Zapewne każdy z Was doskonale wie o tym, że ważną składową w procesie nauki języka jest umiejętność odbioru tekstu czytanego. Uczymy się tego od samego początku, najpierw tworząc mini dialogi w sklepie, na dworcu itd. Później nadchodzi czas na czytanki z podręcznika podczas lekcji angielskiego. Jak to przebiega? Przeważnie czytamy tekst, podkreślamy nieznane słowa, następnie tłumaczymy je na język polski. Ponadto rozwiązujemy zdania typu prawda-fałsz lub odpowiadamy na pytania dotyczące treści tekstu. W dużej mierze tutaj kończy się nasz kontakt z językiem czytanym. Zdajemy maturę, egzamin, kolokwium i tyle. Rzadko kto sięga po książkę w oryginale czy artykuł w „The Times”. Postaram się Wam opisać moją przygodę z czytaniem w językach obcych i zachęcić Was do rozwijania tej kompetencji językowej. Ready, steady, go!
Co zyskujemy?
Po pierwsze, czytanie w języku obcym pozwala nam na przyswojenie zasad ortografii. Dużo łatwiej jest uczyć się języka, wtedy gdy potrafimy sobie zwizualizować dane słowo. Poza tym, czytając zwracamy uwagę też na zasady pisowni i wszelkie wyjątki. Pozwoli nam to lepiej zapamiętać dane słowo, a co za tym idzie, szybciej się go nauczyć. Po drugie, poszerzamy swoje słownictwo. Oczywiście w zależności od tego po co sięgniemy tak będzie się kształtował zasób naszej leksyki. Ważne jest, aby czytać to, co sprawia nam przyjemność, ale o tym za chwilkę. Po trzecie, czytając w języku obcym po części tworzymy sobie rzeczywistość językową, która jest bardzo ważna w trakcie całego procesu nauki języka. Po czwarte uczymy się konkretnych słów w kontekście, w którym się ich używa; poznajemy kolokacje i struktury językowe.
Co wybrać?
Wybór książki do czytania jest bardzo indywidualny. Można sugerować się poziomem znajomości języka, więc dla początkujących polecałabym komiksy i książki dla dzieci. Dla osób średnio zaawansowanych odpowiednie będą wszelkie gazety the Mirror lub the Sun – można znaleźć tam naprawdę przystępne językowo teksty. Dla grupy zaawansowanej odpowiednie będą oczywiście pełnowymiarowe książki z wszelakich dziedzin. Musimy jednak pamiętać, żeby na pierwszą czy drugą książkę nie wybierać sobie bardzo ambitnych dzieł. Na początek nie polecam na przykład „Nędzników”, bo można się bardzo zniechęcić.
Mam już książkę i co dalej?
Istnieje kilka strategii czytania ze zrozumieniem z języku obcym. Kwestia wyboru jest znów bardzo indywidualna. Jednak istnieją pewne wskazówki, które z pewnością przydadzą się każdemu:
1. Nie tłumacz!
To jeden z największych błędów. Zaczynasz czytać i na pierwszej stronie jest dwanaście nowych słów. Podkreślasz i pędzisz do słownika, żeby zaraz sprawdzić ich znaczenie. Po dwudziestu minutach masz przetłumaczoną pierwszą stronę. Sukces, tylko czy o to Ci chodziło? Tłumaczenie słowo w słowo zostaw tłumaczom. Skup się na przekazie ogólnym, a słowa których nie znasz staraj się powiązać z kontekstem. Uwierz mi, na początku będzie to trudne, ale to naprawdę dobra metoda czytania.
2. Szukaj skojarzeń.
Załóżmy, że w tekście znajdujesz obce słowo, którego nie znasz. Można je po prostu pominąć i czytać dalej, ale czasem warto się zastanowić czy mamy z tym wyrazem jakieś skojarzenia. Może jest to forma czasownika lub antonim do przymiotnika, który już znasz? Staraj się zapisywać te słowa, tak by powstały rodziny wyrazów – to bardzo pomaga w nauce
Każdy język, którego się uczymy jest dla nas językiem obcym. Nawet gdybyś używał angielskiego od dwudziestu lat zawsze znajdzie się słowo, którego po prostu nie znasz. To zupełnie normalne, nikt nie jest chodząca encyklopedią. Czytając tekst w języku obcym nie zrozumiesz wszystkiego – pogódź się z tym.
