przez rodzaje, liczby i przypadki są: rzeczownik (substantivum), zaimek (pronomen), liczebnik (numerale), przymiotnik (adiectivum) i oczywiście czasownik (verbum), który odmienia się dodatkowo przez osoby. Nieodmienne natomiast pozostają: przyimek (praepositio), przysłówek (averbium), spójnik (coniunctio) i wykrzyknik (interiectio).

Upadek Cesarstwa Zachodniorzymskiego przyspieszył rozwój języków romańskich. Co prawda różnice dialektalne między prowincjami były widoczne jeszcze w czasach Imperium Rzymskiego, jednakże w sytuacji, kiedy zostały one w naturalny sposób oderwane od Rzymu – miasta, rozpoczęło się rozwarstwianie i różnicowanie języków (dyferencjacja językowa) na terenach wcześniej latynizowanych.

Oto kilka przykładów zróżnicowania dialektalnego łaciny ludowej, które miały bezpośredni wpływ na tworzenie się języków romańskich1:

  • zanik samogłoski w przedostatniej sylabie krótkiej, np. łac. pectĭnem (biernik lp. od pecten = grzebień) → fr. peigne, hiszp. peine, wł. pettine, rum. pieptene,
  • udźwięcznienie spółgłosek p, t, k, tz między samogłoskami, np. łac. focus (ogień) → hiszp. fuego, wł. fuoco, rum. foc,
  • zróżnicowanie geograficzne widoczne jest szczególnie w słowie, np. łac. domus (dom), które zachowało się jedynie w języku sardyńskim (sardo) i brzmi domo. Większość języków romańskich podaje za łac. casa (chata) → hiszp. casa, wł. casa, rum. casă. Francuskie słowo oznaczające dom – maison – pochodzi od łac. mansionem (biernik = pobyt, miejsce pobytu).

To zróżnicowanie oczywiście pogłębiało się z biegiem lat. Wykształciły się w znacznym stopniu języki, które dziś znamy, jako język włoski, hiszpański, francuski i rumuński.

Piśmiennictwo X wieku to jeden z pierwszych etapów narodzin języka włoskiego, po dominujących do tej pory tekstach prowansalskich (langue d’oc) i starofrancuskich (langue d’oil) oraz po niezliczonych dialektach regionalnych. Język włoski wdziera się na dziejową scenę językową coraz śmielej, wyznaczając granicę Włoch w pojęciu geograficznym, ponieważ w ujęciu politycznym o Włochach możemy mówić dopiero w XIX wieku. Co ciekawe, w X w. wykształcił się, również z dialektów języka włoskiego, język judeo-włoski. Aż do XVI w. zapisywano go wyłącznie alfabetem hebrajskim. Alfabet łaciński zaczął wypierać hebrajski dopiero w XIX w. W czasach współczesnych język ten zna jedynie ok. 4000 osób na świecie, a ledwie 200 mówi nim biegle.

 1 Michał Bednarski, Łacina potoczna. Wrocław, Kraków, Gdańsk, Łódź: Zakład Narodowy im. Ossolińskich, 1981, seria: Nauka dla Wszystkich, 341, s. 32-34, 62-63.


Autorem artykułu jest Jakub Kubka.

Zobacz również:

Rola współczesnej nauki języków klasycznych (łacina, greka, scs)

Dialekty języka hiszpańskiego i ich nauka

Język arabski – MSA, dialekty, od czego zacząć i jak się uczyć

Geneza powstania standardowego języka chińskiego

O współistnieniu mandaryńskiego, kantońskiego i klasycznego języka chińskiego; 三及第

Czy mandaryński i kantoński są swoimi dialektami? O nietypowej lingwistycznej relacji (Część 1)

Czy mandaryński i kantoński są swoimi dialektami? O nietypowej lingwistycznej relacji (Część 2)

Języki słowiańskie 2 – Trochę o języku praindoeuropejskim

Klasyfikacje języków turkijskich – część 1

Klasyfikacje języków turkijskich – część 2

Lingwistyka stosowana, czyli praktyczna nauka języka (w teorii)

lingArtykuł piszę z myślą o osobach, które zastanawiają się, czy wybór lingwistyki stosowanej to lepsza opcja niż filologia, i które w ogóle biorą pod uwagę studiowanie języków. Filologii nie studiowałam, więc nie wiem, jak tam jest, natomiast studiuję lingwistykę na Uniwersytecie w Gdańsku w kombinacji angielski i niemiecki (innych wariacji nie ma). Właśnie ukończyłam I rok studiów i sądzę, że jestem w stanie przekazać parę rzetelnych informacji.

Kierunek ten wybrałam z miłości do niemieckiego, a że sama nauka języka mi nie wystarczała, a kultura i literatura krajów niemieckojęzycznych niezbyt interesowała, toteż wybrałam lingwistykę. Z początku wydawała się idealna, wziąwszy pod uwagę fakt, że jako osoba aspirująca na tłumacza mogłam wybrać specjalizację translatorską (w Gdańsku tylko taka jest dostępna). Lingwistyka to kierunek, który z założenia polega na praktycznej nauce dwóch języków obcych i poszerzania wiedzy o języku. W stosunku do filologii materiał z kultury i literatury jest na lingwistyce dość okrojony. Kierunek ten ma przygotować w przyszłości do zawodu tłumacza lub pracy gdziekolwiek, gdzie wymagana jest biegła znajomość dwóch (lub więcej) języków obcych (na lingwistyce często obowiązkowa jest nauka trzeciego języka obcego).
W Polsce lingwistykę można studiować na sześciu uniwersytetach w różnych kombinacjach językowych np. angielski i niemiecki / hiszpański czy francuski i arabski. Na niektórych uczelniach nauka obu języków obcych odbywa się na równym poziomie, a na innych wybiera się język główny, a drugiego uczy się od podstaw. Jako że studiuję w Gdańsku, przedstawię jak nauka wygląda tam i jakie do tej pory były moje doświadczenia.

Nauka dwóch języków obcych jednocześnie może wydawać się sporym wyzwaniem, ale czy rzeczywiście tak jest?

I tak i nie. Tak naprawdę wszystko zależy od osoby, zdolności i umiejętności. Niewątpliwie ważną kwestią jest nastawienie. Osoba, która wie, po co idzie na studia i czego po nich oczekuje, będzie w stanie szybko stwierdzić, czy ten kierunek spełnia jej oczekiwania, czy da sobie radę i czy wiele się tam nauczy. Gdy idziemy do szkoły, na studia czy do pracy, zawsze pojawiają się oczekiwania i nadzieje.
Znając już dość dobrze chociaż jeden język obcy i ucząc się systematycznie, można całkiem dobrze sobie radzić na lingwistyce. Najczęstszą aktywnością związaną ze studiami jest uczęszczanie na zajęcia, odrabianie prac domowych i nauka na kolokwia, a tylko kilka tygodni w roku stanowi okres bardzo intensywnej nauki przed sesją.
Problematyczne może okazać się „przestawianie” na drugi język. Po trzygodzinnym bloku zajęć z niemieckiego czasami niełatwo jest z marszu zacząć mówić po angielsku na innych zajęciach. Na drugim roku dochodzi dodatkowo trzeci język obcy w formie lektoratu raz w tygodniu, więc warto się zastanowić, czy to aby nie za dużo, natomiast tak jak wcześniej zaznaczyłam, wszystko zależy od osoby i jej możliwości.

Czy na lingwistyce stosowanej rzeczywiście jest więcej godzin praktycznej nauki języka, a mniej nauki o kulturze i literaturze?

Praktyczna nauka jednego języka obcego to tylko trzy zajęcia w tygodniu po półtorej godziny, prawie tyle, co na kursie językowym. Znacznie przeważa liczba przedmiotów takich jak językoznawstwo, literaturoznawstwo, łacina, gramatyka praktyczna i opisowa oraz zajęcia typu wf, psychologia oraz wykłady do wyboru.
Na początku zdziwiła mnie spora liczba przedmiotów „ogólnorozwojowych”, niezwiązanych bezpośrednio z kierunkiem, i do tej pory nie potrafię odpowiedzieć na pytanie, czy są one przydatne. Z założenia pewnie tak, natomiast sposób prowadzenia zajęć i treść wykładów pozostawia czasami wiele do życzenia.
Gramatyka praktyczna i opisowa to przedmioty, które pomagają lepiej zrozumieć język, jego historię, rodzaje, odmiany oraz funkcje. Poza studiami pewnie nigdy bym do takiej wiedzy nie dotarła.
Jeżeli chodzi o materiały, to są nimi najczęściej kserówki od wykładowców, materiały ze stron internetowych typu „dw.de” oraz książki, które musieliśmy samodzielnie zakupić: do niemieckiego „Deutsche Grammatik Helbig/Buscha” oraz angielskiego „Proficiency Expert Course Book”, oraz „MyGrammarLab C1/C2”.
Zaliczenia, kolokwia i sesja wyglądają w ten sposób, że na egzamin z jakiegokolwiek przedmiotu można spokojnie nauczyć się na tydzień przed, jeżeli posiada się porządne notatki. W przypadku PNJ (Praktyczna Nauka Języka) przy braku systematycznej nauki, zdanie graniczy z cudem. Nie sposób w tydzień nauczyć się kilku tysięcy słówek, pisania i mówienia w języku obcym. Na szczęście obowiązkowa obecność na zajęciach i częste kolokwia zmuszają w pewnym stopniu do regularnej nauki.

Czy to prawda, że studia zabijają pasję?

Ponownie, i tak i nie. Na początku studiów, przez pierwsze dwa miesiące czułam niedosyt. Byłam szczęśliwa, że w końcu uczę się tego, czego chcę się nauczyć. Z czasem jednak, kiedy wykłady i ćwiczenia zaczynają coraz mniej interesować, a dla wielu nowo poznanych słów, fraz i zwrotów idiomatycznych przestaje się znajdować zastosowanie w prawdziwym świecie, motywacja i zainteresowanie maleją. Zmotywowało mnie to do poświęcania dodatkowego czasu na samodzielną naukę języka w domu i do poznawania innych języków obcych. Czasami materiał ze studiów nie wystarcza dla potrzeb osobistych czy do pracy, a brakującą wiedzę trzeba uzupełniać samemu. Bywa też tak, że nauka jednego czy dwóch języków przez dłuższy czas może być nużąca i ma się ochotę na małą odmianę i inny język.

Czy opłaca się studiować lingwistykę stosowaną?

Tak, ponieważ nawet jeżeli kierunku się nie skończy, to studia lingwistyczne są wartościowym doświadczeniem. Na lingwistyce można się wiele nauczyć, nie tylko języka obcego, ale przede wszystkim samodzielnego i krytycznego myślenia. Oferowane są wyjazdy studyjne za granicę, gdzie większość zajęć jest prowadzona przez native speakerów (w Gdańsku większość wykładowców to Polacy). Poza tym, możliwości znalezienia dobrej pracy po ukończeniu lingwistyki są większe niż w przypadku studiów filologicznych, ponieważ dla wielu pracodawców w dzisiejszych czasach jeden język obcy to za mało.
Dla osób zainteresowanych tylko praktyczną nauką języka i rozwijaniem praktycznych umiejętności, lepszą opcją może jednak okazać się kurs językowy, samodzielna nauka w domu lub z nauczycielem przez Internet.


Autorką tekstu jest Izabela Grunowska.

Zobacz również:

Garść (nie)poważnych refleksji na temat programu Erasmus
Język obcy dla seniora
Fille au pair – praca, nauka, opieka
Przedszkola kształcą poliglotów
I do … czyli o wyborach językowych na całe życie
Czy warto zapisać się na kurs językowy?
O szkołach językowych
Jeszcze o szkołach językowych
Czy warto iść na filologię? Kastylijska spowiedź
Będąc niemłodą już iberystką: pierwsze wrażenia ze studiów
75% samouctwa, czyli czarna owca na Woofli
O sławą objętych projektach (nie tylko) europejskich – Comenius, Erasmus i inne podróże językowe
Jak wiele można wynieść z polskiej szkoły, czyli mankamenty i problemy polskiej sceny edukacji językowej

Koreański – hit czy kit?

koreanWiększość mieszkańców naszego kraju nie rozróżnia języków azjatyckich. W każdym przecież są jakieś znaczki / krzaczki / fistaszki, wymową można połamać sobie język, a od gramatyki dostać zawrotów głowy. Często powodem nikłego zainteresowania językiem chińskim, japońskim czy koreańskim jest również historia Azji, która w podręcznikach szkolnych przedstawiana jest nieprzychylnie oraz w dość okrojonej wersji. Na Woofli pojawiły się już artykuły o języku japońskim i chińskim, które rozprawiły się z podobnymi zarzutami, ale nie było jeszcze ani jednego tekstu o coraz to popularniejszym języku koreańskim. Warto byłoby więc nadrobić te „zaległości” odpowiadając na pytanie „jakim językiem jest koreański?”.

Podstawowe informacje o języku koreańskim
„Język koreański” występuje pod wieloma nazwami –한국어 (hangugo), 한국말 (hangunmal), 조선말 (ciosonmal), można by dalej wymieniać. Znanych jest też wiele sposobów jego romanizacji (w tym artykule podaję zapis fonetyczny, który nie pokazuje wszystkich zależności pomiędzy znakami, ale daje ogólny pogląd na brzmienie języka koreańskiego), a liczba osób mówiących, bądź też uczących się języka koreańskiego oscyluje pomiędzy 70 a 80 milionami.

Pochodzenie języka koreańskiego jest niejasne. Często łączy się go z językiem japońskim, bądź też językami ałtajskimi, ale pokrewieństwo z nimi bywa ignorowane (np. z powodów historycznych), bądź też obalane. Niezależnie jednak od pochodzenie koreańskiego jest to język, o którym warto coś wiedzieć.

Pismo i wymowa
W języku koreańskim istnieją obecnie dwa systemy pisma:

  • 한글 (hangeul; wymowa hangyl),
  • 漢字 (hanja; wymowa handzia)

Historia pisma zaczyna się jednak nie od hangeula, ale od chińskich znaków hanja. Aż do XV wieku język koreański zapisywano za ich pomocą, ale ze względu na ich skomplikowanie oraz liczebność spora część społeczeństwa nie potrafiła pisać i czytać. Z tego też powodu Król Sejong Wielki w 1443 wraz ze swoimi uczonymi (w niektórych źródłach podaje się, że pracował sam) stworzył sztuczny alfabet hangeul, który przez niektórych nazywany jest „alfabetem jednego poranka” ze względu na swoją prostotę oraz intuicyjność. Może wydać się to dziwne, ale spółgłoski koreańskie mają kształt taki, jak narządy mowy (język, krtań, zęby itp.) podczas ich wymawiania, a samogłoski to tak naprawdę jeden i ten sam znak poobracany w różne kierunki.

hangul
Wymowa często nazywana jest bełkotliwą i muszę przyznać, że to właśnie przez nią nie od razu chciałam zacząć naukę tego (teraz dopiero tak twierdzę) dość prostego języka. Równo przez rok oswajałam się z brzmieniem koreańskiego, mimo że kontakt z nim miałam prawie codziennie! Z czasem jednak im więcej uczyłam się, tym bardziej byłam świadoma, że tak naprawdę wymowa koreańska w dużej mierze zależy od poprawnego nauczenia się jej zasad. Rzadko się o tym wspomina, ale jest to kluczowy element nauki.

Gramatyka

Skupmy się teraz na najważniejszych aspektach gramatyki koreańskiej w oparciu o przykład zdania:

사과를 먹어요 (wymowa: sagłaryl mogojo)

사과 (sagła) – jabłko

를 (ryl) – partykuła biernika

먹다 (mokta) – jeść

Szyk zdania w języku koreańskim jest taki sam, jak w języku japońskim, tj. czasownik znajduje się ZAWSZE na końcu zdania. Podobnie jest zresztą z przymiotnikiem, który w niektórych konstrukcjach gramatycznych traktowany jest w ten sam sposób. W wyżej podanym przykładzie funkcję odmienionego już czasownika pełni 먹어요 (mogojo), który honoryfikatywnie jest neutralny. „Neutralny”, czyli przy zastosowaniu tego stopnia formalności nikt nie zostanie obrażony.

Warto wspomnieć, że koreańskie czasowniki i przymiotniki nie odmieniają się przez osoby i liczby, a przez czasy. Dlatego też jeśli w zdaniu nie ma podmiotu, trzeba się domyślić z kontekstu, kto jest wykonawcą czynności. Jak można zauważyć, w powyższym przykładzie nie ma zaimka osobowego (co często się zdarza w języku koreańskim), więc 먹어요 można by przetłumaczyć jako jem / jesz / je / jedzą / jecie.

W języku koreańskim (na całe szczęście!) nie istnieją przypadki takie, jakie znamy w języku polskim czy też niemieckim. Zastępują je partykuły, czyli małe cząstki dodawane, by wyrazić funkcję słowa w zdaniu, bądź też dodatkowy kontekst danego wyrazu. W przykładzie 사과를 먹어요 (sagła ryl mogojo) partykułą jest sylaba 를 (ryl), którą przyrównać można do polskiego biernika. To jedna z dwóch „wersji” jednej i tej samej partykuły, ponieważ cechą charakterystyczną tych cząstek jest spora liczba ich odmian w zależności od honoryfikatywności oraz tego, czy słówko, które chcemy „zaopatrzyć” w partykułę, kończy się na samogłoskę czy też spółgłoskę.

Wspomniałam już co najmniej dwukrotnie o honoryfikatywności. Jest to kolejny kluczowy element w nauce tego języka, od którego uzależniona jest nie tylko gramatyka, ale i spora część kultury koreańskiej. Niepoprawny stopień formalności może obrazić naszego rozmówcę, co na szczęście obcokrajowcom raczej jest wybaczane, a skutkować może „jedynie” obrażoną i skwaszoną miną.

Kłopoty na tle interpersonalnym

Języka koreańskiego uczę się od 4 lat, a od dwóch prowadzę kanał na YouTube o tej tematyce. Już od samego początku nie było łatwo, ponieważ niektóre osoby z otoczenia kwestionowały mój wybór, jeśli chodzi o naukę języka koreańskiego (i japońskiego). Twierdziły, że są to języki diabła oraz podważały zapotrzebowanie rynku na osoby, które umieją się nimi posługiwać. Zdarzało się, że kazały mi zaprzestać nauki koreańskiego i japońskiego na rzecz języka chińskiego, który według nich jest obecnie jedynym przydatnym językiem azjatyckim.

Z tego typu opiniami i komentarzami spotykam się do dziś, gdy poznaję nowych ludzi (tylko nieliczni twierdzą, że to intrygujące), a z wiadomości otrzymywanych od widzów i czytelników wynika, że nie tylko ja mam tego typu problemy. Dlatego też, gdy ktoś pyta się mnie jaki język azjatycki wybrać, oprócz porównania, staram się również w łagodny sposób powiedzieć o nieprzychylności otoczenia, z jaką można się zetknąć podczas nauki.

Słowem podsumowania – język koreański jest miły i przyjemny podobnie jak kultura i popkultura, ale do jego nauki potrzebna jest determinacja i umiejętność patrzenia na świat przez palce, bo inaczej się czasami po prostu nie da.

Pozdrawiam serdecznie i życzę miłej nauki języków obcych!

Katarzyna (Keitah) Flamma

Zobacz również:

Japoński: z czym to się je?

Teoria ałtajska

W poturkijskie_na_woofli4przednich dwóch częściach (1, 2) mojego cyklu o językach turkijskich przedstawiłam najważniejsze klasyfikacje tych języków. Z tym tematem nieodłącznie wiąże się teoria ałtajska – kwestia, z którą stykają się wszyscy turkolodzy i inne osoby zainteresowane tą tematyką. Jest to koncepcja naukowa, według której języki tureckie, mongolskie i tungusko-mandżurskie, zwane grupą ałtajską, są ze sobą genetycznie spokrewnione, tj. mają wspólnego przodka. Niektórzy zaliczają do tej grupy także japoński i koreański.

Teoria ałtajska od lat jest przedmiotem sporów między językoznawcami, z których jedni ją akceptują, inni całkowicie odrzucają, a wielu ma zastrzeżenia do poszczególnych jej elementów, jak np. tego, czy w hipotetycznej rodzinie ałtajskiej powinien się znaleźć język japoński i koreański, czy nie. Nie zamierzam tu opowiadać się po żadnej ze stron, zwłaszcza że nie mam wystarczającej wiedzy. Chcę jedynie przedstawić w skrócie to zagadnienie i jego historię.

Pierwszych przesłanek dotyczących podobieństwa tej węższej grupy, czyli języków turkijskich, mongolskich i tungusko-mandżurskich dostarczył Philip Johan von Strahlenberg (1676-1747). Był to szwedzki oficer, uczestnik wojny północnej, który w bitwie pod Połtawą w 1709 r. dostał się do rosyjskiej niewoli i został zesłany do Tobolska. Tam zapoznał się z syberyjskimi językami turkijskimi oraz mongolskimi i podjął próbę ich klasyfikacji. Strahlenbergowi udało się powrócić do Szwecji, gdzie opublikował wyniki swoich badań w książce „Północne i wschodnie części Europy i Azji”.

Strahlenberg nazywał badane przez siebie języki „tatarskimi”. Sto lat później duński językoznawca Rasmus Rask określił je jako „scytyjskie”, a niemiecki filolog Max F. Müller jako „turańskie”. Pojęcie języków ałtajskich wprowadził dopiero fiński etnolog i filolog Matthias Alexander Castrén, mając jednak na myśli te, które dziś nazywa się uralo-ałtajskimi. Kolejnym badaczem języków turkijskich był niemiecki orientalista Wilhelm Schott, który zajmował się głównie związkami między czuwaskim a tureckim. On także używał specyficznej terminologii: języki turkijskie, mongolskie i tungusko-mandżurskie nazywał „tatarskimi”, a ugrofińskie – „czudyjskimi”.

Teoria ałtajska jako taka została po raz pierwszy zaprezentowana przez J. Grunzela w 1895 r., lecz pierwszym ałtaistą z prawdziwego zdarzenia był fiński językoznawca Gustaf John Ramstedt (1873-1950). Wspominałam już o nim jako o twórcy jednej z klasyfikacji języków turkijskich, lecz jego dzieło jest znacznie bogatsze. Wystarczy wspomnieć, że zaczynał on od ugrofinistyki, stopniowo dodając do swoich zainteresowań mongolistykę, turkologię, a pod wpływem pobytu w Tokio także język japoński i koreański. Co ciekawe, jego poglądy również przeszły znaczną ewolucję. Początkowo odrzucał on bowiem teorię związków genetycznych (z prajęzykiem włącznie) między językami ałtajskimi a ugrofińskimi. Występujące w tych językach wspólne elementy uważał za wynik kontaktów i krzyżowania się, a nie wspólnego pochodzenia. W miarę zgłębiania tego tematu Ramstedt wykonał zwrot, akceptując istnienie genetycznego związku między językami ałtajskimi, do których dodał jeszcze koreański. Hipotezę tę oparł głównie na odpowiednikach fonetycznych w badanych językach. Prowadził także badania morfologiczne, a ukoronowaniem jego działalności stała się wydana po raz pierwszy w 1952 r. książka „Wprowadzenie do językoznawstwa ałtajskiego”.