4. Coś co znasz.
Bardzo dobrym pomysłem jest czytanie książki, której lekturę w języku polskim już masz za sobą. Plusem takiego podejścia jest to, iż znasz fabułę i bohaterów, a czytając angielską wersję dokonujesz jedynie porównań dot. tego jak zostały przetłumaczone nazwy, miejsca itd.
Jak zacząć?
Początek przygody z językiem używanym w literaturze nie będzie łatwy. Niestety, tak już jest i trzeba to zaakceptować. Ważne jest, aby się nie zniechęcać. Kiedy już pogodzimy się z faktem, że nie zrozumiemy każdego idiomu, łatwiej nam będzie czerpać radość z czytania. Jeśli natomiast będziemy wracać do słownika za każdym razem gdy zobaczymy nowe słowo, to czytanie stanie się dla nas męczarnią, a przeczytanie stu stronicowej powieści będzie istnym koszmarem.
Podzielę się z Wami moją historią, o tym jak zaczynałam czytać. Otóż, tak jak pewnie większość uczących się języka, traktowałam język czytany jako zło konieczne i coś co w zasadzie do niczego mi się nie przyda. Pierwszą moją książką, którą musiałam przeczytać był "Mały niedźwiadek", bajka po francusku dla dzieci. Prawdę mówiąc, zmusiłam się do jej czytania co nie przychodziło mi łatwo. Jednakże, po skończonej lekturze wiedziałam już, jakie popełniłam błędy i co mogłam zrobić, żeby ten proces przyspieszyć. W związku z tym sięgnęłam po kolejną dziecięca bajkę i próbowałam różnych strategii, żeby znaleźć tę najbardziej odpowiednią. Potem to już naturalnie poszłam za ciosem i na studiach moim ulubionym przedmiotem była oczywiście literatura.
Czas na akcent humorystyczny. Nie mogę wprost nie wspomnieć tej kultowej sceny z filmu Barei. Proszę kliknijcie tutaj, żeby zobaczyć sobie ten króciutki fragment. 🙂
Moi Drodzy, nie czytajmy dla zabicia czasu.
Jakie są Wasze opinie na temat obcojęzycznych książek? Czytacie? Lubicie? Macie swoje ulubione? Podzielcie się nimi w komentarzach.
Zobacz też:
Praca własna z tekstem oraz audio gdy brak podręcznika
Nauka języka bez podręcznika – część 2 – czytanie
Obca literatura dziecięca: dobre źródło nauki?
Jak czytać i nie zwariować



Motywacja do nauki to czynnik, bez którego nie odniesiemy sukcesu. Tutaj tak naprawdę to seniorzy mają przewagę nad dziećmi. Nikt nie ma tak dużej motywacji żeby opanować język, osoby w podeszłym wieku uczą się dobrowolnie, bez stresu i presji. Jakie są główne powody, dla których seniorzy podejmują się nauki języków? Pierwszym czynnikiem jest kontakt z rodziną. Wiele osób starszych zgodnie podkreśla, że do nauki najbardziej motywują je dzieci i wnuki. W czasach globalnej wioski, gdzie rodziny żyją z dala od siebie, a wnuki często nie znają języka polskiego, seniorzy sami próbują dostosować się do tej sytuacji. Część osób myśli też o przyszłości, być może ich zięciem lub synową będzie osoba, która nie będzie znała polskiego i wtedy chcieliby się czuć bardziej komfortowo w rozmowie z nią. Innym powodem, dla którego seniorzy uczą się języków to fakt, iż robią coś dla siebie. Będąc na emeryturze mają więcej wolnego czasu, który mogą spędzić w przyjemny sposób, między innymi na kursie języka. Niektórzy decydują się zdawać maturę, inni podchodzą do egzaminów typu FCE. W każdym przypadku kluczem jest komunikacja. Ludzie starsi nie chcą mieć już problemów na przykład na
zagranicznych wakacjach. Chcą być na tyle samodzielni, by móc się porozumieć bez pomocy dzieci lub wnuków. Kolejnym aspektem może być stan zdrowia. Wiele osób przyznaje, iż zajęcia są dla nich jak krzyżówki, ćwiczą pamięć i koncentrację. Warto podkreślić to, że seniorzy mają na tyle bogate doświadczenie życiowe, że nie boją się porażki, a nawet jeśli taka im się zdarzy, to nie zniechęcają się, tylko śmiało idą dalej do celu.