Głównym kontynuatorem dzieła Ramstedta był Nikołaj Poppe (1897-1991), rosyjski, a potem amerykański językoznawca pochodzenia niemieckiego. Zdecydowanym przeciwnikiem teorii ałtajskiej był natomiast polemizujący z Poppem brytyjski wschodoznawca sir Gerard Clauson (1891-1974). Twierdził on, że podstawowe słownictwo w językach turkijskich, mongolskich i tunguskich jest całkowicie odmienne, a wspólne wyrazy są wynikiem zapożyczeń. Pomiędzy nimi zmieściło się wielu bardziej umiarkowanych zwolenników i przeciwników tej teorii, a niemal każda praca w zakresie turkologii zawierała odniesienia do niej. Obecnie o teorii ałtajskiej nie jest być może tak głośno, jak pół wieku temu, lecz nie znaczy to, że została zapomniana.

Źródła:

E. Tryjarski, In confinibus Turcarum. Szkice turkologiczne, Instytut Archeologii i Etnologii PAN, Warszawa 1995
M. Stachowski, Teoria ałtajska, LingVaria VII (2012) | 2 (14)

Przeczytaj również:

Różnorodność języków turkijskich

Klasyfikacje języków turkijskich – część 1

Klasyfikacje języków turkijskich – część 2

Klasyfikacje języków turkijskich – część 2

turkijskie_na_woofli3Zapraszam do zapoznania się z dalszym ciągiem przeglądu wybranych klasyfikacji języków turkijskich. Na początek najbardziej rozbudowana, aż sześciopoziomowa klasyfikacja radzieckiego turkologa Nikołaja Baskakowa, którą przytaczam za Majewiczem. Jest to klasyfikacja dość kontrowersyjna, a zarazem popularna – i tak długa, że można się jej przestraszyć. Języki turkijskie, zwane tu podrodziną turko-tatarską, zostały uznane za część należącą do większej całości – rodziny ałtajskiej.

  1. Grupa zachodniohunnicka
    • Podgrupa bułgarska
      • Język protobułgarski
      • Język chazaryjski
      • Język bułgarski nadwołżański
      • Język czuwaski
    • Podgrupa oguzo-karluko-kipczacka
      • Języki oguzo-kipczackie
        • Języki oguskie
          • Języki oguzo-peczenegijskie
            • Język peczenegijski
            • Język uzyjski
            • Język gagauski
            • Tureckie dialekty Bałkanów
          • Języki oguzo-seldżuckie
            • Język seldżucki
            • Język staroosmański
            • Język turecki
            • Język azerbejdżański
            • Tureckie dialekty Iranu
          • Języki oguzo-turkmeńskie
            • Język (średnio)oguski
            • Język turkmeński
            • Język truchmeński
          • Języki kipczackie
            • Języki kipczacko-bułgarskie
              • Język kipczacko-bułgarski
              • Język (kazański) tatarski
              • Język baszkirski
            • Języki kipczacko-nogajskie
              • Język nogajski
              • Język karakałpacki
              • Język kazachski
            • Języki kipczacko-połowieckie
              • Język kumański (połowiecki)
              • Język karaimski
              • Język karaczajsko-bałkarski
              • Język krymskotatarski
            • Języki karluckie
              • Język karluko-ujgurski
              • Język karluko-chorezmijski (czagatajski)
              • Język uzbecki
              • Język nowoujgurski
  1. Grupa wschodniohunnicka
    • Podgrupa oguzo-ujgurska
      • Języki ujgurskie
        • Język jenisejsko-oroczoński
        • Język staroujgurski (różny od staroujgurskiego, będącego przodkiem nowoujgurskiego
        • Język tofalarski
        • Język tuwiński
      • Języki chakaskie
        • Język chakaski
        • Język czułymski
        • Język szorski
        • Język kamasyński
        • Język saryg-ujgurski
        • Północne dialekty języka ałtajskiego (ojrockiego)
      • Języki jakucki i dołgański
    • Podgrupa kirgisko-kipczacka
      • Język kirgiski
      • Południowe dialekty języka ałtajskiego (ojrockiego)
    • Język salarski

Klasyfikacja Baskakowa uwzględnia znacznie więcej języków niż poprzednie. Przy tym języki żywe sąsiadują w niej z wymarłymi (oznaczonymi kursywą), co było jednym z zarzutów stawianych autorowi. Wyodrębnia język jakucki i dołgański, a czuwaski umieszcza razem z trzema wymarłymi językami bułgarskimi. Język ałtajski, podobnie jak u Achatowa, został podzielony na dialekty północne i południowe, umieszczone w różnych grupach. Mnie osobiście najbardziej dziwi sklasyfikowanie języka kazachskiego i kirgiskiego na tak odległych wobec siebie pozycjach.

Jeszcze jedną zagadką klasyfikacji Baskakowa jest umieszczenie w niej języka kamasyńskiego (nazywanego też kamasyjskim). Większość źródeł uznaje go bowiem za język uralski należący do języków samojedzkich, a ściślej mówiąc – do ich odizolowanej, południowej grupy, sąsiadującej z południowosyberyjskimi językami turkijskimi i podlegającej w znacznym stopniu ich wpływowi (turkizacji). Obecnie jest to już język wymarły – jego ostatnia użytkowniczka zmarła w 1989 r.

A skoro mowa o tym roku, właśnie wtedy została zaprezentowana bardzo ciekawa klasyfikacja tureckiego językoznawcy Talata Tekina. Jest ona oparta na sześciu kryteriach fonetycznych:

  • odpowiedniościach r / z i l / š;
  • zachowaniu lub utracie dawnego nagłosowego h;
  • rozwoju fonemu d;
  • rozwoju grupy ïγ w wyrazach wielosylabowych;
  • rozwoju grupy w wyrazach jednosylabowych;
  • zachowaniu lub udźwięcznieniu nagłosowego t.

Tekin przeanalizował te zjawiska na przykładzie kilku wyrazów: stopa (hadaq, atax, adaq, azaq), górski (taγlïγ, tūlu, tōlū, taγlïq, tawli, taγli, daγli), zielony (ŏazil, čažil, yasil), usta (aγiz, eγiz), jednoczyć (quš, qos, qoš), młody (žas, jas, yas), pięć (paš, beš), droga (jol, yol), przychodzić (kel, qel), dziewięć (toguz, toγuz, doguz), zostawać (gāl, ğāl, ğal, kal), dom (öb, e°z, ev, yev). Jego klasyfikacja uwzględnia zarówno języki, jak i dialekty.

  1. Grupa r / l: język czuwaski
  2. Grupa hadaq: język chaladż
  3. Grupa atax: język jakucki i dołgański
  4. Grupa adaq: język tuwiński i karagaski
  5. Grupa azaq
    • Podgrupa ŏazil: język chakaski
    • Podgrupa čažil: dialekty Środkowego Czułymu, Mrasu i Górnego Tomu;
    • Podgrupa yasil: język Żółtych Ujgurów
  6. Grupa taγlïγ: Północne dialekty Ałtaju (tuba, kumandy, czałkandu), dialekty Dolnego Czułymu, Kondomy i Dolnego Tomu
  7. Grupa tūlu: język ałtajski
  8. Grupa tōlū: język kirgiski
  9. Grupa taγlïq
    • Podgrupa aγiz: język uzbecki
    • Podgrupa eγiz: język nowoujgurski
  10. Grupa tawli
    • Podgrupa quš: język tatarski i baszkirski
    • Podgrupa qos
      • žas: język kazachski
      • jas: język karakałpacki
      • yas: język nogajski i dialekt halicki języka karaimskiego
    • Podgrupa qoš
      • paš: dialekt Tatarów barabińskich
      • beš
        • jol: język karaczajo-bałkarski i północne dialekty języka krymsko-tatarskiego
        • yol
          • kel
            • toquz: dialekt chorezmijsko-kipczacki języka uzbeckiego
            • toγuz: dialekt trocki języka karaimskiego
            • doguz: południowe dialekty języka krymskotatarskiego
          • qel: język kumycki
  1. Grupa taγli: język salarski
  2. Grupa daγli
    • Podgrupa gāl
      • öb: język turkmeński z dialektem truchmeńskim
      • e°z: dialekt chorasański języka turkmeńskiego
    • Podgrupa ğāl: dialekt chorezmijsko-oguzyjski języka uzbeckiego
    • Podgrupa ğal: język azerski, dialekty: kaszkajski, ejnallu, kerkukski, erbilski i tabriski
    • Podgrupa kal
      • ev: język turecki
      • yev: język gagauski

Tym sposobem powstało dwanaście grup, w tym niektóre podzielone na podgrupy. I w tej klasyfikacji język czuwaski jest całkiem osobno – został wyodrębniony ze względu na rotacyzm i lambdacyzm, czyli występowania głosek r i l tam, gdzie w innych językach turkijskich jest z i š.

Jedną z najnowszych klasyfikacji stworzył w 2001 r. współczesny rosyjski językoznawca Michaił Djaczok. Jej podstawą są podobieństwa i różnice w zasobie słów.

  1. Podgrupa jakucka
    • Język jakucki
    • Język dołgański
  2. Podgrupa tuwińska
    • Język tuwiński
    • Język tofalarski
  3. Podgrupa bułgarska
    • Język czuwaski
  4. Podgrupa zachodnia
    • Język tatarski
    • Język baszkirski
    • Język kazachski
    • Język turecki
    • Język turkmeński
    • Język azerski
    • Język chakaski
    • Język salarski
    • Wszystkie pozostałe języki turkijskie

Djaczok wskazał dużą grupę języków – podgrupę zachodnią, które mają znaczny (rzędu 90% i więcej) zasób słów o wspólnym pochodzeniu. Wykluczył z niej zaledwie pięć języków, które sklasyfikował w trzech odrębnych podgrupach, co praktycznie pokrywa się z większością wcześniejszych podziałów. A przecież, mimo takiego podziału, nawet w językach należących do różnych grup można znaleźć bardzo podobne bądź identycznie brzmiące słowa – np. w kirgiskim i jakuckim.

Na tym kończę przegląd klasyfikacji języków turkijskich. Mam nadzieję, że pozwolił on choć trochę ukazać ich różnorodność. Jest to także temat powiązany z teorią ałtajską, o której będziecie mogli przeczytać w kolejnym artykule.


Zobacz również:

Różnorodność języków turkijskich
Klasyfikacje języków turkijskich – część 1

Klasyfikacje języków turkijskich – część 1

turkijskie_na_woofli2W poprzednim artykule przedstawiłam zarys różnorodności narodów turkijskich i czynniki, które wpływały na rozwój ich języków. Kolejne dwa poświęcę klasyfikacjom języków turkijskich. Pierwsze próby usystematyzowania tej wielkiej grupy języków i dialektów ich badacze podejmowali w XIX w. Ogromny obszar ich występowania utrudniał im gromadzenie i analizę materiału. Dziś, mimo ułatwień w prowadzeniu badań i przetwarzaniu danych, nadal nie istnieje jedna klasyfikacja, która zadowoliłaby wszystkich turkologów. Zapraszam więc do zapoznania się z niektórymi z nich.

Uwaga: wymienione w poszczególnych klasyfikacjach nazwy języków mogą się różnić, gdyż przytaczam je w wersji użytej przez autorów. Na przykład język tofalarski jest w niektórych z nich nazywany karagas.