. Jeśli chodzi o wyjazdy na terenie Europy, to ogólne zasady są regulowane przez konwencje Rady Europy nr 68. Wyjazdy są organizowane legalnie na zasadzie kontraktów z rodzinami goszczącymi lub wiz wydawanych przez ambasady. Wyjazdy do krajów europejskich nie wymagają żadnych wiz ani pozwoleń. Natomiast osoby zainteresowane pracą au pair w Stanach Zjednoczonych aplikują o wizę J1.
air to w zasadzie darmowe wakacje, gdzie szlifuje się język, a przy okazji zwiedza kraj. Jest w tym ziarno prawdy, ale fille au pair ma również jasno określone obowiązki, z których musi się wywiązywać. Są to między innymi:





W roku 1922 Wielka Brytania miała w swoim posiadaniu prawie ¼ ziem na naszym globie, z populacją sięgającą prawie 450 mln. Z czasem kraje, które powoli zaczęły walczyć o swoją niepodległość, i tak zachowały język angielski jako dominujący lub nauczany w szkołach. Dodatkowo warto wspomnieć o czasach po II wojnie światowej, kiedy Europa się odbudowywała, a w Stanach Zjednoczonych nastąpił wielki boom ekonomiczny i gospodarczy. Krótko po II wojnie światowej to francuski był dominującym językiem dyplomacji i elit intelektualnych, ale został wyparty przez angielski.


zykami. Było to spowodowane przede wszystkim utworzeniem Kompanii Zatoki Hudsona. Powstały pierwsze osiedla w dolinie rzeki Red River, gdzie przybywali ludzie głównie ze Szkocji i z Quebecu. Tamtejsi Indianie również zostali zaangażowani w system gospodarczy ówczesnych osiedli. Tereny Manitoby były bardzo atrakcyjne gospodarczo dla przedstawicieli brytyjskiej spółki handlowej, toteż starano się, aby stosunki pomiędzy Europejczykami a rdzennymi mieszkańcami tych ziem były jak najbardziej korzystne. W związku z tym przez około sześćdziesiąt lat wytworzyła się specyficzna grupa społeczna łącząca w sobie elementy różnych kultur – byli to Metysi. Po rebelii nad rzeką czerwoną, na mocy Ustawy o Manitobie z 1870 roku, wytyczono granice prowincji. I tak stolica – miasto Winnipeg – jest intensywnie rozwijającym się ośrodkiem naukowym i przemysłowym. I oczywiście warto wspomnieć dewizę Manitoby, a są to słowa: „Gloriosus et Liber” (Wspaniały i Silny).
.
j, przymiotniki są zapożyczone z francuskiego, ponieważ w języku kri nie istnieją. Ich użycie i rola w zdaniu podlega regułom języka francuskiego. Jeśli chodzi o szyk zdania, to nie ma tutaj z góry określonych reguł, toteż ludzie posługujący się językiem mitchif budują wypowiedzi w bardzo dowolny sposób. I oczywiście fonetyka – zupełnie różna od tej francuskiej, ale spójrzmy też na przykładowe zdania – ktoś, kto miał styczność ze standardowym francuskim może być w szoku, gdy zobaczy te słowa i ich pisownie 😉 I od razu uprzedzam, język mitchif ma oczywiście swoje odmiany/dialekty. W poniższej tabelce zobaczymy Mitchif-Cri, Mitchif-Francuski i Mitchif–Ile-à-la Crosse. Zaczynamy!
cji wielu osób. Dlatego też zaczerpnięto ze „słownika” katolickiego wiele słów i zaczęto ich nagminnie używać w formie małych przekleństw, które wzmacniały wypowiedź. Po cichej rewolucji po 1960 roku wpływy katolicyzmu zaczęły słabnąć, jednak sacres quebecois nie straciły w związku z tym swojej pozycji. Co więcej, rozprzestrzeniły się na terenie całego Québecu. Być może sama idea wykorzystania tych słów została zaczerpnięta z Biblii, gdzie jasno i wyraźnie napisane jest „Nie używaj imienia Pana Boga swego nadaremno”.