Według polskiego językoznawcy Alfreda Majewicza klasyfikacje języków dzielą się na genetyczne (kryterium pokrewieństwa), geograficzne (kryterium sąsiedztwa) i typologiczne (kryterium cech struktur językowych, niezależnych od pokrewieństwa i sąsiedztwa). W praktyce zapewne trudno uniknąć zastosowania w klasyfikacji więcej niż jednego kryterium. Jak już wspomniałam, klasyfikacje języków turkijskich zaczęły powstawać w XIX wieku. Najbardziej znane spośród wczesnych klasyfikacji genetycznych są dziełami rosyjskiego turkologa Wasilija Radłowa (1837-1918) i fińskiego językoznawcy Gustafa Johna Ramstedta (1873-1950). Nieprzypadkowo wymieniam je razem. Obydwie opierają się na kryterium geograficznym i mają pewne wspólne cechy, choć w zastosowanym przez autorów przyporządkowaniu języków do grup pokrewieństwa widać różnice.

Tak wygląda klasyfikacja języków turkijskich sporządzona przez Radłowa:

  1. Grupa wschodnia
    • Języki i dialekty ałtajskich, obskich i jenisejskich narodów turkijskich oraz czułymskich Tatarów
    • Język karagas (tofalarski, tofa)
    • Język chakaski
    • Język szorski
    • Język tuwiński
  2. Grupa zachodnia
    • Dialekty Tatarów z zachodniej Syberii
    • Język kirgiski
    • Język kazachski
    • Język baszkirski
    • Język tatarski
    • Język karakałpacki
  3. Grupa środkowoazjatycka
    • Język ujgurski
    • Język uzbecki
  4. Grupa południowa
    • Język turkmeński
    • Język azerski
    • Język turecki
    • Niektóre dialekty języka krymskotatarskiego z południowego wybrzeża Krymu
  5. Język jakucki

 

Ramstedt zaś podzielił języki turkijskie w następujący sposób:

  1. Język czuwaski
  2. Język jakucki
  3. Grupa północna: wszystkie turkijskie języki i dialekty Ałtaju i przyległych rejonów
  4. Grupa zachodnia
    • Język kirgiski
    • Język kazachski
    • Język karakałpacki
    • Język nogajski
    • Język kumycki
    • Język karaczajski
    • Język karaimski
    • Język tatarski
    • Język baszkirski
    • Język kumański*
    • Język kipczacki*
  5. Grupa wschodnia
    • Język nowoujgurski
    • Język uzbecki
  6. Grupa południowa
    • Język turkmeński
    • Język azerski
    • Język turecki
    • Język gagauski

Obaj językoznawcy wyodrębnili język jakucki, umieszczając go w pozycji izolowanej, nienależącej do żadnej z grup. Podobnie jest u Ramstedta z czuwaskim, w ogóle nieuwzględnionym przez Radłowa. Język ten, będący obecnie jedynym żywym językiem spokrewnionym z protobułgarskim, cechują znaczne odmienności fonetyczne odróżniające go od pozostałych języków turkijskich – także od tatarskiego i baszkirskiego, mimo bezpośredniego sąsiedztwa. Odrębność jakuckiego wynika natomiast z tego, że rozwijał się on w izolacji, przyjmując wiele zapożyczeń mongolskich i tunguskich. Ani Radłow, ani Ramstedt nie wspomnieli jednak o bliskim jakuckiemu języku dołgańskim, uznawanym przez dłuższy czas za jego dialekt, ani też o językach turkijskich używanych w Iranie i Afganistanie. W klasyfikacji Ramstedta znalazło się zaś miejsce dla dwóch języków wymarłych – kumańskiego i kipczackiego (oznaczone kursywą*).

Dużą popularność zdobyła zaproponowana w 1922 r. klasyfikacja Aleksandra Samojłowicza (1880-1938). Jest ona dotychczas uznawana za jedną z najważniejszych w historii badań turkologicznych.

  1. Grupa bułgarska (grupa r)
    • Język protobułgarski
    • Język czuwaski
  2. Grupa ujgurska (grupa północno-wschodnia, grupa d)
    • Język staroujgurski
    • Język chakaski
    • Język szorski
    • Język tuwiński
    • Język tofalarski
    • Język jakucki
    • Język dołgański
  3. Grupa kipczacka (grupa północno-zachodnia, grupa tau)
    • Język tatarski
    • Język baszkirski
    • Język kazachski
    • Język kirgiski
    • Język ałtajski
    • Język karaczajsko-bałkarski
    • Język kumycki
    • Język krymskotatarski
  4. Grupa czagatajska (grupa południowo-wschodnia, grupa tag-łyk)
    • Język nowoujgurski
    • Język uzbecki
  5. Grupa kipczacko-turkmeńska (grupa tag-ły)
    • Zachodnie dialekty języka uzbeckiego
  6. Grupa oguzyjska (grupa południowo-zachodnia, grupa oł)
    • Język turecki
    • Język azerski
    • Język gagauski
    • Język turkmeński

Tu także zostały uwzględnione języki wymarłe: protobułgarski i staroujgurski. Co ciekawe, jakucki i dołgański nie zostały wydzielone, lecz znalazły się w grupie ujgurskiej. Samojłowicz wyróżnił za to zachodnie dialekty języka uzbeckiego.

Bardziej rozbudowaną klasyfikację, z podziałem grup na podgrupy, sporządził Gabdułchaj Achatow (1927-1986), radziecki turkolog pochodzenia tatarskiego.

  1. Grupa kipczacka
    • Podgrupa kipczacko-bułgarska
      • Język tatarski
      • Język Tatarów syberyjskich (dialekty zachodnio- i wschodniosyberyjski)
      • Język baszkirski
    • Podgrupa alańsko-scytyjska
      • Język karaczajski
      • Język bałkarski
      • Północne dialekty języka krymskotatarskiego
    • Podgrupa aralsko-kaspijska
      • Język kazachski
      • Język kirgiski
      • Język karakałpacki
      • Język nogajski
  1. Grupa bułgarska
    • Podgrupa bułgarsko-czuwaska
      • Język czuwaski
  1. Grupa kipczacko-środkowoazjatycka
    • Podgrupa kipczacko-ujgurska
      • Język uzbecki
      • Język ujgurski
  1. Grupa oguzyjska
    • Podgrupa oguzyjsko-osmańska
      • Język turecki
      • Język azerski
      • Język salarski
      • Język gagauski (Mołdawia)
      • Południowe dialekty języka krymskotatarskiego
    • Podgrupa oguzyjsko-turkmeńska
      • Język gagauski
      • Język kumycki
      • Język turkmeński
  1. Grupa syberyjsko-ałtajska
    • Podgrupa jakucka
      • Język jakucki
      • Język dołgański
    • Podgrupa karagasko-tuwińska
      • Język tuwiński
    • Podgrupa chakaska
      • Język chakaski
      • Język kiuryński
      • Język szorski
      • Północne dialekty języka ałtajskiego
      • Język sary-ujgurski (język „żółtych Ujgurów”)
      • Język fuyu-kirgiski
    • Podgrupa ałtajska
      • Południowe dialekty języka ałtajskiego

Tu już robi się ciekawie. W każdej grupie jest kilka podgrup, a ponadto niektóre nazwy się powtarzają. Na przykład istnienie odrębnej grupy bułgarskiej wcale nie przeszkadza temu, by w grupie kipczackiej była podgrupa kipczacko-bułgarska. Ponadto języki: ałtajski i krymskotatarski zostały podzielone na dialekty należące do różnych podgrup. Czuwaski tradycyjnie na pozycji izolowanej. Z kolei jakucki nie został wydzielony osobno, lecz, tym razem, wraz z dołgańskim jako podgrupa jakucka, umieszczony w grupie syberyjsko-ałtajskiej.

W drugiej części artykułu przedstawię klasyfikacje Baskakowa, Tekina i Djaczka.


Zobacz również:

Różnorodność języków turkijskich

Różnorodność języków turkijskich

turkijskie_na_woofliNazywam się Jolanta Piaseczna i jestem autorką blogów Kirgiski.pl – o języku kirgiskim i Enesaj.pl – o językach i narodach turkijskich. Zajmuję się przede wszystkim językiem kirgiskim, choć interesuje mnie także język jakucki i szorski. Kirgiskiego zaczęłam się uczyć dzięki ogólnemu zainteresowaniu Azją Środkową oraz temu, że z Kirgistanu pochodzi mój mąż. Jakucki zaciekawił mnie jako dość izolowany przedstawiciel języków turkijskich, w którym występują liczne naleciałości mongolskie i tunguskie. Język szorski zaś przykuł moją uwagę zupełnie niedawno, gdy rozpoczął się trwający właśnie Rok Języka Szorskiego. Jest to język niewielkiej, walczącej o przetrwanie, grupy etnicznej z południowej Syberii. W swoich artykułach często będę się odnosić właśnie do tych języków, o których udało mi się najwięcej dowiedzieć.

Na Woofli będę pisać o różnorodności języków turkijskich – o tym, gdzie są używane, jakie mają cechy wspólne i czym się różnią oraz jakie wpływy wywarły na nie inne języki. Chcę poruszyć także temat sytuacji językowej w państwach, w których dany język turkijski musi współistnieć z innym – przede wszystkim rosyjskim – co skutkuje m.in. przenikaniem licznych zapożyczeń.

Uprzedzając pytanie niektórych Czytelników, wyjaśnię kwestię nazewnictwa. Otóż w zdecydowanej większości polskojęzycznej literatury występuje pojęcie języków tureckich, natomiast słowo „turkijski” zostało wprowadzone stosunkowo niedawno przez poznańskiego turkologa Henryka Jankowskiego. Nie wiem nic o tym, by wypowiadała się na ten temat Rada Języka Polskiego, sama jednak wolę trzymać się słowa „turkijski”. Bez niego w języku polskim brakowało bowiem takiego rozróżnienia, jakie istnieje np. w rosyjskim (турецкий vs. тюркский) i angielskim (Turkish vs. Turkic) – pierwszy przymiotnik odnosi się jedynie do Turków, czyli mieszkańców Republiki Tureckiej, drugi zaś do całej grupy narodów.

Historia narodów i języków turkijskich sięga III tysiąclecia p. n. e., kiedy to na terenie obecnego Kazachstanu i południowej Syberii kształtowały się pierwsze grupy ludności prototurkijskiej. Nie chcę w tym miejscu zagłębiać się w zawiłości historyczne, gdyż bardziej zależy mi na ukazaniu, jak dawnych czasów sięga geneza dzisiejszych narodów turkijskich, które rozprzestrzeniły się po Eurazji, zakładając liczne państwa, tocząc wojny ze sobą nawzajem i z sąsiadami obcego pochodzenia. Wiele z tych państw, po etapie rozkwitu bezpowrotnie upadało – taki los spotkał np. państwo Karachanidów czy Kirgizów jenisejskich – lecz w miejscu ich niegdysiejszego istnienia pozostawała turkojęzyczna ludność, która lepiej lub gorzej zachowywała swój język i kulturę w nowych warunkach, asymilowała się z otoczeniem lub pozostawała w izolacji, wymierała lub dawała początek nowym grupom etnicznym. Tak więc mniej lub bardziej liczne narody turkijskie żyją nadal na terenach Eurazji – od polskich Tatarów na zachodzie, po Jakutów na wschodzie i od Dołgan na północy, po Kaszkajów na południu.

W świadomości przeciętnego odbiorcy informacji, pojęcie narodów turkijskich będzie się kojarzyć głównie z Turcją – jako państwem istniejącym od wieków w bliskim sąsiedztwie Europy. Dopiero w dalszej kolejności na myśl przyjdzie mu Kazachstan, Kirgistan, Uzbekistan, Turkmenistan czy Azerbejdżan – jako młode państwa powstałe w wyniku rozpadu ZSRR są one często postrzegane jako bliżej nieokreślona część Rosji. A co z narodami turkijskimi nieposiadającymi własnego państwa? Część z nich może być kojarzona z republikami i regionami autonomicznymi, wydzielonymi w obrębie większych państw, zwłaszcza Rosji (np. Jakucja, Tatarstan, Chakasja) i Chin (np. Region Autonomiczny Sinciang-Ujgur). Z kolei najmniejsze narody turkijskie, które nie dysponują żadną autonomią (np. Szorowie, Tofalarzy czy Tatarzy czułymscy) są na arenie międzynarodowej niemal niewidoczne.

Wróćmy jednak do współczesnego rozmieszczenia narodów turkijskich. Pod względem geograficznym można wyróżnić następujące obszary:

  • Azja Mniejsza: Turcy;
  • Kaukaz: Azerowie, Karaczajowie, Bałkarzy, Kumycy;
  • Iran, Irak i Afganistan: Afszarowie, Azerowie irańscy, Kaszkajowie, Chorasańczycy, Turkmeni iraccy;
  • Powołże: Tatarzy, Baszkirzy, Czuwasze;
  • Azja Centralna: Kazachowie, Kirgizi, Uzbecy, Turkmeni, Karakałpacy, Ujgurzy;
  • Ural i zachodnia Syberia: Tatarzy syberyjscy;
  • Południowa Syberia: Tuwińcy, Chakasi, Ałtajczycy, Szorowie, Teleuci, Telengici, Kumandyńczycy, Czełkanie, Tofalarzy, Tubalarzy;
  • Daleki Wschód: Jakuci, Dołganie.

Poza wymienionymi wyżej regionami istnieją także turkijskie grupy etniczne rozmieszczone wyspowo, które z różnych powodów zostały odizolowane od pozostałych narodów tej rodziny. Są to m.in. Tatarzy polscy, litewscy i białoruscy, Gagauzi, Tatarzy krymscy, Nagajbacy, Kirgizi Fuyu, Kirgizi tarbagatajscy, Salarowie czy Żółci Ujgurzy.

Tak wielki obszar występowania sprawił, że narody turkijskie, a wraz z nimi ich języki, były wystawione na najróżniejsze wpływy. Rozwijały się bowiem w różnych uwarunkowaniach politycznych. Jeśli jakiś naród był w danym okresie niepodległy, a nawet stworzył własne imperium (np. Imperium Osmańskie), jego język miał inne możliwości rozwoju, niż język narodu podbitego (np. Jakuci w Imperium Rosyjskim). Ważne były także uwarunkowania narodowościowe. Języki sąsiadujących ze sobą narodów przenikają się wzajemnie. Wspomniani Jakuci wraz z Dołganami są otoczeni przez narody tunguskie i paleoazjatyckie, więc ich język zawiera liczne zapożyczenia z tych języków. Last but not least, trzeba uwzględnić również wpływy wyznawanej religii. W zależności od dwóch wymienionych wyżej czynników, czyli władzy i sąsiedztwa, narody turkijskie, posiadające własny system tradycyjnych wierzeń, przyjmowały bądź były przymusowo nawracane na islam, chrześcijaństwo lub buddyzm. Za każdą z tych religii szły określone wpływy językowe. Islam oznaczał napływ słownictwa arabskiego i perskiego, buddyzm – mongolskiego, chińskiego i tybetańskiego, a chrześcijaństwo – słownictwa pochodzącego z języków europejskich, przekazywanego najczęściej za pośrednictwem rosyjskiego.

Słownictwo nie jest jednak jedynym podatnym na obce wpływy elementem języka. Wszystkie wspomniane czynniki kształtujące rozwój języków turkijskich odzwierciedla także ich piśmiennictwo. Język staroturkijski był zapisywany pismem przypominającym runiczne. Piśmiennictwo poszczególnych narodów rozwijało się następnie w takim alfabecie, jaki był uwarunkowany przez przynależność państwową, sąsiedztwo i religię: narody muzułmańskie adaptowały do swoich języków alfabet arabski, buddyjskie – pismo staromongolskie, znajdujące się w strefie wpływów Rosji lub Zachodu – odpowiednio cyrylicę lub alfabet łaciński. Niejeden język zdążył przejść przez zmianę alfabetu kilkukrotnie.

Po ukazaniu źródeł tylu różnic pomiędzy poszczególnymi językami turkijskimi, czas wymienić to, co niewątpliwie je łączy. Są to cechy morfologiczne i składniowe: aglutynacyjność, harmonia samogłosek, szyk zdania typu SOV. Występują one praktycznie w każdym języku tej grupy, więc poświęcę im osobny artykuł.

Wszystkich Czytelników zainteresowanych językami turkijskimi zapraszam do komentowania i zadawania pytań. Mile widziane będą wszelkie sugestie tematów, o których chcielibyście przeczytać w tym cyklu. Miłej lektury!

Wszechobecne wulgaryzmy

Shakespeare-portrait-510px-2W akcie drugim, w scenie drugiej wielkiego dzieła Szekspira pt. „Hamlet” Poloniusz pyta tytułowego bohatera „What do you read, my lord?”. W odpowiedzi słyszy „Words, words, words”. To właśnie słowa są kwintesencją języka, a także potężnym narzędziem w komunikacji międzykulturowej.

Z doświadczenia wiem, że dla początkujących osób uczących się angielskiego, najciekawszym aspektem języka są wyrazy obraźliwe, czyli tzw. wulgaryzmy. Jednakże wbrew powszechnemu przekonaniu, przykłady antyjęzyka nie występują jedynie w filmach czy w mowie potocznej. Znaleźć je można również w sztuce Szekspira pt. „Romeo i Julia”, w przekładzie Macieja Słomczyńskiego z 1983 r. Czy jest to tłumaczenie poprawne, czy może wyolbrzymienie oryginalnych słów wielkiego poety z czasów elżbietańskich? Odpowiedź można znaleźć w dalszej część artykułu.

Na wierność przekładu ma wpływ wiele czynników. Jednym z nich jest kultura, która jest nierozerwalnie związana z tłumaczeniem. Tłumacz postrzega rzeczywistość z perspektywy swojej kultury. Jest to szczególnie zauważalne w wyborach leksykalnych, które zasadniczo wpływają na przekład tekstu źródłowego na język docelowy oraz w sposobie rozumienia i przekazania oryginalnej wiadomości.

Biorąc pod uwagę, że tragedia Romeo i Julia została napisana przez Szekspira ponad 400 lat temu, nie dziwi fakt, że sztuka jest jedną z najchętniej tłumaczonych tragedii Szekspira. Jednakże aby poprawnie przeanalizować i zrozumieć treść przekładu należy najpierw zrozumieć pojęcie ekwiwalencji.

Nida był pierwszym lingwistą, który miał znaczący wpływ na rozwój teorii przekładu. Jego dzieło pt. A Synopsis of English Syntax było dogłębną analizą języka. Jako pierwszy wprowadził pojęcie ekwiwalencji, które do dziś jest respektowane. W szerokim znaczeniu ekwiwalencja jest to równoważność znaczenia. W kontekście teorii przekładu ekwiwalencja jest to „zachowanie względnego podobieństwa kognitywnego, semantycznego, stylistycznego i komunikacyjnego zawartej w oryginalnym tekście informacji” (1).
W akcie drugim, scenie czwartej, Mercutio mówi do Benvolia: „a very good whore!” (2). Słowo „whore” ma bogatą historię. Jest kojarzone ze staroangielskim hōre, ma powiązania z holenderskim hoeri niemieckim Hure (3). ‘Whore’ jest prawdopodobnie niemieckim eufemizmem słowa, które nie przetrwało do dnia dzisiejszego. Niektóre ekwiwalentne słowa w innych językach mają również swoje źródła w słowach, które oryginalnie nie miały negatywnego zabarwienia. Walijskie ‘whore’ przeszło od starofrancuskiego prawdopodobnie przez średnioangielski i czeski nevestka, jako zdrobnienie od nevesta ‘panna młoda’. Niemieckie dirne oryginalnie znaczyło „dziewczyna, dziewka, dziewoja”. Greckie porne ‘prostytutka’ jest powiązane z pernemi ‘sprzedawać’, ponieważ oryginalnie oznaczało niewolnicę sprzedawaną w celach seksualnych; łacińskie meretrix oryginalnie oznacza ‘osobę otrzymującą zarobki’. Słomczyński tłumaczy mniej subtelnie język Szekspira, „jaka przedobra kurwa!”. Niewytłumaczalny błąd dotyczy „whore” i jego polskiego odpowiednika „kurwa”. Słomczyński tłumaczy słowo zbyt dosłownie. Zdaje się nie być świadomym subtelności języka Szekspira, który daleki był od stosowania wulgaryzmów i wyuzdanych, seksualnych implikacji. Tłumaczenie pokazuje brak ekwiwalencji do oryginału. Jeśli tekst nie jest ekwiwalentny, nie przeniesie polskiego czytelnika bliżej kultury i języka Szekspira.

Oczywiście w tekście dramatu możemy znaleźć wiele przykładów wulgaryzmów, które nie powinny się tam znaleźć. Dlatego też, osoba, która analizuje język Szekspira nigdy nie wybrałaby przekładu Słomczyńskiego ze względu na liczne przykłady braku ekwiwalencji. Bo czy niedoświadczony czytelnik zastanawia się nad wyborem tłumaczenia? Czy jest świadomy tego, że nawet znane tłumaczenie nie musi być modelowe, a wręcz zawiera liczne błędy? Należy zawsze zweryfikować uznane przekłady pod kątem naszej wiedzy z dziedziny językoznawstwa, a zwłaszcza sztuki przekładu.


Bibliografia

  1. Hatim, B., Munday, J. Translation: An Advanced Resource Book, Routledge, New York 2004. s. 117
  2. Shakespeare, W., Romeo and Juliet, Wordsworth Classics,Great Britain 2000, s. 67  
  3. Wehmeier, S. (chief ed.), Oxford Advanced Learner’s Dictionary of Current English, seventh edition, Oxford University Press, Oxford 2005 s. 2005
  4. Harper, D., Online Etymology Dictionary2001-2010.
  5. Shakespeare, W., tłumaczenie M. Słomczyński, Romeo i Julia, Wydawnictwo Zielona Sowa, Kraków 2008, s. 54

Autorką tekstu jest dr Anna Bielska – wykładowca w Lingwistycznej Szkole Wyższej w Warszawie

Aplikacje do nauki języków obcych, czyli uczysz się kiedy, gdzie i jak chcesz! Część 2

aplikacjeW poprzednim artykule omówiliśmy podstawy samodzielnej nauki języka obcego i aplikacje pomocne w nauce pierwszych dwóch umiejętności – mówienia i słuchania. Dzisiaj skupimy się na pozostałych dwóch, czyli na czytaniu i pisaniu.

Czytanie
Czytając obcojęzyczne teksty, poznajemy struktury gramatyczne i leksykalne, które będziemy mogli wykorzystać w swoich wypowiedziach ustnych bądź pisemnych. Ważne, by czytane teksty były różnorodne, zarówno pod względem tematyki, jak i stopnia trudności. Niezawodnym źródłem dobrych tekstów jest Kindle z obszerną biblioteką Amazonu, w której znajdziemy mnóstwo wartościowych pozycji – często za darmo. Na początek można wybrać literaturę łatwą, lekką i przyjemną, z prostą fabułą – nie trzeba znać wszystkich słów, aby zrozumieć tekst. Zresztą, każde słowo można sprawdzić we wbudowanym słowniku.

Pamiętajmy o czytaniu obcojęzycznych gazet, które codziennie dostarczają ogromną liczbę artykułów
o bardzo zróżnicowanej tematyce. Jeśli chodzi o język angielski, do najbardziej wartościowych należą The Economist, The Telegraph, The Guardian, The Independent, The New York Times czy The Washington Post. Im więcej będziemy czytać, tym więcej powtarzających się słów i konstrukcji będziemy zapamiętywać „mimochodem”, tym więcej będziemy rozumieć w języku obcym.

Możemy też sięgać po teksty publikowane na obcojęzycznych blogach, readersy, czyli uproszczone i skrócone książki na danym poziomie językowym, komiksy i wszelkie inne publikacje dostępne w Internecie. Ciekawym projektem jest Humans of New York – poprzez czytanie prawdziwych historii prawdziwych ludzi możemy odkryć realia kulturowe kraju, którego języka się uczymy. Najważniejsze to czytać to, co nas interesuje, co sprawia nam przyjemność.

Pisanie
Czytając, jesteśmy w stanie „opatrzyć się z językiem”, z prawidłową pisownią obcych wyrazów. To z pewnością ułatwi nam późniejsze pisanie w danym języku. Jak sprawdzić swoje umiejętności w praktyce? Codziennie robimy wiele notatek, spisujemy listy rzeczy do zrobienia, sporządzamy listy zakupów. Dlaczego nie robić tego w języku obcym? Ćwiczymy w ten sposób ważne i przydatne w codziennym życiu słówka. Możemy też skorzystać z wyżej wspomnianych aplikacji, np. Hello Talk (za pomocą wiadomości tekstowych komunikujemy się z ludźmi z całego świata i… ćwiczymy pisanie). Z pomocą przychodzą nam różne rodzaje quizów i gier językowych. W wolnych chwilach rozwiązujmy krzyżówki (np. Palabras Cruzadas po hiszpańsku), grajmy w scrabble (np. Words with Friends po angielsku) albo gry typu znajdź słowo (np. Words).

Tworząc wypowiedzi pisemne w języku obcym, warto sprawdzać, w jakim kontekście można użyć poszczególnych słówek, jak odpowiednio łączyć ze sobą wyrazy. Przydatny jest portal Fraze.it, na którym możemy zapoznać się z autentycznymi i starannie wybranymi przykładami użycia wyrazów angielskich, a także Ozdic.com, gdzie możemy sprawdzić kolokacje, czyli jakie przymiotniki, czasowniki, przyimki czy inne części mowy pasują i mogą być użyte z danym rzeczownikiem.

Słownictwo i gramatyka
Nie koniec na tym. W sklepach z aplikacjami na smartfony znajdziemy cały wachlarz kursów, które opierają się przede wszystkim na poszerzaniu zasobu słownictwa i struktur gramatycznych, rozwijając przy tym sprawność słuchania, czytania, mówienia i pisania.

Jedną z najpopularniejszych aplikacji, a do tego całkowicie darmową, jest Duolingo. Można z niej korzystać zarówno online, jak i na urządzeniach z systemem Android, iOS i Windows Phone. To aplikacja, do której chce się wracać. Dlaczego? Przyjemna dla oka grafika oraz elementy grywalizacji sprawiają, że Duolingo jest jak wciągająca gra. Już na samym początku trzeba określić dzienny cel, który pomoże utrzymać motywację. Za systematyczne korzystanie z aplikacji oraz prawidłowe wykonywanie zadań zbiera się punkty. Za odpowiedzi nieprawidłowe traci się życia. Jeśli straci się wszystkie, należy rozpocząć od początku. Cały kurs to tzw. drzewko umiejętności – trzeba ukończyć daną lekcję, aby przejść do następnej i osiągnąć kolejny poziom umiejętności. Duolingo to świetna aplikacja zarówno pod względem merytorycznym, jak i metodycznym. Różnorodne ćwiczenia i zaawansowany system powtórek (tzw. spaced repetition) sprawia, że łatwo zapamiętuje się nowe słówka i zwroty. To, co szczególnie podoba mi się w Duolingo, to społeczność użytkowników, którzy dzielą się wiedzą i wspólnie wspierają w nauce języka. To bardzo motywujące. W polskiej wersji oprogramowania dostępny jest na razie tylko kurs języka angielskiego, ale, znając już angielski, na Duolingo można uczyć się aż 21 języków.

Równie profesjonalne aplikacje do nauki słówek dostarcza wspomniana już wcześniej Rosetta Stone®. Learn Languages Rosetta Stone® uczy języka poprzez metodę dynamicznego powtarzania, w ten sposób mimowolnie przyswaja się i zapamiętuje słówka, zwroty i konstrukcje gramatyczne w języku obcym. W ramach każdej lekcji poznajemy nowy materiał, następnie wykonujemy ćwiczenia z zakresu słownictwa, gramatyki i mówienia. Zaliczenie wszystkich ćwiczeń pozwala przejść na wyższy poziom. Aplikacja obejmuje naukę od poziomu podstawowego do średniozaawansowanego. Warto skorzystać też z drugiej aplikacji Rosetty – Rosetta Stone® Vocabulary Apps. Każdego dnia można zapoznać się z nowym „słówkiem dnia”, wykonać szereg ćwiczeń leksykalnych i stworzyć własną listę słówek do zapamiętania. Co ciekawe, poza aplikacjami, które opierają się stricte na rozwijaniu zasobu słownictwa w danym języku, Rosetta proponuje Fit Brains Trainer – aplikację, w której gry i sesje treningowe trenują pamięć, koncentrację, szybkość percepcji i umiejętność rozwiązywania problemów, a więc wszystko, co jest kluczowe przy uczeniu się i zapamiętywaniu nowych słówek. Wiele z nich jest dostępnych bezpłatnie, dla niektórych (np. „Synonyms and Antonyms” oraz „Wordly Words”) trzeba wykupić pełen pakiet.

Kolejnym kursem, który bazuje na zapamiętywaniu i powtarzaniu słówek jest Memrise. Ciekawe, że lekcje tworzą tu sami użytkownicy (podobnie jak w Busuu). Memrise to ogromna społeczność pasjonatów językowych i gigantyczny zbiór fiszek, a przede wszystkim dobra zabawa. Każde nowe słowo, które poznajemy za pomocą skojarzeń, zdjęć, filmów czy memów, to ziarenko, które możemy zasadzić, wykonując ćwiczenia. Wykiełkuje, jeśli zostanie przez nas zapamiętane. Aby przenieść roślinkę ze szklarni do ogrodu (z pamięci krótkotrwałej do długotrwałej), co pewien czas powinniśmy ją podlewać (rozwiązywać kolejne ćwiczenia). Ta interaktywna aplikacja pozwala też na porównywanie swoich wyników z wynikami innymi użytkowników.

Do powyższej listy aplikacji, które warto przetestować, dodałabym jeszcze bezpłatne i dostępne dla każdego masowe kursy otwarte online (tzw. MOOC – massive online open courses), a wśród nich edX, Khan Academy, Coursera oraz Learnist. Oferują one kursy o różnej tematyce: od komunikacji językowej, poprzez biznes, po IT, prawo, finanse i wiele innych specjalizacji. Większość z nich prowadzona jest po angielsku, lecz także w innych językach. Korzystając z nich, nie tylko uczymy się języka, ale też poszerzamy wiedzę w danej dziedzinie.

Podsumowując: wystarczy do codziennego grafiku dopisać 15 minut na naukę języka! Na początek można ustawić sobie motywujące przypomnienie w telefonie lub skorzystać z tych automatycznie wysyłanych przez aplikacje. Z czasem codzienna nauka stanie się nawykiem. Może uda się wydłużyć kwadrans do 20-25 minut dziennie. Każdego dnia poświęćmy czas na inną aktywność. Pierwszego przeczytajmy ciekawy artykuł, drugiego obejrzyjmy film z napisami, trzeciego napiszmy tekst na interesujący nas temat, czwartego spotkajmy się z lektorem na kursie językowym, przy tym jak najwięcej skupmy się na mówieniu. Wystarczy 10 słówek czy zwrotów dziennie. Pamiętajmy: warto sięgać po pomoc, korzystać z dostępnych aplikacji. Najlepiej skupić się na tym, co nas interesuje, bombardować wszystkie nasze zmysły, łapać okazje i wykorzystywać każdą wolną chwilę na naukę języka. Tak różnorodny, ale zarazem zorganizowany system nauki sprawia, że uczymy się szybciej i skuteczniej, na dłużej zapamiętując to, czego się nauczyliśmy. I robimy postępy.

Autorka: Magdalena Marcinkowska, manager szkoły językowej, Skrivanek sp. z o.o. – agencja tłumaczeń i szkoła językowa


Poprzednia część:
Aplikacje do nauki języków obcych, czyli uczysz się kiedy, gdzie i jak chcesz! Część 1
Podobne artykuły:
Cyfrowa rewolucja w samodzielnej nauce języków
Recenzja Multikurs.pl
Nie samymi podręcznikami… – czyli internetowe pomoce naukowe (j. hiszpański)
Gra zamiast podręcznika

Aplikacje do nauki języków obcych, czyli uczysz się kiedy, gdzie i jak chcesz! Część 1

mobilneO tym, że warto uczyć się języków wiemy wszyscy. Coraz więcej osób dorosłych podejmuje naukę języka obcego. Najczęściej w ramach rozwoju zawodowego, aby sprostać wymaganiom stawianym przez pracodawcę i skutecznie komunikować się z obcojęzycznymi kontrahentami czy współpracownikami. Czasem nie z obowiązku, ale dla własnej przyjemności, aby mieć możliwość podróżowania, poznawania nowych kultur, zawierania znajomości z ludźmi z całego świata, czytania prasy obcojęzycznej lub oglądania filmów w oryginale. Powodów, by rozpocząć naukę jest wiele.

Zdarza się, że początkowe samozaparcie, motywacja i zapał do nauki szybko stygną. No bo jak skutecznie pogodzić życie zawodowe, osobiste z systematyczną nauką języka? Odpowiedź jest prosta. Potrzebujemy strategii – systemu nauki, który pomoże opanować chaos i przyniesie oczekiwane efekty. Trzeba też uświadomić sobie, że nauka języka to proces. Proces, który wymaga ciągłego kontaktu z językiem. Jak to wygląda w praktyce?

W natłoku codziennych spraw i obowiązków jesteśmy w stanie wygospodarować czas na co najwyżej jedno, maksymalnie dwa spotkania w tygodniu na kursie językowym. To oczywiście mało, by nauczyć się języka, ale spotkania z lektorem są dobrym punktem wyjścia, wsparciem w procesie nauki. Poza nimi, we wszystkie pozostałe dni, dbamy o to, by mieć kontakt z językiem. Krótko, ale codziennie –wystarczy 15-30 minut dziennie. W tramwaju, w drodze do pracy. Wieczorem, siedząc wygodnie w fotelu. Na spacerze z psem. Podczas treningu w klubie fitness. Jednym słowem: w każdej wolnej chwili, gdzie i kiedy tylko możemy!

Tu z pomocą przychodzą nam Internet i nowe kanały kontaktu z językiem, m.in. platformy e-learningowe, aplikacje mobilne, klasy wirtualne, gry językowe czy media społecznościowe. Jestem pewna, że każdy znajdzie coś dla siebie. Poniżej przedstawiam własną listę ulubionych narzędzi internetowych. Są to głównie aplikacje mobilne na smartfony z systemem Android lub iOS. Większość z nich jest zupełnie bezpłatna. Niektóre udostępniają za darmo tylko część materiału, podczas gdy dostęp do pozostałych materiałów i funkcji wymaga wykupienia abonamentu. Czym się kierować przy wyborze?

Najlepiej przetestować kilka i wybrać te, które podobają nam się najbardziej, najbardziej odpowiadają naszym potrzebom. W końcu nauka języka jest skuteczna, jeśli jest przyjemna. Trzeba przy tym pamiętać, aby otoczyć się aplikacjami, które rozwijają wszystkie cztery umiejętności językowe, (tj. słuchanie, mówienie, czytanie, pisanie) równolegle, a dodatkowo poszerzają nasz zasób słownictwa i znajomość struktur gramatycznych w danym języku. Nawet, jeśli jesteśmy typowymi „wzrokowcami” lub „słuchowcami”, powinniśmy wykorzystywać wszystkie zmysły. Zwiększy to skuteczność nauki.

Słuchanie
Aby skutecznie mówić w danym języku, najpierw musimy się z nim „osłuchać”, oswoić z jego brzmieniem i dźwiękami. Możliwości jest wiele. Począwszy od piosenek i filmów zagranicznych, poprzez stacje radiowe i telewizyjne (np. BBC, CNN, Euronews, Deutsche Welle, BBC Mundo, ABC.es, itp.), aż po podcasty i audiobooki (np. na Audible). Ciekawe materiały audio znajdziemy również na BBC Academy, Ted Talks, NPR, YouTube (np. „Ask Misterduncan” z ponad 60 milionami wyświetleń, “Easy Languages” z ponad 30 milionami wyświetleń, „Luke’s English Podcast”, „Notes in Spanish”, itp.). Większość z nich dostępna jest na Facebooku. Wystarczy je „zalajkować”, by na bieżąco otrzymywać powiadomienia o nowo zamieszczonych materiałach językowych.

Umiejętność słuchania ze zrozumieniem możemy potrenować również, korzystając z aplikacji online Lyrics Training. Tu przyjemne łączy się z pożytecznym. Uczymy się poprzez słuchanie klipów z piosenkami i uzupełnianie brakujących słów. Jeśli się pomylimy, piosenka automatycznie zatrzyma się i będzie kontynuowana dopiero po wpisaniu poprawnej odpowiedzi. W zależności od wybranego stopnia trudności, w tekście brakuje 10%, 25%, 50% lub 100% słów.

Zwolennicy bardziej usystematyzowanego podejścia mogą skorzystać z gotowych aplikacji, które szczególny nacisk kładą na rozwijanie umiejętności słuchania ze zrozumieniem. Warto sięgnąć po Rocket Languages. Jeśli znamy angielski, aplikację możemy wykorzystać do nauki, m.in. francuskiego, niemieckiego, włoskiego, portugalskiego, rosyjskiego, hiszpańskiego czy japońskiego. Wszelkie komunikaty, polecenia i wyjaśnienia są bowiem w języku angielskim. Dzięki interaktywnym materiałom, nagraniom audio, grom i ćwiczeniom, osłuchamy się z językiem, poćwiczymy własną wymowę i poznamy nowe słówka i zwroty. Początkujący mogą skorzystać z Learn English Elementary Podcasts – aplikacji British Council, zawierającej podcasty poświęcone różnym zagadnieniom życia codziennego. Po odsłuchaniu materiałów, można zapoznać się z ich transkrypcją, wykonać szereg ćwiczeń, odpowiadając na pytania sprawdzające zrozumienie, usystematyzować wiedzę, a także oswoić się z tempem wymowy (w aplikacji można regulować tempo odtwarzania).

Mówienie
Jeśli chodzi o ćwiczenie umiejętności mówienia w języku obcym, oferta rynku jest uboższa. W wielu aplikacjach mobilnych można, co prawda, odsłuchiwać słowa i zdania, powtarzać je, ale nie otrzymamy szczegółowej analizy naszej wypowiedzi. Ta funkcja dostępna jest tylko w bardziej zaawansowanych kursach e-learningowych na komputer, np. Rosetta Stone® Advantage oraz Rosetta Stone® Foundations. Z wykorzystaniem unikalnego systemu rozpoznawania mowy SETS (Spoken Error Tracking System), uczeń wykonuje szereg ćwiczeń (dialogi, wirtualne konwersacje, wymowa słów i całych zdań), otrzymując natychmiastową informację zwrotną i wskazówki do pracy nad akcentem, barwą czy intonacją.

Mniej zaawansowaną, ale również bardzo dobrą aplikacją online ćwiczącą umiejętność słuchania i mówienia jest English Central. Uczeń ma do dyspozycji kilkaset klipów z filmów, programów telewizyjnych i informacyjnych oraz reklam, podzielonych ze względu na poziom trudności i tematykę. Po ich obejrzeniu, będzie mógł wykonać szereg ćwiczeń utrwalających nowo poznane słówka i zwroty, następnie nagrać własne wypowiedzi.

Świetną aplikacją, tym razem mobilną, choć dostępną jedynie na produkty z systemem iOS, jest Blondynka na językach. Ta metoda nauki polega na powtarzaniu na głos całych zwrotów i zdań podzielonych tematycznie. Następnie, w oparciu o poznane wyrażenia i konstrukcje, można budować własne przykłady, nagrywać własne wypowiedzi, odsłuchiwać je i porównywać z wypowiedziami lektora. Aplikacja umożliwia naukę języków: angielskiego, niemieckiego oraz hiszpańskiego.

Osoby otwarte na nowe znajomości, ceniące bezpośredni kontakt z ludźmi, mają do wyboru szereg aplikacji społecznościowych, które wykorzystują formułę tandem learning, obopólną naukę języka pomiędzy osobami, posługującymi się dwoma różnymi językami ojczystymi. Założeniem takich aplikacji jak Hello Talk, Conversation Exchange, Babel Village czy Speaky jest, że najlepszym sposobem na poznanie języka jest rozmowa. Możemy więc rozmawiać lub pisać z native speakerami języka, którego aktualnie się uczymy, a co za tym idzie rozwijać umiejętność swobodnej komunikacji, poznawać kulturę innych krajów i nawiązywać międzynarodowe znajomości.

W drugiej części omówimy kolejne dwie umiejętności językowe – pisanie i czytanie.

Autorka: Magdalena Marcinkowska, manager szkoły językowej, Skrivanek sp. z o.o. – agencja tłumaczeń i szkoła językowa


Podobne artykuły:

Cyfrowa rewolucja w samodzielnej nauce języków
Recenzja Multikurs.pl

Nie samymi podręcznikami… – czyli internetowe pomoce naukowe (j. hiszpański)
Gra zamiast podręcznika

Gra zamiast podręcznika?

graPolska ma się czym pochwalić. W ciągu ostatnich kilku lat rodzime studia pokazały, że dobre gry nie powstają jedynie na Zachodzie, na co dowodem jest chociażby obsypana nagrodami trylogia wiedźmińska, której druga część została wręczona Barackowi Obamie w trakcie jego wizyty, jako symbol nowoczesnej Polski. Czy to znaczy że gry komputerowe zyskują w oczach opinii publicznej? Obecnie rzeczywiście mówi się o nich w nieco cieplejszych słowach, jednakże można odnieść wrażenie, że nadal mają czarny PR. Dlaczego spotykają się z krytyką? Propagują przemoc, szkodzą zdrowiu, źle wpływają na dzieci i ich funkcjonowanie w grupie. Takie są stereotypy, tymczasem rzeczywistość pokazuje, że najczęściej jest dokładnie na odwrót. Gry komputerowe mają ogromny potencjał, a wykorzystać go można między innymi w uczeniu (się) języków, o czym chciałabym pokrótce napisać.

Nie trzeba być graczem, żeby zauważyć, że rozrywka cyfrowa to obecnie najprężniej rozwijająca się dziedzina. Gry komputerowe stale ewoluują. Wyglądają lepiej, są bardziej złożone i oferują graczom coraz bardziej wciągające historie. Rozrywka, której dostarczają, wykracza znacznie poza prostą satysfakcję z pobicia rekordu punktowego. Jak w praktyce może przełożyć się to na procesy przyswajania wiedzy, nie tylko językowej?

Skupienie przede wszystkim

Z uwagą uczniów w trakcie zajęć szkolnych bywa, delikatnie mówiąc, różnie. Nauczyciel musiałby się mocno nagimnastykować, aby utrzymać skupienie swojej widowni na maksymalnym poziomie przez całą lekcję. Albo przez siedem lekcji. Bez przerwy. Dobrze zrobione gry komputerowe osiągają to z łatwością. Przede wszystkim dlatego, że wzbudzają zainteresowanie. Rozpraszanie się podczas grania jest po prostu nieopłacalne. Zanurzenie w świecie gry sprawia, że użytkownik nieświadomie wchłania ogromną ilość informacji. W przypadku produkcji w angielskiej wersji językowej lub z tzw. lokalizacją kinową (oryginalna ścieżka dźwiękowa i polskie napisy) gracz może poćwiczyć rozumienie ze słuchu dzięki nagraniom dialogów między postaciami. Efektywność takiego kontaktu z językiem obcym jest tym większa, że słuchaczowi zaangażowanemu w fabułę gry naprawdę zależy, aby dowiedzieć się, o czym rozmawiają jej bohaterowie. Prowadzi nas to do kolejnego wartego uwagi aspektu związanego z graniem, mianowicie:

Motywacja, czyli chcieć to móc

Gry komputerowe zaprojektowane z myślą o rozrywce dostarczają użytkownikom najbardziej pożądanego z dwóch podstawowych rodzajów motywacji: motywacji wewnętrznej. Gracz zasiądzie przed komputerem lub konsolą z własnej nieprzymuszonej woli i będzie chciał ukończyć grę dla własnej satysfakcji. Takie nastawienie będzie mu towarzyszyło podczas wszelkich wyzwań napotykanych w wirtualnym świecie. Jeżeli rozwiązanie zagadki kryminalnej w grze przygodowej będzie wymagało zbierania różnych dokumentów (poszlakami mogą być dzienniki, notatki, bilety lotnicze itp.) oraz rozmowy z postaciami, uczeń wczyta i wsłucha się we wszystko znacznie chętniej, niż gdyby znalazł takie same materiały w podręczniku do nauki języka. A co w sytuacji, gdy gracz rzeczywiście natrafi w trakcie zajęć szkolnych na zawartość językową, którą już przyswoił dzięki wirtualnej rozrywce? Na pytanie nauczyciela, skąd zna dane słowo, zapewne odpowie z dumą i niemałą satysfakcją: „z gry”, a przy okazji przekona się, że to, co dostarcza mu tyle zabawy, przynosi korzyści również w szkole.

Nie samą grą żyje człowiek

the-witcher-3-wild-hunt-coverWspółczesne produkcje prawie zawsze skupiają wokół siebie graczy tworzących prężnie rozwijające się społeczności. Wystarczy krótki kontakt np. z serwisem Steam, który w swojej strukturze pozwala użytkownikom na tworzenie forów na temat każdej z dostępnych gier, aby przekonać się, jak bardzo społecznym zajęciem stało się granie. Samotny, odizolowany od wszystkich nastolatek to obrazek, który odszedł w niepamięć. Gracze konsultują się co do sposobu przejścia gry, dyskutują o postaciach i fabule, a niekiedy sami zaczynają tworzyć historie związane z ulubioną grą (fan-fiction) lub dodatki do samej gry (mody, czyli stworzone przez fanów modyfikacje kodu gry). Wszystko to odbywa się w wielonarodowym środowisku, w którym dominującym językiem jest oczywiście język angielski. Chęć integracji z grupą o podobnych zainteresowaniach sprawić może, że uczeń dostrzeże zasadność uczenia się nowych słów, wyrażeń i zasad gramatycznych. Będzie mógł również wykorzystać swoją dotychczasową wiedzę w kontaktach z innymi użytkownikami w kontekście, który ma dla niego realne znaczenie.
Oczywiście przyznać trzeba, że nie każda gra przyczyni się do rozwoju językowego w takim samym stopniu. Wszystko zależy od gatunku gry, jej odpowiedniości dla wieku gracza i nadzoru ze strony rodzica czy nauczyciela (lub jego braku). To samo można jednak powiedzieć o filmach, książkach czy piosenkach obcojęzycznych, z którymi uczeń ma kontakt. Chociaż gry typowo edukacyjne istnieją i funkcjonują jako pomoce naukowe już od pewnego czasu, to potencjał gier komercyjnych nastawionych docelowo na rozrywkę wciąż pozostaje niedoceniony. Jedno jest pewne: gry stały się tak powszechne i atrakcyjne dla uczniów, że zignorowanie otwierających się dzięki nim możliwości byłoby ogromną stratą. Zatem czy gra zamiast podręcznika to realna perspektywa? Nie sądzę, aby do tego doszło, ale obstawiam, że uczniowie ucieszyliby się z takiej reformy 😉

Opracowano na podstawie:
K. Mawer & G. Stanley (2011) Digital Play: Computer Games and Language Games, Delta Publishing
N. Whitton (2014) Digital Games in Learning: Research and Theory, Routledge

Autorka:

Katarzyna Grzyb; studentka Instytutu Lingwistyki Stosowanej Uniwersytetu Warszawskiego; obecnie – w ramach programu wymiany studenckiej "Erasmus" – przebywa w Belgii.

Zobacz również:

Gry komputerowe i nauka języków obcych

Polski – najtrudniejszy język świata?

trudnypolskiPolski? Rzekłabym język jak każdy inny, choć nie raz ani nie dwa Polacy i Polki oraz cudzoziemcy i cudzoziemki, twierdzą, że polski jest najtrudniejszym językiem świata.

Trudny czy łatwy? Odpowiedź na to pytanie jest niejednoznaczna, a zależna od tego, kto i w jaki sposób zaczyna poznawać jakikolwiek język. Ważne są różne czynniki – czy odbywa się to w ramach kursu czy od tak „mimochodem”, w kraju języka docelowego czy zagranicą etc. Nie bez znaczenia jest to, który język jest językiem ojczystym a także znajomość innych języków i kultur.

Użytkownicy i użytkowniczki języków słowiańskich inaczej będą uczyć się polskiego niż np. Niemiec znający doskonale język rosyjski czy Chinka, która dotąd nie uczyła się żadnego języka obcego. Jeszcze czegoś innego będzie doświadczała osoba zakochana w tym jedynym Polaku lub wyjątkowej Polce. Inne zaś priorytety ma osoba wspinająca się po szczeblach kariery w międzynarodowej korporacji z przedstawicielstwem w Polsce czy szukający azylu analfabeta, nieważne gdzie byle z dala od prześladowań…

Nierzadko powtarzamy, że polski jest pełen wyjątków. Czasem nawet jako specjaliści i specjalistki posuwamy się do stwierdzenia nie wiem/nie pamiętam dlaczego, ale tak jest. Motywacje różnych form bywają na tyle niejasne, że nie kochając nade wszystko gramatyki historycznej, nie jesteśmy w stanie od razu wytłumaczyć jakiegoś frapującego zagadnienia dociekliwej osobie.

Poniżej odwołuję do kilku informacji o języku polskim, które miałyby świadczyć o jego wyjątkowej trudności. Przedtem jednak przywołam niejakiego pana Jourdain, który przez czterdzieści lat nie wiedział, że posługuje się prozą. Powołując się na jego autorytet, pragnę zasugerować, że nieumiejętność wytłumaczenia i uzasadnienia jakiejś formy gramatycznej czy popełnianie błędów nie oznacza braku wysokiej kompetencji językowej i komunikacyjnej.

Mimo że – ktoś mógłby powiedzieć „dlatego że” – profesjonalnie zajmuję się tzw. językiem polskim jako obcym i jestem jego rodzimą użytkowniczką (native'em/ native speakerem/native speakerką) co i rusz sięgam do różnych pomocy – do słowników m. in. poprawnej polszczyzny, poradników i internetowych poradni językowych. Dzięki spotkaniom z osobami, dla których polski nie jest językiem ojczystym, dostrzegam nowe perspektywy i jednocześnie zauważam więcej interesujących a nieoczywistych zjawisk. Jedno wiem na pewno: demonizowaniu polszczyzny mówię stanowczo „nie”!

Zatem w polskim jest 7 przypadków. Język polski nie jest rekordzistą pod tym względem – baskijski na przykład ma ich 16. Dobra wiadomość jest taka, że przypadek rozumiany sensu largo obserwowalny jest w wielu językach. Co istotne przypadki mogą mieć tak jak w języku polskim wykładniki morfologiczne, ale nie muszą. I co ważniejsze nie jest to wymysł czy marzenie sfrustrowanych wielbicieli i wielbicielek języka polskiego, ale wynik międzynarodowych badań lingwistycznych.

Warto wiedzieć, że już małe dzieci są w stanie posługiwać się wszystkimi przypadkami gramatycznymi, oczywiście funkcjonalnie, w ograniczonym i zróżnicowanym frekwencyjnie zakresie – nierzadko z żelazną logiką „jest pies” i „nie ma piesa”. Oczywiście czym innym jest tzw. nabywanie języka przez dzieci czy nauka przez zabawę, a czymś innym uczenie się/nauczanie nastolatków i nastolatek, dorosłych czy seniorów i seniorek. Są to jakościowo różne zjawiska.

Ponadto w polszczyźnie królują rodzaje gramatyczne. Gramatyki podają różne opisy: wersja minimum obejmuje 3, w wersji dla ambitnych możemy doliczyć się siedmiu – męskoosobowy (chłopak), męskonieżywotny (młotek), męskonieosobowy (pies), żeński (architektka), nijaki (dziecko), męskoosobowy (chłopcy), niemęskoosbowy – (dzieci, kobiety, psy i książki).

Posługujemy się alfabetem łacińskim a reguły ortograficzne, opierające się przede wszystkim na zasadach morfologicznych i fonologicznych, są dość konsekwentne. Cechy polskiego, które mogą odstręczać i na początku stanowić trudność – na szczęście do pokonania, to spółgłoski jak np. ś, ć, ź czy zapisywane dwuznakami cz, sz, dż, dź (przypomnijmy sobie Grzegorza Brzęczyszczykiewicza).

Z drugiej strony w polskim jest stały akcent, prosty system samogłoskowy (z wyjątkiem „y” niewystępującego w wielu językach), dość regularny system czasów i – moim zdaniem – całkiem przyjazna składnia. Z czasem dostrzegamy istnienie aspektu (uczyłam się, ale czy się nauczyłam?) oraz wołające o pomstę do nieba i nastręczające wielu trudności samym Polakom i Polkom formy liczebników. Na pocieszenie można stwierdzić, że nie samymi liczebnikami polski żyje.

Cały obraz „bycia w języku” i uczenia się języków komplikuje się jeszcze bardziej, gdy weźmiemy pod uwagę fakt, że języki a może raczej ich użytkownicy i użytkowniczki na własne sposoby motywowane – i kulturowo, i indywidualnie – używają języka/języków. Istotnym wydaje się również fakt, że niejednokrotnie napotykamy słowa, których odpowiedników nie można odnaleźć w innym/naszym języku. Jednak nie oznacza to, że nie zachodzi rozumienie i nie następuje komunikacja.

Język się zmienia a my konfrontujemy się z normą wzorcową i użytkową. Posługujemy się idiolektami i na nie się natykamy, do tego zachodzą interferencje. Poza tym – dość przyziemnie – ważna są motywacja i osoby, które wspierają nas w nauce języków: nudna pani od francuskiego czy nieżyczliwy pan od niemieckiego, nie raz stanęli na drodze ku językowemu sukcesowi…

Jestem przekonana, że każdy język można opanować (proszę zwrócić uwagę na znaczenie słówka opanować i przypomnieć sobie swoje językowe doświadczenia). Każdy z nich ma swoje tajemnice, których z początku może nie zauważamy. Zaczynamy je dostrzegać, gdy zaznajamiamy się z językiem, odczuwając potrzebę coraz precyzyjniejszego wyrażenia siebie.

Każdy z uczących się ma swoje własne tempo uczenia się oraz potrzeby, które powinny być respektowane, by osiągnąć cel, jakim może być jak najlepsza i jak najbardziej odpowiadająca potrzebom znajomość języka obcego. Moim zdaniem nie ma łatwiejszych czy trudniejszych języków. Moim zdaniem możemy uczyć się ich mniej lub bardziej skutecznie, posługiwać się nimi lepiej lub gorzej oraz bardziej lub mniej świadomie.

Zaryzykuję stwierdzenie, że język, kultura oraz myślenie są nierozerwalnie połączone ze sobą a wręcz determinują całe doświadczenie – postrzeganie świata, sny nawet.

Doskonale opisał ten fenomen Michał Głowiński. Otóż przyśniło mu się spotkanie z farmaceutką, podczas którego zapytał „czy jest Cortazar?”. W odpowiedzi padło: „Cortazaru nie ma”. I w całej przywołanej historii nie chodzi o błąd i wątpliwość – Cortazara (pisarza) czy Cortazaru (leku na przykład), ale o pytanie, czy taki sen mógłby śnić ktoś, kto posługuje się językiem, w którym nie funkcjonuje kategoria żywotności? Ja pozwolę sobie zapytać, czy ten sen jest przetłumaczalny na język, w którym nie ma deklinacji?

Reasumując, podtrzymuję, że polski jest logiczny i co więcej można się go nauczyć. Na sam koniec dodam, że mam niewątpliwą przyjemność znać osoby, które uczyły się go jako dorośli i swoją znajomością polszczyzny mogłyby zawstydzić niejednego z native speakerów i niejedną z native speakerek. Sorry, rodzimych użytkowników i użytkowniczek języka polskiego.

Źródła:

Michał Głowiński, Przywidzenia i figury, Kraków 1998.

Edward Łuczyński, Kategoria przypadka w ontogenezie języka polskiego czyli o wchodzeniu dziecka w rzeczywistość gramatyczną, Wydawnictwo Uniwersytetu Gdańskiego, Gdańsk 2004.

Jolanta Machowska, Nabywanie kategorii przypadka. Wiek wczesnoszkolny, Kraków 2006.

Przemysław Turek, Czy polski należy do najtrudniejszych języków świata? Polszczyzna w statystykach trudności przyswajania języków i w perspektywie porównawczej, w: Polonistyka bez granic, t. 2. Glottodydaktyka polonistyczna – współczesny język polski -językowy obraz świata, red. R. Nycz, W. Miodunka, T. Kunz, Kraków 2011.

O autorce:
Monika Nawracka

Antropolożka kultury. Absolwentka m.in. polonistyki i iranistyki.

Uczyła się angielskiego, niemieckiego, rosyjskiego, arabskiego, tureckiego i łaciny.

Uczy języka polskiego oraz perskiego.

Poniższy artykuł jest zmienioną wersją tekstu, który ukazał się na http://www.racjonalista.pl/kk.php/s,9553 24.stycznia 2014.

Kontakt: m.nawracka@gmail.com